Racjonalista - Strona głównaDo treści
Dzietność i kryzys - czyli sytuacja i przyszłość Polski oraz Europy

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Społeczeństwo i kraj
NapisanoAutorTytuł
28-05-2013 14:28Marek Matejewski (3695 punktów)Dzietność i kryzys - czyli sytuacja i przyszłość Polski oraz Europy
Ocena 9 na 9
Czym więcej problemów społecznych się pojawia, tym łatwiej można atakować politycznych oponentów. Gdy owi oponenci nie mają pomysłu jak się obronić, to zaczynają mieć poważne problemy. Już chyba nikt nie ma wątpliwości, że to PiS wygra najbliższe wybory samorządowe. Brak kreatywności, ignorancja i nadużycia aktualnie rządzących ludzi na lokalnych szczeblach władzy zaczynają przelewać czarę goryczy.

Jednak co będzie jeśli to PiS wygra wybory parlamentarne? A na taki scenariusz również się zanosi. Gdyby wybory odbyły się dziś - wówczas przy minimalnym zwycięstwie PiS nie byłby w stanie utworzyć większościowego rządu. Jednak wiele wskazuje na to, że sytuacja ekonomiczna i demograficzna Europy jak i samej Polski w wystarczającym stopniu pogrąży gabinet Tuska do czasu wyborów.

Problemy narastają. Bezrobocie rośnie nieubłaganie, ale co jest równie fatalne - Ci co nawet pracę mają, nie są w stanie zakładać rodzin, mimo szczerych chęci i pragnień. Zarobki są tak niskie, że kredyty pozostają w sferze marzeń, a pieniędzy wystarcza zaledwie na wynajem skromnego mieszkania i szarą wegetację. Dodać można do tego fakt, że rośnie grupa osób, która zaciągnęła kredyty w przeszłości, a dziś ma poważne problemy z ich spłatą. Firmy windykacyjne odnotowują rekordowe zyski. To chyba dziś jeden z najlepszych sposobów na biznes w naszym kraju.

Wielu ekspertów mówi, że czasy stabilnej, wieloletniej, pełnoetatowej pracy bezpowrotnie minęły. Trzeba się pogodzić ze zmianą struktury zatrudnienia i z nowymi formami zatrudnienia. Co wobec tego z kredytami? Naprawdę potrzeba coraz większej odwagi, żeby pójść do banku...

Osiągnęliśmy stan klęski produkcyjnej. PKB to produkcja. Tymczasem w Polsce mamy zupełny przerost aparatu urzędniczego, który kompletnie niczego nie wytwarza. Do tego np. liczny kler, który do PKB też w żaden realny sposób się nie dokłada. W Niemczech na 82 mln obywateli ok. 40 mln pracuje przy produkcji. W Polsce na 38 mln takich osób jest zaledwie 13 mln. Różnica w sile nabywczej pieniądza jest taka, że w efekcie Niemiec kupi sobie mieszkanie na kredyt, który spłaci po 7-8 latach podczas, gdy Polak będzie uwiązany na 30 lat (oczywiście zakładając, że raty kredytowe będą stanowić taki sam procent ich wynagrodzenia).

Wiele wskazuje, że silnym orężem w walce o władzę staje się właśnie krytyka braku tzw. polityki prorodzinnej. Słowo "dzietność" staje się niemal tak magiczne jak swego czasu słowo "kryzys" - z tym drugim wszyscy się już oswoili, ale pierwsze robi furorę.
W niniejszym artykule pojawia się często powtarzany fakt, że Polska zajmuje jedno z ostatnich miejsc na świecie pod względem dzietności. ONZ szacuje, że pod koniec stulecia będzie nas już tylko 16 mln. Szykuje się klęska demograficzna, która pociągnie za sobą zapaść ekonomiczną kraju. Kozioł ofiarny już został znaleziony - to oczywiście Donald Tusk.

Pytanie brzmi czy obecny rząd w jakikolwiek sposób odpowiada za te fatalne tendencje? Z ciekawości zajrzałem na stronę CIA, żeby przekonać się jak rzeczywiście wygląda kwestia tych współczynników. Co widzę?
Polska zajmuje 212. miejsce na świecie na 224 państwa uwzględnione w zestawieniu - współczynnik dzietności w naszym kraju wynosi 1.32 dziecka na kobietę.
Rzucam okiem na pozycje bezpośrednio za Polską:
Rumunia - 1.31, Czechy 1.29, Ukraina 1.29, Litwa 1.28 !
Cała nasza część Europy to jedna wielka tragedia demograficzna. Nie widzę jakoś, żeby był to odosobniony problem Polski.
Popatrzmy więc trochę wyżej:
Słowenia 1.32, Łotwa 1.34, Słowacja 1.39, Grecja 1.40, Włochy 1.41, Niemcy 1.42 ... Zresztą tam po kolei lecą następne kraje europejskie. Czy sytuacja np. takiej Słowacji czy Włoch jest wyraźnie lepsza od sytuacji Polski? Europa wymiera i żaden Tusk tu ani nie pomoże ani nie zaszkodzi. Pytanie brzmi: gdzie jest prawdziwe źródło tego cywilizacyjnego zakrętu?

