Racjonalista - Strona głównaDo treści
"Nikt nic nie czyta..."-czyli o młodzieży słów kilka

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Kultura
NapisanoAutorTytuł
04-03-2012 11:32MadameDeVoltaire (1428 punktów)"Nikt nic nie czyta..."-czyli o młodzieży słów kilka
Ocena 8 na 14
Skromny esej, takie jakby krytyczne spojrzenie maturzysty na rówieśników-licealistów. Praca wysłana na konkurs jakiś już czas temu. Czy prawdziwy czy zbyt jadowity oceńcie sami. Nie jest w całości, był za długi.

Haha, przecież ja w życiu nie przeczytałam żadnej książki - odpowiedziała mi kiedyś XXX o beztroskim, promiennym uśmiechu absolutnie nieskażonym odrobiną myślenia, na moje ambitne pytanie o ulubionych autorów. No proszę, oto na mojej drodze kolejny geniusz, który, pozostawiając w głębokim poważaniu pozytywistyczne starania o "ukulturalnianie warstw upośledzonych", zwraca się z pełną świadomością, dumą i radością wprost w szeroko otwarte ramiona wtórnego analfabetyzmu. Może to ja zbyt wiele wymagam przy swojej ocenie ludzi, nie każdego w końcu muszą fascynować małe, czarne, fikuśnie poskręcane robaczki rozrzucone po białej kartce, dość gorzką jednak wydaje mi się myśl, że słowa Stanisława Lema przytoczone w tytule tej pracy są bardzo często boleśnie prawdziwe i aktualne.
Margaret Mead określiła dzisiejsze społeczeństwo jako prefiguratywne, czyli takie, w którym ludzie młodzi gwałtownie kreują swój własny nowy świat, nie posiłkując się wzorcami nie tylko z odległej przeszłości, ale nawet tymi sprzed paru lat. Ma ten stan rzeczy swoje dobre strony, muszę to przyznać w szczególności ja, jako osoba o poglądach tak oddalonych od konserwatyzmu, jak tylko jest to możliwe, jednocześnie jednak może to być powodem pogardy dla rad przynajmniej części wcześniejszego pokolenia, która stara się propagować jaki taki kult wiedzy zaczerpniętej z książek zastępowanych dziś coraz częściej przez, o zgrozo, audiobooki lub streszczenia z klp.pl.
(...)
Można przyjąć, że podczas gdy z braku autorytetów oraz wyniesionych z domu nawyków dokonuje się powolna degradacja pewnej części młodzieży, całe bogactwo swoje przed nimi roztacza Internet. To właśnie za jego pośrednictwem przekazywane są wszystkie mądrości młodego pokolenia, na popularnych stronach typu demotywatory.pl i kwejk.pl, na których jest tyle tekstu, żeby przypadkiem się nie zmęczyć. Jak dużo czasu spędzić można przewijając bezmyślnie stronę pełną idiotycznych kolorowych obrazków? I jak bardzo zatracić można przez to swoją osobowość? Dużo mówi się o tym, że Internet ma swoje dobre strony - nigdzie więcej nie można odnaleźć takiego ogromu artykułów, informacji, aktualności ze świata, to prawda. Spójrzmy jednak prawdzie w oczy - większość nastolatków siada do komputera nie po to, by rozwijać swoje zainteresowania, ale żeby przejrzeć jakąś kiczowatą stronę z "wybitnie wymagającym" przekazem kształtującą kolejne ludzkie ameby. Jednocześnie tworzy się ubogi językowo slang, w którym jedno słowo ma wiele znaczeń (żeby przypadkiem nie musieć zapamiętać ich zbyt wiele) a wulgaryzm przestaje być tylko efektywnym środkiem stylistycznym używanym od czasu do czasu dla dodania wypowiedzi pikanterii czy też podkreśleniu rożnego rodzaju emocji.
Nie sposób pominąć w rozmyślaniach na temat ewentualnego upadku słowa czytanego nader gwałtownego rozwoju kinematografii. Nie ujmując, rzecz jasna, kultowym perełkom takim jak Powrót do przyszłości Roberta Zemeckisa czy Indiana Jones z fenomenalnym Harrisonem Fordem w roli głównej trudno zaprzeczyć, że fani ruchomego obrazu z roku na rok zalewani są powodzią bezwartościowych produkcji, które tak naprawdę do ich umysłów nic nowego nie wnoszą, a czasem nawet odmóżdżają. Jeżeli dodać do tego sukces dubbingu i tak często spotykaną niepopularność napisów których oczywiście nie chce się czytać otrzymujemy obraz katastrofalny. Czytając książkę mogą natknąć się na pewne trudności ludzie bez wyobraźni - tekst nie tylko ją kształtuje, ale także jej wymaga. Wychowując się wyłącznie na filmach, w których każda kreacja postaci czy otoczenie podane są jak na tacy umysł odzwyczaja się od kreatywnego myślenia - dlatego pozostaję zwolennikiem opcji, która zakłada przeczytanie książki przed obejrzeniem filmu i tym samym skonfrontowanie swoich własnych wyobrażeń o bohaterach z tymi, które narzuca reżyser, jednak nie jest to opcja szczególnie popularna - film jest krótszy, mniej wymagający, przyprawiony zapierającymi dech w piersiach efektami specjalnymi, których niestety ubogi umysł nie jest w stanie stworzyć sobie w swojej głowie.
Nie tylko jednak młodzież nie czyta. Dorosłych, którzy nigdy z własnej woli i bez przymusu nie wzięli do ręki książki jest bardzo wielu, we wszystkich zawodach, nawet wśród nauczycieli. W wielu zawodach, także tych, które, wydawałoby się wymagają szczypty intelektualizmu trudno napotkać ludzi rzeczywiście inteligentnych, kreatywnych, o bujnej osobowości i wyobraźni. Jak to powiedział mi kiedyś z ironią znajomy pracujący jako psycholog sądowy na moje ambitne plany pracy w pewnej instytucji: "I co ty tam będziesz robić? Będziesz do nich mówić w języku, którego nie rozumieją. Myślisz, że znajdziesz tam literatów, z którymi porozmawiasz o Wolterze?"(...)
Zostawiając jednak na chwilę ponury obraz roztoczony przeze mnie powyżej zwrócić się należy ku tym, którzy cały czas odnajdują ogromną przyjemność w czytaniu książek. (...) Czy wobec tego możliwym jest, aby kiedyś, w odległej przyszłości obraz zupełnie wyparł z kultury słowo pisane? Pomimo nakreślonej przeze mnie gorzkiej i bezwzględnej refleksji na temat swoich rówieśników (i nie tylko) - trudno mi w to uwierzyć. Ludzie, którzy nie czytają byli zawsze, są i będą.(...) Jednocześnie zawsze istnieć będą osoby o szerokich horyzontach, ludzie ciekawscy, ludzie o niebanalnych zainteresowaniach wykraczających poza najnowsze plotki o tym, z kim spała a z kim nie spała Megan Fox i czy rzeczywiście Kate Moss używa kremów za pięć tysięcy (czym zapchane są kolorowe czasopisma, obraźliwie według mnie nazwane kobiecymi). Będą oni musieli znieść wokół siebie geniuszy podobnych temu przytoczonemu na początku, jednak nigdy nie dopuszczą do tego, aby słowo pisane zniknęło z naszej kultury zastąpione przez kiczowate obrazki.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

kulka_na_mole (20109 punktów)
(zablokowany)
Może się mylę, ale mam przeświadczenie, że czytanie książek zawsze było elitarnym zajęciem, nigdy powszechnym w żadnym społeczeństwie. Z tego powodu nie rozdzierałbym szat nad faktem, że tak niewielu ludzi czyta książki.
Wcale się nie dziwię, że czytanie książek nie jest popularne wśród młodzieży. Zamiłowanie do tego wynosi się z domu, a mam wrażenie, że rodzice współczesnych nastolatków to pierwsze pokolenie "dotknięte" fascynacją Internetem i tę fascynację przekazali swoim dzieciom, które z kolei zostały "dotknięte" możliwościami Internetu, których nie było w młodości ich rodziców.
Ci, którzy jeszcze czytają cokolwiek, chwalą sobie czytniki typu Kindle, bo po co wydawać majątek na papierowe książki i zagracać nimi mieszkanie, skoro można w małym urządzeniu mieć tysiące książek, ściągniętych z Internetu bez konieczności płacenia, albo płacąc dużo mniej niż za wersję papierową.
Powszechny, tani dostęp do Internetu, przeróżne możliwości komunikacji (GG, facebook, blogi, fora, smsy) postrzegane są jako wzrost wolności jednostki. Moim zdaniem jest dokładnie odwrotnie, wytworzył się przymus korzystania z tych narzędzi. "Za moich czasów" ludzie rozmawiali ze sobą face to face, a dziś "mówią" do komórki/komputera/tabletu; będąc od siebie nawet o kilka metrów klikają na takiej czy innej klawiaturze - to ma być wolność?
Zamiast grać w nogę na boisku czy bawić się w "indianów i kombojów" albo grać "w gumę" na podwórku "spotykają" się w grach typu MMO lub strzelają do siebie w deathmatch'ach.
Izolacja pod pozorami współpracy, samotność z pozorami posiadania przyjaciół.
Może wkrótce spełnią się wizje rodem z książek i filmów s-f, gdy najbardziej popularną rozrywką (substytutem realnego życia) będzie przebywanie w wirtualnej "rzeczywistości"?
Czy jest sens walczyć z tym, co się dzieje? A jeśli jest, to w jaki sposób?



Emeryci, popierajcie Partię czynem, umierając przed terminem!
04-03-2012 14:51 
 Ocena 8 na 8
Legion (587 punktów)
Uczucie, gdy dotykasz książkę z XIX wieku, albo znajdziesz w antykwariacie książkę ezoteryczną autorstwa Juliana Tuwima, jest bezcenne. Uwielbiam mieć nagracone w domu książkami. Ostatnio wypożyczyłem ''Świętoszka'', a znajomi patrzyli na mnie z politowaniem. Czytanie dla dzisiejszej młodzieży jest ''passe'', a w najgorszym wypadku ''pedalstwem'', cokolwiek to słowo znaczy. W sumie, to tylko jest dla mnie wyznacznikiem, kogo sobie brać za przyjaciół, a kto jest nie wart przyjaźni.
04-03-2012 16:18 
 Ocena 4 na 6
kulka_na_mole (20109 punktów)
(zablokowany)
Swego czasu pisałem na tym forum o wrażeniach, które wiążą się z obcowaniem z prawdziwą książką, tą papierową. Natychmiast zostałem wyśmiany przez "kindlowców", którzy wyrażali swój zachwyt faktem, że mogą zabrać w podróż mnóstwo książek, że nie muszą ich kupować, że to, że tamto. Zupełne nierozumienie radości, jaką daje kontakt z książką papierową. Tak jak pisałem - dawne przyjemności, radości, korzyści zostały wyparte przez nowoczesną technologię, która najpewniej zostanie zastąpiona jeszcze nowszą.
Nie widzę sensu podejmowania walki z tym "postępem", bo to walka z góry przegrana.
Co jakiś czas oglądam film "Fahrenheit 451" - wizję, gdy posiadanie i czytanie papierowych książek jest przestępstwem, i coraz bardziej mam wrażenie, że to wizja prorocza. Nie tylko ze względu na obecną technologię, ale przede wszystkim z powodu ubezwłasnowolnienia obecnych użytkowników Internetu, kindlowców, facebookowców, twitterowców itp. itd.



Emeryci, popierajcie Partię czynem, umierając przed terminem!
04-03-2012 18:23 
 Ocena 3 na 3
spellbinder (8577 punktów)
>Nie widzę sensu podejmowania walki z tym "postępem", bo to walka z góry przegrana.

A Ty znowu o tym onanizmie książkami? Nie zgadzam się na "zajęcze uszy" przy postępie!

