Lata 30 - te w USA kojarzą się nam niezmiennie ze smutną rzeczywistością wielkiego kryzysu, którego objawy nawet po wprowadzeniu polityki "New Deal" nie chciały łatwo ustępować. Jednakże tej zapaści ekonomicznej towarzyszyła - mniej znana - katastrofa ekologiczna - zwana w literaturze przedmiotu "Dust Bowl", która w znaczącym stopniu pogorszyła i tak już niewesołą sytuację. W 1862 r. Kongres Amerykański uchwalił Homestead Act - skutkiem czego w stosunkowo niewielkim okresie czasu, tysiące kolonistów - osadników zasiedliło ogromne przestrzenie wielkich amerykańskich Prerii. Żyli - i to dobrze - z uprawy roli i hodowli bydła. Jednakże w pogoni za zyskiem stosowali prymitywne metody rolnictwa ekstensywnego, zaorując coraz to nowe połacie prerii, nie stosując płodozmianu, zwiiększając maksymalnie ilośc wypasanego na preriach bydła. Długoletnia praktyka jak wyżej, w połączeniu z wieloletnią suszą która nastała z początkiem lat 30 - tych na amerykańskim Zachodzie i Środkowym Zachodzie, zaskutkowała zaawansowaną erozją gleby, która mielona milionami krowich kopyt - zatraciła swą gruzełkowatą strukturę - przeistaczajac się w pył. Gdy powiały silne wiatry - typowe dla ekosystemu prerii - przepis na katastrofę był gotowy. Przez całą dekadę lat 30 - tych ubiegłego wieku przez obszar amerykańskiego Zachodu i Środkowego Zachodu przetoczyło się setki mniejszych i większych burz pyłowych zwanych "dusterami". Efekt był dewastujący. Kilkaset milionów hektarow stracilo wierzchną warstwę gleby - która został literalnie wywiana. Rolnicy powszechnie cierpieli na pylicę, częste były przypadki zaduszenia sie pyłem na śmierć. Po przejsciu "dustera" gruba warstwa pyłu znajdowała się w miejscach najbardziej przed nim zabezpieczonych. Pokłady nawianego pyłu przypominały zaspy snieże lub wydmy morskie, a samo zjawisko burzy pyłowej, kulminującej w wielosetmetrowych ciemnych skłębionych tumanach pyłu - powtarzające się wielokrotnie i czyniące wszelką działalność rolniczą czy hodowlaną absolutnie bezprzedmiotową - doprowadzało mieszkańców Prerii do depresji, załamań nerwowych, apatii i szaleństwa. Nie mając w zasadzie żadnej alternatywy, pół miliona ludzi porzuciło zawiane, zasypane pyłem gospodarstw ai pola i podążyło na Zachód - do krainy mlekiem i miodem płynącej - złotego stanu - Kalifornii. Podążali droga noszącą numer 66 - która do dnia dzisiejszego ma swoisty, kultowy status w mitologii amerykańskiej. Przyjechali do Kalifornii - i jak tam zostali potraktowani - o tym wyśmienicie napisał w swoim "literackim reportażu" pt "Grona Gniewu" John Steinbeck. Katastrofa zakończyła się z poczatkiem lat - 40 - tch ubiegłego wieku - kiedy to znów na Preriami pojawiły się chmury deszczowe i zaczął padać deszcz. Jednakże jej skutki w postaci wyjałowionej i nie do końca "zrekultywowanej" gleby na wielu obszarach - są zauważalne do dziś.
"I wtedy pozbawieni wszystkiego ludzie - z Kansas, Oklahomy, Teksasu, Nowego Meksyku, Nevady, Arkansas - pociągneli na Zachód. Na obładowanych rozsypujących się ciężarówkach - bezdomni i głodni. 20 tysięcy, 50 tysięcy, 100 tysięcy, 200 tysięcy. Napływali strumieniem przez góry, głodni i podnieceni, podnieceni niczym mrówki, szukając pracy. Chcieli dzwigać, popychać, zbierać, ciąć - gotowi byli podjąć się każdej pracy aby zaspokoić głód. Nie mamy domów mówili. Jak mrówki węszące za pracą, jedzeniem i przede wszystkim, ziemią". |