Racjonalista - Strona głównaDo treści
Ograniczenie terminu przydatności

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Gospodarka i ekonomia
NapisanoAutorTytuł
13-08-2012 15:33Hodża (11172 punktów)Ograniczenie terminu przydatności
Ocena 9 na 9
   Od czasu do czasu wybucha dyskusja, czasem mająca posmak teorii spiskowych, o knowaniach producentów sprzętu AGD i elektroniki mających na celu ograniczenie czasu bezawaryjnego funkcjonowania sprzętu w celu wymuszeniu na konsumentach kupowania nowych egzemplarzy. Zdaje się że zaczęło się od żarówek i ograniczenia ich żywotności do ok. 1000 godzin.

Ma to sens, zważywszy na to, że niektóre żarówki wyprodukowane 100 lat temu nadal są zdatne do użytku. Co niby by mieli robić producenci żarówek po nasyceniu sprzętem rynku?

Co do sprzętu elektronicznego nie mam pewności, jak to z tym jest. Faktem jest, że w moim telewizorze przepalił się tranzystor dwa dni po upływie terminu gwarancji. Jednak mógł to być przypadek.

Mój wątek nosi znamiona prowokacji - gdyż gdyby dotyczył on tylko żarówek, nie miałbym specjalnie ochoty się tym zajmować, chociaż, jak zaobserwowałem, świetlówki energooszczędne są jakby mniej trwałe niż jeszcze pięć lat temu. Mniejsza z tym.

Myślę jednak, że skoro w ewidentny sposób takie działania, choć nieetyczne (a może i zabronione przez prawo, nie wiem) przynosić mogą krociowe zyski producentom różnych elektrycznych gadżetów, to dlaczego niby - idąc w ślad za "niewidzialną ręką rynku", która coraz częściej okazuje się być ręką prestidigitatora dorabiającego jako doliniarz - koncerny farmaceutyczne miałyby kiedykolwiek uwolnić świat od chorób, produkując naprawdę skuteczne leki? A może po prostu bardziej jednak opłacalne jest utrzymanie pewnego optymalnego poziomu zachorowań na różne paskudne choroby, np. wywołujące dużo cierpień wśród dzieci, by ich rodzice wypruwali sobie żyły płacąc za leki podtrzymujące je przy życiu, zamiast dużo mniej wydawać na profilaktykę?

Może szczepienie dzieci jest głupie z ekonomicznego punktu widzenia, skoro prowadzić może do wyeliminowania chorób, przed którymi chroni i wyschnięcia źródeł dochodu przemysłu farmaceutycznego ?
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

kulka_na_mole (20109 punktów)
(zablokowany)
Wcale bym się nie zdziwił, gdyby twoja sugestia o produkowaniu leków mniej skutecznych niż to możliwe okazała się prawdą. Nie wiem jaką część dochodu firm farmaceutycznych stanowią najdroższe leki, a jaką te tanie, do kupienia bez recepty, ale coś mi się wydaje, że te ostatnie przynoszą pokaźne zyski. Przekonuje mnie o tym ilość reklam takich specyfików. W niemal każdym bloku reklamowym w tv zachęca się nas do kupienia co najmniej dwóch leków "na wątrobę", "na ciężkie nogi", "na ból gardła", "na rozwolnienie", "na zatwardzenie" itd.

W Polsce klasycznym przykładem produktów o zaplanowanym, krótkim okresie przydatności do użytku są podręczniki szkolne. Mało który podręcznik może posłużyć uczniowi z następnego rocznika.



Nie czyń bliźniemu tego, co chciałbyś, aby on uczynił tobie. Możliwe, że macie zupełnie różne gusty. (G.B.Shaw)
18-08-2012 16:55 
 Ocena 1 na 1
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
>W Polsce klasycznym przykładem produktów o zaplanowanym, krótkim okresie przydatności do użytku są podręczniki szkolne. Mało który podręcznik może posłużyć uczniowi z następnego rocznika.

Temat jest moim zdaniem bardzo ważny. Demoralizacja w środowisku nauczycielskim sięgnęła dna - nawet zwyczajni nauczyciele zmuszają rodziców do kupowania nowych podręczników, zamiast zachęcać do odkupienia podręczników od starszego rocznika.

doku (Tomasz Kamiński)
18-08-2012 17:29 
 Ocena 1 na 1
kulka_na_mole (20109 punktów)
(zablokowany)
Powszechnie znany jest proceder "sponsorowania" lekarzy przez przedstawicieli handlowych koncernów farmaceutycznych. Być może podobne zjawisko zachodzi w relacji nauczyciel - wydawca podręczników.


Nie czyń bliźniemu tego, co chciałbyś, aby on uczynił tobie. Możliwe, że macie zupełnie różne gusty. (G.B.Shaw)
Hodża (11172 punktów)
>Powszechnie znany jest proceder "sponsorowania" lekarzy przez przedstawicieli handlowych koncernów farmaceutycznych. Być może podobne zjawisko zachodzi w relacji nauczyciel - wydawca podręczników.

Raczej ministerstwo oświaty - wydawca. Nauczyciel nie może sobie chyba (nie znam obecnych przepisów) arbitralnie wybrać dowolnej książki jako podręcznika, musi być dopuszczony przez ministerstwo.

Ten proceder w przypadku nauczycieli może spowodować "tylko" obniżenie poziomu edukacji. W przypadku lekarzy może prowadzić do... właściwie do czego? Hm, może powinniśmy zrezygnować z różnych fikcji - zakazu dopingu dla sportowców, zakazu dopalaczy dla uczniów zakuwających przed semestrem czy studentów przed sesją, zakazu sponsoringu lekarzy przez koncerny chemiczne, wreszcie zakazu kupowania ustaw przez koncerny. Może wystarczyłoby naprawdę "uwolnić rynek" i wszystko stałoby się prostsze. Zamiast partii politycznych mielibyśmy lobbystów (posłowie nosiliby na marynarkach nalepki z logo odpowiednich koncernów), lekarze należeliby do kilku konkurencyjnych "stajni" farmaceutycznych itp.
Myśl warta zastanowienia.

Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
kulka_na_mole (20109 punktów)
(zablokowany)
>Nauczyciel nie może sobie chyba (nie znam obecnych przepisów) arbitralnie wybrać dowolnej książki jako podręcznika, musi być dopuszczony przez ministerstwo.
Pisząc o podręcznikach nie miałem na myśli dowolnych książek, ale oficjalnie zatwierdzone podręczniki.


Nie czyń bliźniemu tego, co chciałbyś, aby on uczynił tobie. Możliwe, że macie zupełnie różne gusty. (G.B.Shaw)
Borys Swoboda (1408 punktów)
Jeżeli nie ma patentów, nie da się innych zmusić do nie produkowania skutecznych leków. Wystarczy że jeden producent się wyłamie, to za sprzedaż "cudownego leku" zgarnie krocie. I co z tego, że na tym biznes się skończy?
13-08-2012 19:13 
 Ocena 1 na 1
Hodża (11172 punktów)
>Jeżeli nie ma patentów, nie da się innych zmusić do nie produkowania skutecznych leków. Wystarczy że jeden producent się wyłamie, to za sprzedaż "cudownego leku" zgarnie krocie. I co z tego, że na tym biznes się skończy?

Niestety, nigdy nie jest tak, że zostanie zachowany monopol - przy dzisiejszej technologii kwestia opracowania zamiennika czy leku o analogicznym działaniu to dosyć prosta sprawa. No i nigdy nie jest tak, że sprzedaż produktu "na jeden sezon" jest bardziej korzystna od zaspokajania zapotrzebowania rynku w sposób ciągły.

Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
13-08-2012 19:48 
 Ocena 2 na 2
Borys Swoboda (1408 punktów)
>Niestety, nigdy nie jest tak, że zostanie zachowany monopol - przy dzisiejszej technologii kwestia opracowania zamiennika czy leku o analogicznym działaniu to dosyć prosta sprawa. No i nigdy nie jest tak, że sprzedaż produktu "na jeden sezon" jest bardziej korzystna od zaspokajania zapotrzebowania rynku w sposób ciągły.

To zależy, jak na to patrzeć. Z punktu widzenia monopolisty albo dużej firmy, rzeczywiście lepiej produkować produkt, na który ciągle jest zapotrzebowanie. Dlatego takie firmy czasem wykupują patenty, by później ich nie wykorzystywać- służą one do ograniczania możliwości konkurencji. Bez patentów wystarczy, że jedna osoba zainwestuje, zgarnie górę kasy, a następnie wycofa się i zajmie czymś innym, albo będzie "na boku" prowadzić małą produkcję. Proszę nie mówić, że to nie jest korzystne, i że nie ma motywacji, by się tym zająć.
finerbijk (17282 punktów)
>Może szczepienie dzieci jest głupie z ekonomicznego punktu widzenia, skoro prowadzić może do wyeliminowania chorób, przed którymi chroni i wyschnięcia źródeł dochodu przemysłu farmaceutycznego?
Jest o wiele bardziej opłacalne, gdy szczepią się wszyscy, bo nie wszyscy zachorowaliby na odpowiednie choroby.
Po gigantycznej aferze z Glaxo w USA nikt już chyba dłużej naiwnie nie wierzy, że koncerny farmaceutyczne dbają o wiele więcej, niż o własną kieszeń. Ile takich spraw nie wykryto? Strach się bać.
A najgorsze, że jest to że trują ludzi latami i kończy się tylko na karze finansowej opłaconej przez firmę, natomiast cywilnej odpowiedzialności nikt nie ponosi.
Atlantis (1733 punktów)
(zablokowany)
>producentów sprzętu AGD i elektroniki mających na celu ograniczenie czasu bezawaryjnego

Prawda jak zwykle leży gdzieś pośrodku. Na początku trzeba sobie zdać sprawę z tego, że współczesna elektronika diametralnie różni się od konstrukcji sprzed kilkunastu czy kilkudziesięciu lat. Poza tym nieprawdą jest, że stare urządzenia się nie psuły. Ich awaryjność była po prostu mniej uciążliwa, gdyż z niektórymi awariami mógł sobie poradzić bardziej zaradny użytkownik. Lampowe radio albo telewizor były na tyle nieskomplikowanymi urządzeniami, że niejedną naprawę mógł przeprowadzić miejscowy radioamator, a elementarną wiedzę na ten temat można było zmieścić w jednej książce. Zlokalizowanie usterki często ograniczało się do prostej procedury (sprawdzenie napięć w oparciu o schemat, ustalenia dokąd dochodzi sygnał) pozwalającej wykryć uszkodzony element. Sama wymiana specjalnie trudna nie była, gdyż części zamienne dało się kupić. Lampy elektronowe produkowano całymi dekadami (tetroda 6L6 została opracowana w 1936, a produkuje się ją do dziś z myślą np. o wzmacniaczach gitarowych). Naprawiający mógł korzystać z nowszych zamienników starszych elementów, nawet jeśli nie były one ścisłymi odpowiednikami - często wystarczyło wprowadzić kilka przeróbek w układzie. Problem pojawiał się dopiero wtedy, gdy usunięcie awarii wymagało skorzystania z bardziej wyrafinowanego sprzętu pomiarowego. Z powyższych względów urządzenia tego typu służyły całymi dekadami, przechodząc co najwyżej od czas do czasu drobną naprawę.

Teraz wszystko się zmieniło. "Najprostszy" telewizor LCD jest niezwykle skomplikowanym, skomputeryzowanym urządzeniem, pełnym złożonych układów scalonych. Wymiana scalaka w obudowie BGA jest praktycznie niemożliwa w domowych warunkach. Ba! Nawet dla serwisu często jest to zbyt czasochłonna procedura i w przypadku awarii wymienia się cały moduł/płytę główną, złożoną na automatycznej linii produkcyjnej. Dostęp do takich części zamiennych jest możliwy tak długo, jak długo urządzenie znajduje się w produkcji seryjnej. Jednak co zrobić, gdy linie montażowe przestawiło się już na produkcję nowszego modelu, korzystającego z innych rozwiązań technologicznych?

