Przyzwyczaiłem się już do tego, że wielu Polaków mieszkających na stałe w USA cechuje większa "polskość" to jest poglądy narodowo-katolickie, niż obywateli którzy z jakiegoś szalonego powodu postanowili tutaj zostać. Widać nie tylko w USA istnieje ten problem, bo teraz Polacy zaczęli szturmem nawracać litewski system oświaty.
Jak donosi interia.pl
tutaj Akcja Wyborcza Polaków na Litwie chce obowiązkowego nauczania religii w szkole i ochrony życia poczętego.
Najzabawniejsze jest to, że nawet episkopat Litwy jest sceptyczny co do tego pomysłu.
Cytat:W rozpowszechnionym oświadczeniu arcybiskup odnotowuje, że "ten polityczny krok spowoduje niepotrzebne napięcie i falę oburzenia w społeczeństwie". Tamkeviczius zaznacza, że "ta decyzja nie była uzgadniana z Kościołem katolickim". Przewodniczący Konferencji Episkopatu Litwy popiera obecnie obowiązującą w litewskich szkołach zasadę wyboru między religią a etyką. "Obowiązkowe lekcje religii powinny być w szkołach katolickich, nie zaś w szkołach państwowych" - uważa arcybiskup Tamkeviczius.
Kiedy Polacy dostali się do litewskiego parlamentu powiało optymizmem, niektórzy spodziewali się poprawy relacji między Polską a Litwą. Nie wiem jak wyglądają obecnie poglądy na politykę i kościół na Litwie, więc zakładam że uznają tam Polaków najwyżej za szalonych, zdewociałych idiotów. To chyba też liczy się jako optymizm, taki z zaciśniętymi zębami i ze łzami w oczach.
Zastanawia mnie kilka rzeczy:
- czy te postulaty mają jakieś szanse,
- jak to wpłynie na postrzeganie Polaków na Litwie,
- jak to wpłynie na relacje Polsko-Litewskie,
- jak szybko Jarosław Kaczyński podchwyci ten temat.
Szczególnie to ostatnie nie daje mi spokoju. Jakieś pomysły?