Racjonalista - Strona głównaDo treści
Jak zareagować na tak dramatyczny apel?

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Społeczeństwo i kraj
NapisanoAutorTytuł
22-11-2013 12:24Lucyna Sępska Quenallata (4714 punktów)Jak zareagować na tak dramatyczny apel?
Ocena 21 na 21
Pani Dorota Wojcik z Fundacji Wolności od Religii otrzymała dramatyczny list od ucznia 3 klasy gimnazjum:

Cytat:
"Mam 15 lat, chodzę do 3 klasy gimnazjum (...). Od początku tego roku szkolnego nie chodzę na religię. Jednak nie rozwiązało to żadnych problemów, a nawet przysporzyło kolejnych. (...)
Gdzieś do grudnia ubiegłego roku religia była mi obojętna, pomimo sprawdzianów z jakiś zakłamanych katechizmów, których nie obowiązywała zasada "3 sprawdziany w jednym tygodniu" nada przez szkołę, ale do oceny się liczyły, a ta ocena liczyła się do średniej. W grudniu odbyły się rekolekcje zamknięte w ośrodku, oczywiście obowiązkowe, podczas weekendu. W sumie, za rozkazem Rodziców pojechałem. Tam doszedłem już do takiego 100% wniosku, ze nie jestem wierzący. Gdzieś w lutym, po wielu rozmowach z rodzicami postanowiłem, że nie idę do bierzmowania oraz, że nie będę chodził na religię (rodzice i ogólnie cała rodzina jest głęboko wierząca).
Wtedy się wszystko zaczęło. Po oświadczeniu, że nie idę do bierzmowania siostra zaczęła pytać mnie na każdej lekcji, sprawdzać i doszukiwać się wszędzie błędów. Dostawałem jedynki, dostawałem punkty ujemne (do zachowania) nawet gdy siedziałem nic nie mówiąc, nic nie robiąc. Najwyraźniej siostra postanowiła obniżyć mi średnia ocen, bo wiedziała, ze mam z nimi nie najlepiej, ponieważ przygotowywałem się do olimpiad i brakowało mi czasu na naukę z innych przedmiotów.
Po jakimś czasie siostra wpadła na genialny pomysł - robienie na lekcjach kartkówek typu "opisz, o czym mówił ksiądz wczoraj na mszy"; "o czym było kazanie", a że do kościoła nie chodziłem, dostawałem niskie oceny.
Kilka tygodni potem odbyło się spotkanie w sprawie bierzmowania z proboszczem i siostrą - sprawdzanie indeksów, zadawanie pytań. Oświadczyłem siostrze kilka dni przed, ze mnie nie będzie, ponieważ nie idę do bierzmowania. Dobrze o tym wiedziała.
Dzień po tymże spotkaniu można powiedzieć, ze zaczęło się piekło dla mnie. Podchodziły do mnie osoby, które znam od dobrych kilku lat, ale także takie, które znam tylko "z widzenia" na szkolnym korytarzu. Okazało się, ze na spotkaniu rozmawiano głównie o mnie. Dowiedziałem się potem, że "jestem tchórzliwym szczurem, który ucieka od Boga", "że takie chwasty jak ja powinno się w porę wyciąć" etc. Z racji, ze nie była to jedna, dwie osoby, tylko ze 30 co najmniej powiedziałem o zajściu rodzicom. Mama pojechała do siostry, aby z nią wyjaśnić wszystko. Ona się wyparła, ale za to ksiądz nie i dalej śmiało głosił swoje zdanie o mnie. W każdym razie na jakiś czas sprawa ostygła. Poza komentarzami na lekcjach religii, które były dalej obecne. Wychowawczyni twierdziła, ze skoro jest już maj nic z tym nie mogę zrobić i muszę czekać do końca roku.
W tym roku mama w dzień rozpoczęcia roku poszła załatwić w szkole, abym nie chodził na religię. Oczywiście dostała oświadczenie do podpisania. Powiedziałem mamie, ze nie musi tego podpisywać, jednak pani dyrektor nalegała i powiedziała ze tu chodzi o to, że mama bierze za mnie odpowiedzialność. Religia jest w poniedziałek i wtorek na 3 lekcji od końca. Więc mam godzinę wolną. Jak się okazało później, wyrażenie "biorę odpowiedzialność za mojego syna" (na oświadczeniu, podpisanym przez moja mamę) znaczy u mnie w szkole tyle, ze mam w tym czasie przebywać na świetlicy pod opieką nauczyciela. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie to, ze po pierwsze jest to również jadalnia, a religia wypada między przerwami obiadowymi. Więc rozlany rosół i jedzenie wszędzie obecne było na porządku dziennym. Dodatkowo pani na świetlicy, która nie pozwalała mi się uczyć tego co chciałem (biologii na konkurs) tylko kazała rozwiązywać testy o biblii. Poza tym byłem stamtąd regularnie przeganiany przez panie sprzątające, które mówiły ze muszą posprzątać, a gdy mówiłem, ze mam tu przebywać, mówiły żebym się oduczył wydziwiania...
Postanowiłem, ze te dwie godziny w tygodniu spędzę poza szkoła, a gdy zaczęło robić się zimniej, w szatni. Jednak stamtąd też jestem wyganiany. Już nawet przestałem przejmować się komentarzami na lekcjach religii na mój temat, które słyszę będąc w szatni (szatnie są kilka metrów od sali od religii...), ale po prostu nie mam nawet gdzie się wtedy podziać. A potrzebuje tylko ławki żeby usiąść i oświetlenia, żebym w spokoju mógł się pouczyć.
Sam nie wiem, co mam zrobić. Mam wrażenie, że w tej szkole nic się nie da zrobić. Obowiązkowe mszę, na każdym apelu ksiądz, a na dodatek brak obiektywnego nauczania. Bo teorię typu "człowiek to nie zwierzę, to istota boska" chociażby na geografii, oraz rozmowy o Bogu na języku polskim i pisanie o tym zadań domowych nie jest niczym obcym. Dodatkowo, na ostatnim apelu z okazji Święta Niepodległości nie mogło zabraknąć wątku o "zamachu pod Smoleńskiem", o "prawdziwych patriotach, którzy oddali życie za upadającą Polskę".
Mam nadzieję, ze pomoże mi w jakiś sposób Pani, postara się w jakiś sposób doradzić , co mam zrobić. (...)


