 |
komentarz do: Niewierzący i święta - Filipa Nowaka Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Społeczeństwo i kraj
| Napisano | Autor | Tytuł | | 10-12-2013 15:03 | Ratatoskr (4439 punktów) | komentarz do: Niewierzący i święta - Filipa Nowaka
19 na 19 | Ponieważ dyskusja pod artykułem tutaj nam nieco sklęsła (zaś samo dyskutowanie w komentarzach jest mało wygodnie): www.racjonalista.pl/kk.php/s,9480I ponieważ autor tekstu do tej pory raczył nie odpowiedzieć na moje (proste przecież) pytania, pomimo faktu, że prowadzi przecież witrynę zatytułowaną "Jak żyć" i takowych pouczeń w artykule raczy nam udzielać, pozwolę sobie powtórzyć je tutaj. Może coś z tego wyjdzie. 1. postchrześcijański etos cierpieniaF.N.: post to cierpienie. Nic bardziej mylnego F.N.: nie stawiajmy na równi cierpienia F.N.: z wyrzeczeniem, wysiłkiem czy poświęceniemAle ja przecież cierpię, kiedy się czegoś wyrzekam, dokonuję poważnego wysiłku, poświęcam się etc :/ Cierpię kiedy poszczę, żeby schudnąć, cierpię kiedy długo i męcząco pracuję, nawet jeśli widzę cel tej pracy, cierpię, gdy rezygnuję z czegoś teraz, żeby uzyskać coś później. I gdybym mogła swoje cele uzyskać bez owego cierpienia, to z dziką radością bym z owego cierpienia zrezygnowała. Ba! Większość moich życiowych optymalizacji, planów biznesowych itp, służy poprawie ekonomii moich wysiłków, tak by maksymalny efekt uzyskać minimalnym kosztem: pieniężnym, czasowym, nakładu pracy, cierpienia właśnie. W związku z czym mam pytania: a) Czy autor neguje moje doświadczenia odnośnie cierpienia. Tzn. twierdzi, iż tak naprawdę nie cierpię nawet jeśli, mówię, że cierpię? b) Jaki sens dostrzega autor w cierpieniu per se? c) Czy nie wydaje się autorowi, że jego hm... apoteoza cierpienia / wyrzeczenia jest pozostałością po teistycznym, katolickim systemie wartości, który mu kiedyś wpojono i z którym się nie rozliczył (tzn. nie ocenił racjonalnie jego wewnętrznej sensowności) nawet jeśli odrzucił religię w jej wymiarze teistycznym? 2. tradycja jest dobra, tradycja jest ładnaF.N.: uważam, że bycie w tradycji daje ludziom szczęściePonownie zapytam: a) Czy Wszystkim ludziom? b) Na jakiej podstawie autor tak twierdzi? c) Czy nie wydaje się autorowi, że raczy tutaj generalizować swoje prywatne odczucia na resztę swojego gatunku? 3. o tym, która tradycja jest najbardziej tradycyjnaR: W jakiej tradycji? Naszej, słowiańskiej, czy żydowsko-rzymskiej, narzuconej nam siłą przed 1000 lat? F.N.: Tradycji cywilizacji łacińskiej, ta wyrosła z wielu kultur, m.in. F.N.: chrześcijańskiej. To czy były narzucone dzisiaj ma niewielkie znaczenie,a) Rozumiem zatem, że szczęście powinno ludziom przynosić również trwanie w tradycji komunistycznej (bo ja np. w takich właśnie czasach spędziłam dzieciństwo). Zatem szczęście powinno mi przynosić: organizowanie pochodów pierwszomajowych, akademii ku czci Lenina, celebrowanie rocznic Rewolucji Październikowej itp? b) Kultura komunistyczna została nam co prawda narzucona siłą (podobnie jak chrześcijaństwo), ale skoro fakt narzucenia czegoś siłą nie ma znaczenia w kontekście uszczęśliwiającego oddziaływania tradycji, to nie powinno to chyba niczego tu zmieniać. Dobrze myślę? c) Jeśli zaś w punkcie b. myślę jednak źle, to poproszę o wytłumaczenie w czym przejawia się wyższość / wyjątkowość uszczęśliwiającego aspektu narzuconej siłą tradycji katolickiej nad uszczęśliwiającym aspektem narzuconej siłą tradycji komunistycznej? ----------- Liczę na poważne potraktowanie moich pytań  | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
10 na 10 rafal73 (9720 punktów) (zablokowany) | Powtorze to jeszcze raz: Autor jest " niewierzacym, ale...."  Nie ma sensu pytac sie kryptokatolika o sens postu czy cierpienia bo odpowiedzi beda zakamuflowanymi, chrzescijansko-katolickimi frazesami. Na zasadzie "jestem niewierzacy ale katolicyzm nie jest w 100% zly".
|
|
 | -1 na 3 | fifek (-23 punktów) | > Powtorze to jeszcze raz:> Autor jest " niewierzacym, ale...."  > Nie ma sensu pytac sie kryptokatolika o sens postu czy cierpienia bo odpowiedzi beda zakamuflowanymi, chrzescijansko-katolickimi frazesami. Na zasadzie "jestem niewierzacy ale katolicyzm nie jest w 100% zly".Dokładnie tak jest. Katolicyzm nie jest w 100% zły. Podobnie jak Pan nie jest w 100% dobry.
|
|
|  | 11 na 11 Iwan Denisowicz (16705 punktów) (zablokowany) | >Dokładnie tak jest. Katolicyzm nie jest w 100% zły. Podobnie jak Pan nie jest w 100% dobry. Skoro nie jest na 100% zły, z czym ewentualnie mógłbym się zgodzić, to co jest w nim dobrego? Czyżby zachęcał do pogłębiania wiedzy? Promował równość i tolerancję? Opowiadał się za prawem ludzi do decydowania o swoim życiu? Czy może jest raczej autorytarną, patriarchalną religią roszczącą sobie prawa do decydowania o ludzkim życiu, opierającą się na tworzeniu poczucia winy i ludzkim strachu przed śmiercią?
|
|
|  | 13 na 13 rafal73 (9720 punktów) (zablokowany) |
> Dokładnie tak jest. Katolicyzm nie jest w 100% zły. Podobnie jak Pan nie jest w 100% dobry.Tak samo jak pewien dyktator nie byl zly bo budowal autostrady  A jesli chodzi o mnie: nie zakladam watku i z lzami w oczach chce sila przekonac ludzi, ze ze mnie to jednak spoko gosc  To Ty tkliwie piszesz, ze jestes ateista ale poranne roraty w zimnym kosciele u stop przybitego do krzyza czlowieka sa fajne. Jesli dla Ciebie milym przezyciem jest sluchac katolickiego belkotu patrzac sie na zakatowanego goscia to spoko. Ale nie dziw sie, ze ludzie nie dadza sie nabrac na kolejnego katolickiego misjonarza na tym portalu
|
|
| |  | -2 na 2 | fifek (-23 punktów) | Jak spoko to po co głos podnosisz? Przypominam, że zostałem zaproszony do tego portalu przez redakcję, żeby napisać na nim artykuł. Ja, nie pan.
|
|
| | |  | 19 na 19 | liliac (147340 punktów) | > Przypominam, że zostałem zaproszony do tego portalu przez redakcję, żeby napisać na nim artykuł. Ja, nie pan.I uważasz, że w jakikolwiek sposób przydaje ci to automatycznie słuszności w dyskusji? Albo czyni autorytetem? Intrygujące  Zauważyłam, że sugerujesz tu rozmówcom, iż są niepoważni. Ja uważam za nieco niepoważne (infantylne wręcz) uwagi w typie tej, którą pozwoliłam sobie wyżej zacytować.
