 |
Kontinuum Cantora: matematyczna prawda czy metafizyczny miraż? Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Nauka
| Napisano | Autor | Tytuł | | 28-06-2025 12:14 | Mixer99 (114 punktów) | Kontinuum Cantora: matematyczna prawda czy metafizyczny miraż? | Czy liczby rzeczywiste - ta nieskończona, niewyobrażalnie gęsta linia, która rzekomo nie poddaje się enumeracji - są naprawdę tak nieprzeliczalne, jak głosi klasyczna matematyka? A może nieprzeliczalność jest jedynie artefaktem wynikającym z pewnych apriorycznych założeń, które bardziej przypominają metafizyczne dogmaty niż neutralną logikę?
Kluczowy argument Cantora, oparty na diagonalizacji, zakłada, że pomiędzy dowolnym zbiorem liczb a liczbami rzeczywistymi istnieje hierarchia nieskończoności. Ale czy diagonalizacja rzeczywiście odsłania prawdę o matematycznym kontinuum, czy raczej tworzy coś na kształt Platona przebranego w formalizm teorii mnogości?
Filozofowie stojący na skrajnych pozycjach - nominaliści, intuicjoniści, a nawet konstruktywiści - często podważają sensowność idei nieprzeliczalności. Argumentują, że liczby rzeczywiste, takie jak pierwiastek z dwóch, są jedynie abstrakcyjnymi konstruktami językowymi, a ciągłość, którą przypisujemy przestrzeni liczb, jest w gruncie rzeczy intuicyjnym złudzeniem, niczym więcej niż produktem ewolucji naszego mózgu.
Z punktu widzenia radykalnego finitizmu, cały koncept "nieprzeliczalności" może być kwestionowany. Skoro każda liczba rzeczywista, jaką jesteśmy w stanie skonstruować, musi być skończenie opisana, to w jakim sensie mogą istnieć "wszystkie" liczby rzeczywiste, skoro większość z nich jest definicyjnie niedostępna?
Być może nieprzeliczalność to tylko wyrafinowany paradoks semantyczny, a nie rzeczywisty fenomen.
Czy kontinuum nie jest czasem niczym więcej niż epistemicznym hologramem?
Gdzie kończy się matematyka, a zaczyna metafizyka?
| Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
| jar12 (851 punktów) | > Czy liczby rzeczywiste - ta nieskończona, niewyobrażalnie gęsta linia, która rzekomo nie poddaje> się enumeracji - są naprawdę tak nieprzeliczalne, jak głosi klasyczna matematyka? A może> nieprzeliczalność jest jedynie artefaktem wynikającym z pewnych apriorycznych założeń, które> bardziej przypominają metafizyczne dogmaty niż neutralną logikę? opisana, to > Gdzie kończy się matematyka, a zaczyna metafizyka?Metafizyka - to nasz umysł, podobnie jak papier przyjmie wszystko (taki dowcip konstruktorów 😁  Rzeczywistość jest opisywana przez fizyką a nie przez matemtykę. Sama matematyka bez dowodu empirycznego nie jest rzeczywistością. Często fizycy tworzą coś na bazie intucji i logiki (mając opanowany cały dotychczasowy fundament) a później następuje formalizm matemyczny (wydaje mi się że od tego wyszedł Frank Wilczek - opsijąc oddziaływanie silne) W tej chwili faktycznie fizyka dzieli się na obszary ciągłe i nie ciągłe. STW wynika jednocześnie z fizyki kwantowej jak i ciągłej- nie do końca opisując fizykalność.
|
|
 | 1 na 1 | Mixer99 (114 punktów) | Mam pewne wątpliwości co do stanowiska, że rzeczywistość opisuje wyłącznie fizyka, a matematyka bez empirycznego dowodu nie jest rzeczywistością.
Otóż, według mnie matematyka nie jest jedynie pasywnym narzędziem czekającym na potwierdzenie ze strony doświadczenia - jest raczej transcendentnym językiem, który umożliwia nam konceptualizację struktury świata, zanim jeszcze zmysły zanotują jakiekolwiek dane.
Bez matematyki nawet pojęcie "dowodu empirycznego" traci swoje znaczenie, ponieważ obserwacja sama w sobie wymaga konceptualnego aparatu do interpretacji.
W tym sensie matematyka i fizyka tworzą symbiotyczną całość - nie da się postawić fizyki ponad matematyką, tak jak nie można rozdzielić formy od treści.
|
|
|  | | jar12 (851 punktów) | >Mam pewne wątpliwości co do stanowiska, że rzeczywistość opisuje wyłącznie fizyka, a matematyka bez empirycznego dowodu nie jest rzeczywistością. >Otóż, według mnie matematyka nie jest jedynie pasywnym narzędziem czekającym na potwierdzenie ze strony doświadczenia - jest raczej transcendentnym językiem, który umożliwia nam konceptualizację struktury świata, zanim jeszcze zmysły zanotują jakiekolwiek dane. >Bez matematyki nawet pojęcie "dowodu empirycznego" traci swoje znaczenie, ponieważ obserwacja sama w sobie wymaga konceptualnego aparatu do interpretacji. >W tym sensie matematyka i fizyka tworzą symbiotyczną całość - nie da się postawić fizyki ponad matematyką, tak jak nie można rozdzielić formy od treści.