>Ma to sens, zważywszy na to, że niektóre żarówki wyprodukowane 100 lat temu nadal są zdatne do użytku.

Tak, tylko zwróć uwagę na jeden fakt:
www.geekwe(*)rowka-wciaz-na-sluzbie/330163/
Współczesne żarówki świecą bardzo jasnym, białym światłem. Włókno tej ma pomarańczowy odcień. Co to znaczy? To, że mniej się nagrzewa...

>Co niby by mieli robić producenci żarówek po nasyceniu sprzętem rynku?
>Co do sprzętu elektronicznego nie mam pewności, jak to z tym jest.

W przypadku sprzętu elektronicznego z cała pewnością tak nie jest. Do nasycenia rynku nie dojdzie z prostego powodu - wymiany sprzęty zazwyczaj nie dokonuje się po awarii. Sprzęt wymienia się, ponieważ stał się przestarzały. Moja pierwsza komórka wciąż działa - gdyby się uprzeć, wciąż mógłbym z niej dzwonić (ale nic więcej). W międzyczasie jednak zmieniłem telefon pewnie z dziesięć razy. Żaden z moich komputerów się nie zepsuł - wymieniłem je, gdyż brakowało im zasobów sprzętowych do poradzenia sobie z typowymi zastosowaniami.

>Myślę jednak, że skoro w ewidentny sposób takie działania, choć nieetyczne (a może i zabronione
>przez prawo, nie wiem) przynosić mogą krociowe zyski producentom różnych elektrycznych gadżetów, to

A może wyjaśnienie jest proste i tkwi w masowości produkcji? Zauważ, że pięć lat temu za prosty odtwarzacz MP3 płaciło się kilkaset złotych. Dziś podobne urządzenie (mające kilka razy więcej pamięci) kosztuje kilkadziesiąt zł. Cięcie kosztów może odbywać się m.in. kosztem kontroli jakości, co z kolei przełoży się na większą awaryjność. Na rynku wciąż jednak są dostępne droższe urządzenia, staranniej wykonane, przeznaczone dla bardziej wymagającego odbiorcy.

>cierpień wśród dzieci, by ich rodzice wypruwali sobie żyły płacąc za leki podtrzymujące je przy życiu, zamiast dużo mniej wydawać na profilaktykę?

Teraz to już naprawdę pojechałeś po bandzie. Takie argumenty często słyszy się od lewackich, antykorporacyjnych zwolenników medycyny alternatywnej spod znaku new-age. Ile to już razy słyszałem teorię spiskową która mówi, że lek na raka został dawno temu opracowany, ale chciwi kapitaliści go nie udostępnią publiczności, bo zarabiają na leczeniu chorych. Poważnie? Zacznijmy od tego, że lekarstwa na raka już teraz są produkowane. Problemem jest ich skuteczność. Wyobraźmy sobie, że jakiś koncern wynajduje formułę znacznie skuteczniejszego leku. Jaki interes miałby w jego ukrywaniu? Przecież wypuszczenie go na rynek przełożyłoby się na znaczne zwiększenie dochodów względem konkurencji - pacjenci wybieraliby skuteczniejszą kurację.
14-08-2012 12:20 
 Ocena 4 na 4
Hodża (11172 punktów)
>Teraz to już naprawdę pojechałeś po bandzie. Takie argumenty często słyszy się od lewackich, antykorporacyjnych zwolenników medycyny alternatywnej spod znaku new-age.

Cóż, jestem niechętny korporacjom. Właściwie moja niechęć do Kościoła Katolickiego nie tyle ma charakter światopoglądowy, co ekonomiczny - drażni mnie handlowo-komercyjny charakter tej instytucji, która traktuje słowa wyłącznie jako narzędzie manipulacji a nie przesłanie prawdy czy jakichkolwiek wartości, czy próbę dyskusji o rzeczach naprawdę ważnych. A to właśnie robią wszystkie korporacje i korporacją jest też sam KK - ewoluują w ten sposób, by zapewnić sobie maksimum niezależności od jakiejkolwiek kontroli. Tu leży piesek pogrzebany. W istocie jakakolwiek ideowość (którą i Kościół i korporacje z reguły maskują swoje cele) jest fasadą, formą a nie treścią aktywności. Fałsz!

> Ile to już razy słyszałem teorię spiskową która mówi, że lek na raka został dawno temu opracowany, ale chciwi kapitaliści go nie udostępnią publiczności, bo zarabiają na leczeniu chorych. Poważnie? Zacznijmy od tego, że lekarstwa na raka już teraz są produkowane. Problemem jest ich skuteczność. Wyobraźmy sobie, że jakiś koncern wynajduje formułę znacznie skuteczniejszego leku. Jaki interes miałby w jego ukrywaniu? Przecież wypuszczenie go na rynek przełożyłoby się na znaczne zwiększenie dochodów względem konkurencji - pacjenci wybieraliby skuteczniejszą kurację.

Chciałbym w to wierzyć. Ale bardziej już wierzę w dziennikarskie hieny i sępy. Mam nadzieję, że zawsze wypatrzą świeży żer


Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
15-08-2012 08:29 
 Ocena 1 na 1
Atlantis (1733 punktów)
(zablokowany)
>Cóż, jestem niechętny korporacjom. Właściwie moja niechęć do Kościoła Katolickiego nie tyle ma charakter światopoglądowy, co ekonomiczny - drażni mnie handlowo-

Mógłbym wymienić długą listę powodów, dla których nie darzę sympatią międzynarodowej korporacji z centralą w Watykanie. Przykłady? Długa historia stosowania terroru i przemocy, korzystanie z metod niemalże orwellowskich (odwracanie pojęć, myślozbrodnia, indoktrynacja najmłodszych), tuszowanie afer pedofilskich, szerzenie dezinformacji na tematy naukowe i filozoficzne. Jednak nigdy nie przyszłoby mi do głowy, by krytykować Kościół za samą formę organizacyjną!

