Racjonalista - Strona głównaDo treści
Kamień filozoficzny w ogródku racjonalistów. Część druga.

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Filozofia i światopogląd
NapisanoAutorTytuł
20-04-2024 00:03In The Mind (66 punktów)Kamień filozoficzny w ogródku racjonalistów. Część druga.
Mój pierwszy wpis na tym forum opublikowany mniej więcej dwa lata i miesiąc temu był zatytułowany "Kamień filozoficzny w ogródku racjonalistów". Zadałem w nim zdawałoby się proste pytanie, na które z zadowalającą odpowiedzią w XXI w. nikt raczej nie powinien mieć problemów, czy popadać z tego powodu w jakieś scholastyczne rozkminki.

Przytoczę tutaj treść tego pytania:

Ja jednak mam takie oto zdawałoby się proste pytanie do racjonalistów na tym forum: w jaki sposób zwykły kamień istnieje?

To proste, odpowie racjonalista. Kamień istnieje, bo... istnieje tutaj i teraz. Mogę go dotknąć i potwierdzić jego istnienie.

Super. Kamień zatem istnieje... bo istnieje dla nas.

Co? Nie - zaprotestuje racjonalista - Kamień istnieje sam w sobie, bez względu na to czy ja o tym wiem czy nie.

Trudno się z tym nie zgodzić. No ale czy można powiedzieć, że kamień istnieje sam dla siebie?

Oczywiście, że nie! - zaprotestuje ponownie racjonalista - kamień nie ma własnej świadomości.

Skąd racjonalista to wie? Czy racjonalista był kiedyś kamieniem i może to potwierdzić?

Co? Zwariowałeś, człowieku?

Nie, skądże. Skoro jednak kamień nie istnieje sam dla siebie i nie potrzebuje nas, aby istnieć... to w jaki sposób on w zasadzie istnieje? Skoro nie istnieje ani dla nas, ani dla siebie. I co to w związku z tym w ogóle znaczy: istnieje.

Ot, taki rzucę na początek kamień filozoficzny w ogródek racjonalistów.


No właśnie, w jaki sposób kamień istnieje i co to znaczy w ogóle, że istnieje? Skoro nie istnieje dla siebie i nie musi istnieć dla nas, tj nie musi nikt o jego istnieniu wiedzieć, cokolwiek to znaczy "wiedzieć o czyimś istnieniu", to jak w takim razie istnieje? Jaki jest sens słowa "istnieć"? Bo tu o ten sens chodzi, nie tyle o sam kamień.

Co jest konieczne do tego, aby coś istniało? Skoro nie jest konieczna do tego nasza wiedza (solipsystów wśród racjonalistów raczej nie powinno być), to znaczy, że coś może istnieć... bez naszej wiedzy. A my nie mamy prawa tylko na podstawie naszej jednostkowej wiedzy... temu istnieniu zaprzeczać. Nie będziemy jednak zaprzeczać istnieniu czegoś... o istnieniu czego nic nie wiemy, to oczywiste. Jakim jednak argumentem za nieistnieniem czegoś jest czyjaś niewiedza? Czy ten kamień nie istnieje, bo ja nic o nim nie wiem?

Do czego zmierzam? Sądzę, że nie trudno się domyślić. Żeby jednak nie było nieporozumień, sprecyzuję cel tej refleksji:

Chodzi o to jakie podstawy rozumowe mają nasze pretensje do takich absolutnych tez zarówno o istnieniu jak i nieistnieniu Boga? Czy to nieistnienie może wynikać z tego, że ja akurat takiej wiedzy nie posiadam, a przynajmniej uważam, że nie posiadam? Skoro kamień może istnieć bez mojej wiedzy... to czemu Bóg nie? Wielu przecież twierdzi, że istnieje. Czemu ich wiedzę i twierdzenia już odrzucamy tak kategorycznie?

Czy zatem owa pewność racjonalistów na tym forum odnośnie nie istnienia Boga (tych przynajmniej, którzy taką pewność deklarują) nie jest zwyczajnie nie uzasadniona intelektualnie i tym samym na wyrost, a ona sama przyjmowana zwyczajnie... na wiarę? Wierzący w Boga co prawda również często mówią o swojej pewności co do istnienia Boga... jeśli jednak ich dopytamy to szybko przyznają nam, że nie jest to pewność sensu stricto. Raczej jest to pewność co do swojego przekonania, przynajmniej w danym momencie. Kiedy jednak czytam opinie większości racjonalistów (tak się przynajmniej lubią nazywać) na tym forum, to wyrażają oni absolutną pewność co do nieistnienia Boga, która jest wg nich prawdą obiektywną, a nie tylko ich przekonaniem, wyrażają się przy tym często nonszalancko i obraźliwie na temat samego Boga. Tacy pewni swego? A może jedynie... tacy lekkomyślni?

Dlaczego i na jakiej podstawie to ich przekonanie ma być tym rozumowym, obiektywnym, a nie tych, którzy twierdzą przeciwnie? Nie mam złudzeń, że większość będzie miała na to pytanie wiele odpowiedzi, a każda będzie wg nich tą wystarczająca do stawiania takich kategorycznych tez. Bo jeśli nie... to na jakiej podstawie tak kategorycznie odrzucają możliwość wiecznego życia u boku wiecznego Boga? Czy niepewność istnienia nie jest lepsza od niepewności nieistnienia? Bo kto może o jednym bądź drugim zaświadczyć... z całą pewnością?
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

endymion (638 punktów)

Kamień o którym mówisz, jest poniekąd kamieniem Schrodingera. Ale problem tego kamienia różni się trochę od problemu Boga.
Jakbym Ci powiedział, że ten kamień znajduje się pod Twoim łóżkiem, to możesz mi uwierzyć albo nie. To nie ma żadnego znaczenia dopóki nie zajrzysz pod łóżko i tego osobiście nie stwierdzisz.

>Super. Kamień zatem istnieje... bo istnieje dla nas.

Dokładnie tak, wszystko oparte jest o świadomość, a nie o materię.

>Co? Nie - zaprotestuje racjonalista - Kamień istnieje sam w sobie, bez względu na to czy ja o tym wiem czy nie.

No nie, kamień nie będzie istniał sam w sobie, jeżeli choć jedna świadomość go nie doświadczy.

>Czy zatem owa pewność racjonalistów na tym forum odnośnie nie istnienia Boga (tych przynajmniej,
>którzy taką pewność deklarują) nie jest zwyczajnie nie uzasadniona intelektualnie i tym samym na
>wyrost, a ona sama przyjmowana zwyczajnie... na wiarę?

Dokładnie tak jest. Ludzie o których mowa wierzą... że Bóg nie istnieje. Tak czy owak w coś na temat Boga wierzą, bo nie są w stanie udowodnić, że Boga nie ma.

>Wierzący w Boga co prawda również często
>mówią o swojej pewności co do istnienia Boga... jeśli jednak ich dopytamy to szybko przyznają nam,
>że nie jest to pewność sensu stricto.

Nie, kto Ci tak odpowiedział? Ludzie, którzy wierzą w Boga, w jakimś stopniu doświadczyli jego obecności - i tu jest zasadnicza różnica między wspomnianym kamieniem a Bogiem. Z tym, że kamienia fizycznego każdy doświadczy w ten sam sposób (prawie, bo daltonista może powie, że jest on innego koloru niż to jak postrzega go człowiek zdrowy). Z Bogiem jest tak, że rozbieżności w postrzeganiu Go będą dużo większe, jednak pewne cechy będą wspólne - tak powstają religie, które starają się Go opisać.

>Raczej jest to pewność co do swojego przekonania, przynajmniej
>w danym momencie. Kiedy jednak czytam opinie większości racjonalistów (tak się przynajmniej lubią
>nazywać) na tym forum, to wyrażają oni absolutną pewność co do nieistnienia Boga, która jest wg nich
>prawdą obiektywną, a nie tylko ich przekonaniem, wyrażają się przy tym często nonszalancko i
>obraźliwie na temat samego Boga. Tacy pewni swego? A może jedynie... tacy lekkomyślni?

Bardzo trafne spostrzeżenie. A może bardziej tacy zbuntowani?

Jak wygląda wg mnie rzeczywistość i gdzie tu miejsce na Boga?
Nie mogę inaczej tego wytłumaczyć jak tylko posługując się metaforami, wymagającymi jednak znajomości tematów, do których się odnoszę:
Ludzie są jak wyspy w czasoprzestrzeni, którzy urzeczywistniają materię gdziekolwiek nie skierują swojej uwagi, trochę jak w grach komputerowych z automatycznie generowanym otoczeniem. Gramy załóżmy w GTA: kiedy samochód pojawi się na moim horyzoncie i kiedy Ty się również na nim pojawisz, to możesz mnie np widzieć kiedy patrzysz na mnie vis a vis , ale jadącego za Tobą samochodu, którego ja wygenerowałem możesz nie dostrzegać, a może on jechać centralnie na Ciebie i być czołgiem. To jest właśnie jak wyławianie fizycznej materii z chmury prawdopodobieństwa i dzieje się to przeważnie podświadomie.

Bóg to ten, który to wszystko stworzył, który mi to opowiedział, który jest programistą, który tę grę napisał. On może dodać jaki będzie chciał obiekt.
Są też cheaterzy, którzy również potrafią to zrobić ale w mniejszym stopniu, bo muszą dodawać to, co Projektant zaprojektował, nałożył teksturę i ogólnie przewidział do pojawienia się w grze. Oni działają wbrew Bogu, po to, żeby wykorzystać i mieć przewagę nad innymi graczami, dlatego są też Admini, którzy mają Boga po swojej stronie (no i teraz zgadnij jakie mają szanse cheaterzy z Adminami).
Cheaterzy nie mogą wyłączyć grawitacji ani innych rzeczy które sprawiłyby że gra się zawiesi, ponieważ wtedy rozpłyną się w chmurze prawdopodobieństwa (dosłownie odkleją się od rzeczywistości wspólnej dla pozotałych) i będą chwytać się brzytwy, żeby w ogóle w jakiś sposób istnieć, czyli zazwyczaj już mechanicznie próbować przejąć postaci innych graczy (wywalając ich tymczasowo z "matrixa", bo dwie świadomości nie mogą jednocześnie używać tego samego nośnika), albo namawiać, żeby rozpłynęli się razem z nimi, generując im w zamian jakieś dobra materialne. Niektórzy będą jedynie lekko naginać rzeczywistość do swojej woli, ale będzie to okupione dużym odklejeniem od rzeczywistości - powstanie dla nich druga rzeczywistość, która będzie miała tylko niewielką część - podzbiór wspólny z tą rzeczywistością zaprojektowaną przez Projektanta. Nie mogą wtedy wcisnąć tym nieodklejonym obiektów ze swojej odklejki, ale mogą ich mamić.
Admini natomiast mają kontakt z Projektantem, sama ich obecność generuje zharmonizowaną rzeczywistość. To trochę jak Guinan vs Q (z universum star treka TNG). Q wprowadza chaos gdziekolwiek się pojawi, ale boi się Guinan. Niestety w samym Star Treku Roddenberry nie dożył czasu, żeby wyjaśnić dlaczego, ale fani się domyślili. Guinan doświadczyła Nexusa (czyli takiego matrixa gdzie wszystko generuje się tak żeby spełnić Twoje marzenia - odklejona rzeczywistość bez wspólnych połączeń z oryginalną rzeczywistością). Doświadczyła też równoległej zakrzywionej rzeczywistości. Ona po prostu ma doświadczenie ze "zniekształconą rzeczywistością" (buntownicy nie są w stanie niczego sami stworzyć, tylko zniekształcają) i gdziekolwiek się pojawi tam wprowadza harmonię, normalizując rzeczywistość, sprowadzając innych do oryginalnej rzeczywistości, ale jest częścią wspólną z odklejoną. Q nie chce tego, bo wtedy straci swoje moce.
W tej rzeczywistości nie ma moderów, którzy tworzyli by mody, bo wtedy odklejają się jak reszta kabalistów.

Mam nadzieję, że jasno to opisałem, ale żeby nie wpakować czytających ten tekst w żadną kabałę, proszę brać moje słowa z przymrużeniem oka Wiedzcie tylko, że jest harmonia i ci, którzy tego pilnują, którzy działają z ramienia Właściciela, bo to jest coś, w co warto wierzyć i nie mieć dowodów, że tak nie jest. Żyjcie przyziemnymi sprawami krocząc drogą środka
22-04-2024 15:25 
 Ocena 5 na 5
Andrzej.51 (15814 punktów)
>>[In The Mind]: Czy zatem owa pewność racjonalistów na tym forum odnośnie nie istnienia Boga (tych przynajmniej, którzy taką pewność deklarują) nie jest zwyczajnie nie uzasadniona intelektualnie i tym samym na wyrost, a ona sama przyjmowana zwyczajnie... na wiarę?
>Dokładnie tak jest. Ludzie o których mowa wierzą... że Bóg nie istnieje. Tak czy owak w coś na temat Boga wierzą, bo nie są w stanie udowodnić, że Boga nie ma.

Nie są w stanie udowodnić nieistnienia Boga, gdyż nie da się udowodnić negatywnych twierdzeń egzystencjalnych (innych również). W tym przypadku twierdzenie negatywne brzmi: "Bóg nie istnieje". Dowodzi się wyłącznie twierdzeń pozytywnych, czyli w tym przypadku twierdzenia: "Bóg istnieje". Zatem ciężar dowodu spoczywa na tym, który twierdzi, że Bóg istnieje.
Przedstaw zatem dowód na istnienie Boga.

>Ludzie, którzy wierzą w Boga, w jakimś stopniu doświadczyli jego obecności - i tu jest zasadnicza różnica między wspomnianym kamieniem a Bogiem. Z tym, że kamienia fizycznego każdy doświadczy w ten sam sposób (prawie, bo daltonista może powie, że jest on innego koloru niż to jak postrzega go człowiek zdrowy). Z Bogiem jest tak, że rozbieżności w postrzeganiu Go będą dużo większe, jednak pewne cechy będą wspólne - tak powstają religie, które starają się Go opisać.

Według mnie nikt nie doświadczył obecności Boga. Doświadczenie religijne nie istnieje, jest złudzeniem.


Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.
H. Conzelmann, teolog
22-04-2024 20:13 
 Ocena 1 na 1
endymion (638 punktów)
>Nie są w stanie udowodnić nieistnienia Boga, gdyż nie da się udowodnić negatywnych twierdzeń egzystencjalnych (innych również). W tym przypadku twierdzenie negatywne brzmi: "Bóg nie istnieje". Dowodzi się wyłącznie twierdzeń pozytywnych, czyli w tym przypadku twierdzenia: "Bóg istnieje". Zatem ciężar dowodu spoczywa na tym, który twierdzi, że Bóg istnieje.
>Przedstaw zatem dowód na istnienie Boga.

Skąd ten pomysł? W sądzie jak jest rozprawa, to prokurator próbuje udowodnić oskarżonemu że jest winny, a adwokat udowadnia, że nie jest winny. Dowodem na niewinność może być alibi.
Jedno i drugie wymaga dowodów.
Nie interesuje mnie Twoje widzimisię i nie staje się to prawdą tylko dlatego, że ty tego chcesz. Najzwyczajniej w świecie się mylisz - na to, że Boga nie ma, nie ma dowodów i bierze się to "na wiarę". Nigdzie też nie napisałem, że są dowody na to, że Bóg istnieje, to również bierze się "na wiarę".
Przedstaw zatem dowód na nieistnienie Boga.

>>Ludzie, którzy wierzą w Boga, w jakimś stopniu doświadczyli jego obecności - i tu jest zasadnicza różnica między wspomnianym kamieniem a Bogiem. Z tym, że kamienia fizycznego każdy doświadczy w ten sam sposób (prawie, bo daltonista może powie, że jest on innego koloru niż to jak postrzega go człowiek zdrowy). Z Bogiem jest tak, że rozbieżności w postrzeganiu Go będą dużo większe, jednak pewne cechy będą wspólne - tak powstają religie, które starają się Go opisać.
>Według mnie nikt nie doświadczył obecności Boga. Doświadczenie religijne nie istnieje, jest złudzeniem.

To jest Twoje zdanie. Wierzący ludzie mówią, że to jest subiektywne i osobiste odczucie, nawet indianie Navajo twierdzą, że ich duchy komunikują się z nimi indywidualnie.

Uwierz mi, nie chcesz dowodów, bo byś się odkleił i prosił, żeby wrócić na ziemię. Ale jeżeli chcesz się w kabałę wpakować, to obejrzyj "Rękopis znaleziony w Saragossie".
www.filmwe(*)aleziony+w+Saragossie-1964-902
23-04-2024 21:39 
 Ocena 4 na 6
Andrzej.51 (15814 punktów)
>>Nie są w stanie udowodnić nieistnienia Boga, gdyż nie da się udowodnić negatywnych twierdzeń egzystencjalnych (innych również). W tym przypadku twierdzenie negatywne brzmi: "Bóg nie istnieje". Dowodzi się wyłącznie twierdzeń pozytywnych, czyli w tym przypadku twierdzenia: "Bóg istnieje". Zatem ciężar dowodu spoczywa na tym, który twierdzi, że Bóg istnieje. Przedstaw zatem dowód na istnienie Boga.
>Skąd ten pomysł? W sądzie jak jest rozprawa, to prokurator próbuje udowodnić oskarżonemu że jest winny, a adwokat udowadnia, że nie jest winny. Dowodem na niewinność może być alibi. Jedno i drugie wymaga dowodów.

A ja powtarzam: nie da się udowodnić nieistnienia czegoś lub kogoś, bo jest to niemożliwe. Zapewne wydaje Ci się, że jest inaczej, że to, co napisałem jest nieprawdą, ale tak Ci się tylko wydaje.

Nie dowodzi się, że nie istnieje największa liczba naturalna. Kto uważa przeciwnie, nie ma racji. Dowodzi się bowiem, że dla każdej liczby naturalnej n istnieje zawsze liczba naturalna co najmniej o "1" większa (n + 1). Nawiasem mówiąc, twierdzenie, że nie istnieje największa liczba naturalna, jest wewnętrznie sprzeczne, co powyżej pokazałem.
Nie dowodzi się również, że na naszej planecie nie istnieje góra wyższa od Mount Everestu. Dowód polega na wskazaniu, że nasza dobrze ugruntowana i powszechnie akceptowana wiedza empiryczna nie wskazuje na istnienie takiej góry. Zatem twierdzenie, że góra A jest wyższa od góry Mount Everest jest niezgodne z naszą wiedzą empiryczną.

Jeśli jednak masz przeciwne zdanie - co widać - i bronisz go zaciekle, to udowodnij, że nie istnieją krasnoludki. Dasz radę?
Do czego powinien sprowadzić się taki ewentualny dowód? Co miałoby udowodnić, że krasnoludki nie istnieją? Chyba tylko to, że nikt ich nigdy nie widział. Ale jak to udowodnić? Wypadałoby zapytać o to wszystkich żyjących mieszkańców na naszej planecie. Ale to przecież niemożliwe. A co z tymi, wszystkimi, co już umarli? Ich też należałoby o to zapytać. Ale ze wskrzeszeniem tych miliardów nieżyjących ludzi nie dałby sobie rady nawet Bóg, gdyby oczywiście istniał.

Wyobraźmy sobie jednak, że powyższe zadanie udałoby się jakimś cudem zrealizować. Ale przecież - co oczywiste - nadal nie dowodziłoby to, że krasnoludki nie istnieją.

Masz inne zdanie niż ja? Zatem udowodnij, że krasnoludki nie istnieją.

Dodam jeszcze, że istnieje tylko jeden przypadek, w którym można udowodnić wprost twierdzenie negatywne, czyli że coś lub ktoś nie istnieje. Można zatem udowodnić, że nie istnieją małe kwadratowe koła przez odwołanie się do innego zdania egzystencjalnego negatywnego. W tym przypadku takim zdaniem jest zdanie wewnętrznie sprzeczne o treści: nie istnieją kwadratowe koła.

Wracając zaś do dowodów na istnienie/nieistnienie Boga podkreślam, że ciężar dowodu spoczywa na teiście, czyli tym, który twierdzi, że Bóg istnieje, ponieważ dowodzi się pozytywnych twierdzeń egzystencjalnych. Przeprowadzenie dowodu w kierunku przeciwnym, czyli że Bóg nie istnieje, jest z przyczyn logicznych niewykonalne.

Kilka jeszcze słów na temat alibi w procesie sądowym. Niewątpliwie oskarżony jak i jego obrońca, czyli adwokat, przedstawiają w czasie rozprawy alibi, o ile takowe oskarżony posiada. To alibi oczywiście nie może być zmyślone, gdyż powinno być podparte solidnymi dowodami, które oskarżony i obrońca przedstawiają. Dobrze udokumentowane alibi nie jest jednak - wbrew temu, co być może myślisz - dowodem twierdzenia negatywnego o treści: "Oskarżony, pan X, nie dokonał morderstwa". Alibi to potwierdza, czy też jest dowodem, że w chwili popełnienia morderstwa oskarżony X był przykładowo w miejscowości A oddalonej od miejsca zbrodni o np. 35 kilometrów. Zatem oskarżony i obrońca przedstawiają dowód twierdzenia pozytywnego o treści jak w poprzednim zdaniu.


Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.
H. Conzelmann, teolog
endymion (638 punktów)
powiem ci dowcip:
Przejechał facet chłopu córeczkę. Wysiada z samochodu, podchodzi do niego i mówi:
- Należą się Panu przeprosiny. Także przepraszam najmocniej... No, to teraz jak już mamy to za sobą i jesteśmy kwita, to lecę bo mam umówioną partyjkę golfa.
27-04-2024 13:20 
 Ocena 3 na 3
Andrzej.51 (15814 punktów)
>powiem ci dowcip:
>Przejechał facet chłopu córeczkę. Wysiada z samochodu, podchodzi do niego i mówi:
>- Należą się Panu przeprosiny. Także przepraszam najmocniej... No, to teraz jak już mamy to za sobą i jesteśmy kwita, to lecę bo mam umówioną partyjkę golfa.

Stać Cię wyłącznie na opowiedzenie głupiego dowcipu, który pasuje do tego, co napisałem, jak wół do karety. Zaś odpowiedzi na to, co napisałem, jakoś nie widzę.


Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.
H. Conzelmann, teolog
endymion (638 punktów)


23-04-2024 21:40 
 Ocena 4 na 6
Andrzej.51 (15814 punktów)
>Nie interesuje mnie Twoje widzimisię i nie staje się to prawdą tylko dlatego, że ty tego chcesz.

Przecież ja nie wymagam, by interesowało Cię to, co ja piszę. Powiem szczerze, niezbyt mnie to interesuje.
Poza tym, to nie ja jestem autorem konkluzji, że nie da się udowodnić twierdzeń negatywnych głoszących, że coś lub ktoś nie istnieje. Mądrzejsi ode mnie napisali to w swoich publikacjach, z którymi się zapoznałem. A ponieważ ja im ufam, a szczególnie jednemu z nich, doskonałemu filozofowi i logikowi, więc stąd moja na ten temat wiedza.

>Najzwyczajniej w świecie się mylisz - na to, że Boga nie ma, nie ma dowodów i bierze się to "na wiarę".

Coś mi wmawiasz. Od dawna wiem o tym, że nie ma dowodów na nieistnienie Boga - o czym wyżej napisałem, zresztą nie po raz pierwszy na tym forum. Powtarzam: nie ma takich dowodów, bo być nie może z powodów czysto logicznych. Poza tym nie jest tak, że - jak napisałeś - bierze się na wiarę to, że Boga niema. Jest szereg dość mocnych argumentów wskazujących nieistnienie Boga. Przy braku dowodów lepsze argumenty niż nic.

Tak, nigdzie nie napisałeś, że są dowody na istnienie Boga. Moja odpowiedź była reakcją na Twoje stwierdzenie, że osoby niewierzące "nie są w stanie udowodnić, że Boga nie ma". Ponieważ zdania tego nie opatrzyłeś żadnym komentarzem, dlatego odpowiedziałem. A potem już się potoczyło.

>Nigdzie też nie napisałem, że są dowody na to, że Bóg istnieje, to również bierze się "na wiarę".

Doskonale o tym wiem, że takich dowodów nie ma. Wszelkie znane argumenty na istnienie Boga - zwane przez niektórych bezzasadnie dowodami - są ułomne i nie mają siły dowodowej. Kilka razy pisałem o tym na forum.

>>>Ludzie, którzy wierzą w Boga, w jakimś stopniu doświadczyli jego obecności - i tu jest zasadnicza różnica między wspomnianym kamieniem a Bogiem. Z tym, że kamienia fizycznego każdy doświadczy w ten sam sposób [...] Z Bogiem jest tak, że rozbieżności w postrzeganiu Go będą dużo większe, jednak pewne cechy będą wspólne - tak powstają religie, które starają się Go opisać.
>>Według mnie nikt nie doświadczył obecności Boga. Doświadczenie religijne nie istnieje, jest złudzeniem.
>To jest Twoje zdanie. Wierzący ludzie mówią, że to jest subiektywne i osobiste odczucie, nawet indianie Navajo twierdzą, że ich duchy komunikują się z nimi indywidualnie.

Są ludzie, którzy twierdzą, że doświadczyli obecności Boga. Ich o tym przekonania są głęboko zanurzone w "świecie" metafizyki uznającej istnienie czy też realność bytów nadprzyrodzonych. Takie przekonania są kwestionowane przez osoby, przez systemy myślowe, które takie byty uznają za nieistniejące, nierealne. Otwarte jest pytanie, czy przekonania ludzi mogą być rozstrzygające w tym sporze. Być może jest tak, że p[oglądy każdej ze stron są arbitralne bez możliwości wskazania bezzasadności poglądów przeciwnych.
Każda ze stron sporu ma swoją prawdę, choć prawda jest tylko jedna. Znany Ci być może, nieżyjący już Leszek Kołakowski napisał kiedyś: "Wiara jest prawomocna i niewiara też jest prawomocna".
Ja obstaję przy przekonaniu, że Boga nie ma. W mojej ocenie zbiór Bogów jest pusty.

>Uwierz mi, nie chcesz dowodów, bo byś się odkleił i prosił, żeby wrócić na ziemię. Ale jeżeli chcesz się w kabałę wpakować, to obejrzyj "Rękopis znaleziony w Saragossie".

Oglądałem ten film a nawet czytałem - dość dawno - książkę pod tym tytułem autorstwa Jana Potockiego. Film dobry, książka doskonała, zapewne jedna z najlepszych w polskiej literaturze. Nawiasem mówiąc, mam ją w domu. Być może skuszę się przeczytać ja ponownie. Wątpię, czy się odkleję.


Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.
H. Conzelmann, teolog
endymion (638 punktów)
Kolega Murdoch_13 cię wyjaśnił.
22-04-2024 20:18 
 Ocena 1 na 1
Murdoch_13 (1467 punktów)
>>>[In The Mind]: Czy zatem owa pewność racjonalistów na tym forum odnośnie nie istnienia Boga (tych przynajmniej, którzy taką pewność deklarują) nie jest zwyczajnie nie uzasadniona intelektualnie i tym samym na wyrost, a ona sama przyjmowana zwyczajnie... na wiarę?
>>Dokładnie tak jest. Ludzie o których mowa wierzą... że Bóg nie istnieje. Tak czy owak w coś na temat Boga wierzą, bo nie są w stanie udowodnić, że Boga nie ma.
>Nie są w stanie udowodnić nieistnienia Boga, gdyż nie da się udowodnić negatywnych twierdzeń egzystencjalnych (innych również).

Ktoś kto tak twierdzi "nie da się udowodnić negatywnych twierdzeń egzystencjalnych" chyba nigdy nie otwierał podręcznika do matematyki

Lub logiki
23-04-2024 17:26 
 Ocena 3 na 3
Drobner (19539 punktów)
>... podręcznika do matematyki
>Lub logiki

Warto byłoby wskazać odpowiedni przykład z takiego podręcznika...

'Duch Prawdy' Mankiewicz: " Jestem jak Mikołaj Kopernik, który samotnie stanął naprzeciwko Kościoła i powiedział; "Mylicie się wszyscy. Ziemia jest okrągła." "
www.oczko.xtreemhost.com/oczko/27/list/?i=1
23-04-2024 21:50 
 Ocena 1 na 1
Murdoch_13 (1467 punktów)
>>... podręcznika do matematyki
>>Lub logiki
>Warto byłoby wskazać odpowiedni przykład z takiego podręcznika...

A co to za problem?

Dowód Euklidesa, metoda przekątniowa Cantora

Czy dla głupszych przykład fryzjera

"który goli wszystkich tych i tylko tych którzy nie golą się sami" - analogia do antynomii Russella jakby co
24-04-2024 17:01 
 Ocena 2 na 2
Drobner (19539 punktów)
>Dowód Euklidesa

Który?
Ten 'o liczbach pierwszych'?

'Duch Prawdy' Mankiewicz: " Jestem jak Mikołaj Kopernik, który samotnie stanął naprzeciwko Kościoła i powiedział; "Mylicie się wszyscy. Ziemia jest okrągła." "
www.oczko.xtreemhost.com/oczko/27/list/?i=1
Murdoch_13 (1467 punktów)
>>Dowód Euklidesa
>Który?
>Ten 'o liczbach pierwszych'?

Tak, ten
23-04-2024 22:02 
 Ocena 1 na 1
Murdoch_13 (1467 punktów)
>>... podręcznika do matematyki
>>Lub logiki
>Warto byłoby wskazać odpowiedni przykład z takiego podręcznika...

Jeszcze ze słynniejszych masz moje ulubione

Dowód Godla o nieistnieniu dowodu pewnego zdania G (i jego negacji) w danym systemie formalnym

.
23-04-2024 21:45 
 Ocena 4 na 6
Andrzej.51 (15814 punktów)
>>>Dokładnie tak jest. Ludzie o których mowa wierzą... że Bóg nie istnieje. Tak czy owak w coś na temat Boga wierzą, bo nie są w stanie udowodnić, że Boga nie ma.
>>Nie są w stanie udowodnić nieistnienia Boga, gdyż nie da się udowodnić negatywnych twierdzeń egzystencjalnych (innych również).
>Ktoś kto tak twierdzi "nie da się udowodnić negatywnych twierdzeń egzystencjalnych" chyba nigdy nie otwierał podręcznika do matematyki Lub logiki

Odsyłam do tych dwóch moich wypowiedzi, które zamieściłem przed chwilą (nieco powyżej):
www.racjonalista.pl/forum.php/s,922938#w923367
www.racjonalista.pl/forum.php/s,922938#w923368
Tam jest moja odpowiedź również na to, co napisałeś. Dwa razy pisać tego samego nie będę.


Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.
H. Conzelmann, teolog
In The Mind (66 punktów)
Sorry za poślizg z odpowiedzią, mam nadzieję, że nie zniechęci Cię to do ewentualnej dalszej dyskusji. To samo odnośnie pozostałych komentujących.

>Jakbym Ci powiedział, że ten kamień znajduje się pod Twoim łóżkiem, to możesz mi uwierzyć albo nie. To nie ma żadnego znaczenia dopóki nie zajrzysz pod łóżko i tego osobiście nie stwierdzisz.

Nigdy nie widziałem grawitacji i raczej nigdy nie zobaczę. Mogę "jej istnienie" stwierdzić tylko pośrednio, po efektach "jej" oddziaływania na otoczenie. Tak samo jest, wbrew temu co chcieliby niektórzy, z większością tez ontologicznych w fizyce, i nie tylko. Samo pojęcie "istnienie" "coś istnieje" jest trudne do zdefiniowania, bo trudno zaleźć jakieś cechy, własności, których posiadanie świadczyłoby już o istnieniu czegoś. Tak samo jest z Bogiem. To podstawy teologii. Tak samo jak nikt nie oczekuje, że ktoś pokaże mu leżącą pod łóżkiem grawitację, tak samo nikt rozumny nie powinien oczekiwać, że ktoś pokaże mu Boga. Cokolwiek by mu nie pokazano - zawsze mógłby powiedzieć: a skąd ja mam wiedzieć, że to, co mi pokazaliście, jest akurat Bogiem? Po czy mam to poznać? Bóg się nie ukrywa, to my nie bylibyśmy w stanie poznać, że to akurat Bóg, a nie tylko... płonący krzak, słup dymu czy grzmot z nieba. W naszej umysłowości z jakiegoś powodu jednak funkcjonuje coś takiego jak idea Boga, która też przez wieki rozwijała się od tych najbardziej prymitywnych form aż do Boga osobowego, duchowego, intelektualnego, bo tylko tak możemy o Nim się wypowiadać. Jeśli to dla kogoś świadczy o słabości tej koncepcji, wybiegiem od niemożliwości wykazania Jego istnienia wprost... to powinien raczej zastanowić się głębiej nad swoimi oczekiwaniami i możliwościami ich spełnienia.

>Super. Kamień zatem istnieje... bo istnieje dla nas.Dokładnie tak, wszystko oparte jest o świadomość, a nie o materię.

Czyją świadomość?

>No nie, kamień nie będzie istniał sam w sobie, jeżeli choć jedna świadomość go nie doświadczy.

Teraz zastąp kamień w tym zdaniu słowem "wszechświat", a możesz dojść do bardzo wielu ciekawych i odokrywczych wniosków. Nie będziesz przecież na tyle szalony, żeby twierdzić, że tę rolę wobec całego wszechświata może spełnić ludzka świadomość istniejąca dopiero zaledwie krótką chwilę.

>Dokładnie tak jest. Ludzie o których mowa wierzą... że Bóg nie istnieje. Tak czy owak w coś na temat Boga wierzą, bo nie są w stanie udowodnić, że Boga nie ma.

Nie mogą odrzucić istnienia czegoś, czego nie mają żadnego pojęcia w swoim umyśle. Sęk w tym, że to ich pojęcie Boga jest na ogół bardzo prymitywne, sprowadzone do dziecinnych intuicji etc. Odrzucają więc tak naprawdę swoje rozumienie Boga, a nie samego Boga.

>Nie, kto Ci tak odpowiedział? Ludzie, którzy wierzą w Boga, w jakimś stopniu doświadczyli jego obecności - i tu jest zasadnicza różnica między wspomnianym kamieniem a Bogiem.

Tych, co twierdzą, że doświadczyli Boga... jest garstka, a wiernych miliardy (tej czy innej religii). Nikt nie jest w dodatku w stanie doświadczyć Boga wprost. Zawsze jest to poprzez kogoś, pośrednika najczęściej w postaci świętego, najczęściej Maryi czy Jezusa. Bóg nigdy nie objawił się nikomu wprost, naocznie, że się tak wyrażę. Prawdopodobnie to niemożliwe, gdyż istota Boga jest duchowa i intelektualna, i tylko tak można Go poznawać i doświadczać. To najwyższa forma religii, która rozwinęła się dopiero wraz z judaizmem, obecna częściowo z buddyzmie, może trochę w hinduizmie, powtórzona potem przez Islam.

>Bardzo trafne spostrzeżenie. A może bardziej tacy zbuntowani?

No chyba, że przeciw własnemu brakowi wyobraźni.

>Jak wygląda wg mnie rzeczywistość i gdzie tu miejsce na Boga?
>Nie mogę inaczej tego wytłumaczyć jak tylko posługując się metaforami, wymagającymi jednak znajomości tematów, do których się odnoszę:
>Ludzie są jak wyspy w czasoprzestrzeni, którzy urzeczywistniają materię gdziekolwiek nie skierują swojej uwagi, trochę jak w grach komputerowych z automatycznie generowanym otoczeniem. Gramy załóżmy w GTA: kiedy samochód pojawi się na moim horyzoncie i kiedy Ty się również na nim pojawisz, to możesz mnie np widzieć kiedy patrzysz na mnie vis a vis , ale jadącego za Tobą samochodu, którego ja wygenerowałem możesz nie dostrzegać, a może on jechać centralnie na Ciebie i być czołgiem. To jest właśnie jak wyławianie fizycznej materii z chmury prawdopodobieństwa i dzieje się to przeważnie podświadomie.

Nie popadnij w solipsyzm.

>Bóg to ten, który to wszystko stworzył, który mi to opowiedział, który jest programistą, który tę grę napisał. On może dodać jaki będzie chciał obiekt.

To raczej nie Matrix. Matrix to rzeczywistość naszego umysłu. Bóg musi się do tego naszego Matrixa włamywać, bo został zainfekowany przez agenta Smitha (Matrix, oczywiście).

>Mam nadzieję, że jasno to opisałem, ale żeby nie wpakować czytających ten tekst w żadną kabałę, proszę brać moje słowa z przymrużeniem oka

Tak też to przyjąłem.
endymion (638 punktów)
>Sorry za poślizg z odpowiedzią, mam nadzieję, że nie zniechęci Cię to do ewentualnej dalszej dyskusji. To samo odnośnie pozostałych komentujących.

Skądże znowu, bardzo interesujący wywód, także chętnie podejmę temat dalej.

>Nigdy nie widziałem grawitacji i raczej nigdy nie zobaczę. Mogę "jej istnienie" stwierdzić tylko pośrednio, po efektach "jej" oddziaływania na otoczenie. Tak samo jest, wbrew temu co chcieliby niektórzy, z większością tez ontologicznych w fizyce, i nie tylko. Samo pojęcie "istnienie" "coś istnieje" jest trudne do zdefiniowania, bo trudno zaleźć jakieś cechy, własności, których posiadanie świadczyłoby już o istnieniu czegoś. Tak samo jest z Bogiem. To podstawy teologii. Tak samo jak nikt nie oczekuje, że ktoś pokaże mu leżącą pod łóżkiem grawitację, tak samo nikt rozumny nie powinien oczekiwać, że ktoś pokaże mu Boga. Cokolwiek by mu nie pokazano - zawsze mógłby powiedzieć: a skąd ja mam wiedzieć, że to, co mi pokazaliście, jest akurat Bogiem? Po czy mam to poznać? Bóg się nie ukrywa, to my nie bylibyśmy w stanie poznać, że to akurat Bóg, a nie tylko... płonący krzak, słup dymu czy grzmot z nieba. W naszej umysłowości z jakiegoś powodu jednak funkcjonuje coś takiego jak idea Boga, która też przez wieki rozwijała się od tych najbardziej prymitywnych form aż do Boga osobowego, duchowego, intelektualnego, bo tylko tak możemy o Nim się wypowiadać. Jeśli to dla kogoś świadczy o słabości tej koncepcji, wybiegiem od niemożliwości wykazania Jego istnienia wprost... to powinien raczej zastanowić się głębiej nad swoimi oczekiwaniami i możliwościami ich spełnienia.

No właśnie. "racjonaliści" spojrzeli na detektory LIGO i stwierdzili: EUREKA! WYKRYLIŚMY FALE GRAWITACYJNE! Ale jak któryś z nich doświadczy synchroniczności to powie: zwykły zbieg okoliczności, przypadek, wytwór mojej wyobraźni.

>>Super. Kamień zatem istnieje... bo istnieje dla nas.Dokładnie tak, wszystko oparte jest o świadomość, a nie o materię.
>Czyją świadomość?

Kogokolwiek z świadomych istot (pisałem o tym gdzieś wcześniej, istota świadoma wg mnie to świadomość osadzona w fizycznym ciele - nośniku świadomości). Kamień mógłby istnieć tylko i wyłącznie dla jednej małpy, gdyby była jedyną świadomością zamieszkującą tę planetę.

>>No nie, kamień nie będzie istniał sam w sobie, jeżeli choć jedna świadomość go nie doświadczy.
>Teraz zastąp kamień w tym zdaniu słowem "wszechświat", a możesz dojść do bardzo wielu ciekawych i odokrywczych wniosków. Nie będziesz przecież na tyle szalony, żeby twierdzić, że tę rolę wobec całego wszechświata może spełnić ludzka świadomość istniejąca dopiero zaledwie krótką chwilę.

Będę. Przedstawiłem Ci moją koncepcję. Wywodzi się ona wprost z Biocentryzmu. Czas jest tylko jednym z wymiarów, jak wysokość czy szerokość, tyle że jest względny (bo zależy od punktu widzenia). Z punktu widzenia świadomości ten wszechświat mógłby pojawić się dosłownie przed chwilą, wraz z wrażeniami dotyczącymi czasu jaki wcześniej upłynął.

>>Dokładnie tak jest. Ludzie o których mowa wierzą... że Bóg nie istnieje. Tak czy owak w coś na temat Boga wierzą, bo nie są w stanie udowodnić, że Boga nie ma.
>Nie mogą odrzucić istnienia czegoś, czego nie mają żadnego pojęcia w swoim umyśle. Sęk w tym, że to ich pojęcie Boga jest na ogół bardzo prymitywne, sprowadzone do dziecinnych intuicji etc. Odrzucają więc tak naprawdę swoje rozumienie Boga, a nie samego Boga.

Ludzie mają bardzo prymitywne pojęcie ducha. Myślą, że to coś jak "Kacper przyjazny duszek", który jest w konkretnym miejscu i czasie, tyle że przenika przez ściany.

>Tych, co twierdzą, że doświadczyli Boga... jest garstka, a wiernych miliardy (tej czy innej religii). Nikt nie jest w dodatku w stanie doświadczyć Boga wprost. Zawsze jest to poprzez kogoś, pośrednika najczęściej w postaci świętego, najczęściej Maryi czy Jezusa. Bóg nigdy nie objawił się nikomu wprost, naocznie, że się tak wyrażę.

Jak to nie? Moja matka np doświadczyła osobistych "cudów" i to jest dla niej dowód bezpośredniego kontaktu z Bogiem. Nie było żadnego pośrednika.

>Nie popadnij w solipsyzm.

Skąd ten zarzut? Przecież piszę wyraźnie, że drugi gracz również generuje wokół siebie materię i wprowadza do mojego świata. Twierdzę jednocześnie, że jak jest odklejony od wspólnej rzeczywistości, to nie może wbrew mojej zgody wygenerować coś ze swojej odklejki. Musi mnie przekonać żeby iść do niego/nich.
www.youtube.com/watch?v=ghSq2qlwrs0
Aczkolwiek pewnie dalsze odklejanie się od rzeczywistości prowadzi do solipsyzmu i taki człowiek zostaje sam ze swoimi urojeniami nie potrafiąc odróżnić siebie od nie-siebie.

>>Bóg to ten, który to wszystko stworzył, który mi to opowiedział, który jest programistą, który tę grę napisał. On może dodać jaki będzie chciał obiekt.
>To raczej nie Matrix. Matrix to rzeczywistość naszego umysłu. Bóg musi się do tego naszego Matrixa włamywać, bo został zainfekowany przez agenta Smitha (Matrix, oczywiście).

Matrix Wachowskich jest chybionym konceptem, bo zakłada, że Smith może przejąć czyiś nośnik świadomości bez jego zgody (jeżeli oczywiście jest nieobudzonym). Rzeczywistość jest oparta jednak o jakieś konkretne zasady, Bóg wg mnie to ten który te zasady ustalił, włącznie z dopuszczeniem możliwości pokusy przez złego ducha, aby tę rzeczywistość zniekształcić/odrzucić rzeczywistość Boga.
27-04-2024 12:21 
 Ocena 4 na 4
Andrzej.51 (15814 punktów)
>Samo pojęcie "istnienie" "coś istnieje" jest trudne do zdefiniowania, bo trudno zaleźć jakieś cechy, własności, których posiadanie świadczyłoby już o istnieniu czegoś.

Niewątpliwie, pojęcie "istnienia" jest trudne do w miarę jednoznacznego określenia. Wielu wybitnych filozofów wypowiadało się na ten temat próbując zdefiniować, co to znaczy, że coś istnieje, ale ilu filozofów, tyle poglądów. Nie z tego jednak powodu postanowiłem do Ciebie napisać.

>Tak samo jest z Bogiem. To podstawy teologii.

Porównujesz ewentualne istnienie Boga do istnienia kamienia? Bóg jest podmiotem, zaś kamień "tylko" przedmiotem, zjawiskiem, czymś wtórnym w stosunku do istnienia.