Czytam od piątego roku życia, zdarza mi się wyrobić "normę" 200 powieści rocznie odkąd nie mam w domu telewizora, czyli od jakichś ładnych 16 lat. Jak byłem dzieciakiem, musiałem dymać do biblioteki i zdarzało się, że mi nie chcieli wydać tylu książek ile sobie zażyczyłem. Nie mówiąc już o tym, że wtedy ciężko było coś zaplanować... dość szybko wyrobiłem sobie nawyk czytania wszystkich dostępnych utworów danego pisarza, ale z tym bywał problem... dymać do biblioteki codziennie mi się nie chciało, jak łaziłem raz na tydzień to zdarzało się brać nawet osiem książek. A tu nagle "dupa" się okazuje, bo na przykład czego bym nie robił, Marqueza nie trawię. Nie mogę tego czytać po prostu. Ignorowanie praw fizyki nie wpisuje się mi w definicję realizmu magicznego, a w czystą... mniejsza o epitet. Nieważne czy Marquez wielki był czy nie był - to nie ma teraz znaczenia - znaczenie ma, że wziąłem sobie kilka Marquezów i mam przerąbane, bo po jednym dniu muszę znowu dymać do biblioteki i brać kolejną partię. Nie, żeby to mi się często zdarzało, ale kilka takich przypadków było.

Kolejna rzecz - dostęp do dzieł. Żeby przeczytać to co chcę przeczytać, musiałem jako dzieciak zasuwać po antykwariatach i "modlić się", żeby mieli odpowiednią książkę.

Postęp przyniósł za to praktycznie nieograniczony dostęp do książek, których już nie ma na rynku, których trzeba by było szukać ze świecą! Więcej. Mogę sobie "looknąć" na dowolną niemalże powieść, sprawdzić empirycznie, czy mi dany pisarz pasuje, czy nie pasuje. Na pstryknięcie palcem.

Nie mówiąc już o tym, że dzięki zdigitalizowaniu książek nie muszę już zlizywać z kartek czyichś chorób wenerycznych...

>Internetu, kindlowców, facebookowców, twitterowców itp. itd.

Facebookowcy czytają coś dłuższego niż tekst na 200 znaków bez spacji?
05-03-2012 00:57 
 Ocena 2 na 2
Jack Zigeuner (408 punktów)
(zablokowany)
Jeżeli ktoś twierdzi, że zdarza mu się wyrobić "normę" 200 powieści rocznie a jednocześnie twierdzi, że Marqueza nie trawi bo nie może tego czytać po prostu, gdyż ignorowanie praw fizyki nie wpisuje mu się w definicję realizmu magicznego, to ja sugeruję by czym prędzej udał się W poszukiwaniu straconego czasu.
04-03-2012 23:19 
 Ocena 3 na 3
Jack Zigeuner (408 punktów)
(zablokowany)
>Tak jak pisałem - dawne przyjemności, radości, korzyści zostały wyparte przez nowoczesną technologię, która najpewniej zostanie zastąpiona jeszcze nowszą.
I to jest ciekawe zjawisko. Książkę, którą kupił mój pradziad 100 lat temu będą mogły przeczytać moje wnuki. Książki zapisane w formie elektronicznej będzie można odczytać jeszcze przez kilka lat po czym trzeba będzie zakupić nowy czytnik. Ci którzy mają teksty zapisane na dyskietkach mają też problem z ich odczytaniem.
04-03-2012 23:46 
 Ocena 1 na 1
kulka_na_mole (20109 punktów)
(zablokowany)
>Książkę, którą kupił mój pradziad 100 lat temu będą mogły przeczytać moje wnuki.
To w ogóle nie przychodzi na myśl tym, którzy dziś mają
>Książki zapisane w formie elektronicznej
Coś nie da się odczytać? To się wymieni czytnik. Zresztą wymieni się go 10 razy zanim padnie. Telefon zastępujemy komórką, komórkę smartfonem, smartfon pierdofonem itd. itd. itd. Aby tylko być na bieżąco, aby tylko nikomu nie dać pretekstu do opinii, że jestem nie na czasie. Coraz szybszy wyścig, a że bez szans na wygraną? A kto się nad tym zastanawia?

Emeryci, popierajcie Partię czynem, umierając przed terminem!
05-03-2012 00:07 
 Ocena 3 na 3
Jack Zigeuner (408 punktów)
(zablokowany)
Ostatnio dowiedziałem się, że jestem tradycjonalistą bo mój telefon ma już 6 lat. I ciągle ktoś do mnie dzwoni proponując mi wymianę na nowszy model.
05-03-2012 07:21 
 Ocena 3 na 3
Meretseger (61860 punktów)
Do mnie też ciągle dzwonią, a raczej dzwonili. W końcu straciłam cierpliwość i po wysłuchaniu kilkuminutowego radosnego szczebiotu pani zachwalającej nowe modele stupidfonów, zakończonego oświadczeniem, iż rozmowa jest nagrywana, wypaliłam: "To sobie nagrajcie, że nie życzę sobie więcej nękania mnie takimi telefonami, do widzenia". I się wyłączyłam. Od jakichś trzech miesięcy mam spokój.
06-03-2012 00:06 
 Ocena 1 na 1
marcin1902 (3438 punktów)
>proponując mi wymianę na nowszy model.

Telefon komórkowy zawsze był bajerem, ale teraz to już w ogóle... Też mam jakiś przedpotopowy, ale grunt że spełnia swoją funkcję...


"Przepraszam za spóźnienie [...] ale nie mogłem znaleźć koszernego parkingu."
04-03-2012 16:49 
 Ocena 3 na 3
MadameDeVoltaire (1428 punktów)
>Może się mylę, ale mam przeświadczenie, że czytanie książek zawsze było elitarnym zajęciem, nigdy powszechnym w żadnym społeczeństwie.

O tym akurat pisałam w jednej z części, które wycięłam bo mi miejsca nie starczyło. To prawda, zresztą teraz przecież potrafi czytać o wiele więcej osób niż kiedyś, więc niby nie ma co narzekać. Ale tu nawet nie chodzi tylko o czytanie, tylko totalny zanik zainteresowań poza dupczeniem i ewentualnie zgonieniem i dupczeniem. Dziewczyna z mojego liceum (najlepsze w moim mieście i, gwoli ścisłości, nie jedyne!) która zdaje historię, tak jak ja (tylko na podstawie, a nie na rozszerzeniu) pytała się mnie czy Armia Czerwona to byli Niemcy czy Rosjanie. Bosze, może Rumuni, kurna.
Mam wrażenie że w większości otaczają mnie ludzie dwóch kategorii-ci, którzy wszelki intelektualizm mają w du.pie i tacy, którzy starają się jak szaleni do szkoły, kują tylko to co każe im nauczyciel, a poza tym nie tkną się niczego i są tępi jak but z lewej nogi.

Książki z antykwariatu mają klasę, Woltery zawsze kupuję po antykwariatach, natomiast nowe pięknie pachną. Nie znoszę czytać na necie nawet długich artykułów, z miejsca zaczyna mnie głowa boleć. Jedyne artykuły które masowo przetrząsnęłam na necie to były biografie kilkudziesięciu seryjnych zabójców, bo się nimi interesuję, a tak to od przypadku do przypadku.

Zmieniłam login, bo wszyscy myśleli, że jestem facetem.
04-03-2012 18:10 
 Ocena 2 na 2
kulka_na_mole (20109 punktów)
(zablokowany)
>>Może się mylę, ale mam przeświadczenie, że czytanie książek zawsze było elitarnym zajęciem, nigdy powszechnym w żadnym społeczeństwie.
>O tym akurat pisałam w jednej z części, które wycięłam bo mi miejsca nie starczyło.
A to szkoda, bo a) jest to bardzo ważne spostrzeżenie, b) miejsca jest bardzo wiele, nawet jeśli są ograniczenia na długość postu na forum, to zawsze można dodać załącznik/plik do postu.

>teraz przecież potrafi czytać o wiele więcej osób niż kiedyś, więc niby nie ma co narzekać.
Czytać "umią", ale nie "rozumią" co czytają, często czytają wyłącznie nagłówek tekstu w Internecie. Pisać też "umią", ale piszą "wogule", "z pod", "na prawdę", "napewno" itd. itp. Analfabeci ze znajomością pisania liter.

>Ale tu nawet nie chodzi tylko o czytanie, tylko totalny zanik zainteresowań poza dupczeniem i ewentualnie zgonieniem i dupczeniem.
To dotyczy nie tylko młodzieży Kwestia koncentracji na "dupczeniu" dotyczy również dorosłych.

>Armia Czerwona to byli Niemcy czy Rosjanie. Bosze, może Rumuni, kurna.
Nie miałbym pretensji do osoby, która - mimo wieloletniego pobierania nauki - ma tego rodzaju wątpliwości. Pretensje trzeba raczej kierować do nauczycieli.

>Mam wrażenie że w większości otaczają mnie ludzie dwóch kategorii-ci, którzy wszelki intelektualizm mają w du.pie i tacy, którzy starają się jak szaleni do szkoły, kują tylko to co każe im nauczyciel, a poza tym nie tkną się niczego i są tępi jak but z lewej nogi.
Będąc rodzicem dziecka podlegającego powszechnemu obowiązkowi szkolnemu mam jako takie pojęcie o tym, co dzieje się w polskich szkołach. I w związku z tym nie mam żadnej pretensji w stosunku do uczniów, natomiast mam wielkie pretensje do tzw. nauczycieli, którzy w większości kompletnie nie wypełniają swoich obowiązków. Obecnie "nauczanie" polega na dyktowaniu numerów stron podręcznika do zapoznania się przez uczniów, ewentualnie "nauczyciel" wyświetla na lekcji slajdy w Powerpoincie, przy czym treść tych slajdów zawiera mnóstwo podstawowych błędów albo nawet kompletnych bzdur.

>Książki z antykwariatu mają klasę, Woltery zawsze kupuję po antykwariatach, natomiast nowe pięknie pachną.
To prawda, ale:

>Nie znoszę czytać na necie nawet długich artykułów, z miejsca zaczyna mnie głowa boleć.
No właśnie, czytanie męczy, nawet gdy się odbywa "na necie".

>Jedyne artykuły które masowo przetrząsnęłam na necie to były biografie kilkudziesięciu seryjnych zabójców, bo się nimi interesuję, a tak to od przypadku do przypadku.
Ja sobie wydrukowałem takie materiały i przeczytałem "papierowo"


Emeryci, popierajcie Partię czynem, umierając przed terminem!
04-03-2012 18:34 
 Ocena 4 na 4
spellbinder (8577 punktów)
>Czytać "umią", ale nie "rozumią" co czytają, często czytają wyłącznie nagłówek tekstu w Internecie. Pisać też "umią", ale piszą "wogule", "z pod", "na prawdę", "napewno" itd. itp. Analfabeci ze znajomością pisania liter.

Umią i rozumią to jedno, ale ostatnio zauważyłem byłem taką "nową" tendencję: "Kobietą wszystko wolno" piszą, albo "Nie ufam Murzyną", czyli po prostu "ą" tam gdzie powinno być "om".

Autentycznie nie rozumiem... nie mam pojęcia z czego to się bierze? Możliwe, że ludzie zawsze tak pisali, ale w czasach myśli przekazywanej za pośrednictwem papieru nie czytałem czyichś wypocin...
05-03-2012 07:38 
 Ocena 4 na 4
Meretseger (61860 punktów)
Niegdyś teksty drukowane (książki, gazety, każde byle co) podlegały adiustacji, sprawdzane były pod kątem gramatyki i ortografii. Po 1989 roku ten dobry obyczaj zaczął zanikać, powstawało mnóstwo małych wydawnictw, które nie zawracały sobie głowy zatrudnianiem polonisty. Do dziś pamiętam książkę dla dzieci, kupioną przeze mnie dla córki i nigdy przez córkę nieprzeczytaną z powodu nieprawdopodobnego nagromadzenia błędów ortograficznych (zapamiętałam słowo "pożeczka" - to był jakiś wierszyk o owocach).
Ludzie zawsze pisali z błędami, ale był ktoś, kto przed publikacją je poprawiał. Teraz każdy może pisać bezpośrednio. W szkołach zanika taka forma sprawdzianu, jak dyktando. Mój siostrzeniec w 6 klasie jeszcze je pisze, bo ma ambitną nauczycielkę, która przyznaje, że nie musi tego robić, ale chce, żeby się dzieci nauczyły pisać. Siostrzenica w gimnazjum nie pisała dyktanda od początku 1 klasy. Ja pamiętam dyktanda (trudne, pełne nieużywanych na co dzień słów) jeszcze w 3 klasie liceum, dopiero w maturalnej nam odpuszczono. Ale przysięgam, że się opłaciło!
05-03-2012 18:06 
 Ocena 3 na 3
Elka I Ponura (7473 punktów)
Ja też jeszcze pisałam dyktanda. Szczególnie przed maturą nam polonistka co jakiś czas robiła niespodzianki na początku lekcji - krótkie, ale szczególnie trudne - żebyśmy na maturze nie mieli poobniżanych ocen przez błędy. Mój Brat też je jeszcze pisał, ale tylko przez pierwsze dwa lata liceum. On jest mat-fiz-inf, więc musi się skupić na czym innym niby, ale i tak go molestowali. Jego nauczyciel mówił, że w przypadku ich klasy to też po to, żeby się nie odzwyczaili od ręcznego pisania


Atheism is a non-prophet organization.
George Carlin
05-03-2012 21:57 
 Ocena 1 na 1
MadameDeVoltaire (1428 punktów)
Ostatnie dyktando miałam w 3 klasie podstawówki :<

Zmieniłam login, bo wszyscy myśleli, że jestem facetem.
06-03-2012 00:13 
 Ocena 2 na 2
marcin1902 (3438 punktów)
>Ja pamiętam dyktanda (trudne, pełne nieużywanych na co dzień słów) jeszcze w 3 klasie liceum, dopiero w maturalnej nam odpuszczono.

