 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Gospodarka i ekonomia
| Napisano | Autor | Tytuł | | 11-12-2012 19:50 | kulka_na_mole (20109 punktów) (zablokowany) | Dokąd zmierzamy?
2 na 2 | W XIX-wiecznej Anglii działali luddyści, którzy protestowali przeciw zmianom wywołanym przez tzw. rewolucję przemysłową, polegającą m. in. na zastępowaniu pracy ludzkiej przez maszyny. Podobne obawy (zastąpienie ludzi maszynami) pojawiły się w XX wieku, gdy wynaleziono komputery (i sterowane nimi urządzenia i maszyny), zrobotyzowane linie produkcyjne i całe fabryki.
Tymczasem niektórzy pisarze s-f snuli przed nami wizje dobrostanu ludzkości, kiedy nie będziemy musieli wykonywać żadnych prac, a wszystko co potrzebne nam jest do życia będzie produkowane przez automaty, które same siebie będą projektowały i wytwarzały. Jedynym zadaniem człowieka będzie to, co onegdaj było przywilejem pięknych dam - leżeć na kanapie i ładnie pachnieć.
Jakkolwiek trzeba przyznać, że obawy XX-wiecznych neoluddystów spełniły się w jakimś stopniu, to na pewno nie spełniły się wizje/obietnice pisarzy s-f. Leżenie na kanapie i rozsiewanie przyjemnego zapachu nie jest codziennym doświadczeniem nas wszystkich, a nawet nie większości z nas. Maszyny ani nie zabrały nam możliwości zdobywania środków do życia, ani nie uwolniły nas od konieczności zapewnienia środków do życia.
Dlaczego i neoluddyści, i pisarze s-f pomylili się? Być może my, ludzie, nie jesteśmy jeszcze albo i w ogóle zdolni do zaprojektowania takich maszyn, które nie będą wymagały udziału naszej ingerencji? Na pewno "jeszcze", ale kto to wie czy "w ogóle"? A może po prostu nadal zazwyczaj mniej kosztowne jest korzystanie z pracy ludzkiej niż z pracy maszynowej?
Niedawno usłyszałem zdanie jakiegoś ekonomisty, który stwierdził, że aby poziom bezrobocia zaczął spadać potrzebny jest wzrost PKB minimum 3%. To mnie zaciekawiło, bo dlaczego akurat 3%, a nie 1%, 5% albo 10% i jaka w ogóle jest zależność między poziomem bezrobocia i PKB? Może to nie jest żadna matematyczna zależność, a jedynie obserwacja? W każdym razie wynika z tego, że czynnikiem zmniejszającym bezrobocie jest wzrost produkcji. A jak zwiększyć produkcję przy tych samych zasobach? Chyba wzrostem wydajności? A jeśli wzrośnie wydajność, to poziom zatrudnienia powinien spadać a nie rosnąć?
Tak czy owak widzę problem. Problem polega na tym, że: a) rośnie liczebność ludzkiej populacji, b) nie ma granicy ludzkiej chciwości, c) zasoby inne niż ludzkie maleją.
Dotychczasowy, wywodzący się jeszcze z czasów kolonialnych system gospodarczy już się nie sprawdza. System wzrostu zysków z produkcji polegający na jej przenoszeniu w miejsca o tańszej sile roboczej już nie działa. Przedsiębiorcom z bogatej Europy czy USA już się nie opłaca budować fabryk w Polsce, już się nie opłaca przenosić tych fabryk z Polski na Słowację, ze Słowacji do Irlandii, z Irlandii do Chin, z Chin do Indii, z Indii do Wietnamu itd. Niedawne "zagłębia" taniej siły roboczej są dziś potęgami gospodarczymi, które nie cierpią z powodu kryzysu gospodarczo-finansowego dotykającego "starego świata".
Chiny inwestują w Afryce, mają w kieszeni USA, Indie "kolonizują" Australię - ktoś inny niż od 300 lat zaczyna rządzić światem, ale czy to jest tylko zmiana jednego obszaru na inny czy gonienie w piętkę? | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
5 na 5 | Borgïr (736 punktów) | PKB, to taki dobry wskaźnik jakości gospodarki, jak pojemność silnika jest wskaźnikiem spalania paliwa. Jakaś korelacja jest, ale istnieje jeszcze wiele innych czynników.
PKB nie uwzględnia jakości produkowanych dóbr, w ogóle nie uwzględnia tych darmowych, nie uwzględnia skutków ubocznych produkcji i ich kosztów.
Dla przykładu, wyobraźmy sobie fabrykę oczyszczaczy powietrza, która zatruwa środowisko, oraz firmę, która kupuje te oczyszczacze i odtruwa atmosferę. Obracają pieniędzmi, PKB rośnie, ale efekty ich pracy znoszą się wzajemnie. Oczywiście jest to znaczne uproszczenie, ale według mnie oddaje nikły sens mierzenia siły gospodarczej za pomocą PKB.
|
|
| sapiens (395 punktów) | Taki przykład: w moim hipermarkecie zamontowali kast samoobsługowe i jednocześnie zmniejszyło się zapotrzebowanie na kasjerów. W zakładzie produkującym żywność, w którym pracuje mój kolega, wraz z unowocześnieniem linii produkcyjnej pracę straciło 30 osób. Kiedyś czytałem, że w związku z postępem przemysłowym, praca stanie się czymś pożądanym i rzadkim... Może faktycznie tak właśnie być.
|
|
| romaro (25211 punktów) | >Tymczasem niektórzy pisarze s-f snuli przed nami wizje dobrostanu ludzkości Ależ jesteś niecierpliwy. Do roku 1948 już nie długo.
>Być może my, ludzie, nie jesteśmy jeszcze albo i w ogóle zdolni do zaprojektowania takich maszyn, które nie będą wymagały udziału naszej ingerencji?
Zdolni jesteśmy do tego... >Na pewno "jeszcze", ale... Nadejdzie, choć nie wszystkim dane będzie się cieszyć nowym wspaniałym światem. Powód: >a) rośnie liczebność ludzkiej populacji, >b) nie ma granicy ludzkiej chciwości, c) Maszyny nie zmienią natury ludzkiej
|
|
 | 1 na 1 | baszarteg (2319 punktów) | > Ależ jesteś niecierpliwy. Do roku 1948 już nie długo.A dlaczego akurat do "1948" ?
|
|
|  | 1 na 1 | romaro (25211 punktów) | > >Ależ jesteś niecierpliwy. Do roku 1948 już nie długo.> A dlaczego akurat do "1948" ?  Futurystyczna, antyutopijna powieść "Rok 1984" Georga Orwella ukazuje świat, coraz bardziej przypominający ten, w którym żyjemy.
|
|
| |  | 1 na 1 | baszarteg (2319 punktów) |
>Futurystyczna, antyutopijna powieść "Rok 1984" Georga Orwella ukazuje świat, coraz bardziej przypominający ten, w którym żyjemy.
Cenię sobie Orwella ,"Rok 1984" także ,tylko nie rozumiem dlaczego napisał pan "1948" ? zwykły błąd raczej wykluczam bo zapewne nadmienił by pan o tym w odpowiedzi na moje pytanie .Jeśli więc specjalnie to w jakim celu zmienił pan datę występującą w tytule powieści ?
|
|
| | |  | 1 na 1 | romaro (25211 punktów) | >zwykły błąd raczej wykluczam bo zapewne nadmienił by pan o tym w odpowiedzi na moje pytanie .Jeśli więc specjalnie to w jakim celu zmienił pan datę występującą w tytule powieści ? Bo jestem cynikiem?
Cynik jest łajdakiem, który perfidnie postrzega świat takim, jaki jest, a nie takim, jaki być powinien. Ambrose Bierce
|
|
| | | |  | 1 na 1 | baszarteg (2319 punktów) |
> Bo jestem cynikiem?Spotkałem się już z przykładami podobnego "cynizmu" w internecie ,równie solidnie osadzonymi od strony arcydzieł literatury światowej ,żeby tylko wymienić pierwsze z brzegu- "Lorda Georga"Josepha Conrada ,"Martwe półtusze" Mikołaja Gogola i "Anne Kręcine " Lwa Tołstoja Dziękuje za odp. wiele mnie pan wyjaśnił.
|
|
 | | baszarteg (2319 punktów) |
Przy okazji ,odnosząc się do tematu.
>c) Maszyny nie zmienią natury ludzkiej
Pewnie maszyna parowa Jamesa Watta jej nie zmieni (ani nawet najnowszy iPhone),dlaczego nie miała by jednak nie zmienić jej jakaś hipotetyczna maszyna ingerująca w ludzkie DNA i zmieniająca człowieka od strony jakby na to nie patrzeć bardziej fundamentalnej? Oczywiście można powiedzieć że za maszyną próbującą wykroić nam jakiegoś post człowieka także stoi człowiek ale przecież i to nie jest takie pewne jeśli nie wykluczamy powstanie pewnego dnia AI.
|
|
|  | | romaro (25211 punktów) | >Pewnie maszyna parowa Jamesa Watta jej nie zmieni (ani nawet najnowszy iPhone),dlaczego nie miała by jednak nie zmienić jej jakaś hipotetyczna maszyna ingerująca w ludzkie DNA i zmieniająca człowieka od strony jakby na to nie patrzeć bardziej fundamentalnej? Oczywiście można powiedzieć że za maszyną próbującą wykroić nam jakiegoś post człowieka także stoi człowiek ale przecież i to nie jest takie pewne jeśli nie wykluczamy powstanie pewnego dnia AI.
Skasowałem pierwsze zdanie. Nie nawiązywało do niczego. Granica między człowiekiem, a androidem w końcu się zatrze. Czekają nas wojny robotów.
|
|
| farmer (22440 punktów) |
>Dlaczego i neoluddyści, i pisarze s-f pomylili się?
Konia z rzędem temu kto będzie wiedział co tam będzie za 100 czy 200 lat. Lem mówił że nie interesuje go najbliższa przyszłość ta za milion lat ale ta za miliard (jakoś tak).
|
|
2 na 2 | Kacperek (2127 punktów) | >Tak czy owak widzę problem. Problem polega na tym, że: >a) rośnie liczebność ludzkiej populacji, >b) nie ma granicy ludzkiej chciwości, >c) zasoby inne niż ludzkie maleją.
Ten problem widziało i widzi sporo ludzi, nawet już wtedy, gdy można było patrzeć tylko przy świetle ogniska. Ale jak na złość ludzkość ma się coraz lepiej.
