Racjonalista - Strona głównaDo treści
Książki = wada postawy?

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » O wszystkim i o niczym
NapisanoAutorTytuł
09-09-2010 20:11Sakura (114 punktów)Książki = wada postawy?
Ocena 5 na 5
Witam.
Przeraża mnie to co się dzieje w szkołach. Dziecko w podstawówce musi nosić tornister o wadze 8-12kg przy czym dziecko powinno podnosić ciężary wagi ok 10% swojej masy. Jest to śmieszne. Później zaś wszyscy są zaskoczeni że coraz więcej dzieci ma problemy z kręgosłupem. Uczniowie szkół podstawowych noszą więcej niż uczniowie szkół średnich a przecież to starsi mogą nosić plecaki o takiej masie jeśli mielibyśmy się stosować do metody 10% masy ciała równa się ciężar przenoszonych rzeczy.
Założyłam ten temat gdyż jestem ciekawa co o tym myślicie.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

09-09-2010 20:22
 Ocena 14 na 14
Fizyk (17637 punktów)
> Założyłam ten temat gdyż jestem ciekawa co o tym myślicie.

Myślę, że spokojnie można zrezygnować z noszenia podręcznika do katechezy. Także z kupowania. Bardzo źle wpływa na postawę.
09-09-2010 21:46 
 Ocena 2 na 2
Matix (5786 punktów)
Jak ktoś dziecku kupuje książkę do religii to znaczy, że nie ma pojęcia o szkole generalnie. Szkoda dziecka tylko. Pamiętam, że w gimnazjum miałem książkę do matmy, fizyki, biologii i chemii, tyle. Sam decydowałem z czego mam mieć podręcznik, a z reszty jakoś to było, to się siadło z kimś kto miał, to się notatki robiło itp. Kiedyś jakoś dziecko mogło mieć szansę być bardziej odpowiedzialnym za siebie i niezależnym, dziś dziecko jest sterowane ze wszystkich stron przez każdego...
annamarja (74 punktów)
>Jest to śmieszne.
A najbardziej śmieją się wydawnictwa, które niemal co roku wydają nowe wersje podręczników - oczywiście udoskonalone, mądrzejsze, bardziej kolorowe, a co za tym idzie, grubsze i droższe.
>Założyłam ten temat gdyż jestem ciekawa co o tym myślicie.
Zgadzam się! Rozwiązaniem są szafki w szkołach, w których dzieci mogłyby zostawiać swoje rzeczy, tzn wszelkie książki, zeszyty, kredki, farbki, bloki itp. W plecaku takiego dziecka powinno być tylko śniadanie + jakiś zeszyt. Pytanie - co z zadaniami domowymi? Dzieci powinny uczyć się w szkole, po to ona jest! A zadania i tak w większości są przepisywane na przerwach od kogoś, komu starszy brat/siostra zadanie rozwiązał w domu...
10-09-2010 20:25 
 Ocena 1 na 1
Alpha Phoenicis (4607 punktów)
>Pytanie - co z zadaniami domowymi? Dzieci powinny uczyć się w szkole, po to ona jest! A zadania i tak w większości są przepisywane na przerwach od kogoś, komu starszy brat/siostra zadanie rozwiązał w domu...
No właśnie: bezsens prac domowych. Powie mi ktoś w końcu po co one są? Bo jakby podliczyć to wszystko to czasami można "spędzać" w szkole po 9 godzin...
10-09-2010 20:39 
 Ocena 1 na 1
stilgar (7322 punktów)

>No właśnie: bezsens prac domowych. Powie mi ktoś w końcu po co one są? Bo jakby podliczyć to wszystko to czasami można "spędzać" w szkole po 9 godzin...

Sporo nauczycieli u mnie miało dość luźne podejście do prac domowych - zadawali je, ale nie wymagali, aby je robić. Po sobie zauważyłem, że kiedy miałem jakieś problemy z jakimś materiałem, przerobienie tych "nieobowiązkowych" zadań często pomagało...
Alpha Phoenicis (4607 punktów)
>Po sobie zauważyłem, że kiedy miałem jakieś problemy z jakimś materiałem, przerobienie tych "nieobowiązkowych" zadań często pomagało...

Ja tak nigdy nie mam. Mi wystarczy (dajmy na to, że się uczę matmy) wzór, przykład o co z nim chodzi, i tyle. Potem wystarczyło "zrobić zdjęcie" wzoru (mam taką dziwaczną pamięć, że zapamiętuje niektóre rzeczy jako obrazki) i zauważać go w różnych przykładach do rozwiązania. A jak mi ktoś da do zrobienia jakąś głupią pracę domową to jak ją skończę nie mam czasu się nauczyć niczego...
dismiss (8 punktów)
>>Pytanie - co z zadaniami domowymi? Dzieci powinny uczyć się w szkole, po to ona jest! A zadania i tak w większości są przepisywane na przerwach od kogoś, komu starszy brat/siostra zadanie rozwiązał w domu...
>No właśnie: bezsens prac domowych. Powie mi ktoś w końcu po co one są? Bo jakby podliczyć to wszystko to czasami można "spędzać" w szkole po 9 godzin...
Nie doświadczysz tego w liceum, ale polecam odwiedzić technikum, a przekonasz się, że 9 godzin to norma kiedy w planie masz 38 godzin tygodniowo.
Alpha Phoenicis (4607 punktów)
>Nie doświadczysz tego w liceum, ale polecam odwiedzić technikum, a przekonasz się, że 9 godzin to norma kiedy w planie masz 38 godzin tygodniowo.
Eee... jakoś odwiedzam technikum, i to nawet 5 razy w tygodniu i jakoś nigdy nie było tam 9 godzin lekcji
Po prostu kompresuje się pewne przedmioty tak, by je wywalić w któreś klasie zastępując innym przedmiotem. Tylko najśmieszniejsze jest, że 3 spośród 4 przedmiotów "naukowoprzyrodniczych" zostały wywalone, a propagandy katolickiej nadal mamy 2 godziny tygodniowo...

...znaczy się kto ma to ma xD
niemier (13327 punktów)
Jako świeżo upieczona absolwentka liceum jestem zdania, że podręczniki powinny zostawać w domu. Do szkoły tylko zeszyty.
Artaso (380 punktów)
>Jako świeżo upieczona absolwentka liceum jestem zdania, że podręczniki powinny zostawać w domu. Do szkoły tylko zeszyty.

A w jaki sposób wtedy młodzież szkolna zgłębiałaby mądrości zawarte w podręcznikach do choćby wychowania do życia w rodzinie, gdzie można wyczytać, że homoseksualizm to choroba pokrewna do pedofilii (gdzieś mi się link do tego stracił ale niedawno była niewielka afera z tym związana).

