Racjonalista - Strona głównaDo treści
Niska frekwencja: dobrze czy źle?

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Społeczeństwo i kraj
NapisanoAutorTytuł
17-11-2014 21:33Mariusz Agnosiewicz (moderator)Niska frekwencja: dobrze czy źle?
Ocena 1 na 1
Czy niska frekwencja wyborcza to jednoznacznie złe zjawisko? Są w tej kwestii trzy kierunki myślenia:
a) TAK i to ŹLE - im niższa frekwencja tym mniejszy mandat rządzenia partii/klasy politycznej. Im mniejsza frekwencja tym słabsza demokracja.
b) TAK, ale to DOBRZE - w myśl zasady, że im gorzej działa ten zły system, tym szybciej dojdzie do jakiejś rewolucji i jego obalenia.
c) NIE, to DOBRZE - na wybory powinni iść bowiem jedynie w pełni przekonani, orientujący się w polityce, wiedzący kto co robił, czego nie robił. Sztuczne wyciąganie na wybory niezainteresowanego realną polityką tłumu - to szkodliwe zjawisko, wprowadzające chaos przypadkowego głosowania, głosowania dyktowanego emocjami ukształtowanymi przez media.

Jakie jest Wasze stanowisko i poglądy na tę kwestię?


Źródło ilustracji: Związek Syndykalistów Polski
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

kulka_na_mole (20109 punktów)
(zablokowany)
I pomyśleć, że są państwa, w których udział w wyborach jest obowiązkowy, a tym samym nie ma tam potrzeby roztrząsania przyczyn/następstw niskiej frekwencji.
Wracając do tematu - rzecz jasna są dwie, sprzeczne szkoły. Pierwsza głosi, że przyczyną niskiej frekwencji jest niewiara tych, którzy nie głosują, że mają na cokolwiek wpływ.
Druga twierdzi, że niska frekwencja wynika z faktu, iż większość (niegłosująca) nie chce żadnej zmiany, a więc nie widzi potrzeby udziału w głosowaniu.

Obojętnie która z tych szkół ma rację, o ile w ogóle któraś ją ma, to moim zdaniem niska frekwencja jest przejawem słabości społeczeństwa obywatelskiego.
25 lat po "obaleniu komuny" nie ma w społeczeństwie niczego, co by je spajało. Są jedynie jednostki, które interesują się wyłącznie własnym losem, bez zrozumienia, że jednostka nie żyje na bezludnej wyspie.

18-11-2014 09:28 
 Ocena 4 na 4
Fred Onizuka (76 punktów)
>I pomyśleć, że są państwa, w których udział w wyborach jest obowiązkowy, a tym samym nie ma tam potrzeby roztrząsania przyczyn/następstw niskiej frekwencji.

Obowiązkowe głosowanie miałoby sens tylko wtedy, gdy na kartach wyborczych byłaby opcja: "Nie odpowiada mi żaden, z wyżej wymienionych kandydatów".
18-11-2014 18:33 
 Ocena 1 na 1
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>>I pomyśleć, że są państwa, w których udział w wyborach jest obowiązkowy, a tym samym nie ma tam potrzeby roztrząsania przyczyn/następstw niskiej frekwencji.
>Obowiązkowe głosowanie miałoby sens tylko wtedy, gdy na kartach wyborczych byłaby opcja: "Nie odpowiada mi żaden, z wyżej wymienionych kandydatów".
>
Wg mnie nigdy nie miałoby sensu. Ludzie nie mają obowiązku interesować się polityką a ci, którzy się nie interesują nie powinni głosować. Powinny być jakieś testy do wypełnienia przed wyborami żeby mogli głosować tylko ludzie mający pojęcie o programach partii. Głosowanie na kogokolwiek z braku laku to porażka demokracji. Zresztą słowo demokracja podobnie jak wiara jest przedstawiane jako coś dobrego, wręcz jest to wartość nadrzędna dla wielu. A w rzeczywistości to tylko slogany i robienie ludziom wody z mózgu.
18-11-2014 22:29 
 Ocena-1 na 1
kulka_na_mole (20109 punktów)
(zablokowany)
Na wstępie dzięki za zminusowanie mojej wypowiedzi, w której przedstawiłem jedynie fakty. Najwyraźniej masz problem z ich akceptacją.
Do wzięcia udziału w obowiązkowych wyborach nie trzeba znać programów partii, ani interesować się polityką. Nieobowiązkowe wybory też tego nie wymagają od wyborców.
Obowiązkowe wybory dają możliwość oddania głosu nieważnego (jak w wyborach nieobowiązkowych), natomiast zmuszają do zastanowienia się, ruszenia doopy z fotela przed telewizorem i odbierają możliwość narzekania na rządzących, mimo iż nie brało się udziału w głosowaniu.
18-11-2014 22:39 
 Ocena 3 na 3
farmer (22440 punktów)

>Do wzięcia udziału w obowiązkowych wyborach nie trzeba znać programów partii, ani interesować się polityką. Nieobowiązkowe wybory też tego nie wymagają od wyborców.
>Obowiązkowe wybory dają możliwość oddania głosu nieważnego (jak w wyborach nieobowiązkowych), natomiast zmuszają do zastanowienia się, ruszenia doopy z fotela przed telewizorem i odbierają możliwość narzekania na rządzących, mimo iż nie brało się udziału w głosowaniu.