>Chiny inwestują w Afryce, mają w kieszeni USA, Indie "kolonizują" Australię - ktoś inny niż od 300 >lat zaczyna rządzić światem, ale czy to jest tylko zmiana jednego obszaru na inny czy gonienie w >piętkę?[/color]
Historycznie rzecz biorąc jest to całkiem normalne zjawisko. Wiekszość ludzkości mieszka na ruinach dawnych imperiów.
|
|
1 na 1 | Selanos (12869 punktów) | Dawno temu grupa naukowców przewidziała, że w XX wieku bodajże Nowy York przestanie istnieć, bo ludność nie da sobie rady z wywozem końskich odchodów. Czasy się zmieniły, konie z jedynego środka transportu w miastach przerodziły się w atrakcję i widok rzadko spotykany, a Nowy York jest jednym z najludniejszych miast na świecie. Dlatego właśnie nie wierzę w długoterminowe prognozy, plany -dziesiątletnie itd. Pożyjemy, zobaczymy, tako rzecze Selanos. > Dotychczasowy, wywodzący się jeszcze z czasów kolonialnych system gospodarczy już się nie sprawdza.> System wzrostu zysków z produkcji polegający na jej przenoszeniu w miejsca o tańszej sile roboczej> już nie działa. Przedsiębiorcom z bogatej Europy czy USA już się nie opłaca budować fabryk w Polsce,> już się nie opłaca przenosić tych fabryk z Polski na Słowację, ze Słowacji do Irlandii, z Irlandii> do Chin, z Chin do Indii, z Indii do Wietnamu itd. Niedawne "zagłębia" taniej siły roboczej są dziś> potęgami gospodarczymi, które nie cierpią z powodu kryzysu gospodarczo-finansowego dotykającego> "starego świata".> Chiny inwestują w Afryce, mają w kieszeni USA, Indie "kolonizują" Australię - ktoś inny niż od 300> lat zaczyna rządzić światem, ale czy to jest tylko zmiana jednego obszaru na inny czy gonienie w> piętkę?Wszystko się sprawdza. Pozostaje nam jeszcze Afryka i spory kawałek Ameryki Południowej. Jak nie to, to powstaną inne regiony, gdzie będziemy mieć tanią, a przynajmniej tańszą siłę roboczą. Może takim regionem będzie Europa? Bo ostatnio tutaj kiepskawo. No i proszę, chwilę temu pisałem o tym, że nie wierzę w długoterminowe prognozy.
|
|
 | 1 na 1 | RadRado (1047 punktów) | Z przymrużeniem oka zajrzałem do szklanej kuli i wygląda to mniej więcej tak: W Polsce po staremu, tu się nie zmieni nic, chyba, że na gorsze, bo Polacy nie uczą się na błędach, właściwie w ogóle nie wyciągają żadnych wniosków. Te same koleje z tymi samymi elektrowozami i wagonami dobiegającymi setki. Samochody podobnie, coś w stylu dzisiejszej Kuby, tylko zamiast amerykańskich krążowników niemieckie kompakty. Trochę mniej szpitali i szkół za to więcej kościołów i pomników. Emigracja liczbowo na tym samym poziomie, jednak procentowo wzrośnie - ludzi będzie mniej, ale będą bardziej zdesperowani.Zmieni się jednak kierunek emigracji: Europa stanie się swego rodzaju Europeistanem z szariatem i innymi atrakcjami, więc będą uciekać do Chin lub Brazylii, wraz z resztkami rdzennych Europejczyków mających dość życia w gettach. Ewentualnie pomniejsze państwa w okolicach: Taiwan, Urugwaj itd. Co wy na taką wizję przyszłości?
|
|
|  | 1 na 1 | Selanos (12869 punktów) | > Co wy na taką wizję przyszłości?
Myślę, że islamiści też uciekną z Europy, a ci którzy nie uciekną będą razem z rdzennymi europejczykami wspominać stare dobre czasy, kiedy to Europa była silna, piękna i młoda. Ten kontynent umiera.
|
|
| |  | | Legion (587 punktów) | > > Co wy na taką wizję przyszłości?> Myślę, że islamiści też uciekną z Europy, a ci którzy nie uciekną będą razem z rdzennymi europejczykami wspominać stare dobre czasy, kiedy to Europa była silna, piękna i młoda. Ten kontynent umiera.Dało by się temu zaradzić (ale ze mnie optymista  )?
|
|
| | | |  | | Legion (587 punktów) | > >Dało by się temu zaradzić (ale ze mnie optymista )?> Wyemigrować?  > Powiedzmy, że to jak leczenie dżumy zarazkami cholery.
|
|
| | | | |  | | Selanos (12869 punktów) | >Powiedzmy, że to jak leczenie dżumy zarazkami cholery.
Albo leczenie kiły rtęcią. Podobno to działało, w pewnym sensie.
Właściwie po co się męczyć? Podobno mądrzy ludzie chadzają tam, gdzie idzie się lżej, więc emigracja to całkiem niezłe rozwiązanie. Europa ma problemy, ale Polska to szczególny przypadek. Tutaj popełnia się błędy, nie wyciąga z tego wniosków, nawet jak mamy zmiany na lepsze to zawsze jest do tego jakiś haczyk, czy raczej cały wór haczyków...
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | Rafał Poniecki (7132 punktów) | > >Dało by się temu zaradzić (ale ze mnie optymista )?> >Wyemigrować?  > >Powiedzmy, że to jak leczenie dżumy zarazkami cholery.<< Gdyby nie emigracja, to ciągle byśmy siedzieli w Afryce.
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | Legion (587 punktów) |
> Powiedzmy, że to jak leczenie dżumy zarazkami cholery.<<> Gdyby nie emigracja, to ciągle byśmy siedzieli w Afryce.>  Aj waj...Ale z Was cynicy...A jak ktoś czuje się w Europie dobrze? Albo jak jest za stary na wyjazd? Alternatywą dla wyjazdu, jest po prostu naprawa gospodarki, pożegnanie się z socjalem dla emigrantów i zmniejszenie podatków, to nawet dzieci będzie więcej. Niestety jest tylko jeden problem...politycy. Jak usunie się tę przeszkodę to się wszystko uda.
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | Selanos (12869 punktów) | > Aj waj...Ale z Was cynicy...A jak ktoś czuje się w Europie dobrze? Albo jak jest za stary na wyjazd? Alternatywą dla wyjazdu, jest po prostu naprawa gospodarki, pożegnanie się z socjalem dla emigrantów i zmniejszenie podatków, to nawet dzieci będzie więcej. Niestety jest tylko jeden problem...politycy. Jak usunie się tę przeszkodę to się wszystko uda.
Społeczeństwo to problem bo wybiera polityków którzy wybierają socjal, a żeby ten socjal utrzymać, podnoszą podatki. I zadłużają się. Właściwie nie siebie, zadłużają kilka pokoleń na przód.
|
|
| | | | | | |  | | Rafał Poniecki (7132 punktów) | > >Niestety jest tylko jeden problem...politycy. Jak usunie się tę przeszkodę to się wszystko uda.<<Coś jak z tym łapaniem zająca. Najpierw trzeba mu nasypać soli pod ogon, a później to już można z nim robić co się chce.
|
|
| Irracja (4721 punktów) | >W każdym razie wynika z tego, że czynnikiem zmniejszającym bezrobocie jest wzrost produkcji. A jak zwiększyć produkcję przy tych samych zasobach? Chyba wzrostem wydajności? A jeśli wzrośnie wydajność, to poziom zatrudnienia powinien spadać a nie rosnąć?
... wzrost PKB przez wzrost produkcji nic nie da na dłuższą metę. Przeciwnie, jest jak najbardziej szkodliwy. Dlaczego? 1). jak pan zauważył, wzrost wydajności powoduje spadek zatrudnienia, a nie jego wzrost. Zwłaszcza w połączeniu z automatyzacją procesu produkcji; 2). Spadek zatrudnienia to wzrost bezrobocia, a to prowadzi do zubożenia społeczeństwa. W wyniku zubożenia społeczeństwa, wzrost produkcji nie przekłada się na wzrost sprzedaży. Efektem tego jest; 3). wymuszony spadek cen sprzedaży co powoduje dużo wolniejszy wzrost płac realnych w zakładach produkcyjnych, w stosunku do cen sprzedaży produkowanych wyrobów i możliwych zysków. To następny czynnik zubożający społeczeństwo; 4). dalszym następstwem szukania oszczędności w produkcji jest stosowanie tanich technologi (nie zawsze nowych), oraz tanich materiałów, co wydatnie skraca długotrwałość użytkowania wyrobów. Coraz więcej jest na rynku "jednorazówek", które nawet w segmencie dużych i drogich wyrobów użytkowych powodują nieopłacalność napraw i remontów; 5). Taka sytuacja powoduje głęboki regres w segmencie usług (usługi to również segment gospodarki mający wpływ na wysokość PKB) serwisowych, produkcji części zamiennych, jak i np. w usługach doradczo-technicznych i projektowych - oraz kilku innych...
... a właśnie usługi to segment zdolny wchłonąć dużą część bezrobotnych. Duży udział usług w PKB jest w stanie uzupełnić negatywne skutki wzrostu wydajności i automatyzacji produkcji. W sumie, brak pewnej równowagi miedzy produkcją a usługami jest powodem dużego wzrostu bezrobocia, niskiego PKB, itd. Problemem jest jednak fakt, że nakłady na wzrost wydajności i automatyzacji nie są bezpośrednio odczuwalne przez społeczeństwo. Natomiast np. wprowadzenie przepisów wymagających korzystanie z usług (choćby konieczność corocznych przeglądów urządzeń grzewczych gazowych) jest już bezpośrednio odczuwalne przez zwykłego obywatela. A przecież dla partii politycznych większym problemem jest to czy obywatel (zmuszony do wydania trochę pieniędzy) nie obrazi się na nich i nie zagłosuje na partię - niż problemy z gospodarką...
... jedyne co wiadomo o ateista i agnostykach to fakt, iż nie wierzą w "Boga takiego jak chciałyby religie"... reszta to zwykłe insynuacje...
|
|
 | 3 na 3 | MarcinK (9189 punktów) |
> ... wzrost PKB przez wzrost produkcji nic nie da na dłuższą metę. Przeciwnie, jest jak najbardziej szkodliwy. Dlaczego?> 1). jak pan zauważył, wzrost wydajności powoduje spadek zatrudnienia, a nie jego wzrost. Zwłaszcza w połączeniu z automatyzacją procesu produkcji;> 2). Spadek zatrudnienia to wzrost bezrobocia, a to prowadzi do zubożenia społeczeństwa. W wyniku zubożenia społeczeństwa, wzrost produkcji nie przekłada się na wzrost sprzedaży. Efektem tego jest;> 3). wymuszony spadek cen sprzedaży co powoduje dużo wolniejszy wzrost płac realnych w zakładach produkcyjnych, w stosunku do cen sprzedaży produkowanych wyrobów i możliwych zysków. To następny czynnik zubożający społeczeństwo;> 4). dalszym następstwem szukania oszczędności w produkcji jest stosowanie tanich technologi (nie zawsze nowych), oraz tanich materiałów, co wydatnie skraca długotrwałość użytkowania wyrobów. Coraz więcej jest na rynku "jednorazówek", które nawet w segmencie dużych i drogich wyrobów użytkowych powodują nieopłacalność napraw i remontów;> 5). Taka sytuacja powoduje głęboki regres w segmencie usług (usługi to również segment gospodarki mający wpływ na wysokość PKB) serwisowych, produkcji części zamiennych, jak i np. w usługach doradczo-technicznych i projektowych - oraz kilku innych...Odkryłeś nowe prawo ekonomii - wzrost wydajności prowadzi do bankructwa zakładu pracy. Pozostaje pogratulować i dalszych sukcesów analitycznych życzyć. > Problemem jest jednak fakt, że nakłady na wzrost wydajności i automatyzacji nie są bezpośrednio odczuwalne przez społeczeństwo.Pytanie po co ten głupek Ford wprowadził ruchomą linię montażową. Cytat:Owo połączenie precyzji, ciągłości pracy i szybkiego tempa przyniosło światu produkcję masową. W Highland Park produkcja Modelu T osiągnęła rekordowy poziom - każdego dnia gotowy samochód zjeżdżał z linii co dziesięć sekund. Ford był w stanie obniżyć ceny, podwoić minimalną dniówkę pracowników do 5.00 dolarów, produkować auta najwyższej jakości i nadal czerpać zyski. W tym czasie Zakłady Forda produkowały co roku dwa miliony egzemplarzy Modelu T, sprzedając go po cenie zaledwie 260 dolarów za sztukę. Model T zapoczątkował rewolucję na prowincji. Dniówka 5 dolarów dała początek rewolucji społecznej. Ruchoma linia montażowa rozpoczęła rewolucję w przemyśle. www.ford.p(*)Dziedzictwo/Ewolucja_produkcji> Natomiast np. wprowadzenie przepisów wymagających korzystanie z usług (choćby konieczność corocznych przeglądów urządzeń grzewczych gazowych) jest już bezpośrednio odczuwalne przez zwykłego obywatela.I państwa to wprowadzają by aktywizować rynek usług  Po raz drugi prośba do Ciebie - jak nie masz o czymś pojęcia to pisz w trybie przypuszczającym bądź pytającym - tryb oznajmujący pozostaw sobie jak możesz poprzeć się jakimiś źródłami.
|
|
|  | | Irracja (4721 punktów) | > Odkryłeś nowe prawo ekonomii - wzrost wydajności prowadzi do bankructwa zakładu pracy. Pozostaje pogratulować i dalszych sukcesów analitycznych życzyć.... a w którym miejscu pisałem, ze wzrost wydajności jest powodem, zwłaszcza bezpośrednim powodem bankructwa zakładu pracy?... > > Problemem jest jednak fakt, że nakłady na wzrost wydajności i automatyzacji nie są bezpośrednio odczuwalne przez społeczeństwo.> Pytanie po co ten głupek Ford wprowadził ruchomą linię montażową.... w tym wypadku miałem na myśli koszt tych nakładów. A przy okazji, czy sądzi pan, że Ford osiągnąłby sukces gdyby rynek był nasycony proponowanym produktem?. Jeżeli tak to chyba nic nie stoi na przeszkodzie by rynek "zalać bardzo tanim produktem' i zostać miliarderem... > >Natomiast np. wprowadzenie przepisów wymagających korzystanie z usług (choćby konieczność corocznych przeglądów urządzeń grzewczych gazowych) jest już bezpośrednio odczuwalne przez zwykłego obywatela.> I państwa to wprowadzają by aktywizować rynek usług... czy mógłby pan wskazać inny sposób, niż racjonalne zrównoważenie rynku produkcji i usług, zdolny "wchłonąć" bezrobotnych zwalnianych z zakładów produkcyjnych? Czy zna pan inne, równie skuteczne sposoby na ukierunkowanie i aktywację rynku usług, tak by rynek nie przesycił się w jednym segmencie, a pozostał pusty w innym?. > Po raz drugi prośba do Ciebie - jak nie masz o czymś pojęcia to pisz w trybie przypuszczającym bądź pytającym - tryb oznajmujący pozostaw sobie jak możesz poprzeć się jakimiś źródłami.> ... oczekuję rzeczowych odpowiedzi, a nie tylko "krytyki bez wniosków przeciwnych" opartej wyłącznie na poczuciu własnej wiedzy. Czy teraz zadowoliłem pańskie poczucie ego?... ... miłego dnia życzę... 
