 |
Powolna śmierć języka polskiego. Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Społeczeństwo i kraj
| Napisano | Autor | Tytuł | | 08-07-2014 10:17 | Celecrin (6386 punktów) | Powolna śmierć języka polskiego.
12 na 12 | Nie da się nie zauważyć natarczywego pchania obcych słów do polskiego języka. Jestem emigrantem, więc w jakiś sposób też się przyczyniam do tego, może niechcący. Jednak nie chcę poruszać tematu o "polnglisza" ale raczej chcę napisać o bardziej masowym zjawisku. Używania słów w mediach na przykład. Ostatnio ręce mi opadły...Przeglądając jakąś galerię zdjęć chyba z polskimi sportowcami w opisie pod jednym z nich było: polski strongmen ciągnie coś tam... Zastanawiam się w czym lepsze jest słowo strongmen od siłacza? Kto pozwala na takie coś? Czy w Polsce ktoś dba w ogóle o czystość polskiego języka? Jak jadę sobie do Polski często widzę w wystawach sklepów: SALE Hę? Ktoś w ogóle w tym sklepie rozumie po angielsku?  , albo na przykład uzywanie "%OFF", tudzież pchana do polskiego języka przez biura turystyczne destynacja Makabra. Wielu słów już dziś praktycznie nie można używać bo Polacy nie zrozumieją. Kto dziś pamięta jak nazywał się kiedyś w Polsce maj? Trawień. Według mnie bardzo ładna nazwa. Logiczna prawda? Jaki sens ma słowo maj? Drugim miesiącem o zmienionej nazwie jest marzec, przedtem był brzezień Śliczna prawda? Logiczna bo od wypuszczającej liście brzozy, a co Polska ma wspólnego ze świętem Marsa? Innym ciekawym przykładem jest słowo gniady, czyli brązowy. Tak jak zieleń od ziół, niebieski od nieba, tak gniady pochodzi od koloru zgnilizny. Czemu to słowo zostało zastąpione obcym? Dziś język angielski jest wręcz na siłę wtłaczany do polskiego języka, odbywa się to naturalnie poprzez określone branże i reklamę, czyli gry komputerowe, technikę, handel, turystykę. Czy nie powinniśmy bronić polskiego języka? Co myślicie o tym, może jestem przewrażliwiony? Może ktoś zna inne fajne słowiańskie słowa, które zostały wyparte? | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
Ulderico (19376 punktów) (zablokowany) |
Prawda jest taka, że języki powstają i umierają, i nie ma w tym nic dziwnego. Skoro wymarły takie wspaniałe języki, jak łacina, greka czy sanskryt, to i bardzo prowincjonalnej polszczyźnie może się to przytrafić. Nie widzę powodu, by się tym specjalnie przejmować. Przeciwnie, uważam, że zbyt długie pielęgnowanie reliktów przeszłości to nonsensowna fanaberia, którą nie warto sobie głowy zawracać. A może nawet warto by tę powolną śmierć polszczyzny jakoś przyśpieszyć? Po co ma się tak męczyć ta nienadążająca starowinka?
"And high permission of all-ruling Heaven left him at large to his own dark designs, that with reiterated crimes he might heap on himself damnation, while he sought Evil to others..." - John Milton
|
|
|  | 2 na 6 Ulderico (19376 punktów) (zablokowany) |
A po co komu jakaś polska kultura? Człowiek nie powinien mieć problemu z porzucaniem wszystkiego, co go nadmiernie ogranicza, i sięganiem po to, co w danej chwili wydaje mu się najlepsze. Skoro status Polski jako kraju pod wieloma względami cywilizacyjnie peryferyjnego i o zupełnie trzeciorzędnym znaczeniu się pogłębia, a w przyszłości na pewno nie będzie z tym wcale lepiej, to wiązanie sobie tego kraju i jego dziedzictwa u szyi jak kamienia młyńskiego wygląda po prostu na realizację jakichś masochistycznych fantazji.
"And high permission of all-ruling Heaven left him at large to his own dark designs, that with reiterated crimes he might heap on himself damnation, while he sought Evil to others..." - John Milton
|
|
| |  | 6 na 6 | worek kości (2937 punktów) | >A po co komu jakaś polska kultura? Człowiek nie powinien mieć problemu z porzucaniem wszystkiego, co go nadmiernie ogranicza, i sięganiem po to, co w danej chwili wydaje mu się najlepsze.
Co - przykładowo - można by było z ograniczającej polskiej kultury odrzucić i zastąpić czymś innym, wyzwalającym?
bembergiem w berg
|
|
| | |  | 1 na 3 Ulderico (19376 punktów) (zablokowany) |
>Co - przykładowo - można by było z ograniczającej polskiej kultury odrzucić i zastąpić czymś innym, wyzwalającym?
A po co zastępować czymś innym? Skoro można coś bezboleśnie odrzucić, to zapewne nie jest to tak niezbędne do życia, jak się wydawało.
"And high permission of all-ruling Heaven left him at large to his own dark designs, that with reiterated crimes he might heap on himself damnation, while he sought Evil to others..." - John Milton
|
|
| | | |  | 2 na 2 | szarley (54913 punktów) | > >Co - przykładowo - można by było z ograniczającej polskiej kultury odrzucić i zastąpić czymś innym, wyzwalającym?> A po co zastępować czymś innym? Skoro można coś bezboleśnie odrzucić, to zapewne nie jest to tak niezbędne do życia, jak się wydawało.Można odrzucić i nie zastępować. Zawsze coś zostanie
|
|
| | | | |  | Ulderico (19376 punktów) (zablokowany) |
Fajny osobnik. Co to za gatunek?
"And high permission of all-ruling Heaven left him at large to his own dark designs, that with reiterated crimes he might heap on himself damnation, while he sought Evil to others..." - John Milton
|
|
| | | | | |  | 2 na 2 | szarley (54913 punktów) | >Fajny osobnik. Co to za gatunek?
Inteligent po odrzuceniu balastu kultury
|
|
| | | | | | |  | Ulderico (19376 punktów) (zablokowany) |
>Inteligent po odrzuceniu balastu kultury
Tę insynuację udało mi się odczytać między wierszami już za pierwszym razem. Jakaś marmozeta?
"And high permission of all-ruling Heaven left him at large to his own dark designs, that with reiterated crimes he might heap on himself damnation, while he sought Evil to others..." - John Milton
|
|
| |  | 6 na 6 | Meretseger (61860 punktów) | >A po co komu jakaś polska kultura? Mi by się może czasem przydała... A już język na pewno. Lubię go.
|
|
| | |  | 4 na 4 Maddy (12885 punktów) (zablokowany) | > >A po co komu jakaś polska kultura?> Mi by się może czasem przydała... A już język na pewno. Lubię go.Mnie by się może czasem przydała. Przydałaby mi się może czasem. Meretseger, łamiesz mi serce.  I to Ty, która potrafisz od niechcenia poprawnie użyć czasu zaprzeszłego z trybem przypuszczającym. Nic pewnego na tym świecie...