To ze szkoły (nawet podstawowej) - fizyka to opis jakościowy, matematyka - ilościowy metafizyka - to nie wiem co badając matematyczne zależności nie odnajdziemy fizykalności naszego wszechświata do tego potrzebny jest akcelerator
Coś co było przed Wielkim Wybuchem, coś co może jest teraz poza naszym Wszechświatem - może to jest metafizyka ????????
|
|
| |  | | Mixer99 (114 punktów) | Fizyka nie istnieje bez matematyki, a matematyka staje się fizyką, gdy jej abstrakcje uzyskują empirystyczny kontakt z rzeczywistością.
Metafizyka w tym układzie jawi się jako epistemologiczne continuum, próbujące uchwycić to, co niewidzialne w przestrzeni fazowej naszych teorii.
Czy "coś przed Wielkim Wybuchem" to metafizyka?
Jeśli przyjmiemy, że Wielki Wybuch stanowi granicę termodynamiczną naszej zdolności do retrospekcji to jak najbardziej odpowiedziałbym na to pytanie twierdząco.
Być może to, co nazywamy metafizyką, to po prostu matematyka w swojej najbardziej pierwotnej formie - intuicyjne przeczucie, że nawet przed Wielkim Wybuchem równania miały już sens, choć nie było nikogo, kto mógłby je zapisać.
|
|
| | |  | | jar12 (851 punktów) | >Być może to, co nazywamy metafizyką, to po prostu matematyka w swojej najbardziej pierwotnej formie - intuicyjne przeczucie, że nawet przed Wielkim Wybuchem równania miały już sens, choć nie było nikogo, kto mógłby je zapisać.
Nie wiadomo co było przed Wielkim Wybuchem, nie wiadomo co jest poza naszym Wszechświatem - to jest Metafizyka 😁😁😁
Nieskończość w matmie, ależ proszę bardzo i będzie to proste jak i nieproste, ale żadne wymyślne liczby, tylko
granica ciągu przybliżeń 0,9; 0,99; 0,999 itd to : 1 !!!! To jest nieskończoność w matmie 😁😁😁😁
|
|
| | | |  | | Mixer99 (114 punktów) | >>Być może to, co nazywamy metafizyką, to po prostu matematyka w swojej najbardziej pierwotnej formie - intuicyjne przeczucie, że nawet przed Wielkim Wybuchem równania miały już sens, choć nie było nikogo, kto mógłby je zapisać. >Nie wiadomo co było przed Wielkim Wybuchem, nie wiadomo co jest poza naszym Wszechświatem - to jest Metafizyka 😁😁😁
Posunąłbym się dalej: w pewnym sensie metafizyczne jest wszystko, co nie jest bezpośrednio empiryczne.
Równania Schrödingera istnieją niezależnie od tego, czy jakikolwiek eksperyment potwierdzi ich wyniki - są one abstrakcją, matematyczną mapą, a nie rzeczywistością samą w sobie. Czyż to nie jest również rodzaj metafizyki, choć ukrytej pod pozorem ścisłości?
Rozważmy pojęcie nieskończoności w matematyce - Cantorowska hierarchia liczb kardynalnych działa jak układ planet metafizyki, odległy od naszego fizycznego Wszechświata, lecz mający realne konsekwencje w teorii zbiorów i jej zastosowaniach. Czy nieskończoność istnieje w sensie empirycznym?
A granice kosmologii?
Wielki Wybuch to granica termodynamiczna, poza którą tracimy możliwość rekonstrukcji zdarzeń - czyż wszystko, co leży poza tą granicą, nie jest polem dla metafizycznych spekulacji?
Ale czy nie dotyczy to również wielowymiarowych struktur w teorii strun, które są matematycznie piękne, lecz jak dotąd empirycznie nieuchwytne?
Wydaje się, że metafizyka to nie tylko dziedzina dla pytań, na które nauka nie zna odpowiedzi, ale także fundament samej nauki - podziemna sieć aksjomatów i abstrakcji, na której wznosi się gmach empiryzmu.
|
|
|  | | homopitek (1536 punktów) | >Mam pewne wątpliwości co do stanowiska, że rzeczywistość opisuje wyłącznie fizyka, a matematyka bez empirycznego dowodu nie jest rzeczywistością. Wątpliwości to mało powiedziane. Matematyka abstrakcyjna ma rozliczne źródła empiryczne, lecz z czasem wytworzyła tyle poziomów ogólności, że może sprawiać wrażenie oderwania od empirycznej rzeczywistości. I w tym nie różni się od innych systemów filozoficznych.
>Otóż, według mnie matematyka nie jest jedynie pasywnym narzędziem czekającym na potwierdzenie ze strony doświadczenia - jest raczej transcendentnym językiem, który umożliwia nam konceptualizację struktury świata, zanim jeszcze zmysły zanotują jakiekolwiek dane. Z tym się nie można zgodzić, ponieważ proces kategoryzacji rzeczywistości rusza u nas już na etapie niemowlęctwa i przynosi istotne wyniki na długo przed pierwszym kontaktem z matematyką. Kategoryzacja rzeczywistości we wczesnym dzieciństwie rusza samoistnie i jest procesem samodzielnym każdego człowieka, jego "projektem autorskim". Co ciekawe, w obrębie zdolności obliczeniowych proces ten wcale nie prowadzi do matematyki abstrakcyjnej, lecz do arytmetyki pierwotnej.