To ja na licencjacie jeszcze miałem dyktando Mieliśmy taki przedmiot "Kultura słowa"

"Przepraszam za spóźnienie [...] ale nie mogłem znaleźć koszernego parkingu."
06-03-2012 08:05 
 Ocena 5 na 5
Meretseger (61860 punktów)

>To ja na licencjacie jeszcze miałem dyktando Mieliśmy taki przedmiot "Kultura słowa"
A... No, ale ja byłam w klasie mat-fiz, a potem na archeologii
08-03-2012 10:33 
 Ocena 2 na 2
Ronja (626 punktów)
>Ludzie zawsze pisali z błędami, ale był ktoś, kto przed publikacją je poprawiał. Teraz każdy może pisać bezpośrednio.

Zauważyłam, że przez wszechobecność błędów ortograficznych i interpunkcyjnych w internecie i prasie sama zaczynam mieć problemy z ortografią (interpunkcja nigdy nie była moją mocną stroną). Kiedyś nie zdarzały mi się wątpliwości, a teraz niestety tak (zwłaszcza, gdy poprawne są obie formy, ale tylko jedna ma zamierzony sens, np. "rzuć gumę" i "żuć gumę").
05-03-2012 16:36 
 Ocena 1 na 1
MadameDeVoltaire (1428 punktów)
Hahaha, "Nie ufam Murzyną"! Ciekawe, czy tak też mówiOM czy tylko piszOM.

Zmieniłam login, bo wszyscy myśleli, że jestem facetem.
04-03-2012 19:33 
 Ocena 4 na 4
MadameDeVoltaire (1428 punktów)

>A to szkoda, bo a) jest to bardzo ważne spostrzeżenie, b) miejsca jest bardzo wiele, nawet jeśli są ograniczenia na długość postu na forum, to zawsze można dodać załącznik/plik do postu.

Pisząc ten post nie byłam pewna, czy kogoś zainteresuje chociażby ten kawałek który wrzuciłam, więc już nie chciałam zalewać całością :<

>Będąc rodzicem dziecka podlegającego powszechnemu obowiązkowi szkolnemu mam jako takie pojęcie o tym, co dzieje się w polskich szkołach. I w związku z tym nie mam żadnej pretensji w stosunku do uczniów, natomiast mam wielkie pretensje do tzw. nauczycieli, którzy w większości kompletnie nie wypełniają swoich obowiązków.

Ja mam rodziców nauczycieli i wiem, że łopatą do głowy się nie da, uczeń sam musi chcieć i się zainteresować. Też narzekam na nauczycieli, czasem na swojego historyka bo historia w liceum w formie monotonnego wykładu i bez problemowych pytań to chybiony pomysł, ale jak myślę o tłumaczeniu niektórym chociażby problemów Rewolucji Francuskiej to mam wrażenie, że lepiej zrobić wykład i wyjść.

>Czytać "umią", ale nie "rozumią" co czytają, często czytają wyłącznie nagłówek tekstu w Internecie. Pisać też "umią", ale piszą "wogule", "z pod", "na prawdę", "napewno" itd. itp. Analfabeci ze znajomością pisania liter.

Wiesz, to i tak lepiej niż sto lat temu

>Nie miałbym pretensji do osoby, która - mimo wieloletniego pobierania nauki - ma tego rodzaju wątpliwości. Pretensje trzeba raczej kierować do nauczycieli.

O czym Ty mówisz, przecież to jest wiedza podstawówkowa. Musiałaby mieć złego nauczyciela najpierw w podstawówce, później w gimnazujm, a następnie w liceum! Poza tym musiałaby unikać jakiegokolwiek kontaktu z filmami o wojnie, o książkach nie wspomnę, artykułami, przecież to pojęcie przewija się tak często, to tak, jakby nie znać kontynentów. Na historyka można zwalić że dziecko nie rozumie dobrze istoty stosunków feudalnych, ale nie coś takiego!

>To dotyczy nie tylko młodzieży Kwestia koncentracji na "dupczeniu" dotyczy również dorosłych.

To prawda, ale ludzie przecież mają poza tym jakieś inne zainteresowania, a niektórzy niekoniecznie. Akurat dla mnie to, czy powyrywam czy nie nie było nigdy wyznacznikiem mojej wartościowości, dla wielu jest.

>No właśnie, czytanie męczy, nawet gdy się odbywa "na necie".

Generalnie nie przesiaduje długo przed komputerem na ogół, nie lubię jak mi wali po oczach :< dlatego po obszerne materiały na maturę ustną z polskiego byłam skłonna jechać do Krakowa, żeby tylko nie musieć czytać całej książki w PDF.

>Ja sobie wydrukowałem takie materiały i przeczytałem "papierowo"

Też na ogół tak robię, wolę sobie przysiąść na kanapie z kartkami, co jest okupione całym tuszem z drukarki niż się męczyć przy komputerze.

Zmieniłam login, bo wszyscy myśleli, że jestem facetem.
04-03-2012 23:56 
 Ocena 3 na 3
Jack Zigeuner (408 punktów)
(zablokowany)
> Bosze
To z Woltera?
05-03-2012 14:57 
 Ocena 1 na 1
MadameDeVoltaire (1428 punktów)
>> Bosze
>To z Woltera?

Nie, to mój własny neologizm, czasami też w formie wykrzyknienia "bosz!"

Zmieniłam login, bo wszyscy myśleli, że jestem facetem.
05-03-2012 10:48 
 Ocena 3 na 3
kika (1657 punktów)

>Wcale się nie dziwię, że czytanie książek nie jest popularne wśród młodzieży. Zamiłowanie do tego wynosi się z domu,>

To chyba nie jest takie proste. Oboje z mężem uwielbiamy książki, a nasz syn w ogóle nie chciał czytać, mimo usilnych starań z naszej strony. Byliśmy zrozpaczeni.
Spędzał natomiast mnóstwo czasu w internecie i ostatecznie jest niegłupi z przedmiotów ścisłych. Orientuje się w historii i geografii, ku mojemu zdumieniu. Dobrze sobie radzi z fizyką, o zgrozo!. To była moja pięta achillesowa.
Cele7 (59 punktów)
Moje zdanie jest trochę odmienne .
Według mnie nie można z czytania robić czegoś wynoszącego nas na wyżyny intelektualne .Sam co prawda czytam (w większości książki popularno-naukowe) ale jeszcze 2 lata temu wiedzę zdobywałem głównie z internetu . Jak ktoś wspomniał męczące jest kilkugodzinne wpatrywanie się w ekran a zwłaszcza jeśli jest na nim sam tekst. Zatem zdecydowałem że wygodniej będzie czytać w "konwencjonalny" sposób. .
Mimo to pamiętam jak kiedyś jedna znajoma mnie zbeształa ponieważ powiedziałem że nie czytam i generalnie to w wolnym czasie "siedzę w necie". Tymczasem ja poszerzałem wiedzę z astronomii i historii ,przeglądałem artykuły np na Racjonaliście a ona czytała "zmierzch" czy inne miłosne opowiastki. Kiedy wspominałem nawet nie w rozmowie z nią o wszechświecie czy czymś trudniejszym to "filozofowałem" .
Także nie czujmy się lepsi bo czytamy książki.
Jeśli ktoś nie siedzi z nosem w książkach a wiedzę zdobywa z innych źródeł nie widzę problemu. A jeśli bierzemy książkę w celu rozrywki nie ma powodu żeby wynosić ją nawet ponad jakieś głupie filmy.
Mimo wszystko niestety większość młodzieży nie czyta ani nie ma zainteresowań.Dodać jeszcze ogłupiające portale jak Kwejk,pl czy płytkie teksty piosenek .To wszystko działa na młodego człowieka. Pamiętam pewną skromną koleżankę z gimnazjum która obejrzała "Skinsów" i później przepraszam za określenie lizała się z kim popadnie na każdej imprezie...
Gdybym miał podsumować współczesne media ,filmy i muzykę , czyli ogólnie tzw. "globalną kulturę" ująłbym sprawę krótko :Hedonizm i zabawa jako sens życia.
Pijesz ,ćpasz ,palisz? kwejk doradzi "Fuck it ,You're young"
05-03-2012 14:42 
 Ocena 1 na 1
MadameDeVoltaire (1428 punktów)
Dobra, dobra, "Zmierzch" i te wszystkie "Zdradzone", "Naznaczone", "Zgwałcone", to zupełnie inna kategoria literatury, której akurat tutaj nie miałam na myśli

Ogólnie o czytaniu, nie tylko o książkach, temat to "Nikt nic nie czyta..." i generalnie mowa o słowie pisanym.

Dobrze, że tylko lizała, nie aż tak tragicznie. Generalnie ta serialowa mania, Californication, Skins, Gossip Girl to chyba temat na osobny wątek, prawda, nagle Skins wszystkich inspiruje, wszyscy chcą imprezy w stylu Skins... widziałam pierwszy sezon, jest to ciekawe ukazanie brytyjskich nastolatków, dobrze, że nie ma jakiejś purytańskiej cenzury, ale jednocześnie nie jest to typ historii, z której bohaterami bym się utożsamiała.

Przecież czytanie zawsze rozwija bardziej niż film :< "Cała Polska czyta dzieciom", a nie "Cała Polska ogląda filmy" :<

W kwejkach mnie denerwuje ciągłe przedostawanie się głupawego slangu z tej strony do rozmów "paCZysz", "nakurwiam", "ruchałbym", rany boskie, kalectwo.

Zmieniłam login, bo wszyscy myśleli, że jestem facetem.
Marcinlet (1935 punktów)
A mnie już nudzi to narzekanie, że "młodzież nie czyta". Wszyscy się uparli na te książki. Dlaczego nikt nie biadoli, że nikt już nie chodzi to teatru, galerii sztuki, nie gra w szachy? Przecież ludzi grających w szachy jest nawet mniej niż czytających książki, a przecież szachy rozwijają umysł i logiczne myślenie.
04-03-2012 23:04 
 Ocena 1 na 1
Legion (587 punktów)
>A mnie już nudzi to narzekanie, że "młodzież nie czyta". Wszyscy się uparli na te książki. Dlaczego nikt nie biadoli, że nikt już nie chodzi to teatru, galerii sztuki, nie gra w szachy? Przecież ludzi grających w szachy jest nawet mniej niż czytających książki, a przecież szachy rozwijają umysł i logiczne myślenie.

Mnie zabolało, gdy koledzy na wycieczce szkolnej powiedzieli, że ten instytut ''Kopernik'' w Warszawie, jest nudny.
Zabolało mnie, gdy nie chcieli iść na cmentarz na Powązkach. Zabolało mnie, gdy stwierdzili, że posiadanie hobby to głupota. A jak mówię, że szkoła jest nudna, to nagle wszyscy w ryk, że muszę zdać i takie tam. Ja wolę uczyć się dla wiedzy, oni dla ''wyścigu szczurów''.
04-03-2012 23:45 
 Ocena 4 na 4
Jack Zigeuner (408 punktów)
(zablokowany)
>Mnie zabolało, gdy koledzy na wycieczce szkolnej powiedzieli, że ten instytut ''Kopernik'' w Warszawie, jest nudny.
A mnie drażni snobizm intelektualny.
spellbinder (8577 punktów)
>Mnie zabolało, gdy koledzy na wycieczce szkolnej powiedzieli, że ten instytut ''Kopernik'' w Warszawie, jest nudny.

