Racjonalista - Strona głównaDo treści
Antyklerykał

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Kościół i antyklerykalizm
NapisanoAutorTytuł
11-12-2006 15:41ateistaAntyklerykał
Odkąd symbolicznie opuściłem łono Kościoła Katolickiego postanowiłem, że mimo swojego ateizmu będę szanował wierzących szczerze i z potrzeby (choć nie rozumiem tego), byłem nawet w stanie tolerować księży. Ale teraz mam dość. Owszem ,jeśli mi się ktoś nie narzuca, to OK, ale jak mi taki katolik zacznie utrudniać życie, to dlaczego mam być wyrozumiały?. Katolikom się wydaje, że mogą atakować ateistów bezkarnie, a w momencie gdy atakuje się ich, podnoszą wielkie larum. Bo są nietolerowani, obraża się ich uczucia religijne etc. To jest naprawdę irytujące. Teraz już rozumiem antyklerykałów, bo sam rozumiem, co to znaczy zostać przez księży napiętnowanym.

Grzegorz Kobyliński (1679 punktów)Odp: antyklerykał
Nie rozumiem Twojej złości, nie podałeś żadnej przyczyny. Napisz chociaż co Ci ten ksiądz zrobił. Osobiście nigdy nie miałem żadnych problemów z klerem ani tym bardziej z osobami wierzącymi, a jest to niestety przeważająca grupa moich znajomych :/
Jarek (418 punktów)
>Nie rozumiem Twojej złości, nie podałeś żadnej przyczyny. Napisz chociaż co Ci ten ksiądz zrobił. Osobiście nigdy nie miałem żadnych problemów z klerem ani tym bardziej z osobami wierzącymi, a jest to niestety przeważająca grupa moich znajomych :/

Witajcie
W Polsce jest ok 95% wierzących i katolików, i co nie miałeś z nikim jeszcze w Polsce problemów ?
Thorvoy (6588 punktów)
Szczęściarz, mówię Ci. Szczęściarz.

Albo bardzo młody człowiek.

Albo nie wychodzi z domu.
Ojciec Dyrektor (1704 punktów)
Jestem wierzący. Masz ze mna jakieś problemy?? Nie wszyscy wierzący najeżdżają na ateistów. Rozumiem zbulwersoanie i proszę o niegeneralizowanie.

Pozdrawiam.

Nie polemizuj nigdy z idiotą! Najpierw ściągnie Cię na swój poziom, a później zniszczy doświadczeniem.
Thorvoy (6588 punktów)
Spójrz ilu jest katoli, którzy nie uznają Twojego podejścia "grzał pies poglądy, byle się z człowiekiem miło dogadywać".

Spójrz jak rodzice molestują swoje dzieci, każąc łazić do kościółka i na lekcje religii, olewając zupełnie to, że dzieciak nie ma na to najmniejszej ochoty i nie musi chcieć również w przyszłości podzielać ich religijnej wiary. Spójrz KTO NAMI RZĄDZI. Dla mnie to jest wystarczający powód, by mieć dość katolstwa.
Sir Valeq (379 punktów)
>Spójrz jak rodzice molestują swoje dzieci, każąc łazić do kościółka i na lekcje religii, olewając zupełnie to, że dzieciak nie ma na to najmniejszej ochoty i nie musi chcieć również w przyszłości podzielać ich religijnej wiary.
Mmm, Dawkins chyba w każdym wywiadzie i w każdym rozdziale swojej książki mówi nam o "child abuse". Ale ma rację. Niestety trudno z tym walczyć, szczególnie u nas, bo trzeba być w stanie naprawdę przenosić góry. Bowiem dziecko jest pod presją rodziców, którzy znów są pod presją otoczenia, które jest pod presją społeczeństwa, nad którym stoi jeszcze na dodatek prawicowy rząd i wieczny cień papieża z Polski...

---------
"We cannot all be masters." - William Shakespeare
artofcreation.strefa.pl
Ojciec Dyrektor (1704 punktów)
>Spójrz ilu jest katoli, którzy nie uznają Twojego podejścia "grzał pies poglądy, byle się z człowiekiem miło dogadywać".

Żal mi ich...

>Spójrz jak rodzice molestują swoje dzieci, każąc łazić do kościółka i na lekcje religii, olewając zupełnie to, że dzieciak nie ma na to najmniejszej ochoty i nie musi chcieć również w przyszłości podzielać ich religijnej wiary.

Czyt. HIPOKRYZJA!!!! Wszędzie kur**obecna

>Spójrz KTO NAMI RZĄDZI. Dla mnie to jest wystarczający powód, by mieć dość katolstwa.

A dla mnie powód by nie lubić tych, którzy rządzą

Pozdrawiam.

Nie polemizuj nigdy z idiotą! Najpierw ściągnie Cię na swój poziom, a później zniszczy doświadczeniem.
Thorvoy (6588 punktów)
>>Spójrz ilu jest katoli, którzy nie uznają Twojego podejścia "grzał pies poglądy, byle się z człowiekiem miło dogadywać".
>Żal mi ich...

Mi też, ale to świadczy o ich sumienności w wyznawaniu religii.

>>Spójrz jak rodzice molestują swoje dzieci, każąc łazić do kościółka i na lekcje religii, olewając zupełnie to, że dzieciak nie ma na to najmniejszej ochoty i nie musi chcieć również w przyszłości podzielać ich religijnej wiary.
>Czyt. HIPOKRYZJA!!!! Wszędzie kur**obecna

To akurat nie tyle hipokryzja, co zwykły idiotyzm.

>>Spójrz KTO NAMI RZĄDZI. Dla mnie to jest wystarczający powód, by mieć dość katolstwa.
>A dla mnie powód by nie lubić tych, którzy rządzą

To w szczególności.
AstralStorm (558 punktów)
>Spójrz ilu jest katoli, którzy nie uznają Twojego podejścia "grzał pies poglądy, byle się z człowiekiem miło dogadywać".

Nie trzeba zniżać się do poziomu idioty. (ktoś tu miał taką świetną stopkę)

>Spójrz jak rodzice molestują swoje dzieci, każąc łazić do kościółka i na lekcje religii, olewając zupełnie to, że dzieciak nie ma na to najmniejszej ochoty i nie musi chcieć również w przyszłości podzielać ich religijnej wiary.

Dość to można mieć ich praktyk, nie ludzi. W tym się zgadzam.
No dobra, może niektórych ludzi. Ale o ogóle raczej bym się nie wypowiadał.

>Spójrz KTO NAMI RZĄDZI.

To akurat nie jest argument. W poprzedniej kadencji też rządzili "katolicy" i przeforsowali wiele ustępstw na rzecz KRk. Tylko tak się tym nie afiszowali.
Thorvoy (6588 punktów)
>>Spójrz ilu jest katoli, którzy nie uznają Twojego podejścia "grzał pies poglądy, byle się z człowiekiem miło dogadywać".
>Nie trzeba zniżać się do poziomu idioty. (ktoś tu miał taką świetną stopkę)

Czasem nie ma innego wyjścia. Jeśli wlazłeś między wrony...

>Dość to można mieć ich praktyk, nie ludzi. W tym się zgadzam.

Dobra, można to tak ująć.

>No dobra, może niektórych ludzi. Ale o ogóle raczej bym się nie wypowiadał.

Ok, zgadzam się.

>>Spójrz KTO NAMI RZĄDZI.
>To akurat nie jest argument. W poprzedniej kadencji też rządzili "katolicy" i przeforsowali wiele ustępstw na rzecz KRk. Tylko tak się tym nie afiszowali.

A obecnie rządzą SKRAJNI katolicy i już nie jest za wesoło.
Mama
>Spójrz jak rodzice molestują swoje dzieci, każąc łazić do kościółka i na lekcje religii,

To nie rodzice to siła społeczeństwa. Mam córkę która jest w pierwszej klasie i musi chodzić na religię, bo nie ma innych możliwości. Jest mała i nie mogę dopuścić do tego żeby bez opieki pałętała się po szkole. Gdyby religia wróciła do sal katechetycznych to bym jej tam nie wysyłała. Jestem za tym żeby człowiek sam wybierał sobie wiarę lub niewiarę, ale to jest możliwe dopiero wtedy kiedy może sam o sobie decydować. Ja moim dzieciom zawsze to powtarzam. Rozmawiam z nimi że jest wiele wiar na tej ziemi i wcale nie muszą być katolikami, ja nie jestem, sama wybrałam i jest mi z tym dobrze. Wychowuje moje dzieci w poświadczeniu że wiara to wybór, a nie pokoleniowy nawyk. I strasznie mnie denerwuje jak jakaś siostrzyczka na religii, rozlicza mojej dziecko z uczestnictwa we mszy.
Jakby tak każda wiara posłała swoich przedstawicieli do szkoły to nasze dzieci w ogóle nie wracałyby do domu. Zwyczajnie zabrakłoby im dnia. Brak tolerancji ze strony KK mnie przeraża.
Sylwia
> I strasznie mnie denerwuje jak jakaś siostrzyczka na religii, rozlicza mojej dziecko z uczestnictwa we mszy.

   Pamiętam, jak mnie denerwowało to rozliczanie z obecności na mszy.Zawsze bardzo przeżywałam każdą lekcję religii.Nie pozwól, aby Twoje dziecko było tak zestresowane!
Thorvoy (6588 punktów)
Oj, kto nie pamięta...
Thorvoy (6588 punktów)
Jeśli nie jesteś wierząca, powiedz swojej córeczce, by konieczność, jaką jest uczęszczanie przez Nią na zajęcia z religii, traktowała jako godzinkę, podczas której może zlewać totalnie na wszystko.

Jeśli katechet(k)a na córkę nakrzyczy, robisz w szkole taką porutę, żeby następny raz się odechciało, a przy okazji mówisz, że to nie Twoja wina, iż religia jest wtrącana w harmonogram zajęć nieregulaminowo. I nawet niech sobie dostanie "jedynkę" z religii. Póki nie liczy się do średniej i nie stanowi o zaliczeniu roku, chyba Ci nie zależy na znakomitym wyniku z tego przedmiotu.

Pozdrawiam.
Mama
>Jeśli katechet(k)a na córkę nakrzyczy, robisz w szkole taką porutę, żeby następny raz się odechciało, a przy okazji mówisz, że to nie Twoja wina, iż religia jest wtrącana w harmonogram zajęć nieregulaminowo. I nawet niech sobie dostanie "jedynkę" z religii. Póki nie liczy się do średniej i nie stanowi o zaliczeniu roku, chyba Ci nie zależy na znakomitym wyniku z tego przedmiotu.
>Pozdrawiam.

Juz dawno, wiedzona wścikłością na katechetkę, chciałam udać się do szkoły i z nią poważnie porozmawiać, pohamowała mnie tylko myśl o moim dziecku. Wszyscy chodziliśmy do szkoły i wiemy jak perfidne i bezwzględne są dzeci. Sama byłam szkanowana przez koleżanki, bo zaraz po I Komunii nie poszłam więcej na religię. Doskonale pamiętam jak się wtedy czułam. Postanowiłam, że dopóki moja córka nie rozpacza to chyba jakoś sobie z tym wszystkim radzi, a moja ingerencja tylko by jej zaszkodziła.Na na ocenie z tego przedmiotu w ogóle mi nie zależy z wiadomych powodów. O tym moja córka jest poinformowana. I może to nie jest wychowawcze, ale jak mi mówi że musi iść do kościoła, bo już nie była dwa razy i za trzecim razem dostanie jedynkę, to odpowiadam: no to co.
Pozdrawiam wszystkich.
martines
>To nie rodzice to siła społeczeństwa. Mam córkę która jest w pierwszej klasie i musi chodzić na religię, bo nie ma innych możliwości. Jest mała i nie mogę dopuścić do tego żeby bez opieki pałętała się po szkole. Gdyby religia wróciła do sal katechetycznych to bym jej tam nie wysyłała. Jestem za tym żeby człowiek sam wybierał sobie wiarę lub niewiarę, ale to jest możliwe dopiero wtedy kiedy może sam o sobie decydować. Ja moim dzieciom zawsze to powtarzam. Rozmawiam z nimi że jest wiele wiar na tej ziemi i wcale nie muszą być katolikami, ja nie jestem, sama wybrałam i jest mi z tym dobrze. Wychowuje moje dzieci w poświadczeniu że wiara to wybór, a nie pokoleniowy nawyk. I strasznie mnie denerwuje jak jakaś siostrzyczka na religii, rozlicza mojej dziecko z uczestnictwa we mszy.
>Jakby tak każda wiara posłała swoich przedstawicieli do szkoły to nasze dzieci w ogóle nie wracałyby do domu. Zwyczajnie zabrakłoby im dnia. Brak tolerancji ze strony KK mnie przeraża.

Może zostaniesz moją drugą mamą? Zazdroszczę twojej córce, że ma mądrą mamę, która pozwala swoim dzieciom samemu zdecydować, co dla nich dobre. Za mnie zdecydowali rodzice, ale się zbuntowałem. Przegrałem już kilka bitew, ale mam nadzieję wygrać wojnę.
Mama
>Może zostaniesz moją drugą mamą? Zazdroszczę twojej córce, że ma mądrą mamę, która pozwala swoim dzieciom samemu zdecydować, co dla nich dobre. Za mnie zdecydowali rodzice, ale się zbuntowałem. Przegrałem już kilka bitew, ale mam nadzieję wygrać wojnę.

Najważniejsze w życiu to być pewnym swoich przekonań. Jeżeli ty będziesz tego pewny to rodzice z czasem to zaakceptują. Początki są zawsze trudne.Ja też nie jestem żadnym ideałem. Często łapię się na tym że wymagam od mioch dzieci czegoś na co one nie mają ochoty. Staram się jednak zawsze przemyśleć moje decyzje i umiem przed nimi przyznać się do błędu. W moim przypadku podporą jest mój mąż z którym w kwestii wiary stanowimy jeden front. Pozdrwiam Cię i trzymam kciuki.
ateista
>Nie rozumiem Twojej złości, nie podałeś żadnej przyczyny. Napisz chociaż co Ci ten ksiądz zrobił.

Oto moja przyczyna złości: "ksiądz katecheta" nie chce mi ułatwić rozpoczęcia normalnego życia bez religii. Jeśli zadzwoni do mojego proboszcza, to będę miał prze....e, bo informacja z pewnością dotrze do mojej dalszej rodziny, proboszczowi znanej. Nie chcę, żeby oni o moim ateiźmie wiedzieli, bo mnie będą traktować jak zakałę rodziny. Jak będę na swoim, to mi mogą wtedy skoczyć, ale na razie niech to będzie moja słodka tajemnica. Będę miał po prostu spokój.
Thorvoy (6588 punktów)

>Oto moja przyczyna złości: "ksiądz katecheta" nie chce mi ułatwić rozpoczęcia normalnego życia bez religii. Jeśli zadzwoni do mojego proboszcza, to będę miał prze....e, bo informacja z pewnością dotrze do mojej dalszej rodziny, proboszczowi znanej. Nie chcę, żeby oni o moim ateiźmie wiedzieli, bo mnie będą traktować jak zakałę rodziny. Jak będę na swoim, to mi mogą wtedy skoczyć, ale na razie niech to będzie moja słodka tajemnica. Będę miał po prostu spokój.

Powiedz katechecie że szantaż to chyba trochę nie po chrześcijańsku. Tylko nie krzycz, nie burz się. Dodaj, że trzymanie przy religii na siłę nie przekona Cię do niej, a wręcz przeciwnie. Swoim postępowaniem tylko negatywnie wpływa na Twój stosunek do tzw. "prawdziwych katolików".

Teraz opcja, którą JA bym wykorzystał, gdyby dane mi było teraz wrócić do czasów szkoły. Jeśli katecheta będzie nadal groził, na Twoim miejscu spokojnie dałbym mu do zrozumienia że jest męskim narządem kopulacyjnym o przerwanej ciągłości tkanek, olałbym gościa i nie chodził na religię. Rodzicom powiedziałbyś o wszystkim i POWAŻNIE z nimi porozmawiał na temat swoich poglądów. Jeśli tego nie chcą, boją się TYCH tematów, masz dwa całkiem rozsądne wyjścia:
- zrobić poważną awanturę- jest możliwość że zrozumieją krzywdę, jaką Ci wyrządzają;
- nic nie robić, nadal nie chodzić na religię i za każdym razem, kiedy temat będzie poruszany, mówić coś w stylu: "znacie moje poglądy, o co Wam chodzi?";

Może się zdarzyć że będziesz szantażowany przez rodziców, np. niewypłaceniem kieszonkowego, czy czymś podobnym. Pozostaje Ci to tylko przeboleć, jeśli naprawdę zależy Ci na obronie wolności swoich poglądów i olewać systematycznie każdą wizytę w kościele, czy w salce katechetycznej.

Ja dość długo chodziłem na religię wyłącznie dlatego że moja kochana mama orzekła, iż nie będę mógł mieć ślubu kościelnego, chyba że będę dodatkowo przechodził jakieś dodatkowe długie kursy przedmałżeńskie. Ja wtedy, jako romantyczny młodzieniec, mimo swych poglądów, marzyłem o ślicznej ceremonii w świątyni przy organach, kwiatach i masie świadków, więc chadzałem na zajęcia, które zresztą lubiłem o tyle, że miałem możliwość podyskutować sobie z katechetką; na naszych dialogach zresztą skupiała się znakomita większość lekcji. Innymi słowy, traktowałem je jako sposób na nudę.

Później skumałem że ślub kościelny oznacza dla mnie tyle co nic, ale wtedy byłem już na studiach, na których zajęć z religii nie przewidziano. Jak na razie.

Co mogę powiedzieć. Powodzenia życzę w przekonywaniu hardego katechety i- jeśli trzeba- rodziców. A jeśli nic nie podziała- zbuntować się, przyjąć tego konsekwencje, nie kapitulować (!) i czekać aż gniew rodziców wyparuje, zostawiając miły powiew wolności poglądów.

Pozdrawiam.
Kontrast (1042 punktów)Odp: Antyklerykał
Witam!
>Odkąd symbolicznie opuściłem łono Kościoła Katolickiego
>postanowiłem, że mimo swojego ateizmu będę szanował
>wierzących szczerze i z potrzeby (choć nie rozumiem tego),
>byłem nawet w stanie tolerować księży. Ale teraz mam dość.
>Owszem ,jeśli mi się ktoś nie narzuca, to OK, ale jak mi
>taki katolik zacznie utrudniać życie, to dlaczego mam być
>wyrozumiały?. Katolikom się wydaje, że mogą atakować
>ateistów bezkarnie, a w momencie gdy atakuje się ich,
>podnoszą wielkie larum. Bo są nietolerowani, obraża się ich
>uczucia religijne etc. To jest naprawdę irytujące. Teraz już
>rozumiem antyklerykałów, bo sam rozumiem, co to znaczy
>zostać przez księży napiętnowanym.
>
Czy nie dostrzegasz pewnej niekonsekwencji w tym co mówisz? Tobie to wolno atakować innych, ale jak tylko ktoś Cię zaatakuje, czy skrytykuje do czego ma prawo to już źle. To mentalność Kalego. Obserwuję poczynania i wypowiedzi tzw. antyklerykałów i gdyby zamiast słowa ksiądz (czy inne synonimy) wstawić Źyd, murzyn, itp. nikt nie broniłby takich przekonań. Oczywiście w tym przypadku biedny antyklerykał czuje się prześladowany przez wiekszość. Jeśli prowokujesz tę większość, to nie dziw się, że wywołujesz reakcje obronne.
Trudno tu niestety odpowiadać za, być może emocjonalne reakcje niektórych prostych ludzi, czy nadgorliwych księży, ale przypisywanie katolikom prześladowania inaczej myślących jest przesadą. Niektórych postaw i przekonań nie tolerują i mają do tego prawo. Bezceremonialne i agresywne ataki na kościoły wiernych, a przede wszystkim na księży są nazbyt częste i czynią to właśnie nakręceni antyklerykalną propagandą młodzi chuligani.
Odrzucenie wiary (nieistotne z jakich powodów) nie daje automatycznie prawa, do wszystkiego. W zdecydowanej większości prawo moralne i zasady życia społecznego są niezależne od przekonań. Współczesne zabiegi, ze strony środowisk liberalnych powodują likwidacje niektórych przepisów prawa istotnych z punktu widzenia etyki (na pewno tej katolickiej). To jest właśnie punktem zapalnym krytyki, ponieważ katolicy (nie tylko oni zresztą) widzą tu zagrożenie, dla społeczeństwa jako całości, ale w pierwszej kolejności dla siebie.
Chcąc, czy nie musimy tu żyć razem i jeżeli dla większości niektóre zachowania są gorszące, kultura wymaga uszanowania.

Pozdrawiam!

Doskonała miłość usuwa lęk
Grzegorz Kobyliński (1679 punktów)

>Witajcie
W Polsce jest ok 95% wierzących i katolików, i co nie miałeś z nikim jeszcze w Polsce problemów ?

95% ? O Boże. Jestem w tej większości. Tak na poważnie, to wierzących katolików jest na szczęście zdecydowanie mniej .

Z całym przekonaniem stwierdzam, że nie miałem nigdy żadnych problemów z katolikami.
Również jestem przeciwnikiem kleru, ale wcale nie oznacza to tego , że muszę na każdym kroku o tym mówić ani tym bardziej obrażać osoby, które zostały zmanipulowane i tak naprawdę nie mają wolnego wyboru. Jak już ktoś na tym forum to ładnie ujął "wiara to wirus", który na szczęście wymiera. Powoli, ale zawsze to coś
Kontrast (1042 punktów)
Witaj!

Najwyraźniej omyłkowo odpowiedziałeś na mój post zamiast komuś innemu.
>W Polsce jest ok 95% wierzących i katolików, i co nie miałeś z nikim jeszcze w Polsce problemów ?
Infantylne byłoby założenie, że nie było i nie będzie problemów. Wiara nie ma tu wiekszego znaczenia, co najwyżej powstrzymuje przed agresją wobec innych, ale takich gorliwie wierzących, którzy przeszli przez tygiel wątpliwości i jednoznacznie wybrali jest niewielu. Większość nawet 60 % Polaków to targani wątpliwościami ludzie w drodze do decyzji. Wielu nie wie nawet, co to jest wiara, ale deklarują się jako wierzący.

>95% ? O Boże. Jestem w tej większości. Tak na poważnie, to wierzących katolików jest na szczęście zdecydowanie mniej .
Czyje szczęście?

>Z całym przekonaniem stwierdzam, że nie miałem nigdy żadnych problemów z katolikami.
To masz duże szczęście, bo niewielu jest ludzi, którzy nie doświadczyli jakichkolwiek problemów od innych. Takie stawianie katolików i ludzi trąca mi czymś niezdrowym.

>Również jestem przeciwnikiem kleru, ale wcale nie oznacza to tego , że muszę na każdym kroku o tym mówić ani tym bardziej obrażać osoby, które zostały zmanipulowane i tak naprawdę nie mają wolnego wyboru. Jak już ktoś na tym forum to ładnie ujął "wiara to wirus", który na szczęście wymiera. Powoli, ale zawsze to coś
Równie dobrze, ktoś z drugiej strony barykady mógłby powiedzieć, że niewiara jest wirusem i znalazłby wiele argumentów na poparcie swoich twierdzeń.

Pozdrawiam!

Doskonała miłość usuwa lęk
Grzegorz Kobyliński (1679 punktów)
>Czyje szczęście?

Moje Zdecydowanie lepiej rozmawia mi się z osobami o podobnych poglądach.I tyle chyba wystarczy

>>Z całym przekonaniem stwierdzam, że nie miałem nigdy żadnych problemów z katolikami.
>To masz duże szczęście, bo niewielu jest ludzi, którzy nie doświadczyli jakichkolwiek problemów od innych. Takie stawianie katolików i ludzi trąca mi czymś niezdrowym.

Takie czyli jakie ? Stwierdziłem jedynie, że nie miałem z nimi żadnych problemów i nie wiem jakie można z nimi mieć... Innymi słowy nic do nich nie mam

>Równie dobrze, ktoś z drugiej strony barykady mógłby powiedzieć, że niewiara jest wirusem i znalazłby wiele argumentów na poparcie swoich twierdzeń.

Na tym polega dyskusja. Oni mają swoje zdanie, my swoje. Ten problem różni się od wielu innych miedzy innymi tym, że nikt nigdy nikomu nie udowodni swojej tezy :/
Kontrast (1042 punktów)
Witam!
>>Równie dobrze, ktoś z drugiej strony barykady mógłby powiedzieć, że niewiara jest wirusem i znalazłby wiele argumentów na poparcie swoich twierdzeń.
>Na tym polega dyskusja. Oni mają swoje zdanie, my swoje. Ten problem różni się od wielu innych miedzy innymi tym, że nikt nigdy nikomu nie udowodni swojej tezy :/
>
Z tymi tezami to jest trochę tak, że ateiści uważają, iż istnieje tylko rzeczywistość materialna. Nie dociera do nich, że wierzący ludzie poruszają się w innym wymiarze. Zresztą nie ma tu konfliktu. Pojawiające się tu często porównanie do wiary w krasnale świadczy tylko o niezrozumieniu czym jest wiara w Boga.
To jednak temat już tak oklepany, że daruję sobie.

Pozdrawiam!


Doskonała miłość usuwa lęk
Grzegorz Kobyliński (1679 punktów)

>Z tymi tezami to jest trochę tak, że ateiści uważają, iż istnieje tylko rzeczywistość materialna. Nie dociera do nich, że wierzący ludzie poruszają się w innym wymiarze. Zresztą nie ma tu konfliktu. Pojawiające się tu często porównanie do wiary w krasnale świadczy tylko o niezrozumieniu czym jest wiara w Boga.
To jednak temat już tak oklepany, że daruję sobie.

Uważasz więc, że ateiści nie rozumieją teistów ? Sam kiedyś (zabawnie to słowo brzmi w ustach 16 latka ) mocno wierzyłem w Boga i pamiętam dlaczego tak było. Potrzebowałem uczucia, że jest coś/ktoś co nadzoruje cały ten świat, z kim mógłbym porozmawiać w każdej chwili, poprosić o pomoc itp. Szukałem oparcia w wyimaginowanym przyjacielu Jednak owe porównania wiary w Boga do wiary w krasnale jest jak najbardziej na miejscu. Mam tu na myśli "odłam" katolików zwany potocznie moherowymi beretami. Już od wczesnych początków chrześcijaństwa był problem z barbarzyńcami, którzy nie potrafili wierzyć w coś bez konkretnego ciała, w Boga samego w sobie, jako takiego, który jest jest bytem doskonałym. Stworzono więc na ich potrzeby wizerunek Boga jako często starego dziadka z brodą i laską oraz Jezusa Chrystusa jako jego syna, siedzącego wiernie przy jego boku, Ducha Świętego jako najczęściej gołębice. Dzisiejsze moherowe berety nadal wierzą w szczęśliwą rodzinkę bożą, siedzącą sobie gdzieś a chmurkach, w dobrego Boga, który w każdej chwili może zejść na ziemię i ukarać wszystkich grzeszników. Tak więc porównanie tego rodzaju wiary w Boga i krasnoludki ma sens.

Konflikt jest. Teista mówi "Bóg istnieje", ateista mówi "Boga nie ma". Dwie sprzeczne myśli, a tylko jedna prawdziwa. Swoją drogą zastanawiam się czy Ty, szanowny Kontraście jesteś ateistą ?
Kontrast (1042 punktów)
Witam!

>Uważasz więc, że ateiści nie rozumieją teistów ? Sam kiedyś (zabawnie to słowo brzmi w ustach 16 latka ) mocno wierzyłem w Boga i pamiętam dlaczego tak było. Potrzebowałem uczucia, że jest coś/ktoś co nadzoruje cały ten świat, z kim mógłbym porozmawiać w każdej chwili, poprosić o pomoc itp. Szukałem oparcia w wyimaginowanym przyjacielu
Myślę, że dojrzewasz do samodzielności i nieantropomorfizowania Boga. Niestety wielu nie wyrasta z takiego poziomu wiary i pozostaje na etapie rozwoju dziewięcioletniego dziecka. Potem, gdy taki człowiek dorasta na innych poziomach infantylizm jego wiary uwiera jak pierwszokomunijna marynarka.
Małe dzieci potrzebują baśni, ale potem się z tego wyrasta i trzeba pójść dalej. Wiara też ma poziomy dla dorosłych, tylko niewielu śmiałków dochodzi do tego.

>Jednak owe porównania wiary w Boga do wiary w krasnale jest jak najbardziej na miejscu. Mam tu na myśli "odłam" katolików zwany potocznie moherowymi beretami.
To duża przesada, bo większość z tych ludzi wie więcej o wierze niż ty, a jeśli nie wiedzą to wyłącznie z powodu zaniedbań.

>Już od wczesnych początków chrześcijaństwa był problem z barbarzyńcami, którzy nie potrafili wierzyć w coś bez konkretnego ciała, w Boga samego w sobie, jako takiego, który jest jest bytem doskonałym.
Ludzie potrzebowali wizualizacji i symboli. Bałwochwalstwo było zawsze potępiane w Kościele. Chociaż trzeba przyznać, że niektórzy dawniej i dziś balansują na pograniczu bałwochwalstwa.

>Stworzono więc na ich potrzeby wizerunek Boga jako często starego dziadka z brodą i laską oraz Jezusa Chrystusa jako jego syna, siedzącego wiernie przy jego boku, Ducha Świętego jako najczęściej gołębice.
Wykazujesz tu braki w podstawach wiedzy, albo powtarzasz brednie innych ignorantów. Jednak jak znam życie tacy myślą, że zawsze mają rację.

>Dzisiejsze moherowe berety nadal wierzą w szczęśliwą rodzinkę bożą, siedzącą sobie gdzieś a chmurkach, w dobrego Boga, który w każdej chwili może zejść na ziemię i ukarać wszystkich grzeszników. Tak więc porównanie tego rodzaju wiary w Boga i krasnoludki ma sens.
Niektórzy może jeszcze mają taki poziom wiary jak małe dziecko, ale jak ktoś nie chce dorosnąć to nie ma mocnych.

>Konflikt jest. Teista mówi "Bóg istnieje", ateista mówi "Boga nie ma". Dwie sprzeczne myśli, a tylko jedna prawdziwa.
Jeśli Bóg jest, albo i nie ma (teoretycznie), to z całą pewnością nie ma na to wpływu opinia ludzi. Argumentując w ten sposób nie różnisz się od tych, którzy wierzą w krasnale. W gruncie rzeczy twierdzenia ateistów są tylko ich opinią i mogą mieć wartość dla socjologów, ale na rzeczywistość jako taką nie mają wpływu.

>Swoją drogą zastanawiam się czy Ty, szanowny Kontraście jesteś ateistą ?
Nie jestem, ale myślę, że o ateistach wiem już więcej niż oni sami o sobie

Pozdrawiam!

Doskonała miłość usuwa lęk
Grzegorz Kobyliński (1679 punktów)
>Myślę, że dojrzewasz do samodzielności i nieantropomorfizowania Boga. Niestety wielu nie wyrasta z takiego poziomu wiary i pozostaje na etapie rozwoju dziewięcioletniego dziecka. Potem, gdy taki człowiek dorasta na innych poziomach infantylizm jego wiary uwiera jak pierwszokomunijna marynarka.

Ja już z wiary w Boga wyrosłem. Ateistą pewnie też nie jestem, raczej bliżej mi do agnostyka.

>To duża przesada, bo większość z tych ludzi wie więcej o wierze niż ty, a jeśli nie wiedzą to wyłącznie z powodu zaniedbań.

To zależy co masz na myśli mówiąc, że wiedzą więcej o wierze.
Nie znam na pamięć żadnych formułek, tzw. modlitw, Biblii (dlaczego wielką literą ?) całej nie przeczytałem, jednak uważam, że wiem co to znaczy "wierzyć". Wiem, że wiara nie potrzebuje dowodów itp. Rozumiem też dlaczego większość ludzi jest wierząca.

>Ludzie potrzebowali wizualizacji i symboli. Bałwochwalstwo było zawsze potępiane w Kościele. Chociaż trzeba przyznać, że niektórzy dawniej i dziś balansują na pograniczu bałwochwalstwa.

Dokładnie to miałem na myśli

>>Stworzono więc na ich potrzeby wizerunek Boga jako często starego dziadka z brodą i laską oraz Jezusa Chrystusa jako jego syna, siedzącego wiernie przy jego boku, Ducha Świętego jako najczęściej gołębice.
>Wykazujesz tu braki w podstawach wiedzy, albo powtarzasz brednie innych ignorantów. Jednak jak znam życie tacy myślą, że zawsze mają rację.

Na poparcie mojego zdania podam Ci przykład mojego pradziadka, który naprawdę wierzy w taki obraz Boga jaki napisałem wcześniej. Tacy ludzie są naprawdę

>Niektórzy może jeszcze mają taki poziom wiary jak małe dziecko, ale jak ktoś nie chce dorosnąć to nie ma mocnych.

Tych niektórych jest całkiem sporo

>Jeśli Bóg jest, albo i nie ma (teoretycznie), to z całą pewnością nie ma na to wpływu opinia ludzi. Argumentując w ten sposób nie różnisz się od tych, którzy wierzą w krasnale. W gruncie rzeczy twierdzenia ateistów są tylko ich opinią i mogą mieć wartość dla socjologów, ale na rzeczywistość jako taką nie mają wpływu.

W takim razie czym się różnią twierdzenia ateistów od twierdzeń teistów ? Na poziomie potwierdzalności/pewności obie są tylko opiniami.

>>Swoją drogą zastanawiam się czy Ty, szanowny Kontraście jesteś ateistą ?
>Nie jestem, ale myślę, że o ateistach wiem już więcej niż oni sami o sobie

Nie jesteś ateistą. To może chociaż agnostykiem ? Wierzyć mi się nie chce, że taka inteligenta osoba jest teistą

Pozdrawiam
Kontrast (1042 punktów)
Witam!
>>Myślę, że dojrzewasz do samodzielności i nieantropomorfizowania Boga. Niestety wielu nie wyrasta z takiego poziomu wiary i pozostaje na etapie rozwoju dziewięcioletniego dziecka. Potem, gdy taki człowiek dorasta na innych poziomach infantylizm jego wiary uwiera jak pierwszokomunijna marynarka.
>Ja już z wiary w Boga wyrosłem. Ateistą pewnie też nie jestem, raczej bliżej mi do agnostyka.
Mam wątpliwość, czy w ogóle rosłeś. Obawiam się, że o Bogu wiesz mniej niż dziewięciolatkowie i nigdy nie podjąłeś żadnej decyzji w tym temacie. Trudno zresztą podjąć decyzję jak się nic nie wie...

>>To duża przesada, bo większość z tych ludzi wie więcej o wierze niż ty, a jeśli nie wiedzą to wyłącznie z powodu zaniedbań.
>To zależy co masz na myśli mówiąc, że wiedzą więcej o wierze.
>Nie znam na pamięć żadnych formułek, tzw. modlitw, Biblii (dlaczego wielką literą ?) całej nie przeczytałem, jednak uważam, że wiem co to znaczy "wierzyć". Wiem, że wiara nie potrzebuje dowodów itp. Rozumiem też dlaczego większość ludzi jest wierząca.
Nie wiesz o czym mówisz, tak myślę.

>Na poparcie mojego zdania podam Ci przykład mojego pradziadka, który na prawdę wierzy w taki obraz Boga jaki napisałem wcześniej. Tacy ludzie są naprawdę
Może nie rozumiesz dziadka...

>>Niektórzy może jeszcze mają taki poziom wiary jak małe dziecko, ale jak ktoś nie chce dorosnąć to nie ma mocnych.
>Tych niektórych jest całkiem sporo
Potrzebna jest w takim razie solidna edukacja, ale wtedy podniesie się larum, że księża indoktrynują itp.

>>Jeśli Bóg jest, albo i nie ma (teoretycznie), to z całą pewnością nie ma na to wpływu opinia ludzi. Argumentując w ten sposób nie różnisz się od tych, którzy wierzą w krasnale. W gruncie rzeczy twierdzenia ateistów są tylko ich opinią i mogą mieć wartość dla socjologów, ale na rzeczywistość jako taką nie mają wpływu.
>W takim razie czym się różnią twierdzenia ateistów od twierdzeń teistów ? Na poziomie potwierdzalności/pewności obie są tylko opiniami.
Teiści wierzą i przekonują się, że to działa, a niewierzący pozostają niewierzącymi i to u nich nie działa. Ostatecznie przekonamy się wszyscy, kto miał rację. Jeśli ateiści, to po prostu znikniemy i nic nas nie bedzie obchodzić, jeśli teiści, niewierzący będą wielkimi przegranymi.
Z całą pewnością to, w co wierzą teiści nie jest ulokowane w obecnej materii, więc z punktu widzenia materialistów to nie istnieje, bo wykracza poza ich percepcję.

>Nie jesteś ateistą. To może chociaż agnostykiem ? Wierzyć mi się nie chce, że taka inteligenta osoba jest teistą
Agnostycyzm jest czymś pośrednim, ale to raczej bierna postawa. Jeśli wierzę, to ufam, że nie jest to iluzją. Nauka nie przeszkadza, bo operuje na innym poziomie.

Pozdrawiam!


Doskonała miłość usuwa lęk
13-12-2006 17:49 
 Ocena 1 na 1
Nelchael (2125 punktów)
(zablokowany)
>Myślę, że dojrzewasz do samodzielności i nieantropomorfizowania Boga.
Nawet lepiej, on już jest na tyle dojrzały, by dostrzec, że żadnego boga nie ma

>Niestety wielu nie wyrasta z takiego poziomu wiary i pozostaje na etapie rozwoju dziewięcioletniego dziecka. Potem, gdy taki człowiek dorasta na innych poziomach infantylizm jego wiary uwiera jak pierwszokomunijna marynarka.
Każda wiara (religia) jest infantylna, niezależnie od tego, czy wierzymy w niebiańskiego tatusia czy w zielone ludziki.
>Małe dzieci potrzebują baśni, ale potem się z tego wyrasta i trzeba pójść dalej.
Właśnie! Trzeba zostać racjonalistą
>Wiara też ma poziomy dla dorosłych
Hm, to pewnie te części ST, w których jest mowa o piersiach i włosach łonowych

>To duża przesada, bo większość z tych ludzi wie więcej o wierze niż ty, a jeśli nie wiedzą to wyłącznie z powodu zaniedbań.
Skąd ta pewność, że wiedzą więcej od niego? Ja np. uważam, że wiem o chrześcijaństwie więcej od przeciętnego katolika - im nawet przez myśl nie przejdzie, że ich religia to tylko kopia innych, starszych wiar.

