 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Społeczeństwo i kraj
| Napisano | Autor | Tytuł | | 18-04-2015 17:58 | Christopher CJ Jozwiak (20202 punktów) (zablokowany) | Dom samotnego samobójcy
5 na 5 | Mamy domy samotnej matki - gdzie kobieta z dzieckiem, której nie stać na utrzymanie - a nie ma nikogo kto mógłby jej pomóc, może się zgłosić.
Nie mamy natomiast (nie ma/ nie było nigdy w historii świata?) domów samotnego samobójcy, gdzie osoba która nie ma nikogo kto pomógłby jej [dał/ sprzedał broń, itp.] w pewnym/udanym zakończeniu swojego żywotna (z dowolnej przyczyny, jak brak pieniędzy na godne życie) mogłaby profesjonalnie - skutecznie i ~bezboleśnie - się zabić/ poddać eutanazji.
Być może instytucje takie zapobiegłby sytuacją jak m.in. ostatni przypadek pilota, który rozbijając samolot, zabił poza sobą ~150 osób które raczej wszystkie chciały żyć // a z pewnością zmniejszyłyby sumę cierpienia na świecie.
Na gruncie darwinizmu społecznego/ kapitalizmu - najbardziej efektywnego sposobu rozwoju cywilizacji - jest to raczej niepodważalne. | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
1 na 1 | -jad- (18783 punktów) | >Być może instytucje takie zapobiegłby sytuacją jak m.in. ostatni przypadek pilota, który rozbijając >samolot, zabił poza sobą ~150 osób które raczej wszystkie chciały żyć
Wątpię. Chyba, że istniałyby domy, w których można zabić siebie + 150 przypadkowych osób.
Zastanowić się też trzeba, jak często podobne sytuacje się zdarzają a z tego, co wiem, nieczęsto.
To daje przyczynek do dyskusji o tym czy jakieś, choć drastyczne, to jednostkowe przypadki powinny powodować zmianę przepisów. Ja uważam, że nie. Niestety nie wszystko można przewidzieć i nie przed wszystkim można się uchronić.
Jaskinia Trolli team
|
|
1 na 1 | diogenes (42753 punktów) | > Nie mamy natomiast (nie ma/ nie było nigdy w historii świata?) domów samotnego samobójcy...Może coś z arteterapii... Paul Cézanne, Dom wisielca, 1873: 
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
 | |
|  | 5 na 5 | diogenes (42753 punktów) | > thisgivesm(*)-don-ritchie-angel-of-the-gap/ Cytat:Ritchie's warmth and gentleness would defuse the situation. People would reconsider their decision to end their lives. Wiele "ostatecznych" decyzji okazuje się być zbyt pochopnymi, skoro z pozoru tak słabe argumenty jak czyjeś warmth czy gentleness zmieniają biografię. I co ciekawe, nie są to argumenty "racjonalne". W Micie Syzyfa Camus napisał: Cytat:Sąd ciała wart jest sądu umysłu, a ciało cofa się przed nicością. Przywykliśmy żyć, zanim przywykliśmy myśleć. Wiele argumentów racjonalnych można przywołać, by skończyć ze sobą (myślę, że każdemu chodzi to po łbie), ale ciało sądzi inaczej i dlatego większość z nas żyje lub udaje, że żyje. Podejrzewam, że sąd ciała jest mocniejszy od sądu umysłu.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
| |  | 2 na 2 | Hodża (11172 punktów) | > Wiele "ostatecznych" decyzji okazuje się być zbyt pochopnymi, skoro z pozoru tak słabe argumenty jak czyjeś warmth czy gentleness zmieniają biografię. I co ciekawe, nie są to argumenty "racjonalne". W Micie Syzyfa Camus napisał:> Cytat:Sąd ciała wart jest sądu umysłu, a ciało cofa się przed nicością. Przywykliśmy żyć, zanim przywykliśmy myśleć. To piękny cytat, wart powtarzania i bardzo prawdziwy. Kiedyś już tu o tym pisałem, miałem okazję kiedyś dzielić kwaterę z pewnym studentem medycyny, który nie omieszkał podzielić się ze mną dość specjalistyczną wiedzą n.t. samobójstw i tego, jak to w ostatniej chwili wielu z tych biedaków walczy o życie - bo właśnie umysł swoje, a ciało posiada swoje odruchy i tego się nie zmieni. Kiedyś też w radiu słyszałem wypowiedź pewnego odratowanego człowieka, który skoczył - mówił, że w chwili, gdy leciał, nagle miał wrażenie, jakby oprzytomniał i doznał trwogi w obliczu śmierci. Stąd może bierze się to, że, podobno, ci odratowani przeważnie nie