>Bez matematyki nawet pojęcie "dowodu empirycznego" traci swoje znaczenie, ponieważ obserwacja sama w sobie wymaga konceptualnego aparatu do interpretacji. Ależ ten aparat wcale nie musi być oparty na matematyce.
>W tym sensie matematyka i fizyka tworzą symbiotyczną całość - nie da się postawić fizyki ponad matematyką, tak jak nie można rozdzielić formy od treści. Ta symbioza jest czymś naturalnym, ponieważ obie te dziedziny badają tę samą rzeczywistość, choć trochę inne jej aspekty. Matematyka koncentruje się na przestrzennym rozkładzie materii, czyli na strukturze rzeczywistości i z tego powodu jest niezbędna fizyce w jej dociekaniach.
Nie stosuję emoticonów
|
|
1 na 1 | alsor (3283 punktów) | A czy jest inny argument oprócz tego skeczu z przekątną?
przecież zapis pozycyjny tak działa - idzie logarytmicznie, a nie liniowo, więc ten argument z przekątną nie ma tu znaczenia = nie działa.
binarnie:
0=0000 1=0001 2=0010 3=0011 4=0100
i teraz biorę przekątną: 0110 = 6, i widzimy że nie ma takiej w tej tabeli.
oczywiście, bo to idzie wolniej - jak log2 a nie liniowo, więc numer 6 otrzymamy dalej...
5=0011 6=0110
...........
biorąc więcej cyferek: 0=000000000000000000000000000000000000 1=000000000000000000000000000000000001 2=000000000000000000000000000000000010 3=... .. 1000000= ?
i widać że gubimy się w tym łatwo, co robi wrażenie na frajerach. log2 16 = 4 log2 milion = 20
|
|
 | | Mixer99 (114 punktów) | Jeśli spojrzymy na to z perspektywy analogii termodynamicznej, argument Cantora przypomina hipotetyczną próbę zliczenia wszystkich mikrostanów układu zamkniętego, podczas gdy twoja intuicja może wskazywać na istnienie bardziej uporządkowanego, "logarytmicznego" sposobu podejścia do tej samej rzeczywistości.
Być może Cantor, poprzez swoją konstrukcję, de facto przecina tę uporządkowaną przestrzeń w sposób, który wcale nie musi być jedynym możliwym spojrzeniem na nieskończoność?
Według mnie zdecydowanie najbardziej problematyczna jest nasza próba przypisania absolutnej nieskończoności do układu, w którym reprezentacja jest zawsze skończona w praktyce.
Może tu tkwić klucz - podobnie jak w mechanice kwantowej, gdzie stany są bardziej oparte na potencjalności niż na deterministycznym "tu i teraz", tak i w kontekście argumentu Cantora warto zastanowić się, czy to nie ograniczenia naszych reprezentacji stanowią o "nieprzeliczalności".
|
|
|  | | alsor (3283 punktów) | Oczywiście że to są brednie, bo np. liczba pi jako 'super niewymierna', może być całkiem prosto zapisana, np. tak: pi/4-1 = [1, 1/2,1/3,1/4, 1/5, ...] jako ułamek łańcuchowy. w tej samej wersji golden ratio: phi = sqrt5-1/2 = [0,1,1,1,1 ...] = 0.618... i tyle w tym wielkiej losowości, o której wciąż wypisują na temat cyfr niewymiernych. bo jak wiemy: pi =3,14159265358979323846264338327950288419716939937510582097494459230781640628620899862 > 803482534211706798214808651328230664709384460955058223172535940812848111745028410270 19385211055596446229489549303819644288109756659334461284756482337867831652712019091 45648566923460348610454326648213393607260249141273724587006606315588174881520920962 82925409171536436789259036001133053054882046652138414695194151160943305727036575959 19530921861173819326117931051185480744623799627495673518857527248912279381830119491 29833673362440656643086021394946395224737190702179860943702770539217176293176752384 67481846766940513200056812714526356082778577134275778960917363717872146844090122495 34301465495853710507922796892589235420199561121290219608640344181598136297747713099 60518707211349999998372978049951059731732816096318595024459455346908302642522308253 34468503526193118817101000313783875288658753320838142061717766914730359825349042875 54687311595628638823537875937519577818577805321712268066130019278766111959092164201 989 i zgodnie z biblią suma pierwszych 144 cyfr = 666
|
|
| |  | | Mixer99 (114 punktów) | Istotą dylematu są tak zwane liczby nieobliczalne - rzekome byty numeryczne, których rozwinięcia nie można wyrazić żadnym skończonym algorytmem czy procedurą generatywną. Na przykład liczba Chaitina, stanowiąca manifestację owej nieobliczalności, która jednocześnie paradoksalnie dowodzi, że brak algorytmicznej konstrukcji nie implikuje braku definicji: en.wikipedia.org/wiki/Chaitin's_constantJest to byt formalnie ściśle określony, aczkolwiek nieprzewidywalny w sensie algorytmicznym. W ten sposób wkraczamy na arenę metafizyczną dysonansu - egzystencja precyzyjnie sprecyzowanego obiektu, którego ontologia wymyka się wszelkim metodom racjonalnej dekompozycji? Czy rozwiązaniem jest akceptacja inherentnej sprzeczności i paradoksalności jako fundamentalnych składników matematycznego uniwersum? A może należy postulować istnienie głębszych, nieodkrytych struktur, które redefiniują granice i naturę poznawalności?
