Racjonalista - Strona głównaDo treści
reklama jako nowa forma przemocy

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Społeczeństwo i kraj
NapisanoAutorTytuł
25-11-2014 09:49curious pl (2 punktów)reklama jako nowa forma przemocy
Jako iż komentarz do artykułu www.racjonalista.pl/kk.php/s,6600/i,17
rozrósł się zbytnio, a temat jest w Polsce dość poważnym problemem (zwłaszcza w obliczu 'kampanii wyborczych' i innych form manipulacji jednostkami i tłumem)

poniższe :

reklama jako formą przemocy, taka jak manipulacja, kłamstwo, oszustwo, celowe oddziaływanie na czyjeś emocje czy w końcu różnorakie formy przemocy fizycznej.

Nic więc dziwnego że państwo, posiadające niejako 'monopol na użycie przemocy' żywo interesuje się 'konkurentami' pod przykrywką 'ochrony'.

Osobiście nie twierdzę że to dobra tendencja. Monopol zarówno na przemoc jak i na ochronę przed nią nie jest panaceum na zło tego świata.

Artykuł uważam za dość słaby głownie dlatego że nie zwraca zupełnie na to uwagi, gubiąc się w obserwacji różnych zjawisk zamiast zadać kluczowe pytanie - dlaczego ludzie słabi chronią się pod płaszczem róznego rodzaju ruchów masowych, i jakie wypływają z tego zagrożenia, a może co ważniejsze - jakie są alternatywy dla tego typu działań.

Ciężko bowiem bronić się przed przemocą której bezpośrednio nie widać. To troche jak bicie po piętach przez policję i inne techniki 'cichego' zastraszania. Można powiedzieć że ofiary same są winne - jeśli nie potrafią się obronić przed biciem to znaczy że są słabe. Popychamy wtedy jednak indywidualistyczną eugenikę i czekamy na narodziny superczłowieka opierającego się truciznom, kulom i programowaniu neurolingwistycznemu.

Psychologia, psychiatria i neurologia jest niestety bronią obosieczną. Można za ich pomocą zarówno leczyć jak i człowieka wpędzać w chorobę. I podobnież jak rozwój broni palnej, na przestrzeni zaledwie 50 lat dokonał się niesamowity rozwój tychże, rozwój za którym nie nadąża zarówno prawodastwo jak i etyka. Ba. nie nadąża również zwykłe ludzkie wychowanie a jeśli porównać rozwój technik reklamy do rozwoju motoryzacji - nie nadąża za nim cały nasz rozwój osobniczy jak i jego kierunek. Bo nawet jeśli przeciętny kowalski umie już unikać pojazdów przy przechodzeniu przez jezdnię, to nadal nie jest w stanie przeżyć przeciętnego wypadku z prędkością powyżej 120km/h, a przecież motoryzacja umożliwia nam już podróże z prędkościami przekraczającymi 250 a nawet 300km/h!
Czy faktycznie powinniśmy pakować nasze dzieciaki do coraz szybszych samochodów a pasy bezpieczeństwa i przepisy ruchu uznać za powstrzymujący postęp archaizm? Ba być może nawet wysyłać je na spotkanie z betonową ścianą - wszak im słabsze tym gorsze...

Reasumując dobrze byłoby przemyśleć jak ubogie są możliwości obrony i samoobrony przed reklamową przemocą przeciętnego obywatela. Zgodzę się że formy obrony proponowane przez państwo są nie tylko nieefektywne ale wręcz śmieszne.

Być może trzebaby wprowadzić bardziej drastyczną segregację 'ruchu' informacji tak jak segregujemy 'pieszych' i 'zmotoryzowanych' osobnymi traktami , przy pomocy jak najprostszych praw definiując kto ponosi odpowiedzialność za przekroczenie tych traktów (dzięki czemu np. stwierdzenie kto zawinił gdy śmierć poniesie na chodniku pieszy jest sprawą tak samo łatwą jak analogiczna sytuacja gdy pieszy wtargnie na autostradę)

W myśl tej idei jakakolwiek obecność 'reklam' w przestrzeni publicznej byłaby naganna - przestrzeni definiowanej jako przestrzeń służąca do życia i komunikacji wzajemnej osób fizycznych - przeciwstawiane twardym regułom towarzyszącym kontaktom jednostek z tworami bardziej 'groźnymi' takimi jak tłum, korporacje, a nawet samo państwo.

pozdrawiam.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>W myśl tej idei jakakolwiek obecność 'reklam' w przestrzeni publicznej byłaby naganna
Bez reklam w przestrzeni publicznej zapanowałby ład, tylko pytanie czy zakaz reklamowania się nie okazałby się zamachem na wolność słowa.
.
curious pl (2 punktów)
>>W myśl tej idei jakakolwiek obecność 'reklam' w przestrzeni publicznej byłaby naganna
>Bez reklam w przestrzeni publicznej zapanowałby ład, tylko pytanie czy zakaz reklamowania się nie okazałby się zamachem na wolność słowa.
>.
nie rozumiem związku. Czy zakaz spacerowania z psem po autostradzie jest zakusem na wolność przemieszczania się jednostki? Czy zakaz jazdy autem po chodniku jest zakusem na wolność przemieszczania się kierowcy? Czy wywieszka 'zakaz spożywania lodów' w publicznym autobusie to jakiś zakus na wolność wyboru sposobu odżywiania się ?

reklamowanie się , tworzenie baz danych produktów u usług - jak najbardziej tak, ale w odpowiednim miejscu i w odpowiednim czasie. Największe wyszukiwarki świata utrzymują się właśnie z tego że umożliwiają szybkie odszukanie produktu, producenta bądź firmy i kontakt z klientem. Nikt nie narzeka że po wpisaniu 'tanie widły kraków' w ułamku sekundy znajdujemy to co trzeba, i to w formie reklam. Problem zaczyna się dopiero gdy te widły nam włażą do skrzynki na listy albo znajdujemy je przytroczone 'promocyjnym' sznurkiem do naszego samochodu co rano, ew. nadziewamy się na nie w autobusie...

