 |
RELIGIE POLITYCZNE W PERSPEKTYWIE III DEKADY XXI WIEKU Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Filozofia i światopogląd
| Napisano | Autor | Tytuł | | 06-04-2026 13:43 | Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52265 punktów) | RELIGIE POLITYCZNE W PERSPEKTYWIE III DEKADY XXI WIEKU
2 na 2 | . Zrozumienie fenomenu religii politycznych wydaje się konieczne, by uchwycić logikę współczesności oraz napięć, które ją kształtują. Literatura przedmiotu - zarówno klasyczna, jak i najnowsza - wskazuje, że religie polityczne nie są marginesem historii, lecz konsekwencją stałych właściwości ludzkiej psychiki i mechanizmów życia zbiorowego.
Już analizy Rogera Eatwella, interpretującego faszyzm jako formę quasi-religii¹, pokazywały, że ideologie nowoczesne mogą przejmować funkcje dawnych systemów sakralnych. Aktualność tego zjawiska potwierdzają badania Przemysława Witkowskiego nad współczesnymi ruchami neonacjonalistycznymi2.
WIARA JAKO FUNDAMENT
Aby zrozumieć ideę religii politycznych, trzeba wyjść od samego pojęcia wiary. W najprostszym ujęciu - za Wikipedią - wiara polega na nadawaniu wysokiego prawdopodobieństwa prawdziwości twierdzeniu mimo braku wystarczającej wiedzy3. Często działa ona przedjęzykowo, jako intuicyjna reakcja na doświadczenie niepewności, lęku czy zagrożenia.
Przytłaczająca większość ludzkości jest wierząca, choć treść tych wierzeń zmieniała się w historii radykalnie. Można przypuszczać, że skłonność do wiary wykształciła się ewolucyjnie jako strategia szybkiego podejmowania decyzji w warunkach niepewności. Niewielu ludzi potrafi konsekwentnie odrzucić sam mechanizm wiary. Co ważne, nie jest on zarezerwowany dla osobowości autorytarnych; wystarczy podstawowa, nabyta w dzieciństwie skłonność do zawierzenia autorytetom.
"Postawa poznawcza" to w tym ujęciu utrwalona dyspozycja do reagowania w sposób zgodny z oczekiwaniami grupy. W jej wyniku całe społeczności skłonne są uznawać mity za bardziej wiarygodne niż fakty, a rozum nie służy weryfikacji przekonań, lecz ich usprawiedliwianiu. Proces kształtowania tej postawy zaczyna się w rodzinie, pierwszej wspólnocie, w której dziecko obserwuje nawyki, lęki, hierarchie ważności i strategie radzenia sobie z niepewnością.
Religijną treść można porzucić, ale porzucenie samego mechanizmu wiary jest niezwykle trudne. Zazwyczaj wymaga wielu lat refleksji lub silnych doświadczeń życiowych, które burzą dotychczasowy porządek sensu4.
CDN.
| Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
1 na 1 | Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52265 punktów) | . CZYM JEST RELIGIA? Definicji religii znamy ponad dwieście5. Łączy je przekonanie, że religia składa się zasadniczo z dwóch elementów: wiary i kultu. Kult jest praktycznym wyrazem wiary, a sama religia - częścią kultury, odpowiedzią na ludzką potrzebę zrozumienia i oswojenia świata. Początki religii można odnaleźć w pierwszych formach poczucia nadprzyrodzoności - w magii i szamanizmie. Rozwój religii miał charakter ewolucyjny: religie dostosowywały się do zmieniających się warunków kulturowych, a wyznawcy - do wymogów religijnych. Nowe mity czerpały ze starych, przepisując je na nowo. Postawy religijne, skoro trwały tysiące lat i występowały powszechnie, musiały przynosić określone korzyści adaptacyjne - choć niekoniecznie moralne. Historia zna tysiące bogów, uznawanych przez ich wyznawców za jedynych prawdziwych. W praktyce jednak bogowie umierali wraz ze swoimi społecznościami, a religie trwające przez pokolenia zmieniały dogmaty i atrybuty, nawet jeśli formalnie deklarowały ich niezmienność6. Religijność nie jest jednak zjawiskiem jednorodnym ani wyłącznie normatywnym. Jak pokazuje Jacek Sieradzan, doświadczenie religijne obejmuje szerokie spektrum stanów - od kulturowo regulowanych form pobożności, przez mistykę, trans i wizje, aż po doświadczenia graniczne, w których kontakt z sacrum przybiera postać dezorganizującą osobowość. W pracy Szaleństwo w religiach świata autor pokazuje, że wiele zjawisk uznawanych w tradycjach religijnych za objawienia, opętania czy ekstazy wykazuje istotne podobieństwa do stanów opisywanych przez współczesną psychopatologię. O tym, czy dane doświadczenie zostanie uznane za "święte" czy "chorobowe", decyduje często nie jego treść, lecz kontekst kulturowy, stopień jego kontroli oraz to, czy wspólnota potrafi je symbolicznie oswoić. Religia pełniła historycznie funkcję takiego właśnie "mechanizmu oswajania" - włączając doświadczenia skrajne w ramy mitu, rytuału i autorytetu. Tam jednak, gdzie kulturowe hamulce słabły lub były świadomie znoszone, religijność mogła przyjmować formy destrukcyjne. W książce Od kultu do zbrodni Sieradzan analizuje przypadki ruchów religijnych i sekt, w których absolutyzacja objawienia, charyzmatycznego przywódcy lub doktryny prowadziła do zerwania więzi społecznych, dehumanizacji" " oraz przemocy, włącznie ze zbrodnią. Mechanizm ten nie jest specyficzny dla jednej religii ani epoki - powtarza się wszędzie tam, gdzie wiara traci charakter symboliczny i negocjowalny, a zyskuje status bezpośredniego, niepodważalnego nakazu. Przykłady te pokazują, że religia nie tylko odpowiada na potrzebę sensu, lecz także organizuje i kanalizuje doświadczenia graniczne. Jej trwałość nie wynika z moralnej doskonałości, lecz z funkcjonalności - zdolności integrowania jednostek i regulowania napięć psychicznych oraz społecznych. Ta sama funkcjonalność może jednak, w określonych warunkach, zostać odwrócona i użyta jako narzędzie dominacji, wykluczenia lub przemocy. Na potrzeby tej książki przyjmuję syntetyczną definicję: Religia to system wierzeń i praktyk określający relację między sferą sacrum a jednostką lub wspólnotą, manifestujący się w doktrynie, kulcie, strukturze organizacyjnej i duchowości indywidualnej. W świetle powyższej definicji wiara - ufna i posłuszna wobec autorytetu - stanowi rdzeń każdej religii. Pozostałe elementy (rytuał, doktryna, instytucje) są zmienne kulturowo. "Wiara religijna" odznacza się tym, że absolutyzuje autorytet i ściśle łączy posłuszeństwo z poczuciem sensu, co sprawia, że wśród wierzących częściej spotykamy osoby o nastawieniu autorytarnym7. Ideologia natomiast to - w jednym z popularnych ujęć - uporządkowany system poglądów powstały na bazie kultury, podporządkowany realizacji interesów grupowych, klasowych lub narodowych8. Ideologie - religijne, polityczne, prawne, filozoficzne - wyznaczają ramy interpretacji świata i określania miejsca jednostki w strukturze wartości. Żadna religia ani ideologia nie jest "z natury" zbrodnicza. Zbrodni dopuszczają się ludzie, zwłaszcza tam, gdzie wiara - religijna lub świecka - przyjmuje formę fundamentalizmu. Im silniejsza i bardziej absolutna jest wiara, tym łatwiej usprawiedliwia ona zło czynione w jej imieniu. Trafnie ujął to Steven Weinberg, zauważając, że z religią czy bez niej dobrzy ludzie będą postępować dobrze, a źli - źle, lecz do tego, by dobrzy ludzie czynili zło, potrzebna jest religia9. Grupy ideologiczne - od Kościołów po partie polityczne - tworzą statuty, credo, deklaracje doktrynalne, w których określają zakres akceptacji ideologii i obowiązki członków. Formalna przynależność nie gwarantuje jednak pełnej identyfikacji; najważniejsza jest identyfikacja subiektywna: poczucie wspólnoty poglądów, emocjonalny związek z daną grupą, przekonanie, że "oni" reprezentują "nasz" świat. Jak zauważył Gustave Le Bon, nawet ludzie inteligentni i sceptyczni ulegają sugestii tłumu. Dawniej głównym źródłem tej sugestii byli charyzmatyczni przywódcy; dziś w dużej mierze pełni tę rolę Internet. W efekcie różnica między religią a ideologią polityczną staje się często różnicą stopnia, a nie jakości. Fundamentalizm działa podobnie w obu sferach. Religia/ideologia pełni bardzo ważne funkcje społeczne - gdy opanuje masy staje się siłą materialną. (...) . Bonito
Andrzej B. Izdebski
Teologia ateisty Wyślemy jeszcze dzisiaj bonito.pl/produkt/teologia-ateisty. ridero.eu/pl/books/teologia_ateisty/ridero.eu/pl/books/widget/teologia_ateisty/.
|
|
| Thoter (6650 punktów) | >. >Zrozumienie fenomenu religii politycznych wydaje się konieczne, by uchwycić logikę współczesności >
Zarówno religie jak i tzw. demokracja to systemy, które masom przedstawiają teatry. Są to zawory bezpieczeństwa, które garstce ludzi pozwalają bezpiecznie sterować masami i rozładowywać napięcia. Systemy te są zarządzane przez osoby formatowane przez: zachodnie fundacje, stypendia i struktury NATO oraz Watykan. Osoby te są szkolone lojalności wobec systemu a nie wobec własnego narodu i jego ziemi. Jaka w tym jest logika i jaki kto ma z tego zysk ?? System promuje karbowych, których jedynym zadaniem jest dopilnowanie, by raty kredytów płynęły do USA, a broń była kupowana bez pytań o suwerenność. Fenomenem religii jest to, że to nie daje chleba a jedynie daje zasobowi wiernych poczucie wyższości i zagrożenia. Kościół instytucja, która historycznie budowała tożsamość, została wykorzystana do zakotwiczenia Polski w zachodniej strefie kolonialnej. Poczucie dumy z fałszywych zasług uniemożliwia trzeźwą ocenę interesów narodowych. W efekcie, zamiast budować realną siłę (technologię, armię, niezależność finansową), społeczeństwo żyje wspomnieniami o "wyzwalaniu", które de facto służyło obcym stolicom. "Pokazywanie się" w kościele stało się manifestacją polityczną - sygnałem lojalności wobec systemu, który przyniósł "demokratyczną kolonizację". Hierarchowie i politycy religijni realizują wytyczne zbieżne z interesami Pentagonu. Wiara jest tylko fasadą dla operacji geopolitycznych, które mają utrzymać Polskę jako "frontowy kraj" USA. Polak zamiast pytać o suwerenność gospodarczą czy stan finansów skupia się na rytuałach, które utwierdzają go w przekonaniu, że jest po "właściwej, zachodniej stronie mocy". Jeśli elity i ich wyborcy widzą zbawienie tylko w sojuszu z USA, to przestają dbać o polskie interesy, stając się jedynie wykonawcami cudzej strategii w regionie. Kościół tradycyjne wartości podmienił na lojalność wobec korporacyjno-militarnego mocarstwa, a parafianie idą do kościoła, nie wiedząc, że biorą udział w geopolitycznej odprawie. Wiara katolicka powinna, z racji swoich zasad, współgrać z komunizmem Żydów niemieckich a nie z kapitalizmem Żydów amerykańskich. Katolicy sprzedali Polskę oddając ojcowizny, za wizję bogactwa i rozrywkę z telawizjora. Jeśli wmówisz społeczeństwu, że jest "wyjątkowe" i "wybrane", łatwiej nim sterować. Taki człowiek nie zapyta, dlaczego paliwo jest drogie albo dlaczego jego pieniądze na koncie tracą na wartości- on będzie dumny z medalu, który przypiął mu ktoś, kto właśnie podpisał zakup uzbrojenia za dziesiatki miliardów dolarów czy zamyka kolejną kopalnię.
|
|
 | 1 na 1 | Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52265 punktów) | . Zrozumienie fenomenu religii politycznych wydaje się konieczne, by uchwycić logikę współczesności.
>Zarówno religie jak i tzw. demokracja to systemy, które masom przedstawiają teatry. - Taką jest Pańska wiara, a z wiarą trudno dyskutować. To groźna doktryna, ale każda wiara ma taką siłę ilu ma wyznawców.
= Zakończenie rozdziału:
RELIGIE POLITYCZNE WŚRÓD RELIGII
Wśród tysięcy znanych religii istnieją także takie systemy, które - choć nie odwołują się wprost do sacrum - funkcjonują jak religie. Są to religie polityczne. Ich wyznawcy, całkowicie oddani własnym "bogom", dopuszczali się czynów, które znamy również z historii tradycyjnych religii: masowych mordów, eksterminacji, skrajnych okrucieństw.
Nawet klasyczne definicje religii - Émila Durkheima, Clifforda Geertza czy Rudolfa Otto - dają się zastosować do narodowego socjalizmu i stalinowskiego komunizmu. Systemy te posiadały własne sacrum, własne rytuały, hierarchię kapłańską, dogmaty, herezje i inkwizycję.
W totalitaryzmach partyjne misteria, pochody, flagi, zjazdy i przemówienia pełniły funkcję liturgii zbiorowej. Ich celem było wywołanie emocji typowych dla doświadczenia religijnego: fascynacji, grozy, podniosłości, poczucia wspólnoty.
W Niemczech uderza fakt, że prominentni naziści najczęściej nie tyle "świadomie wybierali" totalitaryzm zamiast chrześcijaństwa, ile wcześniej utracili swoją religijną tożsamość i poszukiwali nowego absolutu. NSDAP dawała im nie tyle program polityczny, ile mit, wspólnotę, poczucie sensu. Głód religijny nie znika - zmienia przedmiot.
Michael Hesemann, analizując religijność Hitlera, pokazuje, że nie był on prostym ateistą, lecz twórcą własnej wizji quasi-opatrznościowego losu i mesjańskiej misji, w której polityka została podniesiona do rangi metafizyki10. Również Richard Steigmann-Gall dowodzi, że znaczna część nazistowskich elit postrzegała swój projekt jako zgodny z pewną reinterpretacją chrześcijaństwa, co jeszcze bardziej zaciera granicę między religią a ideologią.11
Podobny mechanizm działał w komunizmie stalinowskim, który w swej strukturze przypominał raczej Kościół niż zwykły ruch polityczny.
Ideologia pełniła funkcję boga, Stalin - namiestnika, Partia - Kościoła, a aparat represji - inkwizycji. W imię tej świeckiej religii mordowano miliony.
Rafał Imos, opisując "wiarę człowieka radzieckiego", pokazuje, że system sowiecki wytworzył własny typ wierzącego - gotowego na ofiarę, wyrzeczenie i kult wodza - mimo oficjalnego ateizmu.12
Ten religijny sposób funkcjonowania ideologii nie był jednak zjawiskiem jednostronnym ani ograniczonym do jednego obozu politycznego. Gdy wiara zostaje oderwana od transcendencji i związana z projektem władzy, łatwo ulega przemianie w narzędzie przemocy.
Fanatyzm działał w obu kierunkach: komunistów zabijano w imię antykomunizmu, a chrześcijan zabijano w imię "prawdziwego" lub "lepszego" chrześcijaństwa. W obu przypadkach nie decydowała treść doktryny, lecz sposób jej przeżywania. Mechanizm pozostawał ten sam: utożsamienie dobra, prawdy i moralności wyłącznie z własnym systemem przekonań. Gdy tak rozumiana doktryna staje się absolutem, każda przemoc może zostać ogłoszona koniecznością.
Józef Tischner, pisząc o religiach politycznych, wskazywał, że religie instytucjonalne i ich kapłani byli często mocniej związani z polityką niż z transcendencją. Jego diagnoza jest bardziej literacka niż systematyczna,ale trafnie oddaje niewydolność moralną wielu instytucji religijnych.
Zauważał, że ludzie częściej tracą wiarę przez kontakt z księżmi niż przez lekturę Marksa - i w kontekście religii politycznych ta obserwacja nabiera szczególnego znaczenia.
Ten sam schemat można dziś obserwować w niektórych nurtach europejskiej i polskiej prawicy, gdzie - poprzez łączenie selektywnie rozumianego chrześcijaństwa z nacjonalizmem i elementami myślenia faszystowskiego - z różnym skutkiem podejmowane są próby budowania nowych form religii politycznej. Nie są to oczywiście kopie dawnych totalitaryzmów, lecz ich strukturalni krewni: projekty, sens, tożsamość i moralną klarowność w zamian za bezwarunkową lojalność.
Właśnie dlatego badania nad religią polityczną - od Hesemanna i Imosa po Voegelina, Arona, Maiera, Gentilego i Burleigha - wskazują, że totalitaryzm jest formą zsekularyzowanej religii. Polityką, która przyjęła strukturę sacrum, choć deklarowała świeckość. Aby zrozumieć religię polityczną, trzeba dostrzec, że jej fundamentem nie jest treść ideologii, lecz sam akt wiary: absolutnej, odpornej na fakty i głęboko emocjonalnej. To on nadaje ideologii charakter religijny.
CDN. .
|
|
|  | 1 na 1 | Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52265 punktów) | . CD. Właśnie dlatego badania nad religią polityczną - od Hesemanna i Imosa po Voegelina, Arona, Maiera, Gentilego i Burleigha - wskazują, że totalitaryzm jest formą zsekularyzowanej religii. Polityką, która przyjęła strukturę sacrum, choć deklarowała świeckość. Aby zrozumieć religię polityczną, trzeba dostrzec, że jej fundamentem nie jest treść ideologii, lecz sam akt wiary: absolutnej, odpornej na fakty i głęboko emocjonalnej. To on nadaje ideologii charakter religijny. WIARA JAKO SIŁA POLITYCZNAWspółczesne systemy polityczne nie tworzą jeszcze pełnych religii politycznych, ale coraz wyraźniej ujawniają ich elementy. W dyskursie naukowym pojawiają się liczne pojęcia opisujące to zjawisko: religia społeczna, teokracja świecka, nacjonalizm religijny, mistycyzm polityczny, świecka religia, religia obywatelska. Wszystkie odnoszą się do ponownego związania doświadczenia religijnego z wymiarem politycznym, tyle że w warunkach państwa formalnie świeckiego. Populizmy XXI wieku - zarówno prawicowe, jak i lewicowe - nie są jeszcze religią polityczną sensu stricto, ale chętnie korzystają z jej instrumentarium. Sakralizują lidera jako wybawcę, budują narracje o narodzie wybranym i zagrożonym, konstruują podział na "nas" i "ich", posługują się językiem mitu zamiast językiem argumentów. W Polsce szczególnie wyraźnie widać paradoks współczesności: ludzie masowo odchodzą od Kościoła, ale nie porzucają potrzeby wiary. Kościół traci autorytet, lecz struktura wiary pozostaje i zaczyna wypełniać przestrzeń polityczną. W miejsce Boga pojawia się "naród", "suweren", "tradycja", "tożsamość". W miejsce sakramentów - rytuały obywatelskie i polityczne. W miejsce kapłanów - medialni prorocy i polityczni kaznodzieje. RELIGIJNOŚĆ NIE ZNIKA - ONA MIGRUJEWspółczesna polityka staje się rezerwuarem substytutów sacrum. Walka polityczna przejmuje emocje dawnych konfliktów religijnych: poczucie oblężenia, moralne potępienie przeciwnika, rytualizację wspólnoty. Odejście od Kościołów nie prowadzi do racjonalizacji życia publicznego. Przeciwnie: uwalnia wyobraźnię religijną od instytucjonalnych ograniczeń i przenosi ją na teren polityki, gdzie - pozbawiona teologii, etyki i systemu kontroli - staje się bardziej niebezpieczna. Populizm posługuje się emocjami, lękami i resentymentem; to wystarcza, by pełnić funkcję religii bez transcendencji. Dlatego można powiedzieć, że choć nie żyjemy jeszcze w epoce nowych religii politycznych, to żyjemy już w epoce religijnych polityk. Wiara - wygnana z Kościołów - wraca jako siła polityczna. Wraca silniejsza, bo nikt jej nie reguluje. Jest jednocześnie prywatna i publiczna, indywidualna i zbiorowa, świecka i nasycona symboliką, której nie powstydziłyby się wielkie religie świata. .  .
|
|
|  | | Thoter (6650 punktów) | > >W Niemczech uderza fakt, że prominentni naziści najczęściej nie tyle "świadomie wybierali" totalitaryzm zamiast chrześcijaństwa, ile wcześniej utracili swoją religijną tożsamość i poszukiwali nowego absolutu. NSDAP dawała im nie tyle program polityczny, ile mit, wspólnotę, poczucie sensu. Głód religijny nie znika - zmienia przedmiot. >Michael Hesemann, analizując religijność Hitlera, pokazuje,
Nazizm Niemcom zainstalowali i sfinansowali ANGLOSASI. Amerykański finansista, któremu zlecono opracowanie finansowych fundamentów dla planowanej III Rzeszy i Wehrmachtu w 1925 roku otrzymał POKOJOWĄ NGRODĘ NOBLA. Amerykanie finansowali III Rzeszę do stycznia 1942 roku. Pierwszym specem od propagandy w III Rzeszy był Amerykanin Ivy Ledbetter Lee. Analizując "religijność" Hitlera należy poznać nazwisko jego kreatora. Tu też mamy do czynienia z Amerykaninem, który nazywał się Ernst Franz Sedgwick Hanfstaengl. Idąc po śladach jakie przygnały go z USA do Niemiec dojdziemy do amerykańskiego Żyda Bernarda Barucha i jego sekretarza Waltera Lippmanna. Po I wojnie światowej, w 1919 roku, Hitler został zatrudniony przez dowództwo Reichswehry (oddział rozpoznawczy - Aufklärungskommando) jako tajny informator (tzw. V-Mann). Przełożonym Hitlera był kapitan Karl Mayr. To Mayr nakazał Hitlerowi napisać tzw. Gemlich-Brief (wrzesień 1919) - dokument, w którym Hitler po raz pierwszy wyłożył na piśmie swoje antysemickie poglądy. W latach 20. i na początku 30. Mayr stał się jednym z najgłośniejszych krytyków Hitlera. Publikował artykuły demaskujące NSDAP i działał w paramilitarnej organizacji Reichsbanner, która broniła republiki przed nazistami. Karl Mayr zmarł (lub został zamordowany) w obozie KL Buchenwald w lutym 1945 roku, na krótko przed wyzwoleniem, jako "więzień specjalny" swojego byłego podwładnego. Hitler przeszedł specjalne szkolenie na Uniwersytecie Monachijskim. Z tego wniosek, że Hitlera PODSTAWIONO Amerykaninowi Ernstowi Franz Sedgwickowi.
Jak ktoś pisze o jakimś stalinowskim komunizmie to nie powinien się zajmować tematami z religii i z historii. Komunizm to wielkie dzieło Żydów niemieckich i francuskich a nie analfabety z Gruzji.
|
|
| |  | 1 na 1 | Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52265 punktów) | . . Zrozumienie fenomenu religii politycznych wydaje się konieczne, by uchwycić logikę współczesności.> Nazizm Niemcom zainstalowali i sfinansowali ANGLOSASI.> Amerykański finansista, któremu zlecono opracowanie finansowych fundamentów dla planowanej III Rzeszy i Wehrmachtu w 1925 roku otrzymał POKOJOWĄ NGRODĘ NOBLA.> Amerykanie finansowali III Rzeszę do stycznia 1942 roku. Pierwszym specem od propagandy w III> Jak ktoś pisze o jakimś stalinowskim komunizmie to nie powinien się zajmować tematami z religii i z historii. Komunizm to wielkie dzieło Żydów niemieckich i francuskich a nie analfabety z Gruzji.------------------------- Taką jest Pańska wiara, a z wiarą trudno dyskutować. www.racjon(*)m.php/s,685264/z,0/d,7#w686341To groźna doktryna, ale każda wiara ma taką siłę ilu ma wyznawców. .
|
|
| |  | 1 na 1 | Elasp (6859 punktów) | >>>W Niemczech uderza fakt, że prominentni naziści najczęściej nie tyle "świadomie wybierali" totalitaryzm zamiast chrześcijaństwa, ile wcześniej utracili swoją religijną tożsamość i poszukiwali nowego absolutu. NSDAP dawała im nie tyle program polityczny...
Czym tłumaczysz tak wielką sprawczość i znaczenie Żydów w polityce?
Wypowiadasz się jak zwolennik tezy o rasowej wyższości Żydów nad innymi nacjami. Chyba nie jesteś pierwszym i jedynym "gojem" z jakimś kompleksem niższości wobec Żydów. Taką wizję polityki mógłby mieć jakiś ortodoksyjny rabin - Żydzi są wszystkim, goje niczym.
|
|
| | |  | 1 na 1 | Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52265 punktów) | . > Czym tłumaczysz tak wielką sprawczość i znaczenie Żydów w polityce?> Wypowiadasz się jak zwolennik tezy o rasowej wyższości Żydów nad innymi nacjami. Chyba nie jesteś pierwszym i jedynym "gojem" z jakimś kompleksem niższości wobec Żydów. Taką wizję polityki mógłby mieć jakiś ortodoksyjny rabin - Żydzi są wszystkim, goje niczym.. To wynika choćby ze statystyki:Żydzi stanowią nieproporcjonalnie wysoką grupę wśród laureatów Nagrody Nobla, zdobywając około 20-25% wszystkich nagród, mimo że stanowią zaledwie ok. 0,2% populacji światowej. W latach 1901-2025 spośród ponad 960 laureatów co najmniej 220 miało żydowskie pochodzenie. Ale goje zamiast wziąć się do roboty uważają Żydów za gorszych od siebie.Swój stosunek do nacjonalizmu i innych ideologii opisałem tu już dawno.= Muszę tu też jeszcze raz zaznaczyć, że według uczonych nie istnieją żadne rasy ludzkie i ja się z tym całkowicie zgadzam. Uważam, że każdy nacjonalizm prowadzi do zła. Nie ma dobrych nacjonalizmów!www.racjon(*)m.php/z,0/d,2/s,590321#w591358______________________ Aleksander Sołżenicyn: Ideologia - to ona dostarcza upragnionego usprawiedliwienia łotrostwu i koniecznej, wieloletniej odporności zbrodniarzowi. Potrzebna mu jest teoria społeczna, która pomoże mu - przed sobą samym i przed innymi - wybielić własne postępki i słyszeć - nie wyrzuty, nie przekleństwa, tylko pienia pochwalne i wyrazy czci. W ten sposób inkwizytorzy szukali oparcia i usprawiedliwienia w chrześcijaństwie, konkwistadorzy - w chwale ojczyzny, kolonizatorzy - cywilizacji, hitlerowcy - w rasie, jakobini i bolszewicy - w równości, braterstwie i szczęściu przyszłych pokoleń.Tak, każda wiara nas ogranicza intelektualnie, niezależnie od jej przedmiotu. Wiara fundamentalistyczna ogranicza nas absolutnie.Mnie tam wszystko jedno chrześcijanie, muzułmanie, ateiści, komuniści, antykomuniści - każdy fideizm uważam za groźny. Nawet wiarę w racjonalizm (co jest trudne) uważam za groźną.www.racjonalista.pl/forum.php/s,648535#w648737.
|
|
| | | |  | | Elasp (6859 punktów) |
> Tak, każda wiara nas ogranicza intelektualnie, niezależnie od jej przedmiotu. Wiara fundamentalistyczna ogranicza nas absolutnie.Mnie tam wszystko jedno chrześcijanie, muzułmanie, ateiści, komuniści, antykomuniści - każdy fideizm uważam za groźny. Nawet wiarę w racjonalizm (co jest trudne) uważam za groźną.> www.racjonalista.pl/forum.php/s,648535#w648737> . Nauka też może być groźna - to nie fideiści skonstruowali bombę atomową, gazy trujące i wszystkie rodzaje nowoczesnej broni. Chemicy opracowujace nowe odmiany narkotyków też są ludźmi nauki. Nie siedzą w kościele, tylko w laboratorium. Można by się więc zastanawiać, co współcześnie groźniejsze.