"...a świniobicie, łaskawa pani, to to samo, jak kiedy ksiądz odprawia mszę świętą, bo zawsze idzie o krew i o mięso, czyli ciało." (B. Hrabal, "Postrzyżyny" )
|
|
| | | |  | | fifek (-23 punktów) | > >Przypominam, że zostałem zaproszony do tego portalu przez redakcję, żeby napisać na nim artykuł. Ja, nie pan.> I uważasz, że w jakikolwiek sposób przydaje ci to automatycznie słuszności w dyskusji? Albo czyni autorytetem?> Intrygujące  > Zauważyłam, że sugerujesz tu rozmówcom, iż są niepoważni. Ja uważam za nieco niepoważne (infantylne wręcz) uwagi w typie tej, którą pozwoliłam sobie wyżej zacytować.Nie, to nieporozumienie. Pojawiają się zarzuty co do samej "racjonalności" czy bycia racjonalistą, a ta propozycja sugeruje, że redakcja uznała za racjonalne opublikowanie tego głowu na portalu racjonalista.pl
|
|
| | | | |  | 12 na 12 | liliac (147340 punktów) | Nie mam pojęcia czym jest "głów" ("głowu"). To pierwsza uwaga. Co do reszty - argument, że twój punkt widzenia jest racjonalny, bo opublikowano go na Racjonaliście jest dość pocieszny  Pochlebny, oczywiście, dla portalu, bo to sympatyczne, gdy ktoś przedstawia nas jako miernik racjonalności, ale jednak merytorycznie dość słaby. Argumenty z autorytetu generalnie są marne, nawet jeśli to nasz portal jest przywoływany jako autorytet. Co więcej, nie chcę uderzać zbyt mocno w twoje poczucie słuszności, ale fakt, że twój artykuł wisi na Racjonaliście nie oznacza nawet, że cała redakcja się z nim zgadza. Powiem więcej - nie musi oznaczać, że w ogóle się z nim zgadza, mogła wszak uznać go za przedstawienie interesującego punktu widzenia wartego dalszej dyskusji po prostu (hipotetyzuję, oczywiście, nie mam pojęcia co poszczególni przedstawiciele/przedstawicielki redakcji o tekście sądzą).
"...a świniobicie, łaskawa pani, to to samo, jak kiedy ksiądz odprawia mszę świętą, bo zawsze idzie o krew i o mięso, czyli ciało." (B. Hrabal, "Postrzyżyny" )
|
|
| | | | | |  | | Frank Holman (5897 punktów) | >Co więcej, nie chcę uderzać zbyt mocno w twoje poczucie słuszności, ale fakt, że twój artykuł wisi na Racjonaliście nie oznacza nawet, że cała redakcja się z nim zgadza. Powiem więcej - nie musi oznaczać, że w ogóle się z nim zgadza, mogła wszak uznać go za przedstawienie interesującego punktu widzenia wartego dalszej dyskusji po prostu (hipotetyzuję, oczywiście, nie mam pojęcia co poszczególni przedstawiciele/przedstawicielki redakcji o tekście sądzą). Niestety, ale autor ma sporo racji. Jeśli redakcja zamieściła jego tekst bez żadnego komentarza redakcyjnego, oznacza to, że publicznie w całości się z nim niejako zgadza i w pełni jest on zbieżny (mieści się) w zakresie tzw. linii redakcyjnej. To są typowe zwyczaje medialne (prasowe) i fakt, że mówimy o mediach elektronicznych nic tu nie zmienia.
|
|
| | | | | | |  | 5 na 5 | liliac (147340 punktów) | > Jeśli redakcja zamieściła jego tekst bez żadnego komentarza redakcyjnego, oznacza to, że publicznie w całości się z nim niejako zgadza i w pełni jest on zbieżny (mieści się) w zakresie tzw. linii redakcyjnej.To urocze, że lepiej niż poszczególni członkowie redakcji wiesz, z czym się zgadzają  Rozumiem, że w przypadku publikowania polemik pomiędzy autorami redakcja musi cierpieć na pewną formę schizofrenii?
"...a świniobicie, łaskawa pani, to to samo, jak kiedy ksiądz odprawia mszę świętą, bo zawsze idzie o krew i o mięso, czyli ciało." (B. Hrabal, "Postrzyżyny" )
|
|
| | | | | | | |  | | Frank Holman (5897 punktów) | > To urocze, że lepiej niż poszczególni członkowie redakcji wiesz, z czym się zgadzają  To co sobie uważają nie ma znaczenia. Ja mówię o tym jaki idzie publiczny przekaz. > Rozumiem, że w przypadku publikowania polemik pomiędzy autorami redakcja musi cierpieć na pewną formę schizofrenii?Bynajmniej. W zależności od tego czego dotyczą polemiki i jakie są różnice zdań, tzw. linia redakcyjna jest mniej spolaryzowana, szeroka i obszerna, aż ostatecznie jeśli w zasadzie jest publikowane cokolwiek, dochodzimy do granicy, za którą jest już tylko tzw. brukowiec (komercyjna papka wszystkiego po trochu).
|
|
| | | | | | |  | 5 na 5 rafal73 (9720 punktów) (zablokowany) |
> Niestety, ale autor ma sporo racji. Jeśli redakcja zamieściła jego tekst bez żadnego komentarza redakcyjnego, oznacza to, że publicznie w całości się z nim niejako zgadza i w pełni jest on zbieżny (mieści się) w zakresie tzw. linii redakcyjnej. To są typowe zwyczaje medialne (prasowe) i fakt, że mówimy o mediach elektronicznych nic tu nie zmienia.Chyba tylko idiota bedzie myslal, ze z tekstem " jestem niewierzacy ale roraty, msze i narodziny Jezuska to wspaniale rzeczy, ktore trzeba dla naszych niewierzacych dzieci zachowac w pamieci i co niedziela powatarzac ich piekno i znaczenie dla ludzkosci w katolickim kosciele. Jestem niewierzacy i moje dzeci beda rowniez niewiarzace ale bedziemy calkiem racjonalnie poscic i sluchac historyjek o zamianie wody w wino. Jestem fizykiem, moja zona jest chemikiem i oboje wiemy, ze zamiana wody w wina nie jest mozliwa ale Jezus (ktorego narodziny sa piekna, tkliwa i pouczajaca historia) to taka wartosciowa postac, ze na czas mszy wierze, ze wtedy jednak zamienil te wode w wino." jakikolwiek trzezwo myslacy czlowiek bedzie w stanie chocby po czesci sie zgodzic  Jestem niewierzacy i chodze na roraty - dupa Jasiu i skrzypce  A ja jestem niepijacy ale lykam wodke
|
|
| | | | | |  | | Frank Holman (5897 punktów) | Usunięte przez moderatora
|
|
| | | | |  | 13 na 13 | Elka I Ponura (7473 punktów) | Muszę cię zmartwić. Czasami artykuły są tu publikowane, żebyśmy mogli zobaczyć, jakie bzdury się na świecie pisze i mogli sobie podyskutować, żeby na przyszłość mieć już obadany temat do obalenia w realu.
Atheism is a non-prophet organization. George Carlin
|
|
| | |  | 2 na 4 | romaro (25211 punktów) | >Jak spoko to po co głos podnosisz? >Przypominam, że zostałem zaproszony do tego portalu przez redakcję, żeby napisać na nim artykuł. Ja, nie pan. A napisz pan NA NIM artykuł. Śpiewać każdy może... Poza zarozumialstwem nic pan nie prezentujesz. >Tym samym uznaję Pani głos w tej dyskusji za niepoważny i na tym z Panią kończę. Prawda stanęła nad przepaścią i zrobiła krok do przodu.