... jedyne co wiadomo o ateista i agnostykach to fakt, iż nie wierzą w "Boga" takiego jak chciałyby religie... reszta to zwykłe insynuacje...
|
|
| |  | 1 na 1 | MarcinK (9189 punktów) |
>... a w którym miejscu pisałem, ze wzrost wydajności jest powodem, zwłaszcza bezpośrednim powodem bankructwa zakładu pracy?...
Twierdzisz powyżej, że wzrost wydajności prowadzi do bezrobocia co prowadzi do ograniczenia konsumpcji i utraty rynku zbytu.
Jednostkowo wzrost wydajności wskutek automatyzacji produkcji może prowadzić do różnych skutków - też zwolnień ale to zaledwie jeden z wielu scenariuszy. Przedsiębiorca może zakupić kilka linii produkcyjnych i dotychczasowych pracowników przesunąć do ich obsługi etc.
Globalnie zaś to już kompletna bzdura - od momentu rewolucji przemysłowej wydajność pracy skokowo wzrosła i skokowo wzrósł też globalny PKB, automatyzacja oraz zatrudnienie jednocześnie.
>>> Problemem jest jednak fakt, że nakłady na wzrost wydajności i automatyzacji nie są bezpośrednio odczuwalne przez społeczeństwo. >>Pytanie po co ten głupek Ford wprowadził ruchomą linię montażową. >... w tym wypadku miałem na myśli koszt tych nakładów.
I problemem jest, że społeczeństwo nie odczuwa tych kosztów? Zdradzisz no gdzie tu jest głęboko ukryty sens tej wypowiedzi?
> A przy okazji, czy sądzi pan, że Ford osiągnąłby sukces gdyby rynek był nasycony proponowanym produktem?.
To rzeczywiście skomplikowany problem czy da radę sprzedać piasek na pustyni. W jaki sposób rynek mógłby być nasycony skoro właśnie dopiero masowa produkcja to umożliwiła?
> Jeżeli tak to chyba nic nie stoi na przeszkodzie by rynek "zalać bardzo tanim produktem' i zostać miliarderem...
To zalewaj.
>... czy mógłby pan wskazać inny sposób, niż racjonalne zrównoważenie rynku produkcji i usług, zdolny "wchłonąć" bezrobotnych zwalnianych z zakładów produkcyjnych?
Nijak nie wiem co to jest racjonalne zrównoważenie produkcji i usług. Być może w historii przez krótką chwilę te dwie składowe pkb gdzieś były faktycznie zrównoważone ale w epoce postindustrialnej usługi ponad dwukrotnie więcej wnoszą do niego niż przemysł.
> Czy zna pan inne, równie skuteczne sposoby na ukierunkowanie i aktywację rynku usług, tak by rynek nie przesycił się w jednym segmencie, a pozostał pusty w innym?.
Czyli kontrola gazociągów czy kanalizacji jest skutecznym sposobem aktywacji usług? Rynek ma zawsze rację i sam się optymalizuje. Jeśli z jakiś względów nie może to państwo powinno pomóc ale z wyręczaniem idzie mu, najczęściej, wybitnie kiepsko.
>... oczekuję rzeczowych odpowiedzi, a nie tylko "krytyki bez wniosków przeciwnych" opartej wyłącznie na poczuciu własnej wiedzy.
To nie poczucie własnej wiedzy ale elementarz. To forum ma w zamierzeniu trzymać pewien poziom merytoryczny - jeśli nie masz pojęcia w temacie to czytaj zamiast pisać albo zadawaj pytania. Tu pisze wielu forumowiczów o ogromnej wiedzy i bez problemu potrafią zweryfikować czy masz w ogóle coś sensownego do przekazania. Pisanie dla pisania jest tu dość niemile widziane.
> Czy teraz zadowoliłem pańskie poczucie ego?...
Zadowolisz jak zaczniesz pisać do rzeczy.
Ps. Pomiń tego "pana".
|
|
| | |  | | Irracja (4721 punktów) | >Twierdzisz powyżej, że wzrost wydajności prowadzi do bezrobocia co prowadzi do ograniczenia konsumpcji i utraty rynku zbytu. >Jednostkowo wzrost wydajności wskutek automatyzacji produkcji może prowadzić do różnych skutków - też zwolnień ale to zaledwie jeden z wielu scenariuszy. ... więc zarzuciłeś mi , że "plotę głupoty" tylko dlatego, iż uważasz obecny, jeszcze sprawdzający się scenariusz za bardziej prawdopodobny niż scenariusz który opisałem? Faktem jest, że do tej pory się sprawdzał, lecz można zauważyć pierwsze symptomy negatywnego wpływu na rynek. Faktem również jest, że produkcja jest też segmentem "medialnym" i dość łatwym do wykorzystania propagandowego przez polityków. Do ludzi bardziej przemawia otwarcie jednego zakładu, w jednej miejscowości, o zatrudnieniu np. 1500 pracowników - niż stworzenie warunków do utworzenia 5-10 tysięcy miejsc pracy w usługach dla ludności, w skali całego kraju. Oczywiście, wpływ na to ma też kilka innych czynników, nie tylko politycznych. >Przedsiębiorca może zakupić kilka linii produkcyjnych i dotychczasowych pracowników przesunąć do ich obsługi etc. ... ale nie robi tego, bo zakup drugiej linii nie przełoży się na wzrost sprzedaży, raczej na wzrost zapasów magazynowych - a więc na zamrożenie kapitału. Natomiast wprowadzenie nowego produktu jest kosztowne, zbyt kosztowne w sytuacji gdy szuka się oszczędności pozwalających utrzymać się na rynku. Co innego gdyby automatyzacja była związana wyłącznie z obniżeniem kosztów produkcji. Wtedy osiągnięte zyski można inwestować. Niestety, coraz częściej jest to związane przede wszystkim z obniżeniem cen sprzedaży, by utrzymać zyski na poziomie umożliwianie przetrwania. W tej sytuacji nikt nie będzie dbał o pracowników. "Bliższa koszula ciału". Nie wiem czy wiesz, ale nasz polski "Termet" dołączył przed rokiem do grona firm produkujących ten sam wyrób w dwóch wersjach. Ta druga wersja, tzw. "marketowa" jest okrojona z części rozwiązań technicznych i zabezpieczeń. Produkowana w oparciu o materiały nie gwarantujące długiej trwałości i bezawaryjności. Zmieniono design i nazwę handlową, by jak najmniej kojarzyć wyrób z firmą. Wszystko byle tylko zmniejszyć cenę i zysk jednostkowy, a przez to zwiększyć obrót i zysk ogólny. Podobną politykę stosował Viessman, w stosunku do wyrobów na rynek wschodni... >Globalnie zaś to już kompletna bzdura - od momentu rewolucji przemysłowej wydajność pracy skokowo wzrosła i skokowo wzrósł też globalny PKB, automatyzacja oraz zatrudnienie jednocześnie. ... jak to brzmi? "Co było, a nie jest, nie pisze się w rejestr". Nie można zakładać, że schemat obowiązujący dotychczas, sprawdzał się będzie stale. W tej sytuacji to dość marny argument... >I problemem jest, że społeczeństwo nie odczuwa tych kosztów? Zdradzisz no gdzie tu jest głęboko ukryty sens tej wypowiedzi? ... ludzi najbardziej interesuje bezpośrednio odczuwalny koszt - ile musi dziś, jednorazowo wydać. Nie zwraca bardzo uwagi na koszty ukryte, rozłożone w czasie, nawet jeśli te koszty są kilkukrotnie większe. W moim zawodzie najtrudniej było przekonać klienta, by wydał 1.000 zł więcej, aby obniżyć zakładany koszt eksploatacji (przez najbliższe 5 lat) o 50 zł miesięcznie. Łatwo obliczyć, że zysk długofalowy wyniósłby 2.000 złotych. Często zdarzało się, że oszczędność tych 1.000 złotych nie tylko powodowała rezygnację z oszczędności w zakładanym koszcie eksploatacji. Często powodował stratę o następne 50-100 złotych miesięcznie, w stosunku do zakładanych kosztów. A więc rzeczywisty koszt wzrósł o 2-5 tysięcy. O to właśnie mi chodzi. Tak samo ludzie reagują na to co dzieje się w gospodarce... >To rzeczywiście skomplikowany problem czy da radę sprzedać piasek na pustyni. W jaki sposób rynek mógłby być nasycony skoro właśnie dopiero masowa produkcja to umożliwiła? ... właśnie o to chodzi. Ford osiągnął sukces (automatyzacja i obniżenie ceny sprzedaży) w momencie gdy rynek był bardzo chłonny, nie był jeszcze nasycony. Dziś sukcesu by nie odniósł, a na pewno nie na taką skalę... >>... czy mógłby pan wskazać inny sposób, niż racjonalne zrównoważenie rynku produkcji i usług, zdolny "wchłonąć" bezrobotnych zwalnianych z zakładów produkcyjnych? >Nijak nie wiem co to jest racjonalne zrównoważenie produkcji i usług. Być może w historii przez krótką chwilę te dwie składowe pkb gdzieś były faktycznie zrównoważone ale w epoce postindustrialnej usługi ponad dwukrotnie więcej wnoszą do niego niż przemysł. ... zrównoważenie nie musi oznaczać równych udziałów w kształtowaniu PKB. W tym przypadku "zrównoważenie" oznacza taki udział produkcji i usług by symulować stały i jak najwyższy (z możliwych i korzystnych) wzrost PKB. Inna sprawa co uznamy za usługi. Produkcja części składowych ostatecznych produktów tez można uznać za usługę wobec producenta ostatecznego wyrobu. A coraz częściej, wielu producentów finalnych wyrobów korzysta z usług producentów podzespołów. Dużo więc zależy, czy producenta części zaliczymy do segmentu "produkcji wyrobów finalnych", czy też do segmentu "usługodawców". Paradoksem jest to, że cena podzespołów jest dwojaka. Dużo niższa dla producenta finalnego (koszt gotowego, standardowego kotła gazowego około 2,5-3 tysięcy), podczas gdy złożenie tego samego kotła, z podzespołów pochodzących z "rynku części zamiennych, jest 2,5-krotnie wyższa. Nawet uwzględniając wszystkie czynniki, taka różnica jest niezasadna. Powoduje to, że korzystniejsza jest często wymiana urządzenia 4-5 letniego - podczas gdy zakładany (przy projektowaniu urządzenia) czas użytkowania i zwrotu kosztów klienta wynosi ok. 10 lat. Inną paranoją jest polityka cenowa producenta finalnego. W internecie znajdziesz urządzenia w cenie równej , lub nawet niższej w stosunku do ceny jaką producenci oferują swoim oficjalnym przedstawicielom i dilerom... Te dane są efektem doświadczenia i wiedzy nabytej m. in. jako "regionalny przedstawiciel serwisowy" jednej z firm zagranicznych...