|
|
| | |  | | alsor (3283 punktów) | > Istotą dylematu są tak zwane liczby nieobliczalne - rzekome byty numeryczne, których rozwinięcia nie można wyrazić żadnym skończonym algorytmem czy procedurą generatywną.> Na przykład liczba Chaitina, stanowiąca manifestację owej nieobliczalności, która jednocześnie paradoksalnie dowodzi, że brak algorytmicznej konstrukcji nie implikuje braku definicji:> en.wikipedia.org/wiki/Chaitin's_constant> Jest to byt formalnie ściśle określony, aczkolwiek nieprzewidywalny w sensie algorytmicznym.Zapewne popełnili jakiś błąd i tym sposobem otrzymali to co chcieli nieświadomie - sprzeczność. w zasadzie dobrze: nie ma liczb nieobliczalnych, zatem nie można takich wyliczać, co tam właśnie wykazali.
|
|
| | | |  | | Mixer99 (114 punktów) | > >Istotą dylematu są tak zwane liczby nieobliczalne - rzekome byty numeryczne, których rozwinięcia nie można wyrazić żadnym skończonym algorytmem czy procedurą generatywną.> >Na przykład liczba Chaitina, stanowiąca manifestację owej nieobliczalności, która jednocześnie paradoksalnie dowodzi, że brak algorytmicznej konstrukcji nie implikuje braku definicji:> >en.wikipedia.org/wiki/Chaitin's_constant> >Jest to byt formalnie ściśle określony, aczkolwiek nieprzewidywalny w sensie algorytmicznym.> Zapewne popełnili jakiś błąd i tym sposobem otrzymali to co chcieli nieświadomie - sprzeczność.> w zasadzie dobrze:> nie ma liczb nieobliczalnych, zatem nie można takich wyliczać, co tam właśnie wykazali.Twierdzenie, że liczby nieobliczalne są wynikiem błędu czy wręcz nieświadomej mistyfikacji, wymaga odważnego zastanowienia. Problem nieobliczalności nie wynika z błędnego rozumowania, ale raczej z fundamentalnego ograniczenia klasycznych modeli obliczeniowych. Liczby nieobliczalne istnieją wyłącznie wtedy, gdy uwzględnimy algorytmy operujące na nieskończonych zasobach pamięci - modele nieosiągalne w praktyce, lecz niezbędne w matematycznej abstrakcji. To jak analiza układów chaotycznych w mechanice klasycznej: trajektoria punktu na atraktorze Lorenza wydaje się niemożliwa do przewidzenia bez nieskończenie precyzyjnych danych początkowych, co wprowadza wrażenie "niemożliwości obliczenia" choć system pozostaje deterministyczny. Podobnie liczba Chaitina, jako miara algorytmicznej złożoności, w sposób samo-referencyjny wskazuje na granice tego, co może być wyliczone, o ile przyjmujemy nieskończoność jako teoretyczny fundament. Zatem odrzucenie liczb nieobliczalnych oznacza wykluczenie tych nieskończonych modeli z rozważań - ale czy jesteśmy gotowi ponieść tę cenę? Jeśli zdecydujemy się odrzucić nieobliczalność jako nonsensowną, musimy podważyć solidny kawał współczesnej matematyki, w tym teorię rekursji czy zaawansowane modele w teorii informacji. Czy chcemy uznać za bezużyteczne narzędzia, które pozwalają opisywać fundamentalne aspekty rzeczywistości, nawet jeśli tylko w sposób abstrakcyjny? Może odpowiedź tkwi w nas samych: w naszej gotowości, by uznać, że matematyka nie zawsze musi być "praktyczna" by mogła być prawdziwa.
|
|
| | | | |  | | alsor (3283 punktów) | >Twierdzenie, że liczby nieobliczalne są wynikiem błędu czy wręcz nieświadomej mistyfikacji, wymaga odważnego zastanowienia.
A co tu jest do zastanawiania? Przecież sami udowodnili, że istnieją liczby nieobliczalne, co w języku matematycznym jak i potocznym jest równoważne ze stwierdzeniem typu: istnieją takie liczby które... nie istnieją - tak?
Ok i gratuluję... wielkiej elokwencji.
>Problem nieobliczalności nie wynika z błędnego rozumowania, ale raczej z fundamentalnego ograniczenia klasycznych modeli obliczeniowych. >Liczby nieobliczalne istnieją wyłącznie wtedy, gdy uwzględnimy algorytmy operujące na nieskończonych zasobach pamięci - modele nieosiągalne w praktyce, lecz niezbędne w matematycznej abstrakcji.
Niby co jest nieograniczonego w klasycznej matematyce? Euler, Gauss, i inni wyliczali te nieskończoności... bez problemów.
Np. słynne serie rozbieżne typu: 1-1+1-1+ ... = 1/2, co Euler improwizował... no cóż z tego?