Teologia - o której wspomniałeś - nie jest nauką. Jest oderwana od religioznawstwa i od filozofii religii.
Teologia to rozważania o Bogu i dogmatach wiary, które - obok wiary - są jej podstawą. Dogmaty przyjmowane są autorytarnie, bez żadnych podstaw w Biblii, obowiązują z mocy papieskiej decyzji ogłaszanej ex cathedra oraz podawane są wiernym jako bezwzględnie obowiązujące. Ani wiara, ani dogmaty nie mają żadnego związku z nauką i są nieweryfikowalne. Z tych powodów dogmaty nie mogą być uznane przez naukę, a w związku z tym są nauce obojętne.

>Tak samo jak nikt nie oczekuje, że ktoś pokaże mu leżącą pod łóżkiem grawitację, tak samo nikt rozumny nie powinien oczekiwać, że ktoś pokaże mu Boga. Cokolwiek by mu nie pokazano - zawsze mógłby powiedzieć: a skąd ja mam wiedzieć, że to, co mi pokazaliście, jest akurat Bogiem? Po czy mam to poznać? Bóg się nie ukrywa, to my nie bylibyśmy w stanie poznać, że to akurat Bóg, a nie tylko... płonący krzak, słup dymu czy grzmot z nieba.

Piszesz o Bogu tak, jakby jego istnienie było uznawane powszechnie bez żadnych zastrzeżeń. A przecież tak nie jest. Nie wiemy, czy Bóg istnieje oraz w jaki sposób i gdzie istnieje. Nie wiemy od kiedy i dlaczego istnieje. Nie wiemy, czy jest samoistny, a jeśli nie, to dzięki czemu/komu istnieje. A jeśli jest bytem odwiecznym, to gdzie i jak istniał, gdy nic jeszcze nie było, nawet czasu nie było, by istnieć, bo była nicość. Nie wiemy też, kto spowodował, że był Bóg i nicość, gdy nie było jeszcze wszechświata. Nie wiemy też, czy wtedy, gdy nie było jeszcze wszechświata, były już prawa fizyki, bo jeśli ich nie było, to jak wtedy istniał Bóg, a jeśli były, to kto je stworzył, czy też Bóg. Nie wiemy kim Bóg jest, nie wiemy jakie ma atrybuty, nie wiemy, jak wygląda o ile w ogóle to pojęcie można odnosić do Boga, nie wiemy co zrobił, a jeśli zrobił, to kiedy, w jaki sposób i dlaczego to coś zrobił. Nie wiemy, jak Bóg może poznawać. Przy pomocy zmysłów? A czy Bóg ma zmysły, a jeśli tak, to jakie? Czy Bóg jest obecny w naszym wszechświecie, czy też jest transcendentny wobec niego? A jeśli jest obecny, to jak On - bezcielesny Duch, o ile takim jest, może być obecny i działać w materialnym świecie. A jeśli jest transcendentny, to w jaki sposób jest obecny w naszym wszechświecie? A czy w ogóle bezcielesny Bóg-Duch może istnieć?
Czy m.in. z tego wynika, że istnienie Boga jest nieprawdopodobieństwem? Ja twierdzę, że tak i bynajmniej nie jestem ani pierwszy, ani jedyny, który tak sądzi.

To, co napisałem powyżej mocno wskazuje, że istnienie Boga jest faktycznym problemem. Jak rozwiązać te mocno uwikłane pojęciowo problemy. To nie jest tak, że ktoś powie - dajmy na to, że Ty - że Bóg istnieje i rzecz jest rozstrzygnięta. Pobożne to życzenia, płonne nadzieje.

Jak dotąd istnienie Boga nie zostało udowodnione pomimo podejmowania rozlicznych prób przez wielu światłych ludzi. Wyniki ich dociekań - argumenty, bo przecież nie można ich nazwać dowodami - są ułomne i nie mają żadnej mocy dowodowej. Bóg jest zatem dla nauki enigmatyczny, przez co jego istnienie to teza nienaukowa.


Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.
H. Conzelmann, teolog
27-04-2024 12:28 
 Ocena 3 na 3
Andrzej.51 (15814 punktów)
>W naszej umysłowości z jakiegoś powodu jednak funkcjonuje coś takiego jak idea Boga, która też przez wieki rozwijała się od tych najbardziej prymitywnych form aż do Boga osobowego, duchowego, intelektualnego, bo tylko tak możemy o Nim się wypowiadać.

Nie Bóg stworzył człowieka, lecz człowiek stworzył Boga (bogów). Stworzył Boga z jego historią i jego przymiotami, na swój własny obraz, na podobieństwo własnych potrzeb i oczekiwań. Dlatego człowiek religijny ufa Bogu. A że potrzeby i oczekiwania są zmienne, inne były tysiące lat temu, inne np. w czasach Jezusa i jeszcze inne teraz, zatem i bogowie na przestrzeni tysiącleci ulegali zmianom stosownie do ludzkich wyobrażeń o Bogu, ich potrzeb i ich oczekiwań.
Nawiasem mówiąc, w mojej ocenie, tym Twoim ostatnim zdaniem, które teraz komentuję, nieświadomie poparłeś to, co piszę.

Nie wiemy, jak możemy wypowiadać się o Bogu. Wszelkie jego cząstkowe określenia - wszechmogący stworzyciel świata i moralnego ładu; byt pierwotny, z którego pochodzą wszystkie byty; odwieczny, nieskończony i niczym nieuwarunkowany; duch wszechwiedzący i wszechobecny oraz wszechdobry, a także to, że stworzył świat ex nihilo, zostały ustalone w oparciu o źródła uznane za objawione (nie wiadomo, na jakiej podstawie tak uznane -?) jak i rozmaite tradycje myślowe, a także przyjęte przez doktrynę.

Pomijam tu, że co najmniej trzy jego ww. przymioty - tj. wszechmoc, wszechwiedza i wszechdobroć, są mocno wątpliwe, o ile nawet nierealne, w obliczu tego, co niemal na co dzień ludzkość doświadcza na tym łez padole. Lub inaczej, bardziej dobitnie - z punktu widzenia tego, co wyżej napisałem, nie może istnieć Bóg posiadający te trzy przymioty, bo byty wewnętrznie sprzeczne istnieć nie mogą.

>Jeśli to dla kogoś świadczy o słabości tej koncepcji, wybiegiem od niemożliwości wykazania Jego istnienia wprost... to powinien raczej zastanowić się głębiej nad swoimi oczekiwaniami i możliwościami ich spełnienia.

Lepiej by było, gdybyś Ty dobrze się zastanowił, zanim cokolwiek tu napiszesz.

>>Endymion: Dokładnie tak jest. Ludzie o których mowa wierzą... że Bóg nie istnieje. Tak czy owak w coś na temat Boga wierzą, bo nie są w stanie udowodnić, że Boga nie ma.
>Nie mogą odrzucić istnienia czegoś, czego nie mają żadnego pojęcia w swoim umyśle. Sęk w tym, że to ich pojęcie Boga jest na ogół bardzo prymitywne, sprowadzone do dziecinnych intuicji etc. Odrzucają więc tak naprawdę swoje rozumienie Boga, a nie samego Boga.

Nieprzerwanie obrażasz ateistów, czyli tych, którzy nie podzielają Twojej wiary. Twierdzisz, że ich pojęcie o Bogu jest bardzo prymitywne. Ale nie masz racji. Ateistów Bóg w ogóle nie interesuje. Nie mają w stosunku do niego żadnych oczekiwań, żadnych pragnień, żadnych pytań. Według nich człowiek stworzył bogów, również Twojego Boga, katolickiego, wyrosłego na gruncie judaizmu. Katolicki, a ogólnie chrześcijański Bóg, to żydowski Bóg judaizmu, JHWH, czyli Jahwe, Bóg-Starego Testamentu, Bóg-Stwórca, Bóg okrutnik.
Jeśli ateiści mówią cokolwiek o Bogu, to czynią to, by dawać wyraz ich przekonaniom o nieistnieniu Boga ani bogów. Jeśli operują przymiotami Boga, to tylko tymi, które na przestrzeni setek i tysięcy lat zostały mu przypisane, m.in. przez teologów i filozofów katolickich. A czynią tak dlatego, by pokazać, że twórcy tych boskich atrybutów przedobrzyli Boga, uczynili go wewnętrznie sprzecznym, a ponieważ byty wewnętrznie sprzeczne nie mogą istnieć, zatem Bóg opisany tymi przymiotami nie istnieje. Taki jest - w ogólnym ujęciu - pogląd ateistów w kwestii nieistnienia Boga. Taki jest również mój pogląd.


Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.
H. Conzelmann, teolog
27-04-2024 12:40 
 Ocena 4 na 4
Andrzej.51 (15814 punktów)
>Tych, co twierdzą, że doświadczyli Boga... jest garstka, a wiernych miliardy (tej czy innej religii). Nikt nie jest w dodatku w stanie doświadczyć Boga wprost.

W mojej ocenie wszelkie doświadczenia religijne są złudzeniem, urojeniem. W znanej Ci zapewne - choćby ze słyszenia - książce Richarda Dawkinsa Bóg urojony, autor - powołując się na Roberta E. Pirsiga, nieżyjącego już amerykańskiego filozofa - napisał: "Jeśli jedna osoba ma urojenia, mówimy o chorobie psychicznej. Gdy wielu ludzi ma urojenia, nazywa się to Religią" (str. 16).

Stanisław Obirek, znany polski teolog, historyk i antropolog kultury, były jezuita, w publikacji Urojenia religijne (Warszawa 2019) napisał:
"Doświadczenie religijne jest złudzeniem z tego prostego powodu, że jest nim sama religia. Fakt, że towarzyszy człowiekowi od zarania jego dziejów, w niczym tego stwierdzenia nie osłabia. Wręcz przeciwnie, wzmacnia je, gdyż jest ona sprzężona z myśleniem mitycznym, a więc właśnie opartym na wyobrażeniu, którego związek z rzeczywistością jest pozorny".
Dalej autor powołuje się na prace filologiczne dotyczące religii, takich autorów, jak Brent Nongbri, Carin Barton i Daniel Boyarin, Tomogo Mazuzawa, a także swoje własne. Pisze:
"Można zauważyć dwie, skrajne odmienne strategie dokonywanych opisów. Z jednej strony chodzi o wskazanie fałszywości religii i jej odrzucenie, a z drugiej na jej wyjątkowy charakter, który wymyka się ludzkiemu doświadczeniu. Ostateczne jednak wnioski końcowe są te same - doświadczenie religijne jest złudzeniem, gdyż albo fałszuje rzeczywistość, albo nazywa Bogiem/wiarą coś, co przekracza ludzkie kategorie, coś, co z tą rzeczywistością nie ma żadnego związku".

W dalszej części Obirek przytacza opinie wielu wybitnych filozofów, w tym m.in. Barucha (de) Spinozy, siedemnastowiecznego filozofa niderlandzkiego, przytaczając fragmenty z jego Traktatu teologiczno-politycznego nb. wydanego anonimowo z obawy przed krytyką teologów. Obirek pisze:
"Zapewne jednym z powodów oburzenia, które wzbudził Traktat teologiczno-polityczny, było utożsamienie przez Spinozę religijnych praktyk z zabobonem i wskazanie na ich źródło - uczucie strachu. Jak pisał we wstępie do swego dzieła: «Tak dalece ogłupia ludzi strach, że on jest właśnie przyczyną, która zabobon rodzi, zachowuje i żywi». Poza tym główne zło związane z religią upatrywał w lekceważeniu, a nawet w pogardzie, z jaką traktowany buł rozum:
«Gdym te rzeczy sobie rozważył, mianowicie, że światło naturalne nie tylko jest w pogardzie, lecz i ulega potępieniu przez wielu jako źródło niemoralności, a ludzkie wymysły uchodzą za boskie nauki i łatwowierność jest w cenie wiary [...] postanowiłem po namyśle zabrać się do nowego, nieuprzedzonego i niezależnego zbadania Pisma św. I nie przyjmować w nim nic ani nie uznawać za jego naukę, czego bym nie wyprowadził z niego samego w sposób jak najjaśniejszy».
Tak więc Spinoza dokonał rozdziału religii i rozumu i postawił radykalną tezę, że te dwie sfery ludzkiej aktywności powinny być jasno rozdzielone: «stawiam twierdzenie niezachwiane, że ani teologia nie powinna służyć rozumowi, ani rozum teologii»".

Jednym z kolejnych filozofów, których poglądy na religię opisuje Obirek, jest Ludwig Feuerbach, dziewiętnastowieczny filozof niemiecki. Obirek pisze:
"Podobnie jak Spinoza, Feuerbach formułował swoje poglądy na religię w radykalnym sporze z dominującymi wówczas strukturami politycznymi i religijnymi. [...] Zresztą do Spinozy Feuerbach wyraźnie nawiązuje, dodając, że to nie tylko strach, lecz także głupota połączona z niewiedzą jest źródłem przesądu: «Przesąd jest człowiekowi wrodzony, jak to już stwierdził Spinoza. A źródłem i siłą przesądu jest potęga niewiedzy i głupoty, która jest największą potęgą na świecie, potęga strachu lub poczucia zależności, a wreszcie moc wyobraźni». Jednak najbardziej radykalnym zwrotem, którego dokonał niemiecki filozof, jest sprowadzenie teologii do antropologii:
«Doktryna moja głosi, że teologia jest antropologią, tzn. w przedmiocie religii, który nazywamy po grecku theos, a w naszym języku bogiem, nie wyraża się nic innego, jak tylko istota człowieka, albo inaczej: bóg człowieka jest tylko ubóstwiana istotą ludzką, a zatem historia religii jest tylko historią człowieka; jak bowiem różne są religie, tak różni są bogowie, a religie są tak różne, jak różni są ludzie»".
Cytaty Stanisław Obirek zaczerpnął z dzieła Feuerbacha Wykłady o istocie religii, Warszawa 1953.


Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.
H. Conzelmann, teolog
27-04-2024 12:52 
 Ocena 3 na 3
Andrzej.51 (15814 punktów)
>Nikt nie jest w dodatku w stanie doświadczyć Boga wprost. Zawsze jest to poprzez kogoś, pośrednika najczęściej w postaci świętego, najczęściej Maryi czy Jezusa. Bóg nigdy nie objawił się nikomu wprost, naocznie, że się tak wyrażę.

Twierdzisz z mocą, że Boga można doświadczyć wyłącznie przez kogoś, przez jakiegoś pośrednika, np. przez świętych, przez Jezusa lub przez Marię, jego matkę.
Pominę teraz, że w mojej ocenie nikt nigdy nie doświadczył Boga. Co nieco już na ten temat napisałem. Wziąłem jednak teraz do ręki Biblię, której kilka różnych tłumaczeń posiadam w domu, i otworzyłem ją na deuteropawłowym pierwszym Liście do Tymoteusza, z uporem, lecz bez racji przypisywanym przez chrześcijan Pawłowi z Tarsu. W drugim rozdziale nieznany autor tego listu napisał:
Albowiem jeden jest Bóg, jeden też pośrednik między Bogiem a ludźmi, człowiek Chrystus Jezus (1 Tm 2, 5).
Czy w takim razie święci lub nawet matka Jezusa mogą być pośrednikami między człowiekiem a Bogiem. Z listu wynika, że nie mogą? Dlaczego zatem tak napisałeś? Czyżbyś tego nie wiedział? Jak zatem jest z modlitwami do Boga "za wstawiennictwem" świętych, o czym często można słyszeć z ust osób duchownych? Czyżby nie znali Biblii?

A poza tym, dlaczego akurat za pośrednictwem Marii, matki Jezusa? Przecież ewangelie kanoniczne wskazują, że między Jezusem oraz jego matką istniał wyraźny konflikt. Dowodzą tego nie tylko trzy opisane w ewangeliach sceny, ale także fakt, że Jezus nigdy nie zwrócił się do swojej matki słowem "mamo", choćby nawet bez zdrobnienia, a zwracał się do niej słowem "niewiasto" brzmiącym zdecydowanie mało sympatycznie, co pokazują dwie z poniżej wskazanych scen.
Pierwsza scena miała miejsce, gdy matka Jezusa oraz jego bracia przyszli do niego, gdy nauczał zgromadzonych (Mk 3, 21 oraz Mk 3, 31-35 = Mt 12, 46-50 = Łk 8, 18-21). Jezusowi powiedziano, że przyszli i chcą z nim mówić. Jezus odpowiedział: Matką moją i braćmi moimi są ci, którzy słuchają Słowa Bożego i wypełniają je (Łk 8, 21). Ewangeliści nie poinformowali, czy Jezus przerwał nauczanie i wyszedł do swojej matki. Wygląda na to, że nie wyszedł. A poza tym, czyżby Maria nie słuchała słowa Bożego i nie wypełniała go?
Druga z tych scen to opisane tylko przez Jana wesele w Kanie Galilejskiej (J 2, 1-11).
Trzecia z kolei scena, opisana również wyłącznie przez Jana, miała miejsce pod krzyżem (J 19, 25-27).
W tych dwóch ostatnich scenach Jezus zwraca się do matki słowem "niewiasto": Czego chcesz ode mnie, niewiasto? (J 2, 4) - to na weselu w Kanie Galilejskiej, a także: Niewiasto, oto syn twój! (J 19, 26) - to w scenie ukrzyżowania. To słowo aż krzyczy niestosownością. Nie dostrzegam w tych scenach miłości syna do matki.

>Prawdopodobnie to niemożliwe, gdyż istota Boga jest duchowa i intelektualna, i tylko tak można Go poznawać i doświadczać. To najwyższa forma religii, która rozwinęła się dopiero wraz z judaizmem, obecna częściowo z buddyzmie, może trochę w hinduizmie, powtórzona potem przez Islam.

Skąd wiesz, jaka jest istota Boga? Skad wiesz, że jest ona duchowa i intelektualna?
Skąd wiesz, że Boga można jakoś poznać i doświadczyć?
Skąd wiesz, że obecna forma religii jest formą najwyższą?

>No chyba, że przeciw własnemu brakowi wyobraźni.

Przestań wreszcie obrażać!


Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.
H. Conzelmann, teolog
27-04-2024 12:57 
 Ocena 4 na 4
Andrzej.51 (15814 punktów)
Na koniec jeszcze dygresja.

Pojawiłeś się na forum, by głosić o swoim Bogu, opowiadać o doświadczaniu przez ludzi wierzących jego obecności i wreszcie pojawiłeś się po to, by ustawicznie obrażać ateistów, którzy nie podzielają twojej wiary, gdyż według nich żaden Bóg nie istniał i nie istnieje. Ja nigdy na forach katolickich się nie pojawiłem, bo i po co. A jeśli nawet bym to zrobił, to nigdy bym ich nie obraził, bo to nieładnie jest przychodzić do kogoś i go obrażać.

Przyniosłeś na forum swojego Boga, zapewne nie zdając sobie sprawy z tego, że dla wielu ateistów - również dla mnie - Twój Bóg już umarł. Twój Bóg umarł dla mnie po raz pierwszy w Auschwitz-Birkenau w latach drugiej wojny światowej. Twój Bóg umarł dla mnie po raz drugi w Hiroszimie i Nagasaki latem 1945 roku. I wreszcie Twój Bóg umiera w moich oczach codziennie w najbiedniejszych krajach Afryki.

Dlatego pytam Cię, gdzie był Twój Bóg, gdy małe żydowskie dzieci, nieżydowskie również, umierały z głodu bądź były mordowane przez niemieckich zbrodniarzy w specjalnych komorach gazowych przy pomocy cyklonu B, a potem ich doczesne szczątki wrzucane do wielkich dołów i zasypywane czy też zalewane wapnem. Ich matki wołały do Boga o pomoc, lecz Twój Bóg nie chciał słyszeć tych krzyków. Nie pomógł, nie objawił się nikomu, zapewne też nikt wtedy tam w obozie nie doświadczył jego obecności.

Pytam Cię również, gdzie był Twój Bóg w sierpniu 1945 roku, gdy amerykanie zrzucili bomby atomowe na Hiroszimę i Nagasaki, w wyniku czego w obu tych miastach zginęło łącznie ponad czterysta tysięcy ludzi, w tym również małe dzieci. Bóg ponownie był nieobecny. Bóg ponownie udawał, że nie widzi.

I wreszcie pytam Cię, dlaczego Twojego Boga nie ma codziennie w najbiedniejszych krajach Afryki, w których rocznie umiera z głodu około sześć milionów dzieci przed ukończeniem szóstego roku życia. Te nieco starsze też umierają. Co na to Twój Bóg, dlaczego go tam niema, dlaczego wszechmocny i wszechdobry nie pomaga, dlaczego nie słyszy ich błagalnego wołania.
Jeśli nie wiesz, czy te sześć milionów to mało czy dużo, to przedstawię Ci to w sposób dla Ciebie zrozumiały. Sześć milionów śmiertelnie zagłodzonych małych dzieci w ciągu roku, to około 16438 dzieci w ciągu jednej doby, to 685 dzieci w ciągu godziny, to 11 do 12 dzieci w ciągu minuty, co oznacza, że co około pięć do sześciu sekund umiera z głodu jedno małe dziecko przed przekroczeniem piątego roku życia. Te starsze też umierają.

Si Deus est, unde malum?

Zrozumiałeś, co napisałem? Mam nadzieję, że tak. Więc zabierz stąd swojego Boga i przestań radośnie głosić o nim swoje opowieści.


Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.
H. Conzelmann, teolog
Andej (374 punktów)
>Pojawiłeś się na forum, by głosić o swoim Bogu, opowiadać o doświadczaniu przez ludzi wierzących jego obecności i wreszcie pojawiłeś się po to, by ustawicznie obrażać ateistów, którzy nie podzielają twojej wiary, gdyż według nich żaden Bóg nie istniał i nie istnieje.
Zabolało mnie powyższe.
Wiem, że się wcinam i każdy z Was może mi dać po łapach.
Przyznaję, że czytałem tylko jeden lub dwa posty Oskarżonego. I nie wychwyciłem przykładów tego obrażania. Być może z powodu mojej gruboskórności. Ale moga być inne przyczyny.
Dlatego mam prośbę o podanie przykładów tego obrażania. Proszę o to, gdyż uważam Was za ludzi kulturalnych. Dlatego chciałbym oby nie było między Wami zgrzytów.
Źle, gdy ktoś czuje się być poniżanym, krzywdzonym.
I bardzo źle, gdy osoba deklarujące się jak wierząca, obraża innych.

