>
Czy to jakaś odmiana tzw. syndromu sztokholmskiego?[/color] A skąd to przykład zwyczajnej bezbrzeżnej głupoty i bezprecedensowego ograniczenia umysłowego.
Wstyd mi, że osoby, które nie mają elementarnej wiedzy, zasiadają w sejmowych ławach. (Pawłowicz)
Dziwne, że mówiąc to Pawłowicz nie zapadnie się ze wstydu pod ziemię.
Prawnie chce się bowiem zadekretować coś, co jest całkowicie sprzeczne z naturą, z ustaleniami nauk medycznych. (znowu Pawłowicz)
Jak rozumiem miss Pawłowicz chce autorytatywnie rozstrzygać co jest zgodne, a co sprzeczne z naturą? Tylko, że zdaje się jakoś sama natura stwarza taki fenomen jak transseksualizm, czy interseksualizm. Gdzie zatem tu niezgodność z naturą?
Również ustalenia nauk medycznych jakoś genialna Pawłowicz traktuje równie oryginalnie, czyli w jedynym i niepowtarzalnym stylu rozumowania a'la Pawłowicz.
Poddanie się w Polsce procedurze zmiany płci jest dopuszczalne tylko w dwóch przypadkach: transseksualizmu oraz interseksualizmu.
W obu przypadkach całą procedurę zaczyna się od badań oraz zdiagnozowania i choć jak we wszystkich aspektach i we wszystkich sprawach zdarza się patologia (np. diagnozy uzależnione od gratyfikacji)to jak najbardziej ustalają stan faktyczny specjaliści.
Przede wszystkim seksuolodzy specjaliści seksuologii klinicznej, a więc związani z medycyną, psychiatrzy oraz psycholodzy.
I znowu o jakiej sprzeczności z ustaleniami nauk medycznych ta pani daje głos?
Zdaje się, że to specjaliści w tym nauk medycznych stwierdzają w przeważającej większości, iż jedynym leczeniem, które rokuje nadzieje dla osoby dotkniętej takimi anomaliami jest zmiana płci, na którą składa się terapia hormonalna, a potem finiszująca ingerencją chirurgiczną, zwłaszcza w przypadku transseksualistów.
Zresztą bodajże dwa dni temu w Polsat News posłanka Grodzka wyjaśniła dokładnie na czym zasadza się problem, poruszany w projekcie autorstwa TR.
Z szaleństwem nie ma to absolutnie nic wspólnego.
O problemie np. tu:
www.serwis(*)y,28,12045,zmiana-plci-a-prawoTu można się zaznajomić z projektem, jak i też opinią SN i PG:
www.sejm.gov.pl/sejm7.nsf/druk.xsp?nr=1469Ja rozumiem, że posłanka Pawłowicz bardzo by chciała zaglądać każdemu w gacie i do wyra, a posłowie PiS uwielbiają, czy to zasadne, czy też absurdalne wiecznie wytaczać argumenty o "zamachu na tradycyjne wartości rodziny", zatem jakby im pozwolić to pewnie z miłą chęcią zajęliby się i karaniem za BDSM i za homoseksualizm, nawet, gdy są to dorosłe osoby i do ich aktów, jakkolwiek je oceniać, dochodzi za obopólną zgodą.
Uwielbiają te swoje tradycje, by pieprzyć się tylko na misjonarza, najlepiej jednak w bieliźnie nocnej z wycięciami umożliwiającymi akt kopulacji, naturalnie tylko w celach prokreacji, itp.
Z lubością zatem oddają się próbom regulacji w duchu penalizacji wszystkiego, co nie po ich myśli. No bo jak to możliwe, by mający penisa nie czuł się chłopem, a mająca pochwę babą... to się we łbie Pawłowicz nie mieści, mimo, że taki stan jest już dosyć obszernie opisany przez specjalistów, którzy w temacie są bardziej kompetentni od posłanki Pawłowicz.
Notabene. Czy aby w pojęciu interseksualizmu nie zawiera się i hermafrodytyzm, czyli obojnactwo.
Zatem o czym plecie Pawłowicz? Cytuję "boginię" intelektu:
"Gdyby przygotowali ustawę dla obojnaków, ludzi którzy naprawdę mają problem medyczny, to byłoby nad czym dyskutować."A tu fragment z projektu ustawy:
Art. 7
1.
Zakazane jest stosowanie jakichkolwiek nieodwracalnych interwencji medycznych
mających na celu korektę zewnętrznych lub wewnętrznych cech płciowych w stosunku do
osób, które posiadają cechy charakterystyczne dla obu płci lub których
płeć nie może być jednoznacznie określona na podstawie tych cech, bez ich zgody, chyba że jest to
bezwzględnie konieczne dla ratowania ich życia.
Nie dyskutując na razie nad trafnością zapisów w projekcie widać wyraźnie, że Pawłowicz sieka gębą o czymś z czym się albo nie zaznajomiła zupełnie, albo po prostu pani prawnik ma najwyraźniej problemy ze zrozumieniem tekstu.
Myślę, że gdyby chrześcijanom opowiedzieć o ich kultowej postaci ukrywając do kogo odnoszą się opisy zapałaliby nie mniejszym oburzeniem, aniżeli w zderzeniu z relacją o sekcie Moona.