Obowiązkowe to powinno być realizowanie obietnic wyborczych. Wtedy może ruszyłbym obowiązkowo doope jak to ująłeś i wybrałbym sobie jakiś program do realizacji poprzez danego kandydata.

Jak chcesz sobie pomarzyć przez pięć minut to fajnie. Ale to nie o to chyba chodzi wyborach
kulka_na_mole (20109 punktów)
(zablokowany)
>Obowiązkowe to powinno być realizowanie obietnic wyborczych.
Obowiązkowe powinno być także, aby każdy był piękny, młody, zdrowy i bogaty.
"Jak chcesz sobie pomarzyć przez pięć minut to fajnie."
DyktaFon (9281 punktów)
>>Obowiązkowe to powinno być realizowanie obietnic wyborczych.
>Obowiązkowe powinno być także, aby każdy był piękny, młody, zdrowy i bogaty.
>"Jak chcesz sobie pomarzyć przez pięć minut to fajnie."


Domyślam się więc, że obietnice wyborcze z góry są brane jako takie sobie fiubździu w celu załapania się do wspólnej kasy? Rewelacyjna postawa... I jaka prostolinijna... Tak trzymać!
kulka_na_mole (20109 punktów)
(zablokowany)
>>>Obowiązkowe to powinno być realizowanie obietnic wyborczych.
>>Obowiązkowe powinno być także, aby każdy był piękny, młody, zdrowy i bogaty.
>>"Jak chcesz sobie pomarzyć przez pięć minut to fajnie."

>Domyślam się więc, że obietnice wyborcze z góry są brane jako takie sobie fiubździu w celu załapania się do wspólnej kasy? Rewelacyjna postawa... I jaka prostolinijna... Tak trzymać!
Jeśli ktoś uważa, że obietnice wyborcze powinny być obowiązkowo realizowane, to buja w obłokach, bo z rzeczywistością nie ma to nic wspólnego. Można sobie wierzyć w takie fiubździu, ale w jaki sposób to zrealizować? Jak chciałbyś wymusić realizację obietnic wyborczych?
19-11-2014 08:55 
 Ocena 3 na 3
DyktaFon (9281 punktów)

>>Domyślam się więc, że obietnice wyborcze z góry są brane jako takie sobie fiubździu w celu załapania się do wspólnej kasy? Rewelacyjna postawa... I jaka prostolinijna... Tak trzymać!
>Jeśli ktoś uważa, że obietnice wyborcze powinny być obowiązkowo realizowane, to buja w obłokach, bo z rzeczywistością nie ma to nic wspólnego. Można sobie wierzyć w takie fiubździu, ale w jaki sposób to zrealizować? Jak chciałbyś wymusić realizację obietnic wyborczych?

Ja akurat wcale nie chciałbym wymusić spełnienia obietnic. Nie wierząc w te obietnice - nie biorę w ogóle udziału w wyborach. Ale jeśli ktoś bierze i jednocześnie nie wierzy w to... to właściwie nie bardzo wiem, co powiedzieć na takie postępowanie. Że ten ktoś nie wyszedł z wieku przedszkolnego, mimo że jest dorosłym człowiekiem? Przecież jeśli nawet dziecko przedszkolne oszuka się raz czy drugi, to przy kolejnym razie będzie ono o tym pamiętać i nie da się nabrać. A dorosły brnie w te banialuki całe życie i jeszcze się cieszy.

Niezbadane są wyroki boskie ))))
farmer (22440 punktów)
>>Obowiązkowe to powinno być realizowanie obietnic wyborczych.
>Obowiązkowe powinno być także, aby każdy był piękny, młody, zdrowy i bogaty.
>"Jak chcesz sobie pomarzyć przez pięć minut to fajnie."


Spot "10 lat świetlnych" na dziesięciolecie Polski w UE kosztował prawie milion złotych. Emisja w TV sześć razy więcej.

Tablety dla posłów 1,7 mln

portal empatia dla osób potrzbujących pomocy 49 mln

regionalny portal dolnośląski 66 mln

meble dla MSZ 4,4 mln

Nie ma co się czepiać....trzeba głosować. To robi różnicę. Jakie oszczędności z ręcznego liczenia głosów.
18-11-2014 23:21 
 Ocena-1 na 1
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>Do wzięcia udziału w obowiązkowych wyborach nie trzeba znać programów partii, ani interesować się polityką. Nieobowiązkowe wybory też tego nie wymagają od wyborców.

No i tu jest właśnie pies pogrzebany. Ludzie, którzy głosują powinni znać programy partii i interesować się polityką żeby demokracja miała sens.