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | Hamerlik Konopka (19903 punktów) | > Nauka też może być groźna - to nie fideiści skonstruowali bombę atomową, gazy trująceWojna toczy się we wszystkich umysłach, nierozwiniętych i rozwiniętych. Wojna jest w ludzkiej naturze i dążenie do zniszczenia wszystkiego co odmienne i niezgodne. Dla naukowców tak samo jak dla niewykształconych żołnierzy inni i niezgodni to wróg, z którym trzeba się zmierzyć, czy to przez przebicie mu korpusu bagnetem i rozerwanie naczyń wewnętrznych czy też przez wywołanie rozpadu atomów uranu prowadzącego w reakcji łańcuchowej do rozpadu struktury ciała wroga. Naukowcy są tak samo opętani ideologicznie jak prości robole spędzający prywatne życie przed telewizorem i tylko tyle, że potrafią być skuteczniejsi w zabijaniu wrogów. youtu.be/5VCiU1osa3w
|
|
| | | | |  | | Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52265 punktów) |
>Nauka też może być groźna - Tak.
=== >to nie fideiści skonstruowali bombę atomową, gazy trujące i wszystkie rodzaje nowoczesnej broni. - Ja tego nie wiem, ale sądzę, iż fideistów była tam większość. Niech Pan udowodni, iż jest inaczej.
=== > Chemicy opracowujace nowe odmiany narkotyków też są ludźmi nauki. Nie siedzą w kościele, tylko w laboratorium. - Ludzie nauki bywają ludźmi religii. W kościołach to siedzą dewoci mający czas na to. Inni to tylko chodzą do świątyń i biorą udział w koniecznych obrządkach.
=== >Można by się więc zastanawiać, co współcześnie groźniejsze. - Odkąd istnieje ludzkość po dzień dzisiejszy, a sądzę, iż będzie tak dalej największą przyczyną wszelakiego zła jakie czynią ludzie ludziom jest wiara i o tym właśnie jest moja książka, którą tu samodzielnie myślącej inteligencji polecam. .
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | Elasp (6859 punktów) | >>Nauka też może być groźna >- >Tak. >=== >>to nie fideiści skonstruowali bombę atomową, gazy trujące i wszystkie rodzaje nowoczesnej broni. >- >Ja tego nie wiem, ale sądzę, iż fideistów była tam większość. Niech Pan udowodni, iż jest inaczej.
Sądzi Pan, ale Pan tego nie wie. To raczej Pan powinien pokazać, że byli tam fideiści, skoro to im przypisuje Pan zło, a nie ludziom nauki.
Także to Pan musi pokazać, że ich działania były motywowane wiarą (w co?).
Innymi słowy, musi Pan pokazać nie tylko, że 1) wiara czyni zło, ale także, że 2) niewiara nie czyni większego zła niż wiara.
Jeżeli nie wykaże Pan 2), dlaczego ktokolwiek ma się przejmować tezą 1)?
Jeżeli twierdzi Pan, że niewiara nie czyni większego zła niż wiara, proszę o dowód tego twierdzenia.
|
|
| | | | | | |  | 2 na 2 | Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52265 punktów) | . Nie twierdziłem i nie twierdzę, że ludzie nauki są wolni od wiary. Twierdzę coś znacznie prostszego: nauka działa tylko tam, gdzie wiara zostaje zawieszona.
Reszta jest już kwestią konsekwencji.
Mówi Pan, że "to nie fideiści skonstruowali bombę atomową". Odpowiadam: nie ma Pan pojęcia, w co wierzyli ci ludzie - i ja również. Ale to jest argument pozorny. Nie rozmawiamy o prywatnych przekonaniach fizyków, tylko o tym, co pozwala ludziom uznać pewne działania za dopuszczalne, a nawet słuszne.
I tu zaczyna się problem, którego Pan najwyraźniej nie chce dostrzec.
Domaga się Pan dowodu, że wiara czyni zło oraz że niewiara czyni zło większe lub porównywalne. Odwrócę to pytanie, bo tylko tak można je postawić uczciwie:
proszę wskazać choć jeden przykład zbrodni dokonanej w imię samej niewiary.
Nie systemu politycznego, nie ideologii, nie programu społecznego - lecz niewiary jako takiej.
Niech Pan pokaże ludzi, którzy mordują, ponieważ "nie wierzą".
Nie znajdzie Pan takich przykładów. I nie znajdzie ich Pan z bardzo prostego powodu: niewiara nie daje żadnego uzasadnienia dla przemocy.
Natomiast historia pełna jest przykładów odwrotnych.
Ludzie zabijali w imię bogów. Zabijali w imię praw objawionych. Zabijali w imię ideologii uznanych za nieomylne.
Zabijali, wierząc, że czynią dobro.
Jeżeli więc przywołuje Pan systemy deklarujące ateizm, to nie są to przykłady działania niewiary, lecz przykłady działania doktryn, które same przyjęły strukturę wiary: dogmat, herezję, ortodoksję i roszczenie do prawdy ostatecznej.
Ateizm radziecki nie był niewiarą. Był elementem świeckiej religii politycznej.
To samo dotyczy komunizmu i faszyzmu. To nie była nauka w działaniu, lecz wiara w przebraniu nauki.
I tu dochodzimy do rzeczy zasadniczej.
Nie istnieją religie oparte na dowodach. Nie istnieją też ideologie oparte na dowodach w sensie ścisłym. Wszystkie opierają się na założeniach przyjmowanych na wiarę.
Natomiast nauka - o ile jest nauką - opiera się na czymś dokładnie przeciwnym: na odmowie uznania czegokolwiek za ostateczne.
Każdy uczony musi przyjąć tę zasadę. Problem polega na tym, że większość ludzi stosuje ją wybiórczo.
Ja proponuję konsekwencję.
Albo poddajemy wszystkie przekonania weryfikacji, albo świadomie utrzymujemy obszary wyjęte spod krytyki. Te drugie nazywam wiarą.
I to właśnie one są niebezpieczne.
Bo tylko wiara potrafi dać człowiekowi moralne usprawiedliwienie dla przemocy.
Niewiara tego nie potrafi.
Piszę o tym szerzej w swojej książce.
I dlatego nie obawiam się ani nauki, ani niewiary.
Obawiam się ludzi, którzy wierzą, że mają rację. .
|
|
| | | | | | | |  | | Hamerlik Konopka (19903 punktów) | > Nie twierdziłem i nie twierdzę, że ludzie nauki są wolni od wiary. Twierdzę coś znacznie prostszego: nauka działa tylko tam, gdzie wiara zostaje zawieszona.Jakiej wiary? Wiary w bogów? Wiary w Boga jedynego katolickiego, o którym papież wie czego chce? Wiary w prawo własności prywatnej? Wiary w prawo zobowiązań? W prawo do tajemnic? Może wiary zbawienie przez tajną i pośrednią demokrację? Nie można mówić tylko bo wierze w bogów kiedy wokół panuje tyle ideologii, które mają charakter religii. youtu.be/5VCiU1osa3w
|
|
| | | | | | | |  | | Hamerlik Konopka (19903 punktów) | > Bo tylko wiara potrafi dać człowiekowi moralne usprawiedliwienie dla przemocy.> Niewiara tego nie potrafi.Nieprawda, moralne jest wszystko co napełnia życiem. Swego czasu napaści grabiezcze były moralne, niewolnictwo, feudalizm, teraz moralny jest wyzysk. Wszystko co przynosi korzyści staje się moralne. Zależy jeszcze o jakiej moralności myślimy. Moralność jednostkowa, moralność grupowa, zbiorowa, społeczna. Każda z tych moralności stoi w opozycji do siebie. Moralność może być kolektywna ale może być również indywidualistyczna. Wszystko zależy od tego czym określone indywiduum jest w świecie. Nie ma reguł każdy jest kimś innym. Ostatecznie najlepszy jest ten który potrafi istnieć pośród tych którzy istnieć nie potrafią. Moralnym jest egzystować a zginąć obojętnie z jakiego powodu jest niemoralne. youtu.be/5VCiU1osa3w
|
|
| | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) |
>proszę wskazać choć jeden przykład zbrodni dokonanej w imię samej niewiary. >Nie systemu politycznego, nie ideologii, nie programu społecznego - lecz niewiary jako takiej.
Proszę więc wskazać zło czynione w imię wiary jako takiej. Zabijanie ludzi ma bardzo często określone powody ekonomiczne albo polityczne. Aztekowie zabijali nie "dla bogów", tylko dla mięsa. Podbój Ameryki czyniony był nie "w imię wiary", tylko dla złota. Kościół prześladował nie "w imię wiary", tylko w imię znaczenia politycznego, władzy i zysku. Przecież powinien Pan to wiedzieć.
Zgodzę się, że słowo "wiara" bardzo często dostarczało pretekstu. Ale chyba nie to ma Pan na myśli mówiąc o złu czynionym "w imię wiary". Człowiek pomysłowy zawsze znajdzie jakiś pretekst. Jeżeli nie dostarczy mu go "wiara", dostarczy coś innego.
Chyba więc zapomina Pan o tym, że "baza określą nadbudowę" i że przekonania są wtórne wobec przyczyn społeczno-ekonomicznych. To "byt określa świadomość", i to byt działa, a nie ona.
Powiedzenie, że ktoś coś robi "w imię wiary" to nie wyjaśnienie powodów jego postępowania, tylko brak wyjaśnienia. To nie wiedza, tylko ignorancja. Wyjaśnienia tego dostarczają psychologia, socjologia i historia. One pouczają o mechanizmach ludzkich działań.
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 | Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52265 punktów) | . Twierdzi Pan, że wiara jest tylko "pretekstem", a prawdziwe przyczyny są ekonomiczne i polityczne. To stanowisko jest nie tyle błędne, co redukcjonistyczne do granicy absurdu.
Podam więc fakty.
Krucjaty były ogłaszane jako wojny święte, z obietnicą odpuszczenia grzechów. Uczestnicy nie szli tam tylko po ziemię czy łupy - szli, wierząc, że ratują własne zbawienie.
Wojny religijne w Europie, jak choćby wojna trzydziestoletnia, dzieliły ludzi według wyznania, nie według interesu ekonomicznego. Ludzie ginęli dlatego, że byli "niewłaściwej wiary".
Procesy czarownic nie przynosiły systemowego zysku ekonomicznego. Były konsekwencją przekonania, że istnieje realne zagrożenie nadprzyrodzone, które należy zniszczyć.
Inkwizycja nie była instytucją gospodarczą, lecz aparatem kontroli doktrynalnej. Karała za poglądy, nie za brak opłacalności.
Azteckie ofiary z ludzi nie były "produkcją mięsa". Były rytuałem kosmologicznym - bez wiary w konieczność podtrzymywania świata przez krew, te praktyki tracą sens.
To są fakty. I każdy z nich pokazuje jedno:
wiara nie jest dodatkiem do działania - jest jego uzasadnieniem.
Pańska teza, że "byt określa świadomość", jest tu bezradna. Bo nawet jeśli istnieją interesy ekonomiczne, to one same nie tłumaczą, dlaczego ludzie uznają przemoc za słuszną.
Można chcieć złota i nie mordować. Można chcieć władzy i nie palić ludzi na stosie.
To, co zamienia chęć w moralne przyzwolenie, to właśnie przekonanie - bardzo często o charakterze wiary.
Twierdzi Pan, że "człowiek zawsze znajdzie pretekst". To prawda. Ale nie każdy pretekst działa tak samo.
Wiara ma tu szczególną właściwość: potrafi nadać przemocy sens absolutny. Nie jako środek - lecz jako obowiązek.
Dlatego ludzie zabijali:
"na chwałę Boga", "dla obrony wiary", "dla zbawienia dusz", "w imię prawdy ostatecznej".
I robią to nadal.
Nawet tam, gdzie wojna nie jest formalnie "religijna", przywódcy odwołują się do Boga jako źródła legitymizacji. Bo wiedzą, że to działa na poziomie głębszym niż ekonomia czy polityka.
Nie dlatego, że to "pretekst". Dlatego, że to najsilniejsze możliwe uzasadnienie.
Jeżeli chce Pan twierdzić, że wiara nie ma z tym nic wspólnego, to musi Pan nie tylko zignorować historię, ale także zaprzeczyć temu, co ludzie sami mówią o własnych motywacjach.
A to nie jest już wyjaśnienie.
To jest jego unikanie. .
|
|
| | | | | | | | | |  | | Hamerlik Konopka (19903 punktów) | Wiara nie jest źródłem ona jest konsekwencją. Źródłem są odczuwane emocje, które są przenoszone między umysłami, programowane w procesie wychowania i ideologicznej indoktrynacji. Wiara to jest następstwo wprogramowanych emocji. W przyrodzie na każdym poziomie praktycznie możemy obserwować walkę niezgodności. Nie dotyczy to tylko materii organicznej. Każde indywiduum prowadzi wojnę z niezgodnością. Zarówno na poziomie genów jak i memów. Wystarczy być nosicielem odmiennych emocji żeby zostać znienawidzonym. Czy walka z niezgodnością ma wymiar ekonomiczny? Raczej na pewno wpływa na zdolność przetrwania. youtu.be/5VCiU1osa3w
|
|
| | | | | | | | | | |  | | Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52265 punktów) | . > Wiara nie jest źródłem ona jest konsekwencją.Chciałbym zająć się tu światopoglądową postawą wiary tak ogólnie, choć szczególnie wiarą religijną tyle tylko, że odseparowaną od konkretnej religii/ideologii. Jest to wprost nieprawdopodobne dlaczego tak wielu ludzi uważa różne mity za bardziej prawdziwe od faktów, a rozum im służy nie do ich odrzucenia, ale do racjonalizacji (prób logicznego uzasadnienia prawdziwości) mitów. Czy możemy udzielić racjonalistycznej odpowiedzi czym jest wiara i to zarówno w aspekcie jej ewolucyjnej i kulturowej genezy, jak i współczesnej indywidualnej fideistycznej postawy ludzi wierzących. www.racjonalista.pl/forum.php/s,545469/z,0= Fragment książki:CONFESSIONESW ostatnich latach "realnego socjalizmu" usłyszałem dowcip: "Czy wiesz, dlaczego teraz buduje się tyle okrągłych kościołów? Żeby marksiści po kątach się nie chowali." Był to jeden z tych żartów, które śmieszą i jednocześnie pozostawiają lekki dyskomfort - bo mówią więcej o rzeczywistości, niż chcielibyśmy przyznać. W tamtych czasach wolna myśl nie miała wielu miejsc, w których mogłaby się swobodnie zadomowić. Paradoks polega na tym, że dziś, w Polsce po 1989 roku, w warunkach niby pełnej politycznej swobody, w sferze światopoglądu również niełatwo znaleźć przestrzeń naprawdę otwartą. Nie znaczy to, że brakuje wartościowych publikacji. Wydano liczne tłumaczenia ważnych książek zagranicznych i kilka interesujących pozycji rodzimych. Pojawia się jednak pytanie: co właściwie uznajemy za literaturę światopoglądową? Rozumiem ją szeroko - jako popularnonaukową publicystykę i naukowe ujęcia pisane w sposób przystępny, mieszczące się w naturalizmie przyjmowanym przez współczesną naukę¹. To obszar, w którym autor stara się zrozumieć świat tak, jak do tego zachęca empiria, a nie tradycja czy objawienie. Publikacje podejmujące promocję lub obronę poglądów ateistycznych czy wolnomyślicielskich nadal należą do nielicznych. W Internecie można znaleźć ich nieco więcej, choć i tam zajmują raczej spokojne, boczne alejki. Periodyki wolnomyślicielskie funkcjonują, lecz pozostają wyraźnie niszowe. Zdarza mi się słyszeć od młodych ludzi pytania - czy to konformizm elit, czy raczej brak odwagi intelektualnej sprawia, że dyskusja o światopoglądzie toczy się tak nieśmiało? A może dominujący stał się u nas pewien styl myślenia, który w naturalny sposób wypiera głosy odmienne? Gdyby tak było, poprosiłbym o wskazanie miejsca, w którym wolno jeszcze zachować umysłową odrębność - choćby miało to być coś w rodzaju rezerwatu. Jeśli cofniemy się daleko w przeszłość, zobaczymy, że pierwsze systemy porządkujące światopoglądowo rzeczywistość tworzyli szamani, magowie, później prorocy i kapłani. Filozofowie zadawali pytania o byt, o to, co pierwotne, oraz o możliwości poznania. Sumerowie i Egipcjanie układali swoje kosmogonie, próbując uporządkować chaos mitem. Grecy - od Talesa po Heraklita - podjęli wysiłek racjonalnego opisu świata. Rewolucja jońska była pierwszą próbą oderwania się od wyjaśnień nadnaturalnych. Warto pamiętać, że zarówno wizje profetyczne, jak i hipotezy filozoficzne były stale konfrontowane z praktyką. Rozwój myśli nie przypominał marszu w kierunku jednego punktu - raczej spiralę, która raz po raz zawijała, zmieniała kierunek i rytm². XVII-wieczny przełom naukowy nie narodził się z dnia na dzień; poprzedziły go stulecia obserwacji, sporów i stopniowego porządkowania wiedzy. Ludzkie rozumowanie od zawsze podlegało sprawdzianowi rzeczywistości. Dzięki temu narastała wiedza empiryczna, a wraz z nią - rozumienie świata. Choć ogromna część ludzkości opierała swoją interpretację rzeczy na wierze lub na ideologiach, to z długiej perspektywy to nauka okazywała się najbardziej skutecznym narzędziem opisu. Dziś stoimy na najwyższym dotąd poziomie rozpoznania praw rządzących wszechświatem. Poziom technologiczny rośnie w rytmie, który sam staje się dla nas wyzwaniem poznawczym. Sprzężenie zwrotne między teorią a praktyką działa z niespotykaną dotąd siłą. I choć zdajemy sobie sprawę z ogromu własnej niewiedzy, to obszary przeznaczone dla bytów rzekomo "poza" poznaniem ludzkim systematycznie się kurczą. Współczesna filozofia nauki - od Poppera po Lakatosa i Laudana - przypomina nam, że falsyfikacja nie jest procesem zero-jedynkowym. Niekiedy nie porzuca się teorii, lecz modyfikuje jej "pas ochronny". Fizyka ostatnich dwóch stuleci przyzwyczaiła nas do bytów teoretycznych - kwarków, fal grawitacyjnych, czarnych dziur, a dziś ciemnej materii i ciemnej energii - które przez lata pozostawały hipotezami, zanim udało się je pośrednio potwierdzić. Nauka przesuwa granice nie dzięki wierze, lecz dzięki cierpliwemu budowaniu instrumentów, zdolnych uchwycić skrajnie dyskretne sygnały rzeczywistości. Tymczasem media głównego nurtu - niezależnie od deklarowanych sympatii politycznych - rzadko sięgają po narrację naturalistyczną. Jest zbyt mało widowiskowa, nie generuje szybkich emocji, które mogłyby nakręcić wskaźniki oglądalności. Choć czasem nawet wielkonakładowa "Gazeta Wyborcza", potrafi zaskoczyć nietypowymi stanowiskami uczonych i opublikować ciekawą dyskusję dotyczącą religii i światopoglądu. W grudniu 2022 r. prof. Marek Abramowicz stwierdził, że "fizyka jest dziś o wiele bliżej uznania istnienia Boga jako aktywnego elementu obiektywnej rzeczywistości." Wywołało to żywą reakcję medialną³. Prof. Ludwik Turko odpowiedział, że sam fakt bycia fizykiem nie czyni nikogo autorytetem w kwestiach boskich - równie dobrze mógłby o Bogu wypowiadać się ze względu na zamiłowanie do sztuki⁴. CDN. .
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52265 punktów) | . CD.
SPÓJNA NIESPÓJNOŚĆ
Światopogląd - zespół przekonań o naturze rzeczywistości i wynikających z nich ideałów⁵ - formuje się przez całe życie. Nigdy nie jest ostateczny, choć czasem lubimy udawać, że już osiągnęliśmy jego stabilną, ostateczną wersję. W praktyce każdy z nas tworzy własny obraz świata, lecz ludzie żyjący w podobnych warunkach, zanurzeni w podobnej kulturze i poddani podobnym procesom socjalizacyjnym, wykształcają poglądy dość zbliżone. Dlatego w debatach publicznych pojawiają się etykiety: światopogląd naukowy, religijny, materialistyczny, idealistyczny, sceptyczny, pragmatyczny, teistyczny, deistyczny i wiele innych.
Czy te światopoglądy muszą być ze sobą sprzeczne? Czy mogą współistnieć w jednym umyśle? Oczywiście mogą - nie ma w tym nic paradoksalnego. Wielu wybitnych uczonych było jednocześnie ludźmi głęboko religijnymi. Akt wiary nie wymaga przecież uzasadnień naukowych, tak samo jak uzasadnienia naukowe nie muszą naruszać sfery osobistego sensu.
Współczesna psychologia poznawcza, od Kahnemana po Merciera, pokazuje, że ludzki umysł działa na wielu poziomach naraz: intuicyjnym, emocjonalnym i racjonalnym. Poziomy te bywają - delikatnie mówiąc - niespójne. Ludzie potrafią łączyć bardzo precyzyjną, racjonalną ocenę rzeczywistości z przekonaniami całkowicie niefalsyfikowalnymi.
Religia jest tu przykładem naturalnej ambiwalencji: elementy intuicji, potrzeby sensu i społecznego zakorzenienia tworzą mieszankę, która nie musi poddawać się rygorom empirycznej weryfikacji.
Twierdzenia naukowe wymagają żmudnych procedur, powtarzalności i prób falsyfikacji. Nauka, choć dąży do obiektywizmu, również jest wytworem ludzi - z ich słabościami, emocjami i ambicjami. Historia nauki obejmuje spory o prestiż, środki i władzę: od napięcia między Newtonem a Hooke'em, przez długo lekceważoną teorię dryfu kontynentalnego Wegenera, aż po współczesne tarcia między fizyką teoretyczną a eksperymentalną. Nauka minimalizuje wpływ ludzkich słabości, ale nie może ich całkowicie usunąć.
Jednocześnie zrozumienie wielu obszarów dzisiejszej nauki wymaga ogromnej specjalizacji. Większość ludzi - także wykształconych - musi przyjmować jej ustalenia "na wiarę", w sensie praktycznym.
Możemy próbować wyobrazić sobie trzy wymiary przestrzeni i jeden czasowy, ale jak intuicyjnie ogarnąć układ dwunastu wymiarów Burkharda Heima? Powstaje zatem "wtórna wiara" w naukę: oparta na zaufaniu do metody, lecz niebędąca wiedzą osobistą.
Ten mechanizm bywa wykorzystywany przez pseudonaukę, która posługuje się językiem naukowym, nie posiadając jednak jego rygoru.
Światopogląd jednostki jest więc mieszaniną wpływów: socjalizacji, doświadczeń osobistych, wykształcenia, intuicji, emocji. Spójność jest raczej wyjątkiem - niespójność jest regułą. Istotna różnica pojawia się dopiero wtedy, gdy rozróżnimy światopogląd krytyczny - ten, który wymaga uzasadnienia, od fideistycznego - opartego przede wszystkim na wierze.
Badacze tacy jak Paul Bloom czy Pascal Boyer zwracają uwagę, że umysł ludzki spontanicznie tworzy przekonania celowościowe i agencyjne. Interpretujemy świat tak, jakby stały za nim intencje, nawet gdy wiemy, że to złudzenie. Z tego powodu światopogląd krytyczny wymaga wysiłku i ćwiczenia - jest formą pracy nad sobą. Natomiast światopogląd fideistyczny wyrasta naturalnie, jak roślina z gleby ludzkich intuicji.
Fideizm nie jest zresztą zarezerwowany wyłącznie dla religii teologicznych. Powstają parareligie: kult wodza, narodu, ideologii, celebryty.
Współczesne media społecznościowe potrafią stworzyć ruch niemal quasi-religijny wokół osób i idei, które jeszcze wczoraj uchodziłyby za zbyt efemeryczne, by jednoczyć kogokolwiek - to wątek, do którego wrócę w rozdziale "Religie polityczne".
(...)
