Racjonalista - Strona głównaDo treści
Polska - kraj głodnych dzieci

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Społeczeństwo i kraj
NapisanoAutorTytuł
16-10-2014 17:16Mariusz Agnosiewicz (moderator)Polska - kraj głodnych dzieci
Ocena 9 na 9
W Światowy Dzień Walki z Głodem przypominamy, że po 25 latach wolności Polska jest krajem głodnych dzieci.
Jak podaje PCK, ponad pół miliona dzieci w Polsce jest głodnych lub niedożywionych. Dzieci, by prawidłowo się rozwijać, muszą jeść codziennie. Według badań GUS, na które powołuje się Polski Czerwony Krzyż, w gospodarstwach domowych mających problemy z zaspokojeniem elementarnych potrzeb, a więc wymagających pomocy, żyje ponad 700 tys. dzieci. Dzieci i młodzież stanowią ok. 30 proc. ogólnej liczby osób skrajnie ubogich.



Trzy "małpki" partii rządzącej, które uparcie zasłaniają oczy i uszy na polską biedę:

1. Stefan Niesiołowski - głodne dzieci były tylko za komuny, kiedy trzeba było jeść szczaw z nasypów kolejowych i mirabelki. Dziś mirabelki leżą pod drzewami, szczawiu nikt nie zjada, więc nie ma w Polsce głodnych dzieci: www.youtube.com/watch?v=RIUSZSNIgA8

2. Julia Pitera. 800 tys. niedożywionych dzieci? "w Polsce nie istnieje kultura jedzenia śniadań" wpolityce.(*)-wie-o-biedzie-poslanka-pitera

3. Krystyna Skowrońska: "w Polsce nie ma głodnych dzieci". wiadomosci(*)ek,wid,16962353,wiadomosc.html

Nasi mandaryni oderwani od społeczeństwa, którym rządzą. Realia:
wiadomosci(*)ch,wid,16962208,wiadomosc.html
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Rupson (1793 punktów)
>W Światowy Dzień Walki z Głodem przypominamy, że po 25 latach wolności Polska jest krajem głodnych
>dzieci.

-A inni mówią, że coraz więcej grubasów:

natemat.pl(*)jak-uchowac-dziecko-od-nadwagi

-I coraz więcej jedzenia się marnuje.:

www.sfora.(*)enia-wyrzucaja-do-kosza-a66253
16-10-2014 20:19 
 Ocena 2 na 2
Alderyk Olrzyk (19376 punktów)
(zablokowany)

Jest w tym wiele prawdy, ale z drugiej strony otyłość też może być skutkiem niedożywienia, a dokładnie - spożywania dużej ilości wysokokalorycznego, taniego jedzenia, bogatego w tłuszcze i węglowodany, ale ubogiego w inne ważne składniki odżywcze, białka, witaminy, mikroelementy i błonnik. Owoce, warzywa, nabiał, mięso, ryby są relatywnie drogie i drożeją. Kilogram mąki kosztuje 2 zł, chleba - 4-5 zł, a kilogram twarogu - 15 zł; smalec kosztuje 6-8 zł za kilogram, a masło dobrej jakości ponad 20 zł za kilogram itp. itd.

"Sardoniczne pociski autorów straciły już władzę ranienia czytelnika - mianowicie od czasu, w którym przekonano się, że każdy mający pióro w ręku i dostateczną ilość papieru potrafi nawymyślać publiczności". - Aleksander Niewiarowski
16-10-2014 21:14 
 Ocena 5 na 5
Rupson (1793 punktów)
>Jest w tym wiele prawdy, ale z drugiej strony otyłość też może być skutkiem niedożywienia, a dokładnie - spożywania dużej ilości wysokokalorycznego, taniego jedzenia, bogatego w tłuszcze i węglowodany, ale ubogiego w inne ważne składniki odżywcze, białka, witaminy, mikroelementy i błonnik.
-Które to jedzenie jednak same dzieci sobie wybierają, kanapki i inną "zdrowa żywność" ląduje w koszach, bo dzieci mają wybór i kieszonkowe. Tylko gdzie tu bieda? Czym innym jest niewłaściwe jedzenie, a czym innym brak jedzenia. A tak na marginesie, nie widziałem grubasów wśród tych, tak często pokazywanych, afrykańskich dzieci. I jest też poważna różnica między byciem (bywaniem) głodnym, ja tak mam 3, 4 razy dziennie, a głodującym.
16-10-2014 22:33 
 Ocena 1 na 3
DyktaFon (9281 punktów)
Jak by te grube dzieci przeznaczyć do konsumpcji, to moglibyśmy pozbyć się tych głodnych...
16-10-2014 22:56 
 Ocena 1 na 1
Rupson (1793 punktów)
>Jak by te grube dzieci przeznaczyć do konsumpcji, to moglibyśmy pozbyć się tych głodnych...