>Ludzie potrzebowali wizualizacji i symboli. Bałwochwalstwo było zawsze potępiane w Kościele. Chociaż trzeba przyznać, że niektórzy dawniej i dziś balansują na pograniczu bałwochwalstwa.
Bałwochwalstwo potępiane? A wszędobylskie posągi Wojtyły?

>Wykazujesz tu braki w podstawach wiedzy, albo powtarzasz brednie innych ignorantów. Jednak jak znam życie tacy myślą, że zawsze mają rację.
Udowodnij, że są tu jakieś braki. Oświeć nas ku chwale Pana!

>Jeśli Bóg jest, albo i nie ma (teoretycznie), to z całą pewnością nie ma na to wpływu opinia ludzi. Argumentując w ten sposób nie różnisz się od tych, którzy wierzą w krasnale. W gruncie rzeczy twierdzenia ateistów są tylko ich opinią i mogą mieć wartość dla socjologów, ale na rzeczywistość jako taką nie mają wpływu.
Jeśli boga nie ma albo i (teoretycznie) jest, to z całą pewnością nie ma na to wpływu opinia wierzących. Nikt nigdy nie zaobserwował boga, więc głupio sądzić, że on istnieje. Wiara milionów chrześcijan niczego nie zmienia.

>>Swoją drogą zastanawiam się czy Ty, szanowny Kontraście jesteś ateistą ?
>Nie jestem, ale myślę, że o ateistach wiem już więcej niż oni sami o sobie
Powiedz mi, czego o sobie nie wiem. Proszę.

Pozdrawiam


venganza.pl

EDIT: Wybacz Grzegorzu, kiedy zacząłem pisać moją wypowiedź, Twojej jeszcze nie było (tak to jest, jak się otwiera po 10 okien i nie odświeża:P).
Thorvoy (6588 punktów)
>>Z tymi tezami to jest trochę tak, że ateiści uważają, iż istnieje tylko rzeczywistość materialna.

Istnienia innej nie zauważono.

> Nie dociera do nich, że wierzący ludzie poruszają się w innym wymiarze.

Uhahaha! Spróbuj swoich sił w pisaniu fantastyki.

> Zresztą nie ma tu konfliktu. Pojawiające się tu często porównanie do wiary w krasnale świadczy tylko o niezrozumieniu czym jest wiara w Boga.

Obawiam się że tylko ze strony teistów, którzy nie potrafią przyjąć do wiadomości że ich wiara jest nie bardziej sensowna, niż karabin z galarety.

>To jednak temat już tak oklepany, że daruję sobie.

Może to i lepiej.

Pozdrawiam!
Kontrast (1042 punktów)
Witam!
>>>Z tymi tezami to jest trochę tak, że ateiści uważają, iż istnieje tylko rzeczywistość materialna.
>Istnienia innej nie zauważono.
Jest wiele namacalnych rzeczywistości niematerialnych, choćby taka matematyka pokazuje, że istnieje świat relacji.
Co do świata duchowego, można by powołać tysiące a nawet miliony świadków, którzy w ten czy inny sposób doświadczają tej rzeczywistości. Jeżeli ludzie nie znający się, żyjący w innych epokach i państwach, opisują to samo ich świadectwo nie może być uznane za nieistotne.
Jednak materialiści a priori przyjęli monizm materialistyczny i jeżeli coś nie należy do tej kategorii, nie chcą tego widzieć.

>> Nie dociera do nich, że wierzący ludzie poruszają się w innym wymiarze.
>Uhahaha! Spróbuj swoich sił w pisaniu fantastyki.
Nie odróżniasz sfery fantazji od tego, co wierzący uważają za duchowe a to coś innego. Mniej więcej różnica taka jak pomiędzy snem a jawą.

>> Zresztą nie ma tu konfliktu. Pojawiające się tu często porównanie do wiary w krasnale świadczy tylko o niezrozumieniu czym jest wiara w Boga.
>Obawiam się że tylko ze strony teistów, którzy nie potrafią przyjąć do wiadomości że ich wiara jest nie bardziej sensowna, niż karabin z galarety.
Konsekwencje niewiary są sensowne?

Pozdrawiam!


Doskonała miłość usuwa lęk
Thorvoy (6588 punktów)
>>>>Z tymi tezami to jest trochę tak, że ateiści uważają, iż istnieje tylko rzeczywistość materialna.
>>Istnienia innej nie zauważono.
>Jest wiele namacalnych rzeczywistości niematerialnych, choćby taka matematyka pokazuje, że istnieje świat relacji.

W rzeczywistości umownej, istnienie też jest tylko umowne.

>Co do świata duchowego, można by powołać tysiące a nawet miliony świadków, którzy w ten czy inny sposób doświadczają tej rzeczywistości.

Nierzadko pensjonariuszy zakładów zamkniętych.

> Jeżeli ludzie nie znający się, żyjący w innych epokach i państwach, opisują to samo ich świadectwo nie może być uznane za nieistotne.

Jakie świadectwo? Co epoka, to inna wizja boga.

>Jednak materialiści a priori przyjęli monizm materialistyczny i jeżeli coś nie należy do tej kategorii, nie chcą tego widzieć.

Jeśli czegoś nie widać, świadczy to o jego braku.

>>Uhahaha! Spróbuj swoich sił w pisaniu fantastyki.
>Nie odróżniasz sfery fantazji od tego, co wierzący uważają za duchowe a to coś innego. Mniej więcej różnica taka jak pomiędzy snem a jawą.

Ale zarówno sen i jawa mają miejsce w rzeczywistym świecie i są efektami jak najbardziej materialnych zjawisk fizyczno-chemicznych.

>>Obawiam się że tylko ze strony teistów, którzy nie potrafią przyjąć do wiadomości że ich wiara jest nie bardziej sensowna, niż karabin z galarety.
>Konsekwencje niewiary są sensowne?

Nie mówię o konsekwencjach, mówię o samej wierze. Co do konsekwencji niewiary- gdzie upatrujesz ich bezsensu?
Kontrast (1042 punktów)
Witam!
>>>>>Z tymi tezami to jest trochę tak, że ateiści uważają, iż istnieje tylko rzeczywistość materialna.
>>>Istnienia innej nie zauważono.
>>Jest wiele namacalnych rzeczywistości niematerialnych, choćby taka matematyka pokazuje, że istnieje świat relacji.
>W rzeczywistości umownej, istnienie też jest tylko umowne.
Jak już coś burzy przyjęty schemat to jest uznawane za względne, umowne, bądź urojone.

>>Co do świata duchowego, można by powołać tysiące a nawet miliony świadków, którzy w ten czy inny sposób doświadczają tej rzeczywistości.
>Nierzadko pensjonariuszy zakładów zamkniętych.
Pensjonariusze doświadczają czegoś innego.

>> Jeżeli ludzie nie znający się, żyjący w innych epokach i państwach, opisują to samo ich świadectwo nie może być uznane za nieistotne.
>Jakie świadectwo? Co epoka, to inna wizja boga.
Inna? Pogłębiona nie znaczy inna.

>>Jednak materialiści a priori przyjęli monizm materialistyczny i jeżeli coś nie należy do tej kategorii, nie chcą tego widzieć.
>Jeśli czegoś nie widać, świadczy to o jego braku.
Rozumu też nie widać, a czy to oznacza, że go nie masz? To zależy jeszcze przez co się patrzy i czym się mierzy. Tłumaczenie behawioralne nie wyjaśnia wszystkiego.

>>>Uhahaha! Spróbuj swoich sił w pisaniu fantastyki.
>>Nie odróżniasz sfery fantazji od tego, co wierzący uważają za duchowe a to coś innego. Mniej więcej różnica taka jak pomiędzy snem a jawą.
>Ale zarówno sen i jawa mają miejsce w rzeczywistym świecie i są efektami jak najbardziej materialnych zjawisk fizyczno-chemicznych.
Zależy jak się spojrzy. Bo jeśli człowiek jest całkowicie zdeterminowany przez chemię i samosterujące się mechanizmy to nie powinieneś siedzieć przed komputerem, ale biegać po lesie w poszukiwaniu pożywienia, czy coś podobnego. Raczej to materia podąża za wolą. Najpierw jest bodziec potem reakcja. Świadomość jest czymś więcej niż sumą neuronów. Ja wierzę, że może istnieć poza nimi (choć może istnieje jakiś nośnik).

>>>Obawiam się że tylko ze strony teistów, którzy nie potrafią przyjąć do wiadomości że ich wiara jest nie bardziej sensowna, niż karabin z galarety.
>>Konsekwencje niewiary są sensowne?
>Nie mówię o konsekwencjach, mówię o samej wierze. Co do konsekwencji niewiary- gdzie upatrujesz ich bezsensu?
Totalny brak sensu i jakiegoś solidnego kręgosłupa moralnego, bez którego życie jest miotaniem się. No oczywiście można sobie postawić stellę w postaci odkryć naukowych i adorować to, ale marna jest taka pociecha.

Pozdrawiam!


Doskonała miłość usuwa lęk
Thorvoy (6588 punktów)
>>W rzeczywistości umownej, istnienie też jest tylko umowne.
>Jak już coś burzy przyjęty schemat to jest uznawane za względne, umowne, bądź urojone.

Schemat jest taki, że czego nie ma, to nie istnieje.

>>>Co do świata duchowego, można by powołać tysiące a nawet miliony świadków, którzy w ten czy inny sposób doświadczają tej rzeczywistości.
>>Nierzadko pensjonariuszy zakładów zamkniętych.
>Pensjonariusze doświadczają czegoś innego.

Oni by tego nie powiedzieli.

>>Jakie świadectwo? Co epoka, to inna wizja boga.
>Inna? Pogłębiona nie znaczy inna.

Nie pogłębiona. INNA. W pewnych aspektach różna od wcześniejszej.


>>Jeśli czegoś nie widać, świadczy to o jego braku.
>Rozumu też nie widać, a czy to oznacza, że go nie masz?

Rozum możesz zmierzyć miarami psychologii/neurologii.

> To zależy jeszcze przez co się patrzy i czym się mierzy. Tłumaczenie behawioralne nie wyjaśnia wszystkiego.

Jeśli patrzy się przez urojenia i mierzy miarką bez skali, ciężko traktować to poważnie.

>>Ale zarówno sen i jawa mają miejsce w rzeczywistym świecie i są efektami jak najbardziej materialnych zjawisk fizyczno-chemicznych.
>Zależy jak się spojrzy. Bo jeśli człowiek jest całkowicie zdeterminowany przez chemię i samosterujące się mechanizmy to nie powinieneś siedzieć przed komputerem, ale biegać po lesie w poszukiwaniu pożywienia, czy coś podobnego.

A to niby DLACZEGO? Przecież ma pożywienie dostępne dzięki ewolucji umysłowej.

> Raczej to materia podąża za wolą.

To przenieś mi siłą woli małą kropelkę wody na odległość... niech będzie jednego centymetra.

> Najpierw jest bodziec potem reakcja.

Łączysz w swoim wywodzie dwie różne sprawy.

> Świadomość jest czymś więcej niż sumą neuronów.

Masz rację. Świadomość jest wypadkową bodźców, dostarczanych do neuronów.

> Ja wierzę, że może istnieć poza nimi (choć może istnieje jakiś nośnik).

A wierzysz że istnieje jakiś nośnik instynktu wiewiórki, czy karaczana? Jeśli tak, to jaki? Jakie masz podstawy, by wierzyć że istnieje inny nośnik, niż ten namacalny?

>>Nie mówię o konsekwencjach, mówię o samej wierze. Co do konsekwencji niewiary- gdzie upatrujesz ich bezsensu?
>Totalny brak sensu i jakiegoś solidnego kręgosłupa moralnego, bez którego życie jest miotaniem się.

Ależ kręgosłup moralny ateistów istnieje i ma się całkiem dobrze. Polega przede wszystkim na zdrowym rozsądku, podpowiadającym że w zorganizowanym społeczeństwie trzeba trzymać się zasady: "nie czyń drugiemu, co tobie niemiłe", jeśli chce się dożyć spokojnej starości.

> No oczywiście można sobie postawić stellę w postaci odkryć naukowych i adorować to, ale marna jest taka pociecha.

Pociecha jak pociecha. Nikt nie powiedział że życie ma się pięknie kończyć (przejściem do lepszego świata).

Pozdrawiam.
Kontrast (1042 punktów)
Jeszcze raz...

Z pewnym opóźnieniem, odpowiem na kilka kwestii, chociaż bez entuzjazmu.

>Schemat jest taki, że czego nie ma, to nie istnieje.
>>>Jeśli czegoś nie widać, świadczy to o jego braku.
Świetna i bardzo nowoczesna koncepcja brawo...

>Rozum możesz zmierzyć miarami psychologii/neurologii.
Wiarę też, ale tych dowodów nie przyjmujesz...

>Jeśli patrzy się przez urojenia i mierzy miarką bez skali, ciężko traktować to poważnie.
Jak ktoś nie uznaje wyników innych niż własne, to i jego nie można traktować poważnie...

>>>Ale zarówno sen i jawa mają miejsce w rzeczywistym świecie i są efektami jak najbardziej materialnych zjawisk fizyczno-chemicznych.
Pewnie jeszcze powiesz, że cała rzeczywistość zewnętrzna to tylko chemia i iluzja, tylko wtedy skąd pewność, że ta chemia również nie jest złudzeniem?

>Masz rację. Świadomość jest wypadkową bodźców, dostarczanych do neuronów.
Pewnie jest, ale może raczej opiera się tylko na tym i posługuje się neuronami. Potwierdzają to częściowo badania nad ludźmi po urazach, czy operacjach na mózgu, kiedy inne części mózgu przejęły uszkodzone fragmenty. Ale to temat zbyt szeroki. Zresztą mam raczej ogólną wiedzę w tym temacie, chociaż pewnie większą niż przeciętni.

>A wierzysz że istnieje jakiś nośnik instynktu wiewiórki, czy karaczana? Jeśli tak, to jaki? Jakie masz podstawy, by wierzyć że istnieje inny nośnik, niż ten namacalny?
Czy zwierzęta mają świadomość, to już temat bardziej filozoficzny. Jakąś tam formę "świadomości", inteligencję, emocje, pewnie mają, ale na pewno nie jest to identyczne z ludzkim odpowiednikiem. Właśnie zwierzęta są behawioralne aczkolwiek teologicznie niepoprawne byłoby upatrywać u nich nośnik inny niż materialny. Jeśli zaś posiadają jakiś nośnik pozamaterialny, to tymczasowo i nie ma on charakteru osobowego(to taka robocza teoria).
Człowiek według Objawienia ma zarówno materialny jak i niematerialny poziom (duchowy) i może być tak, że ten niematerialny pozostaje w cieniu materialnego. Tak prawdopodobnie jest i dlatego wszyscy mieliby po trosze racji.

>To przenieś mi siłą woli małą kropelkę wody na odległość... niech będzie jednego centymetra.
Nie o to chodzi, a raczej o komunikację, pomiędzy opartym na nośniku materialnym intelekcie z tym, co materialne nie jest, a być może oparte na innym niż materialny nośniku, jeśli taki jest konieczny. Siła jako taka też jest niewidzialna, a staje się widzialną, gdy wpływa na widzialne ciało.

>Ależ kręgosłup moralny ateistów istnieje i ma się całkiem dobrze. Polega przede wszystkim na zdrowym rozsądku, podpowiadającym że w zorganizowanym społeczeństwie trzeba trzymać się zasady: "nie czyń drugiemu, co tobie niemiłe", jeśli chce się dożyć spokojnej starości.
Sądząc na podstawie późniejszych wypowiedzi - z ostatnich postów - to iluzja. A ta spokojna starość również pozostaje pod znakiem zapytania, chyba że ją rozumiesz jako "wieczny odpoczynek"...

Pozdrawiam!


Doskonała miłość usuwa lęk
Thorvoy (6588 punktów)
>Jeszcze raz...
>Z pewnym opóźnieniem, odpowiem na kilka kwestii, chociaż bez entuzjazmu.

Grunt, żebyś odpowiadał rzeczowo. Entuzjazmu od swoich rozmówców nie wymagam, o ile nie przechodzą w skrajne lekceważenie.

>>>>Jeśli czegoś nie widać, świadczy to o jego braku.
>Świetna i bardzo nowoczesna koncepcja brawo...

Nie, to bardzo stara koncepcja, acz ponadczasowa.

>>Rozum możesz zmierzyć miarami psychologii/neurologii.
>Wiarę też, ale tych dowodów nie przyjmujesz...

Ależ oczywiście: wiarę można. Ale nie przedmiot wiary.

>>Jeśli patrzy się przez urojenia i mierzy miarką bez skali, ciężko traktować to poważnie.
>Jak ktoś nie uznaje wyników innych niż własne, to i jego nie można traktować poważnie...

Zgadzam się z Tobą. Problem w tym, że nie można poważnie traktować wyników nie podpartych żadną definicją. Wywody teistów o bogu można porównać do stwierdzenia wydanego przez głuchoniemego ślepca, który twierdzi że muzyka Beethovena przywodzi mu na myśl kolor niebieski.

>Pewnie jeszcze powiesz, że cała rzeczywistość zewnętrzna to tylko chemia i iluzja, tylko wtedy skąd pewność, że ta chemia również nie jest złudzeniem?

Wszystko w jakiś sposób jest złudzeniem (a więc obrazem, który inaczej postrzegasz Ty, inaczej mrówka, jeszcze inaczej wiewiórka, czy mątwa).

Tylko, widzisz, korzystając z tych zmysłów, które mamy do dyspozycji, dochodzimy do pewnych logicznych, SPRAWDZALNYCH wniosków. Teistom brakuje tego właśnie, ważnego argumentu sprawdzalności.

>>Masz rację. Świadomość jest wypadkową bodźców, dostarczanych do neuronów.
>Pewnie jest, ale może raczej opiera się tylko na tym i posługuje się neuronami.

Ot, co. Nie ma materii- nie ma neuronów. Nie ma neuronów- nie ma świadomości.

> Potwierdzają to częściowo badania nad ludźmi po urazach, czy operacjach na mózgu, kiedy inne części mózgu przejęły uszkodzone fragmenty. Ale to temat zbyt szeroki. Zresztą mam raczej ogólną wiedzę w tym temacie, chociaż pewnie większą niż przeciętni.

Tylko się cieszyć. Napisz coś o tym więcej, może w innym wątku. Interesują mnie tego typu zagadnienia i miło byłoby poznać coś nowego, nie wchodzącego w ramy dysput religijnych.

>>A wierzysz że istnieje jakiś nośnik instynktu wiewiórki, czy karaczana? Jeśli tak, to jaki? Jakie masz podstawy, by wierzyć że istnieje inny nośnik, niż ten namacalny?
>Czy zwierzęta mają świadomość, to już temat bardziej filozoficzny.

Nie. To temat czysto biologiczny. Wpadnij kiedyś do mnie na wykłady z fizjologii.

> Jakąś tam formę "świadomości", inteligencję, emocje, pewnie mają, ale na pewno nie jest to identyczne z ludzkim odpowiednikiem.

To nie jest JAKAŚ TAM forma. Pojęcie świadomości rozmywa się nieco wraz z regresją taksonomiczną, ale o wszystkich ssakach można powiedzieć że ją mają- lepiej, lub gorzej rozwiniętą.

Ich świadomość nie jest identyczna z ludzką, to oczywiste. Również świadomość dziobaka nie jest identyczna ze świadomością jeża, a świadomość chomika ze świadomością psa.

> Właśnie zwierzęta są behawioralne aczkolwiek teologicznie niepoprawne byłoby upatrywać u nich nośnik inny niż materialny. Jeśli zaś posiadają jakiś nośnik pozamaterialny, to tymczasowo i nie ma on charakteru osobowego(to taka robocza teoria).

To już wywodzisz wyłącznie z myśli religijnej, więc zostawmy lepiej to zagadnienie.

Dodam tylko że behawior dotyczy tak małpek i świnek, jak i ludzi. Zwierzęta tworzą w okreslonym celu populacje i hierarchie, my również, zwierzęta reagują na zagrożenie ucieczką, agresją, bądź asymilacją, my też (nie licząc skrajnych przypadków, które na szczęście mają dzięki temu mniejsze szanse na posiadanie równie tępego potomstwa).

Człowiek jest zwierzęciem, mój drogi. Przypomina zwierzę znacznie bardziej niż bóstwo, na którego podobieństwo podobno miał być stworzony. Zachowaniem, budową, fizjologią... Choćbyś nie wiem, jak się wysilał i mocno wierzył, tego stanu rzeczy nie zmienisz.

>Człowiek według Objawienia ma zarówno materialny jak i niematerialny poziom (duchowy) i może być tak, że ten niematerialny pozostaje w cieniu materialnego. Tak prawdopodobnie jest i dlatego wszyscy mieliby po trosze racji.

Ponieważ w Objawienia nie wierzę, zagadnienie zostawiam bez odpowiedzi.

>>To przenieś mi siłą woli małą kropelkę wody na odległość... niech będzie jednego centymetra.
>Nie o to chodzi, a raczej o komunikację, pomiędzy opartym na nośniku materialnym intelekcie z tym, co materialne nie jest, a być może oparte na innym niż materialny nośniku, jeśli taki jest konieczny. Siła jako taka też jest niewidzialna, a staje się widzialną, gdy wpływa na widzialne ciało.

Nauka, a więc restrykcyjna OBSERWACJA, komunikacji takowej nie potwierdziła.

>>Ależ kręgosłup moralny ateistów istnieje i ma się całkiem dobrze. Polega przede wszystkim na zdrowym rozsądku, podpowiadającym że w zorganizowanym społeczeństwie trzeba trzymać się zasady: "nie czyń drugiemu, co tobie niemiłe", jeśli chce się dożyć spokojnej starości.
>Sądząc na podstawie późniejszych wypowiedzi - z ostatnich postów - to iluzja. A ta spokojna starość również pozostaje pod znakiem zapytania, chyba że ją rozumiesz jako "wieczny odpoczynek"...

Co masz na myśli, mówiąc o późniejszych postach? Moją niechęć względem teistów?

Warunkiem nieczynienia drugiemu co mnie niemiłe, jest zachowanie obustronności. Jeśli teizm jest mi narzucany, ja manifestuję antyteizm. Najlepsze relacje zachowuję z ludźmi o podobnych mi poglądach

Pozdrawiam.
Kontrast (1042 punktów)
Witam!

Trudno tak dyskutować, skoro przyjąłeś z góry aksjomat, że tylko materia jest wyjaśnieniem wszystkiego, istnieje tylko to co widzialne, co się da sprawdzić, a czego nie widzę, to nie istnieje. No i wszyscy, co tak nie myślą to pacjenci wariatkowa. Bez sensu jest taka rozmowa.
Ja nie mam problemów z akceptacją faktów naukowych, ale uważam, że świat nie jest wyłącznie materią. Nie wiem jaka jest struktura, tego co jednomyślnie z innymi wierzącymi nazywamy światem niewidzialnym. Gdyby był widzialny badalibyśmy go zapewne podobnie jak ten widoczny i namacalny. Jednak, to że ów niewidzialny świat istnieje jest powszechnym przekonaniem i doświadczeniem wielu, tak wielu, że przypisywanie im szaleństwa jest nieuprawnione. Wiadomo i z tym się wszyscy zgodzimy, że materia, zwłaszcza ta doświadczana na codzień istnieje, badania odsłaniają, że jesteśmy z niej zbudowani, a nasze mózgi i cały organizm funkcjonuje w oparciu o różne procesy, nikt tego nie podważa. Wierzący uważają jednak, że to nie wszystko. W tym tkwi cała tajemnica.
Wiara jest zaufaniem, czymś oczywistym i naturalnym, a ci, którzy z różnych powodów są fundamentalnie nieufni, na wszystko to przenoszą a ateizm jest tylko jednym z przejawów takiej postawy, niekoniecznie nawet aktywną.

>Wywody teistów o bogu można porównać do stwierdzenia wydanego przez głuchoniemego ślepca, który twierdzi że muzyka Beethovena przywodzi mu na myśl kolor niebieski.
Po takich hasłach uważasz, że jesteś rozmówcą, z którym można rozmawiać na taki temat?

>Tylko, widzisz, korzystając z tych zmysłów, które mamy do dyspozycji, dochodzimy do pewnych logicznych, SPRAWDZALNYCH wniosków. Teistom brakuje tego właśnie, ważnego argumentu sprawdzalności.
Przypomnij sobie to, co napisałeś o głuchoniemym ślepcu. Jak ty chcesz widzieć rzeczy niematerialne, skoro nasze zmysły rejestrują tylko takie wrażenia?
Wierzący są przekonani, że człowiek jest oprócz materii również duchowy i jeżeli mówimy o spostrzeżeniach z tego niewidzialnego świata, jest to postrzeganie innej niż materialna rzeczywistości. Czy dusza na zmysły i drugie równoległe ciało w tamtym wymiarze, czy też w jakiś sposób następuje komunikacja, nie wiadomo. Takie jest przekonanie (dusza formą ciała), jednak czym to zbadać i jak nie mam pojęcia.

>Ot, co. Nie ma materii- nie ma neuronów. Nie ma neuronów- nie ma świadomości.

>Ich świadomość nie jest identyczna z ludzką, to oczywiste. Również świadomość dziobaka nie jest identyczna ze świadomością jeża, a świadomość chomika ze świadomością psa.
Zwierzęta działają instynktownie i raczej automatycznie. Człowiek ma świadomość i wolę. Strukturalnie niby różnic nie ma, ale pomiędzy automatem a istotą wolitywną jest różnica, chociaż behawioralnie patrząc mogą się zachowywać identycznie.

>Człowiek jest zwierzęciem, mój drogi. Przypomina zwierzę znacznie bardziej niż bóstwo, na którego podobieństwo podobno miał być stworzony. Zachowaniem, budową, fizjologią... Choćbyś nie wiem, jak się wysilał i mocno wierzył, tego stanu rzeczy nie zmienisz.
Człowiek ma ciało pochodzenia zwierzęcego (powiedzmy), ale różni się ontologicznie. Jest ewenementem pod wieloma względami i bardzo odstaje od reszty. Samoświadomość, rozum, wola czynią go istotą różną. Teiści wierzą, że człowiek łączy w sobie pierwiastek duchowy, co sprawia, że nie jest już zwierząciem. Ale to temat bardziej filozoficzny.

>Nauka, a więc restrykcyjna OBSERWACJA, komunikacji takowej nie potwierdziła.
Jeszcze raz z uporem maniaka powtarzam, jak mogłaby to sprawdzić? Częściowo psychologia coś potwierdza, ale wobec twardych aksjomatów przyjętych przez ateistów takie wyniki są odrzucane, albo przyjmuje się neurologiczno-chemiczne wytłumaczenie jako jedyne i zawsze słuszne.

Pozdrawiam!

Doskonała miłość usuwa lęk
placownik (17853 punktów)

   Bardzo mi się podoba rzeczowy ton Twojej wypowiedzi. Można jednak wyciągnąć z niej fałszywy wniosek, że różnice pomiędzy ateistami i teistami sprowadzają się jedynie do tego, że teiści wierzą w to czego ateiści "nie widzą". Tak jednak nie jest. A nie jest dlatego, że teiści w wielu wypadkach usiłują ateistom narzucić swoje "widzenie". Dawniej chętnie używali w tym celu siły. Te czasy na szczęście odeszły w przeszłość. Obecnie metody są bardziej cywilizowane. "Demokratyczne". Większość ustala na przykład, że dwudniowa zygota jest człowiekiem. I kropka. Że ateista tego "nie widzi" to już jego problem. Większość ustala, że teologia jest nauką i dlatego powinna być uprawiana na uniwersytetach. Za pieniądze podatnika oczywiście. W tym także ateistów, którzy żeby było śmieszniej, nie mogą jej studiować. Czy dziwi Cię to, że ateiści traktują takie sytuacje jako dyskryminację ich poglądów?

   Pozdrawiam

Niech strój słów podkreśla urodę myśli
Kontrast (1042 punktów)
Witam!
Jeszcze raz, bo musiałem spisać z ekranu odpowiedź (sypie mi się komputer).
>   Bardzo mi się podoba rzeczowy ton Twojej wypowiedzi. Można jednak wyciągnąć z niej fałszywy wniosek, że różnice pomiędzy ateistami i teistami sprowadzają się jedynie do tego, że teiści wierzą w to czego ateiści "nie widzą".
Nie widzą, ależ trochę widzą, tylko na wszystko znaleźli jedno wytłumaczenie, dlatego się mówi, że są monistami, takimi trochę marksistowsko-epikurejskimi. Cały świat niewidzialny można by również wytłumaczyć jako wyższą formę materii i jakby się dało to udowodnić np., że w umyśle ludzkim "ilość zmienia się w jakość", to znaleźliby się zapewne zwolennicy takiego poglądu. Czy ateiści są rzeczywiście ateistami, czy już panteistami, a tego nie wiedzą? Nie mają określonej formy kultu, ale czy to konieczne?
Czy w ogóle ateizm jako taki jest możliwy? Może to jest wybór pomiędzy monoteizmem a panteizmem.

>Tak jednak nie jest. A nie jest dlatego, że teiści w wielu wypadkach usiłują ateistom narzucić swoje "widzenie".
To z innej beczki. Jednak to samo można powiedzieć o ateistach zwłaszcza z minionej epoki.

>Dawniej chętnie używali w tym celu siły. Te czasy na szczęście odeszły w przeszłość.
Czasy stalinowskie też...

>Obecnie metody są bardziej cywilizowane. "Demokratyczne". Większość ustala na przykład, że dwudniowa zygota jest człowiekiem. I kropka. Że ateista tego "nie widzi" to już jego problem.
Ustalenia w tym temacie nie mają charakteru religijnego, teologia jest tu tylko dodatkową motywacją. Gdyby nie było katolików, o życie prawdopodobnie walczyliby ci, co myśląc przyczynowo-skutkowo, dostrzegają, że początkiem życia ludzkiego jest moment poczęcia (połączenia się jąder komórkowych jaja i plemnika) i wynikający z tego proces. Nie ma innego punktu zwrotnego, taka jest rzeczywistość, niezależnie co sądzą w tym temacie ludzie różnych opcji światopoglądowych. Wielu zresztą ateistów, którzy to zrozumieli jest pro-life.
Jeśli mówimy, że zygota jest człowiekiem, używamy pewnego uogólnienia, bo patrząc zewnętrznie powinniśmy powiedzieć, ze mamy do czynienia z "człowiekiem w fazie rozwojowej zygoty" (to ludzka zygota).
Kwestii życia ludzkiego nie powinno się stawiać jako kość niezgody między katolikami, a ateistami. Raczej jest to dyskusja na temat kryterium wartości i proporcjonalności oraz hierarchii praw. Które prawo powinniśmy uznać za wyższe i ważniejsze, prawo do narodzin (do życia), czy tzw. "prawo do brzucha" (decydowania)?
Pomijam tu kwestię dylematu, gdzie trzeba podjąć wybór pomiędzy życiem matki, a życiem człowieka na etapie rozwojowym płodu.
Należałoby tu wyłączyć również kwestię życia ludzkiego, które zostało poczęte w wyniku gwałtu lub innej formy przemocy. To o wiele bardziej skomplikowana kwestia.

>Większość ustala, że teologia jest nauką i dlatego powinna być uprawiana na uniwersytetach. Za pieniądze podatnika oczywiście. W tym także ateistów, którzy żeby było śmieszniej, nie mogą jej studiować.
Już o tym pisałem. Gdyby policzyć na jakie cele idzie więcej kasy podatników wierzących, pewnie wyszłoby raczej na naszą krzywdę.
Po co otwierać puste wydziały, który ateista by wytrzymał sześć lat studiów zaocznych, dziennych by nie przetrwał

>Czy dziwi Cię to, że ateiści traktują takie sytuacje jako dyskryminację ich poglądów?

Pozdrawiam!


Doskonała miłość usuwa lęk
placownik (17853 punktów)

>Czy ateiści są rzeczywiście ateistami, czy już panteistami, a tego nie wiedzą?

   Ateizm ma wiele barw i odcieni, ale trudno go pomylić z panteizmem. Najbliższą mi jest postawa ateisty semiotycznego.

>>Większość ustala na przykład, że dwudniowa zygota jest człowiekiem. I kropka. Że ateista tego "nie widzi" to już jego problem.
>Ustalenia w tym temacie nie mają charakteru religijnego, teologia jest tu tylko dodatkową motywacją.

   Takie stwierdzenie wykracza, jak mi się wydaje, poza ramy ortodoksji katolickiej. Może zbyt wiele dyskutujesz z ateistami?

>Po co otwierać puste wydziały, który ateista by wytrzymał sześć lat studiów zaocznych, dziennych by nie przetrwał

   Zakaz przyjmowania ateistów na teologię katolicką jest chyba podyktowany czymś innym niż troską o ich wytrzymałość. Zresztą mniejsza o motywację. Sam zakaz, w odniesieniu do wydziałów teologii funkcjonujących w ramach niektórych państwowych szkół wyższych, jest po prostu skandaliczny.

   Pozdrawiam

Niech strój słów podkreśla urodę myśli
Kontrast (1042 punktów)
Witam!

Wpadłem na chwilę.
>>Czy ateiści są rzeczywiście ateistami, czy już panteistami, a tego nie wiedzą?
>   Ateizm ma wiele barw i odcieni, ale trudno go pomylić z panteizmem. Najbliższą mi jest postawa ateisty semiotycznego.
Moje porównanie do panteizmu jest przewrotne, ale na podstawie artykułu jaki wskazałeś podtrzymuję tę opinię. Zapewne nie przeszłoby przez gardło słowo teizm, żadnemu ortodoksyjnemu ateiście, ale monizm taki, czy inny moim zdaniem jest tylko eufemizmem. Można to porównać do wyznawców praktykujących i niepraktykujących. Jedni i drudzy wierzą, że wszystko jest częścią jednej materii. Panteiści nazywają ją bóstwem i z tego powodu czczą w przeróżnych formach, stąd tyle bogów ilu wyznawców. Jakaż przeszkoda i różnica, aby postawić jeszcze jedną stellę dla rozumu, nauki, materii itp.
Doprawdy sprowadzanie wszelkiej definicji istnienia do tego, co można doświadczyć poprzez materię jest tylko inną nazwą, ale nadal pozostaje panteizmem. Traktowanie swojego boga jako martwe tworzywo to tylko taki maleńki szczegół. Z mojej perspektywy monoteisty nie ma znaczącej różnicy. Ateiści z dnia na dzień mogą stać się panteistami, to tylko kwestia podejścia do sprawy.
Definicje Hume'a w takim kontekście mają wartość wypowiedzi ryby (żyjącej na dnie morza), która odrzuca istnienie powietrza, ponieważ w jej pojęciach powietrze nie występuje.
Powoływanie się na paradoksy mogłoby obalić wiele innych rzeczy i można by prawdopodobnie stwierdzić, że logika sama sobie zaprzecza.
Właśnie czytam fragment Sumy teologicznej (pod wpływem dyskusji z Thorvoy'em), gdzie jest mowa o aniołach (przykładowo) i zasadniczo racją jest, że jeśli jakaś cecha przestrzenna nie należy do kategorii przestrzennych, z naszej perspektywy może być tylko nieskończona, bo gdyby była skończona oznaczałoby, że jest częścią naszego świata.
Monoteiści z Kościoła katolickiego (inni mnie nie obchodzą, ale to temat na inną okazję) wierzą, że człowiek jest nie tylko materialny, ale ma również naturę duchową i te w jakiś sposób się łączą (poprzez łączenie substancji, ale najbardziej prawdopodobne i namacalne jest połączenie poprzez umysł, który jako wypadkowa procesów zachodzących w mózgu sam już materialny nie jest, a jedynie opiera się na nośniku materialnym), dlatego poznanie poprzez rozum nie jest jedynie analizą powietrza. Skoro jest możliwe poznanie rzeczywistości niematerialnej poprzez taką właściwość umysłu, możemy badać tenże świat podobnie jak badamy zależności w świecie materialnym, do którego mamy dostęp poprzez zmysły. Zatem w świetle tego wywodu do świata pozamaterialnego mamy dostęp tylko poprzez umysł, a do świata materialnego za pomocą zmysłów. Wiara pozwala zatem przekroczyć próg.

>>>Większość ustala na przykład, że dwudniowa zygota jest człowiekiem. I kropka. Że ateista tego "nie widzi" to już jego problem.
>>Ustalenia w tym temacie nie mają charakteru religijnego, teologia jest tu tylko dodatkową motywacją.
>   Takie stwierdzenie wykracza, jak mi się wydaje, poza ramy ortodoksji katolickiej. Może zbyt wiele dyskutujesz z ateistami?
Może...
Do czego już doszło, niewierzący uczą mnie trzymać się ortodoksji...
Takie wartości jak życie jako wartość są prawem naturalnym. Jeśli ktoś podważa to prawo powołując się na niejasne przesłanki, w moich oczach jest niebezpieczny.
Zrównywanie samych plemników z zygotą świadczy albo o ignorancji, albo raczej o próbie robienia głupków z ludzi.

>>Po co otwierać puste wydziały, który ateista by wytrzymał sześć lat studiów zaocznych, dziennych by nie przetrwał
>
>   Zakaz przyjmowania ateistów na teologię katolicką jest chyba podyktowany czymś innym niż troską o ich wytrzymałość. Zresztą mniejsza o motywację. Sam zakaz, w odniesieniu do wydziałów teologii funkcjonujących w ramach niektórych państwowych szkół wyższych, jest po prostu skandaliczny.

Zakaz to nienajlepsze słowo, raczej rozsądek przy rekrutacji. Wielu katolików nie może się dostać z tych samych powodów. Potrzebna jest opinia, a na studiach jest składana przysięga (podobieństwo do szkół wojskowych). To są studia, gdzie uczą nauczycieli depozytu wiary. Ci nauczyciele nie mogą uczyć innych rzeczy pod sztandarem Kościoła. Ateiści i niezrównoważeni ideologicznie katolicy nie nadają się, choć czasem przy nieuwadze rekrutujących przemyci się kilku. Można otwierać jakieś instytuty dla zainteresowanych, ale to już nie będą studia teologii katolickiej (autoryzowane), tylko jakieś religioznawcze. Zresztą na innych studiach jest podobnie, nie każdy się dostanie.
Możecie się domagać dodatkowych uczelni, gdzie byłyby wykłady teologii identyczne jak w tych wspomnianych, tylko wątpię, w sens takich zabiegów, bo absolwenci bez autoryzacji ze strony Kościoła uczyliby się wyłącznie hobbystycznie.