Zdaje się, że podręczniki stricte katolickie to też piszczą unisono o tym, że trzeba być tolerancyjnym, trzeba być miłosiernym ale pedalizmu tolerować nie można.
Zresztą osobiście nigdy nie rozumiałem, dlaczego instytucja, której rolą jest przekazywanie wiedzy również indoktrynuje. Z tego wynikają np. takie tragiczne popisy poprawności zapominając całkowicie o wolności słowa czy wyznania, o dyskryminacji na ich tle nawet nie wspominając.
09-09-2010 22:34 
 Ocena 1 na 1
Mateusz (879 punktów)
>Jako świeżo upieczona absolwentka liceum jestem zdania, że podręczniki powinny zostawać w domu. Do szkoły tylko zeszyty.

Popieram, ale w liceum niech każdy nosi, co chce. Zeszyty? Synchroniczne przepisywanie podręczników jest dobre na początku edukacji, by chwycić pisanie i czytanie. W liceum zeszyty powinny być tworzone, moim skromnym zdaniem, indywidualnie przez uczniów, a co za tym idzie - także narzucanie obowiązku samego ich prowadzenia, byłoby już pewnego rodzaju niekonsekwencją w dawaniu swobody rozwoju w ręce młodzieży.

Ja zazwyczaj wolałem posłuchać tego, co ma do powiedzenia nauczyciel (ewentualnie wyjrzeć przez okno lub zabić czas z koleżanką ) niż notować, podkreślać i bawić się z tym całym papierowym dziadostwem, którego potem i tak nigdy bym nie przeczytał.
09-09-2010 23:13 
 Ocena 1 na 1
niemier (13327 punktów)
>Popieram, ale w liceum niech każdy nosi, co chce.

Oczywiście. Do przepisywania w podstawówce nie trzeba 12 kg książek dziennie, a w liceum ludzie z reguły potrafią pisać. Przymus tworzenia zeszytów w liceum to głupota. Ja tworzyłam, bo dawały mi alibi na szkicowanie i kaligrafowanie

Takie moje ogólne spostrzeżenie: podręczniki szkolne są niewiele warte. W ostatniej klasie liceum kupiłam do szkoły tylko zbiór zadań z matmy, i to w listopadzie. Reszty uczyłam się z zeszytów i internetu.

Radzę najpierw chodzić miesiąc do szkoły, aby wybadać, które podręczniki są potrzebne, i dopiero wtedy iść na zakupy, na stronę internetową wydawnictwa. Można uniknąć niepotrzebnych wydatków i niepotrzebnych klamotów w szafce.
09-09-2010 23:37 
 Ocena 3 na 3
Mateusz (879 punktów)
>Takie moje ogólne spostrzeżenie: podręczniki szkolne są niewiele warte.

Nie wiem na ile to odnosi się tylko do moich prywatnych preferencji, ale mnie zawsze przeszkadzała chaotyczność z jaką są umieszczane w nich poszczególne informacje. Koronnym przykładem zawsze były książki do języków obcych - poprzekręcane zdjęcia, pourywane dialogi, słówka porozrzucane wszędzie, chmurki, dymki, cholera wie co jeszcze. I najlepsze - regułki, wiecznie niedokończone, no po prostu nigdy nie mogli ich normalnie napisać, tylko trzeba było zawsze samemu uzupełniać te najbardziej kluczowe treści. Jak mnie to irytowało...a ile się przez to nie nauczyłem...

Wyrzucić fotki, płyty CD, kolorowe czcionki i powykrzywiane buźki, zamiast tego dać normalnie rozpisaną lekcję, ze słówkami, zwrotami, wszystkim po kolei - taki żelazny schemat i niech się uczą dzieci bez wydziwiania.
11-09-2010 00:24 
 Ocena 1 na 1
-jad- (18783 punktów)
>Ja zazwyczaj wolałem posłuchać tego, co ma do powiedzenia nauczyciel (ewentualnie wyjrzeć przez okno lub zabić czas z koleżanką ) niż notować, podkreślać i bawić się z tym całym papierowym dziadostwem, którego potem i tak nigdy bym nie przeczytał.

Swojego czasu doszedłem do takiej wprawy, że zamiast do zeszytu, pisałem wprost na ściągę oszczędzając sobie tym samym sporo wysiłku Rzecz w tym, że w najmłodszych klasach, o które chodzi autorce wątku, zeszyty są sprawdzane i oceniane. Tak przynajmniej było gdy ja się tam nudziłem. Za brak książki czy zeszytu często można było dostać pałę i podejrzewam, że wiele się tu nie zmieniło. Popieram pomysł z szafkami w szkole a w dalszej perspektywie proponuję zamianę całego tego klamorstwa na
bardziej poręczne laptopy.


Tak widzę to do momentu, gdy znajdziesz kolejną nieścisłość.
11-09-2010 16:31 
 Ocena 1 na 1
Sakura (114 punktów)
W podstawówce noszenie wszystkich książek, zeszytów jest obowiązkowa tak samo jak pisanie tego co nauczyciel napisał na tablice lub podyktował. W gimnazjum odchodzi się troszkę od tego zaś w szkołach średnich jak chcesz to robisz notatki jak nie to nie i nie dostaniesz za to jedynki ale w młodszych klasach za brak jednego słówka z tablicy dostajesz jedynkę więc takie zastraszone dzieci piszą wszystko a żeby pisać muszą mieć do wszystkiego górę książek nie wiadomo po co.
Szafki w szkołach to cudny pomysł szkoda tylko że ministerstwo nie pomyśli nad tym (o mundurkach pomyślało chociaż był to pomysł śmieszny i nie potrzebny) a szkoda. Laptop/notebook myślę że zostanie wprowadzony w skali hurtowej ale na pewno nie w najbliższych latach a problem ciężkich plecaków był jest i jeszcze na pewno będzie (chyba że wprowadzą szybciej szafki).
-jad- (18783 punktów)
>.... więc takie zastraszone dzieci piszą wszystko a żeby pisać muszą mieć do wszystkiego górę książek nie wiadomo po co.

Swoją drogą, to jest bardzo celne spostrzeżenie. Też mnie zawsze zastanawiało, po co potrzebna jest mi książka i nauczyciel jednocześnie. Teoretycznie mogłoby to mieć taki sens, że uczę się głównie z książki a nauczyciel rozwiewa różne wątpliwości, które pojawiają się w trakcie czytania, dopowiada istotne rzeczy, których w książce nie ma i w końcu pilnuje tego by w ogóle czytać. Niestety w praktyce wygląda to tak, że dyktowane przez belfra fragmenty książki przepisuje się do zeszytu i z niego właśnie najlepiej się uczyć. Dochodzę do wniosku, że faktycznie książka potrzebna jest jedynie nauczycielowi i nie mam nic przeciwko temu, żeby ją sobie nosił.