"We live in times of smart phones and stupid people"
|
|
| | | |  | 4 na 4 | Meretseger (61860 punktów) |
>Nic pewnego na tym świecie... Niesamowita gramatyka jest. Oszukać Cię oczy mogą.
|
|
 | 2 na 2 | chętnie racjonalistka (29094 punktów) | >może nawet warto by tę powolną śmierć polszczyzny jakoś przyśpieszyć? Po co ma się tak męczyć ta nienadążająca starowinka? Parę lat temu uszyto starowince reformy (choćby tę pozwalającą jednym słowem jej "nienadążanie" skwitować), bo w swej starej postaci za bardzo już gorszyła młodzież. Więc pewnie zanim całkiem zejdzie z tego świata jeszcze się trochę po obejściu pokręci, a przechodząc koło regału z literaturą może nawet kurze wytrze...
|
|
|  | Ulderico (19376 punktów) (zablokowany) |
A po co ma się tak męczyć? Czyż za to, co przeszła, nie należałaby się staruszce jakaś fajna eutanazja?
"And high permission of all-ruling Heaven left him at large to his own dark designs, that with reiterated crimes he might heap on himself damnation, while he sought Evil to others..." - John Milton
|
|
| |  | 6 na 6 | Mariusz Agnosiewicz (moderator) | Ty tak na poważnie czy to jakaś niezbyt wyrafinowana forma prowokacji?
|
|
| | |  | 1 na 1 Ulderico (19376 punktów) (zablokowany) | >Ty tak na poważnie czy to jakaś niezbyt wyrafinowana forma prowokacji?
Czy powiedziałem coś, co jest nie do pomyślenia?
"And high permission of all-ruling Heaven left him at large to his own dark designs, that with reiterated crimes he might heap on himself damnation, while he sought Evil to others..." - John Milton
|
|
| |  | 1 na 1 | chętnie racjonalistka (29094 punktów) | >nie należałaby się staruszce jakaś fajna eutanazja? Nie poprą tej idei pozostający na garnuszku starowinki.
|
|
 | 7 na 7 | Piotr Koziestański (8 punktów) | Oczywiście, że powstają i umierają ale jest różnica w sytuacji gdy w danym języku nie ma słowa i adoptuje się inne ( np. w polskim nie ma słowa oznaczającego koniec tygodnia) a czym innym jest głupota, niewiedza czy też popisywanie się innym językiem ( i tu bardzo dobry przykład "sale" w witrynach sklepowych, a przecież mamy na to słowo ). Przyczynia się do tego stanu bardzo niski poziom dziennikarstwa ( tam osoby zatrudnione źle akcentują słowa, wtrącają niepotrzebnie słowa angielskie i jak napisałem wyżej wynika to m.in. ze słabej edukacji, innym przykładem są osoby które co drugi wyraz dla "szpanu" używają słów angielskich aby pochwalić się, że go znają ( a jak przychodzi co do czego to dukają aż żal ściska)i stąd zamiast: miałem taki przypadek...jest miałem taki case, zamiast: wyszukałem w internecie jest wygooglowałem w internecie itp naprawdę jest to chore. Rozumiem, że nasz język się zmienia, pojawią się i będą pojawiać obce wyrazy (z tego względu, że nie mamy swojego odpowiednika lub poprostu że nasz wyraz jest za trudny lub za długi, nawet nasze wyrazy zmieniają się, już co raz więcej ludzi mówi poszłem a nie poszedłem, ponieważ to się prościej wymawia i jestem pewny że za lat kilka a może i więcej będzie już poprawny). Byłem w kilku krajach i takiego nieszanowania własnego języka nie ma chyba nigdzie....
|
|
 | | Mirosław Naleziński (1 punktów) | *A może nawet warto by tę powolną śmierć polszczyzny jakoś przyśpieszyć? Po co ma się tak męczyć ta nienadążająca starowinka?* A jakież to inne języki tak nadążają, że nie należy o nich zapomnieć?
|
|
5 na 9 | Sygnał (4252 punktów) | > Nie da się nie zauważyć natarczywego pchania obcych słów do polskiego języka.Polski język od zawsze był zbieraniną obcych słów, więc nie specjalnie uzasadniony zarzut. > Ostatnio ręce mi opadły...Przeglądając jakąś galerię zdjęć chyba z polskimi sportowcami w opisie pod jednym z nich było: polski strongmen ciągnie coś tam...Bo tak się nazywa ten sport międzynarodowo : strongmen competition. Taka też nazwa funkcjonuje w świadomości ludzi. > Zastanawiam się w czym lepsze jest słowo strongmen od siłacza? Kto pozwala na takie coś? Czy w> Polsce ktoś dba w ogóle o czystość polskiego języka?Nawet Ci najwięksi językowi puryści pokroju Miodka nie mają tu nic przeciwko. > Jak jadę sobie do Polski często widzę w wystawach sklepów: SALE Hę? Ktoś w ogóle w tym sklepie> rozumie po angielsku? , albo na przykład uzywanie "%OFF", tudzież pchana do polskiego języka przez> biura turystyczne destynacja Makabra.To akurat wynika zapewne z nieumiejętności prawidłowego przetłumaczenia zagranicznych ofert. > Wielu słów już dziś praktycznie nie można używać bo Polacy nie zrozumieją.Bo język jest dynamicznym tworem i zmienia się tak jak zmienia się społeczeństwo. > Dziś język angielski jest wręcz na siłę wtłaczany do polskiego języka, odbywa się to naturalnie> poprzez określone branże i reklamę, czyli gry komputerowe, technikę, handel, turystykę.I to czasem jest znacznie lepsze niż niekiedy nieudolne i absurdalne tłumaczenia. > Czy nie powinniśmy bronić polskiego języka? Co myślicie o tym, może jestem przewrażliwiony?Zdecydowanie jesteś przewrażliwiony a język będzie się adaptował do otoczenia i przetrwa, ale w zmienionej formie.
|
|
 | 4 na 4 | Olek Mularski (3178 punktów) | >Polski język od zawsze był zbieraniną obcych słów, więc nie specjalnie uzasadniony zarzut.
Wszystkie języki są takimi zbieraninami przekształconych i dostosowanych słów poprzednio występujących na danych terenach języków. Angielski, francuski, hiszpański to w mniejszym lub większym stopniu zdeformowana wersja łaciny, o włoskim nie mówiąc. Nam dochodzi także niestety okres rozbiorów, przez które też sporo obcych słów przeniknęło do polszczyzny.
>Bo tak się nazywa ten sport międzynarodowo : strongmen competition. Taka też nazwa funkcjonuje w świadomości ludzi.
Tak, ale te "międzynarodowe" nazewnictwo to nazewnictwo angielskie, podobnie jak wrośnięty już w nasz język angielski nowotwór "football" (który o zgrozo już się nawet nie podkreśla na czerwono jako błąd), ski jumping itp., także jak najbardziej konieczne jest tłumaczenie.
>To akurat wynika zapewne z nieumiejętności prawidłowego przetłumaczenia zagranicznych ofert.
Wątpię w to, moim zdaniem jest to moda na używanie angielskiego, bo brzmi to "profesjonalnie", międzynarodowo, bo dotrze także do obcokrajowców (jakby w Polsce było ich aż tak dużo i wszyscy z nich anglojęzyczni).
>I to czasem jest znacznie lepsze niż niekiedy nieudolne i absurdalne tłumaczenia.
Takie myślenie to kolejna przyczyna zalewu anglicyzmów.
|
|
|  | 3 na 3 | Sygnał (4252 punktów) | >Wszystkie języki są takimi zbieraninami przekształconych i dostosowanych słów poprzednio występujących na danych terenach języków. Angielski, francuski, hiszpański to w mniejszym lub większym stopniu zdeformowana wersja łaciny, o włoskim nie mówiąc. >Nam dochodzi także niestety okres rozbiorów, przez które też sporo obcych słów przeniknęło do polszczyzny.