-Nawet zabawne. Ale jedne i drugie dzieci, bo głodne też jednak istnieją, są ofiarami głupoty i innego rodzaju upośledzeń swoich rodziców. Nie ma niestety egzaminów na rodzica, więc nie brak rodzin patologicznych, zazwyczaj wielodzietnych, gdzie nikogo nie obchodzi co dziecko robi, czy było w szkole, czy coś jadło.
16-10-2014 23:12 
 Ocena 1 na 1
Alderyk Olrzyk (19376 punktów)
(zablokowany)

>-Które to jedzenie jednak same dzieci sobie wybierają



Powiedzmy lepiej, że które się im podsuwa pod nos na każdym kroku, kształtując im nieprawidłowe nawyki żywieniowe na całe życie.

>kanapki i inną "zdrowa żywność" ląduje w koszach, bo dzieci mają wybór i kieszonkowe.

Mają wybór. Chyba że są już uzależnione od cukru, soli i polepszaczy.

>Tylko gdzie tu bieda?

Największa zazwyczaj tam, gdzie najmocniej udajemy, że jej nie ma.

>Czym innym jest niewłaściwe jedzenie, a czym innym brak jedzenia.

A jednak jedzenie bezwartościowe odżywczo niewiele się różni od jego braku.

>A tak na marginesie, nie widziałem grubasów wśród tych, tak często pokazywanych, afrykańskich dzieci. I jest też poważna różnica między byciem (bywaniem) głodnym, ja tak mam 3, 4 razy dziennie, a głodującym.

Co nie oznacza, że stan zdrowia zachodnich grubasów jest lepszy. Pozory mogą bardzo mylić.

"Sardoniczne pociski autorów straciły już władzę ranienia czytelnika - mianowicie od czasu, w którym przekonano się, że każdy mający pióro w ręku i dostateczną ilość papieru potrafi nawymyślać publiczności". - Aleksander Niewiarowski
17-10-2014 08:11 
 Ocena 3 na 3
Rupson (1793 punktów)
>>-Które to jedzenie jednak same dzieci sobie wybierają
>
>Powiedzmy lepiej, że które się im podsuwa pod nos na każdym kroku, kształtując im nieprawidłowe nawyki żywieniowe na całe życie.

-Chyba nie załapałeś tematu. Wątek sugeruje, że w Polsce wiele dzieci głoduje z powodu przemian gospodarczych w ostatnich 25 latach, choć mnie nikt w szkole nie dożywiał jak czyni się to dzisiaj. To nie jest o diecie. Sposób odżywiania się, a brak jedzenia to dwa inne problemy. Zresztą dzieci jak i dorośli specjalnie nie dbają o zdrowe jedzenie, a coraz to nowi fachowcy od żywienia, co innego nam podsuwają. To co wczoraj zabijało, dziś jest zdrowe i na odwrót. Poza tym ludzie coraz mniej się ruszają, bo żyją coraz bardziej komfortowo. Dawniej też nie jedli zbyt zdrowo, ale musieli więcej się ruszać, nie jeździli wszędzie samochodami i nie siedzieli przed komputerami. Tym nie mniej samo siedzenie, bez jedzenia, nikogo grubasem nie uczyni.
GrzeTor (1279 punktów)
> a coraz to nowi fachowcy od żywienia, co innego nam podsuwają. To co wczoraj zabijało, dziś jest zdrowe i na odwrót.

W drugiej dekadzie 21 wieku temat odżywiania dla normalnych (nie chorych na tarczycę, raka, cukrzycę itp.) ludzi został rozwiązany - w sposób wystarczający. Popatrz na takie sposoby odżywiania jak Perfect Health Diet państwa Jaminetów albo Wahls Protocol pani Terry Wahls. Ogólnie dla normalnego człowieka nie potrzeba więcej niż powyższe.

Dalsze prace mają charakter optymalizacyjny - np. ostatnio jest wysyp informacji o odżywianiu bakterii jelitowych (gut biome) błonnikiem czy też tzw. odporną skrobią (Resistant Starch). Książki popularyzujące to dopiero się piszą.

