Racjonalista - Strona głównaDo treści
Opętani

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Społeczeństwo i kraj
NapisanoAutorTytuł
01-01-2014 15:19Hodża (11172 punktów)Opętani
Ocena 14 na 14
Nie, to nie będzie o książce Gombrowicza pod tym tytułem, mającej być w zamiarze brukową szmirą, co autorowi się w zupełności powiodło. Będzie o tych, którzy są opętani "demonem prędkości" i sieją spustoszenie wśród pieszych na polskich drogach.

Tytuł wątku mógłby też mieć tytuł "dlaczego wyjeżdżam z Polski", ale zrezygnowałem, próbując powściągnąć swoją skłonność do żałosnej egzaltacji.

Któregoś dnia, kiedy o godzinie siódmej rano nie byłem w stanie na przejściu dla pieszych przejść na drugą stronę ulicy, bo żaden z pędzących 70 - 80 na godzinę kierowców dostawczaków na miejskiej ulicy, na której całej długości obowiązuje ograniczenie do 40, nie raczył choćby zwolnić,czekając na lukę dziesięć minut, nie zdzierżyłem i napisałem list do policji, aby zechciała się zająć tym tematem. Bez odzewu. Po kilku miesiącach na tym przejściu została rozjechana 14-latka przez kierowcę, który nawet nie zahamował przed nią. Odrzuciło ją na przydrożne drzewo.

Znów napisałem list do komendy, sygnalizując alarmujący stan bezpieczeństwa i całkowity brak obecności policji drogowej, której jednym ze statutowych celów ma być egzekwowanie przepisów o ruchu drogowym. Uzyskałem odpowiedź:

Cytat:
W odpowiedzi na Pana pismo email z dnia 31-10-2013r.. dziękujemy za Pana spostrzeżenia i sugestie dotyczące popełnianych wykroczeń na ul. 1-go Maja.
Pragę Pana poinformować, iż każdego dnia patrole WRD KPP Skarżysko-Kamienna kierowane są w rejon dzielnicy Dolna Kamienna i zadaniowane są pod kątem ujawniania wykroczeń w ruchu drogowym. Chce pana poinformować, iż obecnie fotoradary obsługiwane są przez Generalną Inspekcją Transportu Drogowego. Policja nie posiada na wyposażeniu urządzeń do samodzielnej rejestracji wykroczeń w ruchu drogowym (fotoradar). Na terenie miasta Skarżyska-Kamiennej możliwe jest umieszczenie takiego typu urządzeń przez Straż Miejską w porozumieniu i za zgodą Komendy Powiatowej Policji.
Na ul 1-go Maja obowiązuje ograniczenie prędkości jazdy do 40 km/h. Co do zarzutu zdjęcia kamery monitoringu miejskiego, która znajdował się u zbiegu ulic 1-go Maja
i Towarowej informuję, że monitoring nie jest własnością Policji, lecz stanowi własność Urzędu Miasta Skarżyska-Kamiennej, który decyduje o rozmieszczeniu kamer.
Pragnę również poinformować, że Policja robi wszystko aby ograniczyć zjawiska łamania przepisów ruchu drogowego przez jego uczestników, lecz dużo zależy od samych uczestników ruchu drogowego i ich kultury poruszania się po drogach.


Tak, kultura jest ważna. Tylko, że kulturę tworzy się również poprzez poczucie, że prawo jest realną siłą a nie sugestią dotyczącą zasad savoir-vivre'u dla osób aspirujących do roli kulturalnej elity.

Dodam, że ponieważ z okien mogę obserwować całą tę ulicę, nie zanotowałem żadnej "codziennej obecności" patroli drogówki. Ale to się zmieniło. Dokładnie w chwili, gdy okazało się, że kierowca, który zabił pieszego w Lubelskiem i uciekł z miejsca zdarzenia, był policjantem.

Teraz znów wszystko wróciło do azjatyckiej normy.

Ten wątek jest moją reakcją na to:

wiadomosci(*)c-osob-zginelo-w-wypadku/w4l91

i na plagę zabójców, którzy, pozbawieni sumienia i jakichkolwiek ludzkich uczuć coraz częściej oddalają się z miejsca, w którym zmasakrowali kolejne ofiary.

Weźcie się, panowie legislatorzy, policjanci czy kto tam jeszcze do roboty i nie zamieniajcie tego kraju w europejski bardak.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Marysia (300 punktów)

>Któregoś dnia, kiedy o godzinie siódmej rano nie byłem w stanie na przejściu dla pieszych przejść na
>drugą stronę ulicy, bo żaden z pędzących 70 - 80 na godzinę kierowców dostawczaków na miejskiej
>ulicy, na której całej długości obowiązuje ograniczenie do 40, nie raczył choćby zwolnić,czekając na
>lukę dziesięć minut, nie zdzierżyłem i napisałem list do policji, aby zechciała się zająć tym
>tematem. Bez odzewu.

Ja codziennie idąc do pracy też muszę "wymuszać" przysługujące mi prawo przejścia na pasach. Ale muszę przyznać, że kiedy po kilku minutach stania przed przejściem, w końcu ostrożnie wychylę się na ok. metr na pasy, to uprzejmi kierowcy trochę mnie omijają, żeby nie przejechać mi po stopach. A przed tymi mniej kulturalnymi ratuje mnie tylko refleks. Bydło.
01-01-2014 17:35 
 Ocena 5 na 5
Hodża (11172 punktów)
>Ja codziennie idąc do pracy też muszę "wymuszać" przysługujące mi prawo przejścia na pasach.

Nie radzę. Próbowałem, nie dlatego, że jestem narwany, tylko dlatego, że nie było innej możliwości przekroczenia jezdni; o mało co nie skończyło się tragicznie.

Spośród znajomych każda z rodzin zamieszkałych w tej dzielnicy straciła kogoś na tej ulicy (trzy osoby). Liczbę pieszych, którzy zginęli na tej ulicy od lat 80-tych można liczyć w dziesiątkach.

Ostatnio mówi się o tym, że bezpieczeństwo na drogach uległo poprawie. Jeśli się weźmie pod uwagę to, że mniejsza ilość zabitych to w głównej mierze efekt fotoradarów (którymi policja, zdaje się, nie zarządza), postępu technicznego (ABS i poduszki to standard nawet w 20-letnich rzęchach) oraz tego, że jadąc przez wsie nie spotyka się żywego ducha, który by ryzykował marsz poboczem (zwłaszcza, że wybudowano ostatnio wiele chodników) widać, że tej poprawy najwyraźniej nie zawdzięczamy działaniom policji albo też, że działania te mają jedynie nieznaczny wkład do stanu bezpieczeństwa. Z własnych obserwacji natomiast odnoszę wrażenie, że - przynajmniej na niektórych obszarach kraju - na policji trwa chyba jakiś strajk włoski.

Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
01-01-2014 19:11 
 Ocena 3 na 7
Jan Werbiński (11380 punktów)
(zablokowany)
>Ja codziennie idąc do pracy też muszę "wymuszać" przysługujące mi prawo przejścia na pasach. Ale muszę przyznać, że kiedy po kilku minutach stania przed przejściem, w końcu ostrożnie wychylę się na ok. metr na

W moim mieście zauważyłem znaczny wzrost kultury kierowców i coraz częściej się zatrzymują przed pasami, chociaż nie mają takiego obowiązku. Jeszcze nie jest tak, jak na Zachodzie, ale dużo lepiej, niż było.

Co do pijaków za kółkiem, to jestem za dożywotnim zakazem prowadzenia i posiadania samochodów. Dla mordercy, który dziś zabił sześć osób proponuję karę śmierci. To niepojęte, że sprawcami wypadków śmiertelnych są pijani recydywiści wcześniej karani za... jazdę po alkoholu.
01-01-2014 22:00 
 Ocena 3 na 3
MajkelSS (2075 punktów)
(zablokowany)

>Co do pijaków za kółkiem, to jestem za dożywotnim zakazem prowadzenia i posiadania samochodów.

Posiadania chyba nie, ale prowadzenia owszem.

> Dla mordercy, który dziś zabił sześć osób proponuję karę śmierci.

I tu kompletnie nie zgoda. Czemu tak drastycznie ?

Jeśli ludzie myślą, że matematyka nie jest prosta, to tylko dlatego, że nie zdają sobie sprawy, jak skomplikowane jest życie.
01-01-2014 22:37 
 Ocena 2 na 2
Jan Werbiński (11380 punktów)
(zablokowany)
>>Co do pijaków za kółkiem, to jestem za dożywotnim zakazem prowadzenia i posiadania samochodów.
>Posiadania chyba nie, ale prowadzenia owszem.

Posiadacze samochodów, którym zabrano prawo jazdy często nimi jeżdżą. Niektórzy nie robią p. j. specjalnie, bo często jeżdżąc po alkoholu i tak by je stracili. Zakaz prowadzenia na nich nie działa.

>> Dla mordercy, który dziś zabił sześć osób proponuję karę śmierci.
>I tu kompletnie nie zgoda. Czemu tak drastycznie ?

Niedawno poszukiwano sprawcę śmiertelnego potrącenia, który kilka lat wcześniej też potrącił śmiertelnie pieszego. Dwa razy zabił, a w międzyczasie chodził na wolności. Więzienie po prostu nie działa, bo po kilku latach wychodzą na wolność i robią to samo. Należy problem zlikwidować skutecznie i raz na zawsze. Nie znam lepszego sposobu, ale gdyby był to OK.
02-01-2014 21:00 
 Ocena 2 na 2
maniek1 (3407 punktów)

>> Dla mordercy, który dziś zabił sześć osób proponuję karę śmierci.
>I tu kompletnie nie zgoda.>
Bo nie zabił Twoich bliskich?
> Czemu tak drastycznie
A co proponujesz? Modlitwę w jego intencji? Z jakiego powodu taki chwast ma zyć???
02-01-2014 21:26 
 Ocena 1 na 1
szarley (54911 punktów)
>>> Dla mordercy, który dziś zabił sześć osób proponuję karę śmierci.
>>I tu kompletnie nie zgoda.>Bo nie zabił Twoich bliskich?
>> Czemu tak drastycznie
>A co proponujesz? Modlitwę w jego intencji? Z jakiego powodu taki chwast ma zyć???

Radykalizm charakterystyczny dla rydzykowej religijności
02-01-2014 21:34 
 Ocena 2 na 2
maniek1 (3407 punktów)

>>> Czemu tak drastycznie
>>A co proponujesz? Modlitwę w jego intencji? Z jakiego powodu taki chwast ma zyć???
>Radykalizm charakterystyczny dla rydzykowej religijności
Rozumiem Twój tok rozumowania - ma żyć, aby móc zabijać dalej, kiedy kolejny Sąd go za parę lat wypuści. Solidaryzowałeś się kiedyś z ofiarami przestępstw? Czy wyłącznie z przestępcami???
02-01-2014 21:37 
 Ocena 2 na 2
Iwan Denisowicz (16705 punktów)
(zablokowany)
>Radykalizm charakterystyczny dla rydzykowej religijności
Po co religijność w to mieszać? Ja tam wcale nie jestem religijny, ale karze śmierci nadmiernie bym się nie sprzeciwiał. Po prawdzie zanadto bym jej również nie pochwalał. Lepszym wyjściem byłoby chyba dożywocie bez możliwości apelacji, choć to, iż rodziny ofiar również musiałyby łożyć na utrzymanie przestępcy budzi mój niesmak.


The only good is knowledge and the only evil is ignorance.
02-01-2014 21:46 
 Ocena 1 na 1
maniek1 (3407 punktów)
>>Radykalizm charakterystyczny dla rydzykowej religijności
>Po co religijność w to mieszać? >
Bo klient wie, że nie jestem religijny, ale ma nadzieję mnie tym stwierdzeniem urazić - na szczęście nie mam uczuć religijnych, a wyłącznie empatię i wściekłość, ze taki chwast był "karany" za jazdę po pijaku, ale musi kogoś zabić żeby polski system prawny odsunął go od społeczeństwa. Widać inni pseudo-racjonalisci, dali by mu jeszcze jedną szansę, lub kilka.
02-01-2014 21:57 
 Ocena 3 na 3
Frank Holman (5897 punktów)
>>>> Dla mordercy, który dziś zabił sześć osób proponuję karę śmierci.
>>>I tu kompletnie nie zgoda.>Bo nie zabił Twoich bliskich?
>>> Czemu tak drastycznie
>>A co proponujesz? Modlitwę w jego intencji? Z jakiego powodu taki chwast ma zyć???
>Radykalizm charakterystyczny dla rydzykowej religijności
Najbardziej kuriozalne, że jako najczęstszy argument przeciwko KŚ jest wyciągnięty z amerykańskiego rasistowskiego kapelusza argument o pomyłkach sądowych.
Zastanawiam się cały czas, co powiedzą ci wielce mądrzy przeciwnicy w takiej jak ta podana sytuacji, gdzie o żadnej pomyłce nie może być mowy.?
Jak dotąd nigdy nie doczekałem się odpowiedzi, poza religijnym kretynizmem, że życie jest święte oraz, że każdy zasługuje na jeszcze jedną szansę.
Takich głupot się po racjonalistach nie spodziewam, ale chwilowo stoję na stanowisku, że te ewentualne pomyłki to jedyny racjonalny argument. I zawsze wtedy twierdziłem: to rozmawiajmy tylko o sprawach oczywistych. I żadnej rozmowy już nie było. Prawda jest taka bowiem, że w tym kraju jest po prostu za dużo przemądrzałych (nie mówię, że bez wiedzy) wielkich prawników teoretyków, a za mało jest praktyków potrafiących tak napisać przepisy, aby one działały, dawały się łatwo stosować i były po prostu skuteczne. W Polsce tymczasem ci ludzie wielcy proffesorzy prawa sprawiają tylko, że musi powstać wielkie doskonałe idealne prawo, z którego tylko.... nic konkretnego potem nie wynika. I oni zawsze znajdą jakieś wytłumaczenie, że to nie wina prawa, tylko jego niestosowania. I że tego prawa zmienić nie ma sensu, albo że się nie da. I tak w kółko.
01-01-2014 22:09 
 Ocena 1 na 1
Hodża (11172 punktów)
>W moim mieście zauważyłem znaczny wzrost kultury kierowców

Ja też. Częściej, niż kiedyś, zatrzymują się, aby puścić. Ale też miałem raz w związku z tym sytuację następującą: stałem przed maską uprzejmego pana, czekając, aż przejadą samochody ciągnące w przeciwnym kierunku. Raz też powstrzymałem się przed wejściem widząc nadjeżdżającego z tyłu z dużą prędkością, który wyprzedził uprzejmego na pasach. Zatem - uprzejmość uprzejmością, ale - trzeba zachować najwyższą czujność. Ostatnie bulwersujące wydarzenie w Częstochowie, kiedy człowiek zauważył pieszego, który zasłabł na przejściu, zatrzymał się przed nim włączając awaryjne a następnie został wyprzedzony przez bluzgającego bandytę, który zabił leżącego, pokazuje, że żadna uprzejmość nie równoważy zagrożenia, o którym mowa. Ba, może wręcz czynić je bardziej niebezpiecznym, kiedy za bardzo zaufamy kulturze kierowców.

Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
01-01-2014 22:24 
 Ocena 5 na 5
Hodża (11172 punktów)
>Dla mordercy, który dziś zabił sześć osób proponuję karę śmierci.

Jest Pan zdaje dość bliski prawdy, pisząc o "mordercy". Wg policji sprawca mógł wjechać w grupę celowo, gdyż pokłócił się z dziewczyną (chyba miało to na niej wywrzeć wrażenie).

Swoją drogą w kontekście tego zdarzenia i podobnych pojawia się filozoficzno - prawnicze pytanie, kiedy możemy mówić o zabójstwie. Czy facet - świr, który widzi samotnego chłopaka idącego do szkoły poboczem, z powodu wrodzonego sadyzmu i żądzy mordu, wynikającej z jego agresji, spontanicznie odbija kierownicą i rozjeżdża go, może w ogóle być skazany za morderstwo? Wydaje się, że polska praktyka prawna wskazuje, że nie. (Była głośna swego czasu sprawa dziewczyny zabitej quadem: w czasie spaceru w lesie minął ją i jej chłopaka wariat, a kiedy zaczęła za nim krzyczeć i mu wygrażać, zawrócił i z całym impetem w nią wjechał. Został skazany za spowodowanie wypadku, nie morderstwo).

Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
02-01-2014 01:54 
 Ocena 2 na 2
Frank Holman (5897 punktów)
Może, ale w tym kraju "rządzą" sądem prokuratorzy, a nie sąd. W tym kraju każdy wszystko olewa, a prokuratorowi nie chce się niczego udowadniać. Bierze najoczywistszy przepis formalnie pasujący do sprawy i go wpisuje, a sąd klepie i po sprawie jest, wszyscy idą do domu. Ofiara i jej rodzina ma g... do gadania, akurat co do kwalifikacji prawnej, a tylko jej zmiana mogłaby zmienić wysokość wyroku. Poza tym co da taka zmiana, jak prokurator wcześniej nie nazbierał na takie coś dowodów bo mu się nie chciało, a ewentualny sprzeciw pokrzywdzonego odrzucił. I to będzie wyrok najniższy z możliwych, bo w tym kraju sądy są łagodne aż do granic przyzwoitości a czasami poza te granice. Także z lenistwa, bo mniejsze ryzyko apelacji. Żeby się prokuratorowi chciało to musi być sprawa medialna.
02-01-2014 11:57 
 Ocena 3 na 3
Christos (2696 punktów)
Tak na marginesie - znam sędziego, którego łaskawość skończyła się z chwilą, kiedy znalazł swoje auto bez kół na pustakach.
Rafał Kozłowski (4068 punktów)
>Swoją drogą w kontekście tego zdarzenia i podobnych pojawia się filozoficzno - prawnicze pytanie, kiedy możemy mówić o zabójstwie. Czy facet - świr, który widzi samotnego chłopaka idącego do szkoły poboczem, z powodu wrodzonego sadyzmu i żądzy mordu, wynikającej z jego agresji, spontanicznie odbija kierownicą i rozjeżdża go, może w ogóle być skazany za morderstwo? Wydaje się, że polska praktyka prawna wskazuje, że nie. (Była głośna swego czasu sprawa dziewczyny zabitej quadem: w czasie spaceru w lesie minął ją i jej chłopaka wariat, a kiedy zaczęła za nim krzyczeć i mu wygrażać, zawrócił i z całym impetem w nią wjechał. Został skazany za spowodowanie wypadku, nie morderstwo).

Dotknąłeś chyba sedna sprawy. W akcie oskarżenia prokuratura określa kwalifikację prawną czynu, od której zależy zagrożenie karą:
jeżeli kwalifikacją czynu jest Przestępstwo przeciwko bezpieczeństwu w komunikacji, zastosowanie ma:
Art. 177.
§ 1.
§ 2. Jeżeli następstwem wypadku jest śmierć innej osoby albo ciężki uszczerbek na jej zdrowiu, sprawca podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8.
§ 3.

jeżeli kwalifikacją czynu jest Przestępstwo przeciwko życiu i zdrowiu to zastosowanie ma:
Art. 148.
§ 1. Kto zabija człowieka, podlega karze pozbawienia wolności na czas nie krótszy od lat 8, karze 25 lat pozbawienia wolności albo karze dożywotniego pozbawienia wolności.
§ 2. Kto zabija człowieka:
ze szczególnym okrucieństwem,
w związku z wzięciem zakładnika, zgwałceniem albo rozbojem,
w wyniku motywacji zasługującej na szczególne potępienie,
z użyciem materiałów wybuchowych,
podlega karze pozbawienia wolności na czas nie krótszy od lat 12, karze 25 lat pozbawienia wolności albo karze dożywotniego pozbawienia wolności.
§ 3. Karze określonej w § 2 podlega, kto jednym czynem zabija więcej niż jedną osobę lub był wcześniej prawomocnie skazany za zabójstwo oraz sprawca zabójstwa funkcjonariusza publicznego popełnionego podczas lub w związku z pełnieniem przez niego obowiązków służbowych związanych z ochroną bezpieczeństwa ludzi lub ochroną bezpieczeństwa lub porządku publicznego.
§ 4. Kto zabija człowieka pod wpływem silnego wzburzenia usprawiedliwionego okolicznościami, podlega karze pozbawienia wolności od roku do lat 10.


Prokuratorska kwalifikacji czynu, określona w akcie oskarżenia może być zmieniona przez Sąd na etapie prowadzonego procesu. Jeżeli oskarżenie nastąpi z art. 148 to "widełki" są spore. Dużo zależy zatem od Sądu. Tak więc w ramach istniejącego prawa są możliwości surowego karania sprawców tak bestialskich czynów, potrzeba jednak do tego stanowczości wymiaru sprawiedliwości.
Choć wydaje się, że znacznie szybszym rozwiązaniem było by podniesienia górnej granicy kary w art. 177 z jednoczesnym zachowaniem stanowczości i surowości wymiaru sprawiedliwości w takich tragediach, o jakich piszesz.
Frank Holman (5897 punktów)
>Tak więc w ramach istniejącego prawa są możliwości surowego karania sprawców tak bestialskich czynów, potrzeba jednak do tego stanowczości wymiaru sprawiedliwości.

Problemem tego kraju nie jest prawo, albowiem ono jest tworzone przez doskonałych prawników światowej sławy i jest doskonałe.
Problemem tego kraju są ludzie, którym pozwala się pracować w takich instytucjach, jak prokuratury - sądy, nie stawiając im realnie wymagań co do rzetelności swojej pracy oraz nie zapewniając systemu (adekwatnego do rangi danego rodzaju instytucji) kontroli i nadzoru realnie wymuszającego taką jakość. Nie bierze się przy tym nawet pod uwagę, iż do tych państwowych instytucji wcale nie biegnie "kwiat palestry", tylko raczej Ci, którzy sami czują, że nie uda im się zabłysnąć na prywatnym rynku adwokackim; czyli - nie oszukujmy się, ludzie mniej ambitni "w branży". W efekcie cokolwiek zrobi lub nie zrobi prokuratorka/prokurator, albo sędzina/sędzia, nie ma dla ich dalszego życia zawodowego żadnego znaczenia. W efekcie ich praca polega potem na tym, że mają jakiś KODEKS, w którym jest coś napisane, a po drugiej stronie przestępcę, którego psychologicznie traktują jako swoją ofiarę i sumienie nie pozwala im się nad nim za mocno znęcać. Stąd są takie łagodne wyroki. Brak u nich, jak u wielu członków tego kraju, myślenia społecznego - tak potrzebnego w przypadku oceniania przestępstw drogowych jeszcze bez ofiar (bo trzeba myśleć o potencjalnej przyszłości, a dla nich to abstrakcja, skoro liczy się tylko "moje dziś"; nie mam ciała, to za co mam go skazać? bo się napił? wszyscy pijemy...). A gdy nawet ofiary są, to rzadko są one stronami w sprawie. W najcięższych sprawach - nie żyją, a ich rodzina nierzadko prędzej ma traumę, niż chęć odwetu. Poza tym to właśnie chodzi o ostre karanie prewencyjne a nie gdy już jest za późno.
Mamy poststalinowski system postępowania karnego i bez jego rewolucji dostosowującej do XXI wieku, w oparciu o dobre wzorce systemów anglosaskich, nigdzie nie zajedziemy, nic się nie zmieni.
Bo nawet tak banalną rzecz, jak ocena typowo urzędniczej pracy sędziów KRS, oraz proste zmiany w zasadach dostępu sądów do informacji, wymagała milionowej afery o skali Amber Gold.
03-01-2014 13:16 
 Ocena 1 na 1
szarley (54911 punktów)
>Problemem tego kraju nie jest prawo, albowiem ono jest tworzone przez doskonałych prawników światowej sławy i jest doskonałe.

A ja dotąd myślałem, że jedynym bytem doskonałym jest lepsza połowa mojego małżeństwa, a tu taka niespodzianka!!!
Frank Holman (5897 punktów)
>>Problemem tego kraju nie jest prawo, albowiem ono jest tworzone przez doskonałych prawników światowej sławy i jest doskonałe.
>A ja dotąd myślałem, że jedynym bytem doskonałym jest lepsza połowa mojego małżeństwa, a tu taka niespodzianka!!!
To był oczywiście trochę sarkazm. Ale jak poczytasz dyskusję publiczną jaka się rozpętała i rozpętuje w takich sytuacjach, zawsze ten argument się pojawia i wywiady z wielce szanownymi profesorami prawa, jakie to ono jest świetne, tylko niestosowane.
03-01-2014 16:48 
 Ocena-1 na 1
Rafał Kozłowski (4068 punktów)
>Problemem tego kraju są ludzie, którym pozwala się pracować w takich instytucjach, jak prokuratury - sądy, nie stawiając im realnie wymagań co do rzetelności swojej pracy oraz nie zapewniając systemu (adekwatnego do rangi danego rodzaju instytucji) kontroli i nadzoru realnie wymuszającego taką jakość.

Kto im niby pozwala? Kto tworzy system wymiaru sprawiedliwości?

Nie bierze się przy tym nawet pod uwagę, iż do tych państwowych instytucji wcale nie biegnie "kwiat palestry", tylko raczej Ci, którzy sami czują, że nie uda im się zabłysnąć na prywatnym rynku adwokackim; czyli - nie oszukujmy się, ludzie mniej ambitni "w branży".

To już jest oczywista nieprawda.

W efekcie cokolwiek zrobi lub nie zrobi prokuratorka/prokurator, albo sędzina/sędzia, nie ma dla ich dalszego życia zawodowego żadnego znaczenia. W efekcie ich praca polega potem na tym, że mają jakiś KODEKS, w którym jest coś napisane, a po drugiej stronie przestępcę, którego psychologicznie traktują jako swoją ofiarę i sumienie nie pozwala im się nad nim za mocno znęcać. Stąd są takie łagodne wyroki. Brak u nich, jak u wielu członków tego kraju, myślenia społecznego - tak potrzebnego w przypadku oceniania przestępstw drogowych jeszcze bez ofiar (bo trzeba myśleć o potencjalnej przyszłości, a dla nich to abstrakcja, skoro liczy się tylko "moje dziś"; nie mam ciała, to za co mam go skazać? bo się napił? wszyscy pijemy...).

To o czym piszesz to błąd systemu i tego się czepiaj..... Brak nadzoru nad działaniami prokuratury to system.

A gdy nawet ofiary są, to rzadko są one stronami w sprawie. W najcięższych sprawach - nie żyją, a ich rodzina nierzadko prędzej ma traumę, niż chęć odwetu. Poza tym to właśnie chodzi o ostre karanie prewencyjne a nie gdy już jest za późno.

Kara ma być natychmiastowa i dotkliwa. To kanon postępowania. O jakim karaniu prewencyjnym mówisz. Może przed popełnieniem przestępstwa? Obejrzyj film "Raport mniejszości" - przyda się Tobie.

>Mamy poststalinowski system postępowania karnego i bez jego rewolucji dostosowującej do XXI wieku, w oparciu o dobre wzorce systemów anglosaskich, nigdzie nie zajedziemy, nic się nie zmieni.

przecież sam napisałeś:
Problemem tego kraju nie jest prawo, albowiem ono jest tworzone przez doskonałych prawników światowej sławy i jest doskonałe.

to mamy dobre prawo czy złe? zdecyduj się?

>Bo nawet tak banalną rzecz, jak ocena typowo urzędniczej pracy sędziów KRS, oraz proste zmiany w zasadach dostępu sądów do informacji, wymagała milionowej afery o skali Amber Gold.

nie wymagała, pomyliłeś kalendarze:
afera amber gold - sierpień 2012
uruchomienie KRS - czerwiec 2012 (no a wcześniej musiały trwać jakieś prace, prawda?)
uruchomienie CIDG - styczeń 2012
04-01-2014 00:50 
 Ocena-1 na 1
Frank Holman (5897 punktów)

Nie jestem w stanie z tobą nawet polemizować, gdyż wypisujesz abstrakcje kompletnie z innego świata.
Starczą mi te rojenia:

>afera amber gold - sierpień 2012
>uruchomienie KRS - czerwiec 2012 (no a wcześniej musiały trwać jakieś prace, prawda?)
>uruchomienie CIDG - styczeń 2012
>
ps. KRS działa od 1 stycznia 2001 roku (Zastąpił istniejący od 1919r. rejestr handlowy)
ps2. z premedytacją spuszczam w kanał 100% pozostałej twej wypowiedzi, albowiem jej związek z rzeczywistością uważam za identyczny z powyższym
04-01-2014 09:33 
 Ocena 1 na 1
Rafał Kozłowski (4068 punktów)
>Nie jestem w stanie z tobą nawet polemizować, gdyż wypisujesz abstrakcje kompletnie z innego świata.
> Starczą mi te rojenia:
>>afera amber gold - sierpień 2012
>>uruchomienie KRS - czerwiec 2012 (no a wcześniej musiały trwać jakieś prace, prawda?)
>>uruchomienie CIDG - styczeń 2012
>>
>ps. KRS działa od 1 stycznia 2001 roku (Zastąpił istniejący od 1919r. rejestr handlowy)
>ps2. z premedytacją spuszczam w kanał 100% pozostałej twej wypowiedzi, albowiem jej związek z rzeczywistością uważam za identyczny z powyższym
>
Ależ Ty jesteś merytoryczny. Pogratulować dobrego samopoczucia. Wypisujesz brednie jakich dawno nie czytałem, nie popierasz tego żadnymi argumentami, nie potrafisz podjąć żadnej merytorycznej polemiki - to czysty "słowotok".