... jedyne co wiadomo o ateis
|
|
| | | |  | 2 na 2 | szuro (1757 punktów) | >>Przedsiębiorca może zakupić kilka linii produkcyjnych i dotychczasowych pracowników przesunąć do ich obsługi etc. > ... ale nie robi tego, bo zakup drugiej linii nie przełoży się na wzrost sprzedaży, raczej na wzrost zapasów magazynowych - a więc na zamrożenie kapitału. Ja specjalnie nie wróżę powodzenia przedsiębiorstwu które kupuje nowe linie produkcyjne nie kierując się prognozami sprzedażowymi. Jeżeli ktoś kupuje maszyny tylko po to żeby produkować to przy dzisiejszej strukturze gospodarki prawdopodobnie sobie nie poradzi. >Natomiast wprowadzenie nowego produktu jest kosztowne, zbyt kosztowne w sytuacji gdy szuka się oszczędności pozwalających utrzymać się na rynku. Stosuje Pan nie uprawnione generalizację. Na rynku FMCG np. nowości to właśnie to co buduje wizerunek danej kategorii i generuje obrót również na produktach które istnieją na rynku dłużej. Zresztą dobre zastosowanie marketing mixu ma na celu pobudzanie popytu na całość a nie tylko na nowość. BMW dla przykładu położyło duży nacisk na promocję modelu najwyższego żeby automatycznie powodowało to wzrost wartości marki i sprzedaży modeli pozostałych >Co innego gdyby automatyzacja była związana wyłącznie z obniżeniem kosztów produkcji. Wtedy osiągnięte zyski można inwestować. Niestety, coraz częściej jest to związane przede wszystkim z obniżeniem cen sprzedaży, by utrzymać zyski na poziomie umożliwianie przetrwania. Automatyzacja jest zawsze związana z obniżeniem kosztów produkcji (ewentualnie wzrostem wydajności co przekłada się na redukcję kosztów jednostkowych). To czy obniżenie tych kosztów przełoży się na wzrost inwestycji czy nie jest już jednostkowo zróżnicowane natomiast jak do tej pory działa schemat który powoduje wzrost sprzedaży a więc i zysków tam gdzie wydajność jest największa (w długim okresie czasu i dla całego rynku). >W tej sytuacji nikt nie będzie dbał o pracowników. A to już w ogóle bzdura. Nie wiem czy Pan wie ale przewaga konkurencyjna oparta na kapitale ludzkim jest w tej chwili najbardziej trwałą przewagą konkurencyjną jaką firma może sobie wypracować. Dla przykładu Iphony zostały prawie natychmiast skopiowane przez konkurencję także Apple miał około 3 lat przewagi nad konkurencją. A taka ZARA której główna przewaga konkurencyjna oparta była na odmiennej niż otoczenie strategii jest nie skopiowana przez nikogo innego od 30 lat. >"Bliższa koszula ciału". Nie wiem czy wiesz, ale nasz polski "Termet" dołączył przed rokiem do grona firm produkujących ten sam wyrób w dwóch wersjach. Ta druga wersja, tzw. "marketowa" jest okrojona z części rozwiązań technicznych i zabezpieczeń. Produkowana w oparciu o materiały nie gwarantujące długiej trwałości i bezawaryjności. W tym nic dziwnego nie ma. Duża część firm opiera się na produkcji i marketingu produktu własne i tzw. "marki własne" czyli produktu który jest produkowany przez firmę X dla firmy Y. Firmy produkcyjne dywersyfikują źródła przychodu co jest korzystne bo daję większą elastyczność i swobodę działania. >Nie można zakładać, że schemat obowiązujący dotychczas, sprawdzał się będzie stale. W tej sytuacji to dość marny argument... Można jeżeli nie ma żadnych oznak że taki model się już wyczerpał. >>I problemem jest, że społeczeństwo nie odczuwa tych kosztów? Zdradzisz no gdzie tu jest głęboko ukryty sens tej wypowiedzi? > ... właśnie o to chodzi. Ford osiągnął sukces (automatyzacja i obniżenie ceny sprzedaży) w momencie gdy rynek był bardzo chłonny, nie był jeszcze nasycony. Dziś sukcesu by nie odniósł, a na pewno nie na taką skalę... A co np. z telewizorami LCD. Przecież rynek telewizorów CRT był nasycony a jednak znalazł się producent który stworzył nowy segment który koniec końców całkowicie zmienił cały rynek.?
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | Irracja (4721 punktów) | > Ja specjalnie nie wróżę powodzenia przedsiębiorstwu które kupuje nowe linie... ... hmmm, zawsze to jakiś konsensus ustaliliśmy...  > >Natomiast wprowadzenie nowego produktu jest kosztowne, zbyt kosztowne w sytuacji gdy szuka się oszczędności pozwalających utrzymać się na rynku.> Stosuje Pan nie uprawnione generalizację. Na rynku FMCG np. nowości to właśnie to co buduje wizerunek danej kategorii i generuje obrót również na produktach które istnieją na rynku dłużej... ... jednak marketing nie jest czynnikiem "przewidywalnym", a tym samym jednoznacznie i bezpośrednio wpływającym na sprzedaż i zyski. A więc nie bardzo można go zaliczyć do ekonomi sensu scripto, jak np. koszty materiału, robocizny, innowacyjność, jakość, i to wszystko co bezpośrednio wpływa na cenę wyrobu od strony podaży, czyli producenta. Bo chyba o tej stronie ekonomi rozmawiamy? Marketing to raczej "działania około ekonomiczne". Jego efekty są nieprzewidywalne, zaś jej działania mają wpływ pośredni (na ekonomię producenta), poprzez oddziaływanie na klienta (popyt). Oczywiście, ma to duży wpływ (lecz pośredni) na ekonomię producenta. Niekiedy może się wydawać, iż nawet główny. Przypomina mi się tutaj przypadek Mercedesa, który (chyba w latach 60-tych) chciał wejść/umocnić się na rynku amerykańskim. Zastosował marketing który sprawdzał się w Europie - a więc główny nacisk położył na promocję poprzez niskie ceny. Efekt był odwrotny do zamierzonego, gdyż ówczesne społeczeństwo amerykańskie traktowało niskie ceny jako wyraz niskiej jakości i technologi. Dopiero podwyżka cen, z mocno uwydatnioną promocją jakości, technologi i standardu, pozwolił osiągnąć sukces... > Automatyzacja jest zawsze związana z obniżeniem kosztów produkcji (ewentualnie wzrostem wydajności co przekłada się na redukcję kosztów jednostkowych)... ...zgodzisz się chyba, że jednak sytuacja w której producenci zaczynają produkować ten sam wyrób w dwóch różnych wersjach, w tym w jednej uboższej technicznie i o niższej jakości, świadczy o braku innej możliwości zintensyfikowania sprzedaży, a tym samym utrzymania wysokości zysków, o zwiększeniu nie mówiąc. Takie obniżanie kosztów produkcji może świadczyć, iż dotychczasowy schemat (automatyzacja, wzrost wydajności) zaczyna "szwankować i zgrzytać". Jest to postępowanie odwrotne do, wspomnianego zachowania BMW. Jakoś sobie nie wyobrażam, by wobec pewnego stałego zapotrzebowania na moje wyroby, miałbym szukać większych zysków przez obniżenie ich jakości. A na pewno nie zmniejszałbym ich ceny, by zwiększyć sprzedaż wobec rosnącego popytu na moje wyroby. Lepszym wyjściem jest podniesienie jakości i technologi. Owszem, regres gospodarczy może tłumaczyć takie zachowanie, lecz jest to wyjście na "tu i teraz". W dłuższym czasie (tani lecz niskiej jakości produkt) doprowadzi to do spadku zaufania do wszystkich wyrobów producenta, nawet tych wysokiej jakości... > >Nie wiem czy Pan wie ale przewaga konkurencyjna oparta na kapitale ludzkim jest w tej chwili najbardziej trwałą przewagą konkurencyjną jaką firma może sobie... ... należy jednak pamiętać, że w sytuacji kryzysu, gdy trzeba szukać wszędzie oszczędności, nie wykorzystany pracownik jest większym obciążeniem, niż nadmierne zapasy magazynowe. Zwłaszcza w sytuacji gdy tak jak np. właśnie w Fiacie (do zwolnienia 1/3 zatrudnionych, w tym z samej produkcji ponad połowa stanu - tak wynika z doniesień medialnych), przeważnie chroni się "ludzki kapitał nieprodukcyjny" w dużo większym stopniu niż "ludzi produkcyjnych. Oczywiście, w tej sytuacji każdy pozostawiony pracownik to "zjadacz oszczędności", więc nie powinno to mieć większego znaczenia. Jednak w sytuacji wzrostu popytu, braki w działach produkcyjnych są dużo bardziej zauważalne niż w działach pozostałych. Marketing, i nie tylko, można zlecić firmom obcym. Przynajmniej początkowo. Zresztą to nawet ekonomiczne wyjście... > W tym nic dziwnego nie ma. Duża część firm opiera się na produkcji i marketingu produktu własne i tzw. "marki własne" czyli produktu który jest produkowany... ... jak wspomniałem, ta dywersyfikacja źródeł przychodu może się "odbić czkawką". Niższa cena produktu, przy jednoczesnym wmawianiu klientowi, iż jedyną różnicą z produktem markowym, który jest produkowany w tym samym zakładzie (a więc oba wyroby są tym samym), jest cena - co jest standardowym zabiegiem marketów, zwiększającym sprzedaż (takie nieuprawnione bazowanie na dobrej opinii producenta) - w połączeniu z niższą jakością i efektywnością, oraz z większą awaryjnością produkt (wszak produkt jest jednak gorszy, niższej jakości i techniki, z niższej jakości podzespołów i materiałów) doprowadzi do spadku zaufania do producenta i wszystkich jego produktów. W końcu kryzys gospodarczy minie, a kryzys ekonomiczny producenta pozostanie. Na podobnym schemacie przejechał się, w Polsce, MTS - przynajmniej w części dotyczącej segmentu centralnego ogrzewania. Tam kiedyś pracowałem... > >Nie można zakładać, że schemat obowiązujący dotychczas, sprawdzał się będzie stale. W tej sytuacji to dość marny argument...> Można jeżeli nie ma żadnych oznak że taki model się już wyczerpał. ... niestety, pierwsze oznaki już są. Choć wielu tego nie dostrzega/nie wiąże, a część nie chce dostrzegać/powiązać... > A co np. z telewizorami LCD. Przecież rynek telewizorów CRT był nasycony a jednak znalazł się producent który stworzył nowy segment który koniec końców całkowicie zmienił cały rynek.? ... nie tyle znalazł, co stworzył. Jednak LCD to inny już wyrób, inna technologia, inna technika, itp. Na tyle inny wyrób, że w pełni uzasadnia wyższą cenę, przy jednoczesnym (rosnącym) popycie. Natomiast Ford zaoferował to samo co inni, o podobnym standarcie i jakości - lecz w niższej, dużo niższej cenie. To dość duża różnica w przykładach...
... jedyne co wiadomo o ateista i agnostykach to fakt, iż nie wierzą w "Boga" takiego jak chciałyby religie... reszta to zwykłe insynuacje...