Tak widzę to do momentu, gdy znajdziesz kolejną nieścisłość.
jkl; (5859 punktów)
Jest jeszcze taka możliwość, by uczeń swoje podręczniki miał w domu, a w szkole (zakupiony przez szkołę) drugi komplet rozdawany na lekcji.
Kiedy chodziłam do podstawówki rozdawano tak atlasy historyczne i geograficzne (po jednym na ławkę). Było też parę dyżurnych podręczników dla zapominalskich.
10-09-2010 17:19 
 Ocena 1 na 1
Cehe (103 punktów)
Jak by tak było to na każdej stronie podręcznika widniał by męski członek, w lepszym lub gorszym odwzorowaniu. ;p
10-09-2010 17:42 
 Ocena 4 na 4
kognitywista (3391 punktów)
>Jak by tak było to na każdej stronie podręcznika widniał by męski członek, w lepszym lub gorszym odwzorowaniu. ;p



Zwracam także uwagę na ciekawe rozwiązanie, co do karalności kradzieży (30 pkt) w porównaniu z wyłudzaniem i paleniem papierosów (50 pkt). W każdym razie lepiej ukraść koledze komórkę, niż pani dziennik. Za to otrzymamy 50 pkt.
apud (4399 punktów)
>Zwracam także uwagę na ciekawe rozwiązanie, co do karalności kradzieży (30 pkt) w porównaniu z wyłudzaniem i paleniem papierosów (50 pkt). W każdym razie lepiej ukraść koledze komórkę, niż pani dziennik. Za to otrzymamy 50 pkt.

A ile punktów karnych za np.kradzież dziennika i telefonu komórkowego, schlanie sie w trupa, zgwałceniu nauczycielki i naplucia na krzyż ale po spowiedzi i rozgrzeszeniu? Oczywiście potwierdzonego tzw, karta od spowiedzi?
11-09-2010 12:27 
 Ocena 2 na 2
kognitywista (3391 punktów)
>A ile punktów karnych za np.kradzież dziennika i telefonu komórkowego, schlanie sie w trupa, zgwałceniu nauczycielki i naplucia na krzyż ale po spowiedzi i rozgrzeszeniu? Oczywiście potwierdzonego tzw, karta od spowiedzi?
Gwałt pewnie 200 pkt. , jeśli w prezerwatywie - 250 pkt.
Aleksandra Dencław (135 punktów)
>Założyłam ten temat gdyż jestem ciekawa co o tym myślicie.
Wydaje mi się, że noszenie za ciężkich plecaków ma duży wpływ na wady kręgosłupa, ale nie jest to chyba główna przyczyna. Cały dzień się przecież tego plecaka nie dźwiga, od klasy do klasy się go tylko przenosi i od razu odkłada. Na dłużej zakłada się tylko w drodze do/ze szkoły, czyli u niektórych 5 min, a u niektórych ok 1,5h czasami, zależy czy się idzie czy dojeżdża. Problem może się zwiększać gdy nosi się go nieprawidłowo, na jedno ramię, albo jak nosi się torbę, co ostatnio jest chyba coraz bardziej popularne (sama mam dużo znajomych, które noszą torby tak samo ciężkie jak mój plecak). Więcej problemów z plecami niż za ciężkie książki sprawia siedzący tryb życia i nieprawidłowa postawa. Najpierw się te parę godzin odsiedzi w szkole, a nikt raczej nie siedzi prosto jak drut... potem jeszcze po powrocie do domu większość ostatnio zasiada przed komputerem. Za mało ruchu, za dużo siedzenia, nic dziwnego, że kręgosłup się krzywi.
>Dziecko w podstawówce musi nosić tornister o wadze 8-12kg przy czym dziecko powinno podnosić ciężary wagi ok 10% swojej masy. Jest to śmieszne.
>Rozwiązaniem są szafki w szkołach, w których dzieci mogłyby zostawiać swoje rzeczy
Fakt, to jest kompletnie pozbawione sensu, że z wiekiem ciężar podręczników maleje. Szafki są dobrym pomysłem w szkołach podstawowych, gdy dziecko większość przyswaja na lekcji a nie ma zadawane do domu, albo raczej niewiele, wtedy wystarcza noszenie zeszytu. Potem trzeba nosić więcej, bo z podręczników korzysta się zarówno na lekcjach jak i zadaje się pracę domową i szafki się raczej nie sprawdzają.
>chmurki, dymki, cholera wie co jeszcze
Absolutna zgoda, takie książki z chmurkami, buźkami i zdjęciami mają jeszcze sens powiedzmy w przedszkolu i podstawówce, potem nie powinno ich być. Zresztą nawet w podręcznikach do podstawówki jest tego za wiele, trzeba by zmniejszyć ilość takich śmieci bo zwiększają ciężar książek nie wnosząc dużo treści. Zamiast 3 zdjęć na stronie wystarczyłoby jedno i to nie na każdej, a by dziecku nie wydawało się to monotonne można by dać więcej kolorów czcionek, podkreśleń czy czegoś innego co nie zajmuje tyle miejsca.
>by uczeń swoje podręczniki miał w domu, a w szkole (zakupiony przez szkołę) drugi komplet rozdawany na lekcji.
Raczej niewykonalne, od razu zacznie się gadanie, że szkołę na to nie stać. Poza tym co roku wchodzą nowe podręczniki, których biedna szkoła nie będzie przecież kupować, niech uczniowie kupują nowe i drogie...
>Kiedy chodziłam do podstawówki rozdawano tak atlasy historyczne i geograficzne (po jednym na ławkę)
Takie rozwiązanie dalej w większości szkół funkcjonuje.
m@jka (28 punktów)

>>by uczeń swoje podręczniki miał w domu, a w szkole (zakupiony przez szkołę) drugi komplet rozdawany na lekcji.
Nawet jak uczeń będzie miał 10 kompletów podręczników- w szafce szkolnej, w domu, u babci i nie wiadomo gdzie jeszcze,2 laptopy- jeden w domu, drugi w szafce szkolnej (laptop też waży!)to może, podkreślam MOŻE, będzie prostszy, ale na pewno nie mądrzejszy.
>Raczej niewykonalne, od razu zacznie się gadanie, że szkołę na to nie stać.
Poza tym co roku wchodzą nowe podręczniki, których biedna szkoła nie będzie przecież kupować, niech uczniowie kupują nowe i drogie...

A stać? Co to jest właściwie ta szkoła i skąd ma mieć pieniądze?
Nie wiem czy słusznie, ale wyczuwam ironię. Podręczniki nie wychodzą, tylko wydają je wydawnictwa a nie szkoły i to one na tym zarabiają.
A zmiany wprowadza co i rusz niezwykle przemądrzała pani minister,która chyba niezbyt lubi szkołę i nauczycieli( dokopać im! za te wakacje głównie)Nie rozumie, że strzelając do nauczycieli trafia też w uczniów.Dołożyła na przykład po 2 godz. do przepracowania każdemu nauczycielowi( za darmochę), a zapomniała, że aby nauczyciel pracował, to uczeń jest mu do tego jakby niezbędny,czyli też musi być 2 godz. dłużej. A jak w szkole pracuje na przykład 50 nauczycieli, to daje 100 godz.w tygodniu więcej...Biedny uczeń posiedzi do nocy, albo nawet do niedzieli, tylko na mszę się go wypuści...