Autor artykułu z onetu podaje przykład Francji, gdzie współczynnik dzietności wynosi 2.08 dziecka na kobietę. No cóż... My też możemy rzucić okiem na szczyt tabeli ze strony CIA i zaprosić do siebie przybyszów z Mali, Nigru, Somalii czy Ugandy...

Czy jest jakiś ratunek dla Europy? Tzn. mam na myśli cywilizowane rozwiązania. Czy po prostu oddamy Europę muzułmanom i na starym kontynencie nastanie wielkie Dar-es-salam?
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Olek Mularski (3178 punktów)Odp: Dzietność i kryzys - czyli sytuacja i przyszłość Polski oraz Euro
>Już chyba nikt nie ma wątpliwości, że to PiS wygra najbliższe wybory samorządowe.

Nie byłbym taki pewny, do wyborów jeszcze daleko i wiele może się zmienić.

>Brak kreatywności, ignorancja i nadużycia aktualnie rządzących ludzi na lokalnych szczeblach władzy zaczynają przelewać czarę goryczy.

Rozgoryczenie społeczeństwa to niestety woda na młyn dla prawicowych radykałów, gdyż w czasach trudnych ludzie zamiast wybierać rozwiązania dobre ekonomicznie i dążyć do naprawienia szkód, to żądają ukarania odpowiedzialnych za złe rządy polityków, co doskonale wykorzystuje w swej krzykliwej retoryce katoprawica. Kara śmierci, CBA, walka z przestępczością- to niestety są konkrety dla rozgoryczonych obywateli. Ekonomia niestety nie brzmi tak efektownie, chyba, że są to czysto populistyczne slogany, które mogą dotrzeć szybko do serc prostych obywateli jak słynne 3 miliony mieszkań.

>Jednak co będzie jeśli to PiS wygra wybory parlamentarne? A na taki scenariusz również się zanosi. Gdyby wybory odbyły się dziś - wówczas przy minimalnym zwycięstwie PiS nie byłby w stanie utworzyć większościowego rządu.

PiS na szczęście na pewno nie zdobędzie takiej przewagi, żeby móc rządzić samodzielnie, po zwycięstwie tej partii prawie na pewno będą kolejne wybory. Obecny PiS różnie się poza tym znacząco od tego sprzed katastrofy smoleńskiej. PiS przedsmoleński był znacznie mniej radykalny w retoryce od współczesnego.

>Jednak wiele wskazuje na to, że sytuacja ekonomiczna i demograficzna Europy
jak i samej Polski w wystarczającym stopniu pogrąży gabinet Tuska do czasu wyborów.
Problemy narastają. Bezrobocie rośnie nieubłaganie, ale co jest równie fatalne - Ci co nawet pracę mają, nie są w stanie zakładać rodzin, mimo szczerych chęci i pragnień. Zarobki są tak niskie, że kredyty pozostają w sferze marzeń, a pieniędzy wystarcza zaledwie na wynajem skromnego mieszkania i szarą wegetację. Dodać można do tego fakt, że rośnie grupa osób, którzy zaciągnęli kredyty w przeszłości, a dziś ma poważne problemy z ich spłatą.

Winnym takiego, a nie innego stanu gospodarki (który z resztą w swojej wypowiedzi raczyłeś trochę przejaskrawić) jest nie tylko Tusk i jego rząd, ale przede wszystkim zła sytuacja gospodarcza na arenie międzynarodowej. Rząd PO oprócz tego, że nie jest zbyt udany to trafił jeszcze na złą sytuację. Tu niestety znowu wygranym jest PiS, gdyż nasze społeczeństwo niestety nie widzi żadnej alternatywy poza PO i PiS. Jak źli są jedni, to na złość zagłosuję na tych drugich. Bardzo dużo jest politycznych chorągiewek, które głosują na przeciwników tych, którzy wygrali poprzednie wybory i rzekomo źle rządzili.
28-05-2013 16:38
 Ocena 10 na 10
kulka_na_mole (20109 punktów)
(zablokowany)
Czytam i słyszę jaka to tragedia, że w Europie rodzi się za mało dzieci, i że za ileś tam lat Europejczyków będzie o iluś tam mniej niż obecnie. Tylko jakoś nie mogę się doczytać ani dosłuchać na czym ta tragedia ma niby polegać. Przecież to chyba raczej dobrze niż źle, iż będzie mniejszy odsetek bezrobotnych? To chyba dobrze, a nie źle, że będzie mniej emerytów i rencistów, bezdomnych, chorych?