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | Rigoletto (3891 punktów) | > >Stosuje Pan nie uprawnione generalizację. Na rynku FMCG np. nowości to właśnie to co buduje wizerunek danej kategorii i generuje obrót również na produktach które istnieją na rynku dłużej...> ... jednak marketing nie jest czynnikiem "przewidywalnym", a tym samym jednoznacznie i bezpośrednio wpływającym na sprzedaż i zyski. A więc nie bardzo można go zaliczyć do ekonomi sensu scripto, jak np. koszty materiału, robocizny, innowacyjność, jakość, i to wszystko co bezpośrednio wpływa na cenę wyrobu od strony podaży, czyli producenta. Bo chyba o tej stronie ekonomi rozmawiamy? Marketing to raczej "działania około ekonomiczne".Mylisz marketing z promocją (nic dziwnego, to częste). Marketing, z grubsza, to po prostu działanie polegające na znalezieniu klienta na swój produkt, w celu osiągnięcia zysku. A, że nie jest do końca przewidywalny? Pewnie, że nie, ale w przeciwieństwie do "ekonomii sensu stricto" istnieją twarde dowody na jego skuteczność. > Jego efekty są nieprzewidywalne, zaś jej działania mają wpływ pośredni (na ekonomię producenta), poprzez oddziaływanie na klienta (popyt). Oczywiście, ma to duży wpływ (lecz pośredni) na ekonomię producenta. Niekiedy może się wydawać, iż nawet główny. Przypomina mi się tutaj przypadek Mercedesa, który (chyba w latach 60-tych) chciał wejść/umocnić się na rynku amerykańskim. Zastosował marketing który sprawdzał się w Europie - a więc główny nacisk położył na promocję poprzez niskie ceny. Efekt był odwrotny do zamierzonego, gdyż ówczesne społeczeństwo amerykańskie traktowało niskie ceny jako wyraz niskiej jakości i technologi. Dopiero podwyżka cen, z mocno uwydatnioną promocją jakości, technologi i standardu, pozwolił osiągnąć sukces...No i widzisz, tak właśnie działa marketing  . Trzeba znaleźć klienta na swoje produkty. > >Automatyzacja jest zawsze związana z obniżeniem kosztów produkcji (ewentualnie wzrostem wydajności co przekłada się na redukcję kosztów jednostkowych)...> ...zgodzisz się chyba, że jednak sytuacja w której producenci zaczynają produkować ten sam wyrób w dwóch różnych wersjach, w tym w jednej uboższej technicznie i o niższej jakości, świadczy o braku innej możliwości zintensyfikowania sprzedaży, a tym samym utrzymania wysokości zysków, o zwiększeniu nie mówiąc. Takie obniżanie kosztów produkcji może świadczyć, iż dotychczasowy schemat (automatyzacja, wzrost wydajności) zaczyna "szwankować i zgrzytać".Nonsens. Można osiągać ogromne zyski sprzedając dziadostwo jak i produkty wysokiej jakości . Wszystko zależy od tego komu chcesz sprzedać towar. > Jest to postępowanie odwrotne do, wspomnianego zachowania BMW. Jakoś sobie nie wyobrażam, by wobec pewnego stałego zapotrzebowania na moje wyroby, miałbym szukać większych zysków przez obniżenie ich jakości. A na pewno nie zmniejszałbym ich ceny, by zwiększyć sprzedaż wobec rosnącego popytu na moje wyroby. Lepszym wyjściem jest podniesienie jakości i technologi.Nie ma czegoś takiego jak "stałe zapotrzebowanie na wyroby". Kiedyś było znacznie więcej producentów aut w segmencie premium (kto dziś pamięta o Duesenbergu, Voisinie czy Pierce-Arrow) ale rynek to zweryfikował. To trochę tak jak z ewolucją biologiczną, przetrwały organizacje potrafiące przystosować się do zmian. > Owszem, regres gospodarczy może tłumaczyć takie zachowanie, lecz jest to wyjście na "tu i teraz". W dłuższym czasie (tani lecz niskiej jakości produkt) doprowadzi to do spadku zaufania do wszystkich wyrobów producenta, nawet tych wysokiej jakości...Dlatego wprowadza się różne marki, linie produktów. Czy przez to, że Tata sprzedaje najtańsze samochody świata, spadła sprzedaż Jaguara i Land Rovera? Z tego co wiem to nie. > >A co np. z telewizorami LCD. Przecież rynek telewizorów CRT był nasycony a jednak znalazł się producent który stworzył nowy segment który koniec końców całkowicie zmienił cały rynek.?> ... nie tyle znalazł, co stworzył. Jednak LCD to inny już wyrób, inna technologia, inna technika, itp. Na tyle inny wyrób, że w pełni uzasadnia wyższą cenę, przy jednoczesnym (rosnącym) popycie. Natomiast Ford zaoferował to samo co inni, o podobnym standarcie i jakości - lecz w niższej, dużo niższej cenie. To dość duża różnica w przykładach...Ford to przykład innowacji biznesowej, która jak wiemy nie spowodowała zdominowania rynku samochodów przez tę firmę, bo taśmę produkcyjną można było łatwo zaimplementować w firmach konkurencyjnych. No i dlatego, że o sukcesie w dłuższym okresie czasu decyduje umiejętność dostosowywania się do zmian w otoczeniu, a nie jednorazowe zastosowanie jakiejś innowacji.
|
|
| | | | | | |  | | Irracja (4721 punktów) | > Mylisz marketing z promocją (nic dziwnego, to częste). Marketing, z grubsza, to po prostu działanie polegające na znalezieniu klienta na swój produkt, w celu osiągnięcia zysku.... nie pomyliłem, lecz zawęziłem pojęcie marketingu do formy z jaką najczęściej jest kojarzona przez społeczeństwo... > A, że nie jest do końca przewidywalny? Pewnie, że nie, ale w przeciwieństwie do "ekonomii sensu stricto" istnieją twarde dowody na jego skuteczność.... skuteczności jednak nie zaprzeczyłem... Cytat:Jego efekty są nieprzewidywalne, zaś jej działania mają wpływ pośredni (na ekonomię producenta), poprzez oddziaływanie na klienta (popyt). Oczywiście, ma to duży wpływ (lecz pośredni) na ekonomię producenta. Niekiedy może się wydawać, iż nawet główny. > Nonsens. Można osiągać ogromne zyski sprzedając dziadostwo jak i produkty wysokiej jakości . Wszystko zależy od tego komu chcesz sprzedać towar.... same zyski to jeszcze nie ekonomia. No i sprzedaż dziadostwa, w dłuższym czasie, źle się kończy... > Nie ma czegoś takiego jak "stałe zapotrzebowanie na wyroby". Kiedyś było znacznie więcej producentów aut w segmencie premium (kto dziś pamięta o Duesenbergu, Voisinie czy Pierce-Arrow) ale rynek to zweryfikował. To trochę tak jak z ewolucją biologiczną, przetrwały organizacje potrafiące przystosować się do zmian.... tym razem to pan pomylił typ wyrobu z jego odmianą. Chleb, mięso (ogólnie żywność), energia i kilka innych - w tym obecnie samochód jako środek komunikacji - to "wyroby na które jest stały popyt... > >Owszem, regres gospodarczy może tłumaczyć takie zachowanie, lecz jest to wyjście na "tu i teraz". W dłuższym czasie (tani lecz niskiej jakości produkt) doprowadzi to do spadku zaufania do wszystkich wyrobów producenta, nawet tych wysokiej jakości...> Dlatego wprowadza się różne marki, linie produktów. Czy przez to, że Tata sprzedaje najtańsze samochody świata, spadła sprzedaż Jaguara i Land Rovera? Z tego co wiem to nie.... czym innym jest "polityka dotarcia pod strzechy", a czym innym "sprzedaż złomu jako dobry jakościowo"... > >>A co np. z telewizorami LCD. Przecież rynek telewizorów CRT był nasycony a jednak znalazł się producent który stworzył nowy segment który koniec końców całkowicie zmienił cały rynek.?> > ... nie tyle znalazł, co stworzył. Jednak LCD to inny już wyrób, inna technologia, inna technika, itp. Na tyle inny wyrób, że w pełni uzasadnia wyższą cenę, przy jednoczesnym (rosnącym) popycie. Natomiast Ford zaoferował to samo co inni, o podobnym standarcie i jakości - lecz w niższej, dużo niższej cenie. To dość duża różnica w przykładach...> Ford to przykład innowacji biznesowej, która jak wiemy nie spowodowała zdominowania rynku samochodów przez tę firmę, bo taśmę produkcyjną można było łatwo zaimplementować w firmach konkurencyjnych. No i dlatego, że o sukcesie w dłuższym okresie czasu decyduje umiejętność dostosowywania się do zmian w otoczeniu, a nie jednorazowe zastosowanie jakiejś innowacji.> ... a owszem, owszem, to innowacja biznesowe - lecz nie stoi to w sprzeczności z resztą wywodów... ... pozdrawiam...
... jedyne co wiadomo o ateista i agnostykach to fakt, iż nie wierzą w "Boga" takiego jak chciałyby religie... reszta to zwykłe insynuacje...
|
|
| | | | | | | |  | | Rigoletto (3891 punktów) | >>Nonsens. Można osiągać ogromne zyski sprzedając dziadostwo jak i produkty wysokiej jakości . Wszystko zależy od tego komu chcesz sprzedać towar. >... same zyski to jeszcze nie ekonomia. No i sprzedaż dziadostwa, w dłuższym czasie, źle się kończy...
To zależy od strategii firmy. W zależności od sytuacji na rynku i wyboru docelowego klienta, można wygrywać ceną, przy słabszej jakości (Biedronka, Dacia) lub jakością, przy wyższej cenie (Krakowski Kredens, BMW). Ważne jest jedno, aby utrzymać się na rynku, trzeba robić to nie gorzej od innych przedsiębiorców.
>>Nie ma czegoś takiego jak "stałe zapotrzebowanie na wyroby". Kiedyś było znacznie więcej producentów aut w segmencie premium (kto dziś pamięta o Duesenbergu, Voisinie czy Pierce-Arrow) ale rynek to zweryfikował. To trochę tak jak z ewolucją biologiczną, przetrwały organizacje potrafiące przystosować się do zmian. >... tym razem to pan pomylił typ wyrobu z jego odmianą. Chleb, mięso (ogólnie żywność), energia i kilka innych - w tym obecnie samochód jako środek komunikacji - to "wyroby na które jest stały popyt...
Nie ma stałego popytu na środki transportu, żywność, rozrywkę, usługi, energię, itp. Zapotrzebowanie na te dobra w gospodarce stale się zmienia pod wpływem wielu czynników: demograficznych, innowacji technicznych, zmiany stylu życia. etc. Właśnie na tym witz polega, żeby się do tego dostosować.
>>>Owszem, regres gospodarczy może tłumaczyć takie zachowanie, lecz jest to wyjście na "tu i teraz". W dłuższym czasie (tani lecz niskiej jakości produkt) doprowadzi to do spadku zaufania do wszystkich wyrobów producenta, nawet tych wysokiej jakości... >>Dlatego wprowadza się różne marki, linie produktów. Czy przez to, że Tata sprzedaje najtańsze samochody świata, spadła sprzedaż Jaguara i Land Rovera? Z tego co wiem to nie. >... czym innym jest "polityka dotarcia pod strzechy", a czym innym "sprzedaż złomu jako dobry jakościowo"...
Ale konkretnie kto sprzedaje "złom dobry jakościowo"? Jeśli tak jest to nie ma obawy, konkurencja szybko takiego delikwenta wykończy oferując lepszy produkt.
|
|
| | | | | | | | |  | | Irracja (4721 punktów) | >>... same zyski to jeszcze nie ekonomia. No i sprzedaż dziadostwa, w dłuższym czasie, źle się kończy... >To zależy od strategii firmy. W zależności od sytuacji na rynku i wyboru docelowego klienta, można wygrywać ceną, przy słabszej jakości (Biedronka, Dacia) lub jakością, przy wyższej cenie (Krakowski Kredens, BMW). Ważne jest jedno, aby utrzymać się na rynku, trzeba robić to nie gorzej od innych przedsiębiorców.
... co do Daci, to ona stosuje niższe standardy (techniczne, użytkowe, itp.), a nie jakość. Choć niższy standard może się przełożyć na ogólnie pojmowaną jakość, jednak nie jest to, to samo. Takie uproszczenie nie jest adekwatne - natomiast jest krzywdzące w stosunku do producenta i użytkownika...
... polityka Biedronki (i innych marketów) opiera się na samodzielnym szukaniu tańszych (fakt, często gorszych jakościowo) komponentów do produkcji wyrobu. Np. przy produkcji przecieru pomidorowego, to Biedronka szuka dostawców pomidorów, opakowań, itp. - wszystko według własnych (Biedronki) standardów - natomiast rzeczywisty producent "udostępnia" wyłącznie linie produkcyjną i siłę roboczą. Takie produkty są wyraźnie oznaczone jako wyprodukowane dla..., i jako takie są promowane. Producent odpowiada tylko za jakość technologi produkcji - za jakość komponentów (a więc i docelowego wyrobu) odpowiada zleceniodawca. Natomiast w Castoramie spotkałem wyroby produkowane w ten sam sposób - lecz promowane jako produkty własne Termetu (wyraźna informacja na opisie towaru, lub informacja sprzedawców), oraz Chaffoteaux & Maury (w tym przypadku jest to międzynarodowe logo producenta, w widocznym miejscu). a więc jest to nieuzasadnione korzystanie (w tym przypadku) z renomy podwykonawcy, jako producenta własnych (innych) wyrobów...