Nie mam nic przeciwko korporacjom jako takim. Wręcz przeciwnie - zdaje sobie sprawę z tego, że korporacje są nam potrzebne. Wytworzenie niektórych produktów wymaga skumulowania odpowiednich środków. Moje zastrzeżenia dotyczą poczynań niektórych korporacji - np. wchodzenia w konszachty z władzą celem tworzenia monopoli korzystnych dla tych wielkich instytucji. Jednak jako libertarianin wolałbym zaproponować inne rozwiązanie niż walkę z korporacjami - drastyczne ograniczenie państwu możliwości ingerowania w rynek przez tworzenie monopoli.
15-08-2012 10:29 
 Ocena 1 na 1
Hodża (11172 punktów)
>Mógłbym wymienić długą listę powodów, dla których nie darzę sympatią międzynarodowej korporacji z centralą w Watykanie. Przykłady? Długa historia stosowania terroru i przemocy, korzystanie z metod niemalże orwellowskich (odwracanie pojęć, myślozbrodnia, indoktrynacja najmłodszych), tuszowanie afer pedofilskich, szerzenie dezinformacji na tematy naukowe i filozoficzne. Jednak nigdy nie przyszłoby mi do głowy, by krytykować Kościół za samą formę organizacyjną!

A jednak - moim zdaniem działania tej organizacji, jak każdej wielkiej organizacji są emergentną właściwością struktury. Kościół odkrył dawno zjawisko "rozproszonej odpowiedzialności", "rozproszonej inteligencji" itp. nazywając to "Duchem Świętym kierującym Kościołem". Ten "duch" jest obecny w każdej wielkiej organizacji, w której nie istnieje żaden pojedynczy człowiek ani grupa ludzi ponoszący pełną odpowiedzialność za działania całego molocha.

>Nie mam nic przeciwko korporacjom jako takim. Wręcz przeciwnie - zdaje sobie sprawę z tego, że korporacje są nam potrzebne.

Są potrzebne podobnie jak np. zwierzęta pociągowe były potrzebne do transportu i wszelkich większych przedsięwzięć. Ale te "zwierzęta" w tym przypadku, jaki dziś obserwujemy, mają najwyraźniej tendencje do nieograniczonego wzrostu.

Jeśli już dyskutujemy o korporacjach to mam pytanie - zasadnicze jak sądzę - jakie są granice wzrostu tych struktur? Czyż ostatnie wydarzenia z kryzysem finansowym nie dowodzą tego, że te molochy korumpują prawo i politykę, podporządkowując ją totalnie swoim interesom?

>Wytworzenie niektórych produktów wymaga skumulowania odpowiednich środków. Moje zastrzeżenia dotyczą poczynań niektórych korporacji - np. wchodzenia w konszachty z władzą celem tworzenia monopoli korzystnych dla tych wielkich instytucji. Jednak jako libertarianin wolałbym zaproponować inne rozwiązanie niż walkę z korporacjami - drastyczne ograniczenie państwu możliwości ingerowania w rynek przez tworzenie monopoli.

Ha! Czyż korporacje nie potrafią tego lepiej i szybciej - tworzyć monopole, kartele i trusty? dzieląc rynek tak, że nawet mysz się nie przeciśnie? Co do państwa - okazuje się, że jest to również korporacja. Korporacja urzędnicza zarządzająca danym terytorium. Stąd też, jak w przypadku każdej wielkiej organizacji dotyczą jej te same zastrzeżenia i niebezpieczeństwa.


Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
15-08-2012 10:41 
 Ocena 1 na 1
Borys Swoboda (1408 punktów)
>Jeśli już dyskutujemy o korporacjach to mam pytanie - zasadnicze jak sądzę - jakie są granice wzrostu tych struktur? Czyż ostatnie wydarzenia z kryzysem finansowym nie dowodzą tego, że te molochy korumpują prawo i politykę, podporządkowując ją totalnie swoim interesom?

Dlatego trzeba tak zmieniać prawo, by nie miały czego korumpować. Dodawanie przepisów antytrustowych nic nie zmienia. Są naturalne ograniczenia rozrostu. Wynikają one z komplikacji zarządzania i logistyki, przy wyczerpaniu synergicznych korzyści skali. W sytuacji, gdy nie ma utrudnień dla małego biznesu, konkurencja nie pozwala na nadmierny rozrost.
Hodża (11172 punktów)
>Dlatego trzeba tak zmieniać prawo, by nie miały czego korumpować. Dodawanie przepisów antytrustowych nic nie zmienia. Są naturalne ograniczenia rozrostu. Wynikają one z komplikacji zarządzania i logistyki, przy wyczerpaniu synergicznych korzyści skali. W sytuacji, gdy nie ma utrudnień dla małego biznesu, konkurencja nie pozwala na nadmierny rozrost.

Konkurencja jest pojęciem, które ma sens tylko w odniesieniu do równoprawnych partnerów gry ekonomicznej. Gigant operujący na wielu rynkach i dysponujący miliardowymi aktywami pozamiata rynek tak, jak mu się podoba - o ile oczywiście nie będzie posiadał prawnego kagańca.


Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
15-08-2012 12:19 
 Ocena 1 na 1
Borys Swoboda (1408 punktów)
>Konkurencja jest pojęciem, które ma sens tylko w odniesieniu do równoprawnych partnerów gry ekonomicznej. Gigant operujący na wielu rynkach i dysponujący miliardowymi aktywami pozamiata rynek tak, jak mu się podoba - o ile oczywiście nie będzie posiadał prawnego kagańca.

Równoprawnych czy równych? Różnica jest zasadnicza. Tak jak różnica pomiędzy liberalizmem klasycznym a socjalizmem.