.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | Hamerlik Konopka (19903 punktów) | > >Wiara nie jest źródłem ona jest konsekwencją.> Chciałbym zająć się tu światopoglądową postawą wiary tak ogólnie, choć szczególnie wiarą religijną tyle tylko, że odseparowaną od konkretnej religii/ideologii. Jest to wprost nieprawdopodobne dlaczego tak wielu ludzi uważa różne mity za bardziej prawdziwe od faktów, a rozum im służy nie do ich odrzucenia, ale do racjonalizacji (prób logicznego uzasadnienia prawdziwości) mitów.To się da wyjaśnić właśnie emocjami, których często nie jesteśmy świadomi. Pragnienie autorytetu nad sobą. Pragnienie miłości. Pragnienie sensu istnienia. Potrzeba bezpieczeństwa. Potrzeba wyjaśnienia rzeczywistości. Potrzeba przynależności. To są napięcia emocjonalne które szukają ujścia i znajdują to ujście w wierze w boga. Wiara w boga działa w tym przypadku jak zaspokojenie głodu. Bez tej wiary człowiek pozostawał by w stanie wysokiego napięcia emocjonalnego, które byłoby trudne do zniesienia. Stąd racjonalizacja mitów. Uważam że ten mechanizm można nawet lepiej zaobserwować u ludzi posiadających traumy. Tacy ludzie dla obniżenia napięcia wynikającego z traumy tworzą sobie różne wirtualne światy w głowie. Żyją w świecie fantazji żeby nie cierpieć. youtu.be/5VCiU1osa3w
|
|
| | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) | >. >Twierdzi Pan, że wiara jest tylko "pretekstem", a prawdziwe przyczyny są ekonomiczne i polityczne. To stanowisko jest nie tyle błędne, co redukcjonistyczne do granicy absurdu.
>Krucjaty były ogłaszane jako wojny święte, z obietnicą odpuszczenia grzechów. Uczestnicy nie szli tam tylko po ziemię czy łupy - szli, wierząc, że ratują własne zbawienie.
Skad Pan może wiedzieć, co właściwie istniało w świadomości tych ludzi? Dzielą Pana od nich setki lat.
Równie dobrze może Pan spekulować np. o czym myślał Cezar w danym dniu. Są to tylko Pana przypuszczenia, a nie fakty.
>Wojny religijne w Europie, jak choćby wojna trzydziestoletnia, dzieliły ludzi według wyznania, nie według interesu ekonomicznego. Ludzie ginęli dlatego, że byli "niewłaściwej wiary".
Równie dobrze można by twierdzić, że reformacja miała jedynie przyczyny doktrynalne. A miała przyczyny ekonomiczne, o czym dziś dobrze wiadomo.
>Procesy czarownic nie przynosiły systemowego zysku ekonomicznego. Były konsekwencją przekonania, że istnieje realne zagrożenie nadprzyrodzone, które należy zniszczyć.
Było to działanie przeciw odbieraniu władzy Kościołowi i kwestionowaniu jego autorytetu. Autorytetem w sprawach duchowych miał być Kościół i to było uzasadnieniem dla korzyści finansowych, których żądal od wiernych. W sprawach duchowych wierni mieli zwracać się do księdza, i ten pobierał za to taksę. Za darmo niczego nie robił (i nie robi do dziś). Wszelcy magowie i czarownicy uszczuplaliby więc te dochody i znaczenie.
>Inkwizycja nie była instytucją gospodarczą, lecz aparatem kontroli doktrynalnej. Karała za poglądy, nie za brak opłacalności.
Ale wymuszała podporządkowanie się Kościołowi, a więc i jego interesom. Z powodów podobnych do tych, o jakich mowa była wyżej.
>Azteckie ofiary z ludzi nie były "produkcją mięsa". Były rytuałem kosmologicznym - bez wiary w konieczność podtrzymywania świata przez krew, te praktyki tracą sens.
Nie tracą sensu, nie tłumaczą bowiem jedzenia mięsa ludzkiego, które się dokonywalo. W Meksyku ludzie są okrutnie zabijani i dzisiaj, i również ma to podłoże ekonomiczne.
W ten lub analogiczny sposób można wytłumaczyć wszystkie pozostałe podane przez Pana fakty.
Twierdzic, że coś jest czynione w "imię wiary" to pomijać to, że człowiek jest istotą biologiczną i że jego celem jest przeżycie. Jest to cel, który dzielimy ze zwierzętami. I tak jak zwierzę nie działa "w imię wiary", tak samo człowiek - organizm ludzki- nie działa "w imię wiary", tylko w celu przeżycia, i by osiągnąć ten cel wynajduje lepsze lub gorsze środki. Dotyczy to także populacji ludzkich. Nawet religia jest emanacją tego motywu, skoro naucza o "życiu wiecznym".
|
|
| | | | | | | | | | |  | | Hamerlik Konopka (19903 punktów) | > Było to działanie przeciw odbieraniu władzy Kościołowi i kwestionowaniu jego autorytetu. Autorytetem w sprawach duchowych miał być Kościół i to było uzasadnieniem dla korzyści finansowychPieniądz i prawo własności są tylko pośrednim wymiarem władzy człowieka nad człowiekiem. Pojęcie władzy jako takiej jest nadrzędne wobec pojęcia finansów. Kiedy pan lał swojego niewolnika batem nie potrzebował mu płacić żeby mieć nad nim władzę, nie potrzebował też przedstawiać mu aktu jego własności. Władza jest nadrzędna. Hajs to tylko środek do władzy. youtu.be/5VCiU1osa3w
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Kautilja (6853 punktów) | >Pieniądz i prawo własności są tylko pośrednim wymiarem władzy człowieka nad człowiekiem. >Pojęcie władzy jako takiej jest nadrzędne wobec pojęcia finansów.
Czyżbyś zmienił zdanie, czy mnie coś umknęło?
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | Hamerlik Konopka (19903 punktów) | > >Pieniądz i prawo własności są tylko pośrednim wymiarem władzy człowieka nad człowiekiem.> >Pojęcie władzy jako takiej jest nadrzędne wobec pojęcia finansów.> Czyżbyś zmienił zdanie, czy mnie coś umknęło?Nie dlaczego? Wciąż powtarzam że kapitał odnosi się stricte do pojęcia władzy człowieka nad człowiekiem. Kapitalizm to po prostu system władzy. Tak naprawdę hajs czy akty własności nie miałoby dla Ciebie żadnej szczególnej wartości gdyby z innych powodów ludzie wykonywali twoje nakazy i zakazy. W gruncie rzeczy w kapitale chodzi wyłącznie o władzę nad innym człowiekiem. youtu.be/5VCiU1osa3w
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | Thoter (6650 punktów) | > >Wciąż powtarzam że kapitał odnosi się stricte do pojęcia władzy człowieka nad człowiekiem. >Kapitalizm to po prostu system władzy. >Tak naprawdę hajs czy akty własności nie miałoby dla Ciebie żadnej szczególnej wartości gdyby z innych powodów ludzie wykonywali twoje nakazy i zakazy. >W gruncie rzeczy w kapitale chodzi wyłącznie o władzę nad innym człowiekiem. >
Ten kto drukuje papier fiducjarny i brutalnie narzuca go wszystkim, "kupuje" "legalnie" przestrzeń wokół Ciebie.
W Chinach podejście do własności i biznesu opiera się na zasadzie, że interes państwa i stabilność społeczna stoją nad zyskiem jednostki. To system, który drastycznie różni się od zachodniego kapitalizmu, gdzie banki i fundusze mają niemal nieograniczoną swobodę w przejmowaniu majątków dłużników. Oto jak Chiny pilnują, by "cwaniacy" nie żerowali na cudzym nieszczęściu: 1. Ziemia nie na sprzedaż W Chinach nie możesz kupić ziemi na własność - należy ona do państwa (ludu). Kupujesz jedynie prawo użytkowania (zazwyczaj na 70 lat). Jeśli deweloper bankrutuje, państwo po prostu cofa to prawo i przekazuje projekt komuś innemu, by dokończył budowę dla ludzi, zamiast pozwolić spekulantom na licytację "za bezcen". 2. Bat na deweloperów i bankierów Chiński rząd wprowadził tzw. "trzy czerwone linie". To surowe limity zadłużenia dla firm. Jeśli deweloper zbyt mocno ryzykuje pieniędzmi klientów, państwo wchodzi z zarządem komisarycznym. Przykład: Kiedy gigant Evergrande wpadł w kłopoty, rząd nie pozwolił na dziką wyprzedaż majątku. Priorytetem było oddanie kluczy ludziom, którzy już zapłacili za mieszkania, a nie spłata zachodnich funduszy inwestycyjnych. 3. Kontrola nad bankami Większość największych banków w Chinach jest kontrolowana przez państwo. Oznacza to, że bank nie może ot tak "wykończyć" strategicznej firmy lub masowo eksmitować ludzi tylko po to, by szybko odzyskać gotówkę. Decyzje o upadłości są często polityczne, a nie czysto rynkowe - mają zapobiegać bezrobociu i protestom. 4. Walka ze spekulacją Przewodniczący Xi Jinping często powtarza: "Mieszkania służą do mieszkania, a nie do spekulacji". W wielu miastach wprowadzono limity: nie możesz kupić drugiego czy trzeciego mieszkania, jeśli nie mieszkasz tam na stałe. To blokuje drogę bogatym inwestorom, którzy chcieliby skupować lokale w czasie kryzysu, by potem windować ceny. 5. Surowe kary za oszustwa W Chinach nadużycia finansowe, które doprowadzają do strat tysięcy obywateli, są karane znacznie surowiej niż na Zachodzie. Podczas gdy w USA bankierzy za kryzys 2008 roku dostali premie, w Chinach za wielomiliardowe oszustwa finansowe grozi nawet kara śmierci lub dożywocie.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | | Hamerlik Konopka (19903 punktów) | > Ten kto drukuje papier fiducjarny i brutalnie narzuca go wszystkim, "kupuje" "legalnie" przestrzeń wokół Ciebie.Kto bierze zarazę do rąk ten ryzykuje infekcję. Trzeba wiedzieć do czego się nie zbliżać, bo jest ukrytym zagrożeniem. Dlatego dla przykładu sam nigdy nie uczestniczę w tajnych i pośrednich wyborach, bo rozpoznaję w nich zło. Nie uznaję ich wyników i ludzi opętanych tą ideą uznaję za zagrożenie. youtu.be/5VCiU1osa3w
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | | Thoter (6650 punktów) |
>Dlatego dla przykładu sam nigdy nie uczestniczę w tajnych i pośrednich wyborach, bo rozpoznaję w nich zło. >Nie uznaję ich wyników i ludzi opętanych tą ideą uznaję za zagrożenie. >
Problem jest w tym, że nie rozumiesz, że tzw. wybory, jakie by nie były, nie dają ich uczestnikom żadnego wyboru.
|
|
| | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52265 punktów) | . >Skad Pan może wiedzieć, co właściwie istniało w świadomości tych ludzi? Dzielą Pana od nich setki lat.
>Równie dobrze może Pan spekulować np. o czym myślał Cezar w danym dniu. Są to tylko Pana przypuszczenia, a nie fakty.
= >Nie tracą sensu, nie tłumaczą bowiem jedzenia mięsa ludzkiego, które się dokonywalo. W Meksyku ludzie są okrutnie zabijani i dzisiaj, i również ma to podłoże ekonomiczne.
>W ten lub analogiczny sposób można wytłumaczyć wszystkie pozostałe podane przez Pana fakty. >Twierdzic, że coś jest czynione w "imię wiary" to pomijać to, że człowiek jest istotą biologiczną i że jego celem jest przeżycie. Jest to cel, który dzielimy ze zwierzętami. I tak jak zwierzę nie działa "w imię wiary", tak samo człowiek - organizm ludzki- nie działa "w imię wiary", tylko w celu przeżycia, i by osiągnąć ten cel wynajduje lepsze lub gorsze środki. Dotyczy to także populacji ludzkich. Nawet religia jest emanacją tego motywu, skoro naucza o "życiu wiecznym".
=== Twierdzi Pan, że nie możemy wiedzieć, co było w świadomości ludzi żyjących setki lat temu. To nieporozumienie wynikające z nieznajomości podstaw metodologii historii. Historyk nie zgaduje cudzych myśli - opiera się na źródłach. A tych mamy pod dostatkiem: kroniki, listy, kazania, dokumenty kościelne i państwowe, zapisy procesów, relacje uczestników wydarzeń.
Ludzie przeszłości bardzo często mówili wprost, dlaczego działają tak, a nie inaczej. Krzyżowcy pisali o zbawieniu, inkwizytorzy o obronie wiary, autorzy tekstów religijnych i politycznych jasno formułowali swoje motywacje. Jeżeli Pan to odrzuca, to nie polemizuje Pan ze mną, lecz z całą historiografią jako nauką.
Co więcej, Pańskie stanowisko prowadzi do paradoksu. Z jednej strony podważa Pan możliwość poznania ludzkich motywacji na podstawie źródeł historycznych, z drugiej - miliony ludzi bez zastrzeżeń uznają za wiarygodne teksty biblijne, które powstawały w znacznie bardziej złożonym procesie redakcyjnym, często wiele dekad po opisywanych wydarzeniach.
Tymczasem historyk pracuje na materiale znacznie szerszym i bardziej zróżnicowanym: na tekstach powstających w różnych kontekstach, często bliższych wydarzeniom, konfrontowanych ze sobą, analizowanych krytycznie. Mamy autentyczne zapisy ludzkich myśli sięgające starożytności - listy, inskrypcje, dokumenty administracyjne - i to one stanowią podstawę wiedzy historycznej. Odrzucanie ich, a jednoczesne ufanie przekazom religijnym, nie jest postawą sceptyczną, lecz wybiórczą wiarą.
Pańska próba sprowadzenia wszystkiego do ekonomii i biologii prowadzi do jeszcze większego uproszczenia. Człowiek nie jest tylko organizmem walczącym o przetrwanie. Gdyby tak było, nie mielibyśmy zjawisk tak elementarnych jak dobrowolne poświęcenie życia, męczeństwo, samobójcze ataki czy gotowość do śmierci "za sprawę". Zwierzę nie oddaje życia za ideę. Człowiek - robi to regularnie. I robi to dlatego, że żyje nie tylko w świecie biologii, lecz także w świecie znaczeń, które sam tworzy i uznaje za prawdziwe.
Przykład Azteków dobrze pokazuje, gdzie leży błąd Pańskiego rozumowania. Można oczywiście powiedzieć, że zabijaniu towarzyszyło spożywanie mięsa. Ale to nie wyjaśnia ani formy, ani skali, ani sensu tych praktyk. Bez ich kosmologii - bez przekonania, że krew podtrzymuje porządek świata - te działania stają się niezrozumiałe nawet w ich własnych kategoriach. Ekonomia może opisać skutki, ale nie tłumaczy sensu. A to właśnie sens kieruje działaniem człowieka.
Pańskie odwołanie do tezy, że "byt określa świadomość", nie rozwiązuje problemu, lecz go upraszcza. Bo nawet jeśli istnieją interesy materialne, to one same nie tłumaczą, dlaczego ludzie uznają przemoc za słuszną. Można chcieć zysku i nie zabijać. Można dążyć do władzy i nie palić ludzi na stosie. To, co przekształca możliwość w moralne przyzwolenie, to przekonanie - bardzo często o charakterze wiary.
Dlatego powiedzenie, że ktoś działa "w imię wiary", nie jest brakiem wyjaśnienia, lecz jego rdzeniem. Ekonomia mówi, co się opłaca. Biologia mówi, co sprzyja przetrwaniu. Ale dopiero przekonanie mówi człowiekowi, że coś jest dobre, konieczne lub nakazane. I to właśnie ono potrafi zamienić przemoc w obowiązek.
Jeżeli odrzuca Pan świadectwa ludzi i redukuje ich działania do jednego wymiaru, to nie upraszcza Pan rzeczywistości - Pan ją zniekształca. A jeśli przy tym utrzymuje Pan swoją tezę mimo tych danych, to nie jest to już stanowisko naukowe, lecz przykład dokładnie tego zjawiska, o którym rozmawiamy: przekonania uznanego za niepodważalne.
.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) |
>=== >Twierdzi Pan, że nie możemy wiedzieć, co było w świadomości ludzi żyjących setki lat temu. To nieporozumienie wynikające z nieznajomości podstaw metodologii historii. Historyk nie zgaduje cudzych myśli - opiera się na źródłach. A tych mamy pod dostatkiem: kroniki, listy, kazania, dokumenty kościelne i państwowe, zapisy procesów, relacje uczestników wydarzeń.
Tak, tak, mamy także np. żywoty świętych.
>Ludzie przeszłości bardzo często mówili wprost, dlaczego działają tak, a nie inaczej. Krzyżowcy pisali o zbawieniu, inkwizytorzy o obronie wiary, autorzy tekstów religijnych i politycznych jasno formułowali swoje motywacje. Jeżeli Pan to odrzuca, to nie polemizuje Pan ze mną, lecz z całą historiografią jako nauką.
"Mówili", "pisali" - ileż to się rzeczy mówi i pisze?
>Co więcej, Pańskie stanowisko prowadzi do paradoksu. Z jednej strony podważa Pan możliwość poznania ludzkich motywacji na podstawie źródeł historycznych, z drugiej - miliony ludzi bez zastrzeżeń uznają za wiarygodne teksty biblijne, które powstawały w znacznie bardziej złożonym procesie redakcyjnym, często wiele dekad po opisywanych wydarzeniach.
Nie podważam, tylko sprzeciwiam się apotyktycznym twierdzeniom co do zawartości ich świadomości. Pan wie, że krzyżowcy szli mając nadzieję na zbawienie. Były to tysiące ludzi i juź chcociażby z tego względu mogło być tysiące innych powodów.
>Tymczasem historyk pracuje na materiale znacznie szerszym i bardziej zróżnicowanym: na tekstach powstających w różnych kontekstach, często bliższych wydarzeniom, konfrontowanych ze sobą, analizowanych krytycznie. Mamy autentyczne zapisy ludzkich myśli sięgające starożytności - listy, inskrypcje, dokumenty administracyjne - i to one stanowią podstawę wiedzy historycznej. Odrzucanie ich, a jednoczesne ufanie przekazom religijnym, nie jest postawą sceptyczną, lecz wybiórczą wiarą.
W takim razie wybórcza wiara jest i Pana przypadłością, skoro uznaje Pan jedne, a odrzuca drugie.
>Pańska próba sprowadzenia wszystkiego do ekonomii i biologii prowadzi do jeszcze większego uproszczenia. Człowiek nie jest tylko organizmem walczącym o przetrwanie. Gdyby tak było, nie mielibyśmy zjawisk tak elementarnych jak dobrowolne poświęcenie życia, męczeństwo, samobójcze ataki czy gotowość do śmierci "za sprawę". Zwierzę nie oddaje życia za ideę. Człowiek - robi to regularnie. I robi to dlatego, że żyje nie tylko w świecie biologii, lecz także w świecie znaczeń, które sam tworzy i uznaje za prawdziwe.
Mamy też choroby autoimmunologiczne i wrodzone nowotwory, co nie przeczy wcale temu, że organizm nastawiony jest na to, żeby przetrwać.
Nie można oddać życia "za ideę", bo nic takiego w świecie fizycznym nie istnieje. Można mówić albo sprawiać wrażenie, że oddaje się życie za ideę.
Poświęcenie może byc korzystne dla innych, np. ojciec poświęca życie ratując tonace dziecko (a zatem nie bezinteresownie). Socjobiologia ma coś w tej sprawie do powiedzenia.
>Przykład Azteków dobrze pokazuje, gdzie leży błąd Pańskiego rozumowania. Można oczywiście powiedzieć, że zabijaniu towarzyszyło spożywanie mięsa. Ale to nie wyjaśnia ani formy, ani skali, ani sensu tych praktyk. Bez ich kosmologii - bez przekonania, że krew podtrzymuje porządek świata - te działania stają się niezrozumiałe nawet w ich własnych kategoriach. Ekonomia może opisać skutki, ale nie tłumaczy sensu. A to właśnie sens kieruje działaniem człowieka.
Nie znaczy to, że wyjaśnienie formy ma się odbywać w terminach wiary (i to jeszcze "wiary jako takiej"). Poza tym tłumaczenie sensu przez samych praktykujących może być mylne. Mogą się oni sami mylić co do znaczenia własnych obrzędów. Bez tego nie istniałaby antropologia kulturowa i funkcjonalne (strukturalne) podejście do znajwisk kulturowych. Podejrzewam, że np. żaden Papuas nie rozumie do końca sensu własnych obrzędów. Będzie on je zapewne tłumaczyć wiarą, ale antropolog szuka innego wyjaśnienia, zwiazanego z funkcją obrzędów w życiu wspólnoty. Mamy przyznać rację Papuasowi, bo powiedział, że motywuje go wiara? Uzna Pan jego oświadczenie, jeżeli złoży je na piśmie?
Istnienie np. klasztorów żeńskich mozna tłumaczyć wiarą. A przeciez wiadomo, że były to instytucje dające schronienie tym kobietom, ktore nie mogły albo nie chciały wyjść za mąż.
>Pańskie odwołanie do tezy, że "byt określa świadomość", nie rozwiązuje problemu, lecz go upraszcza. Bo nawet jeśli istnieją interesy materialne, to one same nie tłumaczą, dlaczego ludzie uznają przemoc za słuszną. Można chcieć zysku i nie zabijać. Można dążyć do władzy i nie palić ludzi na stosie. To, co przekształca możliwość w moralne przyzwolenie, to przekonanie - bardzo często o charakterze wiary.
Wszystko to pewnie zależy od siły tej chęci. Jeżeli ktoś bardzo chce władzy lub zysku - zabije. Co w tym dziwnego? Chyba nic bardziej pospolitego. Papieże byli np. truci. Chyba nie wyjaśni Pan tego w kategoriach wiary, tylko bezwzględnej walki o władzę.
>Dlatego powiedzenie, że ktoś działa "w imię wiary", nie jest brakiem wyjaśnienia, lecz jego rdzeniem. Ekonomia mówi, co się opłaca. Biologia mówi, co sprzyja przetrwaniu. Ale dopiero przekonanie mówi człowiekowi, że coś jest dobre, konieczne lub nakazane. I to właśnie ono potrafi zamienić przemoc w obowiązek. >Jeżeli odrzuca Pan świadectwa ludzi i redukuje ich działania do jednego wymiaru, to nie upraszcza Pan rzeczywistości - Pan ją zniekształca. A jeśli przy tym utrzymuje Pan swoją tezę mimo tych danych, to nie jest to już stanowisko naukowe, lecz przykład dokładnie tego zjawiska, o którym rozmawiamy: przekonania uznanego za niepodważalne. >.
Niczego nie zniekształcam, tylko sprzeciwiam się mitowi jakiejś osobnej, nieredukowalnej substancji zwanej wiarą, która ma swoje własne moce przyczynowe w oderwaniu od zjawisk fizycznych, ekonomicznych, psychologicznych i biologicznych, która jest w człowieku (tym zwanym "wierzącym") i która nim steruje. To nic innego, jak dusza, sprowadzona do roli przyczyny zjawisk negatywnych.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | Hamerlik Konopka (19903 punktów) | > Niczego nie zniekształcam, tylko sprzeciwiam się mitowi jakiejś osobnej, nieredukowalnej substancji zwanej wiarą, która ma swoje własne moce przyczynowe w oderwaniu od zjawisk fizycznych, ekonomicznych, psychologicznych i biologicznych, która jest w człowieku (tym zwanym "wierzącym") i która nim steruje. To nic innego, jak dusza, sprowadzona do roli przyczyny zjawisk negatywnych.Wiara jest interpretacją świata bazującą na emocjach panujących w umyśle. Odmienność emocjonalna generuje różne interpretacje świata. Ponadto emocje są zaraźliwe, przenoszą się między umysłami. Migracja do świata muzułmańskiego uczyni z jednostki muzułmanina, bo jej mózg skopiuje emocje powszechne w otoczeniu, choć są od tego wyjątki. Systemy emocjonalne a za nimi systemy pojęciowe i wierzenia ewoluują. Współczesny człowiek nie będzie zdolny rozumieć człowieka sprzed setek lat, bo ten operował na odmiennym systemie pojęciowym i to jest trochę jak próba zrozumienia psa. Można zrozumieć pewne emocje na dość ogólnym poziomie, również u psa ale w szczegółach to będzie poza zdolnościami współczesnych ludzie, bo operują na innym systemie pojęć. youtu.be/5VCiU1osa3w
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | Thoter (6650 punktów) | > >Można zrozumieć pewne emocje na dość ogólnym poziomie, również u psa ale w szczegółach to będzie poza zdolnościami współczesnych ludzie, bo operują na innym systemie pojęć. >
Ja zanim zacząłem badać historię musiałem wczuć się w rolę złodzieja i bandyty. I to mi pozwoliło osiągać sukcesy. Ja nie operuję w systemie gdzie dobro zwycięża zło. Ja operuję w systemie, gdzie silniejszy pożera słabszych.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52265 punktów) | . Używa Pan wielu przykładów, ale wszystkie one opierają się na tym samym założeniu: że przekonania ludzi nie mają realnego znaczenia przyczynowego, lecz są jedynie wtórnym "językiem opisu" głębszych procesów biologicznych czy ekonomicznych. To właśnie to założenie jest problemem.
Zestawienie "żywotów świętych" ze źródłami historycznymi tylko to pokazuje. To są kategorie o zupełnie różnym statusie poznawczym. Hagiografia z definicji nie jest zapisem rzeczywistości, lecz jej interpretacją podporządkowaną celowi religijnemu. Operuje panegirykiem, apologią i schematem. Jej funkcją jest budowanie wzorca, nie opis faktów. To nie są źródła do rekonstrukcji wydarzeń ani motywacji w sensie historycznym, lecz materiał do badania wyobrażeń religijnych.
Nie twierdzę jednak, że należy bezkrytycznie przyjmować każde świadectwo źródłowe - od tego jest krytyka źródeł. "Żywoty świętych" nie mają tej samej wartości co listy, dokumenty czy zapisy procesów. Ale to nie oznacza, że wszystkie świadectwa są równie niewiarygodne. Historyk nie wierzy - historyk porównuje, konfrontuje i rekonstruuje. Jeżeli w setkach niezależnych źródeł pojawia się ten sam wzór uzasadnień - religijnych, ideowych, doktrynalnych - to nie mamy do czynienia z przypadkową retoryką, lecz z powtarzalnym schematem myślenia.
Pański argument, że "ludzie mogli mówić co innego, a myśleć co innego", jest formalnie prawdziwy, ale metodologicznie bezwartościowy. W ten sposób można podważyć każde świadectwo historyczne - a więc także każde inne wyjaśnienie, które Pan proponuje. Skąd Pan wie, że ktoś działał "dla zysku", skoro mógł to ukrywać? Skąd Pan wie, że kierował się "przetrwaniem", skoro mógł działać wbrew niemu? Jeżeli odrzucamy deklaracje aktorów historycznych jako źródło wiedzy, to tracimy możliwość jakiejkolwiek rekonstrukcji motywacji.