>To jak analiza układów chaotycznych w mechanice klasycznej: trajektoria punktu na atraktorze Lorenza wydaje się niemożliwa do przewidzenia bez nieskończenie precyzyjnych danych początkowych, co wprowadza wrażenie "niemożliwości obliczenia" choć system pozostaje deterministyczny. >Podobnie liczba Chaitina, jako miara algorytmicznej złożoności, w sposób samo-referencyjny wskazuje na granice tego, co może być wyliczone, o ile przyjmujemy nieskończoność jako teoretyczny fundament. >Zatem odrzucenie liczb nieobliczalnych oznacza wykluczenie tych nieskończonych modeli z rozważań - ale czy jesteśmy gotowi ponieść tę cenę? >Jeśli zdecydujemy się odrzucić nieobliczalność jako nonsensowną, musimy podważyć solidny kawał współczesnej matematyki, w tym teorię rekursji czy zaawansowane modele w teorii informacji. >Czy chcemy uznać za bezużyteczne narzędzia, które pozwalają opisywać fundamentalne aspekty rzeczywistości, nawet jeśli tylko w sposób abstrakcyjny? >Może odpowiedź tkwi w nas samych: w naszej gotowości, by uznać, że matematyka nie zawsze musi być "praktyczna" by mogła być prawdziwa.
Nic nie musi być anulowane - dorobek pozostanie... dla potomnych jako przestroga.
Od wieków funkcjonują dwie zasadnicze szkoły matematyków: tych twardych formalistów i swobodnych wolnościowców, powiedzmy;
Współcześnie dominują wolnościowcy, i dlatego relatywizm dominuje, czarne dziury i te sprawy, i plus paradoksy typu Bell-EPR, i wiele innych.
Ale to nic nie szkodzi... znaczy szkodzi potwornie - bo to jest praktycznie nawrót do średniowiecza w matematyce! ale to jest etap przejściowy tylko (chyba!), a lekcja będzie zapamiętana. .......
Klasyka kontra fantastyka: nieskończoność potencjalna vs aktualna.
|
|
| | | | | |  | | Mixer99 (114 punktów) | > Od wieków funkcjonują dwie zasadnicze szkoły matematyków:> tych twardych formalistów i swobodnych wolnościowców, powiedzmy;Formalizm nigdy nie stał w opozycji do owej "matematycznej wolności" której sztandarowym przykładem była wizja nieskończoności Cantora. Wręcz przeciwnie, formalizm, szczególnie w wydaniu Hilberta, był próbą uporządkowania i zabezpieczenia tych konstrukcji, aby uniknąć sprzeczności grożących zniszczeniem matematycznego gmachu. Jak to ujął Hilbert: "Nie damy się wygnać z raju, do którego wprowadził nas Cantor!" Formalizm miał być więc tarczą chroniącą te cudowne, ale i niebezpieczne konstrukty, umożliwiając matematykom ich swobodne eksplorowanie bez obaw o logiczne implozje. W rzeczywistości, to konstruktywizm - w szczególności w wersji reprezentowanej przez Brouwera - stał w prawdziwej opozycji do tej "matematycznej wolności" Konstruktywiści odrzucali nieskończoność aktualną jako coś, co istnieje niezależnie od ludzkiego umysłu, a zarazem byli głęboko sceptyczni wobec hilbertowskiej idei, że formalizacja może nadawać sens czemuś, co w ich ocenie jest wewnętrznie nonsensowne. Brouwer, ojciec intuicjonizmu, szedł jeszcze dalej, twierdząc, że matematyka powinna opierać się wyłącznie na procesach konstrukcyjnych możliwych do przeprowadzenia w umyśle matematyka. Jego słowa: "Sformalizowanie błędnego rozumowania nie uczyni go prawdziwym" były krytyką wymierzoną zarówno w Cantora, jak i Hilberta. Tu coś na ten temat: en.m.wikip(*)ki/Brouwer-Hilbert_controversy> Współcześnie dominują wolnościowcy,Współcześnie dominują "wolnościowcy", ponieważ rezygnacja z nieskończoności i innych klasycznych koncepcji znacznie utrudnia dowodzenie twierdzeń. Eliminacja tych pojęć narzuca surowe ograniczenia, które komplikują matematyczną konstrukcję i proces poznawczy. Próby odbudowy matematyki na gruncie konstruktywizmu szły topornie i nigdy nie zostały w pełni zakończone, pozostawiając ten nurt jako niedokończony eksperyment epistemologiczny.
|
|
| | | | | | |  | | alsor (3283 punktów) | >Formalizm nigdy nie stał w opozycji do owej "matematycznej wolności" której sztandarowym przykładem była wizja nieskończoności Cantora.
to jest akurat typowy przykład tych swobodnych.
>Wręcz przeciwnie, formalizm, szczególnie w wydaniu Hilberta, był próbą uporządkowania i zabezpieczenia tych konstrukcji, aby uniknąć sprzeczności grożących zniszczeniem matematycznego gmachu. Jak to ujął Hilbert: "Nie damy się wygnać z raju, do którego wprowadził nas Cantor!"
Hilbert był wybitnie swobodnym, aż do absurdu, co łatwo widać w jego wyliczankach, np. ta metryka Schwarzschilda, która wisi do dziś w podręcznikach była dziełem Hileberata, bo autor - Schwarzschild zupełnie inaczej to wyliczył.
