 |
Filozofować - nie filozofować? Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Filozofia i światopogląd
| Napisano | Autor | Tytuł | | 20-09-2005 23:44 | outsider (2469 punktów) | Filozofować - nie filozofować? | To najbardziej nietrwała konstrukcja: logika formalna trwa, jednak systemy filozoficzne nie podlegają rozszerzaniu jak w naukach ścisłych, a wzajemnemu zaprzeczaniu: filozofia bowiem stanowi pewien skraj i krawędź ludzkiego poznania rzeczywistości przez sądy o niej: o błąd oczywisty tu najłatwiej, o trwałość najtrudniej; a i sama zmienia przy tym tę warstwę rzeczywistości, którą stara się opisać - albowiem głoszone idee mają swój praktyczny wyraz.
Stąd bierze się u domorosłych filozofów skłonność do powtarzania sądów pochopnych - ot, głoszą jedną filozofie przeciw drugiej, zapominając o rzeczywistości - o tym, że istnieje jakaś rzeczywistość obiektywna i jakiś niedoskonały jej model jej zwany wiedzą. I o tym, że w obszarze naszych własnych działań model wpływa na rzeczywistość, nie tylko rzeczywistość na model - i o tym, że nierozsądne jest wymagać od modeli prawdziwości absolutnej, wymagać natomiast trzeba płodności, rozumianej jako zdolność do rozwoju.
I bywa zarzucanie na tym tle cudzym modelom nieprawdziwości - jakby ów model, który głosi zarzucający sam nie był tylko modelem, jakby w nim bezspornie odbijała się rzeczywistość sama: jakaś i jakoś się odbija, nigdy jednak do końca. Tak czy owak porównanie modeli musi być dokonane baz ścisłego kontaktu z rzeczywistością - ten bowiem właśnie poprzez modele (i nic więcej) zachodzi. Jesteśmy zatem skazani na porównywanie modeli między sobą, tylko tak: modele bowiem doskonalą się w sobie aby sprostać empirii i jedne czynią to lepiej inne - gorzej; dogmat znosi nowe wyznania gorzej niż paradygmat - tak się mści łatwość czynienia myśli (niepewnej jak każda myśl) dogmatem, paradygmat za to stworzyć o wiele trudniej, gdyż tworzy się go wątpiąc cały czas.
W pismach filozofów prawdziwych urzeka staranność w przedstawianiu stanowiska drugiej strony, w pisaninie pseudofilozofów razi na tym polu nonszalancja: sprawiają wrażenie, jakby obcy im model znali lepiej niż ten, którego bronią - co nie jest prawdą, trudno jest choćby na chłodno łączyć ze sobą podejścia modelowo odmienne - na polu modeli światopoglądowych szczególnie trudno. Rzetelna dyskusja zaś wymaga nie czynienia założeń a priori o nie swoich sadach - raczej zadawania niełatwych do sformułowania, ale koniecznych pytań: u podstaw takich pytań leży rzecz jasna jakaś wizja aparatu pojęciowego polemisty, ale to wizja o wiele mniej kategoryczna niż gdy ateista pisze katolicy sądzą to czy to - albo odwrotnie, katolik...
Trwa ostatnio na forum dość już długi spór naznaczony tym piętnem: po jednej stronie, bo tylko sądy co do sposobu myślenia jednej ze stron stanowią przedmiot sporu - stad i te moje ogólne uwagi. | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
| krest | Tak czy inaczej modele muszą opisywać rzeczywistość. Znalezienie błędu w opisie jest jednocześnie znalezieniem słabości modelu. A jeśli nawet po wytknięciu błędu modelu się nie zmienia? Cóż, tym gorzej dla niego. Szacunek
|
|
 | | outsider (2469 punktów) | Modele wymagające niesprzeczności z obserwacją mają w sobie od początku potencjał ewolucyjny, jaki miały niegdyś prokaryota - wszak ewolucja wymaga sprzężenia zwrotnego. Modele odrzucające wszelką praktyczną weryfikację maja ograniczone możliwości ewolucyjne - czy gorzej dla nich, że się nie zmieniają? Nawet nie - należałoby się najpierw doszukać w nich owego nieistniejącego potencjału: tymczasem modele tego typu z konieczności musza być oparte o niezmienne założenia szczegółowe, inaczej się nie da. Spełniają swoją rolę - potem odchodzą; to przednaukowe piętro ewolucji ludzkiego myślenia.