Nie twierdzę też, że wszyscy krzyżowcy kierowali się jednym motywem. Oczywiście, że motywacje są złożone. Twierdzę coś innego: że wiara była jednym z realnych i działających motywów, a nie jedynie zasłoną dla innych. I to jest różnica zasadnicza.
Pańska próba sprowadzenia człowieka do organizmu biologicznego prowadzi do kolejnego uproszczenia. To prawda, że organizmy dążą do przetrwania. Ale człowiek nie tylko przetrwa - człowiek interpretuje. A interpretacja może prowadzić do działań sprzecznych z interesem biologicznym. To nie jest wyjątek w rodzaju choroby, lecz stały element ludzkiego działania. Ludzie umierają za idee, religie, narody i przekonania. Można to zredukować do "wrażenia", ale to nie zmienia faktu, że sami uczestnicy rozumieją swoje działania właśnie w tych kategoriach - i na tej podstawie podejmują decyzje.
Podobnie z przykładem Azteków. Antropologia nie polega na odrzuceniu wyjaśnień uczestników, lecz na ich interpretacji. Jeżeli cały system rytualny jest uzasadniany kosmologicznie, to nie można go sprowadzić do funkcji ekonomicznej bez utraty jego sensu. Funkcja społeczna nie wyklucza znaczenia symbolicznego - przeciwnie, często na nim się opiera.
Pańskie przykłady - klasztory, walka o władzę, trucie papieży - niczego tu nie zmieniają. Oczywiście, że istnieją działania motywowane interesem. Nikt tego nie neguje. Ale z tego nie wynika, że wszystkie działania można do tego sprowadzić. To klasyczny błąd redukcjonizmu: skoro coś bywa wyjaśniane przez czynnik X, to wszystko musi być nim wyjaśnione.
I wreszcie rzecz zasadnicza. Twierdzi Pan, że mówiąc o wierze, wprowadzam jakąś "osobną substancję" działającą w człowieku. To nieporozumienie. Wiara nie jest substancją. Jest stanem przekonań, który ma realne konsekwencje dla działania. Tak jak przekonanie, że coś jest prawem, obowiązkiem czy zagrożeniem, wpływa na zachowanie - tak samo przekonanie religijne czy ideologiczne.
Nie trzeba postulować żadnej "duszy", by uznać, że przekonania mają moc przyczynową. Wystarczy przyjąć coś znacznie prostszego: że człowiek działa nie tylko w świecie bodźców, lecz także w świecie znaczeń, które uznaje za prawdziwe.
Jeżeli Pan to odrzuca, to nie upraszcza Pan wyjaśnienia. Pan usuwa z niego najważniejszy element. .
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) |
>. >Używa Pan wielu przykładów, ale wszystkie one opierają się na tym samym założeniu: że przekonania ludzi nie mają realnego znaczenia przyczynowego, lecz są jedynie wtórnym "językiem opisu" głębszych procesów biologicznych czy ekonomicznych. To właśnie to założenie jest problemem.
Nie jest problemem, tylko jest nauką. Im więcej wiadomo o człowieku, tym mniejszą rolę odgrywają jego przekonania w wyjaśnieniu jego postępowania. Przecież np. na naszych oczach rozwija się genetyka, która już teraz jest w stanie skorelować wiele cech psychologicznych z elementem ludzkiego DNA. A więc nie przekonanie odpowiada za postępowanie człowieka (czy jakość tego przekonania), gdyż za przekonanie odpowiada DNA (i pewna doza czynników zewnętrznych). Już dawno zresztą prowadzono badania nad bliźniętami żyjącymi w odmiennych warunkach i okazywało się, że mimo różnic otoczenia mają bardzo podobne nawet przekonania polityczne.
>Zestawienie "żywotów świętych" ze źródłami historycznymi tylko to pokazuje. To są kategorie o zupełnie różnym statusie poznawczym. Hagiografia z definicji nie jest zapisem rzeczywistości, lecz jej interpretacją podporządkowaną celowi religijnemu. Operuje panegirykiem, apologią i schematem. Jej funkcją jest budowanie wzorca, nie opis faktów. To nie są źródła do rekonstrukcji wydarzeń ani motywacji w sensie historycznym, lecz materiał do badania wyobrażeń religijnych.
Tak, ale to są świadectwa, które zostały po dawnych pokoleniach. Człowiek, który idealizuje ludzki charakter nadając mu cechy świętości może idealizować ludzkie motywy, np. pisząc, że kimś, kto uczestniczył w wyprawie krzyżowej, kierowała wiara i pobożność.
>Nie twierdzę jednak, że należy bezkrytycznie przyjmować każde świadectwo źródłowe - od tego jest krytyka źródeł. "Żywoty świętych" nie mają tej samej wartości co listy, dokumenty czy zapisy procesów. Ale to nie oznacza, że wszystkie świadectwa są równie niewiarygodne. Historyk nie wierzy - historyk porównuje, konfrontuje i rekonstruuje. Jeżeli w setkach niezależnych źródeł pojawia się ten sam wzór uzasadnień - religijnych, ideowych, doktrynalnych - to nie mamy do czynienia z przypadkową retoryką, lecz z powtarzalnym schematem myślenia.
Nie znam dokumentu z epoki, pokazującego w wiarygodnym świetle umysłowość człowieka średniowiecznego, dokumentu wskazującego realne elementy jego psychiki.
>Pański argument, że "ludzie mogli mówić co innego, a myśleć co innego", jest formalnie prawdziwy, ale metodologicznie bezwartościowy. W ten sposób można podważyć każde świadectwo historyczne - a więc także każde inne wyjaśnienie, które Pan proponuje. Skąd Pan wie, że ktoś działał "dla zysku", skoro mógł to ukrywać? Skąd Pan wie, że kierował się "przetrwaniem", skoro mógł działać wbrew niemu? Jeżeli odrzucamy deklaracje aktorów historycznych jako źródło wiedzy, to tracimy możliwość jakiejkolwiek rekonstrukcji motywacji.
Moja uwaga tyczyła okresu wojen krzyżowych.
>Nie twierdzę też, że wszyscy krzyżowcy kierowali się jednym motywem. Oczywiście, że motywacje są złożone. Twierdzę coś innego: że wiara była jednym z realnych i działających motywów, a nie jedynie zasłoną dla innych. I to jest różnica zasadnicza.
Dobrze, ale na jakiej podstawie Pan tak twierdzi? Czy tylko dlatego, że jakiś skryba napisał (albo ktoś za nim), że (niektórzy) uczestnicy wyprawy kierowali się wiarą?
Czy zna Pan choćby jedno wiarygodne świadectwo pochodzące od uczestnika wypraw krzyżowych, pokazujące motywy jego postępowania i ewentualnie motywy osób, z którymi miał styczność?
>Pańska próba sprowadzenia człowieka do organizmu biologicznego prowadzi do kolejnego uproszczenia. To prawda, że organizmy dążą do przetrwania. Ale człowiek nie tylko przetrwa - człowiek interpretuje. A interpretacja może prowadzić do działań sprzecznych z interesem biologicznym. To nie jest wyjątek w rodzaju choroby, lecz stały element ludzkiego działania. Ludzie umierają za idee, religie, narody i przekonania. Można to zredukować do "wrażenia", ale to nie zmienia faktu, że sami uczestnicy rozumieją swoje działania właśnie w tych kategoriach - i na tej podstawie podejmują decyzje.
Bez wątpienia tak ludzie interpretują własne działania. Nie znaczy to jednak, że tak należy je interpretować. Ludzie zapewne sądzą, że rozumienie samych siebie w takich kategoriach jest źródłem ich decyzji. Czy to oznacza, że trzeba przyznać im rację?
Ludzie na ogół sądzą też, że przynajmniej niekiedy ich decyzje są wolne i że gdyby tylko chcieli, podjęliby inną decyzję w tych samych okolicznościach. Czy to też powinniśmy uznawać, skoro ludzie tak sądzą i tak interpretują samych siebie i swoje decyzje?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | | Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52265 punktów) | . >Nie jest problemem, tylko jest nauką.
- Pańskie stanowisko nie jest "nauką", lecz skrajnym redukcjonizmem, który sam siebie podważa.
Jeżeli twierdzi Pan, że przekonania nie mają znaczenia przyczynowego, bo wszystko sprowadza się do DNA i czynników biologicznych, to tym samym unieważnia Pan także własne przekonania - są one wtedy tylko produktem biologii, a nie wynikiem rozumowania. W takiej perspektywie nie ma już miejsca ani na prawdę, ani na argument - jest tylko mechanizm.
To po pierwsze.
Po drugie, myli Pan dwie rzeczy: uwarunkowanie i przyczynowość. To, że przekonania mają swoje biologiczne czy społeczne uwarunkowania, nie oznacza, że nie działają jako motywy. Człowiek działa zawsze poprzez to, co uważa za prawdziwe - niezależnie od tego, skąd się to przekonanie wzięło.
Po trzecie, domaga się Pan "wiarygodnych świadectw" motywacji krzyżowców, a jednocześnie odrzuca Pan wszystkie dostępne świadectwa jako niewiarygodne. To stanowisko niefalsyfikowalne: żadne źródło nie może Pana przekonać, bo każde można z góry zakwestionować. To nie jest krytycyzm, lecz jego pozór.
A takie świadectwa istnieją - listy uczestników, kroniki pisane przez bezpośrednich świadków, dokumenty epoki - i wszystkie one, mimo różnic, powtarzają ten sam schemat uzasadnień religijnych. Nie chodzi o jeden "skrybę", lecz o zbieżność wielu niezależnych relacji.
I wreszcie rzecz najważniejsza.
Twierdzi Pan, że to, jak ludzie rozumieją własne działania, nie musi być ich rzeczywistą przyczyną. Oczywiście - bywa, że się mylą. Ale jeżeli całkowicie odrzucimy ich własne uzasadnienia, to nie pozostaje nam już nic poza arbitralną interpretacją badacza.
Wtedy to nie historia wyjaśnia człowieka, lecz badacz narzuca mu swoje wyjaśnienie.
A to nie jest nauka.
To jest właśnie to, o czym mówimy od początku: przekonanie uznane za niepodważalne. .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) | >. >>Nie jest problemem, tylko jest nauką. >- >Pańskie stanowisko nie jest "nauką", lecz skrajnym redukcjonizmem, który sam siebie podważa. >Jeżeli twierdzi Pan, że przekonania nie mają znaczenia przyczynowego, bo wszystko sprowadza się do DNA i czynników biologicznych, to tym samym unieważnia Pan także własne przekonania - są one wtedy tylko produktem biologii, a nie wynikiem rozumowania. W takiej perspektywie nie ma już miejsca ani na prawdę, ani na argument - jest tylko mechanizm. >To po pierwsze.
Na podobnej zasadzie należałoby odrzucić obliczenia dokonywane przez komputer. One też są dokonywane mechanicznie.
>Po drugie, myli Pan dwie rzeczy: uwarunkowanie i przyczynowość. To, że przekonania mają swoje biologiczne czy społeczne uwarunkowania, nie oznacza, że nie działają jako motywy. Człowiek działa zawsze poprzez to, co uważa za prawdziwe - niezależnie od tego, skąd się to przekonanie wzięło.
Jeżeli A jest uwarunkowane przez B, to jakie zadanie ma do wykonania A, którego nie wykonuje już B?
>Po trzecie, domaga się Pan "wiarygodnych świadectw" motywacji krzyżowców, a jednocześnie odrzuca Pan wszystkie dostępne świadectwa jako niewiarygodne. To stanowisko niefalsyfikowalne: żadne źródło nie może Pana przekonać, bo każde można z góry zakwestionować. To nie jest krytycyzm, lecz jego pozór.
Nie odrzucam wszystkich dostępnych świadectw, tylko proszę o świadectwa wiarygodne.
>A takie świadectwa istnieją - listy uczestników, kroniki pisane przez bezpośrednich świadków, dokumenty epoki - i wszystkie one, mimo różnic, powtarzają ten sam schemat uzasadnień religijnych. Nie chodzi o jeden "skrybę", lecz o zbieżność wielu niezależnych relacji.
Proszę pokazać jak i gdzie powtarzają ten schemat uzasadnień religijnych w sposób zbieżny (mam na myśli świadectwa co do wypraw krzyżowych).
>I wreszcie rzecz najważniejsza. >Twierdzi Pan, że to, jak ludzie rozumieją własne działania, nie musi być ich rzeczywistą przyczyną. Oczywiście - bywa, że się mylą. Ale jeżeli całkowicie odrzucimy ich własne uzasadnienia, to nie pozostaje nam już nic poza arbitralną interpretacją badacza.
Nie rozumiem, dlaczego interpretacja badacza miałaby być arbitralna w przypadku, gdy nie bierze on oświadczeń ludzi za dobrą monetę. Psychiatra nie traktuje na serio urojeń chorego, ale chyba nie przeszkadza mu to w postawieniu trafnej diagnozy.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) | >Podobnie z przykładem Azteków. Antropologia nie polega na odrzuceniu wyjaśnień uczestników, lecz na ich interpretacji. Jeżeli cały system rytualny jest uzasadniany kosmologicznie, to nie można go sprowadzić do funkcji ekonomicznej bez utraty jego sensu. Funkcja społeczna nie wyklucza znaczenia symbolicznego - przeciwnie, często na nim się opiera.
Opiera w taki sposób, że treść ta jest w sumie dowolna. Tradycyjne bajki dla dzieci występują w różnych kulturach i pewnie bajki staroegipskie będą się różnić od bajek eskimoskich, ale liczy się funkcja tych bajek, która wszędzie będzie taka sama albo zbliżona.
>Pańskie przykłady - klasztory, walka o władzę, trucie papieży - niczego tu nie zmieniają. Oczywiście, że istnieją działania motywowane interesem. Nikt tego nie neguje. Ale z tego nie wynika, że wszystkie działania można do tego sprowadzić. To klasyczny błąd redukcjonizmu: skoro coś bywa wyjaśniane przez czynnik X, to wszystko musi być nim wyjaśnione.
Przecież to Pan popełnia ten błąd, próbując całe zło na świecie tłumaczyć wiarą i wynikającymi stąd ograniczeniami. Ja dopuszczam wielość przyczyn - ekonomiczne, społeczne, biologiczne, fizyczne i psychologiczne. Przyjmuję hierarchię przyczyn i jestem skłonny twierdzić, że im bardziej podstawowa nauka, tym na bardziej podstawowe przyczyny ludzkiego postępowania wskazuje.
To Pan redukuje wiarę do czynnika odpowiadającego za zło, nieustannie powtarzając "każda wiara, niezależnie od jej przedmiotu...", itd. Czym to jest, jak nie redukcjonizmem opartym na obserwacji, że coś bywa wyjaśnione przez czynnik X?
>I wreszcie rzecz zasadnicza. Twierdzi Pan, że mówiąc o wierze, wprowadzam jakąś "osobną substancję" działającą w człowieku. To nieporozumienie. Wiara nie jest substancją. Jest stanem przekonań, który ma realne konsekwencje dla działania. Tak jak przekonanie, że coś jest prawem, obowiązkiem czy zagrożeniem, wpływa na zachowanie - tak samo przekonanie religijne czy ideologiczne.
Dobrze, zastąpię słowo "substancja" słowem "stan przekonań". Nadal będzie to coś, co obdarza Pan autonomicznymi mocami przyczynowymi. W świecie fizycznym, a tylko taki jest nam znany, mocami przyczynowymi obdarzone są przedmioty fizyczne, a nie Bóg, "stany przekonań", sensy, wartości, idee czy cokolwiek innego. Jeżeli coś oddziałuje, to co najwyżej fizyczna podstawa (domniemanego) przekonania czy jego domniemanego stanu.
>Nie trzeba postulować żadnej "duszy", by uznać, że przekonania mają moc przyczynową. Wystarczy przyjąć coś znacznie prostszego: że człowiek działa nie tylko w świecie bodźców, lecz także w świecie znaczeń...
Nie istnieje żaden "świat znaczeń", tak jak nie istnieje żaden świat nadprzyrodzony. Dziwne, że naturalista ontologiczny używa takiego poetyckiego i metaforycznego określenia tak, jak gdyby był to termin techniczny. Zostawmy poezji poetyckie określenia.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | | Hamerlik Konopka (19903 punktów) | > Nie istnieje żaden "świat znaczeń", tak jak nie istnieje żaden świat nadprzyrodzony.Zatem w twoich wypowiedziach nie ma żadnych argumentów ani też żadnego działania. To jest właśnie redukcjonizm - sprowadzenie świata do fizyczności i udawanie, że ten jest pozbawiony abstrakcji. Dla mnie nie tylko istnieje twierdzenie Pitagorasa ale również system operacyjny Android, który używam do tego postu. Świat znaczeń istnieje ze 100% pewnością a matematyka, lingwistyka, psychologia są naukami badań tego świata. Jak można nie dostrzegać, że świat fizyczny i świat abstrakcji istnieją równolegle? Choć trochę mnie to nie dziwi, bo znałem fizyków, którzy nie potrafili uznać istnienia ruchu i też zaliczyć go do świata fizycznego. Uznawali, że świat fizyczny kończy się ja samej materii. youtu.be/5VCiU1osa3w
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | | Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52265 punktów) | . >Nie istnieje żaden "świat znaczeń", tak jak nie istnieje żaden świat nadprzyrodzony. Dziwne, że naturalista ontologiczny używa takiego poetyckiego i metaforycznego określenia tak, jak gdyby był to termin techniczny. Zostawmy poezji poetyckie określenia.
- Pańska argumentacja opiera się na prostym zabiegu: wszystko, co dotyczy znaczeń i przekonań, sprowadza Pan do fizyki, a następnie ogłasza, że tylko fizyka ma "moc przyczynową". Problem w tym, że to nie jest wynik badań, lecz założenie filozoficzne, którego Pan nie uzasadnia.
Jeżeli "istnieją tylko przyczyny fizyczne", to także Pańskie twierdzenia są wyłącznie skutkiem procesów fizycznych, a nie rozumowania. Wtedy nie ma sensu mówić o prawdzie, tylko o mechanizmie. To stanowisko podważa samo siebie.
Nie twierdzę też, że "wiara wyjaśnia całe zło". Twierdzę coś znacznie prostszego: że przekonania - w tym wiara - są realnymi motywami działania i potrafią je legitymizować. To nie jest redukcjonizm, lecz jego odrzucenie.
Pańska teza, że treść przekonań jest "dowolna", również nie wytrzymuje konfrontacji z faktami. Gdyby była dowolna, nie mielibyśmy powtarzalnych wzorców: wojen religijnych, herezji, misji, ofiar rytualnych. Funkcja społeczna nie istnieje w próżni - zawsze jest wypełniona konkretną treścią, która nadaje jej sens i kierunek działania.
I wreszcie najważniejsze. Neguje Pan "świat znaczeń", a jednocześnie prowadzi spór, używa argumentów i domaga się uznania swoich racji. To wszystko są operacje na znaczeniach. Nie da się ich sprowadzić do samej fizyki bez utraty tego, czym są.
Nie wprowadzam żadnej "substancji". Mówię tylko rzecz elementarną: człowiek działa na podstawie tego, co uważa za prawdziwe.
Jeżeli Pan to odrzuca, to nie upraszcza Pan wyjaśnienia - Pan usuwa z niego człowieka. .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) | >. >>Nie istnieje żaden "świat znaczeń", tak jak nie istnieje żaden świat nadprzyrodzony. Dziwne, że naturalista ontologiczny używa takiego poetyckiego i metaforycznego określenia tak, jak gdyby był to termin techniczny. Zostawmy poezji poetyckie określenia. >- >Pańska argumentacja opiera się na prostym zabiegu: wszystko, co dotyczy znaczeń i przekonań, sprowadza Pan do fizyki, a następnie ogłasza, że tylko fizyka ma "moc przyczynową". Problem w tym, że to nie jest wynik badań, lecz założenie filozoficzne, którego Pan nie uzasadnia.
Nie do fizyki, ale do biologii, genetyki i w ostateczności do fizyki. To nie jest żadne założenie filozoficzne, tylko tak jest zbudowana nauka.
>Jeżeli "istnieją tylko przyczyny fizyczne", to także Pańskie twierdzenia są wyłącznie skutkiem procesów fizycznych, a nie rozumowania. Wtedy nie ma sensu mówić o prawdzie, tylko o mechanizmie. To stanowisko podważa samo siebie.
Nie rozumiem dlaczego prawdziwe twierdzenie nie może być otrzymane w wyniku zdarzeń fizycznych.
>Nie twierdzę też, że "wiara wyjaśnia całe zło". Twierdzę coś znacznie prostszego: że przekonania - w tym wiara - są realnymi motywami działania i potrafią je legitymizować. To nie jest redukcjonizm, lecz jego odrzucenie.
Tak, ale redukcjonizm Pana polega jeszcze na czymś innym, o czym pisałem wyżej.
>Pańska teza, że treść przekonań jest "dowolna", również nie wytrzymuje konfrontacji z faktami. Gdyby była dowolna, nie mielibyśmy powtarzalnych wzorców: wojen religijnych, herezji, misji, ofiar rytualnych. Funkcja społeczna nie istnieje w próżni - zawsze jest wypełniona konkretną treścią, która nadaje jej sens i kierunek działania.
W granicach tej zmienności i tej przypadkowości, jakiej sama podlega. Tak, za sprawą chrześcijaństwa konkwistadorzy używali znaku krzyża i posługiwali się słowem "Bóg". Gdyby chrześcijaństwa nie było, przypłynęliby do Ameryki pod innym znakiem i z innym słowem na ustach.
>I wreszcie najważniejsze. Neguje Pan "świat znaczeń", a jednocześnie prowadzi spór, używa argumentów i domaga się uznania swoich racji. To wszystko są operacje na znaczeniach. Nie da się ich sprowadzić do samej fizyki bez utraty tego, czym są.
Mogę się zgodzić, że to co robię można potocznie, metaforycznie i nieściśle określić mianem "prowadzenia sporu", i tak dalej. Tak samo mogę się zgodzić z powiedzeniem, że komputer "gra w szachy", chociaż w tym czasie dzieje się z nim coś o wiele bardziej skomplikowanego, co można zresztą opisać ścisłym językiem.
>Nie wprowadzam żadnej "substancji". Mówię tylko rzecz elementarną: człowiek działa na podstawie tego, co uważa za prawdziwe. >Jeżeli Pan to odrzuca, to nie upraszcza Pan wyjaśnienia - Pan usuwa z niego człowieka.
Zostawiam organizm ludzki. On jest człowiekiem.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52265 punktów) |
Nie wprowadzam żadnej "substancji". Mówię tylko rzecz elementarną: człowiek działa na podstawie tego, co uważa za prawdziwe. Jeżeli Pan to odrzuca, to nie upraszcza Pan wyjaśnienia - Pan usuwa z niego człowieka. . >Zostawiam organizm ludzki. On jest człowiekiem.
- Pańska argumentacja nie jest "bardziej naukowa", tylko niefalsyfikowalna.
Najpierw żąda Pan świadectw motywacji, a następnie każde możliwe świadectwo odrzuca jako niewiarygodne. To znaczy, że żadne dane nie mogą Pana przekonać. To nie jest sceptycyzm - to immunizacja własnej tezy.
Następnie sprowadza Pan wszystko do biologii, genetyki i fizyki, a potem ogłasza, że tylko one mają znaczenie przyczynowe. To również nie jest wniosek z nauki, lecz założenie filozoficzne, które przyjmuje Pan bez dowodu.
Efekt jest prosty: niezależnie od tego, jakie dane się pojawią - źródła historyczne, deklaracje ludzi, powtarzalne wzorce działań - wszystko zostaje z góry uznane za "wtórne" i nieważne. To nie jest wyjaśnianie rzeczywistości, tylko jej redukowanie do przyjętego schematu.
Pańskie porównania do komputera czy psychiatrii są tu tylko retoryką. Komputer nie ma przekonań, a psychiatra nie odrzuca wypowiedzi pacjenta, tylko je interpretuje. Pan natomiast odrzuca świadectwa i zastępuje je własną teorią.
I wreszcie rzecz najprostsza.
Jeżeli przekonania nie mają żadnej mocy przyczynowej, to także Pańskie przekonania nie mają żadnej wartości poznawczej - są tylko efektem procesów biologicznych. W takim ujęciu nie ma sensu mówić ani o prawdzie, ani o błędzie.
To stanowisko nie tyle jest błędne.
Ono samo siebie unieważnia.
.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) | >Nie wprowadzam żadnej "substancji". Mówię tylko rzecz elementarną: człowiek działa na podstawie tego, co uważa za prawdziwe. Jeżeli Pan to odrzuca, to nie upraszcza Pan wyjaśnienia - Pan usuwa z niego człowieka. >. >>Zostawiam organizm ludzki. On jest człowiekiem. >- >Pańska argumentacja nie jest "bardziej naukowa", tylko niefalsyfikowalna. >Najpierw żąda Pan świadectw motywacji, a następnie każde możliwe świadectwo odrzuca jako niewiarygodne. To znaczy, że żadne dane nie mogą Pana przekonać. To nie jest sceptycyzm - to immunizacja własnej tezy.
Dobrze, proszę więc o podanie tych zbieżnych świadectw mówiących, że krzyżowców motywowała wiara.
>Następnie sprowadza Pan wszystko do biologii, genetyki i fizyki, a potem ogłasza, że tylko one mają znaczenie przyczynowe. To również nie jest wniosek z nauki, lecz założenie filozoficzne, które przyjmuje Pan bez dowodu.
Chce Pan powiedzieć, że w świecie działają przyczyny niefizyczne?
>Efekt jest prosty: niezależnie od tego, jakie dane się pojawią - źródła historyczne, deklaracje ludzi, powtarzalne wzorce działań - wszystko zostaje z góry uznane za "wtórne" i nieważne. To nie jest wyjaśnianie rzeczywistości, tylko jej redukowanie do przyjętego schematu. >Pańskie porównania do komputera czy psychiatrii są tu tylko retoryką. Komputer nie ma przekonań, a psychiatra nie odrzuca wypowiedzi pacjenta, tylko je interpretuje. Pan natomiast odrzuca świadectwa i zastępuje je własną teorią.
W dobie sztucznej inteligencji powiedzenie, że komputer nie ma (albo nie może mieć) przekonań jest co najmniej ryzykowne.