>Współcześnie dominują "wolnościowcy", ponieważ rezygnacja z nieskończoności i innych klasycznych koncepcji znacznie utrudnia dowodzenie twierdzeń. Eliminacja tych pojęć narzuca surowe ograniczenia, które komplikują matematyczną konstrukcję i proces poznawczy. >Próby odbudowy matematyki na gruncie konstruktywizmu szły topornie i nigdy nie zostały w pełni zakończone, pozostawiając ten nurt jako niedokończony eksperyment epistemologiczny.
przecież ta wolnościowa ekipa nie ma żadnych osiągnięć.
To są tylko tacy artyści matematyczni, którzy sobie coś tam improwizują, interpretują, i dlatego nic więcej z tego nie wynikło, poza fantastyką, wykorzystywaną w marnych filmach klasy sf: grawitacja i czarne dziury, jakieś ujemne prawdopodobieństwa dla zabawy, ewentualnie tunele czasoprzestrzenne, wielki wybuch i inne wiejskie zabawki.
|
|
| Edward Robak* (2152 punktów) | >Czy liczby rzeczywiste - ta nieskończona, niewyobrażalnie gęsta linia, która rzekomo nie poddaje >się enumeracji - są naprawdę tak nieprzeliczalne, jak głosi klasyczna matematyka?
A co pan powie na takie stwierdzenie: Każda liczba rzeczywista większa od ZERO a mniejsza od JEDEN ma swoje odwzorowanie na osi liczbowej w postaci unikatowego (niepowtarzalnego) punktu
>A może >nieprzeliczalność jest jedynie artefaktem wynikającym z pewnych apriorycznych założeń, które >bardziej przypominają metafizyczne dogmaty niż neutralną logikę?
Słowo WSZYSTKIE i słowo KAŻDA jednoznacznie definiują przeliczalność.
|
|
| Edward Robak* (2152 punktów) | >Czy liczby rzeczywiste - ta nieskończona, niewyobrażalnie gęsta linia, która rzekomo nie poddaje >się enumeracji - są naprawdę tak nieprzeliczalne, jak głosi klasyczna matematyka?
A co pan powie na takie stwierdzenie: Każda liczba rzeczywista większa od ZERO a mniejsza od JEDEN ma swoje odwzorowanie na osi liczbowej w postaci unikatowego (niepowtarzalnego) punktu
>A może >nieprzeliczalność jest jedynie artefaktem wynikającym z pewnych apriorycznych założeń, które >bardziej przypominają metafizyczne dogmaty niż neutralną logikę?
Słowo WSZYSTKIE i słowo KAŻDA jednoznacznie definiują przeliczalność.
|
|
 | | Edward Robak* (2152 punktów) | >Czy liczby rzeczywiste - ta nieskończona, niewyobrażalnie gęsta linia, [...]
Czy pisząc "gęsta linia" ma pan na myśli, że punkty tworzące tę linię są do siebie styczne, tzn. pomiędzy dwoma sąsiednimi punktami nie ma trzeciego. Tak? 👭
|
|
|  | | Mixer99 (114 punktów) | Pisząc "gęsta linia" miałem na myśli obiekt topologiczny o takiej strukturze, że w dowolnym jej fragmencie, niezależnie od wybranej skali, znajdziemy nieskończoną mnogość punktów, co implikuje brak możliwości wyznaczenia "sąsiednich" punktów w sensie klasycznym.
To odwołuje nas bezpośrednio do kantorowskiej idei nieprzeliczalności: linia ta nie jest zbiorem punktów rozdzielnych, lecz continuum, w którym każda para punktów jest oddzielona przez nieskończoną mnogość innych punktów, zgodnie z zasadami liczności zbioru kardynalnego C.
Teraz, jeśli spróbujemy zinterpretować tę ideę w kategoriach mechaniki kwantowej, gęsta linia może być traktowana jako analog kwantowego stanu przestrzennego - nieskończenie podzielnego, ale nie deterministycznie lokalizowalnego.
Przypomina to zasadę nieoznaczoności Heisenberga: choć możemy próbować "zlokalizować" punkty na tej linii, każda taka próba wprowadza fundamentalną indeterminizację pozycji innych punktów.
Zatem pytanie o brak trzeciego punktu między dwoma sąsiednimi staje się nie tyle fizycznie, co matematycznie nierozstrzygalne, ponieważ opiera się na klasycznym rozumieniu przestrzeni.
W rzeczywistości, jak wykazuje logika zbiorów nieskończonych, nie istnieje coś takiego jak "sąsiednie punkty" w continuum - ich separacja jest zawsze iluzoryczna, a ich identyfikacja graniczy z paradoksem, gdy próbujemy przełożyć nieprzeliczalność na skończoną intuicję geometryczną.
Wciąż jednak nie rozumiem czy taka "gęsta linia" jest obiektem czysto abstrakcyjnym, czy może wskazówką ku głębszym kwantowo-grawitacyjnym zasadom rzeczywistości.
Może to ona, paradoksalnie, unaocznia granice naszego rozumienia między matematycznym formalizmem a fizycznym doświadczeniem?
|
|
| |  | | Edward Robak* (2152 punktów) | >Pisząc "gęsta linia" miałem na myśli obiekt topologiczny o takiej strukturze, że w dowolnym jej fragmencie, niezależnie od wybranej skali, znajdziemy nieskończoną mnogość punktów, co implikuje brak możliwości wyznaczenia "sąsiednich" punktów w sensie klasycznym. > [...] >Zatem pytanie o brak trzeciego punktu między dwoma sąsiednimi staje się nie tyle fizycznie, co matematycznie nierozstrzygalne, ponieważ opiera się na klasycznym rozumieniu przestrzeni. >
1.Potrafię wyobrazić sobie wycinek osi liczbowej, wycinek którego początek jest punktem ZERO, a koniec jest punktem JEDEN
2.Potrafię wyobrazić sobie, że ten wycinek zawijam w kształt okręgu stykając że sobą początek 0 z końcem 1.