>Obowiązkowe wybory dają możliwość oddania głosu nieważnego (jak w wyborach nieobowiązkowych), natomiast zmuszają do zastanowienia się, ruszenia doopy z fotela przed telewizorem i odbierają możliwość narzekania na rządzących, mimo iż nie brało się udziału w głosowaniu.[/color]

Świetna możliwość, powinni za to dziękować temu kto to wymyślił i wprowadził (bo za komuny przecież już tak było). Poza tym bezpodstawnie wychodzisz z założenia, że głosowanie na kogoś odbiera prawo do narzekania na rządzących. Zupełny brak związku przyczynowo skutkowego.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>c) NIE, to DOBRZE - na wybory powinni iść bowiem jedynie w pełni przekonani, orientujący się w
>polityce, wiedzący kto co robił, czego nie robił. Sztuczne wyciąganie na wybory niezainteresowanego
>realną polityką tłumu - to szkodliwe zjawisko, wprowadzające chaos przypadkowego głosowania,
>głosowania dyktowanego emocjami ukształtowanymi przez media.
>Jakie jest Wasze stanowisko i poglądy na tę kwestię?

Zgodziłbym się z tym ale niestety wśród głosujących i tak jest pełno takich, którzy są fanatykami PiS ze względu na religię, głosujących na PO dlatego żeby nie wygrał PiS i głosujących na SLD bo niektórym wąsatym panom wydaje się, że dalej powinno być tak, że czy się stoi czy się leży 1000 zł się należy. Dlatego demokracja w obecnej formie jest bez sensu dla każdego myślącego osobnika gatunku homo sapiens. Dopóki polityka jest marketingiem uważam za słuszne nie głosować lub oddawać świadomie nieważne głosy ale to też jest ryzyko ze względu na możliwość fałszerstwa.
Sygnał (4252 punktów)
Niska frekwencja jest efektem tego, że aktualna scena polityczna nie jest specjalnie atrakcyjna dla wyborcy. Poniekąd skutkiem tej niskiej frekwencji jest aktualny rozkład sił w kraju wynikający z wyników wyborów. Wychodzi z tego smutny wniosek: w najbliższych wyborach parlamentarnych ugrupowania inne niż PiS, SLD, PO i PSL nie wejdą do sejmu, w efekcie czego będziemy mieli najbardziej zbetoniałą i nic nie wnoszącą scenę polityczną od jakiegoś czasu, co mnie niezmiernie smuci.
Rupson (1793 punktów)
>c) NIE, to DOBRZE - na wybory powinni iść bowiem jedynie w pełni przekonani, orientujący się w
>polityce, wiedzący kto co robił, czego nie robił. Sztuczne wyciąganie na wybory niezainteresowanego
>realną polityką tłumu - to szkodliwe zjawisko, wprowadzające chaos przypadkowego głosowania,
>głosowania dyktowanego emocjami ukształtowanymi przez media.

-Zdecydowanie c). Nie liczę jednak na specjalne zorientowanie się w polityce takiego wyborcy, chodzi o przekonanie, że nie ma innych metod wpływania na to kto sprawuje władzę. Chodzi o chęć zabrania głosu i świadomość, że nie idąc głosować, nie robi się nikomu łaski, a tylko sprzyja tym, których powinniśmy odrzucić. No i jeszcze to słynne prawo do narzekania, jeżeli nic mnie nie obchodzi, to nie powinienem stękać, że coś jest nie tak.
Appenzeller (3118 punktów)
Ten najwyższy słupek to największa zagadka wszechczasów - na kogo zagłosowaliby, gdyby głosowali. W swoim czasie Nixon próbował ten słupek zagospodarować twierdząc, że jest to popierająca go "milcząca większość". Jak dla mnie, ten wysoki słupek został w dużej części gruntownie zniechęcony do demokracji w obecnym wydaniu.
Przed wyborami zastanawiałem się, dlaczego nie ma wciąż internetowego głosowania. Po komputerowej porażce już się nie zastanawiam. Bałagan, jaki powstałby po internetowym głosowaniu, byłby jeszcze lepszy. Ale przyczyna jego nieobecności jest inna.
Oczywiście, internetowe głosowanie będzie możliwe po zapewnieniu wszystkim mitycznego "szerokiego pasma", czyli nigdy. Myślę, że jest wielu beneficjentów tego nigdy. Wysoka frekwencja "internetowa" mogłaby przewrócić listy. Dziś w wyborach uczestniczą głównie gorący zwolennicy swoich partii; główni gracze są z tego zadowoleni. Jeszcze tego brakowało, żeby przypadkowe społeczeństwo mieszało w listach. Zmiany nie będzie, bo do tego potrzebna byłaby zmiana (ciekawy paradoks).
Odpowiedź na pytanie brzmi TAK i to ŹLE, ale perspektywy są dość nieciekawe (to mój pesymistyczny wniosek).
Zgadzam się z Kenem Livingstonem: If Voting Changed Anything, They'd Abolish It.

Są bakterie, które zabija się światłem (Boy)
18-11-2014 10:15 
 Ocena 7 na 7
Hodża (11172 punktów)
>Oczywiście, internetowe głosowanie będzie możliwe po zapewnieniu wszystkim mitycznego "szerokiego pasma", czyli nigdy. Myślę, że jest wielu beneficjentów tego nigdy. Wysoka frekwencja "internetowa" mogłaby przewrócić listy. Dziś w wyborach uczestniczą głównie gorący zwolennicy swoich partii; główni gracze są z tego zadowoleni. Jeszcze tego brakowało, żeby przypadkowe społeczeństwo mieszało w listach. Zmiany nie będzie, bo do tego potrzebna byłaby zmiana (ciekawy paradoks).

