 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » O wszystkim i o niczym
| Napisano | Autor | Tytuł | | 16-11-2010 17:13 | Kuba Śruba (3184 punktów) | Darmowe szczęście
8 na 10 | Ktoś kiedyś powiedział, że: "Wszystko, co w życiu najważniejsze, jest za darmo". Trudno się z tym zdaniem zgodzić, bo za zdrowie (lekarstwa), jedzenie i dach nad głową, to się zasadniczo płaci. Autor cytatu miał zapewne na myśli miłość, przyjaźń, czy piękno przyrody i w tym sensie ma rację: jeżeli "uczucia" międzyludzkie podszyte są podtekstem finansowym, to nie są nic warte. Wiele, nawet materialnych, rzeczy można otrzymać, jeżeli nie całkiem za darmo, to bardzo niedużym kosztem. Za cenę abonamentu internetowego otrzymujemy dostęp do ogromnej ilości dóbr kultury, wiadomości i programów freeware. Legalne i bezpłatne książki (przede wszystkim po angielsku) udostępnione są na stronie Projektu Gutenberga. Z kolei filmy i masę innych zasobów znajdziemy na stronie archive.org (polecam Bustera Keatona!) Są to materiały w języku angielskim, ale tak się składa, że ja angielskiego nauczyłem się też za darmo: najpierw na kursach ze strony bbc i innym dostępnym w necie materiałom, potem słuchałem radia i zacząłem czytać łatwiejsze książki (np. dr Jekyll mr Hyde, metamorfoza, podróże gulivera - dostępne za darmo na gutenbergu!). Teraz radzę sobie ze znacznie trudniejszymi tekstami. Jeżeli ktoś potrzebuje jednak ksiażkę po polsku, to zawsze może wklepać w google: "tytuł site:chomikuj.pl" i jest spora szansa, że się ją znajdzie (wg prawa, taką książkę można przechowywać na swoim dysku tylko 24h, ale jak ktoś przetrzyma do 48h to chyba szkodliwość czynu nie będzie duża  . Internet umożliwia legalny dostęp do bezpłatnej muzyki (tuba.fm) i filmów online (nie znam adresu, słyszałem od znajomych). Jest masa przyzwoitych, bezpłatnych programów, z których najczęściej używam Irfan View (do zdjęć), MWSnap (zrzuty z wybranego fragmentu ekranu), 7zip, QuotePad (rezydentny notatnik z automatycznym zapisem adresu strony www źródła), PDF995 (wirtualna drukarka do PDF). Najchętniej przesiadł bym się na Linuxa, ale mam przykre doświadczenia z Open Office, więc póki co muszę, z przykrością, trzymać się Microsoftu. Oczywiście, że jest bardzo wiele zastosowań, gdzie komercyjny software jest lepszy czy wręcz niezastąpiony. Jednak nie zmienia to faktu, że przeciętny użytkownik może w internecie znaleźć dużo oprogramowania legalnego i bezpłatnego. Dzięki pomysłowości i internetowi można nawet legalnie i bezpłatnie wejść w posiadanie domu (historia z USA)czy samochodu (historia z naszego podwórka): Znacie jakieś ciekawe przykłady i linki do stron oferujących coś ciekawego lub pożytecznego "za darmo"? Myślicie, że idea bezpłatnego oprogramowania będzie przeżywać swój renesans? Np. Google udostępnia wiele usług, jak Google Docs, ale to wszystko kosztuje nas oglądanie reklam i udostępnianie informacji o sobie tej firmie - jakie jest wasze zdanie na ten temat? | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
1 na 1 | sirBuk_PanBuk (6257 punktów) | >Ktoś kiedyś powiedział, że: "Wszystko, co w życiu najważniejsze, jest za darmo". >Trudno się z tym zdaniem zgodzić, bo za zdrowie (lekarstwa), jedzenie i dach nad głową, to się >zasadniczo płaci.
Za samo zdrowie to chyba nie. Pod warunkiem, że rodzi się człowiek zdrów. Wiec: do póki jest zdrów, to jest za darmo (pomijając haracz o nazwie : ub.zdr.), a jak zachoruje zaczyna się "sponsoring"...
Ostatnio zastanawiałem się czy da się, żyć za darmo, czyli być wolnym... Taki dzień w którym nie zapłacę za nic... I to chyba już utopia.
>Myślicie, że idea bezpłatnego oprogramowania będzie przeżywać swój renesans? >Np. Google udostępnia wiele usług, jak Google Docs, ale to wszystko kosztuje nas oglądanie reklam i >udostępnianie informacji o sobie tej firmie - jakie jest wasze zdanie na ten temat?
Ten kierunek "gdybania" jest dość trudny. Za darmo, nie zawsze znaczy że nikt z tego nic nie ma. Raczej pytanie kto na tym za darmo zyskuje.
Najpewniej "za darmo" będą pierwsze i nieporadne wersje. Bo to daje darmowe przebadanie aplikacji i rozeznanie, na ile są potrzebne. A reszta, zapewne wtopi się w cenę sprzętu i lekko o tym zapomnimy. Bo co np. wiemy o oprogramowaniu swego telefonu? A przecież jest legalne, i wliczone w koszt urządzenia. I jakoś nie budzi tyle emocji co oprogramowanie komputerowe. A czy jest mniej ważne?
|
|
 | 2 na 4 | Kuba Śruba (3184 punktów) | > Ostatnio zastanawiałem się czy da się, żyć za darmo, czyli być wolnym...> Taki dzień w którym nie zapłacę za nic...> I to chyba już utopia.Niektórzy potrafią to wcielić w życie: www.wysoki(*)ie-obcasy/1,80530,5089392.htmlJa to uważam za nieszkodliwe dziwactwo (o ile tacy ekolodzy nie krzywdzą przy tym dzieci).
Jak mogę uwierzyć w Boga, gdy właśnie w zeszłym tygodniu mój język wkręcił się w wałek elektrycznej maszyny do pisania? - W. Allen
|
|
 | 2 na 2 | sosnicki (54 punktów) | W teorii wszystko jest wykonalne. Wystarczy żyć w namiocie, jeść owoce lasu, polować na króliki i pić wodę z rzeki to można powiedzieć że żyjesz za darmo. Tylko ile jest jeszcze miejsc w których można się odważyć picia wody nie oczyszczanej? Oprogramowania jest bardzo dużo darmowego, bo czasem robią je ludzie dla zabawy/doświadczenia - nie trzeba daleko szukać bo chyba każdy korzysta z AllPlayer`a czy Winrar`a. Natomiast nie zgodzę się że oprogramowanie do telefonów jest darmowe - podstawowe owszem, ale zagłębienie się do nowych telefonów pokazuje że za większość możliwości trzeba dodatkowo zapłacić. Podobnie jest z informacjami, książkami, publikacjami w internecie. Jeśli ktoś korzystał z baz pubmed`u, to z pewnością zauważył że większość artykułów "na czasie" jest płatna i mamy dostęp jedynie do streszczenia, które niewiele nam daje. Wiarygodne źródła wiedzy są zwykle płatne. Bo wikipedii do takich bym nie zaliczył.  Podejrzewam że w większości branży tak jest -nie tylko w medycznych. Jeśli idzie o zdrowie to na własne życzenie za nie płacimy. Prawda jest taka że większość chorób sami sobie zapewniamy. Choroby układu krążenia, cukrzyca, osteoporoza są w większości przypadków jednoznaczne ze złym trybem życia i brakiem ruchu, a na to mamy wpływ i nie kosztuje. Wszystko co najważniejsze jest za darmo - zgodzę się w 100%, ale pod warunkiem że mamy zapewnione pewne minimum finansowe do zaspokajania podstawowych potrzeb.