Także teraz, w 2 dekadzie 21 wieku - znamy w stopniu wystarczającym, w sposób kompletny - zadady odżywiania dla normalnych ludzi. Nie ma potrzeby histerii, kontrowersji, dramatów itp. To robią ideolodzy - np. weganie, czy ich przeciwieństwo "optymalni" czy inni dogmatycy VLC. Owszem, jest straszny spam informacyjny, gdzie media serwują nam papkę informacyjną z mało wartościowymi lub błędnymi informacjami o dietach - nie ma jednak potrzeby czuć się zagubionym, czy zmieszanym.

Wystarczy zapoznać się z ww. książkami (Perfect Health Diet, Wahls Protocol), potraktować którąś z nich jako aktualny standard jedzenia. Owszem, pewnie w przyszłości ktoś wymyśli lepszego - więc za 10 lat można znowu wrócić do tematu, sprawdzając co akurat jest najlepsze.
Rupson (1793 punktów)
>> a coraz to nowi fachowcy od żywienia, co innego nam podsuwają. To co wczoraj zabijało, dziś jest zdrowe i na odwrót.
>W drugiej dekadzie 21 wieku temat odżywiania dla normalnych (nie chorych na tarczycę, raka, cukrzycę itp.) ludzi został rozwiązany - w sposób wystarczający. Popatrz na takie sposoby odżywiania jak Perfect Health Diet państwa Jaminetów albo Wahls Protocol pani Terry Wahls. Ogólnie dla normalnego człowieka nie potrzeba więcej niż powyższe.

-Nie sądzę, aby został ostatecznie zdefiniowany tzw. normalny człowiek. Każdy jest nieco inny, ma inny metabolizm, tryb życia, geny, środowisko życia...itp. Żadne diety dobre dla wszystkich też nie zostały zdefiniowane, bo pewnie takie nie istnieją, poza zdroworozsądkowym , "jedz umiarkowanie ćwicz (ruszaj się) regularnie". Prześledź sobie temat o diecie "paleo".
www.racjonalista.pl/kk.php/s,9745

-Ostatnio modna była dieta bezglutenowa, podobno wszystkim miała służyć, nie tylko uczulonym na to białko. Teraz okazuje się, że to bzdury. Podobnie bywało z cholesterolem, kawą, winem, tłuszczami zwierzęcymi i roślinnymi. Ostatnio znowu masło przestało być niezdrowe.
Velius (125 punktów)
Zanim zaczniemy rzeczywiście rozmawiać o tym dlaczego 'Polska krajem głodnych dzieci. Najpierw proponuje odpowiedzieć sobie na jedno ważne pytanie. Mianowicie, czym najczęściej zwykli szczycić się "przeciętni Polacy"? Tu i za granicą. Hmm pomyślmy. Pracowitością? nie do końca. Bigosem i pierogami? raczej nie. "Polki najpiękniejsze!" tu bym się kłócił. Szopenem? chyba na głowie. Sportem? nie, bo najlepsi kibice to nie wszystko. Patriotyzmem? Prawie prawie. Ok więc czym..? PICIEm! Picie, za twoim przewodem! Polacy piciem łączą się z narodem!
17-10-2014 11:38 
 Ocena 2 na 2
Rupson (1793 punktów)
>Zanim zaczniemy rzeczywiście rozmawiać o tym dlaczego 'Polska krajem głodnych dzieci.

-A może, na jakiej podstawie można stwierdzić, że jakiś kraj jest "krajem głodnych dzieci"? W każdym kraju są głodne dzieci, jak i głodni starcy i ludzie w wieku średnim. Ważna jest skala i przyczyny.
-Czy głód rzuca się w oczy? Mamy żebrzących o chleb? Kto z obecnych tu widzi wokół siebie głodne dzieci? To poważne oskarżenia wobec rodziców lub/i instytucji państwowych, więc wypada czymś to poświadczyć, a nie tylko rzucać hasłami , bo...tęskni się za komuną i lubi pokazywać jaka to była troskliwa, albo nie lubi akurat aktualnej ekipy rządzącej. To robi różnicę, gdy powiemy: "w Polsce są głodne dzieci", a "Polska krajem głodnych dzieci". Można tak dalej: Polska krajem złodziei, Polska krajem pijaków, Polska krajem religijnej ciemnoty.... no, tu akurat wielkiej przesady nie ma.
Velius (125 punktów)
>Ważna jest skala i przyczyny.
>-Czy głód rzuca się w oczy? Mamy żebrzących o chleb? Kto z obecnych tu widzi wokół siebie głodne dzieci?