Pytanie wątku zawiera ukryte założenie - że głosowanie jest czymś tak ważnym jak dajmy na to jedzenie i oddychanie. Wtedy można by sobie rzeczywiście łamać głowę nad całym zagadnieniem.

A prawda jest chyba dość prozaiczna, na co wskazują tu dyskutanci - większość ludzi nie ma poczucia, że oddając głos na ludzi, którzy wchodząc w środowiskowy układ polityczno-towarzyski lokalnych czy centralnych struktur władzy z automatu podlegają "emocjonalnej korupcji", mają na cokolwiek wpływ. Nieuczestniczenie w wyborach ma również swoje racjonalne podstawy - wiele osób zdaje sobie sprawę z tego, że nie interesując się z braku czasu czy z powodu braku zamiłowania do nauk społecznych polityką nie jest dość kompetentnych, by wypowiadać się w sprawie określonej polityki danego ugrupowania; wreszcie kwestia najważniejsza - w społeczeństwie cały czas obecny jest stereotyp "świni przy korycie" a politycy najwyższych szczebli nie robią wiele by ów ponury ogląd klasy politycznej w społeczeństwie zmienić.

Aby zaktywizować politycznie ludzi należałoby uczynić naród suwerenem. Teza, jakoby w Polsce naród tym suwerenem już był jest kłamliwa i nosi znamiona propagandy przypominającej okres PRL-u i "demokracji socjalistycznej". Jeżeli społeczeństwo ma wpływ na kształt parlamentu tylko w dniu wyborów a jednocześnie nie posiada żadnej realnej mocy wpływania poprzez referenda czy inne formy wyrażania opinii na jego prace w czasie trwania kadencji, to znaczy, że nie jest suwerenem. Koniec, kropka. Konstytucjonaliści powinni wykazywać się większość uczciwością, przynajmniej intelektualną, chociaż od prawników należałoby jej oczekiwać jako kategorii bezprzymiotnikowej.

>Zgadzam się z Kenem Livingstonem: If Voting Changed Anything, They'd Abolish It.

Tak i model polskiej demokracji zbliża się coraz bardziej do amerykańskiego Muppet Show w którym dwie partie reprezentują całość problemów i sprzecznych interesów 300-milionowego złożonego z setek grup interesów narodu. Jeśli to jest demokracja to znaczy, że Goebbels uczył się propagandy na Yale.

Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
18-11-2014 13:51 
 Ocena 3 na 3
logout (171 punktów)
(zablokowany)

>A prawda jest chyba dość prozaiczna, na co wskazują tu dyskutanci - większość ludzi nie ma poczucia, że oddając głos na ludzi, którzy wchodząc w środowiskowy układ polityczno-towarzyski lokalnych czy centralnych struktur władzy z automatu podlegają "emocjonalnej korupcji", mają na cokolwiek wpływ. Nieuczestniczenie w wyborach ma również swoje racjonalne podstawy - wiele osób zdaje sobie sprawę z tego, że nie interesując się z braku czasu czy z powodu braku zamiłowania do nauk społecznych polityką nie jest dość kompetentnych, by wypowiadać się w sprawie określonej polityki danego ugrupowania; wreszcie kwestia najważniejsza - w społeczeństwie cały czas obecny jest stereotyp "świni przy korycie" a politycy najwyższych szczebli nie robią wiele by ów ponury ogląd klasy politycznej w społeczeństwie zmienić.

chyba pośrednio opisałeś moje podejście do wyborów i polityki w ogóle. Parę lat temu z moją dziewczyna zastanawialiśmy się na kogo głosować i czasami prowadziliśmy na ten temat dyskusję. Teraz nie dyskutujemy, nawet nie rozmawiamy na tematy polityczne. Jak w radio rozpoczyna się debata polityczna prowadzona przez polityków wyłączam radio. Nie czytam tyle co kiedyś o polityce bieżącej. Nie chodzę głosować bo nie ma na kogo a jak chce sobie obejrzeć teatr to idę do teatru tam przynajmniej role odgrywają zawodowcy. Nie widzę sensu więc zamarłem w swojej bierności i czekam na ożywczy zefirek nowej siły politycznej. Dodam tylko że czynnikiem który jeszcze bardziej obrzydza to aktywność polityczna kk oraz uległość masy politycznej wobec kk.
18-11-2014 14:53 
 Ocena 1 na 1
Wacław (1038 punktów)
>>Zgadzam się z Kenem Livingstonem: If Voting Changed Anything, They'd Abolish It.
>Tak i model polskiej demokracji zbliża się coraz bardziej do amerykańskiego Muppet Show w którym dwie partie reprezentują całość problemów i sprzecznych interesów 300-milionowego złożonego z setek grup interesów narodu.