3.Potrafię wyobrazić sobie, że pomiędzy dwoma stykającymi się punktami 0i1 nie ma punktów rzeczywistych, bowiem punkty rzeczywiste tworzą długość, a długość tego wycinka nie uległa zmianie przez połączenie początku z końcem.
4.Potrafię wyobrazić sobie, że to rzeczywiste NIC występujące na styku punktów ZERO i JEDEN wypełnione jest nieprzeliczalną liczbą dowolnych bytów urojonych, których istnienie zachodzi w wyobraźni istot mających wyobraźnię.
5.Czy potrafi Pan odróżnić punkty rzeczywiste które SĄ, od tworów nierzeczywistych, które ISTNIEJĄ, lecz ich nie ma ?
|
|
| | |  | | Mixer99 (114 punktów) | Odniosę się odpowiednio do każdego z punktów.
1. Wyobrażenie osi liczbowej jako wycinka z początkiem w punkcie i końcem w punkcie to wyraz intuicji geometrycznej, która idealizuje przestrzeń matematyczną jako nieskończony zbiór punktów rzeczywistych, uporządkowanych w sposób kardynalnie gęsty. Ten wycinek, pomimo swojej "skończoności" skrywa w sobie nieprzeliczalność właściwą zbiorowi continuum.
2. Zawinięcie tego wycinka w okrąg i identyfikacja punktów wprowadza topologiczną reinterpretację przestrzeni, która przypomina transformacje w przestrzeniach zwartotopologicznych, takich jak sfera S^1. Gest ten prowadzi do konceptualnego wzmocnienia nieskończoności poprzez nadanie jej zamkniętej struktury (symboliczne sprzężenie początku i końca).
3. Twierdzenie, że między stykającymi się punktami nie istnieją punkty rzeczywiste, implikuje pewną "osobliwość topologiczną". To przypomina zjawiska w hipotetycznych teoriach kwantowej grawitacji, gdzie osobliwości przestrzeni czasoprzestrzennej mogą stanowić źródło emergencji nowej fizyki, nie poddającej się intuicji klasycznej.
4. Konceptualizacja "NIC" jako nośnika nieprzeliczalnej mnogości bytów urojonych, istniejących jedynie w wyobraźni, przywodzi na myśl konstrukcje z teorii mnogości Cantora i paradygmaty mechaniki kwantowej. W takim "NIC" bytowanie ma charakter modalny, w którym to, co istnieje, pozostaje niezdeterminowane aż do aktu obserwacji (dokładnie jak stany kwantowe w superpozycji).
5. Czy zatem możemy mówić o istnieniu bez bycia? Jeśli tak to powiedziałbym, że różnica między punktami rzeczywistymi, które "SĄ", a tworami nierzeczywistymi, które "ISTNIEJĄ" lecz "ich nie ma" to po prostu zderzenie ontologii klasycznej z modalną. W duchu Cantora, punkty rzeczywiste są elementami precyzyjnie zdefiniowanego kontinuum, podczas gdy twory nierzeczywiste przypominają "punkty osobliwości" w przestrzeni Hilberta, gdzie sama definicja istnienia wymaga redefinicji w kontekście obserwatora.
|
|
| | | |  | | Edward Robak* (2152 punktów) | >Odniosę się odpowiednio do każdego z punktów. >1. Wyobrażenie osi liczbowej jako wycinka z początkiem w punkcie i końcem w punkcie to wyraz intuicji geometrycznej, która idealizuje przestrzeń matematyczną jako nieskończony zbiór punktów rzeczywistych, uporządkowanych w sposób kardynalnie gęsty. Ten wycinek, pomimo swojej "skończoności" skrywa w sobie nieprzeliczalność właściwą zbiorowi continuum. >
Krzywa Hilberta - przykład krzywej, która wypełnia całkowicie "płaszczyznę", tzn. przechodzi przez wszystkie punkty mapowanej figury. Konstrukcja ta jest ciągła, ma początek i koniec i ma niezerowe pole powierzchni. Długość krzywej Hilberta po rozwinięciu jest większa od nieskończoności. Modelem krzywej Hilberta jest kwadrat o boku jednostkowym, w którym to kwadracie nie ma takich punktów przez które nie przechodziłaby wpisana tam krzywa H.
6.Można wyobrazić sobie, że kwadrat z wpisaną w niego krzywą Hilberta został przecięty prostą równoległą do boku kwadrata. Pytanie: jaka jest długość odcinków powstałych z przecięcia krzywej Hilberta z tą prostą?
|
|
| | | | |  | | Mixer99 (114 punktów) | >6.Można wyobrazić sobie, że kwadrat z wpisaną w niego krzywą Hilberta został przecięty prostą równoległą do boku kwadrata. >Pytanie: jaka jest długość odcinków powstałych z przecięcia krzywej Hilberta z tą prostą?
