 |
barbarzyństwo miejskich przestrzeni Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Społeczeństwo i kraj
| Napisano | Autor | Tytuł | | 31-01-2015 20:32 | Arminius (25555 punktów) | barbarzyństwo miejskich przestrzeni
3 na 3 | Bezwzględnym, brutalnym i jakże egoistycznym panem miejskich przestrzeni w Polsce jest samochód. Poczynania małych kierowców obydwojga płci siedzących za kierownicami swoich wielkich aut, nerwowo mierzących wzrokiem otoczenie, nieustannie się spieszących, terroryzujących innych uczestników ruchu drogowego - nasuwają skojarzenia z tolkienowskimi trollami. Piesi i rowerzyści w polskiej rzeczywistości to bracia absolutnie mniejsi, obywatele trzeciej kategorii, co do których wiadomo jest, iż muszą uznać swój na poły niewolniczy status, bo jak nie - to skończą rozjechani na przejściach dla pieszych czy scieżkach rowerowych przez pędzące z wyciem wehikuły. Chodzenie ulicami polskich miast coraz częściej przypomina przemykanie się wąskimi szczelinami, łaskawie pozostawionymi przez parkujących wszędzie z bezczelna beztroską kierowców. Od 1983 r. funkcjonuje idiotyczny przepis umożliwiający parkowanie na chodnikach. Ze skutkami jak wyżej. Bardzo często parkujące auta zajmują 70-80 % powierzchni chodnika, zmuszając przechodniów do ekwilibrystycznego manewrowania pomiędzy nimi a ścianami domów. Rozpaczliwa sytuacja dopełniania jest polityką władz (samorządowych i państwowych), które wogóle nie uwzględniają interesów innych (niż kierowców) uczestników ruchu drogowego. A przecież w krajach które wyznaczają - także i w tym zakresie - modele postępowań, już od pewnego czasu kierowców się prześladuje. Tak, to nie pomyła, prześladuje się ich na różnorakich płaszczyznach, sugerując porzucenia auta i dołączenie do rosnącej w siłę armii pieszych i rowerzystów. W takich miastach jak Kopenhaga, Amsterdam, Hamburg, Helsinki, wprowadza sie cały szereg ograniczeń związanych z poruszaniem się autem po mieście. Staje się ono coraz droższe(opłaty za wjazd do miasta, bardzo drogie parkingi), coraz bardziej niedogodne(możliwość wjazdu do określonych sektorów miasta tylko w określone dni czy w określonym czasie), coraz bardziej ryzykowne. Tak, tak, ryzykowne. Bo jeżeli stopniowo przyjmuje się formułę, iż kierowca jest zawsze winien ( w starciu z pieszym)- to jazda autem staje się bardziej ryzykowna. Równoczesnie rozwija się sieć dróg rowerowych, ciągi komunikacji pieszej oraz komunikację zbiorową. Tymczasem w Polsce nadal jest powszechnym myślenie sprowadzające się do tezy: usprawnijmy samochodowe ciągi komunikacyjne. Tak jakby było to rozwiązanie problemu! Zmodernizowana droga samochodowa przyciąga więcej samochodów i problem robi się większy. Czy to takie trudne do zrozumienia? Chyba tak, chyba mentalnie jesteśmy ciągle jescze dzieś w epoce gomułkowksiej. Niedawno zdarzyło mi się tłumaczyć znajomemu, iż parkowanie na chodnikach to skandal, bo chodnik powinien być bezwzględnie przestrzenią pieszego. Po 20 minutach dałem sobie spokój. Nie zostałem zrozumiany. Bo przecież oczywistym bylo da tegoż człowieka, iż jak jest chodnik to można/należy na nim parkować auto. Nie zdołałem przełamać patologicznego przyzwyczajenia, które stało się u niego druga naturą. Pozostaje tylko mieć nadzieję, iż może jednak coś w końcu drgnie i rozpocznie się długi - i jakże konieczny - proces detronizacji auta polskiego. Tymczasem warto poczytać jak to jest u tych bardziej cywilizowanych. denmark.dk(*)cture/a-place-for-pedestrians/www.newurbanism.org/pedestrian.html | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
4 na 4 | hamp (3461 punktów) | >Od 1983 r. funkcjonuje idiotyczny przepis umożliwiający parkowanie na chodnikach. Ze skutkami jak wyżej. Bardzo często parkujące auta zajmują 70-80 % powierzchni chodnika, zmuszając przechodniów do ekwilibrystycznego manewrowania pomiędzy nimi a ścianami domów. Faktycznie w wielu miejscach chodniki są zbyt wąskie aby było dla nich miejsce i dla pieszych i dla samochodów, ale w równie wielu są dość szerokie, aby kosztem części chodnika utworzona była mała zatoczka do parkowania. Prawo zawiera również zapis, że na chodniku musi pozostać 1,5 metra miejsca dla pieszych - dopiero wtedy można domagać się zmiany miejsca postoju. Prawdziwym problemem jest nie ten przepis, lecz beznadziejne zagospodarowanie przestrzenne polskich miast, które jest zbyt ciasne. Zwyczajnie nie ma miejsca do parkowania ani możliwości stworzenia go. Jedyne co pozostaje to parkować na chodnikach lub bezpośrednio na ulicy, tworząc na niej ruch wahadłowy. Tak czy inaczej ktoś ma przesrane, ale to nie jest wina kierowców tylko ludzi odpowiedzialnych za planowanie. Wprowadzenie stref ograniczających ruch samochodowy również jest jakimś rozwiązaniem, ale w Polsce jeszcze długo się nie przyjmie. Zresztą w Niemczech głównym powodem wprowadzenia tych zmian był zbyt duży poziom zanieczyszczeń w centrach miast, nie dobro pieszych żeby wjechać do danej strefy należy posiadać auto wydzielające odpowiednio niską ilość spalin).