Nie musimy oddawać Europy muzułmanom, bo możemy w końcu pójść po rozum do głowy i zaprzestać importu analfabetów, religijnych oszołomów, wiecznych klientów opieki społecznej w imię jakiejś idiotycznej poprawności politycznej, wedle której wszyscy ludzie są równi.
Bogata Szwecja zaimportowała sobie tłumy muzułmańskich bandytów, którzy niczego z siebie nie dają, za to chętnie biorą i jeszcze chętniej niszczą to, co dostają za darmo, bez sensu.
Zresztą to nie tylko problem Szwecji. Masz załatwioną legalną pracę u Europejczyka? Proszę bardzo, dostajesz pozwolenie na pracę i wizę na 3 miesiące. Chcesz dłużej pracować w Europie? Proszę bardzo, dostajesz wizę na kolejne 3 miesiące. Wolisz palić samochody na ulicach, rzucać kamieniami w policję, w karetki pogotowia, w straż pożarną? Proszę bardzo, ale u siebie, czyli wypad!

28-05-2013 17:02 
 Ocena 1 na 1
Marek Matejewski (3695 punktów)
>Czytam i słyszę jaka to tragedia, że w Europie rodzi się za mało dzieci, i że za ileś tam lat Europejczyków będzie o iluś tam mniej niż obecnie. Tylko jakoś nie mogę się doczytać ani dosłuchać na czym ta tragedia ma niby polegać. Przecież to chyba raczej dobrze niż źle, iż będzie mniejszy odsetek bezrobotnych? To chyba dobrze, a nie źle, że będzie mniej emerytów i rencistów, bezdomnych, chorych?

Żeby tak wszystkich i wszystkiego było proporcjonalnie mniej...

Problem w tym, że nie będzie mniej emerytów, rencistów, bezdomnych jak piszesz...
Tych akurat będzie w najbliższych dekadach w zastraszającym tempie przybywać. A jeśli wiek emerytalny będzie dalej podnoszony to i owszem - liczba emerytów zostanie utrzymana na podobnym poziomie, ale zwiększy się liczba kalek, inwalidów i osób wyeksploatowanych psychicznie i fizycznie.

To nie same zmiany w bezwzględnej liczbie ludności kraju są problemem, ale dosyć radykalne zmiany w strukturze demograficznej. Te drugie doprowadzą do katastrofy ekonomicznej. Już teraz można śmiało powiedzieć, że ZUS jest trupem. Jednak konsekwencje starzenia się społeczeństwa będą dużo bardziej dotkliwe. Nie dość, że emeryci nie dostaną swoich pieniędzy, to kto się będzie nimi opiekować na starość?

No chyba, że właśnie tu upatrujesz szansy na zachowanie odpowiednich proporcji demograficznych. Dzieci nie będzie przybywać, a starszyzna będzie z tej całej nędzy padać jak muchy dla zachowania równowagi...
28-05-2013 20:07 
 Ocena 4 na 4
kulka_na_mole (20109 punktów)
(zablokowany)
>Problem w tym, że nie będzie mniej emerytów, rencistów, bezdomnych jak piszesz...
Będzie mniej, bo będzie mniej ludzi.

>Tych akurat będzie w najbliższych dekadach w zastraszającym tempie przybywać.
Ja rozumiem, że coraz mniejsza liczba pracujących przypada na niepracujących, ale czy lekarstwem jest zwiększanie populacji? W obecnych realiach na pewno nie, bo nie tyle brakuje rąk do pracy, co miejsc pracy. Może być tak, że miejsc pracy (w dzisiejszym rozumieniu) będzie brakować coraz bardziej, bo zmieni się świat, tak jak zmienił się po wprowadzeniu maszyn, linii produkcyjnych czy Internetu. I co wówczas da mnożenie się ludzkości?

>A jeśli wiek emerytalny będzie dalej podnoszony to i owszem - liczba emerytów zostanie utrzymana na podobnym poziomie, ale zwiększy się liczba kalek, inwalidów i osób wyeksploatowanych psychicznie i fizycznie.
Podnoszenie wieku emerytalnego bez jakichkolwiek innych zmian musi w końcu doprowadzić do całkowitego zlikwidowania jakichkolwiek emerytur wypłacanych z budżetów państw. Już dziś w niektórych państwach/głowach są pomysły, aby podnieść wiek emerytalny do 70, a nawet 75 lat, co logicznie musi skończyć się likwidacją emerytur. Potrzeba innego jakościowo pomysłu.