W praktyce rzecz jasna to odchodzenie trwa: dawne modele gdzieniegdzie pozostają długo uznawane - ale to gorzej nie dla nich samych, a dla rzeczywistości, dla grup ludzkich ewolucyjnie spóźnionych.
Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej (Nieboska komedia}
|
|
|  | | krest | Zgodziłbym się, że w pewnym momencie potrzebny jest jakikolwiek model świata, choćby najgłupszy. Jasnym jest, że jest on na miarę sytuacji i możliwości- czyli prowizorka. Dalsza ewolucja jest rzeczą naturalną. Teraz do kryterium porównawczego. Model musi być użyteczny. Jest to rzecz jasna i wiążąca model z rzeczywistością. Dlaczego gorzej dla modelu złego, fałszywego? Bo niszczy on nośnik (ogranicza, wypacza), na którym jest zapisany, co jest działaniem przeciwko sobie, a więc w jakiś sposób sprzecznym z jakąkolwiek logiką. Szacunek.
|
|
| |  | | outsider (2469 punktów) | Zmysłowa reprezentacja świata widzialnego odbiega od reguł rzutowania perpektywicznego: odbiega na tyle, że perspektywy malarskiej nie dało się stworzyć intuicyjnie: posłużono się geometrią - już stworzona wydaja się nam przecież jak najbardziej naturalna.
Mamy tu konflikt między dwoma modelami przestrzeni rzeczywistej, między postrzganiem ukierunkowanym na działanie i na analizę: czysto ludzki konflikt. Postrzeganie "naturalne" lepiej służy percepcji przestrzeni otaczającej, rozpoznaniu obieków i koordynacji ruchów - postrzeganie perspektywiczne lepiej z kolei służy chłodnej analizie, bo jest samo w sobie prostsze, choć rezultat jest bardziej złożony - dlatego to ono zwyciężyło w malarstwie nieudolne próby jakiejś organizacji płaszczyzny obrazu.
Rozciągnąłbym to rozumowanie i na inne modele: model nazistowski był antyhumanitarny i antyrozumowy - a przecież na czas jakiś wykazał się skutecznością. Są modele służące przyszłości w tym sensie, że wpisują się w przestrzeń ewolucji modeli - ale są i modele służące teraźniejszości: piekielnie skuteczne, nim pochłonie je piach i pogarda. Wybór między jednymi i drugimi jest wyborem aksjologicznym - nie jest bowiem oczywiste co stawiac wyżej: teraźniejszość (ile trwającą - rok czy dziesięć lat?) - czy przyszłość.
Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej (Nieboska komedia}
|
|
| | |  | | krest | > Wybór między jednymi i drugimi jest wyborem aksjologicznym - nie jest bowiem oczywiste co stawiac wyżej: teraźniejszość (ile trwającą - rok czy dziesięć lat?) - czy przyszłość. Nie zgodziłbym się z aksjologicznością. Według mnie najczęściej powstaje mieszanka obu modeli. Kryterium proporcji mieszania się jest ocena ryzyka związana z możliwością powstania komplikacji. Ryzyko ocenia jednostkowy umysł poddany najrozmaitszym wpływom. Jeśli przyjąć, że któryś system jest nieżyciowy, totalny wybór powinien prowadzić do zgubnych konsekwencji. Tak chyba zresztą jest (nie znam przypadku, by tak nie było- odwołując się do odpowiedniej literatury i swoiście rozumiejąc 'totalny wybór' jako całkowite, konsekwentne podporządkowanie systemowi w każdej dziedzinie życia). Ta 'aksjologia' nie bierze się znikąd, jak sądzę. Szacunek
|
|
| placownik | Być może, w sposób dla mnie niezauważalny, dorobiłem się klapek na oczy, które powodują że nie potrafię się dopatrzyć w Twoich ogólnych uwagach jakiegoś wyraźnego punktu zaczepienia mogącego stanowić punkt wyjścia do dyskusji. Myślę to samo, choć może nie tak samo.
