 |
Edukacja - dobro zdewaluowane? Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Społeczeństwo i kraj
| Napisano | Autor | Tytuł | | 15-03-2013 09:05 | Grzegorz (2117 punktów) | Edukacja - dobro zdewaluowane?
2 na 2 | Temat wynagrodzeń dla uczniów skłonił mnie do zaproponowania dyskusji o edukacji w ogóle. Wiem że to temat rzeka ale może coś ciekawego z tej rzeki wypłynie  Niedawno zastanawiałem się przez czas jakiś nad raportem Międzynarodowej Komisji do spraw Edukacji dla XXI wieku pt. "Edukacja: jest w niej ukryty skarb" ( tu tłumaczenie ale tylko części) Zawarte tam tezy i propozycje stały się bazą do pewnej refleksji - w czasach i miejscach gdzie dostęp do różnych dóbr, w tym i edukacji był lub jest okupiony wysiłkiem, kosztami, wyrzeczeniami, edukacja stanowi bezdyskusyjną wartość. Nikogo nie trzeba przekonywać raportami czy programami, że "wiedza to skarb". Ludzie którzy chcą się kształcić, świadomi trudności na swej drodze mają motywację i determinację aby osiągać swoje cele. W świecie gdzie upowszechniony jest dostęp do nauki, gdzie każdy bez większego wysiłku zdobywa przynajmniej średnie wykształcenie nagle okazuje się, że musimy walczyć z dewaluacją wartości edukacji. Czemu? Cóż, może mało kto wierzy w to, że za darmo można uzyskać coś wartościowego? Trudno dyskutować ze słusznością celu jakim jest uzyskanie w procesie edukacji osoby takiej jak ją opisuje raport - świadomej, elastycznej, uwrażliwionej, posiadających niezbędne kompetencje do funkcjonowania w środowisku, które się zmienia, samodzielnie myślącej itp. Obserwacje pokazują jednak, że system edukacji z całą pewnością nie jest odpowiednio skuteczny. Dlaczego? Stawiam tezę do dyskusji: winowajcą tej sytuacji jest w dużej mierze brak motywacji do zdobywania wiedzy. Jest to oczywiście skutkiem dewaluacji, ale czy nie jest tak że do owej dewaluacji należałoby podejść nie tylko "filozoficznie" ale jak najbardziej "rynkowo"? Masowa edukacja jest jak, nie przymierzając, masowe żywienie - przy ograniczonej ilości środków nie ma możliwości zapewnić wysokiej jakości "produktu", a perspektywa nabycia byle jakiego produktu raczej nikogo nie motywuje. Coś co mogą mieć wszyscy i nieodpłatnie raczej nie stanie się wartością pożądaną. Oczywiście upraszczam, oczywiście przyczyny można mnożyć, dzielić i dodawać jestem ciekaw Waszej opinii, zarówno w zakresie zaproponowanego wyżej wniosku jak i własnych przemyśleń w tym temacie. Pozdrawiam | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
| Matix (5786 punktów) | > Coś co mogą mieć wszyscy i nieodpłatnie raczej nie stanie się wartością pożądaną.Tutaj jest temat na kolejny wątek. Dlaczego tak jest?
|
|
1 na 1 Iwan Denisowicz (16705 punktów) (zablokowany) | >Cóż, może mało kto wierzy w to, że za darmo można uzyskać coś wartościowego? Całkiem możliwe, choć edukacja nie jest za darmo. >Stawiam tezę do dyskusji: winowajcą tej sytuacji jest w dużej mierze brak motywacji do zdobywania >wiedzy. >Jest to oczywiście skutkiem dewaluacji, ale czy nie jest tak że do owej dewaluacji należałoby >podejść nie tylko "filozoficznie" ale jak najbardziej "rynkowo"? Owszem brak motywacji do nauki to problem, choć mam wrażenie, że stosunkowo łatwy do rozwiązania. Patrząc na polski system edukacyjny łatwo dojść do wniosku, że uczniowie muszą przyswoić zbyt dużo książkowej wiedzy, nie są zaś uczeni logicznego myślenia. Nauka dosyć często polega na wkuwaniu na pamięć. Przede wszystkim jednak wiedza zdobyta w szkole często nie ma praktycznego zastosowania w życiu. Tego zaś co pomogłoby w codziennej egzystencji szkoła nie uczy. Wobec tego brak motywacji do uczenia się nie powinien dziwić. >Masowa edukacja jest jak, nie przymierzając, masowe żywienie - przy ograniczonej ilości środków nie >ma możliwości zapewnić wysokiej jakości "produktu", a perspektywa nabycia byle jakiego produktu >raczej nikogo nie motywuje. W edukacji większym problemem jest raczej odpowiednie użytkowanie środków, choć ich brak również jest dotkliwy. Marnotrawstwo pamiętam jeszcze ze swojej szkoły, najlepszym jego przykładem była sala do nauki języków wyposażona w słuchawki i tablice, w praktyce nieużywana. Poza tym zastanawiam się czy obowiązek szkolny nie utrudnia sprawy nauczycielom. Zdarzają się przecież jednostki nie mające chęci kontynuowania nauki przed ustawowym wiekiem.