11-09-2010 12:15 
 Ocena 2 na 2
liliac (147340 punktów)
>Dołożyła na przykład po 2 godz. do przepracowania każdemu nauczycielowi( za darmochę),

Co w połączeniu z szalonym pensum dydaktycznym w wysokości 18 (20?) godzin daje zaiste niewyobrażalną ilość pracy.

>a zapomniała, że aby nauczyciel pracował, to uczeń jest mu do tego jakby niezbędny,czyli też musi być 2 godz. dłużej.

Nie bardzo. Dodatkowe godziny wypracowywane są zazwyczaj albo w ramach obsługi świetlicy, albo w ramach godzin wyrównawczych i kółek przedmiotowych.
m@jka (28 punktów)

>Co w połączeniu z szalonym pensum dydaktycznym w wysokości 18 (20?) godzin daje zaiste niewyobrażalną ilość pracy.
Widzę,że na pracy nauczyciela znasz się doskonale-liczba godzin dydaktycznych równa się, według Ciebie, liczbie godzin pracy w ogóle.

>Nie bardzo. Dodatkowe godziny wypracowywane są zazwyczaj albo w ramach obsługi świetlicy, albo w ramach godzin wyrównawczych i kółek przedmiotowych.
Wyobraź sobie, że zazwyczaj tak nie jest. Poza tym w ramach "obsługi" świetlicy uczniowie też są tam wskazani. Na kółkach przedmiotowych i zajęciach wyrównawczych też się przydadzą.A jak każdy nauczyciel w danej szkole zapragnie prowadzić dodatkowe zajęcia, to uczniowie też muszą pragnąć w nich uczestniczyć. Zapewniam Cię, że jak się to dokładnie policzy, to uczniowie będą musieli w szkole zamieszkać. No cóż, może właśnie o to chodzi, wszak ich zapracowani rodzice nie mają czasu, nauczyciel ma...
11-09-2010 20:23 
 Ocena 1 na 1
liliac (147340 punktów)
>>Co w połączeniu z szalonym pensum dydaktycznym w wysokości 18 (20?) godzin daje zaiste niewyobrażalną ilość pracy.
>Widzę,że na pracy nauczyciela znasz się doskonale-liczba godzin dydaktycznych równa się, według Ciebie, liczbie godzin pracy w ogóle.

Tylko te godziny da się sensownie rozliczyć, pozostałe, przeznaczone teoretycznie na przygotowywanie się do zajęć, sprawdzanie prac domowych i klasówek, etc cechuje pewna dowolność w zakresie wykorzystania przez nauczycieli. Też poproszę, by moją pracę kontrolowano tylko w wymiarze połowy etatu- co do reszty, niech społeczeństwo zaufa, że wykorzystam czas, za który mi się płaci w sposób efektywny.

A na pracy nauczyciela- i owszem- trochę się znam- mam nauczycieli w rodzinie i wśród znajomych.

>>Nie bardzo. Dodatkowe godziny wypracowywane są zazwyczaj albo w ramach obsługi świetlicy, albo w ramach godzin wyrównawczych i kółek przedmiotowych.
>Wyobraź sobie, że zazwyczaj tak nie jest.

Rozumiem, że dysponujesz statystykami na ten temat? Bo jeśli nie, to mamy tylko twoje obserwacje przeciw moim.

>Poza tym w ramach "obsługi" świetlicy uczniowie też są tam wskazani.

Nie spędza się dodatkowych uczniów "po godzinach" do świetlicy Naprawdę nie trzeba- oni już tam są Najwyżej zmniejszy się zapotrzebowanie na dodatkowe etaty.

>Na kółkach przedmiotowych i zajęciach wyrównawczych też się przydadzą.A jak każdy nauczyciel w danej szkole zapragnie prowadzić dodatkowe zajęcia, to uczniowie też muszą pragnąć w nich uczestniczyć.

Tak, jasne. Te tabuny dzieci zmuszanych do uczestniczenia w kołach zainteresowań Przymuszane brutalnie do zamieszkiwania szkół i zdobywania wiedzy Jasne.

>Zapewniam Cię, że jak się to dokładnie policzy, to uczniowie będą musieli w szkole zamieszkać.

W szkołach, z którymi mam kontakt na razie zmniejszy to jedynie liczbę godzin "nadliczbowych" dla nauczycieli, jakkolwiek rozumiem w pewnym sensie ich rozgoryczenie- zawszeć to mniejszy zarobek.
m@jka (28 punktów)
Też poproszę, by moją pracę kontrolowano tylko w wymiarze połowy etatu- co do reszty, niech społeczeństwo zaufa, że wykorzystam czas, za który mi się płaci w sposób efektywny.
Nie mam pojęcia, czy Twoją pracę można w ogóle porównać z pracą nauczyciela, więc się nie wypowiadam.Myślę, że miernikiem efektywności pracy nauczyciela są jego uczniowie, a dokładniej ich osiągnięcia, a to "społeczeństwo" sprawdza na bieżąco
(np.matura)

>>>Nie bardzo. Dodatkowe godziny wypracowywane są zazwyczaj albo w ramach obsługi świetlicy, albo w ramach godzin wyrównawczych i kółek przedmiotowych.
>>Wyobraź sobie, że zazwyczaj tak nie jest.
>Rozumiem, że dysponujesz statystykami na ten temat? Bo jeśli nie, to mamy tylko twoje obserwacje przeciw moim.
Użyłam słowa "zazwyczaj" właśnie dlatego, że padło w Twojej wypowiedzi,w związku z tym nie pojmuję ironii.
>>Poza tym w ramach "obsługi" świetlicy uczniowie też są tam wskazani.
>Nie spędza się dodatkowych uczniów "po godzinach" do świetlicy Naprawdę nie trzeba- oni już tam są
Pewnie byłaś i widziałaś...
No właśnie- "nie spędza się".A co zrobić jeśli ich nie ma,a pani ze świetlicy musi wykazać jeszcze 2 godziny?
>>Na kółkach przedmiotowych i zajęciach wyrównawczych też się przydadzą.A jak każdy nauczyciel w danej szkole zapragnie prowadzić dodatkowe zajęcia, to uczniowie też muszą pragnąć w nich uczestniczyć.
>Tak, jasne. Te tabuny dzieci zmuszanych do uczestniczenia w kołach zainteresowań Przymuszane brutalnie do zamieszkiwania szkół i zdobywania wiedzy Jasne.
To konkretnie- uczeń III kl. gimnazjum ma ok.33 godz. w tygodniu(3x7godz+ 2x6). Dorzuć mu jeszcze parę kółek, wyrównawcze, SKS, będzie uszczęśliwiony.
>>Zapewniam Cię, że jak się to dokładnie policzy, to uczniowie będą musieli w szkole zamieszkać.
>W szkołach, z którymi mam kontakt na razie zmniejszy to jedynie liczbę godzin "nadliczbowych" dla nauczycieli, jakkolwiek rozumiem w pewnym sensie ich rozgoryczenie- zawszeć to mniejszy zarobek.
W szkołach, które ja znam,nie ma nadliczbowych godzin,każda więc dodatkowa godzina jest też dodatkowa dla ucznia.
12-09-2010 09:29 
 Ocena 1 na 1
liliac (147340 punktów)
>Myślę, że miernikiem efektywności pracy nauczyciela są jego uczniowie, a dokładniej ich osiągnięcia, a to "społeczeństwo" sprawdza na bieżąco
>(np.matura)