>No chyba, że właśnie tu upatrujesz szansy na zachowanie odpowiednich proporcji demograficznych. Dzieci nie będzie przybywać, a starszyzna będzie z tej całej nędzy padać jak muchy dla zachowania równowagi...
Czy ma sens, abym powtarzał, że zwiększanie liczby obywateli nijak się nie ma do zaspokojenia ich potrzeb?
28-05-2013 21:16 
 Ocena 2 na 2
Marek Matejewski (3695 punktów)
>Będzie mniej, bo będzie mniej ludzi.

W średniej perspektywie czasowej, tzn. 20-30 lat liczba emerytów jednak niepokojąco wzrośnie - i to zarówno w liczbach bezwzględnych jak i w stosunku do ogółu społeczeństwa. Natomiast pod koniec stulecia to ok. Będzie mniej ludzi w każdym przedziale wiekowym.

>Ja rozumiem, że coraz mniejsza liczba pracujących przypada na niepracujących, ale czy lekarstwem jest zwiększanie populacji? W obecnych realiach na pewno nie, bo nie tyle brakuje rąk do pracy, co miejsc pracy.

To trzeba zadać pytanie: Czy ilość miejsc pracy ma determinować liczbę ludności?

To już jakieś szukanie utopii. Powiedzmy, że istnieje pewna optymalna liczba ludności, przy której możliwe jest utrzymywanie możliwie wysokiego wzrostu gospodarczego. Problem w tym, że jeśli taka liczba istnieje, to jest bardzo dynamiczna i nieustannie się zmienia z uwagi na wiele czynników, a przede wszystkim z uwagi na postęp technologiczny.

Nie zmienia to jednak faktu, że to ludzie generują potrzeby. Każde dziecko potrzebuje pampersa, czegoś do jedzenia, co roku większych ubrań bo szybko rośnie, czy nowych zabawek adekwatnych do wieku. Tak samo, gdy jest więcej ludzi, to potrzeba większej liczby strażaków, policjantów, urzędników, nauczycieli itd. Większość proporcji zostaje zachowana zgodnie z pewnym uformowanym modelem funkcjonowania społeczeństwa.

Przy obecnych tendencjach (pomijając kwestie imigracyjne) w 2100 roku będzie już tylko 16 mln mieszkańców w naszym kraju. Tymczasem w 2200 roku może być ich równie dobrze tylko 6-7 mln. Jeśli ta tendencja się utrzyma to miejsc pracy faktycznie kiedyś nie będzie - bo nie będzie społeczeństwa. Czy ta tendencja w odpowiednim momencie wyhamuje lub nawet się odwróci? Czy wyreguluje się samoczynnie? Nie mówię, że nie. Podejrzewam jednak, że konkurencyjne populacje wyeliminują z gry obecnych mieszkańców Europy w dość szybkim tempie. Przy olbrzymich dysproporcjach liczbowych konkurujących populacji dobór naturalny będzie dla nazwijmy to "rdzennych" Europejczyków bezlitosny.

>Może być tak, że miejsc pracy (w dzisiejszym rozumieniu) będzie brakować coraz bardziej, bo zmieni się świat, tak jak zmienił się po wprowadzeniu maszyn, linii produkcyjnych czy Internetu. I co wówczas da mnożenie się ludzkości?

"Mnożenie się ludzkości" było przez tysiące lat procesem sterowanym przez geny. Co dawało? To złe pytanie. Po prostu było zupełnie typowym "postępowaniem" genów, które "dążą" do tworzenia swoich kopii.

Współcześnie ludzie analizując różne czynniki świadomie rezygnują z potomstwa i stawiają się rządom genów. Jaki efekt przez to osiągną? Czy tylko Europejczycy się w ten sposób wykończą? Czy może w dalszej przyszłości cały gatunek ludzki sam się unicestwi poprzez ten oportunizm wobec genów? Czy może osiągnie taki poziom rozwoju, że np. w którymś momencie stanie się w jakimś sensie nieśmiertelny i tworzenie kopii nie będzie już konieczne dla trwania genu?

>Podnoszenie wieku emerytalnego bez jakichkolwiek innych zmian musi w końcu doprowadzić do całkowitego zlikwidowania jakichkolwiek emerytur wypłacanych z budżetów państw.

Zgadzam się. Trudno jednak odmówić systemowi zabezpieczenia społecznego roli w napędzaniu gospodarki. Gdyby swego czasu Bismarck nie wpadł na pomysł stworzenia pierwszego z takich systemów, to nie byłoby mowy o tak wydajnym wzroście gospodarczym wielu państw świata, jak to miało miejsce w XX wieku.