Dlatego proszę o zacytowanie. Bo jeśli nawet nie chcecie mojej analizy, to chciałbym wiedzieć, gdzie tkwi racja.
endymion (638 punktów)
>>Pojawiłeś się na forum, by głosić o swoim Bogu, opowiadać o doświadczaniu przez ludzi wierzących jego obecności i wreszcie pojawiłeś się po to, by ustawicznie obrażać ateistów, którzy nie podzielają twojej wiary, gdyż według nich żaden Bóg nie istniał i nie istnieje.
>Zabolało mnie powyższe.
>Wiem, że się wcinam i każdy z Was może mi dać po łapach.
>Przyznaję, że czytałem tylko jeden lub dwa posty Oskarżonego. I nie wychwyciłem przykładów tego obrażania. Być może z powodu mojej gruboskórności. Ale moga być inne przyczyny.
>Dlatego mam prośbę o podanie przykładów tego obrażania. Proszę o to, gdyż uważam Was za ludzi kulturalnych. Dlatego chciałbym oby nie było między Wami zgrzytów.
>Źle, gdy ktoś czuje się być poniżanym, krzywdzonym.
>I bardzo źle, gdy osoba deklarujące się jak wierząca, obraża innych.
>Dlatego proszę o zacytowanie. Bo jeśli nawet nie chcecie mojej analizy, to chciałbym wiedzieć, gdzie tkwi racja.
>

"RACJONALISTA.pl jest serwisem propagatorów racjonalnego myślenia, prezentujących racjonalny obraz świata. Serwisem, który poza tym tropi absurdy, przesądy, szarlatanerię, uprzedzenia, kłamstwa, fobie i głupotę. "


Uważaj, jesteś tropiony. Ja póki co wytropiłem pseudonaukowe leki homeopatyczne, produkowane przez naukowe koncerny farmaceutyczne i sprzedawane w naukowych aptekach. Czy kogoś ten fakt obraża? Myślę, iż bardzo się tym przyczyniam dla portalu, punktując absurdy, szarlatanerię i kłamstwa (o głupocie nie wspomnę, bo jeszcze ktoś się na prawdę obrazi, a przecież nie chcielibyśmy tego na tym szlachetnym forum).
27-04-2024 17:48 
 Ocena 2 na 2
panTeista (6808 punktów)
>Wiem, że się wcinam i każdy z Was może mi dać po łapach.

To otwarte forum i każdy może włączyć się do dyskusji.

>Przyznaję, że czytałem tylko jeden lub dwa posty Oskarżonego.

Nic straconego, jeszcze możesz wrócić do wątku i przeczytać wszystkie posty endymiona.
endymion (638 punktów)
>>Wiem, że się wcinam i każdy z Was może mi dać po łapach.
>To otwarte forum i każdy może włączyć się do dyskusji.
>>Przyznaję, że czytałem tylko jeden lub dwa posty Oskarżonego.
>Nic straconego, jeszcze możesz wrócić do wątku i przeczytać wszystkie posty endymiona.
>

Ja mam fobie. A konkretniej, to mam fobię przed przyznawaniem się do fobii, bo ktoś mnie zacznie tropić. Mam też fobię przed tym, że ktoś mnie zacznie tropić. Mam fobię się przyznać, do swoich przesądów, że moje modlitwy zostaną wysłuchane. Mam też pedofilofobię. Że ktoś kiedyś zacznie moje dzieci nauczać, że pedofilia to orientacja seksualna.
www.youtube.com/watch?v=egiBgmvv8wA
www.youtube.com/watch?v=VbQaC_8QuWk

dlatego też, nie mam prawa do identyfikowania się jako racjonalista kropka pe el

ps. moja orientacja seksualna to padaczka.
27-04-2024 19:25 
 Ocena 1 na 1
panTeista (6808 punktów)
>Mam też fobię przed tym, że ktoś mnie zacznie tropić.

Czyżbyś miał coś na sumieniu

>Mam fobię się przyznać, do swoich przesądów, że moje modlitwy zostaną wysłuchane.

Jeżeli Bóg biblijny istnieje, to zna Twoje pragnienia i potrzeby, zanim się o ich spełnienie pomodlisz.

Podane linki nie działają.
endymion (638 punktów)
>>Mam też fobię przed tym, że ktoś mnie zacznie tropić.
>Czyżbyś miał coś na sumieniu

Jeżeli fobia wystarczy, żeby cię tropili to nie trzeba mieć nic na sumieniu.

>>Mam fobię się przyznać, do swoich przesądów, że moje modlitwy zostaną wysłuchane.
>Jeżeli Bóg biblijny istnieje, to zna Twoje pragnienia i potrzeby, zanim się o ich spełnienie pomodlisz.

w tamtego nie wierzę, a afirmacje wyrażone słownie działają lepiej (tylko błagam: nie tropcie mnie za przesądy)

>Podane linki nie działają.

działają, tylko odnośniki nie działają.

Ps. zaczynam rozumieć, dlaczego to forum jest u kresu wymarcia... Taki opis bynajmniej nie zachęca racjonalistów do brania w nim udziału.

- Czym charakteryzuje się racjonalista?
Racjonalista.pl:
- no np. tropi fobie...

GENIUS

Tym raczej charakteryzują się osoby z zaburzeniami maniakalnymi.
28-04-2024 10:21 
 Ocena 1 na 1
panTeista (6808 punktów)
>>>Mam też fobię przed tym, że ktoś mnie zacznie tropić.
>>Czyżbyś miał coś na sumieniu
>Jeżeli fobia wystarczy, żeby cię tropili to nie trzeba mieć nic na sumieniu.
>>>Mam fobię się przyznać, do swoich przesądów, że moje modlitwy zostaną wysłuchane.

Wynik tropienia może być taki, że utracisz swój przesąd. Modlitwy spełniają się gdy podejmujesz działania w kierunku ich realizacji, bez działania modlitwa jest zaklinaniem rzeczywistości.

>>Jeżeli Bóg biblijny istnieje,
>w tamtego nie wierzę,

Subiektywnie istnieje w umysłach wierzących i oddziałuje na wierzących jak placebo. Jeżeli ktoś wierzy że za grzech spotka go kara boska, to jest szansa że powstrzyma się przed czynem uznawanym za grzeszny.

>a afirmacje wyrażone słownie działają lepiej

Afirmacje działają wtedy gdy wypowiadający afirmację w nią wierzy.

>(tylko błagam: nie tropcie mnie za przesądy)

Skutkiem [i celem] tropienia może być utrata [uwolnienie] od przesądów.
endymion (638 punktów)
>>>>Mam też fobię przed tym, że ktoś mnie zacznie tropić.
>>>Czyżbyś miał coś na sumieniu
>>Jeżeli fobia wystarczy, żeby cię tropili to nie trzeba mieć nic na sumieniu.
>>>>Mam fobię się przyznać, do swoich przesądów, że moje modlitwy zostaną wysłuchane.
>Wynik tropienia może być taki, że utracisz swój przesąd. Modlitwy spełniają się gdy podejmujesz działania w kierunku ich realizacji, bez działania modlitwa jest zaklinaniem rzeczywistości.

"Zaklinanie rzeczywistości" zostało wynalezione w każdym miejscu na ziemi niezależnie przez ludy pierwotne. Modlitwy działają nawet gdy nie podejmiesz działania w kierunku ich realizacji. Gdyby nie działały to placebo by nie działało i nie byłoby "naukowe". Masz ode mnie merytoryczny dowód na to, że modlitwy działają. Teraz słucham twojego dowodu na podparcie swoich słów, bo stwierdzić to sobie można wszystko.

>>>Jeżeli Bóg biblijny istnieje,
>>w tamtego nie wierzę,
>Subiektywnie istnieje w umysłach wierzących i oddziałuje na wierzących jak placebo. Jeżeli ktoś wierzy że za grzech spotka go kara boska, to jest szansa że powstrzyma się przed czynem uznawanym za grzeszny.

Tam p*****lisz, każdy wierzy w karmę indywidualnie na całym świecie i to nie tylko ci co wynaleźli grzechy. Cokolwiek robisz - energia i tak się wyrówna. Taka fizyka taka.

>>a afirmacje wyrażone słownie działają lepiej
>Afirmacje działają wtedy gdy wypowiadający afirmację w nią wierzy.

Sugerujesz mi, że twierdzę, że nie trzeba wierzyć w wypowiadane afirmacje? Albo nie umiesz czytać ze zrozumieniem.

>>(tylko błagam: nie tropcie mnie za przesądy)
>Skutkiem [i celem] tropienia może być utrata [uwolnienie] od przesądów.

Skutkiem tropienia może być fobia i jej pogłębianie... a może tropiący zacznie wierzyć w przesądy lol

Gdybym nie modlił się o mądrość, nie byłbym teraz mądrzejszy niż Ty
panTeista (6808 punktów)
>Modlitwy działają nawet gdy nie podejmiesz działania w kierunku ich realizacji.

Nie jestem o tym przekonany.

>Gdyby nie działały to placebo by nie działało i nie byłoby "naukowe". Masz ode mnie merytoryczny dowód na to, że modlitwy działają.

Placebo działa na podatnych na sugestię, a i to nie zawsze. Gdyby placebo było skuteczne, można byłoby je stosować, zamiast poszukiwać substancji czynnej.

>>Jeżeli ktoś wierzy że za grzech spotka go kara boska, to jest szansa że powstrzyma się przed czynem uznawanym za grzeszny.
>Tam p*****lisz, każdy wierzy w karmę indywidualnie na całym świecie i to nie tylko ci co wynaleźli grzechy.

Ja wierzę w karmę [jestem buddystą]. Natomiast są tacy co liczą iż zły uczynek nie będzie miał negatywnych konsekwencji.

>Sugerujesz mi, że twierdzę, że nie trzeba wierzyć w wypowiadane afirmacje?

Sugeruję że nie wystarczy chcieć wierzyć aby uwierzyć- potrzeba przekonujących argumentów.

>>>(tylko błagam: nie tropcie mnie za przesądy)
>>Skutkiem [i celem] tropienia może być utrata [uwolnienie] od przesądów.
>Skutkiem tropienia może być fobia i jej pogłębianie... a może tropiący zacznie wierzyć w przesądy lol

Jesteś zadowolony ze swoich fobii? Chciałbyś aby inni też odczuwali lęk?

>Gdybym nie modlił się o mądrość, nie byłbym teraz mądrzejszy niż Ty

Do kogo [Boga?], czego [posągu, obrazu?] się modliłeś?
28-04-2024 14:42 
 Ocena 2 na 2
Andej (374 punktów)
>>Modlitwy działają nawet gdy nie podejmiesz działania w kierunku ich realizacji.
>Nie jestem o tym przekonany.
Ależ działają, bo już sama modlitwa jest działaniem.
Ale nie działają w sposób spektakularny. Modlitwa nie zobowiązuje Boga do spełnienia zachcianek ludzkich. Ani też jej efekt nie jest sztuczką cyrkową.
Uważam, że modlitwa działa w ten sposób, że zmienia modlącego się. Dialog z Bogiem, rozważania pozwalają na podejmowanie lepszych wyborów, decyzji. I na tym polega działanie modlitwy. A te decyzje są realizacją tego, co jest tematem modlitwy.
Warto wziąć też pod uwagę, że modlitwa to nie prośba wyłącznie, ale też podziękowania, przeproszenie...
28-04-2024 18:13 
 Ocena 1 na 1
panTeista (6808 punktów)
>>>Modlitwy działają nawet gdy nie podejmiesz działania w kierunku ich realizacji.
>>Nie jestem o tym przekonany.
>Ależ działają, bo już sama modlitwa jest działaniem.
>Ale nie działają w sposób spektakularny.

Wolę działania skuteczniejsze niż klepanie zdrowasiek.

>Modlitwa nie zobowiązuje Boga do spełnienia zachcianek ludzkich.

Którego Boga masz na myśli? Allaha, Krysznę, biblijnego, panteistycznego?

>Ani też jej efekt nie jest sztuczką cyrkową.

Masz na myśli wstrzymanie biegu Słońca? Uzdrowienia rzekomo dokonane przez Jezusa?

>Uważam, że modlitwa działa w ten sposób, że zmienia modlącego się.

Z tym się zgadzam- to nie Bóg działa, lecz modlący się.

>Dialog z Bogiem,

To monolog modlącego się. Słyszałeś głos Boga?

>rozważania pozwalają na podejmowanie lepszych wyborów, decyzji. I na tym polega działanie modlitwy.

Zwyczajne rozważania, zastanowienie się też tak działają.

>A te decyzje są realizacją tego, co jest tematem modlitwy.

Ale to modlący się decyduje i realizuje, a nie Bóg.

>Warto wziąć też pod uwagę, że modlitwa to nie prośba wyłącznie, ale też podziękowania, przeproszenie...

Tutaj masz rację.
28-04-2024 22:21 
 Ocena 1 na 1
Andej (374 punktów)
>Wolę działania skuteczniejsze niż klepanie zdrowasiek.
I słusznie, bo klepanie zdrowasiek jest niemal bez sensu.

>Którego Boga masz na myśli? Allaha, Krysznę, biblijnego, panteistycznego?
Jest Jeden Bóg. Ten Który Jest.

>Z tym się zgadzam- to nie Bóg działa, lecz modlący się.
Nie, tak działa Bóg.

>To monolog modlącego się. Słyszałeś głos Boga?
Oczywiście.
29-04-2024 13:17 
 Ocena 1 na 1
panTeista (6808 punktów)
>>Którego Boga masz na myśli? Allaha, Krysznę, biblijnego, panteistycznego?
>Jest Jeden Bóg. Ten Który Jest.

Wszystkie osoby mają imiona, a Bóg nie ma? To może nie jest osobą?

>>To monolog modlącego się. Słyszałeś głos Boga?
>Oczywiście.

Co Ci powiedział?
Andej (374 punktów)
>>Jest Jeden Bóg. Ten Który Jest.
>Wszystkie osoby mają imiona, a Bóg nie ma? To może nie jest osobą?
1. Masz pewność, że wszystkie osoby mają imiona? Że bezimienni też je mają?
2. A Bóg imion ma wiele. Wystarczy zajrzeć do Biblii, aby ja poznać.

>Co Ci powiedział?
Zainwestuj w Pegasusa, to może się dowiesz. Czy każdego sondujesz, przepytujesz na okoliczność, co kto komu powiedział? Ciekawość często prowadzi do problemów, czasem wielkich.
29-04-2024 15:28 
 Ocena 1 na 1
panTeista (6808 punktów)
>>>Jest Jeden Bóg. Ten Który Jest.
>>Wszystkie osoby mają imiona, a Bóg nie ma? To może nie jest osobą?
>1. Masz pewność, że wszystkie osoby mają imiona? Że bezimienni też je mają?
>2. A Bóg imion ma wiele. Wystarczy zajrzeć do Biblii, aby ja poznać.

1. Nie tylko osoby mają imiona ale nawet mój psiak ma imię.
2. A zatem wierzysz w Boga Biblii, odrzucasz Boga np. Koranu. Poznajesz swojego Boga zaglądając do Biblii. Biblia jest dla Ciebie Pismem Świętym, a jej autorzy natchnieni przez Boga.
Andej (374 punktów)
>1. Nie tylko osoby mają imiona ale nawet mój psiak ma imię.
Obawiam si, że tu to, totalnie mnie zaskoczyłeś. Czy to na prawdę możliwe? A poważniej, przypomnij sobie swój zarzut odnoszący się do tego tematu.

>2. A zatem wierzysz w Boga Biblii, odrzucasz Boga np. Koranu. Poznajesz swojego Boga zaglądając do Biblii. Biblia jest dla Ciebie Pismem Świętym, a jej autorzy natchnieni przez Boga.
Skoro tak twierdzisz i potwierdzasz całym swoim autorytetem, to cóż mogę powiedzieć.
Do tej pory uważałem, że BÓG JEST JEDEN. Że nie ma Boga takiego, siakiego i jeszcze owakiego.
Nie odrzucam Boga Koranu, ale odrzucam obraz Boga przestawiony w Koranie.

>2. Biblia jest dla Ciebie Pismem Świętym, a jej autorzy natchnieni przez Boga.
Zdecydowanie TAK.
endymion (638 punktów)
>>Modlitwy działają nawet gdy nie podejmiesz działania w kierunku ich realizacji.
>Nie jestem o tym przekonany.
>>Gdyby nie działały to placebo by nie działało i nie byłoby "naukowe". Masz ode mnie merytoryczny dowód na to, że modlitwy działają.
>Placebo działa na podatnych na sugestię, a i to nie zawsze. Gdyby placebo było skuteczne, można byłoby je stosować, zamiast poszukiwać substancji czynnej.

Działa też nocebo. Placebo jest skuteczne i na każdego w jakimś stopniu działa, ale nie ma na to konkretnego wzoru żeby wyliczyć jak i w jakim natężeniu zadziała. Właśnie w tym rzecz, że każdy indywidualnie doświadcza działania tej "mocy". Nie działa na ciebie? To już Twój problem ;D

>Ja wierzę w karmę [jestem buddystą]. Natomiast są tacy co liczą iż zły uczynek nie będzie miał negatywnych konsekwencji.

Też jestem buddystą (ZEN). Jeżeli Twoją religią (filozofią) jest poszerzanie swojej świadomości to wywnioskowanie prawdziwości "karmy" jest nieuniknione.

>>Sugerujesz mi, że twierdzę, że nie trzeba wierzyć w wypowiadane afirmacje?
>Sugeruję że nie wystarczy chcieć wierzyć aby uwierzyć- potrzeba przekonujących argumentów.

To czy jesteś przekonany, to już Twój osobisty problem. Grunt, że się da i działa.

>>>>(tylko błagam: nie tropcie mnie za przesądy)
>>>Skutkiem [i celem] tropienia może być utrata [uwolnienie] od przesądów.
>>Skutkiem tropienia może być fobia i jej pogłębianie... a może tropiący zacznie wierzyć w przesądy lol
>Jesteś zadowolony ze swoich fobii? Chciałbyś aby inni też odczuwali lęk?

Nie jestem zadowolony z fobii, ale każdy jakieś i w jakimś tam stopniu ma. Nie mnie ich osądzać albo na siłę ich tropić i "leczyć". Np moja siostra ma koronofobię, ktoś jej tę fobię zaimplementował zamiast racjonalnie z niej wyleczyć. Ciekawe czy miał w tym jakiś interes?

>>Gdybym nie modlił się o mądrość, nie byłbym teraz mądrzejszy niż Ty
>Do kogo [Boga?], czego [posągu, obrazu?] się modliłeś?

Do Boga Stwórcy. Tego, który JEST. Jeżeli prosisz mnie, żebym go scharakteryzował, to odpowiem Ci, że w każdym zakątku Ziemi ludzie Go zauważają, doświadczają i różnie opisują (to, że tak jest jest faktem, nie mnie ich tropić i nawracać na racjonalność kropka pe el).

O Panie, nasz Panie,
jak przedziwne Twe imię po wszystkiej ziemi!

28-04-2024 15:58 
 Ocena 1 na 1
Wolnośćmyśli (1516 punktów)
>Też jestem buddystą (ZEN). Jeżeli Twoją religią (filozofią) jest poszerzanie swojej świadomości to wywnioskowanie prawdziwości "karmy" jest nieuniknione.
Przestań kłamać i podszywać się pod kogoś kim NIE JESTEŚ !
Od buddyzmu to czym jesteś jest krańcowo, biegunowo odległe !

Ty jesteś shizofrenikiem szwendającym się na wolności bez kagańca. Bredzisz coś że ci się "Bóg objawił", z archaniołem Gabrielem sobie rozmawiasz a wogóle to jesteś "dobrym człowiekiem".. chyba w sensie karmy dla psa.
Może przecztałeś jakąś książkę o buddyźmie i na tym koniec.
endymion (638 punktów)
>>Też jestem buddystą (ZEN). Jeżeli Twoją religią (filozofią) jest poszerzanie swojej świadomości to wywnioskowanie prawdziwości "karmy" jest nieuniknione.
>Przestań kłamać i podszywać się pod kogoś kim NIE JESTEŚ !
>Od buddyzmu to czym jesteś jest krańcowo, biegunowo odległe !
>Ty jesteś shizofrenikiem szwendającym się na wolności bez kagańca. Bredzisz coś że ci się "Bóg objawił", z archaniołem Gabrielem sobie rozmawiasz a wogóle to jesteś "dobrym człowiekiem".. chyba w sensie karmy dla psa.
>Może przecztałeś jakąś książkę o buddyźmie i na tym koniec.

ooo, a skąd ten cytat? Daj linka a nie wklejasz jakieś screeny, bo ja nawet takimi pojęciami nie operuję jak "zadaniowa k***a". Kto to jest Survi? Może to z jakiegoś innego forum wytrzasnąłeś, gdzie ktoś ma taki nick jak ja?

Ale wiązankę mi wcisnąłeś, że normalnie okaleczonym chujem wali... Niemniej, przywykłem już do zarzucania mi najprzeróżniejszych rzeczy, także sram na to i na ciebie także.
Wolnośćmyśli (1516 punktów)
Nasraj sobie do talerza ! Narobiłeś wiele gówna i teraz będzie ono do ciebie wracać gdziekolwiek się pojawisz. Jako """buddysta""" powinieneś rozumieć prawo karmy.
endymion (638 punktów)
>Nasraj sobie do talerza ! Narobiłeś wiele gówna i teraz będzie ono do ciebie wracać gdziekolwiek się pojawisz. Jako """buddysta""" powinieneś rozumieć prawo karmy.
>

Ty najwyraźniej nie rozumiesz prawa karmy. ja ci oddaję co od ciebie dostaję. Moja reakcja jest karmą, a nie wasza inicjatywa.
Wolnośćmyśli (1516 punktów)
>..wasza inicjatywa.
Mnie nie oszukasz, bo ja nie mam pamięci "muszki owocówki" a poza tym jaka "wasza" ?
Już ci się troi w oczach od tej piany, którą ledwie powstrzymujesz by się z pyska nie wylała ?
-Mało żeś tu ludzi na obrażał ?
Obrzucałeś gównem każdego kto nie pochwalał twoich pierdół na "zmianach na ziemi" aż tu cię przywiało, bo tam już nie miałeś kogo obrażać..wszyscy pouciekali.
Ale ja jestem, widzę, pamiętam.
Oto przykład- to samo chamstwo co na: ZnZ.