Pozdrawiam!

Doskonała miłość usuwa lęk
Thorvoy (6588 punktów)
>Witam!
>Trudno tak dyskutować, skoro przyjąłeś z góry aksjomat, że tylko materia jest wyjaśnieniem wszystkiego, istnieje tylko to co widzialne, co się da sprawdzić, a czego nie widzę, to nie istnieje. No i wszyscy, co tak nie myślą to pacjenci wariatkowa. Bez sensu jest taka rozmowa.

Wyjaśnijmy sobie coś: poznajemy świat z pomocą materiopochodnych zmysłów materialnymi ciałami, które nie odbierają bodźców nie[materialnych/materiopochodnych]. Jeśli umiesz zmierzyć i/lub skategoryzować jakoś działalność ponadmaterialną, wtedy możemy porozmawiać.


>Ja nie mam problemów z akceptacją faktów naukowych, ale uważam, że świat nie jest wyłącznie materią.

Jest też reakcjami w niej zachodzącymi.

> Nie wiem jaka jest struktura, tego co jednomyślnie z innymi wierzącymi nazywamy światem niewidzialnym. Gdyby był widzialny badalibyśmy go zapewne podobnie jak ten widoczny i namacalny. Jednak, to że ów niewidzialny świat istnieje jest powszechnym przekonaniem i doświadczeniem wielu, tak wielu, że przypisywanie im szaleństwa jest nieuprawnione.

Pamiętaj że na świecie jest wielu schizofreników. Bardzo wielu ludzi wierzy że istnieje UFO, Elvis żyje, albo że mają niewidzialnego przyjaciela. Czy mnogość takich przypadków świadczy o tym, że przypisywanie im szaleństwa jest nieuprawnione?

> Wiadomo i z tym się wszyscy zgodzimy, że materia, zwłaszcza ta doświadczana na codzień istnieje, badania odsłaniają, że jesteśmy z niej zbudowani, a nasze mózgi i cały organizm funkcjonuje w oparciu o różne procesy, nikt tego nie podważa. Wierzący uważają jednak, że to nie wszystko. W tym tkwi cała tajemnica.

Szkoda że nie potrafią tego zaargumentować.

>>Wywody teistów o bogu można porównać do stwierdzenia wydanego przez głuchoniemego ślepca, który twierdzi że muzyka Beethovena przywodzi mu na myśl kolor niebieski.
>Po takich hasłach uważasz, że jesteś rozmówcą, z którym można rozmawiać na taki temat?

Czy zrozumałeś chociaż co chciałem przez to hasło powiedzieć? Jeśli nie, to chyba nie jesteś rozmówcą, z którym można podyskutować na taki temat.

>>Tylko, widzisz, korzystając z tych zmysłów, które mamy do dyspozycji, dochodzimy do pewnych logicznych, SPRAWDZALNYCH wniosków. Teistom brakuje tego właśnie, ważnego argumentu sprawdzalności.
>Przypomnij sobie to, co napisałeś o głuchoniemym ślepcu. Jak ty chcesz widzieć rzeczy niematerialne, skoro nasze zmysły rejestrują tylko takie wrażenia?

Więc jak możemy w ogóle mówić o rzeczach niematerialnych, skoro tak naprawdę nie mamy podstaw, by w nie wierzyć? I dlaczego, jeśli już naprawdę mam wierzyć, to właśnie w boga, a nie np. Mistyczny Herbatnik Odrodzenia?

>Wierzący są przekonani, że człowiek jest oprócz materii również duchowy [...].

Wszyscy? Fałszując rzeczywistość, raczej nie dajesz podstaw wierzyć, że dalszy dialog z Tobą będzie konstruktywny.

> [...] i jeżeli mówimy o spostrzeżeniach z tego niewidzialnego świata, jest to postrzeganie innej niż materialna rzeczywistości.

A jak niby można ją postrzegać, skoro jest NIEMATERIALNA?

> Czy dusza na zmysły i drugie równoległe ciało w tamtym wymiarze, czy też w jakiś sposób następuje komunikacja, nie wiadomo.

O ile wierzysz w duszę. Wielu nie wierzy. Obserwacje (czy też- słowo, które nie bardzo Ci się podoba- nauka) jej istnienia nie potwierdzają.

> Takie jest przekonanie (dusza formą ciała), jednak czym to zbadać i jak nie mam pojęcia.

I na tym koniec. Mamy do wyboru: wierzyć sprawdzalnemu poglądowi materialnemu, albo wierzyć w każdy byt, który tylko zdołamy sobie wymyślić.

>Zwierzęta działają instynktownie i raczej automatycznie.

A my to nie? Jesteś w błędzie, sądząc, iż jest inaczej. Czy jeśli z zaskoczenia przyłożę Ci do ręki rozgrzany pręt, nie cofniesz jej z głośnym przekleństwem, lub wkurzonym sykiem? Mówię o zaskoczeniu tylko dlatego, że teoretycznie mógłbyś z zaciśniętymi przejść test, wiedząc iż zaraz zostaniesz w tym celu boleśnie poparzony.

> Człowiek ma świadomość i wolę.

Tak samo każdy inny ssak.

> Strukturalnie niby różnic nie ma, ale pomiędzy automatem a istotą wolitywną jest różnica, chociaż behawioralnie patrząc mogą się zachowywać identycznie.

Mówisz tak, jakby zwierzęta nigdy nie podejmowały wyborów. Fakt, są one zwykle proste, ale SĄ.

>Człowiek ma ciało pochodzenia zwierzęcego (powiedzmy), ale różni się ontologicznie. Jest ewenementem pod wieloma względami i bardzo odstaje od reszty.

A jacy powinniśmy być, żeby dać Ci dobry argument? Podobni do każdego zwierzęcia? Fizycznie niemożliwe.

Różnice między innymi zwierzętami są znacznie większe, niż między nami a resztą ssaków. Na przykład jesteśmy znacznie bardziej podobni do psa, niż czapla do mątwy. Z kolei różnice między nami a naczelnymi są znacznie mniejsze, niż między nami (bądź nimi) a resztą ssaków. Nie wskazuje Ci to pewnego schematu?

> Samoświadomość, rozum, wola czynią go istotą różną.

A wśród innych zwierząt to już nie występują cechy wyjątkowe dla gatunku? Zastanów się! U nas akurat jedną z cech charakterystycznych jest samoświadomość.

> Teiści wierzą, że człowiek łączy w sobie pierwiastek duchowy, co sprawia, że nie jest już zwierząciem. Ale to temat bardziej filozoficzny.

Dlatego póki co, zostawmy go w św. Spokoju.

>>Nauka, a więc restrykcyjna OBSERWACJA, komunikacji takowej nie potwierdziła.
>Jeszcze raz z uporem maniaka powtarzam, jak mogłaby to sprawdzić?

Więc jeszcze raz z uporem maniaka powtarzam: jak moglibyśmy w ogóle o niej mówić, albo wierzyć tylko w jeden możliwy byt niematerialny?

> Częściowo psychologia coś potwierdza, ale wobec twardych aksjomatów przyjętych przez ateistów takie wyniki są odrzucane, albo przyjmuje się neurologiczno-chemiczne wytłumaczenie jako jedyne i zawsze słuszne.

Nauka idzie dzięki temu do przodu. Zamiast modlić się nad psychicznymi o wypędzenie demona, podajemy im odpowiednie specyfiki. I wiesz co? One działają!

>Pozdrawiam.
Kontrast (1042 punktów)
Witam!
Rozdmuchujesz moje odpowiedzi i potem trudno krótko i konkretnie odpowiedzieć. Jednak cały czas nie rozumiesz o czym ja mówię. Nie potrafisz myśleć bez odniesienia do materii. Jeśli mówię, że nie da się czegoś zobaczyć za pomocą zmysłów materialnych, to mówię chyba jasno. Gdy mówię o tym, że w jakiś sposób to niewidzialne się komunikuje, to chyba też powinno być jasne. Powiedzmy, że przez jakiś pośrednik informacja dociera do materialnego umysłu, uruchamiają się uczucia, wyobraźnia i jest wizja (ktoś widzi powiedzmy Anioła) lub inne wrażenia (odczucie atmosfery). Czy taki delikwent widzi realnie istniejącego Anioła, czy tylko jego umysł pośredniczy przekładając (konwertując) informację na zrozumiały przekaz. Prosty człowiek zobaczy Anioła ze skrzydłami profesor teologii coś innego. Gdybyś podłączył tych ludzi do urządzeń nie jesteś w stanie w żaden sposób zweryfikować, czy ci ludzie zobaczyli obiekt materialny, czy też była to reprezentacja.
Takie doświadczenia są możliwe do rozpoznania, czy pochodzą z chorego umysłu, bujnej wyobraźni, czy też żródło ma charakter duchowy. Neurologia może pomóc przy weryfikacji choroby, zresztą, to zwykle nie konieczne.
Choćby przykład rzucam hasło "różowy słoń" - widzisz słonia, gdy powiem brakwatma, co widzisz? Słowa wywołują obrazy, ale słowa to znaczenia obiektów które oznaczają. Nawet na tym forum posługujemy sie znakami aby przekazać w sumie duchową, niewidzialną rzeczywistość. Twój komputer i mój przetwarza jakieś niezrozumiałe dane na znaki, które nasze umysły przetwarzają na wrażenia.
W pewnym zatem sensie możemy rzeczywistość pozamaterialną reprezentować symbolicznie, a zatem mierzyć. Całe nasze życie z relacjami, wartościami jest zapisane na neuronach, tak jak litery tekstu jaki czytasz. W pewnym sensie materia jest jak kartka papieru, na której wszystko jest zapisane. Badając skład papieru krój czcionek, nie zrozumiesz...
Potem można się śmiać z Ufo, krasnali, Mistyczny Herbatnik Odrodzenia itp.

>Nauka idzie dzięki temu do przodu. Zamiast modlić się nad psychicznymi o wypędzenie demona, podajemy im odpowiednie specyfiki. I wiesz co? One działają!
Leczenie skutków a nie przyczyn. Aplikowanie środków może zmienić stan psychiczny, bo uzupełnią jakiś tam brak, ale nie rozwiążą problemu. To trochę tak jakby rozwiązaniem dla jakiejś traumy wywołyjącej chorobę było znalezienie sektora w mózgu, gdzie została zapisana i wykasowanie doświadczenia operacyjnie. Podczas, gdy terapia pozwala zmienić sposób myślenia o tym wydarzeniu i do normy wracają chemia mózgu. Ktoś się zakochuje i uruchamiają się procesy chemiczne z tym związane. Jednak to wola i podświadomość tym steruje, a nie odwrotnie. Ktoś zakochany nagle rozczaruje się i zmienia się chemia w jego mózgu.

Ja mam inną wizję i raczej w dużej mierze odrzucam skrajny behawioryzm, częściowo jesteśmy behawioralni, ale to wynika z tego, że nasza świadomość jest ograniczona i na to zezwala, włączając automatycznego pilota. Są ludzie, którzy wyćwiczyli wolę do tego poziomu, że potrafią sterować nawet biciem własnego serca, ruszać uszami i parę innych sztuczek.
Choćby gra na gitarze, gdy ktoś ćwiczy kilka lat nie musi patrzeć na gryf, bo ręce same układają się do akordów, jednak wie co robi.


Pozdrawiam!


Doskonała miłość usuwa lęk
Thorvoy (6588 punktów)
>Witam!
>Rozdmuchujesz moje odpowiedzi i potem trudno krótko i konkretnie odpowiedzieć.

Widać, się nie da.

> Jednak cały czas nie rozumiesz o czym ja mówię. Nie potrafisz myśleć bez odniesienia do materii.

Nie potrafisz zrozumieć że bez materii nie ma mowy o jakimkolwiek odniesieniu.

> Jeśli mówię, że nie da się czegoś zobaczyć za pomocą zmysłów materialnych, to mówię chyba jasno.

Masz inne?

> Gdy mówię o tym, że w jakiś sposób to niewidzialne się komunikuje, to chyba też powinno być jasne.

Problem w tym że nie jest. Przedstaw mi ten JAKIŚ sposób. Ja na razie nie widzę możliwości jego istnienia.

> Powiedzmy, że przez jakiś pośrednik informacja dociera do materialnego umysłu, uruchamiają się uczucia, wyobraźnia i jest wizja (ktoś widzi powiedzmy Anioła) lub inne wrażenia (odczucie atmosfery). Czy taki delikwent widzi realnie istniejącego Anioła, czy tylko jego umysł pośredniczy przekładając (konwertując) informację na zrozumiały przekaz.

Widzisz, jeśli niematerialne oddziałuje na materialne, to już nie jest niematerialne, ponieważ przybiera jego cechy.

> Prosty człowiek zobaczy Anioła ze skrzydłami profesor teologii coś innego. Gdybyś podłączył tych ludzi do urządzeń nie jesteś w stanie w żaden sposób zweryfikować, czy ci ludzie zobaczyli obiekt materialny, czy też była to reprezentacja.

Albo czy tak naprawdę widzieli cokolwiek.

>Takie doświadczenia są możliwe do rozpoznania, czy pochodzą z chorego umysłu, bujnej wyobraźni, czy też żródło ma charakter duchowy. Neurologia może pomóc przy weryfikacji choroby, zresztą, to zwykle nie konieczne.
>Choćby przykład rzucam hasło "różowy słoń" - widzisz słonia, gdy powiem brakwatma, co widzisz? Słowa wywołują obrazy, ale słowa to znaczenia obiektów które oznaczają. Nawet na tym forum posługujemy sie znakami aby przekazać w sumie duchową, niewidzialną rzeczywistość. Twój komputer i mój przetwarza jakieś niezrozumiałe dane na znaki, które nasze umysły przetwarzają na wrażenia.

Fajnie. Tylko, widzisz... wszystko, o czym myślimy, ma jakieś swoje materialne odniesienie. Wszystkie efekty naszej wyobraźni można stworzyć, choćby w postaci rysunku, rzeźby, artworków, ponieważ ich możliwe desygnaty obaczone są materialnymi cechami. Jeśli wyobrażasz sobie różowego słonia, to:

Słoń ten posiada pewne rozmiary. To cecha materii.
Słoń jest różowy, ma KOLOR. To cecha materii.
Słoń posiada kształt. To cecha materii.

Potrafisz stworzyć sobie w mózgu obraz czegoś niematerialnego?

>W pewnym zatem sensie możemy rzeczywistość pozamaterialną reprezentować symbolicznie, a zatem mierzyć. Całe nasze życie z relacjami, wartościami jest zapisane na neuronach, tak jak litery tekstu jaki czytasz. W pewnym sensie materia jest jak kartka papieru, na której wszystko jest zapisane. Badając skład papieru krój czcionek, nie zrozumiesz...

Badając zależności między poszczególnymi znakami, zrozumiesz, a to właśnie czynią ateiści, nierzadko w pierwszym etapie zrywania swoich więzi z religią.

>Potem można się śmiać z Ufo, krasnali, Mistyczny Herbatnik Odrodzenia itp.

Śmiejesz się z Herbatnika? Potępion będziesz!

>>Nauka idzie dzięki temu do przodu. Zamiast modlić się nad psychicznymi o wypędzenie demona, podajemy im odpowiednie specyfiki. I wiesz co? One działają!
>Leczenie skutków a nie przyczyn.

Czyli jednak przyczyną choroby umysłowej jest demon, a wykazane nieprawidłowe fukncjonowanie neuronów to już bzdura? Oj, daj spokój.

Przyczyny, nawiasem mówiąc, nie zawsze da się wyleczyć. Póki co, nie można dać człowiekowi nowego mózgu, choć z innymi organami większych problemów już nie ma.

> Aplikowanie środków może zmienić stan psychiczny, bo uzupełnią jakiś tam brak, ale nie rozwiążą problemu.

Różnie bywa. Dochodzą jeszcze inne terapie.

> To trochę tak jakby rozwiązaniem dla jakiejś traumy wywołyjącej chorobę było znalezienie sektora w mózgu, gdzie została zapisana i wykasowanie doświadczenia operacyjnie.

Czemu nie.

> Podczas, gdy terapia pozwala zmienić sposób myślenia o tym wydarzeniu i do normy wracają chemia mózgu. Ktoś się zakochuje i uruchamiają się procesy chemiczne z tym związane. Jednak to wola i podświadomość tym steruje, a nie odwrotnie. Ktoś zakochany nagle rozczaruje się i zmienia się chemia w jego mózgu.

Tylko jak się to ma do tematu?

>Ja mam inną wizję i raczej w dużej mierze odrzucam skrajny behawioryzm, częściowo jesteśmy behawioralni, ale to wynika z tego, że nasza świadomość jest ograniczona i na to zezwala, włączając automatycznego pilota.

Behawioryzm nie może być skrajny. Jest, albo nie. Behawior jest ujęciem w czysto gombrowiczowskie ramy. Jakakolwiek wyjście poza tę ramę jest wpisaniem się w kolejną, opatrzoną również napisem "behawioryzm". Zawsze tak będzie w przypadku organizmów wyższych, chyba że kiedyś zmieni się definicje.

> Są ludzie, którzy wyćwiczyli wolę do tego poziomu, że potrafią sterować nawet biciem własnego serca, ruszać uszami i parę innych sztuczek.

Siłą woli?! Co innego, gdyby uszy nie miały swoich mięśni, wtedy uznałbym to chyba za cud. Ale mają!

Siłą woli człowiek jeszcze niczego nie zmienił. Między innymi stąd moje przeświadczenie o nieistnieniu bytów, których pragniemy, a których nie można jednak uświadczyć.

>Choćby gra na gitarze, gdy ktoś ćwiczy kilka lat nie musi patrzeć na gryf, bo ręce same układają się do akordów, jednak wie co robi.

No widzisz, jak podobni do zwierząt jesteśmy... I one, i my potrafimy wykształcić w sobie automatyzmy. Fakt, może nie grają na gitarze, ale doświadczenia podobne do tego, które przeprowadził Pawłow, mówi chyba samo za siebie.

Pozdrawiam.
Kontrast (1042 punktów)
Witam!
Zastanawia mnie czy jest sens tłumaczyć, komuś z założenia odrzucającemu rzeczywistość inną niż materialna, skoro już samo wspomnienie wywołuje blokadę i wręcz obsesyjne odnoszenie wszystkiego do materii. To jest niemożliwe do przejścia z powodu założeń filozoficznych. Widzę to wyraźnie na podstawie sposobu myślenia w kilku kwestiach i chyba pewnego motta życiowego:
"jest tylko to co widzę, a czego nie widać, nie istnieje"
Filozoficznie można by powiedzieć istnieją tylko przypadłości, istota=przypadłość. Stąd upór w twierdzeniu, że bytem realnie istniejącym jest tylko ten, który posiada widzialne, materialne przypadłości. Nie potrafisz sobie nawet wyobrazić bytu, którego struktura jest inna np.: istota i przypadłości lub sama istota itp.
Kiedy mówię o świecie niewidzialnym mam na myśli byty o strukturze wyłącznie substancjalnej, gdzie przypadłości materialne nie występują albo substancjalno-pozamaterialne (neologizm taki) gdzie zamiast materii występują przypadłości inne niż materialne.

Przekładając to na układ może będzie bardziej jasne:
byt=B
Istota=S
Przypadłość materialna =M
Przypadłość niematerialna=D
Rzeczy widzialne=W
Rzeczy niewidzialne=N

W{B(S+M)}
N{B(S)} lub N{B(S+D)}

>Problem w tym że nie jest. Przedstaw mi ten JAKIŚ sposób. Ja na razie nie widzę możliwości jego istnienia.
>Widzisz, jeśli niematerialne oddziałuje na materialne, to już nie jest niematerialne, ponieważ przybiera jego cechy.
Nasz umysł jest materialny, ale informacja nie jest materialna w swej istocie. W zasadzie masz rację, rzeczywistość niewidzialna bezpośrednio dla naszego materialnego umysłu zamienia się na materialne doznania. Czy staje się materią, nie nazwałbym tego w ten sposób. Może raczej przetłumaczona na materialne doznania. Nie dochodzi tu do materializacji a do podobnej reprezentacji jak ze słoniem. Z konieczności, ponieważ bezpośrednia rzeczywistość niewidzialna pozostaje poza naszą percepcją. Nie wykluczone, że jest po części materią (np. na innej częstotliwości lub opartą na innych prawach niż ta) i wtedy z komunikacją byłby mniejszy problem niż sądzimy. Jednakże nie chcę głosić czegoś, co nie do końca wydaje się być zgodne z wyznaniem wiary KRK. W wyznaniu jest powiedziane "rzeczy widzialnych i niewidzialnych". Skoro mówimy o rzeczach bez wyraźnego rozróżnienia, chyba nie chodzi o całkowitą abstrakcję. Za mało jednak przesłanek, aby jednoznacznie powiedzieć, czy te rzeczy niewidzialne są absolutnie niewidzialne bo nie mają żadnej struktury, czy też są raczej niewidoczne, poza percepcją, czy zasięgiem. Jeśli nie potrafimy zobaczyć przeszłości i przyszłości naszego świata, równie dobrze możemy nie widzieć równoległego o innej częstotliwości. Nie zważymy go, ani nie zmierzymy.
Mnie osobiście podoba się ta hipoteza o innej częstotliwości, bo to tłumaczyłoby i porządkowało wiele spraw.
>> Prosty człowiek zobaczy Anioła ze skrzydłami profesor teologii coś innego. (...)
>Albo czy tak naprawdę widzieli cokolwiek.
Widzieli reprezentację lub symbol, tego czego nie można zobaczyć poprzez zmysły, to nie było widzenie oczami. Ty słonia też nie widziałeś oczami tylko poprzez wyobrażenie.

>Fajnie. Tylko, widzisz... wszystko, o czym myślimy, ma jakieś swoje materialne odniesienie. Wszystkie efekty naszej wyobraźni można stworzyć, choćby w postaci rysunku, rzeźby, artworków, ponieważ ich możliwe desygnaty obaczone są materialnymi cechami. Jeśli wyobrażasz sobie różowego słonia, to:
>Słoń ten posiada pewne rozmiary. To cecha materii.
>Słoń jest różowy, ma KOLOR. To cecha materii.
>Słoń posiada kształt. To cecha materii.
>Potrafisz stworzyć sobie w mózgu obraz czegoś niematerialnego?
Czujemy pojęcia abstrakcyjne (substancjalne lub relacyjne wg bardziej skomplikowanej klasyfikacji), jednakże z konieczności zastępujemy je słowami albo symbolami. Miałem duży problem na studiach, gdy trzeba było poruszać się w abstrakcjach, rysowałem sobie symbole, strzałki i to pomagało ogarnąć całość. Cyfry też są abstrakcją, ale jest parę sztuczek, żeby pomóc sobie je wyobrazić (albo raczej zastąpić czymś uchwytnym).

>Badając zależności między poszczególnymi znakami, zrozumiesz, a to właśnie czynią ateiści, nierzadko w pierwszym etapie zrywania swoich więzi z religią.
To trochę tak jak na języku polskim nauczycielka przyszła z pięknym i pobudzającym wyobraźnię wierszem, ale na lekcji zamiast rozważać wiersz ględziła godzinę o strukturze tego wiersza, użytych formach literackich i środkach wyrazu. Podobne jest podejście ateistów, którzy zamiast przeżywać, kontemplować i szukać treści, analizują formę i twierdzą, że to wszystko, a przekaz to rojenia jakiegoś zniewieściałego faceta.

>Czyli jednak przyczyną choroby umysłowej jest demon, a wykazane nieprawidłowe fukncjonowanie neuronów to już bzdura? Oj, daj spokój.
Nie napisałem tego, ale ty tylko czatujesz na takie dziury. Ja też tak potrafię, czy mam to robić?

>Behawioryzm nie może być skrajny. Jest, albo nie. Behawior jest ujęciem w czysto gombrowiczowskie ramy. Jakakolwiek wyjście poza tę ramę jest wpisaniem się w kolejną, opatrzoną również napisem "behawioryzm". Zawsze tak będzie w przypadku organizmów wyższych, chyba że kiedyś zmieni się definicje.
Zależy z jakiej perspektywy patrzysz. Jeśli obserwuje nas ktoś w przyszłości, może oceniać jako zdeterminowanych, bo wie jakie podjęliśmy decyzje, ale z naszej perspektywy teraz wybieramy przyszłość, nie gwiazdy, chemia albo mechanizmy. Wiadomo, że nie wybieramy chwili kiedy żołądek będzie trawić śniadanie, ale zasadniczo istotne decyzje, co do celów życiowych możemy podejmować w sposób wolny w stopniu wystarczającym, aby uznać nas odpowiedzialnymi za nasze działanie. Można oczywiście iść przez życie na spontan i nie myśleć, ale to również wybór.

>Siłą woli człowiek jeszcze niczego nie zmienił (...).
Wola, która pomaga coś wykonać opanować pomimo przeszkód, a nie jakieś telekinetyczne bzdury.

Pozdrawiam.

Doskonała miłość usuwa lęk
Thorvoy (6588 punktów)
>Zastanawia mnie czy jest sens tłumaczyć, komuś z założenia odrzucającemu rzeczywistość inną niż materialna, skoro już samo wspomnienie wywołuje blokadę i wręcz obsesyjne odnoszenie wszystkiego do materii.

Dlaczego obsesyjnie upierasz się że nie powinieneś skakać z samolotu bez spadochronu? Przecież nadnaturalna siła może Cię w każdej chwili uratować przed zmianą w brzydką plamę. Dlaczego nie wchodzisz pod koła pędzącego pociągu? Dlaczego jesz, kiedy jesteś głodny? Dlaczego można przeżyć życie bez ingerencji sił niematerialnych, a próbując nie stosować się do spraw przyziemnych- człowiek umiera?

Ponieważ NIE STWIERDZONO działań sił nadprzyrodzonych. Jeśli się nie manifestują, to znaczy że ich NIE ma.

Jeśli zaś mamy zakładać że istnieją, wcale nie muszą być BOGIEM. Mogą być czymkolwiek, wszystkim innym, albo bogiem- między innymi.


> To jest niemożliwe do przejścia z powodu założeń filozoficznych. Widzę to wyraźnie na podstawie sposobu myślenia w kilku kwestiach i chyba pewnego motta życiowego:
>"jest tylko to co widzę, a czego nie widać, nie istnieje"

I tego się trzymajmy. Ludzkość nie zaszłaby za daleko, gdyby nie ufała materii.

>Filozoficznie można by powiedzieć istnieją tylko przypadłości, istota=przypadłość. Stąd upór w twierdzeniu, że bytem realnie istniejącym jest tylko ten, który posiada widzialne, materialne przypadłości. Nie potrafisz sobie nawet wyobrazić bytu, którego struktura jest inna np.: istota i przypadłości lub sama istota itp.

Potrafię, aczkolwiek te byty są abstrakcją, o funkcji pomocniczej dla określania materialnej rzeczywistości. Na przykład LICZBY, które przecież same w sobie nie istnieją.

>Kiedy mówię o świecie niewidzialnym mam na myśli byty o strukturze wyłącznie substancjalnej, gdzie przypadłości materialne nie występują albo substancjalno-pozamaterialne (neologizm taki) gdzie zamiast materii występują przypadłości inne niż materialne.

Których istnienia, tak czy inaczej, nie stwierdzono, stąd szansa ich istnienia jest bliska zeru. Niech będzie możliwe że byty ponadmaterialne mogą istnieć, ale DOŚWIADCZENIE wyklucza póki co możliwość ich istnienia.

>Przekładając to na układ może będzie bardziej jasne:
>byt=B
>Istota=S
>Przypadłość materialna =M
>Przypadłość niematerialna=D
>Rzeczy widzialne=W
>Rzeczy niewidzialne=N
>W{B(S+M)}
>N{B(S)} lub N{B(S+D)}

W porządku, wszystko jednak przy odgórnym założeniu że niematerialna rzeczywistość istnieje, a to jest wysoce wątpliwe w świetle doświadczeń.

>>Widzisz, jeśli niematerialne oddziałuje na materialne, to już nie jest niematerialne, ponieważ przybiera jego cechy.
>Nasz umysł jest materialny, ale informacja nie jest materialna w swej istocie.

Informacja jest niczym bez materii, która ją przenosi. Ty raczej skłonny byłbyś stwierdzić że bóg doskonale dawałby sobie bez nas radę.

> W zasadzie masz rację, rzeczywistość niewidzialna bezpośrednio dla naszego materialnego umysłu zamienia się na materialne doznania. Czy staje się materią, nie nazwałbym tego w ten sposób. Może raczej przetłumaczona na materialne doznania. Nie dochodzi tu do materializacji a do podobnej reprezentacji jak ze słoniem.

Nawet słoniowa reprezentacja jest syntezą ludzkiej pamięci. Człowiek, które nie widział w swym życiu słonia, nigdy go sobie nie wyobrazi.

> Z konieczności, ponieważ bezpośrednia rzeczywistość niewidzialna pozostaje poza naszą percepcją.

I to z definicji.

> Nie wykluczone, że jest po części materią (np. na innej częstotliwości lub opartą na innych prawach niż ta) i wtedy z komunikacją byłby mniejszy problem niż sądzimy. Jednakże nie chcę głosić czegoś, co nie do końca wydaje się być zgodne z wyznaniem wiary KRK.

Więc ta opcja raczej odpada.

> W wyznaniu jest powiedziane "rzeczy widzialnych i niewidzialnych". Skoro mówimy o rzeczach bez wyraźnego rozróżnienia, chyba nie chodzi o całkowitą abstrakcję. Za mało jednak przesłanek, aby jednoznacznie powiedzieć, czy te rzeczy niewidzialne są absolutnie niewidzialne bo nie mają żadnej struktury, czy też są raczej niewidoczne, poza percepcją, czy zasięgiem.

Skoro są w takim stopniu niepojęte, każda dyskusja o nich jest bezcelowa.

Jeśli zbiorowisko ludzi, którzy nie widzieli nigdy, dajmy na to mundżaka, będzie próbowało go wyobrazić desygnat tego słowa, nie dojdą nigdy do właściwego obrazu.

> Jeśli nie potrafimy zobaczyć przeszłości i przyszłości naszego świata, równie dobrze możemy nie widzieć równoległego o innej częstotliwości. Nie zważymy go, ani nie zmierzymy.

Jeśli nie ma on styczności z naszym światem, można stwierdzić że nas zwyczajnie NIE DOTYCZY. Styczności w obserwacjach NIE stwierdzono.

>Mnie osobiście podoba się ta hipoteza o innej częstotliwości, bo to tłumaczyłoby i porządkowało wiele spraw.

Częstotliwość TEŻ jest cechą materii.

>>Albo czy tak naprawdę widzieli cokolwiek.
>Widzieli reprezentację lub symbol, tego czego nie można zobaczyć poprzez zmysły, to nie było widzenie oczami.

Tylko wyobrażnią. Raz jeszcze wrócę do problemu niewidzianego słonia. Jeśli nie widziałeś go nigdy, nigdy Ci się też nie objawi, co dość jednoznacznie świadczy o tym, że jakikolwiek reprezentacja sił nadprzyrodzonych jest wyłącznie figlem wyobraźni.

> Ty słonia też nie widziałeś oczami tylko poprzez wyobrażenie.

Jak wyżej.


>Czujemy pojęcia abstrakcyjne (substancjalne lub relacyjne wg bardziej skomplikowanej klasyfikacji), jednakże z konieczności zastępujemy je słowami albo symbolami. Miałem duży problem na studiach, gdy trzeba było poruszać się w abstrakcjach, rysowałem sobie symbole, strzałki i to pomagało ogarnąć całość. Cyfry też są abstrakcją, ale jest parę sztuczek, żeby pomóc sobie je wyobrazić (albo raczej zastąpić czymś uchwytnym).

Tylko cyfry opisują rzeczywistość i są jawnie ludzkim wynalazkiem.
Thorvoy (6588 punktów)

>To trochę tak jak na języku polskim nauczycielka przyszła z pięknym i pobudzającym wyobraźnię wierszem, ale na lekcji zamiast rozważać wiersz ględziła godzinę o strukturze tego wiersza, użytych formach literackich i środkach wyrazu.

Zła analogia, po odniesieniu do której powinniśmy zająć się interpretacją Biblii, z góry wierząc iż opisuje faktyczne zjawiska.

? Podobne jest podejście ateistów, którzy zamiast przeżywać, kontemplować i szukać treści, analizują formę i twierdzą, że to wszystko, a przekaz to rojenia jakiegoś zniewieściałego faceta.

A, jeszcze jedna sprawa, polonistka rozprawiała o napisanym wierszu. W jego istnienie nikt nie musiał wierzyć, prawda? Ty rozważasz istotę bytu, o którym naprawdę nic nie wiesz, łącznie z tym, czy istnieje.

>>Czyli jednak przyczyną choroby umysłowej jest demon, a wykazane nieprawidłowe fukncjonowanie neuronów to już bzdura? Oj, daj spokój.
>Nie napisałem tego, ale ty tylko czatujesz na takie dziury. Ja też tak potrafię, czy mam to robić?

Próbuj, próbuj.

>Zależy z jakiej perspektywy patrzysz. Jeśli obserwuje nas ktoś w przyszłości, może oceniać jako zdeterminowanych, bo wie jakie podjęliśmy decyzje, ale z naszej perspektywy teraz wybieramy przyszłość, nie gwiazdy, chemia albo mechanizmy.

Dlatego nasze wybory są w takim przypadku pozorne.

> Wiadomo, że nie wybieramy chwili kiedy żołądek będzie trawić śniadanie, ale zasadniczo istotne decyzje, co do celów życiowych możemy podejmować w sposób wolny w stopniu wystarczającym, aby uznać nas odpowiedzialnymi za nasze działanie. Można oczywiście iść przez życie na spontan i nie myśleć, ale to również wybór.

Który to wybór jest zdeterminowany.

>>Siłą woli człowiek jeszcze niczego nie zmienił (...).
>Wola, która pomaga coś wykonać opanować pomimo przeszkód, a nie jakieś telekinetyczne bzdury.

Wola wyraża się przez- paradoksalnie- nieświadome działanie, którego cel jest określony przez uporządkowanie materii.

Pozdrawiam.
Kontrast (1042 punktów)
Witam!
Widzę, że nadal nie rozumiesz. Jeśli rozumiesz to też nie do końca. Widzę na podstawie odpowiedzi, że ten monizm materialistyczny jest u ciebie skrajny, przynajmniej w nie do końca chyba przemyślanymi konsekwencjami takiego stanowiska. Twierdzisz, że niewidzialne relacje, liczby i inne podobne rzeczy oraz pojęcia nie istnieją poza jakimś materialnym nośnikiem. W konsekwencji powinieneś odrzucić również wyniki obserwacji naukowej, która nierzadko jest właśnie abstrakcją. Taki naukowy wniosek na temat istniejącej zależności, a nawet mogą istnieć zależności pomiędzy tymi wnioskami i wtedy dyskusja toczy się w pozornym oderwaniu od przedmiotu badań. Powinieneś odrzucić matematykę, która odkrywa relacje pomiędzy liczbami, czy punktami i stwierdza, że coś jest. Logika również nie ma charakteru materialnego, bo operatory można zastąpić innymi symbolami. Czy takie relacje ponieważ nie mają same w sobie widzialnych przypadłości nie istnieją?
Wychodzi tu dziwna definicja istnienia, według której tylko to co materialne zyskuje prawo do takiego miana, a wszystko inne jest wypierane i uznawane za nieistniejące, choć przyjmuje się, że jednak to jest, gdy zostanie zapisane (zmaterializowane).
Wniosek jest wiec taki, że istnienie=przypadłość i to przypadłość materialna.
Dla mnie te byty abstrakcyjne są czymś w rodzaju bytów substancjalnych-relacyjnych, nie posiadają przypadłości innych niż relacja. Należą więc do bytów istniejących.
Podobnie jest z wieloma innymi rzeczami jak wartości, pojęcia itd. Są one bytami substancjalnymi (coś jak formuła matematyczna) jednakże nie mają widzialnych przypadłości.
Rzeczywistość duchowa mieści się właśnie na takim poziomie istotowym, aczkolwiek może być też forma istotowo-pozamaterialna, gdzie będą istnieć rzeczy w pewien sposób widzialne dla stworzeń opartych na innym tworzywie niż materia, posiadających zmysły.

>Dlatego nasze wybory są w takim przypadku pozorne.
To,że z perspektywy kogoś w przyszłości jesteśmy jak ścieżka nagranej płyty nie oznacza, że pozorem jest nasza wolność i wybory. Od nas zależy, co ten ktoś o nas się dowie.
>Wola wyraża się przez- paradoksalnie- nieświadome działanie, którego cel jest określony przez uporządkowanie materii.
Dziwna deterministyczna wizja rzeczywistości.

Pozdrawiam!


Doskonała miłość usuwa lęk
Thorvoy (6588 punktów)
>Witam!
>Widzę, że nadal nie rozumiesz. Jeśli rozumiesz to też nie do końca. Widzę na podstawie odpowiedzi, że ten monizm materialistyczny jest u ciebie skrajny, przynajmniej w nie do końca chyba przemyślanymi konsekwencjami takiego stanowiska. Twierdzisz, że niewidzialne relacje, liczby i inne podobne rzeczy oraz pojęcia nie istnieją poza jakimś materialnym nośnikiem.

Zgadzam się.

>W konsekwencji powinieneś odrzucić również wyniki obserwacji naukowej, która nierzadko jest właśnie abstrakcją.

Jeśli 2+2=4 sprawdza się, kiedy podliczasz kartofle na polu, albo konstruujesz prom kosmiczny, to raczej nie ma podstaw, by odrzucić wyniki obserwacji.

> Taki naukowy wniosek na temat istniejącej zależności, a nawet mogą istnieć zależności pomiędzy tymi wnioskami i wtedy dyskusja toczy się w pozornym oderwaniu od przedmiotu badań. Powinieneś odrzucić matematykę, która odkrywa relacje pomiędzy liczbami, czy punktami i stwierdza, że coś jest.

Tylko że matematyka przełożona na grunt rzeczywistości, w przeciwieństwie do Twojej wiary, robi coś bardzo ważnego: SPRAWDZA SIĘ.