Ps. uruchomienie KRS w wersji on-line sierpień czerwiec 2012 bo o Tym pisałeś - doucz się.
A w "kanał" to możesz spuścić sam siebie.
Frank Holman (5897 punktów)

>Ps. uruchomienie KRS w wersji on-line sierpień czerwiec 2012 bo o Tym pisałeś - doucz się.
Nie wiem o czym ty pisałeś, ale ja na pewno nie o tym i (w przeciwieństwie do co poniektórych) wiem o czym piszę.
Pisałem o tym, że sędziowie KRS w Polsce wykonują zasadniczo urzędniczą pracę, a dopiero wielka afera Amber Gold była niezbędna, aby to zrozumieć i zacząć ich kontrolować. Wcześniej ta urzędnicza robota była traktowana, jak wymagające wielkiej niezawisłości wyrokowanie.
02-01-2014 08:34 
 Ocena 11 na 11
Meretseger (61860 punktów)
>Dla mordercy, który dziś zabił sześć osób proponuję karę śmierci.
Nie ma w Polsce kary śmierci. Tego nie żałuję. Natomiast szkoda, że sprawca wypadku będzie siedział do 18 lat* i nic nie robił, zamiast harować w przysłowiowych kamieniołomach na odszkodowanie dla rodzin ofiar. Wiem, że to im życia i zdrowia nie wróci, ale przesiadywanie w celi przed telewizorem też nie. Kara powinna być nie tyle ostateczna, ile nieuchronna, szybka i uciążliwa. I oczywiście szeroko rozpropagowana. Może choć jeden kretyn jak o tym usłyszy, to się opamięta i więcej pijany za kółko nie siądzie.

* Na mocy art. 173 grozi mu od 2 do 12 lat, ale art. 178 zwiększa dolną i górną granicę o połowę, czyli wychodzi od 3 do 18.
02-01-2014 10:13 
 Ocena 4 na 4
Jan Werbiński (11380 punktów)
(zablokowany)
>Nie ma w Polsce kary śmierci. Tego nie żałuję. Natomiast szkoda, że sprawca wypadku będzie siedział do 18 lat* i

Wyjdzie za "dobre sprawowanie" po pięciu, a maksymalnie po siedmiu latach. Bandyci w więzieniach potrafią się dobrze sprawować, tylko na wolności im nie wychodzi.
Christos (2696 punktów)
>Może choć jeden kretyn jak o tym usłyszy, to się opamięta i więcej pijany za kółko nie siądzie.<

Po pierwszej "secie" może tak, z każdą następną rozsądku będzie proporcjonalnie ubywać. Ot, słowiańska dusza...
Vinko (209 punktów)

>W moim mieście zauważyłem znaczny wzrost kultury kierowców i coraz częściej się zatrzymują przed pasami, chociaż nie mają takiego obowiązku.

Mnie uczono, że prowadzący ma obowiązek ustąpić pieszemu.
Czy nie tak należy interpretować zapisy konwencji wiedeńskiej o ruchu drogowym?
Frank Holman (5897 punktów)
>>W moim mieście zauważyłem znaczny wzrost kultury kierowców i coraz częściej się zatrzymują przed pasami, chociaż nie mają takiego obowiązku.
>Mnie uczono, że prowadzący ma obowiązek ustąpić pieszemu.
>Czy nie tak należy interpretować zapisy konwencji wiedeńskiej o ruchu drogowym?
>
Niestety. Zatrzymaj się dziś przed pustą zebrą na egzaminie, a z automatu go praktycznie oblałeś. TEN KRAJ JEST CHORY PO CAŁOŚCI I OWSZEM - DA SIĘ GO UZDROWIĆ W KILKA MINUT, ALE WYMAGAŁOBY TO LANIA W MORDE PRZEZ WIELE OSÓB NA RAZ, WIELE OSÓB NA RAZ, ALE ZA GODZINĘ NAGLE BYLIBYŚMY W INNYM JAKBY MIEJSCU NA ZIEMI
Jan Werbiński (11380 punktów)
(zablokowany)
>>W moim mieście zauważyłem znaczny wzrost kultury kierowców i coraz częściej się zatrzymują przed pasami, chociaż nie mają takiego obowiązku.
>Mnie uczono, że prowadzący ma obowiązek ustąpić pieszemu.
>Czy nie tak należy interpretować zapisy konwencji wiedeńskiej o ruchu drogowym?

Nie zaglądałem ostatnio do przepisów, ale mnie uczono tak:
1. Na przejściu dla pieszych kierowanym światłami pojazdy ustępują mającemu zielone pieszemu zbliżającemu się do przejścia, a ten nie musi się zatrzymać przed wkroczeniem na jezdnię.
2. Na przejściu bez świateł pieszy może wkroczyć na jezdnię po upewnieniu się, że nie spowoduje niebezpieczeństwa, a w szczególności nie zmusi pojazdów do gwałtownego hamowania. Kierujący pojazdem ustępuje jedynie pieszym znajdującym się na przejściu, a nie zbliżającym się lub stojącym przed nim.

Obserwuję często że w przypadku nr 2 piesi zachowują się jak gdyby mieli prawa z przypadku nr 1, a rezultatem tego jest śmierć z winy pieszego, który wtargnął na jezdnię. Często kierowcy postępują na przejściu bez świateł w sposób jak w przypadku nr 1 ucząc pieszych nadmiernego zaufania i deformując ich wyczucie zasad ruchu. Mnie jako pieszego wkurza, kiedy kierowcy zatrzymują się przez zwykłym przejściem. Polecam instalowanie kamer w samochodzie.

Jeśli się to zmieniło, to proszę o przepisy. Wiem, że w innych krajach wygląda to inaczej i może stąd te nowe nawyki?
04-01-2014 14:10 
 Ocena 5 na 5
Fizyk (17637 punktów)
> Wiem, że w innych krajach wygląda to inaczej...

Owszem, jest inaczej. Nawet w bardzo ruchliwym Londynie, gdzie pojazdy wciskają się dosłownie na centymetry, przechodzenie na zebrach jest bezproblemowe. Wygląda to tak:
- kierowca, widząc pieszego zbliżającego się do zebry, zwalnia z zamiarem zatrzymania się,
- pieszy zatrzymuje się na krawężniku oczekując na zatrzymanie się pojazdu lub co namniej oczywistości, że to nastąpi,
- pojazd zatrzymuje się,
- pieszy przechodzi.
Blisko mojej uczelni jest zebra, którą często idzie strumień studentów spieszących na wykłady. Na ulicy robi się korek, ale kierowcy cierpliwie czekają na przerwy w tym strumieniu.

Choć jest to ujęte jasno przepisami, to jest to nie tyle kwestia przepisów, co rozsądnej uprzejmości. Jeżdżąc po Lodynie samochodem, kierowca zdaje sobie sprawę z tego, że siedząc w dużej blaszanej puszce to on jest zawalidrogą a nie pieszy, a więc przyznanie pierwszeństwa temu ostatniemu usprawnia komunikację.
kiryl (2975 punktów)
(zablokowany)

>Choć jest to ujęte jasno przepisami, to jest to nie tyle kwestia przepisów, co rozsądnej uprzejmości. Jeżdżąc po Lodynie samochodem, kierowca zdaje sobie sprawę z tego, że siedząc w dużej blaszanej puszce to on jest zawalidrogą a nie pieszy, a więc przyznanie pierwszeństwa temu ostatniemu usprawnia komunikację.

Dodam że rewelacyjnym pomyslem sa przejscia oznaczone dużymi żóltymi migającymi na zmianę kulami przy ktorych kierowcy widzac zbliżajacego sie do przejscia pieszego zwalniaja, obojętnie czy chce przejsc czy nie na tyle żeby moc potem zachamowac gdy pieszy zamierza wejsc na jezdnie. Na takim przejsciu pieszy ma bezwzględne pierwszeństwo.
Frank Holman (5897 punktów)
>Jeśli się to zmieniło, to proszę o przepisy. Wiem, że w innych krajach wygląda to inaczej i może stąd te nowe nawyki?
Oczywiście w tym jest problem. Przyjęte w Polsce dzikie ruskie przepisy są tylko przyczyną wypadków udziałem pieszych, albo są dla nich faktycznie dyskryminujące, gdyż zakładają równość na drodze między pieszymi a pojazdami, której oczywiście nie ma.
Problemem jest, iż to co opisał dalej kolega z życia Londynu, gdy zastosujesz w Polsce na egzaminie na prawo jazdy, zostaniesz uwalony, gdyż przepuszczanie pieszych, którzy jeszcze nie są na zebrze jest w tym kraju "niezgodne z prawem". Egzaminator uznaje, że nie znasz zasad pierwszeństwa.
Ogólnie istnieje problem w tym kraju właśnie z kulturą na drodze, gdyż jej się nie uczy, a wręcz przeciwnie - niejako zwalcza (np. jak w ww. przypadku). Brak przyjęcia w szkołach jazdy i na egzaminach zasady, iż zachowanie kultury w ruchu drogowym może wyłączać zasady pierwszeństwa (przyznanie prawa do wpuszczania i przepuszczania), jest bardzo dużym błędem. Na własne życzenie przez to wtłaczamy ludziom do głów egoizm i chamstwo, z którego powodu później wszyscy najbardziej cierpimy.
01-01-2014 18:57
 Ocena 10 na 12
szarley (54911 punktów)
Bezieczeństwo użytkowników dróg to temat na długą spokojną rozmowę. Jeżdżąc po Polsce nabieram przypuszczenia, że jedną z przyczyn zjawiska, które opisujesz być może jest... nadmiar ograniczeń. Jeśli kierowca na dwupasmowej drodze z dala od zabudowań musi co 10 km zwalniać do 70 km/h (np Częstochowa - Piotrków) to w końcu zastanawia się po co te znaki? Jaka jest naprawdę bezpieczna prękość? Obszar zabudowany stanowi się często na granicy administracyjnej w lesie lub w polu, kiedy las lub pole się kończy, prędkość zostaje. Dwupasmówki przez środek Warszawy czy Łodzi wymagają jazdy pięćdziesiątką. Ograniczenia przed szkołami obowiązują nawet w lipcu i sierpniu, kiedy szkoła jest zamknięta, ograniczenia przed przejazdami kolejowymi pozostają nawet 10 lat po zdemontowaniu torów. Na czas remontu drogi stawia się "40" po remoncie zmienia się znak na "30".

To oczywiście nie jest ani jedyna ani główna przyczyna, ale jedna z przyczyn o których mówi się rzadko.
01-01-2014 20:07 
 0 na 2
Frank Holman (5897 punktów)
O czym ty gadasz. Te wszystkie najtragiczniejsze wypadki mają miejsce w miastach, gdzie o żadnych za częstych ograniczeniach nie ma mowy. Limit 50 sprawia, że jeśli masz w głowie mózg zamiast "hujo-bmw" jest dla ciebie logiczne, iż gaz wciskasz póki masz 4-bieg, a włączenie 5-biegu oznacza zdjęcie nogi z pedału gazu, bo ma być robione wyłącznie celem oszczędzania paliwa. Trzeba zrobić wszystko, aby to na kierowcach w miastach wymusić każdą siłą. Odbieranie samochodów dawno powinno się zacząć. Ale przede wszystkim gotowy zawsze do łapanki radiowóz powinien w każdym mieście stać co kilka skrzyżowań takiej drogi "prowokującej", dokładnie jak to jest w Niemczech, USA, Kanadzie i całym cywilizowanym świecie, gdzie od lat nie ma debili szalejących po centach miast.
01-01-2014 20:48 
 Ocena 6 na 6
szarley (54911 punktów)
>O czym ty gadasz. Te wszystkie najtragiczniejsze wypadki mają miejsce w miastach,
Jakieś statystyki?

To, że większość wypadków z udziałem pieszych ma miejsce w obszarze poruszania się pieszych to chyba oczywiste, ale piesi poruszają się nie tylko w obszarze miast.

Przeczytaj jeszcze raz mój wpis, tym razem na spokojnie.
Twierdzę, że ograniczeń na polach i w lasach jest za dużo, co stępia wrażliwość kierowców na ograniczenia prędkości. Może uprzednio ubrałem to w słowa niezrozumiałe dla Ciebie.
Jeśli chcesz polemizować z moim poglądem to polemizuj tylko z tym co napisałem.
Frank Holman (5897 punktów)
>Twierdzę, że ograniczeń na polach i w lasach jest za dużo, co stępia wrażliwość kierowców na ograniczenia prędkości. Może uprzednio ubrałem to w słowa niezrozumiałe dla Ciebie.
>Jeśli chcesz polemizować z moim poglądem to polemizuj tylko z tym co napisałem.
>
Nie chcę polemizować. Zgadzam się, poza terenem zabudowanym może i jest za dużo ograniczeń i sprzecznych. Ale dotyczy to dróg tak czy owak "lokalnych". Ostatnio wybudowano mnóstwo jak na Polskę nowych tras szybkiego ruchu i obecnie są takie miejsca że można pokonać całkiem bezpiecznie prawie cały kraj wzdłuż i wszerz w kilka godzin.

Ja napisałem tylko komentarz, który miał oznaczać, iż Twoja wypowiedź była nie na temat wątku, bo:
- to nie kierowcy pokonujący często długie trasy między miastami powodują ww. wypadki,
- btw. dla kierowcy, który raz jedzie daną długą trasą międzymiastową, nie ma jeszcze żadnych sprzeczności, raz jest mu wszystko jedno, stosuje się do znaków,
- zagadnienie wątku dotyczyło ewidentnie wypadków w miastach z udziałem pieszych,
- dotyczyło przypadków absolutnie skrajnych, których nie da się tłumaczyć w porównaniu drobnymi nieścisłościami co do znaków,
- w mieście nic nie ma prawa stępić uwagi kierowcy typowo poruszającego się tylko po takim mieście, lub w obrębie tzw. aglomeracji, co do maksymalnej prędkości jaką osiąga, albowiem jak napisałem odruchowy sposób prowadzenia auta, jaki powinien mieć on wyrobiony nie powinien dopuszczać do stwarzania przez niego zagrożenia nadmiernej prędkości (na prawdę w mieście nie musisz uważać praktycznie na znaki dot. prędkości, jak zastosujesz metodę o jakiej napisałem - fakt nie mogą jej zastosować kierowcy samochodów z automatyczną skrzynią).
02-01-2014 06:35 
 Ocena 2 na 2
szarley (54911 punktów)

>Ja napisałem tylko komentarz, który miał oznaczać, iż Twoja wypowiedź była nie na temat wątku, bo:
>- to nie kierowcy pokonujący często długie trasy między miastami powodują ww. wypadki,
Jakieś statystyki na temat zależności wypadków od długości tras?