>Na poważne traktowanie należy zasłużyć poważną, przemyślaną i kulturalną formą wypowiedzi. Wyrażam życzenie, żeby następna Pani wypowiedź była lepszej jakości.
Trochę się zagalopowałem. Przepraszam. (chodzi o obrazek)
Autor zadaje pytanie - "Dlaczego po raz dziesiąty będziemy oglądać Kevina?" - i od razu odpowiada w imieniu całego świata - "Dlatego, że oglądanie Kevina stało się rodzinnym rytuałem." Nie wiem jak jest w innych rodzinach. Moim dzieciom wystarczyło może ze dwa. Mnie raz. Nawet nie pamiętam czy było to w okresie świątecznym. "Historia narodzin Jezusa jest bardzo dramatyczna i piękna. Trochę taki Kevin." Przyznam, że historię Kevina przypominam sobie jak przez mgłę. Zajrzałem na filmweb. Tym którzy jak ja nie pamiętają zacytuję fragment recenzji: "Rodzina McCallisterów postanawia spędzić Święta Bożego Narodzenia we Francji. W skutek wielkiego zamieszania wśród wielu innych członków rodziny zapominają zabrać ze sobą ośmioletniego Kevina". To co przewijało się w tym filmie, to bezmyślność. Bajkę o Jezusie znam. Józef nie zapomniał płodu w podróż wziąć. Ekwilibrystyka porównawcza jaką często wygłaszają kaznodzieje. Rodzinnym rytuałem stało się też oglądnie reklam. Telewizja komercyjna puści cokolwiek, by tylko zarobić. Reklamę wiagry też serwują. Z tej chociaż ktoś ma korzyść, bo nie każdemu jak się uchleje (zgodnie z tradycją świąteczną) staje.
"Nadal podtrzymuję w domu tradycję poszczenia w wigilię. Dla niewtajemniczonych - polega to na tym, że przez cały dzień je się tylko suchy chlebek i postnego śledzia" - Nie wiem, czy autor uważa mnie za jałopa? W Polsce nawet najbardziej zatwardziały ateista jest uświadamiany przez "otoczenie" na czym polega tajemnica wiary i wszystko co z wiarą związane. Jeszcze jedno: "W tym roku przypominają o św. Franciszku, czyli dodatkowo będzie można nauczyć się o wartościach takich jak wyrzeczenie się władzy i pieniędzy dla wyższych celów, o pokorze, o skromności. Dokładnie takiej nauki potrzebuje dzisiaj Kościół i robi to dobrze." Takiego filmu nie oglądałem. Konstatując - Wiarę rzymskokatolicką znam. Pan pozwolił mi poznać "ateizm rzymskokatolicki". Jest to coś nowego, nie wiedziałem jak nazwać.
|
|
-4 na 6 | fifek (-23 punktów) | > a) Czy autor neguje moje doświadczenia odnośnie cierpienia. Tzn. twierdzi, iż tak naprawdę nie> cierpię nawet jeśli, mówię, że cierpię.Owszem. Podobnie jak to, że kiedy powie Pani, że jest Marsjaninem nie sprawi, że tak jest. Jeżeli miałbym mówić o cierpieniu to oceniałbym je obiektywne, do czego nie będzie się zaliczało twierdzenie rozpieszczonego dziecka, dla którego wstanie do pracy czy szkoły okaże się cierpieniem. > b) Jaki sens dostrzega autor w cierpieniu per se?Skąd przypuszczenie, że dostrzegam? Czytanie ze zrozumieniem. To Pani tutaj cierpi. > c) Czy nie wydaje się autorowi, że jego hm... apoteoza cierpienia jest pozostałością> po teistycznym, katolickim systemie wartości, który mu kiedyś wpojono i z którym się nie rozliczył> (tzn. nie ocenił racjonalnie jego wewnętrznej sensowności) nawet jeśli odrzucił religię w jej> wymiarze teistycznym?Odpowiedź powyżej. Podobno liczy Pani na poważne traktowanie. Przepraszam, ale wymyśliła sobie Pani, że ja gdzieś napisałem o apoteozie cierpienia. Proszę o cytat. Nie dość, że nigdzie o tym nie pisałem, to jeszcze na podstawie błędnego założenia formułuje Pani fascynujące wywody. Proszę sobie darować te psychoanalizy, bo wyciąganie takich wniosków na temat mojej osoby na podstawie jednego artykułu stoją daleko od racjonalizmu. Szuka Pani usprawiedliwienia mojego innego zdania, bo jest inne niż Pani i stara się mnie obrazić (?) sugerując jakiś "wirus" wiary? Już ktoś wcześniej próbował i kiepsko to wyszło. > 2. tradycja jest dobra, tradycja jest ładna- rozumiem, że to też jest element poważnej dyskusji Z reszty Pani pytań wnioskuję, że nie rozumie Pani co to w ogóle jest tradycja czy tradycjonalizm. A przede wszystkim obiektywizm. Moje prywatne odczucia mają tutaj niewiele do życzenia kiedy stara się formułować tezy na temat zachowań w społeczeństwie na podstawie wielowiekowego dorobku kulturowego. Im on szerszy tym bardziej obiektywne nasze oceny. Tradycja komunistyczna, zabawne. Ale załóżmy, że istnieje tradycja komunistyczna. Nie widzę powodów, żeby się zjawisku nie przyjrzeć i ocenić wartość każdego ze zwyczajów. > 3. o tym, która tradycja jest najbardziej tradycyjna- ???????????????? > a) Rozumiem zatem, że szczęście powinno ludziom przynosić również trwanie w tradycji komunistycznejTo źle Pani rozumie. Proszę mi wytłumaczyć Pani logiczny ciąg rozumowania z oceny tradycji łacińskiej do dawania szczęścia przez oddawanie czci Leninowi. Proszę wrócić do mojego artykułu i znaleźć fragment, w którym sugeruję oddawanie czci komukolwiek, albo trzymanie się dogmatów. Brak dogmatów oznacza brak dogmatów. > Dobrze myślę?Broń boże. > c) Jeśli zaś w punkcie b. myślę jednak źle, to poproszę o wytłumaczenie w czym przejawia się> wyższość uszczęśliwiającego aspektu narzuconej siłą tradycji katolickiej nad uszczęśliwiającym> aspektem tradycji komunistycznych.Mi nikt tradycji katolickiej nie narzucał, więc nie wytłumaczę niewytłumaczalnego. > -----------> Liczę na poważne potraktowanie moich pytań  > Przeliczyła się Pani. Na poważne traktowanie należy zasłużyć poważną, przemyślaną i kulturalną formą wypowiedzi. Wyrażam życzenie, żeby następna Pani wypowiedź była lepszej jakości.
