 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Społeczeństwo i kraj
| Napisano | Autor | Tytuł | | 24-06-2015 13:55 | vifix (2315 punktów) | Likwidacja gimnazjów
1 na 1 | Bardzo często słyszę postulat głoszący, że należy zlikwidować gimnazja. Niespecjalnie rozumiem te propozycje bo nie widzę niczego złego a gimnazjach, a nawet widzę dobrą stronę. A jakie jest Wasze zdanie? Należy przywrócić poprzedni system, a jeśli tak to dlaczego? | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
3 na 3 Quetzalcoatl (2779 punktów) (zablokowany) | >Bardzo często słyszę postulat głoszący, że należy zlikwidować gimnazja. Niespecjalnie rozumiem te propozycje bo nie widzę niczego złego a gimnazjach, a nawet widzę dobrą stronę. A jakie jest Wasze zdanie? Należy przywrócić poprzedni system, a jeśli tak to dlaczego?
Problemem nie jest gimnazjum samo w sobie, lecz jego rejonowy charakter. W takiej formie szkoła ta skupia w sobie wszystkie negatywne cechy rejonowej szkoły podstawowej, nie dając w zamian pozytywnych bodźców. Znam kilku nauczycieli pracujących w gimnazjach rejonowych i wszyscy oni podkreślają, że fatalnym posunięciem było wyodrębnienie rejonowego gimnazjum z rejonowej podstawówki, ponieważ od tego czasu uczniowie przychodzący do gimnazjum rejonowego nie są znani uczącym tam nauczycielom (nie było tak za czasów podstawówki ośmioklasowej, w której nauczyciele uczący w starszych klasach zazwyczaj znali - nie tylko z widzenia, ale i z rad pedagogicznych - uczniów, którzy pierwszy raz pojawiali się u nich na lekcjach).
Zupełnie inaczej wygląda sprawa z gimnazjami nierejonowymi (przeważnie są to szkoły dwujęzyczne). Raczej nie ma do nich dostępu młodzież niezaintersowana nauką, a zwłaszcza patologiczna, ponieważ przyjmowani są tylko ci, którzy są w stanie sprostać określonym wymogom edukacyjnym. Tym samym szkoły takie "oczyszczone" są z jednostek negatywnie wpływających na grupę, a często poważnie zaburzających jej pracę. Szkoła nierejonowa, czyli "filtrująca" nabór (przyjmuje najlepszych spośród zgłaszających się), zwykle sprzyja rozwijaniu wszelakich zainteresowań, ponieważ ucząca się w niej młodzież obraca się w kręgu rówieśników będących na wyższym poziomie umysłowym i kulturowym niż w szkołach, do których przychodzi każdy, kto tylko mieszka w pobliżu.
Co się tyczy pytania o przywrócenie poprzedniego systemu, to nie sądzę, aby był to dobry pomysł. W tamtym systemie każde dziecko skazane było na rejonowe towarzystwo przez osiem lat nauki, obecnie teoretycznie przez dziewięć, ale po sześciu latach niejednemu udaje się wyrwać z tego środowiska. Moim zdaniem warto byłoby się raczej zastanowić nad rozwojem szkolnictwa nierejonowego, bo to zawsze wpływa pozytywnie na podwyższenie ogólnego poziomu umysłowego i kulturowego młodzieży. Na wszelkie uwagi zwolenników wyrównywania szans już teraz odpowiadam, że obecny system szkolnictwa rejonowego moim zdaniem może co najwyżej wyrównywać szanse edukacyjne przez obniżenie ogólnego poziomu, a chyba nie o to chodzi.