Tutaj należy przywołać sytuację skrajnie odwrotną - parlament z kilkudziesięcioma frakcjami, nietrwałe koalicje i niemożność sprawowania władzy przez kogokolwiek. Nie żebym był zwolennikiem dwupartyjności (czy też oligopolu jak w naszym parlamencie) ale trzeba zawsze pamiętać że są scenariusze gorsze
18-11-2014 17:09 
 Ocena 1 na 1
Hodża (11172 punktów)
>Tutaj należy przywołać sytuację skrajnie odwrotną - parlament z kilkudziesięcioma frakcjami, nietrwałe koalicje i niemożność sprawowania władzy przez kogokolwiek. Nie żebym był zwolennikiem dwupartyjności (czy też oligopolu jak w naszym parlamencie) ale trzeba zawsze pamiętać że są scenariusze gorsze

Tak, nie można popadać w skrajności. To na co wskazuję to kwestia posługiwania się terminem "demokracja" jako swego rodzaju wytrychem albo raczej narzędziem socjotechniki, które zawiera niewiele z pierwotnego znaczenia tego słowa. W niektórych społeczeństwach może wręcz być tak, że np. monarchia absolutna w wykonaniu światłego władcy jest tym ustrojem optymalnym a jakiekolwiek formy demokratyczne doprowadzą do totalnego bałaganu, jak np. widzimy to w Iraku. Amerykanie całkiem zgrabnie opanowali sztukę odgrywania demokracji, która jest w dużej mierze fasadą (jakkolwiek pewną informację zwrotną rządzący mogą tam mieć - ale dość skąpą, bo zerojedynkową; być może jednak w zupełności wystarczy do sprawnego działania instytucji władzy a pomysły na podporządkowanie parlamentu okresowemu (poza terminem wyborów) głosowaniu negatywnemu w gruncie rzeczy czerpią z tej samej idei, na której oparł swoją skuteczność dwupartyjny system polityczny USA).


Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
Wacław (1038 punktów)
>Tak, nie można popadać w skrajności. To na co wskazuję to kwestia posługiwania się terminem "demokracja" jako swego rodzaju wytrychem albo raczej narzędziem socjotechniki, które zawiera niewiele z pierwotnego znaczenia tego słowa.

Już od dawna nie oznacza tego co kiedyś. Warto też jak zawsze nadmienić dla potomnych, że nasz kraj jest republiką
Hodża (11172 punktów)
EDIT

Konstytucjonaliści powinni wykazywać się większą uczciwością, przynajmniej intelektualną, chociaż od prawników należałoby jej oczekiwać jako kategorii bezprzymiotnikowej.

Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
18-11-2014 10:16 
 Ocena 1 na 1
szarley (54906 punktów)
>Przed wyborami zastanawiałem się, dlaczego nie ma wciąż internetowego głosowania. Po komputerowej porażce już się nie zastanawiam.(...)
>Oczywiście, internetowe głosowanie będzie możliwe po zapewnieniu wszystkim mitycznego "szerokiego pasma", czyli nigdy. Myślę, że jest wielu beneficjentów tego nigdy. Wysoka frekwencja "internetowa" mogłaby przewrócić listy. Dziś w wyborach uczestniczą głównie gorący zwolennicy swoich partii; główni gracze są z tego zadowoleni. Jeszcze tego brakowało, żeby przypadkowe społeczeństwo mieszało w listach.

A to jest aż taki wysiłek, żeby wyjść z domu i zagłosować?
Owszem głosowanie internetowe ma swoje zalety, ale frekwencja zależy przede wszystkim od WOLI głosowania.
Appenzeller (3118 punktów)
>A to jest aż taki wysiłek, żeby wyjść z domu i zagłosować?
Nie z domu, z domu to mniejszy problem. Z wyjazdu weekendowego.

Są bakterie, które zabija się światłem (Boy)
18-11-2014 10:30 
 Ocena 2 na 2
szarley (54906 punktów)
>>A to jest aż taki wysiłek, żeby wyjść z domu i zagłosować?
>Nie z domu, z domu to mniejszy problem. Z wyjazdu weekendowego.

Jeśli głosowanie netowe miałoby mieć wpłuyw tylko na poprawę frekwencji wśród tej grupy to warto zapytać ilu ludzi wyjeżdża w listopadzie na weekend i wraca po 21.00?
Appenzeller (3118 punktów)
Oceniam na sporo; oglądam ruch podwarszawski w piątki i niedziele.

Są bakterie, które zabija się światłem (Boy)
18-11-2014 11:05 
 Ocena 2 na 2
szarley (54906 punktów)
>Oceniam na sporo; oglądam ruch podwarszawski w piątki i niedziele.

Może to właśnie ci, którzy wyjechali z Warszawy żeby zagłosować?
---
Koniec żartów

Dyskusja na temat internetowego głosowania już była, Anna Salman przedstawiła bardzi poważne i przemyśane argumenta. Ja mimo wszytsko uważam, że przyczyną niskiej frekwencji wyborczej jest głownie brak woli welowania a nie brak możliwości. To ostatnie dotyczy znikomej części ludności.
18-11-2014 13:25 
 Ocena 1 na 1
Sygnał (4252 punktów)
>Jeśli głosowanie netowe miałoby mieć wpłuyw tylko na poprawę frekwencji wśród tej grupy to warto zapytać ilu ludzi wyjeżdża w listopadzie na weekend i wraca po 21.00?