Co można zrobić, jak zareagować, żeby jednocześnie nie zrobić jeszcze większej krzywdy temu odważnemu, młodemu człowiekowi.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

slik (20011 punktów)
>Pani Dorota Wojcik z Fundacji Wolności od Religii otrzymała dramatyczny list od ucznia 3 klasy
>gimnazjum
Inkwizycja wersja light. Młody człowiek powinien wszystko notować i w miarę możliwości dokumentować. A Pani Dorota powinna ostro zainterweniować.
22-11-2013 14:16
 Ocena 14 na 14
Eliath (1441 punktów)
Przede wszystkim należy się skontaktować z rodzicami, aby w miarę możliwości z nimi współdziałać. Z treści wynika z jednej strony jest to rodzina wierząca z drugiej starała się interweniować w obronie dziecka. Najlepiej chyba by kroki podejmowali rodzice, przy pomocy (prawnej ale nie tylko) fundacji, ale ostatecznie może to zrobić sam zainteresowany.
Należy zbadać możliwości przeniesienia ucznia do innej szkoły.
Powinno się też zgłosić popełnienie przestępstwapolicji lub/oraz prokuraturze oraz niezależnie poinformować kuratorium.
Poinformować i poprosić interwencja rzecznika praw dziecka oraz obywatela.
Bez informowania tych instytucji o angażowaniu innych organów państwa.

Tak naprawdę to decyzję trzeba podjąć po zapoznaniu się z sytuacją, w tym rodzinną.


Rzeczywistość jest kłamstwem
22-11-2013 16:46
 Ocena 10 na 10
Bill Kilgore (3086 punktów)
(zablokowany)
>Co można zrobić, jak zareagować, żeby jednocześnie nie zrobić jeszcze większej krzywdy temu
>odważnemu, młodemu człowiekowi.

Po pierwsze: poradzić, żeby wytrwał. To najprostsze i najtrudniejsze zarazem.
Po drugie: pokazać, że jest nas więcej i że stoimy za nim - wysłać komplet koszulek/bluz racjonalisty, po jednej na każdy dzień tygodnia. Dołączyć do tego listę wszystkich użytkowników racjonalisty, którzy go popierają - anonimowo, bo pod "nickami", ale może żeby podkreślić naszą różnorodność z podaniem wieku i profesji/wykształcenia.

Nie być samemu i mieć siłę - to już połowa drogi do sukcesu.