>- btw. dla kierowcy, który raz jedzie daną długą trasą międzymiastową, nie ma jeszcze żadnych sprzeczności, raz jest mu wszystko jedno, stosuje się do znaków,

Proponuję język polski jako narzędzie komunkacji

>- zagadnienie wątku dotyczyło ewidentnie wypadków w miastach z udziałem pieszych,
Zagadnienie wątku dotyczyło ewidentnie wypadków w Skarżysku - Kamiennej

>- w mieście nic nie ma prawa stępić uwagi kierowcy typowo poruszającego się tylko po takim mieście, lub w obrębie tzw. aglomeracji, co do maksymalnej prędkości jaką osiąga, albowiem jak napisałem odruchowy sposób prowadzenia auta, jaki powinien mieć on wyrobiony nie powinien dopuszczać do stwarzania przez niego zagrożenia nadmiernej prędkości (na prawdę w mieście nie musisz uważać praktycznie na znaki dot. prędkości, jak zastosujesz metodę o jakiej napisałem - fakt nie mogą jej zastosować kierowcy samochodów z automatyczną skrzynią).

Ponawiam propozycję posługiwania się językiem polskim.

>na prawdę w mieście nie musisz uważać praktycznie na znaki dot. prędkości,
To już jest brednia.
02-01-2014 08:28 
 Ocena 4 na 4
Marek okmarek Okrągły (2283 punktów)
>Nie chcę polemizować. Zgadzam się, poza terenem zabudowanym może i jest za dużo ograniczeń i sprzecznych. Ale dotyczy to dróg tak czy owak "lokalnych". Ostatnio wybudowano mnóstwo jak na Polskę nowych tras szybkiego ruchu i obecnie są takie miejsca że można pokonać całkiem bezpiecznie prawie cały kraj wzdłuż i wszerz w kilka godzin.

To co napisałeś nie dotyczy akurat mieszkańców północno-wschodniej Polski. Przy okazji Mazury, a przede wszystkim Warmia to nadal na pewnych odcinkach nienormalna trasa. 50 km możliwe do przejechania w 1 godzinę i to nie dlatego, że jedzie się miastami.
Okolice Suwałk mają ruch Tirów nieporównywalny z innymi miejscami, a drogi wcale nie są super.
W Polsce dalej mamy kiepskie drogi kilka ekspresówek zwanych autostradami wiosny nie czyni. Kiedyś pokazywałem znajomym Słowakom odcinek o którym pisał szarley, na początku się śmieli, później byli źli na stratę czasu (Bratysława - Suwałki 10-14 h). To samo Kolonia - Suwałki, gdzie część niemiecką jedzie się szybko, bezpiecznie, spokojnie i bez problemów, a w Polsce jakbyś w dżem wjechał.

Kultura polskich kierowców poprawia. Nie wpłynęły wcale na to radary. Wpłynęły wyjazdy za granicę i migracja do Polski. Po prostu wstyd jest pewne rzeczy robić. W okolicy Suwałk pomogły też Tiry, które jeździły i nadal jeżdżą bardzo niebezpiecznie na tych wąskich drogach i po prostu zadziałał Darwin.

Nie mówię, że zmiana jest diametralna, ale jest. Musisz napisać do Inspekcji Ruchu Drogowego lub Policji o pomiary na drodze i ustawienie fotoradaru. To nie jest donos to jest dbanie o zdrowie i życie bliskich. Mój ojciec wymusił próg na wewnętrznej osiedlowej drodze. Zaczął sam potem dołączyli inni.

Ateizm to nie światopogląd to odpowiedź na pytanie "Czy są bogowie? Tak/Nie." I ateizm jest w pełni uzasadniony. Dowodem na nieistnienie bogów jest brak jakiegokolwiek weryfikowalnego dowodu na istnienie bogów (naprawdę bardzo mocny argument).
02-01-2014 14:29 
 Ocena 2 na 2
Bill Kilgore (3086 punktów)
(zablokowany)
>Kultura polskich kierowców poprawia. Nie wpłynęły wcale na to radary. Wpłynęły wyjazdy za granicę i migracja do Polski.

Podpisuję się pod tą tezą całym sercem.

Fabricati Diem, Pvnc!
Frank Holman (5897 punktów)
>>Kultura polskich kierowców poprawia. Nie wpłynęły wcale na to radary. Wpłynęły wyjazdy za granicę i migracja do Polski.
A ja w swoich wypowiedziach nie użyłem ani razu nawet najmniejszego odniesienia do słowa "radar".
Mam dziwne wrażenie, iż przelatuje tu ciągle nad głowami Duch Wielkiego Donalda Kłamcy, i innych neoliberałow politycznych, dla których jak mówisz kontrola, to on widzi urządzenie elektronicznego nadzoru ruchu. Podczas gdy ja ciągle mówię o realnych ludziach: patrolach Policji Drogowej realizujących jedyną skuteczną politykę - "złapanie na gorącym uczynku - nieuchronna natychmiastowa kara na miejscu". I błagam Was nie starajcie przekonywać, że to nie działa, bo to jest właśnie to, co dawno wyrobiło tę "kulturę" na Zachodzie i obecnie jak straszak ją podtrzymuje.
02-01-2014 15:38 
 Ocena 2 na 2
Bill Kilgore (3086 punktów)
(zablokowany)
>Mam dziwne wrażenie, iż przelatuje tu ciągle nad głowami Duch Wielkiego Donalda Kłamcy, i innych neoliberałow politycznych, dla których jak mówisz kontrola, to on widzi urządzenie elektronicznego nadzoru ruchu.

Nie chcę popadać tu w polską manierę ściągania tematów do płaszczyzny polityki. Szczerze powiedziawszy: nie chcę też "racjonalistowej" maniery i osi socjaldemokracja-liberalizm, bo przykro byłoby mi "zepsuć" tak przyjemną debatę kwestiami, które sięgają dość osobistych upodobań.

>Podczas gdy ja ciągle mówię o realnych ludziach: patrolach Policji Drogowej realizujących jedyną skuteczną politykę - "złapanie na gorącym uczynku - nieuchronna natychmiastowa kara na miejscu".

Nie zauważyłem, by ktokolwiek postawił tezę, iż patrole są nieskuteczne. Co więcej - są konieczne, bo fotoradar może zarejestrować przekroczenie prędkości, ewentualnie przejazd na czerwonym świetle. Policjant-człowiek może (i powinien) reagować na inne wykroczenia: zajeżdżanie drogi, wymuszanie pierwszeństwa, stwarzanie zagrożenia poprzez "wiszenie na zderzaku". No i nadal (ubolewam) podstawowa w Polsce kontrola trzeźwości.


Fabricati Diem, Pvnc!
02-01-2014 00:22 
 Ocena 5 na 5
Bill Kilgore (3086 punktów)
(zablokowany)
>Limit 50 sprawia, że jeśli masz w głowie mózg zamiast "hujo-bmw" jest dla ciebie logiczne, iż gaz wciskasz póki masz 4-bieg, a włączenie 5-biegu oznacza zdjęcie nogi z pedału gazu (...)

Czym Pan jeździ?! Piąty bieg i 50 [km/h]? Chyba niskoobrotową, amerykańską maszyną, bo inaczej żal byłoby mi panwi wału korbowego...

Fabricati Diem, Pvnc!
Frank Holman (5897 punktów)
>>Limit 50 sprawia, że jeśli masz w głowie mózg zamiast "hujo-bmw" jest dla ciebie logiczne, iż gaz wciskasz póki masz 4-bieg, a włączenie 5-biegu oznacza zdjęcie nogi z pedału gazu (...)
>Czym Pan jeździ?! Piąty bieg i 50 [km/h]? Chyba niskoobrotową, amerykańską maszyną, bo

Nigdy nie napisałem że 5-bieg na odcinkach, gdzie ten limit 50 obowiązuję i nie może być ani nic bezpiecznie przekroczony. Są odcinki z podwyższoną prędkością, chociażby opisywane przez Was drogi kilkupasmowe. Tam gdzie można bezpiecznie przekroczyć "50" o dozwolone +9-10km, można wrzucić 5-bieg.
02-01-2014 15:40 
 Ocena 2 na 2
Bill Kilgore (3086 punktów)
(zablokowany)
Obawiam się, że wciąż jest to za wysoki bieg. Zdradziłby mi Pan jaką i ilu biegową skrzynkę biegów oraz jaki silnik (pojemność, rodzaj zapłonu, najchętniej typ i producenta) posiada Pana pojazd?

Fabricati Diem, Pvnc!
Frank Holman (5897 punktów)
>Obawiam się, że wciąż jest to za wysoki bieg. Zdradziłby mi Pan jaką i ilu biegową skrzynkę biegów oraz jaki silnik (pojemność, rodzaj zapłonu, najchętniej typ i producenta) posiada Pana pojazd?
To już za dużo prywatności by było.
To niech sobie ktoś kto ma inny silnik ustawi o bieg lub dwa niżej moje słowa i będzie mu działać.
02-01-2014 19:39 
 Ocena 1 na 1
Bill Kilgore (3086 punktów)
(zablokowany)
>To już za dużo prywatności by było.

Dlatego tylko grzecznie pytam...


Fabricati Diem, Pvnc!
szarley (54911 punktów)
>>To już za dużo prywatności by było.
>Dlatego tylko grzecznie pytam...
>
Fabricati Diem, Pvnc!


mnie pytać nie trzeba
gdybym chciał piwo postawić każdemu, kto odgadnie, musiałbym kupić browar
Jan Werbiński (11380 punktów)
(zablokowany)
>Obawiam się, że wciąż jest to za wysoki bieg. Zdradziłby mi Pan jaką i ilu biegową skrzynkę biegów oraz jaki silnik (pojemność, rodzaj zapłonu, najchętniej typ i producenta) posiada Pana pojazd?

Pewnie czołg albo ciągnik.
Na poważnie to mój 2.0 HDI już ładnie ciągnie na piątym biegu przy 50 km/h i 1100 obr/min.
02-01-2014 19:23 
 Ocena 2 na 2
Bill Kilgore (3086 punktów)
(zablokowany)
>Na poważnie to mój 2.0 HDI już ładnie ciągnie na piątym biegu przy 50 km/h i 1100 obr/min.

Primo: bo to diesel, który stosunkowo nisko (t.j. przy niskich obrotach) rozwija wysoki moment obrotowy. Secundo: "uturbiony" - dzisiejsze, turbodoładowane silniki są dosłownie "hodowane" celem osiągnięcia płaskiego przebiegu krzywej momentu obrotowego.

Ze swojej perspektywy muszę powiedzieć, że rozsądnym jest eksploatować silnik w zakresie obrotów, którym odpowiada 80%-100% maksymalnego momentu obrotowego. Dlaczego?

- "Wykres muszlowy" - w tym zakresie silnik przejawia optymalne zużycie paliwa w przeliczeniu na rozwijanego konia mocy;
- Panwie wału korbowego są łożyskami hydrostatycznymi. To znaczy, że pod ciśnieniem podawany jest olej, który tworzy między panewką a czopem łożyskowym wału "poduszkę hydrauliczną". Pompy oleju są z reguły pompami wyporowymi, zębatymi. Te posiadają liniową charakterystykę pracy, t.j. proporcjonalnie do prędkości obrotowej silnika podają strumień objętości oleju. Ponieważ inżynier musi wytyczyć charakterystyki pracy a wytycza je względem charakterystycznego punktu, jakim jest właśnie maksymalny moment obrotowy silnika, oznacza to dla użytkownika tyle, że dopiero w tym punkcie użytkowanie silnika jest optymalne pod kątem smarowania.

Czyli, po ludzku: jak przydajemy "gazu" w okolicy maksymalnego momentu obrotowego, to wał korbowy nie "siada" i nie przyciera o panewki pod dodatkowym obciążeniem, tylko ślizga się na poduszce olejowej. W ten sposób przedłuża się długowieczność silnika.

Dla Pana: znalazłem dość dokładny wykres moc/moment - prędkość obrotowa dla silnika 2.0 HDI 140 hp. Maksymalny moment to 330 [Nm] przy 2400 [obr./min]. Czyli 80% momentu to 264 [Nm], tyle mamy przy ok. 1900 [obr./min]. Więc, w praktyce, powinniśmy użytkować silnik w zakresie 1900-2400 [obr./min] przy jeździe ze stałą prędkością.

Silnik 2.0 HDI 140 hp łączony był z 6-cio biegową skrzynią manualną. Nie mam niestety wykresu przełożeń, ale szacuję, że przy 50 [km/h] powyższy zakres obrotów silnika powinno się osiągnąć na 3-cim, ewentualnie 4-tym biegu.

Fabricati Diem, Pvnc!
Jan Werbiński (11380 punktów)
(zablokowany)
>Dla Pana: znalazłem dość dokładny wykres moc/moment - prędkość obrotowa dla silnika 2.0 HDI 140 hp.

Silnik ma tylko 90 koników - Peugeot Partner. Maksymalny moment jest chyba przy 1750 obr., co odpowiada około 80 km/h. Zgadzam się z Tobą co do tego, że zmniejszam żywotność silnika jeżdżąc na niskich obrotach. Mam samochód od nowości i przejechałem 233 tys., ale oczywiście nie na tak niskich obrotach. Jeśli jednak jadę na niskich, to gaz jest delikatnie muskany tak aby samochód przyspieszał niemal niezauważalnie i nie dostawał wibracji. Nie spieszy mi się nigdzie, to się toczę powolutku. Myślę, że silnik spokojnie wytrzyma jeszcze 150 tys., a jeśli nie, to przy moim stylu jazdy oszczędność paliwa w wysokości ok 1,5 litra na 100 km "zarobi" na jego wymianę.
Spokojna jazda oszczędza też moje nerwy i jest bezpieczniejsza, a to trudno wycenić.
02-01-2014 17:37 
 Ocena 3 na 3
szarley (54911 punktów)
> można bezpiecznie przekroczyć "50" o dozwolone +9-10km, można wrzucić 5-bieg.

Co to znaczy dozwolone ?
03-01-2014 07:34 
 Ocena 6 na 6
Meretseger (61860 punktów)
>Tam gdzie można bezpiecznie przekroczyć "50" o dozwolone +9-10km
Jakie "dozwolone"? Tam jest dozwolone 50 i ani grosza więcej, chyba że nie rozumiem, co czytam w kodeksie drogowym. 10 km/h to jest 20% dopuszczalnej prędkości, a 20% to już chyba nie jest dozwolone? Rozumiem, dopuszczasz błąd pomiaru prędkościomierza, ale 20-procentowy błąd jest cokolwiek za duży.
03-01-2014 10:25 
 Ocena 1 na 1
Jan Werbiński (11380 punktów)
(zablokowany)
>>Tam gdzie można bezpiecznie przekroczyć "50" o dozwolone +9-10km
>Jakie "dozwolone"? Tam jest dozwolone 50 i ani grosza więcej, chyba że nie rozumiem, co czytam w

Chodzi mu chyba o to że znaki nie zawsze są ustawiane przez ludzi mądrych czy znających się na ruchu drogowym. Bardzo często ograniczenie prędkości jest na wyrost. Przykładem jest np. pewien zakręt na zachód od Wolsztyna (sami zobaczcie goo.gl/maps/DFR8Z ), gdzie nie było ograniczenia przez wiele lat i ludzie jeździli 90. Problem w tym, że wcześniej są długie proste prowokujące do rozpędzania, niektórzy mieli łyse opony i w czasie deszczu jadąc 120 lądowali w rowie. Postawiono zupełnie niepotrzebnie znak 70. Formalnie jest więc dozwolone 70, ale ograniczenie to można przekraczać łamiąc prawo, ale nie łamiąc zasad bezpieczeństwa. Zapewne wkrótce będzie tam znak ograniczający do 50.