Uważam, że było by lepiej gdyby Twoja wypowiedź stała się podstawą do powstania mini eseju, który mógłby być umieszczony na stronach Racjonalisty. Okazji do odwoływania się do niego w trakcie toczonych na forum sporów na pewno by nie zabrakło. Forum, z założenia miejsce do prowadzenia dyskusji, nie jest najlepszym miejscem dla tego typu wypowiedzi jak Twoja.
Jeśli jednak to klapki na moich oczach ...? Świadczył by o tym post Kresta.
Pozdrawiam.
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
 | | outsider (2469 punktów) | Piszę o rzeczy, pojawiającej się na forum co jakiś czas, i dość pospolitym jak sadzę błedzie rozumowania. Faktycznie, tekst jest dośc abstrakcyjny - unikam polaryzacji - ale umieszczony na portalu jako artykuł byłby jeszcze bardziej: inny kontekst. Czy zresztą mam rację, czy piszę truizmy?
Z racjonalnego punktu widzenia - tak, ale rozumowanie racjonalne to pewien model, lepiej lub gorzej realizowany: zawsze zresztą częściowo. Moje forumowe doświadczenie: największe burze wywoływały teksty dla mnie samego oczywiste, nieagresywne i - wydawałoby się - bez punktów zaczepienia. Może to stąd, że o tym co uważamy za oczywiste ani nie wątpimy ani nie rozmawiamy: sadzimy, że to sąd powszechny - bywa inaczej.
Niekiedy tekst pozostaje martwy i nie pobudza dyskusji - niekiedy jednak przeciwnie: ktoś się z nim głęboko nie zgadza i rusza lawina; wtedy okazuje się, że wyrażone poglądy wcale nie sa powszechnie przyjęte. Cóz - zobaczymy.
Bo pod naszymi sporami o drobiazgi nieraz sa zasypane pęknięcia znacznie poważniejsze.
Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej (Nieboska komedia}
|
|
| Totus (1201 punktów) | Polecam NT ; Mt 12,31 "Grzech przeciwko Duchowi Świętemu" 'Duch Święty" zastąp jako 'UMYSŁ'.
|
|
 | | outsider (2469 punktów) | Efektowne, Totusie, ale...
Jest pewien problem systemów zamknietych, zmatematyzowany w tw. Goedla - są w nich bowiem zdania nierozstrzygalne, rzecz nie polega tylko na konstrukcjach takich jak antynomie. Od dawna stosowano pewien wytrych: tworzono zewnętrzną normę, rzekomo od rozumu niezależną - racjonalizmowi niestety to narzędzie nie przysługuje, zaprzeczyłby sam sobie tworząc choć jeden dogmat. Dlatego nie da się zastąpić w cytowanym przez Ciebie zdaniu Ducha świętego - umysłem, normy zewnetrznej - wewnętrzną i niepewną; dlatego też wiarę trzeba narzucać niepokornym siłą, to ona w grucie rzeczy jest ową zewnetrzna normą.
Nie ma pozakontekstowego dowodu, że umysł mierny jest gorszy od umysłu sprawnego i dobrze wyćwiczonego - a konteksty sporów są zawsze niejasne. Pokazują to choćby dyskusje prowadzone w sieci - nie ma arbitra uznanego przez obie strony, spór może trwać w nieskończoność. W życiu realnym środkiem rozstrzygającym jest w skali jednostkowej przemoc, w skali starcia ideologii - wojna; nie walcza ze soba umysły ale zasoby realne jakie zdołaja zgromadzić - zasoby zużywające się w walce; nb. dlatego jestem sceptykiem jesli chodzi o pokojową przyszłość świata.
Dyskusje na forum moga pozostać formalnie nierozstrzygnięte, dyskusje realne jednak - nie.
Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej (Nieboska komedia}
|
|
|  | | Totus (1201 punktów) | > racjonalizmowi niestety to narzędzie nie przysługuje, zaprzeczyłby sam sobie tworząc choć jeden dogmat.Czy UMYSŁ istnieje we wszechrzeczy? To dogmat? > Dlatego nie da się zastąpić w cytowanym przez Ciebie zdaniu Ducha świętego - umysłem, normy zewnetrznej -a co jeżeli Duch Święty jest synonimem "UMYSŁU" jako ogniwa poznawczego i nazywającego rzeczy po imieniu? Czym innym mógłby być? Proszę podać jakąkolwiek inną możliwość, czyjąkolwiek inną koncepcję. > wewnętrzną i niepewną; dlatego też wiarę trzeba narzucać niepokornym siłą, to ona w grucie rzeczy jest ową zewnetrzna normą.Przykro mi ale w cywilizowanym świecie ludzi szanujących człowieczeństwo nie ma wiary, procesu narzucania siłą czy niepokory wobec prawdy. No chyba, że mówimy o edukacji dziecka do poziomu obywatela. Zgodzę się, że enklawa cywilizowanego społeczeństwa na tej planecie nie jest mi znana, ale ta e-strona to już Coś przez duże C. > W życiu realnym środkiem rozstrzygającym jest w skali jednostkowej przemoc, w skali starcia ideologii - wojna; nie walcza ze soba umysły ale zasoby realne jakie zdołaja zgromadzić - zasoby zużywające się w walce; nb. dlatego jestem sceptykiem jesli chodzi o pokojową przyszłość świata.Tak było - powiem jak papież po obejrzeniu "Pasji" Gibsona, tak było. ...optymistycznym akcentem kończąc
|
|
| |  | | outsider (2469 punktów) | > Czy UMYSŁ istnieje we wszechrzeczy? To dogmat?Czy UMYSŁ jest w stanie odpowiedzieć na jakiekolwiek pytanie TAK lub NIE? Odpowiedż bedzie zawsze niejednoznaczna, bo UMYSŁ (będący sumą umysłów) niczego uzgodnić nie jest w stanie. > >Dlatego nie da się zastąpić w cytowanym przez Ciebie zdaniu Ducha świętego - umysłem, normy zewnetrznej -> a co jeżeli Duch Święty jest synonimem "UMYSŁU" jako ogniwa poznawczego i nazywającego rzeczy po imieniu? Czym innym mógłby być? Proszę podać jakąkolwiek inną możliwość, czyjąkolwiek inną koncepcję.To jedna z koncepcji stworzonych przez UMYSŁ (by sie już tej konwencji konsekwentnie trzymać). Nie jest powszechnie uznawana - co wynika zarówno z natury UMYSŁU jak i samej koncepcji. > >wewnętrzną i niepewną; dlatego też wiarę trzeba narzucać niepokornym siłą, to ona w grucie rzeczy jest ową zewnetrzna normą.> Przykro mi ale w cywilizowanym świecie ludzi szanujących człowieczeństwo nie ma wiary, procesu narzucania siłą czy niepokory wobec prawdy. No chyba, że mówimy o edukacji dziecka do poziomu obywatela. Zgodzę się, że enklawa cywilizowanego społeczeństwa na tej planecie nie jest mi znana, ale ta e-strona to już Coś przez duże C.Dlatego nie ma cywilizowanego świata, są najwyżej enklawy. Jesli sa istotnie cywilizowane, nigdy samych siebie nie nazwą światem. > > W życiu realnym środkiem rozstrzygającym jest w skali jednostkowej przemoc, w skali starcia ideologii - wojna; nie walcza ze soba umysły ale zasoby realne jakie zdołaja zgromadzić - zasoby zużywające się w walce; nb. dlatego jestem sceptykiem jesli chodzi o pokojową przyszłość świata.> Tak było - powiem jak papież po obejrzeniu "Pasji" Gibsona, tak było.Totusie - wiara bywa przydatna, ale to jednak nie to samo co myslenie racjonalne. > ...optymistycznym akcentem kończąc  Optymizm dobra rzecz - niestety, na mocy definicji.
Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej (Nieboska komedia}
|
|
| | |  | | Totus (1201 punktów) | > >Czy UMYSŁ istnieje we wszechrzeczy? To dogmat?> Czy UMYSŁ jest w stanie odpowiedzieć na jakiekolwiek pytanie TAK lub NIE? Odpowiedż bedzie zawsze niejednoznaczna, bo UMYSŁ (będący sumą umysłów) niczego uzgodnić nie jest w stanie.UMYSŁ albo istnieje we wszechrzeczy (np. jako zbiór dynamiczny ((...)-ojciec-syn-(...)) ) albo pojawia się sporadycznie albo jest ludzką lokalną anomalią w kosmosie. Jeżeli wybieramy możliwość pierwszą to: www.racjonalista.pl/forum.php/p,10/s,29714musimy próbować odpowiedzieć na pytanie - 'co z tego wynika'. Albo jak zadał je jeden z moich niedoszłych adwersarzy "Jaki z tego morał drogi Panie?" (p.wątek) w możliwości drugiej mamy do czynienia z UMYSŁEM wpisanym w "naturę CHAOSU" w możliwości trzeciej mamy do czynienia ze skrajnie mało prawdopodobnym zjawiskiem jakie w naszym przypadku zaszło we wszechświecie. a teraz odpowiednio człowiek jawi się jako: 1. Syn Boga ojca kosmity. Człowieka rasy starszej. 2. Współlokator, konkurent do miana Władcy (no chyba, że będzie możliwa demokracja z obcymi) 3. Władca absolutny. Bóg ewoluujący. Prawdopodobny PROTOPLASTA rodów świadmości. Samozwańczy PIERWSZY Z PIERWSZYCH. PRAPOCZĄTEK istot rozumnych we wszechrzeczy. Czy widzisz jakieś inne możliwości? Pewnie nie. Proszę zupełnie niezobowiązująco odpowiedzieć na pytanie: DO KTÓREJ OPCJI SKŁONNY BYŁBYŚ SIĘ PRZYCHYLIĆ? > To jedna z koncepcji stworzonych przez UMYSŁ (by sie już tej konwencji konsekwentnie trzymać). Nie jest powszechnie uznawana - co wynika zarówno z natury UMYSŁU jak i samej koncepcji.Nie wiem czy można mówić o powszechnym uznaniu czegoś z czym być może wielu się jeszcze nie spotkało. A czy Ty, outsaiderze  , spotkałeś się z kimś kto głosi podobne do moich herezje? Chętnie poczytałbym jakąś książkę lub stronkę na ten temat. > Dlatego nie ma cywilizowanego świata, są najwyżej enklawy. Jesli sa istotnie cywilizowane, nigdy samych siebie nie nazwą światem.Jezus rzekł - "Ja jestem prawdą" - człowiek, który będzie chciał zrozumieć Jezusa stanie się jego świadkiem, albowiem prawda jest w nas samych. Zastanawia mnie z jaką pogardą spojrzał by Pan na religię, gdyby odczytał naukę Jezusa jako naukę o człowieczeństwie, przed którym uklęknie i rozsypie się każdy żałosny wizerunek boskości. Nawet ten, który szatan zbudował pod krzyżem. (?)
|
|
| | | |  | | outsider (2469 punktów) | Odpowiem tak, Totusie: niewatpliwie mamy jako istoty rozumne zdolność tworzenia systemów pojęciowych. Tworząc je, dbamy co najmniej o wewnetrzna niesprzecznośc każdego z nich - innych jednak ograniczeń ta nasza zdolnośc nie ma, możemy stworzyć wiele (potencjalnie: nieskonczenie wiele) systemów pojęciowych wewnetrznie spójnych. Choć spójnych jedynie w ramach zakreślonych przez twierdzenie Goedla - owa matematyczną zasade nieoznaczoności (jest zatem pewna granica spójności systemu - spójności doskonałej nie ma).
Systemy nie zawierające zdań empirycznie falsyfikowalnych nie dają się między soba porównywać inaczej, niż pod względem estetycznym, nie da sie ich uszeregowac pod względem prawdziwości. Prowadzi to do następującego wniosku: nie wprowadzając do projektu systemu zdań falsyfikowalnych empirycznie, redukujemy do zera jego własną wartośc poznawczą - konstruujemy coś nowego, nie poznajemy niczego istniejącego wczesniej. Piszę o własnej wartości poznawczej, bo pewna wartośc pochodna istnieje: poznanie już skonstruowanych systemów jest poznaniem pewnego aspektu rzeczywistości.
Staram sie oddzielać starannie konstrukcję od poznania. Jeślibyśmy mówili o poznaniu, ograniczam je do pewnych ram: w tych ramach jedynym znanym mi UMYSŁEM jest nasz zbiorowy umysł, skazany na poznanie własnymi jedynie środkami. Czy istnieja inne UMYSŁY - nie wiem, ale i nie mam możliwości poznawczych, by wiedzieć: dopuszczam istnienie UMYSŁÓW zarówno nam samym równorzędnych (inne cywilizacje) jak i nadrzędnych (powiedzmy: Stwórca). Osią mojego ateizmu jest to, że owo poznawcze ograniczenie jest nie tylko właściwe jak dotąd mojemu umysłowi, ale i jedynemu UMYSŁOWI jaki znam - czyli UMYSŁOWI ludzkości.