>Nie ma stałego popytu na środki transportu, żywność, rozrywkę, usługi, energię, itp. Zapotrzebowanie na te dobra w gospodarce stale się zmienia pod wpływem wielu czynników: demograficznych, innowacji technicznych, zmiany stylu życia. etc. Właśnie na tym witz polega, żeby się do tego dostosować.
... dokładnie mówiąc - są to wyroby o stałym zapotrzebowaniu (popyt), lecz zmiennej wartości/ilości tego zapotrzebowania. Inaczej mówiąc, są to towary stale poszukiwane/potrzebne - raz w większej, raz w mniejszej (choćby w minimalnej) ilości. Kiedyś było zapotrzebowanie na konie i wozy - dziś na pojazdy mechaniczne - jednak tak koń, jak i samochód, to "środki transportu"...
... jedyne co wiadomo o ateista i agnostykach to fakt, iż nie wierzą w "Boga" takiego jak chciałyby religie... reszta to zwykłe insynuacje...
|
|
| | | | | | | | | |  | | Rigoletto (3891 punktów) | > >To zależy od strategii firmy. W zależności od sytuacji na rynku i wyboru docelowego klienta, można wygrywać ceną, przy słabszej jakości (Biedronka, Dacia) lub jakością, przy wyższej cenie (Krakowski Kredens, BMW). Ważne jest jedno, aby utrzymać się na rynku, trzeba robić to nie gorzej od innych przedsiębiorców.> ... co do Daci, to ona stosuje niższe standardy (techniczne, użytkowe, itp.), a nie jakość. Choć niższy standard może się przełożyć na ogólnie pojmowaną jakość, jednak nie jest to, to samo. Takie uproszczenie nie jest adekwatne - natomiast jest krzywdzące w stosunku do producenta i użytkownika...Jeśli chodziło Ci o to, że nie powinno się kantować klienta wmawiając mu, że produkt ma lepszą jakość niż faktycznie, to oczywiście się zgadzam. Trzeba było jednak napisać to wprost, a nie wymyślać jakieś dziwne konstrukcje myślowe. Oczywiste jest też chyba to, że firmy, które w ten sposób oszukują klienta długo się na rynku nie utrzymają. > Natomiast w Castoramie spotkałem wyroby produkowane w ten sam sposób - lecz promowane jako produkty własne Termetu (wyraźna informacja na opisie towaru, lub informacja sprzedawców), oraz Chaffoteaux & Maury (w tym przypadku jest to międzynarodowe logo producenta, w widocznym miejscu). a więc jest to nieuzasadnione korzystanie (w tym przypadku) z renomy podwykonawcy, jako producenta własnych (innych) wyrobów...Ale te produkty są faktycznie kiepskie, czy tylko chodzi o logo? > >Nie ma stałego popytu na środki transportu, żywność, rozrywkę, usługi, energię, itp. Zapotrzebowanie na te dobra w gospodarce stale się zmienia pod wpływem wielu czynników: demograficznych, innowacji technicznych, zmiany stylu życia. etc. Właśnie na tym witz polega, żeby się do tego dostosować.> ... dokładnie mówiąc - są to wyroby o stałym zapotrzebowaniu (popyt), lecz zmiennej wartości/ilości tego zapotrzebowania. Inaczej mówiąc, są to towary stale poszukiwane/potrzebne - raz w większej, raz w mniejszej (choćby w minimalnej) ilości. Kiedyś było zapotrzebowanie na konie i wozy - dziś na pojazdy mechaniczne - jednak tak koń, jak i samochód, to "środki transportu"...Czyli Twoim zdaniem popyt na owies i liczydła w XIX wieku, to to samo co popyt na benzynę i komputery w XXI? A jaki byś znalazł ekwiwalent dla tabletu lub GPS-u w czasach Aleksandra Wielkiego?  Wyrocznie Delficką? No brawo, jakiś przełom w ekonomii nam się szykuje...
|
|
| | | | | | | | | | |  | | Irracja (4721 punktów) | > Ale te produkty są faktycznie kiepskie, czy tylko chodzi o logo?... są to wyroby o niższym standardzie. Na życzenie zleceniodawcy (w tym wypadku Castoramy) są okrojone z niektórych rozwiązań technicznych, mają zastosowane materiały i urządzenia o niższych parametrach użytkowych i wytrzymałościowych, itp. Dla specjalisty to nie grzech, przekłada się to na niższą cenę i mieści się w pewnych standardach ekonomi. Jednak "przeciętny zjadacz chleba" nie rozumie wielu zależności, nawet się nad nimi nie zastanawia. Dla przeciętnego klienta, skoro wyrób (promowany jako wyrób własny konkretnej firmy) wykazuje mniejsze standardy użytkowe (mniejsza energooszczędność, wygoda, itp.) - wykazuje mniejszy okres użyteczności i większą podatność na awarie - to znaczy że jest zły i wadliwy, jak i całość (innych) wyrobów wskazanego producenta. Taki tok myślenia wykazuje przeciętny klient. Tak więc produkty te posiadają niższe standardy (na życzenie Castoramy), podczas gdy Castorama promuje je jako wyprodukowane według standardów stosowanych przez "podwykonawcę" w swojej własnej produkcji, jako producent. Castorama więc, niezasłużenie zwiększa popyt na te towary - szkodząc jednocześnie "podwykonawcy/producentowi"... > Czyli Twoim zdaniem popyt na owies i liczydła w XIX wieku, to to samo co popyt na benzynę i komputery w XXI? A jaki byś znalazł ekwiwalent dla tabletu lub GPS-u w czasach Aleksandra Wielkiego? Wyrocznie Delficką? No brawo, jakiś przełom w ekonomii nam się szykuje...  ... żaden przełom. Wystarczy zastosować analogię oraz myślenie przyczynowo-skutkowe (zamiast myślenia schematycznego), by zauważyć pewną zależność. Skoro koń jest "siłą napędową" wozu drabiniastego, a silnik spalinowy jest "siłą napędową" samochody ciężarowego - skoro koń bez owsa (pokarmu) przestanie ciągnąc wóz, zaś silnik spalinowy bez benzyny przestanie napędzać ciężarówkę - to analogicznie, owies i benzynę można uznać za "paliwa", bez których "siła napędowa" (adekwatnie, owies dla konia, benzyna dla silnika spalinowego) przestanie "działać"... ... odpowiednikiem GPS-u, za czasów Aleksandra Wielkiego był człowiek, przewodnik. Czyli ktoś kto znał teren tak by powiedzieć gdzie się znajdują, gdzie iść do określonego celu, co się znajduje za każdą górką, lasem, rzeką, itp, itd. To też wynika z analogicznego porównania użyteczności i wykorzystania GPS-u oraz przewodnika... ... komputer i tablet pomijam, gdyż odpowiednie porównania analogiczne zajęłyby miejsce rzędu małej broszury. Nie miejsce na to tutaj... ... pozdrawiam... 
... jedyne co wiadomo o ateista i agnostykach to fakt, iż nie wierzą w "Boga" takiego jak chciałyby religie... reszta to zwykłe insynuacje...
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | Rigoletto (3891 punktów) | >Tak więc produkty te posiadają niższe standardy (na życzenie Castoramy), podczas gdy Castorama promuje je jako wyprodukowane według standardów stosowanych przez "podwykonawcę" w swojej własnej produkcji, jako producent. Castorama więc, niezasłużenie zwiększa popyt na te towary - szkodząc jednocześnie "podwykonawcy/producentowi"...
No ale przecież robi to za zgodą tego podwykonawcy, czyli najwyraźniej obu stroną taki układ się opłaca. A Ty jako świadomy konsument, możesz kupować coś innego (zresztą z moich obserwacji wynika, że tzw. amatorzy często kupują różne "sprzęty" na wyrost, i profesjonalna jakość tak na prawdę nie jest im do niczego potrzebna. Ale chcą mieć "profesjonalne" logo i Castorama im to zapewnia).
> >... żaden przełom. Wystarczy zastosować analogię oraz myślenie przyczynowo-skutkowe (zamiast myślenia schematycznego), by zauważyć pewną zależność. Skoro koń jest "siłą napędową" wozu drabiniastego, a silnik spalinowy jest "siłą napędową" samochody ciężarowego - skoro koń bez owsa (pokarmu) przestanie ciągnąc wóz, zaś silnik spalinowy bez benzyny przestanie napędzać ciężarówkę - to analogicznie, owies i benzynę można uznać za "paliwa", bez których "siła napędowa" (adekwatnie, owies dla konia, benzyna dla silnika spalinowego) przestanie "działać"...
Można robić takie analogie, tylko co to ma do rzeczy w kontekście nowoczesnych, globalnych przedsiębiorstw kapitalistycznych.
>... odpowiednikiem GPS-u, za czasów Aleksandra Wielkiego był człowiek, przewodnik. Czyli ktoś kto znał teren tak by powiedzieć gdzie się znajdują, gdzie iść do określonego celu, co się znajduje za każdą górką, lasem, rzeką, itp, itd. To też wynika z analogicznego porównania użyteczności i wykorzystania GPS-u oraz przewodnika...