Dla przedszkolaka pewnie jest interesujący

>Zabolało mnie, gdy nie chcieli iść na cmentarz na Powązkach.

Cmentarz na Powązkach... cholera, nie wiem co Ty takiego widzisz w tym cmentarzu? Trochę starych grobów, jakieś słynne zwłoki, czy też raczej to co po tych zwłokach zostało... tyle jest "ciekawszych" cmentarzy w Polsce, że zachwycanie się Powązkami naprawdę ma niewielki sens...
04-03-2012 23:42 
 Ocena 1 na 1
Jack Zigeuner (408 punktów)
(zablokowany)
>A mnie już nudzi to narzekanie, że "młodzież nie czyta".
Mnie natomiast to zaczyna zastanawiać. Czy ci, którzy tak mówią nie widzieli tłumów przed księgarniami czekających na świeżutkiego Harrego Pottera? Czy nie byli nigdy w Empiku, Matrasie i innych wielkich księgarniach w których pełno jest zazwyczaj młodzieży? Czy nie widzą jak dobrze sprzedają się książki Murakamiego?
05-03-2012 14:53 
 Ocena 1 na 1
MadameDeVoltaire (1428 punktów)
>>A mnie już nudzi to narzekanie, że "młodzież nie czyta".
>Mnie natomiast to zaczyna zastanawiać. Czy ci, którzy tak mówią nie widzieli tłumów przed księgarniami czekających na świeżutkiego Harrego Pottera? Czy nie byli nigdy w Empiku, Matrasie i innych wielkich księgarniach w których pełno jest zazwyczaj młodzieży? Czy nie widzą jak dobrze sprzedają się książki Murakamiego?

Widzą, stąd mój optymizm na końcu, natomiast znam też masę osób, które się chwalą tym, że w życiu nie przeczytały żadnej książki. Po prostu, obserwuję rówieśników.

Zmieniłam login, bo wszyscy myśleli, że jestem facetem.
05-03-2012 15:53 
 Ocena 1 na 1
Jack Zigeuner (408 punktów)
(zablokowany)
> Po prostu, obserwuję rówieśników.
Poszerz pole walki i tam sięgaj, gdzie wzrok nie sięga.
05-03-2012 16:19 
 Ocena 1 na 1
MadameDeVoltaire (1428 punktów)
>> Po prostu, obserwuję rówieśników.
>Poszerz pole walki i tam sięgaj, gdzie wzrok nie sięga.

No to pisałam przecież że jest pełno osób, które dalej czytają, na Targach Książki jest taki tłum że trudno się poruszać. Ale tu się skupiłam na ćwierćinteligentach, których dodatkowo degraduje kultura obrazkowa i wydaje mi się, że dobrze zrealizowałam ten temat, lubię pisać eseje.


Zmieniłam login, bo wszyscy myśleli, że jestem facetem.
05-03-2012 20:14 
 Ocena 3 na 3
Jack Zigeuner (408 punktów)
(zablokowany)
>się skupiłam na ćwierćinteligentach,
>wydaje mi się, że dobrze zrealizowałam ten temat,
Bez komentarza.
05-03-2012 21:25 
 Ocena 2 na 2
MadameDeVoltaire (1428 punktów)

>Bez komentarza.

Spoko, na następny raz napiszę na ich cześć panegiryk i postawię ich jako wzór do naśladowania

Zmieniłam login, bo wszyscy myśleli, że jestem facetem.
06-03-2012 00:07 
 Ocena 1 na 1
Jack Zigeuner (408 punktów)
(zablokowany)
>Spoko, na następny raz napiszę na ich cześć panegiryk i postawię ich jako wzór do naśladowania
Pisz lepiej dyktanda bo zupełnie nie rozumiesz tych, co lajkują dupcenie na fejsie.
Cytat:
Można się z tych stronic wiele dowiedzieć, bo też autorka włożyła ogromny wysiłek, aby Izrael poznać, aby go zrozumieć, dotrzeć do jego tajemnic. Tuszyńska przede wszystkim słucha. Słuch jest tym zmysłem, który otaczającą ją rzeczywistość najgłębiej i najpełniej przenika do wyobraźni i pamięci autorki. Tuszyńska jest wrażliwa na głosy, na słowa i opinie, ale także na sposób w jaki ludzie mówią, w jaki się wypowiadają. Stąd tyle w tej prozie tonów, tyle brzmień i odcieni.

Ryszard Kapuściński o książce Agaty Tuszyńskiej Kilka portretów z Polską w tle. Reportaże izraelskie


Ja, Jack Zigeuner, cenie sobie pisarzy, którzy obdarzeni są dobrym słuchem. Oczywiście dobry słuch nie jest warunkiem koniecznym by być dobrym pisarzem. Weźmy na ten przykład Woltera, któremu słoń z podniesioną trąbą nadepnął na ucho, a jednak pisał całkiem nieźle. Diderot w przeciwieństwie do swego kolegi usłyszał w swym życiu znacznie więcej, dzięki czemu możemy mówić o nim jak o ojcu współczesnej powieści. Powieść to taki esej z dialogami, z akcją i dlatego ktoś próbujący swych sił w tej materii również powinien mieć uszy szeroko otwarte (lub dobrze wyczyszczone jak u Murakamiego). Czy ty słyszysz? Ty oceniasz to, co widzisz.
A poza tym nie czujesz blusa.
06-03-2012 00:39 
 Ocena 1 na 1
MadameDeVoltaire (1428 punktów)
Jestem pod wielkim wrażeniem tego wywodu, bardzo mnie poruszył, zamknę się w sobie.

Zmieniłam login, bo wszyscy myśleli, że jestem facetem.
05-03-2012 14:12 
 Ocena 5 na 5
jasenka (1863 punktów)
>A mnie już nudzi to narzekanie, że "młodzież nie czyta". Wszyscy się uparli na te książki. Dlaczego nikt nie biadoli, że nikt już nie chodzi to teatru, galerii sztuki, nie gra w szachy? Przecież ludzi grających w szachy jest nawet mniej niż czytających książki, a przecież szachy rozwijają umysł i logiczne myślenie.

No właśnie wszyscy biadolą, ale nie wiedzą dlaczego.
Trzeba odróżnić wartościową sztukę i naukę od snobizmu intelektualnego.
Ja pójdę dalej - co z tego, że nie szachy? Jest mnóstwo innych gier rozwijających logiczne myślenie i wyobraźnię oraz konktakty międzyludzkie (mówię o planszowych i komputerowych).
Co z tego, że ktoś nie chce do teatru? Osobiście wolę iść do kina na ciekawy i oryginalny film albo oglądnąć na DVD niż na kolejny nadęty spektakl w zakurzonym teatrze pełnym snobów.
Galeria sztuki, muzeum? Mieszkam w Krakowie, zdarza mi się nawet czekać w kolejce na nową wystawę - chodzą ludzie, chodzą.
Jeden coś powie i inni powtarzają przez następne pokolenie - jak ten frazes: "młodzież nie czyta".
Nośniki wiedzy i kultury się zmieniły. Teraz dzieła sztuki można obejrzeć w multimedialnej galerii internetowej, jak ktoś wie, gdzie szukać. Książka elektroniczna też daje radę, choć mnie się akurat oczy męczą i wolę sobie pomacać papier.
05-03-2012 15:41 
 Ocena 1 na 1
Jack Zigeuner (408 punktów)
(zablokowany)
>kolejny nadęty spektakl w zakurzonym teatrze pełnym snobów.
> Mieszkam w Krakowie,
W Krakowie są jeszcze takie spektakle i takie teatry?
> zdarza mi się nawet czekać w kolejce na nową wystawę - chodzą ludzie, chodzą.
W dużych miastach rzeczywiście chodzą.
>Nośniki wiedzy i kultury się zmieniły. Teraz dzieła sztuki można obejrzeć w multimedialnej galerii internetowej, jak ktoś wie, gdzie szukać.
Ten sposób prezentacji nie zastąpi realnego obcowania z dziełem sztuki. To raczej ciekawostka techniczna dla tych, co mieszkając w Warszawie chcieliby zobaczyć jak wygląda muzeum Guggenheima.
05-03-2012 23:25 
 Ocena 1 na 1
spellbinder (8577 punktów)
>Ja pójdę dalej - co z tego, że nie szachy? Jest mnóstwo innych gier rozwijających logiczne myślenie i wyobraźnię oraz konktakty międzyludzkie (mówię o planszowych i komputerowych).

Coraz mniej... doszło do tego, że ostatnio zacząłem odkurzać stare tytuły, bo po prostu nie ma w co pograć. Sam szajs wychodzi, gdzie inteligencja naprawdę musi się wyłączyć.

Rozrywka tego rodzaju nastawiła się na tzw. "casuali", w związku z czym poprzeczka została obniżona do poziomu zwykłego idioty.
07-03-2012 15:41 
 Ocena 1 na 1
Lizergus (691 punktów)
>Rozrywka tego rodzaju nastawiła się na tzw. "casuali", w związku z czym poprzeczka została obniżona do poziomu zwykłego idioty.
Piszesz wyżej o onanizmie książkami a sam uprawiasz onanizm intelektualny.
"Casual" to niekoniecznie idiota. Granie stało się popularniejsze, większość ludzi poświęci na to max. 2-3 h dziennie, stąd różne działania mające "obcinać" czas rozgrywki. Można robić to lepiej albo gorzej. W tym drugim przypadku rzeczywiście będzie to dążyć do zidiocenia
A tak w ogóle to dawno nie grałem i zamierzam w końcu zapoznać się z Planescape Torment
spellbinder (8577 punktów)
>Piszesz wyżej o onanizmie książkami a sam uprawiasz onanizm intelektualny.
>"Casual" to niekoniecznie idiota.

Oczywiście, że nie. Ale gra jest dostosowana do poziomu idioty, po to właśnie, żeby idiota mógł w nią grać.

Tym samym gratyfikacja jest w dzisiejszych grach obecna na każdym kroku, co minutę, dwie. Nawet "strzelanki" zmieniły się w taki sposób, że człowiek nie ma możliwości się zgubić, nie musi niczego pamiętać.

Gry, które wymagały myślenia... ich już praktycznie nie ma. Nie mówiąc już o tym, że ktoś kto nie potrafi odraczać gratyfikacji może dziś spokojnie grać, bez żadnej frustracji, bo gra jest dostosowana do poziomu jeszcze niższego, niż on prezentuje.

>Granie stało się popularniejsze, większość ludzi poświęci na to max. 2-3 h dziennie, stąd różne działania mające "obcinać" czas rozgrywki.

Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby tak grać chociażby w Lemmingsy 2. Na przeszkodzie stoi to, że aby uzyskać gratyfikację, trzeba "zaczekać" dobre 10, czasami 20 minut. I pomyśleć.

Casual nie chce myśleć. Casual chce, żeby go poklepać po główce, żeby lasencja w grze go pochwaliła i żeby wszystko się działo samo.