Samo wprowadzenie równości jako warunku do konkurencji jest sprzeczne.

Równoprawność nie opiera się na ilości kapitału.

Jednak obecnie nie ma równoprawności. Prawa patentowe i inne dotyczące własności intelektualnej, a także znakomita większość rządowych interwencji są tego dowodem.

I co to znaczy, że "pozamiata rynek"?
Hodża (11172 punktów)
>I co to znaczy, że "pozamiata rynek"?

Zlikwiduje pomniejszą konkurencję, z większą się ułoży co do podziału rynku.

Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
18-08-2012 18:40 
 Ocena 1 na 1
Borys Swoboda (1408 punktów)
>>I co to znaczy, że "pozamiata rynek"?
>Zlikwiduje pomniejszą konkurencję, z większą się ułoży co do podziału rynku.

Jak na przykład zlikwiduje?
Hodża (11172 punktów)
>>>I co to znaczy, że "pozamiata rynek"?
>>Zlikwiduje pomniejszą konkurencję, z większą się ułoży co do podziału rynku.
>Jak na przykład zlikwiduje?

Tak, jak hipermarkety likwidują drobny handel. Mam nadzieję, że nie odczytałeś słowa "zlikwiduje" jako sugestii, że chodzi o "mokrą robotę"

Jakkolwiek koncerny działające w Ameryce Południowej zapewne mają to i owo na sumieniu, trzeba by przejrzeć annały, poczytać o Chico Mendesie i jemu podobnych.


Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
18-08-2012 19:57 
 Ocena 1 na 1
Borys Swoboda (1408 punktów)
Ano, jest korzyść skali, wszystko w jednym miejscu, różnorodnie, tanio, bo masowo. Supermarkety są dobre.

Inną sprawą jest to, czy jedna sieć supermarketów mogłaby zająć (w warunkach wolnego rynku) pozycję monopolisty w jednym mieście, bo tu nie widzę jakieś wyraźnej korzyści skali.
Hodża (11172 punktów)
>Ano, jest korzyść skali, wszystko w jednym miejscu, różnorodnie, tanio, bo masowo. Supermarkety są dobre.

Wiesz, kiedy piszę o korporacjach czy innych "silnych uczestnikach rynku" to nie znaczy, że nie korzystam w ten czy inny sposób z dobrodziejstw tych podmiotów gospodarczych. Często zaglądam do hipermarketu - niestety, w okolicach, w których często przebywam w "zwykłym" sklepie nie można kupić nawet dobrej czarnej herbaty. I zdaję sobie też sprawę z tego, że brak konkurencji ze strony hipciów zapewne nie poprawiłby tych mankamentów.

Chodzi tylko o zrównoważenie rynku. Molochy zawsze będą za wszelką cenę dążyć do poszerzenia swoich swobód a to musi - prędzej czy później - wywołać działania wprost lub pośrednio polityczne. Przedsiębiorczość też jest jakimś tam "żywiołem", który napędza ekonomię ale też bywa, że staje się niebezpieczny.

Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
15-08-2012 14:25 
 Ocena 4 na 4
Anna Salman (16360 punktów)
>Cóż, jestem niechętny korporacjom. Właściwie moja niechęć do Kościoła Katolickiego nie tyle ma charakter światopoglądowy, co ekonomiczny - drażni mnie handlowo-komercyjny charakter tej instytucji..
Strzał w dziesiątkę! Krk jest najstarszą z działających do tej pory korporacji, czyli strukturą polityczno-ekonomiczną, kształtującą archaiczną strukturę społeczną - feudalizm. Amerykanie, którzy z reguły niechętnie i z pogardą patrzą na katolików, skrycie podziwiali trwałość tej struktury oraz skuteczność w zmieniających się warunkach geopolitycznych. Stąd odtworzyli ją w formie instytucji gospodarczych. Neoliberalizm to w zasadzie neofeudalizm, przy minimalnej korekcie interpretacji.
I tak oto na naszych oczach odtwarza się historia (nie jest jednak nauką życia). Brak zainteresowania tym zjawiskiem ze strony politologów / socjologów można tłumaczyć jedynie tym, że albo boją się łatki "lewackich oszołomów" albo sami są uwikłani w ten system, wsposób uniemożliwiający obiektywną ocenę.
Efekty już są:

Cytat:
Chociaż od początków USA dominującą rolę w rządzeniu tym krajem odgrywali zawsze biali protestanci, obecnie w jego głównych organach władzy są oni w mniejszości - pisze "New York Times", powołując się na badania Uniwersytetu Południowej Kalifornii. Szczególnie silnie w elicie władzy wydają się dziś reprezentowani katolicy. ...
Z dziewięciorga sędziów Sądu Najwyższego USA sześcioro to katolicy, a pozostałych troje - amerykańscy Żydzi.
15-08-2012 14:41 
 Ocena 1 na 1
Hodża (11172 punktów)
>Strzał w dziesiątkę! Krk jest najstarszą z działających do tej pory korporacji, czyli strukturą polityczno-ekonomiczną, kształtującą archaiczną strukturę społeczną - feudalizm. Amerykanie, którzy z reguły niechętnie i z pogardą patrzą na katolików, skrycie podziwiali trwałość tej struktury oraz skuteczność w zmieniających się warunkach geopolitycznych. Stąd odtworzyli ją w formie instytucji gospodarczych.

Warto pamiętać, że w początkowym okresie historii USA istniało bardzo silne prawo antykorporacyjne. Dopiero w latach 60-tych XIX w. "wypuszczono bestię z więzienia". W każdym bądź razie Ojcowie-Założyciele uważali korporacje za największe zagrożenie dla amerykańskiego systemu politycznego i wolności ekonomicznej jednostki.

Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
15-08-2012 15:18 
 Ocena 1 na 1
Anna Salman (16360 punktów)
>Warto pamiętać, że w początkowym okresie historii USA istniało bardzo silne prawo antykorporacyjne. Dopiero w latach 60-tych XIX w. "wypuszczono bestię z więzienia".
I wkrótce rozpoczął się demontaż wolnego rynku, czego efekty są dziś widoczne w postaci kryzysu.
Nie jestem zwolenniczką teorii spiskowych, ale podejrzewam jednak związek z powstawaniem różnych organizacji para-kościelnych typu Opus Dei i wchodzeniem ich członków w struktury polityczne i finansowe, a odbudową struktur feudalnych w gospodarce. Na pewno duża liczba takich osób jest w polskich instytucjach oraz w polityce. To samo dzieje się w Portugalii, Hiszpanii i pewnie innych krajach katolickich. W USA wkradali się bez rozgłosu i bez parasola krk, co świadczy o dobrym przygotowaniu.
Ciekawe również, czy niechęć do poskiej imigracji ze strony Holendrów oraz deklaracje Duńczyków o ochronie rynku wewnętrznego, to niechęć etniczna, czy wyznaniowa. Przecież za wiernymi ciągną ich pasterze , a religia w UE to nadal święta krowa. Może protestanci po prostu nie chcą u siebie więcej katolików...
15-08-2012 19:49 
 Ocena 2 na 2
Hodża (11172 punktów)
>>Warto pamiętać, że w początkowym okresie historii USA istniało bardzo silne prawo antykorporacyjne. Dopiero w latach 60-tych XIX w. "wypuszczono bestię z więzienia".
>I wkrótce rozpoczął się demontaż wolnego rynku, czego efekty są dziś widoczne w postaci kryzysu.

Tzw. wolny rynek to nic innego jak mit utrwalony od czasów rewolucji burżuazyjnej, kiedy to wzbogacone mieszczaństwo zażądało dla siebie równych praw w stosunku do szlachty i zdemontowało monarchię. Ktoś by mógł powiedzieć, że przecież w Anglii monarchia nie została obalona - no tak, tylko że ta monarchia została wcześniej uzależniona od gildii a później korporacji tak, że wszelka zmiana ustroju z punktu widzenia rządzącej klasy kupiecko-bankierskiej była pozbawiona sensu.

>Nie jestem zwolenniczką teorii spiskowych, ale podejrzewam jednak związek z powstawaniem różnych organizacji para-kościelnych typu Opus Dei i wchodzeniem ich członków w struktury polityczne i finansowe, a odbudową struktur feudalnych w gospodarce. Na pewno duża liczba takich osób jest w polskich instytucjach oraz w polityce. To samo dzieje się w Portugalii, Hiszpanii i pewnie innych krajach katolickich. W USA wkradali się bez rozgłosu i bez parasola krk, co świadczy o dobrym przygotowaniu.

Teorie spiskowe to jedno a to, że spiski były, są i będą to drugie. Nie potrzeba teorii spiskowych, by twierdzić, że dziś de facto banki rządzą światem polityki. Jest to stwierdzenie naocznego faktu, potwierdzonego setkami wypowiedzi wybitnych ekonomistów. Rząd amerykański nie zrobi nic, co by przeszkodziło bankom i wielkim koncernom w realizacji ich polityki, polityki przeważnie szkodliwej dla przeciętnego "szarego" obywatela i, co z punktu widzenia całej planety najważniejsze, wybitnie szkodliwej dla ziemskiego ekosystemu. Jeśli zrobi, zniknie przed upływem kadencji urzędującego prezydenta, nie łudźmy się.

>Ciekawe również, czy niechęć do poskiej imigracji ze strony Holendrów oraz deklaracje Duńczyków o ochronie rynku wewnętrznego, to niechęć etniczna, czy wyznaniowa. Przecież za wiernymi ciągną ich pasterze , a religia w UE to nadal święta krowa. Może protestanci po prostu nie chcą u siebie więcej katolików...

Obawiam się, że niechęć do polskich imigrantów nie musi mieć innych źródeł, niż pojawiająca się w czasie recesji ksenofobia. No i nie możemy też zapominać o tym, że Polacy sami z siebie też potrafią bardzo skutecznie zrazić do siebie autochtonów - do pracy za granicę nie wyjeżdżają tylko ludzie dobrze wykształceni i kulturalni.


Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
szuro (1757 punktów)
>Od czasu do czasu wybucha dyskusja, czasem mająca posmak teorii spiskowych, o knowaniach producentów sprzętu AGD i elektroniki mających na celu ograniczenie czasu bezawaryjnego funkcjonowania sprzętu w celu wymuszeniu na konsumentach kupowania nowych egzemplarzy.(...)

A co z perspektywą klienta i rynku. Przecież klienci oczekują od dostawców coraz bardziej spersonalizowanych produktów które coraz bardziej będą dopasowane do ich potrzeb a biorąc pod uwagę że sprzęt elektroniczny to w dużej mierze gadżety to cykl ich życia (dla konsumenta) jest coraz krótszy. Dodatkowo dodać należy do tego rosnącą presję na cenę ze strony konsumenta i konkurencją. No i oczywiście sami producenci prowadzą kampanie reklamowe które mają wymuszać zmiany na konsumentach. Wejście w taki cykl musiało doprowadzić do zmian w produkcie i systemie produkcji. Moim skromnym zdaniem nie opłaca się w tej chwili produkować sprzętu bardziej trwałego ponieważ jego produkcja była by relatywnie droższa a konsument i tak chciałby go wymienić przed końcem okresu przydatności.

Jeżeli chodzi o rynek farmaceutyczny to znam go mało więc być może naiwnie zapytam czy przypadkiem koncerny farmaceutycznie nie zarabiają najwięcej na lekach które są najbardziej skuteczne?
Hodża (11172 punktów)
>Jeżeli chodzi o rynek farmaceutyczny to znam go mało więc być może naiwnie zapytam czy przypadkiem koncerny farmaceutycznie nie zarabiają najwięcej na lekach które są najbardziej skuteczne?