To znaczy chyba, że w skali ogólnej są fatalnie nieefektywni. Czyli ani efektów, ani nawet możliwości rozliczenia czasowego.

>>Nie spędza się dodatkowych uczniów "po godzinach" do świetlicy Naprawdę nie trzeba- oni już tam są
>Pewnie byłaś i widziałaś...

Widywałam, i owszem To ma coś do rzeczy? Sugerujesz, że szkoły mają puste świetlice?

>No właśnie- "nie spędza się".A co zrobić jeśli ich nie ma,a pani ze świetlicy musi wykazać jeszcze 2 godziny?

W polskiej szkole? Toż ona ma dawna rozpisane te godziny np. w świetlicy i jeśli nikogo nie ma, to po prostu tam siedzi. Naprawdę widziałaś kiedyś dzieci siłą sprowadzane po lekcjach do świetlicy?

>To konkretnie- uczeń III kl. gimnazjum ma ok.33 godz. w tygodniu(3x7godz+ 2x6). Dorzuć mu jeszcze parę kółek, wyrównawcze, SKS, będzie uszczęśliwiony.

Trudno mi oceniać stopień uszczęśliwienia innych, ale w mojej szkole na kółka chodziło się chętnie. Mieliśmy, co prawda, dość dobrych nauczycieli, to może nieco zmieniać sytuację.

>W szkołach, które ja znam,nie ma nadliczbowych godzin,każda więc dodatkowa godzina jest też dodatkowa dla ucznia.

Może jest tam za dużo nauczycieli w takim razie Zapewniam cię, że rodzice mają prawo interweniować, jeśli ich dzieci są zmuszane do przebywania w szkole w godzinach pozalekcyjnych.

Dobra, OT robimy, więc może przestańmy, ale w końcu sama zaczęłaś z tymi strasznymi bezpłatnymi dodatkowymi godzinami dla nauczycieli.
Alpha Phoenicis (4607 punktów)
Ja jestem zdania, że książki w ogóle nie powinny być używane w szkołach, bo to tylko marnotrawstwo papieru, pieniędzy i kręgosłupa Nie wiem na ile to realne, ale jakby zaopatrzyć dzieciaka w netbook/laptop/tablet + płytę CD/pliki to rezultat mógłby być taki sam jak przy nauce z książek, a może nawet lepszy.

Aha, moja siostra nosi więcej książek ode mnie, ja miałam dzisiaj 2 zeszyty i bułkę
10-09-2010 21:10 
 Ocena 2 na 2
Sakura (114 punktów)
Super. Pomysł genialny tylko jeden mały szkopuł tkwi w tym że nie ma na to pieniędzy. Ministerstwo nie opłaci dla wszystkich uczniów sprzętu a rodziców większości nie stać na to chociaż wiem że w kilku placówkach wprowadzono taki system nauczania i nawet są z niego zadowoleni.
11-09-2010 00:47 
 Ocena 1 na 1
-jad- (18783 punktów)
>Super. Pomysł genialny tylko jeden mały szkopuł tkwi w tym że nie ma na to pieniędzy.

No tak. To jest chyba największy problem ale przy odrobinie dobrej woli dałoby się go przeskoczyć. Laptopy są coraz tańsze ale również coraz lepsze. A gdyby tak zaprojektować specjalnego "szkolnego" laptopa z dedykowanym, mocno okrojonym oprogramowaniem. Nie musi to mieć czterordzeniowego procka, 8 giga ramu i kosmicznej karty graficznej. Oby można było na nim czytać z obrazkami czy coś tam zanotować. Ewentualnie, niech będzie możliwe odpalenie na tym jakiejś prostej prezentacji czy filmiku i to wszystko. Do tego napęd albo jedno gniazdo usb i nic więcej. Całość w masowej produkcji powinna być tania jak barszcz. Może tańsza niż przeciętna szkolna wyprawka a przecież wystarczająca na kilka lat.


Tak widzę to do momentu, gdy znajdziesz kolejną nieścisłość.
11-09-2010 10:17 
 Ocena 2 na 2
Alpha Phoenicis (4607 punktów)
+Linux z lekkim środowiskiem graficznym, co by nie wzbogacać panów z Mic... znaczy się żeby rodzice mieli taniej

Widziałam gdzieś na allegro takie małe, tanie, badziewne netbooki za... mniej niż 300zł. Znaczy się do notowania zupełnie by wystarczyły, a waga chyba kilograma nie przekraczała... Jak na zastosowania szkolne idealne. Dodatkowo jakby kupić dla całego rocznika hurtem, wyszłoby jeszcze taniej...
11-09-2010 10:29 
 Ocena 3 na 3
Alicja Duda (25557 punktów)
>Widziałam gdzieś na allegro takie małe, tanie, badziewne netbooki za... mniej niż 300zł. Znaczy się do notowania zupełnie by wystarczyły, a waga chyba kilograma nie przekraczała... Jak na zastosowania szkolne idealne. Dodatkowo jakby kupić dla całego rocznika hurtem, wyszłoby jeszcze taniej...
Jak zaopatrzymy dzieci w netbooki to te dzieci nigdy nie nauczą się pisać. Będą szybko klepać w klawiaturę ale z własnym ręcznym podpisem będą miały kłopoty.
Może taka jest przyszłość? Nie wiem. Następne uzależnienie się od prądu.
11-09-2010 10:46 
 Ocena 2 na 2
Alpha Phoenicis (4607 punktów)
>Jak zaopatrzymy dzieci w netbooki to te dzieci nigdy nie nauczą się pisać.
Ale zaraz, liczy się umiejętność kaligrafii czy nauka liter i przekazywanie informacji? Bo ja bardziej przykładam wagę do tego jak ktoś pisze, czy da się zrozumieć jego mail/post, umie ortografię niż do tego czy ktoś bazgroli jak kura pazurem czy kaligrafuje jedną literkę przez 20 minut.