A kilka wypowiedzi niżej (na tej stronie) jest kolejny przykład TWOJEJ arogancji, podłości i krańcowej odmienności od buddyjskiej postawy; oraz "wylewności" gdzie chwalisz się co, kiedy i gdzie komu zrobiłeś.. jakiś "chojrak".
29-04-2024 13:20 
 Ocena-1 na 1
endymion (638 punktów)

>Obrzucałeś gównem każdego kto nie pochwalał twoich pierdół na "zmianach na ziemi" aż tu cię przywiało, bo tam już nie miałeś kogo obrażać..wszyscy pouciekali.

To nie ja, nawet nie wiem co to dokładnie jest. Nawet mnie nie interesuje. Stąd już dawno ludzie pouciekali, pewnie dlatego że ty tu jesteś.

>Ale ja jestem, widzę, pamiętam.
>Oto przykład- to samo chamstwo co na: ZnZ.
>A kilka wypowiedzi niżej (na tej stronie) jest kolejny przykład TWOJEJ arogancji, podłości i krańcowej odmienności od buddyjskiej postawy; oraz "wylewności" gdzie chwalisz się co, kiedy i gdzie komu zrobiłeś.. jakiś "chojrak".

Mówisz o moich przygodach z szerszeniami? Może masz dwubiegunową?
Ty chyba mylisz buddyzm ze stoicyzmem. Buddyzm nie polega na nadstawianiu drugiego policzka, ani też na "byciu oazą spokoju" kiedy atakują cię szerszenie. Wręcz przeciwnie, buddyzm polega na przeżywaniu TU i TERAZ, na swobodnym przepływie emocji. Na surfowaniu na fali zamiast poddawaniu się jej, żeby cię zmiotła.

Moja reakcja w cytacie ze screena, który zamieściłeś jest spowodowana Twoim adwokatowaniem "tych co mają silniejszy instynkt przetrwania", którym wydaje się, że mogą sobie żyć kosztem ludzi życzliwych i gościnnych. Nie piszę takich rzeczy bez podstaw i bez konkretnego celu. Chciałem ci uświadomić, że mylisz gościnnych ludzi, z tymi co mają "słabszy instynkt przetrwania". Jakbyście nie pisali z różnych kont, to by wam się wszystko przestało plątać.

Raz jeszcze powtarzam, chcesz czegoś ode mnie, pisz do mnie bezpośrednio, bo nie o mnie jest ten wątek.
28-04-2024 16:58 
 Ocena 1 na 1
panTeista (6808 punktów)
>Też jestem buddystą (ZEN).
>>>Gdybym nie modlił się o mądrość, nie byłbym teraz mądrzejszy niż Ty
>>Do kogo [Boga?], czego [posągu, obrazu?] się modliłeś?
>Do Boga Stwórcy. Tego, który JEST.
> O Panie, nasz Panie,
>jak przedziwne Twe imię po wszystkiej ziemi!


W buddyzmie zen nie ma Boga Stwórcy [Pana] - jest [od zawsze] eter i ruch z którego wszystko powstało.
Buddyści zen nie modlą się lecz medytują. Celem w buddyzmie zen nie jest doświadczenie Boga, lecz osiągnięcie "satori" czyli oświecenia/ wyzwolenia duchowego.
endymion (638 punktów)
>W buddyzmie zen nie ma Boga Stwórcy [Pana] - jest [od zawsze] eter i ruch z którego wszystko powstało.

Jak jest Mara, tak jest i jego przeciwieństwo. Nie ma chaosu, gdzie wszystko jest zmielone w jednolitą papkę. Nie ma struny jednocześnie luźnej i przeciągniętej. Jest tylko któryś ze stanów. Jest różnica między dobrem i złem. Bo taka jest natura rzeczy.

>Buddyści zen nie modlą się lecz medytują.

Na czym polega różnica? Czyżby tkwiła tylko w nazwie?

>Celem w buddyzmie zen nie jest doświadczenie Boga, lecz osiągnięcie "satori" czyli oświecenia/ wyzwolenia duchowego.

Dla mnie to jest jedno i to samo. Możesz w takim razie uznać, że jestem niepraktykującym i nieznającym teologii swojej "wiary" buddystą. Możesz nawet mnie wyzwać od schizmatyków, jeżeli chcesz mi jakąś łatkę przykleić. W zasadzie to mówię, że jestem buddystą tylko dlatego, że jest to najbliższe temu co wyznaję - rozwój świadomości.
Jakbym Ci powiedział, że jestem Buddą (a raczej równy Buddzie), to byś powiedział, że mam rację czy że jestem bluźniercą?
Bo jak to pierwsze, to bym uwierzył, że jesteś buddystą. Skoro tak, to czemu nie miałbym ustanawiać swoich własnych zasad buddyzmu? Powiem Ci zatem koan:
W czym gorszy śpiew analfabety od uczonego w piśmie?

Dla mnie starczy tych dygresji, bo nie o mnie jest ten wątek. Jak chcesz ze mną popisać na temat mnie to zapraszam do wiadomości prywatnych (są tutaj takie?).
29-04-2024 18:12 
 Ocena 1 na 1
panTeista (6808 punktów)
>>Buddyści zen nie modlą się lecz medytują.
>Na czym polega różnica? Czyżby tkwiła tylko w nazwie?

Modlitwa to klepanie zdrowasiek, medytacja to skupienie i uważność.

>Jakbym Ci powiedział, że jestem Buddą (a raczej równy Buddzie), to byś powiedział, że mam rację czy że jestem bluźniercą?

Nie masz takiej sławy jak Budda, ma ją Dalajlama.

>Jak chcesz ze mną popisać na temat mnie to zapraszam do wiadomości prywatnych (są tutaj takie?).

Wiadomości prywatne są: trzeba kliknąć nick partnera- pojawią się informacje o czytelniku, ponownie kliknąć nick- pojawi się formularz Wiadomość do użytkownika.
Wolę pisać na forum- jeżeli może czytać więcej niż jedna osoba, to mobilizuje do większej uważności przy pisaniu.
endymion (638 punktów)
>>>Buddyści zen nie modlą się lecz medytują.
>>Na czym polega różnica? Czyżby tkwiła tylko w nazwie?
>Modlitwa to klepanie zdrowasiek, medytacja to skupienie i uważność.

Nie, modlitwa też wymaga skupienia. Nie mylić modlitwy z klepaniem zdrowiasiek.

>>Jakbym Ci powiedział, że jestem Buddą (a raczej równy Buddzie), to byś powiedział, że mam rację czy że jestem bluźniercą?
>Nie masz takiej sławy jak Budda, ma ją Dalajlama.

W takim razie nie jesteś buddystą. Sława nie ma nic do rzeczy. Chyba, że sława jest warunkiem oświecenia w twojej schizmie buddyzmu. Mogę zaakceptować to, że masz swoją schizmę, ale zupełnie ją odrzucam.

Temat został wyczerpany. Ponieważ podchodzisz do buddyzmu z sztywniactwem typowym dla wyznawców religii abrachamowych i próbujesz mnie pochwycić na wychodzeniu poza sztywniackie ramy nawet nie sprecyzowanego konkretnie odłamu buddyzmu, bo są ich trzy... ja najbardziej utożsamiam się z buddyzmem ZEN, ale jak chcesz mi coś zarzucać to od razu uprzedziłem, że mam swoją interpretację, w którą wplatam biocentryzm. Dlatego dziękuję, bez odbioru.

Jeżeli chcesz pisać na mój temat, to załóż osobny wątek, bo ten tylko się zaśmieca. Ja już nie będę tu pisał na swój temat.
endymion (638 punktów)
Przedstawiam Państwu Tommy'ego Emmanuel'a, najlepszego gitarzystę akustycznego na świecie.
Tommy nie potrafi ani jednej nuty zapisać na pięciolinii. W wieku 4 lat po prostu złapał za gitarę i grał (tak na czuja). Nikt go niczego nie uczył (za to on uczył już nie jednego).

www.youtube.com/watch?v=Wo8U20LicdU

Jak ktoś kiedyś próbował zagrać flażolet na instrumencie strunowym, zrozumie co tu się ODPIERDALA.

pl.wikipedia.org/wiki/Tommy_Emmanuel

mówiąc o odczuwaniu harmonii...
endymion (638 punktów)
chce kto lekcję flażoletów? proszę bardzo, za darmo jest, zagraj to sam:
www.youtube.com/watch?v=MmbtJwUFJs8

endymion (638 punktów)
Przyznam się jeszcze do jednej fobii, tylko proszę mnie nie tropić.

Mam fobię przed szerszeniami. Wyobrażasz sobie, że teraz na wiosnę wciskają mi się do chałupy dzicy lokatorzy i chcą swoje gniazdo zakładać? Włażą przez wylot kominka gazowego, który obecnie jest nieużywany, bo ciepło na dworze. Najpierw przyleciał jeden na zwiad - patrzę na okno a tam coś wielkości palca - czy to jakiś taki wielki żuczek - myślę sobie? NIE! Skurwiel jaki wielki, od razu adrenalinka skoczyła, bo śmiercionośny jak skorpion czy wąż, tylko lata i jest dużo szybszy. No więc łapię za laczka i myślę - albo ja albo on! Szybko przyjebałem pewną ręką. Ale to twarde dziadostwo, więc trzeba było zgnieść porządnie. Truchło wyrzuciłem do śmieci biodegradowalnych, na kompost. Po południu jednak, kiedy robiłem obiad i wyrzucałem obierki od ziemniaków, zauważyłem że truchło znikło! Patrzę a to łazi jebane jeszcze. Ledwo ale jednak. Więc mu łeb uciąłem, żeby mieć pewność. Do samego wieczoru do łba mu nie dotarło, że nie ma łba i machało cholerstwo czułkami w konwulsjach. Aż do północy! Za kilka dni powtórka z rozrywki, tym razem działałem bez zastanowienia, pomyślałem no którędyś się pchają (wtedy jeszcze nie wykminiłem dokładnie skąd). Wykalkulowałem, że to moja chata... a jak szybko czegoś z tym nie zrobię, to zleci się więcej i stanie się ich. Ale dzisiaj, jak usłyszałem skurwiela w kominku to moje obawy się potwierdziły. Jako że chłopak oczytany jestem, wiem że to gówno ginie w temperaturze 40 stopni C. Także odkręciłem piecyk na fula i usmażyłem frajera, zatkałem wylot w kominku i pasta lavista bejbe!
panTeista (6808 punktów)
>Mam fobię przed szerszeniami. Wyobrażasz sobie, że teraz na wiosnę wciskają mi się do chałupy dzicy lokatorzy i chcą swoje gniazdo zakładać?

Nie dostrzegam związku Twojej opowieści z moją wypowiedzią i z tytułem wątku.
farmer (22440 punktów)
>Ja jednak mam takie oto zdawałoby się proste pytanie do racjonalistów na tym forum: w jaki sposób
>zwykły kamień istnieje?
>To proste, odpowie racjonalista. Kamień istnieje, bo... istnieje tutaj i teraz. Mogę go dotknąć i
>potwierdzić jego istnienie.

Przywiozłem sobie ostatnio kamień z Finlandii. Ot zwykły kamień.

>Kiedy jednak czytam opinie większości racjonalistów (tak się przynajmniej lubią nazywać) na tym forum, to wyrażają oni absolutną pewność co do nieistnienia Boga,

A którego ?

Nie przypominam sobie by większość coś takiwgo wyrażała.

Zazwyczaj Ktos przychodzi pisze coś o Bogu bogu bogach ( to raczej rzadko) którzy który u nich z definicji odrzuca innych bogów Boga.

Problem istnije po stronie wierzących. Ich pytaj.


Okrągly o Polakach......Polak, prawdziwy, dobry, pies usazyda , brawo pies, dobry pies
In The Mind (66 punktów)
>Przywiozłem sobie ostatnio kamień z Finlandii. Ot zwykły kamień.

Ot, zwykły komentarz.

>A którego ?

Tego, który jest.

>Problem istnije po stronie wierzących. Ich pytaj.

Ciebie pytam, bo Ty jesteś (jak słychać) niewierzący. Niewiara, szczególnie taka kategoryczna, to własność niewierzących i to niewierzący powinni wiedzieć w jakiego, którego i dlaczego Boga, boga, bogów nie wierzą. Trzeba mieć po prostu jakieś pojęcie odrzuconego podmiotu, aby móc go odrzucić. I oczywiście umieć przedstawić powodu tego odrzucenia. Ktoś kto twierdzi inaczej, najzwyczajniej oszukuje swojego rozmówcę, nie traktuje go poważnie, albo oszukuje samego siebie i sam siebie nie traktuje poważnie (wybór należy do Ciebie).
panTeista (6808 punktów)
>to niewierzący powinni wiedzieć w jakiego, którego i dlaczego Boga, boga, bogów nie wierzą.

Nie wierzę w Boga przedstawianego przez tzw. Pismo Święte.
27-04-2024 13:05 
 Ocena 3 na 3
Andrzej.51 (15814 punktów)
>Niewiara, szczególnie taka kategoryczna, to własność niewierzących i to niewierzący powinni wiedzieć w jakiego, którego i dlaczego Boga, boga, bogów nie wierzą.

Niewątpliwie, niewierzący, czyli ateiści, wierzą, że nie ma i nie było żadnego boga ani też bogów, wszystkich bez wyjątku, którzy jak dotąd byli wyznawani przez ludzkość począwszy od czasów prehistorycznych. Bogów tych było tysiące. Wystarczy zajrzeć np. do aneksu Słownika religii autorstwa Mircea Eliade i Ioana P. Couliano, by się o tym przekonać. A przecież, czego można się domyślić, autorzy na pewno nie ujęli w nim wszystkich bogów.

Z powyższego jednak wynika, że każdy teista, dajmy na to, że chrześcijański katolik, też jest ateistą. Wierzy wyłącznie w chrześcijańskiego Boga jedynego, a jednak w trzech osobach (?!), w pozostałych natomiast nie wierzy, tych pozostałych odrzucił, choć o zdecydowanej większości z nich nie wiedział nawet, że takowi też byli. Co więcej, jest przekonany, że tych pozostałych w ogóle nie było, był tylko ten jeden jedyny, Bóg chrześcijański. Kto by się kłócił o jednego Boga spośród tysiąca co najmniej, skoro ten wierzący to i tak ateista, tylko o tę jedną tysięczna jakby trochę mniejszy.

Miałem kiedyś w domu ten niewielki słownik Eliade'go, ale gdzieś mi się zapodział. Mam natomiast książkę Aleksandra Gieysztora Mitologia Słowian. Doliczyłem się w niej trzydziestu pięciu bogów (bóstw), począwszy od tych bardziej znanych, jak Jarowit, Trzygłów, Świętowit, Perun, Dadźbóg (Dażbog) i Swarożyc, a kończąc na tych mniej popularnych, jak Dziewanna, Marena, Radogost i Swaróg. Byli tacy nasi, słowiańscy. I komu oni przeszkadzali? Po co pytam, przecież wiem.

>Trzeba mieć po prostu jakieś pojęcie odrzuconego podmiotu, aby móc go odrzucić. I oczywiście umieć przedstawić powodu tego odrzucenia.

A niby dlaczego ateista ma mieć pojęcie o tysiącu odrzuconych bogach i jeszcze umieć to uzasadnić, przedstawić to? Bo teista, czyli np. Ty, tak sobie życzy? A może jeszcze uznałbyś, że źle wyraziłem przyczyny swej niewiary, więc musiałbym ponownie wierzyć, ale w którego z tych - dajmy na to - tysiąca bogów. Ty poważnie traktujesz to, co piszesz?
Na jakiej podstawie, dlaczego, wysuwasz takie roszczenia? Co upoważnia Cię do tego, czyżby wiara? Trudno jest mi czasem zrozumieć, z jakich powodów osoby wierzące - np. Ty - wywyższają się ponad tych, którzy nie wierzą. Na jakiej podstawie osoby wierzące mienią się być lepszymi od ateistów.

A czy Ty masz pojęcie o tych 999 bogach, których odrzuciłeś? Czy potrafisz uzasadnić, dlaczego w nich nie wierzysz? Czy potrafisz uzasadnić, dlaczego zostawiłeś sobie akurat tego jednego jedynego, chrześcijańskiego Boga-Ojca w trzech osobach? Czy potrafisz uzasadnić, z czym ten chrześcijański Bóg jest lepszy od Ahura Mazdy, staroperskiego Pana Wszechwiedzącego. Czy potrafisz uzasadnić, z czym Mithra - najpierw pomocnik Ahura Mazdy a później zrównany z nim i czczony jako najważniejsze bóstwo indoirańskie - czczony również w pierwszych wiekach naszej ery w Rzymie, był gorszy od Jezusa. Albo z czym gorszy był kult Izydy, Ozyrysa i Horusa (trójca, też święta) - też popularny w Rzymie - w którym był również Seth, czyli inny Judasz, ale większy od niego, bo też boski?

>Ktoś kto twierdzi inaczej, najzwyczajniej oszukuje swojego rozmówcę, nie traktuje go poważnie, albo oszukuje samego siebie i sam siebie nie traktuje poważnie (wybór należy do Ciebie).

Jak widzisz, ja twierdzę inaczej, ale to nie jest równoznaczne z tym, że mojego rozmówcę traktuję niepoważnie. Jestem również pewny, że nie oszukuję samego siebie.


Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.
H. Conzelmann, teolog
Andej (374 punktów)
Kamień istnieje na dwa sposoby. Obiektywny i subiektywny.
Obiektywne istnienie to filozofia. Bo wszelkie istnienie, aby było racjonalne musi być przez kogoś stwierdzone. Czyli jest istnieniem subiektywnym. Uważam, że nie ma kryterium czysto obiektywnego pozwalającego na stwierdzenie istnienie kamienia bez udziału świadomości człowieka. Żyjącego człowieka.
Dla mnie kamień istnieje tylko wtedy, gdy go doświadczam. Choć i tu problem, bo mogę doświadczać go zmysłowo, co zostanie uznane przez racjonalistów. I doświadczać mentalnie - nie wiem co na to racjonaliści. W każdym razie, gdy tylko przestanę żyć, przestane doświadczać kamień. Zatem przestanie on istnieć dla mnie. Ale w dalszym ciągu będzie istnieć dla tych, którzy go doświadczają.
Ale można wierzyć w istnienie kamienia. Na przykład zrzuconego do Rowu Mariańskiego. Jego istnienie tam jest niesprawdzane. Jego oddziaływanie jest niemierzalne. Ale nie da się stwierdzić anihilacji. Ani potwierdzić istnienia. Można tylko wierzyć, że istnieje. Lub nie wierzyć.
Ale ani wiara w istnienie, ani wiara w nieistnienie w żaden sposób nie wpływają na jego istnienie.
20-04-2024 11:38 
 Ocena 1 na 1
farmer (22440 punktów)
.
>Ale można wierzyć w istnienie kamienia. Na przykład zrzuconego do Rowu Mariańskiego.

Wierzyć to można w istnienie Kamieńa z Planety Melmac skąd przybył Alf.

To o czym piszesz nie jest tym samym co wiara w Boga czy kamień z Planety Melmac.

Okrągly o Polakach......Polak, prawdziwy, dobry, pies usazyda , brawo pies, dobry pies
24-04-2024 03:16 
 Ocena 1 na 1
In The Mind (66 punktów)
>Kamień istnieje na dwa sposoby. Obiektywny i subiektywny.

Ogólnie mogę się zgodzić. Aby jednak zaistnieć w sposób subiektywny, czyli dla nas, musi najpierw zaistnieć w sposób obiektywny, czyli niezależnie od nas i naszych o nim wyobrażeniach.

>Obiektywne istnienie to filozofia. Bo wszelkie istnienie, aby było racjonalne musi być przez kogoś stwierdzone. Czyli jest istnieniem subiektywnym. Uważam, że nie ma kryterium czysto obiektywnego pozwalającego na stwierdzenie istnienie kamienia bez udziału świadomości człowieka. Żyjącego człowieka.

Sęk w tym, że świadomość człowieka istnieje zaledwie ułamek sekundy a wszechświat... znacznie dłużej. Jak więc istniał i dla kogo zanim pojawił się na nim człowiek ze swoją świadomością?

>Dla mnie kamień istnieje tylko wtedy, gdy go doświadczam. Choć i tu problem, bo mogę doświadczać go zmysłowo, co zostanie uznane przez racjonalistów. I doświadczać mentalnie - nie wiem co na to racjonaliści. W każdym razie, gdy tylko przestanę żyć, przestane doświadczać kamień. Zatem przestanie on istnieć dla mnie. Ale w dalszym ciągu będzie istnieć dla tych, którzy go doświadczają.

To się nazywa solipsyzm. Berkeley (z tego co pamiętam) to ładnie opisał już dwa wieki temu.

>Ale ani wiara w istnienie, ani wiara w nieistnienie w żaden sposób nie wpływają na jego istnienie.

Wiedza o tym, że istnieje również (ani niewiedza).
24-04-2024 09:17 
 Ocena 2 na 2
Andej (374 punktów)
>To się nazywa solipsyzm.
To tylko jedna z prób zrozumienia problemu.
A bez subiektywnego poznania nie mam mowy o obiektywnym. Subiektywne istnienie wydaje się być warunkiem koniecznym do stwierdzenia istnienia obiektywnego.

Bo czy można stwierdzić istnienie tego, co jest nieobserwowalne, niemierzalne, nie wywierające żadnych reakcji otoczenia?
endymion (638 punktów)
>>To się nazywa solipsyzm.
>To tylko jedna z prób zrozumienia problemu.
>A bez subiektywnego poznania nie mam mowy o obiektywnym. Subiektywne istnienie wydaje się być warunkiem koniecznym do stwierdzenia istnienia obiektywnego.
>Bo czy można stwierdzić istnienie tego, co jest nieobserwowalne, niemierzalne, nie wywierające żadnych reakcji otoczenia?

Dokładnie. Co za różnica, czy wszechświat jest czy nie ma, skoro nie ma nawet komu tego doświadczyć, stwierdzić to i o tym w ogóle rozmawiać? Dlatego uważam, że świadomość jest fundamentem istnienia, a wszechświat to wytwór świadomości a nie odwrotnie.
panTeista (6808 punktów)
>Czy zatem owa pewność racjonalistów na tym forum odnośnie nie istnienia Boga (tych przynajmniej,
>którzy taką pewność deklarują) nie jest zwyczajnie nie uzasadniona intelektualnie i tym samym na
>wyrost, a ona sama przyjmowana zwyczajnie... na wiarę? Wierzący w Boga co prawda również często
>mówią o swojej pewności co do istnienia Boga...