Tym, co przyjmuje lekarz w rozmowie np. z "wierzącym" nie jest twierdzenie: "osoba X jest motywowana wiarą", tylko twierdzenie: "osoba X oświadcza, że motywuje ją wiara". Z drugiego wcale pierwsze nie wynika. Trafne wyjaśnienie postępowania osoby X wcale nie wymaga przyjęcia tej pierwszej tezy.
>I wreszcie rzecz najprostsza. >Jeżeli przekonania nie mają żadnej mocy przyczynowej, to także Pańskie przekonania nie mają żadnej wartości poznawczej - są tylko efektem procesów biologicznych. W takim ujęciu nie ma sensu mówić ani o prawdzie, ani o błędzie.
Przecież nasze zmysły są wytworem procesów biologicznych, mózg także. I dzięki nim uzyskujemy informacje o świecie. Zdolność rozumowania też ma podbudowę ewolucyjną w strukturze mózgu. Logika i matematyka nie wzięły się znikąd. Moje przekonania są wytworem ewolucji (i czynników zewnętrznych) i tak samo sprawdzają się w praktyce, jak inne moje ewolucyjne własności. Tak samo pozwalają mi na przetrwanie, jak one.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52265 punktów) | . Unika Pan sedna, zmieniając poziom rozmowy.
Najpierw: "proszę o świadectwa", potem: "oświadczenie nie dowodzi motywu". To znaczy, że żadne świadectwo nie może Pana przekonać, bo z góry odrzuca Pan jego wartość. To klasyczna immunizacja tezy.
A świadectwa istnieją i są znane: listy krzyżowców (np. korespondencja z I krucjaty), kroniki uczestników i świadków, dokumenty papieskie. Nie chodzi o jedno zdanie, lecz o powtarzalny schemat uzasadnień religijnych w wielu niezależnych źródłach. Pan nie wykazuje ich błędności - Pan je ignoruje.
Po drugie: pyta Pan, czy "istnieją przyczyny niefizyczne". To znów zmiana tematu. Nikt tu nie wprowadza "niefizycznych bytów". Mówimy o poziomie wyjaśnienia. Przekonania są stanami mózgu, ale działają jako przekonania - czyli jako treści, które organizują działanie. Sprowadzenie ich do fizyki nie wyjaśnia ich roli, tylko zmienia język opisu.
Po trzecie: przykład z lekarzem dokładnie pokazuje Pana błąd. Lekarz nie zatrzymuje się na "pacjent twierdzi", ale też nie odrzuca tego twierdzenia jako bezwartościowego. Interpretuje je w kontekście. Pan natomiast robi coś innego: odrzuca deklaracje i podstawia własne wyjaśnienie bez kryterium weryfikacji.
Po czwarte: komputer. To, że maszyny przetwarzają informacje, nie oznacza, że mają przekonania w sensie, o którym mówimy. To tylko kolejna ucieczka w analogię, która niczego nie rozwiązuje.
I wreszcie najważniejsze.
Mówi Pan, że przekonania są produktem ewolucji i "sprawdzają się w praktyce". A więc sam Pan przyznaje, że mają znaczenie dla działania i skutków. To dokładnie przeczy Pańskiej tezie, że są jedynie wtórnym opisem.
Problem nie polega na tym, że Pan ma inne zdanie.
Problem polega na tym, że stosuje Pan taką konstrukcję argumentu, w której żadne dane nie mogą go zmienić.
To nie jest nauka.
To jest właśnie to, o czym rozmawiamy: przekonanie odporne na korektę. .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) | > .> Unika Pan sedna, zmieniając poziom rozmowy.> Najpierw: "proszę o świadectwa", potem: "oświadczenie nie dowodzi motywu". To znaczy, że żadne świadectwo nie może Pana przekonać, bo z góry odrzuca Pan jego wartość. To klasyczna immunizacja tezy.> A świadectwa istnieją i są znane: listy krzyżowców (np. korespondencja z I krucjaty), kroniki uczestników i świadków, dokumenty papieskie. Nie chodzi o jedno zdanie, lecz o powtarzalny schemat uzasadnień religijnych w wielu niezależnych źródłach. Pan nie wykazuje ich błędności - Pan je ignoruje. Nie, niczego ignoruję. Przeciwnie ponownie, proszę o to, by je Pan podał, chociażby na wybranym przykładzie. > Po drugie: pyta Pan, czy "istnieją przyczyny niefizyczne". To znów zmiana tematu. Nikt tu nie wprowadza "niefizycznych bytów". Mówimy o poziomie wyjaśnienia. Przekonania są stanami mózgu, ale działają jako przekonania - czyli jako treści, które organizują działanie. Sprowadzenie ich do fizyki nie wyjaśnia ich roli, tylko zmienia język opisu.Wyjaśnia ich rolę, pokazując, że zależą od dalszych przyczyn. Nie działają autonomicznie (a więc w istocie nie działają w ogóle). Sam Pan sobie zresztą przeczy, gdyż wcześniej zarzucał mi Pan redukcjonizm, który przecież nie polega tylko na zmianie języka opisu. > Po trzecie: przykład z lekarzem dokładnie pokazuje Pana błąd. Lekarz nie zatrzymuje się na "pacjent twierdzi", ale też nie odrzuca tego twierdzenia jako bezwartościowego. Interpretuje je w kontekście. Pan natomiast robi coś innego: odrzuca deklaracje i podstawia własne wyjaśnienie bez kryterium weryfikacji.Nie mówię o odrzucaniu twierdzeń. Mowię, że faktem konstatowanym przez lekarza jest twierdzenie pacjenta, a nie stan rzeczy, o którym pacjent ten twierdzi, że istnieje. Faktem jest to, że pacjent twierdzi, że kieruje się wiarą, nie zaś to, że kieruje się wiarą. > Po czwarte: komputer. To, że maszyny przetwarzają informacje, nie oznacza, że mają przekonania w sensie, o którym mówimy. To tylko kolejna ucieczka w analogię, która niczego nie rozwiązuje. Ignoruje Pan rozwój sztucznej inteligencji. "Although artificial consciousness does not yet exist, scientists believe that some types of technology are more likely to achieve it in the future than others. Specifically, some experts argue that humanoid robots have the greatest potential to achieve artificial consciousness by combining biological human intelligence with the processing speed and storage capabilities of a high-tech device. Some scholars believe that these machines will be more likely to gain consciousness than other devices, such as smart appliances, that lack the biological human intelligence factor. If and when artificial consciousness is achieved, most scholars believe it will require gradual development." www.ebsco.(*)ences/artificial-consciousness> I wreszcie najważniejsze.> Mówi Pan, że przekonania są produktem ewolucji i "sprawdzają się w praktyce". A więc sam Pan przyznaje, że mają znaczenie dla działania i skutków. To dokładnie przeczy Pańskiej tezie, że są jedynie wtórnym opisem.Sprawdzają się w praktyce, czyli faktycznie jest tak, jak one mówią. Nie znaczy to, że mają moc przyczynową. Owszem, mają taką moc ich fizyczne podstawy, o których już pisałem. > Problem nie polega na tym, że Pan ma inne zdanie.> Problem polega na tym, że stosuje Pan taką konstrukcję argumentu, w której żadne dane nie mogą go zmienić.To nie jest nauka.> To jest właśnie to, o czym rozmawiamy: przekonanie odporne na korektę..Mogą, tylko trzeba wysunąć rzetelne argumenty. Ja odwołuję się do nauki, Pan zaś do "folk psychology", gdzie istnieją i przekonania (i ich jakości), i działania pod ich wpływem. Istnieje nawet "świat wartości" i wiele innych rzeczy ("idee"), których nie znajdujemy w doświadczeniu. Jest i świecka niby-dusza, czyli szkodliwa moralnie "jakość przekonań", nazywana przez Pana "wiarą", i której szuka Pan nie tylko u ludzi "czyniących zło", ale nawet u tych, którzy się z Panem nie zgadzają.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52265 punktów) | . Powtarza Pan ten sam zabieg.
Żąda Pan "konkretnych świadectw", a gdy wskazuję ich typ (listy, kroniki, dokumenty epoki), odpowiada Pan: "proszę podać przykład". To nie jest argument, tylko odsuwanie w nieskończoność momentu uznania danych. Zbieżność religijnych uzasadnień w źródłach krucjat jest elementarną wiedzą historyczną - nie polega na jednym cytacie, tylko na zgodności wielu relacji.
Pańskie rozróżnienie "pacjent twierdzi" vs "faktycznie kieruje się wiarą" jest czysto werbalne. Jeżeli konsekwentnie odrzuca Pan deklaracje aktorów jako wskaźnik motywacji, to na jakiej podstawie przypisuje im Pan "interes ekonomiczny" czy "przetrwanie"? Tego przecież nikt nie deklaruje wprost. Stosuje Pan podwójny standard: jedne wyjaśnienia odrzuca Pan jako "folk psychology", inne przyjmuje bez źródeł.
Twierdzenie, że przekonania "nie działają", bo działają ich fizyczne podstawy, jest banalną tautologią. Oczywiście, że wszystko ma podstawę fizyczną. Ale z tego nie wynika, że poziom przekonań przestaje być wyjaśniający. Tak samo jak fakt, że organizm składa się z cząsteczek, nie oznacza, że biologia przestaje mieć sens jako poziom opisu.
Odwołanie do "folk psychology" jest tu nieporozumieniem. Nauki o człowieku - historia, socjologia, psychologia - operują właśnie na poziomie przekonań, intencji i znaczeń. To nie jest "nienaukowe", tylko adekwatne do przedmiotu badania. Próba zastąpienia tego jedynie fizyką jest uproszczeniem, nie wyjaśnieniem.
I wreszcie: przywołuje Pan sztuczną inteligencję, cytując spekulacje o przyszłej świadomości. To nie jest argument, tylko dygresja. Rozmawiamy o realnych działaniach ludzi i ich motywacjach, nie o hipotetycznych maszynach.
Podsumujmy.
Nie wykazał Pan błędności źródeł. Nie wykazał Pan, że przekonania nie mają znaczenia motywacyjnego. Wprowadził Pan natomiast założenie, że tylko fizyka "naprawdę wyjaśnia", i na tej podstawie odrzuca wszystko inne.
To nie jest wynik nauki.
To jest założenie, którego Pan nie poddaje krytyce.
I właśnie dlatego ta dyskusja stoi w miejscu.
Wiem, iż z większością wierzących sensowna i merytoryczna dyskusja jest niemożliwą, ale ciągle się łudzę i stale trafiam na to samo. .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) | >. >Powtarza Pan ten sam zabieg.Żąda Pan "konkretnych świadectw", a gdy wskazuję ich typ (listy, kroniki, dokumenty epoki), odpowiada Pan: "proszę podać przykład". To nie jest argument, tylko odsuwanie w nieskończoność momentu uznania danych. Zbieżność religijnych uzasadnień w źródłach krucjat jest elementarną wiedzą historyczną - nie polega na jednym cytacie, tylko na zgodności wielu relacji.
Dlaczego wskazuje Pan typ, a nie choćby jeden konkret? Proszę o jedno konkretne świadectwo.
>Pańskie rozróżnienie "pacjent twierdzi" vs "faktycznie kieruje się wiarą" jest czysto werbalne. Jeżeli konsekwentnie odrzuca Pan deklaracje aktorów jako wskaźnik motywacji, to na jakiej podstawie przypisuje im Pan "interes ekonomiczny" czy "przetrwanie"? Tego przecież nikt nie deklaruje wprost. Stosuje Pan podwójny standard: jedne wyjaśnienia odrzuca Pan jako "folk psychology", inne przyjmuje bez źródeł.
Interesie ekonomicznym świadczy postępowanie, a nie deklaracje.
>Twierdzenie, że przekonania "nie działają", bo działają ich fizyczne podstawy, jest banalną tautologią. Oczywiście, że wszystko ma podstawę fizyczną. Ale z tego nie wynika, że poziom przekonań przestaje być wyjaśniający. Tak samo jak fakt, że organizm składa się z cząsteczek, nie oznacza, że biologia przestaje mieć sens jako poziom opisu.
Jeden wyjaśnienia sprowadzają się jednak do innych, bardziej podstawowych.
>Odwołanie do "folk psychology" jest tu nieporozumieniem. Nauki o człowieku - historia, socjologia, psychologia - operują właśnie na poziomie przekonań, intencji i znaczeń. To nie jest "nienaukowe", tylko adekwatne do przedmiotu badania. Próba zastąpienia tego jedynie fizyką jest uproszczeniem, nie wyjaśnieniem.
Odwołują się za cenę bycia raczej wstępem do ścisłej nauki.
>I wreszcie: przywołuje Pan sztuczną inteligencję, cytując spekulacje o przyszłej świadomości. To nie jest argument, tylko dygresja. Rozmawiamy o realnych działaniach ludzi i ich motywacjach, nie o hipotetycznych maszynach.
Nie o hipotetycznych maszynach, tylko o maszynach które coraz bardziej przypominają człowieka obdarzonego świadomością. Mówię o tym, co dzieje się na naszych oczach. Już teraz ludzie są zwalniani z pracy, bo w konwersacji z ludźmi wyręcza ich sztuczna inteligencja.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Hamerlik Konopka (19903 punktów) | > Nie o hipotetycznych maszynach, tylko o maszynach które coraz bardziej przypominają człowieka obdarzonego świadomością. Mówię o tym, co dzieje się na naszych oczach. Już teraz ludzie są zwalniani z pracy, bo w konwersacji z ludźmi wyręcza ich sztuczna inteligencja.Każde ludzkie narzędzie jest rozwiniętą kopią jego własnych organów a wkrótce może nawet całego ciała. Człowiek chyba nawet nie rozumie, że budując narzędzia odtwarza i rozwija siebie samego w przyrodzie, czy to na poziome młotka, łopaty, czy też komputera. Maszyny przejmują funkcje ludzkiego organizmu a teraz już również mózgu. Tworzenie maszyn jest rozmnażaniem się. Wkrótce maszyny nie tylko będą myły podłogi, będą też prowadzić wojny oczywiście w imię bogów, demokracji i wiecznego zbawienia. Oprogramowana memami umysłu człowieka maszyna pójdzie na pole walki a gdy wróci poinformuje ile zabiła wrogów w sposób całkowicie autonomiczny podczas zabijania, na bazie wcześniej wgranego programu. Wszyscy ludzie będą to racjonalizować i twierdzić, że tak być musi i nie może być inaczej. Pomimo, że wcześniej żyli jakoś bez zabijających maszyn, mordując się własnymi rękami, następnie nie będą umieli istnieć, bez urządzeń, które zrobią za nich krwawą robotę. youtu.be/5VCiU1osa3w
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52265 punktów) | . Znów zmienia Pan zasady w trakcie rozmowy.
Najpierw odrzuca Pan cały typ źródeł, a potem żąda "jednego przykładu", jakby pojedynczy cytat miał zastąpić analizę całego korpusu. Historia nie działa na zasadzie "proszę o jeden dowód", tylko na zgodności wielu świadectw. To, że krucjaty były uzasadniane religijnie, wynika z licznych źródeł - od listów uczestników po dokumenty papieskie. Pan tego nie obala, tylko podnosi próg dowodu tak, żeby nic go nie spełniało.
Pańskie zdanie, że "o interesie ekonomicznym świadczy postępowanie, a nie deklaracje", dokładnie pokazuje podwójny standard. Gdy działanie interpretuje Pan jako ekonomiczne - to już jest dla Pana wyjaśnienie. Gdy to samo działanie jest uzasadniane religijnie przez uczestników - wtedy nagle "to nic nie znaczy". To nie jest analiza, tylko selekcja pod tezę.
Twierdzenie, że "wszystko sprowadza się do bardziej podstawowego poziomu", niczego nie wyjaśnia. To truizm. Tak, chemia sprowadza się do fizyki - ale nikt rozsądny nie twierdzi, że dlatego chemia przestaje istnieć jako poziom wyjaśnienia. Pan robi dokładnie ten błąd w odniesieniu do przekonań.
Określanie historii czy psychologii jako "wstępu do ścisłej nauki" jest po prostu nieporozumieniem. To są nauki o innym poziomie złożoności. Próba ich zastąpienia fizyką nie czyni wyjaśnienia głębszym, tylko płytszym.
A wątek sztucznej inteligencji pozostaje dygresją. To, że maszyny imitują rozmowę, nie ma żadnego związku z pytaniem o motywacje ludzi historycznych.
Podsumujmy.
Nie wykazał Pan, że źródła są niewiarygodne. Nie wykazał Pan, że przekonania nie motywują działania. Pokazał Pan natomiast konsekwentnie jedno: że odrzuca Pan wszystko, co nie pasuje do przyjętego schematu.
To nie jest "nauka".
To jest właśnie to, o czym mówimy od początku: dopasowywanie rzeczywistości do tezy, a nie tezy do danych.
Wiem, iż niczego z Pańskim rozumowaniem i erudycją nie uczynię, ale liczę, iż czytają to także jacyś inteligentni czytelnicy i to do nich adresuję swoje wypowiedzi. .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) | >. >Znów zmienia Pan zasady w trakcie rozmowy. >Najpierw odrzuca Pan cały typ źródeł, a potem żąda "jednego przykładu", jakby pojedynczy cytat miał zastąpić analizę całego korpusu. Historia nie działa na zasadzie "proszę o jeden dowód", tylko na zgodności wielu świadectw. To, że krucjaty były uzasadniane religijnie, wynika z licznych źródeł - od listów uczestników po dokumenty papieskie. Pan tego nie obala, tylko podnosi próg dowodu tak, żeby nic go nie spełniało.
Proszę o jakiekolwiek świadectwo z tych zgodnych świadectw. Jeżeli jest wiele, jest przynajmniej jedno. Proszę o to jedno. Jeżeli Pan go nie ma, niech Pan napisze otwarcie.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52265 punktów) | . > Proszę o jakiekolwiek świadectwo z tych zgodnych świadectw. Jeżeli jest wiele, jest przynajmniej jedno. Proszę o to jedno. Jeżeli Pan go nie ma, niech Pan napisze otwarcie. To nie jest problem braku świadectw, tylko Pana strategii.Świadectwa istnieją i są łatwo dostępne - wystarczy sięgnąć choćby do kronik I krucjaty i relacji uczestników: Gesta Francorum, Raymond of Aguilers czy Fulcher of Chartres. Znajdujemy tam wprost odwołania do odpuszczenia grzechów, zbawienia i "woli Bożej" jako motywów działania - i to powtarzalnie, w różnych źródłach, nie w jednym tekście. Nie jest to żadna wiedza tajemna, tylko elementarz historiografii. Problem polega na tym, że Pan nie szuka świadectwa, tylko warunku, który pozwoli je odrzucić. Bo nawet gdy podam Panu konkretny przykład, odpowie Pan dokładnie tak jak wcześniej: "to tylko deklaracja, nie dowód motywu". Czyli wracamy do punktu wyjścia. Nie chodzi więc o to, czy istnieje jedno świadectwo - bo istnieje ich wiele. Chodzi o to, że w Pańskim modelu żadne świadectwo nie może być uznane za wystarczające.I to jest sedno problemu. Bo wtedy nie dyskutujemy już o faktach, tylko o założeniu, które z góry je wyklucza..  .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) | >. >> Proszę o jakiekolwiek świadectwo z tych zgodnych świadectw. Jeżeli jest wiele, jest przynajmniej jedno. Proszę o to jedno. Jeżeli Pan go nie ma, niech Pan napisze otwarcie. > To nie jest problem braku świadectw, tylko Pana strategii.Świadectwa istnieją i są łatwo dostępne - wystarczy sięgnąć choćby do kronik I krucjaty i relacji uczestników: Gesta Francorum, Raymond of Aguilers czy Fulcher of Chartres. Znajdujemy tam wprost odwołania do odpuszczenia grzechów, zbawienia i "woli Bożej" jako motywów działania - i to powtarzalnie, w różnych źródłach, nie w jednym tekście.
Czyli uważa Pan, że krzyżowców motywowała wola Boża? Zdaje się, że odrzuca Pan wpływ czynników nadprzyrodzonych.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52265 punktów) | . > Czyli uważa Pan, że krzyżowców motywowała wola Boża? Zdaje się, że odrzuca Pan wpływ czynników nadprzyrodzonych.
Znów odwraca Pan sens wypowiedzi.
Nie twierdzę, że krzyżowców "motywowała wola Boża" jako realny czynnik nadprzyrodzony, tylko że oni wierzyli, iż działa wola Boża - i na tej podstawie podejmowali decyzje. To elementarna różnica, którą Pan celowo zaciera.
Ja nie muszę uznawać istnienia Boga, żeby uznać istnienie tej wiary w ludzkich głowach. A to właśnie ta wiara - jako przekonanie - ma skutki realne: legitymizuje przemoc, nadaje jej sens i czyni ją moralnie dopuszczalną dla sprawcy.
Pański zabieg polega na prostym chwycie: zamienia Pan analizę przekonań na pytanie o ontologię Boga, żeby uniknąć wniosku o roli wiary. To nie jest argument, tylko zmiana tematu.
Powiedzmy więc jasno: nie trzeba, by Bóg istniał, żeby ludzie w jego imię zabijali.
I to jest fakt historyczny, którego Pan nie obalił - tylko go Pan omija. .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) | >. >> Czyli uważa Pan, że krzyżowców motywowała wola Boża? Zdaje się, że odrzuca Pan wpływ czynników nadprzyrodzonych. >Znów odwraca Pan sens wypowiedzi. >Nie twierdzę, że krzyżowców "motywowała wola Boża" jako realny czynnik nadprzyrodzony, tylko że oni wierzyli, iż działa wola Boża - i na tej podstawie podejmowali decyzje. To elementarna różnica, którą Pan celowo zaciera.
Wierzyli, że działa wola Boża i WIERZYLI, że na tej podstawie podejmowali decyzje.
Ja wierzę, że z wolnej (nie z Bożej) woli wybrałem rzecz A, a nie B, ale nie znaczy to, że wola wola motywowała mój wybór.
Mogę być głęboko przeswiadczony, że motywuje mnie wiara i że działam pod wpływem czyjegoś płomiennego kazania, ale nie jest to dowód pokazujący moją rzeczywistą motywację.
Myli Pan subiektywną ocenę motywów z motywami. Myli Pan subiektywne oceny krzyzowcow ich motywacji z ich rzeczywistymi motywacjami. Nie ma bezpośredniego i logicznego przejścia od jednego do drugiego.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52265 punktów) | , >Wierzyli, że działa wola Boża i WIERZYLI, że na tej podstawie podejmowali decyzje. >Ja wierzę, że z wolnej (nie z Bożej) woli wybrałem rzecz A, a nie B, ale nie znaczy to, że wola wola motywowała mój wybór. >Mogę być głęboko przeswiadczony, że motywuje mnie wiara i że działam pod wpływem czyjegoś płomiennego kazania, ale nie jest to dowód pokazujący moją rzeczywistą motywację. >Myli Pan subiektywną ocenę motywów z motywami. Myli Pan subiektywne oceny krzyzowcow ich motywacji z ich rzeczywistymi motywacjami. Nie ma bezpośredniego i logicznego przejścia od jednego do drugiego.
Powtarza Pan stale ten sam błąd, tylko w innej formie - i wynika on z braku elementarnej dyscypliny logicznej.
Jak trafnie zauważył Jerzy Bralczyk, najpierw jest logika - sensowność i prawdziwość sądu - a dopiero potem retoryka. U Pana jest odwrotnie: forma zastępuje rozumowanie.
Oczywiście, że ludzie mogą mylić się co do własnych motywów. Nikt tego nie neguje. Problem polega na tym, że Pan z tej możliwości robi zasadę i na tej podstawie odrzuca wszystkie świadectwa. Przechodzi Pan bez uzasadnienia od "to nie dowód absolutny" do "to nic nie znaczy". To błąd logiczny, nie stanowisko naukowe.
Jeżeli deklaracje ludzi nie mają żadnej wartości, to proszę wskazać, na jakiej podstawie przypisuje im Pan "rzeczywiste motywy". Skąd Pan wie, że to był interes ekonomiczny, a nie wiara? Tego przecież nikt Panu nie "oświadczył". W tym miejscu kończy się Pańska "logika", a zaczyna dowolność.
Ja twierdzę coś znacznie skromniejszego i naukowego: że deklaracje są jednym z podstawowych źródeł, które interpretuje się w kontekście innych danych. Jeżeli w wielu niezależnych źródłach ludzie mówią to samo - że działają dla zbawienia, z woli Bożej, w obronie wiary - to nie jest to dowód absolutny, ale poważna przesłanka, której nie można po prostu skreślić.
Pan natomiast robi dokładnie to: odrzuca dane i w ich miejsce wstawia własne przypuszczenia.
To nie jest lepsza metodologia.
To jest jej brak.
I dlatego problem nie polega na tym, że ja coś "mylę".
Problem polega na tym, że Pan nie ma kryterium odróżnienia wyjaśnienia od własnej opinii.
Jakoś wielce poplątane są światopoglądy ludzi wierzących aby swój obronić strasznie Pan mataczy i tylko mocno wierzący mogą uwierzyć w Pańską rację. .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) | >, >>Wierzyli, że działa wola Boża i WIERZYLI, że na tej podstawie podejmowali decyzje. >>Ja wierzę, że z wolnej (nie z Bożej) woli wybrałem rzecz A, a nie B, ale nie znaczy to, że wola wola motywowała mój wybór. >>Mogę być głęboko przeswiadczony, że motywuje mnie wiara i że działam pod wpływem czyjegoś płomiennego kazania, ale nie jest to dowód pokazujący moją rzeczywistą motywację. >>Myli Pan subiektywną ocenę motywów z motywami. Myli Pan subiektywne oceny krzyzowcow ich motywacji z ich rzeczywistymi motywacjami. Nie ma bezpośredniego i logicznego przejścia od jednego do drugiego. >Powtarza Pan stale ten sam błąd, tylko w innej formie - i wynika on z braku elementarnej dyscypliny logicznej.Jak trafnie zauważył Jerzy Bralczyk, najpierw jest logika - sensowność i prawdziwość sądu - a dopiero potem retoryka. U Pana jest odwrotnie: forma zastępuje rozumowanie. >Oczywiście, że ludzie mogą mylić się co do własnych motywów. Nikt tego nie neguje. Problem polega na tym, że Pan z tej możliwości robi zasadę i na tej podstawie odrzuca wszystkie świadectwa. Przechodzi Pan bez uzasadnienia od "to nie dowód absolutny" do "to nic nie znaczy". To błąd logiczny, nie stanowisko naukowe.