|
|
 | 12 na 12 | Ratatoskr (4439 punktów) | > >a) Czy autor neguje moje doświadczenia odnośnie cierpienia. Tzn. twierdzi, iż tak naprawdę nie cierpię nawet jeśli, mówię, że cierpię.> Owszem. Podobnie jak to, że kiedy powie Pani, że jest Marsjaninem nie sprawi, że tak jest.Rozumiem zatem, że uważa Pan, iż wie lepiej ode mnie, co ja czuję? Czy cierpię czy też nie cierpię (np. głodując)? Jeśli tak, to z takich pozycji naprawdę nie widzę pola do dyskusji. Trudno mi też takie stanowisko uznać za racjonalne. > Jeżeli miałbym mówić o cierpieniu to oceniałbym je obiektywne, do czego nie będzie się zaliczało twierdzenie rozpieszczonego dziecka, dla którego wstanie do pracy czy szkoły okaże się cierpieniem.Cierpienie z natury swojej jest czymś subiektywnym. Obiektywne mogą być masa, energia, koszty, nakład pracy. Cierpienie jest subiektywne choćby z racji faktu, że poza umysłem zdolnym je subiektywnie postrzegać w ogóle nie istnieje. Zatem: - Jaki sens ma mówienie o obiektywnym postrzeganiu cierpienia? - Jaki sens ma negowanie cierpienia doznawanego przez kogoś innego w określonej sytuacji? (nawet jeśli to cierpienie czemuś służy). Bo ja nie widzę powodu, żeby zaprzeczać, że dziecko, które musi wstać do szkoły, cierpi z tego powodu. > >b) Jaki sens dostrzega autor w cierpieniu per se?> Skąd przypuszczenie, że dostrzegam?Ok. Przyjęłam. Mój rozmówca nie uznaje doświadczania cierpienia za wartość samą w sobie. > Odpowiedź powyżej. Podobno liczy Pani na poważne traktowanie. Przepraszam, ale wymyśliła sobie Pani, że ja gdzieś napisałem o apoteozie cierpienia.Nie wiem, czy o apoteozie, ale nawołuje Pan, do tego, żeby się umartwiać: "Uważam, że właśnie dlatego i my powinniśmy częściej pościć." "Dyscyplina, wytrwałość, przygotowanie do świąt, surowa praca nad sobą, żeby później móc się należycie poobijać - tego można się nauczyć chodząc na roraty (...) Myślę, że i tę tradycję można zasymilować na świecką modłę" "dodatkowo będzie można nauczyć się o wartościach takich jak wyrzeczenie się władzy i pieniędzy dla wyższych celów, o pokorze, o skromności" Czyli nie stawia Pan na pierwszym miejscu celów, którym dane poświęcenia mają służyć, ale skupia się Pan na owym cierpieniu, pochwalając je, zamiast szukać technik pozwalających osiągnąć te same cele mniejszym kosztem. To mnie dziwi. Dziwi nawet bardzo. Gdybym miała czegoś uczyć młodszych od siebie, to doradzałabym im coś dokładnie przeciwnego niż Pan. Ucz się i pracuj, ale pamiętaj że jedno i drugie jest tylko środkiem. Praca nie jest celem samym w sobie. Celem pracy nie jest poświęcenie się jej, celem pracy jest realizacja celu właśnie. Jeśli ten sam cel możesz zrealizować mniejszym nakładem pracy, zrób to. Nie bądź dumny z tego, że bardzo się napracowałeś, żeby coś osiągnąć - to żaden powód do dumy. Bądź dumny z tego, że znalazłeś sposób, żeby dany cel (legalnie) osiągnąć mniejszym (i możliwie małym) nakładem pracy. To prawdziwy powód do dumy i koło zamachowe rozwoju. Dlatego też sugerowałam, że pokutują w Panu elementy katolickiego systemu wartości, które Pan przejął, nie rozliczył się z nimi i kultywuje je bez wnikania w racjonalność tego kultywowania. > Szuka Pani usprawiedliwienia mojego innego zdania, bo jest inne niż Pani i stara się mnie obrazić (?) sugerując jakiś "wirus" wiary?Krytykuję postawy i podważam sensowność Pańskich zaleceń. Używam argumentów. Jetem grzeczna. Czy to jest obraźliwe? > >a) Rozumiem zatem, że szczęście powinno ludziom przynosić również trwanie w tradycji komunistycznej> To źle Pani rozumie.Ale dlaczego? W czym tradycja komunistyczna jest gorsza od chrześcijańskiej? Komunizm mówił przecież o: równości wszystkich ludzi, pokoju na świecie, sprawiedliwości społecznej, rozwoju kultury, rozwoju naukowo-technicznym, awansie społecznym mieszkańców wsi. Jeśli zatem twierdzi Pan, że: "To źle Pani rozumie." to prosiłabym o jakieś uargumentowanie tego stanowiska. > Proszę mi wytłumaczyć Pani logiczny ciąg rozumowania z oceny tradycji łacińskiej do dawania szczęścia przez oddawanie czci Leninowi.Podobnie mnie zdumiewa Pański logiczny ciąg rozumowania prowadzący do posyłania ateistycznych dzieci na roraty! > Proszę wrócić do mojego artykułu i znaleźć fragment, w którym sugeruję oddawanie czci komukolwiek, albo trzymanie się dogmatów.Zatem proszę zamienić w mojej wypowiedzi zwrot "akademie ku czci Lenina" na "akademie z okazji urodzin Lenina", a resztę zostawić. Ja też nie sugeruję oddawania czci komukolwiek, chodziło mi tylko o zachowanie pewnej komunistycznej tradycji. > Mi nikt tradycji katolickiej nie narzucał, więc nie wytłumaczę niewytłumaczalnego.Rozumiem zatem, że jako dorosły już, w pełni ukształtowany i świadomy człowiek, zetknął się Pan z katolicyzmem, świadomie przeanalizował to zjawisko i zachwycił się jego pięknem? Bo jeśli zetknął się pan z nim wieku 1-2-3 lat, to nie miał Pan tu wielkiego wyboru ani narzędzi poznawczych do racjonalnej analizy przyswajanego przekazu. p.s. Rozumując per analogiam - mi w sumie nikt przecież nie narzucał komunizmu - wychowałam się w nim
|
|
 | 9 na 9 | Ratatoskr (4439 punktów) | > >Liczę na poważne potraktowanie moich pytań  > Przeliczyła się Pani. Na poważne traktowanie należy zasłużyć poważną, przemyślaną i kulturalną formą wypowiedzi. Wyrażam życzenie, żeby następna Pani wypowiedź była lepszej jakości.Szanowny Panie. Ja - w odróżnieniu od Pana - nie wyrażam autorytarnych opinii typu: "powinno się" "powinniśmy" "to czy tamto uszczęśliwia (wszystkich) ludzi" "to czy tamto nie powoduje (u nikogo) cierpienia". Ja nawet nie zabraniam panu chodzić do kościoła, przestrzegać tradycji, etc, skoro sprawia to Panu przyjemność. Chociaż Pan raczył łaskawie przedstawić tutaj podobne zalecenia odnośnie innych osób. Przedstawiam argumenty. Odpowiadam na pytania (Pan zaś nadal nie odpowiedział na część z pośród przeze mnie zadanych). W związku z powyższym, teksty typu: "Na poważne traktowanie należy zasłużyć poważną, przemyślaną i kulturalną formą wypowiedzi. Wyrażam życzenie, żeby następna Pani wypowiedź była lepszej jakości." Odbieram tutaj jako: wybitnie niezasłużone i mocno niegrzeczne. Ja wobec Pana podobnych nie użyłam, pomimo licznych zastrzeżeń co do treści Pańskich wywodów i argumentacji.
|
|
|  | -4 na 4 | fifek (-23 punktów) | Nie podaje Pani argumentów tylko swoje tezy, które nijak mają się do mojej wypowiedzi. Odnosiłem się również w komentarzach do każdego "powinniśmy". Robi Pani to samo mówiąc dzieciom co mają robić w stylu "ucz się i pracuj". Znowu. "posyłanie ateistycznych dzieci na roraty". W którym miejscu przeczytała pani takie sugestie? Odpowiem - w żadnym. Tym samym uznaję Pani głos w tej dyskusji za niepoważny i na tym z Panią kończę.