ponawiają próby (chociaż "odratowani" to nie jest dobra kategoria, bo przecież osoby cierpiące na jakieś poważne i trwałe zaburzenia to jeszcze inna historia). W przytoczonym przez mnie przypadku człowieka, który, jak się sądzi, uratował od samobójstwa ponad setkę osób (być może było to nawet kilkaset - doprawdy, nie ma tu kryterium, które by mogło tę liczbę sprecyzować) zagrało kilka czynników: bodziec informacyjny w postaci niespodziewanego gościa (samobójcy, ci zdeterminowani, zazwyczaj do popełnienia takiego czynu poszukują miejsc odosobnionych), który narzuconą rozmową zakłócił destrukcyjny proces myślowy; ale też i poczęstunek w postaci ciepłej herbaty. Czasem osobie zbliżającej się do krytycznego punktu może pomóc zasilenie organizmu kaloriami, podniesienie nastroju kofeiną, gorzka czekolada jest też takim antydepresantem, który może spowodować zbawienną poprawę u niektórych. Dramat samobójstwa można i należy rozpatrywać również na poziomie biochemii: doskonale wiadomo, że istnieją substancje, które nawet u osoby całkiem zdrowej i nie wykazującej żadnych samobójczych skłonności mogą wywołać taki nastrój, i to w takim natężeniu, które doprowadza do zamachu na własne istnienie. > Wiele argumentów racjonalnych można przywołać, by skończyć ze sobą (myślę, że każdemu chodzi to po łbie), ale ciało sądzi inaczej i dlatego większość z nas żyje lub udaje, że żyje. Podejrzewam, że sąd ciała jest mocniejszy od sądu umysłu.Chociaż bywa i tak, że cierpienie ciała doprowadza do samobójstwa, wbrew woli umysłu. Często w przypadku nieuleczalnych, powodujących wielkie cierpienia chorób, ale nie tylko. Mam w pamięci relację polskiego marynarza, który wszedł na pokład brytyjskiej łodzi podwodnej, która zatonęła w jakimś brytyjskim porcie. Przez kilka dni podejmowano próby, aby wydobyć ją na powierzchnię (nastąpiła awaria pneumatyki komór balastowych). Kiedy się to w końcu udało, cała załoga była już martwa. Powiedział, że tego widoku nie zapomni nigdy. Większość się powiesiła na paskach swoich spodni, kilku poderżnęło sobie gardła brzytwami. Ciekaw byłbym w tym miejscu opinii duchownych rzymskokatolickich, czy był to ich zdaniem grzech.
Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
|
|
1 na 1 | Hodża (11172 punktów) | > Nie mamy natomiast (nie ma/ nie było nigdy w historii świata?) domów samotnego samobójcy, gdzie> osoba która nie ma nikogo kto pomógłby jej [dał/ sprzedał broń, itp.] w pewnym/udanym zakończeniu> swojego żywotna (z dowolnej przyczyny, jak brak pieniędzy na godne życie) mogłaby profesjonalnie -> skutecznie i ~bezboleśnie - się zabić/ poddać eutanazji.Nie jesteś na bieżąco. pl.wikipedia.org/wiki/DignitasDo tej pory klinika wysłała na tamten świat kilka tysięcy osób z rozpoznanymi różnego rodzaju chorobami, powodującymi nieznośne i odbierające wolę życia cierpienie. To dość pojemna kategoria, zważywszy na to, że np. pozwolono na asystę przy samobójstwie kilku osób w podeszłym wieku, całkowicie i nieodwracalnie zniedołężniałych, zmęczonych życiem. Czytałem jakiś czas temu na Guardianie poruszający reportaż z eutanazji terminalnie chorej kobiety w Holandii, matki gromadki dzieci, zaaranżowanej na wspólną rodzinną uroczystość (tak często sobie tego życzą obie strony - rodzina i osoba odchodząca). To szalenie kontrowersyjne i osobiście uważam, że eutanazja nie powinna być dozwolona, natomiast powinna stanowić okoliczność łagodzącą aż do całkowitego zaniechania pociągania do odpowiedzialności osoby pomagającej (istnieje bowiem groźba nadużyć, są zresztą już sygnały ostrzegawcze, że mogły takowe już mieć miejsce), ale też nie można zaprzeczyć, że w wielu przypadkach ponad wszelką wątpliwość stanowi trudny i szlachetny akt miłosierdzia. Nie przypadkowo średniowieczni rycerze nosili mizerykordie. Jak mawiali Rzymianie, porta semper aperta est. A Polacy - jeszcze w zielone gramy.
Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|