Nie odrzucam wszystkich świadectw, tylko mówię, że jedno nie dowodzi drugiego. Napisałem, że jedno z drugiego logicznie i bezpośrednio nie wynika. Nie znaczy to, że świadectwo to jest nieprzydatne, tylko jest niewystarczające. Ponieważ krzyżowiec może się mylić we własnej ocenie motywów, potrzebne są dodatkowe świadectwa, które pokazują, że się nie mylił. Nie twierdzę, że się mylił. To Pan myli "nie wynika A" z "wynika nie-A".
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52265 punktów) | . >Nie odrzucam wszystkich świadectw, tylko mówię, że jedno nie dowodzi drugiego. Napisałem, że jedno z drugiego logicznie i bezpośrednio nie wynika. Nie znaczy to, że świadectwo to jest nieprzydatne, tylko jest niewystarczające. Ponieważ krzyżowiec może się mylić we własnej ocenie motywów, potrzebne są dodatkowe świadectwa, które pokazują, że się nie mylił. Nie twierdzę, że się mylił. To Pan myli "nie wynika A" z "wynika nie-A".
- Znów stosuje Pan ten sam zabieg - i trudno go już nazwać inaczej niż świadomym mataczeniem.
Nikt nie twierdzi, że z deklaracji "wynika bezpośrednio i absolutnie" motywacja. To Pan sam wprowadza taki warunek, żeby go potem obalić. To klasyczne odwracanie kota ogonem.
Ja mówię jasno: deklaracje są jednym z podstawowych świadectw, które interpretuje się w kontekście innych źródeł. Pan natomiast udaje, że ktoś twierdzi coś więcej - po to, żeby to łatwo zakwestionować.
Pańskie stwierdzenie, że "jedno nie dowodzi drugiego", jest trywialne i niczego nie rozstrzyga. W historii nic nie "dowodzi" w sensie matematycznym - rekonstruuje się najbardziej prawdopodobne wyjaśnienia na podstawie zbieżnych danych. I właśnie to Pan konsekwentnie pomija.
Co więcej, domaga się Pan "dodatkowych świadectw", a gdy wskazuję ich istnienie, natychmiast ogłasza je "niewystarczającymi". To nie jest uczciwa analiza, tylko ustawianie warunków tak, żeby żaden wynik nie mógł ich spełnić.
To nie jest precyzja logiczna.
To jest manipulacja kryteriami w trakcie dyskusji, żeby uniknąć wniosku.
.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) | >. >>Nie odrzucam wszystkich świadectw, tylko mówię, że jedno nie dowodzi drugiego. Napisałem, że jedno z drugiego logicznie i bezpośrednio nie wynika. Nie znaczy to, że świadectwo to jest nieprzydatne, tylko jest niewystarczające. Ponieważ krzyżowiec może się mylić we własnej ocenie motywów, potrzebne są dodatkowe świadectwa, które pokazują, że się nie mylił. Nie twierdzę, że się mylił. To Pan myli "nie wynika A" z "wynika nie-A". >- >Znów stosuje Pan ten sam zabieg - i trudno go już nazwać inaczej niż świadomym mataczeniem.</
Nie mataczę, tylko wskazuję na to, że dostępne świadectwa historyczne są niewystarczające. Nie twierdziłem, że ich nie ma - przecież prosiłem Pana o nie wielokrotne - i nie odmawiam ich uznania za świadectwa. Nie przeczę, że mają pewną wartość. Nie uważam jednak, żeby świadectwa te wystarczały do wniosku, że krzyżowcami kierowała wiara. Jeżeli ma Pan np. opinie współczesnych psychiatrów, którzy są w stanie wzbogacić świadectwa historyczne własną wiedzą i są w stanie orzec, że, biorąc wszystko pod uwagę, z tymi orzeczeniami włącznie, ci ludzie faktycznie kierowali się wiarą, tak jak twierdzili, to wtedy takie połączone świadectwa będą miały wartość, wartość na pewno większą niż najbardziej szczere orzeczenia krzyżowców na temat motywów ich postępowania.
Przecież sąd także w przypadkach wątpliwych nie tylko słucha orzeczeń podejrzanego, ale i pozwala na ocenę biegłym, którzy mogą coś powiedzieć na temat wartości tych orzeczeń. Pan słucha tylko podejrzanych i na podstawie ich orzeczeń wydaje wyrok. Ja zaś domagam się nie tylko wysłuchania podejrzanych - nie odrzucam ich świadectwa - tylko domagam się dodatkowego zbadania sprawy przez biegłych. Wysłuchałem podejrzanych. Nie twierdzę, że kłamią, tylko nie mam pewności, czy mówią prawdę. Dokąd nie wypowiedzą się biegli nie uważam więc, by można było wydać wyrok. Pan uważa, że można wydać, ponieważ orzeczenia podejrzanych są liczne i zgodne. To nic innego, jak przyjmowanie czyjegoś świadectwa na wiarę, tylko dlatego, że świadectw jest wiele i są zgodne. Ja takie postępowanie odrzucam.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52265 punktów) | . > Nie mataczę, tylko wskazuję na to, że dostępne świadectwa historyczne są niewystarczające.
- Znów zmienia Pan zasady tak, żeby żadna odpowiedź nie mogła ich spełnić.
Najpierw domaga się Pan świadectw - gdy je wskazuję, uznaje Pan je za "niewystarczające". Teraz wprowadza Pan warunek "biegłych", którzy mieliby rozstrzygać motywacje ludzi sprzed tysiąca lat. To nie jest metodologia, tylko stawianie wymagań, których żadna historiografia nie spełnia.
Historyk nie ma dostępu do "psychiatrów krzyżowców". Ma źródła - listy, kroniki, dokumenty - które porównuje i interpretuje. I to właśnie Pan odrzuca.
Pańska analogia do sądu również jest chybiona. Sąd nie ignoruje zgodnych zeznań tylko dlatego, że nie są absolutne - ocenia ich spójność i kontekst. Dokładnie tak działa historia.
Co więcej, badania nad religią i mentalnością historyczną od dawna pokazują, że przekonania są realnym czynnikiem działania. Wystarczy sięgnąć do prac takich autorów jak Jacek Sieradzan, czy klasycznych analiz mentalności: Montaillou i Ser i robaki. Tam właśnie widać, jak ludzie rzeczywiście myśleli i dlaczego działali tak, a nie inaczej - nie jako "biologiczne automaty", lecz jako podmioty kierujące się przekonaniami.
Pan natomiast robi coś odwrotnego: mnoży Pan warunki, których nie da się spełnić, a następnie ogłasza Pan, że nic nie zostało wykazane.
To nie jest ostrożność poznawcza.
To jest unikanie ewidentnego wniosku oraz konsekwentne próby manipulacji z powodu braku merytorycznych argumentów. .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) | >. >> Nie mataczę, tylko wskazuję na to, że dostępne świadectwa historyczne są niewystarczające. >- >Znów zmienia Pan zasady tak, żeby żadna odpowiedź nie mogła ich spełnić.Najpierw domaga się Pan świadectw - gdy je wskazuję, uznaje Pan je za "niewystarczające".
Mam takie prawo.
>Teraz wprowadza Pan warunek "biegłych", którzy mieliby rozstrzygać motywacje ludzi sprzed tysiąca lat. To nie jest metodologia, tylko stawianie wymagań, których żadna historiografia nie spełnia.
Nie żadna, tylko ta tycząca wieków odległych. Była mowa o umysłowości kogoś, kto żył 800 lat temu.
>Historyk nie ma dostępu do "psychiatrów krzyżowców". Ma źródła - listy, kroniki, dokumenty - które porównuje i interpretuje. I to właśnie Pan odrzuca.
Nie odrzucam, tylko odrzucam Pana tezę, że są wystarczające.
>Pańska analogia do sądu również jest chybiona. Sąd nie ignoruje zgodnych zeznań tylko dlatego, że nie są absolutne - ocenia ich spójność i kontekst. Dokładnie tak działa historia.
Za chwilę będzie trzeba uznać cuda Nowego Testamentu, bo świadectwa co do nich są dosyć zgodne i całkiem spójne.
>Co więcej, badania nad religią i mentalnością historyczną od dawna pokazują, że przekonania są realnym czynnikiem działania. Wystarczy sięgnąć do prac takich autorów jak Jacek Sieradzan, czy klasycznych analiz mentalności: Montaillou i Ser i robaki. Tam właśnie widać, jak ludzie rzeczywiście myśleli i dlaczego działali tak, a nie inaczej - nie jako "biologiczne automaty", lecz jako podmioty kierujące się przekonaniami.
Nie odrzucam ich myśli, i tego, że były takie lub inne, tylko odmawiam tym myślom mocy przyczynowej. Nie wszyscy pisarze muszą wchodzić w bardziej teoretyczne zagadnienia podstaw własnych badań, tak jak malarz (albo krytyk malarstwa) nie musi mieć pojęcia o budowie chemicznej farby. Tym, co oddziałuje na płótno, jest jednak związek chemiczny. Malarz może sądzić, że to piękno obrazu odziaływuje na oczy. Oddziaływują jednak fotony.
>Pan natomiast robi coś odwrotnego: mnoży Pan warunki, których nie da się spełnić, a następnie ogłasza Pan, że nic nie zostało wykazane.
Niczego nie mnożę. Nauka to surowe warunki - bardzo trudno coś udowodnić w sposób naukowy.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52265 punktów) | . >Niczego nie mnożę. Nauka to surowe warunki - bardzo trudno coś udowodnić w sposób naukowy.
- Nie, to nie są żadne "surowe warunki nauki", tylko warunki tak ustawione, żeby nic nie mogło ich spełnić.
Mówi Pan: "mam prawo uznać świadectwa za niewystarczające". Oczywiście, że ma Pan prawo - ale to nie jest argument. To tylko deklaracja. Nauka polega na uzasadnianiu, dlaczego coś jest niewystarczające, a nie na powtarzaniu, że jest.
Ja właśnie trzymam się standardowej metodologii naukowej: krytyki źródeł, ich porównywania i rekonstrukcji najbardziej prawdopodobnych motywacji. Nie bardzo rozumiem, o jakich "surowych wymaganiach nauki" Pan mówi, bo te, które Pan stawia, nie funkcjonują w żadnej nauce historycznej. To nie jest rygor - to jest arbitralne podnoszenie progu dowodu.
Pańska analogia do cudów Nowego Testamentu jest chybiona. Historyk nie rozstrzyga, czy cud "zaszedł", tylko bada, w co ludzie wierzyli i jak to wpływało na ich działania. Pan miesza poziomy analizy, żeby uniknąć wniosku.
Kluczowy błąd jest jednak gdzie indziej.
Twierdzi Pan, że przekonania "nie mają mocy przyczynowej", bo ich podstawą są procesy fizyczne. To redukcja poziomów opisu. Tak, wszystko ma podstawę fizyczną - ale to nie eliminuje poziomu wyjaśnienia. Fotony tłumaczą, jak działa obraz, ale nie tłumaczą, dlaczego ktoś namalował właśnie to, a nie coś innego.
I dokładnie tak samo jest tutaj.
Pan zastępuje pytanie o motywację pytaniem o fizyczny nośnik przekonań - a to nie jest odpowiedź, tylko zmiana tematu.
Dlatego problem nie polega na "surowości nauki".
Problem polega na tym, że eliminuje Pan z wyjaśnienia to, co ma być wyjaśnione - a następnie ogłasza Pan, że nic nie zostało wykazane.
Czyli z powodu braku merytorycznych argumentów dalej Pan mataczy.
.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) | >. >>Niczego nie mnożę. Nauka to surowe warunki - bardzo trudno coś udowodnić w sposób naukowy. >- >Nie, to nie są żadne "surowe warunki nauki", tylko warunki tak ustawione, żeby nic nie mogło ich spełnić.Mówi Pan: "mam prawo uznać świadectwa za niewystarczające". Oczywiście, że ma Pan prawo - ale to nie jest argument. To tylko deklaracja. Nauka polega na uzasadnianiu, dlaczego coś jest niewystarczające, a nie na powtarzaniu, że jest.
Napisałem przecież, że wniosek nie wynika z przesłanek. Poza tym dystans czasowy pozwala mieć wątpliwości. Trudno orzekać o tym, co i jak myśleli ludzie 800 lat temu, zwłaszcza niepiśmienni, którzy nie pozostawili po sobie żadnych śladów. Zakładam, że niepiśmiennych była większość, relacje, o których Pan wspomina, pozostawili zatem nieliczni.
>Ja właśnie trzymam się standardowej metodologii naukowej: krytyki źródeł, ich porównywania i rekonstrukcji najbardziej prawdopodobnych motywacji. Nie bardzo rozumiem, o jakich "surowych wymaganiach nauki" Pan mówi, bo te, które Pan stawia, nie funkcjonują w żadnej nauce historycznej. To nie jest rygor - to jest arbitralne podnoszenie progu dowodu.
Można postawić pytanie, na ile nauki historyczne są naukami. Przecież historia napisana przez profesora A nierzadko różni się od historii napisanej przez profesora B. Są narodowe szkoły historyczne. Nie ma też chyba ani jednej kwestii, w której historycy doszliby do jakiegoś konsensusu. Spierają się ze sobą nieustannie, nawet o postacie niedawne, takie jak Piłsudski czy Dmowski. Argument, że "coś ustalili historycy" albo mówi o tym, czego nie ma (bo historycy rzadko kiedy są jednogłośni), albo jest odwołaniem do ustalenia nie mającego takiego stopnia pewności i ścisłości jak to, co ustala się w naukach takich jak biologia czy chemia.
>Pańska analogia do cudów Nowego Testamentu jest chybiona. Historyk nie rozstrzyga, czy cud "zaszedł", tylko bada, w co ludzie wierzyli i jak to wpływało na ich działania. Pan miesza poziomy analizy, żeby uniknąć wniosku.
Mówię, co by było, gdyby kłaść nacisk na relacje z pominięciem innych żródeł.
>Kluczowy błąd jest jednak gdzie indziej. >Twierdzi Pan, że przekonania "nie mają mocy przyczynowej", bo ich podstawą są procesy fizyczne. To redukcja poziomów opisu. Tak, wszystko ma podstawę fizyczną - ale to nie eliminuje poziomu wyjaśnienia. Fotony tłumaczą, jak działa obraz, ale nie tłumaczą, dlaczego ktoś namalował właśnie to, a nie coś innego.
Do tego można odnieść przykład z bliźniętami, który już podawałem.
>I dokładnie tak samo jest tutaj. >Pan zastępuje pytanie o motywację pytaniem o fizyczny nośnik przekonań - a to nie jest odpowiedź, tylko zmiana tematu.
Nie jest to zmiana tematu, gdyż fizyczny nośnik działa. Nie rozumiem, dlaczego nie chce Pan tego przyjąć do wiadomości, tylko przypisuje sprawstwo czemuś, co nie jest przedmiotem fizycznym.
Człowiek nie może za sprawą "wiary" przedostać się z Europy na Bliski Wschód, ponieważ jego przeprawa jest czynnością fizyczną i wymaga fizycznych przyczyn. Przyczyną tego mogą być fizyczne własności jego ciała, takie jak te, dzięki którym inne ciała wykonują inną pracę. Oczywiście można to opisać innymi słowami i uczynić opis bardziej poetyckim czy humanistycznym, ale niczego to nie zmieni, gdyż musi obowiązywać zasada zachowania energii i ruch czyjegoś ciała podążającego z Paryża do Jerozolimy także jej podlega.
Te różne poziomy, o których Pan mówi, to nic innego, jak różne poziomy ścisłości. Opis w kategoriach potocznych czy historycznych jest o wiele mniej ścisły i dlatego łatwiej go wykonać i zrozumieć. Bardziej ścisły jest jednak ten, którego dokonują (czy mogłyby, przynajmniej w zasadzie, dokonać) nauki bardziej podstawowe. Jest mierzenie nieścisłe, "na oko", jest i mierzenie prostymi narzędziami. Są jednak i narzędzia bardziej specjalistyczne. Każdy opis zjawiska historycznego może być zastąpiony opisem fizycznym, bardziej ścisłym, w którym nie będą się pojawiać terminy z opisu historycznego. To nie tylko różnica opisów, ale także różnica ścisłości, ze wskazaniem na opis fizyczny. Ceną za to jest oczywiście większy stopień skomplikowania i zapewne to, że mało kto byłby w stanie ten opis zrozumieć.
>Dlatego problem nie polega na "surowości nauki". >Problem polega na tym, że eliminuje Pan z wyjaśnienia to, co ma być wyjaśnione - a następnie ogłasza Pan, że nic nie zostało wykazane.Czyli z powodu braku merytorycznych argumentów dalej Pan mataczy.
Odpowiedź jest wyżej.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52265 punktów) | |
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | -1 na 1 | Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52265 punktów) | . >Odpowiedź jest wyżej. - Odpowiedź jest niżej:
Nie, to nie jest "surowość nauki", tylko niezrozumienie metodologii historii.
Każda nauka bada swój poziom rzeczywistości odpowiednimi metodami. Historyk nie bada fotonów, tylko działania ludzi - poprzez krytykę źródeł, ich porównywanie i rekonstrukcję motywacji. To jest standard opisany od dawna, od Marc Bloch po Jerzy Topolski. Pan natomiast odrzuca ten aparat i zastępuje go własnym postulatem "większej ścisłości", który w praktyce uniemożliwia jakiekolwiek wnioskowanie.
Pańska teza, że wszystko można sprowadzić do fizyki, jest banalna i nie dotyczy problemu. Fizyka wyjaśnia ruch ciała, ale nie odpowiada na pytanie, dlaczego ktoś wyruszył na krucjatę. Pan zmienia pytanie o motywację w pytanie o mechanizm - czyli zmienia temat.
Argument o "braku konsensusu historyków" również jest chybiony. Owszem, historycy - jak wszyscy ludzie - bywają subiektywni i ulegają wpływom religii czy ideologii. Mieliśmy historiografię chrześcijańską, nazistowską, stalinowską. I właśnie dlatego istnieje metodologia: krytyka źródeł, konfrontacja stanowisk, weryfikacja hipotez. To nie słabość nauki, tylko jej mechanizm samokontroli.
Pan natomiast nie korzysta z tego mechanizmu, tylko odrzuca go w całości.
I to jest sedno.
Nie wykazał Pan błędu w źródłach. Nie wykazał Pan błędu w metodzie. Zastąpił Pan je własnym założeniem, że tylko fizyka "naprawdę wyjaśnia".
To nie jest większa ścisłość.
To jest eliminacja problemu zamiast jego rozwiązania. .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | -1 na 1 | Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52265 punktów) | . > Napisałem przecież, że wniosek nie wynika z przesłanek. Poza tym dystans czasowy pozwala mieć wątpliwości. Trudno orzekać o tym, co i jak myśleli ludzie 800 lat temu, zwłaszcza niepiśmienni, którzy nie pozostawili po sobie żadnych śladów.
Zakładam, że niepiśmiennych była większość, relacje, o których Pan wspomina, pozostawili zatem nieliczni. - Ciekawa forma dyskusji wypowiadać się nie zwracając uwagi na wypowiedzi interlokutora. Przecież wyżej napisałem:
Znów zmienia Pan zasady tak, żeby żadna odpowiedź nie mogła ich spełnić.
Najpierw domaga się Pan świadectw - gdy je wskazuję, uznaje Pan je za "niewystarczające". Teraz wprowadza Pan warunek "biegłych", którzy mieliby rozstrzygać motywacje ludzi sprzed tysiąca lat. To nie jest metodologia, tylko stawianie wymagań, których żadna historiografia nie spełnia.
Historyk nie ma dostępu do "psychiatrów krzyżowców". Ma źródła - listy, kroniki, dokumenty - które porównuje i interpretuje. I to właśnie Pan odrzuca.
Pańska analogia do sądu również jest chybiona. Sąd nie ignoruje zgodnych zeznań tylko dlatego, że nie są absolutne - ocenia ich spójność i kontekst. Dokładnie tak działa historia.
Co więcej, badania nad religią i mentalnością historyczną od dawna pokazują, że przekonania są realnym czynnikiem działania. Wystarczy sięgnąć do prac takich autorów jak Jacek Sieradzan, czy klasycznych analiz mentalności: Montaillou i Ser i robaki. Tam właśnie widać, jak ludzie rzeczywiście myśleli i dlaczego działali tak, a nie inaczej - nie jako "biologiczne automaty", lecz jako podmioty kierujące się przekonaniami.Pan natomiast robi coś odwrotnego: mnoży Pan warunki, których nie da się spełnić, a następnie ogłasza Pan, że nic nie zostało wykazane.
To nie jest ostrożność poznawcza.
To jest unikanie ewidentnego wniosku oraz konsekwentne próby manipulacji z powodu braku merytorycznych argumentów.
Relacje, do których odwołują się historycy zostawili piśmienni, a tak się dziwnie składa, iż to oni najlepiej znali stosunki społeczne i ideologie swoich czasów. Oni też najczęściej byli decydentami lub zapisywali myśli decydentów. Wtedy nie było Internetu i możliwości upowszechniania każdej głupoty jaka komu do głowy przyjdzie. (Jeszcze przed ćwierćwieczem to ja decydowałem jaką publikację dopuszczę do druku w redagowanym przeze mnie periodyku. Dwumiesięczniku, w którym pokazywany był cały wachlarz opcji politycznych i światopoglądowych, ale głupota to jednak nie przechodziła. .
|
|
| | | | | | | | | |  | 1 na 1 | szarley (54913 punktów) | >Twierdzi Pan, że wiara jest tylko "pretekstem", a prawdziwe przyczyny są ekonomiczne i polityczne. To stanowisko jest nie tyle błędne, co redukcjonistyczne do granicy absurdu. >Podam więc fakty. >Wojny religijne w Europie, jak choćby wojna trzydziestoletnia, dzieliły ludzi według wyznania, nie według interesu ekonomicznego. Ludzie ginęli dlatego, że byli "niewłaściwej wiary".
Nawet w ideologicznie ateistycznej czechosłowackiej szkole nie uczono, że Trzydziestoletnia wojna była religijną, choć wszystkie argumenta przeciwko religii były tam podawane niemal jako prawdy objawione. (np. spośród polskich pisarzy najważniejszym był Kosidowski)
Habsburgowie za bardzo wzrośli w siłę to trzeba im było nosa utrzeć, m.in. dlatego po stronie państw protestanckich była katolicka Francja i muzułmańska Turcja, wielu niemieckich książąt poparło protestantyzm, bo miało apetyty na klasztorne majątki, do tego dochodziła postawa chłopstwa niechętnego szlachcie (niektóre odłamy protestantyzmu były "przyjazne" chłopstwu). Dania i Szwecja nie chciały dopuścić Habsburgów nad Bałtyk, w czym pomagała im katolicka Polska. Wielu protestanckich książąt w zależności od koniunktury zmieniała sojusze
Oczywiście maluczkim podawano religię jako "opium dla mas" ale rzeczywista przyczyna wojny to była polityka i ekonomia
Wojna trojańska też nie była o jakąś Helenę.
Dyktaturze sprzeciwiają się tylko ludzie mający potrzebę wolności. Łańcuchowy burek nie czuje tej potrzeby
|
|
| | | | | | | | | | |  | | Thoter (6650 punktów) |
>Wojna trojańska też nie była o jakąś Helenę. > >
Tzw. IIWŚ też nie była wojną pomiędzy Hitlerem a Stalinem lub odwrotnie.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | szarley (54913 punktów) | >>Wojna trojańska też nie była o jakąś Helenę. >> >> >Tzw. IIWŚ też nie była wojną pomiędzy Hitlerem a Stalinem lub odwrotnie.
Tak, wiem, najpierw był jakiś Smaruch, który z Bazaru jedną przemową przepędził Niemców z Wielkopolski, potem bronił Lwowa, walczył pod Kędzierzynem, a na koniec kazał Budionnemu iść z Polski precz i ten grzecznie poszedł
Twoje kaznodziejskie wizje chistorii zalęgłe tylko w gównie pod twoją czaszką mało mnie interesują, bo są to zwykle brednie chorego na umyśle ciula, syna debila
Mam prośbę. Nie odnoś się do moich wpisów
Dyktaturze sprzeciwiają się tylko ludzie mający potrzebę wolności. Łańcuchowy burek nie czuje tej potrzeby
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Elasp (6859 punktów) | >>Wojna trojańska też nie była o jakąś Helenę. >> >> >Tzw. IIWŚ też nie była wojną pomiędzy Hitlerem a Stalinem lub odwrotnie.
Żydzi obmyślili sposób, jak zabić Żydów - wiemy.
|
|
| | | | | | | | | | |  | | Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52265 punktów) | . > Nawet w ideologicznie ateistycznej czechosłowackiej szkole nie uczono, że Trzydziestoletnia wojna była religijną, choć wszystkie argumenta przeciwko religii były tam podawane niemal jako prawdy objawione.- Panie Hanku, nie mam pojęcia czego Pana uczono, a powiem więcej, iż nie mam pojęcia (lub mam bardzo mierne) czego mnie uczono. Dla mnie najważniejszym jest to czego nauczyłem się sam i zamknąłem to w dużej części w książce, którą tu polecam. ------------------------- > Habsburgowie za bardzo wzrośli w siłę to trzeba im było nosa utrzeć, m.in. dlatego po stronie państw protestanckich była katolicka Francja i muzułmańska Turcja, wielu niemieckich książąt poparło protestantyzm, bo miało apetyty na klasztorne majątki, do tego dochodziła postawa chłopstwa niechętnego szlachcie (niektóre odłamy protestantyzmu były "przyjazne" chłopstwu). Dania i Szwecja nie chciały dopuścić Habsburgów nad Bałtyk, w czym pomagała im katolicka Polska. Wielu protestanckich książąt w zależności od koniunktury zmieniała sojusze- > Oczywiście maluczkim podawano religię jako "opium dla mas" ale rzeczywista przyczyna wojny to była polityka i ekonomia- No więc była to wojna, w której wykorzystywano religii jako broni, czy nie była? ------------------------- Mnie trudno znaleźć wojny, których wiara nie byłaby wykorzystywaną: W ZSRR, ChRL i Kambodży realizowano systemy religijne oparte na wierze. A jest dalece wtórne czy Bóg ma na imię Józef, czy Jezus. Organizacja nazywa się Mateńka Partia, czy Święty Kościół Katolicki, a wyznanie komunizm, czy katolicyzm.