|
|
| |  | 10 na 10 | Ratatoskr (4439 punktów) | > Nie podaje Pani argumentów tylko swoje tezy, które nijak mają się do mojej wypowiedzi.Stwierdzenie rzucone bez przykładów, do których się odnosi :/ > Odnosiłem się również w komentarzach do każdego "powinniśmy".> Robi Pani to samo mówiąc dzieciom co mają robić w stylu "ucz się i pracuj".W trybie podwójnie warunkowym: " Gdybym miała czegoś uczyć młodszych od siebie, to doradzałabym im coś dokładnie przeciwnego niż Pan". tylko jeśli ktoś pyta i o radę prosi. To nie było żadne "powinniśmy", "mamy", "czyni szczęśliwym" itp. Uzasadniłam dlaczego uważam akurat tak, i dlaczego Pańskie zalecenia uważam za nie trafione. Jakoś nie zajął się Pan rozbieraniem moich argumentów. > Znowu. "posyłanie ateistycznych dzieci na roraty". W którym miejscu przeczytała pani takie sugestie? Odpowiem - w żadnym.Jakieś problemy z pamięcią? www.racjonalista.pl/kk.php/s,9480Cytat:Dyscyplina, wytrwałość, przygotowanie do świąt, surowa praca nad sobą, żeby później móc się należycie poobijać - tego można się nauczyć chodząc na roraty. Dają dziecku sporą satysfakcję. Myślę, że i tę tradycję można zasymilować na świecką modłę > Tym samym uznaję Pani głos w tej dyskusji za niepoważny i na tym z Panią kończę.Czuję się zdruzgotana.
|
|
| | |  | -2 na 2 | fifek (-23 punktów) | Naprawdę trzeba się nieźle logicznie nagimnastykować, żeby wywnioskować z powyżej cytowanej wypowiedzi zalecenia do wysyłania ateistycznych dzieci na roraty. Rozumiem, że przez świecką modłę ma Pani na myśli posyłanie ateistycznych dzieci na faktyczne roraty do kościoła? Dodam jeszcze, że po tym zdaniu jest kolejne, które jest deklaracją propozycji. Cierpliwość to cnota.
|
|
| | | |  | 9 na 9 | Ratatoskr (4439 punktów) | Cytat:Dyscyplina, wytrwałość, przygotowanie do świąt, surowa praca nad sobą, żeby później móc się należycie poobijać - tego można się nauczyć chodząc na roraty. Dają dziecku sporą satysfakcję. Myślę, że i tę tradycję można zasymilować na świecką modłę > Naprawdę trzeba się nieźle logicznie nagimnastykować, żeby wywnioskować z powyżej cytowanej wypowiedzi zalecenia do wysyłania ateistycznych dzieci na roraty.> Rozumiem, że przez świecką modłę ma Pani na myśli posyłanie ateistycznych dzieci na faktyczne roraty do kościoła?Nie wiem na jakie konkretnie roraty (katolickie / ateistyczne) chciał Pan w tym zdaniu posyłać dzieci, ale jakiekolwiek by one nie były, to w dalszym ciągu nie widzę sensu praktykowania tego typu parareligijnych obrzędów przez osoby niereligijne. > Cierpliwość to cnota.I praca nad nią nie wymaga żadnych rorat, lampionów, quazireligijnej celebry itp. Można do tego wykorzystać sport czy jakiekolwiek zajęcia rozwojowe. Będziemy wtedy zatem mówić o rozwoju osobistym. I przywoływanie w tym kontekście rorat będzie ostatnią rzeczą która przyjdzie mi do głowy, bo nie przypominam sobie, żeby w kościele kiedykolwiek mówiono mi: rozwijaj się, zwiększaj swój potencjał, bądź odważny, ambitny, dumny i zmierzaj do wielkich celów. Wręcz przeciwnie, słyszałam zawsze: bądź skromnym, pokornym, posłusznym i posyp głowę popiołem, bo wszystko co jesteś w stanie osiągnąć w tym życiu to jedynie marność, a prawdziwe życie czeka cię dopiero w niebie.
|
|
| | | | |  | | fifek (-23 punktów) | SPORT? Proszę Pani, sport wiąże się z wyrzeczeniami i ciężką pracą a to przecież cierpienie, z którym Pani nie po drodze.
|
|
| | | | | |  | 9 na 9 | Ratatoskr (4439 punktów) | >SPORT? Proszę Pani, sport wiąże się z wyrzeczeniami i ciężką pracą a to przecież cierpienie, z którym Pani nie po drodze.
A czy ja gdzieś pisałam, że należy unikać cierpienia za wszelką cenę? Pisałam, że należy unikać go jeśli to tylko możliwe i racjonalne. Owszem, z cierpieniem mi nie po drodze, nie lubię cierpieć i nie szanuję cierpienia.
Jednocześnie czasami nie nam innego wyjścia. Cierpię gdy odkładam posiłek o 3 godziny, bo chcę schudnąć. Cierpię, kiedy przekonuję swoje ciało do kolejnego kilometra biegu, bo chcę schudnąć i utrzymać to ciało w dobrej kondycji. Gdyby jednak istniała technologia umożliwiająca mi osiągnięcie obu powyższych celów bez cierpienia i straty czasu poświęconych na ćwiczenia, wybrałabym ją bez wahania.
Cierpliwość to cnota, ale tylko o tyle o ile jest środkiem do zapanowania nad swoim ciałem i umysłem, a w efekcie również nad swoim otoczeniem. Nie jest jednak cnotą samą w sobie i jest tylko jedną z rozlicznych cnót prowadzących do życiowego spełnienia.
|
|
 | 12 na 12 | liliac (147340 punktów) | >>a) Czy autor neguje moje doświadczenia odnośnie cierpienia. Tzn. twierdzi, iż tak naprawdę nie >>cierpię nawet jeśli, mówię, że cierpię. >Owszem. Podobnie jak to, że kiedy powie Pani, że jest Marsjaninem nie sprawi, że tak jest. Jeżeli miałbym mówić o cierpieniu to oceniałbym je obiektywne, do czego nie będzie się zaliczało twierdzenie rozpieszczonego dziecka, dla którego wstanie do pracy czy szkoły okaże się cierpieniem.
To interesujące. Jaka jest zatem obiektywna miara pozwalająca weryfikować prawdziwość czyjegoś cierpienia? Zakładam, że skoro ktoś poczuwa się do wydawania kategorycznych ocen w tej kwestii, musi wpierw takową miarą dysponować.
"...a świniobicie, łaskawa pani, to to samo, jak kiedy ksiądz odprawia mszę świętą, bo zawsze idzie o krew i o mięso, czyli ciało." (B. Hrabal, "Postrzyżyny" )
|
|
|  | -4 na 4 | fifek (-23 punktów) | >>>a) Czy autor neguje moje doświadczenia odnośnie cierpienia. Tzn. twierdzi, iż tak naprawdę nie >>>cierpię nawet jeśli, mówię, że cierpię. >>Owszem. Podobnie jak to, że kiedy powie Pani, że jest Marsjaninem nie sprawi, że tak jest. Jeżeli miałbym mówić o cierpieniu to oceniałbym je obiektywne, do czego nie będzie się zaliczało twierdzenie rozpieszczonego dziecka, dla którego wstanie do pracy czy szkoły okaże się cierpieniem. >To interesujące. >Jaka jest zatem obiektywna miara pozwalająca weryfikować prawdziwość czyjegoś cierpienia? >Zakładam, że skoro ktoś poczuwa się do wydawania kategorycznych ocen w tej kwestii, musi wpierw takową miarą dysponować. > "...a świniobicie, łaskawa pani, to to samo, jak kiedy ksiądz odprawia mszę świętą, bo zawsze idzie o krew i o mięso, czyli ciało." (B. Hrabal, "Postrzyżyny" )
Owszem, to interesujące. Doświadczenie ludzi na przełomie tysięcy lat, które przejawia się w nauce i kulturze - to jest jedyna obiektywna miara jaką dysponuje ludzkość. Za pomocą tej miary określamy i formułujemy coraz bardziej obiektywne oceny. Za pomocą dorobku kulturowego określamy z czasem obiektywne DOBRO, obiektywną MIŁOŚĆ, obiektywną SPRAWIEDLIWOŚĆ i inne ideały czy fenomeny podobnież jak szczęście czy cierpienie. W drugą stronę, tą samą miarą możemy weryfikować jak bardzo ktoś jest Marsjaninem, pomimo jego subiektywnych deklaracji. Mod: Kasuj zbędne cytowania. Stopka przedmówcy np. jest bezdyskusyjnie zbędna.