Skala i przyczyny są duże, co ciekawe pozostają niezauważone. Między innymi wedle zasady, że' jeśli czegoś nie ma w mediach, to i nie ma w opinii publicznej.
Celebryci, fryderyki i seriale- o tym mówi "Polska".
Velius (125 punktów)
Iwan Denisowicz (16705 punktów)
(zablokowany)
>Trzy "małpki" partii rządzącej, które uparcie zasłaniają oczy i uszy na polską biedę:
Błaznom i oszołomom ich pokroju dla niepoznaki zwanych posłami bieda nie grozi czymże więc członkowie szajki mają się przejmować? Jakich bzdur by nie wygadywali to i tak cebulandia ich wybierze.

The only good is knowledge and the only evil is ignorance.
GrzeTor (1279 punktów)
Jeżeli chodzi o żywność, to jedną z zadziwiających cech tego rynku jest gigantyczna różnica między cenami po jakich sprzedają żywność rolnicy, a tym co jest do zapłaty w sklepach. Cena skupu jabłek 12 gr, w sklepie - 2 zł. "Mała" przebitka to też ze 2 razy - mleko 1,2 zł/l w skupiem ze 2,5 w sklepie. Świnia to 6 zł/kg w skupie, krowy 7-12 (a cena wołowiny w sklepach - horrendalna).

Czyli zupełnie teoretycznie, jakby mieć rozsądne marże łańcucha pośredników w obrocie żywnością, to stanie się ona tak tania, że problemy niedożywienia staną się marginalne... Tylko wówczas pośrednicy utraciliby swoje wielkie zyski.
19-10-2014 15:13 
 Ocena 3 na 3
DyktaFon (9281 punktów)
>Jeżeli chodzi o żywność, to jedną z zadziwiających cech tego rynku jest gigantyczna różnica między cenami po jakich sprzedają żywność rolnicy, a tym co jest do zapłaty w sklepach. Cena skupu jabłek 12 gr, w sklepie - 2 zł. "Mała" przebitka to też ze 2 razy - mleko 1,2 zł/l w skupiem ze 2,5 w sklepie. Świnia to 6 zł/kg w skupie, krowy 7-12 (a cena wołowiny w sklepach - horrendalna).
>Czyli zupełnie teoretycznie, jakby mieć rozsądne marże łańcucha pośredników w obrocie żywnością, to stanie się ona tak tania, że problemy niedożywienia staną się marginalne... Tylko wówczas pośrednicy utraciliby swoje wielkie zyski.

Jest na to prosta metoda: sugeruję autorowi tych słów założyć własną firmę i zbijać kokosy na pośrednictwie w handlu żywnością.... Bo ja jakoś nie widzę tych firm, które by takie fortuny potrafiły zrobić na żywności.... Najprzyjemniej to zaglądać do czyichś kieszeni... ale samemu coś potrafić zrobić, to już całkiem co innego....

Podobnie z rolnikami, którzy podnoszą ten sam problem... Ale jak już powstanie spółdzielnia czy inny podmiot gospodarczy rolników, to te ceny skaczą jeszcze ponad ceny rynkowe danego towaru pod pretekstem, że to "ekologiczna żywność" i musi być droga

Ale załóżmy na chwilę, że nagle żywność tanieje.... Ciekawe, ile wtedy będzie przekarmionych dzieci i ich rodziców? Blisko 100% populacji? Co lepsze, co gorsze?
GrzeTor (1279 punktów)
" sugeruję autorowi tych słów założyć własną firmę i zbijać kokosy na pośrednictwie w handlu żywnością...."

Argument nierozsądny - rynek jest już zajęty, nowym trudno się wbić. Poza tym jest całkowicie przeciwny idei mojego postu - niekarmienia kasą pośredników, którzy w obecnej epoce wszechogarniającej telekomunikacji i elektronicznych płatności są całkowicie zbędni. Postępowi ekonomicznie rolnicy sprzedają bezpośrednio do klientów końcowych, np.

www.polyfacefarms.com/food-sales/

"Bo ja jakoś nie widzę tych firm, które by takie fortuny potrafiły zrobić na żywności...."