Nie. Najwięcej zarabiają na tych, które są masowo sprzedawane bez recepty. Pamiętasz ostatnią aferę z brakami niektórych leków onkologicznych w Polsce? Wynikła właśnie stąd, że przestała być opłacalna ich produkcja dla pewnego koncernu. Tak - wolny rynek nie działa w tym przypadku. Stąd też rządy w niektórych krajach dotują zwyczajnie badania prowadzone przez przemysł farmaceutyczny w kierunku opracowywania leków na niektóre rzadkie odmiany chorób (okazuje się, że rodzajów nowotworów jest o wiele więcej niż pierwotnie sądzono a każdy z nich praktycznie wymaga oddzielnego procesu badawczo-rozwojowego i testowego. Wprowadzenie "od zera" zupełnie nowego leku na rynek to koszt od .5 do ok. 2 mld $).

Cieszmy się, że w ogóle koncerny jeszcze produkują coś poza aspiryną i paracetamolem.


Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
14-08-2012 15:56 
 Ocena 1 na 1
szuro (1757 punktów)
>Nie. Najwięcej zarabiają na tych, które są masowo sprzedawane bez recepty.
Ok. Jak się zastanowić to nawet logiczne. A z ciekawości - czy znasz może dane dotyczące rentowności leków na choroby przewlekłe?
>Pamiętasz ostatnią aferę z brakami niektórych leków onkologicznych w Polsce? Wynikła właśnie stąd, że przestała być opłacalna ich produkcja dla pewnego koncernu. Tak - wolny rynek nie działa w tym przypadku.
Wolny rynek zadziałał jak najbardziej. Przy dobrowolnie ustalonej cenie koncernowi nie opłacało się produkować więc wycofał się z rynku. Jeżeli już to powiedziałbym że wolny rynek dokonał nie optymalnej alokacji (jeżeli za kryterium efektywności uznamy liczbę wyleczonych pacjentów za czym ja osobiście bym postulował).
>Stąd też rządy w niektórych krajach dotują zwyczajnie badania prowadzone przez przemysł farmaceutyczny w kierunku opracowywania leków na niektóre rzadkie odmiany chorób (okazuje się, że rodzajów nowotworów jest o wiele więcej niż pierwotnie sądzono a każdy z nich praktycznie wymaga oddzielnego procesu badawczo-rozwojowego i testowego. Wprowadzenie "od zera" zupełnie nowego leku na rynek to koszt od .5 do ok. 2 mld $).
I bardzo słusznie.
>Cieszmy się, że w ogóle koncerny jeszcze produkują coś poza aspiryną i paracetamolem.
Aż tak daleko bym nie szedł ale rozumiem przesłanie
2ndhandbrain (152 punktów)
>   Od czasu do czasu wybucha dyskusja, czasem mająca posmak teorii spiskowych, o knowaniach
>producentów sprzętu AGD i elektroniki mających na celu ograniczenie czasu bezawaryjnego
>funkcjonowania sprzętu w celu wymuszeniu na konsumentach kupowania nowych egzemplarzy. Zdaje się że
>zaczęło się od żarówek i ograniczenia ich żywotności do ok. 1000 godzin.
>Ma to sens, zważywszy na to, że niektóre żarówki wyprodukowane 100 lat temu nadal są zdatne do
>użytku. Co niby by mieli robić producenci żarówek po nasyceniu sprzętem rynku?
>Co do sprzętu elektronicznego nie mam pewności, jak to z tym jest. Faktem jest, że w moim
>telewizorze przepalił się tranzystor dwa dni po upływie terminu gwarancji. Jednak mógł to być
>przypadek.

Apple przegrał sprawę (po 2 latach), w której zarzucono mu postarzanie baterii w iPodzie. Nie jestem jednak pewny czy zapadał wyrok w tej sprawie czy Apple w trakcie procesu zgodził się na ugodę.

Postarzanie produktów (product obsolescence), to nie spisek, ale fakt. Tego typu działania uzasadnia się napędzaniem gospodareki. Z drugiej strony zastanawiam się jaki mógłby panować dobrobyt na świecie, gdyby to wszystcy producenci stali się "uczcicwi" w swoich działaniach. A może czakała by nas super-hiper-recesja ?

Przez tworzenie prawie niezniszczalnych butów (Corcks) zbakrutował sam producent. Z podobnym problelem borykaja sie producenci AK-47 znanego z wytrzymałości i niezawodności, którzy zmuszeni zostali do zamyknia fabryk kałchów.
14-08-2012 17:13 
 Ocena 2 na 2
Hodża (11172 punktów)
>Przez tworzenie prawie niezniszczalnych butów (Corcks) zbakrutował sam producent. Z podobnym problelem borykaja sie producenci AK-47 znanego z wytrzymałości i niezawodności, którzy zmuszeni zostali do zamyknia fabryk kałchów.

Nie pomyśleli o tym, by połączyć produkcję kałachów z produkcją kamizelek i hełmów z kevlaru


Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
16-08-2012 21:44 
 Ocena 2 na 2
ratus (4786 punktów)
(zablokowany)
Ciekawy film o "spisku żarówkowym":

www.youtube.com/watch?v=QPPW8KM7eEU

Pomimo to, ja osobiście preferuję prostsze tłumaczenie "podejrzanie krótkiej żywotności" pewnych produktów. Oto, np. przykładowa żarówka: Po spopularyzowaniu się tego nowego źródła swiatła, różni producenci zaczęli robić różne żarówki. Niektóre swieciły 2000 godz. inne
tylko 100 godz. W tej sytuacji, komitety normalizacyjne ustaliły, ze żarówka "godna tego miana" powinna działać co najmniej 1000 h. Taka norma spowodowała oczywisty, ekonomiczny ruch: biura konstrukcyjne otrzymały nakaz opracowania możliwie taniej - a jednoczeście spełniajacej normę - żarówki. W miarę postępu technologii, żarówki są coraz tańsze, ale ich żywotność jest ustalona dolną granicą normy...
Tu chciałbym wskazać, że dla celów specjalnych zawsze można było nabyć żarówy b.drogie, ale gwarantujące długowieczność.
Podobnie jest w innych dziedzinach. Za odpowiednią kasę, można dostać dobry produkt, ale masówka - cieszmy się, jeśli spełnia minimalne granice określone normami.
Hodża (11172 punktów)
>W tej sytuacji, komitety normalizacyjne ustaliły, ze żarówka "godna tego miana" powinna działać co najmniej 1000 h. Taka norma spowodowała oczywisty, ekonomiczny ruch: biura konstrukcyjne otrzymały nakaz opracowania możliwie taniej - a jednoczeście spełniajacej normę - żarówki. W miarę postępu technologii, żarówki są coraz tańsze, ale ich żywotność jest ustalona dolną granicą normy...