Część doktryny komunistycznej, którą komuniści nazywali "naukowym ateizmem" nie miała nic wspólnego z "ateizmem racjonalistycznym" i była tylko narzędziem do walki z konkurencją.
Pan jest za mądry i za inteligentny aby o tym nie wiedzieć. Pan tylko obrzydliwie po katolicku manipuluje faktami.www.racjonalista.pl/forum.php/s,535805#w535974www.racjon(*)m.php/s,484429/z,0/d,9#w491567www.racjon(*)m.php/z,0/d,4/s,478028#w481046www.racjon(*)m.php/z,0/d,5/s,478028#w481327www.racjon(*)m.php/z,0/d,4/s,469301#w469607www.racjon(*)m.php/z,0/d,2/s,477419#w477633www.racjonalista.pl/forum.php/s,474361#w475646www.racjon(*)m.php/s,474361/z,0/d,9#w475688- > Wojna trojańska też nie była o jakąś Helenę.- Marks nigdy i nigdzie nie powiedział "opium dla mas", ale przecież można tego sformułowania używać jako broni przeciwko lewicy i niewierzącym. Wystarczy tylko aby wierzący w to wierzyli. .
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | szarley (54913 punktów) | >>Habsburgowie za bardzo wzrośli w siłę to trzeba im było nosa utrzeć, m.in. dlatego po stronie państw protestanckich była katolicka Francja i muzułmańska Turcja, wielu niemieckich książąt poparło protestantyzm, bo miało apetyty na klasztorne majątki, do tego dochodziła postawa chłopstwa niechętnego szlachcie (niektóre odłamy protestantyzmu były "przyjazne" chłopstwu). Dania i Szwecja nie chciały dopuścić Habsburgów nad Bałtyk, w czym pomagała im katolicka Polska. Wielu protestanckich książąt w zależności od koniunktury zmieniała sojusze
>>Oczywiście maluczkim podawano religię jako "opium dla mas" ale rzeczywista przyczyna wojny to była polityka i ekonomia
>No więc była to wojna, w której wykorzystywano religii jako broni, czy nie była?
Tak, używano religii jako propagandowego argumentu, ale nie religia była przyczyną tej wojny. Polecam : Europe's Tragedy: A History of the Thirty Years War. Petera Wilsona.
Dyktaturze sprzeciwiają się tylko ludzie mający potrzebę wolności. Łańcuchowy burek nie czuje tej potrzeby
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | szarley (54913 punktów) | >Marks nigdy i nigdzie nie powiedział "opium dla mas", ale przecież można tego sformułowania używać jako broni przeciwko lewicy i niewierzącym. Wystarczy tylko aby wierzący w to wierzyli. Nie wiem, czy to powiedział Marx, ale wiem, że religia była nieraz jako opium dla mas wykorzystywana i, ma Pan rację, także chrześcijańska choć nie tylko chrześcijańska. Boga na ustach mieli zajedno ci, którzy budowali jezuickie redukcje wśród Guaranów, jak i ci, którzy je palili dla pozyskania ziemi i niewolników
Dyktaturze sprzeciwiają się tylko ludzie mający potrzebę wolności. Łańcuchowy burek nie czuje tej potrzeby
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Hamerlik Konopka (19903 punktów) | > Boga na ustach mieli zajedno ci, którzy budowali jezuickie redukcje wśród Guaranów, jak i ci, którzy je palili dla pozyskania ziemi i niewolnikówPraktycznie każdy w filozofii i w polityce ma "dobro" na ustach z tym, że wielu ma sprzeczne pojęcie dobra zakorzenione w odmiennych emocjach rządzących umysłem. Wojny prowadzą ze sobą zazwyczaj odmieńcy moralni, postrzegający sprzecznie dobro i zło, za który stoją zazwyczaj odrębne systemy władzy i odrębne organizacje społeczne. Wojny mają podłoże kulturowe i obejmują zderzenia odmiennych systemów pojęciowych. My dwaj jesteśmy najlepszym przykładem odmieńców umysłowych, którzy niejako naturalnie prowadzimy ze sobą wojnę od wielu już lat, choć na nasze szczęście ta wojna nie ma charakteru rozrywania siebie tętnic a jednie agresję słowną, która rozsadza strukturę umysłu. youtu.be/5VCiU1osa3w
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52265 punktów) | . Marks nigdy i nigdzie nie powiedział "opium dla mas", ale przecież można tego sformułowania używać jako broni przeciwko lewicy i niewierzącym. Wystarczy tylko aby wierzący w to wierzyli.
>Nie wiem, czy to powiedział Marx, ale wiem, że religia była nieraz jako opium dla mas wykorzystywana i, ma Pan rację, także chrześcijańska choć nie tylko chrześcijańska.
>Boga na ustach mieli zajedno ci, którzy budowali jezuickie redukcje wśród Guaranów, jak i ci, którzy je palili dla pozyskania ziemi i niewolników
-
Panie Hanku,
W gruncie rzeczy nie spieramy się o fakty, lecz o ich interpretację i rangę. Ma Pan oczywiście rację, że w przypadku Wojny trzydziestoletniej nie sposób zredukować jej do jednego czynnika - polityka, ekonomia, ambicje dynastyczne czy racja stanu odgrywały rolę zasadniczą. To dziś wiedza podręcznikowa.
Pytanie jednak brzmi inaczej: czy religia była przyczyną, czy narzędziem?
I tu właśnie pojawia się sedno sporu.
Nawet jeśli przyjmiemy - za współczesną historiografią - że zasadnicze motywy były polityczne, to nie zmienia to faktu, że religia stanowiła jeden z głównych języków mobilizacji, legitymizacji i demonizacji przeciwnika. Innymi słowy: była bronią.
To nie jest drobny szczegół, lecz mechanizm fundamentalny. W epoce nowożytnej religia była jednym z najsilniejszych kodów kulturowych - zdolnym mobilizować masy, usprawiedliwiać przemoc i nadawać jej sens metafizyczny. Wojna prowadzona "w imię Boga" zyskuje bowiem zupełnie inny ciężar niż wojna o cło czy porty bałtyckie.
Dlatego właśnie mówimy o "wojnach religijnych" - nie dlatego, że ich przyczyny były wyłącznie religijne, lecz dlatego, że religia pełniła w nich funkcję kluczowego nośnika znaczeń i emocji społecznych.
Zwróćmy uwagę, że podobny mechanizm powtarza się w historii wielokrotnie: - w konfliktach między katolikami i protestantami we Francji, - w wojnach na tle reformacji w Rzeszy, - w kolonialnych starciach, gdzie misja religijna szła w parze z ekspansją polityczną i gospodarczą, - a także - co szczególnie istotne - w systemach deklaratywnie ateistycznych.
I tu dochodzimy do punktu, który Pan częściowo sam dostrzega.
Ideologie takie jak komunizm, zwłaszcza w wydaniu stalinowskim czy maoistowskim, przejmowały funkcje religii: tworzyły dogmaty, herezje, święte teksty, rytuały i - co najważniejsze - absolutne uzasadnienie przemocy. "Naukowy ateizm" był w praktyce narzędziem walki ideologicznej, a nie żadnym projektem racjonalnego światopoglądu.
Dlatego pozwoli Pan, że odwrócę Pana tezę:
nie tyle religia nie była przyczyną, ile raczej była jednym z najskuteczniejszych narzędzi prowadzenia konfliktów.
A narzędzie, które pozwala mobilizować całe społeczeństwa i usprawiedliwiać rzezie, trudno uznać za drugorzędne.
W tym sensie "wojny religijne" istnieją - nawet jeśli religia nie jest w nich jedynym ani pierwotnym powodem.
I jeszcze jedno:
historia pokazuje, że niemal każda silna ideologia - religijna czy świecka - prędzej czy później zaczyna funkcjonować w ten sam sposób: jako system legitymizujący władzę i przemoc. Różnią się symbole, ale mechanizm pozostaje uderzająco podobny.
Dlatego pytanie nie brzmi, czy wojna była "naprawdę religijna", lecz: jaką rolę religia (lub ideologia) odegrała w jej prowadzeniu.
A w przypadku wojny trzydziestoletniej odpowiedź brzmi jasno: rolę istotną - jako język, narzędzie i uzasadnienie konfliktu.
- Panie Hanku,
dziękuję za wskazanie pracy Europe's Tragedy: A History of the Thirty Years War autorstwa Peter H. Wilson. Znam ją jedynie z recenzji i omówień, ale - o ile się orientuję - wpisuje się ona w dominujący dziś pogląd, że Wojna trzydziestoletnia nie miała jednej, czysto religijnej przyczyny.
I z tym nie polemizuję.
Spór dotyczy czego innego: roli religii w samej wojnie.
Bo nawet jeśli nie była ona przyczyną pierwotną, to była jednym z głównych narzędzi - językiem mobilizacji, uzasadniania przemocy i budowania podziału "my-oni".
Dlatego powiedzenie, że była tylko "argumentem propagandowym", jest - moim zdaniem - niedoszacowaniem jej roli. Była narzędziem realnym, a nie wyłącznie retorycznym.
I w tym sensie pojęcie "wojny religijnej" nadal pozostaje zasadne - nie jako opis jednej przyczyny, lecz jako opis sposobu prowadzenia konfliktu. .
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | szarley (54913 punktów) | >Panie Hanku, >W gruncie rzeczy nie spieramy się o fakty, lecz o ich interpretację i rangę. Ma Pan oczywiście rację, że w przypadku Wojny trzydziestoletniej nie sposób zredukować jej do jednego czynnika - polityka, ekonomia, ambicje dynastyczne czy racja stanu odgrywały rolę zasadniczą. To dziś wiedza podręcznikowa. >Pytanie jednak brzmi inaczej: czy religia była przyczyną, czy narzędziem? >I tu właśnie pojawia się sedno sporu.
Jak dla mnie narzędziem. Podobnie jak w wielu innych wojnach. Wilson bardzo dokładnie opisuje cały splot przyczyn i nie poradzi mimo dobrego wykształcenia w tej materii wskazać przyczyny głównej. Jest też bardzo dużo opracowań czeskojęzycznych (co oczywiste) w których można znaleźć różne przyczyny w tym i samą religię. Dokładniej: o tym, że religia była jedynie sposobem tumanienia ludzi , żeby poszli walczyć uczą nawet na husyckim fakultecie. Warto zauważyć, że czeskie nauczanie historii przeszło przez wieki ewolucję od postrzegania religii jako niemal jedynej przyczyny do poglądów dzisiejszych opartych na bardziej starannych analizach. Ta wojna była przecież jednym z najważniejszych wydarzeń w historii czeskiego narodu
>Nawet jeśli przyjmiemy - za współczesną historiografią - że zasadnicze motywy były polityczne, to nie zmienia to faktu, że religia stanowiła jeden z głównych języków mobilizacji, legitymizacji i demonizacji przeciwnika. Innymi słowy: była bronią. Broń to narzędzie. Nawet jeśli nie jest głównym, jak w przypadku polskich walk o niepodległość od XVIII do 1921
W ocenzurowanych przez komputer fR wpisach podałem też przykład podboju indiańskich ziem w USA i Kanadzie, gdzie żadną wiatą nikt nie próbował chciwości ziemi maskować
>Dlatego właśnie mówimy o "wojnach religijnych" - nie dlatego, że ich przyczyny były wyłącznie religijne, lecz dlatego, że religia pełniła w nich funkcję kluczowego nośnika znaczeń i emocji społecznych. Jeśli taką definicję religijnej wojny przyjmiemy, to ja się z nią zgadzam (jako z uproszczeniem)
>Dlatego pozwoli Pan, że odwrócę Pana tezę: >nie tyle religia nie była przyczyną, ile raczej była jednym z najskuteczniejszych narzędzi prowadzenia konfliktów. Z tym się zgadzam >A narzędzie, które pozwala mobilizować całe społeczeństwa i usprawiedliwiać rzezie, trudno uznać za drugorzędne. To kwestia oceny I jeszcze jedno: >historia pokazuje, że niemal każda silna ideologia - religijna czy świecka - prędzej czy później zaczyna funkcjonować w ten sam sposób: jako system legitymizujący władzę i przemoc. Różnią się symbole, ale mechanizm pozostaje uderzająco podobny.
Bardzo niebezpieczna teza. Co, jeśli przyjmiemy demokrację za ideologię?
Nie polemizuję z tym, z czym się zgadzam
Dyktaturze sprzeciwiają się tylko ludzie mający potrzebę wolności. Łańcuchowy burek nie czuje tej potrzeby
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Hamerlik Konopka (19903 punktów) | > Co, jeśli przyjmiemy demokrację za ideologię?Tajną i pośrednią. A czymże jest jeśli nie źródłem przemocy? Idea demokracji jawnej i bezpośredniej tylko w kwestii fundamentalnych norm społecznych i opodatkowania własności na rzecz bezpośredniego dochodu gwarantowanego połączona z ideą jawnego kapitału jest znacznie lepsza od waszego barbarzyństwa popartego przemocą i tajemnicami. youtu.be/5VCiU1osa3w
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | szarley (54913 punktów) | >Idea demokracji jawnej Ucieczka Ucieczka Ucieczka Ucieczka
>i bezpośredniej Ucieczka Ucieczka Ucieczka Ucieczka Ucieczka
Postaraj się zrozumieć: skoro coś twierdzisz to UZASADNIJ to.
Z iloma rodzinami dzielisz kuchnię? Powiedziałeś mamusi że jest pasożytem i morderczynią? Jak dostałeś się do Grecji bez korzystania z dróg? Jak zagrażam twojej egzystencji? ROR to jest lichwa?
Postaraj się zrozumieć: PIEERDOLISZ od rzeczy
Odpowiedziałeś tylko na dwa pytania Kiedy pytałem o potrzebę jawności mienia odpowiedziałeś "oleję to" Kiedy pytałem czy jesteś debilem, potwierdziłeś
Dyktaturze sprzeciwiają się tylko ludzie mający potrzebę wolności. Łańcuchowy burek nie czuje tej potrzeby
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Hamerlik Konopka (19903 punktów) | > Postaraj się zrozumiećTy raczej. Od wielu lat piszę pod własnym nazwiskiem i adresem zamieszkania, czasem tak kontrowersyjnie, że dostaniesz wścieklizny a nikt jeszcze nie przyszedł mnie pobić, nikt mnie nie zwolnił z pracy ani nie wyrzucił z mieszkania na bruk. Czyli wasze ideolo, że tajemnice są konieczne, żeby się bronić od zniszczenia przez innych ludzi, rzekomo uniwersalnie potężnych, jest lipne. Nie ukrywam się tak jak wy ale nikt mnie nie okradł i nie zabił. To nieprawda, że tajemnice mają wam zapewnić bezpieczeństwo. Faktem jest, ze tajemnice umożliwiają wam wyzysk. Dają wam szansę wydojenia uległego z natury człowieka ze wszystkich soków życiowych, żeby siebie nimi napełnić. I nie zaprzeczaj, bo mam na wasze wizje moralne zupełnie wywalone. Niczego nie posłucham, będę przekonany, że zło próbuje mnie spętać. youtu.be/5VCiU1osa3w
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | szarley (54913 punktów) | >Idea demokracji jawnej Ucieczka Ucieczka Ucieczka Ucieczka
>i bezpośredniej Ucieczka Ucieczka Ucieczka Ucieczka Ucieczka
Postaraj się zrozumieć: skoro coś twierdzisz to UZASADNIJ to.
Z iloma rodzinami dzielisz kuchnię? Powiedziałeś mamusi że jest pasożytem i morderczynią? Jak dostałeś się do Grecji bez korzystania z dróg? Jak zagrażam twojej egzystencji? ROR to jest lichwa?
Postaraj się zrozumieć: PIEERDOLISZ od rzeczy
Odpowiedziałeś tylko na dwa pytania Kiedy pytałem o potrzebę jawności mienia odpowiedziałeś "oleję to" Kiedy pytałem czy jesteś debilem, potwierdziłeś
Dyktaturze sprzeciwiają się tylko ludzie mający potrzebę wolności. Łańcuchowy burek nie czuje tej potrzeby
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52265 punktów) | . Panie Hanku, to w gruncie rzeczy jesteśmy bliżej zgody, niż mogłoby się wydawać. Skoro uznaje Pan, że religia była narzędziem (a więc także - jak sam Pan zauważył - bronią), to różnica między nami dotyczy już nie faktów, lecz nazewnictwa i akcentów. Ja używam pojęcia "wojny religijnej" właśnie w tym szerszym sensie - jako opisu sposobu prowadzenia konfliktu, a nie jego jednej, wyłącznej przyczyny. I tu Pańska uwaga o ewolucji czeskiej historiografii jest bardzo cenna: od uproszczeń (religia jako jedyna przyczyna) do bardziej złożonych modeli wyjaśniających. Zgoda - tyle że w tej ewolucji nie znika rola religii, lecz zmienia się sposób jej rozumienia. Nie jako przyczyny jedynej, ale jako narzędzia realnego działania. Dlatego powiedziałbym tak: nie każda wojna, w której używa się religii, jest "religijna" w sensie ścisłym, ale każda, w której religia staje się ważnym narzędziem mobilizacji i legitymizacji przemocy, ma istotny wymiar religijny.A Wojna trzydziestoletnia - niezależnie od złożoności jej przyczyn - ten wymiar niewątpliwie posiadała. I w tym sensie, jak rozumiem, różnimy się już raczej stopniem niż zasadą. = Panie Hanku, to, co Pan pisze o religii jako narzędziu, bardzo dobrze widać także we współczesności. Weźmy choćby przykład Donalda Trumpa i jego zaplecza politycznego. W części środowisk ewangelikalnych funkcjonuje on jako przywódca "namaszczony przez Boga", a jego działania bywają interpretowane w kategoriach planu opatrznościowego. To nie jest już tylko prywatna wiara, lecz język mobilizacji politycznej. www.racjonalista.pl/forum.php/s,956895Mamy więc dokładnie ten sam mechanizm, o którym rozmawiamy przy okazji Wojny trzydziestoletniej: religia nie musi być pierwotną przyczyną działań politycznych, aby stać się ich skutecznym narzędziem.Narracje o "chrześcijańskiej Ameryce", o szczególnej misji dziejowej czy wręcz o eschatologicznym znaczeniu polityki zagranicznej (np. w kontekście Izraela) pełnią funkcję mobilizującą, legitymizującą i polaryzującą. Innymi słowy: tworzą ramę interpretacyjną, w której decyzje polityczne zyskują sankcję wyższą niż czysto pragmatyczna. I dokładnie dlatego są tak skuteczne. Niezależnie bowiem od tego, czy uznamy je za autentyczne przekonania, czy za cyniczne instrumentarium, efekt pozostaje ten sam: religia (lub szerzej - ideologia o strukturze quasi-religijnej) działa jako narzędzie organizowania zbiorowych emocji i uzasadniania działań władzy.To pokazuje, że nasza rozmowa o XVII wieku nie jest wcale historycznym detalem, lecz opisem mechanizmu, który pozostaje żywy także dziś. I w tym sensie trudno uciec od wniosku, że problem nie polega na tym, czy religia jest używana jako narzędzie, lecz jak często i jak skutecznie to się dzieje. === Chyba nie chce Pan zaprzeczyć, iż uczestnicy wojen są ludźmi wierzącymi i że ich wiara może być dla nich autentycznym motywem działania. Ale o rozpoczęciu, prowadzeniu i eskalacji wojen nie decydują "maluczcy", lecz politycy i wodzowie.I to właśnie na tym poziomie najlepiej widać omawiany mechanizm. Decydenci również mogą być ludźmi wierzącymi - i najczęściej są. Nie ma powodu zakładać ich niewiary. Jednak jako aktorzy polityczni działają przede wszystkim w logice władzy, interesu i strategii. W tej logice religia staje się zasobem:- pozwala mobilizować społeczeństwa, - legitymizuje decyzje, - upraszcza przekaz ("Bóg jest z nami"), - i wzmacnia gotowość do poświęceń. Dlatego kluczowe jest nie pytanie, czy oni wierzą, lecz jak używają wiary w praktyce politycznej. Innymi słowy: nawet jeśli polityk wierzy szczerze, to jako decydent operuje religią również instrumentalnie - bo taka jest natura polityki.
I właśnie na styku tych dwóch porządków - osobistej wiary i publicznego użycia religii - powstaje zjawisko, o którym mówimy: religia jako narzędzie, a często wręcz broń.
Dlatego nie trzeba przeciwstawiać "wiary" i "instrumentalizacji". One bardzo często współistnieją - szczególnie tam, gdzie zapadają decyzje o wojnie.Natomiast upraszczając to z wiarą nie ma dyskusji, a i czasu szkoda. Już nie mówię o zaprzeczaniu rzeczywistości i odwracaniu kota ogonem przez polską populistyczną prawicę z panem Nawrockim na czele, ale wystarczy tylko ten wątek i moja tu "rozmowa" z panem Elaspem (Pańskim zdaniem erudytą). Nadal polecam moją książkę. Tam cała argumentacja staje się spójna i cała poruszona w niej problematyka zazębia się z sobą. Pozdrawiam. .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Hamerlik Konopka (19903 punktów) | Każda wiara sprowadza się do dwóch fundamentalnych pojęć dobra i zla. Reszta jest tylko otoczką dla tych pojęć. Wszyscy walczący ze sobą mają w pewnej chwili sprzeczne wizje dobra i zła. Ostatnio spotkałem pojęcie "gniewu sterydowego". Zastanawiając się nad nim doszedłem znowu do wniosku, że człowiek ma wbudowany w psychikę popęd do wojny. Takie popędy łatwiej obserwować np. u psów. Ludzie pragną walki i wojny. Czują pociąg do nich. Oczywiście zbite ciało zmienia wizję gdy popęd zostaje zaspokojony. Wcale nie różne wizje bogów prowadzą na wojny lecz komórkowy głód wojny. youtu.be/5VCiU1osa3w
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | szarley (54913 punktów) | Nie polemizuję z tym, z czym się zgadzam
Odnośnie religijnych wojen, jeszcze jedna uwaga. Każdy z nas wychował się w jakiejś rodzinie w jakimś środowisku. Ja jestem Ślązakiem z Cieszyna, wychowanym w kraju dwuwyznaniowym i dwujęzycznym, a nawet w dwuwyznaniowej rodzinie. Moi rodzice mówili do mnie dwoma lub zgoła trzema różnymi językami, innym mówili "rechtorzy" w szkole, innym katecheta. Każde z rodziców miało obywatelstwo innego państwa. Ojciec do końca żywota został ateistą, matka gorliwą katoliczką, a siostra wydała się za husyckiego pastora
Po Wielkiej wojnie Księstwo sami Ślązacy podzielili pokojowo między dwa państwa, wojnę przynieśli politycy z daleka, z Pragi i Warszawy
Aż trudno mi sobie wyobrazić wojnę o religię, choć pamiętam spory pastora z księdzem o to, który robi lepsze wino
Ewolucja poglądów na Trzydziestoletnią wojnę ma swoje źródło przede wszystkim w wykorzystywaniu historii do narodowej narracji, zwłaszcza u narodów zniewolonych (!). Tworzenie takiej narracji nie jest obce żadnemu narodowi (ciekaw jestem jakie wydarzenia Pan wymieni dla powstawania polskiej ; niektórzy używają określenia "założycielskiego mitu/mitów")
Podobnie jak w Polsce w czasie powstań w XIX wieku religia katolicka była bronią przeciwko prawosławnej Rosji (widziałem powstańcze chorągwie pełne religijnych symboli) lub luterskim Prusom, tak Czesi, nawet katolicy chętnie powoływali się na Husa i husytyzmy dla odróżnienia od katolickich Niemców, dla Cieszyniaków luteranizm był często odróżnikiem od katolickich Czechów.
To też należy brać pod uwagę przy próbach definiowania i sposobie rozumienia religijnych wojen
> ale wystarczy tylko ten wątek i moja tu "rozmowa" z panem Elaspem (Pańskim zdaniem erudytą). >Nadal polecam moją książkę. Tam cała argumentacja staje się spójna i cała poruszona w niej problematyka zazębia się z sobą.
Mogę się w wielu punktach z Elaspem nie zgadzać, ale nie zaprzeczam jego oczytaniu, a już na pewno w humanistycznej literaturze ma nade mną sporą przewagę
Wraz z każda przeczytaną książką , lista książek do przeczytania rośnie a nie maleje
>Pozdrawiam. Wzajem
Dyktaturze sprzeciwiają się tylko ludzie mający potrzebę wolności. Łańcuchowy burek nie czuje tej potrzeby
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 | Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52265 punktów) | . Panie Hanku,
tym bardziej doceniam tę rozmowę - bo widać w niej coś rzadkiego (szczególnie u wierzącego): próbę zrozumienia, a nie tylko przekonania.
Pańskie doświadczenie - Śląska, pogranicza, współistnienia wyznań i języków - bardzo dobrze pokazuje, że religia sama z siebie nie musi prowadzić do konfliktu. Ludzie potrafią z nią żyć obok siebie, czasem się spierać, czasem żartować - jak z tym winem - ale bez przemocy.
I właśnie dlatego tak istotna jest rola decydentów. Bo - jak Pan trafnie zauważył - wojny często "przychodzą z zewnątrz". Nie rodzą się z codziennego współistnienia ludzi, lecz z decyzji politycznych, które dopiero potem szukają języka uzasadnienia i mobilizacji.
W tym miejscu nasze wątki się łączą:
religia nie musi być przyczyną konfliktu, ale bardzo łatwo staje się jego nośnikiem - zwłaszcza wtedy, gdy zostaje włączona w narracje polityczne, narodowe czy ideologiczne.
Pański przykład Śląska, ale też polskich powstań czy czeskiego odwołania do husytyzmu, dobrze pokazuje, że religia bywa markerem tożsamości - a tożsamość już bardzo łatwo może zostać przekształcona w linię podziału.
I chyba tu można postawić kropkę:
nie religia sama w sobie prowadzi do wojen, lecz sposób, w jaki zostaje użyta - zwłaszcza przez tych, którzy mają władzę.
A to, czy ludzie wierzą, czy nie, jest w tym mechanizmie mniej istotne niż to, kto i w jakim celu potrafi tę wiarę przekuć w działanie zbiorowe.
Dlatego Pańska uwaga o rosnącej liście książek jest chyba najlepszym podsumowaniem - bo im więcej wiemy, tym wyraźniej widać, że proste odpowiedzi zwykle są zbyt proste.
I może właśnie na tym polega sens takich rozmów.
Pozdrawiam serdecznie .