|
|
 | | Pazel (699 punktów) | > >Problemem nie jest gimnazjum samo w sobie, lecz jego rejonowy charakter. W takiej formie szkoła ta skupia w sobie wszystkie negatywne cechy rejonowej szkoły podstawowej, nie dając w zamian pozytywnych bodźców. Znam kilku nauczycieli pracujących w gimnazjach rejonowych i wszyscy oni podkreślają, że fatalnym posunięciem było wyodrębnienie rejonowego gimnazjum z rejonowej podstawówki, ponieważ od tego czasu uczniowie przychodzący do gimnazjum rejonowego nie są znani uczącym tam nauczycielom (nie było tak za czasów podstawówki ośmioklasowej, w której nauczyciele uczący w starszych klasach zazwyczaj znali - nie tylko z widzenia, ale i z rad pedagogicznych - uczniów, którzy pierwszy raz pojawiali się u nich na lekcjach).Tu pełna zgoda. Choć zapewne mówili ci to zwykli nauczyciele, a nie ci, co wskoczyli na ciepłe posadki dyrektorów, zastępców dyrektorów, i sekretarek. www.wykres(*)-w-polsce-ostatnie-12-lat.htmlKasa misiu, kasa. > Zupełnie inaczej wygląda sprawa z gimnazjami nierejonowymi (przeważnie są to szkoły dwujęzyczne). Raczej nie ma do nich dostępu młodzież niezaintersowana nauką, a zwłaszcza patologiczna, ponieważ przyjmowani są tylko ci, którzy są w stanie sprostać określonym wymogom edukacyjnym. Tym samym szkoły takie "oczyszczone" są z jednostek negatywnie wpływających na grupę, a często poważnie zaburzających jej pracę. Szkoła nierejonowa, czyli "filtrująca" nabór (przyjmuje najlepszych spośród zgłaszających się), zwykle sprzyja rozwijaniu wszelakich zainteresowań, ponieważ ucząca się w niej młodzież obraca się w kręgu rówieśników będących na wyższym poziomie umysłowym i kulturowym niż w szkołach, do których przychodzi każdy, kto tylko mieszka w pobliżu.Częściowo masz rację, ale tylko częściowo, bo jeśli mamy jakieś gimnazjum ,,nierejonowe'' to czy da się ,,wypchnąć'' wszystkich uczniów z okolicy do gimnazjów ościennych? Ich dyrektorzy chyba nie byli by zadowoleni, że wciska im się najgorszych uczniów. Takich dwujęzycznych szkół jest zresztą b. mało, i uważam, że jeśli ktoś chciałby dzieci posyłać do tego typu szkół, to niech pierw wyśle je do dwujęzycznej podstawówki. > Co się tyczy pytania o przywrócenie poprzedniego systemu, to nie sądzę, aby był to dobry pomysł. W tamtym systemie każde dziecko skazane było na rejonowe towarzystwo przez osiem lat nauki, obecnie teoretycznie przez dziewięć, ale po sześciu latach niejednemu udaje się wyrwać z tego środowiska. Moim zdaniem warto byłoby się raczej zastanowić nad rozwojem szkolnictwa nierejonowego, bo to zawsze wpływa pozytywnie na podwyższenie ogólnego poziomu umysłowego i kulturowego młodzieży.Przesadzasz. Owszem są w różnych miastach ,,gorsze'' dzielnice, lecz mieszkają tam też ludzie nie będący patologicznymi. Przykład: osiedle w którym mieszkałem w dzieciństwie miało obszary zamieszkane zarówno przez ,,patolę'', jak i przez ludzi niepatologicznych. Dzieci z obydwu typów rodzin raczej rzadko się kolegowały, trzymały się na dystans, owszem było ,,cześć-cześć'' ale to było już raczej całe ,,spotkanie''. Cóż przynajmniej łobuzy z rodzin patologicznych nie zaczepiali nigdy ,,swoich'' z osiedla, nawet jeśli zaliczał byś się do ,,bananów''. Co do wyrywania się ze środowiska, to po za może wyraźnymi przypadkami symptomów zauważalnej demoralizacji u swych pociech niepowinno się pod żadnym pozorem zmieniać mu szkoły. Wiem bo sam to przeżyłem, rodzicom zachciało się zbudować dom, a ja pomiędzy 6 kl. podstawówki a 1 gim zmieniałem i szkołę i rówieśników z osiedla. Byłą to dla mnie osobista tragedia, bo kontakt z dawnymi przyjaciółmi się urwał, a w nowym gimnazjum zostałem powszechnie znienawidzony. Te 3 lata piekła jakie przeszedłem, zostawiły jeszcze do teraz w mej psychice ślady (a mam lat 24). Zatem, jeśli macie dzieci, a nie zauważacie symptomów demoralizacji, to nie przenoście go z rejonowej podstawówki czy gimnazjum, bo utrata przyjaciół i możliwość braku dogadania się w nowej szkole, to jedna z największych krzywd jakie można dziecku uczynić. > >Na wszelkie uwagi zwolenników wyrównywania szans już teraz odpowiadam, że obecny system szkolnictwa rejonowego moim zdaniem może co najwyżej wyrównywać szanse edukacyjne przez obniżenie ogólnego poziomu, a chyba nie o to chodzi.Dochodzi jeszcze kwestia miernej jakości wielu polskich nauczycieli i przestarzałych programów nauczania, zamiast uczuć czegoś praktycznego, uczy się je definicji i schematów, co jest niewłaściwe moim zdaniem. Co do cofnięcia się do systemu 8+4 ma to jeszcze taką zaletę, że licea odetchną, gdyż tam wtłoczono program nauczania 4 lat w 3 lata, a właściwie w 2,5 roku, nauka w liceum zawsze dla mnie sprawiała wrażenie ,,pędu'', co mnie specjalnie nie dziwiło, większość nauczycieli niekiedy jawnie sarkała na lekcjach na nieprzemyślaną reformę oświaty.