|
|
 | 1 na 1 | Grzegorz (2117 punktów) | >Całkiem możliwe, choć edukacja nie jest za darmo.
No ba - jest nawet niebywale kosztowna szczególnie jeśli wziąć pod uwagę, że nowe czasy wymagają zbudowania od nowa całej "bazy edukacyjnej" aby np. stworzyć warunki do tego o czym piszesz dalej - czyli do zmiany form i sposobów kształcenia.
>Owszem brak motywacji do nauki to problem, choć mam wrażenie, że stosunkowo łatwy do rozwiązania. Patrząc na polski system edukacyjny łatwo dojść do wniosku, że uczniowie muszą przyswoić zbyt dużo książkowej wiedzy, nie są zaś uczeni logicznego myślenia. Nauka dosyć często polega na wkuwaniu na pamięć. Przede wszystkim jednak wiedza zdobyta w szkole często nie ma praktycznego zastosowania w życiu. Tego zaś co pomogłoby w codziennej egzystencji szkoła nie uczy. Wobec tego brak motywacji do uczenia się nie powinien dziwić.
Obserwowałem w praktyce systemy oparte na takich "zdrowszych" zasadach i znacznie od Polskiego bogatsze (w sensie bazy i możliwości finansowych) i nie mam optymistycznych wniosków, a nawet wręcz pesymistyczne. Problemy są różne np. kto ma dokonywać wyboru tych rzeczy które potem przydają się w praktyce. W obserwowanym przeze mnie systemie (Belgia) od wieku 2,5 roku dziecko jest "pod obserwacją", rodzice mają dostęp do opinii fachowej dotyczącej kierunku optymalnego rozwoju (oczywiście ich to nie wiąże ale na ogół jednak są one traktowane poważnie) i to opartej nie na jednym wywiadzie ale na okresowych ocenach rozwoju dziecka i kierunku jego uzdolnień/możliwości. Wszystko jest fajnie pomyślane, tyle że praktyczny efekt jest taki, że całkiem przeciętny polski uczeń w tamtejszej szkole będzie robił za intelektualistę. To są moje jednostkowe obserwacje wynikające ze znajomości konkretnych ludzi i konkretnych szkół, może za mało żeby uogólniać ale pozwolę to sobie tak podsumować - znana mi nastolatka, która w tamtejszej szkole uczyła się od początku do 15 roku życia, po przyjeździe do Polski powiedział kiedyś "cieszę się że tu wróciliśmy bo nie muszę się wstydzić tego że czytam książki." Była zaskoczona też innymi rzeczami (tym razem na minus) np. ściąganiem czy wrogością jaka panuje między uczniami i nauczycielami.
>/.../Poza tym zastanawiam się czy obowiązek szkolny nie utrudnia sprawy nauczycielom. Zdarzają się przecież jednostki nie mające chęci kontynuowania nauki przed ustawowym wiekiem.
Też się nad tym zastanawiam, szczególnie w kontekście tego, że ten obowiązek został ostatnio wydłużony i pewnie będzie dalej wydłużany. Brutalnie mówiąc - wydajemy pieniądze na edukację ludzi, którzy nie chcą się uczyć a brakuje na tych którzy tego chcą.