>Czy ma sens, abym powtarzał, że zwiększanie liczby obywateli nijak się nie ma do zaspokojenia ich potrzeb?

Zgoda. Jednak tak jak mówiłem - to nie gwiazdy, a ludzie generują potrzeby. Czyli szukamy liczby doskonałej dla danej populacji?
28-05-2013 19:30 
 Ocena 3 na 3
Olek Mularski (3178 punktów)
>Czytam i słyszę jaka to tragedia, że w Europie rodzi się za mało dzieci, i że za ileś tam lat Europejczyków będzie o iluś tam mniej niż obecnie. Tylko jakoś nie mogę się doczytać ani dosłuchać na czym ta tragedia ma niby polegać. Przecież to chyba raczej dobrze niż źle, iż będzie mniejszy odsetek bezrobotnych? To chyba dobrze, a nie źle, że będzie mniej emerytów i rencistów, bezdomnych, chorych?

Społeczeństwo z niskim przyrostem naturalnym się starzeje, a więc to emerytów i rencistów właśnie będzie najwięcej, tylko że nie będzie miał ich kto utrzymywać.

>Nie musimy oddawać Europy muzułmanom, bo możemy w końcu pójść po rozum do głowy i zaprzestać importu analfabetów, religijnych oszołomów, wiecznych klientów opieki społecznej w imię jakiejś idiotycznej poprawności politycznej, wedle której wszyscy ludzie są równi.

Jeśli przyrost naturalny będzie nadal tak niski, to z czasem zabraknie rąk do pracy i będzie trzeba otworzyć granice dla wszystkich. Przyjadą oczywiście w większości muzułmanie.

>Masz załatwioną legalną pracę u Europejczyka? Proszę bardzo, dostajesz pozwolenie na pracę i wizę na 3 miesiące. Chcesz dłużej pracować w Europie? Proszę bardzo, dostajesz wizę na kolejne 3 miesiące. Wolisz palić samochody na ulicach, rzucać kamieniami w policję, w karetki pogotowia, w straż pożarną? Proszę bardzo, ale u siebie, czyli wypad!

Tak powinno być, ale do tego jeszcze bardzo daleko.
28-05-2013 19:46 
 Ocena 2 na 2
kulka_na_mole (20109 punktów)
(zablokowany)
>Jeśli przyrost naturalny będzie nadal tak niski, to z czasem zabraknie rąk do pracy i będzie trzeba otworzyć granice dla wszystkich. Przyjadą oczywiście w większości muzułmanie.
To są tylko słowa, którymi zastępuje się brak jakichkolwiek wyliczeń. Póki co Europa boryka się z olbrzymim bezrobociem, głównie wśród ludzi młodych, więc czy aby na pewno zwiększanie liczby młodych obywateli = zmniejszanie bezrobocia? Czy młodzi bezrobotni ufundują świadczenia obecnym emerytom, że o zapracowaniu na własną nie wspomnę?
Zwiększanie populacji miałoby sens jedynie wtedy, gdyby nie brakowało pracy, a rąk do pracy, a jest dokładnie odwrotnie. Możemy mnożyć się jak króliki, co i raz wydłużać płatne i bezpłatne urlopy rodzicielskie, ale co to komu da?


>Tak powinno być, ale do tego jeszcze bardzo daleko.
Nie wiem czy daleko, ale na pewno nie trudno coś takiego wprowadzić. To kwestia wyłącznie decyzji administracyjnych uwolnionych od idiotycznej ideologii.
28-05-2013 19:58 
 Ocena 2 na 2
Mówca Umarłych (2786 punktów)
>Czytam i słyszę jaka to tragedia, że w Europie rodzi się za mało dzieci, i że za ileś tam lat Europejczyków będzie o iluś tam mniej niż obecnie. Tylko jakoś nie mogę się doczytać ani dosłuchać na czym ta tragedia ma niby polegać. Przecież to chyba raczej dobrze niż źle, iż będzie mniejszy odsetek bezrobotnych? To chyba dobrze, a nie źle, że będzie mniej emerytów i rencistów, bezdomnych, chorych?

Co do tej pierwszej wersji to pełna zgoda - cały czas słyszę krzykaczy po prawicy lamentujący jak to kobiety powinny rodzić coraz więcej dzieci, a najlepiej cały czas bo wg. nich są do tego "stworzone". Jak już się dziecko urodzi to mało ich to obchodzi bo to nie ich sprawa - ważne że nie z invitro i nie było aborcji, a wskażnik polaczków rośnie. Niektórzy błędnie uważają, że ludzi musi być dużo, ale wraz z rozwojem technologii populacja powinna się zmniejszać bo potrzeba mniej siły roboczej, a więcej specjalistycznej jednak tych drugich na tony nie potrzeba. Jest coś takiego jak automatyzacja.