Samo Jeronimo Martins zarobiło jakieś 382 mln euro w 2013... AGD nie mają w swoich sklepach szczególnie dużo...
19-10-2014 19:07 
 Ocena 4 na 4
DyktaFon (9281 punktów)
>" sugeruję autorowi tych słów założyć własną firmę i zbijać kokosy na pośrednictwie w handlu żywnością...."
>Argument nierozsądny - rynek jest już zajęty, nowym trudno się wbić.

Zaraz, zaraz... jak zajęty? Jest doskonała okazja, aby sprzedawać towar taniej. Taki jakiś Jeronimo Martins pójdzie z torbami, jeśli nowa firma zacznie mieć towar o połowę tańszy. Konkurencja nie ma szans! Wszyscy klienci przejdą do nowego

>Poza tym jest całkowicie przeciwny idei mojego postu - niekarmienia kasą pośredników, którzy w obecnej epoce wszechogarniającej telekomunikacji i elektronicznych płatności są całkowicie zbędni. Postępowi ekonomicznie rolnicy sprzedają bezpośrednio do klientów końcowych, np.
>www.polyfacefarms.com/food-sales/

A kto obecnie zabrania WSZYSTKIM rolnikom sprzedawać bezpośrednio konsumentom? Jest jakiś zakaz? Moim zdaniem - to tylko tak prosto się pisze na ekranie, ale zrobić to - to już nie jest takie proste.

>"Bo ja jakoś nie widzę tych firm, które by takie fortuny potrafiły zrobić na żywności...."
>Samo Jeronimo Martins zarobiło jakieś 382 mln euro w 2013... AGD nie mają w swoich sklepach szczególnie dużo...

I nikt nie chce tych milionów podnieść - leżących na ulicy? Tylko oni? Nie chce się ludziom schylać?
19-10-2014 19:11 
 Ocena 1 na 1
GrzeTor (1279 punktów)

>A kto obecnie zabrania WSZYSTKIM rolnikom sprzedawać bezpośrednio konsumentom? Jest jakiś zakaz?

Nikt nie zabrania. Można wręcz zaryzykować twierdzenie, że są "frajerami", że tego nie robią (*) Lecz dają niepotrzebnie zarobić pośrednikom.

(*) to żart nawiązujący do ostatnich słów ministra rolnictwa.
19-10-2014 20:47 
 Ocena 3 na 3
szarley (54913 punktów)
>" sugeruję autorowi tych słów założyć własną firmę i zbijać kokosy na pośrednictwie w handlu żywnością...."
>Argument nierozsądny - rynek jest już zajęty, nowym trudno się wbić.

Przy takim przebiciu???
Wystarczy zmnieszyć swoje zyski o 50 % i jeszcze więcej zarabiać....

Kpię, ale ilu rolników wjeżdża na miejskie osiedla ze swoimi plonami? Niewielu. Dlaczego? Bo miastowy WOLI kupić w sklepie
- ładne jabłko niż zdrowe
- ładnie opakowane zamiast w szarym papierze
- drożej niż taniej (bo go stać)
- zagraniczne niż krajowe

No i nie potrafi zaakcetować faktu, że rolnik nie może stać 8 godzin za ladą. Przyjedzie krzyknie, sprzeda i jedzie dalej
"Przecież to JA kupuję wtedy kiedy JA chcę"

Rolnicy zaś nie potrafią zmieścić w swoich łbach prostej rzeczy: zróbmy coś razem, stwórzmy spółdzielnię, wynajmijmy całą wsią sklep w mieście....

Rynek nie jest zajęty, gigantyczne zyski pośredników o tym świadczą, ale trzeba chcieć na niego wejść, w wielu krajach jest coś takiego jak spółdzielczość. Rolników.... Spożywców....
19-10-2014 20:59 
 Ocena 3 na 3
DyktaFon (9281 punktów)
Niestety, życie nie jest takie proste, jak zrobienie wpisu na Racjonaliście Nie wystarczy mieć towar i chcieć go sprzedać. Pośrednicy nie za to biorą pieniądze, a za to, że umieją sprzedać. I wszyscy, którzy krzyczą, jakie to pośrednicy mają kokosy... tylko krzyczą, bo nie potrafią nic więcej.
A rolnicy wcale nie są głupi... mają tylko inne zajęcie, niż sprzedaż produktów rolnych. Oni je produkują. To też trzeba umieć. I nic się na to nie poradzi, że dziś trzeba się znać na wszystkim, co się chce robić (no, może poza byciem politykiem lub urzędnikiem... ale to inny temat )
GrzeTor (1279 punktów)
"Ale załóżmy na chwilę, że nagle żywność tanieje.... Ciekawe, ile wtedy będzie przekarmionych dzieci i ich rodziców? Blisko 100% populacji? Co lepsze, co gorsze?"