Mozna w tych ramach konstruować modele dowolne - pozostaną one jednak modelami samoistnymi (jeśli sformułowanie "model samoistny" nie jest oksymoronem), niekoniecznie mającymi do czegokolwiek na zewnątrz UMYSŁU odniesienie: nie przeczy to ich użyteczności, jak długo nie stają się antypoznawcze - jak długo nie tłumią siłą czy indukowanym obyczajem rzeczywistych mozliwości poznawczych: te przecież jakieś mamy.
Dlatego, Totusie, Twoja koncepcja jest dla mnie po prostu jedną z wielu, bez możliwości uszeregowania: jeślibym miał ja skomentować, ograniczę sie do wskazania penego mechanizmu.
Świat bogów miał czynić stabilniejszą reczywistość widzialną, miał być jej trwałym zakotwiczeniem. Powszechność walki zawsze rzucała się w oczy - stąd wizje demonw dobrych i żłych, potem bogów dobra i zła. Im bardziej jednak rozwijała się struktura tych czy innych bogów - tym bardziej redukowała się liczba bogów potrzebnych. Kwestia ekonomii rozumowania: granicą owej ilosciowej redukcji była rzecz jasna jedność, bo zero to juz przełom jakościowy.
Redukcja panteonu do jedności nie była jednak rzeczą łatwą, więc sprawy szły zygzakiem. Jak odwzorować w Jedność dialektykę walki? Ano, nie da się - stąd i w chrześcijaństwie niezbędny okazał się Szatan: postać niezwykle ciekawa, albowiem próba wenątrzsystemowego uzgodnienia jego atrybutów z boskimi pachnie herezją sama w sobie: oto Bóg Wszechmocny pozostaje w nieskończonym stanie wojny z Szatanem, który wszechmocny nie jest - niech bedzie, czym jednak jest w tym ujeciu Wszechmoc? Podobną "uszczelką" wydaje mi sie i pojęcie Ducha Świętego: trzeba było jakoś wypełnić pustkę po ukrzyżowaniu - trzeba było stworzyć iluzję, że przekaz trwa nadal, iluzję następcy Chrystusa... Nie doszukuję się nadmiernego znaczenia w tym, co uszczelniało pęknięcia w systemach - jeśli już, to jakichś istotych poznawczo znaczeń szukam w ich pierwotnych założeniach: choćby w pojęciu wszechmiłości boskiej, będacym dawno temu sposobem na ową niespójność, jaką stanowi symboliczne przedstawienie dialektycznie skonfliktowanego świata w postaci jedynego Boga; inna rzecz, że niewiele to dało.
Pozdrawiam.
Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej (Nieboska komedia}
|
|
| | | | |  | | Totus (1201 punktów) | Odpowiem tak, Outsiderze,: "Przypuśćmy, że ktoś mówi: "Złamałem sobie palec" a ktoś inny odpowiada- "To prawda"; wówczas nic bardziej oczywistego - to co powiedział pierwszy jest prawdziwe wtedy i tylko wtedy, gdy prawdziwe jest to co powiedział drugi"  W moim spojrzeniu na świat PODMIOT posługuje się logiką i matematyką i określa nimi bezwolne formy bytu przedmiotowego. Coś co ma wolę - czyli PODMIOT - nie podlega prawom logiki ani matematyki w swoim działaniu. Mam na myśli prawa jakimi opisujemy z reguły martwą rzeczywistość poza-umysłową. Chyba, że się mylę. > Staram sie oddzielać starannie konstrukcję od poznania. Jeślibyśmy mówili o poznaniu, ograniczam je do pewnych ram: w tych ramach jedynym znanym mi UMYSŁEM jest nasz zbiorowy umysł, skazany na poznanie własnymi jedynie środkami.Jako zbiór indywidualnych umysłów na podłożu fizycznym i nie mogących istnieć bez niegio. Rzekłbym w pozamaterialno-energetycznej nicości. W oderwaniu od niej przez co poza nią. Wszystko co istnieje we wszechrzeczy musi być jej częścią. > Czy istnieja inne UMYSŁY - nie wiem, ale i nie mam możliwości