>Nie musimy oddawać Europy muzułmanom, bo możemy w końcu pójść po rozum do głowy i zaprzestać importu analfabetów, religijnych oszołomów, wiecznych klientów opieki społecznej w imię jakiejś idiotycznej poprawności politycznej, wedle której wszyscy ludzie są równi.
>Bogata Szwecja zaimportowała sobie tłumy muzułmańskich bandytów, którzy niczego z siebie nie dają, za to chętnie biorą i jeszcze chętniej niszczą to, co dostają za darmo, bez sensu.
>Zresztą to nie tylko problem Szwecji. Masz załatwioną legalną pracę u Europejczyka? Proszę bardzo, dostajesz pozwolenie na pracę i wizę na 3 miesiące. Chcesz dłużej pracować w Europie? Proszę bardzo, dostajesz wizę na kolejne 3 miesiące. Wolisz palić samochody na ulicach, rzucać kamieniami w policję, w karetki pogotowia, w straż pożarną? Proszę bardzo, ale u siebie, czyli wypad!

Co do tej części już się mniej zgadzam - wszyscy mają, a raczej powinni mieć równy start, równe prawa i możliwie jak najrówniejszy dostęp do świata i jego zasobów. Nie tylko muzułmanie łapią się w ten zbiorek określony tyloma epitetami. Oczywiście zgadzam się, że problem kolonizacji europy przez islam istnieje, ale już nie każdy arab przyjeżdżający tutaj ma takie zamiary. Sprawdzać oczywiście je trzeba przed wydaniem pozwolenia na osiedlenie jak i doglądać. Co do tego rzucania kamieniami w policję i palenia wozów - to nie trzeba do tego tłumu muzułmańskich bandytów - wystarczy nasza stara polska nacjonalistyczna hołota.

For a long time now, I thought I was just a survivor, but I'm not. I'm the winner. That's who I am. /TZM GLOBAL
28-05-2013 21:55 
 Ocena 1 na 1
kulka_na_mole (20109 punktów)
(zablokowany)
>Co do tej części już się mniej zgadzam - wszyscy mają, a raczej powinni mieć równy start, równe prawa i możliwie jak najrówniejszy dostęp do świata i jego zasobów.
Czyli? Indianie z Amazonii powinni mieć możliwość wymiany skóry anakondy na smartfona czy że co?

>Nie tylko muzułmanie łapią się w ten zbiorek określony tyloma epitetami.
Prawda jest taka, że większość z takich, to muzułmanie.

>Co do tego rzucania kamieniami w policję i palenia wozów - to nie trzeba do tego tłumu muzułmańskich bandytów - wystarczy nasza stara polska nacjonalistyczna hołota.
Pozwoliłem sobie wyjść poza nasz, katonacjonalistyczny zaścianek.
28-05-2013 21:26 
 Ocena 6 na 6
waldeck77 (4307 punktów)
W końcu jakiś głos rozsądku, bo już myślałem, że wszyscy zwariowali z tą histerią prokreacyjną. Rodzić, rodzić, rodzić. Rzekomo głównie w celach emerytalnych, mniejsza z tym, że już obecnie do produkcji potrzeba stosunkowo niewielkiej liczby ludzi, a z czasem tendencja ta będzie się pogłębiać. Nie będzie z tego dziecioróbstwa żadnych emerytur tylko rosnące tabuny sfrustrowanych bezrobotnych lub pracujących od czasu do czasu. Dotychczasowy system emerytalny jest i tak nie do utrzymania. Nawoływanie do prokreacji to próba stosowania XIX-wiecznych rozwiązań na problemy XXI wieku.

Ktoś tu napisał, że skończył się czas stabilnej, trwałej pracy. I to prawda. Bredzenia polityków o walce z bezrobociem nic nie pomogą, bo dotychczasowy system już nie będzie generował wielu miejsc pracy. Potrzebne są nowe rozwiązania związane z pracą, podziałem wytwarzanych dóbr itp. Jeszcze niewielu to rozumie. UE też chce wracać do stanu sprzed kryzysu, nie widząc, że to już nie działa. Upychanie na kredyt coraz większej ilości coraz łatwiej wytwarzanych dóbr coraz mniejszej liczbie pracujących ludzi musiało się kiedyś skończyć.

A wracając do głównego tematu i polskiego grajdoła, to nie do pojęcia, jak w kraju, który od ponad 20 lat nie ma pomysłu na wykorzystanie kilku milionów ludzi i zmusza ich do emigracji, jeden polityczny debil przekrzykuje drugiego politycznego debila o potrzebie wzmożonego rozrodu "bo Polska wymiera", przy wtórze dziennikarzyn i kleru.