|
|
5 na 5 | Selanos (12869 punktów) | Nadal odnoszę wrażenie, że w Polsce dostaje się wszystkim po równo, to taka nasza, rodzima wersja egalitaryzmu  W moim mieście władze wzięły się za usprawnianiu ruchu i poprawę bezpieczeństwa na drogach, a że to jest Polska, to wyszło jak wyszło. Nastawiali wszędzie świateł, ruch samochodowy nie jest już płynny tak jak przed usprawnieniami, teraz jest wahadłowo-dwukierunkowy, za to piesi w prezencie mają światła nawet tam, gdzie samochodów jest mało, nawet w godzinach szczytu. Większość czasu spędzam teraz w Sosnowcu i tam widzę to samo - dzika droga, dzikie światła, dziki chodnik, dzikie skrzyżowania i dzikie zakręty. No i jeszcze dzikie krzaczory które zasłaniają przejścia dla pieszych i rosną przy zjazdach na drogi podporządkowane. Nie wiem czy w innych krajach też tak jest, ale mnie na drodze jest źle bez względu na to czy jestem kierowcą, czy pieszym. Na jednym z niedawno unowocześnionych rond w Jastrzębiu jako pieszy, muszę patrzeć na trzy strony czy mnie nie rozjadą. Za to jak w tym samym miejscu chcę z jednej drogi skręcić na rondo, to muszę patrzeć na dwie drogi i dwa przejścia dla pieszych. To nie jest normalne. Człowiek ma tylko dwoje oczu, a znaczna część ludzkości ma kiepską podzielność uwagi. Jeśli chodzi o parkowanie na chodniku, to bez względu na to jak bardzo bym się nie wkurzał kiedy muszę łazić po zabłoconej, zasranej przez pieski trawie bo na chodniku stoi samochód, to ja to rozumiem, bo nie ma parkingów. Być może w krajach zachodnich zrozumieli nieco wcześniej, że parkingi muszą być, bo mieli samochody, u nas niestety nawet na osiedlach z lat 70/80 parkingów brak, o centrach miast nie wspominając. A można budować - podziemne, piętrowe... Władze są jakie są, za to ludzie na drogach chyba troszku się odchamili i ukulturalnili. To moje bardzo subiektywne odczucie, ale wydaję mi się, że ostatnio coś częściej kierowcy puszczają pieszych na pasach.
|
|
 | 2 na 2 | Rafał Poniecki (7132 punktów) | > > To moje bardzo subiektywne odczucie, ale wydaję mi się, że ostatnio coś częściej kierowcy puszczają pieszych na pasach.<<Bo my kulturę mamy wyssaną z mlekiem ...od wściekłej krowy.
|
|
 | | GrzeTor (1279 punktów) | W Polsce jak się buduje centrum biurowe, to typowo robi się parkingi dla około 1/4 samochodów. To jest zgodne ze średnią - ile osób porusza się komunikacją miejską, a ile samochodami, ale niekoniecznie zgodne z charakterystyką danej firmy, która jest w takim centrum biurowym.
|
|
1 na 1 | Rafał Poniecki (7132 punktów) | >> W takich miastach jak Kopenhaga, Amsterdam, Hamburg, Helsinki, wprowadza sie cały szereg ograniczeń związanych z poruszaniem się autem po mieście. << A jak wygląda dojazd do centrów tych miast, bo coraz wiecej ludzi mieszka na przedmieściach? Domyślam się, że mają dobrze rozwinięty transport publiczny, ale o tym w filmikach ani słowa.
|
|
 | 1 na 1 | Arminius (25555 punktów) | coraz więcej ludzi wraca | "A jak wygląda dojazd do centrów tych miast, bo coraz wiecej ludzi mieszka na przedmieściach? Domyślam się, że mają dobrze rozwinięty transport publiczny, ale o tym w filmikach ani słowa".