Nie deklaruję pewności odnośnie nie istnienia Boga jakiegokolwiek [np. panteistycznego]. Natomiast zaprzeczam istnieniu Boga takiego jakim opisuje go Biblia. Wierzący przyjmują mity biblijne za opis istniejącego Boga.
Różnica między wierzącymi a mną polega na uznawaniu Biblii za Pismo Święte lub za zbiór mitów i legend.
Wolnośćmyśli (1516 punktów)
>Różnica między wierzącymi a mną polega na uznawaniu Biblii za Pismo Święte lub za zbiór mitów i legend.
Strasznie nie jasna taka różnica. Czy mam(y) rozumieć to tak ?:Różnica między wierzącymi a mną polega na tym, że oni uznają Biblię za Pismo Święte a ja za zbiór mitów i legend.
W zasadzie Biblia nigdzie konkretnie "Boga" nie opisuje bo nie może, gdyż jak tam napisano: nikt nie może ujrzeć jego oblicza i pozostać przy życiu.
Jednakże tak jak każda wysoce zaawansowana technologia niczym nie różni się od magii, tak wysoce zaawansowana ewolucyjnie istota może w oczach przymitywów uchodzić za "Boga".
I zapewne tak też tam było.
Co do panteizmu to na dalekim wschodzie, mistrzowie duchowi głoszą że wszechświatem "rządzi" kosmiczne prawo, zasada, MOC, która to siła może tworzyć, niszczyć lub pozostawać bezczynną zupełnie tak jak elektryczność, która jest a nie wzbudzona "nie istnieje".
Ponoć jest to coś co choć wywołuje samoorganizację materii to samo w sobie świadomości nie posiada, pozostając do dyspozycji istot rozumnych i świadomych- jak człowiek, który jednak (jako gatunek) nie zdając sobie sprawy z jej (MOCY) istnienia nie wie, że może z niej korzystać i jak to robić. Sądzę że rolą Jezusa było właśnie przekazanie ludziom tej wiedzy. A ci którzy go zamordowali zapewne dołożyli wszelkich starań by ta wiedza nigdy nie została rozpowszechniona.
20-04-2024 18:09 
 Ocena 3 na 3
TyDraniu (6569 punktów)
>W zasadzie Biblia nigdzie konkretnie "Boga" nie opisuje bo nie może, gdyż jak tam napisano: nikt nie może ujrzeć jego oblicza i pozostać przy życiu.

...Ilekroć Mojżesz wchodził przed oblicze Pana na rozmowę z Nim....
Wolnośćmyśli (1516 punktów)
Nikt nie powiedział, że to była rozmowa "twarzą w twarz".. może gadali przez telefon ?
20-04-2024 18:25 
 Ocena 5 na 5
TyDraniu (6569 punktów)
>Nikt nie powiedział, że to była rozmowa "twarzą w twarz".. może gadali przez telefon ?
>

Przez krzak gadali.
20-04-2024 18:41 
 Ocena 2 na 2
panTeista (6808 punktów)
>>Różnica między wierzącymi a mną polega na uznawaniu Biblii za Pismo Święte lub za zbiór mitów i legend.
>Strasznie nie jasna taka różnica. Czy mam(y) rozumieć to tak ?:Różnica między wierzącymi a mną polega na tym, że oni uznają Biblię za Pismo Święte a ja za zbiór mitów i legend.

Bardzo dobrze zrozumiałeś, napisałem w skrócie.

> W zasadzie Biblia nigdzie konkretnie "Boga" nie opisuje bo nie może, gdyż jak tam napisano:
nikt nie może ujrzeć jego oblicza i pozostać przy życiu.

Jednak napisano w Księdze Wyjścia 33.11
11 A Pan rozmawiał z Mojżeszem twarzą w twarz, jak się rozmawia z przyjacielem.

Na ile się orientuję to w Kościele Rzymsko- Katolickim uważają Jezusa za Boga.
Jana 10.30
30 Ja i Ojciec jedno jesteśmy».
Thoter (6650 punktów)

>Na ile się orientuję to w Kościele Rzymsko- Katolickim uważają Jezusa za Boga.
>
To było dawno.
Dzisiaj wierzącym Boga zastąpiono "wolą ludu" a Biblię ideologią "ekologiczną".
21-04-2024 08:42 
 Ocena-1 na 1
Wolnośćmyśli (1516 punktów)
>Bardzo dobrze zrozumiałeś, napisałem w skrócie.
Ten "skrót" prezentował pogląd tylko jednej strony wskazując na jej niezdecydowanie.
> 11 A Pan rozmawiał z Mojżeszem twarzą w twarz, jak się rozmawia z przyjacielem.
Zakładając wersję o obcym przybyszu uznawanym za "Boga" (i zbiorze legend)- wszystko się zgadza.
> 30 Ja i Ojciec jedno jesteśmy».
Gdy zamienić to na: Ja i MOC jedno jesteśmy wychodzi na moje. Bo gdy uznać prawdziwość wersji "Ojciec", to od razu wywołuje rozdzielność między człowiekiem a jakimś "Ojcem" nie wiadomo gdzie.. który jest poza percepcją człowieka.
-Mówiąc zaś "Moc i ja"- nie tworzymy takiego rozdzielenia, bo "MOC" jest czymś nie sprecyzowanym, nie skonkretyzowanym, nie umiejscowionym nigdzie, nie spesonalizowanym.
Gdy zaś uznać wersję "Ja i Ojciec.." to wtedy każdy rozumie że ojciec jest czyjś a więc nie nasz.. czyli boskość staje się poza zasięgiem ludzkim.
-Mówiąc/myśląc/pisząc "Bóg"- również tworzymy personifikację takiej istoty, a więc i jej odseparowanie od człowieka.
I tak wytworzono MIT o "boskości Jezusa i jego Ojcu", który dla nas jest "Bogiem".
Natomiast Jezus sam przecież mówił: te i inne rzeczy czynić będziecie oraz czyż nie wiecie że bogami jesteście ?
Jednoznacznie wskazując, że to co on robił może każdy z nas, wielokrotnie to podkreślając, także w kwestii "wiary" która jest siłą wyzwalającą ów potencjał.
-Gdybyście z wiarą nakazali górze "unieś się i rzuć w morze"..zrobiłaby to.
-O cokolwiek z wiarą poprosicie a nie zwiątpicie- będzie wasze.
Kiedy Piotr (uczeń Jezusa) szedł ku niemu po wzburzonych wodach jeziora, gdy tylko uległ strachowi a więc zwątpił (stracił wiarę w sukces) natychmiast zaczął tonąć. Czemu ?
-Zawsze podkreślał on że wiara jest tu najwazniejsza i nie chodziło mu o "wiarę w bóstwo" lecz o zaufanie do siebie że podołamy zadaniu/wyzwaniu/uzdrowieniu itd.
-Twoja wiara cię uzdrowiła.. nigdy nie powiedział; to ja cię uzdrowiłem albo Bóg.
Ale jak ową potęgę swojej wiary wytworzyć i utrzymać.. tego już w Biblii nie ma.
W takim razie czego nauczał Jezus swych uczniów, jeśli nie jakiejś konkretnej metody kontroli nad MOCĄ ?
21-04-2024 12:39 
 Ocena 1 na 1
endymion (638 punktów)

>Ale jak ową potęgę swojej wiary wytworzyć i utrzymać.. tego już w Biblii nie ma.

Mar 12:24
Mat 22:29

Mat 28:18

>W takim razie czego nauczał Jezus swych uczniów, jeśli nie jakiejś konkretnej metody kontroli nad MOCĄ ?

W biblii nie ma ani jednego słowa na temat kontroli. Moc to jest coś, co Jezus otrzymał od Boga i mógł przekazać dalej. Poza tym, to nie ma nic wspólnego z kontrolą. Kontrolować chcą tylko demony.
22-04-2024 15:40 
 Ocena 3 na 3
Andrzej.51 (15814 punktów)
>W zasadzie Biblia nigdzie konkretnie "Boga" nie opisuje bo nie może, gdyż jak tam napisano: nikt nie może ujrzeć jego oblicza i pozostać przy życiu.

Niedokładnie przytoczyłeś odnośny werset z Księgi Wyjścia. Tych słów nie wypowiedział ani autor księgi ani "ktoś", lecz sam Bóg do Mojżesza:
Nie możesz oglądać oblicza mojego, gdyż nie może mnie człowiek oglądać i pozostać przy życiu [...] ujrzysz mnie z tyłu, oblicza mojego oglądać nie można (Wj 33, 20.23).
W kilku wersetach Bóg nie dotrzymał jednak groźby. Jeśli masz Biblię, możesz to sprawdzić. Podaję sigla: Wj 24, 9-11; Wj 33, 11; Ps 11, 7; Hi 42, 5; Iz 6, 1-2 oraz Am 9, 1.

Nie pamiętam, czy to wszystkie wersety, czy tylko część.
Jest też jeden werset, w którym nie ma wprawdzie dokładnego opisu wyglądu Boga, ale jego włosy zostały w nim opisane. Oto ten werset:
A gdy patrzałem, postawiono trony i usiadł Sędziwy [Wiekuisty, Przedwieczny]. Jego szata była biała jak śnieg, a włosy na głowie czyste jak wełna [jakby z czystej wełny]. Jego tron jak płomienie ogniste, a jego koła jak ogień płonący (Dn 7, 9).

Na koniec trzy cytaty z Ewangelii Jana z rzekomymi słowami Jezusa:
Kto mnie widział, widział Ojca [...] jestem w ojcu a ojciec we mnie (J 14, 9.10);
Ja i Ojciec jedno jesteśmy (J 10,30);
[color=brown]Ojciec większy jest niż Ja (J 14, 28).
Wniosek z tego taki, że widział Jezusa, a wiele osób go widziało, ten widział Boga.
Interesujące są szczególnie dwa ostatnie z powyższych wersetów, lecz w nieco innym kontekście. Widoczna w nich jaskrawa sprzeczność przez setki lat doprowadziła niejednego teologa do ustawicznych bólów głowy i przedwczesnej siwizny.

>Co do panteizmu to na dalekim wschodzie, mistrzowie duchowi głoszą że wszechświatem "rządzi" kosmiczne prawo, zasada, MOC, która to siła może tworzyć, niszczyć lub pozostawać bezczynną zupełnie tak jak elektryczność, która jest a nie wzbudzona "nie istnieje". Ponoć jest to coś co choć wywołuje samoorganizację materii to samo w sobie świadomości nie posiada, pozostając do dyspozycji istot rozumnych i świadomych- jak człowiek, który jednak (jako gatunek) nie zdając sobie sprawy z jej (MOCY) istnienia nie wie, że może z niej korzystać i jak to robić. Sądzę że rolą Jezusa było właśnie przekazanie ludziom tej wiedzy. A ci którzy go zamordowali zapewne dołożyli wszelkich starań by ta wiedza nigdy nie została rozpowszechniona.

Pojechałeś po bandzie. Napisałeś o jakiejś tajemnej wiedzy (mocy), dającej wielkie korzyści, z czego ludzie w czasach Jezusa nie zdawali sobie sprawy. Wynika z tego również, że w naszych czasach nadal nic na ten temat ludzkość nie wie, pomimo olbrzymiego - w porównaniu z czasami Jezusa - postępu nauki. Właśnie wtedy, około dwa tysiące lat temu, jacyś obcy przybysze postanowili wiedzę tę sprzedać nie wykształconym klasom wyższym, lecz Jezusowi, prostemu cieśli z niewielkiej galilejskiej wsi, śródziemnomorskiemu żydowskiemu chłopu/wieśniakowi (ang. a Mediterranean Jewish Peasant), jak określa go John D. Crossan, nieposiadającemu być może żadnego wykształcenia, by tenże Jezus właściwie tę wiedzę/moc wykorzystał. Naprawdę uważasz, że to jest prawdopodobne?


Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.
H. Conzelmann, teolog
Wolnośćmyśli (1516 punktów)
>Naprawdę uważasz, że to jest prawdopodobne?
Kto to może wiedzieć..?..wszystko na to wskazuje.
Skąd mogę wiedzieć coś czego sam nie jestem świadom ? Zaprezentowałem jedynie pogląd z książki:"Życie i nauka mistrzów dalekiego wschodu".
-Zachód faktycznie nic nie wie.. ale wschód a w szczególności zaawansowani jogini coś tam jednak wiedzą.
Widziałem różne rzeczy, których nie jestem w stanie wytłumaczyć na gruncie nauki.
Czytałem biblię z ciekawości patrząc na wszystko okiem racjonalisty i dla mnie nie ma tam opisów "Boskiej bytności" lecz właśnie obcych obecności.
-Są opisy (alegoryczne) w księdze Rodzaju; wykorzystywania pierwszych ludzi do prac w kopalniach złota i zgadza się to z sumeryjskimi legendami.
Dziś nikt nie jest w stanie jednoznacznie stwierdzić ile w Biblii jest "religii" a ile rzeczywistych obserwacji, co naprawdę ktoś powiedział a co zostało właśnie na użytek religijny przeinaczone.
>Jego tron jak płomienie ogniste, a jego koła jak ogień płonący.
-Czego to jest opis ? Boskiej istoty czy kaliki na wózku inwalidzkim ? A może to opis statku kosmicznego ?
Czym są cudowne ozdrowienia ? Boską interwencją na uniżone modły-przez powtarzanie wyśwechtanych formułek ("góro kości słoniowej módl się za nami") czy może jednak przypadkowym zadziałaniem ukrytych funkcji mózgu człowieka w jakiś szczególny sposób poruszonego, bo twierdzę to drugie.
"Cud nie narusza praw natury, lecz naszą wiedzę o tych prawach".-Św.Augustyn
>Kto mnie widział, widział ojca, jestem w ojcu a ojciec we mnie.
Kto mnie widział, widział moc, jestem w mocy a moc we mnie.
Która wersja do Ciebie przemawia jako zrozumiały tekst ? Bo do mnie druga, która brzmi sensownie, logicznie, jasno i czytelnie wskazując o co chodzi.
-MOC to inaczej "Bóg"- bezosobowa siła twórcza dająca się dowolnie kierować wolą tego kto jest z nią w harmonii. Być z nią zharmonizowanym to inaczej połączonym z MOCĄ- "ja i ojciec/moc jedno jesteśmy".
Upieranie się przy teologicznym tlumaczeniu nie prowadzi do żadnych wniosków, nie daje żadnych nadziei na jakiś postęp. Natomiast wersja druga tworzy pole możliwości, potencjał który wystarczy znaleźć, zgłębić i zastosować.
W Biblii jest mnóstwo ciekawych sformułowań (dziś już ich nie pamietam) ale przytoczę dwa;
1. Okolica pełna koni i ognistych rydwanów wojennych.
-co to są ogniste rydwany ?
2. Są też inne owce, które nie są z tej owczarni, je również muszę przyprowadzić.
-czemu wciąż ludzi porównuje się tam do owiec i baranów ?
Wreszcie sama męczeńska śmierć Jezusa. Przecież to wierutna bzdura.-Ojciec wydaje własnego syna barbarzyńcom na zabicie by w ten sposób on "odkupił" u niego grzechy owych barbarzyńców.
No taką historyjkę to tylko chore żydowskie łby "faryzejuszy" mogły wymyślić.
-Dlaczego wogóle powstała "herezja" i czym była/jest ?
Ja jestem heretykiem bo jako ateista twierdzę, że teologia to bzdury wymyślone na potrzeby ciemięrzenia ciemnego luda.
Religia tak rozumiana jest równie szkodliwa jak komunizm czy inna szkodliwa ideologia, której jedynym celem jest narzucenie "jedynie słusznego wizerunku świata" i niszczenie wszystkiego (palenie ksiąg w starożytności) co mogło by ową hipokryzję obnażyć.
Nie neguję wartości Biblii samej w sobie, cenię wysoko moralne nauki zawarte w NT, ale na całość trzeba patrzeć inaczej niż dotąd.
Czyli na zafałszowaną historię czegoś co miało mieć kolosalny wpływ na losy ludzkości.
23-04-2024 10:51 
 Ocena 4 na 4
Andrzej.51 (15814 punktów)
>>Naprawdę uważasz, że to jest prawdopodobne?
>Czytałem biblię z ciekawości patrząc na wszystko okiem racjonalisty i dla mnie nie ma tam opisów "Boskiej bytności" lecz właśnie obcych obecności.
>-Są opisy (alegoryczne) w księdze Rodzaju; wykorzystywania pierwszych ludzi do prac w kopalniach złota i zgadza się to z sumeryjskimi legendami.
>>Jego tron jak płomienie ogniste, a jego koła jak ogień płonący (Dn 7, 9).
>-Czego to jest opis ? Boskiej istoty czy kaliki na wózku inwalidzkim ? A może to opis statku kosmicznego ?
>Czym są cudowne ozdrowienia ? Boską interwencją na uniżone modły-przez powtarzanie wyśwechtanych formułek ("góro kości słoniowej módl się za nami") czy może jednak przypadkowym zadziałaniem ukrytych funkcji mózgu człowieka w jakiś szczególny sposób poruszonego, bo twierdzę to drugie.
>"Cud nie narusza praw natury, lecz naszą wiedzę o tych prawach".-Św.Augustyn

Dorzucę co nieco do Twojego ogródka.

Henoch, pradziadek Noego - tego od potopu - żył ponoć 365 lat. Mimo tego wieku nie umarł tak, jak umierają inni ludzie, lecz chodził z Bogiem, a potem go nie było, gdyż zabrał go Bóg (Rdz 5, 24). Jak bogowie gdzieś zabierają, to z reguły do nieba. Czym Bóg zabrał Henocha do nieba - nie wiadomo.
Dalsze losy Henocha w niebie opisuje pseudoepigraficzna Księga Henocha, którą do kanonu ST przyłączył jedynie jeden z kościołów prawosławnych.

Już w następnym rozdziale Księgi Rodzaju jest mowa o tajemniczych synach bożych oraz olbrzymach (gigantach) zwanych inaczej "upadłymi". Tych ostatnich określa się również hebrajskim słowem nefilim, נפלים, oznaczającym w języku polskim "upadli". Pod taką nazwą są opisani w Księdze Rodzaju. Cytuję:
A w owych czasach, również i potem, gdy synowie boży obcowali z córkami ludzkimi, byli na ziemi olbrzymi [nefilim], których im one rodziły. To są mocarze, którzy z dawien dawna byli sławni (Rdz 6, 4).
Upadli/olbrzymi pojawiają się jeszcze w Księdze Liczb (Ks. IV Mojżeszowa):
Widzieliśmy też tam [w Kanaanie] olbrzymów, synów Anaka, z rodu olbrzymów, i wydawaliśmy się sobie w porównaniu z nimi jak szarańcza, i takimi też byliśmy w ich oczach (Lb 13, 33).
Kim byli owi synowie boży oraz nefilim, ich potomkowie, nie wiadomo. Miłośnicy UFO oczywiście wiedzą. O ile dobrze pamiętam, na owych nefilim natknął się w niebie Henoch.

Zwolennicy UFO twierdzą, że Sodoma i Gomora zniszczona została przy pomocy bomby atomowej (Rdz 19). Nie mogli jej posiadać Palestyńczycy kilka tysiącleci przed naszą erą, więc palce musieli w tym maczać jacyś kosmici. Tak przynajmniej twierdzą zwolennicy UFO.

Kolejnego przykładu dostarcza Księga Wyjścia. W trzecim rozdziale tej Księgi Bóg, a dokładnie anioł Pański, ukazał się Mojżeszowi na Horebie (? - góra nieznana, bezpodstawnie identyfikowana przez niektórych z górą Synaj), górze Bożej. Nie było to zwyczajne ukazanie się, gdyż anioł Pański znajdował się w płomieniu ognia w środku jakiegoś krzewu.

W tejże Księdze Wyjścia mamy jeszcze kolejną opowieść, którą zainteresowani są zwolennicy UFO. W trzynastym rozdziale opisującym wędrówkę Izraelitów z Egiptu do Kanaanu pod przewodnictwem Mojżesza i... Boga natrafiamy na taki fragment:
A Pan szedł przed nimi w dzień w słupie obłoku, by ich prowadzić w drodze, a w nocy w słupie ognia, aby im świecić, żeby mogli iść dniem i nocą (Wj 13, 21).
Nie muszę chyba dodawać, że ufolodzy kolejny raz triumfują.

W drugiej Księdze Królewskiej opisane jest wniebowzięcie proroka Eliasza, które obserwował Elizeusz, jego uczeń:
A gdy oni szli dalej wciąż rozmawiając, oto rydwan ognisty i konie ogniste oddzieliły ich od siebie i Eliasz wśród burzy wstąpił do nieba. (12) Elizeusz zaś, widząc to, zawołał: Ojcze mój, ojcze mój, rydwanie Izraela i jego konnico! I już go nie zobaczył (2 Krl 2, 11.12).
Oczywiście odpowiedzialnym za cale zdarzenie był nie kto inny, jak Pan, czyli Bóg.
Podobieństwo tej sceny do opisu wniebowzięcia Jezusa opisanego w Dziejach Apostolskich 1, 9.10 jest wymowne.
Ufolodzy nadal triumfują.

Czy to już wszystkie przykłady z Biblii, przy których serca ufologów zaczynają szybciej bić? Nie, jeszcze co nieco jest, ale tyle zabawy (?) wystarczy.

Pytasz co ja na to? Więc odpowiem: ja nic na to, uśmiecham się.


Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.
H. Conzelmann, teolog
Wolnośćmyśli (1516 punktów)
Tak pamiętam te cytaty. Henoch opisał w miarę dokładnie pojazd, którym przybył "Bóg" i nawet ktoś pokusił się o rekonstrukcję tegoż rysując go. Mówił też o jakichś okręgach i kołach wirujących - to akurat kojarzy się b.dobrze ze współczesnymi opisami systemów napędowych niektórych UFO.
Z tym że w kontekście biblii należy mówić o zwolennikach pozaziemskich odwiedzin/interwencji a nie UFO- bo to dotyczy wyłącznie obserwowania czegoś latającego co nie wiemy czym jest.
O tym ze takie odwiedziny w starożytności były częste świadczą m.in. petroglify, rzeźby, mity, opowiadania i legendy- których to nie brakuje. A nawet kościelne obrazy: "UFO na obrazach".
-Tak się składa że istnieją starożytne opisy wojen atomowych w pismach Indyjskich.-Mahabharata"
Mohendżo Daro -starożytne miast zostało właśnie "atomem" zniszczone.. o czym świadczą wykopane szkielety, ułożenie w przestrzeni i ich wysoka radioaktywność.
Zamienienie w "słup soli" żony Lota można uznać za spopielenie w wyniku napromieniowania falą gorąca od atomowego rozbłysku.
-Należy wszak zawsze pamietać, że ci ludzie nie mieli pojęcia co widzą a każdą katastrofę której źródła nie rozumieli/nie znali uznawali za "karę z nieba/boską".
Co to był "słup obłoku" i "słup ognia" - na mój rozum to hologram czyli zaawansowana technologia.
Podobnie "krzew goręjący" którego ogień nie trawił. A jak wiadomo każda wysoko zaawansowana technologia w niczym nie różni się od magii.
-Religie właśnie tak powstawały, ktoś zobaczył coś (na pozór) dla nich niewytłumaczalnego i uznawano to za "boski znak/interencję" a potem pojawiał się kult.
Albo opis "pieca" do którego wchodzili posłańcy czy ktoś.. i nie płonęli a "znikali"- toż to gwiedzne wrota.
-Gdy "Bóg zstępował z nieba" słychać było głośne grzmoty, widać było dym a góra drżała.. co to przypomina ? Lądowanie pojazdu kosmicznego z jakimś pomocniczym napędem rakietowym.
Sumerowie rzeźbili wizerunki owych "gigantów";


Nie wiadomo ile w Biblii jest zapożyczeń z wcześniejszych cywilizacji i jak dawne czasy one obejmują. Kiedy był potop jaki obszar objął i co było przed nim ?
Mamy tu tylko zlepek przeróżnych tekstów, które ktoś obramował w religijną otoczkę.
-Na koniec warto wspomnieć, że katolicki kult (wogóle chrześcijaństwo) jest też zapożyczeniem z kultu Izydy, oraz mitry -i tak teraz nazywa się czapka biskupia.

Jak widzisz żydzi wychodząc z Egiptu wzięli ze sobą także ich wierzenia.
In The Mind (66 punktów)
>Nie deklaruję pewności odnośnie nie istnienia Boga jakiegokolwiek [np. panteistycznego]. Natomiast zaprzeczam istnieniu Boga takiego jakim opisuje go Biblia. Wierzący przyjmują mity biblijne za opis istniejącego Boga.
>Różnica między wierzącymi a mną polega na uznawaniu Biblii za Pismo Święte lub za zbiór mitów i legend.

Dziś już nawet papież nie traktuje zapisów biblijnych wydarzeń jako zbioru li tylko faktów historycznych. W Biblii alegoria, przesada, mit miesza się z faktami. Łatwo tego dowieść np pytając skąd się wzięła żona Kaina? I tylko ktoś, kto tak naprawdę nigdy nie czytał Biblii, będzie twierdził, że Biblia nie odpowiada na to pytanie albo tę kwestię przemilcza. Biblia udziela dokładnej odpowiedzi na to pytanie.
panTeista (6808 punktów)
>Dziś już nawet papież nie traktuje zapisów biblijnych wydarzeń jako zbioru li tylko faktów historycznych.

Przypuszczam że papież nie przyzna publicznie, że zmartwychwstanie nie wydarzyło się.
Świadkowie Jehowy też utrzymują, że zmartwychwstanie faktycznie się wydarzyło.
Wolnośćmyśli (1516 punktów)
Ogólnie mówiąc dla nas istnieje tylko to czego jesteśmy świadomi.
Gdy nie wiesz że popełniasz "grzecha" to go nie masz.. czasem niewiedza jest błogosławieństwem.
-Nie będąc świadomym istnienia obcej rasy - uznajesz że jej nie ma, tak samo jest z Bogiem, który przecież może być tylko przedstawicielem takiej właśnie obcej rasy- no bo dlaczego nie ?- i znudziło mu się już użeranie z tymi głupawymi ludzikami, dlatego udał się w sobie tylko znanym kierunku zostawiając tych "dwunożnych" swojemu losowi.
-Gdyby ów biblijny Bóg nie był tylko istotą interesowną to niczego by od nikogo nie wymagał, bo nie miałby w tym żadnego interesu..logiczne ?
Wniosek z tego taki, że ten Bóg z Biblii był taką właśnie istotą jak z filmu "Gwiezdne Wrota".
Dlatego dalsze rozpatrywanie jej/jego istnienia nie ma żadnego sensu, bo co nam po kimś kto stawia wymagania nie dając nic w zamian ?
-Poza tym gdyby istniał taki prawdziwy Bóg to wszyscy na ziemi od samego początku by o nim wiedzieli i byli zadowoleni z jego obecności a tak nie jest nie było i pewnie nigdy nie będzie, bo tych "Bogów" mieliśmy już tysiące i co ?...nic.
24-04-2024 03:37 
 Ocena 1 na 1
In The Mind (66 punktów)
>Ogólnie mówiąc dla nas istnieje tylko to czego jesteśmy świadomi.

Zgoda, pod warunkiem, że "dla nas".

>Gdy nie wiesz że popełniasz "grzecha" to go nie masz.. czasem niewiedza jest błogosławieństwem.

Jak nie wiesz, że spłodziłeś dziecko, to znaczy, że go nie spłodziłeś?

>-Nie będąc świadomym istnienia obcej rasy - uznajesz że jej nie ma, tak samo jest z Bogiem, który przecież może być tylko przedstawicielem takiej właśnie obcej rasy- no bo dlaczego nie ?

Dlaczego tak?

>-Gdyby ów biblijny Bóg nie był tylko istotą interesowną to niczego by od nikogo nie wymagał, bo nie miałby w tym żadnego interesu..logiczne ?

Ty też raczej wymagasz, że ktoś zrozumie co do niego mówisz i będzie w stanie ci odpowiedzieć, i niekoniecznie masz w tym jakiś interes. Poza tym, że chcesz się z kimś porozumieć.

>Wniosek z tego taki, że ten Bóg z Biblii był taką właśnie istotą jak z filmu "Gwiezdne Wrota".



>Dlatego dalsze rozpatrywanie jej/jego istnienia nie ma żadnego sensu, bo co nam po kimś kto stawia wymagania nie dając nic w zamian ?

A co byś chciał? Sztabkę złota? Szklaną kulę?

>-Poza tym gdyby istniał taki prawdziwy Bóg to wszyscy na ziemi od samego początku by o nim wiedzieli i byli zadowoleni z jego obecności a tak nie jest nie było i pewnie nigdy nie będzie, bo tych "Bogów" mieliśmy już tysiące i co ?...nic.

No i człowiek wie odkąd przynajmniej jest zdolny do takiej wiedzy.
Wolnośćmyśli (1516 punktów)
>Zgoda, pod warunkiem, że "dla nas".
Przecież to zaznaczyłem.
>Jak nie wiesz, że spłodziłeś dziecko, to znaczy, że go nie spłodziłeś?
Mieszasz to co mentalne z tym co materialne, co to za argument ?
>Ty też raczej wymagasz, że ktoś zrozumie co do niego mówisz i będzie w stanie ci odpowiedzieć, i niekoniecznie masz w tym jakiś interes.
Istota doskonała nie ma pragnień, jest wolna od potrzeby zaspokajania czegokolwiek co charakteryzuje człowieka. Być może to jest powód dla którego nie mamy z taką istotą żadnego kontaktu.
>A co byś chciał? Sztabkę złota? Szklaną kulę?
Radość, szczęście i powodzenie a dla Ciebie garść porcelanowych koralików.
Andrzej.51 (15814 punktów)
>Ja jednak mam takie oto zdawałoby się proste pytanie do racjonalistów na tym forum: w jaki sposób zwykły kamień istnieje?
>To proste, odpowie racjonalista. Kamień istnieje, bo... istnieje tutaj i teraz. Mogę go dotknąć i potwierdzić jego istnienie.
>Super. Kamień zatem istnieje... bo istnieje dla nas.
>Co? Nie - zaprotestuje racjonalista - Kamień istnieje sam w sobie, bez względu na to czy ja o tym wiem czy nie.
>Trudno się z tym nie zgodzić. No ale czy można powiedzieć, że kamień istnieje sam dla siebie?
>Oczywiście, że nie! - zaprotestuje ponownie racjonalista - kamień nie ma własnej świadomości.
>Skąd racjonalista to wie? Czy racjonalista był kiedyś kamieniem i może to potwierdzić?
>Co? Zwariowałeś, człowieku?
>Nie, skądże. Skoro jednak kamień nie istnieje sam dla siebie i nie potrzebuje nas, aby istnieć... to w jaki sposób on w zasadzie istnieje? Skoro nie istnieje ani dla nas, ani dla siebie. I co to w związku z tym w ogóle znaczy: istnieje.

Kiepski ten dialog wymyśliłeś. Taki naiwny i infantylny. Chciałeś zaimponować a wyszło kiepsko.
Cel tego nieudanego wstępu jest dla mnie oczywisty.

>Ot, taki rzucę na początek kamień filozoficzny w ogródek racjonalistów.

Uważaj, bo jak ten kamień zbyt ciężki, to sobie mięśnie naderwiesz od tego rzucania.

>No właśnie, w jaki sposób kamień istnieje i co to znaczy w ogóle, że istnieje? Skoro nie istnieje dla siebie i nie musi istnieć dla nas, tj nie musi nikt o jego istnieniu wiedzieć, cokolwiek to znaczy "wiedzieć o czyimś istnieniu", to jak w takim razie istnieje? Jaki jest sens słowa "istnieć"? Bo tu o ten sens chodzi, nie tyle o sam kamień.

Nie wiesz tego? Naprawdę nie wiesz, co to znaczy, że coś istnieje?
Ułatwię Ci znalezienie odpowiedzi. Zapoznaj się z pracami kilku wybitnych filozofów, to znajdziesz u nich odpowiedzi na to dręczące Cię pytanie. Proponuję Platona, Arystotelesa, Tomasza z Akwinu, Kartezjusza. Leibniza, Kanta i Hegla. Zagadnienie nie należy ani do zbyt łatwych ani do nadmiernie trudnych. Nie poddawaj się, dasz radę.

>Co jest konieczne do tego, aby coś istniało? Skoro nie jest konieczna do tego nasza wiedza (solipsystów wśród racjonalistów raczej nie powinno być), to znaczy, że coś może istnieć... bez naszej wiedzy. A my nie mamy prawa tylko na podstawie naszej jednostkowej wiedzy... temu istnieniu zaprzeczać. Nie będziemy jednak zaprzeczać istnieniu czegoś... o istnieniu czego nic nie wiemy, to oczywiste. Jakim jednak argumentem za nieistnieniem czegoś jest czyjaś niewiedza? Czy ten kamień nie istnieje, bo ja nic o nim nie wiem?

Nadal kiepsko i przewidywalnie. Powoli jednak zbliżamy się do ostatecznego pytania.

>Do czego zmierzam? Sądzę, że nie trudno się domyślić.

Masz rację. Nie jest trudno się domyślić. Ja domyśliłem się już po pierwszych dwóch zdaniach Twojej wypowiedzi. Tak jak napisałem wcześniej - przewidywalne.


Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.
H. Conzelmann, teolog
In The Mind (66 punktów)
>Kiepski ten dialog wymyśliłeś. Taki naiwny i infantylny. Chciałeś zaimponować a wyszło kiepsko.

Aby komuś w czymś zaimponować, ten ktoś najpierw musiałby zacząć myśleć.

>Uważaj, bo jak ten kamień zbyt ciężki, to sobie mięśnie naderwiesz od tego rzucania.

Na szczęście w mózgu nie ma mięśni, są za to nerwy. Czyżbyś próbował ich nadszarpnąć?

>Nie wiesz tego? Naprawdę nie wiesz, co to znaczy, że coś istnieje?
>Ułatwię Ci znalezienie odpowiedzi. Zapoznaj się z pracami kilku wybitnych filozofów, to znajdziesz u nich odpowiedzi na to dręczące Cię pytanie. Proponuję Platona, Arystotelesa, Tomasza z Akwinu, Kartezjusza. Leibniza, Kanta i Hegla. Zagadnienie nie należy ani do zbyt łatwych ani do nadmiernie trudnych. Nie poddawaj się, dasz radę.

Na szczęście mam to już za sobą.

>Masz rację. Nie jest trudno się domyślić. Ja domyśliłem się już po pierwszych dwóch zdaniach Twojej wypowiedzi. Tak jak napisałem wcześniej - przewidywalne.

Ty to umiesz... zaskoczyć.
Andrzej.51 (15814 punktów)
>Żeby jednak nie było nieporozumień, sprecyzuję cel tej refleksji: Chodzi o to jakie podstawy rozumowe mają nasze pretensje do takich absolutnych tez zarówno o istnieniu jak i nieistnieniu Boga? Czy to nieistnienie może wynikać z tego, że ja akurat takiej wiedzy nie posiadam, a przynajmniej uważam, że nie posiadam?

No wreszcie. Chodzi Ci o Boga. Wiedziałem to od początku.
Czy znasz odpowiedzi na te dwa powyższe pytania, które zadałeś, czy chcesz tu kogoś egzaminować? Podaj odpowiedzi a ja napiszę, co o tym sądzę.

>Skoro kamień może istnieć bez mojej wiedzy... to czemu Bóg nie?

Komu Ty chcesz zaimponować tymi naiwnymi pytaniami?
Skoro kamieni istnieje nieskończona wręcz ilość, to może istnieje też nieskończona ilość Bogów? Jeden Bóg, jeden kamień. Co o tym sądzisz?

>Wielu przecież twierdzi, że istnieje. Czemu ich wiedzę i twierdzenia już odrzucamy tak kategorycznie?

Wielu też twierdzi, że Bóg nie istnieje. Co Ty na to?
Twierdzisz, że ci, którzy twierdzą, że Bóg istnieje, mają na ten temat jakąś wiedzę, że ich pogląd jest lepszy, ważniejszy. O jakiej wiedzy piszesz? Napisz coś na ten temat.

>Czy zatem owa pewność racjonalistów na tym forum odnośnie nie istnienia Boga (tych przynajmniej, którzy taką pewność deklarują) nie jest zwyczajnie nie uzasadniona intelektualnie i tym samym na wyrost, a ona sama przyjmowana zwyczajnie... na wiarę? Wierzący w Boga co prawda również często mówią o swojej pewności co do istnienia Boga... jeśli jednak ich dopytamy to szybko przyznają nam, że nie jest to pewność sensu stricto. Raczej jest to pewność co do swojego przekonania, przynajmniej w danym momencie. Kiedy jednak czytam opinie większości racjonalistów (tak się przynajmniej lubią nazywać) na tym forum, to wyrażają oni absolutną pewność co do nieistnienia Boga, która jest wg nich prawdą obiektywną, a nie tylko ich przekonaniem, wyrażają się przy tym często nonszalancko i obraźliwie na temat samego Boga. Tacy pewni swego? A może jedynie... tacy lekkomyślni?

Rozumiem, że powyżej napisałeś krótkie wypracowanie na temat wyższości osób wierzących w Boga nad tymi, którzy tej wiary nie podzielają, gdyż twierdzą, że Boga (Bogów) nie ma. Niezbyt to eleganckie z Twojej strony.

Sugerujesz, że pewność osób niewierzących co do nieistnienia Boga jest nieuzasadniona intelektualnie. Na jakiej podstawie tak uważasz? Czy przez analogię myślisz podobnie o wierze w Boga, którą deklarują osoby wierzące? A może, według Ciebie, pewność osób wierzących w istnienie Boga jest uzasadniona? Jeśli tak, to podaj to uzasadnienie.

Napisałeś, że ci, którzy wierzą, że nie ma żadnego Boga są lekkomyślni. Czy mógłbyś to rozwinąć? Napisz na czym polega ich lekkomyślność. Domyślam się, że ludzie wierzący w Boga nie są lekkomyślni. Czy mam rację?

Jeszcze dwie uwagi.
Pierwsza: Ci, którzy wierzą, że nie ma żadnego Boga nazywają się ateistami. Zarówno wśród ateistów jak i osób wierzących, czyli teistów, są ludzie myślący racjonalnie, czyli racjonaliści. Znam wielu takich wierzących racjonalistów, również na tym forum.
Ci zaś, którzy nie podzielają wiary w Boga twierdząc, że go nie mam nazywają się ateistami. Pomyliłeś zatem pojęcia, albo nie wiesz, co to oznacza być racjonalistą.
Druga: Wyrazy "nieistnienia" oraz "nieuzasadniona" piszę się razem. To tak na marginesie.

>na jakiej podstawie tak kategorycznie odrzucają możliwość wiecznego życia u boku wiecznego Boga. Czy niepewność istnienia nie jest lepsza od niepewności nieistnienia? Bo kto może o jednym bądź drugim zaświadczyć... z całą pewnością?

Na jakiej podstawie wierzysz?
Na jakiej podstawie osoby wierzące - czyli również Ty - kategorycznie odrzucają możliwość, że nie istnieje żaden Bóg?
Na jakiej podstawie twierdzisz, że będziesz żył wiecznie u boku wiecznego Boga?
Na jakiej podstawie twierdzisz, że istnieje Bóg? Z czego wynika ta niepewność co do istnienia Boga?
Dlaczego twierdzisz, że niepewność istnienia jest lepsza od niepewności nieistnienia?


Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.
H. Conzelmann, teolog
24-04-2024 03:57 
 Ocena 1 na 1
In The Mind (66 punktów)
O, widzę, że postanowiłeś coś więcej z siebie wyrzucić, ale najpierw musiałeś pokazać wszem i wobec jaki jest twój stosunek do rozmówcy i tematu. I pewnie oczekujesz odpowiedzi? Niestety, zdołałeś już wyczerpać mój czas przeznaczony dla siebie w poprzednim komentarzu. Po więcej powinieneś zwrócić się do Platona, Arystotelesa, Akwinaty, Kanta, Hegla, i kogo tam jeszcze uznasz za godnego dyskusji z sobą.

Następnym razem spróbuj zacząć inaczej.
24-04-2024 15:39 
 Ocena 4 na 4
Andrzej.51 (15814 punktów)
>O, widzę, że postanowiłeś coś więcej z siebie wyrzucić, ale najpierw musiałeś pokazać wszem i wobec jaki jest twój stosunek do rozmówcy i tematu. I pewnie oczekujesz odpowiedzi? Niestety, zdołałeś już wyczerpać mój czas przeznaczony dla siebie w poprzednim komentarzu. Po więcej powinieneś zwrócić się do Platona, Arystotelesa, Akwinaty, Kanta, Hegla, i kogo tam jeszcze uznasz za godnego dyskusji z sobą.
>Następnym razem spróbuj zacząć inaczej.

Uważasz zapewne, że można pojawić się na forum, by pod płaszczykiem dobroduszności żartować z tych, którzy nie podzielają Twoich religijnych poglądów. By pokazać im swoją wyższość i nieudanie skrywane lekceważenie. By im tu egzamin przeprowadzić.
Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że ateiści nie dorównują ani intelektem ani wiedzą osobom wierzącym, jednak od czasu do czasu ktoś z nich coś wie i nie boi się dyskusji.

Zobaczmy zatem, czego ja, bezmyślny ateista, dowiedziałem się z Twojej wypowiedzi.

Po pierwsze: Ano tego, że moja pewność co do nieistnienia Boga jest zwyczajnie nieuzasadniona intelektualnie i tym samym na wyrost. Dowiedziałem, się też, że kudy ateistom do osób wierzących, którzy wprawdzie mają pewność co do istnienia Boga, ale nie jest to pewność sensu stricto. Zatem dowiedziałem się, jak ogromna przepaść dzieli mnie i innych ateistów od osób wierzących, bo przecież ich pewność nie jest sensu stricto!

Po drugie: Tego również, że ateiści wyrażają się przy tym często nonszalancko i obraźliwie na temat samego Boga. Niedobrzy ci ateiści. Osobiście nigdy w ten sposób o Bogu się nie wyrażałem, mimo że bardzo dużo na temat chrześcijaństwa i chrześcijańskiego Boga napisałem na forum i zapewne dużo jeszcze napiszę. Nie przypominam sobie również, choć nie przeczytałem przecież setek tysięcy zamieszczonych na forum wypowiedzi, by ktoś w sposób "nonszalancki i obraźliwy" wyrażał się o chrześcijańskim Bogu.
To, co napisałeś jest dobrze znanym i nieuczciwym sposobem dyskutowania. W tym konkretnym przypadku osoba wierząca, czyli Ty, pisze nieprawdę na temat ateistów, czyli że ateiści źle się o Bogu wyrażają, by na tej podstawie pokazać, jacy ci ateiści są niedobrzy, bezczelni i jacyś tam jeszcze. To nie jest z Twojej strony uczciwe.

Na koniec tej części wypowiedzi mała jeszcze dygresja. Zaskoczyło mnie, że w kilku ostatnich zdaniach przywołałeś - choć nie podałeś nazwy - tzw. zakład Pascala, który - co dla mnie oczywiste - niezbyt się Pascalowi udał, a już na pewno powodów do dumy nie miał. Wiara jako bilans zysków i strat - kiepska to wiara, jak zyski liczy.


Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.
H. Conzelmann, teolog
24-04-2024 15:43 
 Ocena 5 na 5
Andrzej.51 (15814 punktów)
Około dwa lata temu, a dokładnie dnia 14 marca 2022 roku - o czym przypomniałeś - założyłeś na forum wątek o analogicznym tytule "Kamień filozoficzny w ogródku racjonalistów". Nawiasem mówiąc, były to Twoje pierwsze wypowiedzi na forum.
Dwa lata temu wątek ten przeoczyłem, zatem dzisiaj zapoznałem się z tym, co wtedy napisałeś Nie ukrywam, że w mojej ocenie wypowiedziami sprzed dwóch lat nienajlepsze pozostawiłeś po sobie wrażenie. Odniosę się do dwóch tylko z pięciu Twoich wypowiedzi.