|
|
| |  | 5 na 5 Iwan Denisowicz (16705 punktów) (zablokowany) | >Owszem, to interesujące. Doświadczenie ludzi na przełomie tysięcy lat, które przejawia się w nauce i kulturze - to jest jedyna obiektywna miara jaką dysponuje ludzkość. W jaki sposób to doświadczenie ma przekładać się na obiektywne oceny czyichś odczuć? >Za pomocą tej miary określamy i formułujemy coraz bardziej obiektywne oceny. Obiektywne? Czyżbyśmy mogli stwierdzić, np. że cierpienie umierającego z głodu człowieka wynosi 5/10 na obiektywnej skali cierpień? >Za pomocą dorobku kulturowego określamy z czasem obiektywne DOBRO, obiektywną MIŁOŚĆ, obiektywną SPRAWIEDLIWOŚĆ i inne ideały czy fenomeny podobnież jak szczęście czy cierpienie. Ciekawe w jaki sposób określa się to obiektywne dobro, sprawiedliwość czy miłość? Dobro i sprawiedliwość to pojęcia wysoce subiektywne, dla różnych osób mogące przybierać różne postaci. >W drugą stronę, tą samą miarą możemy weryfikować jak bardzo ktoś jest Marsjaninem, pomimo jego subiektywnych deklaracji. Reductio ad absurdum. Marsjaninem nikt nie jest, ale nie sposób ocenić w jakim stopniu ktoś cierpi. Jakże miałaby wyglądać porównawcza skala cierpienia? W jakich jednostkach to cierpienie miałoby być mierzone?
|
|
| | |  | -4 na 4 | fifek (-23 punktów) | >>Owszem, to interesujące. Doświadczenie ludzi na przełomie tysięcy lat, które przejawia się w nauce i kulturze - to jest jedyna obiektywna miara jaką dysponuje ludzkość. >W jaki sposób to doświadczenie ma przekładać się na obiektywne oceny czyichś odczuć? W świecie naukowym istnieje coś takiego jak badania, dla przykładu: jest taka dziedzina naukowa, która nazywa się akustyka. Bada ona m.in. zjawisko komfortu akustycznego i hałasu. Poczucie komfortu akustycznego czy dyskomfortu w postaci hałasu to odczucia subiektywne, natomiast po latach badań określamy obiektywne granice i ramy tego poczucia komfortu i do tego dostosowujemy przepisy, projektujemy sale koncertowe czy budujemy głośniki do komputera.
>Ciekawe w jaki sposób określa się to obiektywne dobro, sprawiedliwość czy miłość? Dobro i sprawiedliwość to pojęcia wysoce subiektywne, dla różnych osób mogące przybierać różne postaci. Metodą naukową, proszę Pana. Badaniem. Z subiektywnych ocen budujemy obiektywne, na tym polega obiektywizm. Obiektywista bada kultury.
>Reductio ad absurdum. Marsjaninem nikt nie jest.
Nonsens, ja się czuję Marsjaninem, jak Pan niby może ocenić co czuję?
Świat nie jest ani czarno-biały ani zero-jedynkowy proszę Pana, jednostek cierpienia nikt nie określił, podobnie jak nikt nie określił jednostek skali estetycznej, czyli skali piękna jakiegoś dzieła sztuki, co nie przeszkadza nam obiektywnie ocenić czy jakiś przedmiot ma wyjątkową estetyczną wartość czy też jej nie posiada.
|
|
| | | |  | 7 na 7 Iwan Denisowicz (16705 punktów) (zablokowany) | >W świecie naukowym istnieje coś takiego jak badania, dla przykładu: jest taka dziedzina naukowa, która nazywa się akustyka. Bada ona m.in. zjawisko komfortu akustycznego i hałasu. Poczucie komfortu akustycznego czy dyskomfortu w postaci hałasu to odczucia subiektywne, natomiast po latach badań określamy obiektywne granice i ramy tego poczucia komfortu i do tego dostosowujemy przepisy, projektujemy sale koncertowe czy budujemy głośniki do komputera. A teraz na temat. W jaki sposób oceniasz pan stopień czyjegoś cierpienia? I to obiektywnie w dodatku. >Metodą naukową, proszę Pana. Badaniem. Z subiektywnych ocen budujemy obiektywne, na tym polega obiektywizm. Obiektywista bada kultury. Śmiesznyś pan z tą swoją próbą przyłożenia metody naukowej do określania tak subiektywnego pojęcia jak dobro. >Nonsens, ja się czuję Marsjaninem, jak Pan niby może ocenić co czuję? Czuć to się pan i kalmarem możesz. Mało to chorób psychicznych? Jednakowoż nie są w stanie choroby te przynależności gatunkowej zmienić. >Świat nie jest ani czarno-biały ani zero-jedynkowy proszę Pana, jednostek cierpienia nikt nie określił, podobnie jak nikt nie określił jednostek skali estetycznej, czyli skali piękna jakiegoś dzieła sztuki, co nie przeszkadza nam obiektywnie ocenić czy jakiś przedmiot ma wyjątkową estetyczną wartość czy też jej nie posiada. Bez określenia jednostek cierpienia nie sposób zmierzyć jego poziomu. Skoro zaś jednostek takich nie ma to pańskie wywody o obiektywizmie znacząco tracą na wartości.
|
|
| | | |  | 11 na 11 | liliac (147340 punktów) | > >Ciekawe w jaki sposób określa się to obiektywne dobro, sprawiedliwość czy miłość? Dobro i sprawiedliwość to pojęcia wysoce subiektywne, dla różnych osób mogące przybierać różne postaci.> Metodą naukową, proszę Pana. Badaniem. Z subiektywnych ocen budujemy obiektywne, na tym polega obiektywizm.Ja bym poprosiła o kilka artykułów przy pomocy metody naukowej (a może znów się rozmijamy w rozumieniu pewnych pojęć?) określających obiektywne dobro i obiektywną miłość  Cenię sobie konkrety, więc chętnie się z takimi publikacjami zapoznam. Z jakichś poważnych czasopism naukowych w miarę możliwości poproszę.
"...a świniobicie, łaskawa pani, to to samo, jak kiedy ksiądz odprawia mszę świętą, bo zawsze idzie o krew i o mięso, czyli ciało." (B. Hrabal, "Postrzyżyny" )
|
|
| | | | |  | 13 na 13 | Ratatoskr (4439 punktów) | > Ja bym poprosiła o kilka artykułów przy pomocy metody naukowej (a może znów się rozmijamy w rozumieniu pewnych pojęć?) określających obiektywne dobro i obiektywną miłość  Na powyższe jest akurat stosunkowo łatwo odpowiedzieć. Otóż obiektywne Dobro i obiektywna Miłość są po prostu przejawami obiektywnej Prawdy. Hm... kurczę - ja to już chyba gdzieś słyszałam
|
|
| | | | | |  | 5 na 5 | liliac (147340 punktów) | Chyba nam się szanowny autor obraził 
"...a świniobicie, łaskawa pani, to to samo, jak kiedy ksiądz odprawia mszę świętą, bo zawsze idzie o krew i o mięso, czyli ciało." (B. Hrabal, "Postrzyżyny" )
|
|
| | | | | | |  | 5 na 5 KORIUS (14106 punktów) (zablokowany) | > Chyba nam się szanowny autor obraził  -Niekoniecznie. Po prostu, pobożny ateista w adwencie nie ma czasu na meczące dyskusje z ateistami "wojującymi". Przecież nie opuści rekolekcji. A na swojej stronie, gdzie doradza "jak żyć?", uznał chyba swoją wizytę na "Racjonaliście za sukces, czyli "polubienie" przez kolejne 60 osób. Chwalmy Pana!
