Racjonalista - Strona głównaDo treści
Czy każdy prezydent to marionetka??

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Społeczeństwo i kraj
NapisanoAutorTytuł
19-04-2015 12:39Arturkrzysztof (67 punktów)Czy każdy prezydent to marionetka??
Ocena 1 na 3
Wyobraźmy sobie,ze wyborów nie wygra ani Komorowski ani Duda, czyli przedstawiciele dwóch największych partii. Ale wybory wygrywa Kukiz lub Wilk,ewentualnie Korwin. Następnie, któryś z nich jako prezydent desygnuje nowego premiera a ten przedstawia propozycję składu rady ministrów. Potem premier musi zwrócić się do posłów z wnioskiem o votum zaufania. Sejm uchwala votum lub nie.Można się spodziewać,że nie! Wobec czego inicjatywa budowania rady ministrów przechodzi do sejmu ( gdzie urzędują nasi starzy znajomi) a ten wybiera nowego premiera i przedstawiony przez niego skład rządu. Nowemu prezydentowi pozostaje jedynie przypieczętować to swoim autografem, gdyż nie może już ingerować w skład rządu. Tak mówi konstytucja. Mając powyższe na uwadze, obojętnie kto by nie został prezydentem nadal będzie marionetką w rękach rządzącej koalicji.
Czy ja to dobrze rozumuję???
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Abdullah (1241 punktów)
Konstytucyjna rola prezydenta RP jest ścisłe określona i w konstytucji RP można dokładnie wyczytać jakie są prerogatywy głowy państwa.

Po takiej analizie należałoby też przeczytać obietnice obecnych kandydatów i pomysleć na temat ich znajomosci roli do której aspirują.

Tak wiec masz racje - prezydent RP jest stanowiskiem o dość ograniczonym zakresie władzy - i bliżej mu do Elżbiety II niż do Baracka Obamy. (Przynajmniej w kwestii funkcji politycznej)
Jednakże użycie sformułowania marionetka jest nad wyraz niestosowne bo znakomita większość prezydentów prowadziła własna politykę w ramach dopuszczalnych przez konstytucje. Choć czasem była ta konstytucja "falandyzowania". Automatyczna emerytura prezydencka pozwala im na pewna dozę niezależności od szefa partii z której sie wywodzą.
20-04-2015 21:35 
 Ocena 1 na 1
Grzegorz (5685 punktów)
>Jednakże użycie sformułowania marionetka jest nad wyraz niestosowne bo znakomita większość prezydentów prowadziła własna politykę w ramach dopuszczalnych przez konstytucje. Choć czasem była ta konstytucja "falandyzowania".

Tak dla ścisłości - spora część "falandyzowania" odbywała się w ramach innej konstytucji. Czyli zanim została podpisana Mała Konstytucja, znacząco zmniejszająca uprawnienia prezydenta... zresztą można podejrzewać że uchwalający Małą Konstytucję zainteresowali się uprawnieniami prezydenta właśnie z tego powodu.

Potem ciężko powiedzieć o jakimkolwiek prowadzeniu własnej polityki. Bo trudno uznać za coś takiego współzawodnictwo o przywództwo w SLD między Kwaśniewskim a Millerem ("szorstka przyjaźń), czy namiętne zgłaszanie weta przez Kaczyńskiego kiedy premierem przestał być jego brat.
Wenancjusz (16441 punktów)
>Wyobraźmy sobie,ze wyborów nie wygra ani Komorowski ani Duda, czyli przedstawiciele dwóch
>największych partii. Ale wybory wygrywa Kukiz lub Wilk,ewentualnie Korwin. Następnie, któryś z nich
>jako prezydent desygnuje nowego premiera a ten przedstawia propozycję składu rady ministrów. Potem
>premier musi zwrócić się do posłów z wnioskiem o votum zaufania. Sejm uchwala votum lub nie.Można
>się spodziewać,że nie! Wobec czego inicjatywa budowania rady ministrów przechodzi do sejmu ( gdzie
>urzędują nasi starzy znajomi) a ten wybiera nowego premiera i przedstawiony przez niego skład rządu.
>Nowemu prezydentowi pozostaje jedynie przypieczętować to swoim autografem, gdyż nie może już
>ingerować w skład rządu. Tak mówi konstytucja. Mając powyższe na uwadze, obojętnie kto by nie został
>prezydentem nadal będzie marionetką w rękach rządzącej koalicji.
>Czy ja to dobrze rozumuję???

Chyba prawie dobrze. Konstytucja ujmuje stanowisko prezydenta jako reprezentanta-strażnika Konstytucji, bez mocy decyzyjnego wpływu na bieg politycznych zdarzeń. I nie ma co się szamotać o takie określenie, bo praktyka pokazuje, że rzeczywiście jest tylko stróżem żyrandola. Czyli.....po cholerę potrzebny jest taki człowiek któremu się płaci grube pieniądze i jego sztabowi masy ludzi, który i tak wygłasza swoje zdanie nie ogółu, ale nie ma mocy by go słuchano z uwagą (vide ostatnie spotkania Komorowskiego w czasie objazdu po Polsce, gdzie został wygwizdany). Temat jest rozległy też i stąd, że Senat jest tak samo niewidoczny i praktycznie niepotrzebny, co pokazuje rzeczywistość. Nie pokazał potrzeby swego istnienia. Pozdrawiam zwłaszcza przeciwników mojej opinii.


Ich bin besser als mein Ruf
22-04-2015 19:59 
 Ocena 1 na 1
sztejkat (4743 punktów)
Oba, i prezydent i senat stanowią przeciwwagę dla rozpasania parlamentu. I nawet jeśli jedyną ich funkcją byłaby rola Wielkiego Hamulcowego to byłaby to rola godna uwagi.

Pozdrawiam,


Tomasz Sztejka

Wróć do listy wątków działu Społeczeństwo i kraj
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365