W pierwszej z nich napisałeś do adwersarza o nicku okrągły (cytuję dokładnie):
Rozumiem zatem, że wypowiadasz się jako... no właśnie, co? Która twoja komórka powiedziała to, co właśnie powiedziałeś? Komórka twojej wątroby czy serca? Bo wątpię, że to była komórka mózgowa.
Zapewne uważasz, że nic złego nie napisałeś, zapewne oceniasz swoje słowa pozytywnie, lecz dla mnie wybija się w nich Twoja pycha, wyższość i lekceważenie. Czegóż się bowiem okrągły dowiedział z Twojej wypowiedzi? Ano tego, że myśli wątrobą.

Tak naprawdę wyładowałeś się jednak dopiero w kolejnej wypowiedzi, w której dałeś upust lekceważeniu, pogardzie i kpinom. Tym razem Twoim oponentem był Wenancjusz. Zobaczmy co do niego napisałeś.
--- Jesteś więc coraz bliżej zrozumienia mojego zapytania "w jaki sposób kamień istnieje". Powiedzenie "nie koniecznie" to jednak za mało;
--- Blisko, blisko, coraz bliżej;
--- ... to akt kapitulacji rozumu;
--- Czy ty słyszysz co sam mówisz? [...] Jesteś na bakier nie tylko z filozofią, ale i z elementarną fizyką.
Jaki ten Wenancjusz tępy - czy tak wtedy myślałeś?

Ale to nie koniec Twojego popisu w tej jednej wypowiedzi. Zobaczmy, co było dalej
Dalej było nieskrywane okazywanie wyższości: kolega racjonalista oraz kolega racjonalista niech zatem sam najpierw zdefiniuje... swój racjonalizm. Tak z góry, z wysoka, ze szczytów swego intelektu i niedościgłej wiedzy patrzyłeś z ironią na kolegę racjonalistę:
--- Kolega racjonalista zaprzecza wszystkiemu, nie uważa za sensowne i miarodajne używanie jakichkolwiek pojęć, bo każde jest do podważenia. Kolega racjonalista niech zatem sam najpierw zdefiniuje... swój racjonalizm.
--- Ja wiem. To kolega "racjonalista" nie wie. Nic nie wie;
--- Z takim racjonalistą nie może dojść do jakiejkolwiek owocnej dyskusji.

I tak już na koniec, żeby kolega racjonalista Wenancjusz nie odetchnął z ulgą, że więcej obelg i lekceważenia już nie będzie, dodałeś:
I w dodatku z kompleksem narcystycznym.

Jakiż to Ty miły, grzeczny i sympatyczny jesteś, taki na dodatek przyjaźnie nastawiony do kolegów racjonalistów. No sama dobroć. Ileż w Tobie współczucia do tych biedaków. Kaganek oświaty na forum im przyniosłeś a oni niewdzięczni kłócą się z Tobą, zamiast z rozdziawioną gębą i wybałuszonymi oczami podziwiać Twoją mądrość.

Na tym zakończę. Wystarczy.
Nie napiszę do Ciebie "kolego wierzący". Nie napiszę, że "myślisz wątrobą". Nie napiszę, że "Twój rozum skapitulował". Nie napiszę, że "nie wiesz, nic nie wiesz". Nie napiszę, że "z Tobą nie można dojść do jakiejkolwiek owocnej dyskusji". Itd. Czy wiesz dlaczego tego wszystkiego nie napiszę? Bo jestem ateistą.


Kościół istnieje dzięki temu, że wyniki naukowych badań życia Jezusa nie są w nim ogłaszane.
H. Conzelmann, teolog
witamziomy (536 punktów)
>Mój pierwszy wpis na tym forum opublikowany mniej więcej dwa lata i miesiąc temu był zatytułowany
>"Kamień filozoficzny w ogródku racjonalistów". Zadałem w nim zdawałoby się proste pytanie, na które
>z zadowalającą odpowiedzią w XXI w. nikt raczej nie powinien mieć problemów, czy popadać z tego
>powodu w jakieś scholastyczne rozkminki.
>Przytoczę tutaj treść tego pytania:
>Ja jednak mam takie oto zdawałoby się proste pytanie do racjonalistów na tym forum: w jaki sposób
>zwykły kamień istnieje?
>To proste, odpowie racjonalista. Kamień istnieje, bo... istnieje tutaj i teraz. Mogę go dotknąć i
>potwierdzić jego istnienie.
>Super. Kamień zatem istnieje... bo istnieje dla nas.
>Co? Nie - zaprotestuje racjonalista - Kamień istnieje sam w sobie, bez względu na to czy ja o tym
>wiem czy nie.
>Trudno się z tym nie zgodzić. No ale czy można powiedzieć, że kamień istnieje sam dla siebie?
>Oczywiście, że nie! - zaprotestuje ponownie racjonalista - kamień nie ma własnej świadomości.
>Skąd racjonalista to wie? Czy racjonalista był kiedyś kamieniem i może to potwierdzić?
>Co? Zwariowałeś, człowieku?
>Nie, skądże. Skoro jednak kamień nie istnieje sam dla siebie i nie potrzebuje nas, aby istnieć... to
>w jaki sposób on w zasadzie istnieje? Skoro nie istnieje ani dla nas, ani dla siebie. I co to w
>związku z tym w ogóle znaczy: istnieje.
>Ot, taki rzucę na początek kamień filozoficzny w ogródek racjonalistów.
No właśnie, w jaki sposób kamień istnieje i co to znaczy w ogóle, że istnieje? Skoro nie istnieje
>dla siebie i nie musi istnieć dla nas, tj nie musi nikt o jego istnieniu wiedzieć, cokolwiek to
>znaczy "wiedzieć o czyimś istnieniu", to jak w takim razie istnieje? Jaki jest sens słowa "istnieć"?


Aby zrozumieć sens słowa istnieć, trzeba umieścić je w odpowiednim kontekście. Aby mieć wiedzę o czymkolwiek, czy to obiekt fizyczny, mentalny, jakieś uwarunkowanie, działająca siła, energia itd. to musi się to pojawić w obrębie czyjejś świadomości. Nazywamy to doświadczeniem.
Doświadczenie powstaje gdy świadomość "dzieli się " na podmiotową i przedmiotową. Świadomość podmiotowa JEST a przedmiotowa istnieje w jej obrębie, pojawia się i znika, rodzi i umiera.
Świadomość podmiotowa JEST transcendentna a podmiotowa doczesna.

Jeżeli chcesz znaleźć "boga", podstawę rzeczywistości, to możesz to tylko zrobić odwołując się do cech transcendentnych. Bóg osobowy istnieje tylko w ludzkich umysłach i pojawia się wraz z początkiem danej religii i umiera wraz z jej odejściem. Dlatego ile religii tyle bogów. Oczywiście są to bogowie fałszywi. Bóg jako podstawa rzeczywistości nie wymaga żadnej wiary, gdyż jest podstawowym "budulcem", możnością tejże rzeczywistości zaistnienia.

Doczesność istnieje tylko w kontekście wieczności. Gdyby nie było wieczności to by nie było również żadnego doświadczania. Tyle, że wieczność nie jest "cechą" przynależącą do boga osobowego, gdyż w wieczności nie ma rozróżnienia na ja i ty.

I tak, Bóg katolicki istnieje, dlaczegoż nie? Istnieje jako mentalna abstrakcja generowana przez wierzenia w umysłach wierzących, na tej samej zasadzie jak święty mikołaj lecący na reniferach z prezentami dla dzieci. Ateiści odchodzą od wiary w takiego abstrakcyjnego boga, gdyż jest to skazą na rozumie i blokuje rozwój.

No i w końcu jesteśmy homo sapiens czyli człowiek rozumny a nie człowiek wierzący.
09-05-2024 14:46 
 Ocena 1 na 1
endymion (638 punktów)
>Doczesność istnieje tylko w kontekście wieczności. Gdyby nie było wieczności to by nie było również żadnego doświadczania. Tyle, że wieczność nie jest "cechą" przynależącą do boga osobowego, gdyż w wieczności nie ma rozróżnienia na ja i ty.

Wszystko fajnie pięknie, tylko dlaczego "doczesność istnieje tylko w kontekście wieczności"? Mógłbyś uzasadnić jakoś to stwierdzenie? Tak samo dalej: dlaczego uważasz, że bez wieczności nie byłoby żadnego doświadczenia? Ja uważam, że wręcz przeciwnie: doświadczenie wymaga ciała, które jest ograniczone czasem, wymaga świadomości. Skoro świadomość jest osadzona w czasoprzestrzeni, to jest skończona (doczesna - jak Ty to określasz), ponieważ ma swój początek i koniec.

>I tak, Bóg katolicki istnieje, dlaczegoż nie? Istnieje jako mentalna abstrakcja generowana przez wierzenia w umysłach wierzących, na tej samej zasadzie jak święty mikołaj lecący na reniferach z prezentami dla dzieci. Ateiści odchodzą od wiary w takiego abstrakcyjnego boga, gdyż jest to skazą na rozumie i blokuje rozwój.
>No i w końcu jesteśmy homo sapiens czyli człowiek rozumny a nie człowiek wierzący.

Czy rozumność wyklucza wiarę?
Równie dobrze mógłbym napisać:
"No i w końcu jesteśmy homo sapiens czyli człowiek rozumny a nie człowiek doświadczający."
"No i w końcu jesteśmy homo sapiens czyli człowiek rozumny a nie człowiek śpiący."
"No i w końcu jesteśmy homo sapiens czyli człowiek rozumny a nie człowiek pierdzący."
etc.
10-05-2024 08:51 
 Ocena 1 na 1
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>Czy rozumność wyklucza wiarę?
Zależy w co; np. wiara, że świat nie zniknie, gdy zamkniemy na chwilę oczy rozumności nie wyklucza.

cr
10-05-2024 09:48 
 Ocena 2 na 2
okragly (21676 punktów)
>>Czy rozumność wyklucza wiarę?
>Zależy w co; np. wiara, że świat nie zniknie, gdy zamkniemy na chwilę oczy rozumności nie wyklucza.
wiara (w rozumieniu powszechnym) jest zjawiskiem adaptacyjnym, ci którzy wierzyli wygrywali, zwyciężali, byli biologicznie bardziej płodni, dlatego wiara jest naszym ustawieniem fabrycznym.
Nawet dzisiaj wierzący żyją dłużej, sa bardziej szczęśliwi od nas

fizyka jest boginią, matką wszystkich bogów... chemia jej pierworodną córką.. a biologia, duchem świętym
św trójca racjonalistów wg okraglego
witamziomy (536 punktów)
>>Doczesność istnieje tylko w kontekście wieczności. Gdyby nie było wieczności to by nie było również żadnego doświadczania. Tyle, że wieczność nie jest "cechą" przynależącą do boga osobowego, gdyż w wieczności nie ma rozróżnienia na ja i ty.
>Wszystko fajnie pięknie, tylko dlaczego "doczesność istnieje tylko w kontekście wieczności"? Mógłbyś uzasadnić jakoś to stwierdzenie?

Można to uzasadnić dwojako, prostsze jest wyjaśnienie "na chłopski rozum".

Doczesność wskazuje na wszystko co ma początek a ponieważ szukamy pierwotnej przyczyny dla powstania wszechświata, to cała czasoprzestrzeń ze wszystkimi jej aspektami jest doczesna. Wiemy również, że aby coś się pojawiło to musi z czegoś powstać, z jakiegoś budulca, substancji oraz musi się pojawić w czymś, tak jak obiekty pojawiają się w przestrzeni.
Wszechświat zatem musiał powstać z czegoś i w czymś. Nazwijmy to osobliwością. Ponieważ to wszechświat zrodził się z tej osobliwości to istnieje ona w stosunku do niego nadrzędnym i musi posiadać atrybuty bytowe przekraczające czasoprzestrzeń. A mówimy o miliardach lat istnienia wszechświata i przestrzeniach tak odległych, że atrybuty które to mogą w sobie pomieścić muszą być transcendentne i tylko wieczność i wszechobecność spełniają to zadanie. Nie ma innego "zbiornika" o którym możemy pomyśleć a który mógłby pomieścić w sobie cały wszechświat.

A jeżeli twierdzimy, że wszechświat powstał to taki "zbiornik" musi istnieć, gdyż coś nie może powstać w niczym.

Nie ma innych atrybutów bytowych w których czasoprzestrzeń może istnieć. I czy to jest takie dziwne i niepojęte, że wieczność może objąć każdy możliwy czas, a wszechobecność każdą przestrzeń. Jak dla mnie takie zestawienie jest jedynym logicznym mi znanym.

A ponieważ, nie ma żadnego miejsca poza wszechobecnością ani żadnego czasu poza wiecznością to żyjemy we wszechświecie, stworzonym z atrybutów absolutnych. I tu się zaczyna dopiero robić ciekawie i fascynująco, bo przecież atrybuty te bezwładnie nie istnieją, powinien być jakiś gospodarz...






Tak samo dalej: dlaczego uważasz, że bez wieczności nie byłoby żadnego doświadczenia?


Ponieważ doświadczenie jest doczesne a doczesność jest zrodzona z wieczności. Jw.

Ja uważam, że wręcz przeciwnie: doświadczenie wymaga ciała, które jest ograniczone czasem, wymaga świadomości. Skoro świadomość jest osadzona w czasoprzestrzeni, to jest skończona (doczesna - jak Ty to określasz), ponieważ ma swój początek i koniec.


Tak, doświadczenie wymaga ciała, ale to nie ciało doświadcza. Ciało poprzez zmysły zbiera i wymienia informacje, bodźce z otoczeniem i ta interakcja tworzy doświadczenie. Odbiorcą tego doświadczenia jest Twoja Świadomość.

Jeżeli świadomość byłaby osadzona w czasoprzestrzeni to naukowcy już dawno by ją znaleźli a jeszcze nikomu się to jednak nie udało. Teza, która przez dekadę nie została udowodniona wskazuje, że założenia są błędne. Ja nie doświadczyłem początku swojej świadomości. Doświadczyłem pojawienie się świadomości ciała, myśli, różnych doświadczeń ale nigdy nie doświadczyłem początku samej świadomości.

endymion (638 punktów)
Jeżeli w "pojemniku" nic nie ma, to nie ma doświadczenia. Doświadczyć trzeba "coś", musi być jakiś punkt odniesienia, a to coś jest konkretne, ma konkretną formę, właściwości. Z pustego i Salomon nie naleje. Fakt, że ciało fizyczne jest tylko pośrednikiem, jednak świadomość również potrzebuje jakiegoś nośnika, żeby tego "czegoś" doświadczyć.
Wojciech Przytulski (676 punktów)
>No i w końcu jesteśmy homo sapiens czyli człowiek rozumny a nie człowiek wierzący.

Witam szanownego kolegę, ja bardzo cenię sobie Twoje wpisy i Twą wiedzę.
Ale powyższe stwierdzenie wydaje mi się nieprawdziwe, gdyż nawet najbardziej oczytani i doświadczeni ludzie mają wiedzę mikrą wobec absolutu rzeczywistości, w której żyjemy.
Nie będę nawet podawał przykładów o najwybitniejszych umysłach skazanych na wiarę w dziedzinach, o których nie mają pojęcia, bo się można takowych łatwo domyślić.
Prosiłbym tylko o wyjaśnienie, jak Twoim zdaniem rozumność zaprzecza wierze.
Thoter (6650 punktów)
> najbardziej oczytani i doświadczeni ludzie mają wiedzę mikrą wobec absolutu rzeczywistości, w >której żyjemy.
>
Wiedza ogranicza inteligencję. Wiedzę należy zdobywać, z różnych źródeł, w chwili jak ją potrzebujemy. Wiedza powoduje, że stajemy się szablonowi.
Wolnośćmyśli (1516 punktów)
To nie wiedza ogranicza inteligencję lecz dobrobyt. Gdy masz dość pieniędzy by niczym (materialnie) się nie martwić, to nie kombinujesz jak coś naprawić (i nie zdobywasz nowych umiejętności) tylko kupujesz drugie. Biedny którego nie stać na wymianę czegoś, będzie się starał to naprawiać tak długo jak się da używać.
Gdy człowiek więcej wie, automatycznie wzrasta jego inteligencja gdyż ma więcej opcji, możliwości do wyboru itp.
-Szablonowi stajemy się wtedy gdy nie musimy być kreatywni, np. gdy wystarczy wyjąć coś i wymienić zamiast pomyśleć jak zrobić coś z "niczego" ?
Szablonowo, sztampowo, automatycznie, "mechanicznie" będzie myślał człowiek "wierzący", którego umysł zakodował sobie dogmaty, utarte szlaki, kanony "wiary" jak katechizm.
-Ten który nie jest nimi skażony, zadaje pytania, drąży, zastanawia się, myśli.
A zatem szukając nowych odpowiedzi, również staje się bardziej inteligentny gdyż jego mózg poszukuje nowych połączeń neuronalnych.
-Jednakowoż nie da się być zbyt inteligentnym nie mając wiedzy..
Ogranicza nas nie wiedza lecz przekonania, na zasadzie; gdy wiesz że coś jest "nie możliwe" trzeba poszukać kogoś kto tego nie wie.. przyjdzie i to zrobi.
24-05-2024 10:24 
 Ocena 1 na 1
panTeista (6808 punktów)
>nawet najbardziej oczytani i doświadczeni ludzie mają wiedzę mikrą wobec absolutu rzeczywistości,

To nie jest powód aby miejsce braku wiedzy wypełniać Bogiem.

>Prosiłbym tylko o wyjaśnienie, jak Twoim zdaniem rozumność zaprzecza wierze.

Wiara przyjmuje cuda biblijne za fakty, rozum wie że te cuda są mitami/ legendami.
Wojciech Przytulski (676 punktów)
>>nawet najbardziej oczytani i doświadczeni ludzie mają wiedzę mikrą wobec absolutu rzeczywistości,
>To nie jest powód aby miejsce braku wiedzy wypełniać Bogiem.

Moje pytanie dotyczyło rzekomego wykluczania się rozumu z wiarą, niekoniecznie z wiarą w Boga.

>>Prosiłbym tylko o wyjaśnienie, jak Twoim zdaniem rozumność zaprzecza wierze.
>Wiara przyjmuje cuda biblijne za fakty, rozum wie że te cuda są mitami/ legendami.
>
Na wiarę jesteśmy skazani ze względu na małość ludzkiego umysłu oraz ograniczenia naszych zmysłów i tu nie trzeba nawet mieszać do tego religii. N.p. wybitny profesor fizyki, jak mu się samochód zepsuje, to musi go zostawić mechanikowi i jeszcze uwierzyć, że ten mu dobrze naprawił n.p. hamulce U takiego naukowca wiara żyje sobie równolegle z wiedzą, zresztą jak się fizyki uczył, to też wiele rzeczy na wiarę wchłonął . Dzisiaj modna jest wiara w tzw "naukę" i łykanie jak pelikany zdań twierdzących rozpoczynających się od: "Naukowcy dowiedli, że...". I długo nie trzeba było czekać, żeby powstała z tego a choćby religia cieplarniana, którą zwę dwutlenkizmem i traktuję równie poważnie co płaskoziemstwo.
Zatem nadal czekam na odpowiedź jak wiara i rozum wzajemnie się wykluczają.
31-05-2024 13:34 
 Ocena 2 na 2
witamziomy (536 punktów)
>>No i w końcu jesteśmy homo sapiens czyli człowiek rozumny a nie człowiek wierzący.
>Witam szanownego kolegę, ja bardzo cenię sobie Twoje wpisy i Twą wiedzę.
>Ale powyższe stwierdzenie wydaje mi się nieprawdziwe, gdyż nawet najbardziej oczytani i doświadczeni ludzie mają wiedzę mikrą wobec absolutu rzeczywistości, w której żyjemy.
>Nie będę nawet podawał przykładów o najwybitniejszych umysłach skazanych na wiarę w dziedzinach, o których nie mają pojęcia, bo się można takowych łatwo domyślić.
>Prosiłbym tylko o wyjaśnienie, jak Twoim zdaniem rozumność zaprzecza wierze.

Rozum opiera się na doświadczeniach, faktach i wiedzy. Operuje zawsze w teraźniejszości i poprzez obserwację i analizę może dowodzić prawd i zależności. Wiara jest partycypacją opartą o przeszłość lub przyszłość. Jeżeli działasz w jakimś zakresie tworząc przyczyny i oczekujesz rezultatów, skutków w przyszłości to możesz powiedzieć, że wierzysz w realizację danego celu, marzenia i taka wiara jest racjonalna. Jest " wyciągnięciem" rozumności w przyszłość.

Każda inna wiara jest tylko irracjonalnym myśleniem, tzn. jeżeli coś się działo w przeszłości, ale nie ma na to dowodów a pomimo to człowiek wierzy w prawdziwość tych zdarzeń to jest to wiara irracjonalna i stoi w opozycji do rozumu. Dla rozumu coś czego nie można udowodnić, zaobserwować, doświadczyć nie może być prawdą. A rozum naturalnie dąży do rozwoju świadomości poprzez poznawanie prawd. Jeżeli nie znasz prawdy poprzez fakty, obserwację lub doświadczenia a chcesz zachować pozory, że coś może być prawdą to wtedy uruchamia się mechanizm wiary. Jest to mentalna nakładka na rozum, która usypia, odbiera moce i jasność myślenia i tym samym hamuje rozwój.

Aby była jasność- jeżeli wierzysz w istnienie UFO ( i ono może istnieć lub nie ), to dla Twojego rozumu jest to całkowicie bezużyteczne i znajduje się w sferze myślenia irracjonalnego, nie opartego o rzeczywistość. Jest myśleniem życzeniowym, fantazją. I jeżeli partycypujesz w fantazjowaniu to odbierasz sobie moce rozumowe do poznawania prawd o sobie i rzeczywistości.

To samo tyczy się wiary religijnej i dlatego tak dużo ludzi ma problemy z logicznym myśleniem a co dopiero z dążeniem do poznawania wyższych prawd. Ich moce rozumowe są na tak niskim poziomie, że nawet im się nie chce poznawać tajemnic życia. Naturalną rzeczą jest ciekawość świata, rozwój, dążenie do poznawania prawd, odkrywanie tajemnic a irracjonalna wiara to niszczy.

Wróć do listy wątków działu Filozofia i światopogląd
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365