|
|
|  | | sirBuk_PanBuk (6257 punktów) | > W teorii wszystko jest wykonalne.Ale w praktyce ciężko... > Wystarczy żyć w namiocie,niestety w Polsce już - pisze o sobie - zawsze ktoś chce brać zyski, i nie ma "ziemi niczyjej", a i "państwowa kosztuje". Namiot - ale gdzie go postawić żeby było legalnie a bez haraczu? Terem miejski nie daje szans. Nawet pod mostem juz sie nie da - straż miejska, zarzut - włóczęgostwo. > jeść owoce lasu, polować na królikino ale las już jest "czyjś", więc albo prywatny albo Państwowy i można znów podpaść. > i pić wodę z rzeki to można powiedzieć że żyjesz za darmo.z ta woda to może być wtopa... I to nie tylko w miastach, nawet tzw dziewicze tereny już niczego nie gwarantują.. Zawsze się może trafić miły człowiek wpuszczający cichcem "coś"... w wodę. Co do reszty, mam podobne zdanie
|
|
 | | Marian (5438 punktów) | > Za darmo, nie zawsze znaczy że nikt z tego nic nie ma. Raczej pytanie kto na tym za darmo zyskuje. Czasem zyskują wszyscy. Jak zauważył Eric Raymond, w przypadku braku nagrody monetarnej ludzie w większości przypadków grają dla nagrody w postaci szacunku w swojej grupie. To się bardzo często dzieje w społecznościach tworzących darmowe (na ogół też i wolne w sensie wolności) rzeczy. > Bo co np. wiemy o oprogramowaniu swego telefonu? A przecież jest legalne, i wliczone w koszt urządzenia. I jakoś nie budzi tyle emocji co oprogramowanie komputerowe. A czy jest mniej ważne? Oj budzi emocje. Od czasu, gdy telefony (czy właściwie smartphony) zaczęły przypominać bardziej kieszonkowe komputery, zwracano uwagę na to przy kilku okazjach: Openmoko – projekt całkowicie wolnego w sensie wolności smartphona, zarówno ze strony soft- jak i harware. Replicant – projekt uwolnienia systemu Android, tj. pozbycia się resztek oprogramowania własnościowego z niego. Maemo – w większości wolny system operacyjny na komórki oparty na Linuksie (to mam w mojej N900). MeeGo – w większości wolny system operacyjny na urządzenia embedded (telefony, tablety, systemy nawigacji samochodowej, itp.), następca Maemo (synteza z Moblinem). Pozdrawiam.
Jeśli nie zaznaczono inaczej, moją twórczość należy traktować jako CC-BY-SA 3.0
|
|
4 na 4 | Zwyklak (281 punktów) | Komercja miazdzy czytelnosc internetu, ale chyba paradoksalnie internet nie docieralby do tak wielu ludzi. Bylby raczej dla wybranych pasjonatow. Mnie pozostaje chylic czapke przed takimi jak Ty  Robie to z przyjemnoscia, gdyz dzieki Tobie i innym otwartym i zyczliwym ludziom dowiaduje sie o bardzo ciekawych stronach, gdy podajecie gotowe linki. Tobie za Bustera Keatona sciskam i tarmosze prawice dwoma reeennnncami  ) Podobnie jak Ty korzystam z internetu do indywidualnego rozwoju. Przeciez rozwoj, to nie tylko wyksztalcenie formalne. Ktore nota bene mam nienajgorsze. Rozwoj indywidualny, ale tez i szerszy, spoleczny dzieki takim portalom jak racjonalista (choc malo tu wstawiam komentarzy jestem uzytkownikiem od lat i prawie codziennym czytelnikiem) wplywa na zmiane mentalnosci. Akurat tutaj, na racjonaliscie, wiekszosc (troli nie licze) ludzi mentalnie jest mi bliska. Tak autorow tekstow, jak i wielu komentatorow. Ciekawi Cie, czy nastapi renesans pierwotnej idei. Wydaje mi sie, ze idea, co potwierdzaja przyklady takich ludzi jak Ci co poswiecaja swoj czas i zamilowanie, by tworzyc profesjonalnie darmowe oprogramowania, czy strony bez reklam i chlamu brukowcow, czy tlumaczyc (tu uklon w strone Malgorzaty Koraszewskiej czy Bolka Czabanskiego z You Tube-Liberal Atheist) z innego jezyka, caly czas sie rozwija. Jest jedynie przytlaczana, przykrywana, masa zwyklego badziewia. Przeciez jest dokladnie tak jak piszesz czyli mozna znalesc, dojsc, zastosowac.
|
|
2 na 2 | Marian (5438 punktów) | > Znacie jakieś ciekawe przykłady i linki do stron oferujących coś ciekawego lub pożytecznego "za darmo"? Od czego by tu zacząć?  Legalna muzyka, liberalnie licencjonowana na zasadach Creative Commons – jamendo.com. Serial „stworzony na torrenty” – PioneerOne (w chwili pisania, na razie tylko pilot, ale kolejne odcinki są już sfinansowane przez dotacje). Przemysłowej jakości program do grafiki 3D – Blender. Filmy animowane Instytutu Blendera – Elephants Dream, Big Buck Bunny, Sintel. Mapy, routing: OpenStreetMap. Masa oprogramowania: Free Software Directory. Chyba nie wspomniałeś o Wikipedii  Pozdrawiam.
Jeśli nie zaznaczono inaczej, moją twórczość należy traktować jako CC-BY-SA 3.0
|
|
2 na 2 | kogut59 (3090 punktów) |
> Za cenę abonamentu internetowego otrzymujemy dostęp do ogromnej ilości dóbr kultury, wiadomości i> programów freeware. dzieki za Tuba fm
|
|
| Kuba Śruba (3184 punktów) | Uzupełnienie | Pisząc temat wątku jakoś umknęło mojej uwadze, że podróże też mogą być w dużym stopniu bezpłatne: - przemieszczać można się autostopem (ja to robiłem tylko raz, ale bardzo pozytywnie wspominam) - można znaleźć bezpłatne zakwaterowanie na całym świecie, dzięki usłudze couchsurfing- wiele muzeów (w Londynie: Science Museum, National Gallery, Tate, sporo muzeów w NY,inne] jest bezpłatnych - tanie loty potrafią być naprawdę tanie, o ile bookuje się z dużym wyprzedzeniem (niestety temat nie dot. przelotów na długich dystansach) - umiarkowane dystanse można pokonywać rowerem - mój ojciec w wieku 14 lat przez 2 miesiące objechał Polskę wzdłuż granic
Jak mogę uwierzyć w Boga, gdy właśnie w zeszłym tygodniu mój język wkręcił się w wałek elektrycznej maszyny do pisania? - W. Allen
|
|
| MUZGOJAD (276 punktów) | Odp: Darmowe szczęście | Po cholerę to całe "za darmo" i "legalnie"? Ja ściągam nielegalnie filmy i muzykę i nie czuję się żadnym przestępcą. Jak mi się coś wyjątkowo spodoba, to kupuję. Obudźcie się, ludzie, wojna z "piratami" już się dawno skończyła. Co nie znaczy oczywiście, że darmowe rzeczy są złe. Polecam radio somafm.com/.
|
|
 | 1 na 1 | Kuba Śruba (3184 punktów) | >Po cholerę to całe "za darmo" i "legalnie"? Ja ściągam nielegalnie filmy i muzykę i nie czuję się żadnym przestępcą. Uważam, że powielanie cyfrowe jest tak proste i mało szkodliwe, że wojna z "piractwem" na dłuższą metę skazana jest na porażkę. Koncerny, branża wydawnicza itp. będą musieli nauczyć się zarabiać w inny sposób, niż sprzedaż zabezpieczonych plików - nie ma szyfru, którego inny człowiek przy użyciu komputera by nie złamał. W tym szczególnym przypadku z prawem jest jak z językiem - językoznawcy walczą o zasady, ale mimo wszystko język ewoluuje i niektóre konstrukcje potoczne czy błędne w końcu wchodzą do kanonu.