|
|
|  | Quetzalcoatl (2779 punktów) (zablokowany) | >Częściowo masz rację, ale tylko częściowo, bo jeśli mamy jakieś gimnazjum ,,nierejonowe'' to czy da się ,,wypchnąć'' wszystkich uczniów z okolicy do gimnazjów ościennych? Ich dyrektorzy chyba nie byli by zadowoleni, że wciska im się najgorszych uczniów.
Gimnazjum nierejonowe nie ma nic wspólnego z jakimkolwiek "wypychaniem" wszystkich uczniów z okolicy. Jeśli rekrutacja do szkół nierejonowych odbywa się na zasadzie konkursu (może to być średnia wyników ze świadectw, mogą to być wyniki jakiegoś egzaminu), wówczas osoby, które uzyskały najlepsze wyniki, po prostu do tych szkół idą, a ci, którym się to nie udało, zostają w rejonie. Zadowolenie dyrektorów szkół rejonowych jest przy tym czynnikiem zupełnie nieistotnym - system nie istnieje dla ich zadowolenia.
>Takich dwujęzycznych szkół jest zresztą b. mało, i uważam, że jeśli ktoś chciałby dzieci posyłać do tego typu szkół, to niech pierw wyśle je do dwujęzycznej podstawówki.
Przypuszczam, że wiele osób nie posyła dzieci do gimnazjów dwujęzycznych ze względu na samą naukę języka, lecz właśnie ze względu na możliwość "wylogowania się" z edukacji rejonowej, czynią tak więc raczej ze względu na skąpą ofertę szkolnictwa wolnego od problemów związanych z rejonizacją (a w tej ofercie są m.in. właśnie gimnazja dwujęzyczne). Propozycja wcześniejszego wysłania tych dzieci do dwujęzycznej podstawówki świadczy o braku zrozumienia, na czym problem faktycznie polega.
>Przesadzasz. Owszem są w różnych miastach ,,gorsze'' dzielnice, lecz mieszkają tam też ludzie nie będący patologicznymi. Nie napisałem, że gdziekolwiek mieszkają wyłącznie ludzie patologiczni, więc informacja, że "są w różnych miastach ,,gorsze'' dzielnice, lecz mieszkają tam też ludzie nie będący patologicznymi", jest zupełnie zbędna.
>Przykład: osiedle w którym mieszkałem w dzieciństwie miało obszary zamieszkane zarówno przez ,,patolę'', jak i przez ludzi niepatologicznych. Dzieci z obydwu typów rodzin raczej rzadko się kolegowały, trzymały się na dystans, owszem było ,,cześć-cześć'' ale to było już raczej całe ,,spotkanie''. Cóż przynajmniej łobuzy z rodzin patologicznych nie zaczepiali nigdy ,,swoich'' z osiedla, nawet jeśli zaliczał byś się do ,,bananów''.
Przykładów potwierdzających Twoją wersję lub jej przeczących można by pewnie przytaczać mnóstwo. A słyszałeś kiedyś o przemocy w szkole?