> Logika również nie ma charakteru materialnego, bo operatory można zastąpić innymi symbolami. Czy takie relacje ponieważ nie mają same w sobie widzialnych przypadłości nie istnieją?

I znowu: wartość logiki na gruncie rzeczywistości jest SPRAWDZALNA.

>Wychodzi tu dziwna definicja istnienia, według której tylko to co materialne zyskuje prawo do takiego miana, a wszystko inne jest wypierane i uznawane za nieistniejące, choć przyjmuje się, że jednak to jest, gdy zostanie zapisane (zmaterializowane).

Przełożę z polskiego na chłopski: jeśli czegoś nie ma, to nie ma. Abstrakcja jest również wynikiem działań naszych mózgów. Znów materia, drogi Kontraście.

>Wniosek jest wiec taki, że istnienie=przypadłość i to przypadłość materialna.
>Dla mnie te byty abstrakcyjne są czymś w rodzaju bytów substancjalnych-relacyjnych, nie posiadają przypadłości innych niż relacja. Należą więc do bytów istniejących.

Póki co, żaden odbiornik, ani tym bardziej odbiornik "pozamaterii" nie przeszedł testu, mogącego wykazać jego działanie.

>Podobnie jest z wieloma innymi rzeczami jak wartości, pojęcia itd. Są one bytami substancjalnymi (coś jak formuła matematyczna) jednakże nie mają widzialnych przypadłości.

I same w sobie są niczym. Jeśli się z tym zgadzasz, trzeba byłoby dopowiedzieć że w takim razie bóg też nie może istnieć bez nas, jako jego (wątpiwych raczej) odbiorców.

>Rzeczywistość duchowa mieści się właśnie na takim poziomie istotowym, aczkolwiek może być też forma istotowo-pozamaterialna, gdzie będą istnieć rzeczy w pewien sposób widzialne dla stworzeń opartych na innym tworzywie niż materia, posiadających zmysły.

Zmysł jest definicją biologii, zakładającą relacje materialne. Co rozumiesz przez ponadmaterialne zmysły?

>>Dlatego nasze wybory są w takim przypadku pozorne.
>To,że z perspektywy kogoś w przyszłości jesteśmy jak ścieżka nagranej płyty nie oznacza, że pozorem jest nasza wolność i wybory. Od nas zależy, co ten ktoś o nas się dowie.

Nie zależy, ponieważ JUŻ TO WIE. Gdyby zależało, nie byłoby z kolei mowy o żadnej prekognicji. Jeśli ktoś teoretycznie wie o naszym postępowaniu w przyszłości, a my się zbuntujemy i będziemy postępować tak, by się zdziwił, wtedy oznaczać to będzie brak prekognitywnych umiejętności tego kogoś.

>>Wola wyraża się przez- paradoksalnie- nieświadome działanie, którego cel jest określony przez uporządkowanie materii.
>Dziwna deterministyczna wizja rzeczywistości.

Istnieje też teoria że świat ma strukturę fraktalną, a cały wszechświat można opisać prostym wzorem, co dla mnie dość jednoznacznie wyraża pogląd deterministyczny.

Pozdrawiam.
Kontrast (1042 punktów)
Witam!
Za dużo szczegółowych kwestii się nazbierało. Sądzę, że ten wątek jest przeładowany dyskusją, która powinna być raczej w dziale filozoficznym.
Ciężko tak dyskutować jeśli na każde zdanie masz jakąś kontrę, która wymagałaby przynajmniej kilku stron wyczerpującej i popartej silnymi argumentami dobrze przemyślanej odpowiedzi. Nie wiem, czy starczyłoby życia, żeby dokonać czegoś takiego w każdym szczególe. Dlatego też próbóję odwoływać się do prostych porównań. W kwestii materii i ducha wymaga to głębszego przeanalizowania, a może nawet odkrycia pośrednika pozwalającego na udowodnienie, że jest możliwa komunikacja między tymi światami. W zasadzie chyba rylko rozum można uznać za taki pośrednik. Silną przesłanką jest to, co stwierdziłeś, że jest on na wypadkowej, czyli w relacji, a zatem jest w sferze niewidzialnej bezpośrednio, może zatem komunikować się z innym niewidzialnym światem (jeśli tych nie jest więcej). Wiara jest więc raczej przekroczeniem progu świata materii i swego rodzaju wirtualnej rzeczywistości duchowej naszego umysłu. Wierzący ufają, że w tym wirtualu przebywa realnie nasza dusza o naturze niematerialnej. Choć może raczej jest podłączona. To oczywiście teoria. Prawdziwa wiara jest zaufaniem bez takich dowodów Bogu, jest jak skok z samolotu. Gdyby była wiedzą, przestałaby być wiarą, do której się dochodzi przez obserwację śladów. Zresztą nawet, gdyby dało się udowodnić naukowo istnienie świata duchowego, to nawet wtedy wiara będzie się domagać zaufania temu udowodnionemu Bogu. I tu się zaczyna inna bajka. Pojawią się kolejni malkontenci.

W kwestii życia ludzkiego jakoś nie dociera do ciebie, że nie interesuje mnie tu ciągłość życia od momentu powstania komórek rozrodczych (powinniśmy się wtedy cofnąć do początków życia), którą chcesz narzucić dla zdewaluowania momentu przełomowego jakim jest poczęcie się nowego życia ludzkiego. Owszem te komórki są żywe, ale zanim nie nastąpi połączączenie ich jąder komórkowych są oddzielnymi komórkami, które tylko mogą dać życie ludzkie, ale same z siebie życiem ludzkim nie są. Dlatego nie można stawiać na równi obu tych komórek przed połączeniem, z tym co następuje po. Te komórki należą do innej kategorii komórek, którą powinno się sklasyfikować (muszę poszperać w książkach, bo nie spotkałem się z tym, tak głęboko się nie interesowałem), bo nie są zwykłymi komórkami jakie powstają w ludzkim ciele. Aczkolwiek ich niezwykłość nie oznacza, że każda z nich to już połowa człowieka. Połową (umownie) materiału początkowego ciała człowieka staną się dopiero w momencie inicjacji życia (połaczenia jąder, czy może momentu kiedy dokonuje się połączenie wszystkich elementów warunkujących rozpoczęcie procesu życia - umownie zwanego poczęciem).
Niedopuszczenie do połączenia komórek rozrodczych i tym samym skazanie ich na obumarcie nie jest zabiciem człowieka, bo jeszcze go nie ma. Giną tylko komórki rozrodcze. Jednak uśmiercenie już poczętego życia niezależnie, czy zaraz po jego zainicjowaniu, czy też później jest zabójstwem ponieważ jest to już życie ludzkie, które się rozpoczęło. Dalej jest już tylko proces kształtowania się człowieka na skutek rozpoczętego procesu.
Argument w postaci braku odczuwania, przez takiego człowieka bólu (skąd ta pewność) w pierwszych tygodniach nie uprawnia do jego zabicia, a zwolnienie z poczucia winy jest tylko oszustwem wasnego sumienia. Zabicie człowieka (na tym etapie nie wygląda on jeszcze tylko jak niemowle), który nie może zaprotestować, ani nie czuje bólu własnego unicestwienia, jest tylko delikatnym zabójstwem, co nie zmienia faktu, że zostało przerwane ludzkie życie.
Co w przypadku, gdy poczęta komórka ginie w sposób naturalny, bo coś nie wyszło? Nie wiemy, czy doszło tam do całego procesu poczęcia (może coś nie wyszło i dlatego ta komórka zginęła), a może przyczyny są inne. Jeżeli ginie poczęte życie ludzkie jest to równoznaczne ze śmiercią tego życia. Gdy nikt tego nie chce należy to potraktować jak wypadek, który nie był celowy. Jednak, gdy na skutek środków działających aborcyjnie poczęte życie ginie, nie można już mówić o przypadku, bo taki skutek jest celowy.

Zbiorę w wolnej chwili te zapiski opracuję i jak mi pomoże koleżanka po biotechnologii, to będę miał całkiem ciekawy tekst pro-life. Szczególnie uwzględniając tę dyskusję o życiu komórek rozrodczych przed poczęciem. To temat na książkę ...

Pozdrawiam.


Doskonała miłość usuwa lęk
Thorvoy (6588 punktów)
>Witam!

Witam.

>Za dużo szczegółowych kwestii się nazbierało. Sądzę, że ten wątek jest przeładowany dyskusją, która powinna być raczej w dziale filozoficznym.

Chyba masz rację.

>Ciężko tak dyskutować jeśli na każde zdanie masz jakąś kontrę, która wymagałaby przynajmniej kilku stron wyczerpującej i popartej silnymi argumentami dobrze przemyślanej odpowiedzi.

Zgadzam się.

> Nie wiem, czy starczyłoby życia, żeby dokonać czegoś takiego w każdym szczególe.

Niektórzy próbują, ale nie wymagam tego od Ciebie.

>Dlatego też próbóję [...]

Próbujesz, powiadasz...?

>[...] odwoływać się do prostych porównań. W kwestii materii i ducha wymaga to głębszego przeanalizowania, a może nawet odkrycia pośrednika pozwalającego na udowodnienie, że jest możliwa komunikacja między tymi światami. W zasadzie chyba rylko rozum można uznać za taki pośrednik. Silną przesłanką jest to, co stwierdziłeś, że jest on na wypadkowej, czyli w relacji, a zatem jest w sferze niewidzialnej bezpośrednio, może zatem komunikować się z innym niewidzialnym światem (jeśli tych nie jest więcej).

O ile relację nazwiemy bytem, tak jak bytem próbujesz opisać "świat niematerialny". Na dobrą sprawę jest to abstrakcyjne pojęcie, stworzone przez samego człowieka w celu ułatwienia opisywania zdarzeń.

> Wiara jest więc raczej przekroczeniem progu świata materii i swego rodzaju wirtualnej rzeczywistości duchowej naszego umysłu.

Nawet wiara nie jest przekroczeniem progu materii, bowiem jest materiozależna, a jej efekty są nonsensowne, tak jak dzielona przez zero liczba. Inaczej mówiąc: potrafimy napisać "1/0=", ale wiemy że nie ma szans na żaden realny wynik.

> Wierzący ufają, że w tym wirtualu przebywa realnie nasza dusza o naturze niematerialnej.

A niewierzący nie. Co więcej- mają k` temu podstawy.

> Choć może raczej jest podłączona. To oczywiście teoria. Prawdziwa wiara jest zaufaniem bez takich dowodów Bogu, jest jak skok z samolotu.

Bez spadochronu.

> Gdyby była wiedzą, przestałaby być wiarą, do której się dochodzi przez obserwację śladów.

Dlatego wolę nie wierzyć.

> Zresztą nawet, gdyby dało się udowodnić naukowo istnienie świata duchowego, to nawet wtedy wiara będzie się domagać zaufania temu udowodnionemu Bogu. I tu się zaczyna inna bajka. Pojawią się kolejni malkontenci.

Zgadzam się. O zaufanie do boga już ostatnio pytałem: nawet jeśli istnieje, skąd wiadomo że jego plany względem nas nie są przekorne?

>W kwestii życia ludzkiego jakoś nie dociera do ciebie, że nie interesuje mnie tu ciągłość życia od momentu powstania komórek rozrodczych (powinniśmy się wtedy cofnąć do początków życia), którą chcesz narzucić dla zdewaluowania momentu przełomowego jakim jest poczęcie się nowego życia ludzkiego. Owszem te komórki są żywe, ale zanim nie nastąpi połączączenie ich jąder komórkowych są oddzielnymi komórkami, które tylko mogą dać życie ludzkie, ale same z siebie życiem ludzkim nie są.

Tak, jak życiem ludzkim nie jest jeszcze zygota. Jak się jednak rzekło, ciężko ustalić prawdziwą granicę.

> Dlatego nie można stawiać na równi obu tych komórek przed połączeniem, z tym co następuje po. Te komórki należą do innej kategorii komórek, którą powinno się sklasyfikować (muszę poszperać w książkach, bo nie spotkałem się z tym, tak głęboko się nie interesowałem), bo nie są zwykłymi komórkami jakie powstają w ludzkim ciele.

Zgadzam się. Na przykład są haploidalne.

> Aczkolwiek ich niezwykłość nie oznacza, że każda z nich to już połowa człowieka. Połową (umownie) materiału początkowego ciała człowieka staną się dopiero w momencie inicjacji życia (połaczenia jąder, czy może momentu kiedy dokonuje się połączenie wszystkich elementów warunkujących rozpoczęcie procesu życia - umownie zwanego poczęciem).

Właśnie- umownie. Czyli co dla Ciebie oznacza życie, dla kogoś innego wcale jeszcze nie musi.

>Niedopuszczenie do połączenia komórek rozrodczych i tym samym skazanie ich na obumarcie nie jest zabiciem człowieka, bo jeszcze go nie ma. Giną tylko komórki rozrodcze. Jednak uśmiercenie już poczętego życia niezależnie, czy zaraz po jego zainicjowaniu, czy też później jest zabójstwem ponieważ jest to już życie ludzkie, które się rozpoczęło. Dalej jest już tylko proces kształtowania się człowieka na skutek rozpoczętego procesu.

Tylko że to jest Twoja prywatna umowność. Nawiasem mówiąc: wszystko jest jedną wielką umownością, czasem słabszą, czasem mocniejszą.

>Argument w postaci braku odczuwania, przez takiego człowieka bólu (skąd ta pewność) w pierwszych tygodniach nie uprawnia do jego zabicia, a zwolnienie z poczucia winy jest tylko oszustwem wasnego sumienia.

O ile sumienie zgadza się z Twoimi poglądami.

> Zabicie człowieka (na tym etapie nie wygląda on jeszcze tylko jak niemowle), który nie może zaprotestować, ani nie czuje bólu własnego unicestwienia, jest tylko delikatnym zabójstwem, co nie zmienia faktu, że zostało przerwane ludzkie życie.

Wolę delikatne zabójstwo nieświadomego płodu, niż darowanie świadomego życia w nędzy.

>Co w przypadku, gdy poczęta komórka ginie w sposób naturalny, bo coś nie wyszło? Nie wiemy, czy doszło tam do całego procesu poczęcia (może coś nie wyszło i dlatego ta komórka zginęła), a może przyczyny są inne. Jeżeli ginie poczęte życie ludzkie jest to równoznaczne ze śmiercią tego życia. Gdy nikt tego nie chce należy to potraktować jak wypadek, który nie był celowy. Jednak, gdy na skutek środków działających aborcyjnie poczęte życie ginie, nie można już mówić o przypadku, bo taki skutek jest celowy.

Czy ludzie opłakują wczesne poronienia, albo obumarcia zygot wskutek ich niezagnieżdżenia się w macicy (o czym często nawet nie wiedzą)? Czy wyprawiają im pogrzeby?

To chyba już trochę świadczy o naturalnym ludzkim podejściu.

Pozdrawiam.
Kontrast (1042 punktów)
Witam!
Utworzyłem nowy wątek w Bazgrołach "Początek życia ludzkiego i umysł jako pośrednik ze światem duchowym cd"
www.racjonalista.pl/forum.php/s,68039
i tam w dwóch kolejnych postach podzieliłem odpowiedzi na dwa tematy

Początek życia
www.racjonalista.pl/forum.php/s,68039/i,8#w68041

Umysł jako pośrednik
www.racjonalista.pl/forum.php/s,68039/i,8#w68043

Pozdrawiam...

Doskonała miłość usuwa lęk
AstralStorm (558 punktów)
>W Polsce jest ok 95% wierzących i katolików, i co nie miałeś z nikim jeszcze w Polsce problemów ?
>95% ? O Boże. Jestem w tej większości. Tak na poważnie, to wierzących katolików jest na szczęście zdecydowanie mniej .

Wierzący katolicy stosujący się do ich reguł gry nie są aż tacy niebezpieczni, jak coniektórzy tylko przyszywający sobie metkę.
Maciej Szuba (83 punktów)
>>Czy nie dostrzegasz pewnej niekonsekwencji w tym co mówisz? Tobie to wolno atakować innych, ale jak tylko ktoś Cię zaatakuje, czy skrytykuje do czego ma prawo to już źle. To mentalność Kalego. Obserwuję poczynania i wypowiedzi tzw. antyklerykałów i gdyby zamiast słowa ksiądz (czy inne synonimy) wstawić Źyd, murzyn, itp. nikt nie broniłby takich przekonań. Oczywiście w tym przypadku biedny antyklerykał czuje się prześladowany przez wiekszość. Jeśli prowokujesz tę większość, to nie dziw się, że wywołujesz reakcje obronne.
>Trudno tu niestety odpowiadać za, być może emocjonalne reakcje niektórych prostych ludzi, czy nadgorliwych księży, ale przypisywanie katolikom prześladowania inaczej myślących jest przesadą. Niektórych postaw i przekonań nie tolerują i mają do tego prawo. Bezceremonialne i agresywne ataki na kościoły wiernych, a przede wszystkim na księży są nazbyt częste i czynią to właśnie nakręceni antyklerykalną propagandą młodzi chuligani.
>Odrzucenie wiary (nieistotne z jakich powodów) nie daje automatycznie prawa, do wszystkiego. W zdecydowanej większości prawo moralne i zasady życia społecznego są niezależne od przekonań. Współczesne zabiegi, ze strony środowisk liberalnych powodują likwidacje niektórych przepisów prawa istotnych z punktu widzenia etyki (na pewno tej katolickiej). To jest właśnie punktem zapalnym krytyki, ponieważ katolicy (nie tylko oni zresztą) widzą tu zagrożenie, dla społeczeństwa jako całości, ale w pierwszej kolejności dla siebie.
>Chcąc, czy nie musimy tu żyć razem i jeżeli dla większości niektóre zachowania są gorszące, kultura wymaga uszanowania.

Zgadzam się w całej rozciągłości. Powinniśmy walczyć o tolerancję, samemu będąc jej przykładem. Fanatyzmu nie zwalczajmy fanatyzmem. Odejście od jakiejś religii nie daje Ci prawa obrażania jej wyznawców. Krytykowania jej (religii ) owszem, ale nie ludzi, którzy w to wierzą. Na Twoim miejscu nie zwracałbym uwagi na te zaczepki księży. Jeśli takowy nie ma nic Ci do zarzucenia, prócz tego, że jesteś ateistą, to nie wiem jakim cudem ukończył seminarium...
Sir Valeq (379 punktów)
>Zgadzam się w całej rozciągłości. Powinniśmy walczyć o tolerancję, samemu będąc jej przykładem. Fanatyzmu nie zwalczajmy fanatyzmem. Odejście od jakiejś religii nie daje Ci prawa obrażania jej wyznawców. Krytykowania jej (religii ) owszem, ale nie ludzi, którzy w to wierzą.

Fanatyzm - żarliwość w wyznawaniu jakiejś idei lub religii, połączona ze skrajną nietolerancją (sjp.pwn.pl).
Słowa klucze: wyznawanie i idea/religia. Bycia ateistą czy wręcz antyteistą się pod tę definicję nie podciągnie. Nie nazwiesz religią kierowania się w życiu rozumem i podążania ścieżkami wydeptanymi przez naukę. Ani też nie powiesz, że naukę można wyznawać. Dlatego nie jest to konflikt fanatyzm kontra fanatyzm, ale fanatyzm kontra nauka. A tej drugiej daję (od siebie) pełne prawo do atakowania jakichkolwiek religii i wszystkich, którzy w te zabobony wierzą i chcą narzucać je innym.


---------
"We cannot all be masters." - William Shakespeare
artofcreation.strefa.pl
Kontrast (1042 punktów)
Witam!
>Zgadzam się w całej rozciągłości. Powinniśmy walczyć o tolerancję, samemu będąc jej przykładem. Fanatyzmu nie zwalczajmy fanatyzmem. Odejście od jakiejś religii nie daje Ci prawa obrażania jej wyznawców.
Często jednak krytykuje się właśnie ludzi, choćby Ojca Dyrektora RM. Zachęcam do przeanalizowania tekstów w tym aspekcie.

>Krytykowania jej (religii ) owszem, ale nie ludzi, którzy w to wierzą.
Czasami jednak ta krytyka jest odgrzewaniem czerstwego pieczywa, a nierzadko infantylna i wręcz śmieszna. Lepsza i bardziej ostra jest krytyka bardzo mocno wierzących teologów, którzy nie bojąc sie utraty wiary rozważają kwestie, o których inni boją się nawet myśleć.

>Na Twoim miejscu nie zwracałbym uwagi na te zaczepki księży. Jeśli takowy nie ma nic Ci do zarzucenia, prócz tego, że jesteś ateistą, to nie wiem jakim cudem ukończył seminarium...
Hm... Skąd wniosek, że jestem ateistą?

Pozdrawiam!

Doskonała miłość usuwa lęk
Grzegorz Kobyliński (1679 punktów)
>>Odejście od jakiejś religii nie daje Ci prawa obrażania jej wyznawców.
>Często jednak krytykuje się właśnie ludzi, choćby Ojca Dyrektora RM. Zachęcam do przeanalizowania tekstów w tym aspekcie.

Obrażanie a krytykowanie (uzasadnione) to jest jednak jakaś różnica...

>>Krytykowania jej (religii ) owszem, ale nie ludzi, którzy w to wierzą.
>Czasami jednak ta krytyka jest odgrzewaniem czerstwego pieczywa, a nierzadko infantylna i wręcz śmieszna. Lepsza i bardziej ostra jest krytyka bardzo mocno wierzących teologów, którzy nie bojąc sie utraty wiary rozważają kwestie, o których inni boją się nawet myśleć.

"Czasami" - słowo klucz. Zdarzają się zarówno wierzący jak i ateiści, którzy nie potrafią dyskutować, a jedynie obrażają innych. Nie ma ludzi doskonałych, a kultura osobista może być na wysokim poziomie zarówno u teistów jak i niewierzących...

>>Na Twoim miejscu nie zwracałbym uwagi na te zaczepki księży. Jeśli takowy nie ma nic Ci do zarzucenia, prócz tego, że jesteś ateistą, to nie wiem jakim cudem ukończył seminarium...
>Hm... Skąd wniosek, że jestem ateistą?

Może stąd, że piszesz inteligentnie oraz nie atakujesz innych - innymi słowy wpisujesz się w "nasz" obraz dobrego ateisty Ja miałem wątpliwości co do Twojej wiary (bądź jej braku), ale muszę powiedzieć, że mnie niemiło zaskoczyłeś
Kontrast (1042 punktów)
Witam!

>>Hm... Skąd wniosek, że jestem ateistą?
>Może stąd, że piszesz inteligentnie oraz nie atakujesz innych - innymi słowy wpisujesz się w "nasz" obraz dobrego ateisty Ja miałem wątpliwości co do Twojej wiary (bądź jej braku), ale muszę powiedzieć, że mnie nie miło zaskoczyłeś

   Ateizm nie jest patentem na inteligencję i kulturę osobistą. Buraków po obu stronach jest chyba tyle samo. Licytowanie się tymi cechami jest raczej bezsensowne. Wierzący jeśli reagują impulsywnie to zwykle dlatego, że sprawy, których bronią są dla nich ważne i krytykę odbierają jako zamach na świętość. Potrzeba niezwykłej cierpliwości, aby zrozumieć, że krytykujący żyje w innej kulturze.

Pozdrawiam!

Doskonała miłość usuwa lęk
ugaguga (134 punktów)

>Buraków po obu stronach jest chyba tyle samo.

Ryzykowne przypuszczenie. Proporcjonalnie czy ilościowo ?
Grzegorz Kobyliński (1679 punktów)
>Ateizm nie jest patentem na inteligencję i kulturę osobistą. Buraków po obu stronach jest chyba tyle samo. Licytowanie się tymi cechami jest raczej bezsensowne. Wierzący jeśli reagują impulsywnie to zwykle dlatego, że sprawy, których bronią są dla nich ważne i krytykę odbierają jako zamach na świętość. Potrzeba niezwykłej cierpliwości, aby zrozumieć, że krytykujący żyje w innej kulturze.

Zgadzam się w całej rozciągłości. Staram się rozumieć wierzących, jednak czy oni/Wy nas również ? Dlaczego musi to działać w jedną stronę ? Mam wrażenie, że pisząc o " impulsywnym reagowaniu" bronisz fanatyków.

Pozdrawiam.
Kontrast (1042 punktów)
>>Ateizm nie jest patentem na inteligencję i kulturę osobistą. Buraków po obu stronach jest chyba tyle samo. Licytowanie się tymi cechami jest raczej bezsensowne. Wierzący jeśli reagują impulsywnie to zwykle dlatego, że sprawy, których bronią są dla nich ważne i krytykę odbierają jako zamach na świętość. Potrzeba niezwykłej cierpliwości, aby zrozumieć, że krytykujący żyje w innej kulturze.
>Zgadzam się w całej rozciągłości. Staram się rozumieć wierzących, jednak czy oni/Wy nas również ? Dlaczego musi to działać w jedną stronę ? Mam wrażenie, że pisząc o " impulsywnym reagowaniu" bronisz fanatyków.
Przyjrzyj się jak wyglądają dyskusje na tym forum, jak reagują oponenci. Z perspektywy wierzących, którzy tworzą społeczność i wielowiekową kulturę (czują się u siebie), tacy outsiderzy wygrzebujący stare paszkwile i różne afery i nieustannie obrażający tych ludzi, są również postrzegani jako fanatycy i raczej nie wzbudzają miłych uczuć. Specjalnie mnie nie dziwi, że potem ten czy ów rycerzyk wyskakuje, żeby bronić reszty. Kościół nieustannie od samego początku jest atakowany przez takich właśnie oświeconych, co to wszystko wiedzą lepiej i jeszcze mają pretensję, gdy ich poglądy i zachowanie jest przyjmowane z zezaprobatą.

Pozdrawiam!


Doskonała miłość usuwa lęk
Thorvoy (6588 punktów)
>Przyjrzyj się jak wyglądają dyskusje na tym forum, jak reagują oponenci. Z perspektywy wierzących, którzy tworzą społeczność i wielowiekową kulturę (czują się u siebie), tacy outsiderzy wygrzebujący stare paszkwile i różne afery i nieustannie obrażający tych ludzi, są również postrzegani jako fanatycy i raczej nie wzbudzają miłych uczuć.

Na przykład do bólu prokatolicki PiS, który wyciągnął z otchłani zapomnienia dziadka Tuska?

> Specjalnie mnie nie dziwi, że potem ten czy ów rycerzyk wyskakuje, żeby bronić reszty. Kościół nieustannie od samego początku jest atakowany przez takich właśnie oświeconych, co to wszystko wiedzą lepiej i jeszcze mają pretensję, gdy ich poglądy i zachowanie jest przyjmowane z zezaprobatą.

A sam Kościół ze swoimi członkami naturalnie pała niezmierną miłością i wylewa litry tolerancji na niewierzących... Pomyliłeś światy, albo nie wiesz o czym piszesz.
szubad

>Wierzący jeśli reagują impulsywnie to zwykle dlatego, że sprawy, których bronią są dla nich ważne i krytykę odbierają jako zamach na świętość. Potrzeba niezwykłej cierpliwości, aby zrozumieć, że krytykujący żyje w innej kulturze.

Żeby to było takie proste!
A co z "myślącymi inaczej", wychowanymi i żyjącymi w tej samej kulturze, nie negującymi ani swymi czynami ani wypowiedziami wartości chrześcijańskich, ale często cierpiącymi z powodu owych impulsywnych reakcji, traktowanymi z wyższością i pogardą tylko dlatego, że nie są katolikami w rozumieniu przyjętym przez Kościół?
Kontrast (1042 punktów)
>>Wierzący jeśli reagują impulsywnie to zwykle dlatego, że sprawy, których bronią są dla nich ważne i krytykę odbierają jako zamach na świętość. Potrzeba niezwykłej cierpliwości, aby zrozumieć, że krytykujący żyje w innej kulturze.
>Żeby to było takie proste!
>A co z "myślącymi inaczej", wychowanymi i żyjącymi w tej samej kulturze, nie negującymi ani swymi czynami ani wypowiedziami wartości chrześcijańskich, ale często cierpiącymi z powodu owych impulsywnych reakcji, traktowanymi z wyższością i pogardą tylko dlatego, że nie są katolikami w rozumieniu przyjętym przez Kościół?
Wyższością i pogardą? Poczytaj te posty, poczytaj gazety, posłuchaj telewizji, radia, zobacz jakie treści są w Internecie!
Jeśli uważasz, że ludzie inaczej myślący niż katolicy są tak traktowani, to chyba nie masz kompletnie rozeznania. Ludzie wiary nieustannie mobbingowani przez media i innych, gdy stanowią wiekszość...

Doskonała miłość usuwa lęk
Grzegorz Kobyliński (1679 punktów)
>Wyższością i pogardą? Poczytaj te posty, poczytaj gazety, posłuchaj telewizji, radia, zobacz jakie treści są w internecie!
>Jeśli uważasz, że ludzie inaczej myślący niż katolicy są tak traktowani, to chyba nie masz kompletnie rozeznania. Ludzie wiary nieustannie mobbingowani przez media i innych, gdy stanowią wiekszość...

A widziałeś może taki filmik, w którym "katolicy" wypowiadają się o TVN ? Gdzie się podziała ta miłość do bliźniego, która jest w końcu jedną z podstaw Waszej wiary... Jest zbyt wielu aroganckich, chamskich i pyskatych chrześcijan (nie mówię, że nie ma też takich ateistów), żeby można było to przemilczeć. Jak to możliwe, że od średniowiecza nic się w tej kwestii nie zmieniło ? Dlaczego np. taki Ojciec Dyrektor nie został jeszcze oficjalnie usunięty z Kościoła ? Czy dla władz kościelnych liczą się tylko statystyki wiernych uczęszczających do kościoła ?
Kontrast (1042 punktów)
Witam!
Nie miałem czasu na odpowiedź...
>A widziałeś może taki filmik, w którym "katolicy" wypowiadają się o TVN ? Gdzie się podziała ta miłość do bliźniego, która jest w końcu jedną z podstaw Waszej wiary... Jest zbyt wielu aroganckich, chamskich i pyskatych chrześcijan (nie mówię, że nie ma też takich ateistów), żeby można było to przemilczeć.
Akcja wywołuje reakcję...

>Jak to możliwe, że od średniowiecza nic się w tej kwestii nie zmieniło ? Dlaczego np. taki Ojciec Dyrektor nie został jeszcze oficjalnie usunięty z Kościoła ? Czy dla władz kościelnych liczą się tylko statystyki wiernych uczęszczających do kościoła ?
Czy tobie się nie pomyliły epoki? Właśnie przeżywamy 25 rocznicę, pomysłu jednego takiego, co to chciał usunąć z życia publicznego paru pyskatych katolików.
Wolność słowa chyba nadal przez niektórych jest rozumiana specyficznie.

Pozdrawiam!

Doskonała miłość usuwa lęk
Grzegorz Kobyliński (1679 punktów)
>Akcja wywołuje reakcję...

Czyli jak zwykle wszystkiemu winni ateiści Nie będziemy się chyba kłócić o to kto zaczął. Jednak bez wierzących nie byłoby problemu

>Czy tobie się nie pomyliły epoki? Właśnie przeżywamy 25 rocznicę, pomysłu jednego takiego, co to chciał usunąć z życia publicznego paru pyskatych katolików.

Czyli stawiasz znak równości pomiędzy wszystkimi katolikami ? Poglądy o. Rydzyka nie mają wpływu na Twoją ocenę jego osoby, ponieważ jest katolikiem ? Toż to jesień średniowiecza...

>Wolność słowa chyba nadal przez niektórych jest rozumiana specyficznie.

Wolność słowa też ma pewne granice i doskonale o tym powinien pan wiedzieć. No chyba, że nie dotyczy to katolików...
Kontrast (1042 punktów)
>>Akcja wywołuje reakcję...
>Czyli jak zwykle wszystkiemu winni ateiści Nie będziemy się chyba kłócić o to kto zaczął. Jednak bez wierzących nie byłoby problemu
To trąca masochizmem, ale może to tylko wrażenie...
>>Czy tobie się nie pomyliły epoki? Właśnie przeżywamy 25 rocznicę, pomysłu jednego takiego, co to chciał usunąć z życia publicznego paru pyskatych katolików.
>Czyli stawiasz znak równości pomiędzy wszystkimi katolikami ? Poglądy o. Rydzyka nie mają wpływu na Twoją ocenę jego osoby, ponieważ jest katolikiem ? Toż to jesień średniowiecza...
Akurat czasami mam okazję słuchać, o czym mówi ten ksiądz i jeśli mam uwagi, to raczej do sposobu przekazywania treści niż do tego, co głosi. Jednak, gdy widzę reakcje na niego ze strony zwykłych burków (brzydko mówiąc), zupełnie nieadekwatne do sytuacji i całą tę mitologię jaką stworzono wokół niego, jestem skłonny bronić go i nie zgadzam się z tendencyjnymi opiniami... Nie chcę nakręcać tematu. EOT
>>Wolność słowa chyba nadal przez niektórych jest rozumiana specyficznie.
>Wolność słowa też ma pewne granice i doskonale o tym powinien pan wiedzieć. No chyba, że nie dotyczy to katolików...
O wiele gorsze rzeczy przechodzą bez echa gdy pochodzą z ust różnych liberałów, więc krytykę należy zaczynać od siebie. Może powinni uczyć w szkole dobrych manier i sztuki dialogu, taką propozycję popieram. Tylko jakoś nie słyszałem tu podobnych postulatów.

Doskonała miłość usuwa lęk
Grzegorz Kobyliński (1679 punktów)
>To trąca masochizmem, ale może to tylko wrażenie...

Bez komentarza.

>Akurat czasami mam okazję słuchać, o czym mówi ten ksiądz i jeśli mam uwagi, to raczej do sposobu przekazywania treści niż do tego, co głosi. Jednak, gdy widzę reakcje na niego ze strony zwykłych burków (brzydko mówiąc), zupełnie nieadekwatne do sytuacji i całą tę mitologię jaką stworzono wokół niego, jestem skłonny bronić go i nie zgadzam się z tendencyjnymi opiniami... Nie chcę nakręcać tematu. EOT

Kiedyś znalazłem bardzo ciekawą strone www poświęconą Radiu Maryja, jeśli uda mi się wyszukać ją jeszcze raz to podam Ci linka, naprawdę warto to zobaczyć. Mnie również nazywasz burakiem ? Pisząc, że nie masz uwagi do treści jakie on głosi stracił pan wiele w moich oczach. Może jednak źle coś zrozumiałem. Jak można bronić kogoś tylko ze względu na wyznawaną wiarę, a nie za faktyczne czyny ?
>>>Wolność słowa chyba nadal przez niektórych jest rozumiana specyficznie.

>O wiele gorsze rzeczy przechodzą bez echa gdy pochodzą z ust różnych liberałów, więc krytykę należy zaczynać od siebie. Może powinni uczyć w szkole dobrych manier i sztuki dialogu, taką propozycję popieram. Tylko jakoś nie słyszałem tu podobnych postulatów.

Czyli "skoro oni mówią źle, to znaczy że my też możemy". Kogo masz na myśli mówiąc o różnych liberałach ? Jakieś konkretne osoby/wypowiedzi czy to tylko bezsensowna wymówka, która ma na celu jedynie odwrócenie uwagi od tematu dyskusji ? Zachowanie godne polityka PiSu, zawsze gdy takiemu wytyka się jakieś "błędy" ten zawsze zamiast się tłumaczyć to przypomina nam, że SLD robił dokładnie to samo i wszyscy siedzieli cicho.

Szczerze mówiąc męczy mnie już ta dyskusja. Odnoszę wrażenie, że poza kolejnym konfliktem nic ona nowego nie wniesie.

Pozdrawiam.
Kontrast (1042 punktów)
Witam!
Moje stanowisko jest konfrontacyjne, bo sposób odpowiedzi jest konfrontacyjny. Mogę mieć krytyczne zdanie (i czasami mam) na temat sposobu zachowania i części poglądów tego, czy innego księdza. Jednak nie chcę się tym dzielił na forum z ewidentnymi przeciwnikami i kontestatorami.

>>To trąca masochizmem, ale może to tylko wrażenie...
>Bez komentarza.

>Kiedyś znalazłem bardzo ciekawą strone www poświęconą Radiu Maryja, jeśli uda mi się wyszukać ją jeszcze raz to podam Ci linka, naprawdę warto to zobaczyć.
Nie musisz szukać, znam

>Mnie również nazywasz burakiem ? Pisząc, że nie masz uwagi do treści jakie on głosi stracił pan wiele w moich oczach. Może jednak źle coś zrozumiałem.
Wierzę, że ten człowiek ma wiele racji i obserwacja, oraz niezależne opinie wielu ludzi to potwierdzają. Przeanalizuj sobie stopki redakcyjne gazet i stacji, które najwięcej krytykują, porównaj nazwiska i spróbuj się dowiedzieć z kim są ci ludzie powiązani, co kiedyś robili, to dowiesz się kilku ciekawych rzeczy. Jednak nie będę niczego sugerować.

>Jak można bronić kogoś tylko ze względu na wyznawaną wiarę, a nie za faktyczne czyny ?
Oprócz kilku haseł politycznych, człowiek o którym mowa dokonał wielu rzeczy niemalże z niczego i bardzo wielu ludzi jest wdzięcznych, choćby np. starsi ludzie, którzy dzięki tej stacji czują się mniej samotni, ale nie tylko oni.

>Czyli "skoro oni mówią źle, to znaczy że my też możemy". Kogo masz na myśli mówiąc o różnych liberałach ? Jakieś konkretne osoby/wypowiedzi czy to tylko bezsensowna wymówka, która ma na celu jedynie odwrócenie uwagi od tematu dyskusji ?
To banał. Jak tego nie widzisz to już nie wiem...

>Zachowanie godne polityka PiSu, zawsze gdy takiemu wytyka się jakieś "błędy" ten zawsze zamiast się tłumaczyć to przypomina nam, że SLD robił dokładnie to samo i wszyscy siedzieli cicho.
To naciągany argument, każdy się broni jak potrafi, jedni lepiej drudzy gorzej. To, co komuś z innej opcji jawi się jako błąd nie oznacza, że jest błędem dla drugich. Niektóre riposty są jakie są, pewnie niepotrzebne. Pewnie wystarczyłoby czasem powiedzieć, że wysłuchaliśmy uwag w danej sprawie jednak argumenty przeciwne nas nie przekonują, taka jest nasza opinia, dlatego zdania nie zmieniamy.