poznawczych, by wiedzieć: dopuszczam istnienie UMYSŁÓW zarówno nam samym równorzędnych (inne cywilizacje) jak i nadrzędnych (powiedzmy: Stwórca).O i tu przypominam mój wątek "Stwórca". Wnioskiem, którego w nim nie zawarłem jest: Nie można stworzyć czegość co istniało od zawsze. Nie ma więc STWÓRCY w kontekście bytu. Jeśli zaś byt nie ma początku to czemu umysł miałby mieć w nas swój początek? I tu pojawia się koncepcja Boga Trójjedynego jako procesu. Nasza wewnętrzna ciekawość, wpisana w nas, ta, którą oddychamy na codzień, ona spowoduje zróżnicowanie się UMYSŁU we wszechświecie, ona też zapyta o OJCA, choćby nie wiem ilu Goedlów miało próbować rozmyć jej "oczy". No chyba, że kwarantanna atomowa albo zderzenie z meteorytem przerwie bezpowrotnie łańcuch albo jego pierwsze ogniwo mające ambicje zapoczątkowania nowego łańcucha. > Osią mojego ateizmu jest to, że owo poznawcze ograniczenie jest nie tylko właściwe jak dotąd mojemu umysłowi, ale i jedynemu UMYSŁOWI jaki znam - czyli UMYSŁOWI ludzkości.Ateizm - gdyby ograniczyć tylko do niejasnej teistycznej koncepcji Stwórcy - powinien być normą społeczną. Człowiek - rasa starsza - nie dość, że "wymiata" dogmaty to jeszcze tworzy w ich miejscu przyjazne wartości. Zauważasz to? Oczywiście nie proponuję nowego UFO-dogmatu, nie spotkałem też kosmitów w kraterze (RAEL) ale zauważam, że jego (kosmity) przesłanki jakoweś istnieją przynajmniej czysto filozoficznie rozumując. I masz rację pisząc: > (...) niekoniecznie mającymi do czegokolwiek na zewnątrz UMYSŁU odniesienie: nie przeczy to ich użyteczności, jak długo nie stają się antypoznawcze - jak długo nie tłumią siłą czy indukowanym obyczajem rzeczywistych mozliwości poznawczych: te przecież jakieś mamy.TAK - nie wymijająco, ale uczciwe: TAK. Nie tylko nie tłumi ale i pobudza, angażuje w to o czym marzysz, pcha ku temu. > Dlatego, Totusie, Twoja koncepcja jest dla mnie po prostu jedną z wielu, bez możliwości uszeregowania: jeślibym miał ja skomentować, ograniczę sie do wskazania penego mechanizmu.Nigdy się pod nią nie podpiszę ... no chyba że "Totus tuus Ojcze" > stąd i w chrześcijaństwie niezbędny okazał się Szatan: postać niezwykle ciekawa, albowiem próba wenątrzsystemowego uzgodnienia jego atrybutów z boskimi pachnie herezją sama w sobie: oto Bóg Wszechmocny pozostaje w nieskończonym stanie wojny z Szatanem, który wszechmocny nie jest - niech bedzie, czym jednak jest w tym ujeciu Wszechmoc?Mogę powiedzieć tylko czym jest w moim ujęciu: www.racjonalista.pl/kk.php/s,3770autor moim zdaniem nie postawił tylko słowa 'NIE' przed słowem wszechbyt. A co by było gdyby postawił? Nic, absolutnie nic tak w przenośni jak i innym rozumieniu: "Wszechmoc UMYSŁU nie czyni jego woli wszechmocną w bycie fizycznym (pozaumysłowym)" Pozdrawiam serdecznie
|
|
jeyes (2281 punktów) (zablokowany) | Krótko mówiąc Lewandowski głupoty pisze i skończyć nie umie, ani chęci nie ma. O to chodziło, czyż nie?
|
|
 | | outsider (2469 punktów) | Chodziło o coś więcej - Jan Lewandowski stanowił jedynie punkt wyjścia. Optymizm praktyczny polega na wyciąganiu korzyści ze wzystkiego - nawet z obecności żywego scholastyka na forum "Racjonalisty".
A Jasio? Cóz, skoro tak lubi rolę worka treningowego...
Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej (Nieboska komedia}
|
|
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|