>Co do wyrywania się ze środowiska, to po za może wyraźnymi przypadkami symptomów zauważalnej demoralizacji u swych pociech niepowinno się pod żadnym pozorem zmieniać mu szkoły. Wiem bo sam to przeżyłem, rodzicom zachciało się zbudować dom, a ja pomiędzy 6 kl. podstawówki a 1 gim zmieniałem i szkołę i rówieśników z osiedla. Byłą to dla mnie osobista tragedia, bo kontakt z dawnymi przyjaciółmi się urwał, a w nowym gimnazjum zostałem powszechnie znienawidzony. Te 3 lata piekła jakie przeszedłem, zostawiły jeszcze do teraz w mej psychice ślady (a mam lat 24). Zatem, jeśli macie dzieci, a nie zauważacie symptomów demoralizacji, to nie przenoście go z rejonowej podstawówki czy gimnazjum, bo utrata przyjaciół i możliwość braku dogadania się w nowej szkole, to jedna z największych krzywd jakie można dziecku uczynić.
Widzę, że na podstawie jednostkowej decyzji Twoich rodziców o przeniesieniu Cię z jednej szkoły do innej budujesz ogólną teorię, w jakich to sytuacjach należy dzieci przenieść (zauważalna demoralizacja, a i to tylko "może"), a w jakich nie (jak rozumiem - pozostałe sytuacje). No cóż, generalizacje oparte na przypadku jednostkowym nie są zazwyczaj zbyt udane. Myślę, "misiu", że gdy sam będziesz miał kiedyś dzieci w wieku gimnazjalnym, to będziesz formułował trochę ostrożniejsze tezy o tym, w jakich to sytuacjach należy je zabrać ze szkoły, a w jakich nie. I jeszcze taka marginalna uwaga. Na podstawie tego, co piszesz o sobie, można zinterpretować Twoją edukacyjną przeszłość inaczej, niż Ty to robisz. Opisany przez Ciebie przykład ("w nowym gimnazjum zostałem powszechnie znienawidzony", "Te 3 lata piekła jakie przeszedłem") wskazuje na patologiczne tło tego, co działo się w tej szkole. Można jednak założyć, że przyczyną zła było nie tyle przeniesienie dziecka z jednego środowiska do innego (to się w końcu zdarza), ile raczej przyzwolenie na patologiczny stan (nienawiść grupy do jednostki) przez nauczycieli gimnazjum oraz przez Twoich rodziców. Przecież i jedni, i drudzy musieli wiedzieć, że jesteś odrzucony, a nawet jeśli nie wiedzieli, to też nie jest to żadną wymówką. Może szkoła nierejonowa byłaby wtedy jakimś rozwiązaniem?
>Dochodzi jeszcze kwestia miernej jakości wielu polskich nauczycieli i przestarzałych programów nauczania, zamiast uczuć czegoś praktycznego, uczy się je definicji i schematów, co jest niewłaściwe moim zdaniem.
To, o czym piszesz ("zamiast uczuć czegoś praktycznego, uczy się je definicji i schematów"), określane jest jako encyklopedyzm.
>Co do cofnięcia się do systemu 8+4 ma to jeszcze taką zaletę, że licea odetchną, gdyż tam wtłoczono program nauczania 4 lat w 3 lata...
Lekarstwem na przeładowanie programu w liceum (wtłoczenie "programu nauczania 4 lat w 3 lata") powinno być dostosowanie programu liceum w stanu realnego, a nie zmiana systemu edukacji przedlicealnej. Tę ostatnią oczywiście można rozważać, ale nie z takiego powodu. Gdy złamiesz sobie rękę, nie pakujesz w gips nogi.
|
|
| |  | | Pazel (699 punktów) | >>Gimnazjum nierejonowe nie ma nic wspólnego z jakimkolwiek "wypychaniem" wszystkich uczniów z okolicy. Jeśli rekrutacja do szkół nierejonowych odbywa się na zasadzie konkursu (może to być średnia wyników ze świadectw, mogą to być wyniki jakiegoś egzaminu), wówczas osoby, które uzyskały najlepsze wyniki, po prostu do tych szkół idą, a ci, którym się to nie udało, zostają w rejonie. Zadowolenie dyrektorów szkół rejonowych jest przy tym czynnikiem zupełnie nieistotnym - system nie istnieje dla ich zadowolenia.
W takim razie doszło do nieporozumienia, jednak sam fakt, że piszesz o takiej szkole wnioskuje, że mieszkasz w rejonie, gdzie takich szkół trochę jest. Przyznam, że pomyliłem ten typ szkoły, z rejonówką do której chodziłem. Wyjątkowość jej miała polegać na tym, że ,,pchali się tam'' uczniowie z całego miasta, ci którzy miel najlepsze średnie, i dlatego błednie to zinterpretowałem.