I to nie jest bynajmniej nic złego. Dodam, że język polski tworzył się też grubo przed zaborami i takie same wpływy obce się tu pojawiały. Powód? Różnorodne etnicznie społeczeństwo. Przy takim ujęciu sprawy powinniśmy się cieszyć jak bardzo bogaty jest nasz język.
>Tak, ale te "międzynarodowe" nazewnictwo to nazewnictwo angielskie, podobnie jak wrośnięty już w nasz język angielski nowotwór "football" (który o zgrozo już się nawet nie podkreśla na czerwono jako błąd), ski jumping itp., także jak najbardziej konieczne jest tłumaczenie.
Zarzut byłby zasadny jeśli odnosiłby się też do innych angielskojęzycznych sportów. Jak nie podobają się strongmani to windsurferzy, surferzy, hokeiści (co nie dość, że jest zapożyczeniem 1 w 1 to jeszcze zbeszczeszczonym polską fonetyzacja) czy zawodnicy uprawiający curling także nie powinni. Po co tworzyć na to jakieś sztuczne nazwy? To tylko tworzy niepotrzebny chaos semantyczny.
>Takie myślenie to kolejna przyczyna zalewu anglicyzmów.
Co brzmi lepiej : time warping czy "marszczenie czasu"? Dodam, że słowo "warp" nie znaczy tylko i wyłącznie marszczyć, więc młody analityk od szeregów czasowych miałby nie lada zadanie, żeby znaleźć w literaturze angielskiej coś na temat metody, której właśnie używa. Podobnie: jakoś nie widzę rabanu podnoszonego z powodu procesora; po polsku powinien być "przetwarzacz".
Bawiąc się w te zabiegi zamiast adaptować nowe słowa i stawiać na elastyczność języka zaczynamy tu tworzyć sztuczne twory językowe jak PRL-owski zwis męski. Na prawdę, gra nie warta świeczki.
|
|
| |  | | Olek Mularski (3178 punktów) | >I to nie jest bynajmniej nic złego. Dodam, że język polski tworzył się też grubo przed zaborami i takie same wpływy obce się tu pojawiały. Powód? Różnorodne etnicznie społeczeństwo. Przy takim ujęciu sprawy powinniśmy się cieszyć jak bardzo bogaty jest nasz język.
Pewnie i to miało swój wpływ na złożoność języka polskiego i ilość zapożyczeń (głównie jednak tych bardziej naturalnych z innych języków słowiańskich). Nie znaczy jednak, że teraz mamy permanentnie zatruwać swoją mowę zupełnie obcym fonetycznie i składniowo angielskim tylko dla tego, że jest modny.
>Zarzut byłby zasadny jeśli odnosiłby się też do innych angielskojęzycznych sportów. Jak nie podobają się strongmani to windsurferzy, surferzy, hokeiści (co nie dość, że jest zapożyczeniem 1 w 1 to jeszcze zbeszczeszczonym polską fonetyzacja) czy zawodnicy uprawiający curling także nie powinni. Po co tworzyć na to jakieś sztuczne nazwy? To tylko tworzy niepotrzebny chaos semantyczny.
Nie uważam, że w ogóle nie należy zapożyczać z innego języka. Owszem należy to robić, ale tylko wtedy, gdy nie możliwe jest tłumaczenie lub własny utworzony neologizm jest niefunkcjonalny. W innych przypadkach zapożyczanie zamiast wzbogacać zubaża język. Oczywiście dla ułatwienia należy pisać zgodnie z polskimi zasadami fonetyki (jeśli hokeista ci się nie podoba to co powiesz na hockey-istę- moim zdaniem dużo bardziej kalecznie wygląda). Co do strongmana to mamy własne słowo siłacz i jego należy używać.
>Co brzmi lepiej : time warping czy "marszczenie czasu"? Dodam, że słowo "warp" nie znaczy tylko i wyłącznie marszczyć, więc młody analityk od szeregów czasowych miałby nie lada zadanie, żeby znaleźć w literaturze angielskiej coś na temat metody, której właśnie używa. Podobnie: jakoś nie widzę rabanu podnoszonego z powodu procesora; po polsku powinien być "przetwarzacz".
Żebyś wiedział, że polskie tłumaczenie 9marszczenie czasu) bardziej mi się podoba! Poza tym jak znalazłoby się tłumaczenie w jedną stronę, to i w drugą też by pewnie poszło. Procesor dość mocno wgryzł się w nasz język i pewnie ciężko byłoby z powrotem utworzyć popularny polski odpowiednik. Podobnie jest z komputerem. Jednak Czesi mówią na komputer počítač i im to nie przeszkadza, a wręcz przeciwnie są dumni z własnego języka i jego odmienności!
>Bawiąc się w te zabiegi zamiast adaptować nowe słowa i stawiać na elastyczność języka zaczynamy tu tworzyć sztuczne twory językowe jak PRL-owski zwis męski. Na prawdę, gra nie warta świeczki.
Czy nie warta? Moim zdaniem wręcz przeciwnie, gdyż te "twory" jak to określiłeś są dla nas o wiele bardziej naturalne niż angielski.
|
|
| | |  | 2 na 2 | Sygnał (4252 punktów) | >Pewnie i to miało swój wpływ na złożoność języka polskiego i ilość zapożyczeń (głównie jednak tych bardziej naturalnych z innych języków słowiańskich). Nie znaczy jednak, że teraz mamy permanentnie zatruwać swoją mowę zupełnie obcym fonetycznie i składniowo angielskim tylko dla tego, że jest modny.
Kindersztuba, kabel, szlafmyca w oryginale też są fonetycznie kompletnie obce i składniowo inne niż typowe słowa z języków słowiańskich. "Zatruwanie" jest tu moim zdaniem niesprawiedliwym terminem. W końcu jednym z budulców języka jest bliskość użytkowników innego języka w społeczeństwie. Tę bliskość uzyskujemy przez internet, a nie przez miedzę na polu. W praktyce jest to dokładnie ten sam mechanizm.
>Co do strongmana to mamy własne słowo siłacz i jego należy używać.
Tyle, że "siłacz" oznacza przede wszystkim osobę o ponadprzeciętnej sile, a nie zawodnika strongman competition. Dodatkowo, jak się obejrzy jakieś zawody to tam słowo "siłacz" jako określenie zawodnika nadal tam pada, podczas gdy "strongman" jest wciąż prawidłową nazwą sportowca z tej dziedziny. To tak jak z polskim określeniem "szczypiornista" na zawodnika dyscypliny jaką jest piłka ręczna.
>Żebyś wiedział, że polskie tłumaczenie 9marszczenie czasu) bardziej mi się podoba!
Kwestia gustu. Marszczenie czasu brzmi moim zdaniem komicznie i wywołuje poniekąd uzasadnione salwy śmiechu studentów, którzy się o tym uczą. Ot, kolejny dowód na dynamikę języka.
>Poza tym jak znalazłoby się tłumaczenie w jedną stronę, to i w drugą też by pewnie poszło.
Chodzi tu o łatwość tłumaczenia 1 w 1. Dlatego właśnie język polski jest kompletnie niepraktyczny w naukach technicznych.
>Procesor dość mocno wgryzł się w nasz język i pewnie ciężko byłoby z powrotem utworzyć popularny polski odpowiednik.
To czym w takim razie procesor różni się od strongmana?
