Widocznie niezbyt precyzyjnie sformułowałem swoją myśl, skoro tak opacznie mnie zrozumiałeś.
Jeżeli mam do wyboru kilku kandydatów, ale żadnego z nich nie uważam za godnego wyboru i dlatego nie chcę głosować na któregokolwiek z nich, to nie mam wpływu na to, kto zostanie wybrany. Moja opinia się nie liczy. Liczą się tylko głosy "za", głosu "przeciw" oddać nie można. Tę ułomność systemu głosowania skrzętnie wykorzystują politycy. Antagonizują wyborców, obrzucając się wzajemnie błotem, by potem tę wrogość wykorzystać w czasie wyborów. Polacy stają więc przed wyborem między oszołomami a zdrajcami narodu, między tymi, którzy stoją tam, gdzie stało ZOMO, a tymi, którzy wszędzie widzą korupcję, między tymi, którzy zrujnowali kraj, a tymi, którzy chętnie złożą wizytę o szóstej rano. Co ma zrobić ktoś, kto uważa, że taki wybór to żaden wybór? Co ma zrobić ktoś, kto nie chce, żeby Polską rządzili jedni albo drudzy? Może w obawie przed głosem "przeciw" nikt nie ośmieliłby się wysunąć kandydatur J.K., A.M., R.G., M.K., K.P. i im podobnych. Może wtedy wybieralibyśmy spośród kompetentnych i bardziej kompetentnych, spośród godnych zaufania i autorytetów moralnych, a nie jak dziś - spośród znienawidzonych i budzących obrzydzenie.
Na tym forum można ocenić wypowiedź, przyznając lub odbierając punkt jej autorowi. Co stoi na przeszkodzie, by podobnej ocenie podlegali politycy?
|