Owszem, tylko teraz dzięki rozwojowi cywilizacyjnemu, większość ludzi faktycznie używa tego GPS-u w rozmaitych urządzeniach, a 200 lat temu kiedy życie ludzkie toczyło się zazwyczaj na obszarze o średnicy 20 km, mało kto potrzebował usług przewodnika, więc i popyt na takie usługi był znikomy.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | Irracja (4721 punktów) | > >Tak więc produkty te posiadają niższe standardy (na życzenie Castoramy), podczas gdy Castorama promuje je jako wyprodukowane według standardów stosowanych przez "podwykonawcę" w swojej własnej produkcji, jako producent. Castorama więc, niezasłużenie zwiększa popyt na te towary - szkodząc jednocześnie "podwykonawcy/producentowi"...> No ale przecież robi to za zgodą tego podwykonawcy, czyli najwyraźniej obu stroną taki układ się opłaca. ... masz na myśli kooperację, czy marketing/promocję?. W tym drugim przypadku, producent/podwykonawca nie wyraził zgody. Castorama, w ten sposób przerzuca całą odpowiedzialność za jakość produktu na "podwykonawcę". A przecież podwykonawca jest odpowiedzialny tylko za staranność wykonania, a nie za narzucone do użycia materiały i podzespoły. Swojego czasu, Czeska Karma podpisała umowę licencyjną z Junkersem, na łazienkowe termy gazowe. Praktycznie, całość była produkowana w zakładach Junkersa, zaś sam wyrób różnił się (od wyrobu własnego Junkersa) lekką zmianą designu obudowy i umieszczonym logo. Były to więc identyczne produkty, tak co do technologi i projektu, jak i co do materiałów i podzespołów. W Polsce sprzedawca początkowo oparł promocję o cenę i twierdzenie, że to jest produkt Junkersa wytwarzany w Czechach. Sprawa trafiła do sądu tylko z jednego powodu. Problemy z serwisem gwarancyjnym (początkowo taki serwis Karmy prawie nie istniał) zaczął rzutować na opinię Junkersa. Junkers proces wygrał, ale i tak musiał wycofać swój własny produkt z rynku... > A Ty jako świadomy konsument, możesz kupować coś innego (zresztą z moich obserwacji wynika, że tzw. amatorzy często kupują różne "sprzęty" na wyrost, i profesjonalna jakość tak na prawdę nie jest im do niczego potrzebna. Ale chcą mieć "profesjonalne" logo i Castorama im to zapewnia).> >... nie do końca. Większość klientów chce mieć profesjonalną jakość i użyteczność (choć fakt, często kupują produkty których i tak w całości nie wykorzystają), lecz nie znając się na rzeczy, tę jakość i użyteczność oceniają na podstawie logo. To jeden z powodów do produkcji (zwalczanej przez producentów markowych) tzw. podróbek. Swego czasu było to bardzo modne w modzie - byle jaka produkcja, z logo znanej firmy. Niestety, klient również w ten sam sposób przenosi odpowiedzialność za złą jakość. Pretensje ma do "właściciela logo", a nie do producenta widniejącego w dokumentach... > >... żaden przełom. Wystarczy zastosować analogię oraz myślenie przyczynowo-skutkowe (zamiast myślenia schematycznego), by zauważyć pewną zależność. Skoro koń jest "siłą napędową" wozu drabiniastego, a silnik spalinowy jest "siłą napędową" samochody ciężarowego - skoro koń bez owsa (pokarmu) przestanie ciągnąc wóz, zaś silnik spalinowy bez benzyny przestanie napędzać ciężarówkę - to analogicznie, owies i benzynę można uznać za "paliwa", bez których "siła napędowa" (adekwatnie, owies dla konia, benzyna dla silnika spalinowego) przestanie "działać"...> Można robić takie analogie, tylko co to ma do rzeczy w kontekście nowoczesnych, globalnych przedsiębiorstw kapitalistycznych.... analogie mogą mieć duży wpływ na tzw. "świeże spojrzenie na problem". Obserwację pewnych zjawisk i zależności (w jednym środowisku) można wykorzystać w innym. Oczywiście nie jako 'wierną kopię", lecz już przystosowane do nowych warunków. Tak do marketingu weszły np. urządzenia do generowania odpowiednich zapachów w marketach (nawet pewnie nie wiesz o tym, bo są starannie ukryte). Ktoś zauważył, że przyroda nęci zapachami i postanowił spróbować z klientami. Kolorowe opakowania, przypisanie kolorystyki do producenta (czy wyrobu) też swoje podstawy ma w obserwacji świata przyrody... > >... odpowiednikiem GPS-u, za czasów Aleksandra Wielkiego był człowiek, przewodnik. Czyli ktoś kto znał teren tak by powiedzieć gdzie się znajdują, gdzie iść do określonego celu, co się znajduje za każdą górką, lasem, rzeką, itp, itd. To też wynika z analogicznego porównania użyteczności i wykorzystania GPS-u oraz przewodnika...> Owszem, tylko teraz dzięki rozwojowi cywilizacyjnemu, większość ludzi faktycznie używa tego GPS-u w rozmaitych urządzeniach, a 200 lat temu kiedy życie ludzkie toczyło się zazwyczaj na obszarze o średnicy 20 km, mało kto potrzebował usług przewodnika, więc i popyt na takie usługi był znikomy.... jednak to stały (choć zmienny w ilości) popyt na usługi związane z orientowaniem się w terenie jest podstawą powstania i rozwoju kartografii oraz GPS-ów. GPS jest dużo tańszy od przewodnika i map - no i nie wymaga ciągłej ich wymiany, przy zmianie terenu. Ciągłe szukanie nowego przewodnika, lub wożenie "szafy pełnej map" jest mało poręczne...  Tak więc GPS nie powstał z powodu rosnącego popytu na daną usługę (samą w sobie), lecz z powodu na rosnący popyt na jak największą użyteczność, niezawodność i wygodę stosowanych rozwiązań. Jednak i dziś, w niektórych miejscach i sytuacjach, nic nie potrafi zastąpić przewodnika... ... pozdrawiam i życzę udanego weekendu...
... nauka jest nienawistna teizmowi, gdyż prowadzi do deizmu. A ten wyklucza wpływ "Boga i kleru" na życie doczesne...
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | szuro (1757 punktów) | > ... jednak marketing nie jest czynnikiem "przewidywalnym", a tym samym jednoznacznie i bezpośrednio wpływającym na sprzedaż i zyski. A więc nie bardzo można go zaliczyć do ekonomi sensu scripto, jak np. koszty materiału, robocizny, innowacyjność, jakość, i to wszystko co bezpośrednio wpływa na cenę wyrobu od strony podaży, czyli producenta. Po pierwsze ekonomia to nauka o zarządzaniu ograniczonymi zasobami. Tak gdzie ma Pan ograniczony zasób ma Pan ekonomię. Dalej - zgodnie z zasadą ograniczonej racjonalności żadna decyzja ekonomiczna nie jest podejmowana w warunkach pewności stąd też argument o braku przewidywalności jest nie trafiony. Zasadniczo to nawet efekt innowacji czy usprawnienia produkcji jest trudny do oszacowania w kategoriach finansowych i zazwyczaj robi się tutaj analizę scenariuszy (przy dużych inwestycjach). >Jego efekty są nieprzewidywalne, zaś jej działania mają wpływ pośredni (na ekonomię producenta), poprzez oddziaływanie na klienta (popyt). Zarówno marketing jak i sprzedaż służą podobnym celom i działają na klienta tak więc tutaj zgoda. Natomiast ich działanie ma przynajmniej taki sam wpływa na przedsiębiorstwo jak produkcja. Zgadza się że ma pośredni wpływ na efektywność produkcji ale nie wiem czemu to czy wpływ jest pośredni czy bezpośredni miałoby mieć tutaj kluczowe znaczenie. >zgodzisz się chyba, że jednak sytuacja w której producenci zaczynają produkować ten sam wyrób w dwóch różnych wersjach, w tym w jednej uboższej technicznie i o niższej jakości, świadczy o braku innej możliwości zintensyfikowania sprzedaży, a tym samym utrzymania wysokości zysków, o zwiększeniu nie mówiąc. Nie. Moim zdaniem większość takich decyzji wynika z tego że łatwiej znaleźć w ten sposób nowe pieniądze w związku z czym proporcja efektów do nakładów jest inna. Ale istnieją również podmioty które z kolei wybierają specjalizację w jednym produkcje a potem dokonują mikro segmentacji i dostosowują produkt do tychże. >Takie obniżanie kosztów produkcji może świadczyć, iż dotychczasowy schemat (automatyzacja, wzrost wydajności) zaczyna "szwankować i zgrzytać". Żeby była jasność. Uważam że ten model też się kiedyś wyczerpie ale do tego jeszcze bardzo daleka droga zwłaszcza że upowszechniają się nowe metody dokonywania zmian (kaizen, lean manufacturing). Polecam o tym poczytać może to zmieni Pana ogląd na sytuację. >Jest to postępowanie odwrotne do, wspomnianego zachowania BMW. Jakoś sobie nie wyobrażam, by wobec pewnego stałego zapotrzebowania na moje wyroby, miałbym szukać większych zysków przez obniżenie ich jakości. Przede wszystkim w takich przypadkach różnicuje się produkt i klienta. Innymi słowy tworzy się niższe na której się działa często nawet z inną marką. >A na pewno nie zmniejszałbym ich ceny, by zwiększyć sprzedaż wobec rosnącego popytu na moje wyroby. Pomija Pan tutaj elastyczność cenową popytu i rodzaj dobra jakim Pan dysponuje. To co Pan opisał dla Mercedesa to typowy efekt Weblana (odwrócona zależność między podażą a popytem). >Lepszym wyjściem jest podniesienie jakości i technologi. A to zależy od klienta, rynku, produktu, technologii wytwarzania, strategii, sposobów zarządzania przedsiębiorstwem, dostępnych zasobów finansowych itp., itd... >W dłuższym czasie (tani lecz niskiej jakości produkt) doprowadzi to do spadku zaufania do wszystkich wyrobów producenta, nawet tych wysokiej jakości... A jakiej jakości spodziewa się Pan od np. Fiata i czemu miałoby się opłacił temuż jej podnoszenie. >należy jednak pamiętać, że w sytuacji kryzysu, gdy trzeba szukać wszędzie oszczędności, nie wykorzystany pracownik jest większym obciążeniem, niż nadmierne zapasy magazynowe. I znowu to zależy. Jak Pan produkuje kombajny to chyba nie koniecznie Lepiej inwestować w pracowników niż w zapasy magazynowe bo to zwyczajnie przynosi większe efekty ekonomiczne. >(takie nieuprawnione bazowanie na dobrej opinii producenta) Zazwyczaj marki własne nie są opisane logami producenta zwłaszcza jeżeli ten ma znaną markę. Na tym właśnie polega dywersyfikacja. Sprzedaje Pan więcej i taniej nie niszcząc siły marki a ekonomia skali przechodzi Panu również na produkcję produktów markowych > ... niestety, pierwsze oznaki już są. Choć wielu tego nie dostrzega/nie wiąże, a część nie chce dostrzegać/powiązać... A jakie konkretne sygnały o tym świadczą? >... nie tyle znalazł, co stworzył. Jednak LCD to inny już wyrób, inna technologia, inna technika, itp. Na tyle inny wyrób, że w pełni uzasadnia wyższą cenę, przy jednoczesnym (rosnącym) popycie. No cóż to już Pana definicja rynku telewizorów. Według specjalistów jednak to 2 produkty na tym samym rynku. Jednej przegrał i z tego rynku wyleciał. W tej chwili produkuje się telewizory OLED i 3D. Rynek nadal ten sam ale na razie to nisza - być może w przyszłości LCD wypadnie z rynku jak CRT. >Natomiast Ford zaoferował to samo co inni, o podobnym standarcie i jakości - lecz w niższej, dużo niższej cenie. To dość duża różnica w przykładach... Nie do końca prawda. Produkcja masowa to nie tylko tańsza produkcja. To także zmiana w strategii firmy i wszystkiego co za tym idzie. Również produkt który wychodził był inny bo przecież słynne "możecie mieć samochód w każdym kolorze byle był czarny" to tylko wyraz zmian.
|
|
| | |  | | Irracja (4721 punktów) | >> Czy zna pan inne, równie skuteczne sposoby na ukierunkowanie i aktywację rynku usług, tak by rynek nie przesycił się w jednym segmencie, a pozostał pusty w innym?. >Czyli kontrola gazociągów czy kanalizacji jest skutecznym sposobem aktywacji usług? Rynek ma zawsze rację i sam się optymalizuje. Jeśli z jakiś względów nie może to państwo powinno pomóc ale z wyręczaniem idzie mu, najczęściej, wybitnie kiepsko.
... po 1995 roku, w związku z serią tragicznych wypadków związanych z wybuchami gazów i/lub śmiertelnych zaczadzeń, wprowadzono nowe przepisy budowlane. Pomijając fakt, że do dziś wiele przepisów wykonawczych nie istnieje, lub odnoszą się do starych ustaw budowlanych, założenia były następujące: 1). stworzenie systemu kontroli instalacji gazowej opartej o coroczną kontrolę urządzeniami elektronicznymi, oraz kontrolę okresową (co pięć lat) metodą ciśnieniową. Obowiązek kontroli miał dotyczyć wszystkich budynków posiadających instalacje gazowe. Na dzień dzisiejszy, takie kontrole (tylko urządzeniami elektronicznymi) są przeprowadzane tylko w budynkach zarządzanych przez sp. mieszkaniowe i ADM-y. Jednak i ta kontrola obecnie nie spełnia wszystkich zakładanych zadań. Bardziej stymuluje psychiczne, niż rzeczywiste poczucie bezpieczeństwa. Z reszty nie tyle zrezygnowano, co nie egzekwuje się. Zakłady pracy często ignorują taki wymóg, zaś właściciele indywidualni najczęściej nawet nie wiedzą o takim wymogu. Cele bezpieczeństwa (i ekonomi również) ustąpiły przed "celami politycznymi". Wszak wzrost kosztów może się przełożyć na znaczny spadek poparcia wyborczego. Która partia sobie na to pozwoli?... 2). stworzenie systemu kontroli urządzeń oparty na corocznym sprawdzaniu stanu technicznego i weryfikacji przydatności pod względem bezpieczeństwa. Przekładałoby się to również na energooszczędność urządzeń. System podobny do "systemu kontroli pojazdów" i sprawdza się w Niemczech. Jest stosowany w części niemieckich landów. Na dzień dzisiejszy, całkowicie nie przestrzegane zapisy prawa. Jeżeli nawet jest taka kontrola (przeważnie w budynkach wielomieszkaniowych) to jest realizowana przez instalatorów (oni najczęściej są wykonawcami kontroli instalacji gazowych) na zasadzie - "nie czuć gazu? działa i grzeje? nie ma uwag ze strony użytkownika? więc jest sprawny!!!"...