>Szczerze mówiąc męczy mnie już ta dyskusja. Odnoszę wrażenie, że poza kolejnym konfliktem nic ona nowego nie wniesie.
Kto zaczął atak?...
Myślałeś, że będę przyklaskiwać?
Wysłuchuję uwag, ale nie przekonują mnie, choć jeśli chodzi o kwestię kultury osobistej i zasad dobrego dialogu, tu się zgadzam.

Pozdrawiam!


Doskonała miłość usuwa lęk
AstralStorm (558 punktów)
>>Jak można bronić kogoś tylko ze względu na wyznawaną wiarę, a nie za faktyczne czyny ?
>Oprócz kilku haseł politycznych, człowiek o którym mowa dokonał wielu rzeczy niemalże z niczego i bardzo wielu ludzi jest wdzięcznych, choćby np. starsi ludzie, którzy dzięki tej stacji czują się mniej samotni, ale nie tylko oni.

Niestety, w jego audycjach występują ludzie głupi, sam też nie jest bez winy. Później z tego powodu masz wyhodowaną armię nietolerancyjnych starych ludzi. Prawda, że często wraz z wiekiem rośnie konformizm, ale to już lekka przesada.

Jedyny sposób walki z tym zjawiskiem to stworzenie odpowiedniej organizacji skupiającej ludzi starszych, nie szerzącej programów skrajnie prawicowych, homofobii, walki z żydokomunomasonerią, ateizmem etc.

Osobiście nie mam pomysłu, jak taka organizacja miałaby wyglądać.
szubad
>Wyższością i pogardą? Poczytaj te posty, poczytaj gazety, posłuchaj telewizji, radia, zobacz jakie treści są w internecie!
>Jeśli uważasz, że ludzie inaczej myślący niż katolicy są tak traktowani, to chyba nie masz kompletnie rozeznania.
Nie mam rozeznania? Mam doświadczenie. Swoje i mi podobnym. Proponuję np. zamieszkać na polskiej wsi. Tak na rok przynajmniej. Wtedy możemy mówić
o prawdziwym rozeznaniu.
Kontrast (1042 punktów)
Witam!

>Nie mam rozeznania? Mam doświadczenie. Swoje i mi podobnym. Proponuję np. zamieszkać na polskiej wsi. Tak na rok przynajmniej. Wtedy możemy mówić
> o prawdziwym rozeznaniu.
Na wsi tworzy się naturalna wspólnota (szczególnie u Górali) i ponieważ wiara w Boga, język i kultura na polskich wsiach jest jednolita, trudno się dziwić, że postawy sprzeczne z wartościami tej wspólnoty są piętnowane. I co ciekawe, społeczeństwo łatwiej przepuszcza postawy niemoralne niż obce przekonania. Ponadto ateizm jest piętnowany bardziej z powodu poprzedniego systemu politycznego, który skrzywdził wielu ludzi, niż z pobudek religijnych. To dlatego istnieje pewien psychologiczny podział na ludzi wątpiących, czy niewierzących i ateistów. Słowa agnostyk prawdopodobnie ludzi na wsiach (ci niewykształceni) nie rozumieją.
Wydaje mi się, że takie narzekanie trąca bardziej masochizmem niż rzeczywistym problemem. Gdyby to był problem wyjechałbyś do Warszawy, Łodzi, albo innego większego miasta, a tak masz okazję sobie ponarzekać i chyba o to chodzi

Pozdrawiam!

Doskonała miłość usuwa lęk
placownik (17853 punktów)

>I co ciekawe, społeczeństwo łatwiej przepuszcza postawy niemoralne niż obce przekonania.

   Przeczytaj uważnie jeszcze raz to co napisałeś. Czy rzeczywiście uważasz, że większa akceptacja dla postaw niemoralnych niż dla odmiennych przekonań nie stanowi rzeczywistego problemu? Bo tak chyba uważasz skoro piszesz dalej:
>Wydaje mi się, że takie narzekanie trąca bardziej masochizmem niż rzeczywistym problemem.

   Czy wolność przekonań ma się według Ciebie wyrażać swobodą wyboru miejsca zamieszkania? Czy tak należy rozumieć Twój tekst:
>Gdyby to był problem wyjechałbyś do Warszawy, Łodzi, albo innego większego miasta

   Piszesz szybciej niż myślisz, albo...

   Pozdrawiam

Niech strój słów podkreśla urodę myśli
Kontrast (1042 punktów)
Witam!
>>I co ciekawe, społeczeństwo łatwiej przepuszcza postawy niemoralne niż obce przekonania.
Dlatego, że upadki w sferze moralnej są powszechne i w dużej mierze przyczyny leżą w ludzkich słabościach, które każdy w sobie odkrywa. Obce przekonania są wynikiem decyzji i świadomego wyboru, a często wyrazem buntu wobec reszty. Stąd trudno dziwić się reakcjom. Aczkolwiek nie oznacza to, że pochwalam jakieś chamstwo, czy mobbing społeczny.
>   Przeczytaj uważnie jeszcze raz to co napisałeś. Czy rzeczywiście uważasz, że większa akceptacja dla postaw niemoralnych niż dla odmiennych przekonań nie stanowi rzeczywistego problemu? Bo tak chyba uważasz skoro piszesz dalej:
>>Wydaje mi się, że takie narzekanie trąca bardziej masochizmem niż rzeczywistym problemem.
Napisałem wyżej.
W tym przypadku tak sądzę... ale to takie moje przypuszczenie...
>   Czy wolność przekonań ma się według Ciebie wyrażać swobodą wyboru miejsca zamieszkania? Czy tak należy rozumieć Twój tekst:
>>Gdyby to był problem wyjechałbyś do Warszawy, Łodzi, albo innego większego miasta
>   Piszesz szybciej niż myślisz, albo...
Trzeba być masochistą, żeby siedzieć w zabitej dechami wiosce, gdy się ma takie światowe i postępowe poglądy

Pozdrawiam!

Doskonała miłość usuwa lęk
placownik (17853 punktów)

>Trzeba być masochistą, żeby siedzieć w zabitej dechami wiosce, gdy się ma takie światowe i postępowe poglądy

   W okresach kiedy dzisiaj jest takie jak wczoraj, a jutro będzie takie jak dzisiaj, homogeniczność poglądów lokalnych społeczności ma swoje niezaprzeczalne zalety. Zaleta zamienia się w wadę, kiedy świat zaczyna się zmieniać. To co było dobre wczoraj, dzisiaj dobrym być przestaje. A pomysłów na jutro nie ma skąd brać, bo garnitur memowy ubogi. I wioska zamienia się w wioskę zabitą dechami. Zamieszkałą przez masochistów tęskniących do starych dobrych czasów, które już nigdy nie wrócą.

   Społeczności, które prawo jednostki do posiadania własnych przekonań traktują jak dopust boży, ograniczają swoje szanse na przetrwanie. Mam poważne obawy, że dotyczy to nie tylko zabitych deskami wiosek, ale także całego kraju. Model emigracji zarobkowej Górali, którzy po wyjeździe za ocean żyli we własnych gettach, harowali jak woły, licząc dutki które jeszcze muszą zarobić, aby móc wrócić, jest już nieaktualny. Dzisiaj wyjeżdżają w coraz większej liczbie ludzie, dla których dalszy pobyt w naszym pięknym kraju byłby masochizmem, o którym napisałeś powyżej. Oni już nie wrócą. Na emigracji znajdą nie tylko pieniądze, ale przede wszystkim możliwość praktycznego sprawdzenia wartości swoich przekonań i poglądów. Niekoniecznie światowych, czy postępowych, ale własnych. Różnych od tych, które mają u nas powszechnie obowiązywać z demokratycznej woli 95% większości.

   Pozdrawiam


Niech strój słów podkreśla urodę myśli
Kontrast (1042 punktów)
Witaj!

>   Społeczności, które prawo jednostki do posiadania własnych przekonań traktują jak dopust boży, ograniczają swoje szanse na przetrwanie. Mam poważne obawy, że dotyczy to nie tylko zabitych deskami wiosek, ale także całego kraju.
To duży dylemat z tym ograniczaniem wolności przekonań. Bo przecież poglądy nazistowskie, rasistowskie i wszelkie antyspołeczne poglądy różnych sekt terrorystów i psychopatów to też przekonania. A co jeśli głoszone dzisiaj hasła i absurdy niemalże takie same jak z epoki, którą wspominamy, to zapowiedź kolejnego totalitaryzmu światowego. Czy ci, którzy kontestują piewców nowego ładu nie okażą się bohaterami broniącymi ludzkość przed kolejnymi fanatykami postępu?

>Model emigracji zarobkowej Górali, którzy po wyjeździe za ocean żyli we własnych gettach, harowali jak woły, licząc dutki które jeszcze muszą zarobić, aby móc wrócić, jest już nieaktualny. Dzisiaj wyjeżdżają w coraz większej liczbie ludzie, dla których dalszy pobyt w naszym pięknym kraju byłby masochizmem, o którym napisałeś powyżej.
Do tej biedy doprowadził nas utopijny system podtrzymywany przez radzieckich ateistów i długi, które musimy po nich spłacać.
Wierzę, że mimo wszystko jeszcze się odkujemy i to do nas będą przyjeżdżać za pracą. Może to nadejść szybciej niż się spodziewamy.

>Oni już nie wrócą. Na emigracji znajdą nie tylko pieniądze, ale przede wszystkim możliwość praktycznego sprawdzenia wartości swoich przekonań i poglądów. Niekoniecznie światowych, czy postępowych, ale własnych. Różnych od tych, które mają u nas powszechnie obowiązywać z demokratycznej woli 95% większości.
To jest tygiel... Wrócą ci, którzy kochają Ojczyznę i są wierzący. Ale tu nikt nie zrozumie...

Pozdrawiam!

Doskonała miłość usuwa lęk
placownik (17853 punktów)

>To duży dylemat z tym ograniczaniem wolności przekonań. Bo przecież poglądy nazistowskie, rasistowskie i wszelkie antyspołeczne poglądy różnych sekt terrorystów i psychopatów to też przekonania.
   Czym innym jest brak tolerancji dla poglądów nazistowskich czy rasistowskich, a czymś zupełnie innym nietolerowanie dowolnych poglądów, różnych od obowiązujących w danej społeczności.

>Wierzę, że mimo wszystko jeszcze się odkujemy i to do nas będą przyjeżdżać za pracą. Może to nadejść szybciej niż się spodziewamy.
   Wcale nie tęsknię do ukraińskich pielęgniarek czy anestezjologów. Ukraińscy robotnicy rolni i budowlani powoli stają się smutna koniecznością. Czy zyska na tym polskie rolnictwo lub budownictwo? Śmiem wątpić.

>>Oni już nie wrócą.
>Wrócą ci, którzy kochają Ojczyznę
   Sugerujesz, że ci którzy nie wrócą - Ojczyzny nie kochają?

> i są wierzący. Ale tu nikt nie zrozumie...
   Ja na pewno nie rozumiem, co wiara może mieć wspólnego z chęcią powrotu lub jej brakiem. Czy Twoim zdaniem wiara kultywowana w otoczeniu mazowieckich wierzb cechuje się jakąś wyższą jakością?

   Pozdrawiam

Niech strój słów podkreśla urodę myśli
Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów)
>   Ja na pewno nie rozumiem, co wiara może mieć wspólnego z chęcią powrotu lub jej brakiem. Czy Twoim zdaniem wiara kultywowana w otoczeniu mazowieckich wierzb cechuje się jakąś wyższą jakością?

To bardzo proste, Wojtku.
Za kilka lat (a może i szybciej) będziemy jedynym europejskim państwem wyznaniowym. Więc ci najbardziej wierzący będą wracać choćby po to, aby mieć się gdzie wyspowiadać czy przystąpić do jakichkolwiek sakramentów.
I to zapewne miał Kontrast na myśli - taki patriotyzm religijny do Jezusowo-Maryjnej monarchii (niezbyt oświeconej).

>   Pozdrawiam

Wzajemnie i już prawie świątecznie.

fides ex necessitate esse non debet
Kontrast (1042 punktów)
Witam!
Potwierdzasz tylko to, co napisałem, że to kwestia, której ateiści nie zrozumieją i raczej nie mam ochoty tego tłumaczyć...

>>To duży dylemat z tym ograniczaniem wolności przekonań. Bo przecież poglądy nazistowskie, rasistowskie i wszelkie antyspołeczne poglądy różnych sekt terrorystów i psychopatów to też przekonania.
>   Czym innym jest brak tolerancji dla poglądów nazistowskich czy rasistowskich, a czymś zupełnie innym nietolerowanie dowolnych poglądów, różnych od obowiązujących w danej społeczności.
Katolicyzm jest raczej liberalny pod względem poglądów w kwestiach, które nie ingerują w życie społeczne i moralne. Tylu jest teologów, którzy mają odmienne zdanie, w kwestiach otwartych itd. itp. Jednak tego, co jest tożsamością i uznaną prawdą, Kościół twardo broni. Niektórzy jednak, chcieliby wprowadzać swoje poprawki, które są całkiem sprzeczne z fundamentalnymi zasadami i dziwią się, a nawet mają pretensje jak im się pokazuje drzwi.

>>Wierzę, że mimo wszystko jeszcze się odkujemy i to do nas będą przyjeżdżać za pracą. Może to nadejść szybciej niż się spodziewamy.
>   Wcale nie tęsknię do ukraińskich pielęgniarek czy anestezjologów. Ukraińscy robotnicy rolni i budowlani powoli stają się smutna koniecznością. Czy zyska na tym polskie rolnictwo lub budownictwo? Śmiem wątpić.
Nie o taką perspektywę mi chodzi, raczej o powrót tych Polaków, którzy wyjechali i część emigracji.

>>>Oni już nie wrócą.
>>Wrócą ci, którzy kochają Ojczyznę
>   Sugerujesz, że ci którzy nie wrócą - Ojczyzny nie kochają?
Z wielu wypowiedzi można tak wnioskować, jednak nieszczęściem jest, że musieli wyjechać za chlebem.

>> i są wierzący. Ale tu nikt nie zrozumie...
>   Ja na pewno nie rozumiem, co wiara może mieć wspólnego z chęcią powrotu lub jej brakiem. Czy Twoim zdaniem wiara kultywowana w otoczeniu mazowieckich wierzb cechuje się jakąś wyższą jakością?
Nie zrozumiesz tego, więc po co mam pisać?...
Jak napiszę o tyglu, radykalizacji i oczyszczeniu jakie się dziś dokonuje to nie sądzę, żeby ktoś tu zrozumiał, o co mi chodzi. Ale nie będę rozwijał tego tematu, póki co obserwuję wydarzenia...

Pozdrawiam!

Doskonała miłość usuwa lęk
placownik (17853 punktów)

>Katolicyzm jest raczej liberalny pod względem poglądów w kwestiach, które nie ingerują w życie społeczne i moralne.
   Przydałaby się większa precyzja języka. Poglądy w kwestiach ingerujących w życie społeczne? Cóż miałoby to znaczyć?

>Potwierdzasz tylko to, co napisałem, że to kwestia, której ateiści nie zrozumieją i raczej nie mam ochoty tego tłumaczyć...
>Nie zrozumiesz tego, więc po co mam pisać?...
>nie sądzę, żeby ktoś tu zrozumiał, o co mi chodzi
   Albo masz nas za matołów, co wykluczam, albo nie masz zbyt wielkiego zaufania do mocy swych argumentów. Więcej wiary we własne siły!

>>>>Oni już nie wrócą.
>>>Wrócą ci, którzy kochają Ojczyznę
>>Sugerujesz, że ci którzy nie wrócą - Ojczyzny nie kochają?
>Z wielu wypowiedzi można tak wnioskować, jednak nieszczęściem jest, że musieli wyjechać za chlebem.
   Nieporównanie większym nieszczęściem jest to, że wyjeżdżają szukając czegoś więcej niż chleb. To już nie jest "góralska" emigracja. Pisałem o tym, ale najwyraźniej nie przyjmujesz tego do wiadomości, a szkoda.

   Pozdrawiam

Niech strój słów podkreśla urodę myśli
Kontrast (1042 punktów)
Witam!
>>Katolicyzm jest raczej liberalny pod względem poglądów w kwestiach, które nie ingerują w życie społeczne i moralne.
>   Przydałaby się większa precyzja języka. Poglądy w kwestiach ingerujących w życie społeczne? Cóż miałoby to znaczyć?
Kwestia praw adopcyjnych dla par homoseksualnych i parę innych spraw, które mają ewidentny wpływ na życie społeczne i wprowadzają wielkie zamieszanie. Nazbierałoby się tego, ale po co mam o tym pisać, to są sprawy powszechnie znane. Stanowisko Kościoła jest jasne.

>>Potwierdzasz tylko to, co napisałem, że to kwestia, której ateiści nie zrozumieją i raczej nie mam ochoty tego tłumaczyć...
>   Albo masz nas za matołów, co wykluczam, albo nie masz zbyt wielkiego zaufania do mocy swych argumentów. Więcej wiary we własne siły!
To raczej kwestia prezentacji i cierpliwości, poza tym wiem jak pewne sprawy są tu odbierane. Czasem trudno przełożyć inny język i mentalność ludzi wierzących, dla których rzeczywistość jest o wiele szersza a język pełen symboliki, czy trudnej do zrozumienia abstrakcji, na okrojone do materializmu i fundamentalnej nieufności pole. Nawet te same słowa mają inne znaczenie.
Dla mnie wasz materialny świat to tylko wycinek rzeczywistości, takie poletko, na którym siedzi kilku oraczy, ale świat jest większy. Tylko co zrobić, gdy oracze uważają za wariatów, tych co mają odwagę wyjrzeć za ogrodzenie? To takie przejaskrawienie, ale wielu to tak odbiera.
Proponowany rzekomy postęp jest w rzeczy samej regresją do świata pagańskiego, trochę tylko bardziej cywilizowanego od starożytnej Grecji. Wielu wierzących to widzi i przewiduje przyszłość. Nie obejrzycie się nawet jak ten wasz humanistyczny i ateistyczny świat przerodzi się w miejsce pełne dziwnych, irracjonalnych neopogańskich wierzeń.

>   Nieporównanie większym nieszczęściem jest to, że wyjeżdżają szukając czegoś więcej niż chleb. To już nie jest "góralska" emigracja. Pisałem o tym, ale najwyraźniej nie przyjmujesz tego do wiadomości, a szkoda.
A Ty nie rozumiesz jak mówię o tyglu
Wyjeżdżają przede wszystkim żeby lepiej żyć... Oczywiście znajdą się też tacy, którym odpowiada liberalizm.

Pozdrawiam!

Doskonała miłość usuwa lęk
AstralStorm (558 punktów)
>Dla mnie wasz materialny świat to tylko wycinek rzeczywistości, takie poletko, na którym siedzi kilku oraczy, ale świat jest większy. Tylko co zrobić, gdy oracze uważają za wariatów, tych co mają odwagę wyjrzeć za ogrodzenie? To takie przejaskrawienie, ale wielu to tak odbiera.

Ale czy rzeczywiście wyjrzeli za ogrodzenie, czy tylko usłyszeli od kolegi i uwierzyli, że praprapradziadek wyjrzał za ogrodzenie i zobaczył to, to i to, a zatem musi być to prawda?

A co, jeśli ogrodzenia nie ma? :>

>Proponowany rzekomy postęp jest w rzeczy samej regresją do świata pagańskiego, trochę tylko bardziej cywilizowanego od starożytnej Grecji. Wielu wierzących to widzi i przewiduje przyszłość. Nie obejrzycie się nawet jak ten wasz humanistyczny i ateistyczny świat przerodzi się w miejsce pełne dziwnych, irracjonalnych neopogańskich wierzeń.

Tak, i dlatego trzeba z tym walczyć wprowadzając własne irracjonalne wierzenia.

Ogniem ognia się nie zwalczy. Racjonalizm proponuje wodę.
Kontrast (1042 punktów)
Witam
>>Dla mnie wasz materialny świat to tylko wycinek rzeczywistości, takie poletko, na którym siedzi kilku oraczy, ale świat jest większy. Tylko co zrobić, gdy oracze uważają za wariatów, tych co mają odwagę wyjrzeć za ogrodzenie? To takie przejaskrawienie, ale wielu to tak odbiera.
>Ale czy rzeczywiście wyjrzeli za ogrodzenie, czy tylko usłyszeli od kolegi i uwierzyli, że praprapradziadek wyjrzał za ogrodzenie i zobaczył to, to i to, a zatem musi być to prawda?
Wielu nie poprzestało na opowiadaniach i przekonało się, że racja serca nie jest bezpodstawna, a gdy człowiek otwiera się na tę rzeczywistość rozum oświecony wiarą dostrzega zależności.

>A co, jeśli ogrodzenia nie ma? :>
No bo nie ma, to ogrodzenie jest mentalne.

>>Proponowany rzekomy postęp jest w rzeczy samej regresją do świata pagańskiego, trochę tylko bardziej cywilizowanego od starożytnej Grecji. Wielu wierzących to widzi i przewiduje przyszłość. Nie obejrzycie się nawet jak ten wasz humanistyczny i ateistyczny świat przerodzi się w miejsce pełne dziwnych, irracjonalnych neopogańskich wierzeń.
>Tak, i dlatego trzeba z tym walczyć wprowadzając własne irracjonalne wierzenia.
Łudzisz się jedynie, że jesteś wolny od wierzeń. Poganie byli bardzo podobni do materialistów, oni czcili bóstwa raczej materialne i jeśli przypisywali im moc to była to moc naturalnych żywiołów, a nawet ogień, powietrze, woda, złoto i inne rzeczy były wcieleniem tychże. Czy kult nauki nie jest stellą, czczoną z nabożnością przez współcześnych materialistów?
Żydzi i chrześcijanie byli pierwszysmi, którzy pokazywali, że pogańskie bóstwa to iluzje.

>Ogniem ognia się nie zwalczy. Racjonalizm proponuje wodę.
Jeśli ten racjonalizm nie odróżnia materialistycznych bóstw, od Boga, to jakież może mieć kompetencje? Nawet nie wie jak używać sikawki i leje na własnym podwórku.
Chrześcijanie nie wierzą w materialnych bogów, ani nie czczą z nabożnością nauki. Nauka się przydaje i korzystamy z jej owoców, bo taki jest jej cel.

Pozdrawiam!

Doskonała miłość usuwa lęk
Thorvoy (6588 punktów)
>>Czy nie dostrzegasz pewnej niekonsekwencji w tym co mówisz? Tobie to wolno atakować innych, ale jak tylko ktoś Cię zaatakuje, czy skrytykuje do czego ma prawo to już źle.

Pamiętaj kto zaczął wojnę. Nie On ze swoim ateizmem, ale otoczenie ze swoim teizmem. Gdyby katolstwo się nie panoszyło, pewnie większość dzisiejszych antyklerykałów byłaby siedzącymi cichutko ateistami, bo po co walczyć z czymś, co nie przeszkadza?

> To mentalność Kalego. Obserwuję poczynania i wypowiedzi tzw. antyklerykałów i gdyby zamiast słowa ksiądz (czy inne synonimy) wstawić Źyd, murzyn, itp. nikt nie broniłby takich przekonań.

Murzyn- wielką literą.

Murzyni i Żydzi nie wymuszają na nas swoich poglądów. Na tym polega różnica.

> Oczywiście w tym przypadku biedny antyklerykał czuje się prześladowany przez wiekszość. Jeśli prowokujesz tę większość, to nie dziw się, że wywołujesz reakcje obronne.

Zapewne widziałeś kiedyś na ulicy odzianego w pasiastą odzież miłośnika przygód, który przerwy w przeszukiwaniu kieszeni pobitych frajerów wypełnia siłownią. Przejdź obok takiego wyprostowany, patrząc mu odważnie w śledzące Cię oczy, a nie pokornie schylony, unikając jego wzroku.

Kiedy, plamiąc ulicę krwią, będziesz szukał swoich zębów, przypomnij sobie własne słowa o prowokacji i reakcjach obronnych.

>Trudno tu niestety odpowiadać za, być może emocjonalne reakcje niektórych prostych ludzi, czy nadgorliwych księży, ale przypisywanie katolikom prześladowania inaczej myślących jest przesadą.

A te wszystkie Młodzieże Weszpolskie, Redwatche, nazistowskie paskudztwa i inne takie to efekt działalności buddyzmu może? Wszystko powyższe jest suto podlane katolstwem.

Inna sprawa że "prześladowanie" to może rzeczywiście trochę (!) za dużo powiedziane. Prędzej powiedziałbym "nachalne narzucanie poglądów".

> Niektórych postaw i przekonań nie tolerują i mają do tego prawo. Bezceremonialne i agresywne ataki na kościoły wiernych, a przede wszystkim na księży są nazbyt częste i czynią to właśnie nakręceni antyklerykalną propagandą młodzi chuligani.

Zabawne że rzadko słyszę o takich atakach na kościoły wiernych i na księży (chyba że rabunkowe, ale czy ksiądz jest nietykalny, że nie może być napadnięty jak każdy inny człowiek?). Za to ja zbyt wiele widzę jadu i złości w pewnych katolach, którym nie podobają się ateiści, liberałowie i lewacy.

>Odrzucenie wiary (nieistotne z jakich powodów) nie daje automatycznie prawa, do wszystkiego.

Jasne że nie.

> W zdecydowanej większości prawo moralne i zasady życia społecznego są niezależne od przekonań.

Tu bym uważał. Wszystko zależy od tego, czy człowiek jest na tyle inteligentny, by umieć żyć w zgodzie z innymi.

> Współczesne zabiegi, ze strony środowisk liberalnych powodują likwidacje niektórych przepisów prawa istotnych z punktu widzenia etyki (na pewno tej katolickiej).

Pokaż mi takie zlikwidowane przepisy. Zniesienie kary śmierci może?

> To jest właśnie punktem zapalnym krytyki, ponieważ katolicy (nie tylko oni zresztą) widzą tu zagrożenie, dla społeczeństwa jako całości, ale w pierwszej kolejności dla siebie.

Tiaaa, zrób z katolików zastraszone króliczki, tępionych przez okrutnych ateistów o pyskach krwią ociekających!

>Chcąc, czy nie musimy tu żyć razem i jeżeli dla większości niektóre zachowania są gorszące, kultura wymaga uszanowania.

To, czego bardzo byśmy chcieli, to WOLNOŚĆ dla poglądów (w pewnych granicach, ale jednak- bez narzucania jedynego słusznego, jakim jest chrześcijaństwo). Ateizm nie jest szanowany, więc ateiści nie mają IMHO obowiązku szanować dominujących chrześcijan.

Pozdrawiam.
Kontrast (1042 punktów)
Witam!

>Gdyby katolstwo się nie panoszyło, pewnie większość dzisiejszych antyklerykałów byłaby siedzącymi cichutko ateistami, bo po co walczyć z czymś, co nie przeszkadza?
No tak Kościół, co ponad 1000 lat trwa w Polsce i z którym silniej lub słabiej związanych jest blisko 80 procent Polaków (60% aktywnie). Ten Kościół, dzięki któremu jesteśmy Polakami, a nie Rosjanami, Austriakami, czy Niemcami, panoszy się w swoim własnym kraju? I Ty się dziwisz, że katolicy tak reagują na podobne hasła?

>Murzyni i Żydzi nie wymuszają na nas swoich poglądów. Na tym polega różnica.
Idąc tym torem może niektórzy zaczną mieć pretensję, że w polskich szkołach jest obowiązkowy język polski, bo przecież językiem Unii jest angielski. Historia Polski też nie powinna być wykładana, bo jest pełna niezdrowej martyrologii itp.

>Zapewne widziałeś kiedyś na ulicy odzianego w pasiastą odzież miłośnika przygód, który przerwy w przeszukiwaniu kieszeni pobitych frajerów wypełnia siłownią. Przejdź obok takiego wyprostowany, patrząc mu odważnie w śledzące Cię oczy, a nie pokornie schylony, unikając jego wzroku.
Przeprowadź wśród takich ankietę to może się okazać, że to ateista. Taka postawa jest sprzeczna z nauczaniem Kościoła, więc jak potrafisz wyperswadować takiemu przemoc to proszę cię bardzo.

>Kiedy, plamiąc ulicę krwią, będziesz szukał swoich zębów, przypomnij sobie własne słowa o prowokacji i reakcjach obronnych.
>A te wszystkie (...), Redwatche, nazistowskie paskudztwa i inne takie to efekt działalności buddyzmu może? Wszystko powyższe jest suto podlane katolstwem.
Przesada. Chyba, że trafisz na jakiegoś skina, ale to już inny temat. To zwykli chuligani i tak samo są groźni dla katolików jak dla niekatolików, podobnie jak dresiarze. Co do MWP nie mam wyrobionego zdania, bo nie znam nikogo.

>Inna sprawa że "prześladowanie" to może rzeczywiście trochę (!) za dużo powiedziane. Prędzej powiedziałbym "nachalne narzucanie poglądów".
Już odpowiedziałem wyżej. Katolicy są u siebie i mówią co chcą. Jak dużo ludzi mówi to głośniej słychać. Załóż sobie wraz z innymi miasteczko, będziecie u siebie i na swoim. Powyłączajcie inne stacje i strony w internecie poza Racjonalistą itp. i żyjcie jak Amisze, wtedy będziecie meli błogi spokój. Obawiam się jednak, że nikt by tego długo nie wytrzymał.

>> Niektórych postaw i przekonań nie tolerują i mają do tego prawo. Bezceremonialne i agresywne ataki na kościoły wiernych, a przede wszystkim na księży są nazbyt częste i czynią to właśnie nakręceni antyklerykalną propagandą młodzi chuligani.
>Zabawne że rzadko słyszę o takich atakach na kościoły wiernych i na księży (chyba że rabunkowe, ale czy ksiądz jest nietykalny, że nie może być napadnięty jak każdy inny człowiek?). Za to ja zbyt wiele widzę jadu i złości w pewnych katolach, którym nie podobają się ateiści, liberałowie i lewacy.
Przeczytaj to co napisałeś i język jakiego używasz...

>> Współczesne zabiegi, ze strony środowisk liberalnych powodują likwidacje niektórych przepisów prawa istotnych z punktu widzenia etyki (na pewno tej katolickiej).
>Pokaż mi takie zlikwidowane przepisy. Zniesienie kary śmierci może?
Chodzi głównie o życie człowieka w tematach takich jak: aborcja (w niektórych miejscach dopuszczalna do porodu), eutanazja (w niektórych miejscach zezwalająca na samobójstwo nawet zdrowych ludzi), In Vitro (gdzie ginie wiekszość embrionów ludzkich), eksperymenty medyczne na embrionach, eksperymenty genetyczne (tworzenie chimer lub superludzi) to na dniach.
Wymieniłem najcięższe zmiany, bo małżeństwa homoseksualistów i adoptowanie przez nich dzieci, to tylko jedna z wielu zmian. Pewnie przeoczyłem jakieś sprawy...
Kara śmierci nie jest współcześnie akceptowana przez Kościół, a nigdy nie była afirmowana, chociaż jeszcze niedawno postrzegano tę karę jako usprawiedliwioną, ale to raczej temat na inną okazję.

>> To jest właśnie punktem zapalnym krytyki, ponieważ katolicy (nie tylko oni zresztą) widzą tu zagrożenie, dla społeczeństwa jako całości, ale w pierwszej kolejności dla siebie.
>Tiaaa, zrób z katolików zastraszone króliczki, tępionych przez okrutnych ateistów o pyskach krwią ociekających!
My bronimy tych, którzy cierpią przez zabiegi takich liberałów, bo jeśli nie my, to nikt im nie pomoże. Gdy zamilkną głosy sprzeciwu szybko nastanie cywilizacja śmierci i przemocy.

Pozdrawiam!


Doskonała miłość usuwa lęk
Thorvoy (6588 punktów)
>>Gdyby katolstwo się nie panoszyło, pewnie większość dzisiejszych antyklerykałów byłaby siedzącymi cichutko ateistami, bo po co walczyć z czymś, co nie przeszkadza?
>No tak Kościół, co ponad 1000 lat trwa w Polsce i z którym silniej lub słabiej związanych jest blisko 80 procent Polaków (60% aktywnie). Ten Kościół, dzięki któremu jesteśmy Polakami, a nie Rosjanami, Austriakami, czy Niemcami, panoszy się w swoim własnym kraju? I Ty się dziwisz, że katolicy tak reagują na podobne hasła?

Nie, ksenofobia jest u Polaków niestety wrodzona.

Nawiasem mówiąc to że jesteśmy Polakami, a nie Austriakami, bądź Niemcami, zaliczyłbym tylko na minus.

>Idąc tym torem może niektórzy zaczną mieć pretensję, że w polskich szkołach jest obowiązkowy język polski, bo przecież językiem Unii jest angielski. Historia Polski też nie powinna być wykładana, bo jest pełna niezdrowej martyrologii itp.

Język nie jest kwestią światopoglądu. Do języka nie musisz nikogo przekonywać. W język nie jesteś zmuszony wierzyć. Rozumiesz to, czy nadal nie bardzo?

Z historią jest podobnie.

>Przeprowadź wśród takich ankietę to może się okazać, że to ateista. Taka postawa jest sprzeczna z nauczaniem Kościoła, więc jak potrafisz wyperswadować takiemu przemoc to proszę cię bardzo.

Większość takich gnojków to młodzi Polacy-katolicy. Jednemu takiemu bysiowi o wyglądzie dorodnego goryla przeszkadzało kiedyś że noszę pentagram na szyi i zmuszony byłem go zdjąć, bo nie lubię pobytów w szpitalach. Jak myślisz, dlaczego mu to tak strasznie przeszkadzało? Bo był ateistą liberałem?

>>A te wszystkie (...), Redwatche, nazistowskie paskudztwa i inne takie to efekt działalności buddyzmu może? Wszystko powyższe jest suto podlane katolstwem.
>Przesada. Chyba, że trafisz na jakiegoś skina, ale to już inny temat. To zwykli chuligani i tak samo są groźni dla katolików jak dla niekatolików, podobnie jak dresiarze. Co do MWP nie mam wyrobionego zdania, bo nie znam nikogo.

Przesada?

Redwatch- skrajnie prawicowy (u nas prawica jest praktycznie synonimem wartości katolickich).
Nazizm- "Gott mit uns". Mówi Ci to coś? Może Gott to po niemiecku "Szatan", albo "ateistyczna siła"?

>Już odpowiedziałem wyżej. Katolicy są u siebie i mówią co chcą.

Nie są u siebie. Nie żyjemy jeszcze w państwie wyznaniowym.

> Jak dużo ludzi mówi to głośniej słychać. Załóż sobie wraz z innymi miasteczko, będziecie u siebie i na swoim.

Wiesz, pragnąłbym tego: elicie intelektualnej (w której odsetek ateistów jest znacznie wyższy, niż w grupie marniaków) oddać jedno małe (w zupełności wystarczy) województwo, żeby czynili tam sobie Ziemię poddaną, a reszta niech sobie wywala większość zarobionych pieniędzy na święte cele i żyje po swojemu.

Obawiam się tylko, że zaczęłyby się migracje nieszczęśliwej katopolskiej ludności do małego państewka, któremu po rozłączeniu nagle zaczęło się rozwijać z racji przedłożenia nauki nad modlitwy.

> Powyłączajcie inne stacje i strony w internecie poza Racjonalistą itp. i żyjcie jak Amisze, wtedy będziecie meli błogi spokój. Obawiam się jednak, że nikt by tego długo nie wytrzymał.

Uważasz że gorzej żyć w ciasnym gronie ludzi o wspólnych poglądach, niż pod hegemonią katolicką? Mylisz się. Poza tym- dlaczego MY mamy cokolwiek wyłączać? Póki co jesteśmy na podobnych prawach, więc spokojnie...

>>Zabawne że rzadko słyszę o takich atakach na kościoły wiernych i na księży (chyba że rabunkowe, ale czy ksiądz jest nietykalny, że nie może być napadnięty jak każdy inny człowiek?). Za to ja zbyt wiele widzę jadu i złości w pewnych katolach, którym nie podobają się ateiści, liberałowie i lewacy.
>Przeczytaj to co napisałeś [...]

Przeczytałem.

>[...] i język jakiego używasz...

Potoczny.

>>> Współczesne zabiegi, ze strony środowisk liberalnych powodują likwidacje niektórych przepisów prawa istotnych z punktu widzenia etyki (na pewno tej katolickiej).
>>Pokaż mi takie zlikwidowane przepisy. Zniesienie kary śmierci może?
>Chodzi głównie o życie człowieka w tematach takich jak: aborcja (w niektórych miejscach dopuszczalna do porodu), eutanazja (w niektórych miejscach zezwalająca na samobójstwo nawet zdrowych ludzi), In Vitro (gdzie ginie wiekszość embrionów ludzkich), eksperymenty medyczne na embrionach, eksperymenty genetyczne (tworzenie chimer lub superludzi) to na dniach.

Dobra, prawdę mówiąc poruszane kwestie są tak dyskusyjne, że trzeba byłoby poświęcić im osobne wątki. Moim zdaniem:
a) kobieta ma prawo usunąć nieświadomy płód
b) człowiek ma prawo godnie umrzeć na własne życzenie; lepiej bezboleśnie i fachowo, niż np. skacząc z dachu i doznając paraliżu, który nie pozwoli mu na powtórkę
c) zygoty w żaden sposób nie przypominają wykształconego organizmu ludzkiego, więc niech sobie robią z nimi co chcą
d) chimery/superludzie- jakie Ty filmy oglądałeś?

>Wymieniłem najcięższe zmiany, bo małżeństwa homoseksualistów i adoptowanie przez nich dzieci, to tylko jedna z wielu zmian. Pewnie przeoczyłem jakieś sprawy...

e) KAŻDY ma prawo do miłości i założenia rodziny takiej, jaka mu pasuje; małżeństwo homoseksualne jest nie mniej patologiczne niż życie w samotności z wyboru, lub jako rozwodnik(rozwódka)/wdowiec(wdowa)

>Kara śmierci nie jest współcześnie akceptowana przez Kościół, a nigdy nie była afirmowana, chociaż jeszcze niedawno postrzegano tę karę jako usprawiedliwioną, ale to raczej temat na inną okazję.

Zgadzam się.

>>Tiaaa, zrób z katolików zastraszone króliczki, tępionych przez okrutnych ateistów o pyskach krwią ociekających!
>My bronimy tych, którzy cierpią przez zabiegi takich liberałów, bo jeśli nie my, to nikt im nie pomoże. Gdy zamilkną głosy sprzeciwu szybko nastanie cywilizacja śmierci i przemocy.