>Będą szybko klepać w klawiaturę ale z własnym ręcznym podpisem będą miały kłopoty.
>Może taka jest przyszłość? Nie wiem. Następne uzależnienie się od prądu.
Teoretycznie w przyszłości podpisem może być skan linii papilarnych albo czegoś w tym rodzaju. Ale to już dalsza przyszłość
11-09-2010 11:12 
 Ocena 2 na 2
-jad- (18783 punktów)
>Jak zaopatrzymy dzieci w netbooki to te dzieci nigdy nie nauczą się pisać. Będą szybko klepać w klawiaturę ale z własnym ręcznym podpisem będą miały kłopoty.

Nie sądzę, żeby był to jakiś wielki problem. Zdaje mi się, że jeśli ktoś będzie znał literki nawet tylko z ekranu, to pewnie topornie ale jakoś będzie umiał je odtworzyć ołówkiem na kartce. Sprawę może rozwiązać podpis elektroniczny albo odcisk palca, jak mówi Alpha.

>Może taka jest przyszłość? Nie wiem. Następne uzależnienie się od prądu.

Zdaje mi się, że jesteśmy już uzależnieni w takim stopniu, że takie kolejne małe coś nie będzie miało na naszą sytuację żadnego wpływu. Ostatecznie można wprowadzić nowy przedmiot- pisanie ręczne i na nim ćwiczyć. Wystarczy do tego jeden lekki zeszyt.


Tak widzę to do momentu, gdy znajdziesz kolejną nieścisłość.
12-09-2010 06:15 
 Ocena 1 na 1
Vytautas (4394 punktów)
>Jak zaopatrzymy dzieci w netbooki to te dzieci nigdy nie nauczą się pisać. Będą szybko klepać w klawiaturę ale z własnym ręcznym podpisem będą miały kłopoty.
>Może taka jest przyszłość? Nie wiem. Następne uzależnienie się od prądu.
   Ano, jest. Kiedy wymyślono stalówki, nauczyciele uznali, że uniemożliwiają one piękne pisanie i wymagali pisania gęsimi piórami. To samo było z długopisami -- podobno psuły charakter pisma. Ja czuję się teraz kaleki wyklepując jednym palcem i powoli tekst na klawiaturze komputera. Każda nowość ma swoje 'zady i walety', ale chyba jednak więcej zalet.
spellbinder (8577 punktów)
>>Widziałam gdzieś na allegro takie małe, tanie, badziewne netbooki za... mniej niż 300zł. Znaczy się do notowania zupełnie by wystarczyły, a waga chyba kilograma nie przekraczała... Jak na zastosowania szkolne idealne. Dodatkowo jakby kupić dla całego rocznika hurtem, wyszłoby jeszcze taniej...
>Jak zaopatrzymy dzieci w netbooki to te dzieci nigdy nie nauczą się pisać. Będą szybko klepać w klawiaturę ale z własnym ręcznym podpisem będą miały kłopoty.
>Może taka jest przyszłość? Nie wiem. Następne uzależnienie się od prądu.

Powiem szczerze, że nigdy nie potrafiłem ładnie pisać. Nawet jak się starałem, to jednak te literki nie wychodziły zbyt czytelnie - teraz niczego już nie trzeba robić ręcznie, bo po jaką cholerę? Na klawiaturze jest szybciej, mniej paluchy bolą, wszystko jest absolutnie czytelne. Za kilka lat w ogóle można będzie przestać pisać ręcznie. A podpis to podpis - ile tych podpisów to faktyczne litery, a ile zawijasy dla szpanu? człowiek siedzi i ćwiczy ten swój podpis, jakieś bączki dodaje, esy floresy, żeby było bardziej "dorosło".
11-09-2010 10:25 
 Ocena 2 na 2
szperacz (2861 punktów)
> Całość w masowej produkcji powinna być tania jak barszcz.

Znając żywiołowość uczniów myślę, że taki laptop musiałby być jeszcze superodporny, głównie na uderzenia i zgniecenia, a to podrożyłoby koszty.
spellbinder (8577 punktów)
>> Całość w masowej produkcji powinna być tania jak barszcz.
>Znając żywiołowość uczniów myślę, że taki laptop musiałby być jeszcze superodporny, głównie na uderzenia i zgniecenia, a to podrożyłoby koszty.

i zwiększyło wagę
11-09-2010 10:11 
 Ocena 4 na 4
Alpha Phoenicis (4607 punktów)
>Super. Pomysł genialny tylko jeden mały szkopuł tkwi w tym że nie ma na to pieniędzy.
Gdyby tak podliczyć koszt książek z 6 klas podstawówki + 3 klas gimnazjum, to koszt netbooka tylko i wyłącznie szkolnego (w liceum/technikum kupi sobie nowy) wyniósłby może i 3 razy mniej, niż zakup wszystkich nowych zestawów książek, podręczników, zeszytu do przedmiotu, zeszytu do czegośtam, atlasu, dupereli, długopisów, markerów, flamastrów, ołówków, kredek, piórników, brokatów i co to jeszcze w tych czasach dzieciaczki sobie wymyśliły. Aha, i o plastelinie zapomniałam.
> Ministerstwo nie opłaci dla wszystkich uczniów sprzętu a rodziców większości nie stać na to chociaż wiem że w kilku placówkach wprowadzono taki system nauczania i nawet są z niego zadowoleni.

A jakby tak taki netbook był kupowany przez ministerstwo/szkołę/kogośtam, a potem rodzice zwracali by na niego miesięczne raty... Przypominam, że wtedy byliby zwolnieni z kupowania książek i rzeczy z nimi związanych. Gdyby takie netbooki były wystarczająco badziewne (w sensie, że nie pograsz na nich w najnowsze gry) i wyjątkowo powszechne to mogłyby być nawet noszone w plecakach, bo i mało kto by je chciał ukraść.
11-09-2010 11:22 
 Ocena 1 na 1
-jad- (18783 punktów)
>Gdyby takie netbooki były wystarczająco badziewne (w sensie, że nie pograsz na nich w najnowsze gry) i wyjątkowo powszechne to mogłyby być nawet noszone w plecakach, bo i mało kto by je chciał ukraść.

Tak, dokładnie o to mi chodzi. Żeby nie był to nawet badziewny klasyczny laptop a tylko podobne urządzenie. Bez możliwości rozbudowy czy instalacji normalnego systemu operacyjnego. Powinno to zniechęcić każdego złodzieja i nie odwracać uwagi dzieciaka od nauki.