Nie widzę żadnej tragedii w zmniejszaniu się populacji w Europie i w Polsce, wręcz przeciwnie. Nie przeraża mnie, że na jedno miejsce pracy będzie 20 a nie 100 chętnych. Nie ma też żadnego powodu, żeby uzupełniać rzekome braki ludnościowe importem ludności "z pustyni i z puszczy", która i tak do niczego się nie nadaje.
Olek Mularski (3178 punktów)
>Wielu ekspertów mówi, że czasy stabilnej, wieloletniej, pełnoetatowej pracy bezpowrotnie minęły. Trzeba się pogodzić ze zmianą struktury zatrudnienia i z nowymi formami zatrudnienia. Co wobec tego z kredytami? Naprawdę potrzeba coraz większej odwagi, żeby pójść do banku... Osiągnęliśmy stan klęski produkcyjnej. PKB to produkcja. Tymczasem w Polsce mamy zupełny przerost aparatu urzędniczego, który kompletnie niczego nie wytwarza. Do tego np. liczny kler, który do PKB
>też w żaden realny sposób się nie dokłada.

>W Niemczech na 82 mln obywateli ok. 40 mln pracuje przy produkcji. W Polsce na 38 mln takich osób jest zaledwie 13 mln. Różnica w sile nabywczej pieniądza jest taka, że w efekcie Niemiec kupi sobie mieszkanie na kredyt, który spłaci po 7-8 latach podczas, gdy Polak będzie uwiązany na 30 lat (oczywiście zakładając, że raty kredytowe będą stanowić taki sam procent ich wynagrodzenia).

Produkcja to główna gałąź generująca PKB i dająca miejsca zatrudnienia. To właśnie dlatego Niemcy są wciąż daleko od kryzysu, a kraje, w których sektor bankowy dominuje nad produkcją cierpią z jego powodu.

>Wiele wskazuje, że silnym orężem w walce o władzę staje się właśnie krytyka braku tzw. polityki prorodzinnej. Słowo "dzietność" staje się niemal tak magiczne jak swego czasu słowo "kryzys" - z tym drugim wszyscy się już oswoili, ale pierwsze robi furorę.

Tu niestety też mogą być kolejne punkty dla PiS-u w wyborczym starciu, gdyż promuje on "katolicki model rodziny", uznawany przez dużą część naszego społeczeństwa za sprzyjający dzietności i rodzinie. Pytanie tylko czy zakaz in vitro i aborcji mogą korzystnie wpłynąć na rodzinę, skoro ci co bardzo będą chcieli dzieci nie będą mogli ich mieć, a dzieci z przypadku, często z biednych czy patologicznych rodzin zasilą sierocińce lub staną się przekaźnikami dziedzicznej biedy.

>W niniejszym
>artykule pojawia się często powtarzany fakt, że Polska zajmuje jedno z ostatnich miejsc na
>świecie pod względem dzietności. ONZ szacuje, że pod koniec stulecia będzie nas już tylko 16 mln.
>Szykuje się klęska demograficzna, która pociągnie za sobą zapaść ekonomiczną kraju. Kozioł ofiarny
>już został znaleziony - to oczywiście Donald Tusk.
>Pytanie brzmi czy obecny rząd w jakikolwiek sposób odpowiada za te fatalne tendencje? Z ciekawości
>zajrzałem na
>[url=https://www.cia.gov/library/publications/the-world-factbook/rankorder/2127rank.html?countryName=Poland&countryCode=pl®ionCode=eur&rank=212#pl]stronę
>CIA
,
>żeby przekonać się jak rzeczywiście wygląda kwestia tych współczynników. Co widzę?
>Polska zajmuje 212. miejsce na świecie - współczynnik dzietności 1.32 dziecka na kobietę.
>Rzucam okiem na pozycje bezpośrednio za Polską:
>Rumunia - 1.31, Czechy 1.29, Ukraina 1.29, Litwa 1.28 !
>Cała nasza część Europy to jedna wielka tragedia demograficzna. Nie widzę jakoś, żeby był to
>odosobniony problem Polski.
>Popatrzmy więc trochę wyżej:
>Słowenia 1.32, Łotwa 1.34, Słowacja 1.39, Grecja 1.40, Włochy 1.41, Niemcy 1.42 ... Zresztą tam po kolei lecą następne kraje europejskie. Czy sytuacja np. takiej Słowacji czy Włoch jest wyraźnie lepsza od sytuacji Polski? Europa wymiera i żaden Tusk tu ani nie pomoże ani nie zaszkodzi. Pytanie brzmi: gdzie jest prawdziwe źródło tego cywilizacyjnego zakrętu?