>Podobnie jest z komputerem. Jednak Czesi mówią na komputer počítač i im to nie przeszkadza, a wręcz przeciwnie są dumni z własnego języka i jego odmienności!
I tworzy to Czechom dodatkowy semantyczny chaos i utrudni asocjację słów z innych języków młodym Czechom. Jak dla mnie więcej tu negatywów niż pozytywów.
>Czy nie warta? Moim zdaniem wręcz przeciwnie, gdyż te "twory" jak to określiłeś są dla nas o wiele bardziej naturalne niż angielski.
W językach specjalistycznych są kompletnie niepraktyczne.
|
|
| | | |  | 3 na 3 | szarley (54913 punktów) | > Kindersztuba, kabel, szlafmyca w oryginale też są fonetycznie kompletnie obce i składniowo inne niż typowe słowa z języków słowiańskich.> "Zatruwanie" jest tu moim zdaniem niesprawiedliwym terminem. W końcu jednym z budulców języka jest bliskość użytkowników innego języka w społeczeństwie. Tę bliskość uzyskujemy przez internet, a nie przez miedzę na polu. W praktyce jest to dokładnie ten sam mechanizm.Nie, nie ten sam. W XIX wieku w polszczyźnie pojawiło się sporo technicznych słów niemieckich i do dziś pozostały, zostały kupione i zaaklimatyzowały się, ale tych słów wcześniej w polskim języku nie było. Słownictwo górnicze jest w dużej mierze niemieckiego pochodzenia (sztygar, kasta, szyb). Część z tych słów zastąpiono potem polskimi (przekop, chodnik, spąg), część zmieniła znaczenie (szychta). Problem zaczyna się, kiedy niemal na siłę zaczyna się zastępowanie rodzimych słów obczyzną. W polskim języku jest słowo przedsiębiorca, ale zazwyczaj mówi się biznesmen, jednym z wyjątków jest właściciel zakładu pogrzebowego (biznesmen pogrzebowy jakoś się nie przyjął) Takich przykładów zastępowania słów jest mnóstwo i takie zastępowanie nie ubogaca języka. > To tak jak z polskim określeniem "szczypiornista" na zawodnika dyscypliny jaką jest piłka ręczna.Proponuję sprawdzić źródłosłów szczypiornisty (szczypiorniaka) jest ciekawy  > Chodzi tu o łatwość tłumaczenia 1 w 1. Dlatego właśnie język polski jest kompletnie niepraktyczny w naukach technicznych.Nie jest kompletnie niepraktyczny, nie mam problemu z pisaniem po polsku technicznych tekstów, choć z zapożyczeń korzystam. > >Procesor dość mocno wgryzł się w nasz język i pewnie ciężko byłoby z powrotem utworzyć popularny polski odpowiednik.> To czym w takim razie procesor różni się od strongmana?Tym, że porcesora w polskim języki nie było, siłacz był zanim pojawił się strongmen > >Podobnie jest z komputerem. Jednak Czesi mówią na komputer počítač i im to nie przeszkadza, a wręcz przeciwnie są dumni z własnego języka i jego odmienności!> I tworzy to Czechom dodatkowy semantyczny chaos i utrudni asocjację słów z innych języków młodym Czechom. Jak dla mnie więcej tu negatywów niż pozytywów.Obcego języka i tak się trzeba uczyć, Czesi od XIX wieku, od czasu purystów językowych, przyjęli słowa zastępujące powszechną wcześniej niemczyznę i nie zauważyłem, aby żałowali, że muszą się nauczyć tych kilku słów więcej. > >Czy nie warta? Moim zdaniem wręcz przeciwnie, gdyż te "twory" jak to określiłeś są dla nas o wiele bardziej naturalne niż angielski.> W językach specjalistycznych są kompletnie niepraktyczne.Bywają niepraktyczne, ale nad tym można popracować, dopracować polskie słowa, przetłumaczyć... do obsługi komputera używam... polskiej myszy
|
|
| | | | |  | 5 na 5 | Sygnał (4252 punktów) | > W polskim języku jest słowo przedsiębiorca, ale zazwyczaj mówi się biznesmen, jednym z wyjątków jest właściciel zakładu pogrzebowego (biznesmen pogrzebowy jakoś się nie przyjął)
Widzisz Szarleju, przyjmowanie obcych słów ma też tę zaletę, że pozwala wyłapywać pewne semantyczne subtelności i lepiej je ukazywać. Różnicą pomiędzy "biznesmenem" a "przedsiębiorcą" jest rozmiar jego przedsiębiorstwa. Dlatego też mówi się (w debacie politycznej) "mały i średni przedsiębiorca" a nie "mały i średni biznesmen". Określenie "biznesmen" opisujące sprzedawcę na targu ma już z kolei wydźwięk pejoratywny. Tego typu subtelny zabieg (który dodaje nową, ciekawą jakość do języka) nie byłby możliwy bez zapożyczenia z języka obcego.
>Nie jest kompletnie niepraktyczny, nie mam problemu z pisaniem po polsku technicznych tekstów, choć z zapożyczeń korzystam.
No, zgoda, niech będzie po Twojemu w tym punkcie.
>Tym, że porcesora w polskim języki nie było, siłacz był zanim pojawił się strongmen
A słowo "przetwarzanie" również było w języku polskim. Staż danego słowa w języku nie jest przekonującym mnie argumentem. Kłóci się z empiryczną własnością języka jaką jest jego dynamika. Chyba nie będziesz zaprzeczał dynamice języka.
|
|
| | | |  | 2 na 2 | Appenzeller (3118 punktów) | >Chodzi tu o łatwość tłumaczenia 1 w 1. Dlatego właśnie język polski jest kompletnie niepraktyczny w naukach technicznych. Jako tłumacz, na co dzień, technicznych tekstów angielskich stwierdzam, że angielski, przy zdecydowanym bogactwie słów, jest mocno nieprecyzyjny, szczególnie w wersji amerykańskiej. Głównie dzięki "noun adjuncts" stosowanym bez umiaru w żargonie technicznym. Ładny przykład z about.com "FAX TRANSMISSION NETWORK ACCESS COST OPTIMIZATION PROPOSAL". A jak przychodzi do genetyki...
Są bakterie, które zabija się światłem (Boy)
|
|
| | | | |  | 2 na 2 | Sygnał (4252 punktów) | >"FAX TRANSMISSION NETWORK ACCESS COST OPTIMIZATION PROPOSAL"
"Propozycja optymalizacji kosztu dostępu do sieci przesyłowej(transmisyjnej) usługi telefaksu" (jeśli chodzi tu o telekomunikację). Nie widzę specjalnego problemu z tym tłumaczeniem, ale jestem skłonny Ci uwierzyć, że takie się mogą pojawić.
|
|
| | | | |  | 2 na 2 | mayolina (2278 punktów) | Dodam jeszcze, że w USA narzeka się na zaśmiecanie języka ułatwieniami pisowni w stylu tonite, lite, oraz nowymi potworkami z granicy marketingu: a więc kleenex (nazwa własna produktu) zamiast tissue (chusteczka do nosa) czy popularnego w regionie San Francisco skrótu I'm barting to work (czyli bartuję do pracy --od BART, czyli popularnej podmiejskiej kolejki Bay Area Rapid Transit).Anglicy z kolei burzą się na prymitywizację spowodowaną uniwersalnym angielskim, a więc zanik złożonej składni i czasów, słowa na wyginięciu, w końcu zmiana znaczeń. Czy jeszcze ktoś używa słowa gay w znaczeniu radosny? A tak w ogóle, gdyby z angielskiego pozbyć się wpływów indyjskich, indiańskich, karaibskich, francuskich, skandynawskich, w ostatnim przypadku wróciłyby przypadki  no i łacińskich to niewiele by zostało.