Pozdrawiam
|
|
|  | 2 na 2 Iwan Denisowicz (16705 punktów) (zablokowany) | >Obserwowałem w praktyce systemy oparte na takich "zdrowszych" zasadach i znacznie od Polskiego bogatsze (w sensie bazy i możliwości finansowych) i nie mam optymistycznych wniosków, a nawet wręcz pesymistyczne. >Problemy są różne np. kto ma dokonywać wyboru tych rzeczy które potem przydają się w praktyce. W obserwowanym przeze mnie systemie (Belgia) od wieku 2,5 roku dziecko jest "pod obserwacją", rodzice mają dostęp do opinii fachowej dotyczącej kierunku optymalnego rozwoju (oczywiście ich to nie wiąże ale na ogół jednak są one traktowane poważnie) i to opartej nie na jednym wywiadzie ale na okresowych ocenach rozwoju dziecka i kierunku jego uzdolnień/możliwości. Wszystko jest fajnie pomyślane, tyle że praktyczny efekt jest taki, że całkiem przeciętny polski uczeń w tamtejszej szkole będzie robił za intelektualistę. Wybór tych rzeczy faktycznie mógłby być problemem. Z drugiej jednak strony uważam, że dało by się osiągnąć konsensus co do nauczania podstaw takich jak choćby wypełnianie PITów. Co do systemu belgijskiego to nie znając go w praktyce ciężko mi się o nim wypowiadać, ale sądzę że nadmierna specjalizacja to nic dobrego. Moim zdaniem wykształcenie ogólne jest konieczne, przynajmniej do pewnego etapu, czyli polski system, który to oferuje nie jest najgorszy. Problemem jest nadmierne skupianie się na wiedzy ogólnej, przygotowywanie uczniów pod testy, czy nieumiejętność rozbudzenia ciekawości świata i głodu wiedzy. >To są moje jednostkowe obserwacje wynikające ze znajomości konkretnych ludzi i konkretnych szkół, może za mało żeby uogólniać ale pozwolę to sobie tak podsumować - znana mi nastolatka, która w tamtejszej szkole uczyła się od początku do 15 roku życia, po przyjeździe do Polski powiedział kiedyś "cieszę się że tu wróciliśmy bo nie muszę się wstydzić tego że czytam książki." Była zaskoczona też innymi rzeczami (tym razem na minus) np. ściąganiem czy wrogością jaka panuje między uczniami i nauczycielami. Myślałem, że to w Polsce czytelnictwo upada, a z Twoich słów wynika, że trzyma się całkiem nieźle. Co do ściągania to myślę, że po części przynajmniej wynika z konieczności wkuwania, uczenia się nieinteresujących czy niepraktycznych rzeczy. >Też się nad tym zastanawiam, szczególnie w kontekście tego, że ten obowiązek został ostatnio wydłużony i pewnie będzie dalej wydłużany. >Brutalnie mówiąc - wydajemy pieniądze na edukację ludzi, którzy nie chcą się uczyć a brakuje na tych którzy tego chcą. Takie są uroki edukacji państwowej. Inna sprawa, że nie jestem pewien czy całkowita likwidacja obowiązku szkolnego przyniosłaby pozytywne rezultaty. >Pozdrawiam Również pozdrawiam.
|
|
| |  | 1 na 1 | Grzegorz (2117 punktów) | > Wybór tych rzeczy faktycznie mógłby być problemem. Z drugiej jednak strony uważam, że dało by się osiągnąć konsensus co do nauczania podstaw takich jak choćby wypełnianie PITów. Co do systemu belgijskiego to nie znając go w praktyce ciężko mi się o nim wypowiadać, ale sądzę że nadmierna specjalizacja to nic dobrego. Moim zdaniem wykształcenie ogólne jest konieczne, przynajmniej do pewnego etapu, czyli polski system, który to oferuje nie jest najgorszy. Problemem jest nadmierne skupianie się na wiedzy ogólnej, przygotowywanie uczniów pod testy, czy nieumiejętność rozbudzenia ciekawości świata i głodu wiedzy.Skutki nadmiernej specjalizacji są opłakane i można je obserwować w wielu miejscach powoli również u nas. Znam inżynierów, którzy wręcz chwalą się tym że od studiów nic nie przeczytali, a pogadać z nimi można o budowie domu, kupnie samochodu i ewentualnie spędzaniu wakacji. Nauka "pod testy" to moim zdaniem jedno z największych głupot jakie w ogóle można zaobserwować. Trudno to nawet skomentować. Ale - oglądałem ostatnio podręcznik bodaj gimnazjalny od języka polskiego i był on zrobiony całkiem dobrze, ciekawie, kolorowo i zawierał całkiem dużo fajnie podanych informacji, dziecię jednak tego nie zauważa, dla niego atrakcyjna forma podania jest oczywista (bo nie widziało moich cegłówek z ledwie widocznymi czarno-białymi