>>Przypuszczam, że wiele osób nie posyła dzieci do gimnazjów dwujęzycznych ze względu na samą naukę języka, lecz właśnie ze względu na możliwość "wylogowania się" z edukacji rejonowej, czynią tak więc raczej ze względu na skąpą ofertę szkolnictwa wolnego od problemów związanych z rejonizacją (a w tej ofercie są m.in. właśnie gimnazja dwujęzyczne). Propozycja wcześniejszego wysłania tych dzieci do dwujęzycznej podstawówki świadczy o braku zrozumienia, na czym problem faktycznie polega.
Jeśli głównie w ofercie są gimnazja dwujęzczne, które oferują lepszą jakość nauczania, to powinny równolegle iść z nimi takie same typy podstawówek (domyślam się, że odpiszesz że jest ich zdecydowanie mniej, ale to zapewne kwestia finansów) jak już pisałem, nie jestem zwolennikiem wyrywania dzieci ze środowiska. Gdyby chodziły od 1 klasy podstawówki do tego typu szkoły problemu by nie było.
>>Przykładów potwierdzających Twoją wersję lub jej przeczących można by pewnie przytaczać mnóstwo. A słyszałeś kiedyś o przemocy w szkole?
Oczywiście, że słyszałem i nawet doświadczyłem, lecz o tym za chwilę.
>>Widzę, że na podstawie jednostkowej decyzji Twoich rodziców o przeniesieniu Cię z jednej szkoły do innej budujesz ogólną teorię, w jakich to sytuacjach należy dzieci przenieść (zauważalna demoralizacja, a i to tylko "może"), a w jakich nie (jak rozumiem - pozostałe sytuacje). No cóż, generalizacje oparte na przypadku jednostkowym nie są zazwyczaj zbyt udane. >Myślę, "misiu", że gdy sam będziesz miał kiedyś dzieci w wieku gimnazjalnym, to będziesz formułował trochę ostrożniejsze tezy o tym, w jakich to sytuacjach należy je zabrać ze szkoły, a w jakich nie.
No patrz pan. Moi rodzice chyba mieli jakieś zaćmienie, albo nie umieli ze mną rozmawiać, bo nie zmienili mi gimnazjum.
Ale dobrze. Teraz merytorycznie: w jakich sytuacjach zależy zabrać dziecko ze szkoły? 1. Wyraźnie pogorszenie nastroju. 2. Skrajne obniżenie w nauce. 3. Popytać syna/córkę czy lubi się spotykać z kolegami/koleżankami z klasy po szkole, im gorszy będzie wynik ,,wywiadu'' z dzieckiem, tym większa możliwość opcji zmiany szkoły.
To są myślę najważniejsze punkty.
>I jeszcze taka marginalna uwaga. Na podstawie tego, co piszesz o sobie, można zinterpretować Twoją edukacyjną przeszłość inaczej, niż Ty to robisz. Opisany przez Ciebie przykład ("w nowym gimnazjum zostałem powszechnie znienawidzony", "Te 3 lata piekła jakie przeszedłem") wskazuje na patologiczne tło tego, co działo się w tej szkole. Można jednak założyć, że przyczyną zła było nie tyle przeniesienie dziecka z jednego środowiska do innego (to się w końcu zdarza), ile raczej przyzwolenie na patologiczny stan (nienawiść grupy do jednostki) przez nauczycieli gimnazjum oraz przez Twoich rodziców. Przecież i jedni, i drudzy musieli wiedzieć, że jesteś odrzucony, a nawet jeśli nie wiedzieli, to też nie jest to żadną wymówką. Może szkoła nierejonowa byłaby wtedy jakimś rozwiązaniem?
No widzisz, a to było najlepsze, najelitarniejsze gimnazjum dla uczniów ze świadectwami ,,z czerwonym paskiem''. I to właśnie najbardziej nie lubili mnie ci ,,paskowicze'' (a sam w podstawówce miałem świetne oceny, tudzież występowałem zwycięsko w konkursach i grałem w teatrzykach) zresztą oni gardzili tymi wszystkimi słabszymi uczniami, a nauczyciele faworyzowali najlepszych, czyli mogłeś zdawać olimpiady historyczne i być w nich najlepszy, ale jeśli nie lubisz matematyki, i z niej jesteś słaby to mieli cię w d**pie.