Jednak, jeżeli chodzi o ścisłość, formułując temat "co można mieć za darmo", gdybym zdecydowanie poparł działania niezgodne z prawem, pierwsza osoba wypowiadająca się w wątku napisała by: "Ja mogę mieć za darmo alufelgi, wystarczy, że poproszę dresiarzy spod mojego bloku".
Jak mogę uwierzyć w Boga, gdy właśnie w zeszłym tygodniu mój język wkręcił się w wałek elektrycznej maszyny do pisania? - W. Allen
|
|
|  | | MUZGOJAD (276 punktów) | >Jednak, jeżeli chodzi o ścisłość, formułując temat "co można mieć za darmo", gdybym zdecydowanie poparł działania niezgodne z prawem, pierwsza osoba wypowiadająca się w wątku napisała by: "Ja mogę mieć za darmo alufelgi, wystarczy, że poproszę dresiarzy spod mojego bloku".
Wątpię.
|
|
 | 2 na 2 | spray (5875 punktów) | > Po cholerę to całe "za darmo" i "legalnie"? Ja ściągam nielegalnie filmy i muzykę i nie czuję się żadnym przestępcą. Jak mi się coś wyjątkowo spodoba, to kupuję.A jak pójdziesz do Tesco, to weźmiesz skumbrie w tomacie, otworzysz puszkę, posmakujesz, a jak będą ok, to ją kupisz? > Obudźcie się, ludzie, wojna z "piratami" już się dawno skończyła.Albo jeszcze na dobre nie zaczęła
|
|
|  | | MUZGOJAD (276 punktów) | >A jak pójdziesz do Tesco, to weźmiesz skumbrie w tomacie, otworzysz puszkę, posmakujesz, a jak będą ok, to ją kupisz?
Gdybym mógł pobrać próbkę skumbrii w tomacie z internetu (skopiowaną, warto zaznaczyć - niczego nie marnuję, nie kradnę, nie zużywam), to oczywiście, że bym tak zrobił.
|
|
| |  | 2 na 2 | spray (5875 punktów) | >>A jak pójdziesz do Tesco, to weźmiesz skumbrie w tomacie, otworzysz puszkę, posmakujesz, a jak będą ok, to ją kupisz? >Gdybym mógł pobrać próbkę skumbrii w tomacie z internetu (skopiowaną, warto zaznaczyć - niczego nie marnuję, nie kradnę, nie zużywam), to oczywiście, że bym tak zrobił. > OK, masz zwiastuny, opisy, recenzje. Czegóż, ach, czegóż Ci brak? Ewentualny dysonans poznawczy też można leczyć, hehe... Co przynosi korzyść zarówno producentom (uczciwym), jak i konsumentom (uczciwym).
Aha... jeszcze jedna uwaga: mówisz, że kradniesz (zasysasz nielegalnie) i jednocześnie twierdzisz , że nie kradniesz. Urocze!
Nie marnujesz. Hmmm.... zapewne innego zdania są okradzeni.
Nie zużywasz. Bo zapis cyfrowy jest doskonale odtwarzalny. Ale pobrane kopie jednak zużywasz.
Chłopie... zazdroszczę Ci komfortu psychicznego! Ileż bym zyskała nie mając skrupułów.... Oczywiście, do czasu przyłapania na kradzieży wartości intelektualnych i bezprawnym korzystaniu z dóbr wytworzonych przez kogoś sporym nakładem środków materialnych.
P.S. Zgodnie z Twoją logiką seans w kinie powinien kosztować wszystkich widzów tyle, ile wyniesie amortyzacja jednej taśmy, podzielona przez ich ilość na widowni w czasie jednego sansu. A w nowszych kinach - nośnika cyfrowego. Czy tak?
|
|
| | |  | | MUZGOJAD (276 punktów) | >OK, masz zwiastuny, opisy, recenzje. Chyba sobie żartujesz. >Aha... jeszcze jedna uwaga: >mówisz, że kradniesz (zasysasz nielegalnie) i jednocześnie twierdzisz , że nie kradniesz. Urocze! ??? Nic takiego nie powiedziałem. Zresztą mało mnie obchodzi jak to ludzie nazywają (choć kradzież to na pewno nieodpowiednie słowo). Wiem co robię i nie czuję się z tym źle. >Nie marnujesz. >Hmmm.... zapewne innego zdania są okradzeni. "Okradzeni" są różnego są zdania. Ci mądrzejsi się nie przejmują i z tym nie walczą, wręcz są zadowoleni, bo wiedzą, że ściąganie ich produktów wyjdzie im na dobre (chyba, że są wyjątkowo słabe - no cóż) i że walczyć z piractwem się na dłuższą metę nie da. >Nie zużywasz. >Bo zapis cyfrowy jest doskonale odtwarzalny. >Ale pobrane kopie jednak zużywasz. Nie rozumiem. Zużywam? Nie zużywam? Jeśli tak, to jak to zużywam? W jaki sposób to bezpośrednio dotyka "okradzionych"? Prąd może zużywam, to tak. >Chłopie... zazdroszczę Ci komfortu psychicznego! >Ileż bym zyskała nie mając skrupułów.... >Oczywiście, do czasu przyłapania na kradzieży wartości intelektualnych i bezprawnym korzystaniu z dóbr wytworzonych przez kogoś sporym nakładem środków materialnych. To bardzo dobrze, że zazdrościsz. Musiałabyś być bardzo bogata, żeby sobie pozwolić na kupno każdej książki, filmu i albumu muzycznego. Przypuszczam, że aż tak bogata nie jesteś, więc dużo tracisz. Dzięki temu okropnemu przestępstwu, które popełniam jestem w posłuchać muzyki, której nie dostanę już nawet w sklepach, a na pewno nie w polskich. Mogę również poczytać książkę w oryginalnej wersji i obejrzeć klasyczny film. Gram też w gry komputerowe i mogę je zawsze przed kupnem przetestować, czego nie umożliwi mi żadna recenzja czy zwiastun. To co robię można porównać do próbnej jazdy samochodem, do przymierzenia garnituru. Jeśli mi się spodoba, to kupuję. Nawet osoby, które nie kupują oryginałów po uprzednim ich przetestowaniu przynajmniej polecą produkt znajomym, napiszą dobrą recenzję w internecie, zrobią darmową reklamę. Albo odradzą, zazwyczaj z bardzo dobrym powodem. Dokładnie tak to działa i każdy producent jest tego w stu procentach świadomy. Możesz mi dokładnie wytłumaczyć, jeśli jeszcze nie jesteś na tyle oburzona, aby mnie zignorować, co ja takiego złego robię? Gdzie leży problem? Którą z Twoich zasad moralnych naruszam? >P.S. >Zgodnie z Twoją logiką seans w kinie powinien kosztować wszystkich widzów tyle, ile wyniesie amortyzacja jednej taśmy, podzielona przez ich ilość na widowni w czasie jednego sansu. A w nowszych kinach - nośnika cyfrowego. Czy tak? Eee... nie. Cenę ustala kino. W ten sposób, żeby była atrakcyjna dla potencjalnych klientów. Nie rozumiem tego przykładu i nie odpowiada mojej logice.
|
|
| | | |  | 2 na 2 daddy (2737 punktów) (zablokowany) | Bełkot usprawiedliwień i samowybielaczy. Minus.