Otyłość w bardzo małym stopniu wynika z naturalnej żywności. Jej przyczyną są natomiast firmy, które celowo projektują żywność przetworzoną tak, żeby nadmiernie pobudzała apetyt. Kupno bezpośrednio od rolnika eliminuje problemy związane z tak projektowaną żywnością przetworzoną, ponieważ się jej nie kupuje.

www.nytime(*)-food.html?pagewanted=all&_r=0

19-10-2014 19:18 
 Ocena 2 na 2
DyktaFon (9281 punktów)
>"Ale załóżmy na chwilę, że nagle żywność tanieje.... Ciekawe, ile wtedy będzie przekarmionych dzieci i ich rodziców? Blisko 100% populacji? Co lepsze, co gorsze?"
>Otyłość w bardzo małym stopniu wynika z naturalnej żywności. Jej przyczyną są natomiast firmy, które celowo projektują żywność przetworzoną tak, żeby nadmiernie pobudzała apetyt. Kupno bezpośrednio od rolnika eliminuje problemy związane z tak projektowaną żywnością przetworzoną, ponieważ się jej nie kupuje.
>www.nytime(*)-food.html?pagewanted=all&_r=0

Moim skromnym zdaniem (nie jestem ani lekarzem, ani dietetykiem) otyłość wynika z obżarstwa. Tylko. Żadne "naturalne", "sztuczne" i jakiekolwiek inne jedzenie nie ma tu nic do rzeczy. Ale oczywiście wygodnie jest zrzucić winę na kogoś innego, np. na firmy, które starają się zrobić jedzenie lepsze organoleptycznie. Bo konsument dziś innego i tak nie kupi. Ponarzekać na te przebrzydłe firmy zawsze można Psychika ma się lepiej i mój tłusty brzuch - to nie moja wina przecież.
GrzeTor (1279 punktów)
Część otyłości nie wynika z obżarstwa, lecz z problemów zdrowotnych, np. niedoczynności tarczycy, cukrzycy, nadmiaru estrogenów itp. W dodatku estrogeny produkowane są przez tkankę tłuszczową, więć mamy sprzężenie zwrotne. A pracę tarczycy można pogorszyc jedząc soję, lub surową kapustę.

Część otyłości wynika z obżarstawa - ale co jest pierwotną przyczyną obżarstwa? Otóż jedną z głównych przyczyn obżarstwa jest nieodpowiednie jedzenie: złe pokarmy lub zły sposób ich stosowania.

Jako przykład podam kilka znanych prostych sposobów na odchudzanie. To nie są kompleksowe diety jak np. Perfect Health Diet, którą podałem (kilkaset stron z danymi w książce!), ale prostsze sztuczki.

1) 30g białka zaraz po obudzeniu się (Tim Ferris). Polega na zjedzeniu 30g białka nie później niż 30 minut po obudzeniu się.

www.4hourl(*)ithin-30-minutes-of-waking-up/

Jakie są podstawy takiego podejścia? Otóż od dawna wiadomo, że ssaki naczelne regulują swój apetyt na podstawie ilości spożywanego białka. To ma sens, bo mamy magazyny tłuszczu (tkanka tłuszczowa) i magazyny węglowodanów (glikogen: wątroba, mięśnie), ale nie mamy magazynów białka - niedobór białka oznacza "zjedzenie" własnych mięśni lub organów - więc ewolucja wypromowała bycie głodnym do czasu zjedzenia odpowiedniej ilości białka.

humanfoodproject.com/placeholder-article-1/

"This meant the nutritional strategy was a daily protein target not a balancing of macronutrients and a maximizing of caloric intake. The potential implications of this study for understanding the modern obesity epidemic among humans are profound."