Te popularne ostatnio gry z serii Assassins Creed... w tym się praktycznie nie da przegrać. Nawet jeśli odejdziesz od klawiatury w środku walki, to zdążysz się wysikać i zrobić sobie kanapkę zanim zabiją twoją postać

>A tak w ogóle to dawno nie grałem i zamierzam w końcu zapoznać się z Planescape Torment

Lepsze to niż kolejny Mass Effect Jeśli zaś chodzi o dobre RPG to zastanów się nad zobaczeniem chociaż Betreyal at Krondor To też lepsze, niż Mass Effect.
07-03-2012 16:49 
 Ocena 2 na 2
Lizergus (691 punktów)
>Gry, które wymagały myślenia... ich już praktycznie nie ma. Nie mówiąc już o tym, że ktoś kto nie potrafi odraczać gratyfikacji może dziś spokojnie grać, bez żadnej frustracji, bo gra jest dostosowana do poziomu jeszcze niższego, niż on prezentuje.
Tak sobie myślę, że to RPGi najbardziej cierpią z powodu tego upraszczania, ponieważ są one w growym mainstreamie. Niszowe gatunki, wymagające wysiłku intelektualnego (np. przygodówki czy strategie turowe), chyba wciąż są na podobnym poziomie jak kiedyś, bo nie ma presji ze strony rynku.
>Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby tak grać chociażby w Lemmingsy 2. Na przeszkodzie stoi to, że aby uzyskać gratyfikację, trzeba "zaczekać" dobre 10, czasami 20 minut. I pomyśleć.
>Casual nie chce myśleć. Casual chce, żeby go poklepać po główce, żeby lasencja w grze go pochwaliła i żeby wszystko się działo samo.
Trzeba pamiętać o tym, że duża grupa ludzi szuka w grach czystej rozrywki z minimalną dozą myślenia. Nie każdy z nich jest tłukiem (choć pewnie sporo takich by się znalazło), mogą realizować się intelektualnie w innych zajęciach.
07-03-2012 17:02 
 Ocena 1 na 1
spellbinder (8577 punktów)
>Tak sobie myślę, że to RPGi najbardziej cierpią z powodu tego upraszczania, ponieważ są one w growym mainstreamie. Niszowe gatunki, wymagające wysiłku intelektualnego (np. przygodówki czy strategie turowe), chyba wciąż są na podobnym poziomie jak kiedyś, bo nie ma presji ze strony rynku.

Z tym, że przygodówek już praktycznie nie ma i też jednak cierpią na "odmóżdżeniu" graczy.

>Trzeba pamiętać o tym, że duża grupa ludzi szuka w grach czystej rozrywki z minimalną dozą myślenia. Nie każdy z nich jest tłukiem (choć pewnie sporo takich by się znalazło), mogą realizować się intelektualnie w innych zajęciach.

Ja jednak nie znajduję obecnie gier, które zmusiłyby mnie choć do odrobiny wysiłku intelektualnego. Nie mówiąc już o wysiłku zręcznościowym.

Idziesz i klepiesz w te klawisze, nieważne czy dobrze klepiesz, czy źle klepiesz, gra się dzieje sama. Byle człowieka nie stresować, bo jeszcze wyłączy
05-03-2012 14:51 
 Ocena 1 na 1
MadameDeVoltaire (1428 punktów)
>A mnie już nudzi to narzekanie, że "młodzież nie czyta". Wszyscy się uparli na te książki. Dlaczego nikt nie biadoli, że nikt już nie chodzi to teatru, galerii sztuki, nie gra w szachy?

Wskaż mi kogoś, kto nie czyta, nie interesuje sie kulturą, literaturą, za to jest zapalony fanem teatru i stałym bywalcem galerii sztuk.

Zmieniłam login, bo wszyscy myśleli, że jestem facetem.
05-03-2012 15:50 
 Ocena 1 na 1
Jack Zigeuner (408 punktów)
(zablokowany)
>Wskaż mi kogoś, kto nie czyta, nie interesuje sie kulturą, literaturą, za to jest zapalony fanem teatru i stałym bywalcem galerii sztuk.
Stałymi bywalcami galerii sztuk wszelakich nie interesującymi się kulturą byli niektórzy artyści. Nie wiem czy można we współczesnej sztuce takie indywidua spotkać bom strasznie do tyłu z wiedzą o współczesnych artystach. Jeśli zaś chodzi o teatr to sprawa rysuje się podobnie. Otóż w zamierzchłych czasach tak właśnie było, aż do momentu w którym tego typu rozrywkę zastąpiła TV.
05-03-2012 15:56 
 Ocena 1 na 1
MadameDeVoltaire (1428 punktów)
No ja bywam w galeriach tutejszych (teraz mniej bo matura) nie ze snobizmu, z racji tego, że sama rysuję i wiem, jakich ludzi mogę ze sobą zabierać na wernisaże a jakich nie. Zapewniam, że dziewczyna którą przytaczałam na wstępie (notabene ta sama, która miała wątpliwości co do Armii Czerwonej) nie byłaby taką propozycją zainteresowana...

Zmieniłam login, bo wszyscy myśleli, że jestem facetem.
spellbinder (8577 punktów)
>Wskaż mi kogoś, kto nie czyta, nie interesuje sie kulturą, literaturą, za to jest zapalony fanem teatru i stałym bywalcem galerii sztuk.

Znam
05-03-2012 23:47 
 Ocena 1 na 1
MadameDeVoltaire (1428 punktów)

>Znam

Spodziewałam się, że ktoś wśród ogromnej zbiorowości ludzkiej się znajdzie Ale generalnie (może wśród rówieśników moich) widzę , że jest to w pewien sposób połączone, bo wymaga zainteresowania jakimś tematem poza wiecznym imprezowaniem :< (nie żebym była jakimś ponurym gnomem i miała coś do imprezowania)

Zmieniłam login, bo wszyscy myśleli, że jestem facetem.
07-03-2012 18:03 
 Ocena 2 na 2
Arystyp z Cyreny (6368 punktów)
>Wskaż mi kogoś, kto nie czyta, nie interesuje sie kulturą, literaturą, za to jest zapalony fanem teatru i stałym bywalcem galerii sztuk.

Nie wiem co jest tak ważnego w galeriach sztuki. Zresztą to jest w historii ludzkości całkiem nowa moda na gloryfikowanie artystów. Malarze czy muzycy to tacy sami rzemieślnicy jak inni tylko teraz zamiast pracować na zlecenie to urządza się im wernisaże. Nie mówiąc o tym, że odkąd "sztuka jest tym co samo się definiuje" już wszystko jest sztuką.

Dla mnie "to co można zaprogramować jest nauką, a reszta jest sztuką". Tak samo jak nie widzę różnicy między książką papierową, a ebookiem (bo czytuję książki ze względu na treść, a nie specjalne limitowane edycje) tak nie widzę różnicy między graffiti, a wystawą w galerii sztuki współczesnej albo sceną w sitcomie, czy spektaklem na deskach zacnego teatru. Każdy jest artystą i wszystko co nie jest nauką jest sztuką. A sztuka jest subiektywna; "piękne jest to co podoba się będąc postrzeganym".

Nie rozumiem też przewijającej się raz po raz w temacie snobistycznej kultury. Nie lubisz memów XXI wieku bo są wulgarne, a Szekspir nie był wulgarny? Nie rozumiem też czemu Meyer jest tak deprecjonowana. Nie czytałem jej, miałem tylko podejście do The Host, ale w czym jej książki są gorsze od innych? Tym że Tobie się nie podobają? Egocentryzm.

Co sprawia że jedna książka ma większą wartość od drugiej? Czy lepszą książkę można zważyć? A może im mniej osób ją rozumie tym bardziej jest przez Ciebie pożądana?

>Jak to powiedział mi kiedyś z ironią znajomy pracujący jako psycholog sądowy na moje ambitne plany pracy w pewnej instytucji: "I co ty tam będziesz robić? Będziesz do nich mówić w języku, którego nie rozumieją. Myślisz, że znajdziesz tam literatów, z którymi porozmawiasz o Wolterze?"

Dla mnie to najlepsze podsumowanie snobizmu, którego wyrazem jest ten temat i przewijających się przez niego wypowiedzi. Sam główny wątek, do którego przeczytania się zmusiłem, to jednostronna tyrada pełna subiektywnych utyskiwań. Realizacja tematu pyszna, pełna goryczy i na pewno podbudowuje samoocenę autorki.


"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
07-03-2012 18:36 
 Ocena 3 na 3
Jack Zigeuner (408 punktów)
(zablokowany)
>Nie wiem co jest tak ważnego w galeriach sztuki.
W galeriach sztuki najważniejsze są dzieła sztuki choć był i taki wernisaż na którym pokazano tylko puste ściany.
>Zresztą to jest w historii ludzkości całkiem nowa moda na gloryfikowanie artystów.
Ta nowa moda trwa od renesansu.
>Nie lubisz memów XXI wieku bo są wulgarne, a Szekspir nie był wulgarny?
Był. Nie tylko on. Historia sztuki pełna jest wulgaryzmów. François Rabelais był straszliwie wulgarny.
>Co sprawia że jedna książka ma większą wartość od drugiej? Czy lepszą książkę można zważyć? A może im mniej osób ją rozumie tym bardziej jest przez Ciebie pożądana?
Jest całe mnóstwo czynników, które decydują o wartości dzieła sztuki.
07-03-2012 21:13 
 Ocena 1 na 1
Arystyp z Cyreny (6368 punktów)
>W galeriach sztuki najważniejsze są dzieła sztuki choć był i taki wernisaż na którym pokazano tylko puste ściany.

Pusta ściana też bez wątpienia może być dziełem sztuki. Nie rozumiem czemu ją wykluczać.

>>Zresztą to jest w historii ludzkości całkiem nowa moda na gloryfikowanie artystów.
>Ta nowa moda trwa od renesansu.

Dlatego też nazwałem ją nową, chociaż ja napisałbym, że od drugiej połowy renesansu. Ale tak czy inaczej to dość nowy pomysł w historii ludzkości.

>>Nie lubisz memów XXI wieku bo są wulgarne, a Szekspir nie był wulgarny?
>Był. Nie tylko on. Historia sztuki pełna jest wulgaryzmów. François Rabelais był straszliwie wulgarny.

Bez wątpienia. Ogólnie wielu autorów którzy zapisali się do historii sztuki było podobnie traktowanych przez współczesnych jak autorka traktuje np. wspomnianą Meyer. Taki biedny Baudelaire też nie był poważany z powodu swojej twórczości, chociaż może z innej natury. Lovecraft też nie był traktowany poważnie, a koniec końców zapisał się obok Edgara Allana Poe.

Może odbiegam od tematu, bo nie rozumiem czemu obrazek na stronie internetowej, który porusza wyobraźnię dziesiątek milionów ludzi na świecie nie ma być traktowany jako dzieło sztuki tylko dlatego, że nie wywieszono go w galerii.

To zabawne że w kontekście tak szeroko rozumianego pojęcia jakim jest sztuka (i jednego z tych niewielu pojęć które do dziś nie doczekało się swojej definicji innej niż aksjomatyczna np. sztuka to obrazy, rzeźba itd.) autorka wyklucza te, które jej subiektywnie nie leżą.

Dlaczego? Czy to nie snobizm?

>Jest całe mnóstwo czynników, które decydują o wartości dzieła sztuki.

Ingarden pozazdrościłby wylewności w tym temacie.

Wiele koncepcji rozumienia pojęcia "dzieło sztuki" jest mi znanych i muszę z przykrością stwierdzić, że wszystkie są subiektywne. Co autor to własne pojęcie.


"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
07-03-2012 21:47 
 Ocena 1 na 1
MadameDeVoltaire (1428 punktów)
> Ale tak czy inaczej to dość nowy pomysł w historii ludzkości.

W sumie to koło to całkiem nowy pomysł w historii ludzkości.

Zmieniłam login, bo wszyscy myśleli, że jestem facetem.
Arystyp z Cyreny (6368 punktów)
>> Ale tak czy inaczej to dość nowy pomysł w historii ludzkości.
>W sumie to koło to całkiem nowy pomysł w historii ludzkości.

Nie. Koło powstało przed zbudowaniem piramid. Koło powstało jakoś 10 razy dawniej niż artystów przestano traktować jak zwykłych rzemieślników. Niektórzy szacują że nawet gdzieś 4000 l. p. n. e. na bliskim wschodzie.

Więc nie dość, że mutatio controversiae to strzał w stopę.

"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
07-03-2012 22:29 
 Ocena 1 na 1
MadameDeVoltaire (1428 punktów)

>Nie. Koło powstało przed zbudowaniem piramid. Koło powstało jakoś 10 razy dawniej niż artystów przestano traktować jak zwykłych rzemieślników. Niektórzy szacują że nawet gdzieś 4000 l. p. n. e. na bliskim wschodzie.

Tak się składa, że wiem, ale przy Twoim sposobie oceniania co była dawno a co niedawno to pomysł bardzo świeży, w końcu czym są cztery tysiące lat wobec wieczności...

Zmieniłam login, bo wszyscy myśleli, że jestem facetem.
Arystyp z Cyreny (6368 punktów)
>Tak się składa, że wiem, ale przy Twoim sposobie oceniania co była dawno a co niedawno to pomysł bardzo świeży, w końcu czym są cztery tysiące lat wobec wieczności...