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | MUZGOJAD (276 punktów) | Bardzo błyskotliwy sposób na wyrażenie rozbieżności poglądów i ubliżenie rozmówcy bez żadnego wyjaśnienia i miejsca na kontrargumentację. Plus.
|
|
| | | |  | 1 na 3 | zachaj (5239 punktów) |
>To bardzo dobrze, że zazdrościsz. Musiałabyś być bardzo bogata, żeby sobie pozwolić na kupno każdej książki,
Jest jeszcze inna opcja żeby nie kraść. Pójść do biblioteki...
|
|
| | | | |  | | MUZGOJAD (276 punktów) | Nie wiem czy to jakaś prowokacja, czy to było na serio. A o książkach, których w bibliotece nie ma słyszałeś? O miliardach książek? Pewnie nie, jeśli Twoja bibliografia ogranicza się do polskich lektur szkolnych.
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | zachaj (5239 punktów) | >Nie wiem czy to jakaś prowokacja, czy to było na serio. A o książkach, których w bibliotece nie ma słyszałeś? O miliardach książek? Pewnie nie, jeśli Twoja bibliografia ogranicza się do polskich lektur szkolnych.
Byłem ostatnio w Bibliotece Uniwersytetu Warszawskiego i znalazłem pozycje z wydawnictwa Prószyński , które sam posiadam , wszystkie bardzo nowe , popularnonaukowe i naukowe. Zbiory tej biblioteki są ogromne i chcieć jeszcze więcej to już przesada. Chyba , że jesteś profesorem z Harvardu i potrzebujesz czegoś bardziej specjalistycznego. Fajne jest też , że część zbioru jest na stałe , nie można ich wypożyczyć i dzięki temu nigdy nie będzie tak , że wszystko jest wypożyczone. Można poczytać w spokoju i miłej atmosferze na miejscu , jest dużo miejsca do tego. Ogólnie to bardzo przyjemne miejsce w Warszawie , ciekawy budynek i prawie nad samą Wisłą.
Albo jesteś ze strasznego zadupia i nie ma u Ciebie biblioteki albo nie bywasz zbyt często w takich miejscach.
Ps. Sam jestem z małej miejscowości i miałem tam bibliotekę do której często zaglądałem. Nie było nowości ale dla kogoś kto lubi czytać to nie jest problem.
Pozdrawiam
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | MUZGOJAD (276 punktów) | Zapewniam Cię, nie każdą książkę można dostać. Czytam głównie po angielsku, więc to dodatkowe utrudnienie. Nie zależy mi na "nowościach" i znanych, popularnych tytułach. W Polsce na prawdę trudno dostać to, czego szukam. Nie trzeba być żadnym profesorem, żeby się zainteresować książkami, które nawet nie zostały przetłumaczone na język polski. Nie martw się, mam zamiar stąd wyjechać do kraju anglojęzycznego, co pewnie rozwiąże niektóre z moich problemów, ale jak na razie musisz jakoś zaakceptować moje szubrawstwo.
|
|
| | | | | | | |  | | zachaj (5239 punktów) | >Zapewniam Cię, nie każdą książkę można dostać. Czytam głównie po angielsku, więc to dodatkowe utrudnienie.
Ależ wręcz przeciwnie. Biblioteka Uniwersytecka będzie odpowiednim miejscem dla Ciebie. Jest tam bardzo dużo książek w języku angielskim , chyba za słabo się rozglądałeś i już chcesz kraj opuszczać. Sam spędziłem kilka lat za granica , póki co się nie wybieram. Jak byłem w UK w bibliotece to czytałem tam "The Emperor's New Mind" Rogera Penrosa.
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 | MUZGOJAD (276 punktów) | Nie musisz mnie przekonywać. Zawsze zaglądam do bibliotek i sklepów. Sama forma książki jest dla mnie wygodniejsza od e-booka. Czasem jednak nie mogę znaleźć czego szukam i nawet największa biblioteka na świecie nie pomoże. A mieszkam w Szczecinie. Nie narzekam na biblioteki, ale jak już mówiłem - nie wszystko jest dostępne. Co nie jest akurat powodem, przez który mam zamiar opuścić kraj. Jak mi nie wierzysz, to mogę Ci podać jakiś tytuł, którego nie znajdziesz w bibliotece. I nie będzie to wcale jakaś książka, której wydrukowano kilka sztuk. Może być bardzo znana i ceniona, tyle że za granicą.
|
|
| | | | | | | | | |  | | zachaj (5239 punktów) |
>Jak mi nie wierzysz, to mogę Ci podać jakiś tytuł, którego nie znajdziesz w bibliotece. I nie będzie to wcale jakaś książka, której wydrukowano kilka sztuk. Może być bardzo znana i ceniona, tyle że za granicą.
Możesz podać kilka tytułów. Jestem ciekawy co czytasz i czego szukasz. Mogę też sprawdzić czy rzeczywiście jest tak trudno dostępna. Sam kiedyś szukałem więc wiem gdzie zaglądać.
Ps. Allegro też często pomaga.
|
|
| | | | | | | | | | |  | | MUZGOJAD (276 punktów) | The Labyrinth: Memories of Walter Schellenberg, Hitler's Chief of Counterintelligence. Posiadam polską wersję pt. "Wspomnienia", ale zależy mi na angielskiej. The Island of Doctor Moreau - polski przekład pt. "Wyspa doktora Moreau". Udało mi się akurat zakupić po angielsku i to w polskim sklepie, ale w bibliotece pewnie nie znajdziesz. Myślę, którą książkę pewnego pana wybrać... ale chyba i tak żadnej nie znajdziesz, więc masz po prostu jego imię i nazwisko - Terence McKenna. Na razie tyle mi przychodzi do głowy.
|
|
| | | |  | 2 na 2 | Thorvoy (6588 punktów) | Plusa nie wstawię wyłącznie dlatego, że próbujesz usprawiedliwiać piractwo w następujący sposób:
>"Okradzeni" są różnego są zdania. Ci mądrzejsi się nie przejmują i z tym nie walczą, wręcz są zadowoleni, bo wiedzą, że ściąganie ich produktów wyjdzie im na dobre (chyba, że są wyjątkowo słabe - no cóż) i że walczyć z piractwem się na dłuższą metę nie da.
Wierz mi, większość NIE jest zadowolona. Artyści nie są szczęśliwi, że ściąga się ich nagrania za darmo, gdyż wskutek tego nie otrzymują kasy ze sprzedaży płyt. Oczywiście, w jakimś stopniu zasysanie za friko wpływa pozytywnie na wzrost popularności, ale co z tego, skoro nowi fani w większości i tak nie kupią, bo będą woleli ściągnąć.