Krzywa Hilberta, jako konstrukcja będąca limitem procesu iteracyjnego, przechodzi przez każdy punkt kwadratu w sposób, który w granicy rozmywa klasyczne pojęcia "długości" w przestrzeni dwuwymiarowej.
Jeśli wyobrazić sobie, że przecięcie prostą przypomina równoległy zrzut obiektów geometrycznych w wielowymiarowej przestrzeni fazowej na jednowymiarową podprzestrzeń, to każda z powstałych długości staje się zbiorem punktów nieprzeliczalnych, z których żaden nie ma indywidualnej miary w tradycyjnym sensie.
Z odwołaniem do teorii miary Lebesgue'a, odpowiedź jest taka: suma długości odcinków przecięcia wynosi dokładnie 1, co odpowiada długości prostej przecięcia całkowicie wypełnionego kwadratu.
Ale paradoksalność tego stwierdzenia polega na tym, że żadna pojedyncza iteracja konstrukcji nie osiąga pełni tej ciągłości - dopiero w granicy nieskończoności krzywa osiąga swą mistyczną doskonałość.
Czy długość odcinków przecięcia jest skończona czy nieskończona, zależy od tego, w jakim sensie akceptujemy graniczne pojęcia ciągłości - a tutaj matematyka zdaje się rozmywać granice między nieskończonością przeliczalną a nieprzeliczalną.
|
|
| | | | | |  | | Edward Robak* (2152 punktów) |
>Czy długość odcinków przecięcia jest skończona czy nieskończona, zależy od tego, w jakim sensie akceptujemy graniczne pojęcia ciągłości - a tutaj matematyka zdaje się rozmywać granice między nieskończonością przeliczalną a nieprzeliczalną.
Długość odcinków powstałych z przecięcia krzywej Hilberta z tą prostą o której mowa jest wyrażona ilością punktów mniejszych 1/continuum, np. 1, 3, 7. To krótkie odcinki, ale nie zerowe. Z takich punktów powstaje wymiar rzeczywistej długości...
Na tym kończę swoją rozmowę w tym wątku. Chcę odpocząć...
|
|
| | | | | | |  | | Mixer99 (114 punktów) | >>Czy długość odcinków przecięcia jest skończona czy nieskończona, zależy od tego, w jakim sensie akceptujemy graniczne pojęcia ciągłości - a tutaj matematyka zdaje się rozmywać granice między nieskończonością przeliczalną a nieprzeliczalną. >Długość odcinków powstałych z przecięcia krzywej Hilberta z tą prostą o której mowa jest wyrażona ilością punktów mniejszych 1/continuum, np. 1, 3, 7.
Porównanie do matematycznych hierarchii nieskończoności Cantora także wydaje się tutaj wyjątkowo owocne. Długości te, niby pozbawione masy, lecz noszące znaczenie, mogą być postrzegane jako "liczby kardynalne" zbudowane z nieskończoności mniejszej niż continuum.
>To krótkie odcinki, ale nie zerowe. Z takich punktów powstaje wymiar rzeczywistej długości...
A zatem z takich punktów powstaje wymiar "rzeczywistej długości"? Być może. Ale czy długość ta jest rzeczywista, czy raczej artefaktem naszej próby uchwycenia chaosu za pomocą równań, pozostaje pytaniem otwartym. Problemem na granicy matematyki, fizyki i filozofii.
|
|
| | | | | | | |  | | Edward Robak* (2152 punktów) | >>>Czy długość odcinków przecięcia jest skończona czy nieskończona, zależy od tego, w jakim sensie akceptujemy graniczne pojęcia ciągłości - a tutaj matematyka zdaje się rozmywać granice między nieskończonością przeliczalną a nieprzeliczalną. >>Długość odcinków powstałych z przecięcia krzywej Hilberta z tą prostą o której mowa jest wyrażona ilością punktów mniejszych 1/continuum, np. 1, 3, 7. >Porównanie do matematycznych hierarchii nieskończoności Cantora także wydaje się tutaj wyjątkowo owocne. Długości te, niby pozbawione masy, lecz noszące znaczenie, mogą być postrzegane jako "liczby kardynalne" zbudowane z nieskończoności mniejszej niż continuum.
Dobrze byłoby pokusić się o w miarę ścisłe opisy tego jak kto rozumie kwestię hierarchii nieskończoności. Trafnie Cantor dedukuje, że liczb rzeczywistych tworzących zbiór R jest continuum i jest to nieskończenie razy więcej niż liczb naturalnych tworzących zbiór N, których to liczb jest nieskończenie wiele czyli ∞ (symbol przewróconej ósemki). Formalnie ∞<<<continuum lub ilościowo N<<<R Ciekawostką są liczby pozaskończone np. N<N+1
>>To krótkie odcinki, ale nie zerowe. Z takich punktów powstaje wymiar rzeczywistej długości... >A zatem z takich punktów powstaje wymiar "rzeczywistej długości"? Być może. Ale czy długość ta jest rzeczywista, czy raczej artefaktem naszej próby uchwycenia chaosu za pomocą równań, pozostaje pytaniem otwartym. Problemem na granicy matematyki, fizyki i filozofii.
Chcąc uporządkować teorie mnogościowe trzeba to robić konsekwentnie krok po kroku, aby konstrukcja opierała się na pewnikach...
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|