Nie pisałem o wieczności ale o czasie istnienia człowieka na ziemi, który to jest znacznie krótszy od wieczności. Ile lat istnieje człowiek? 70-100 tys.? Z tego 400 lat to całkiem niewiele w przeciwieństwie do jakichś 6000 lat, kiedy niektórzy nawet posuwają się, że koło wynaleziono 10 tys. lat temu!

Tak jak z punktu widzenia geologa milion lat temu to też niedawno.

Ale istotą problemu nie były semantyczne rozważania nad słowem "niedawno", ale zwrócenie uwagi na fakt, że sztuka jest dość samozwańcza. Artyści i nie tylko cały czas definiują sztukę, mówiąc że to jest sztuka, a tamto to nie jest. Zawsze tak jest że konserwatyści odmawiają nowym gałęziom sztuki partycypacji wśród innych już zasłużonych tak jak sto lat temu było z kinem np.

Kto wie, może za sto lat będą wydawać książki (czy raczej ebooki) tj. historia sztuki memów internetowych

"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
07-03-2012 23:03 
 Ocena 2 na 2
MadameDeVoltaire (1428 punktów)

>Tak jak z punktu widzenia geologa milion lat temu to też niedawno.

No dobra, ale jak mówimy o artystach to nie mówmy z punktu widzenia geologa, w sumie to nie wiem czy nawet Lascaux jest na tyle "nowe" by być przedmiotem naszej miłej konwersacji

>Ale istotą problemu nie były semantyczne rozważania nad słowem "niedawno", ale zwrócenie uwagi na fakt, że sztuka jest dość samozwańcza. Artyści i nie tylko cały czas definiują sztukę, mówiąc że to jest sztuka, a tamto to nie jest. Zawsze tak jest że konserwatyści odmawiają nowym gałęziom sztuki partycypacji wśród innych już zasłużonych tak jak sto lat temu było z kinem np.
>Kto wie, może za sto lat będą wydawać książki (czy raczej ebooki) tj. historia sztuki memów internetowych

Akurat sztuka to jedna z niewielu dziedzin w której jestem tradycjonalistą, i tu muszę przyznać Ci rację-nowa sztuka potrzebuje wiele wysiłku aby zostać nazwana sztuką... szczerze powiedziawszy jak miałam kiedyś wystawę z innymi "Młodymi Twórcami" to byłam zbita z tropu pracą pewnego jegomościa, który powiesił na ścianie zardzewiałe grabie ogrodowe.

Nawet jeżeli będą, to będą mieć masę materiału do przetrząśnięcia bo wśród tych wszystkich memów może 10% jest jakieś ciekawe. Tak naprawdę denerwuje mnie ta kwejkowa moda. Gdzie nie pójdę na imprezę/spotkanie/cokolwiek
-Co się paczysz
-Fuck yeah
-Nakurwiam salto
-Mózg rozjebany
przecież już pawia można puścić od tego ciągłego papugowania każdego idiotyzmu, który ktoś wymyślił.

Zmieniłam login, bo wszyscy myśleli, że jestem facetem.
07-03-2012 23:27 
 Ocena 2 na 2
Lizergus (691 punktów)
Tak naprawdę denerwuje mnie ta kwejkowa moda. Gdzie nie pójdę na imprezę/spotkanie/cokolwiek
>-Co się paczysz
>-Fuck yeah
>-Nakurwiam salto
>-Mózg rozjebany
>przecież już pawia można puścić od tego ciągłego papugowania każdego idiotyzmu, który ktoś wymyślił.
One są tak katowane do znudzenia, aż przyjdą nowe memy. Swoją drogą ich historia i systematyka byłaby całkiem ciekawa. W pierwszej "generacji" to chyba były "osiemnastka" , "jestem hardkorem" i "ale urwał!".
07-03-2012 23:29 
 Ocena 1 na 1
MadameDeVoltaire (1428 punktów)

>W pierwszej "generacji" to chyba były "osiemnastka" , "jestem hardkorem" i "ale urwał!".

Z tego co mi wiadomo, to używanie ich teraz to obciach :<


Zmieniłam login, bo wszyscy myśleli, że jestem facetem.
08-03-2012 06:50 
 Ocena 1 na 1
Jack Zigeuner (408 punktów)
(zablokowany)
>Pusta ściana też bez wątpienia może być dziełem sztuki. Nie rozumiem czemu ją wykluczać.
Ja też nie rozumiem.
>>>Zresztą to jest w historii ludzkości całkiem nowa moda na gloryfikowanie artystów.
>>Ta nowa moda trwa od renesansu.
>Dlatego też nazwałem ją nową, chociaż ja napisałbym, że od drugiej połowy renesansu. Ale tak czy inaczej to dość nowy pomysł w historii ludzkości.
Jeśli udowodnisz, że malarze jaskiniowi nie byli gloryfikowani...
>>>Nie lubisz memów XXI wieku bo są wulgarne, a Szekspir nie był wulgarny?
>>Był. Nie tylko on. Historia sztuki pełna jest wulgaryzmów. François Rabelais był straszliwie wulgarny.
>Może odbiegam od tematu, bo nie rozumiem czemu obrazek na stronie internetowej, który porusza wyobraźnię dziesiątek milionów ludzi na świecie nie ma być traktowany jako dzieło sztuki tylko dlatego, że nie wywieszono go w galerii.
Ależ oczywiście, że może. Ale czy mu rozmawiamy o gustach czy o sztuce?
>To zabawne że w kontekście tak szeroko rozumianego pojęcia jakim jest sztuka (i jednego z tych niewielu pojęć które do dziś nie doczekało się swojej definicji innej niż aksjomatyczna np. sztuka to obrazy, rzeźba itd.) autorka wyklucza te, które jej subiektywnie nie leżą.
Może dlatego, że jest zbyt młoda by czynić subtelne rozróżnienia.
>Dlaczego? Czy to nie snobizm?
W jej przypadku nie należy tego wykluczać ponieważ widać jej lekceważący stosunek i ignorancję w temacie.
>>Jest całe mnóstwo czynników, które decydują o wartości dzieła sztuki.
>Ingarden pozazdrościłby wylewności w tym temacie.
www.racjonalista.pl/kk.php/s,7098
>Wiele koncepcji rozumienia pojęcia "dzieło sztuki" jest mi znanych i muszę z przykrością stwierdzić, że wszystkie są subiektywne. Co autor to własne pojęcie.
Pojęcie sztuki jest pojęciem płynnym, zmiennym.
07-03-2012 18:53 
 Ocena 2 na 2
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)

>Co sprawia że jedna książka ma większą wartość od drugiej? Czy lepszą książkę można zważyć?
Prosze o potraktowanie mojej poniższej wypowiedzi w oderwaniu od wątku (i kwestii snobizmu), a tylko "czepiającej się" dwóch powyższych pytań. A więc:

Można zważyć.

Tak, jak można porównywać ze sobą samochody (nawet z różnych klas). Tak, jak można porównywać ze sobą różne rodzaje środków transportu wewnątrz grupy "środków transportu". Itd itp.

Pozdrawiam

Prawdy dietetyczne:
Tłuszcz nośnikiem smaku.
07-03-2012 20:57 
 Ocena 1 na 1
Arystyp z Cyreny (6368 punktów)
>Można zważyć.Tak, jak można porównywać ze sobą samochody (nawet z różnych klas). Tak, jak można porównywać ze sobą różne rodzaje środków transportu wewnątrz grupy "środków transportu". Itd itp.

Bez wątpienia i nie o tym pisałem. Chodziło mi tylko o to, że wartości książek będą czysto subiektywne. Często na "wagę" może wpływać np. moda itp. itd.

Ja się pytam na jakiej podstawie autorka sugeruje, że niektóre książki nie są tymi, o których rozmawiają ludzie na poziomie.

Moje pytanie ma sens w odniesieniu do kwestii snobizmu i doskonale zdaję sobie sprawę, że rozpatrując je w oderwaniu od tego tematu samo z siebie wiele nie wnosi.

"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
W takim razie byłem offtopic.

Pozdrawiam

Prawdy dietetyczne:
Tłuszcz nośnikiem smaku.
08-03-2012 06:52 
 Ocena 1 na 1
Jack Zigeuner (408 punktów)
(zablokowany)
>Ja się pytam na jakiej podstawie autorka sugeruje, że niektóre książki nie są tymi, o których rozmawiają ludzie na poziomie.
Być może jest tak, że autorka nie umie o wszystkim rozmawiać na odpowiednim poziomie.
08-03-2012 09:56 
 Ocena 1 na 1
MadameDeVoltaire (1428 punktów)

>Być może jest tak, że autorka nie umie o wszystkim rozmawiać na odpowiednim poziomie.

A ten kolejny genialny wniosek to na podstawie czego? Znasz mnie przypadkiem?

Jak zawsze narzekam, że na digarcie wszyscy włażą sobie do tyłka, to tutaj, poza bardzo sympatycznymi ludźmi, jest masa osobników tak totalnie nieuprzejmych, nie wiem, czy są niespełnionymi filozofami/naukowcami, czy może poprzez docinanie ludziom na forach internetowych chcą pokazać jacy to nie są charakterrrrrni i cyniczni

Zmieniłam login, bo wszyscy myśleli, że jestem facetem.
08-03-2012 12:59 
 Ocena 1 na 1
Jack Zigeuner (408 punktów)
(zablokowany)
>>Być może jest tak, że autorka nie umie o wszystkim rozmawiać na odpowiednim poziomie.
>A ten kolejny genialny wniosek to na podstawie czego?
To jest przypuszczenie a nie wniosek.
08-03-2012 14:37 
 Ocena 2 na 2
MadameDeVoltaire (1428 punktów)

>To jest przypuszczenie a nie wniosek.

Zwał jak zwał, grunt że wyciągnięte z ciemnej części ciała.

Ale próbuj dalej, może Cię w końcu okrzykną mistrzem ciętej riposty

Zmieniłam login, bo wszyscy myśleli, że jestem facetem.
07-03-2012 21:34 
 Ocena 1 na 1
MadameDeVoltaire (1428 punktów)

>Nie rozumiem też przewijającej się raz po raz w temacie snobistycznej kultury. Nie lubisz memów XXI wieku bo są wulgarne, a Szekspir nie był wulgarny?

Uważasz, że nie ma różnicy pomiędzy wulgaryzmem użytym raz za czas świadomie jako środek stylistyczny, co sama często praktykuję a wulgaryzmem użytym z braku słownictwa? Podblokowy dialog rozważający problem pod tytułem "Je*ać psy" porównujesz do Szekspira?

Na temat memów XXI wieku padło kiedyś w mojej rozmowie z pewną osobą trafne hasło "poptrzoda", co by o nich więcej mówić. Ale może to tylko moja niechęć do mainstreamu.

>Co sprawia że jedna książka ma większą wartość od drugiej? Czy lepszą książkę można zważyć? A może im mniej osób ją rozumie tym bardziej jest przez Ciebie pożądana?

Nie, bo sama niektórych nie rozumiem i nie mam zamiaru udawać, że rozumiem. Nie dzielę książek w ten sposób. Każda książka rozwija wyobraźnię i coś wnosi, nawet te wszystkie "Zmierzchy". I w sumie, wbrew temu co mówię o nich i o harlequinach dla znudzonych gospodyń chwała, że ktoś takie tworzy. Jedyną książką, której nie byłam w stanie przetrawić bo była tak niemiłosiernie tępa był "Pamiętnik księżniczki" w podstawówce, tak to doceniam nawet "Cukiereczka" Diablo Cody, który z powodzeniem może służyć za przewodnik "Jak zostać striptizerką".

> Sam główny wątek, do którego przeczytania się zmusiłem, to jednostronna tyrada pełna subiektywnych utyskiwań. Realizacja tematu pyszna, pełna goryczy i na pewno podbudowuje samoocenę autorki.

Zadaniem moim było przedstawienie mojej opinii, nie robiłam ankiety na temat tego, co mam tam napisać. Realizacja tematu subiektywna, całkiem w moim stylu- pełna goryczy bo na ogół jestem niechętnie nastawiona do ludzi.