KTO cierpi przez zabiegi liberałów?

Ja, póki co, cierpię przez nieudolność prawicowych rządów. Cierpię przez to, że dyskryminują mnie, jako obywatela. Twoim zdaniem tak być powinno?

Pozdraiwam.
Kontrast (1042 punktów)
Witam!
Nie mogę ciebie traktować jak innych niewierzących, z którymi tu czasem rozmawiam, jeśli napisałeś o tym pentagramie. Noszenie tego znaku świadczy, że wyznajesz takie poglądy. Jest to niezgodne z moimi przekonaniami, więc poza jakąś cienką linią porozumienia w kilku kwestiach nie możesz liczyć na moje poparcie, zresztą agnostycy i niewierzący jeśli takimi są również nie poprą twojej wuzji świata.
W kwestiach etycznych nie zgadzanie się z podstawowym prawem do ochrony życia jest zadziwiającą niezgodnością, bo to nie powinno być przedmiotem sporów religijnych. Uznawanie godności życia ludzkiego, w ogóle godności człowieka jest czymś niezależnym od wiary w Boga i nie trzeba być wierzącym, żeby być obrońcą życia. Każdy z nas był embrionem i nikt nie chciałby być dzieckiem z probówki. To, że embrion i płód do pewnego momentu nie ma jeszcze świadomości nie daje nikomu prawa traktowania "potencjalnego człowieka" jak rzecz. Z każdego zapłodnionego jaja może powstać tylko człowiek (jeśli nie manipulowano przy tym) i jeżeli naturalnie jakiś embrion, czy płód ginie, ginie potencjalny człowiek. Nie można stawiać na równi wypadku i pozbawienia kogoś życia. Pozbawienie życia kogoś, kto nie osiągnął jeszcze świadomości nie można traktować jak zabicie komórki.
Walka przeciwników aborcji i in vitro nie jest walką z postępem i medycyną, ani nie jest przeciw ludziom, którzy chcą czy nie chcą mieć dzieci. Jest to sprzeciw wobec zbrodni ludobójstwa, w skali masowej, ludobójstwa w dużej mierze nieświadomego, bo dokonywanego na ludziach, których w imię niejasnych i nieproporcjonalnych racji pozbawiono prawa do narodzin.

>Nawiasem mówiąc to że jesteśmy Polakami, a nie Austriakami, bądź Niemcami, zaliczyłbym tylko na minus.
Obrażasz wielu ludzi...

>Język nie jest kwestią światopoglądu. Do języka nie musisz nikogo przekonywać. W język nie jesteś zmuszony wierzyć. Rozumiesz to, czy nadal nie bardzo?
Wiara jest wolną decyzją inaczej nią nie jest. Wiedza nie jest wiarą. Katolicyzm domaga się żywej wiary, a behawioralna symulacja jej nic nie daje.

>Nazizm- "Gott mit uns". Mówi Ci to coś? Może Gott to po niemiecku "Szatan", albo "ateistyczna siła"?
To jest sprzeczne z samego założenia z katolicyzmem...

>Nie są u siebie. Nie żyjemy jeszcze w państwie wyznaniowym.
Ani ateistycznym...

>Obawiam się tylko, że zaczęłyby się migracje nieszczęśliwej katopolskiej ludności do małego państewka, któremu po rozłączeniu nagle zaczęło się rozwijać z racji przedłożenia nauki nad modlitwy.
Raczej to państewko musiałoby utrzymywać siłą swoich obywateli, bo absurdu nikt długo nie wytrzyma. Nawet, gdyby był to Disney-Land.

>Uważasz że gorzej żyć w ciasnym gronie ludzi o wspólnych poglądach, niż pod hegemonią katolicką? Mylisz się. Poza tym- dlaczego MY mamy cokolwiek wyłączać? Póki co jesteśmy na podobnych prawach, więc spokojnie...
To nie narzekaj...

>Dobra, prawdę mówiąc poruszane kwestie są tak dyskusyjne, że trzeba byłoby poświęcić im osobne wątki. Moim zdaniem:
>a) kobieta ma prawo usunąć nieświadomy płód
To, że istnieje taka możliwość nie oznacza, że jest to dobre. Dla mnie jest to prawo do zbrodni, do dzieciobójstwa... Myślę, że zabójstwo jako metoda rozwiązywania problemów jest nieludzka.

>b) człowiek ma prawo godnie umrzeć na własne życzenie; lepiej bezboleśnie i fachowo, niż np. skacząc z dachu i doznając paraliżu, który nie pozwoli mu na powtórkę
Prawo do samobójstwa, tu podobna uwaga. Śmierć jako rozwiązanie problemu.
>c) zygoty w żaden sposób nie przypominają wykształconego organizmu ludzkiego, więc niech sobie robią z nimi co chcą
już napisałem.
>d) chimery/superludzie- jakie Ty filmy oglądałeś?
Śledzę wiadomości ze świata. Niedawno było na ten temat w telewizji
>>Wymieniłem najcięższe zmiany, bo małżeństwa homoseksualistów i adoptowanie przez nich dzieci, to tylko jedna z wielu zmian. Pewnie przeoczyłem jakieś sprawy...
>e) KAŻDY ma prawo do miłości i założenia rodziny takiej, jaka mu pasuje; małżeństwo homoseksualne jest nie mniej patologiczne niż życie w samotności z wyboru, lub jako rozwodnik(rozwódka)/wdowiec(wdowa)
Za mało miejsca i czasu, żeby tłumaczyć dlaczego nie można się z tym zgodzić. Psychologia, pedagogika itd.

Pozdraiwam!


Doskonała miłość usuwa lęk
Thorvoy (6588 punktów)
>Nie mogę ciebie traktować jak innych niewierzących, z którymi tu czasem rozmawiam, jeśli napisałeś o tym pentagramie. Noszenie tego znaku świadczy, że wyznajesz takie poglądy.

Manifestowałem nim wyłącznie moją antyreligijność. Co prawda pentagram nie jest symbolem antyteizmu, ale w ten sposób większość rodowitych ciemniaków go postrzega ("żesz szatanista pindolony!"), więc ciekawie było patrzeć na reakcje przechodzących obok ludzi.

> Jest to niezgodne z moimi przekonaniami, więc poza jakąś cienką linią porozumienia w kilku kwestiach nie możesz liczyć na moje poparcie, zresztą agnostycy i niewierzący jeśli takimi są również nie poprą twojej wuzji świata.

O, widzisz. Czyli nie pomógłbyś mi, gdybym na ulicy obrywał po pysku za to, że mam pięcioramienną gwiazdkę na szyi?

>W kwestiach etycznych nie zgadzanie się z podstawowym prawem do ochrony życia jest zadziwiającą niezgodnością, bo to nie powinno być przedmiotem sporów religijnych.

Życie życiu nierówne. Chcesz bezwzględnej ochrony życia? Musiałbyś nic nie jeść. Chyba że traktujesz człowieka, jako coś wybitnie lepszego od innych zwierząt z monopolem na czynienie Ziemi poddanej, ale to godzi nieco w moje poglądy. Giń, śmiertelnicze!

>Uznawanie godności życia ludzkiego, w ogóle godności człowieka jest czymś niezależnym od wiary w Boga i nie trzeba być wierzącym, żeby być obrońcą życia.

Dla mnie godne jest, żeby dogorywający człowiek, którego całym życiem jest ból i sufit pomieszczenia w hospicjum, mógł na własne wcześniej odejść z tego świata.

Dla mnie godniejsze od zachowania nieświadomego i niewykształconego neurologicznie embrionu jest urodzenie dziecka wtedy, kiedy wiadomo, że nie będzie musiało cierpieć z powodu biedy piszczącej w domu, niczym stado wściekłych koszatniczek, albo nieodpowiedniego partnera mamy, z którym ta zaliczyła "wtopę".

> Każdy z nas był embrionem i nikt nie chciałby być dzieckiem z probówki.

A to dlaczego? Ja mógłbym być. Czy to jakieś... nie wiem, obraźliwe?

> To, że embrion i płód do pewnego momentu nie ma jeszcze świadomości nie daje nikomu prawa traktowania "potencjalnego człowieka" jak rzecz.

Owszem, daje. Człowieczeństwo musi się czymś wyrażać. Czy dowolnego nieboszczyka też potraktujesz jak każdego innego człowieka i będziesz go codziennie kładł do łóżka, robił mu śniadania, zabierał do kina, zamiast wsadzić do trumny i pogrzebać? Przecież to, że nie ma świadomości (bo jest trupem) nic nie znaczy! Wszak ma jeszcze dużo aktywnego DNA; z każdej jego komórki mogłaby powstać komórka macierzysta dla przyszłej zygoty! Cały świat byś zapełnił!

> Z każdego zapłodnionego jaja może powstać tylko człowiek (jeśli nie manipulowano przy tym) i jeżeli naturalnie jakiś embrion, czy płód ginie, ginie potencjalny człowiek.

Jeśli się onanizujesz, jesteś ludobójcą. Mniej więcej coś takiego głosili publicznie LPR-owcy parę lat temu. Jeden z nich wypowiedział się też, że producenci środków "anty" powinni być sądzeni jak za holocaust.

Proszę, nie stawiaj się na równi z tymi kretynami.

> Nie można stawiać na równi wypadku i pozbawienia kogoś życia. Pozbawienie życia kogoś, kto nie osiągnął jeszcze świadomości nie można traktować jak zabicie komórki.

Jak to nie? Chociażby ja to tak traktuję.

No, dobra. Może nie tyle komórki, co zlepka komórek.

>Walka przeciwników aborcji i in vitro nie jest walką z postępem i medycyną, ani nie jest przeciw ludziom, którzy chcą czy nie chcą mieć dzieci. Jest to sprzeciw wobec zbrodni ludobójstwa, w skali masowej, ludobójstwa w dużej mierze nieświadomego, bo dokonywanego na ludziach, których w imię niejasnych i nieproporcjonalnych racji pozbawiono prawa do narodzin.

No dobra, czyli jednak jesteś na poziomie wspomnianych miłośników życia, w tym życia poczętego. Obawiams się,że jesteś kolejną z osób, która ostatnio szukając odpowiedniego dla siebie forum, źle trafiła.

>>Nawiasem mówiąc to że jesteśmy Polakami, a nie Austriakami, bądź Niemcami, zaliczyłbym tylko na minus.
>Obrażasz wielu ludzi...

A Ty obrażasz Niemców i Austriaków, sugerując że wstydliwe byłoby którymkolwiek z nich.

>Wiara jest wolną decyzją inaczej nią nie jest. Wiedza nie jest wiarą. Katolicyzm domaga się żywej wiary, a behawioralna symulacja jej nic nie daje.

Co rozumiesz przez pojęcie behawioralna symulacja? Ładnie brzmi, ale nie bardzo wiem, czemu tak naprawdę miałoby służyć.

>>Nazizm- "Gott mit uns". Mówi Ci to coś? Może Gott to po niemiecku "Szatan", albo "ateistyczna siła"?
>To jest sprzeczne z samego założenia z katolicyzmem...

Nazizm? Wręcz przeciwnie. Wszyscy kardynałowie z papieżem na czele święcili do upadłego armię Hitlera. Rządy Dolusia pod względem neutralności wyznaniowej były czymś pośrednim między dzisiejszym PiS a LPR.

>>Nie są u siebie. Nie żyjemy jeszcze w państwie wyznaniowym.
>Ani ateistycznym...

Tak czy inaczej, ateiści swoich poglądów jakoś nie narzucają. Ba! Nie bronią nawet często, chociaż przez katolików obrażani są na każdym kroku, a w dodatku z ich pieniędzy funduje się kolejne przyjazdy nowego papieża, stawia pomniki staremu i dofinansowuje się obiekty sakralne, takoż duchowni są faworyzowani, jeśli chodzi o sytuację podatkową i koszty nabywania gruntów.

Wymieniać dalej?
Thorvoy (6588 punktów)
>>Obawiam się tylko, że zaczęłyby się migracje nieszczęśliwej katopolskiej ludności do małego państewka, któremu po rozłączeniu nagle zaczęło się rozwijać z racji przedłożenia nauki nad modlitwy.
>Raczej to państewko musiałoby utrzymywać siłą swoich obywateli, bo absurdu nikt długo nie wytrzyma. Nawet, gdyby był to Disney-Land.

Absurdu? To znaczy JAKIEGO absurdu?

Absurdem, Twoim zdaniem, jest brak wiary w zabobony?

Zauważ na jakim poziomie żyją dziś państwa jawnie wyznaniowe, a na jakim świeckie (nie licząc pogrzanych Stanów) i jak zmieniają się proporcje standardów życia w odniesieniu do odsetka ludzi wierzących. Naprawdę nie daje Ci do myślenia to, że modlitwami nie wyjdziesz poza majątek składający się z lepianki, wielbłąda, kilku głodnych żon i kilkunaściorga jeszcze głodniejszych bachorząt, z których połowa umrze przed osiągnięciem dojrzałości?

>>Uważasz że gorzej żyć w ciasnym gronie ludzi o wspólnych poglądach, niż pod hegemonią katolicką? Mylisz się. Poza tym- dlaczego MY mamy cokolwiek wyłączać? Póki co jesteśmy na podobnych prawach, więc spokojnie...
>To nie narzekaj...

TEORETYCZNIE jesteśmy. Innymi słowy, ateista nie może się w Polsce czuć swobodnie, ale może jeszcze liczyć na to (nie wiadomo jak długo), że idąc w niedzielę do sklepu, zamiast do kościółka, nie oberwie w łeb od patrolujących miasto chrześcijańskich bojówek.

>>a) kobieta ma prawo usunąć nieświadomy płód
>To, że istnieje taka możliwość nie oznacza, że jest to dobre.

Powiedziałem: MOIM ZDANIEM. Abstrahuję tu od sytuacji prawnej.

> Dla mnie jest to prawo do zbrodni, do dzieciobójstwa... Myślę, że zabójstwo jako metoda rozwiązywania problemów jest nieludzka.

No to, jesli chcesz odbyć stosunek płciowy, lepiej zorganizuj sobie w domu kilkadziesiąt panienek. Spermy starczy na więcej niż jedną, to co ma się marnować? Chyba nie chcesz być winny śmierci tylu plemników, które mogłyby być Twoim potomstwem? I tak olbrzymia większość zginie (z czego się później wyspowiadasz), ale może chociaż tak z setkę dzieci uda Ci się z jednego wytrysku otrzymać? To już byłby sukces w Twoim wypełnianiu misji obrony życia poczętego.

>>b) człowiek ma prawo godnie umrzeć na własne życzenie; lepiej bezboleśnie i fachowo, niż np. skacząc z dachu i doznając paraliżu, który nie pozwoli mu na powtórkę
>Prawo do samobójstwa, tu podobna uwaga. Śmierć jako rozwiązanie problemu.

Tak, tym właśnie jest śmierć dla samobójców. ROZWIĄZANIEM PROBLEMU. Po co, do licha ciężkiego, mieliby to robić?*

>>c) zygoty w żaden sposób nie przypominają wykształconego organizmu ludzkiego, więc niech sobie robią z nimi co chcą
>już napisałem.
>>d) chimery/superludzie- jakie Ty filmy oglądałeś?
>Śledzę wiadomości ze świata. Niedawno było na ten temat w telewizji

Chyba trochę do tyłu jestem, może dlatego, że nie oglądam TV.

>>e) KAŻDY ma prawo do miłości i założenia rodziny takiej, jaka mu pasuje; małżeństwo homoseksualne jest nie mniej patologiczne niż życie w samotności z wyboru, lub jako rozwodnik(rozwódka)/wdowiec(wdowa)
>Za mało miejsca i czasu, żeby tłumaczyć dlaczego nie można się z tym zgodzić. Psychologia, pedagogika itd.

Więc załóż osobny wątek, jeśli chcesz o tym podyskutować. Ja bardzo chętnie.

*Nie licząc samobójców ideologicznych, nota bene najczęściej oddających życie swoje i kilku przechodniów w imię boga.
Kontrast (1042 punktów)
Witam!

   Trudno odpowiedzieć na wszystkie kwestie, których naliczyłem około 21. Na każdą z nich należałoby napisać długą i wyczerpującą odpowiedź, a nie zdawkowe hasełka. Aczkolwiek odpowiedzi na ogólne argumenty zwłaszcza w kwestii prawa do życia i to ludzkiego życia, budzą wręcz przerażenie. I skłaniam się wręcz do nieakceptacji, bo o tolerancji nie ma mowy, wobec takich postaw. Świadczy to o kompletnym zaniku sumienia i w ogóle ludzkiej hierarchii wartości. Skoro "życie życiu nierówne", albo "człowieczeństwo musi się czymś wyrażać", toż to hasła potępionego systemu. Upewnia mnie to, że pomimo wszelkich zarzutów jakie wnoszą różni autsiderzy, chrześcijaństwo broni prawdziwego humanizmu i godności człowieka, a krytyka wobec egocentrycznego liberalizmu jest słuszna i to niezależnie od faktu, że wierzymy w istnienie Boga. Zrównywanie człowieka ze zwierzętami, otwiera furtkę dla dyskryminacji tych, co z racji upośledzeń nie posiadają wszystkich atrybutów istoty ludzkiej (zaczyna się od embrionu, kończy na upośledzonych dzieciach), a w przyszłości, tych co nie są super-ludźmi (zmodyfikowani genetycznie).
   Na podstawie dwóch ostatnich odpowiedzi na mój post podjąłem próbę uporządkowania tematycznego zawartych myśli i w zasadzie sprowadza sie to do czterech sztandarowych haseł:

1. Obraz Kościoła i katolików jako dyktatorów, tyranów i prześladowców itp.
   Tutaj mitologia, wyolbrzymianie wad i przypisywanie Polakom i katolicyzmowi skrajnie negatywnych postaw jest jakąś absurdalną, wręcz groteskową formą nowej teorii spiskowej.
Później rodzą się tak głupie oskarżenia jak to:
>O, widzisz. Czyli nie pomógłbyś mi, gdybym na ulicy obrywał po pysku za to, że mam pięcioramienną gwiazdkę na szyi?
   Każdy bity i poniżany człowiek zasługuje na obronę, to prawo moralne. Nie ma usprawiedliwienia dla przemocy wobec bezbronnych, zwłaszcza, gdy są niewinni, czy też ich wina jest niewspółmierna. Czasami z oczywistych względów przemoc w obronie bezpieczeństwa innych jest uzasadniona.
   Jeślibyś z tym pentagramem wszedł do kościoła podczas mszy św. naruszając porządek, służba porządkowa ma prawo wezwać ochronę, a nawet wyprowadzić z budynku. Uczestnicy mogliby żądać postawienia cię przed Sądem za obrazę ich uczuć religijnych i naruszenie spokoju. Jednak do bicia nikt nie ma prawa.

2. Mit raju bez Boga i religii
   Sugestie na temat dobrobytu krajów liberalnych jest kolejnym mitem. Jaki mieliśmy dobrobyt komunistyczny, to wiemy (ja pamiętam). Współczesny dobrobyt Unii Europejskiej ma niewiele wspólnego z wiarą, czy niewiarą mieszkających tam ludzi, a raczej jest wynikiem normalnego systemu ekonomicznego i wieloletniej współpracy gospodarczej Zachodu (nie mieli komunizmu). Czy niewierzący mają większą motywację do pracy? Może częściowo tak, gdy praca i pieniądze stają się jedynym celem ich życia jednak koszty leczenia takich ludzkich wraków pochłaniają tę nadwyżkę. Dzisiaj już zaczyna brakować ludzi do pracy i gospodarka stoi na imigrantach. Francja niedługo z tego powodu będzie krajem prawie muzułmańskim.

3. Wolność decydowania, dobrobyt i szczęście bez zobowiązań, cierpienia i problemów    podstawowym kryterium wartościowania i moralności
   Głosi się takie hasła o wolności do wyboru, każdego wyboru byleby nie mieć problemów, zobowiązań, nie cierpieć doświadczać bez ograniczeń przyjemności i nie istotne z kim i jak, byleby wolność wyboru była niezakłócona. Chce się kochać, to z każdym (oprócz małych dzieci), jak się pocznie dziecko, to usunąć itd. itp. To niemalże bezpośrednie cytaty.
   Potem rodzą się takie hasła jak prawo do aborcji, prawo do samobójstwa, eutanazji, adopcji dzieci przez pary gejowskie (no bo oni chcą) itd. itp.

Nauka i postęp technologiczny ponad wszystko
   Nauka, cenna rzecz, postęp medycyny również i wszystko byłoby w porządku, gdyby nie budzące niepokój eksperymenty, które mają szczytne cele pomocy ludziom, jednak środki jakich się używa są przerażające, a konsekwencje mogą być katastroficzne.

Pozdrawiam!


Doskonała miłość usuwa lęk
Thorvoy (6588 punktów)
>   Trudno odpowiedzieć na wszystkie kwestie, których naliczyłem około 21.

Spróbuj, wszak o to w dyskusji chodzi.

> Na każdą z nich należałoby napisać długą i wyczerpującą odpowiedź, a nie zdawkowe hasełka.

Mogę odpowiadać Ci w ten sam sposób.

> Aczkolwiek odpowiedzi na ogólne argumenty zwłaszcza w kwestii prawa do życia i to ludzkiego życia, budzą wręcz przerażenie.

Szczęściem, nie wszystkich.

> I skłaniam się wręcz do nieakceptacji, bo o tolerancji nie ma mowy, wobec takich postaw.

Dlatego oby jak najmniej podobnych Tobie konserwatystów, bo w przeciwnym razie: żegnaj wolności.

> Świadczy to o kompletnym zaniku sumienia i w ogóle ludzkiej hierarchii wartości.

Sumienie jest pojęciem dość relatywnym, a ludzka hierarchia wartości zaczynała od poziomu, który uznałbyś za zwierzęcy. Co zabawniejsze- taka właśnie sprawiała że przeżywało więcej zdrowych osobników, ale to temat na inną rozmowę.

>Skoro "życie życiu nierówne", albo "człowieczeństwo musi się czymś wyrażać", toż to hasła potępionego systemu.

Co ja Ci na to poradzę? Nie wszystko, co głoszą systemy potępione, musi być od razu niewłaściwe.

> Upewnia mnie to, że pomimo wszelkich zarzutów jakie wnoszą różni autsiderzy, chrześcijaństwo broni prawdziwego humanizmu i godności człowieka, a krytyka wobec egocentrycznego liberalizmu jest słuszna i to niezależnie od faktu, że wierzymy w istnienie Boga.

A od kiedy to teiści mają wyłączność na określanie PRAWDZIWEGO HUMANIZMU i GODNOŚCI CZŁOWIEKA?

> Zrównywanie człowieka ze zwierzętami, otwiera furtkę dla dyskryminacji tych, co z racji upośledzeń nie posiadają wszystkich atrybutów istoty ludzkiej (zaczyna się od embrionu, kończy na upośledzonych dzieciach), a w przyszłości, tych co nie są super-ludźmi (zmodyfikowani genetycznie).

Nie przesadzaj. Ludzie upośledzeni są i tak dyskryminowani, niekoniecznie złośliwie. Przyjąłbyś kadłubka do Straży Pożarnej w ramach akcji: "zatrudnij niepełnosprawnego"? Nie? Toż to jawna dyskryminacja!

Embrion jest embrionem. Upośledzone dziecko upośledzonym, ale DZIECKIEM. Czyli świadomym organizmem, a takie dla mnie mają już pewne prawa.

>1. Obraz Kościoła i katolików jako dyktatorów, tyranów i prześladowców itp.
>   Tutaj mitologia, wyolbrzymianie wad i przypisywanie Polakom i katolicyzmowi skrajnie negatywnych postaw jest jakąś absurdalną, wręcz groteskową formą nowej teorii spiskowej.

Co nie zmienia faktu, że wady Kościół ma poważne. Również nadmierna ingerencja Kościoła w sprawy polityki i zwyczajne ludzkie życie nie jest z palca wyssana. To nie jest teoria spiskowa, ponieważ o żadnym spisku raczej mowy nie ma.

>Później rodzą się tak głupie oskarżenia jak to:
>>O, widzisz. Czyli nie pomógłbyś mi, gdybym na ulicy obrywał po pysku za to, że mam pięcioramienną gwiazdkę na szyi?
>   Każdy bity i poniżany człowiek zasługuje na obronę, to prawo moralne. Nie ma usprawiedliwienia dla przemocy wobec bezbronnych, zwłaszcza, gdy są niewinni, czy też ich wina jest niewspółmierna. Czasami z oczywistych względów przemoc w obronie bezpieczeństwa innych jest uzasadniona.

No to nie wiem już: pomógłbyś takiemu, czy nie?

>   Jeślibyś z tym pentagramem wszedł do kościoła podczas mszy św. naruszając porządek, służba porządkowa ma prawo wezwać ochronę, a nawet wyprowadzić z budynku. Uczestnicy mogliby żądać postawienia cię przed Sądem za obrazę ich uczuć religijnych i naruszenie spokoju. Jednak do bicia nikt nie ma prawa.

Zgadzam się. Dlaczego więc ludzie eksponują swoje krzyże na ulicach, które są miejscami publicznymi w państwie będącym z założenia neutralnym światopoglądowo? Dlaczego nie miałbym na tej podstawie prawa domagać się wywalenia religii ze szkół? Dlaczego nie mogę ustawić na modłę Nieznalskiej ukrzyżowanego penisa na własnej witrynie, która należy do mnie?

>2. Mit raju bez Boga i religii
>   Sugestie na temat dobrobytu krajów liberalnych jest kolejnym mitem. Jaki mieliśmy dobrobyt komunistyczny, to wiemy (ja pamiętam). Współczesny dobrobyt Unii Europejskiej ma niewiele wspólnego z wiarą, czy niewiarą mieszkających tam ludzi, a raczej jest wynikiem normalnego systemu ekonomicznego i wieloletniej współpracy gospodarczej Zachodu (nie mieli komunizmu).

Anglia po wojnie była krajem tak nędznym, że szczury kanałowe spluwały na myśl o niej. W ciągu mniej więcej 20-30 lat stała się znakomicie funkcjonującym państwem.

Od zakończenia epoki socjalizmu minie niedługo druga dekada. I co? Jesteśmy państwem nie tylko biednym, ale też ŚMIESZNYM z powodu skrajnej religijności obywateli i władz, skupiających się na sprawach religijnych zamiast gospodarczych. Czechy, jako kraj postsocjalistyczny i zaczynający z podobnego poziomu, mają się znacznie lepiej od nas.

W Norwegii jeszcze do lat 70 XX wieku panowała nędza. Kiedy tylko odkryli swoje możliwości, związane z zasobami ropy, stali się najbogatszym krajem Europy. Dlaczego? Ponieważ umieli gospodarzyć ROZSĄDNIE, mimo statystycznie marnego wykształcenia populacji, która preferowała uczciwych, pracowitych rybaków.

> Czy niewierzący mają większą motywację do pracy? Może częściowo tak, gdy praca i pieniądze stają się jedynym celem ich życia jednak koszty leczenia takich ludzkich wraków pochłaniają tę nadwyżkę.

Proooszę... nie próbuj mi wmówić że koszty leczenia ateistów są (znacząco) wyższe niż teistów. Nie sugeruj się też ambicjami bytowymi ateistów, ponieważ dla żadnego z nich pieniądze nie są same w sobie wartością.

Celem życia nawet największych materialistów nie są pieniądze, a możliwie wygodne życie, jakie mogą dzięki nim osiągnąć.

> Dzisiaj już zaczyna brakować ludzi do pracy i gospodarka stoi na imigrantach. Francja niedługo z tego powodu będzie krajem prawie muzułmańskim.

U nas największym leniem jest statystyczny Polak-katolik.

>3. [...] szczęście bez zobowiązań, cierpienia i problemów    podstawowym kryterium wartościowania i moralności

Nie przesadzaj z tym brakiem zobowiązań.
Petite Violette (273 punktów)
>Witam!
>Nie mogę ciebie traktować jak innych niewierzących, z którymi tu czasem rozmawiam, >jeśli napisałeś o tym pentagramie. Noszenie tego znaku świadczy, że wyznajesz takie >poglądy. Jest to niezgodne z moimi przekonaniami, więc poza jakąś cienką linią >porozumienia w kilku kwestiach nie możesz liczyć na moje poparcie, zresztą agnostycy i >niewierzący jeśli takimi są również nie poprą twojej wuzji świata.
Pentagram nie jest pierworodnie ani wylancznie znakiem szatana.
pl.wikipedia.org/wiki/Pentagram

>W kwestiach etycznych nie zgadzanie się z podstawowym prawem do ochrony życia jest >zadziwiającą niezgodnością, bo to nie powinno być przedmiotem sporów religijnych. >Uznawanie godności życia ludzkiego, w ogóle godności człowieka jest czymś niezależnym >od wiary w Boga i nie trzeba być wierzącym, żeby być obrońcą życia. Każdy z nas był >embrionem i nikt nie chciałby być dzieckiem z probówki. To, że embrion i płód do >pewnego momentu nie ma jeszcze świadomości nie daje nikomu prawa >traktowania "potencjalnego człowieka" jak rzecz. Z każdego zapłodnionego jaja może >powstać tylko człowiek (jeśli nie manipulowano przy tym) i jeżeli naturalnie jakiś embrion, >czy płód ginie, ginie potencjalny człowiek. Nie można stawiać na równi wypadku i >pozbawienia kogoś życia. Pozbawienie życia kogoś, kto nie osiągnął jeszcze świadomości >nie można traktować jak zabicie komórki.
>Walka przeciwników aborcji i in vitro nie jest walką z postępem i medycyną, ani nie jest >przeciw ludziom, którzy chcą czy nie chcą mieć dzieci. Jest to sprzeciw wobec zbrodni >ludobójstwa, w skali masowej, ludobójstwa w dużej mierze nieświadomego, bo >pozbawiono prawa do narodzin.
Co Ty robisz z prawem kobiety decydowania o wlasne cialo i wlasna siebie? Ty wyraznie nie rozumiesz ze zmuszac kobiete do rodzenia dziecka jest gwaltem psychologicznym. Chowasz Twoje poglandy etyka, wyraznie etyki nigdy nie studiowales.
Etyczne jest zmuszanie kogos do czegos, co na dodatek jest uszczerbem na zdrowiu? I kobiety czesto potem sa zmuszane do wychowania dzieci ktore nie chcialy, moze potem je kochaja ale to nie ma nic w spolnego z dzieckiem na prawde chcianym. Ale to nie jest temat tego watku, znajdziesz kilka watkow na temat aborcji.

>>Nawiasem mówiąc to że jesteśmy Polakami, a nie Austriakami, bądź Niemcami, zaliczyłbym tylko na minus.
>Obrażasz wielu ludzi...
Obrazasz mnie!

>>Język nie jest kwestią światopoglądu. Do języka nie musisz nikogo przekonywać. W język nie jesteś zmuszony wierzyć. Rozumiesz to, czy nadal nie bardzo?
>Wiara jest wolną decyzją inaczej nią nie jest. Wiedza nie jest wiarą. Katolicyzm domaga się żywej wiary, a behawioralna symulacja jej nic nie daje.
Co behaviorysm ma do wiary?

>>Nie są u siebie. Nie żyjemy jeszcze w państwie wyznaniowym.
>Ani ateistycznym...
Ale bardzo nastawionym religjine...

>>Uważasz że gorzej żyć w ciasnym gronie ludzi o wspólnych poglądach, niż pod hegemonią katolicką? Mylisz się. Poza tym- dlaczego MY mamy cokolwiek wyłączać? Póki co jesteśmy na podobnych prawach, więc spokojnie...
>To nie narzekaj...
Narzekamy bo te prawa nie sa poprawnie stosowane dla wszystkich.

>>Dobra, prawdę mówiąc poruszane kwestie są tak dyskusyjne, że trzeba byłoby poświęcić im osobne wątki. Moim zdaniem:
>>a) kobieta ma prawo usunąć nieświadomy płód
>To, że istnieje taka możliwość nie oznacza, że jest to dobre. Dla mnie jest to prawo do zbrodni, do dzieciobójstwa... Myślę, że zabójstwo jako metoda rozwiązywania problemów jest nieludzka.
Plod to nie czlowiek, kobieta ma prawo decydowac o swoje cialo i swoje zycie. Tu dobro i zlo nie wchodza w rachunek. To jest decyzja kobiety albo pary. Dziecko to jest odpowiedzialnosc, to jest bardzo duzo pieniedzy, to jest przy najmnej 20 lat wychowania. Wyraznie myslisz ze dziecko bite, palone papierosem, zaniedbane, dreczone psychcznie i fizycznie, glodne, biegajace po sniegu bez butow bo pieniedzy nie ma, to jest ludzkie?!
No i oczywiscie jest to godne czlowieka nie dawac mu zadnej szansy w zyciu, bo pochodzi z rodziny biednej albo patologicznej.
No ale wiadomo, latwiej jest manipulowac ludzi z malym zrozumieniem rzeczy.

>>b) człowiek ma prawo godnie umrzeć na własne życzenie; lepiej bezboleśnie i fachowo, niż np. skacząc z dachu i doznając paraliżu, który nie pozwoli mu na powtórkę
>Prawo do samobójstwa, tu podobna uwaga. Śmierć jako rozwiązanie problemu.
Oki, Twoje zdanie, szanuje. Jesli jestes odwazny, pojedz do szpitala, i zrob wizyte tych wydzialow : starych ludzi umierajacych, ludzi w ostatniej fazie raka lub aids. Sproboj tez grupy ktore wspieraja ludzi chorych na raka...I z tymi ludzmi porozmawiaj!

>>c) zygoty w żaden sposób nie przypominają wykształconego organizmu ludzkiego, więc niech sobie robią z nimi co chcą
>już napisałem.
Dziecko jest dopiero wtedy kiedy jest w stanie zyc poza organizmem kobiety samodzielnie.

>>d) chimery/superludzie- jakie Ty filmy oglądałeś?
>Śledzę wiadomości ze świata. Niedawno było na ten temat w telewizji
To nie sa wiadomosci, to sa urban legend.

>>>Wymieniłem najcięższe zmiany, bo małżeństwa homoseksualistów i adoptowanie przez nich dzieci, to tylko jedna z wielu zmian. Pewnie przeoczyłem jakieś sprawy...
>>e) KAŻDY ma prawo do miłości i założenia rodziny takiej, jaka mu pasuje; małżeństwo homoseksualne jest nie mniej patologiczne niż życie w samotności z wyboru, lub jako rozwodnik(rozwódka)/wdowiec(wdowa)
>Za mało miejsca i czasu, żeby tłumaczyć dlaczego nie można się z tym zgodzić. >Psychologia, pedagogika itd.
Bardzo dobrze mowic ze jest malo czasu i miejsca, podaj jednak Twoje argumenty psychologiczne i pedagogiczne, jestem bardzo ciekawa.

Pozdrawiam

Z racji dwujęzyczności, moja polszczyzna może nie być doskonała.
Kontrast (1042 punktów)
Witam!

>>>Dobra, prawdę mówiąc poruszane kwestie są tak dyskusyjne, że trzeba byłoby poświęcić im osobne wątki. Moim zdaniem:
>>>a) kobieta ma prawo usunąć nieświadomy płód
>>To, że istnieje taka możliwość nie oznacza, że jest to dobre. Dla mnie jest to prawo do zbrodni, do dzieciobójstwa... Myślę, że zabójstwo jako metoda rozwiązywania problemów jest nieludzka.
(trochę poprzestawiałem)
>Plod to nie czlowiek, kobieta ma prawo decydowac o swoje cialo i swoje zycie. Tu dobro i zlo nie wchodza w rachunek. To jest decyzja kobiety albo pary. Dziecko to jest odpowiedzialnosc, to jest bardzo duzo pieniedzy, to jest przy najmnej 20 lat wychowania. Wyraznie myslisz ze dziecko bite, palone papierosem, zaniedbane, dreczone psychcznie i fizycznie, glodne, biegajace po sniegu bez butow bo pieniedzy nie ma, to jest ludzkie?!
>Co Ty robisz z prawem kobiety decydowania o wlasne cialo i wlasna siebie? Ty wyraznie nie rozumiesz ze zmuszac kobiete do rodzenia dziecka jest gwaltem psychologicznym. Chowasz Twoje poglandy etyka, wyraznie etyki nigdy nie studiowales.
>Etyczne jest zmuszanie kogos do czegos, co na dodatek jest uszczerbem na zdrowiu? I kobiety czesto potem sa zmuszane do wychowania dzieci ktore nie chcialy, moze potem je kochaja ale to nie ma nic w spolnego z dzieckiem na prawde chcianym. Ale to nie jest temat tego watku, znajdziesz kilka watkow na temat aborcji.
Pomijając aspekt rzekomego "zmuszania do macierzyństwa", co sugerujesz, czy "chcenie" = prawo do życia, to ma być etyczny argument? Jeśli człowiek może zostać zabity dlatego, że nie jest chciany, czy też z racji "diabelskiego" miłosierdzia, które, aby uchronić matkę, czy dziecko przed problemami życia proponuje śmierć, mówienie o etyce zakrawa na ponury dowcip.

>No i oczywiscie jest to godne czlowieka nie dawac mu zadnej szansy w zyciu, bo pochodzi z rodziny biednej albo patologicznej.
Oczywiście nie jest tak, że nie słucham argumentów na temat rzeczywistych tragedii dzieci z rodzin patologicznych. To godne ubolewania, że tak mało jest inicjatyw państwowych, aby rozwiązać problem biedy, przemocy i wszelkiej niesprawiedliwości tego typu. W zamian proponuje się śmierć jako rozwiazanie i coraz więcej takich cudownych leków na rozwiązanie problemów (proste i tanie rozwiązania).
Małżeństwo nie chce mieć dzieci (to tylko płód) - zabić;
Małżeństwo nie może a chce mieć dzieci - począć w probówce, wybrać najlepsze, inne embriony - zabić;
Dziecko poczęte nie w porę lub w patologicznej rodzinie (to tylko płód) - zabić;
Ktoś ciężko choruje, po co ma cierpieć - zabić (przy pięknej muzyczce);
Poczęte dziecko z wadami, po co rodzice maja się męczyć i dziecko - zabić;

I coraz więcej tego "zabić", tylko używa się eufemizmów i bałamuci matki i ojców, że to przecież tylko płód, albo chce się komuś pomóc godnie umrzeć itd. itp.
Jeśli kto waży się krytykować takie rozwiązania reakcja jest taka jak tu.