Jednym z najskuteczniejszych sposobów ośmieszenia przekonań religijnych jest cytowanie ich słowo w słowo, bez komentarza. - Richard Dawkins
|
|
| | | |  | 6 na 6 | Ratatoskr (4439 punktów) | >po latach badań określamy obiektywne granice i ramy tego poczucia komfortu i do tego dostosowujemy przepisy, projektujemy sale koncertowe czy budujemy głośniki do komputera.
Nonsens. To nie jest żaden obiektywny poziom hałasu tylko populacyjna średnia jego recepcji. Dzwięk, który dla jednej osoby będzie neutralny, dla innej jest już nieznośny. Podobnie jest z wrażliwością na ból itp. Doznania psychiczne są zawsze subiektywne.
Równie dobrze po latach badań możemy sobie określać np "obiektywne" wyniki skoku w dal, albo "obiektywny" wzrost ludzki.
|
|
| | | |  | 5 na 5 | Ratatoskr (4439 punktów) | >Nonsens, ja się czuję Marsjaninem, jak Pan niby może ocenić co czuję?
A kimże my jesteśmy, żeby zaprzeczać Pańskim uczuciom? Nie znalazłam, jak dotąd, żadnych przesłanek, żeby negować to, iż istotnie może się Pan nim czuć.
|
|
| |  | 14 na 14 | liliac (147340 punktów) | > Owszem, to interesujące. Doświadczenie ludzi na przełomie tysięcy lat, które przejawia się w nauce i kulturze - to jest jedyna obiektywna miara jaką dysponuje ludzkość.Chyba się rozmijamy w rozumieniu terminu "obiektywny". Twoje doświadczenia kulturowe, twoje upodobania, twoje przekonania i twoje tradycje nie są obiektywną miarą czegokolwiek poza TWOIMI właśnie doświadczeniami. Nie jesteś w stanie obiektywnie ocenić czyichś odczuć/odczuć - wyżej wymienione są subiektywne. Twój odbiór będzie się w wielu (po tekście sądząc - bardzo wielu) punktach różnił od mojego i - doprawdy - nie będzie możliwe jednoznaczne i obiektywne ustalenie czyja ocena jakościowa (czy cierpienie jest) i ilościowa (jak intensywne jest) jest "lepsza". Nie ocenisz z zewnątrz i nie wystopniujesz mojego szczęścia czy cierpienia, bo ono jest mierzone według moich odczuć, moich doświadczeń, moich przekonań i tych aspektów kulturowach, które ja mam zinternalizowane. Nawet skale oceny bólu, czegoś do pewnego stopnia przecież mierzalnego, są dość subiektywne, chociaż można próbować się nieco zbliżyć do ideału, dołączając do oceny skale porównawcze, parametry neurofizjologiczne, hormonalne, etc. Ty możesz ewentualnie stwierdzić, że podług twoich kryteriów (najlepiej, byś przy okazji rzeczone kryteria doprecyzował) trudno dane przeżycie zakwalifikować jako związane z cierpieniem i wyrazić zdziwienie. Jeśli chcesz być traktowany poważnie. > Za pomocą tej miary określamy i formułujemy coraz bardziej obiektywne oceny.To piękny frazes, ale tylko frazes moim skromnym zdaniem. Może doprecyzuj w jaki sposób twoje doświadczenie i bagaż kulturowy pozwalają na ocenę tego czy rzeczywiście Ratatoskr cierpi. Najlepiej punkt po punkcie, byśmy mogli prześledzić twoje prowadzące do kategorycznej oceny wnioskowanie. > Za pomocą dorobku kulturowego określamy z czasem obiektywne DOBROZałożenie, że coś takiego jak obiektywne dobro w ogóle istnieje to tylko założenie właśnie, powiedzmy - pewne stanowisko filozoficzne. Nie przedstawiaj go jako obiektywnego faktu i nie formułuj na jego podstawie kategorycznych twierdzeń na temat odczuć innych ludzi. Jeśli chcesz być traktowany poważnie. > obiektywną MIŁOŚĆSłowa, słowa, słowa, słowa... > W drugą stronę, tą samą miarą możemy weryfikować jak bardzo ktoś jest Marsjaninem, pomimo jego subiektywnych deklaracji.Ciekawa sztuczka retoryczna. Stawiasz znak równości pomiędzy twierdzeniami "Nie cierpisz" i "Nie pochodzisz z Marsa/Polski/Europy"? Chwyt erystyczny raczej średniej miary  Bez urazy.
"...a świniobicie, łaskawa pani, to to samo, jak kiedy ksiądz odprawia mszę świętą, bo zawsze idzie o krew i o mięso, czyli ciało." (B. Hrabal, "Postrzyżyny" )
|
|
| | |  | -4 na 4 | fifek (-23 punktów) | Resztę moich stanowisk poczyta sobie Pani w innych artykułach. Zapraszam.
|
|
| | | |  | 10 na 10 | liliac (147340 punktów) | >Resztę moich stanowisk poczyta sobie Pani w innych artykułach. Zapraszam.
Bez urazy, jeśli będę zainteresowana innymi artykułami, to się z nimi zapoznam. W tej chwili jednak rozmawiamy na forum - jeśli ktoś nie ma ochoty prowadzić tutaj dyskusji czy odpowiadać na wyrażone zastrzeżenia, być może niepotrzebnie w ogóle zaglądał.
"...a świniobicie, łaskawa pani, to to samo, jak kiedy ksiądz odprawia mszę świętą, bo zawsze idzie o krew i o mięso, czyli ciało." (B. Hrabal, "Postrzyżyny" )
|
|
| | | |  | 10 na 10 | Meretseger (61860 punktów) | >Resztę moich stanowisk poczyta sobie Pani w innych artykułach. Zapraszam. Ja chyba jednak podziękuję. Po tej próbce pt. "Niewierzący i święta" jestem pewna, że od Pana nie zechcę dowiedzieć się, "jak żyć". Bo jakoś mało podoba mi się takie życie. Pomijam już to, że jestem wystarczająco stara, by to wiedzieć bez niczyich pouczeń.
|
|
| | | | |  | 10 na 10 KORIUS (14106 punktów) (zablokowany) | > >Resztę moich stanowisk poczyta sobie Pani w innych artykułach. Zapraszam.> Ja chyba jednak podziękuję. Po tej próbce pt. "Niewierzący i święta" jestem pewna, że od Pana nie zechcę dowiedzieć się, "jak żyć". Bo jakoś mało podoba mi się takie życie.-Oczywiście z ciekawości zajrzałem na stronę naszego Marsjanina. Starałem się go zrozumieć, jak kosmita kosmitę, ale znalazłem tam coś takiego: Cytat:Moi drodzy, uprzedzam, że obrażanie kogokolwiek, w tym osób wierzących, nie będzie na tej stronie tolerowane. Proszę też zapomnieć o żartach i drwinach z religii, jest ich pełno na innych stronach "ateistycznych". -Czyli nic tam po mnie. Z porad raczej nie skorzystam, bo zanudziłbym się na śmierć życiem, jakby nie było, w świecie zdominowanym przez religię, pośród religiantów, przy ich często zmasowanych atakach, gdybym nawet nie mógł sobie z tego pożartować. Natomiast Kościół, matka nasza, ma wielka pociechę z takich niewierzących jak nasz Marsjanin, bo i tak ma gdzieś, czy ktokolwiek wierzy w te brednie, byle był grzeczny, nie kpił, nie ośmieszał, czyli ogólnie nie mówił prawdy zbyt głośno i nie "atakował" wiary, religii i Kościoła. Na dodatek Marsjanin na stronie "Racjonalisty" zachęca do podtrzymywania tradycji związanych z religią, chodzenia na msze, a więc pewnie i dawania na tacę, tudzież uiszczania innych ofiar z różnych okazji. Taki niewierzący to większy skarb dla Kościoła niż wierzący, któremu zdarza się niesubordynacja i pyskowanie.