W wyciętych fragmentach wspominałam o tym, że nie uważam iż każdy powinien zgrywać inteligenta, jednocześnie jednak że wykształconymi powinni być ludzie, którzy kierują się na wyższe studia, które coraz łatwiej skończyć, czego efektem jest masa nauczycieli zaocznych magistrów z uniwersytetu w Krowojebowie, którzy nie potrafią zrealizować dobrze swojego przedmiotu.

Zmieniłam login, bo wszyscy myśleli, że jestem facetem.
08-03-2012 06:58 
 Ocena 1 na 1
Jack Zigeuner (408 punktów)
(zablokowany)
>Uważasz, że nie ma różnicy pomiędzy wulgaryzmem użytym raz za czas świadomie jako środek stylistyczny, co sama często praktykuję a wulgaryzmem użytym z braku słownictwa? Podblokowy dialog rozważający problem pod tytułem "Je*ać psy" porównujesz do Szekspira?
Gdybym był semiotykiem odpowiedziałbym.
>Ale może to tylko moja niechęć do mainstreamu.
Albo ignorancja.
07-03-2012 22:21 
 Ocena 2 na 2
liliac (147340 punktów)
>Nie rozumiem też czemu Meyer jest tak deprecjonowana.

Nie jest w niczym gorsza od harlekinów bez wampirów
neurosurgery (2484 punktów)
Nigdy nie przeczytałem lektury, niczego nie żałuję. Potrafię czytać jedynie książki czysto naukowe i popularnonaukowe, gdyż moim skromnym zdaniem nie jest warte zachwytu grzybobranie w "Panu Tadeuszu". Nie wiem o czym są "Dziady" i nie czuję się z tego powodu uboższy. Nie lubię też poezji, ale za to uwielbiam magię rzeczywistości. Ewolucja - to jest to! Poza tym, tak już mam, że dopiero po 4 sezonach serialu zapamiętuje nazwiska ich bohaterów, że po obejrzeniu odcinka, po 20 minutach nie wiem o czym był. Zapamiętuję jednakże to, co jest istotne, a że treści żadnej lektury, mimo streszczeń, nie pamiętam, to znaczy, że ważne w moim życiu nie były.

Ciekawi mnie czy jest tutaj ktoś taki, kto nie potrafi zapamiętywać tras, miejsc, twarzy, filmów i seriali? Życie jest trudniejsze, ale za to filmy w TV mi się nie nudzą.

Nie chcę wierzyć. Chcę WIEDZIEĆ.
07-03-2012 21:41 
 Ocena 1 na 1
MadameDeVoltaire (1428 punktów)

Też nie lubię Pana Tadeusza, też nie doceniam wielu lektur, którymi od wieków zachwycają się ci, którym udało się przez nie przebrnąć, ale nie mówiłam tu nic o lekturach, lektury to inna bajka. Swoją drogą teraz, w trzeciej klasie kiedy zrezygnowałam ze zdawania polskiego rozszerzonego też ich nie czytam, bo mam masę innej roboty na głowie.

Zmieniłam login, bo wszyscy myśleli, że jestem facetem.
08-03-2012 07:07 
 Ocena 4 na 4
Jack Zigeuner (408 punktów)
(zablokowany)
>Też nie lubię Pana Tadeusza,
Muszę się przyznać, że i ja nie przepadam za tym panem. Uwielbiam za to Zosię i Telimenę oraz księdza Robaka.
Arystyp z Cyreny (6368 punktów)
tl ; dr



"Mądrość jest dobrem, aczkolwiek jest pożądana nie sama dla siebie, ale z uwagi na konsekwencje"
Lizergus (691 punktów)
> Nie sposób pominąć w rozmyślaniach na temat ewentualnego upadku słowa czytanego nader gwałtownego
>rozwoju kinematografii. Nie ujmując, rzecz jasna, kultowym perełkom takim jak Powrót do przyszłości
>Roberta Zemeckisa czy Indiana Jones z fenomenalnym Harrisonem Fordem w roli głównej trudno
>zaprzeczyć, że fani ruchomego obrazu z roku na rok zalewani są powodzią bezwartościowych produkcji,
>które tak naprawdę do ich umysłów nic nowego nie wnoszą, a czasem nawet odmóżdżają.
Bez przesady, tyle filmów kręci się rocznie, że z pewnością znaleźć można wiele świetnych produkcji - nawet w mainstreamie (chociaż po obejrzeniu Transformersów można by mieć co do tego wątpliwości )
>Jeżeli dodać do
>tego sukces dubbingu i tak często spotykaną niepopularność napisów których oczywiście nie chce się
>czytać otrzymujemy obraz katastrofalny.
Dubbing w typowych filmach animowanych jest jak najbardziej ok. W "normalnych" filmach - . Lektora "nie zniese" - praktycznie usuwa się przez to jeden z kluczowych elementów gry aktorskiej - operowanie głosem.
07-03-2012 18:20 
 Ocena 1 na 1
Jack Zigeuner (408 punktów)
(zablokowany)
>Bez przesady, tyle filmów kręci się rocznie, że z pewnością znaleźć można wiele świetnych produkcji - nawet w mainstreamie
Dodam jeszcze, że panienka nie pamięta czasów, w których rzeczywiście nie było co oglądać. W wypożyczalniach wideo przeważały pornosy i filmy o karatekach. Teraz wystarczy pójść do kiosku żeby za kilka złotych kupić dobry film. A w kinach i na festiwalach jest tyle ambitnej produkcji filmowej, że czasem brakuje czau i pieniędzy żeby je wszystkie zobaczyć.
07-03-2012 21:44 
 Ocena 1 na 1
MadameDeVoltaire (1428 punktów)
A numer jeden to NIEZNISZCZALNI!!!


Zmieniłam login, bo wszyscy myśleli, że jestem facetem.
fiiś (1053 punktów)

> Haha, przecież ja w życiu nie przeczytałam żadnej książki - odpowiedziała mi kiedyś XXX o

Można by o wysokiej kulturze, jej funkcji różnicującej - jak ogon pawia.
I kulturze masowej - tej nieczytatej - zaspokajającej podstawowe, proste potrzeby.
Pisałem o tym na innym wątku, ale wydaje mi się, że warto spojrzeć na zjawisko nieczytania z innej strony.

Od strony funkcjonowania nowoczesnego społeczeństwa.
Współczesne zurbanizowane, podłączone do sieci społeczeństwo to jakby już inny gatunek człowieka.
Całkiem inaczej funkcjonuje. Funkcje społeczne ale i kulturowe przejmuje sieć i media wizualne.
Tu liczy się szybkie przetwarzanie obrazów w konwencji teledysku, selekcja informacji. W efekcie ograniczamy się do czytania nagłówków, abstraktów artykułu, szybkiej zmiany tematu. Ta kompetencja jest też coraz bardziej potrzebna w pracy zawodowej - jest zatem ewolucyjnie korzystna.
Oczywiście, coś, może bezpowrotnie tracimy.

Myślę więc, że czytanie pozostanie elitarne, już nie z racji dostępu, ale z konieczności zaangażowania się i poświęcenia czasu.
Statystycznie, pewnie nie mniej ludzi czyta niż dawniej. Jedynie inni są teraz bardziej widoczni w mediach i to oni kreują wzorce postępowania - niechciany efekt demokracji.
diogenes (42753 punktów)
>Czy wobec tego możliwym jest, aby kiedyś, w odległej przyszłości obraz zupełnie wyparł z kultury słowo pisane?

Nic nie wskazuje na to, aby ośrodki mowy w mózgu ulegały - w ewolucyjnej perspektywie - zanikowi. Około 60% kory mózgowej zaangażowane jest w przetwarzanie informacji wizualnej. Myślę, że przeszłość zdominowana była przez kulturę słowa (na początku było słowo...), ale obecnie zmienia się to na korzyść obrazu. W mózgu nie sposób rozdzielić słowa od obrazu. Zarówno defekt ośrodków mowy jak i ośrodków przetwarzania informacji wizualnej czyni z człowieka kalekę. Człowiek nabywa języka przy pomocy obrazów. - Co to jest? - pyta Ala wskazując na zwierzątko. - To jest kot - odpowiada mama. Obraz i słowo są jądrem socjalizacji człowieka.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
08-03-2012 23:55 
 Ocena 1 na 1
fiiś (1053 punktów)
>>Czy wobec tego możliwym jest, aby kiedyś, w odległej przyszłości obraz zupełnie wyparł z kultury słowo pisane?
>Nic nie wskazuje na to, aby ośrodki mowy w mózgu ulegały - w ewolucyjnej perspektywie zanikowi.

Niestety obecnie zmiany środowiska następują zbyt szybko żeby mogły uwidocznić się w perspektywie ewolucji biologicznej. One ujawniają się w ewolucji kulturowej, która przebiega o wiele szybciej, co wcale jeszcze nie znaczy, że obraz ma wyprzeć słowo pisane.

Może się tak jednak zdarzyć, gdyż obraz i komunikacja głosowa są ekonomiczniejsze w przekazywaniu informacji od komunikacji pisanej.

Pismo - zapis języka - do niedawna było jedynym dostępnym medium umożliwiającym utrwalanie i przekazywanie informacji. Kiedy zostało wymyślone było kamieniem milowym rozwoju cywilizacji pozwalając na akumulację wiedzy.
Ta sytuacja się zmieniła z chwilą wynalezienia innych zapisów.
To absolutnie nowa jakość powstała w skali ewolucyjnej bardzo niedawno!
Dlatego zmiany, które obecnie następują nie są przypadkowe.

Trzeba się zastanowić jak kolosalną zmianą jest komunikacja głosowa możliwa w dobie telefonów, a wkrótce syntezatorów mowy i w dobie komunikacji z udziałem akcesoriów internetowych.
Ronja (626 punktów)
NIKT SIĘ NIE RUSZA, CZYLI O ZANIKU KULTURY FIZYCZNEJ

"Oh, ale ja przecież nienawidzę sportu", oznajmiła mi ze śmiechem koleżanka J. J. ma kolorowe włosy, ciężkie buty i garbi się. Dostaje zadyszki po wejściu na drugie piętro po schodach i nie podbiega do autobusu, twierdząc, że to poniżej jej godności.

Zastanawiam się, co będzie z takimi, jak J., za lat dwadzieścia, skoro już dziś nie są w stanie zrobić skłonu i dotknąć palców stóp? W jakim stanie będą ich kręgosłupy i oczy po czytaniu tych wszystkich zakurzonych książek i godzinach spędzonych na pisaniu esejów? Czy przyszłość ludzkości to wózek inwalidzki i kołnierz ortopedyczny? Mam wrażenie, że nikt nie chce pamiętać o tym, że brak ruchu prowadzi do poważnych problemów zdrowotnych: otyłości, cukrzycy, bólów pleców i stawów, zaburzeń trawienia, nerwic i innych.

Na koniec mojej rozprawki chciałam napisać, że w zdrowym ciele zdrowy duch a młodzieży powinno wpajać się upodobanie do ruchu.

- - - - - - - - - -

MadameDeVoltaire, zluzuj trochę.
Przypuszczam, że twoi koledzy nie są aż tak głupi, jak ich tu próbujesz malować. A na pewno upodobanie do demotywatorów i kwejka nie świadczy o tym. Za parę lat zapewne odkryjesz, że co prawda nie czytają Woltera, ale studiują biochemię, mechatronikę i ekonomię. Poznasz też parę osób, które na Ciebie będą patrzeć z góry, bo Woltera to czytały w szóstej klasie. A przynajmniej ja miałam takie przeżycia

Ludzie mają różne uzdolnienia i talenty, niektóre osobiście cenię sobie bardziej, a inne mniej. Co nie znaczy, że jak nie cenię, to od razu debil.
09-03-2012 10:08 
 Ocena 2 na 2
MadameDeVoltaire (1428 punktów)

>"Oh, ale ja przecież nienawidzę sportu", oznajmiła mi ze śmiechem koleżanka J. J. ma kolorowe włosy, ciężkie buty i garbi się. Dostaje zadyszki po wejściu na drugie piętro po schodach i nie podbiega do autobusu, twierdząc, że to poniżej jej godności.
>Zastanawiam się, co będzie z takimi, jak J., za lat dwadzieścia, skoro już dziś nie są w stanie zrobić skłonu i dotknąć palców stóp? W jakim stanie będą ich kręgosłupy i oczy po czytaniu tych wszystkich zakurzonych książek i godzinach spędzonych na pisaniu esejów?