>No ale wiadomo, latwiej jest manipulowac ludzi z malym zrozumieniem rzeczy.
Właśnie...

>Oki, Twoje zdanie, szanuje. Jesli jestes odwazny, pojedz do szpitala, i zrob wizyte tych wydzialow : starych ludzi umierajacych, ludzi w ostatniej fazie raka lub aids. Sproboj tez grupy ktore wspieraja ludzi chorych na raka...I z tymi ludzmi porozmawiaj!
Nie twierdzę, że jest łatwo i czasami naprawdę sytuacja jest dramatyczna jednak należałoby położyć nacisk na maksymalne złagodzenie cierpienia i wsparcie dla osób, które cierpią. Śmierć nie jest mądrym rozwiązaniem, a czasami uporczywa terapia, przedłuża tylko niepotrzebnie tę agonię.
Wierzę, że medycyna znajdzie sposób, aby możliwe było złagodzenie cierpienia, tak aby ten argument był całkowicie bezpodstawny.

>Dziecko jest dopiero wtedy kiedy jest w stanie zyc poza organizmem kobiety samodzielnie.
Chyba w zeszłym roku lub 2 lata wstecz udało się uratować mniej niż 5 - miesięcznego wcześniaka, a zakładając, że postęp medycyny, będzie coraz większy można się spodziewać, że będzie możliwe uratowanie młodszego płodu, a nawet embrionu. Dzisiaj wydaje się to fantastyką, ale w przyszłości może stać się faktem (to bardzo prawdopodobne). Co wtedy powiedzą zwolennicy takiego poglądu? Zamiast aborcji prawdopodobnie pojawi się wtedy kwestia sztucznej ciąży.

>Bardzo dobrze mowic ze jest malo czasu i miejsca, podaj jednak Twoje argumenty psychologiczne i pedagogiczne, jestem bardzo ciekawa.
To są opinie normalnych psychologów, a nie ideologicznych, którzy popierają ruchy gejowskie.
Jeśli jeszcze dwie kobiety, gdyby swoje relacje utrzymywały na poziomie nieseksualnej przyjaźni mogłyby wychować bez dużego uszczerbku (brak wzorca męskiego) dziecko, to już dwóch mężczyzn nawet przy zachowaniu wszelkich pozorów zwykłej przyjaźni w relacji rodzicielskiej skrzywdziliby takie dziecko. Byłaby do krzywda psychiczna i pewnie dziecko poradziłoby sobie potem w życiu, a jakaś terapia pomogła, obawiam się, że cena jest zbyt wysoka. Takie eksperymenty na dzieciach są niedopuszczalne. Zakładam oczywiście aseksualne związki, ale kiedy dziecko dostałoby jeszcze w prezencie widok całujących się dwóch "tatusiów", czy coś gorszego, wątpliwości nie ma żadnych. I nie potrzebuję analizy książek profesorów pedagogiki, czy psychologii rozwojowej, żeby to wiedzieć.

>
Z racji dwujęzyczności, moja polszczyzna może nie być doskonała.

Da się zrozumieć...

Pozdrawiam!

Doskonała miłość usuwa lęk
Petite Violette (273 punktów)
>Pomijając aspekt rzekomego "zmuszania do macierzyństwa", co sugerujesz, czy "chcenie" = prawo do życia, to ma być etyczny argument? Jeśli człowiek może zostać zabity dlatego, że nie jest chciany, czy też z racji "diabelskiego" miłosierdzia, które, aby uchronić matkę, czy dziecko przed problemami życia proponuje śmierć, mówienie o etyce zakrawa na ponury dowcip.
Ja o etyce nie mowie, mnie ludzie interesuja, nie etyka i to co "dobre" lub "zle".
I prosze przestan mowic o czlowieku kiedy czlowieka jeszcze nie ma!

>>No i oczywiscie jest to godne czlowieka nie dawac mu zadnej szansy w zyciu, bo >pochodzi z rodziny biednej albo patologicznej.
>Oczywiście nie jest tak, że nie słucham argumentów na temat rzeczywistych tragedii >dzieci z rodzin patologicznych. To godne ubolewania, że tak mało jest inicjatyw >państwowych, aby rozwiązać problem biedy, przemocy i wszelkiej niesprawiedliwości >tego typu. W zamian proponuje się śmierć jako rozwiazanie i coraz więcej takich >cudownych leków na rozwiązanie problemów (proste i tanie rozwiązania).
To podaj jakie sa te leki? I jesli jestes tak gleboko przekonany ze trzeba cos zrobic, to co jeszcze robisz przed twojm ekranem? Dlaczego nie jestes gdzies pomagajac konkretnie?

>Małżeństwo nie chce mieć dzieci (to tylko płód) - zabić;
>Małżeństwo nie może a chce mieć dzieci - począć w probówce, wybrać najlepsze, inne embriony - zabić;
>Dziecko poczęte nie w porę lub w patologicznej rodzinie (to tylko płód) - zabić;
>Ktoś ciężko choruje, po co ma cierpieć - zabić (przy pięknej muzyczce);
>Poczęte dziecko z wadami, po co rodzice maja się męczyć i dziecko - zabić;
>I coraz więcej tego "zabić", tylko używa się eufemizmów i bałamuci matki i ojców, że to >przecież tylko płód, albo chce się komuś pomóc godnie umrzeć itd. itp.
>Jeśli kto waży się krytykować takie rozwiązania reakcja jest taka jak tu.
Uzywasz typowe zdania ludzi z pro life aby u dyskutantach wywolac bardzo duze emocje.
Ludzie z pro life bardzo lubia mowic o "mordowaniu" malych "dzieci". To nie sa dzieci, tylko zlepek komorek ktory moze po paru miesacach dac czlowieka jesli ciaza poprawnie sie potoczy.
Jak mozna mowic o zabiciu jesli cos jak plod poza kobieta samodzielnie nie moze zyc?

>>Oki, Twoje zdanie, szanuje. Jesli jestes odwazny, pojedz do szpitala, i zrob wizyte tych >>wydzialow : starych ludzi umierajacych, ludzi w ostatniej fazie raka lub aids. Sproboj tez >>grupy ktore wspieraja ludzi chorych na raka...I z tymi ludzmi porozmawiaj!
>Nie twierdzę, że jest łatwo i czasami naprawdę sytuacja jest dramatyczna jednak >należałoby położyć nacisk na maksymalne złagodzenie cierpienia i wsparcie dla osób, >które cierpią. Śmierć nie jest mądrym rozwiązaniem, a czasami uporczywa terapia, >przedłuża tylko niepotrzebnie tę agonię.
No ale odpowiedz na pytanie : czy pojdziesz zobaczyc? Czy nie?

>Wierzę, że medycyna znajdzie sposób, aby możliwe było złagodzenie cierpienia, tak aby >ten argument był całkowicie bezpodstawny.
Medycyna ma odpowiedz : morfina. Czy wiesz jak wyglada osoba ktora cierpi i jest pod morfina?
Ten argument nigdy nie bedzie bez podstawy dlatego ze zawsze bedzie cierpienie bo, na ludzkie nieszczescie, zawsze znajdzie sie ktos ktory nie toleruje jakiegos lekarstwa.
A poza tym, jeszcze raz kompletnie ignorujesz pragnienia ludzi. Jesli ktos cierpi od lat i chce aby lekarze mu pomogli skonczyc z zyciem, nie wiem co tu jest szokujace. Jesli to jest decyzja osoby.

>>Dziecko jest dopiero wtedy kiedy jest w stanie zyc poza organizmem kobiety >>samodzielnie.
>Chyba w zeszłym roku lub 2 lata wstecz udało się uratować mniej niż 5 - miesięcznego >wcześniaka, a zakładając, że postęp medycyny, będzie coraz większy można się >spodziewać, że będzie możliwe uratowanie młodszego płodu, a nawet embrionu.

Owszem uratowali wczesniaka ale bidulka mial niedokonczone pulca, wiec problemy z mozliwoscia oddychania, z systemem nerwowym somatycznym, to znaczy z tym wszystkim co robimy utomatycznie jak oddychac i rozne problem zwiazane z tym ze byl wczesniakiem. A poza tym faktem jest ze by nie przezyl gdyby nie lekarze. Wiesz jak wyglada takie malutkie dzidzi kiedy jest podlaczone do tych wszystkich kabli? Go po prostu nie widac tak jest pooblepiany. Takiemu malutkiemu dziecku trzeba co 3-4 godziny sprwdzac cukier w krwi, wiec kuje mu pielegniarka piety, co 3 godziny, wyoobraz sobie tylko jak wygladaja jego piety tylko po dwu dniach.
Trzba mu zmienac pieluchy, to znaczy odklejic wszystkie monitoringi, a na takiej delikatnej skorze to musi na prawde bolec.
Nie bede dalej opisywac bo chyba rozumiesz.
Czy na prawde myslisz ze "ratujac" tego dziecka lekarze go wyreczyli?Jakie to dziecko bedzie mialo zycie? I czy bedzie normalnie moglo chodzic do szkoly, bawic sie, zyc jak kazdy? Czy na prawde myslisz ze lekarze uratowali to dziecko tylko ze wzgledow etycznych? Czy nie ma mozliwosci ze chcieli eksperymentowac? Czy to mozliwe? I czy myslisz ze to jest etyczne?

>Dzisiaj wydaje się to fantastyką, ale w przyszłości może stać się faktem (to bardzo >prawdopodobne). Co wtedy powiedzą zwolennicy takiego poglądu? Zamiast aborcji >prawdopodobnie pojawi się wtedy kwestia sztucznej ciąży.
No i dzieki temu moze kiedys spor miedzy nami zniknie.

>>Bardzo dobrze mowic ze jest malo czasu i miejsca, podaj jednak Twoje argumenty psychologiczne i pedagogiczne, jestem bardzo ciekawa.
>To są opinie normalnych psychologów,

To znaczy ze jestem nienormalna tak? Juz drugi raz mnie obrazasz!

>a nie ideologicznych, którzy popierają ruchy gejowskie.

Pozdrawiam


Z racji dwujęzyczności, moja polszczyzna może nie być doskonała.
Thorvoy (6588 punktów)
>Jak mozna mowic o zabiciu jesli cos jak plod poza kobieta samodzielnie nie moze zyc?

A wiesz co? Podsunęłaś mi pewien pomysł.

Mogę zgodzić się na zakaz aborcji. Każdy płód, którego matka będzie chciała się pozbyć, będzie ekstrahowany z macicy, trzymany w optymalnych warunkach, jakich potrzebuje rozwinięty organizm ludzki, by przeżyć. Niech sobie ratownicy życia w pierwszych miesiącach ciąży trzymają płody w ciepłych łóżeczkach, próbując je nakarmić, nie utrzymując SZTUCZNIE przy życiu.

Oczywiście wyłącznymi sponsorami będą tylko nawiedzeni obrońcy życia.

Ciekawe ilu płodów w ten sposób uratują.
Kontrast (1042 punktów)
>>Jak mozna mowic o zabiciu jesli cos jak plod poza kobieta samodzielnie nie moze zyc?
>A wiesz co? Podsunęłaś mi pewien pomysł.
>Mogę zgodzić się na zakaz aborcji. Każdy płód, którego matka będzie chciała się pozbyć, będzie ekstrahowany z macicy, trzymany w optymalnych warunkach, jakich potrzebuje rozwinięty organizm ludzki, by przeżyć. Niech sobie ratownicy życia w pierwszych miesiącach ciąży trzymają płody w ciepłych łóżeczkach, próbując je nakarmić, nie utrzymując SZTUCZNIE przy życiu.
>Oczywiście wyłącznymi sponsorami będą tylko nawiedzeni obrońcy życia.
>Ciekawe ilu płodów w ten sposób uratują.

Dawno takich bredni nie czytałem... Panie, coś pan?...

Doskonała miłość usuwa lęk
Thorvoy (6588 punktów)
Te brednie to całkiem dobra próba kompromisu ideologicznego. My zostawiamy życie w spokoju, ale Wy je utrzymujecie. Na własny koszt. Czy będzie to bezcelowe- nas to już nie obchodzi.
Kontrast (1042 punktów)
>Te brednie to całkiem dobra próba kompromisu ideologicznego. My zostawiamy życie w spokoju, ale Wy je utrzymujecie. Na własny koszt. Czy będzie to bezcelowe- nas to już nie obchodzi.

To świadczy o prawdziwych motywach, perfidnym wyrachowanym egoizmie, który poświęciłby własne dziecko dla beztroskiego życia. Szkoda, że płodności nie można wyłączać w 100% bez konsekwencji dla zdrowia, chyba byłoby to lepsze dla ludzi z takim myśleniem, bo na życie w czystości nie ma co liczyć. Przynajmniej nie byłoby problemu aborcji. Niestety środki antykoncepcyjne, są szkodliwe i jakoś mało skuteczne skoro jest ten problem. Niektóre to środki aborcyjne, więc wychodzi na to samo...
I tak źle i tak niedobrze...

Pozostaje tylko czekać na postęp technologii...

Doskonała miłość usuwa lęk
Thorvoy (6588 punktów)
>To świadczy o prawdziwych motywach, perfidnym wyrachowanym egoizmie, który poświęciłby własne dziecko dla beztroskiego życia.

Nie, nie dziecko. PŁÓD.

Nie patrz przez pryzmat istnienia in potentia, bo myśląc w ten sposób każde niewykorzystanie komórki jajowej można uznać za zabójstwo przyszłego dziecka.

> Szkoda, że płodności nie można wyłączać w 100% bez konsekwencji dla zdrowia, chyba byłoby to lepsze dla ludzi z takim myśleniem, bo na życie w czystości nie ma co liczyć. Przynajmniej nie byłoby problemu aborcji. Niestety środki antykoncepcyjne, są szkodliwe i jakoś mało skuteczne skoro jest ten problem. Niektóre to środki aborcyjne, więc wychodzi na to samo...
>I tak źle i tak niedobrze...
>Pozostaje tylko czekać na postęp technologii...

Już teraz jest całkiem nieźle, choć wpadki się zdarzają, bo albo gumka pęknie, albo hormon nie jest dobrze przyswajany... Nie myśl sobie że aborcja jest zjawiskiem powszechnym w krajach, które ją dopuszczają. Mimo wszystko ludzie wolą korzystać z antykoncepcji, niż zabawiać się bez zabezpieczeń, a potem usuwać ciążę, dlatego przypadki takie są raczej rzadkie.

>Doskonała miłość usuwa lęk

E tam. A lęk przed jej utratą?

Pozdrawiam.
Kontrast (1042 punktów)
Witam!

>>To świadczy o prawdziwych motywach, perfidnym wyrachowanym egoizmie, który poświęciłby własne dziecko dla beztroskiego życia.
>Nie, nie dziecko. PŁÓD.
>Nie patrz przez pryzmat istnienia in potentia, bo myśląc w ten sposób każde niewykorzystanie komórki jajowej można uznać za zabójstwo przyszłego dziecka.
Totalna bzdura. Miałem wcześniej na to odpowiedzieć, gdy pisałeś wulgarne bzdury o marnujących się, a kiedyś inny forumowicz coś o cmentarzu dla plemników. Kompletnie mylisz pojęcia. Właśnie w takim znaczeniu jak ty mówisz o płodzie można by powiedzieć o komórkach rozrodczych. Przed poczęciem, czyli połączeniem jąder komórkowych tych komórek, są one tylko materiałem, z którego może powstać ludzkie życie. Kiedyś miejsce, czas i sposób w jaki dochodziło do zapłodnienia był jeden dzisiaj się trochę skomplikowało. Nie zmienia to jednak faktu, że w momencie, gdy następuje połączenie tych jąder komórkowych, czy też chwilę po tym połączeniu (mikrobiolodzy wiedzą dokładniej) rozpoczyna się proces nowego życia, życia ludzkiego. Z chwilą rozpoczęcia tego procesu zaczyna się ludzkie życie, embrion, płód, dziecko prenatalne, niemowlak itd. to tylko kolejne etapy tego procesu. Przechodzenie w te fazy jest płynne, nie ma jakiegoś przepoczwarzania się, które dałoby podstawy do ustalania lini granicznej, czy hominizacji. Twierdzenie, że aborcja nie jest zabójstwem, to kłamstwo, bo przerwanie życia embrionu ma takie same skutki jak zabicie urodzonego niemowlaka, nie będzie tego człowieka. To, że mniej komórek i krwi nie oznacza, że nie doszło do przerwania życia. Przyczyna - skutek.

>Już teraz jest całkiem nieźle, choć wpadki się zdarzają, bo albo gumka pęknie, albo hormon nie jest dobrze przyswajany... Nie myśl sobie że aborcja jest zjawiskiem powszechnym w krajach, które ją dopuszczają. Mimo wszystko ludzie wolą korzystać z antykoncepcji, niż zabawiać się bez zabezpieczeń, a potem usuwać ciążę, dlatego przypadki takie są raczej rzadkie.

Jakoś mnie to nie pociesza, dopóki choć jeden poczęty człowiek, który mógłby żyć, przez to się nie urodzi...

>>Doskonała miłość usuwa lęk
>E tam. A lęk przed jej utratą?
Jak nie uznajesz Boga, źródła takiej doskonałej duchowej miłości, która nigdy się nie kończy, pozostaje iluzja erotyki która pęka (prędzej czy później) jak bańka mydlana...
(por. 1 Kor 13)
Fałszywym chlebem człowiek się nie nasyci.

Pozdrawiam!


Doskonała miłość usuwa lęk
Thorvoy (6588 punktów)
>>Nie patrz przez pryzmat istnienia in potentia, bo myśląc w ten sposób każde niewykorzystanie komórki jajowej można uznać za zabójstwo przyszłego dziecka.
>Totalna bzdura.

Dlaczego TO jest bzdurą dla człowieka, który za dziecko uważa rozwijający się zlepek komórek?

> Miałem wcześniej na to odpowiedzieć, gdy pisałeś wulgarne bzdury o marnujących się, a kiedyś inny forumowicz coś o cmentarzu dla plemników.

Wulgarne? Czy chrześcijanie widzą wulgarność w każdym opisie fizjologicznym, dotyczącym płci?

To też mnie w Polsce rozbraja. Będąc wśród ludzi, gdzieś na zatłoczonej ulicy, jeśli człowiek wypowiada w kulturalnej rozmowie słowa takie jak: "sperma", "penis", czy "seks tu_dopisz_sobie_jaki", nagle wszyscy w okolicy zyskują słuch godny nietoperza i patrzą na Ciebie dziwnym wzrokiem.


> Kompletnie mylisz pojęcia. Właśnie w takim znaczeniu jak ty mówisz o płodzie można by powiedzieć o komórkach rozrodczych. Przed poczęciem, czyli połączeniem jąder komórkowych tych komórek, są one tylko materiałem, z którego może powstać ludzkie życie.

Na razie się zgadzam.

> Kiedyś miejsce, czas i sposób w jaki dochodziło do zapłodnienia był jeden dzisiaj się trochę skomplikowało. Nie zmienia to jednak faktu, że w momencie, gdy następuje połączenie tych jąder komórkowych, czy też chwilę po tym połączeniu (mikrobiolodzy wiedzą dokładniej) rozpoczyna się proces nowego życia, życia ludzkiego.

Ho, ho! Do życia ludzkiego jeszcze daleko. Nie masz póki co wyłączności na definiowanie momentu, w którym płód jest już człowiekiem, albo nadal płodem. Prawdopodobnie nie masz nawet podstaw merytorycznych, by wiedzieć jak definicję ustalić.

Granica ta, póki co, nie jest jednoznaczna i jest dość płynna. Jest też niestała, gdyż dla jednego człowiekiem jest płód w momencie wykształcenia sprawnego układu nerwowego (choć same prekursorowe komórki nerwowe występują bardzo wcześnie, o pełniącej swe funkcje tkance jeszcze długo nie ma mowy), dla innego- kiedy bije serce.

Z pewnością nie wtedy, gdy nie przypomina w niczym organizmu, mogącego prowadzić egzystencję poza organizmem matki, choćby sztucznie.

> Z chwilą rozpoczęcia tego procesu zaczyna się ludzkie życie, embrion, płód, dziecko prenatalne, niemowlak itd. to tylko kolejne etapy tego procesu.

No dobra. Ale na jakiej podstawie uważasz że osobno plemnik i komórka jajowa to tylko materiał, a zygota już nie? Komórki rozrodcze potrzebują pewnego działania, by stać się w przyszłości człowiekiem, ale i przed samą zygotą droga jeszcze bardzo długa, wymagająca szeregu przemian, o których nawet Ci się nie śniło.

> Przechodzenie w te fazy jest płynne, nie ma jakiegoś przepoczwarzania się, które dałoby podstawy do ustalania lini granicznej, czy hominizacji. Twierdzenie, że aborcja nie jest zabójstwem, to kłamstwo, bo przerwanie życia embrionu ma takie same skutki jak zabicie urodzonego niemowlaka, nie będzie tego człowieka.

Ależ dokładnie to samo można powiedzieć o miesiączce, czy zmazach u mężczyzn. Tam i tam tracony jest przyszły człowiek.

Żeby nie było, zrozumiałem co powiedziałeś wcześniej, ale Ty już wyznaczyłeś eobie pewne założenie, którego na przykład ja szczególnie nie podzielam.

> To, że mniej komórek i krwi nie oznacza, że nie doszło do przerwania życia. Przyczyna - skutek.

A gdyby babcia miała wąsy... Przecież zawsze można ją było testosteronem naszprycować.

>Jakoś mnie to nie pociesza, dopóki choć jeden poczęty człowiek, który mógłby żyć, przez to się nie urodzi...

Przykro mi.

>>E tam. A lęk przed jej utratą?
>Jak nie uznajesz Boga, źródła takiej doskonałej duchowej miłości, która nigdy się nie kończy, pozostaje iluzja erotyki która pęka (prędzej czy później) jak bańka mydlana...

Nie wiedziałem nigdy że erotyka jest tak naprawdę iluzją. Zawsze myślałem że to całkiem realna dziedzina życia.

A o doskonałej duchowej miłości możesz mówić, kiedy nie będzie zła na świecie. I nie mów nic już o wolnej woli, bo sam wiesz jak kruche jest to pojęcie.

>(por. 1 Kor 13)
>Fałszywym chlebem człowiek się nie nasyci.

Dlatego przeszedłem na dietę ateistyczną. Trochę jakby nieugotowana, ale za to ile w niej dzięki temu witamin.

Pozdrawiam.
Kontrast (1042 punktów)
Witam!
Ty śpisz w ogóle?...
To szatkowanie moich postów robi się irytujące. Poza tym mam wrażenie, że nie czytasz całości... No ale to święte prawo takiego forum.
Nie mam tyle czasu, ani nie jestem mikrobiologiem, żeby szczegółowo, co do aliela wykazywać, dlaczego nie widzę innego punktu zwrotnego niż poczęcie jako początek ludzkiego życia. Deprecjonowanie wartości tego życia z punktu widzenia jakiejś dziwnej behawioralno-fizjologicznej filozofii świadczy tylko na niekorzyść takiego myślenia. Układ nerwowy człowieka w tej fazie życia zaczyna kształtować się bardzo szybko, a serce bije chyba już ok. 21 dni po poczęciu i po 4 tygodniach malutki człowiek (0,5 cm) ma już główkę, tułów i zawiązki pozostałych części ciała. "W 41 dniu pojawiają sie pierwsze odruchy nerwowe oraz ruchy kształtujących się rączek i nóżek" (w tym czasie zwykle kobieta dowiaduje się, że jest w ciąży). W szóstym tygodniu można już zarejestrować fale elektromagnetyczne wysyłane przez mózg (przed 2 miesiącem ciąży).
Nawet, gdyby przyjąć (teoretycznie) za początek, pierwsze rejestrowane sygnały o aktywności mózgu, w zasadzie z chwilą rozpoznania ciąży mózg tego małego człowieka już pracuje.
Jednak te pierwsze 41 dni to nie pustka. Człowiek nie zjawia się nagle gotowy, tylko od momentu inicjacji życia dokonuje się cud życia, podczas którego w zawrotnym tempie następuje ukierunkowany i jednoznaczny proces.

>Dlaczego TO jest bzdurą dla człowieka, który za dziecko uważa rozwijający się zlepek komórek?
To nie jest dowolny zlepek komórek. Te komórki dzielą się wg. zapoczątkowanego w nich procesu, który doprowadzi do powstania ludzkiego ciała. Można by powiedzieć, ze nasze ciała dorosłych ludzi to efekt końcowy tamtego podziału. Bez tamtych komórek nie byłoby nas.
Argument jaki próbujesz tu wnieść, że o człowieku można mówić dopiero, gdy posiada jakieś ludzkie cechy jest nie tylko nieusprawiedliwioną racjonalnie dyskryminacją, ale zwykłym racjonalizowaniem. Możemy się zgodzić jedynie co do faktu, że w czasie tych 41 dni zanim można stwierdzić, że mózg wysyła już sygnały człowiek prawdopodobnie jeszcze nie osiągnął świadomości. Takie stwierdzenie nie uprawnia do pozbawiania go szansy na życie. Brak doświadczania cierpienia przez embrion czyni jedynie bezbolesną i nieświadomą śmierć takiej ofiary. Tak to wygląda.

>Wulgarne? Czy chrześcijanie widzą wulgarność w każdym opisie fizjologicznym, dotyczącym płci?
Zwykła kultura osobista tego wymaga. Chodziło mi zresztą o te wspomniane panienki(eufemistycznie mówiąc), a to było wulgarne.

>Nie masz póki co wyłączności na definiowanie momentu, w którym płód jest już człowiekiem, albo nadal płodem. Prawdopodobnie nie masz nawet podstaw merytorycznych, by wiedzieć jak definicję ustalić.
Chyba to ty nie masz pojęcia, bo najwyraźniej twoje pojmowanie człowieka ogranicza się wyłącznie do jego postaci od noworodka do starca i to pewnie jeszcze tylko ludzi zdrowych...
W takim układzie człowiek zjawia się dopiero, gdy się urodzi (i kto tu mówi o myśleniu magicznym?).

>Granica ta, póki co, nie jest jednoznaczna i jest dość płynna. Jest też niestała, gdyż dla jednego człowiekiem jest płód w momencie wykształcenia sprawnego układu nerwowego (choć same prekursorowe komórki nerwowe występują bardzo wcześnie, o pełniącej swe funkcje tkance jeszcze długo nie ma mowy), dla innego- kiedy bije serce.
O bijącym sercu w 21 dniu napisałem, a mózg wysyła sygnały po 41 dniach (ale oczywiście zaczniesz mówić, że to za mało).

>Z pewnością nie wtedy, gdy nie przypomina w niczym organizmu, mogącego prowadzić egzystencję poza organizmem matki, choćby sztucznie.
Skoro już od 30-tu lat udaje się coś takiego jak In Vitro, może się okazać, że wymyślą zastępczą macicę i będzie można przeszczepić zagrożone w naturalnej ciąży dzieci, to kwestia czasu i postępu. Ciekawe jak wtedy wypadną ci którzy deprecjonują wartość ludzkiego życia, tylko dlatego, że dzisiaj jeszcze nie przeżyłoby czegoś takiego.

>No dobra. Ale na jakiej podstawie uważasz że osobno plemnik i komórka jajowa to tylko materiał, a zygota już nie? Komórki rozrodcze potrzebują pewnego działania, by stać się w przyszłości człowiekiem, ale i przed samą zygotą droga jeszcze bardzo długa, wymagająca szeregu przemian, o których nawet Ci się nie śniło.
Zygota w warunkach jakie występują w narządach rodnych zdrowej kobiety automatycznie przejdzie w kolejne etapy. Niezapłodniona komórka rozrodcza obumrze.
Gdyby ktoś kombinował z komórką jajową doprowadzając do inicjacji życia, owa inicjacja będzie momentem zwrotnym, komórka tylko materiałem.
Zygota stanie się człowiekiem, a komórki rozrodcze jeśli nie zostaną połączone nie mogą. Zygota już jest w drodze do celu a komórki rozrodcze mogą się stać zygotą, ale nie muszą. Zygota nie dojdzie do celu tylko, gdy napotka niepokonalną przeszkodę. To czyni różnicę.

>Żeby nie było, zrozumiałem co powiedziałeś wcześniej, ale Ty już wyznaczyłeś eobie pewne założenie, którego na przykład ja szczególnie nie podzielam.
Twoje założenia nie pasują do faktów, poza kryteriami wartościowania człowieka wziętymi z powietrza.

>Nie wiedziałem nigdy że erotyka jest tak naprawdę iluzją. Zawsze myślałem że to całkiem realna dziedzina życia.
Realna, ale to nie jest miłość... Powinna pozostać erotyką.

>A o doskonałej duchowej miłości możesz mówić, kiedy nie będzie zła na świecie.
Zło się bierze właśnie z takiego liberalizmu, w którym sadyści wymuszają tolerancję u ofiar. Miłość nierzadko mówi stop przemocy i za to zostaje oskarżana i krzyżowana.

>I nie mów nic już o wolnej woli, bo sam wiesz jak kruche jest to pojęcie.
Nie całkiem, ale w najistotniejszych sprawach możemy być wolni i powinniśmy przeciwstawiać się złym behawiorom w nas.
>>(por. 1 Kor 13)
>>Fałszywym chlebem człowiek się nie nasyci.
>Dlatego przeszedłem na dietę ateistyczną. Trochę jakby nieugotowana, ale za to ile w niej dzięki temu witamin.
Jak LSD, czy cos takiego...

Pozdrawiam!

Doskonała miłość usuwa lęk
Thorvoy (6588 punktów)
>Witam!
>Ty śpisz w ogóle?...

Mało. Dlaczego pytasz?

>To szatkowanie moich postów robi się irytujące. Poza tym mam wrażenie, że nie czytasz całości... No ale to święte prawo takiego forum.

Jak mógłbym nie czytać całości, skoro odnoszę się do każdego fragmentu Twojej wypowiedzi?

>Nie mam tyle czasu, ani nie jestem mikrobiologiem, żeby szczegółowo, co do aliela wykazywać, dlaczego nie widzę innego punktu zwrotnego niż poczęcie jako początek ludzkiego życia.

Szkoda. Warto, byś nadrobił zaległości.

> Deprecjonowanie wartości tego życia z punktu widzenia jakiejś dziwnej behawioralno-fizjologicznej filozofii świadczy tylko na niekorzyść takiego myślenia.

A to dlaczego?

Układ nerwowy człowieka w tej fazie życia zaczyna kształtować się bardzo szybko, a serce bije chyba już ok. 21 dni po poczęciu i po 4 tygodniach malutki człowiek (0,5 cm) ma już główkę, tułów i zawiązki pozostałych części ciała. "W 41 dniu pojawiają sie pierwsze odruchy nerwowe oraz ruchy kształtujących się rączek i nóżek" (w tym czasie zwykle kobieta dowiaduje się, że jest w ciąży). W szóstym tygodniu można już zarejestrować fale elektromagnetyczne wysyłane przez mózg (przed 2 miesiącem ciąży).
>Nawet, gdyby przyjąć (teoretycznie) za początek, pierwsze rejestrowane sygnały o aktywności mózgu, w zasadzie z chwilą rozpoznania ciąży mózg tego małego człowieka już pracuje.

Ale nie odbiera bodźców bólowych, ani nie posiada świadomości. Dobry moment, żeby jeszcze nie mieć wyrzutów po aborcji.

>Jednak te pierwsze 41 dni to nie pustka. Człowiek nie zjawia się nagle gotowy, tylko od momentu inicjacji życia dokonuje się cud życia, podczas którego w zawrotnym tempie następuje ukierunkowany i jednoznaczny proces.

Albo momentu wytworzenia komórki jajowej/plemnika, które następnie się połączą, dając zygotę, która następnie...

>To nie jest dowolny zlepek komórek. Te komórki dzielą się wg. zapoczątkowanego w nich procesu, który doprowadzi do powstania ludzkiego ciała. Można by powiedzieć, ze nasze ciała dorosłych ludzi to efekt końcowy tamtego podziału. Bez tamtych komórek nie byłoby nas.

Idąc tylko troszkę dalej- bez plemnika i jaja również.

>Argument jaki próbujesz tu wnieść, że o człowieku można mówić dopiero, gdy posiada jakieś ludzkie cechy jest nie tylko nieusprawiedliwioną racjonalnie dyskryminacją, ale zwykłym racjonalizowaniem.

Nie wydaje Ci się, że w tym, co właśnie napisałeś, coś się nie zgadza?

> Możemy się zgodzić jedynie co do faktu, że w czasie tych 41 dni zanim można stwierdzić, że mózg wysyła już sygnały człowiek prawdopodobnie jeszcze nie osiągnął świadomości. Takie stwierdzenie nie uprawnia do pozbawiania go szansy na życie. Brak doświadczania cierpienia przez embrion czyni jedynie bezbolesną i nieświadomą śmierć takiej ofiary. Tak to wygląda.

I taka jest dla mnie moralnie usprawiedliwiona.

>>Wulgarne? Czy chrześcijanie widzą wulgarność w każdym opisie fizjologicznym, dotyczącym płci?
>Zwykła kultura osobista tego wymaga. Chodziło mi zresztą o te wspomniane panienki(eufemistycznie mówiąc), a to było wulgarne.

Jakie panienki? Przepraszam, ale autentycznie się gubię.

>Chyba to ty nie masz pojęcia, bo najwyraźniej twoje pojmowanie człowieka ogranicza się wyłącznie do jego postaci od noworodka do starca i to pewnie jeszcze tylko ludzi zdrowych...

Ty to powiedziałeś.

>W takim układzie człowiek zjawia się dopiero, gdy się urodzi (i kto tu mówi o myśleniu magicznym?).

Oj, wiesz przecież gdzie z grubsza upatruję granic.

>O bijącym sercu w 21 dniu napisałem, a mózg wysyła sygnały po 41 dniach (ale oczywiście zaczniesz mówić, że to za mało).

Może.

>Skoro już od 30-tu lat udaje się coś takiego jak In Vitro, może się okazać, że wymyślą zastępczą macicę i będzie można przeszczepić zagrożone w naturalnej ciąży dzieci, to kwestia czasu i postępu. Ciekawe jak wtedy wypadną ci którzy deprecjonują wartość ludzkiego życia, tylko dlatego, że dzisiaj jeszcze nie przeżyłoby czegoś takiego.

Wtedy pomyślę o przyznaniu Ci racji. O ile też tym narodzonym dzieciom zapewni się godne bytowanie.

>Zygota w warunkach jakie występują w narządach rodnych zdrowej kobiety automatycznie przejdzie w kolejne etapy. Niezapłodniona komórka rozrodcza obumrze.

A zapłodniona nie.

>Gdyby ktoś kombinował z komórką jajową doprowadzając do inicjacji życia, owa inicjacja będzie momentem zwrotnym, komórka tylko materiałem.
>Zygota stanie się człowiekiem, a komórki rozrodcze jeśli nie zostaną połączone nie mogą. Zygota już jest w drodze do celu a komórki rozrodcze mogą się stać zygotą, ale nie muszą. Zygota nie dojdzie do celu tylko, gdy napotka niepokonalną przeszkodę. To czyni różnicę.

Podobnie komórki rozrodcze nie dojdą do celu, jeśli napotkają przeszkodę.

>Twoje założenia nie pasują do faktów, poza kryteriami wartościowania człowieka wziętymi z powietrza.

Nie z powietrza, a znajomości fizjologii zwierząt.

>>Nie wiedziałem nigdy że erotyka jest tak naprawdę iluzją. Zawsze myślałem że to całkiem realna dziedzina życia.
>Realna, ale to nie jest miłość... Powinna pozostać erotyką.

W porządku. To temat na inny wątek.

>Zło się bierze właśnie z takiego liberalizmu, w którym sadyści wymuszają tolerancję u ofiar. Miłość nierzadko mówi stop przemocy i za to zostaje oskarżana i krzyżowana.

Czego doskonałym przykładem są efekty krucjat.

>Nie całkiem, ale w najistotniejszych sprawach możemy być wolni i powinniśmy przeciwstawiać się złym behawiorom w nas.

Nie istnieją złe i dobre. Są tylko w wyższym, lub niższym stopniu negatywne/pozytywne, a i to wyłącznie z naszego subiektywnego punktu widzenia.

>>>(por. 1 Kor 13)
>>>Fałszywym chlebem człowiek się nie nasyci.
>>Dlatego przeszedłem na dietę ateistyczną. Trochę jakby nieugotowana, ale za to ile w niej dzięki temu witamin.
>Jak LSD, czy cos takiego...

Nie, zresztą LSD nie lubię, ciężko się ze skórki obiera.

Pozdrawiam.
Kontrast (1042 punktów)
Witam!

>>To są opinie normalnych psychologów,
>To znaczy ze jestem nienormalna tak? Juz drugi raz mnie obrazasz!
Nie jest moją intencją obrażanie kogokolwiek. Jeśli używam zwrotów brzmiących ad personam, to jest to bardziej wynikiem mowy potocznej i skrótów myślowych niż chęć atakowania konkretnych ludzi. Krytykuję z założenia postawy i przekonania, z którymi się nie zgadzam, a nie ludzi (wzrastali w różnych środowiskach i mogą pewne sprawy widzieć inaczej). To trudne do zrozumienia dla tych, którzy utożsamiają się z tym, co głoszą i odbierają tę krytykę osobiście. Mówiąc o psychologach popierających poglądy organizacji gejowskich, krytykuję nie konkretnych ludzi, ale ich przekonania, które możliwe, iż są sponsorowane, albo ci ludzie sami należą do środowiska.
Oprócz tego, pewien konfrontacyjny język jakiego tu używam jest nieunikniony z powodu raczej radykalnego stanowiska jakie mam w omawianych kwestiach i nie mniej konfrontacyjnej postawy oponentów. Stąd niektóre wątki przypominają pole bitwy i czasami jakiś "cywil" obrywa rykoszetem.

>Ja o etyce nie mowie, mnie ludzie interesuja, nie etyka i to co "dobre" lub "zle".
Niestety tutaj (na Racjonaliście) nawet nie ma działu psychologicznego, bo większość porusza się na poziomie intelektualnym i wyjątkowo rzadko udaje się wejść na poziom podstawowy. Poza tym etyka jest postrzegana przez ateistów bardziej behawioralnie niż przez ludzi wierzących, czy też część agnostyków. Chociaż zewnętrznie wydaje się, że mówimy o tych samych sprawach, faktycznie nie jest to takie oczywiste.