Zgadzam się natomiast z jednym: piractwo nie jest jednoznacznie be, gdyż: 1. Zdarza się czasem, że gra komputerowa objęta jest wciąż prawami autorskimi, ale dawno wycofana z dystrybucji, a kupienie jej z drugiej ręki graniczy z niemożliwością.
2. Nie można piractwa porównać bezpośrednio do złodziejstwa. Jest to takie, powiedzmy, półzłodziejstwo. Ściągając nielegalnie pliki niejako zjadasz ciastko i masz ciastko (które zostaje u poszkodowanego).
3. Trailery zawsze są fajne, a trafiające do kin filmy, szczególnie te produkowane w ostatnich latach, zwykle do dupy. Podobnie z grami. Jeśli producent nie wypuści wersji demonstracyjnej, człowiek nie wie do końca co kupuje. Przyznaję bez bicia: legalnych filmów mam niewiele, a widziałem sporo. Z drugiej strony staram się chociaż, żeby producenci gier nie byli stratni, więc albo pocinam w pełne wersje dodawane do CD-Action, kupuję oryginał, albo gram w pirata, by po jakimś czasie KUPIĆ tę samą grę w sklepie, kiedy jej cena zejdzie do rozsądnego poziomu. Tak, gier mam dużo, a ostatnie moje płytki z piratami, które trzymam raczej z sentymentu, mają ponad 10 lat. Nie wyrzucę ich, ponieważ nie dostanę nigdzie pełnej wersji np. "Fatal Racing" czy pierwszego "Blooda".
4. W polskich realiach piracenie jest o tyle usprawiedliwione, że statystyczny Polak, co tu ściemniać, gówno zarabia. Siedząc w Anglii, w której byle agencyjny robotnik wyrabia więcej kasy niż zasłużony pracownik naukowy w Polsce, nie myśli się o piraceniu. Taki bowiem angielski, najgorzej opłacany robotnik jest w stanie tyle oszczędzić w miesiąc, że stać go na SPORO drobnych przyjemności. Jego polski kolega tonie w długach, bo nie stać go nawet utrzymanie. Dla mnie w podobnych przypadkach marnym argumentem jest: "stać go na komputer za 2-3 tysiące, stać go na grę za 100 złotych".
Polska rodzina odkłada na komputer miesiącami i dzisiaj jest to wydatek przede wszystkim na komunikację ze światem oraz pomoc domową, np. pozwalające napisać podanie, albo dokonać wyliczeń pakiety Office. Często też bywa, że komputer kupiło się w tzw. lepszych czasach, a teraz pieniędzy niet. Ubogi posiadacz kompa z dostępem do internetu (pamiętajmy, że dzisiaj NIE jest to luksus)I TAK nie kupiłby gry/filmu, który sobie właśnie ściąga, a przynajmniej tyle będzie miał z marnego życia. Nie można zapominać, że nikomu FIZYCZNIE nie odbiera własności i dlatego właśnie podobne przypadki piracenia uważam za częściowo usprawiedliwione.
Pozdrawiam.
|
|
| | | | |  | | MUZGOJAD (276 punktów) | >Plusa nie wstawię wyłącznie dlatego, że próbujesz usprawiedliwiać piractwo w następujący sposób: >>"Okradzeni" są różnego są zdania. Ci mądrzejsi się nie przejmują i z tym nie walczą, wręcz są zadowoleni, bo wiedzą, że ściąganie ich produktów wyjdzie im na dobre (chyba, że są wyjątkowo słabe - no cóż) i że walczyć z piractwem się na dłuższą metę nie da. >Wierz mi, większość NIE jest zadowolona. Artyści nie są szczęśliwi, że ściąga się ich nagrania za darmo, gdyż wskutek tego nie otrzymują kasy ze sprzedaży płyt. Oczywiście, w jakimś stopniu zasysanie za friko wpływa pozytywnie na wzrost popularności, ale co z tego, skoro nowi fani w większości i tak nie kupią, bo będą woleli ściągnąć. Wiem, wiem. Ludzie ściągają zamiast kupować. Nie jest to jednak takie proste. Gdyby piractwo nie istniało, artyści musieliby sprzedawać swoje dzieła za grosze albo wymyślić jakiś inny sposób na "promowanie" swoich produkcji. Na dzień dzisiejszy jest nim właśnie piractwo. Każdy (ten mądrzejszy) autor zdaje sobie z tego sprawe i wie, że jeśli jego twórczość ma popyt u piratów, to znajdzie się też trochę legalnych nabywców. Nie oszukujmy się, jeśli czegoś nowego nie ma na torrentach, a nie jest darmowe, to jest zazwyczaj skazane na porażkę (użytkową, a co za tym idzie finansową). Dużo ludzi ściąga jakąś nową grę - dużo ludzi ją kupiło/kupi. To zawsze dobry znak dla autora. Głównie to miałem na myśli. Wiadomo, że artyści nie są zadowoleni z tego, że bezpośrednio nie zarabiają na piratach. >Zgadzam się natomiast z jednym: piractwo nie jest jednoznacznie be, gdyż: >1. Zdarza się czasem, że gra komputerowa objęta jest wciąż prawami autorskimi, ale dawno wycofana z dystrybucji, a kupienie jej z drugiej ręki graniczy z niemożliwością. Szczególnie stare gry. Nie tylko gry oczywiście, tyczy się to wszystkiego. >2. Nie można piractwa porównać bezpośrednio do złodziejstwa. Jest to takie, powiedzmy, półzłodziejstwo. Ściągając nielegalnie pliki niejako zjadasz ciastko i masz ciastko (które zostaje u poszkodowanego). Myślę, że w ogóle nie powinno się tego porównywać do złodziejstwa. Sama czynność ściągania plików z internetu nie jest żadnym naruszeniem oczywistych, obowiązujących każdego normalnego człowieka zasad moralnych, tak jak na przykład kradzież. Każdy głupi wie, że jak zabierze komuś coś co do niego należy, to ten ktoś się zesłości. Sam nie chciałby być ofiarą kradzieży. Podobnie z przemocą, fizyczną lub psychiczną. Problem pojawia się dopiero wtedy, gdy ktoś NIE ZEZWALA na ściąganie plików, których jest autorem. Pogwałcenie tego jest naruszeniem praw autorskich. Tak się to właśnie powinno nazywać i na tym dokładnie polega - robimy coś bez zezwolenia autora, który tego zabrania, bo ma do tego prawo. To autorzy (poprzez prawo) uznali ściąganie plików z internetu za nielegalne, a nie instynkt samozachowawczy człowieka. Autor zezwalając na rozpowszechnianie swojej pracy niczego nie traci, jedynie teoretycznie mniej zyskuje (co może lub nie, być prawdą). Taki właśnie powszechnie przyjęty pogląd jest powodem ustalenia takiego, a nie innego prawa przez autorów, a co za tym idzie, zaklasyfikowania jego pogwałcenia jako przestępstwa. Co nie znaczy, że to naruszenie należy do tej samej kategorii co kradzież. Ktoś komu się nie wyjaśni, że piractwo jest "złe", niechciane przez autorów, podejmie się go bez wachania, bo wie, że nikomu niczego nie zabiera. >3. Trailery zawsze są fajne, a trafiające do kin filmy, szczególnie te produkowane w ostatnich latach, zwykle do dupy. Podobnie z grami. Jeśli producent nie wypuści wersji demonstracyjnej, człowiek nie wie do końca co kupuje. Przyznaję bez bicia: legalnych filmów mam niewiele, a widziałem sporo. Z drugiej strony staram się chociaż, żeby producenci gier nie byli stratni, więc albo pocinam w pełne wersje dodawane