1. Dojechać do Przemyśla.
2. Z Przemyśla busem do Medyki - busy odjeżdżają spod dworca PKS/PKP
3. W Medyce przekroczyć piesze polsko - ukraińskie przejście graniczne Medyka - Szeginie
4. W Szeginiach przechwycić marszrutkę ciągnącą na Sambor. Wariant alternatywny - marszrutka na Lwów ( bardzo często kursuja) z przesiadką w Mociskach na marszrutki ciągnąc e wkierunku na Sambor.
5. W Samborze - marszrutka lub elektriczka na Sianki na Przełęczy Użockiej. Wariant alternatywny - w przypadku dysponowania większą ilościa czasu zalecane zwiedzanie Sambora, pobliskich Rudek ( krypta Fredrów), Beńkowej Wiszni ( pałac Fredrów) oraz Kulczyc ( miejsce urodzenia - miedzy inymi Kulczyckiego - tego od wiedenskiej kawiarni)
6. Z Sianek zółtym szlakiem (spod budynku dworca kolejowego) na Przełęcz Użocką. wariant alternatywny - w przypadku dysponowania większą ilościa czasu - po uzgodnieniahc z ukraińskimi pogranicznikami, zalecana jest ekspedycja do prawdziwych źródeł Sanu. Źródła Sanu po polskiej stronie mają charakter umowny.
7. Za pomnikiem Strzelców Siczowych skręcić za żółtym szlakiem w lewo, na główną grań karpacką
8. Wspinając się powoli glówną grania karpacką - osiągamy szczyt Kińczyk Hnilski. Od tej pory aż do samego Pikuja wędrujęmy przez ogromne morze bieszczadzkich połonin. Jak ktoś kiedyś wędrował po Połoninie Caryńskiej i Wetlińskiej - wie co mam na myśli. Połoniny ukraińskie na których się znajdujemy są 4-5 krotnie dłuższe od polskich i jako takie dostarczają kilkakrotnie więcej wrażeń i emocji. Wędrówka przez nie w rozsłoneczniony dzień, z przepięknymi panoramami karpackimi po obydwu stronach płaju sprowadza na wędrowca pierwszorzedne catharsis, stanowiąc zarazem fantastyczny reset i doładowanie wygaszonych baterii. Gdybym hołdował freudystowskiej psychoanalizie - rzekłbym, iż na ukraińskim, karpackim płaju jak wyżej cofamy się do prapoczątków naszego czlowieczeństwa - kiedy to formowaliśmy się jako ludzie na wschodnioafrykanskich sawannach.
9. Pod Starostyną jest źródełko, dobrze zachowane ślady okopów z czasów I wojny i wyborne miejsce na nocleg - rzecz wielce polecana bo spędzenie nocy pod gołym niebiem na wysokiej połoninie, to wielce oryginalne doświadczenie samo w sobie. Mnie najbardziej urzekła "mleczność" Drogi Mlecznej i niezwykle łatwe do zlokalizowania gwiazdozbiory.
10. Rankiem ruszamy dalej granią karpacką ( zawsze stanowiącą jakąś granicę) i po zdobyciu Ostrego Wierchu, Przypióra i Nondaga - stajemy na Pikuju (1408m) - najwyższym szczycie Bieszczad, opatrzonym postumentem - dawniej ku czci Masaryka, obecnie Iwana Franki. Ponapawawszy się krajobrazami beskidzkimi i skonsumowawszy rytualnego Obolona - cofamy się an Ostry Wierch, skąd schodzimy potokami do wsi Libuchora - kultowej wsi bieszczadzkiej, żywego skansenu tak jeżeli chodzi o architektuę jak i mentalność i postawy jej mieszkańców. Za 200 hrywien załatwiamy sobie nocleg we wsi. Wieczorem przy Obolonie, Lwiwskim lub stakańczykach horiłki dyskutujemy z gospodarzami i sprawach wielkich i małych tego świata - co samo w sobie jest bardzo interesującym doświadczeniem.
11. Rankiem, po otrzaśnięciu się z ewentualnego kociokwiku, ciągniemy marszrutką po typowej, karpatoukraińskiej drodze do Boryni - skad przechwytujemy marszrutki ciągnące z Użhorodu/Mukaczewa na Lwów.
12. Marszrutką jak wyżej dojeżdżamy do Sambora, skąd przesiadamy się na inną ciągnącą na Szeginie. Wariant alternatywny - jeżeli mamy wiecej czasu do dyspozycji zalecane jest zwiedzanie Rozłucza ( skąd 5 km do źródeł Dniestru - bardzo polecam wypad do niego), cerkwi i jej dzwonnicy w Jasienicy Zamkowej, ławry w Ławrowie, kirkutu w Starym Samborze, kościoła w Starej Soli ( żupy ruskie), zakładu edukacyjno - poprawczego Jezuitów w Bąkowicach pod Chyrowem - skąd już tylko o rzut beretem do przejścia granicznego w Krościenku - którym wjeżdzamy na teren Polski przy realizacji wariantu alternatywnego.
rugala.pl/(*)chodnie-praktyczne-informacje/