To rzeczywiście spory problem, bo jak widać nie chodzi tu tylko o zamożność społeczeństwa., gdyż wśród państw z bardzo niskim przyrostem naturalnym są zarówno te bardzo bogate jak Niemcy, czy Włochy, średnio zamożne jak Polska czy Czechy, oraz te biedne np. Ukraina i Rumunia. Prawdopodobnie winne są zbyt długi czas pracy, późne macierzyństwo, poświęcanie rodziny kosztem kariery i w związku z tym zły model rodziny 2+1.

>Autor artykułu z onetu podaje przykład Francji, gdzie współczynnik dzietności wynosi 2.08 dziecka na kobietę.

Tak, tylko nie są to dzieci rodowitych Francuzów, lecz głównie emigrantów, głównie z krajów Maghrebu. W związku z tym problem jest jeszcze większy- ryzyko islamizacji. Dzietność emigrantów jest wyższa, gdyż mają oni inne pojęcie na temat rodziny, inny światopogląd i wartości. Na Bliski Wschodzie kobiety zajmują się domem, a nie karierą, także mają czas na wychowywanie sześciorga dzieci. Wyjeżdżając np. do Francji zachowują tradycyjny model rodziny. Poza tym w krajach Maghrebu większość ludzi żyje biednie, więc ubóstwo jest dla nich mniej dotkliwe niż dla rodowitego Francuza nawykłego do luksusów. W związku z tym emigrantów stać na kolejne dziecko, podczas gdy przeciętny Francuz już będzie w jego odczuciu ledwo wiązał koniec z końcem.

>No cóż... My też możemy rzucić okiem na szczyt tabeli ze strony CIA i zaprosić do siebie przybyszów z Mali, Nigru, Somalii czy Ugandy...

Tak już zrobiły Francja, Wielka Brytania itp. i to co się dzieje w tych krajach obecnie zdecydowanie nie jest pozytywne.

>Czy jest jakiś ratunek dla Europy? Tzn. mam na myśli cywilizowane rozwiązania. Czy po prostu oddamy Europę muzułmanom i na starym kontynencie nastanie wielkie Dar-es-salam?

Jedynym cywilizowanym rozwiązaniem jest kontrola napływu emigrantów z krajów Maghrebu i Bliskiego Wschodu. Ważne jest też monitorowanie istniejących już środowisk islamskich, czy się nie radykalizują i wydalanie z kraju radykałów głoszących treści sprzeczne z naszymi wartościami! To oni muszą się dostosować do nas, a nie my do nich!
Selanos (12869 punktów)
Tylko że Polki mają dużo dzieci - w UK chociażby. Zamiast mówić o dzietności, zastanowiłbym się nad listą powodów, dla których młody człowiek miałby w tym kraju, ba, nawet na tym kontynencie zostać.

Są inne ciekawe miejsca, gdzie człowiek ma szansę na lepiej płatną pracę, lepsze warunki życia, a i kulturowo te kraje nie są od Europy zbyt odległe: mamy USA, Kanadę, Australię...

Jeszcze trochę i nawet kraje azjatyckie będą normalniejsze niż ta nasza część świata.

Moją rada na brak dzieci w Polsce jest jak zwykle ta sama: przestańmy zabierać. Zmniejszmy państwo do minimum, pozbądźmy się 90% urzędników, podatki na minimum i niech pieniądze zostaną w portfelu obywatela, a nie w mitycznym ZUSie czy NFZ.
Michał Browarski (15 punktów)
Wychodzi na to, że nie ma innego rozwiązania niż przywrócenie chrześcijańskiego kagańca. Zachęty finansowe i karanie za "hedonizm" nie pomogą, na co wskazuje przypadek Niemiec. Ja sam nie mam zamiaru mieć dzieci i zastanawia mnie, jak daleko niektórzy gotowi są posunąć się w paternalistycznych próbach uszczęśliwienia mnie przez zachęty i kary? A co z kobietami, zmusimy je do rodzenia?

Jeśli zaś mówimy o islamizacji, może warto oprzeć się na twardych danych z dobrych źródeł? A nawet jeśli, to czemu miałbym bardziej bać się obskurnego muzułmanina od obskurnego drecha, który pisze na łódzkich murach "Wielka Polska Katolicka"? Przecież cele mają podobne, prawo religijne i nakopanie "innym". Co śmieszniejsze, gdy taki wyjedzie do Londynu, pracuje u Polaka, kupuje w polskim sklepie i ogląda Cyfrowy Polsat. Zero integracji. Podobieństw jest więcej.

Wróć do listy wątków działu Społeczeństwo i kraj
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365