Wydaje się to być tobie pewno nieprawdopodobne, ale często to dzieci z ,,dobrych domów'' są największymi sadystami, nie ci z biednych rodzin.
>>To, o czym piszesz ("zamiast uczuć czegoś praktycznego, uczy się je definicji i schematów"), określane jest jako encyklopedyzm.
Najistotniejsze jest to, że jest tego encyklopedyzmu zdecydowanie za dużo. Na co mi wzór chemiczny kwarcu, gdy nie potrafię rozpoznać trutki na szczury?
>>Lekarstwem na przeładowanie programu w liceum (wtłoczenie "programu nauczania 4 lat w 3 lata") powinno być dostosowanie programu liceum w stanu realnego, a nie zmiana systemu edukacji przedlicealnej. Tę ostatnią oczywiście można rozważać, ale nie z takiego powodu. Gdy złamiesz sobie rękę, nie pakujesz w gips nogi.
Nadal uważam, że stworzenie gimnazjów było zbędne, dodano do tego brak reformy liceów.
|
|
| | |  | Quetzalcoatl (2779 punktów) (zablokowany) | >Jeśli głównie w ofercie są gimnazja dwujęzczne, które oferują lepszą jakość nauczania, to powinny równolegle iść z nimi takie same typy podstawówek (domyślam się, że odpiszesz że jest ich zdecydowanie mniej, ale to zapewne kwestia finansów) jak już pisałem, nie jestem zwolennikiem wyrywania dzieci ze środowiska.
Powtarzam: tu chodzi głównie o wyrwanie dzieci w wieku gimnazjalnym z edukacji rejonowej, a to jest w znacznym stopniu możliwe dzięki szkołom dwujęzycznym, bo akurat takie dominują (przynajmniej w moim rejonie).
>Gdyby chodziły od 1 klasy podstawówki do tego typu szkoły problemu by nie było.
W tym względzie tak czy inaczej nie ma żadnego problemu, więc to obstawanie przy podstawówce dwujęzycznej nie ma głębszego uzasadnienia.
>Ale dobrze. Teraz merytorycznie: w jakich sytuacjach zależy zabrać dziecko ze szkoły? >1. Wyraźnie pogorszenie nastroju. >2. Skrajne obniżenie w nauce. >3. Popytać syna/córkę czy lubi się spotykać z kolegami/koleżankami z klasy po szkole, im gorszy będzie wynik ,,wywiadu'' z dzieckiem, tym większa możliwość opcji zmiany szkoły.
>To są myślę najważniejsze punkty.
Z grubsza mogę się z tym zgodzić. Od siebie dodam tylko, że każda decyzja tego typu ma zawsze charakter indywidualny i jest bardzo trudna. To jest oczywiście truizm, ale warto o nim pamiętać.
>No widzisz, a to było najlepsze, najelitarniejsze gimnazjum dla uczniów ze świadectwami ,,z czerwonym paskiem''. I to właśnie najbardziej nie lubili mnie ci ,,paskowicze'' (a sam w podstawówce miałem świetne oceny, tudzież występowałem zwycięsko w konkursach i grałem w teatrzykach) zresztą oni gardzili tymi wszystkimi słabszymi uczniami, a nauczyciele faworyzowali najlepszych, czyli mogłeś zdawać olimpiady historyczne i być w nich najlepszy, ale jeśli nie lubisz matematyki, i z niej jesteś słaby to mieli cię w d**pie.
Opowiadasz o przypadku jednostkowym, zresztą dość chaotycznie, ale mniejsza o to. To, że w jakimś wypadku jakieś rozwiązanie się nie sprawdzi, nie oznacza jeszcze, że to samo rozwiązanie nie sprawdzi się w innych sytuacjach. Jak już wspomniałem, znam kilku nauczycieli z gimnazjów, znam też niemało rodziców, których dzieci są właśnie w wieku gimnazjalnym, jakiś czas temu sam miałem dziecko w gimnazjum. Z wyżej wspomnianych źródeł wyłania mi się zdecydowanie odmienny obraz od tego, co opisałeś (co przecież nie oznacza, że neguję Twoje wspomnienia).
>Wydaje się to być tobie pewno nieprawdopodobne, ale często to dzieci z ,,dobrych domów'' są największymi sadystami, nie ci z biednych rodzin.