do CD-Action, kupuję oryginał, albo gram w pirata, by po jakimś czasie KUPIĆ tę samą grę w sklepie, kiedy jej cena zejdzie do rozsądnego poziomu. Tak, gier mam dużo, a ostatnie moje płytki z piratami, które trzymam raczej z sentymentu, mają ponad 10 lat. Nie wyrzucę ich, ponieważ nie dostanę nigdzie pełnej wersji np. "Fatal Racing" czy pierwszego "Blooda". Dodam jeszcze tylko, że trailer to jeden wielki spoiler. Gdy idę do kina na jakiś film, to zawsze przy okazji dowiem się jak kończy się 5 innych, oglądając właśnie trailery. >4. W polskich realiach piracenie jest o tyle usprawiedliwione, że statystyczny Polak, co tu ściemniać, gówno zarabia. Siedząc w Anglii, w której byle agencyjny robotnik wyrabia więcej kasy niż zasłużony pracownik naukowy w Polsce, nie myśli się o piraceniu. Taki bowiem angielski, najgorzej opłacany robotnik jest w stanie tyle oszczędzić w miesiąc, że stać go na SPORO drobnych przyjemności. Jego polski kolega tonie w długach, bo nie stać go nawet utrzymanie. Dla mnie w podobnych przypadkach marnym argumentem jest: "stać go na komputer za 2-3 tysiące, stać go na grę za 100 złotych". >Polska rodzina odkłada na komputer miesiącami i dzisiaj jest to wydatek przede wszystkim na komunikację ze światem oraz pomoc domową, np. pozwalające napisać podanie, albo dokonać wyliczeń pakiety Office. Często też bywa, że komputer kupiło się w tzw. lepszych czasach, a teraz pieniędzy niet. Ubogi posiadacz kompa z dostępem do internetu (pamiętajmy, że dzisiaj NIE jest to luksus)I TAK nie kupiłby gry/filmu, który sobie właśnie ściąga, a przynajmniej tyle będzie miał z marnego życia. Nie można zapominać, że nikomu FIZYCZNIE nie odbiera własności i dlatego właśnie podobne przypadki piracenia uważam za częściowo usprawiedliwione. >Pozdrawiam. > Też prawda. Warto jeszcze wspomnieć o tym, że internet w Polsce jest jednym z najdroższych na świecie.
|
|
| | | | | |  | | Thorvoy (6588 punktów) | Doczepię się jednego.
Nie znam osób, które przeszukują Torrenty pod kątem: "co tutaj nowego doszło ostatnio...?". Zanim coś ściągałem, wiedziałem o filmie/grze/albumie z innych źródeł. Albo zasysałem utwory z dzieciństwa, które znałem przed erą internetu (nie mówiąc już o p2p), albo filmy, które ktoś mi polecił, bo był w kinie, albo te, które znalazłem sobie na Filmwebie stosując filtry wyszukiwania "powyżej oceny X", albo gry (baaaardzo rzadko), o których czytałem w czasopismach branżowych, lub kojarzyłem je również jeszcze w czasach, kiedy nikt nie wiedział co to jest modem.
Bez piractwa nie miałbym alternatyw i na pewno jeden z drugim producent filmowy czy dystrybutor oprogramowania zarobiłby na mnie znacznie więcej niż przez całe swoje życie na takie sprawy wydałem.
Z drugiej strony: chcę obejrzeć film? Ryzykuję i kupuję. Chcę posłuchać albumu? To samo. Pograć? Patrz wyżej. Nie trafiło w gust? Tylko jeden kawałek z albumu za 50 złotych był warty posłuchania? Nieintuicyjne sterowanie, marna fabuła i niechlujnie wykonane tekstury? Mój pech. Żyjąc w Polsce, następny film/album/grę kupię sobie za rok, bo wcześniej muszę opłacić sto tysięcy innych rzeczy, śmiejąc się histerycznie, kiedy ktoś zapyta mnie o oszczędności. Całę szczęście nie pracuję w Polsce i TYLKO DLATEGO nie piracę. Bo MOGĘ być uczciwy.
|
|
| | | | | | |  | -1 na 1 | MUZGOJAD (276 punktów) | >Doczepię się jednego. >Nie znam osób, które przeszukują Torrenty pod kątem: "co tutaj nowego doszło ostatnio...?". Zanim coś ściągałem, wiedziałem o filmie/grze/albumie z innych źródeł. Albo zasysałem utwory z dzieciństwa, które znałem przed erą internetu (nie mówiąc już o p2p), albo filmy, które ktoś mi polecił, bo był w kinie, albo te, które znalazłem sobie na Filmwebie stosując filtry wyszukiwania "powyżej oceny X", albo gry (baaaardzo rzadko), o których czytałem w czasopismach branżowych, lub kojarzyłem je również jeszcze w czasach, kiedy nikt nie wiedział co to jest modem. Na prawdę nie znasz? Są setki stron internetowych ogłaszających premiery nowych filmów i gier. Filmweb na przykład, o którym sam wspomniałeś. W przypadku serwisów o grach komputerowych założę się, że 3/4 użytkowników to piraci. Może i jest to inne źródło, ale przecież polega na tym samym. Strony z torrentami to tylko narzędzia.
>Bez piractwa nie miałbym alternatyw i na pewno jeden z drugim producent filmowy czy dystrybutor oprogramowania zarobiłby na mnie znacznie więcej niż przez całe swoje życie na takie sprawy wydałem. Tak, jak już pisałem - zapewne miałbyś jakieś inne alternatywy albo dystrybutor musiałby pojechać w dół z ceną. Zresztą nie ma co się zastanawiać co by było gdyby P2P nie istniało. Ma długą historię i nie da się tego tak po prostu wymazać z istnienia, nie jeśli chcemy, żeby cała reszta pojęć związanych z komputerami zachowała swoje aktualne definicje. Udostępnianie plików jest nieodłączną funkcją internetu i świat bez niego byłby zupełnie inny.
>Z drugiej strony: chcę obejrzeć film? Ryzykuję i kupuję. Chcę posłuchać albumu? To samo. Pograć? Patrz wyżej. Nie trafiło w gust? Tylko jeden kawałek z albumu za 50 złotych był warty posłuchania? Nieintuicyjne sterowanie, marna fabuła i niechlujnie wykonane tekstury? Mój pech. Żyjąc w Polsce, następny film/album/grę kupię sobie za rok, bo wcześniej muszę opłacić sto tysięcy innych rzeczy, śmiejąc się histerycznie, kiedy ktoś zapyta mnie o oszczędności. Całę szczęście nie pracuję w Polsce i TYLKO DLATEGO nie piracę. Bo MOGĘ być uczciwy. I nie szkoda Ci pieniędzy? Ostatnio ściągnąłem sobie dyskografię Franka Zappy (ponad 70 albumów, jest ich jeszcze trochę więcej). Kosztowałyby mnie fortunę (nie licząc tych, które kupiłem), nie wspominając już o tym, że większości z nich nigdzie bym nie dostał. Na dodatek człowiek obdarzony przeze mnie największym szacunkiem, współautor tych wszystkich albumów, ktoś kogo chciałbym wesprzeć finansowo już dawno kopnął w kalendarz i jak znam życie, to teraz pieniądze zgarniają tylko jakaś wytwórnia.
|
|
| | | | | | | |  | | Thorvoy (6588 punktów) | >Na prawdę nie znasz? Są setki stron internetowych ogłaszających premiery nowych filmów i gier. Filmweb na przykład, o którym sam wspomniałeś. W przypadku serwisów o grach komputerowych założę się, że 3/4 użytkowników to piraci. Może i jest to inne źródło, ale przecież polega na tym samym. Strony z torrentami to tylko narzędzia.