ilustracjami). Próbowałem podejmować jakieś rozmowy na tematy "podręcznikowe" - nuda i tyle, brak przemyśleń, brak wniosków, brak zainteresowania tematem - ogólnie brak motywacji. Przypuszczam że tu znaczną odpowiedzialność ponosi nauczyciel i sposób w jaki korzysta z pomocy, swojej wiedzy i umiejętności wykonywania tego zawodu. > Myślałem, że to w Polsce czytelnictwo upada, a z Twoich słów wynika, że trzyma się całkiem nieźle.Czytałem wyniki badań - IMO po prostu powoli dochodzimy do standardów  > Co do ściągania to myślę, że po części przynajmniej wynika z konieczności wkuwania, uczenia się nieinteresujących czy niepraktycznych rzeczy.No i z braku rozumienia po co się uczymy. Zjawisko to można łatwo zlikwidować tylko że to wymaga większego nakładu pracy od nauczyciela. > Takie są uroki edukacji państwowej. Inna sprawa, że nie jestem pewien czy całkowita likwidacja obowiązku szkolnego przyniosłaby pozytywne rezultaty.Całkowita likwidacja na pewno nie wchodzi w grę. Ale nad zakresem może warto się zastanowić. Nie wiem jak to rozwiązać, stąd z resztą ten wątek, jestem ciekaw opinii czy coś i co można poradzić na ta dewaluację. Pozdrawiam.
|
|
| | |  | 1 na 1 Iwan Denisowicz (16705 punktów) (zablokowany) | >Skutki nadmiernej specjalizacji są opłakane i można je obserwować w wielu miejscach powoli również u nas. Znam inżynierów, którzy wręcz chwalą się tym że od studiów nic nie przeczytali, a pogadać z nimi można o budowie domu, kupnie samochodu i ewentualnie spędzaniu wakacji. Nauka "pod testy" to moim zdaniem jedno z największych głupot jakie w ogóle można zaobserwować. Trudno to nawet skomentować. Zgadzam się. Ciekawi mnie co powoduje taki antyintelektualny klimat. Nie skończywszy jeszcze studiów nie mogę się uważać za specjalistę w jakiejś dziedzinie, ale nie wyobrażam sobie zamknięcia się w obrębie swojego działu. Uważam, że pewien zakres wiedzy ogólnej powinien charakteryzować każdego wykształconego człowieka. >Ale - oglądałem ostatnio podręcznik bodaj gimnazjalny od języka polskiego i był on zrobiony całkiem dobrze, ciekawie, kolorowo i zawierał całkiem dużo fajnie podanych informacji, dziecię jednak tego nie zauważa, dla niego atrakcyjna forma podania jest oczywista (bo nie widziało moich cegłówek z ledwie widocznymi czarno-białymi ilustracjami). Próbowałem podejmować jakieś rozmowy na tematy "podręcznikowe" - nuda i tyle, brak przemyśleń, brak wniosków, brak zainteresowania tematem - ogólnie brak motywacji. Przypuszczam że tu znaczną odpowiedzialność ponosi nauczyciel i sposób w jaki korzysta z pomocy, swojej wiedzy i umiejętności wykonywania tego zawodu. Nie widząc podręcznika nie mogę wydawać o nim sądów, ale być może to co dla Ciebie było ciekawe, dla gimnazjalisty już niekoniecznie ? Co do nauczyciela to jak najbardziej, to właśnie on powinien inspirować uczniów do zdobywania dalszych informacji na dany temat, do wychodzenia poza podręcznikowe schematy. Przede wszystkim jednak powinien umieć efektywnie wykorzystać ów podręcznik. >No i z braku rozumienia po co się uczymy. Zjawisko to można łatwo zlikwidować tylko że to wymaga większego nakładu pracy od nauczyciela. Łatwa likwidacja jest w tym przypadku pojęciem względnym, choć istotnie sądzę że likwidacja ściągania jest możliwa. Jednakże trzeba by też zmienić podejście do tego procederu, tak aby ściąganie nie było postrzegane jako pomoc, lecz jako szkoda. >Całkowita likwidacja na pewno nie wchodzi w grę. Ale nad zakresem może warto się zastanowić. Nie wiem jak to rozwiązać, stąd z resztą ten wątek, jestem ciekaw opinii czy coś i co można poradzić na ta dewaluację. Tu się więc zgadzamy. >Pozdrawiam. Wzajemnie.
|
|
1 na 1 | setarkos (10757 punktów) | >Coś, co mogą mieć wszyscy i nieodpłatnie raczej nie stanie się wartością pożądaną. To dopiero racjonowanie np. powietrza pozwalałoby dostrzec świeży powiew? Szlachetne zdrowie byłoby zawsze wtórne wobec zepsucia? [Moim zdaniem nie. Edukacja polega właśnie na kształtowaniu wyobraźni przewidującej skutki działań. Chyba lepiej przebywać w społeczności powszechnie wyedukowanej niż limitowaniem wiedzy napędzać marginesy.]