Transport publiczny mają dobrze rozwinięty. Ale to nie jest najistotniejsze. Ważniejsze jest to, iż - po uczynieniu miasta "pedestrian friendly" - ludzie zaczynają wracać do jego centrum z przepełnionych suburbiów funkconujących na jego obrzeżach. Bardzo wyraźnie trend ów zarysował się w Kopenhadze - gdzie rok 2003 był momentem owego przełomu. Na marginesie: mieszkanie poza miastem w polskich warunkach - w sytuacji gdy nasze centrum życiowe jest jednak w mieście (szkoły, szpitale, sklepy, miejsce pracy, kina, rozrywka itd) jest koszmarnym scenariuszem, który ciągle fundują sobie rzesze naiwnych Polaków. A później co dzień spędzają w korkach po 2-3 godz dojeżdzając do miasta i wracając z niego( jaka to wielka ilość czasu marnowana) i jeszcze za to słono płacą, także swoim stresem i nerwami.
|
|
1 na 1 | DyktaFon (9281 punktów) | Odp: barbarzyństwo miejskich przestrzeni | Jak krytykujemy, to może i ja coś dodam?  Jestem tylko kierowcą i pieszym, więc nie wiem wszystkiego... Ale np. jako kierowca jeżdżę w mieście tak średnio 2-3x więcej, niż powinienem. Co z punktu widzenia miasta wygląda, jakby kierowców było 2-3x więcej, niż jest ich w rzeczywistości. A to dlatego, ponieważ żeby nieraz dojechać na uliczkę obok muszę objechać pół miasta. Tak inteligentnie poorganizowano ulice, że w mieście, w którym się urodziłem i znam je "od zawsze" muszę nieraz nieźle się nagłowić, jak gdzieś dojechać. Przypuszczam, że przyjezdni jeżdżą w tym czasie pewnie 4-5 x więcej. Czyli ruch nie wzrósł aż tak, jak to się wydaje. Tylko nie da się jeździć optymalnie. Często, aby skrócić sobie drogę, jadę własną trasą, małymi uliczkami, a nie tymi wyznaczonymi przez zarządców (bo te są na tyle zakorkowane, że stałbym tam 2-3x dłużej). Ale przybysz spoza miasta nie jest w stanie tak pojechać. I to on traci najwięcej. A miasto jest zakorkowane bardziej na życzenie zarządców ruchu, niż z przyczyn obiektywnych.
|
|
| Marian M. (108 punktów) | Witam.
Ja jestem uczestnikiem ruchu zarówno jako kierowca, pasażer komunikacji miejskiej, pieszy jak i rowerzysta. Od czasu do czasu zdarza mi się rozważać prezentowany problem i każdorazowo nasuwa mi się jedna konkluzja: jeżdżę częściej samochodem niż innymi środkami transportu, bo to jest wygodne. Jestem w stanie nawet płacić więcej za paliwo i parkingi, byle móc korzystać z tej wygodniejszej formy transportu.
Co do konfliktów pomiędzy tymi grupami uczestników ruchu, to też sprawa wydaje mi się prosta. Po pierwsze jednym z większych czynników stresogennych dla ludzi są inni ludzie (analogiczna sytuacja zachodzi w sklepie, jeśli kilka osób musi konkurować o jeden towar). Po drugie kierowcy bywają uprzywilejowani, bo w sytuacjach konfliktowych, w których nasze wypracowane normy społeczne zostają zastąpione przez bardziej pierwotne instynkty, częściej wygrywa silniejszy. Po trzecie wreszcie, utopijna jest dla mnie wiara w to, że wszyscy ludzie zaczną nagle postępować wobec siebie przyzwoicie, a normy kulturowe zagłuszą nasze wszystkie instynkty. Owszem, uważam, że warto o tym uczyć i to już od najmłodszych lat, ale może okazać się, że najbardziej realnym i skutecznym rozwiązaniem będzie odseparowanie od siebie dróg dla samochodów, rowerzystów, pieszych i autobusów i poprowadzenie ich tak, aby jak najrzadziej się przecinały. Z drugiej strony takie odseparowanie może mieć odwrotne do zamierzonych konsekwencje i prowadzić do pojawienia się jeszcze większego stresu, jeśli do sytuacji konfliktowej już dojdzie. Jako rozwiązanie IMO najbardziej optymalne wskazałbym zarówno edukację jak i odseparowanie dróg, ale tylko w najbardziej newralgicznych i uczęszczanych miejscach.
Pozdrawiam, Marian M.
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|