Zaraz, zaraz. Ale o czym my mówimy? Ty, w uproszczeniu, twierdziłeś, że gdyby nie piractwo, czyli np. służące do jego praktykowania torrenty, człowiek nie wiedziałby nowego wyszło na rynek. Ja zaś odpowiadam, że owszem, wiedziałby.
>I nie szkoda Ci pieniędzy?
Zawsze mi szkoda pieniędzy.
> Ostatnio ściągnąłem sobie dyskografię Franka Zappy (ponad 70 albumów, jest ich jeszcze trochę więcej). Kosztowałyby mnie fortunę (nie licząc tych, które kupiłem), nie wspominając już o tym, że większości z nich nigdzie bym nie dostał. Na dodatek człowiek obdarzony przeze mnie największym szacunkiem, współautor tych wszystkich albumów, ktoś kogo chciałbym wesprzeć finansowo już dawno kopnął w kalendarz i jak znam życie, to teraz pieniądze zgarniają tylko jakaś wytwórnia.
Dlatego właśnie muzykę jeszcze w stosunkowo dużym stopniu piracę. Raz: nie stać mnie na WSZYSTKIE albumy, więc i tak nie kupiłbym ich TERAZ (co nie oznacza, że w ogóle). Dwa: niektórych płyt nigdzie nie jestem w stanie dostać.
Pozdrawiam.
|
|
| | | | | | | | |  | | MUZGOJAD (276 punktów) | >Zaraz, zaraz. Ale o czym my mówimy? Ty, w uproszczeniu, twierdziłeś, że gdyby nie piractwo, czyli np. służące do jego praktykowania torrenty, człowiek nie wiedziałby nowego wyszło na rynek. Ja zaś odpowiadam, że owszem, wiedziałby. Aha. Pewnie przez słowo "promowanie", którego użyłem w cudzysłowu. Trochę źle się wyraziłem pisząc, że "artyści musieliby wymyślić jakiś inny sposób na "promowanie" swoich produkcji". Chciałem powiedzieć, że piraci musieliby wymyślić jakiś inny sposób na nielegalną wymianę danych i artyści zawsze zmagaliby się z tym samym problemem, tylko w innej formie i być może na inną skalę. Kiedyś używano kaset, a że wynaleziono internet, który jest wygodniejszy, to teraz mamy torrenty i inne bardziej poręczne sposoby na udostępnianie muzyki. Piractwo jest dzisiaj potrzebne dla współczesnych ludzi. Podobnie jak energia elektryczna. P2P jest chyba najmniej szkodliwą formą piractwa. Gdyby komuś jakimś cudem udało się ją zwalczyć, to powstałaby pewnie nowa, bardziej szkodliwa.
|
|
| | |  | 1 na 1 | liliac (147340 punktów) | Ja tak w kwestii formalnej- rozumiem, że chcecie wyrazić swoją dezaprobatę dla postępowania rozmówcy, ale , o ile się nie mylę, w świetle polskiego prawa samo ściągnięcie książki czy filmu NIE JEST przestępstwem. Nie wolno tych plików dalej rozprowadzać, należy je kasować po określonym czasie, ale samo ściągnięcie ich pod "kradzież" oficjalnie nie podpada.
|
|
| | | |  | | MUZGOJAD (276 punktów) | Kasować po określonym czasie. Ja nie zawsze tego przestrzegam.
|
|
| | | |  | | Thorvoy (6588 punktów) | Przykro mi, ale słynne "plik należy skasować w ciągu 24 godzin" to ściema. Ściąganie plików objętych prawami autorskimi (o ile autor sam nie zgadza się na darmowy obrót) jest w świetle polskiego prawa nielegalne i kropka.
|
|
| | | | |  | 3 na 3 | Kuba Śruba (3184 punktów) | > Ściąganie plików objętych prawami autorskimi (...) jest w świetle polskiego prawa nielegalne i kropka. Cytat:Zabronione jest rozpowszechnianie utworów chronionych prawem autorskim bez zgody osoby uprawnionej. Żaden przepis prawa autorskiego nie zabrania jednak samego pozyskiwania utworów chronionych, choćby osoba, która to czyni, miała pełną świadomość tego, że utwór, który uzyskuje, został rozpowszechniony bezprawnie. Tym samym ściąganie utworów, takich jak muzyka czy filmy, nie jest karane. to z gazety prawnej prawo.gaze(*)zy_filmow_nie_jest_karane.html Cytat:W praktyce, jeżeli ściągamy pliki na własny użytek w zaciszu domowym, groźba odpowiedzialności odszkodowawczej jest jedynie teoretyczna. Tego typu naruszeń praw autorskich policja nie ściga, bo nie jest to przestępstwo. to money.pl prawo.mone(*);z;internetu,212,0,248532.htmlOczywiście korzystajac z P2p równocześnie udostępniamy, a to jest przestępstwo. Na jakiej podstawie sformułowałeś swoją tezę? EDIT: A w kwestii etycznej: jeżeli pożyczenie książki czy kasety jest ok, to dlaczego nie można by było tego robić z wersjami elektronicznymi?
Jak mogę uwierzyć w Boga, gdy właśnie w zeszłym tygodniu mój język wkręcił się w wałek elektrycznej maszyny do pisania? - W. Allen
|
|
| | | | | |  | | MUZGOJAD (276 punktów) | >EDIT: A w kwestii etycznej: jeżeli pożyczenie książki czy kasety jest ok, to dlaczego nie można by było tego robić z wersjami elektronicznymi? Bo autor na tym nie zyska. I nie jest to kwestia etyczna, tak jak kradzież. O to się właśnie z różnymi osobami kłócę.
|
|
| | | | | | |  | daddy (2737 punktów) (zablokowany) | > >EDIT: A w kwestii etycznej: jeżeli pożyczenie książki czy kasety jest ok, to dlaczego nie można by było tego robić z wersjami elektronicznymi?> Bo autor na tym nie zyska. I nie jest to kwestia etyczna, tak jak kradzież. O to się właśnie z różnymi osobami kłócę.> A robi po to by zyskać. Jeśli więc pożyczasz komuś książkę, rzadko bywa by ktoś ją kopiował.Zazwyczaj muszą to być rarytasy nie do zdobycia ( w tym wypadku zgoda, można skopiować na własny użytek ). A płyty pożyczać to kto komu zabrania ? Pożyczyć, posłuchać samemu lub w gronie znajomych, zdecydować się na kupno bądź nie.Lecz z powodu łatwości kopiowania ich twórczości, autorzy muzyki, ponoszą wymierne straty, choć dla Ciebie to nie straty a brak zysku  świetne. Ponadto ich " towar" jest ogólnodostępny w sprzedaży, a i single w radio czy wideoklipy potrafią oddać zawartość płyty. Imo proceder ma rację bytu ze względu na technologiczną łatwość kradzieży tych danych. Jak to mówią " okazja czyni złodzieja", a że towar leży pod nosem...a że sumienie trzeba zagłuszyć, to się tę kradzież racjonalizuje, jak tylko inteligencja pozwala.