Tak widzę to do momentu, gdy znajdziesz kolejną nieścisłość.
11-09-2010 11:58 
 Ocena 2 na 2
stilgar (7322 punktów)
>>Gdyby takie netbooki były wystarczająco badziewne (w sensie, że nie pograsz na nich w najnowsze gry) i wyjątkowo powszechne to mogłyby być nawet noszone w plecakach, bo i mało kto by je chciał ukraść.
>Tak, dokładnie o to mi chodzi. Żeby nie był to nawet badziewny klasyczny laptop a tylko podobne urządzenie. Bez możliwości rozbudowy czy instalacji normalnego systemu operacyjnego. Powinno to zniechęcić każdego złodzieja i nie odwracać uwagi dzieciaka od nauki.

Wystarczyłoby, aby system był zainstalowany w pamięci tylko do odczytu, a zapis możliwy byłby tylko na kartach pamięci. Dokładnie takie rozwiązania są montowane w większości nowych laptopów ( dystrybucja Splashtop, np. w ExpressGate Asusa ) - uruchamia się to w 10 sekund i pozwala na pracę z preinstalowanymi programami. Oprócz tego brak twardego dysku znacząco obniżyłby wagę i rozmiary takiego laptopa. Biorąc pod uwagę to, że dzieci miałbyby korzystać z tego w szkole, możnaby też zrezygnować z baterii, co dalej obniżyłoby wagę i cenę...
kapitan AS (298 punktów)
>Przypominam, że wtedy byliby zwolnieni z kupowania książek

Dlaczego?

Można by było korzystać z elektronicznych wersji książek tylko, że one nie są za darmo a pewnie za darmo by ich nikt nie rozprowadzał. Tańsze by były i to pewnie sporo, bo za papier się by nie płaciło i w internecie taniej by się kupiło, ale nie za darmo. No chyba, że wszyscy z klasy się zrzucają na jeden egzemplarz i go kopiują, ale to by było przestępstwo. A takie laptopy pewnie, co chwile u niektórych było by trzeba wymieniać na nowe. No i czy wszyscy by robili notatki? Ja pamiętam jak na lekcji informatyki mieliśmy przepisać pewien tekst. Jedna osoba napisała reszta skopiowała i przeglądała sobie strony w internecie. Tu mogłoby być tak samo a ograniczenie możliwości laptopa to głupota, bo, po co by on miał być? Tylko dla robienia notatek to bezsens. Jak za ciężko nosić kilka zeszytów to się ma jeden do wszystkiego. Taki, w którym można wyrwać kartkę, która ma dziurki i włożyć ją do segregatora w domu żeby wszystkich notatek nie nosić. Książki też mogą mieć możliwość wyjmowania pojedynczych kartek. Jak by miał być bez internetu, bez możliwości wgrania tam czegoś to strata pieniędzy.
Biedne dzieci, których nie stać na własny komputer nie zyskają jak nałoży się takie ograniczenia, bo robić notatki i książki czytać można bez komputera a te, których stać walną tego w kont i będą korzystały z własnego. Skoro książki będzie można czytać na tym laptopie to i pewnie świerszczyki na lekcjach będą oglądane przez część uczniów.
spellbinder (8577 punktów)
>Witam.
>Przeraża mnie to co się dzieje w szkołach. Dziecko w podstawówce musi nosić tornister o wadze
>8-12kg przy czym dziecko powinno podnosić ciężary wagi ok 10% swojej masy. Jest to śmieszne. Później
>zaś wszyscy są zaskoczeni że coraz więcej dzieci ma problemy z kręgosłupem. Uczniowie szkół
>podstawowych noszą więcej niż uczniowie szkół średnich a przecież to starsi mogą nosić plecaki o
>takiej masie jeśli mielibyśmy się stosować do metody 10% masy ciała równa się ciężar przenoszonych
>rzeczy.
>Założyłam ten temat gdyż jestem ciekawa co o tym myślicie.
>

Czyli chcecie dyskryminować dzieci ze względu na predyspozycje genetyczne związane z ich wagą?

No ale faktycznie dałoby się całe te tornistry ograniczyć do góra kilograma, jeśli wliczyć w to śniadanie i wodę.

Parę kartek, długopis ołówek i pierdoły w stylu cyrkiel, linijka.

Książka jest potrzebna w domu. Dlaczego w domu? Bo w domu się trzeba nauczyć. Bo w domu nie ma nauczyciela.

Na lekcji nauczyciel opowiada to co ma opowiedzieć, mazia sobie po tablicy jak trzeba. W domu dzieci wiedzę utrwalają. Po jaką cholerę w szkole książka?!!

Kartki do segregatora i nawet kilku zeszytów nosić nie trzeba. Wystarczy pomyśleć, ale w szkołach o to dość trudno.
16-09-2010 14:09 
 Ocena 1 na 1
Sakura (114 punktów)

Cytat:
Czyli chcecie dyskryminować dzieci ze względu na predyspozycje genetyczne związane z ich wagą?

Nikt tu nie chce dyskryminować dzieci. Dziecko to jest dziecko a nie wół do ciągania za sobą zbędnych książek zeszytów i nie wiadomo jeszcze czego. Temat założony został po to aby pokazać że jest problem z bagażem/tornistrem szkolnym a nie dlatego że jest problem z dziećmi i ich "predyspozycjami genetycznymi związanymi z ich wagą"
spellbinder (8577 punktów)
> Cytat:
Czyli chcecie dyskryminować dzieci ze względu na predyspozycje genetyczne związane z ich wagą?

>Nikt tu nie chce dyskryminować dzieci. Dziecko to jest dziecko a nie wół do ciągania za sobą zbędnych książek zeszytów i nie wiadomo jeszcze czego. Temat założony został po to aby pokazać że jest problem z bagażem/tornistrem szkolnym a nie dlatego że jest problem z dziećmi i ich "predyspozycjami genetycznymi związanymi z ich wagą"
>

No dzieci słabe się będą mogły mniej nauczyć, jeśli by stosować kryteria typu 10% masy ciała. Poza tym uważam, że chyba jest w tym wszystkim lekka przesada. Ile czasu ten dzieciak tornister nosi? Do tramwaju, i z tramwaju do szkoły. Raptem kilkaset metrów.

Druga rzecz, że nie ma absolutnie żadnego sensu pitolenie o 10-kilogramowych plecakach. Właśnie sobie coś zważyłem - w plecaku osiem książek, łącznie jakieś 5000 stron, wszystkie w twardej oprawie. Waży to raptem 5 kilo. Jakim cudem więc kilka chudziutkich książek i parę zeszytów ma ważyć więcej, niż te tomiszcza?