"W dziedzinie myśli nie ma nic bardziej moralnego od prawdy, a jeśli wiedza nie daje nam pewności, nie ma nic moralniejszego niż wątpienie." - Jean Marie Guyau
|
|
| | | | | |  | 3 na 3 rafal73 (9720 punktów) (zablokowany) | A ja mam jeszcze jedno pytanie do ateisto-katoliko-marsjanina:
co robisz na roratach - kleczysz i zegnasz sie? Jesli tak - nie czujesz sie glupio, ze jako niby myslacy ateista oddajesz czesc nieistniejacemu gosciowi w niebie?
A jesli nie - nie czujesz sie glupio, ze wlazac w stado katolikow nie przestrzegasz ich swietych rytualow??
|
|
| | | | | | |  | KORIUS (14106 punktów) (zablokowany) | > A ja mam jeszcze jedno pytanie do ateisto-katoliko-marsjanina:> co robisz na roratach - kleczysz i zegnasz sie?> Jesli tak - nie czujesz sie glupio, ze jako niby myslacy ateista oddajesz czesc nieistniejacemu gosciowi w niebie?> A jesli nie - nie czujesz sie glupio, ze wlazac w stado katolikow nie przestrzegasz ich swietych rytualow??-Już zdążyłem się nastroszyć, ale rozumiem, że to nie do mnie skierowane pytania. 
"W dziedzinie myśli nie ma nic bardziej moralnego od prawdy, a jeśli wiedza nie daje nam pewności, nie ma nic moralniejszego niż wątpienie." - Jean Marie Guyau
|
|
| | | | | | | |  | 2 na 2 rafal73 (9720 punktów) (zablokowany) | Nie, nie  Po prostu kliknalem w ostatnia odpowiedz na stronie  Niech bedzie pochwalony. Apropos: Ateisto-katoliko-marsjaninie - jak odpowiadzasz na ww katolickie pozdrowienie? "Na wieki wiekow, amen" czy "nie ma zadnego boga, ktorego musial bym na wieki wiekow chwalic"????
|
|
| | | | | |  | 11 na 11 | Ratatoskr (4439 punktów) | Cytat:Moi drodzy, uprzedzam, że obrażanie kogokolwiek, w tym osób wierzących, nie będzie na tej stronie tolerowane. Proszę też zapomnieć o żartach i drwinach z religii, jest ich pełno na innych stronach "ateistycznych". Z tym zdaniem jest jeszcze taki problem, że utożsamia krytykę czyjegoś stanowiska z... obrażaniem wyznającej to stanowisko osoby. Czyli np: - krytykując teorie Macierewicza, (automatycznie) obrażam Macierewicza, - krytykując absurdy katolicyzmu, (automatycznie) obrażam katolików, - zaś krytykując zasadność tez przedłożonych nam tu przez szanownego autora, (automatycznie) obrażam autora tychże tez. Strach się odezwać
|
|
| | | | | | |  | -2 na 2 | fifek (-23 punktów) | wyjątkowo pokrętne myślenie kojarzę
|
|
| | | | | | | |  | 2 na 2 | Ratatoskr (4439 punktów) | >wyjątkowo pokrętne myślenie kojarzę
Ciemną stronę mocy wyczuwam.
Przywiązanie prowadzi do zazdrości. Cieniem chciwości jest ono. Pozbywać się wszystkiego ucz się, co boisz stracić się.
|
|
| |  | 5 na 5 | Ratatoskr (4439 punktów) | >Owszem, to interesujące. Doświadczenie ludzi na przełomie tysięcy lat, które przejawia się w nauce i kulturze - to jest jedyna obiektywna miara jaką dysponuje ludzkość. Za pomocą tej miary określamy i formułujemy coraz bardziej obiektywne oceny. Za pomocą dorobku kulturowego określamy z czasem obiektywne DOBRO, obiektywną MIŁOŚĆ, obiektywną SPRAWIEDLIWOŚĆ i inne ideały czy fenomeny podobnież jak szczęście czy cierpienie.
A ja mam takie pytanie: jak się będą odnosiły (podobno) obiektywnie zdefiniowane pojęcia: miłości i cierpienia do hipotetycznej, spotkanej kiedyś rasy kosmicznej nie znającej tej emocji (a zatem również w ogóle pojęcia miłości) oraz nie odczuwającej w ogóle bólu.
Znającej za to takie emocje i doznania jak XRDREWXXN i QPRRWRDWR (bardzo istotne dla ichniejszych relacji społecznych a kompletnie nieznane na ziemi). Czy XRDREWXXN i QPRRWRDWR również będą istniały obiektywnie, skoro my ludzie w ogóle ich nie doświadczamy?
|
|
18 na 18 KORIUS (14106 punktów) (zablokowany) | > 2. tradycja jest dobra, tradycja jest ładna> F.N.: uważam, że bycie w tradycji daje ludziom szczęście-No cóż, mamy tu swoiste kuriozum, czyli religijnego ateistę. Niby człowiek wykształcony, a jakby nie znał haniebnej historii religii i obrzydliwych sposobów jej rozpowszechniania. Rozumiem, wśród rodziny, w pracy, gdy człowiek jest zdominowany i zależny od religijnej większości, coś trzeba udawać, ale żeby z własnej i nieprzymuszonej woli, propagować religijne absurdy i tradycje ciemnoty, na portalu gdzie zwykło się je ośmieszać? Bardziej rozumiem deistów i tzw. wierzących niepraktykujących. Wiara w istotę wyższą, siłę sprawczą, czy jak tam sobie życzą zupełnie mi nie przeszkadza, choć nie ma do tego cienia podstaw i niczego to nie wyjaśnia. Nie wierzą oni jednak, podobnie jak ja, że ewentualnemu bogu mogą być do czegokolwiek potrzebne idiotyczne irracjonalne zachowania, modlitwy, klękanie przed obrazami, msze, adoracje, sakramenty, pielgrzymki i całe to pajacowanie przed samym sobą i przed innymi. Nie chcą, aby ich boga kojarzono z biblijnymi koszmarami. Poza tym wszytko to zajmuje czas, ogłupia i naraża na koszty. A tu proszę, ateista praktykujący...boga nie ma, ale oddawanie mu czci razem z religijną ciemnotą jest fajne, piękne i daje szczęście... 
"W dziedzinie myśli nie ma nic bardziej moralnego od prawdy, a jeśli wiedza nie daje nam pewności, nie ma nic moralniejszego niż wątpienie." - Jean Marie Guyau
|
|
 | -3 na 5 | fifek (-23 punktów) | polecam się na przyszłość
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|