Dam Ci dobrą radę, żebyś nie insynuował ludziom, których nie znasz, co im się pewno wydaje nieprawdopodobne, bo są to tylko Twoje domysły. Nigdzie też nie napisałem, że największymi sadystami są dzieci z biednych rodzin. Czytaj ze zrozumieniem i nie fantazjuj!
>Najistotniejsze jest to, że jest tego encyklopedyzmu zdecydowanie za dużo. Na co mi wzór chemiczny kwarcu, gdy nie potrafię rozpoznać trutki na szczury?
Oczywiście, że encyklopedyzmu jest zdecydowanie za dużo. Jest on też zdecydowanie szkodliwy. Są jednak i dziś osoby, które nadal jego obfitość biorą za miernik wysokiej jakości nauczania - dotyczy to zwłaszcza starszego pokolenia.
>Nadal uważam, że stworzenie gimnazjów było zbędne, dodano do tego brak reformy liceów.
W pełni zgadzam się co do kwestii braku reformy liceów, natomiast nie jestem przekonany co do zbędności stworzenia gimnazjów, ale każdy ma oczywiście prawo do własnego zdania.
|
|
1 na 1 | dajmonion (3663 punktów) | Wrzucenie nastolatka, który właśnie przechodzi trudny okres dojrzewania w zupełnie nowe środowisko, to chyba dość ryzykowne przedsięwzięcie.
dajmonion
|
|
| Wacław (1038 punktów) | >Bardzo często słyszę postulat głoszący, że należy zlikwidować gimnazja. Niespecjalnie rozumiem te >propozycje bo nie widzę niczego złego a gimnazjach, a nawet widzę dobrą stronę. A jakie jest Wasze >zdanie? Należy przywrócić poprzedni system, a jeśli tak to dlaczego?
Nie mogę oceniać gimnazjów na podstawie studium własnego przypadku bo sam kończyłem edukację jeszcze w starym systemie szkolnictwa, a syn dopiero od września zacznie kształcić się w gimnazjum. Ale z opinii znajomy i rodziny wyłania mi się następujący obraz:
- dramatyczna dysproporcja między gimnazjami publicznymi - są szkoły które powstały niejako od zera, mają nową infrastrukturę, niezłą dyrekcję starającą się zatrudniać pedagogów - mentorów (a nie nauczycieli recytujących podręczniki) i układać ciekawe programy autorskie; z drugiej strony są gimnazja "odpadowe" gdzie poziom jest katastrofalny na co składa się wiele czynników: lokalna drabinka społeczna, słaba kadra nauczycielska, kiepskie zarządzanie szkołą,
- tworzenie "elitarnych" szkół niepublicznych gdzie poziom potrafi pozostawiać wiele do życzenia, ale w wielu przypadkach bywa mocno ponad średnią pokazując w większości przypadków że mniejsze klasy i ciekawy program dają efekty chociaż z drugiej strony może być to zwyczajnie efekt tego że trafiają tam dzieci "lepsze" w sensie wyników nauki oraz posiadania rodziców którym zależy na starcie dziecka
- standardem staje się wędrowanie uczniów między szkołami tj. szkoła rejonowa w wielu przypadkach pozostawia wiele do życzenia i rodzice którzy mogą sobie na to pozwolić, a ich dzieci maja odpowiednie oceny, transferują pociechy do szkół lepszych
- tak jak kiedyś uczyliśmy się dwa razy tego samego (liceum miało tylko nieco poszerzony program w stosunku do szkół podstawowych), tak obecnie robimy to trzy razy - w szkole podstawowej, w gimnazjum i wreszcie w szkole średniej, przy czym z obserwacji większości osób bezpośrednio borykających się z tematem wyłania się obraz bardziej pobieżnego traktowania zagadnień programowych w stosunku do okresu kiedy nie było gimnazjów
Sam nie pokuszę się o zdecydowany werdykt bo jak wspomniałem moja przygoda z gimnazjami dopiero się zaczyna, jednak po raczej krótkiej dyskusji z żoną przenieśliśmy starszą pociechę do szkoły w sąsiednim rejonie bo lektura "rankingów" placówek dała nam dość dużo do myślenia. Czy jest to przesunięcie linii startu w wyścigu szczurów od dwa lata w dół? Pewnie tak ale tak działają systemy edukacji "na zachodzie" i chyba w tym właśnie kierunku zmierza nasza oświata.
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|