Zastanówmy się jaki sens ma identyczne ograniczenie prędkości dla ciężarówek i samochodów osobowych? Droga hamowania jest zupełnie inna. U nas jest nadmiar niepotrzebnych znaków, a to zamiast zwiększać bezpieczeństwo powoduje ich ignorowanie.
setarkos (10757 punktów)
>Zastanówmy się jaki sens ma identyczne ograniczenie prędkości dla ciężarówek i samochodów osobowych? Droga hamowania jest zupełnie inna.

Czyżby? Za wikipedią: Cytat:
.. można wyznaczyć drogę hamowania
s = v2 / 2 mi g,
gdzie:
v - prędkość pojazdu
mi - efektywny współczynnik tarcia,
g - przyspieszenie ziemskie.

.. Z wzoru wynika, że droga hamowania nie zależy od masy pojazdu, ale współczynnik tarcia trochę zależy od siły nacisku. Poza tym, nieprawidłowy rozkład masy w pojeździe prowadzi do nierównomiernego rozkładu nacisku kół na jezdnię, a nieprawidłowe wyregulowanie lub niesprawność hamulców prowadzi do nieodpowiedniego rozłożenia sił hamujących obrót kół, co w sumie prowadzi do przedwczesnego zablokowania i wchodzenia w poślizg któregoś z kół, obniżenia sumarycznej siły hamującej i wydłużenia drogi hamowania.
03-01-2014 10:54 
 Ocena 1 na 1
Jan Werbiński (11380 punktów)
(zablokowany)
>>Zastanówmy się jaki sens ma identyczne ograniczenie prędkości dla ciężarówek i samochodów osobowych? Droga hamowania jest zupełnie inna.
>Czyżby? Za wikipedią: [cytat].. można wyznaczyć drogę hamowania

Ten artykuł w Wikipedii pisali zapewne pryszczaci gimnazjaliści lub studenci fizyki nie posiadający prawa jazdy i dojeżdżający komunikacją miejską, a nie kierowcy.

"droga hamowania tirów jest dwukrotnie dłuższa"
www.tvn24.(*)tiry-maja-trudniej,166392.html

"- Przeciętna masa załadowanego tira wynosi 44 tony
- Droga hamowania dla ciężarówki bez naczepy (sam ciągnik siodłowy) z prędkości 80 km/h to około 50 m
- Droga hamowania dla ciężarówki z naczepą i ładunkiem z prędkości 80 km/h to około 150 m
- Droga hamowania dla samochodów osobowych z prędkości 100 km/h to od 35 do 40 metrów
- Duża masa pojazdu ciężarowego powoduje trzykrotnie dłuższą drogę hamowania niż pojazdu osobowego."
www.szkola-jazdy.pl/artykuly/single/id/1544

Mówiąc w skrócie: droga hamowania ciężarówki jest dłuższa, bo stosunek skuteczności hamulców do masy wypada znacznie gorzej, niż w osobówkach. Efektywny współczynnik tarcia jest inny.
setarkos (10757 punktów)
>Ten artykuł w Wikipedii pisali zapewne pryszczaci gimnazjaliści
Być może należy dopisać stosowny wzór dla dorosłych
> droga hamowania ciężarówki jest dłuższa, bo stosunek skuteczności hamulców do masy wypada znacznie gorzej, niż w osobówkach. Efektywny współczynnik tarcia jest inny.
Co do tego zgoda, tyle że skuteczność hamowania nie zależy od masy, ale od konstrukcji układu hamulcowego. Dlatego nie walczyłbym o przywilej prędkości dla osobówek, lecz o poprawę stanu technicznego aut cięższych.
03-01-2014 11:40 
 Ocena 3 na 3
Maddy (12885 punktów)
(zablokowany)
>> droga hamowania ciężarówki jest dłuższa, bo stosunek skuteczności hamulców do masy wypada znacznie gorzej, niż w osobówkach. Efektywny współczynnik tarcia jest inny.
>Co do tego zgoda, tyle że skuteczność hamowania nie zależy od masy, ale od konstrukcji układu hamulcowego.

Kolega własnie przedstawił dane mówiące co innego.
Każdy kierowca z praktyką wie, ze ten sam samochód załadowany po dach inaczej się zachowuje podczas hamowania niż pusty, tylko z kierowcą.
Nie trzeba tira, wystarczy zwykła osobówka.
Ci, co nie zauważają różnicy potem bardzo są zdziwieni, że komuś w tyłek wjechali.

"We live in times of smart phones and stupid people"
03-01-2014 13:09 
 Ocena 2 na 2
Frank Holman (5897 punktów)
>"droga hamowania tirów jest dwukrotnie dłuższa"
Volvo Trucks - Emergency braking system
www.youtub(*)layer_detailpage&v=ridS396W2BY
jak się pierwszy raz ogląda, oczka wyskakują z gałek " to niemożliwe!!! gdzie fotomontaż??"
03-01-2014 13:59 
 Ocena 2 na 2
Jan Werbiński (11380 punktów)
(zablokowany)
>>"droga hamowania tirów jest dwukrotnie dłuższa"
>Volvo Trucks - Emergency braking system
>www.youtub(*)layer_detailpage&v=ridS396W2BY
>jak się pierwszy raz ogląda, oczka wyskakują z gałek " to niemożliwe!!! gdzie fotomontaż??"

Fajny samochód, ale my tu piszemy o pojazdach, które jeżdżą po naszych, polskich drogach, a nie nowych wynalazkach, które może się spopularyzują za 15 lat. Osiągnięcia techniki vs rzeczywistość.
03-01-2014 16:18 
 Ocena 1 na 1
setarkos (10757 punktów)
> piszemy o pojazdach, które jeżdżą po naszych, polskich drogach, a nie nowych wynalazkach
W tak widzianej rzeczywistości zgadzam się z Twoimi tezami (czepiam się tylko nie do końca zgodnego z fizyką uzasadnienia).
03-01-2014 14:46 
 Ocena 3 na 3
Bill Kilgore (3086 punktów)
(zablokowany)
>Czyżby? Za wikipedią (...)

Wzór ten nie uwzględnia wpływu geometrii mas pojazdu na maksymalne, osiągalne opóźnienie hamowania, tylko wychodzi z założenia:

aHmax = g

Siła hamowania posiada dwie składowe - przedniej i tylnej osi:

FH = FHP + FHT

Nacisk na osie podczas hamowania nie rozkłada się równomiernie - występuje moment siły bezwładności, działający na ramieniu h, które jest wysokością środka ciężkości nad płaszczyzną osi pojazdu. Uwzględniając tę zależność, otrzymujemy:

FHP = m * g * γ * (l2/l12 + γ * h/l12)

FHT = m * g * γ * (l1/l12 - γ * h/l12)

Gdzie γ = aH/g = μ

Ponieważ FHP jest większe od FHT oraz ze względu na kryterium stateczności
FHmax ≤ T

Inaczej pojazd byłby niesterowalny podczas hamowania.

FHP ≤ T = m * g * γ

Po przekształceniach:

γ * h ≤ l12 - l2 (gdzie l12 - rozstaw osi)

Zakładając przypadek graniczny: γ = aHmax / g oraz l12 - l2 ≈ 1/2 * l12 otrzymujemy w końcu:

aHmax = (g * 1/2 * l12)/h

Lub po przegrupowaniu:

aHmax = (g * 1/2) * (l12 / h) (1.1)

Wypływa stąd wniosek, że przyrost wysokości położenia środka ciężkości nieproporcjonalnie większy od przyrostu rozstawu osi pojazdu wywołuje wydłużenie drogi hamowania (poprzez zmniejszenie osiągalnego opóźnienia hamowania).

Ponieważ ciężarówka - jeśli spojrzeć na nią, jako na bryłę geometryczną - jest mniej wydłużonym, a bardziej "pękatym" prostopadłościanem - to pomijając już fakt, iż przewidywany ładunek ciężarówki znajduje się znacznie wyżej względem płaszczyzny osi, niż w samochodzie osobowym - można bezpiecznie przyjąć założenie:

hCiężarowy/l12Ciężarowy większe od hOsobowy/l12Osobowy

Stąd już krótka droga do:

aHmaxCiężarowy mniejsze od aHmaxOsobowy

Q.E.D.

EDIT: Wzór 1.1. jest o tyle ciekawy, że w sytuacji, kiedy zachodzi:

l12 = 2 * h (co ma generalnie miejsce dla samochodów osobowych)

To faktycznie uzyskujemy aHmax' ≈ g ≈ μ * g (ponieważ w warunkach pomiarowych, t.j. dobrej przyczepności μ ≈ 1)

I dalej wspomniany przez Pana wzór, ktory z lekką modyfikacją uwzględniającą czas nabudowania maksymalnej siły hamującej tn i zwłoki zadziałania hamulca t0 przyjmuje postać:

Sh0 = v0 * (t0 + 1/2 * tn) + v20/(2 * μ * g)

uwzględnioną w polskiej normie PN88/S-47000.


Fabricati Diem, Pvnc!
setarkos (10757 punktów)
>Wypływa stąd wniosek, że przyrost wysokości położenia środka ciężkości nieproporcjonalnie większy od przyrostu rozstawu osi pojazdu wywołuje wydłużenie drogi hamowania (poprzez zmniejszenie osiągalnego opóźnienia hamowania).
Temu nie przeczę (i podobny argument podała intuicyjnie Maddy), nadal jednak nie świadczy to o zależności drogi hamowania od samej masy, lecz raczej od sposobu załadunku (czy ciężkie na dole) i rozstawu osi.

> Wzór 1.1. jest o tyle ciekawy, że w sytuacji, kiedy zachodzi:
>l12 = 2 * h (co ma generalnie miejsce dla samochodów osobowych)
>To faktycznie uzyskujemy aHmax' ≈ g
Co do równości maksymalnego opóźnienia z przyśpieszeniem ziemskim mam wątpliwości - wynikałoby wtedy, że żadne auto nie może się utrzymać na stoku o nachyleniu 45o lub większym, a zdaje się, że jest możliwy współczynnik tarcia dynamicznego >1.
Bill Kilgore (3086 punktów)
(zablokowany)
>Temu nie przeczę (i podobny argument podała intuicyjnie Maddy), nadal jednak nie świadczy to o zależności drogi hamowania od samej masy, lecz raczej od sposobu załadunku (czy ciężkie na dole) i rozstawu osi.

Nie tylko, ja posłużyłem się bardzo, bardzo uproszczonym modelem. Trzeba się zastanowić, czym jest hamowanie: hamowanie to zmiana energii kinetycznej poprzez tarcie w cieplną, a ciężarówka, rzecz jasna, ma tej energii więcej.

Zagadnienie jest dużo bardzoej skomplikowane. O ile pamiętam, optymalne hamowanie zachodzi n.p. gdy poślizg kół względem podłoża wynosi ok. 0,3.

>Co do równości maksymalnego opóźnienia z przyśpieszeniem ziemskim mam wątpliwości - wynikałoby wtedy, że żadne auto nie może się utrzymać na stoku o nachyleniu 45o

A rozkład sił na normalne i styczne?

>(...) zdaje się, że jest możliwy współczynnik tarcia dynamicznego >1.

Nieprawda. Nie ma żadnych teoretycznych granic dla statycznego współczynnika tarcia. Dlaczego statycznego? Jeżeli przyjąć niedeformowalność, to punkt styku opony z podłożem jest biegunem ruchu, czyli spoczywa.

N.p. μOpona-Betonowa nawierzchnia ≈ 1,19

Fabricati Diem, Pvnc!
setarkos (10757 punktów)
> hamowanie to zmiana energii kinetycznej poprzez tarcie w cieplną, a ciężarówka, rzecz jasna, ma tej energii więcej.
Zgadza się - energia jest proporcjonalna do masy, ale i siła nacisku na podłoże jest takoż proporcjonalna. Stąd wynika niezależność opóźnienia ruchu od masy, bo cięższe mocniej trze (przy stałym współczynniku tarcia). Dlatego dobre hamulce powinny (m.in.) sprawnie odprowadzać ciepło - tym sprawniej, im cięższe auto.
Christos (2696 punktów)
>...bo cięższe mocniej trze (przy stałym współczynniku tarcia)<

Tak, ale porównaj powierzchnię styku z nawierzchnią drogi półtoratonowej osobówki i pięćdziesięciotonowej ciężarówki. Duże tarcie na małej powierzchni stopi wierzchnią warstwę bieżnika opon co wydłuży drogę hamowania. Poza tym rozkład mas przy hamowaniu zmienia się.
03-01-2014 18:59 
 Ocena 6 na 6
Fizyk (17637 punktów)
> l12 = 2 * h (co ma generalnie miejsce dla samochodów osobowych)

Ciężarówki również mają środek ciężkości położony co najmniej tak daleko za przednią osią jak jego wysokość na powierzchnią drogi. Gdyby było inaczej, to ciężarówka mogłaby się przewrócić do przodu przy ostrym hamowaniu, co się nie zdarza (w odróżnieniu od motocykli i rowerów). Jeśli ciężarówkę wyposażyć w ABS na wszystkie koła, to będzie mogła zahamować równie szybko jak samochód osobowy.
03-01-2014 10:28 
 Ocena 2 na 2
Maddy (12885 punktów)
(zablokowany)
>>Tam gdzie można bezpiecznie przekroczyć "50" o dozwolone +9-10km
>Jakie "dozwolone"? Tam jest dozwolone 50 i ani grosza więcej, chyba że nie rozumiem, co czytam w kodeksie drogowym. 10 km/h to jest 20% dopuszczalnej prędkości, a 20% to już chyba nie jest dozwolone?

Niestety, taka obiegowa opinia pokutuje, że ograniczenia prędkości są ustawiane niższe niż mają być faktycznie, z założeniem, że każdy i tak pojedzie te 10mk/h szybciej.
Pierwszy raz tą teorię usłyszałam od mojego instruktora nauki jazdy w roku 1990.
Tak, od instruktora, w czasie kursu.
Ale podobnego zdania jest większość "miszczów kierownicy".

Jeden kolega mnie rozłożył kiedyś twierdzeniem "ograniczenie prędkości to jest niepoprawny termin, to są prędkości sugerowane" Naprawdę, facet ma prawo jazdy pewnie tyle co ja i uważa, że ograniczenia prędkości to są takie tam luźne sugestie.
Patrząc na naszych kierowców, ten pogląd ma też dużą rzeszę zwolenników.

"We live in times of smart phones and stupid people"
Frank Holman (5897 punktów)
>Jeden kolega mnie rozłożył kiedyś twierdzeniem "ograniczenie prędkości to jest niepoprawny termin, to są prędkości sugerowane" Naprawdę, facet ma prawo jazdy pewnie tyle co ja i uważa, że ograniczenia prędkości to są takie tam luźne sugestie.
>Patrząc na naszych kierowców, ten pogląd ma też dużą rzeszę zwolenników.