>W świecie gdzie upowszechniony jest dostęp do nauki, gdzie każdy bez większego wysiłku zdobywa przynajmniej średnie wykształcenie nagle okazuje się, że musimy walczyć z dewaluacją wartości edukacji. Czemu? Odpowiedź prawdopodobnie nie mieści się w filozofii, lecz ma korzeń polityczny - może temu, by właściciele dóbr nie czuli się głupsi od tzw. pospólstwa?
[Według zaleceń przekazanych swego czasu dyrektorom szkół publicznych: "nie mają one stanowić wzoru czy konkurencji dla szkół niepublicznych - nawet wręcz przeciwnie" (informacja z pierwszej ręki poczty pantoflowej - nie znam oficjalnych źródeł).]
|
|
 | | Grzegorz (2117 punktów) | >[Moim zdaniem nie. Edukacja polega właśnie na kształtowaniu wyobraźni przewidującej skutki działań. Chyba lepiej przebywać w społeczności powszechnie wyedukowanej niż limitowaniem wiedzy napędzać marginesy.]
Co do zasady zgoda, ale patrzymy na skutki nie na założenia. To, tak porównując, jak skutki rozdawnictwa wśród których jest np. wykształcenie się postaw biernych, choć założenia są zgoła inne. Można powiedzieć ze marginesy w obecnej rzeczywistości nie tworzą się poprzez limitowanie dostępu, ale poprzez "kryzys motywacji"
>Odpowiedź prawdopodobnie nie mieści się w filozofii, lecz ma korzeń polityczny - może temu, by właściciele dóbr nie czuli się głupsi od tzw. pospólstwa?
Nie rozumiem - możesz to rozwinąć?
Pozdrawiam
|
|
1 na 1 | diogenes (42753 punktów) | >W świecie gdzie upowszechniony jest dostęp do nauki, gdzie każdy bez większego wysiłku zdobywa przynajmniej średnie wykształcenie...
To zbyt optymistyczny opis. W wielu gimnazjach i średnich szkołach w Polsce trudno mówic o dostępie do nauki: pracownie nauk ścisłych są licho wyposażone, eksperymenty zastępuje często ich książkowy opis, kreda i tablica, itp. System oświaty jest niespójny: obok treści naukowych dzieciom i młodzieży serwuje się treści religijne, co przy braku krytycyzmu prowadzi do intelektualnego spustoszenia i poszukiwania światopoglądowych rozwiązań poza formalnym systemem kształcenia (systemy pozaformalne są nieprzewidywalne).
>Trudno dyskutować ze słusznością celu jakim jest uzyskanie w procesie edukacji osoby takiej jak ją opisuje raport - świadomej, elastycznej, uwrażliwionej, ... samodzielnie myślącej itp.
Nie można zapominać, że system oświaty odzwierciedla stosunki władzy w społeczeństwie, a władza nie jest specjalnie zainteresowana samodzielnością ludzi: owszem, frazeologia władzy często odwołuje się do wolności, indywidualności, niezależności (liberałowie), ale jeśli wziąć pod lupę faktyczny proces kształcenia i jego weryfikację (np. testy), to widać jak na dłoni, że produkuje on ludzi pozbawionych samodzielnego myślenia, którymi łatwo manipulować i których łatwo podporzadkować.
>Masowa edukacja jest jak, nie przymierzając, masowe żywienie - przy ograniczonej ilości środków nie ma możliwości zapewnić wysokiej jakości "produktu",...
Wiedza jest również towarem. Z edukacją jest podobnie jak z samochodem: jedni kupują go w salonie za gotówkę, inni na raty; dla wielu jest wtórny rynek i szrot. Dzisiaj w przyszkolnym kiosku widziałem ucznia, który kupował ołówek na krechę(!). Jest piątek, zapłaci za niego w poniedziałek.
Nie zapominajmy więc o świecie, w którym dla niektórych (dla ilu?) utrudniony jest dostęp do ołówka.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|