Strzelam, że jakieś 70% studentów może podpiąć pod tę (niereprezentująca problemu) grupę.
18-11-2014 12:54 
 Ocena 1 na 1
diogenes (42753 punktów)
>głosowanie internetowe ma swoje zalety, ale frekwencja zależy przede wszystkim od WOLI głosowania.

A ta wola zależy od czego?

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
Iwan Denisowicz (16705 punktów)
(zablokowany)
>Czy niska frekwencja wyborcza to jednoznacznie złe zjawisko?
>Jakie jest Wasze stanowisko i poglądy na tę kwestię?
Nie jest to według mnie jednoznacznie złe zjawisko, starczy pomyśleć o tym, że niegłosujący mogliby skusić się na popieranie Korwinów czy podobnych typków. Ponadto czy więcej głosujących nie oznaczało by większej ilości ludzi złapanych na lep populizmu oraz szerszej legitymacji dla rządzącej szajki?


The only good is knowledge and the only evil is ignorance.
18-11-2014 14:01 
 0 na 2
janek77 (172 punktów)
Czuję obowiązek komentowania Twoich wypowiedzi po ocenianiu mnie. Wniosek, że jesteś moim fanem.
Będę się starał sprostać zadaniu.

Moim zdaniem złe zjawisko anty obywatelskie . A Pan Korwin to utopista. Nie stanowi zagrożenia.

Odpowiadam chętnie na rzeczowe pytania pod warunkiem, że z kulturą są zadawane i nie obrażają mojej Wiary. Ja waszych wieszczy nie oczerniam w sposób ordynarny.
Arminius (25555 punktów)symptom czego?
"TAK, ale to DOBRZE - w myśl zasady, że im gorzej działa ten zły system, tym szybciej dojdzie do jakiejś rewolucji i jego obalenia".

A może jest na odwrót. Im mniej ludzi przychodzi na wybory - tym bardziej stabilna sytuacja. Bardzo duża frekwencja już byłaby swoistą rewolucją i mogłaby oznaczać jakiś nadzwyczajny stan rzeczy w państwie. Exempli gratia - niedawne wybory na Ukrainie. W wyborach samorządowych na poziomie hrabstwa w USA do urn potrafi przyjść 15 % uprawnionych - a w hrabstwie żyje się spokojnie i nienajgorzej.
diogenes (42753 punktów)Odp: Niska frekwencja: dobrze czy źle?
>Czy niska frekwencja wyborcza to jednoznacznie złe zjawisko?

Pytanie jest tak wieloznaczne, że i odpowiedź musi być podobna. Zjawiska społeczne podlegają wielu determinacjom. Decyzje ludzi nie są na tyle wolne, by stanowić podstawę jednoznacznych ocen (złe/ dobre). Nie musi chodzić tu o jakąś formę ścisłego determinizmu. Ale kiedy prof. Stniszkis stwierdza, że niski wynik wyborczy SLD był absolutnie do przewidzenia, to, jak podejrzewam, zakłada jakąś formę koniecznych relacji między zjawiskami społecznymi.

Co to znaczy ocenić jakieś zjawisko społeczne? Ile informacji potrzebujemy do sądów oceniających? Uważam, że najpierw trzeba dobrze zjawisko opisać, aby je móc ocenić, usprawiedliwić lub potępić. Czy np. na dzień wyborów do kraju miała wrócić wielomilionowa zarobkowa diaspora Polaków, a więc ludzie, którzy ze względu na nieudolność polityków musieli opuścić kraj? Ich nieobecność uważam za usprawiedliwioną, a ktoś, kto prognozowałby ich powrót lub miał z tego powodu do nich pretensje - byłby idiotą.

Słyszę, że nie zachowuje się obywatelsko (w domyśle - źle) ten, kto na wybory nie idzie. Ale zachowań obywatelskich trzeba uczyć i jest to zadanie państwa, elit politycznych. Polacy tracą poczucie związku między społeczną aktywnością a swym losem, satysfakcją z życia, zamożnością. Czy młodzi Polacy mają się tego rodzaju postaw uczyć na lekcjach religii? To, że ludzie nie idą na wybory świadczy raczej o głupocie elit: w końcu to one określają niską frekwencję jako problem, z którym nie potrafią uporać się od dziesięcioleci. A nieumiejętność rozwiązywania problemów to właśnie brak inteligencji lub, jak kto woli, głupota. Niska frekwencja nie jest żadnym problemem dla polityków: ich pensje, diety czy odprawy nie są bowiem skorelowane z frekwencją. Dla wójta nie ma znaczenia, czy wybrała go cała wieś, czy kilka ćwoków spod sklepu.

Wyobraźmy sobie 100%ową frekwencję wyborczą w tych wyborach...PiS otrzymuje 60%... To byłby dopiero problem.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
Wacław (1038 punktów)
>b) TAK, ale to DOBRZE - w myśl zasady, że im gorzej działa ten zły system, tym szybciej dojdzie do
>jakiejś rewolucji i jego obalenia.

Pod tym punktem mogę się podpisać. Sam przechadzam się na wybory żeby postawić nieważny głos z dopiskiem że robię to celowo, bo niestety w większości "wyborów" realnych kandydatów brak. W tych niedzielnych było nieco inaczej bo faktycznie znalazła się osoba na którą postawiłem krzyżyk ale niestety przepadła bo nie była z rozdzielnika partyjnego...