Oczywiście, gdyż z technicznego punktu widzenia jest prawdziwy.
Zorganizuj na danej drodze wyścig samochodowy i zobaczysz na własne oczy dowód, iż można bezpieczne pokonać każdy jej fragment ze znacznie wyższymi prędkościami.
Rolą znaków drogowych jest dokładnie sugerowanie kierowcom ich zachowań. Za rękę czy nogę przecież te znaki nikogo nie łapią i do niczego nie zmuszają.
Z punktu widzenia prawa są natomiast zwykłymi przepisami, które albo będą egzekwowane i będą wymierzane z góry zaplanowane kary, albo nie. Z podejściem do znaków, jest dokładnie jak z podejście do prawa w ogóle. W tym kraju nie ma kultury, ani nawet jeszcze nawyku przestrzegania. A powszechny brak egzekucji czy nawet widoku organów egzekucyjnych na drogach tylko to wzmacnia. I oszukiwaniem się jest myślenie, że może być inaczej. Bez powszechnego widoku radiowozów NIC nie zmieni podejścia do przepisów drogowych, np. żadne fotoradary, bo brak bezpośredniego połączenia bodźca psychicznego przyczyna - skutek.
03-01-2014 13:54 
 Ocena 3 na 3
Meretseger (61860 punktów)
>Bez powszechnego widoku radiowozów NIC nie zmieni podejścia do przepisów drogowych,
No, nie wątpię, bo skoro nawet prawnicy podchodzą do nich z taką dezynwolturą i interpretują je sobie, jak im się podoba...
03-01-2014 13:59 
 Ocena 1 na 1
Frank Holman (5897 punktów)
>>Bez powszechnego widoku radiowozów NIC nie zmieni podejścia do przepisów drogowych,
>No, nie wątpię, bo skoro nawet prawnicy podchodzą do nich z taką dezynwolturą i interpretują je sobie, jak im się podoba...
Hehe
Sama podałaś wcześniej świetny link, czym się zajmują "najlepsi prawnicy".
Ja nie ukrywam, iż jestem prawnikiem klasycznej szkoły, prawem jest to, za co przewidziano i stosuje się sankcję w przypadku niedostosowania się. (3-członowa konstrukcja norm " hipoteza-dyspozycja-sankcja"). Nowoczesne szkoły prawa mają inne koncepcje, pośród których istnieje prawo także bez sankcji. Ja w tę naiwność nigdy nie uwierzyłem. I temu daję często wyraz po prostu. Nie myśl o mnie źle. To właśnie wyraz mojego realizmu. Nowoczesne ustawy, choćby i omawiane prawo drogowe, są tworzone wedle tej nowoczesne, naiwnej moim zdaniem koncepcji: najpierw jest dużo regulacji, co i kiedy powinno się robić, a zupełnie osobno na końcu trochę regulacji, co i kiedy jest karane. Jak się te dwa elementy zestawi ze sobą, pozostaje..... cała masa czegoś, co można... bezkarnie ignorować. Teoretycznie to coś dalej jest prawem. Pytanie tylko dla kogo?
03-01-2014 14:53 
 Ocena 1 na 1
Meretseger (61860 punktów)
>Teoretycznie to coś dalej jest prawem. Pytanie tylko dla kogo?
No nie wiem. Ja jestem tylko ciemny archeolog i prawo interpretuję dosłownie, jak świadkowie Jehowy Biblię Jak mam napisane, że w terenie zabudowanym mam jechać 50, to jadę 50 i nie manipuluję prędkościomierzem, bo mi szkoda pieniędzy na mandaty, a kolekcjonerką punktów też nie jestem:
www.infor.(*)ator-punktow-karnych-2013.html
Cytat:
Przekroczenie prędkości:

powyżej 50 km/h: 10 punktów
od 41 do 50 km/h: 8 punktów
od 31 do 40 km/h: 6 punktów
od 21 do 30 km/h: 4 punkty
od 11 do 20 km/h: 2 punkty
od 6 do 10 km/h: 1 punkt
Frank Holman (5897 punktów)
> Cytat:
Przekroczenie prędkości:
> powyżej 50 km/h: 10 punktów
> od 41 do 50 km/h: 8 punktów
> od 31 do 40 km/h: 6 punktów
> od 21 do 30 km/h: 4 punkty
> od 11 do 20 km/h: 2 punkty
> od 6 do 10 km/h: 1 punkt

To jest właśnie kuriozum.
Parlament RP dawno podniósł dopuszczalny błąd do 10kph, a w taryfikatorze ZERO reakcji; dalej licznik bije od 6kph, zamiast od 11kph. Bo co? bo prawo się nie przyjęło? I jak prawnicy mają to komentować? To jest kompletna żenada i tyle!!
Ps. Jeśli kogokolwiek to interesuje - ustawa sejmowa to jest prawo w tym kraju; taryfikator tylko w granicach zgodnych z ustawą (w skrócie 1 punktu za przekroczenie od 6 do 10 kph nie można legalnie zewidencjonować)
szarley (54911 punktów)
>Parlament RP dawno podniósł dopuszczalny błąd do 10kph, a w taryfikatorze ZERO reakcji; dalej licznik bije od 6kph, zamiast od 11kph. Bo co? bo prawo się nie przyjęło? I jak prawnicy mają to komentować? To jest kompletna żenada i tyle!!

Co to jest kph?
04-01-2014 15:58 
 Ocena 4 na 4
Jan Werbiński (11380 punktów)
(zablokowany)
>Co to jest kph?

Koczujące w cywilizowanym świecie wschodnioeuropejskie plemiona mają swój elytarny dialekt zwany polynglysz albo langłydż.
04-01-2014 23:10 
 Ocena-1 na 1
Frank Holman (5897 punktów)
>>Co to jest kph?
>Koczujące w cywilizowanym świecie wschodnioeuropejskie plemiona mają swój elytarny dialekt zwany polynglysz albo langłydż.
Fajnie tylko zauważ, że już w pierwszej tabeli nie napisano w pełni po polsku "km/godz.", więc skrócenie do czystego (krótszego) angielskiego "kph" było już tylko formalnością.
05-01-2014 14:58 
 Ocena 1 na 1
Jan Werbiński (11380 punktów)
(zablokowany)
>Fajnie tylko zauważ, że już w pierwszej tabeli nie napisano w pełni po polsku "km/godz.", więc skrócenie do czystego (krótszego) angielskiego "kph" było już tylko formalnością.

Sprawdziłem jak tłumacz Google przetłumaczy polskie "kilometry na godzinę" na angielski, a także czeski i niemiecki. Wiesz co napisał? "km/h".
Sam zobacz:
translate.(*)l/en/kilometrów na godzinę
05-01-2014 15:43 
 Ocena 1 na 1
szarley (54911 punktów)
>>Fajnie tylko zauważ, że już w pierwszej tabeli nie napisano w pełni po polsku "km/godz.", więc skrócenie do czystego (krótszego) angielskiego "kph" było już tylko formalnością.
>Sprawdziłem jak tłumacz Google przetłumaczy polskie "kilometry na godzinę" na angielski, a także czeski i niemiecki. Wiesz co napisał? "km/h".
>Sam zobacz:
>translate.(*)l/en/kilometrów na godzinę
>

Janie! kph to wcale nie muszą być kilometry na godzinę!
"k" oznacza 1000 (wybacz że Ci o tym piszę). kph może oznaczać:

kilobel na godzinę jako jednostka przyrostu hałasu,
kilodolar na godzinę jako jednostka ubożenia w kasynie gry,
kilogram na godzinę jako jednostka przyrostu cyca,
kilometr sześcienny na godzinę jako jednostka dmuchania balonów,
kiloidiota na godzinę jako jednostka (sam się domyślasz),
kilorumunka na godzinę jako dawna jednostka mijania rumuńskich przydrożniczek,
kilopasażerokilometrosekundopaskaloniuton na godzinę jako jednostka bez sensu.

Pozdrawiam
Frank Holman (5897 punktów)
>>Tam gdzie można bezpiecznie przekroczyć "50" o dozwolone +9-10km
>Jakie "dozwolone"? Tam jest dozwolone 50 i ani grosza więcej, chyba że nie rozumiem, co czytam w kodeksie drogowym. 10 km/h to jest 20% dopuszczalnej prędkości,

Źle chyba rozumiesz!

art. 129h ust. 5 ustawy - Prawo o ruchu drogowym:
Cytat:
5. Minister właściwy [...] określi, w drodze rozporządzenia:
pkt 3. sposób dokonywania pomiarów przez urządzenia rejestrujące, z uwzględnieniem progów prędkości dostosowanych do obowiązującego na drodze ograniczenia prędkości, oraz przetwarzania przez te urządzenia zarejestrowanych danych, a także biorąc pod uwagę możliwość błędu kierowcy do 10 km/h włącznie w utrzymaniu dopuszczalnej prędkości;

czyli jest to zawsze podstawowe prawo każdego kierowcy do utrzymywania prędkości w granicach do +10 km niż określona jako dopuszczalna, a nie na równi określoną.
03-01-2014 12:40 
 Ocena 1 na 1
Meretseger (61860 punktów)
To mi powiedz, dlaczego kierowcy nigdy nie popełniają błędu "w dół", czyli nie jadą z prędkością 40 km/h, tylko zawsze "w górę". Taki kaprys prędkościomierza? Nie tłumacz, 50 to 50 i koniec. I sformułowanie "biorąc pod uwagę" nie znaczy to samo, co "wolno". Dozwolona prędkość to 50, a nie 50+10.
Frank Holman (5897 punktów)
>To mi powiedz, dlaczego kierowcy nigdy nie popełniają błędu "w dół", czyli nie jadą z prędkością 40 km/h, tylko zawsze "w górę". Taki kaprys prędkościomierza? Nie tłumacz, 50 to 50 i koniec. I sformułowanie "biorąc pod uwagę" nie znaczy to samo, co "wolno". Dozwolona prędkość to 50, a nie 50+10.
Nie ucz prawnika, co znaczy treść przepisu. Ucz się sam tego od prawników.
Posłowie poszli raz po rozum do głowy i raz zaczęli myśleć, że człowiek nie jest komputerem, a podstawowym obowiązkiem kierowcy jest.... patrzyć się na licznik???? Brawo, NIE!!!! patrzyć się na drogę, i jego aktualna prędkość ma prawo się różnić od dopuszczalnej o 10 Km także w górę. FINITO absurdalnych dywagacji. Takie jest prawo.
03-01-2014 13:15 
 Ocena 2 na 2
Meretseger (61860 punktów)

>Nie ucz prawnika, co znaczy treść przepisu. Ucz się sam tego od prawników.
Wątpię, bym tego akurat chciała.
Na pewno nie od każdego warto się uczyć.
www.ppbw.p(*)ciele.php?id=38&strona=3&str=2
02-01-2014 08:43 
 Ocena 8 na 8
Meretseger (61860 punktów)
Zgadzam się, nadmiar bezsensownych ograniczeń w różnych dziwnych miejscach powoduje, że ludzie przestają te ograniczenia respektować - w skrajnych przypadkach nawet te sensowne. Potem się przyzwyczajają "e, znów postawili 50, pewnie znów niepotrzebnie" i katastrofa gotowa. Chociaż z pewnością są tacy, którym ogólnie wszelkie ograniczenia zwisają, sensowne czy nie.
Frank Holman (5897 punktów)
>Zgadzam się, nadmiar bezsensownych ograniczeń w różnych dziwnych miejscach powoduje, że ludzie przestają te ograniczenia respektować - w skrajnych przypadkach nawet te sensowne. Potem się przyzwyczajają "e, znów postawili 50, pewnie znów niepotrzebnie" i katastrofa gotowa. Chociaż z pewnością są tacy, którym ogólnie wszelkie ograniczenia zwisają, sensowne czy nie.
A ja uważam, że osoba, która zaczyna rozważać już tak szczegółowo że znak powinien znikać na wakacje, bo nawet nie wie, że do wielu szkół dzieci przyłażą i wówczas na boiska, jakieś półferie itp., to jest właśnie osoba, której wszystko tak na prawdę zwisa, a uzasadnienia buduje i szuka na forum.
Śmiem twierdzić, iż nie ma osób, które raz czy dwa przegapili ograniczenie prędkości, bo wcześniej po drodze ograniczeń było za dużo. Są tylko ludzie ww., którym to zwisa, a potem szukają tłumaczeń i poparcia.
02-01-2014 17:38 
 Ocena 3 na 5
szarley (54911 punktów)

>A ja uważam, że osoba, która zaczyna rozważać już tak szczegółowo że znak powinien znikać na wakacje, bo nawet nie wie, że do wielu szkół dzieci przyłażą i wówczas na boiska, jakieś półferie itp., to jest właśnie osoba, której wszystko tak na prawdę zwisa, a uzasadnienia buduje i szuka na forum.
>Śmiem twierdzić, iż nie ma osób, które raz czy dwa przegapili ograniczenie prędkości, bo wcześniej po drodze ograniczeń było za dużo. Są tylko ludzie ww., którym to zwisa, a potem szukają tłumaczeń i poparcia.

Psychoanaliza?
02-01-2014 11:12 
 Ocena 4 na 6
diogenes (42753 punktów)
>Jeżdżąc po Polsce nabieram przypuszczenia, że jedną z przyczyn zjawiska, które opisujesz być może jest... nadmiar ograniczeń.

Ze znakami drogowymi w Polsce jest podobnie jak z kapliczkami: jest ich tyle co katolickiego qrestwa wokół.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
01-01-2014 21:28
 Ocena 17 na 17
Bill Kilgore (3086 punktów)
(zablokowany)
>Tytuł wątku mógłby też mieć tytuł "dlaczego wyjeżdżam z Polski", ale zrezygnowałem, próbując
>powściągnąć swoją skłonność do żałosnej egzaltacji.

A wyjeżdża Pan? Jeśli tak, to cóż: witamy w klubie. I radzę nie wracać.

>Któregoś dnia, kiedy o godzinie siódmej rano nie byłem w stanie na przejściu dla pieszych przejść na
>drugą stronę ulicy, bo żaden z pędzących 70 - 80 na godzinę kierowców dostawczaków na miejskiej
>ulicy, na której całej długości obowiązuje ograniczenie do 40 (...)

Szczerze? Wyjeździłem swoje pensum w Polsce, pisałem już o tym, że po zrobieniu "prawka" dorabiałem sobie na dostawczaku. Dziś mieszkam w Niemczech a kolejne kilometry nabiłem także w Austrii, Holandii, Belgii... Wiele, jak na mój młody wiek, bardzo wiele - setki tysięcy. Jednak za każdym razem, kiedy wjeżdżam do Polski, podbijam puls.