|
|
 | 1 na 1 | Celecrin (6386 punktów) |
>Bo tak się nazywa ten sport międzynarodowo : strongmen competition. Taka też nazwa funkcjonuje w świadomości ludzi. Zdaję sobie doskonale sprawę, iż jest to nazwa własna chroniona prawnie, zdaję sobie sprawę, iż strongman to nazwa sportowca. Jednak tego słowa nie da się nie zastąpić polskim słowem. Nie ma konieczności używania angielskiej nazwy. Tym bardziej,że siłacz i strongman używane są zamiennie {zobacz dowolny artykuł o tym sporcie}. Niestety znam angielski i ja słyszę "silny człowiek", może dla Polaka nie znającego tego języka słowo wydaje się atrakcyjne. I tak to chyba działa. Nie czarujmy się. Tak jak kolor niebieski pochodzi od nieba tak samo strongman za 100 lat w Polsce wyprze całkowicie siłacza i nie będzie oznaczał sportowca tylko po prostu silnego człowieka. Tak to działa, po prostu. Ludzie używają ciągle synonimów i uproszczeń kojarzących się z czym znanym wszystkim. Używanie obcych słów w mediach powinno być w jakiś sposób kontrolowane. Kiedy słyszę na meczu "goalkeeper" to mnie nosi. Zwróć uwagę jak nasi komentatorzy uwielbiają używać kwiecistych słów w stylu: defender, goalkeeper, korner, futbolówka, offside. Też powiesz że to sport? Dla mnie to debilizm. Moim zdaniem brak jest kompletnie regulacji chroniących niepotrzebne śmiecenie języka. >Zdecydowanie jesteś przewrażliwiony a język będzie się adaptował do otoczenia i przetrwa, ale w zmienionej formie. Dojdzie do momentu, kiedy język polski nie będzie językiem słowiańskim ale romańskim. Dzięuję.
|
|
|  | 2 na 2 | Sygnał (4252 punktów) | >Dojdzie do momentu, kiedy język polski nie będzie językiem słowiańskim ale romańskim.
A Ty nadal będziesz go używał. Nie zapominajmy o najważniejszej funkcji języka: ma umożliwiać komunikację. W tym względzie takie zmiany językowe są bardzo pożądane.
|
|
4 na 4 | Scorp (5381 punktów) |
>Czy nie powinniśmy bronić polskiego języka? Co myślicie o tym, może jestem przewrażliwiony? Może
Nie wydaje się, żebyś był. Zmienianie się języka nie jest problemem samodzielnym. Wraz z nim następuje, w tym samym tempie albo i szybciej, zmiana tożsamości Polaków.
Zmiana tożsamości z wiekiem to rzecz naturalna - od dziecka do staruszka. Emigracja, posługiwanie się obcym językiem (wraz z nim obcym systemem pojęciowym), zaangażowanie w sprawy obcych społeczności - wszystko to powoduje dryfowanie poczucia tożsamości na nową pozycję. Deklaracje w rodzaju - w głębi serca jestem Polakiem - niewiele znaczą, skoro zarabia się w obcej monecie i konsumuje na obcym rynku.
Emigracja - wyjazd w świat - to jednak problem specyficzny, nie wszyscy wyjeżdżają. Jest natomiast inne zjawisko: kiedy granice są otwarte, to świat wjeżdża do nas. Wciska się na tabletach, komputerach, towarze, na zagranicznych fabrykach i na tysiąc innych sposobów. Nie ma możliwości powstrzymania tego wciskania się, nie chcemy być przecież KRLD! Zawsze tak było - kiedy granice otwarte to świat się wciska a kiedy zamknięte to będzie wojna.
Z tego wynika, że 'psucie się' języka to zjawisko naturalne i nieuniknione. Gorsza sprawa, że to, co się wciska nam w język, to najczęściej tandeta. Jak sobie z tym radzić? - nie akceptować tandety w ogóle, to i do języka się nie wciśnie.
-
|
|
3 na 3 | Mariusz Agnosiewicz (moderator) | Być może trzeba wdrożyć w życie tę ustawę, która pozostaje pustą deklaracją: Cytat:Parlament Rzeczypospolitej Polskiej: - zważywszy, że język polski stanowi podstawowy element narodowej tożsamości i jest dobrem narodowej kultury, - zważywszy na doświadczenie historii, kiedy walka zaborców i okupantów z językiem polskim była narzędziem wynaradawiania, - uznając konieczność ochrony tożsamości narodowej w procesie globalizacji, - uznając, że polska kultura stanowi wkład w budowę wspólnej, różnorodnej kulturowo Europy, a zachowanie tej kultury i jej rozwój jest możliwy tylko poprzez ochronę języka polskiego, - uznając tę ochronę za obowiązek wszystkich organów i instytucji publicznych Rzeczypospolitej Polskiej i powinność jej obywateli uchwala niniejszą ustawę. polskieust(*)actid=369&lang=&adate=20140708
|
|
 | 8 na 8 | Olaf Sqiurvejsen (9 punktów) | Język polski nie jest prymitywny, jest bardzo bogaty, jak wiele języków indo-europejskich. Ubogim jest język angielski, bardzo schematyczny, niemal bez deklinacji. Słowiańskie, miękkie lub szeleszczące języki, zachowują swoją odmienność również dzięki temu, że jako Słowianie nie byliśmy podbitymi przez Rzymian i nie oni budowali naszą kulturę, choć wpływy obce były od zawsze, jak i u innych nacji. Przede wszystkim - nasz język jakoś przeżył modę na łacinę, modę na język francuski, który był "nową łaciną" elit, teraz przeżywa modę na następną "nową łacinę" - angielski. Też jakoś to przeżyje. Od dłuższego czasu widzę, jak wszelkiej maści "puby", "cluby" i inne takie powoli zamieniają się w "karczmy", "oberże" i "gospody", więc chyba, wbrew entuzjazmowi anglofilów, nasz język nie zaniknie.
|
|
|  | 4 na 4 | Meretseger (61860 punktów) | Pamiętam czas, gdy na przełomie lat 80 i 90 ludność Polski zachłysnęła się świeżo uzyskaną wolnością, otwarciem granic i możliwością nieskrępowanego użycia języka angielskiego, gdzie się tylko da i nie da. Jak grzyby po deszczu wyrastały wszędzie małe sklepiki, otwierane w różnych dziuplach i psich budach, a dumnie zwane marketami. Taki sklepik otworzył był pewien znany mi osobiście świeżo upieczony "biznesmen" w pobliżu bloku, w którym naonczas mieszkałam. Wieczorem wszystko było jeszcze zakryte płótnem, by ludzie za wcześnie nie dowiedzieli się, co tam będzie sprzedawane. Wychodzę rano do pracy, a tam płótna zdjęte, szyby czyściutkie, chodnik obok ochędożony, aż błyszczy, a na odrzwiach nowością lśni napis: M A R C E T I diabli wzięli powagę sytuacji. Minęło 25 lat, a ja wciąż pamiętam ten napuszony "marcet" i wciąż chce mi się śmiać.