Fabricati Diem, Pvnc!
jarekland (142470 punktów)
>Pani Dorota Wojcik z Fundacji Wolności od Religii otrzymała dramatyczny list od ucznia 3 klasy
>gimnazjum:
List , co prawda, nie jest adresowany do PSR ale uważam że fundacja powinna współdziałać w tej sprawie,
pozdrawiam
Yksiński (179 punktów)
Młody winien pogonić rodziców, co by pogadali z dyrektorem. Jak nie pomoże to kuratorium. Jeśli to mniejsza gmina to można jeszcze spróbować zawitać do kierownika wydziału oświaty w gminie (rożnie się nazywają). Co prawda w tą materię zgodnie z prawem gmina nie ma prawa ingerować, ale w mniejszych samorządach, gdzie tych szkół jest niewiele, dyrektorzy dość często ze zdaniem kierownika wydziału się liczą. I jeśli ten będzie wywierał jakiś nacisk, to może to zadziałać.
22-11-2013 17:39 
 Ocena 3 na 3
jarekland (142470 punktów)
>Młody winien pogonić rodziców, co by pogadali z dyrektorem. Jak nie pomoże to kuratorium. Jeśli to mniejsza gmina to można jeszcze spróbować zawitać do kierownika wydziału oświaty w gminie (rożnie się nazywają).
Jeszcze media krajowe i zagraniczne oraz organizacje tradycyjnie broniące praw człowieka jak Helsińska Fundacja Praw Człowieka czy Amnesty International.
Pozdrawiam
22-11-2013 17:42 
 Ocena 2 na 2
jarekland (142470 punktów)

>Jeszcze media krajowe i zagraniczne oraz organizacje tradycyjnie broniące praw człowieka jak Helsińska Fundacja Praw Człowieka czy Amnesty International.
>Pozdrawiam
To już sprawa FWodR oraz ewentualnie PSR ( taki wspólny front).
Pozdrawiam
myprecious (7170 punktów)
Zgadzam się z przedmówcami - trzeba chłopakowi pokazać, że nie jest sam.

"To you, I'm an atheist.
To God, I'm the loyal opposition."
maniek1 (3407 punktów)
Napiszcie coś więcej - miejscowość itp, jeśli rodzice nic nie wskurają,
chętnie wybiorę się do dyrektora i porozmawiam z nim po swojemu.
Moja córka (II gimnazjum) "wojująca ateistka" niedawno poprosiła koleżankę uczęszczającą na naukę watykańskich zaklęć, aby zapytała katechetkę (ta mówi o sobie "siostra", ale rodzeństwa nie ma) czemu rodzą się dzieci nieuleczalnie chore, kalekie itp. (?) Czemu bóg (katolicki) na to pozwala w swoim miłosierdziu? To intelektualne dno, odpowiedziało, że to wina rodziców - bo piją, ćpają i palą, a nie boga, który kocha wszystkie dzieci. Nie wiem, czy to też nie jest powód do interwencji, choć mojego dziecka to nie dotyczy. Może to problem tych, którzy własne dzieci posyłają do takich idiotów?
Wracając do wątku - jeśli moje dziecko spotkałby taki religijny ostracyzm, z pewnością wróciłbym do boxu.
Satyr (4285 punktów)

Sorry, ale mi się wydaje, że ten list to bujda.

Wszystko się zgadza, dopóki dzieciak nie zaczyna narzekać na teksty o "zamachu w Smoleńsku" i "prawdziwych patriotach". Wybaczcie ale list bardziej przypomina pisaninę redaktora "Wyborczej" (lekko stylizowaną) niż 15. letniego dzieciaka. W tym wieku nastolatkowie nie są jeszcze na tyle zafiksowani na punkcie jakiejś kłótni politycznej, żeby takie rzeczy wygadywać.

Jeśli się mylę - my bad. Na ten moment wydaje mi się jednak, że ów dzieciak po prostu nie istnieje.

Uprzedzając wszelkie nieporozumienia - okoliczności przedstawione w liście również w mojej opinii stanowią patologię. Bynajmniej nie uważam, że czegoś takiego nie należy zwalczać.
22-11-2013 20:42 
 Ocena 4 na 4
Lucyna Sępska Quenallata (4714 punktów)
>Sorry, ale mi się wydaje, że ten list to bujda.
Raczej nie. List pochodzi bezpośrednio od adresatki, zna więcej niż tu opisane, faktów na temat autora, a poza tym, dlaczego miałaby zmyślać?
Christos (2696 punktów)
Możliwości jest wiele. Przez Kuratorium, Rzecznika Praw Dziecka po prokuraturę. Biorąc jednak pod uwagę rychliwość polskich urzędów chłopak prędzej doczeka końca edukacji w gimnazjum niż końca procedury prawnej. To po pierwsze. Po drugie, wydaje mi się, że podjęcie kroków prawnych sprawi, iż ciało pedagogiczne wysmaruje młodemu człowiekowi świadectwo, którego nawet w zawodówce nie pokaże. Nie można jednak pozwolić na taką dyskryminację. Brak reakcji ugruntuje tylko poczucie bezkarności klerykałów.
Jeśli jest taka możliwość chłopak powinien zmienić szkołę i szukać pomocy w niezależnych instytucjach zagranicznych, w ostateczności pozostaje Trybunał Praw Człowieka.
Swoją drogą ciało pedagogiczne promuje osobliwe wzorce postaw społecznych, wprost ociekające miłością bliżniego.
HRTEM (262 punktów)
>Pani Dorota Wojcik z Fundacji Wolności od Religii otrzymała dramatyczny list od ucznia 3 klasy
>gimnazjum:
>[cytat]"Mam 15 lat, chodzę do 3 klasy gimnazjum (...). Od początku tego roku szkolnego nie chodzę na
>religię. Jednak nie rozwiązało to żadnych problemów, a nawet przysporzyło kolejnych. (...)