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | Thorvoy (6588 punktów) | >Na jakiej podstawie sformułowałeś swoją tezę?
Na błędnym przekonaniu, które wynikało z rozbieżności w informacjach pozyskiwanych w temacie kilka lat temu. Pokornie przyznaję się do błędu. Dzięki Tobie jestem mądrzejszy o tę wiedzę.
Pozdrawiam. Plusik.
|
|
2 na 2 |
 | 1 na 1 | Kuba Śruba (3184 punktów) | > W takim razie polecam to :> www.youtube.com/watch?v=CBZIxXS4MIoDzięki, dobre! Na youtube też mowa nienawiści... 
Jak mogę uwierzyć w Boga, gdy właśnie w zeszłym tygodniu mój język wkręcił się w wałek elektrycznej maszyny do pisania? - W. Allen
|
|
 | 3 na 3 |
|  | | zachaj (5239 punktów) | > Tu pełna wersja: www.youtube.com/watch?v=vueDC69jRjESłuchanie tego człowieka to przyjemność. Ma dobrą dykcję i dokładnie wymawia słowa , dzięki temu wszystko dobrze rozumiem. Przesłuchałem prawie wszystkie filmy jakie są na YouTube z nim i przeczytałem większość jego książek, które KUPOWAŁEM za ciężko zarobione pieniądze.
|
|
| |  | | MUZGOJAD (276 punktów) | Też kupowałem. I to w ciemno, bez uprzedniego "testowania"!
|
|
| | |  | | zachaj (5239 punktów) | >Też kupowałem. I to w ciemno, bez uprzedniego "testowania"!
I co zawiodłeś się ? Tylko nie mów , że wierzysz boga.... błagam.
|
|
| | | |  | 1 na 1 | MUZGOJAD (276 punktów) | Nie, nie, nie. Wszystko w porządku. Zadowolony z zakupu.
|
|
| Głąbiński (3538 punktów) | > Znacie jakieś ciekawe przykłady i linki do stron oferujących coś ciekawego lub pożytecznego "za darmo"?Gorąco polecam www.kurdwanowski.pl/ i www.wiw.pl(*)ucja/Esej.asp?base=r&cp=1&ce=0 razem z www.wiw.pl/biblioteka/piekno_greene/01.asp. Dopisałbym jeszcze to i owo, lecz nie pamiętam, gdzie mam zapisane adresy internetowe. A może kogoś zainteresuje: marzy mi się fundacja względnie klub, której/którego członkowie płacili by comiesięczną składkę (deklaruję 100 zł) na wykupywanie prawa autorskiego ograniczonego do publikowania wersji cyfrowej (bez kopiowanie na papierze). Gdyby zebrało się 1000 entuzjastów, mogliby udostępnić tym sposobem nawet niektóre bestsellery.
Stach M. G.
|
|
| ziemiojad (338 punktów) | NIE ma nic za darmo. Zdrowie - żeby było, trzeba o nie dbać - odpowiednie odżywianie, sporty itd. Czas i pieniądze. zasoby internetowe - wymagają komputera z dostępem, nawet jeśli za darmo, w bibliotece, to trzeba tam dojechać. Czas i pieniądze. I w ogóle, nawet jeśli my za coś nie zapłaciliśmy, to nie znaczy, że to nic nie kosztuje. Czyjaś wiedza, czas na napisanie, koszt udostępnienia. Niestety w dzisiejszym świecie nie ma nic za darmo - no może szczery uśmiech  To takie przekomarzanie, bo oczywiście zgadzam się z tym co piszesz - że dzięki pomysłowości żadnym albo niewielkim kosztem można wiele zdobyć. I jeszcze taki ciekawy aspekt: dowiadując się o nowościach, nowych technologiach (czy odwrotnie - starych sposobach), poznając doświadczenia innych i wcielając je w swoje życie można wiele zaoszczędzić!
|
|
 | daddy (2737 punktów) (zablokowany) |
>To takie przekomarzanie, bo oczywiście zgadzam się z tym co piszesz - że dzięki pomysłowości żadnym albo niewielkim kosztem można wiele zdobyć.
Dlaczego piraci nie używają słowa "ukraść" ?
|
|
|  | 3 na 3 | sirBuk_PanBuk (6257 punktów) | > >To takie przekomarzanie, bo oczywiście zgadzam się z tym co piszesz - że dzięki pomysłowości żadnym albo niewielkim kosztem można wiele zdobyć.> Dlaczego piraci nie używają słowa "ukraść" ?> "Nasi" piraci? 
Cywilizacja to niekończący się ciąg potrzeb, których nie potrzebujemy. Marek T.
|
|
|  | 1 na 1 | Kuba Śruba (3184 punktów) | >>To takie przekomarzanie, bo oczywiście zgadzam się z tym co piszesz - że dzięki pomysłowości żadnym albo niewielkim kosztem można wiele zdobyć. >Dlaczego piraci nie używają słowa "ukraść" ? Odpowiem za "ziemiojada": Bo niektórzy używają programów freeware i korzystają z zasobów darmowych i legalnych, a o tym jest ten wątek
Mam nadzieję, że ktoś to zacytuje - O. Wilde
|
|
|  | 3 na 3 | ziemiojad (338 punktów) | >Dlaczego piraci nie używają słowa "ukraść" ? > No tak, nie wzięłam pod uwagę, ze sprowadziliście ten wątek do dyskusji o piractwie. Nie zamierzałam w ogóle odnosić się do tej części dyskusji, odpowiadałam tylko na pierwszy post. Żeby było jasne - jestem absolutnie przeciwna piractwu. W swojej wypowiedzi myślałam wyłącznie o zasobach dostępnych bez ograniczeń. Chciałam zwrócić uwagę, że wyprodukowanie czegokolwiek zawsze związane jest z jakimś kosztem, jednak, jak pisze Kuba Śruba, rzeczywiście wiele "produktów" udostępnia się ogółowi. Z różnych powodów: komercyjnych (reklamy, o czym też już tu pisano) dla idei lub w ramach jakichś projektów społecznych. Kto inteligenty, chce i wie gdzie i jak szukać naprawdę może na tym skorzystać. I co jeszcze chciałam podkreślić - nie tylko chodzi o książki, programy itp., ale także doświadczenie innych ludzi. Korzystając z możliwości wymiany doświadczeń na forach internetowych itp. można się sporo dowiedzieć i często naprawdę zaoszczędzić. I to nie tylko jeśli chodzi o duże inwestycje, jak dobór systemu ogrzewania przy budowie domu, wybór nowego samochodu itp. ale nawet tak trywialne sprawy jak pranie, wózek dla dziecka czy też porady randkowe. Doświadczenie ludzkie uważam za niezwykle cenne (niedoceniane?). Może wydaje się głupie to co piszę, ale zawsze podobała mi się idea "nauki u mistrza", czego namiastkę można znaleźć jeszcze w pewnych systemach kształcenia zawodowego, ale to już nie to co "przed wiekami" ;D
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|