Ma rację. Dla mnie, jako pół-zawodowego filozofa, fundamentalną konsekwencją filozofii jest przede wszystkim powściągliwy stosunek do wszelkich "ostateczności", ponieważ jak pokazuje praktyka filozoficzna - żadna dyskusja nie jest ostatecznie zakończona, spięta klamrą, rozwiązana. Odrzucałbym więc w ogóle kategorię "ostatecznych znaczeń" cokolwiek autor miał na myśli, a każdy pogląd budowany w oparciu o filozoficzne argumenty brał w nawias, wrzucał do szufladki o nazwie "póki co ma to sens" albo "wygląda na to, że ma to sens", a szufladkę z napisem "OSTATECZNE SPRAWY OSTATECZNIE PRAWDZIWE" zostawił na wieki pustą.
Przy czym są takie poglądy i zapewne o nie chodzi w frazie "ostateczne znaczenie", które mają swoje źródło w internalizacji wzorców kulturowych, w emocjach i przeżyciach, dla których filozoficzne argumenty są abstrakcyjną, intelektualistyczną racjonalizacją.
|