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52265 punktów) | |
|
| | | | | | | | | | | |  | | szarley (54913 punktów) | Przepraszam za szarpaną odpowiedź, ale pojawił się komunikat z fR że moja wypowiedź zawiera niedozwoloną treść
>Mnie trudno znaleźć wojny, których wiara nie byłaby wykorzystywaną: Na to fR nie pozwala mi odpowiedzieć
Dyktaturze sprzeciwiają się tylko ludzie mający potrzebę wolności. Łańcuchowy burek nie czuje tej potrzeby
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | Hamerlik Konopka (19903 punktów) | > Na to fR nie pozwala mi odpowiedziećDo czego to doszło? Może spróbuj to wyrazić bez oskarżenia, to przejdzie. Na zasadzie wypowiedzi zewnętrznego obserwatora a nie uczestnika. youtu.be/5VCiU1osa3w
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | szarley (54913 punktów) | >>Na to fR nie pozwala mi odpowiedzieć >Do czego to doszło? >Może spróbuj to wyrazić bez oskarżenia, to przejdzie. >Na zasadzie wypowiedzi zewnętrznego obserwatora a nie uczestnika.
Jeśli widzisz jakieś oskarżenia, to lecz się z urojeń Pytałem z iloma rodzinami dzielisz łazienkę i kuchnię, skoro mieszkasz w robotniczym hotelu Pytałem czy ROR jest lichwą Zapytam też jak dojechałeś do Grecji skoro: 1 żyjesz w nędzy 2 nie wolno ci poruszać się ulicami Berlina
A teraz grzeczna prośba: nie wpierdalaj swoich bełkotów w rozmowy poważnych ludzi, dopóki psychiatra nie wyleczy cię z urojeń
pa
Dyktaturze sprzeciwiają się tylko ludzie mający potrzebę wolności. Łańcuchowy burek nie czuje tej potrzeby
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | | Hamerlik Konopka (19903 punktów) | > A teraz grzeczna prośba: nie wpierdalaj swoich bełkotów w rozmowy poważnych ludzi, dopóki psychiatra nie wyleczy cię z urojeń> paO takiej agresji słownej właśnie mówię. O tak. Nie będę się wtrącał a ty z kolegami w biznesach tak mi uregulujecie życie, że się nie pozbieram.  Odmawiam twojej prośbie. Nauczyłem się już odmawiać nieprzyjaznym dla mnie ludziom. To jest publicznie forum, na którym możesz pisać nawet pod pseudonimem, ukrywając swoją tożsamość, z czego chętnie korzystasz. Taka formuła i jeśli masz tu coś do powiedzenia, to niestety będziesz musiał tolerować wtrącanie się, z czego ja chętnie skorzystam, po własnym nazwiskiem i adresem zamieszkania Regattastraße 25, 12527 Berlin, spod którego to właśnie piszę. Będziesz musiał się trochę zderzyć z odmienną kulturą, czy ci się to podoba czy nie. Oczywiście możesz przejść w tryb samolotowy jeśli chcesz chronić swój mózg przed sprzecznym wpływem. Mam prośbę, przy czym racjonalną, nie odpalaj się na wyższy poziom agresji, to może i ja się powstrzymam. Dajmy ludziom pogadać. youtu.be/5VCiU1osa3w
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | | szarley (54913 punktów) | > a ty z kolegami w biznesach tak mi uregulujecie życie, że się nie pozbieram.  Lecz się z urojeń > To jest publicznie forum, na którym możesz pisać nawet pod pseudonimem, ukrywając swoją tożsamość, z czego chętnie korzystasz.Lecz się z urojeń > Taka formuła i jeśli masz tu coś do powiedzenia, to niestety będziesz musiał tolerować wtrącanie się, z czego ja chętnie skorzystam, po własnym nazwiskiem i adresem zamieszkania Regattastraße 25, 12527 Berlin, spod którego to właśnie piszę.Fałszywy adres , fałszywe nazwisko. Przy świadkach nie powtórzysz swoich zniesławień > Będziesz musiał się trochę zderzyć z odmienną kulturą, czy ci się to podoba czy nie.Lecz się z urojeń > Mam prośbę, przy czym racjonalną, nie odpalaj się na wyższy poziom agresji,Lecz się z urojeń Z iloma rodzinami dzielisz łazienkę w robotniczym hotelu?
Dyktaturze sprzeciwiają się tylko ludzie mający potrzebę wolności. Łańcuchowy burek nie czuje tej potrzeby
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Hamerlik Konopka (19903 punktów) | > >Taka formuła i jeśli masz tu coś do powiedzenia, to niestety będziesz musiał tolerować wtrącanie się, z czego ja chętnie skorzystam, po własnym nazwiskiem i adresem zamieszkania Regattastraße 25, 12527 Berlin, spod którego to właśnie piszę.> Fałszywy adres , fałszywe nazwisko.> Przy świadkach nie powtórzysz swoich zniesławieńWidzę, że nie odpuszczasz sławny człowieku bez nazwiska, twarzy i adresu zamieszkania. Jak widzisz nie jestem częścią waszej kultury tajemnic. Niby możecie mnie uwięzić, wyrzucić z pracy, wyrzucić z mieszkania, pozbawić mnie fundamentów egzystencji za to, że nie mówię tu tego co chcecie usłyszeć, że wam się należy i nic nie jesteście winni ale ja mam na to wywalone. Jestem namacalnym dowodem na to, że bez tajemnic świat się wali. Dlatego gdy funkcjonariusze waszego państwa przyjdą egzekwować wasze prawo do tajemnic przemocą pójdę z nimi na wojnę i jeszcze innych będę nawoływał do podjęcia walki ze złem. youtu.be/5VCiU1osa3w
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | szarley (54913 punktów) | Z iloma rodzinami dzielisz łazienkę w robotniczym hotelu?
>>Przy świadkach nie powtórzysz swoich zniesławień >Widzę, że nie odpuszczasz Przy świadkach nie powtórzysz swoich zniesławień
Lecz się z urojeń
>Niby możecie mnie uwięzić, wyrzucić z pracy, wyrzucić z mieszkania, Lecz się z urojeń
>pozbawić mnie fundamentów egzystencji za to, że nie mówię tu tego co chcecie usłyszeć, że wam się należy i nic nie jesteście winni ale ja mam na to wywalone. Lecz się z urojeń
>Jestem namacalnym dowodem na to, że bez tajemnic świat się wali. Lecz się z urojeń
>Dlatego gdy funkcjonariusze waszego państwa przyjdą egzekwować wasze prawo do tajemnic Lecz się z urojeń
Dyktaturze sprzeciwiają się tylko ludzie mający potrzebę wolności. Łańcuchowy burek nie czuje tej potrzeby
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Hamerlik Konopka (19903 punktów) | > Lecz się z urojeńOdmienne od twojego postrzeganie świata i wartości nie jest urojeniem. To naturalna różnorodność. Nie jesteśmy z tej samej gliny i dla wspólnego dobra powinniśmy być oddzieleni murem. Jak już wiele razy pisałem nic nas nie łączy lecz wszystko dzieli. Twoja psychika jest całkowicie niekompatybilna z moją. Mamy wgrane do mózgów różne systemy operacyjne, działające na pojęciach, których nie da się wzajemnie interpretować jak zwierzęta różnych gatunków. Bardzo chciałabym zbudować przed tobą granicę, której nie poradzisz przekroczyć, nawet jeśli będziesz tego bardzo chciał i włożysz w to całą swoją energię. Dzięki tobie i tobie podobnym doskonale rozumiem dlaczego ludzie budowali mury wokół miast, dlaczego stawiają zasieki na granicach, dlaczego ograniczają innym dostęp. Rozpoznaję twoją odmienność bardzo wyraźne i wyczuwam twoją wrogość. Uważam, że jeśli nie będę się przed tobą bronił, zniszczysz mi życie. Już inni tego próbowali na razie jeszcze nikomu się nie udało. youtu.be/5VCiU1osa3w
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | szarley (54913 punktów) | >Niby możecie mnie uwięzić, wyrzucić z pracy, wyrzucić z mieszkania, Lecz się z urojeń
>pozbawić mnie fundamentów egzystencji za to, że nie mówię tu tego co chcecie usłyszeć, że wam się należy i nic nie jesteście winni ale ja mam na to wywalone. Lecz się z urojeń
>Uważam, że jeśli nie będę się przed tobą bronił, zniszczysz mi życie. Lecz się z urojeń
Dyktaturze sprzeciwiają się tylko ludzie mający potrzebę wolności. Łańcuchowy burek nie czuje tej potrzeby
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | szarley (54913 punktów) | W latach 1918 - 21 w Wielkopolsce i na Śląsku walczono nie w imię religii. Wśród żołnierzy Berlinga był kapelan i polityczni oficerowie ale nie walczyli ani w imię Boga, ani Stalina
Może uda mi się odpowiedzieć
Dyktaturze sprzeciwiają się tylko ludzie mający potrzebę wolności. Łańcuchowy burek nie czuje tej potrzeby
Udało się, choć nie wszystko, jak widać automatyczny cenzor....
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52265 punktów) | . Mnie trudno znaleźć wojny, których wiara nie byłaby wykorzystywaną:
- >Przepraszam za szarpaną odpowiedź, ale pojawił się komunikat z fR że moja wypowiedź zawiera niedozwoloną treść
>Na to fR nie pozwala mi odpowiedzieć - To naprawdę interesujące co Pan wymyślił, iż cenzor z fR zareagował.Proszę to jakoś opisać, tak aby przeszło. Opisałem tu oparte na faktach przykłady dosyć szeroko wykorzystywania wiary do niecnych celów i cenzor nijak nie reagował. .
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | szarley (54913 punktów) | Użyłem określenia : wyrzynanie północnoamerykańskich I..... To słowo było przyczyną niepublikowania całego wpisu
Dyktaturze sprzeciwiają się tylko ludzie mający potrzebę wolności. Łańcuchowy burek nie czuje tej potrzeby
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52265 punktów) | . > Użyłem określenia : wyrzynanie północnoamerykańskich I.....> To słowo było przyczyną niepublikowania całego wpisu- No cóż wszystko się zmienia. Nawet minione fakty historyczne są teraz już innymi. Kiedyś taki wątek oparty na faktach był możliwym: www.racjonalista.pl/forum.php/s,494990/z,0Może teraz już nie? .
|
|
| |  | | Hamerlik Konopka (19903 punktów) | > Z tego wniosek, że Hitlera PODSTAWIONO Amerykaninowi Ernstowi Franz Sedgwickowi.> Jak ktoś pisze o jakimś stalinowskim komunizmie to nie powinien się zajmować tematami z religii i z historii. Komunizm to wielkie dzieło Żydów niemieckich i francuskich a nie analfabety z Gruzji.Komunizm to bardzo niejasny system władzy człowieka nad człowiekiem, który kwestionował kapitalistyczne stosunki hierarchiczne. Jak się okazuje kapitalistyczny ucisk człowieka, wyzysk i zniewolenie mają swoją wartość społeczną. Wracam z Grecji, w której widziałem myjnię samochodową na ulicy, w której migranci ekonomiczni polerowali samochody od świtu do nocy. Ci ludzie nie mieli życia poza tą pracą ale wiele samochodów zostało wypolerowane. To jest właśnie zasługa prymitywnego i brutalnego kapitalizmu. Albo jedziesz ze szmatą 12h dziennie codziennie albo nie masz co jeść i gdzie spać. Człowiek w strachu o przetrwanie odda z siebie całą życiową energię. Jeśli zamiast ucisku i wyzysku, zamiast całkowitej niepewności i strachu egzystencjalnego zaproponujesz ludziom sanatoria, bo im strzyka w kręgosłupie od tego, że jedząc i oglądając cały dzień telewizor pozostają bez ruchu i ich ciało idzie w ruinę to nikt palcem nawet nie kiwnie i wszystkie samochody będą brudne. Bez strachu egzystencjalnego, bez chciwości, bez potężnych różnic społecznych i bez poczucia ogromniej niesprawiedliwości nie ma wyników. Nikt nie zużyje swojego organizmu, żeby ktoś inny miał czysty samochód. youtu.be/5VCiU1osa3w
|
|
 | | Hamerlik Konopka (19903 punktów) | > Zarówno religie jak i tzw. demokracja to systemy, które masom przedstawiają teatry.> Są to zawory bezpieczeństwa, które garstce ludzi pozwalają bezpiecznie sterować masami> i rozładowywać napięcia.Kwestionujesz wartość "owczego pędu" wśród ludzi pomimo, że objawia się naturalnie u wielu innych gatunków zwierząt społecznych. "Owczy pęd" ma swoją wartość i chroni stado przed drapieżnikami - pasożytami dużego formatu. Masz problem z "owczym pędem" na Zachodzie, bo jesteś głęboko niezgodny z kulturą Zachodu. Jesteś zachodnią aberracją - mutacją niezgodną z tkanką, z której wyrosłeś. Tak działa natura, że wciąż wyzwala asymetrię, generuje odmieńców niezgodnych z otoczeniem, niepodatnych na asymilację. Ja też jestem "niezgodny" gorzej, że nie tylko z Zachodem ale również ze Wschodem. Ty przynajmniej widzisz "sens" w Chinach czy w Rosji a ja nie wiedzę go nigdzie. Jedynie w swoim wyimaginowanym świecie, którego opętane w tej czy inny sposób ideologicznie umysły innych ludzi nie chcą. One chcą tego czego ja nie chcę, w czym nie widzę sensu i co mnie w gruncie rzeczy przeraża i poraża. Współczesny świat jest bardzo prymitywny i brutalny jak życie w dżungli. Dobry dla drapieżników, które nie mają wrogów naturalnych. youtu.be/5VCiU1osa3w
|
|
1 na 1 | Hamerlik Konopka (19903 punktów) | > Zrozumienie fenomenu religii politycznych wydaje się konieczne, by uchwycić logikę współczesnościIdeologie polityczne są następstwem ewolucyjnym religii. Nie określilbym ideologii politycznej jako systemu wierzeń, którym opętane są umysły lecz sięgnąłbym głębiej do przyczyn i opisał jako system zbiorowych emocji. Emocje są zaraźliwe, ludzki mózg mimowolnie i nieświadomie dla jednostki kopiuje powszechne wzorce z otoczenia i jednostka dostrajając się do otocznia społecznego zaczyna czuć to, co czują wszyscy wokół. Na bazie tych uczuć powstają wierzenia, wzorce decyzyjne i wzorce zachowań. To jest szczególnie dobrze widoczne w procesie asymilacji, kiedy system wartości jednostki zmienia się pod wpływem obcej kultury Faszyzm to ideologia ekstremalna i szczególnie widoczna. Niemniej takimi "religiami" są wszystkie ideologie polityczne, np. kapitalizm oparty na tajnej własności czy tajna i pośrednia demokracja. youtu.be/5VCiU1osa3w
|
|
 | | Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52265 punktów) | . >Nie określiłbym ideologii politycznej jako systemu wierzeń, którym opętane są umysły lecz sięgnąłbym głębiej do przyczyn i opisał jako system zbiorowych emocji. - Polecam książkę, a w niej nie tylko ten rozdział. .
|
|
| witamziomy (536 punktów) |
>WIARA JAKO FUNDAMENT >Aby zrozumieć ideę religii politycznych, trzeba wyjść od samego pojęcia wiary. W najprostszym ujęciu >- za Wikipedią - wiara polega na nadawaniu wysokiego prawdopodobieństwa prawdziwości twierdzeniu >mimo braku wystarczającej wiedzy3.
Całkowicie się z tym założeniem nie zgadzam. Można mieć 0 faktów i 0 prawdopodobieństwa i przekonać ludzi do wiary. Wiara nie oscyluje w prawdopodobieństwie tylko w uznaniowości. Można kłamać jak z nut i dalej skłonić ludzi do wiary.
Wiara nie jest naturalna, jest wyuczona. Jeżeli żyjesz np. w roku 1000 p.n.e i masz wiedzę, że ludzki umysł jest programowalny to wiara dogmatyczna jest idealnym narzędziem do jego programowania a tym samym władzy.
Naturalnie wierzymy tylko w siebie lub najbliższym, gdy mamy do nich zaufanie, reszta to farsa, mistyfikacja, oszustwo.
|
|
 | | Hamerlik Konopka (19903 punktów) | > Wiara nie jest naturalnaWszystkie znaki w niebie i na ziemi temu przeczą. To jakby człowiek był też nienaturalny. youtu.be/5VCiU1osa3w
|
|
|  | | witamziomy (536 punktów) | >>Wiara nie jest naturalna >Wszystkie znaki w niebie i na ziemi temu przeczą. >To jakby człowiek był też nienaturalny.
Chyba tylko Ty te znaki widzisz. To co naturalne istnieje w harmonii i jest częścią ewolucji. To co w opozycji tworzy chaos. Wojny i cierpienia są rezultatem chaosu jaki człowiek tworzy a wiara jest jednym z głównych winowajców. Jeżeli dla Ciebie jest to naturalne to moim zdaniem błędnie oceniasz fakty.
pzdr.
|
|
| |  | | Hamerlik Konopka (19903 punktów) | > >>Wiara nie jest naturalna> >Wszystkie znaki w niebie i na ziemi temu przeczą.> >To jakby człowiek był też nienaturalny.> Chyba tylko Ty te znaki widzisz.No widzę jak wiara buduje zespół i jak wiele jednostek dzięki wierze działa jak jedna. A że w przyrodzie są zespoły konkurencyjne i dzieje się walka o zasoby to już inna sprawa. Wojna działa się już na poziomie jednostek. Zorganizowanie grup doprowadziło jednie do zorganizowania wojny. Źródłem wojny wcale nie jest wiara tylko popęd do życia i ograniczone zasoby. Albo zjadasz albo jesteś zjadany. Wiara daje Ci to tylko, że zjadasz zbiorowo a nie sam. Przypominam, że nie jeden przyjął wiarę tylko dla zysku a na bogów czy inne podmioty czy przedmioty tej wiary miał w głębi duszy wywalone. Chodziło tylko o to, żeby mieć więcej i wiara dawała to "więcej". youtu.be/5VCiU1osa3w
|
|
| witamziomy (536 punktów) |
>Przytłaczająca większość ludzkości jest wierząca, choć treść tych wierzeń zmieniała się w historii >radykalnie. Można przypuszczać, że skłonność do wiary wykształciła się ewolucyjnie jako strategia >szybkiego podejmowania decyzji w warunkach niepewności.
Niepewność może pojawić się w każdej dowolnej chwili a gdy reakcja musi być szybka to instynkt lub intuicja nam ją zapewnia. Wiara nie ma tu znaczenia.
Niewielu ludzi potrafi konsekwentnie >odrzucić sam mechanizm wiary. Co ważne, nie jest on zarezerwowany dla osobowości autorytarnych; >wystarczy podstawowa, nabyta w dzieciństwie skłonność do zawierzenia autorytetom. >"Postawa poznawcza" to w tym ujęciu utrwalona dyspozycja do reagowania w sposób zgodny z >oczekiwaniami grupy. W jej wyniku całe społeczności skłonne są uznawać mity za bardziej wiarygodne >niż fakty, a rozum nie służy weryfikacji przekonań, lecz ich usprawiedliwianiu.
Jeżeli ewolucja w ogólnym znaczeniu premiuje maxymalizację przetrwania to wiedza o stanach faktycznych w tym kontekście ma znaczeniowo większą wagę od wiary w mity.
Jeżeli jest odwrotnie i ludzie cenią wyżej wiarę w mity od faktów to taki stan jest wyuczony, narzucony, wymuszony, wytrenowany. Musisz złamać umysły ludziom by przesunęli hierarchię ważności w niekorzystnym dla siebie kierunku. To nie jest ewolucja.
Ewolucją było odkrycie pisma i mowy a jednym z następstw tworzenie ideologii. Gdy " przekonasz " innych iż dane przekonania mają większe znaczenie od faktów, prawd, obserwacji, badań itd. to masz wierzących. Ludzie się tacy nie rodzą, by przetrwać musisz właściwie oceniać sytuację, fakty, planować, racjonalnie myśleć, rozwijać umiejętności, zachować zdolność ciągłej nauki i adaptacji. Nikt kto się właściwie rozwija nie uzna wiary w ideologię ważniejszej od tych przymiotów. Racjonalna, szczera ocena sytuacji to podstawa dla przetrwania jednostki i stawianie jakiejkolwiek wiary ponad to jest skrzywieniem umysłowym, wymuszonym, wykreowanym z premedytacją cofnięciem w rozwoju.
|
|
| Andrzej B. Izdebski (Bogusławski) (52265 punktów) | . Dariusz Kruszczynski Cała prawda całą dobę . · Granica, której nigdy nie powinniśmy przekroczyć.$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$ . W telewizji krajowej słyszymy teraz język, który powinien zatrzymać każdego Amerykanina. Ewangeliści i politycy zaczynają zacierać granicę między wiarą a władzą w sposób, przed którym historia ostrzegała nas od wieków. Kiedy o przywódcy mówi się w kategoriach nawiązujących do boskości, albo kiedy ratunek wojskowy jest porównywany do zmartwychwstania Jezusa Chrystusa, które miało miejsce w tak świętym czasie jak Wielki Piątek, nie mówimy już tylko o niefrasobliwych słowach. Wkraczamy w coś o wiele bardziej niebezpiecznego. A teraz idzie to jeszcze dalej. Prezydent Donald Trump i urzędnicy amerykańscy opisali konflikt z Iranem w kategoriach religijnych, sugerując, że Bóg wspiera działania Amerykanów i przedstawiając sytuację jako walkę dobra ze złem. Pojawiła się retoryka nawiązująca do chrześcijańskich wątków nacjonalistycznych, a nawet odwołująca się do idei biblijnych, takich jak czasy ostateczne. Słyszeliśmy o wojnie wspieranej przez Boga, z wypowiedziami sugerującymi boskie wsparcie dla działań militarnych. Pojawiły się twierdzenia, że wydarzenia są częścią większego boskiego planu, język, który przekształca konflikt w coś duchowego, a nie strategicznego. Uratowanego amerykańskiego pilota nazwano nawet "cudem wielkanocnym", łącząc działania militarne z symboliką religijną w sposób, który powinien skłonić ludzi do refleksji. Są też tacy, którzy łączą ten konflikt z religijnymi oczekiwaniami związanymi z Izraelem i proroctwami, sugerując coś znacznie większego niż polityka czy obrona narodowa. Pozwólcie, że na chwilę odniosę się do tego osobiście. W latach 80. poleciałem z tym człowiekiem i jego świtą do kasyna w Atlantic City. Widziałem go z bliska, nie przez ekran, nie z przemówienia, ale w prawdziwym życiu. Mogę powiedzieć z całą pewnością - nie jest zmartwychwstaniem Jezusa Chrystusa. Jest człowiekiem, jak każdy inny, i należy go traktować jako takiego. Wynoszenie jakiegokolwiek przywódcy do rangi czegoś boskiego jest nie tylko niewłaściwe, ale i niebezpieczne. Powiedzmy sobie jasno. Religia jest głęboko osobista. Jej celem jest kierowanie sumieniem jednostki, a nie usprawiedliwianie władzy, wywyższanie przywódców i z pewnością nie traktowanie działań militarnych jako czegoś świętego. Historia pokazuje nam dokładnie, dokąd prowadzi ta droga. Podczas krucjat przywódcy owijali wojnę językiem Boga, aby zyskać poparcie. Nie przyniosło to sprawiedliwości, lecz rozlew krwi i pokolenia konfliktów usprawiedliwianych w imię wiary. W czasach współczesnych autorytarne reżimy wyniosły przywódców do rangi niemal religijnej, aby wymagać lojalności wykraczającej poza rozsądek. Gdy przywódca jest postrzegany jako wybrany lub niepodlegający krytyce, prawda staje się drugorzędna, a odpowiedzialność znika. Nie na tym zbudowano Amerykę. Nasi ojcowie założyciele już widzieli, co się dzieje, gdy rządy powołują się na boski autorytet. Dlatego rozdzielili Kościół od państwa i stworzyli Konstytucję, która chroni zarówno wolność wyznania, jak i wolność od religii narzucanej przez rząd. Żaden prezydent, żaden generał, żadna postać polityczna nie miała być stawiana na piedestale wiary. Kiedy więc słyszymy porównania między uratowanym lotnikiem a zmartwychwstaniem Jezusa Chrystusa, nie powinniśmy ich bagatelizować. Powinniśmy pytać, dlaczego w ogóle dokonuje się takiego porównania, bo słowa mają znaczenie. Kształtują one sposób myślenia ludzi, ich postępowanie i to, co są gotowi zaakceptować. I oto trudne pytanie, którego nie możemy uniknąć. Czym ta retoryka różni się od tego, co widzieliśmy w miejscach takich jak Afganistan pod rządami talibów, czy też ze strony grup takich jak Hamas i innych ruchów ekstremistycznych, które usprawiedliwiają swoje działania religią? Grupy te uważają, że mają rację, interpretując teksty religijne. Przedstawiają konflikt jako coś sprawiedliwego, a władzę jako wspieraną przez Boga. W chwili, gdy jakikolwiek rząd, nawet nasz, zacznie podążać w tym kierunku, nawet w tonie czy języku, powinniśmy się zaniepokoić. Ameryka została zbudowana inaczej. My, ludzie, pozwalamy jednostkom wierzyć w cokolwiek zechcą, bez strachu i prześladowań. To jedna z naszych największych zalet. Ale stawiamy też granicę. Nie pozwalamy naszemu rządowi rządzić poprzez religię, wywyższać jednego wyznania ponad inne ani usprawiedliwiać swoich działań wolą Boga. Rząd odpowiada przed Konstytucją, a nie przed doktryną. Rozumiem, że niektórzy mogą być tym oburzeni. Jest wielu głęboko wierzących Amerykanów, którzy żyją swoją wiarą uczciwie i rzetelnie, i nie chodzi tu o ich atakowanie. Ale sama wiara nie daje wolności. To prawo, odpowiedzialność i Konstytucja. Możesz się ze mną nie zgadzać i masz do tego prawo. To prawo do wierzenia w to, co chcesz, do mówienia tego, co myślisz, o ile nie szkodzi to innym, jest właśnie tym, co czyni ten kraj wspaniałym. Ta równowaga oddziela nas od reszty świata i to właśnie ją ryzykujemy, jeśli przestaniemy zwracać na nią uwagę. Paweł M. Pilot-Weteran Właściciel firmy Obrońca Konstytucji USA www.facebo(*)4089311/posts/1586499259087071.
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|