Moje stanowisko pro-life wyrażałem na forum wielokrotnie, w zasadzie zgadzam się ze stanowiskiem katolickich ruchów jeśli chodzi o treść (chociaż nie tylko katolicy są pro-life). Co do formy przekonywania stosowanej wobec oponentów, bywa że mam krytyczne stanowisko. Zwolennicy tych ruchów są to zwykle ludzie nie znający się na metodach propagandy, psychologii i często nie rozumieją dobrze przekonań i racji tych, którzy mają odmienne poglądy. Stąd pojawiające się czasem zbyt ostre wypowiedzi, czy "typowe zdania ludzi z pro life, aby u dyskutantów wywołać bardzo duże emocje". Nie oznacza to jednak, że z tego powodu nie mają racji.

To forum nie jest dobrym miejscem, bo z konieczności muszę pisać ogólnikami (max. 3 str. w poście) i potem oponenci rozbijają tekst na drobne szczegóły argumentując sami przed sobą te same oklepane kwestie, które już dobrze znam i od dawna nie zdarzyła się wypowiedź, jakiej bym nie słyszał. Później ktoś tam przy braku mojej odpowiedzi przypisuje mi brak dowodów, czy argumentów. Już kilkakrotnie odpowiadałem we wcześniejszych postach, jak znajdę więcej czasu pozbieram to wszystko i opracuję, tylko ciężko znaleźć chwilę. Chyba wstawię na jednej z moich stron szerszą odpowiedź w formie rozprawy. Tutaj sam wstęp zająłby kilka postów. Nie chcę też przepisywać podręcznika. Zastanawiam się również, czy warto pisać kolejny elaborat, jeśli lepiej zorientowani w temacie już to zrobili.

>To podaj jakie sa te leki? I jesli jestes tak gleboko przekonany ze trzeba cos zrobic, to co jeszcze robisz przed twojm ekranem? Dlaczego nie jestes gdzies pomagajac konkretnie?
Dobre pytanie. Co ja tutaj robię? Oprócz tego, że wymyśliłem pewien sposób na pomoc ludziom bezrobotnym i nie tylko, co jeśli się uda, być może dojdzie do skutku, siedzę właśnie na tym forum, może trochę naiwnie, żeby skłonić do myślenia, a może również działania tych, którzy mają na wszystko prostą receptę - śmierć, "róbta co chceta" itp. Niewielu z nich pomaga biednym dzieciom i wspiera, tych, którzy są w potrzebie. Na tym polu nie ma konkurencji.
Trochę przejaskrawiam, ale to w celu wyakcentowania kilku kwestii.

Jak wspomniałem chcę napisać przynajmniej o kilku tematach, które najczęściej się tu pojawiają w kwestii życia ludzkiego od poczęcia do 3 miesiąca rozwoju płodowego, dalej to już coraz mniej ludzi kwestionuje racje obrońców życia ludzkiego. Pod wymienionym adresem chcę umieścić tekst:
agapekontr(*)datki/teksty/zycie-tematy.html

Pozdrawiam!

Doskonała miłość usuwa lęk
AstralStorm (558 punktów)
>>To podaj jakie sa te leki? I jesli jestes tak gleboko przekonany ze trzeba cos zrobic, to co jeszcze robisz przed twojm ekranem? Dlaczego nie jestes gdzies pomagajac konkretnie?
>Dobre pytanie. Co ja tutaj robię? Oprócz tego, że wymyśliłem pewien sposób na pomoc ludziom bezrobotnym i nie tylko,

Podziel się z nami, może znajdziemy jakieś problemy do rozwiązania.

>co jeśli się uda, być może dojdzie do skutku, siedzę właśnie na tym forum, może trochę naiwnie, żeby skłonić do myślenia, a może również działania tych, którzy mają na wszystko prostą receptę - śmierć, "róbta co chceta" itp. Niewielu z nich pomaga biednym dzieciom i wspiera, tych, którzy są w potrzebie. Na tym polu nie ma konkurencji.

Ciekawy był ten pomysł z podpięciem do aparatury i wyhodowaniem... (trochę mocne słowo, ale) tylko kto za to zapłaci? Kto podejmie się wychowania?

Samopas puścić, czy jak? Instytucje państwowe i tak nie wyrabiają, ludzie adoptować nie chcą. (samolubny gen się kłania?)

Obecnie prowadzona jest akcja budowy rodzinnych domów dziecka. Czemu taki mały jest odzew, skoro aż tylu podobno mamy katolików?
Wielu ma duże możliwości finansowe, mogliby się przyłączyć.

(sam też z chęcią w przyszłości, narazie za młody jestem.
A ty?)

Sam osobiście uważam, że aborcja to ostateczność, gdy nie ma innej możliwej opcji. Niestety, nasze państwo coraz bardziej sprawia, że alternatyw nie ma.
Utrudnia dostęp do antykoncepcji, ogranicza fundusze domom dziecka, nie zatrudnia tam odpowiednich ludzi...
Kontrast (1042 punktów)
Witam!
Nazbierało mi się postów nie nadążam odpowiadać.

>>Dobre pytanie. Co ja tutaj robię? Oprócz tego, że wymyśliłem pewien sposób na pomoc ludziom bezrobotnym i nie tylko,
>Podziel się z nami, może znajdziemy jakieś problemy do rozwiązania.
Niestety umiecie jak na razie wyszukiwać problemy w Kościele, który przy biedzie i żałosnym wsparciu poprzez Caritas i inne inicjatywy próbuje tu coś robić. Owszem Unia próbuje pomagać i Urzędy Pracy wysyłają ludzi na jakieś przyuczenia zawodowe, gdzie harują po 8 godzin, albo lepiej za 470 zł przez pół roku, a potem urzędnik daje papierek i Good luck! Okazuje się, że w świetle przepisów człowiek ten przez pól roku nie pracował. Robi się nadzieję ludziom a potem zostawia na pastwę losu. Zapomina się o tym, że człowiek, który nie pracował przez kilka miesięcy traci psychiczną zdolność do pracy, wiarę w siebie, a mydlenie oczu o pisaniu CV itp., gdy wygolony z kasy nie może nawet kupić porządnych spodni i koszuli zakrawa na kpinę.
Tu potrzeba poważnej głęboko przemyślanej i skonfrontowanej z rzeczywistością inicjatywy wychodzenia z bezrobocia. Wątpię, czy ludzie, którzy nie maja takich problemów potrafią wymyślić skuteczne metody. Marnują tylko pieniądze podatników.

>>co jeśli się uda, być może dojdzie do skutku, siedzę właśnie na tym forum, może trochę naiwnie, żeby skłonić do myślenia, a może również działania tych, którzy mają na wszystko prostą receptę - śmierć, "róbta co chceta" itp. Niewielu z nich pomaga biednym dzieciom i wspiera, tych, którzy są w potrzebie. Na tym polu nie ma konkurencji.
>Ciekawy był ten pomysł z podpięciem do aparatury i wyhodowaniem... (trochę mocne słowo, ale) tylko kto za to zapłaci? Kto podejmie się wychowania?
>Samopas puścić, czy jak? Instytucje państwowe i tak nie wyrabiają, ludzie adoptować nie chcą. (samolubny gen się kłania?)
Z adopcją niemowląt nie ma problemów gorzej ze starszymi dziećmi. Problem jest też z prawem adopcyjnym i prawami rodzicielskimi matek, które ani nimi nie są, ani nie chcą oddać dziecka innym.
To również powinno być wspierane przez edukację, aby zachęcać tych, którzy mogą do adopcji, nawet jeśli mają już dzieci własne.
Są ludzie, którzy mają takie ambicje, żeby oprócz własnych dzieci brać pod opiekę te opuszczone. Dlaczego nie ma inicjatyw aby propagować taką postawę. Zamiast klikać pajacyka wziąć na wakacje, weekendy, święta dziecko... Czy tylko katolicy motywowani miłością Bożą mają to robić?

>Obecnie prowadzona jest akcja budowy rodzinnych domów dziecka. Czemu taki mały jest odzew, skoro aż tylu podobno mamy katolików?
Prawdopodobnie nie wiedzą, boją się że nie dadzą rady, myślą, że już ktoś się tym zajął, nie mają czasu, bo cały dzień harują, żeby zarobić na własne utrzymanie. łatwo osądzać innych...

>Wielu ma duże możliwości finansowe, mogliby się przyłączyć.
Ci co mają dużo pieniędzy rzadko widzą dalej niż czubek własnego nosa. Altruizm można by powiedzieć jest odwrotnie proporcjonalny do stanu posiadania. Mało tu wyjątków.

>(sam też z chęcią w przyszłości, narazie za młody jestem.
>A ty?)
Możesz robić cokolwiek dobrego na co pozwala wiek...
Ja jak powiedziałem mam cel i chcę go zrealizować. Przeszkodą jest to, że sam potrzebuję stabilnej pracy, bo trzeba zapłacić rachunki itp. Ale myśle, że uda się doprowadzić zamierzenia do skutku.
>Sam osobiście uważam, że aborcja to ostateczność, gdy nie ma innej możliwej opcji. Niestety, nasze państwo coraz bardziej sprawia, że alternatyw nie ma.
>Utrudnia dostęp do antykoncepcji, ogranicza fundusze domom dziecka, nie zatrudnia tam odpowiednich ludzi...
Myślę, że wobec katastrofalnego niżu demograficznego nie tylko w Polsce będą robić wszystko, aby rodziło sie więcej dzieci. Jak to zapowiadam jeszcze będą płacić kobietom, żeby rodziły dzieci. Środki antykoncepcyjne (te poronne to również aborcja). Hormonalne(z tych nieaborcyjnych) są szkodliwe dla kobiety, a inne środki mają marną skuteczność niższą od metod naturalnych.
Mam nadzieję, że technologia pomoże rozpoznawać cykl z taką dokładnością, iż niechcianych dzieci nie będzie. Już teraz jest nieźle.
Jeżeli jednak, ktoś chce seksu wtedy, gdy kobieta może począć, przy obopólnej zgodzie, powinno być to równoznaczne z intencją prokreacji. Zresztą zawsze taka możliwość istnieje nawet przy kilku zabezpieczeniach.
Jeśli się coś robi niestety trzeba się liczyć z konsekwencjami.

Pozdrawiam!


Doskonała miłość usuwa lęk
D.Sprenglewski (426 punktów)
>Witam!

Ja również.

>Czy nie dostrzegasz pewnej niekonsekwencji w tym co mówisz? Tobie to wolno atakować innych, ale jak tylko ktoś Cię zaatakuje, czy skrytykuje do czego ma prawo to już źle.

Przeczytałem Twoje dalsze posty i zastanawiam się, co Cię skłoniło do napisania powyższysz zdań. O ile dobrze zrozumiałem to, co napisał autor (a raczej dobrze, bo czytałem to kilka razy próbując się - nieco na siłę - dopatrzeć gdziekolwiek, jakiegokolwiek ataku na katolików) wnioskuję, że albo jesteś przewrażliwiony na swoim punkcie (samo nazwanie katolików katolami itp. wywołuje u Ciebie agresję), albo nie dość dokładnie przeczytałeś treść pierwszego postu.

>Obserwuję poczynania i wypowiedzi tzw. antyklerykałów i gdyby zamiast słowa ksiądz (czy inne synonimy) wstawić Źyd, murzyn, itp. nikt nie broniłby takich przekonań.

Po pierwsze: literówka - nie Źyd, ale Żyd (zdarza się)
Po drugie: w przeciwieństwie do Thorvya uważam, że murzyn pisze się małą literą (ale nie będę się upierał),
Po trzecie: antyklerykałowie krytykują grupy wyznaniowe, a ściślej mówiąć katolików, a nie inne rasy, czy narodowości. W brew pozorom to różnica, zwłaszcza, że katolików krytykuje się głównie nie za ich wiarę, ale za ich nietolerancję usprawiedliwianą wiarą.

>Jeśli prowokujesz tę większość, to nie dziw się, że wywołujesz reakcje obronne.

A czym to on niby sprowokował księdza, czy choćby Ciebie (bo jak dla mnie to go zaatakowałeś, wypowiedziałeś się za ostro o jego osobie i to bez racjonalnych podstaw)? Wychodzi na to, że samym swoim istnieniem. Jestem ateistą - i co, z tegoż powodu naskoczysz na mnie uznając, że obrażam katolików? Tak to wygląda w stosunku do autora wątku.

>Trudno tu niestety odpowiadać za, być może emocjonalne reakcje niektórych prostych ludzi, czy nadgorliwych księży, ale przypisywanie katolikom prześladowania inaczej myślących jest przesadą.

Co fakt, to fakt. Prześladowanie to za mocne słowo (w czasach współczesnych), ale na pewno nie są to reakcje niektórych jak to określiłeś. Niestety jest to zjawisko masowe. Problem w tym, że aby to zobaczyć trzeba stanąć po przeciwnej stronie barykady.

>Niektórych postaw i przekonań nie tolerują i mają do tego prawo.

Takiego prawa akurat nie mają. Tolerancja to akceptacja istnienia innych poglądów, a nie akceptacja samych poglądów. Zapewne o to Ci chodziło, jeśli tak, to się zgadzam.

>Bezceremonialne i agresywne ataki na kościoły wiernych, a przede wszystkim na księży są nazbyt częste i czynią to właśnie nakręceni antyklerykalną propagandą młodzi chuligani.

Pokaż mi tę propagandę bo ja chyba ślepy jestem. Za to doskonale dostrzegam jak katolicy atakują niekatolików (nie tylko ateistów) choćby pomysłami "religia na maturach".

>Odrzucenie wiary (nieistotne z jakich powodów) nie daje automatycznie prawa, do wszystkiego.

Zgadzam się, ale przynależność do większej ilościowo grupy wyznaniowej również nie daje takiego prawa.

>Współczesne zabiegi, ze strony środowisk liberalnych powodują likwidacje niektórych przepisów prawa istotnych z punktu widzenia etyki (na pewno tej katolickiej). To jest właśnie punktem zapalnym krytyki, ponieważ katolicy (nie tylko oni zresztą) widzą tu zagrożenie, dla społeczeństwa jako całości, ale w pierwszej kolejności dla siebie.

Podałeś przykłady (doś kontrowersyjne przyznam i jak najbardziej poprawne) w rozmowie z Thorvoyem, do nich będę się odwoływał. Na temat aborcji, eutanacji, in vitro itp. mam akurat podobne poglądy co Thorvoy. Uważam, że omawianie tej kwestii nie ma sensu (tutaj).

>Chcąc, czy nie musimy tu żyć razem i jeżeli dla większości niektóre zachowania są gorszące, kultura wymaga uszanowania.

Jeśli dla kogokolwiek (nie ważne czy miejszości, czy wiekszość) gorszące będzie nie zabicie sąsiada, to też należy to uszanować? Tak, żyjemy obok siebie, ale przewaga liczebna nikomu nie daje większy praw. Powinniśmy się szanować nawzajem.

Abstrahując od powyższego. W jednym ze swoich postów napisałeś, że znasz ateistów lepiej niż oni siebie sami. Mógłbyś mi więc powiedzieć o mnie coś, czego nie wiem, a co Ty wiesz napewno? Była już o to prośba, jednak jej nie spełniłeś - czyżby puste słowa?

PS: Szanuję Cię, bo jesteś wymagającym rozmówcą i często w postach przejawia się Twoja (nieskromna) inteligencja. W tym wątku jednak zachowałeś się zbyt agresywnie nie podając argumentów. To jest oczywiście tylko moje osobiste zdanie (może jestem przewrażliwiony).

Pozdrawiam

>Pozdrawiam!
>
Doskonała miłość usuwa lęk

Kontrast (1042 punktów)
Witam!
Nie mam czasu, aby odnieść się do wszystkiego, zresztą nie bardzo wiem do czego. Czy muszę się tłumaczyć, dlaczego mam taki styl pisania, albo za sposób w jaki inni interpretują moje wypowiedzi?
Jeśli ktoś przypisuje mi intencje jakich nie mam robiąc jakąś analizę użytych słów, która zawsze będzie pasować do założeń, to nie mam na to wpływu.
Forum to raczej spontaniczne wypowiedzi i nierzadko pisane w dużym pośpiechu i na gorąco, bywa że pod wpływem emocji, z rozpędu, czasem nie do końca w temacie, gdy odpowiadając na kilka podobnych postów można zapomnieć się i przypisać komuś podobnemu cechy innego.
Słowo agresja uważam za przesadzone, z natury jestem spokojnym człowiekiem. Czasami zbyt asertywnie, albo ostro sie wypowiadam, ale daleki byłbym od nazywania tego agresją.

W kwestii tolerancji:
>Tolerancja to akceptacja istnienia innych poglądów, a nie akceptacja samych poglądów. Zapewne o to Ci chodziło, jeśli tak, to się zgadzam.
Nie bardzo rozumiem o co chodzi w tym akceptowaniu istnienia poglądów, dziwne toto. Nikt, nie twierdzi, że nie istnieją poglądy. Katolicy oddzielają, a przynajmniej tak są uczeni, poglądy, przekonania, postawy od ludzi, którzy je głoszą. Możemy tolerować ludzi, ale wielu postaw, które uważamy za szkodliwe nie możemy tolerować u siebie i gdy są nam narzucane i na pewno nie będziemy afirmować tego, bo stalibyśmy się nieautentyczni. Dostrzegając obiektywne zło, krytykujemy je i domagamy się, żeby ci, którzy je czynią zaprzestali określonych działań. Tak jest w kwestjach dotyczących życia: aborcji, In Vitro, eutanazji, a także innych spraw o charakterze społecznym i moralnym. Nie można od nas wymagać, że będziemy z entuzjazmem afirmować rzeczy, uważane za niemoralne i złe, takiej tolerancji nie można od nas wymagać. Jednakże wszystkie dobre inicjatywy, postawy i poglądy tolerujemy i przyjmujemy.
Uważam więc, że ta zarzuty to w dużej mierze hasła typu: "Precz z preczem!"

>Abstrahując od powyższego. W jednym ze swoich postów napisałeś, że znasz ateistów lepiej niż oni siebie sami. Mógłbyś mi więc powiedzieć o mnie coś, czego nie wiem, a co Ty wiesz napewno? Była już o to prośba, jednak jej nie spełniłeś - czyżby puste słowa?
Nie jestem jasnowidzem, jeśli żądasz jakiejś wiedzy wykraczającej pozą wiedzę doświadczalną. Miałem na myśli wiedzę na temat samego ateizmu i jego struktury, typowych poglądów w różnych kwestiach. Sporo dowiedziałem się w toku dyskusji z wieloma osobami o takim światopoglądzie, trochę na studiach i z książek. Uprawnia mnie to więc do podobnych stwierdzeń. Nie znaczy to jednak, że wiem absolutnie wszystko, aczkolwiek trudno mnie czymś nowym zaskoczyć.

>PS: Szanuję Cię, bo jesteś wymagającym rozmówcą i często w postach przejawia się Twoja (nieskromna) inteligencja.
Czy ja się gdzieś chwaliłem jakie mam IQ, skąd takie sugestie o nieskromności? Dzięki Bogu mam tyle inteligencji, że mogę myśleć samodzielnie i radzić sobie jakoś, to nie moja zasługa.

>W tym wątku jednak zachowałeś się zbyt agresywnie nie podając argumentów. To jest oczywiście tylko moje osobiste zdanie (może jestem przewrażliwiony).
Jakbym cały czas na wszystko musiał dawać argumenty, to byłoby trochę dziwaczne, nie sądzisz? Oponenci tego nie robią, to nie czuję się w obowiązku. Warto jednak częściej używać...

Pozdrawiam!


Doskonała miłość usuwa lęk
D.Sprenglewski (426 punktów)
>Jeśli ktoś przypisuje mi intencje jakich nie mam robiąc jakąś analizę użytych słów, która zawsze będzie pasować do założeń, to nie mam na to wpływu.

Nie analizowałem samych słów, ale ich znaczenie, a biorąc pod uwagę kontekst ich sens wydał mi się dość jednoznaczny.

>Forum to raczej spontaniczne wypowiedzi i nierzadko pisane w dużym pośpiechu i na gorąco, bywa że pod wpływem emocji, z rozpędu, czasem nie do końca w temacie, gdy odpowiadając na kilka podobnych postów można zapomnieć się i przypisać komuś podobnemu cechy innego.

Tego nie wziąłem pod uwagę. Być może trochę zbyt impulsywnie zareagowałem, ale sam przyznaj, że gdybyś podał więcej argumentów, Twój post byłby jaśniej rozumiany.

>Słowo agresja uważam za przesadzone, z natury jestem spokojnym człowiekiem. Czasami zbyt asertywnie, albo ostro sie wypowiadam, ale daleki byłbym od nazywania tego agresją.

Nawet jeśli jesteś spokojnym z natury, możesz być agresywnym w słowach. Nie twierdzę, że zawsze się zbyt agresywnie wypowiadasz, a jedynie, że tym razem zbyt impulsywnie podeszłeś do sprawy.

>W kwestii tolerancji:
>>Tolerancja to akceptacja istnienia innych poglądów, a nie akceptacja samych poglądów. Zapewne o to Ci chodziło, jeśli tak, to się zgadzam.
>Nie bardzo rozumiem o co chodzi w tym akceptowaniu istnienia poglądów, dziwne toto. Nikt, nie twierdzi, że nie istnieją poglądy.

Tak, ale można akceptować ich istnienie, lub nie. W pierwszym przypadku reaguje się dopiero gdy przeciwne poglądy zaczynają oddziaływać na świat materialny, w drugim, interweniuje się gdy tylko ktoś pomyśli inaczej niż my.

>Katolicy oddzielają, a przynajmniej tak są uczeni, poglądy, przekonania, postawy od ludzi, którzy je głoszą.

Nie zgodzę się z tym. Owszem, ci inteligentni itp., zapewne tak robią, ale znajdą się legiony (choćby moherowe berety), któym wystarczy wskazać jakiegoś człowieka i powiedzieć, że ma takie a nie inne poglądy. Nie wiem, czy wiesz o co mi chodzi. Nie twierdzę, że wszyscy katolicy tacy są, ale trochę za bardzo swoją grupę wybielasz.

>Możemy tolerować ludzi, ale wielu postaw, które uważamy za szkodliwe nie możemy tolerować u siebie i gdy są nam narzucane i na pewno nie będziemy afirmować tego, bo stalibyśmy się nieautentyczni.

Bardzo dobra postawa

>Dostrzegając obiektywne zło [...] : aborcji, In Vitro, eutanazji, a także innych spraw o charakterze społecznym i moralnym.

Aborcja, eutanazja, etc, to nie jest obiektywne zło. Dla wielu jest to rzecz neutralna moralnie, a dla jeszcze innych nawet dobra. Obiektywne zło to gwałt, zabójstwo (które wszystkie strony uważają za takie).

>Nie można od nas wymagać, że będziemy z entuzjazmem afirmować rzeczy, uważane za niemoralne i złe, takiej tolerancji nie można od nas wymagać.

Kto wam dał prawo do decydowania, co jest absolutnie dobre, lub absolutnie złe? Dobra, czepiam się.
Stań po drugiej stronie barykady. Dla mnie na przykład wstrzemięźliwość seksualna przed ślubem jest jednym z najbardziej niemoralnych zachowań, a ściślej mówiąć karcenie, za nie bycie wstrzemięźliwym. Jeśli para się kocha to dlaczego nie? Ale mimo swoich poglądów, jeśli ktoś nie chce uprawiać seksu przed ślubem, mi nic do tego. Wiem, że przykąłd jest doś trywialny, ale jednak analogiczny, a lepszy nie przychodzi mi do głowy.

>Nie jestem jasnowidzem, jeśli żądasz jakiejś wiedzy wykraczającej pozą wiedzę doświadczalną.

Nic nie żądam, może poza garścią wyjaśnień.

>Miałem na myśli wiedzę na temat samego ateizmu i jego struktury, typowych poglądów w różnych kwestiach. Sporo dowiedziałem się w toku dyskusji z wieloma osobami o takim światopoglądzie, trochę na studiach i z książek. Uprawnia mnie to więc do podobnych stwierdzeń. Nie znaczy to jednak, że wiem absolutnie wszystko, aczkolwiek trudno mnie czymś nowym zaskoczyć.

Stwierdzenie jakie zastosowałeś sugerowało coś innego, ale ja również mogłem się pomylić. Jeśli jest jak wyżej, to ok.

>Czy ja się gdzieś chwaliłem jakie mam IQ, skąd takie sugestie o nieskromności?

To nie była sugestia, ale stwierdzenie. Nigdzie się nie chwaliłeś, sam stwierdziłem, że jesteś inteligentny.

>Jakbym cały czas na wszystko musiał dawać argumenty, to byłoby trochę dziwaczne, nie sądzisz?

Tak, ale nie trzeba dawać argumentów na wszystko, jedynie powiedzmy komentarze do ostrzejszych wypowiedzi.

>Warto jednak częściej używać...

To na pewno.

>Pozdrawiam!

Ja również.
Kontrast (1042 punktów)
Witam!

Z braku czasu ograniczę się tylko do kilku odpowiedzi.


>>Nie bardzo rozumiem o co chodzi w tym akceptowaniu istnienia poglądów, dziwne toto. Nikt, nie twierdzi, że nie istnieją poglądy.
>Tak, ale można akceptować ich istnienie, lub nie. W pierwszym przypadku reaguje się dopiero gdy przeciwne poglądy zaczynają oddziaływać na świat materialny, w drugim, interweniuje się gdy tylko ktoś pomyśli inaczej niż my.
Samo myślenie dopóki pozostaje w sferze rozmyślań i nie jest wprowadzane w czyn nikomu nie szkodzi. To zresztą temat na dłuższą analizę, a nie mam na to czasu. Jednak, gdy ktoś opowiada się za jakąś opcją i wprowadza ją w czyn podlega ocenie. O ile jest to sprawą prywatną to jeszcze pół biedy, gorzej, gdy już z powodu jakichś przekonań dobro społeczne danej społeczności doznaje uszczerbku.

>>Katolicy oddzielają, a przynajmniej tak są uczeni, poglądy, przekonania, postawy od ludzi, którzy je głoszą.
>Nie zgodzę się z tym. Owszem, ci inteligentni itp., zapewne tak robią, ale znajdą się legiony (choćby moherowe berety), któym wystarczy wskazać jakiegoś człowieka i powiedzieć, że ma takie a nie inne poglądy. Nie wiem, czy wiesz o co mi chodzi. Nie twierdzę, że wszyscy katolicy tacy są, ale trochę za bardzo swoją grupę wybielasz.
Na fanatyków i prostaków, którzy nie słuchają głosu rozsądku, trudno znaleźć sposób. Znajdują się nieraz tacy kibice, zresztą każda większa grupa ma takich, nawet elitarne nie mogą sie wyzbyć tego zjawiska. Przez nadużycia właśnie takich nadgorliwców, dzisiaj Racjonalista i inni mają pożywkę do atakowania Kościoła. Nie dostrzegają, że to niestety nieuniknione zjawisko, które tylko nieznacznie można ograniczyć edukacją i prewencją.

>>Dostrzegając obiektywne zło [...] : aborcji, In Vitro, eutanazji, a także innych spraw o charakterze społecznym i moralnym.
>Aborcja, eutanazja, etc, to nie jest obiektywne zło. Dla wielu jest to rzecz neutralna moralnie, a dla jeszcze innych nawet dobra. Obiektywne zło to gwałt, zabujstwo (które wszystkie strony uważają za takie).
My tak nie uważamy, a skoro te praktyki ingerują w życie i to życie ludzkie, nie można milczeć, a tym bardziej zgadzać się z takim bezprawiem. Żaden z katolików nie protestuje, gdy chodzi o życie zwierząt. Poza jakąś grupką ekologów i obrońców zwierząt.
Ci sami naukowcy, którzy nie potrafią określić kiedy zaczyna się ludzkie życie, jakoś nie mają wątpliwości, aby określić tę datę u innych ssaków.
Podczas prowadzonych tu dyskusji słyszę takie banialuki, w temacie początku życia ludzkiego, że aż włos się jeży. Dla mnie życie ludzkie od początku (poczęcie - połaczenie jąder komórkowych) do końca nie może być przerywane i żadne teorie, nie mogą dawać prawa dla takich działań. Aborcja (w tym In Vitro), eutanazja i kara śmierci to prawo naruszają.

>>Nie można od nas wymagać, że będziemy z entuzjazmem afirmować rzeczy, uważane za niemoralne i złe, takiej tolerancji nie można od nas wymagać.
>Kto wam dał prawo do decydowania, co jest absolutnie dobre, lub absolutnie złe? Dobra, czepiam się.
>Stań po drugiej stronie barykady. Dla mnie na przykład wstrzemięźliwość seksualna przed ślubem jest jednym z najbardziej niemoralnych zachowań, a ściślej mówiąć karcenie, za nie bycie wstrzemięźliwym. Jeśli para się kocha to dlaczego nie? Ale mimo swoich poglądów, jeśli ktoś nie chce uprawiać seksu przed ślubem, mi nic do tego. Wiem, że przykąłd jest doś trywialny, ale jednak analogiczny, a lepszy nie przychodzi mi do głowy.
Co do dorosłych ludzi nikomu nie można zabronić. Problem leży w tym, że każdy akt seksualny w związku pozamałżeńskim z reguły nie ma celu prokreacyjnego, a prawdopodobieństwo poczęcia niechcianego dziecka jest duże. Potem prochoicerzy chcą prawa do aborcji, choć za ich choice należałoby uznać właśnie to co zrobili, bo już dzisiaj nie ma takich ignorantów, którzy nie wiedzą skąd się biorą dzieci. Skoro zatem wiedzieli, to powinni ponieść odpowiedzialność za swoją decyzję. W odpowiedzialnym małżeństwie nie ma takich problemów. Patologia do odpowiedzialnego małżeństwa nie należy, aby było jasne.
To, a nie pruderia, jest prawdziwym powodem do polityki Kościoła w sprawie seksu. Wstrzemięźliwość i walka z nieuporządkowaniem, to środki pomocnicze. Celem nie jest ograniczanie wolności, ale uporządkowanie i odpowiedzialność w sferze seksualnej.
Liberalizm broni tu nieodpowiedzialności, zupełnie nie rozumiejąc intencji Kościelnych nakazów. A jest to bardziej postawa i styl odpowiedzialnego życia niż sam nakaz religijny. Przykazania miłości międzyludzkiej powinny być wspólne dla wszystkich ludzi niezależnie od przekonań.

Pozdrawiam!

Doskonała miłość usuwa lęk
Thorvoy (6588 punktów)
>Odkąd symbolicznie opuściłem łono Kościoła Katolickiego
>postanowiłem, że mimo swojego ateizmu będę szanował
>wierzących szczerze i z potrzeby (choć nie rozumiem tego),

Nie widze przeszkód w szanowaniu ich, o ile ONI szanują Ciebie.

>byłem nawet w stanie tolerować księży.

Nie przesadzaj, co? ;P

> Ale teraz mam dość.

I dobrze.

>Owszem ,jeśli mi się ktoś nie narzuca, to OK, ale jak mi
>taki katolik zacznie utrudniać życie, to dlaczego mam być
>wyrozumiały?

Nie masz być. To właśnie jest najzabawniejsze. W rozmowach z wieloma chrześcijanami dowiadywałem się że jestem dla nich NIETOLERANCYJNY. Jasne że jestem. Czy oni są tolerancyjni dla mnie?

Inna sprawa że tolerancja niejedno znaczenie mieć może. Co to znaczy że teoretyczny nie-rasista toleruje Murzyna? Znaczyć to może zarówno "niech sobie żyje, ale ręki takiemu nie podam", jak i "jest takim samym człowiekiem jak ja, zasługuje na szacunek nie mniejszy i nie większy, niż inni ludzie".

Jeśli chrześcijanin mówi że toleruje ateistów, nierzadko oznacza to że nie ma żadnych barier w kontaktach z nimi. I dobrze. Niestety, poznawszy światek bydgoskich protestantów, poznałem inny wymiar tolerancji. Ludzie są mili, przyjaźni, ogólnie sprawiają bardzo sympatyczne wrażenie. Niestety ateista jest tam z definicji niemile widziany. Nie ukrywam że głównie w teorii, bo byli tacy, którzy dobrze mi życzyli z wyraźną szczerością, chociażby mater mojej ex-lubej, za której to sprawą bywałem w omawianym towarzystwie. Niestety przekonałem się że jednym z założeń tych ludzi jest traktowanie ateizmu jako choroby i degradowanie ateistów do rangi śmiecia w hierarchii życia. Innymi słowy, tolerancja takich ludzi dla ateistów podobna jest do tolerancji dla karalucha: paskudne toto, ale jeśli nie wchodzi w drogę, nie będę tego deptał.

> Katolikom się wydaje, że mogą atakować
>ateistów bezkarnie [...]

Nie. Oni to wiedzą.

>[...] a w momencie gdy atakuje się ich,
>podnoszą wielkie larum. Bo są nietolerowani, obraża się ich
>uczucia religijne etc.

O właśnie, właśnie.

> To jest naprawdę irytujące. Teraz już
>rozumiem antyklerykałów, bo sam rozumiem, co to znaczy
>zostać przez księży napiętnowanym.

Dlatego właśnie sam jestem antyteistą, mimo że wielu Racjonalistów dość naiwnie, jak myślę, wierzy w pomyślny dialog między niewierzącymi i wyznawcami takiego, czy innego boga którejkolwiek z dzisiejszych religii. Dialog, który nie może istnieć bez hipokryzji którejś ze stron.

Pozdrawiam.
Kika (222 punktów)
> Niestety przekonałem się że jednym z założeń tych ludzi jest traktowanie ateizmu jako choroby i degradowanie ateistów do rangi śmiecia w hierarchii życia. Innymi słowy, tolerancja takich ludzi dla ateistów podobna jest do tolerancji dla karalucha: paskudne toto, ale jeśli nie wchodzi w drogę, nie będę tego deptał.
Myślę, że nie tyle paskudne co upośledzone , pozbawione tej części mózgu, w której mieszka wrażliwość. Wszak wiara to świadectwo wyższej duchowości, znak dialogu z absolutem i lot ku światłu wszelkiej prawdy.

pozdrawiam
Thorvoy (6588 punktów)
Łał. Jakbym słyszał moich zborowych ulubieńców.
Ojciec Dyrektor (1704 punktów)
Siedziałem w Kościele naprawdę głęboko i chyba właśnie to spowodowało moją niechęć do kleru. Od kiedy przestałem praktykować nie spotkałem się z żadnym prześladowaniem (serio!). Często, gęsto księża i inni znajomi z grupy modlitewnej namawiali mnie do powrotu, lecz kiedy przedstawiłem im moje argumenty i prywatny światopogląd dali sobie siana. Teraz tylko mamie mojej jest żal, bo miała synka ministranta (lektora - prawie ceremoniarza) a teraz niedoszłego muzyka. Nie mówię, że nie lubie księży - nie lubię hipokryzji i obłudy, którą się posługują. Gdyby nie był księdzem, człowiek ów także zasługiwałby na chłostę z racji wyżej wymienionych przymiotów. Fakt, że kler to z reguły ludzie zaślepieini nie oznacza, że wszyscy księża będą na Ciebie naskakiwać, jeśli im powiesz, że nie wierzysz w Boga (serio! mogę Ci przedstawić takich ludzi).

Pozdrawiam.

Nie polemizuj nigdy z idiotą! Najpierw ściągnie Cię na swój poziom, a później zniszczy doświadczeniem.
Thorvoy (6588 punktów)
>Siedziałem w Kościele naprawdę głęboko i chyba właśnie to spowodowało moją niechęć do kleru. Od kiedy przestałem praktykować nie spotkałem się z żadnym prześladowaniem (serio!).

Wierzę, ale rodzice nie są zachwyceni, prawda?

> Często, gęsto księża i inni znajomi z grupy modlitewnej namawiali mnie do powrotu, lecz kiedy przedstawiłem im moje argumenty i prywatny światopogląd dali sobie siana.

Z Tobą również, prawda? Przynajmniej część.

> Teraz tylko mamie mojej jest żal, bo miała synka ministranta (lektora - prawie ceremoniarza) a teraz niedoszłego muzyka.

No, jak można było tak nisko upaść!

> Nie mówię, że nie lubie księży - nie lubię hipokryzji i obłudy, którą się posługują.

Ja nie lubię ich jako ogółu. Wśród nazistów też pewnie zdarzali się całkiem fajni kolesie, co nie zmienia faktu że jako określona grupa mają ze mną na pieńku.

> Gdyby nie był księdzem, człowiek ów także zasługiwałby na chłostę z racji wyżej wymienionych przymiotów. Fakt, że kler to z reguły ludzie zaślepieini nie oznacza, że wszyscy księża będą na Ciebie naskakiwać, jeśli im powiesz, że nie wierzysz w Boga (serio! mogę Ci przedstawić takich ludzi).

Oj, oczywiście że nie. Będą tylko strasznie zasmuceni tym faktem i nachalnie zaczną Cię przekonywać do tego, byś nie występował z Kościoła. Przykładem proboszcz z naszej parafii (Piękny Kaziu, żeby nie było wątpliwości, Ojcze Dyrektorze), który nie dał mi praktycznie dojść do słowa w swojej kancelarii, kiedy próbowałem się dowiedzieć jak dokonać apostazji.
Ojciec Dyrektor (1704 punktów)
>Oj, oczywiście że nie. Będą tylko strasznie zasmuceni tym faktem i nachalnie zaczną Cię przekonywać do tego, byś nie występował z Kościoła. Przykładem proboszcz z naszej parafii (Piękny Kaziu, żeby nie było wątpliwości, Ojcze Dyrektorze), który nie dał mi praktycznie dojść do słowa w swojej kancelarii, kiedy próbowałem się dowiedzieć jak dokonać apostazji.

Kaziu jest WPORZO. Ja go lubię. Nie rozmawiam z nim za często, od kiedy przestałem uczęszczać do jego kościółk.


Nie polemizuj nigdy z idiotą! Najpierw ściągnie Cię na swój poziom, a później zniszczy doświadczeniem.
Thorvoy (6588 punktów)
Nie, Kaziu nie jest fposho.

Zawsze przemawia protekcjonalnym tonem, robiąc z siebie nie wiadomo kogo, a moja wizyta w kancelarii parafialnej przekonała mnie tylko o tym, że gość jest zakutym łbem, do którego nie może dotrzeć, że ktoś miałby ochotę wypisać się z Trzódki Pańskiej

Wróć do listy wątków działu Kościół i antyklerykalizm

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365