|
|
| |  | 1 na 1 | AdamC (94 punktów) | > Wychodzę rano do pracy, a tam płótna zdjęte, szyby czyściutkie, chodnik obok ochędożony, aż> błyszczy, a na odrzwiach nowością lśni napis:> M A R C E T > I diabli wzięli powagę sytuacji.> Minęło 25 lat, a ja wciąż pamiętam ten napuszony "marcet" i wciąż chce mi się śmiać.> Moja znajoma opowiadala mi jak probowala zrozumiec nazwe sklepiku "Co nieco" czytajac go jako "ko niko"... Mnie osobiscie bardziej podobala sie tabliczka na drzwiach innego sklepu: Non StopGodz. otwarcia 10:00-17:00 Podobnie w jednym z pierwszych (chyba) numberow Bajtka (czasopismo o tematyce komputerowej) byl konkurs, ktory nazwali "concours" bodajze. Ponizej sie tlumaczyli od razu, ze niewiele osob zrozumialoby angielskie "contest", a swojskie "konkurs" brzmialo za malo komputerowo... W Polsce wciaz to co zachodnie kojarzy sie lepiej niz to co polskie. Przykladem sa reklamy w telewizji (np. proszkow do prania), ktore sprawiaja wrazenie jakby aktorzy mowili w obcym jezyku i tylko pozniej nalozono na to jezyk polski. W rzeczywistosci najczesciej sa to calkowicie polskie reklamy, stworzone przez polskie firmy marketingowe od zera. Ta 'zagranicznosc' sie po prostu lepiej sprzedaje.
|
|
|  | 3 na 3 | mayolina (2278 punktów) | > Ubogim jest język angielski, bardzo schematyczny, niemal bez deklinacji.i w obronie bogactwa języka polskiego stosujesz schematyczne myślenie  Bogactwo języka angielskiego przejawia się w jego leksyce i w kunsztownym budowaniu zdań podrzędnie złożonych. Tak bogactwo języka angielskiego jest inne od bogactwa języka polskiego czy niderlandzkiego lub włoskiego (notabene: i w niderlandzkim i we włoskim deklinacje egzystują w formie szczątkowej, tak z resztą jak i w angielskim).
|
|
|  | 5 na 5 | Dariusz Jamrozowicz (2363 punktów) | >Ubogim jest język angielski, bardzo schematyczny, niemal bez deklinacji.
Przepraszam bardzo, ale nie masz najmniejszego pojęcia, o czym piszesz. Jestem gotów się założyć, że jeśli posługujesz się jakimiś językami obcymi, to prawdopodobnie na podstawowym poziomie, i jeśli angielski uznajesz za język schematyczny, to wynika to zapewne z tego, że może sam używasz kombinacji kilkudziesięciu zwrotów i zdań, które wystarczą w wielu codziennych sytuacjach.
Od kiedy to deklinacja jest wyznacznikiem bogactwa języka? Nie przyszło ci nigdy do głowy, że być może deklinacja wskazuje na stopień archaizacji danego języka? Angielski stracił końcówki deklinacyjne, bo nie były one jakoś potrzebne. Ale nie musi to równocześnie oznaczać, że faktycznie nie istnieje angielska deklinacja; może być ukryta w strukturze zdaniowej i wyczuwalna dla użytkowników tego języka. My mieliśmy to nieszczęście, że żyliśmy pod zaborami i język był wyznacznikiem naszej tożsamości. Nie chcieliśmy stracić nic z języka, bo było to odczuwalne jak utrata części polskiej tożsamości. Gdyby nie to, to być może nie mielibyśmy już tylu przypadków, być może obumarły naturalnie, jak w innych językach. A może chociaż nie używalibyśmy w zdaniach twierdzących biernika, a w przeczących dopełniacza - wystarczyłby biernik.
A co powiesz o czasach gramatycznych w języku angielskim? Już proste porównanie ilościowe z językiem polskim może budzić podejrzenia, że to nasz system czasów jest dość ubogi. Akurat liczba czasów przekłada się na pewną jakość, choć nie wywiodę od razu z tego wniosku, że w polskim mamy czasów za mało. Te, które mamy, wystarczą nam, a jeśli jeszcze ktoś czuje potrzebę użycia form zaprzeszłych, to ma precyzję podobną do tej angielskiej. Oczywiście, mowa jest o wykształconych użytkownikach języka angielskiego i języku literackim.
Słonimski - który dla mnie jest jednym z wyznaczników użycia polszczyzny - pisał po powrocie do Polski, że nie czuł się komfortowo wśród elit brytyjskich, bo nie potrafił wyczuć niuansów językowych, w których zawarte były rozmaite odniesienia kulturowe. A ty stwierdzasz publicznie (co prawda, ukryty za nickiem - lub pseudonimem, jak woleliby puryści), że angielski jest ubogi i schematyczny. Spróbuj poczytać dobrą literaturę angielską w oryginale. Nie umiem teraz znaleźć źródła, ale powtarzam to za językoznawcami - angielski uznaje się za najbogatszy język świata pod względem leksyki.
I jeszcze jako ciekawostkę: w pierwszej trójce znalazło się miejsce dla innego języka, który też mógłbyś uznać za ubogi i schematyczny, gdybyś trzymał się deklinacji, koniugacji, czy czasów - język chiński. A który jeszcze jest w tej trójce? Cudowny język, który niestety nie jest ceniony przez zbyt wielu Polaków - czeski. Jeszcze w XIV, XV wieku w dobrym tonie było wplatanie w polszczyznę czeskich słów - nawet jeśli ktoś nie posługiwał się biegle czeszczyzną - by pokazać ogładę, obycie i światowość. _
|
|
3 na 3 | Vinko (209 punktów) | Czy aby na pewno chodzi o śmierć języka polskiego a nie jego zmianę? A może dla autora zmiana oznacza śmierć?
Dla mnie osobiście pytanie czemu zmieniają się/umierają języki ma dokładnie tyle samo sensu co pytanie czemu ewolucja następuje. Tak działa życie i nie ma się co spinać. Język jest częścią życia więc ewoluuje.
Życie szuka sposobów skutecznych a nie pięknych.
W dodatku ewentualna próba sztywnej regulacji języka kojarzy mi się z ludźmi, którzy nie chcą żeby mieszać czarne z białym w imie czystości. Tylko mi się kojarzy, wiec prosze uprzejmie nie jechać po bandzie w komentarzach. To takie moje kobiece odczucie, możliwe że nieracjonalne. Ani białe nie jest lepsze, ani czarne. Ani strongmen, ani siłacz. I mówie w gólności, bo oczywiście wiadomo, że 'atleta' rządzi. Z greckiego.
|
|
 | 2 na 2 | Scorp (5381 punktów) | > ... którzy nie chcą żeby mieszać czarne z białym w imie czystości... Ani białe nie jest lepsze, ani czarne. Ani strongmen, ani siłacz.Strongman (i strongwoman, np. Aneta Florczyk) to zawodnik określonej dziedziny sportowej. Analogicznie: szczypiornista, piłkarz. Siłacz to osobnik znacznie silniejszy niż przeciętny. Siłacz może być strongmenem ale nie musi, może być np. cyrkowcem albo tylko piwoszem. Znaczy to, że strongmen (równoważne: strongman) i siłacz to inne pojęcia, tak samo jak czarne i białe. Jeżeli nie chodzi o farby, to nie należy mieszać, bo to błąd. > To takie moje kobiece odczucie, możliwe że nieracjonalne.Jasne, że kobiece. Ugodowe i mające za podstawę dzieci, z których żadne nie jest lepsze od innego.
|
|
2 na 2 | finerbijk (17282 punktów) | > Czy nie powinniśmy bronić polskiego języka? Co myślicie o tym, może jestem przewrażliwiony?Język żywy musi się zmieniać, a jakoś tak zawsze bywa, że przeważnie organizmy słabsze politycznie i ekonomicznie muszą się naginać do tych silniejszych, jak chcą zachować jako taką komunikatywność i nic nie poradzimy raczej. Do kultury uniwersalnej weszła obficie wiadomo greka, łacina, arabski, francuski, angielski, niemiecki, hiszpański, japoński, a polski jak to polski - vodka i kielbasa. Jakieś inne przykłady? > Może ktoś zna inne fajne słowiańskie słowa, które zostały wyparte?Bździągwa? Esencja słowiańskomowy dla mnie
|
|
4 na 4 | Marszalik (733 punktów) | Dyskusje o obronie jakiegoś tworu kulturowego, jak na przykład języka, przypominają mi rozważania o zachowywaniu czystości białej rasy.