2) Carb backloading (John Kiefer): rano się nie dojada, w szczególności bez węglowodanów, znikomo białka - najlepiej sam tłuszcz. Powyższe minimalizuje insulinę (składującą tłuszcz) i dzięki temu pozwala na skuteczną mobilizację tłuszczu z tkanki tłuszczowej przez kortyzol (hormon stresu, którego zawsze jest dużo rano). Czyli organizm ma do dyspozycji dużo tłuszczu do spalenia (kosztem zwiększonego stresu i apetytu wieczorem).
W godzinach wieczornych wykonuje się ćwiczenia siłowe (anaerobowe), co z kolei zużywa część zapasów glikogenu.
Po ćwiczeniach siłowych za to następuje obżeranie się: węglowodanami o wysokim indeksie glikemicznym, białkami. To eliminuje apetyt, zapobiega niedoczynności tarczycy, oraz powoduje wydzielanie się hormonu wzrostu, wspólnie z insuliną budującego mięśnie po ćwiczeniach. Dodatkowo wcześniejsze opróżnienie zapasów glikogenu ćwiczeniami powoduje, że nie będzie niebezpiecznie wysokich skoków cukru we krwi.

3) Jedzenie skłądające się głównie z białka, błonnika, wody (Jonathan Bailor). O białku już wspomniałem, a błonnik i woda do dwa kolejne po białku regulatory apetytu.

(To nie jest dieta niskowęglowodanowa, proporcje kalorii z białek, tłuszczu i węglowodanów są równe; z tym że węglowodany z owoców - błonnik i woda, tłuszcz np. z miesa, jajek - naturalnych pokarmów wysokobiałkowych).

Tutaj natomiast są przykładowe wyniki bardziej kompleksowej diety, w warunkach prawie 100% stosowania się uczestników do zaleceń - w ośrodku (samodzielnie ludzie tylko w 20-30% stosują się do zaleceń diety):
perfecthea(*)ormalize-bodyweight-set-point/

Natomiast jak można utyć?
Stworzyć pokarmy zawierające dużo tłuszczu (=dużo energii), ale koniecznie bez białka regulującego apetyt. W naturze tłuszcz jest głównie z białkiem - np. mięso, jajka. Białko zmniejsza apetyt, tłuszcz niestety słabo - tzn. jest efekt zmniejszenia, ale nigdy do zera, tłuszczu możemy jeść bez umiaru. Najlepiej niech to będą utwardzone tłuszcze trans, aby spowolniły metabolizm (jakieś masło czy olej kokosowy to jeszcze może przyśpieszyć).
Taki tłuszcz koniecznie połączyć z węglowodanami - sam tłuszcz jest niesmaczny, a na samych węglowodanach (skrobii) trudno przytyć. Wówczas konieczność spalenia węglowodanów w pierwszej kolejności spowoduje, że ten tłuszcz się odłoży.
Węglowodanów nie wolno łączyć z błonnikiem (zmiejsza apetyt,spowalnia trawienie, przenosi część skrobii do jelita grubego, gdzie będzie ptrzetworzona na tłuszcz) - muszą być mocno rafinowane.

Jak widać opisałem coś w rodzaju ptasiego mleczka, ciasta z kremem - ogólnie rzecz biorąc deseru. Co to jest deser? Deser jest to coś takiego:
1) Najpierw je się danie, do syta. Tak dużo, że nie da się już więcej - brak apetytu na jedzenie.
2) Potem na stole pojawia się deser - i wówczas okazuje się, że pomimo braku apetytu na jedzenie normalnego dania jest apetyt na deser...

Czyli jednak obżarstwo mocno zależy od rodzaju i sposobu jedzenia - jako wcześniejszej przyczyny.

20-10-2014 11:26 
 Ocena 2 na 2
DyktaFon (9281 punktów)

>Czyli jednak obżarstwo mocno zależy od rodzaju i sposobu jedzenia - jako wcześniejszej przyczyny.
>
To wszystko być może i prawda. Nie wnikałem - jak napisałem, jedzenie to nie moja specjalność (poza tym, że lubię dobre jedzenie ). Natomiast dziwnym jest, że te wszystkie przyczyny nie powodują tycia wśród ludzi biednych. Są kraje, gdzie się nie przelewa naprawdę (nie to, co u nas) i tam jakoś te zasady nie mają zastosowania? Tylko w krajach bogatych nagle ludzie zaczynają tyć i potrafią sobie doskonale wytłumaczyć, dlaczego to nie ich wina?

A przyczyna jest prosta: powtórzę - obżarstwo. W bogatych krajach koszt jedzenia nie ogranicza większości ludzi, więc źrą zamiast jeść. W biednych krajach nikt z przeciętnych mieszkańców nie zje tyle, ile by mógł zmieścić, bo go po prostu na to nie stać. I liczy się z każdą wydaną monetą czy banknotem. A w krajach bogatych kilka hamburgerów w tą czy w tamtą (dziennie!) nie nadszarpnie budżetu domowego w wyraźny sposób. I żadne teorie ani diety nie są tu istotne.