Rany, pomyślałam przez chwilę, że mówisz o mnie bo mam kolorowe włosy, noszę ciężkie buty, dużo czytam i piszę eseje. Szczęściem mam też sportowe zainteresowania i jak na razie skłony nie są dla mnie problemem.

Zanik kultury fizycznej to też jest problem, ale akurat tu poruszyłam zanik kultury umysłowej. Swoją drogą, jak widzę kolejne wymalowane gimnazjalistki-potworki obskakiwane przez tłumy równie potwornych chłopaków to zastanawiam się czy czegoś nie przespałam i nie wraca era Rubensa.

Rozmawiałam kiedyś ze znajomą, która jest bardzo podobna do tej którą opisałaś. Wychodzi z założenia, że częsty seks to dla niej wystarczający wysiłek fizyczny.

>Przypuszczam, że twoi koledzy nie są aż tak głupi, jak ich tu próbujesz malować. A na pewno upodobanie do demotywatorów i kwejka nie świadczy o tym.
>Ludzie mają różne uzdolnienia i talenty, niektóre osobiście cenię sobie bardziej, a inne mniej. Co nie znaczy, że jak nie cenię, to od razu debil.

Wiem o tym, nie cenię tylko humanistów. Cenię każdego, kto ma pasje, kto się czymś interesuje. Pisałam o ludziach których nie interesuje kompletnie nic, a całe liceum przelecieli na ściągach bo żadnego przedmiotu nie są w stanie się nauczyć chociażby trochę będąc nim zainteresowanym-znam i takich, nawet u nas w niby najlepszej szkole. Na studia pchają ich tylko ambicje rodziców.

Zmieniłam login, bo wszyscy myśleli, że jestem facetem.
BlackLife (121 punktów)
Zjawisko to jest przygnębiające, aczkolwiek coraz powszechniejsze. Jestem dumna, że moja inteligentna, choć niewykształcona (lecz nie papierek jest miarą inteligencji), matka wpoiła mi zawczasu miłość do książek. Jak tak przyglądam się ludziom, którzy mnie - o zgrozo - otaczają, to cieszę się, że jednak nie jestem do nich podobna.
Skoro występuje problem z przeczytaniem noweli, która ma tylko (a może aż) kilkanaście stron, to przebrnięcie przez powieść musi być nie lada wyczynem. Czytanie wprawdzie nie czyni z każdego człowieka kogoś lepszego i mądrzejszego, ale znacząco wpływa na jego rozwój. (Między innymi na umiejętność poprawnego pisania, która stanowczo zanika.)
Nie obwiniałabym o to jednak Internetu. Istnieją przecież strony, jak Racjonalista na przykład, które zdecydowanie mają na ludzi pozytywny wpływ. Problem tkwi w tym, w jaki sposób młodzież, a także inni ludzie, korzystają z tych zasobów.
Z pewnością trudno będzie zmienić powszechnie panującą opinię, że "książki są dla kujonów i pedałów", ale powinniśmy próbować. Inaczej przyszłość będzie jeszcze gorsza, niż aktualnie się zapowiada.
Nietsche (4548 punktów)
(zablokowany)
Leciał kiedyś taki film lata 60/70, Spacer w jesiennym deszczu czy coś podobnie. W rolach głównych A.Quinn i I. Bergman. Do ośrodka wypoczynkowego przyjechało małżeństwo, I.B. właśnie i jej mąż, naukowiec. Grek Zorba był takim człowiekiem do wszystkiego w tym ośrodku. Było to jesienią, zawiązała się miłość lub romans, między panią profesorową i konserwatorem Zorbą. Ale mi utkwiła w pamięci inna scena. Po przybyciu Antoni pomagał wnosić wszystkie bagaże do pokoju. Pan profesor natychmiast je wypakowywał a że miał wiele książek, układał je na regale. Antoni zapytał co oni zamierzają robić na tym urlopie. Na co pan profesor odpowiedział że będzie pisać książkę. Wtedy Antoni powłóczył zdziwionym wzrokiem po regale zapełnionym właśnie książkami i zapytał: ale po co, przecież ma ich pan tyle.
Wtedy zrozumiałem że nie muszę przeczytać wszystkich książek które ktoś kiedyś napisał.
Ners (12 punktów)
Autorka zamieściła tekst, który w pełni oddaje cechy współczesnej młodzieży, wszyscy zdajemy sobie z tego sprawę, że jest tak, a nie inaczej, kpimy sobie z głupoty, wszechogarniającej nas ciemnej masy. Czy jednak to ciągłe narzekanie, wyśmiewanie takich, a nie innych sposobów na spędzanie wolnego czasu, prowadzenie takiego, nie innego trybu życia prowadzi do czegoś konstruktywnego? Skoro uważamy się za tych lepszych, po co nam te wszystkie śmiechy i chichy z tych głupszych, przecież wyśmiewanie się nawzajem powinno być dla was ujmą, czy może dręczą was kompleksy lub inne? Ja sam zgadzam się z tym, że jest tragicznie. Sytuacja polskiej młodzieży jest klarowna - osiągnęła umysłowe dno, ocena oscyluje gdzieś między szambem, a zaschniętym błotem, ale nie sądzę by wyśmiewanie takiego, a nie innego stanu rzeczy mogłoby mi w czymś pomóc. Może zamiast tego powinniście starać się naprawić tych, którzy rokują lub sami wyrwać się z tego chłamu i żyć własnym, lepszym życiem. Ja starałem się rozmawiać na temat muzyki, lecz ta beznadziejna zasada: "O gustach się nie dyskutuje" nie pozwoliła mi osiągnąć niczego sensownego i poprzestałem na próbach naprawy świata. Skoro jesteście oczytani, osłuchani, obyci z kulturą, postarajcie się poszukać ludzi, którzy są jeszcze czegoś warci, w każdej grupie musi znaleźć się jakiś wyjątek, który jest czegoś wart. Starajcie się dokształcać. Jeżeli już świat realny nie dostarcza wam żadnej inteligentnej jednostki w promieniu 20 kilometrów od waszego miejsca zamieszkania, dajcie tu upust swojej inteligencji i wszelkim innym zaletom i dzielcie się! W internecie, gdzie wszyscy jesteśmy mniej więcej anonimowi, jest to przecież łatwiejsze. Sam chętnie porozmawiam o dobrym filmie, muzyce, książce. Nie pogrążajcie się jednak w tym beznadziejnym "hejtowaniu", bo jest beznadziejny, jak amen w pacierzu! Mi samemu brakuje kogoś bym mógł swobodnie gębę otworzyć, porozmawiać, pograć w szachy, zająć czas inaczej niż marnowanie go na przyjemności banalne i proste.
24-03-2012 21:34 
 Ocena 1 na 1
MadameDeVoltaire (1428 punktów)
To chyba mój najbardziej kontrowersyjny wątek na tym forum, jego echa już jakiś czas u mnie na poczcie dźwięczą.

Nie narzekam i nie wyśmiewam ciągle, dostrzegam też sporo ambitnych ludzi, miałam się ustosunkować do tego tematu w ramach konkursu to napisałam co wiedziałam i co zaobserwowałam bez recepty na to, co z tym najlepszego robić. Dokształcać, dokształcać, z tym, że ludzie o których pisałam nie są jakoś szczególnie otwarci na dokształcanie, gardzą i plują na każdą wiedzę, nieważne, czy to matma czy historia, ważne, że brzmi mądrze, jest obciachowe i nie przyszpanujesz tym przy przystojnym kolesiu/seksownej lasce. Niektórzy mi tu zarzucają że przeginam, ale chyba zapominają, że ja żyję wśród rówieśników i zaryzykuję stwierdzenie, że o młodzieży wiem więcej niż osoby dorosłe (wiadomo w jakim znaczeniu 'dorosłe', bo niby 'dorosła' to i ja jestem).
24-03-2012 22:27 
 Ocena 1 na 1
Ners (12 punktów)
>To chyba mój najbardziej kontrowersyjny wątek na tym forum, jego echa już jakiś czas u mnie na poczcie dźwięczą.
>Nie narzekam i nie wyśmiewam ciągle, dostrzegam też sporo ambitnych ludzi, miałam się ustosunkować do tego tematu w ramach konkursu to napisałam co wiedziałam i co zaobserwowałam bez recepty na to, co z tym najlepszego robić. Dokształcać, dokształcać, z tym, że ludzie o których pisałam nie są jakoś szczególnie otwarci na dokształcanie, gardzą i plują na każdą wiedzę, nieważne, czy to matma czy historia, ważne, że brzmi mądrze, jest obciachowe i nie przyszpanujesz tym przy przystojnym kolesiu/seksownej lasce. Niektórzy mi tu zarzucają że przeginam, ale chyba zapominają, że ja żyję wśród rówieśników i zaryzykuję stwierdzenie, że o młodzieży wiem więcej niż osoby dorosłe (wiadomo w jakim znaczeniu 'dorosłe', bo niby 'dorosła' to i ja jestem).

To przede wszystkim temat rzeka i nie ma sprawdzonej metody, żeby to zmienić. Śmiem twierdzić, że takiej recepty się nie znajdzie. Żyjemy w czasach regresu społeczeństwa i nie sądzę by w tej materii cokolwiek się zmieniło, choć strona taka jak ta, pokazuje, że jeszcze nie wszystko stracone i taką optymistyczną nowiną można dyskusję zakończyć.
28-03-2012 21:09 
 Ocena 1 na 1
Jack Zigeuner (408 punktów)
(zablokowany)
>Niektórzy mi tu zarzucają że przeginam, ale chyba zapominają, że ja żyję wśród rówieśników
Ty nie przeginasz. Twój stosunek do rówieśników jest bardzo podobny do bardzo aprobowanego tutaj stosunku wojowniczych ateistów z katolikami. Jest to stosunek pogardliwy opierający się na moralnym wywyższeniu jednego i intelektualnym poniżaniu drugiego.
29-03-2012 04:16 
 Ocena 5 na 5
maruda (5550 punktów)
>>Niektórzy mi tu zarzucają że przeginam, ale chyba zapominają, że ja żyję wśród rówieśników
>Ty nie przeginasz. Twój stosunek do rówieśników jest bardzo podobny do bardzo aprobowanego tutaj stosunku wojowniczych ateistów z katolikami. Jest to stosunek pogardliwy opierający się na moralnym wywyższeniu jednego i intelektualnym poniżaniu drugiego.

Proszę wskaż jak modelowo powinni zachowywać się ci "wojowniczy ateiści" wobec katolików i wszelkich innych przedstawicieli religii na tym portalu, uwzględniając oczywiście całe spektrum wierzących w tym ewangelizatorów. Przyznam że sam mam z tym kłopot, bo czasami chcę odpowiedzieć takiemu wierzącemu, tylko że odpowiedź nie przechodzi pozytywnej weryfikacji mojej wewnętrznej cenzury. Czy w takim wypadku brak publicznej odpowiedzi jest równoznaczny z przyznaniem racji wierzącemu? Poczekam na odpowiedź.
29-03-2012 08:45 
 Ocena 3 na 3
Przemek J. (3008 punktów)
Nie lubię publikować takich pustych wypowiedzi, ale tym razem nie mogłem się powstrzymać: dokładnie tak. Szkoda, że tylko jednego plusa mogę dać. Pod Twoją wypowiedzią zabrakło mi tylko obrazka, tego popularnego jakiś czas temu, z wojującym islamistą, katolikiem i ateistą.

Tonący cynizmu się chwyta. [P. Jarocki]
29-03-2012 18:39 
 Ocena 1 na 1
MadameDeVoltaire (1428 punktów)
Nie gardzę, uważam natomiast, że jak ktoś ma w poważaniu wszelką wiedzę i manifestuje wszem i wobec swoją niechęć do jej zdobywania to stoi przed nim masa zawodów, które jej nie wymagają-ale nie! Czy z ambicji rodziców czy jakiegokolwiek innego powodu oni wszyscy chcą być yntelektualistami. A nie ma żadnego problemu w tym żeby skończyć płatne studia w Krowojebowie i być wyelce magystrem.

Ja tam nie popieram tej agresywności wobec oponentów, przeciwnie, uważam, że trochę polemiki by się na tym forum przydało.

Wróć do listy wątków działu Kultura
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365