No i tutaj kłania się znów nasz ułomny system partyjny. Wprowadźmy okręgi jednomandatowe w wyborach parlamentarnych, to szybko się okaże czy ludzie faktycznie chcą głosować na szyldy czy jednak na konkretne osoby, które maja coś do zaoferowania ponad górnolotne hasła jak "rodzina", "praca" czy "mieszkania dla wszystkich". Śmiem twierdzić że jednak znacząca część parlamentu byłaby obsadzona ludźmi z poza "obecnego układu" i mogłoby to być impulsem do zmian w dobrym kierunku.
kulka_na_mole (20109 punktów)
(zablokowany)
>Wprowadźmy okręgi jednomandatowe w wyborach parlamentarnych, to szybko się okaże czy ludzie faktycznie chcą głosować na szyldy czy jednak na konkretne osoby
A czy nie ma takich wyborów w przypadku senatu? Niczego to nie zmienia, bo w 2011 roku: PO-63 mandaty, PiS-31 mandatów (więcej tutaj).
Jednomandatowe okręgi wyborcze niosą ze sobą zagrożenie, że ludzie będą szantażowani przez kandydatów, jak to było w przypadku pewnego przedsiębiorcy, który w swoim zakładze zatrudniał większość pracujących ze swojego okręgu.

Wacław (1038 punktów)
>A czy nie ma takich wyborów w przypadku senatu? Niczego to nie zmienia, bo w 2011 roku: PO-63 mandaty, PiS-31 mandatów (więcej tutaj).

Podstawowa kwestia jest taka, że w obecnej ordynacji wyborczej do sejmu który jest jedyną sceną śledzoną zarówno przez media jak i szarych zjadaczy chleba oraz przy finansowaniu klubów parlamentarnych z budżetu państwa, to wyniki wyborów do senatu są odzwierciedleniem tego co się dzieje w sejmie. No i nie zgodzę się ze stwierdzeniem że "niczego to nie zmienia" bo jednak głosuje się na konkretne osoby i wygrywa ten co ma najwięcej głosów, a nie jak w wyborach do sejmu gdzie lokomotywa wciąga na swoich barkach stado biernych ale wiernych zupełnie nikomu nie znanych działaczy partyjnych - politykiery jednak mają mniejsze szanse załapać się na kadencję nic nierobienia.

>Jednomandatowe okręgi wyborcze niosą ze sobą zagrożenie, że ludzie będą szantażowani przez kandydatów, jak to było w przypadku pewnego przedsiębiorcy, który w swoim zakładze zatrudniał większość pracujących ze swojego okręgu.

Od pilnowania by nie było nacisków czy wręcz regularnych przestępstw są stosowne organy państwa i nie widzę potrzeby bardziej się w tej kwestii rozwodzić. Jeśli proste mechanizmy kontroli nie działają to może pora wyjść na ulice?
kulka_na_mole (20109 punktów)
(zablokowany)
Jeśli nie zlikwiduje się partii politycznych, to efekty głosowania jednomandatowego na posłów będą podobne do obecnych wyników głosowania na senatorów.
A jeśli nie będzie partii, to posłowie i senatorowie będą zbieraniną ludzi, których nic nie łączy - jak oni wyłonią spośród siebie premiera i rząd? Jak będą tworzyć ustawy i je przegłosowywać? Będziemy mieli ponad 400 projektów ustaw, po jednej na posła, a może 2, góra 3?

Wacław (1038 punktów)
>Jeśli nie zlikwiduje się partii politycznych, to efekty głosowania jednomandatowego na posłów będą podobne do obecnych wyników głosowania na senatorów.
>A jeśli nie będzie partii, to posłowie i senatorowie będą zbieraniną ludzi, których nic nie łączy - jak oni wyłonią spośród siebie premiera i rząd? Jak będą tworzyć ustawy i je przegłosowywać? Będziemy mieli ponad 400 projektów ustaw, po jednej na posła, a może 2, góra 3?

>

Jak dla mnie błędnie łączysz ideę okręgów jednomandatowych z likwidacją partii politycznych. Wystarczy że do parlamentu przestaną wchodzić bierni ale wierni partyjniacy, których czasem nikt nie zna ale są lojalni wobec lidera więc mają odpowiednie miejsce na liście i wchodzą z kilkoma tysiącami głosów za liderem co ma kilkaset tysięcy. Wtedy na zdobycie miejsca wśród wybrańców ludu trzeba będzie się nieco bardziej wysilić - już nie tylko kampanią z obiecankami ale całym sobą i swoją działalnością.

Żeby nie było, przejście na taki system to projekt na lata i mozolną edukację. Zwłaszcza że oficjalnie dużą ilość głosów nieważnych w obecnych wyborach tłumaczy się niezrozumieniem sposobu głosowania przez wyborców... Jezus gdyby był pewnie by zapłakał
Eliath (1441 punktów)
Najpierw kwestia techniczna:

>bo jednak głosuje się na konkretne osoby i wygrywa ten co ma najwięcej głosów, a nie jak w wyborach do sejmu gdzie lokomotywa wciąga

Mandaty poselskie przyznane danemu komitetowi są rozdzielane z uwzględnieniem ilości głosów na kandydata- co jest konsekwencją proporcjonalnego "przymiotnika" wyborczego.