Mało to mamy problemów semantycznych związanych z różną definicją pozornie tożsamych słów w różnych językach? Czy na prawdę to aż takie straszne dążyć do unifikacji języków ? Wszystkim by się lepiej żyło, mogąc się porozumieć z każdym człowiekiem na ziemi, bez potrzeby spędzania kilku lat na mozolną naukę każdego słowa od nowa.
Odetchnąłbym z ulgą, gdyby język polski trafił do gablotki w muzeum. Jeśli ktoś chce się zachwycać pięknymi słowami, jak "trawień" czy "filiżanka", będzie mógł to bez skrępowania robić w tamtym miejscu. Albo wspólnie z innymi w jakimś Stowarzyszeniu Sympatyków Języka Polskiego.
Całe szczęście mamy dziś wiek globalizacji. Tak samo jak z kolorem skóry, języki będą się równomiernie "mulacić", nabierając coraz to bardziej podobnego kolorytu do tych najbardziej dominujących. Szczerze życzę wszystkim naszym przyszłym pokoleniom mniejszych barier językowych.
|
|
 | 1 na 1 | szarley (54913 punktów) | To dlaczego swój tekst po polsku napisałeś?
|
|
|  | 2 na 2 | Marszalik (733 punktów) | Ponieważ jest to polskojęzyczne forum.
|
|
| |  | 1 na 1 | szarley (54913 punktów) | >Ponieważ jest to polskojęzyczne forum. > Zaorajmy je. Dla mnie polski język jest obcy. Przejdźmy na inne forum, skrócimy żywot polskiego języka
|
|
| | |  | 2 na 2 | Marszalik (733 punktów) | Dla mnie język polski jest jedynym, w którym potrafię swobodnie wypowiadać się na każdy temat. Moją pierwszą wypowiedź pisałbym po angielsku pewnie cztery razy dłużej. Nie chciałbym więc czegokolwiek tutaj orać.
Proszę mnie źle nie zrozumieć. Nie jestem za rewolucją językową, bo tego po prostu realnie nie da się przeprowadzić. Mi samemu czasem zgrzyta jakieś nowe słowo, przeważnie zaczerpnięte z angielskiego. Ale zgrzytają mi też niektóre nowe trendy w muzyce, filmach i wielu innych elementach otaczającej nas kultury. Staram się jednak przy tym pamiętać, że pokoleniu przede mną w taki sam sposób nie pasowało wiele z rzeczy, które ja uważam za wyjątkowe.
Dlatego język ewoluuje, a nie przechodzi rewolucje. Do tego trzeba pokoleń.
|
|
 | 2 na 2 | hamp (3461 punktów) | >Dyskusje o obronie jakiegoś tworu kulturowego, jak na przykład języka, przypominają mi rozważania o zachowywaniu czystości białej rasy. Dokładnie. Trochę przesadnie wypowiedział się o tym Ulderico, ale właśnie tak jest. Przepraszam forumowiczów, ale przypisywanie językowi jakichś szczególnych wartości to jak uczenie patriotyzmu i bycia dumnym z bycia Polakiem. A ja bym życia nie oddał ani za język, ani za ojczyznę. Język to narzędzie komunikacji - dobre w jednej (jakby nie było dość wąskiej) grupie społecznej, nieprzydatne w większej części świata rzeczywistego i wirtualnego; ojczyzna to kawałek ziemi zamieszkany w większości przez tę grupę, posługującą się tym językiem i tworzącą jedną kulturę. Jak sami zauważyliście, pielęgnacja języka polskiego była istotna w czasach zaborów, gdyż oprócz narzędzia komunikacji był on też "nośnikiem kultury". Dobrze, to była trochę inna sytuacja. Ale teraz? Mógłbym zacząć mówić na listopad nowember i nadal obchodzić święto niepodległości. Chociaż wcale nie czuję takiej potrzeby...
>Mało to mamy problemów semantycznych związanych z różną definicją pozornie tożsamych słów w różnych językach? Czy na prawdę to aż takie straszne dążyć do unifikacji języków ? Wszystkim by się lepiej żyło, mogąc się porozumieć z każdym człowiekiem na ziemi (...) Też jestem za globalizacją. Tak naprawdę bariery językowe bardzo ograniczają nie tylko samych ludzi, ale i ogólny postęp - informatyka po angielsku, oprogramowanie maszyn przemysłowych po niemiecku i japońsku, elektronika chińska...
Jeżeli przyjmiemy, że język w danej formie jest doskonały, albo że ma być nośnikiem jakiejś kultury i wyznacznikiem odrębności - należy dbać o jego zachowanie. Dla mnie język ma być komunikatywny i jak najbardziej uniwersalny (globalnie).
|
|
|  | 1 na 1 | szarley (54913 punktów) | >Dla mnie język ma być komunikatywny i jak najbardziej uniwersalny (globalnie).
Przywołany w innym wpisie przykład sali iventowej warunku komunikatywności raczej nie spełnia...
|
|
| |  | 2 na 2 | hamp (3461 punktów) | >>Dla mnie język ma być komunikatywny i jak najbardziej uniwersalny (globalnie). >Przywołany w innym wpisie przykład sali iventowej warunku komunikatywności raczej nie spełnia... To fakt, są przegięcia, ale występują one w obie strony - równie bezsensownym jest znajdywanie polskich słów dla rzeczy, które się już dawno przyjęły (patrz: brązowy, fajnie, procesor). Po prostu nie należy przesadzać.
|
|
1 na 1 | farmer (22440 punktów) |
> Jak jadę sobie do Polski często widzę w wystawach sklepów: SALE Hę? Ktoś w ogóle w tym sklepie> rozumie po angielsku? , albo na przykład uzywanie "%OFF", tudzież pchana do polskiego języka przez> biura turystyczne destynacja Makabra.Też się zastanawiam czemu ludzie nie używają jako "ników" polskich słów. Np. gniady żółtko, kultywator, rolnik. Same jakieś dziwne nazwy......takie nie polskie...farmer?
|
|
1 na 1 | Tomasz Jarosz (2 punktów) | Zgadzam się z Tobą. Tylko jak na ironię, użyłeś pod koniec słowa "fajne". Jak dla mnie jest to wielki chwast w polszczyźnie.
|
|
 | 1 na 1 | Celecrin (6386 punktów) | >Zgadzam się z Tobą. Tylko jak na ironię, użyłeś pod koniec słowa "fajne". Jak dla mnie jest to wielki chwast w polszczyźnie. Prawda. Słowo to w zasadzie nie znaczy nic. Niestety podłapałem je i często używam co świadczy o mojej ubogości językowej.
|
|
1 na 1 | kika (1657 punktów) |
Mnie ostatnio uderzyło w reklamie określenie: sala iventowa (iwentowa?). Dlaczego nie "sala imprezowa"?
|
|
2 na 2 | myprecious (7170 punktów) | Nie czytałem całego wątku, nie mam czasu, więc proszę wybaczyć jeśli się powtarzam: języki ewoluują, zmieniają się z czasem; a zapożyczenia z innych języków to główny motor napędowy tych zmian. Gdybyśmy cofnęli się w czasie to usłyszelibyśmy to samo, że język polski umiera bo się zmienia - bzdura. Zmiana języka to imperatyw, a nie oznaka jego śmierci. Dziwią was zapożyczenia a nie zdajecie sobie sprawy, że słowa, które są dla was istotą polskości języka też w większości są zapożyczone.