W Niemczech chociażby - jeździ się znacznie szybciej. Polska choruje na trzy przypadłości: primo - fatalne drogi. Nie chodzi tylko i wyłącznie o stan nawierzchni (choć ten także znacząco wpływa na bezpieczeństwo przy złych warunkach atmosferycznych) ale i o częsty brak pobocza, złe oświetlenie ale i złą, ogólną architekturę. W związku z tą ostatnią powstają niebezpieczne skrzyżowania i przejścia dla pieszych - czemu nie kładka? Czemu nie rondo, które wymusza redukcję szybkości? Dlaczego brak wysepek - slalomowych mijanek? Secundo - zjawisko, które wytknął użytkownik Szarley a Niemcy nazywają w Polsce Zeichenwald. Mnóstwo znaków, bezsensowne ograniczenia prędkości, które "znieczulają" kierowców na te, które mają źródło w rzeczywistych uwarunkowaniach. Tertio - last but not least - brak kultury samochodowej.

O ile dwa pierwsze wymagają gigantycznych nakładów finansowych, by naprostować niedobory, to ostatni punkt wymaga apelacji do... użytkowników dróg. Kultura samochodowa zaczyna się od co sobotniego mycia wehikułu a kończy na ustępowaniu pieszemu pierwszeństwa. Polacy jeżdżą z reguły bardzo agresywnie. Używając prostych słów: bydło dorwało się do czterech kółek po latach reglamentacji. Tę mentalność zmienia się stopniowo, między innymi sensownymi kampaniami medialnymi.

No ale - pardon my french dopóki szczytem marzeń jest wypierdziane przez Niemca, pospawane z trzech wraków BMW - obowiązkowo z plakietką M-Power (taki dowcip był: w Polsce jeździ więcej BMW M-Power, niż kiedykolwiek zjechało z taśmy) - tak długo będą ginąć ludzie.

Ja mam dość. Wyniosłem się do RFN i poziom hormonów związanych ze stresem na drodze permanentnie spadł mi we krwi. Mogę nawijać setki kilometrów na Autobahnie, wlec się w miejskim korku, czy nawet pozamiatać trochę samochodem na ośnieżonej Landstrasse i nie stresuję się, nie boję się oraz wiem, że jak stoi "ograniczenie do 70 [km/h]", to znaczy ono tyle co "ograniczenie do 70 [km/h] przy dobrym samochodzie, umiejętności jazdy i sprzyjających warunkach atmosferycznych". W związku z tym jadę 60 [km/h] bo przy 65 [km/h] się zabiję. Proste.

Fabricati Diem, Pvnc!
01-01-2014 22:12 
 Ocena 4 na 4
Hodża (11172 punktów)
Podpisuję się pod każdym akapitem, pozdrawiam i szerokiej drogi

Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
01-01-2014 22:41 
 Ocena 4 na 4
Bill Kilgore (3086 punktów)
(zablokowany)
>Podpisuję się pod każdym akapitem, pozdrawiam i szerokiej drogi

Dziękuję. Uwielbiam prowadzić samochód - żyję motoryzacją. Między innymi dlatego wybrałem studia na kierunku inżynieria samochodowa. Rozkoszuję się uczuciem prowadzenia maszyny, słuchania jej - symbiozy, zlewania się w jeden organizm. Czczę szybką pracę stóp na pedałach - marzę o tym, aby któregoś dnia poprowadzić jakąś archaiczną maszynę bez synchronizowanej skrzyni biegów, poznać i wyćwiczyć tajniki międzygazu oraz podwójnego wysprzęglenia. Lubię angażujące samochody i drogi, dlatego któregoś dnia chciałbym posiadać maszynę wymagającą absolutnej koncentracji* i "okiełznania": Shelby Cobra, albo Mercedesa ze stajni Brabus. Ale nigdy, nigdy nie poprę braku odpowiedzialności. Zawsze będę piętnował lekkomyślność: zwłaszcza odkąd zrobiłem "prawko" na motocykl i poznałem, jakie to uczucie, gdy nie ma się wokół siebie strefy kontrolowanego zgniotu.

P.S. Zepsułem w międzyczesie moją Lubą do kości. Obecnie marzy o Morganie. Cruella DeVille?

*Dlatego nigdy nie SMSuję ani nie dzwonię podczas jazdy. Lubię koncentrować się na prowadzeniu per se.


Fabricati Diem, Pvnc!
02-01-2014 08:56 
 Ocena 5 na 5
Meretseger (61860 punktów)
>Rozkoszuję się uczuciem prowadzenia maszyny, słuchania jej - symbiozy, zlewania się w jeden organizm.
Moja córka mówi to samo. Nie wiem, po kim to ma, bo ja nie przepadam za jazdą (ot, muszę, to jadę, w dodatku obrzydliwie przepisowo nawet tam, gdzie to jest bez sensu, narażając się tym samym na różne reakcje tzw. "normalnych" kierowców), a jej ojciec... no, strach było wsiadać z nim do samochodu, taki to antytalent. A ona wrasta w samochód.
02-01-2014 14:38 
 Ocena 1 na 1
Bill Kilgore (3086 punktów)
(zablokowany)
>Moja córka mówi to samo, (...) ona wrasta w samochód.

Fantastyczne uczucie: samochody, motocykle, żaglówki... Zawsze staram się wyczuć ich charakter i narowy.

Obecnie mam mnóstwo ciekawej zabawy: na przedniej osi mam nowiutkie opony zimowe, na tylnej - starsze, choć jeszcze ze znaczną głębokością bieżnika. Jednak mieszanka tych drugich z wiekiem trochę stwardniała i gdy odebrałem samochód od "oponiarza"... odkryłem nagle, że mam wehikuł nadsterowny! Wbrew wszelkim przesłankom wynikającym z przedniego napędu i geometrii zawieszenia. Obecnie próbuję modyfikując ciśnienie w oponach osiągnąć neutralność w zakrętach.

>Nie wiem, po kim to ma (...)

Cóż, ja przynajmniej wiem, komu mogę podziękować: mojej matce. Każdy dwuślad, który dostawała w łapki opanowywała do cna. Zawsze powtarzam, że jeśli będę miał fundusze, dostanie ode mnie racing team i wystawię ją do rajdu Monte Carlo.

Fabricati Diem, Pvnc!
Frank Holman (5897 punktów)
>>Rozkoszuję się uczuciem prowadzenia maszyny, słuchania jej - symbiozy, zlewania się w jeden organizm.
>Moja córka mówi to samo. Nie wiem, po kim to ma, bo ja nie przepadam za jazdą (ot, muszę, to jadę, w dodatku obrzydliwie przepisowo nawet tam, gdzie to jest bez sensu, narażając się tym samym na różne reakcje tzw. "normalnych" kierowców),
Nie ma już takich reakcji np. w moim mieście Wrocławiu. Jeśli u Ciebie są, znaczy, że tam jest dzicz. U nas jak jedziesz przepisowo, paru wariatów cię może wyprzedzić w skrajnie nieodpowiedzialny sposób ale i oni nie będą nic wymachiwać ani trąbić. Reszta spokojnie poczeka na miejsce, gdzie zrobi to bezpiecznie i bez zwracania uwagi (no chyba, że jest to takie "przepisowo", że jedziesz 50 lewym pasem i trzeba cię choćby legalnym 60 wyprzedzać prawym pasem - to wtedy będzie "śmierć spowalniaczom"). Ponadto nawet na wielu szerokich dwupasmowych trasach, miasto tak ustawiło cykl świateł, że wystarczy, iż nawet ci "szybcy" przejadą raz czy drugi, uczą się szybko, że jazda 70, jest bez sensu, bo się będzie zaraz stać, trzeba by jechać ponad 100, aby wyprzedzić cykle świetlne, a to przy typowym ruchu raczej nierealne.
Natomiast tępimy bezlitośnie blokujących skrzyżowania (bo wjechali na nie bez możliwości zjazdu) oraz zbyt wolno ruszających na światłach (zwłaszcza do skrętu, gdzie cykle są wyjątkowo krótkie). Czyli wszystko to, co tworzy korki, które są główną zmorą centrów wielkich miast. Tu klaksony idą w ruch czasami niemalże automatycznie. Przekraczania prędkości wystarczy się oduczyć w zakresie nadganiania korków, i wówczas życie staje się prostsze, a jazda nie tylko niestresowa, ale tak przyjemna, jak opowiada kol. Bill.
03-01-2014 07:46 
 Ocena 3 na 3
Meretseger (61860 punktów)
>Jeśli u Ciebie są, znaczy, że tam jest dzicz.
No, jest. Tu jest nadal Polska B. Zdarzyło się parę razy, że gdy się zatrzymałam (naprawdę tylko na sekundę) na znaku STOP, usłyszałam za sobą wściekły klakson. A mało to razy pryskałam na pobocze wąskiej, uczęszczanej drogi, bo jakiemuś kretynowi się spieszyło i pchał się (trąbiąc przy tym) na trzeciego? A jeśli ja jechałam ponad 90, to ile on musiał jechać na powygryzanej, wąskiej dróżce na Pojezierzu Łęczyńsko-Włodawskim? Tam nie ma autostrad i w ogóle przyzwoita droga trafia się rzadko, zwłaszcza na uboczu, między jeziorami. A ludzi tam się pęta latem zatrzęsienie.
>(no chyba, że jest to takie "przepisowo", że jedziesz 50 lewym pasem i trzeba cię choćby legalnym 60 wyprzedzać prawym pasem - to wtedy będzie "śmierć spowalniaczom")
Nie uważaj mnie za idiotkę, bardzo proszę
Frank Holman (5897 punktów)
>Ja mam dość. Wyniosłem się do RFN i poziom hormonów związanych ze stresem na drodze permanentnie spadł mi we krwi. Mogę nawijać setki kilometrów na Autobahnie, wlec się w miejskim korku, czy nawet pozamiatać trochę samochodem na ośnieżonej Landstrasse i nie stresuję się, nie boję się oraz wiem, że jak stoi "ograniczenie do 70 [km/h]", to znaczy ono tyle co "ograniczenie do 70 [km/h] przy dobrym samochodzie, umiejętności jazdy i sprzyjających warunkach atmosferycznych". W związku z tym jadę 60 [km/h] bo przy 65 [km/h] się zabiję. Proste.
No i sam potwierdziłeś, że znak też jest niedokładny, tylko w drugą stronę ;p Taka praktyka jest w wielu miejscach na świecie masz rację, tam gdzie znaki stawiano w XXI wieku.
W Polsce jest dokładnie odwrotnie. Tylko czy trudno się domyśleć dlaczego?
Ano dlatego, że większość znaków (poza miastami zwłaszcza), na drogach które istnieją od tzw. zawsze, znaki te były stawiane daaawno, jeszcze za PRLu nawet. A czym się wówczas jeździło i jaka była droga hamowania tegoż, czy sterowność na zakrętach. Stąd na tych znakach takie a nie inne cyferki. Sam wiesz, że przeliczenie tego na nowo to ogromny koszt. Z drugiej strony, gdy nadchodzi prawdziwa polska zima, to te cyferki z lat'80 na znakach (o ile ich śnieg nie zasypie) okazują się być fajnie szczere.

Ale skoro wątek jest o wypadkach w miastach to dlatego także i z Tobą się generalnie nie zgodzę, iż przedstawione przez Ciebie problemy mają na sprawę wielki wpływ.
Tu w miastach ponowię tezę, że chodzi o brak kontroli i wysokość kar. Też jeździłem trochę po Niemczech i nie wyobrażam sobie takiego powszechnego braku radiowozów na ulicach miast, podobne historie słyszałem od przyjaciół podróżujących po USA i Kanadzie, stąd napisałem, co napisałem.
Choć muszę przyznać, iż pod koniec tego roku widzę radiowozy duuuuużo częściej niż dotąd, gdy mimo codziennego spędzania czasu za kółkiem w różnych porach dnia od powiedzmy 10 lat to mógłbym wyliczyć, że średnio widziałem radiowóz podczas swoich podróży 1-2 na rok chyba. Zobaczymy czy tak zostanie to nowe duuużo. Dalej nie ma to jednak przełożenia na wysokość kar, bo jeśli mowimy o tym, że 500zł mandaty mają coś w tym kraju zmienić, to pozdrawiam naiwnych i dobranoc.
02-01-2014 14:25 
 Ocena 2 na 2
Bill Kilgore (3086 punktów)
(zablokowany)
>Ale skoro wątek jest o wypadkach w miastach to dlatego także i z Tobą się generalnie nie zgodzę, iż przedstawione przez Ciebie problemy mają na sprawę wielki wpływ.

Kłóciłbym się. Dowożę moją Lubą do pracy pewną stałą trasą. Jeden z ostatnich odcinków przebiega ulicą, wzdłuż której są usytuowane dwie szkoły, dwa domy opieki i szpital. W skrócie: ulica z wysokim zagrożeniem wtargnięcia na jezdnię roztargnionych pieszych. Ponieważ ulica znajduje się na stromym zboczu, które niejako prowokuje zjeżdżających w dół do szybkiej jazdy, ograniczenie do 30 [km/h] zostało wsparte serią wysepek - mijanek wymuszających slalomową jazdę. Czyli można także w ruchu miejskim dla poprawy bezpieczeństwa kombinować z architekturą dróg.

Poza tym - kultura jazdy także jest niezwykle istotna. Ustąpić pieszemu pierwszeństwa a nie ustąpić i przegnać mu koło stóp - to jednak miażdżąca różnica w bezpieczeństwie, prawda?

>Tu w miastach ponowię tezę, że chodzi o brak kontroli i wysokość kar.

Bo ja wiem? Nigdzie w Niemczech nie widziałem tylu fotoradarów, co w Polsce. Owszem, są - ale w krytycznych miejscach, a nie naćkane gdzie-bądź jaki maszynki do robienia pieniędzy.

A mandaty są wcale porównywalne.

Fabricati Diem, Pvnc!
02-01-2014 15:26 
 Ocena 1 na 1
Frank Holman (5897 punktów)
>Poza tym - kultura jazdy także jest niezwykle istotna. Ustąpić pieszemu pierwszeństwa a nie ustąpić i przegnać mu koło stóp - to jednak miażdżąca różnica w bezpieczeństwie, prawda?

Kolego ja zwalniam przed przejściem, jak widzę, że ktoś się do niego zbliża. Nie dociera do mnie kto pozwala posiadać prawo jazdy kierowcom, których widzę często przed sobą, jak przejeżdżają przez zebrę (nie położoną w obrębie skrzyżowań ze światłami*) obok której już ktoś stoi (czasami od dłuższego czasu). Jakkolwiek muszę przyznać, iż od lat ilość tych bezczelnych egoistów (lub z gorszych powodów niepotrafiących ogarniać pasa drogowego za wyjątkiem metra przed maską na wprost) sukcesywnie zmniejsza się.