Sensowne wytłumaczenie. No a już myślałem, że uda się postawić bezduszny kapitalizm pod pręgierzem opinii konsumenckiej.

Ja jednak będę zachowywał swoje paragony za świetlówki. Ba, może nawet poprzyklejam je do oprawek, żeby nie było to tamto podczas reklamacji


Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
Selanos (12869 punktów)
>Ma to sens, zważywszy na to, że niektóre żarówki wyprodukowane 100 lat temu nadal są zdatne do
>użytku. Co niby by mieli robić producenci żarówek po nasyceniu sprzętem rynku?

Żarówka żarówce nie równa. Faktycznie, jest taka jedna co świeci prawie sto lat, ale ma ona moc zaledwie kilku watów. Nie chciałbym mieć takiej w domu.

Muszę się zainteresować produkcją żarówek, może sobie kilka zrobię, bo przez Związek Socjalistycznych Republik Europejskich ostatnio ciężko normalną żarówkę dostać. Ciężko bez przepłacania.
15-08-2012 10:13 
 Ocena 1 na 1
Hodża (11172 punktów)
> Muszę się zainteresować produkcją żarówek, może sobie kilka zrobię, bo przez Związek Socjalistycznych Republik Europejskich ostatnio ciężko normalną żarówkę dostać. Ciężko bez przepłacania.

Podziemie żarówkowe. Udało mi się jeszcze dwa lata temu zrobić zapas setek i sześćdziesiątek po złoty pięćdziesiąt Teraz te żarówki (niezbędne do oświetlania stanowisk technicznych) są chyba po pięć złotych. I zaklasyfikowane jako "żarówki do zastosowań technicznych".


Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
diogenes (42753 punktów)
>Zdaje się że zaczęło się od żarówek i ograniczenia ich żywotności do ok. 1000 godzin.

A skończy na człowieku, którego żywot dobiegnie końca kilka dni po przejściu na emeryturę.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
Hodża (11172 punktów)
>>Zdaje się że zaczęło się od żarówek i ograniczenia ich żywotności do ok. 1000 godzin.
>A skończy na człowieku, którego żywot dobiegnie końca kilka dni po przejściu na emeryturę.

Cóż, to nie jest takie mało prawdopodobne. Już teraz pogotowie przed wyjazdem do pacjenta pyta się o wiek. Podejrzewam, że do osiemdziesięciolatka jadą wolniej


Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
15-08-2012 11:50 
 Ocena 3 na 3
diogenes (42753 punktów)
>Podejrzewam, że do osiemdziesięciolatka jadą wolniej

Widzę to gorzej: szpryca po przyjściu na świat, karawan po 67.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
15-08-2012 12:03 
 Ocena 4 na 4
Hodża (11172 punktów)
>>Podejrzewam, że do osiemdziesięciolatka jadą wolniej
>Widzę to gorzej: szpryca po przyjściu na świat, karawan po 67.

Dlatego jest filozofia - aby nas broniła przed tymi, którzy potrafią zarabiać na wszystkim.

Taaak - ekonomia to tylko bezwzględna biologia. Stąd dziś rzeczywista linia podziału pośród ludzi nauki i kultury przebiega według linii propaganda/wiedza. Po stronie propagandy stoją wszystkie religie, polityczne badziewie i ci, którzy swoje istnienie zawdzięczają reklamie. Po drugiej, jasnej stronie świata jesteśmy my - tak czy inaczej skłonni do niezależnej od ideologii i zewnętrznych nacisków refleksji nad światem i człowiekiem. Powiem nawet więcej - to ludzie prawdziwie wewnętrznie wolni jedynie są w stanie docenić piękno i dobro, tam gdzie ono rzeczywiście istnieje a nie tam, gdzie jest tylko kolorowym banerem.


Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
15-08-2012 13:39 
 Ocena 3 na 3
diogenes (42753 punktów)
>Dlatego jest filozofia - aby nas broniła...

Filozofia raczej pociesza, niż broni. W tej funkcji zalatuje nieco religią. Filozof musi mieć twardą dupę.



Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
15-08-2012 21:34 
 Ocena 1 na 1
Hodża (11172 punktów)
>>Dlatego jest filozofia - aby nas broniła...
>Filozofia raczej pociesza, niż broni. W tej funkcji zalatuje nieco religią. Filozof musi mieć twardą dupę.

Filozofia pociesza, ale raczej wtedy, kiedy jest "uprawiana" niż tylko "czytana". Jeśli coś mnie w filozofii zachwyca, to coś, co bym nazwał "zaproszeniem do rozmowy". To nic, że ci, których teksty czytuję nie żyją; nieraz mam wrażenie, jakbym był w dialogu z nimi i że oni do mnie, między innymi, kierowali swoje pytania, wątpliwości, refleksje. Najbardziej zaś pocieszające jest, kiedy natrafia się w książkach o filozofii na wnioski i stwierdzenia bliskie własnym, niezależnym przemyśleniom bądź nawet odpowiedzi na nurtujące pytania. Jest lżej i - w wymiarze czasowym przekraczającym jednostkowy byt - można poczuć się mniej samotnym. To bardzo ważne.


Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.

Wróć do listy wątków działu Gospodarka i ekonomia
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365