Ja osobiście, pamiętam to z dzieciństwa, nigdy nie miałem problemu z jedzeniem: w domu nigdy nie było tyle jedzenia, abym mógł znacznie przytyć A dziś? Dziś mógłbym tyć pewnie i po kilka kg tygodniowo, gdybym tylko jadł, co jest w lodówce. I to samo jest z większością ludzi w Polsce (tudzież innych krajach europejskich, czy USA).

Proszę więc nie zganiać na żadne firmy, bo nikt siłą jedzenia nikomu nie wmusza. Niezależnie od mechanizmów biologicznych (które były zawsze), są jeszcze mechanizmy ekonomiczne i brak myślenia u przeciętnego człowieka. I te ostatnie są zasadniczą przyczyną (nie negując oczywiście, że podłożem tego mogą być mechanizmy biologiczne - ale człowiek różni się od innych zwierząt dość rozwiniętym mózgiem...)
i. o. (1269 punktów)
"Racjonalista" to nie powinno być miejsce do szerzenia propagandy, jakiejkolwiek. Ani tym bardziej powielania sensacyjnych informacji, bez sprawdzenia o co tak naprawdę chodzi. Polska to jednak nie trzeci świat, jest pomoc społeczna i nikt nie jest zostawiony sam sobie. Nawet te najniższe zasiłki jakie otrzymują bezrobotni, wystarczają na zaspokojenie podstawowych potrzeb. One są wyliczane właśnie na podstawie rynkowych cen produktów podstawowej potrzeby.

Problem głodnych dzieci zaczyna się w momencie jak te pieniądze są przeznaczane na inne potrzeby, nie te podstawowe, np na alkohol. Innym problemem jest skrajne zaniedbanie tych dzieci, czyli pieniądze są, ale rodzicom nie chce się iść do sklepu, ugotować obiadu, czy chociaż zrobić kanapek, bo np są wiecznie pijani.

W tym wypadku, to tylko zostaje rozdawanie bonów żywnościowych zamiast pieniędzy, w ramach pomocy społecznej. Ale znając życie, to pewnie by wzięli te produkty spożywcze i za pół ceny sprzedali je na pierwszym lepszym bazarku. Może sieć stołówek środowiskowych rozwiązałaby problem?
GrzeTor (1279 punktów)
> Może sieć stołówek środowiskowych rozwiązałaby problem?

Najdroższe możliwe rozwiązanie - wymaga dużych pomieszczeń, pracowników, a to kosztuje. Ja bym raczej optował za jakimiś automatami z ziemniakami z kapustą, czy czymś podobnym, aktywowanym kartami uczniowskimi, czy przez nauczycieli w szkołach: tańsze, nie zajmuje tyle miejsca, jest dostępne przez cały dzień, a nie tylko przerwę obiadową.
19-10-2014 20:18 
 Ocena 1 na 1
i. o. (1269 punktów)
Automaty obiadowe na zasadzie takich z napojami? Problem jest z osobami mieszkającymi na prowincjach, gdzieś na odludziu. Czyli tam, gdzie bieda jest największa. W miastach bez problemu można wydawać karty obiadowe (nie tylko obiadowe, pełne całodzienne wyżywienie by się przydało) do zrealizowania w restauracjach, stołówkach, czy barach mlecznych, które podpisały umowę z opieką społeczną. Szkoła wszystkiego nie załatwi, chociażby dlatego, że jest nieczynna w weekendy, wakacje, święta a młodsze dzieci jeszcze nie tam nie chodzą.
Stąd pomysł stołówek, na wzór peerelowskich barów mlecznych, wydaje mi się całkiem niezłym rozwiązaniem. Przecież nie tylko dzieci by obsługiwały, ale też i dorosłych mieszkańców. Nie tylko najbiedniejszych. Najbiedniejszym by opieka społeczna w ramach zasiłku opłacała posiłki. Przy okazji bezrobocie można by trochę zlikwidować, bo przecież lokalna społeczność byłaby tam zatrudniana.
GrzeTor (1279 punktów)
Jak to jest we Francji:

www.youtube.com/watch?v=oW3MBfkN9dk

Wróć do listy wątków działu Społeczeństwo i kraj
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365