>Wystarczy że do parlamentu przestaną wchodzić bierni ale wierni partyjniacy

Nic nie stoi na przeszkodzie by ich nie wybierać. Moja ocena jest bardzo podobna, ale... skoro wchodzą, najwyraźniej inni jej nie podzielają. Nie zwalajmy na system tego, co zależne jest od nas, wyborców!

System większościowy czy mieszany... też mają swoje wady, i to niekoniecznie mniejsze niż proporcjonalny!

Poza tym wypadało by zmienić konstytucję... a mądrzy ludzie "toto" spisali i wolał bym by głupcy nie poprawiali "niedostatków".

Rzeczywistość jest kłamstwem
Rafał Poniecki (7132 punktów)
>>Czy niska frekwencja wyborcza to jednoznacznie złe zjawisko?
>Jakie jest Wasze stanowisko i poglądy na tę kwestię?<<
Przy tej stosunkowo niskiej frekwencji: w Nidzicy komisja zastrajkowała i przestali liczyć głosy, gdzieś tam kartki, a raczej gigantyczne formularze wysypują się z worków. Komputerowy system liczenia nawalił na całej linii. A co by było, gdyby do urn przyszło dwa razy więcej wyborców? A nawet więcej, gdyby udział w wyborach był obowiązkowy?
Jak zwykle zamiast fachowców (czy tacy w Polsce istnieją?) zatrudniono znajomych królika, albo ludzi z łapanki i mamy wyniki. Tzn. w tym przypadku wyników ciągle nie ma.
Podejrzewam, że i przy dwukrotnie niższej frekwencji też były by problemy. Więc im niższa frekwencja tym lepiej. Pomijając już fakt, że lepiej to stopień wyższy od dobrze, a tu wszystko jest źle.
PKowalski (1042 punktów)
Bliskie mi jest "C", ale z zastrzeżeniem, ze spadek frekwencji poniżej pewnego poziomu (bodaj 30%) odbiera reprezentatywność wybranej władzy. A reprezentatywność jest potrzebna, bo chyba najwyraźniejszą pozytywną cechą demokracji jest reprezentowanie problemów i racji obywatelskich.
Łukaszu (1 punktów)
>Czy niska frekwencja wyborcza to jednoznacznie złe zjawisko? Są w tej kwestii trzy kierunki
>myślenia:
>a) TAK i to ŹLE - im niższa frekwencja tym mniejszy mandat rządzenia partii/klasy politycznej. Im
>mniejsza frekwencja tym słabsza demokracja.
>b) TAK, ale to DOBRZE - w myśl zasady, że im gorzej działa ten zły system, tym szybciej dojdzie do
>jakiejś rewolucji i jego obalenia.
>c) NIE, to DOBRZE - na wybory powinni iść bowiem jedynie w pełni przekonani, orientujący się w
>polityce, wiedzący kto co robił, czego nie robił. Sztuczne wyciąganie na wybory niezainteresowanego
>realną polityką tłumu - to szkodliwe zjawisko, wprowadzające chaos przypadkowego głosowania,
>głosowania dyktowanego emocjami ukształtowanymi przez media.
>Jakie jest Wasze stanowisko i poglądy na tę kwestię?
>

>Źródło ilustracji: Związek Syndykalistów Polski

Wydaje mi się, ze wszyscy kandydaci powinni być zareklamowani na stronach internetowych, w ten sposób zwiekszyła by się frekwencja. Tak to głosujemy głownie na ślepo z klucza partyjnego.
Eliath (1441 punktów)
Wracając do tematu wątku:

>Czy niska frekwencja wyborcza to jednoznacznie złe zjawisko?

Najpierw przewrotnie:
d) Frekwencja była dokładnie taka jak być powinna.
Tak jak wyborcy przy urnie, tak i Ci, który nie głosowali, dokonali świadomego (lub nie) wyboru (lub jego braku ).
Odpowiedz w duchu demokracji, dedykuję wszystkim krytykantom "wyników"* wszelkich wyborów...

Sam problem frekwencji jest bardzo złożony. Oczywiście podstawowa kwestia: niska frekwencja wpływa na legitymizację władzy. Poza tym ogólnym stwierdzeniem, jak już diogenes zauważył, wpadamy w las możliwości. Sam problem oceny: skutek a przyczyna - może powodować bóle migrenowe - ostrzega minister zdrowia!

"Nie idę głosować, nie ma na kogo" - wielokrotnie w wątku się pojawia. Konsekwencją (w sensie chronologicznym) może być: "nie głosowałem, to nie moja władza". Taka postawa wynika ze "słabości demokracji". Jest to niekorzystne tak dla społeczeństwa zjawisko, i niebezpieczne dla systemu.

Więc w zasadzie podpadam pod kategorię a), z zastrzeżeniem: niska frekwencja jako wynik postawy "nie głosuję, tym samym przyczyniam się do wyniku wyborów" jest objawem siły demokracji.

Rzeczywistość jest kłamstwem

Wróć do listy wątków działu Społeczeństwo i kraj
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365