Spójrzmy jeszcze na ten problem z innej perspektywy, tj. czy na pewno przeciętny obywatel musi być w każdej sytuacji 'konsumentem'? Doradca zakupów - to obecnie stanowisko w wielu firmach. Zakupami, negocjacjami, porównywaniem jakości produktów - nie może się bowiem obecnie zajmować byle kto.

Czy więc reklama w miejscu publicznym nie jest 'wynoszeniem pracy do domu'?
Już dziś istnieje nie tylko jeden, ale cała gama serwisów internetowych służących 'szeregowym śmiertelnikom' w wyborze mydła czy kremu. Głównym powodem dla których o nich wspominam jest potrzeba rynku na którą odpowiadają.

Tak więc reklama - która jest przede wszystkim rzetelną informacją o produkcie - jak najbardziej tak, ale tak jak w drodze do domu nie interesują nas wyniki fiskalne spółek węglowych z roku 1970, zdjęcia patroszonych kóz czy też listingi programów komputerowych które wymagają pilnych poprawek - w przestrzeni publicznej jest po prostu zbędnymi śmieciem.

Typowy obywatel jako jednostka nie powinien też 'samodzielnie' kształtować rynku. Nie dlatego że mu nie wolno - ale podobnież jak samodzielna próba naprawy reaktora jądrowego - może to przynieść więcej szkód niż pożytku.
Jako funkcjonujący przykład podam tu rynek odzieży roboczej, bo na tym polu można dostrzec radykalną przemianę polskiego rynku.
Za dobór odzieży roboczej, pod kątem zarówno jakości jak i dopasowania do wykonywanej pracy przez lata odpowiedzialni byli sami robotnicy. Efekty tego były na tyle marne, że źle dobrana bądź nie spełniająca wymogów jakości odzież miast chronić - często była głownym powodem wypadków w pracy.
I w drugą stronę, producenci podążając za rynkiem nie byli gotowi na np. przedstawienie dokładnych kart charakterystyk wytrzymałości materiałów z których była zrobiona ta odzież. 'ciuchy do pracy' były przeważnie 'byle czym'.

W pewnym momencie historii nastąpił jednak zwrot. Za bezpieczeństwo pracy odpowiadać zaczął pracodawca, i na nim też zaczął ciążyc obowiązek doboru oraz _zakupu_ odzieży roboczej. Innymi słowy nastąpił koniec rynku 'kowalskiego' a decyzje zaczęły podejmować zakłady pracy, w sposób zupełnie odmienny - zakupy, badania, testy, reklamacje - były wykonywane przez zakład, przez zatrudnionych do tego specjalnie wyszkolonych fachowców, opierających swoje decyzje nie tylko na swoim widzimisię , ale również na określonych przepisami prawa wytycznych.

Można powiedzieć że tym samym skończyła się 'wolność' ubioru robotnika. Jednak wolność ta paradoksalnie pozostała - jeśli robotnik chce chodzić w pracy w galotach innego koloru czy kroju, może to oczwiście robić - o ile odzież ta spełnia jakościowe oraz funkcjonalne wymogi przewidzane przepisami prawa - a to zakłada iż może on nawet na swoją własną odpowiedzialność założyć coś tak nieprzepisowego jak dresy.
Gdzie więc różnica? Wpływ dużych korporacji, które same doskonale znają prawa rynku - jest ogromny. Spadły ceny, poprawiła się jakość. Nikomu nie opłaca się ryzykować handlować bublem bo ryzykuje zwrotem reklamacyjnym i pozwem już nie ze 'śmiertelnikiem kowalskim' dla którego 20sto letni proces sądowy o lipne gacie to jakaś abstrakcja , lecz z dużymi firmami dla których wszczęcie takowego oznacza po prostu kilka kliknięć myszką po których analityk przysyła nam trzeźwą korektę do bilansu a bank udziela kredytu na prawników na podstawie opinii biegłych bez wahania.
Nikt nie szafuje marżą czy nie inwestuje milionów w fałszywą reklamę bo zakupów dokonują profesjonaliści których pensja ma kilka zer na końcu a wykształcenie potrzebne na zajęcie stanowiska zdobywali latami...
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>> pytanie czy zakaz reklamowania się nie okazałby się zamachem na wolność słowa.
>Czy zakaz spacerowania z psem po autostradzie... Czy zakaz jazdy autem po chodniku... Czy wywieszka 'zakaz spożywania lodów' to jakiś zakus na wolność...
Trzy razy tak. Bo przecież choć zakazy te są uzasadnione, to przecież wolność de facto ograniczają.

Co innego ze słowem, którego żadne użycie samo w sobie nie ma mocy sprawczej.
.

Wróć do listy wątków działu Społeczeństwo i kraj
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365