Ważą te plecaki i naprawdę nie jest winą systemu oświaty, że dzieciak ładuje sobie do tornistra dwa litry koli.
Sakura (114 punktów)
Dla ciebie może te 5kg to nic ale dla dziecka te 5kg to aż 5kg. W podstawówce dzieci poza książkami noszą też jakieś farby, mazaki, kredki itp. a to wszystko waży. A po za tym nie wiem czy zauważyłeś ale te tornistry czasami ważą po 2kg a wybiera je się tylko ze względu na panującą modę.
Po co dzieci mają taszczyć te "chudziutkie" książki z domu do tramwaju i z tramwaju do szkoły i z powrotem. Może szafki w szkołach to lepszy pomysł? Ale po co szafki? Lepiej żeby sobie dziecko podźwigało bez sensu. (sarkazm)
A jeśli chodzi o kolę to można to sobie darować.
16-09-2010 16:56 
 Ocena 1 na 1
spellbinder (8577 punktów)
>Dla ciebie może te 5kg to nic ale dla dziecka te 5kg to aż 5kg. W podstawówce dzieci poza książkami noszą też jakieś farby, mazaki, kredki itp. a to wszystko waży. A po za tym nie wiem czy zauważyłeś ale te tornistry czasami ważą po 2kg a wybiera je się tylko ze względu na panującą modę.
>Po co dzieci mają taszczyć te "chudziutkie" książki z domu do tramwaju i z tramwaju do szkoły i z powrotem. Może szafki w szkołach to lepszy pomysł? Ale po co szafki? Lepiej żeby sobie dziecko podźwigało bez sensu. (sarkazm)
>A jeśli chodzi o kolę to można to sobie darować.
>

Tak, ale ja specjalnie wypakowałem plecak absolutnie po brzegi książkami, które miały po 800, a niektóre i po 1200 stron. farby w najlepszym razie ważą 150gramów, piórnik może 200. Ważyłem te książki razem z tornistrem i razem z nim wyszło trochę poniżej 5 kilo.

a 5 (a i to na wyrost mierzone, bo książki szkolne są lżejsze) kilo to nie 10 czy 12 jak sugerują niektórzy. 12 może i któryś ważył, ale to był odosobniony przypadek.

Niech dźwigają, żeby tężyznę fizyczną kształtować Ale trzeba zrobić medialną sensację, można powiedzieć, że dzieci się przedźwigać mogą. co tam 12 kilo, od razu niech piszą że 20, i tak nikt się nie skapnie, że to bzdury.

Dla zabawy zważyłem sobie 10-tomowy słownik języka polskiego wydany w 1965 roku. Do plecaka się toto nie zmieści nawet. waga - około 13 kilogramów. ponad 10 tysięcy stron, format większy niż szkolne książki. Ustawione jeden na drugim dają wysokość 56 cm. Jakim cudem kilka zeszytów i książek szkolnych miałoby ważyć prawie tyle samo?!

Cudem drukarskim, żeby była afera. żeby się pisemka sprzedawały.
Sakura (114 punktów)
Przypomnij sobie jak to było jak chodziłeś do szkoły podstawowej. Ja to pamiętam tak. Bolały mnie plecy, do szkoły miałam 3km które najczęściej pokonywałam rowerem. Plecak był strasznie ciężki - to jest rzecz której nie zapomnę. Może rzeczywiście te 10kg plecaki to przesada ale nawet jeśli ten plecak waży mniej to i tak jest utrudnieniem. Dlaczego nie można by było zostawiać tego wszystkiego w szkole albo nie nosić tego w ogóle do szkoły.
Ważę jakieś 50kg i nie jestem jakoś szczególnie wysportowana a ostatnio miałam zaszczyt ponoszenia plecaka który był dosłownie wypchany książkami (plecak nie należał do małych) i na pewno nie chciałabym go nosić przez kolejny dzień. Dzieci z podstawówki może i mają plecaki które ważą mniej niż ten mój ale podkreślmy fakt że są oni młodsi, mniej ważą i nie są raczej wybitnie umięśnieni a muszą nosić te plecaki dzień w dzień. Jakby miało to większy sens.
Ważysz pewnie jakieś 70kg (przypuszczam) a chcesz się równać z osobą która waży połowę tego co ty?
Alicja Duda (25557 punktów)
Mam już trochę lat, niedługo mój wnuk pójdzie do szkoły i możecie mi uwierzyć odkąd pamięcią sięgam we wrześniu zawsze była dyskusja o ciężkich tornistrach uczniów.
Wszyscy wiedzą, że to źle ale nic się nie zmienia.
I chyba dalej nic się nie zmieni.
Ten system szkolnictwa tak ma.
Vytautas (4394 punktów)
>Mam już trochę lat, niedługo mój wnuk pójdzie do szkoły i możecie mi uwierzyć odkąd pamięcią sięgam we wrześniu zawsze była dyskusja o ciężkich tornistrach uczniów.
>Wszyscy wiedzą, że to źle ale nic się nie zmienia.
>I chyba dalej nic się nie zmieni.
>Ten system szkolnictwa tak ma.

   Istotą sprawy jest przeświadczenie o tym, że dziecko powinno być wychowywane przez rodziców; z nimi mieszkać, jeść i spać, a do szkoły tylko chodzić. A może by tak posłać wszystkie dzieci do internatów? Miałoby to swoje wady i zalety, ale zwróćcie uwagę, że najlepsze szkoły angielskie dla młodzieży z 'wyższych sfer' są zinternatowane.
boney (9 punktów)
Osobiście nie pamiętam tego jaki mialem ciężki plecak w podstawówce, ale przypominam sobie doskonale gimnazjum w którym były szafki w których praktycznie nikt nie trzymał książek ... czemu? - NIE MAM POJĘCIA... tylko kurtki, strój do wf, jaka piłka do gry... a ksiązki sporadycznie.

Technikum to juz mniej do noszenia, a uczelnia - to wiecej waży jedzenie niz 2 zeszyty...

Wydaje mi sie, że urząd powinien coś z tym zrobić - obowiązkowe szafki czy coś. Przeciez w każdej klasie są szafy (czesto puste) i myślę, że znalazło by sie miejsca na te kilka książek. Wystarczy tylko chcieć, ale puki co tylko sie o tym słyszy jakie ksiązki są cieżkie, ale o szafkach nie za wiele...
Sakura (114 punktów)
Byłeś szczęściarzem jeśli miałeś w gimnazjum szafki. Ja nie miałam. Mogłeś zostawić tam wszystko co chciałeś a ja mogłam w szatni zostawić kurtkę a strój na w-f musiałam nosić ze sobą przez cały dzień. Trochę to się zmieniło w dalszych etapach edukacji ale stwierdzam że nim się jest młodszym tym więcej potrzebnych jak i niepotrzebnych się nosi do szkoły.
Tak najlepiej pogadać pogadać a jak co do czego przyjdzie to nauczyciele/dyrekcja jak i sami rodzice mają to głęboko w czterech literach a biedne dzieci dalej noszą pół szkoły w plecaku.
apud (4399 punktów)

>Wydaje mi sie, że urząd powinien coś z tym zrobić -

A czemu nie zaważyć tornistry po sprawdzeniu co w nich jest?
A dopiero wtedy cudować ze sa za ciężkie.

Wróć do listy wątków działu O wszystkim i o niczym
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365