... według ówczesnych szacunków, miało to spowodować (tylko w moim mieście i okolicy) wzrost zapotrzebowania na wykonawców rzędu 1.000-2.000 osób. Zważając na fakt, że powinni to być "wyszkoleni fachowcy", powodowałoby to zwiększenie zatrudnienia w "szkoleniu". Mając również na uwadze fakt, że mieszkam w mieście do 200.000 tysięcy mieszkańców (z okolicami ok. 250.000) to czy praca dla 0,5-1 procenta mieszkańców może być sprawą bagatelną? No ale co tam bezpieczeństwo, gospodarka, ekonomia i bezrobocie - "kiełbasa wyborcza" jest najważniejsza...
... mógłbym poruszyć również sprawę, co najmniej dwóch ustaw (gazownictwo i ciepłownictwo) które utknęły, w latach 1997-2000, w biurku ministra Steinhoffa. Lecz na razie chyba powyższe wystarczy...
>To nie poczucie własnej wiedzy ale elementarz. To forum ma w zamierzeniu trzymać pewien poziom merytoryczny - jeśli nie masz pojęcia w temacie to czytaj zamiast pisać albo zadawaj pytania. Tu pisze wielu forumowiczów o ogromnej wiedzy i bez problemu potrafią zweryfikować czy masz w ogóle coś sensownego do przekazania. Pisanie dla pisania jest tu dość niemile widziane.
... bardzo przepraszam. Nie jestem profesorem, oficjalnie tytułu inżynierskiego też nie mam. Prawdopodobnie z tego powodu, nie zawsze potrafię przekazać swoją wiedzę, w sposób zadowalający niektórych forumowiczów. Choć np. sprawami związanymi z bezpieczeństwem i użytkowaniem urządzeń i instalacji gazowych zajmuje się od 1987 roku. A więc mogę się określić jako "swego rodzaju prekursorem" tego tematu. Po części było to wywołane ilością nieszczęśliwych wypadków zaczadzeń, w moim mieście. Jak również wykonywaną wówczas pracą i posiadanym wykształceniem (mechanik budowy i naprawy urządzeń - z uwzględnieniem konstrucji i projektowania) ..
... miłego dnia, życzę...
... jedyne co wiadomo o ateista i agnostykach to fakt, iż nie wierzą w "Boga" takiego jak chciałyby religie... reszta to zwykłe insynuacje...
|
|
| | | |  | 2 na 2 | MarcinK (9189 punktów) |
>... według ówczesnych szacunków, miało to spowodować (tylko w moim mieście i okolicy) wzrost zapotrzebowania na wykonawców rzędu 1.000-2.000 osób.
Jak sam widzisz odkryłeś doskonały sposób na walkę z bezrobociem - w zasadzie bezrobocie powinno bezpowrotnie zniknąć. Pytanie tylko dlaczego nikt do tej pory na to nie wpadł? Ja bez problemu bym je zlikwidował wprowadzając kontrolerów temperatury w lodówkach czy średnicy kółek w hulajnogach. Wszyscy doskonale przeszkoleni i znakomicie wynagradzani.
>... bardzo przepraszam. Nie jestem profesorem, oficjalnie tytułu inżynierskiego też nie mam.
To akurat ma bardzo małe znaczenie. Ważne jest co piszesz.
>Prawdopodobnie z tego powodu, nie zawsze potrafię przekazać swoją wiedzę, w sposób zadowalający niektórych forumowiczów.
Ty nie przekazujesz wiedzy ale swoją "wiedzę" - i tu jest właśnie problem.
> Choć np. sprawami związanymi z bezpieczeństwem i użytkowaniem urządzeń i instalacji gazowych zajmuje się od 1987 roku. A więc mogę się określić jako "swego rodzaju prekursorem" tego tematu.
Na gazownictwie się nie znam no ale przecież każdy może znać się na wszystkim więc i dorzucę swoją garść przemyśleń. Oczywiście na to poniżej nie mam żadnych danych no ale to przecież same oczywistości i nikt mnie nie przekona, że czarne jest czarne. Zatem do dzieła:
To nieprawda, że istnieje tylko jeden sposób dostarczania gazu do mieszkań. Oczywiste jest, że gaz tłoczony jest też przez rury kanalizacyjne (stąd ten zapach) dla wybranych abonentów. Gazownie mają tajne umowy dla nich żeby mieli zniżki i dzięki temu płacą niższe rachunki. Nieprawdą też jest, że instalacje gazowe powinny być szczelne - przecież gaz się w nich po prostu dusi. Te rury są tak cienkie, że po prostu gaz się w nich męczy i dobrze jest go trochę spuszczać bo inaczej będzie niedobrej jakości. Dobrze też jest od czasu do czasu zrobić kontrolowany wybuch, żeby przeczyścić całą instalację. To wszystko co mówią gazownicy to ściema - chodzą na pasku firm lobbystycznych, które chcą jak najwięcej sprzedać i zarabiać kasę na niepotrzebnych kontrolach.
No i teraz do dzieła - odnieś się merytorycznie do tego.
|
|
| DyktaFon (9281 punktów) | Ja nie wiem dokąd zmierzamy... ale czy ktoś ma dane, jak zmieniają się w społeczeństwie (Polski i innych krajów) proporcje ludzi naprawdę pracujących (czyli wytwarzających jakieś dobra, przetwarzających je z korzyścią dla innych) i tylko udających taką działalność (czyli tworzących nowe przepisy, "pracujących" dla wyłącznego wykonania tych przepisów i robiących rzeczy, które w rzeczywistości nie mają sensu)?
Gdyby to policzyć, to faktyczne bezrobocie zapewne wynosiłoby kilka razy więcej. Bo do bezrobotnych zaliczyłbym też tych, co "robią aby robić" i dostać pensję... Ciekaw jestem, kiedy okaże się naprawdę ile ludzi musi pracować na istnienie społeczeństwa, a ile po to, aby się nie nudzić...
|
|
 | Adaś MiaŁczyński (1403 punktów) (zablokowany) | >ile ludzi musi pracować na istnienie społeczeństwa, a ile po to, aby się nie nudzić... Pominięto zawody artystyczne, najrózniejszych muzyków, tancerzy, pisarzy, plastyków, architektów, aktorów, reżyserów, fotografików, szołmenów, kabareciarzy, projektantów mody - i wielu innych w specjalnościach pokrewnych i pomocniczych. Artystów więc przybywa, a szuka powszednieje, bo choć pomału, to jednak maszyny nas wypierają.
Wszystko wskazuje na to, że jednak przeznaczeniem ludzkości jest leżeć i pachnieć.
|
|
|  | | DyktaFon (9281 punktów) |
>Wszystko wskazuje na to, że jednak przeznaczeniem ludzkości jest leżeć i pachnieć.
Zakładając oczywiście, że "ludzkość" to kraje europejskie. Bo nie wiem, czy inne kontynenty są też do tego przekonane. Jeśli nie, to po prostu nastąpi zmiana cywilizacyjna: zbędne narody wyginą... Jedyna nadzieja dla mnie, że nie nastąpi to za mojego życia...
|
|
| |  | Adaś MiaŁczyński (1403 punktów) (zablokowany) | >>Wszystko wskazuje na to, że jednak przeznaczeniem ludzkości jest leżeć i pachnieć. >Zakładając oczywiście, że "ludzkość" to kraje europejskie. Nierównomiernie to idzie, fakt.
|
|
Sobieski20 (1136 punktów) (zablokowany) |
> (....)musieli wykonywać żadnych prac, a wszystko co potrzebne nam jest do życia będzie produkowaneTak sobie myślę że to już mogło by się stać. Gdyby ograniczyć produkcję do zaspokojeni podstawowych potrzeb życiowych, ile godzin dziennie musiał by pracować statystyczny człowiek? Pracujemy dłużej i więcej z chciwości, a nie dla zaspokojenia potrzeb życiowych. Im bardziej wydajna jest gospodarka tym my stajemy się bogatsi. Im jesteśmy bogatsi tym więcej chcemy mieć. Statystyczny człowiek jest dziś "bogatszy" niż najbogatsi 100 czy 200 lat temu (antybiotyki, publiczna służba zdrowia, szkolnictwo, system emerytalno rentowy, infrastruktura, samochody, tanie przeloty, standardy budownictwa, etc). Bogatszy niestety nie zawsze znaczy szczęśliwszy. Być może nasi przodkowie łowcy zbieracze, którzy żyli przed wynalezieniem rolnictwa byli od nas o wiele szczęśliwsi. Wydaje się że oni bardzo niewiele pracowali. Żyli sobie w małych rodzinnych grupach. Nie znali chciwości ani pojęcia własności. Przedmioty materialne i nie tylko były wspólne. Życie płynęło im na poszukiwaniu jedzenia i bogatym życiu rodzinno towarzyskim. Do dziś we wszystkich rankingach na to co nam daje szczęście, takie rzeczy jak seks, rodzina, przyjaźń itp są w czołówce. Ta cała sielanka w rajskim ogrodzie skończyła się z wynalezieniem rolnictwa. Nagle stało się ważne gdzie się kończy moje pole, a gdzie zaczyna twoje. Pojawiła się potrzeba posiadania niewolników (taniej siły roboczej). Zbiory stały się pokusą do kradzieży więc trzeba było ich bronić. Zamiast szczęśliwej sielanki, pojawiła się praca w polu od świtu do zmierzchu. Monotonna dieta, ciężka praca i zagęszczenie ludności stało się przyczyną chorób. Wykopaliska wskazują że łowcy zbieracze byli dużo wyżsi i zdrowsi niż rolnicy. Tak właśnie wygnano naszych przodków z raju  . Łowcy zbieracze w niektórych rejonach świata przetrwali do dziś. Kiedy antropolog Dr Richard Lee zapytał Buszmena "Why not farm if you are equipped with all the materials and information to do so?" (Dlaczego nie uprawiać roślin kiedy ma się wszystkie materiały i informacje aby to robić?) Odpowiedź była następująca "Why should I farm when there are so many mongongo nuts in the world?"( Dlaczego miałbym uprawiać rośliny gdy jest tyle owoców mongongo na świecie). Ciekawie to jest opisane w "Na początku był seks Prehistoryczne źródła nowoczesnej seksualności" Pozdrawiam
|
|
1 na 1 | Rafał Poniecki (7132 punktów) | > >Być może my, ludzie, nie jesteśmy jeszcze albo i w ogóle zdolni do zaprojektowania takich maszyn, które nie będą wymagały udziału naszej ingerencji?<<Bez naszej ingerencji to maszyny by dyktowały, co nam potrzeba. Albo i doszły do wniosku, że 99% ludzkości nie jest im potrzebne.
|
|
3 na 3 Maddy (12885 punktów) (zablokowany) | >Dlaczego i neoluddyści, i pisarze s-f pomylili się?
Bo prognozowanie kierunku, w którym pójdzie technika to wróżenie w fusów.
Udało się kiedyś mojemu mężowi zdobyć wszystkie zachowane odcinki Sondy. Oglądając to dziś dalej widzi się genialnie zrealizowany program popularnonaukowy, ale przedstawiane tam prognozy rozwoju techniki są momentami śmieszne i naiwne. A przecież Sonda poświęcona była prawdziwym wynalazkom i odkryciom, technologiom które, nawet jeżeli jeszcze eksperymentalne, było jak najbardziej realne.
Gdyby wierzyć twórcom SF sprzed pół wieku, powinniśmy dziś mieć latające samochody i samoczyszczące się ubrania, zrobotyzowane domy i broń krótką emitującą promienie laserowe albo jakieś inne wiązki energii. I oczywiście pola siłowe dla obrony przed tą bronią. Powinniśmy na wakacje latać na Marsa a na weekendy wyskakiwać na Księżyc. Zależnie od wersji, powinniśmy żyć w globalnym społeczeństwie wielokulturowym w pokoju i harmonii, bez głodu i chorób - albo w post apokaliptycznym świecie cyberpunku rządzonym przez bezduszne korporacje, gdzie łatwiej o przenośny teleporter niż o pełnowartościowy posiłek białkowy a czyste powietrze to luksus dla bogatych.
I co z tego się sprawdziło?
"Religion is the opiate of the masses - - and we all know you should never give drugs to kids"
|
|
 | 1 na 1 | Matix (5786 punktów) | Kiedyś się mawiało, że są tylko dwie pewne rzeczy: śmierć i Kevin sam w domu na święta. Teraz nawet to drugie już nie jest pewne.
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|