"To you, I'm an atheist. To God, I'm the loyal opposition."
|
|
1 na 1 | nowylepszyszatan (72 punktów) | Też uważam to zjawisko za negatywne. Szacunek dla języka narodowego zanika całkowicie. Widzę to na co dzień pracując w branży informatycznej, gdzie polskie słownictwo naukowe praktycznie nie istnieje (a nawet jeżeli kiedyś istniało, to zostało szybko zapomniane). Nie wiem czy da się ten proces odwrócić, albo chociaż powstrzymać. Ale warto spróbować.
|
|
 | 1 na 1 | hamp (3461 punktów) | >Też uważam to zjawisko za negatywne. Szacunek dla języka narodowego zanika całkowicie. Widzę to na co dzień pracując w branży informatycznej, gdzie polskie słownictwo naukowe praktycznie nie istnieje (a nawet jeżeli kiedyś istniało, to zostało szybko zapomniane). >Nie wiem czy da się ten proces odwrócić, albo chociaż powstrzymać. Ale warto spróbować. Proces? Informatyczna? A może przebieg i wiadomościowa? Jak ci się podoba nowe międzymordzie Okna 8.1? Powiedz mi - PO CO miałoby powstawać polskie słownictwo naukowe lub potoczne używane w działach takich jak IT? To niepraktyczne.
|
|
 | 3 na 3 | myprecious (7170 punktów) | >Też uważam to zjawisko za negatywne. Szacunek dla języka narodowego zanika całkowicie. Widzę to na co dzień pracując w branży informatycznej, gdzie polskie słownictwo naukowe praktycznie nie istnieje (a nawet jeżeli kiedyś istniało, to zostało szybko zapomniane). >Nie wiem czy da się ten proces odwrócić, albo chociaż powstrzymać. Ale warto spróbować.
Czy rozwój techonologii uważasz za zjawisko negatywne? To czemu uważasz rozwój języka, nawet jeśli przyjmujemy wyrazy obce, za coś negatywnego? To, że anglik Turing przyczynił się do powstania komputera oznacza, że używanie go jest wyrazem braku szacunku dla polskiej kultury czy też technologii?
"To you, I'm an atheist. To God, I'm the loyal opposition."
|
|
| Burnham (1149 punktów) | >Czy nie powinniśmy bronić polskiego języka? Co myślicie o tym, może jestem przewrażliwiony?
Naszym problemem jest głupie naśladownictwo tego co zachodnie co z kolei jest wynikiem zupełnie niezrozumiałego poczucia niższości wobec kultury świata położonego na lewo od nas. Słowa zapożyczane z języka angielskiego mają podatny grunt wśród jedynie tych Polaków, którzy w ogóle mają bardzo ubogie słownictwo i o język nie dbają. To jest mechanizm psychologiczny ; polski głupek używa "nowych" na polskim gruncie zagranicznych słów bo to daje mu poczucie odrębności. Dzięki temu czuje się lepszy od swojego środowiska i przeszłości, które kojarzą mu się jak najgorzej. Staje się lepszym Polakiem. Po prostu wielu ludzi dało sobie wmówić, że pochodzą od gorszej kultury mimo, że nie mają bladego pojęcia o kulturze polskiej ani tym bardziej o kulturze kraju z którego słowa tak chętnie zapożyczają.
Pytaniem słusznym wydaje się być pytanie dlaczego Polacy czują się upodleni. Z tym, że odpowiedź jest banalna - bo tutaj nigdy nie zamordowano komunizmu i nigdy komuniści nie przestali w Polsce rządzić. Dlaczego przykładowo Jerzy Giedroyc w listach do Jana Nowaka Jeziorańskiego pisał na początku lat 90-ątych, że jest przerażony wysoce prawdopodobnie nieuniknionym tworzeniem rządu w porozumieniu z komunistami ? Dlaczego pisał, że stracił wiarę w to, że jego walka o wolność zostanie wykorzystana tak jak by on sobie tego życzył ? Dlaczego ministrowie mówią potajemnie między sobą, że polskie państwo nie istnieje, a nasz czołowy "dyplomata" żali się, że musi Amerykanom robić laskę ? Kraj który jest skolonizowany pod względem politycznym oraz ekonomicznym również traci swoją tożsamość kulturową. Nie da się obronić kultury tak długo jak kraj jest kolonią.
|
|
 | 4 na 4 | de Vill (1165 punktów) |
> Słowa zapożyczane z języka angielskiego mają podatny grunt wśród jedynie tych Polaków, którzy w ogóle mają bardzo ubogie słownictwo i o język nie dbają. To jest mechanizm psychologiczny ; polski głupek używa "nowych" na polskim gruncie zagranicznych słów bo to daje mu poczucie odrębności.
Zaprawdę? Stary wpis blogowy
mcbor 2009/11/27 18:41:36 @wo "Szszszszszfak, jestem jednak ostatnio przepracowany - przygotowałem skrina i zapomniałem wrzucić. Also: dostałem mailem poprawkę od Znanego Publicysty dotyczącą mojego błędu w sprawie słowa kluczowego, które odpaliło Echelona. Strach czasem pomyśleć kto mnie lurka."
A jak by to było po polsku?
WO to dziennikarz Wojciech Orliński. Czego jak czego, ale ubogiego słownictwa jemu nie da rady zarzucić. To nie jest wyjątek, taki żargon spotykany jest często wśród młodych i trochę starszych wykształciuchów.
>Pytaniem słusznym wydaje się być pytanie dlaczego Polacy czują się upodleni. Z tym, że odpowiedź jest banalna - bo tutaj nigdy nie zamordowano komunizmu i nigdy komuniści nie przestali w Polsce rządzić.
Ostatni polski komunista Kazimierz Mijal zmarł ponad 4 lata temu.
RP. pl : "To on w grudniu 1966 roku uciekł z nieznośnie burżuazyjnej Polski do Albanii, skąd przez Radio Tirana propagował idee swojej nielegalnej Komunistycznej Partii Polski. Po 12 latach, kiedy gościna albańskiego dyktatora Enwera Hodży zaczęła go uwierać, jako dawny znajomy Mao i Zhou Enlaja zbiegł do Chin, gdzie podejmowano go z honorami należnymi ostatniemu polskiemu maoiście.Do kraju, gdzie zostawił żonę i dwóch synów, wrócił nielegalnie w 1983 roku. Półtora roku później aresztowano go i próbowano wrobić w... kierowanie mordercami ks. Popiełuszki."
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|