A dlaczego w liscie nie ma zdanych konkretow? Czy tego uczen nie napisal (jesli tak, to nic nie mozna zrobic)? Czy moze p. Wojcik albo Autorka posta nie chca z jakiegos powodu ich ujawnic? Czy jest jakies prawo, ktore karze za ujawnienie szczegolow? Choc takie dramatyczne sytuacje faktycznie sie zdarzaja, bez nazwisk i adresow brzmi to jak fikcja lub prowokacja. To jest dla mnie bardziej podejrzane niz niespojnosc wypowiedzi lub zaangazowanie polityczne 15 latka.

Apeluje o ujawnienie nazwy i adresu szkoly, nazwiska dyrektora, ksiedza, katechetki. To sa dane publiczne osob zatrudnionych w publicznych placowkach, wiec nie podlegaja zadnemu ukrywaniu ani ochronie. Prosze tez o ujawnienie nazwiska autora listu (i tak nic gorszego nie moze Go spotkac). Jedynie po ujawnieniu nazwisk bedzie mozna podjac konkretne dzialania: list protestacyjny do szkoly i kuratorium, postraszenie stosownymi paragrafami (szkola zlamala ich pare; dyrektor latwo takich oskarzen nie przelknie), wyslanie e-maili poparcia dla ucznia do Jego klasy, itp.
23-11-2013 14:25 
 Ocena 3 na 3
Lucyna Sępska Quenallata (4714 punktów)

>A dlaczego w liscie nie ma zdanych konkretow? Czy tego uczen nie napisal (jesli tak, to nic nie mozna zrobic)?
>Apeluje o ujawnienie nazwy i adresu szkoly, nazwiska dyrektora, ksiedza, katechetki. To sa dane publiczne osob zatrudnionych w publicznych placowkach, wiec nie podlegaja zadnemu ukrywaniu ani ochronie. Prosze tez o ujawnienie nazwiska autora listu (i tak nic gorszego nie moze Go spotkac). Jedynie po ujawnieniu nazwisk bedzie mozna podjac konkretne dzialania: list protestacyjny do szkoly i kuratorium, postraszenie stosownymi paragrafami (szkola zlamala ich pare; dyrektor latwo takich oskarzen nie przelknie), wyslanie e-maili poparcia dla ucznia do Jego klasy, itp.

Te wszystkie dane, z tego co wiem, są w liście podane, ale adresatka nie ujawnia ich publicznie do momentu podjęcia decyzji jak zareagować, żeby nie zrobić chłopakowi jeszcze większej krzywdy. Szkołą jest prawdopodobnie jedynym gimnazjum w małej miejscowości, więc nawet podanie jej nazwy jest ujawnieniem pełnych personaliów piszącego.
Ja też jestem zdania, że po dokładnym zbadaniu sprawy, rozmowie z uczniem i ewentualnie rodzicami, należy zareagować z "grubej rury" czyli jednocześnie w szkole, kuratorium, prasie itp., lub też poradzić przeczekanie do końca roku, niewychylanie się, a potem zmiana szkoły i zostawienie glist w bagienku. Decyzja należy do zainteresowanego.
oportunista (1711 punktów)
Szczęśliwie mam już za sobą okres gdy moje pociechy miały lat naście, pamiętam oczywiście czasy ich gimnalizowania. Taak, dyrektorka głupia jak but, nauczyciele- same tępaki. Gdy na własne oczy zobaczyłem jak wygląda sala gdzie się ich katechizowało, za głowę się złapałem. Dyrektor specjalnie tej sali nie remontował, twierdził, że nie warto, rodziców zaś za chiny ludowe nie szło naciągnąć na pomalowanie sali w własnym zakresie. Dodam, że szkoła wcale nie była taka zła i dzieciaki bez problemów dostały się do prestiżowych liceów i na studia.
Opisany przypadek jest ciekawy, autor listu zapewne mocno konfabuluje, chciał zostać bohaterem a wyszło inaczej. Gdyby rzeczywiście jego bunt był taki szlachetny, niewątpliwie zyskałby sławę i poklask rówieśników, tak się jednak nie stało, pytanie zasadnicze brzmi, dlaczego?

Wróć do listy wątków działu Społeczeństwo i kraj
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365