* to ważne, nie na każdej zebrze bez świateł należy stawać, zwłaszcza nie stajemy na takiej położonej bezpośrednio za miejscem na którym właśnie ruszyliśmy na zielonym świetle, gdyż tu naturalnie stosuje się dotychczasowym cykl potoków, bez nowych urządzeń; i piesi też muszą to wiedzieć, tam nie wsadzajcie nóg na drogi, bo spowodujecie tylko korki lub wielkie kraksy na kilka pojazdów
02-01-2014 15:43 
 Ocena 2 na 2
Bill Kilgore (3086 punktów)
(zablokowany)
>Nie dociera do mnie kto pozwala posiadać prawo jazdy kierowcom (...)

Też mam czasami wrażenie, że co poniektórzy znaleźli je w pudełku płatków śniadaniowych.

Ale poruszył Pan też bardzo ważny aspekt: mianowicie rozsądku pieszych. Zdaje się, że rozpisywałem się już kiedyś nad tym - kultura na drodze to nie tylko kierowcy.


Fabricati Diem, Pvnc!
02-01-2014 08:48 
 Ocena 5 na 5
Meretseger (61860 punktów)
Coś w tym jest. Moja córka przy każdorazowym pobycie w Polsce ma wrażenie, że inni kierowcy patrzą na nią jak na idiotkę, bo ona naprawdę nauczyła się jeździć dopiero w Danii, choć przed wyjazdem sześć lat jeździła tu. A tam się jeździ nieco jakby inaczej...
02-01-2014 13:54 
 Ocena 2 na 2
Hodża (11172 punktów)
>A tam się jeździ nieco jakby inaczej...

Tzw. styl pasywny: ustępuj, nie wymuszaj. Ostatnio i u nas coraz więcej kierowców stosuje się do tego stylu. Dzięki temu jazda jest dużo bardziej komfortowa niż jeszcze 10 lat temu: dzięki ogromnemu zagęszczeniu ruchu kierowcy byli zmuszeni "odkryć" naturalne prawa, umożliwiające w miarę bezkonfliktowe pokonywanie miast czy włączanie się do ruchu.

Nie ulega wątpliwości, że widać na każdym kroku wiele przyjaznych zachowań, czego dawniej niemal nie można było uświadczyć. Jednak wyraźnie też widać podgrupę najbardziej agresywnych (czy może głupich) użytkowników dróg, zupełnie pozbawionych elementarnych kompetencji społecznych (czytaj: wychowania) o współczuciu nie mówiąc. Kiedyś też zdarzały się przypadki ucieczki z miejsc wypadku, ale chyba jednak rzadziej, niż dziś, nawet biorąc pod uwagę nagłaśnianie spraw przez media. Wiąże się to jednak chyba z wyraźnym wzrostem agresji wśród młodszej części populacji. Z obserwacji moich na terenie Krakowa powiem, że nie bez powodu to miasto zyskało ostatnio przydomek "krainy latających noży", liczba incydentów z użyciem tych narzędzi w ostatnich latach wyraźnie wzrosła. Kraków, po naszej akcesji do Unii rzeczywiście zbliżył się do Europy, ale niestety do tej jej części, która nosi nazwę Sycylia

Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
02-01-2014 19:52 
 Ocena 2 na 2
Bill Kilgore (3086 punktów)
(zablokowany)
>Jednak wyraźnie też widać podgrupę najbardziej agresywnych (czy może głupich) użytkowników dróg, zupełnie pozbawionych elementarnych kompetencji społecznych (czytaj: wychowania) o współczuciu nie mówiąc.

Z moich obserwacji - najczęściej w Passatach B5/B6 lub w BMW (wszelkich modelach). Te ostatnie samochody nie tylko w Polsce przyciągają pewien ściśle określony typ kierowcy. Nawet w Stanach kursuje dowcip: What is the difference between a BMW and a porcupine? The porcupine has pricks on it's outside. Straszna szkoda, bo (gdybym miał fundusze rzecz jasna) rozważyłbym kupno BMW 5 GT 530d xDrive - strasznie praktyczny "połykacz autostradowych kilometrów", w dodatku zdolny zawieźć mnie zimą, przełęczami, na narty w Alpy. Ale nie chciałbym, za żadne skarby, być kojarzony z bucami, którzy mają alergię na kierunkowskazy i syndrom ołowianej stopy.


Fabricati Diem, Pvnc!
02-01-2014 22:33 
 Ocena 1 na 1
Hodża (11172 punktów)
>Z moich obserwacji - najczęściej w Passatach B5/B6 lub w BMW (wszelkich modelach).

BMW - Bryka Młodego Wieśniaka. Swoją drogą też od pewnego czasu zastanawiam się, czemu to z BM-kami jest kojarzone największe drogowe chamstwo. Czy to stylistyka nadwozia, czy może duża dynamika przyciąga określony "typ" charakterologiczny... Dzięki znajomemu dealerowi używanych aut wiem, że prowadzi się wspaniale i to wielka frajda, chociaż - zważywszy na to, że preferuję spokojny tryb jazdy ma, jak na mój gust, nieco za ostre "kopyto". Chyba rzeczywiście zachęca do agresywnego stylu. Z drugiej strony w Bawarii widziałem wiele tych aut (nic dziwnego, wyrabiane są właśnie tam) i nie zauważyłem, by stwarzały jakieś zagrożenie. Może dopiero po przekroczeniu granicy ulegają zarażeniu wścieklizną. Pewnie nie szczepione

Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
03-01-2014 15:12 
 Ocena 2 na 2
Bill Kilgore (3086 punktów)
(zablokowany)
> Swoją drogą też od pewnego czasu zastanawiam się, czemu to z BM-kami jest kojarzone największe drogowe chamstwo. Czy to stylistyka nadwozia, czy może duża dynamika przyciąga określony "typ" charakterologiczny...

Skończyłem niedawno czytać książkę Jacka Balkana "Skandaliczna historia motoryzacji". Tej kwestii poświęcony jest tam cały rozdział pod wiele mówiącym tytułem "Bandyci Mogą Więcej".

Wynika z niego, iż popularność BMW wśród szemranych charakterów rozpoczęła się od niemieckich terrorystów RAF, początkowo postrzeganych przez młodzież jako modnych, stylowych i szlachetnych. U podstawy tejże popularności leżała wysoka prędkość maksymalna i dobre prowadzenie, które umożliwiały wykorzystanie BM-ek jako wozów ucieczkowych oraz... bardzo złe zabezpieczenia przed kradzieżą, które wręcz zachęcały terrorystów do praktycznej, częstej zmiany pojazdów.


Fabricati Diem, Pvnc!
Maddy (12885 punktów)
(zablokowany)
>Coś w tym jest. Moja córka przy każdorazowym pobycie w Polsce ma wrażenie, że inni kierowcy patrzą na nią jak na idiotkę, bo ona naprawdę nauczyła się jeździć dopiero w Danii, choć przed wyjazdem sześć lat jeździła tu. A tam się jeździ nieco jakby inaczej...

A propos "za granicą".

Mam trochę doświadczeń z jazdy po Krecie.
Niektóre są zabawne - np, wielu Kreteńczyków nie jest jeszcze przyzwyczajonych do dwupasmówek, bo mają je od niedawna, kilka lat temu luksusem były trochę szersze drogi z asfaltowym poboczem, ale to się bardzo szybko poprawia.
Cześć kierowców na wszelki wypadek jedzie poboczem. Za to inna grupa jak ma wyprzedzić, to nie używa do tego lewego pasa tylko oczekuje, że jadący prawym zjedzie na pobocze. Co tez o dziwo wielu miejscowych czyni.
Dostawczak, z którego okna wystawały STOPY KIEROWCY (obie, w klapkach, z okna po lewej) był jednak już lekkim przegięciem. Tak, samochód był w ruchu. Nie pytajcie, jak on to zrobił, jakaś minojska magia.

Kreteńczycy jeżdżą dość nonszalancko i przepisy traktują umownie, ale co mnie zawsze uderza, to brak tej charakterystycznej w Polsce złośliwej zawziętość i potoków testosteronu (taka endemiczna mutacja, Polka za kierownicą też potrafi tryskać testosteronem). Zaskakująco mało się trąbi (w każdym razie poza Iraklionem) i nie trąbi się "karnie" albo w zastępstwie obelg, a jako rzeczywiste ostrzeżenie, zwrócenie uwagi.

Na górskiej drodze na półtora samochodu, gdzie czasami trzeba się wycofać do wydłubanej w skale mijanki nie ma miejsca na pokazywanie, kto tu "jest w prawie", więc może to uczy pewnej kultury jazdy.

W interiorze po tych górskich kozich ścieżkach rolnicy jeżdżą głownie wielkimi amerykańskimi pick-upami i stanowczo za szybko (na takiej drodze "za szybko" to często 50km/h wiec znak ograniczenia do 70km/h jest chyba dla jaj) - patrząc na drogi oczekiwałby człowiek wraków w każdym wąwozie. Ani jednego nie widziałam.
Ale jak trafi taki na babę w rentalu, to jedzie za nią grzecznie te 30km/h aż może bezpiecznie wyprzedzić.
A, tak nagminne u nas przeskakiwanie skrzyżowania już nawet nie na żółtym, ale bezczelnie na czerwonym jest właściwe nieznane.

Nie chce idealizować, wypadki tam mają (mniej niż na na kontynencie), ale atmosfera jazdy jest zdecydowanie milsza a ja się tam, w obcym terenie, czuję bezpieczniej niż na dojazdówce do mojego osiedla.


"We live in times of smart phones and stupid people"
Meretseger (61860 punktów)

>Mam trochę doświadczeń z jazdy po Krecie.
Podobnie jeżdżą w Egipcie. Czasem zakrawa to na czyste szaleństwo. Dochodzi aż do takich sytuacji, że jak spotykają się jadący z przeciwka dwaj znajomi, to potrafią się zatrzymać na samym środku drogi, żeby sobie pogadać. A inni kierowcy wcale się nie wściekają, nie trąbią, nie bluzgają, nie pokazują środkowego palca, tylko albo ich omijają bokiem, albo grzecznie czekają, albo w ogóle dołączają do konwersacji. Wszystko przebiega bardzo sympatycznie, panowie po pogawędce rozjeżdżają się każdy w swoją stronę i wszystko wraca do normy. Nikomu adrenalina nie skacze. Wprawdzie z europejskiego punktu widzenia to makabra i dziwactwo, ale tam nikt się tym nie przejmuje.
02-01-2014 10:29 
 Ocena 2 na 2
diogenes (42753 punktów)
>...jak stoi "ograniczenie do 70 [km/h]", to znaczy ono tyle co "ograniczenie do 70 [km/h] przy dobrym samochodzie, umiejętności jazdy i sprzyjających warunkach atmosferycznych". W związku z tym jadę 60 [km/h] bo przy 65 [km/h] się zabiję.

Bridget Driscoll była pierwszym człowiekim, który zginął w wypadku samochodowym. Pani Bridget przechodziła ze swą córeczką przez jezdnię i została w roku 1896 w Londynie potrącona przez jadący z prędkością 6,4 km/h (sic!) automobil, którego kierowca miał rzekomo zmodyfikowac silnik tak, aby zwiększyć prędkość pojazdu. Umarła kilka minut po tym wypadku...Tak to się zaczęło i konca nie widać, bo go nie ma...

de.wikipedia.org/wiki/Bridget_Driscoll

>Proste.

Nic nie jest proste. Langsam, aber sicher nie zawsze działa.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
02-01-2014 14:27 
 Ocena 1 na 1
Bill Kilgore (3086 punktów)
(zablokowany)
>Nic nie jest proste. Langsam, aber sicher nie zawsze działa.

Nie, faktycznie nie zawsze. Za to uważam, że ograniczenia prędkości, przy których trzeba aktywnie rozważyć warunki drogowe, stan pojazdu i swoje umiejętności wymuszają i ćwiczą odruch kontrolowania swojej prędkości i dostosowywania jej do warunków jazdy.


Fabricati Diem, Pvnc!
i. o. (1269 punktów)
Myślę, że problem jest bardziej złożony. Najpierw trzeba by odpowiedzieć na pytanie dlaczego ci ludzie jeżdżą szybciej niż pozwalają przepisy. Zawodowi kierowcy mówią wprost, że jakby chcieli jechać przepisowo, to nic by nie zarobili, bo nie wyrobiliby się z czasem. Pracodawca w najlepszym wypadku nie zapłaciłby im za nadgodziny, w gorszym potrącił za straty poniesione w wyniku opóźnień w dostawie. I zapewne wymienił na kierowcę, dla którego łamanie przepisów nie będzie problemem. Sam pracodawca też nie robi tego złośliwie czy z głupoty, tylko dlatego, że też ma odgórnie narzucone limity czasowe i cenowe przez klientów czy kontrahentów. Sklep musi przyjąć towar o określonej godzinie, pracownicy muszą na określoną godzinę dotrzeć do zakładu pracy, itp. To samo tyczy się prywatnych kierowców jadących do pracy czy w interesach.

Jednym słowem uwarunkowania gospodarcze wymuszają na ludziach jazdę z określoną prędkością. A infrastruktura drogowa nie nadąża za tymi wymogami. Nie mamy dwupasmowych ulic, dróg szybkiego ruchu, autostrad, obwodnic. Mamy tylko wymagające remontów miejskie uliczki i gminne drogi dojazdowe, po których siłą rzeczy nie da się bezpiecznie szybko jechać. Do tego mamy stare samochody o bliżej nieokreślonej przeszłości, które też nie są przystosowane do szybkiej jazdy po trudnym terenie. I kierowca staje przed dylematem, jechać przepisowo ryzykując utratę pracy i tym samym środki do życia, czy olać przepisy ryzykując wypadek, ale zachowując miejsce pracy. Podejrzewam, że stąd to przymykanie oczu na przekraczanie prędkości, zły stan techniczny samochodów, itp. Skuteczne egzekwowanie przepisów zrujnowałoby gospodarkę na danym terenie.
Pocieszające jest jedynie to, że ci kierowcy mimo wszystko są dobrymi kierowcami, bo tych wypadków jak na tak niebezpieczną jazdę i tak nie jest szczególnie dużo. A faktycznie jak się poobserwuje przez moment to co się dzieje na drogach to gnanie powyżej setki i wyprzedzanie na trzeciego jest nagminne. A przez ulicę to często nie da się przejść w miejscu gdzie nie ma świateł, bo jest tam jak na autostradzie.
04-01-2014 15:05 
 Ocena 3 na 3
Rafał Poniecki (7132 punktów)
>>...jakby chcieli jechać przepisowo, to nic by nie zarobili,....pracodawca ... ma odgórnie narzucone limity czasowe ...Sklep musi przyjąć towar o określonej godzinie, pracownicy muszą na określoną godzinę dotrzeć do zakładu pracy, itp. <<
Podobne tłumaczenia słyszeliśmy w Norymberdze od esesmanów.
Ja tylko wykonuję polecenia. To zleceniodawca jest winny. Ot, jak łatwo jest z nas zrobić sqrw...ów. Różnica jest tylko w tym, czy produkujemy buble, ale zgodnie z normą, czy zabijamy kogoś, bo się spieszymy.

Wróć do listy wątków działu Społeczeństwo i kraj
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365