Racjonalista - Strona głównaDo treści
Bóg jako potrzeba, tylko do diabła czyja?

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » O wszystkim i o niczym
NapisanoAutorTytuł
01-12-2010 15:50spellbinder (8577 punktów)Bóg jako potrzeba, tylko do diabła czyja?
Ocena 11 na 11
Wielokrotnie można usłyszeć, że koncept boga miał służyć człowiekowi do wytłumaczenia pewnych zachodzących w otoczeniu zjawisk. Bóg jest przedstawiany jako byt, który powstać musiał, gdyż ludzie są wręcz psychologicznie uwarunkowani, aby sobie takiego "wytłumacznika" stworzyć.

Ale wiecie co? Czy obserwując ludzi możemy dojść do wniosku, że są oni tak bardzo nastawieni na odpowiadanie sobie na rozmaite pytania? W dzisiejszym świecie, przy dzisiejszej znajomości nauk, odpowiedzi mamy na wyciągnięcie ręki. Człowiekowi jednak wystarczy podstawowa wiedza o istnieniu pewnych rzeczy, ale zgłębianie zasad ich działania już nie bardzo leży w sferze zainteresowań.

Ot choćby taki telewizor. Ilu ludzi faktycznie wie jak działa telewizor? Ilu ludzi zastanawiało się nad działaniem silnika? Podstawowa wiedza o fizyce jest niektórym kompletnie nieznana, i nie mówię tutaj tylko o absolutnej nieznajomości tematu szeroko pojętej "elektryczności", ale nawet tak banalnego wierzenia, że "cięższe szybciej spada".

Gdyby rzeczywiście człowiek - jako istota - był nastawiony na zdobywanie wiedzy, nie ustałby, póki nie nauczyłby się wszystkiego co jest w zasięgu (a czego nauczenie się nie wymaga wcale dużych nakładów pracy). A tak - jest cała masa sfer, w których brak wiedzy odbija się negatywnie na jednostce.

Uważam, że koncept boga wcale nie powstał w celu wyjaśniania, bo i zwykły człowiek nie ma potrzeby niczego wyjaśniać. Jest bo jest. Używa taki komputera każdego dnia, ale zasady działania nigdy nie pozna, odpowiedź go nie interesuje, bo i pytania nigdy nie zadał.

Jedynie niewielki procent populacji jest zainteresowany odkrywaniem zasad działania wybranych elementów otaczającego go świata. Niewielki procent ma zasoby poznawcze mogące wesprzeć go w odkrywaniu.

A bóg - jak mi się wydaje - jest rzeczą, która pozwala zdobyć przewagę nad innymi ludźmi. Po zauważeniu kilku zależności, nowo powstały kapłan zyskuje znakomitą przewagę nad innymi ludźmi. Dlatego też bóg nie służył nigdy do wyjaśnienia, jedynie do podania gotowych odpowiedzi i straszenia współplemieńców, co objawiało się bezpośrednimi korzyściami dla osoby "duchowej".
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

malinmac (353 punktów)
Dla mnie zawsze było jasne, że wszelcy bogowie zostali wymyśleni przez panujące klasy, kapłanów itp. Ktoś bardzo dawno zauważył strach ludzi przed nieznanym. Czary, gusła, obrządek to wszystko było wykorzystywane do manipulacji ludźmi. Do tego jeszcze przynależność do grupy, tak ważna dla człowieka jako istoty społecznej i z drugiej strony strach przed odrzuceniem, innością. To wszystko sprytnym pozwalało podporządkować sobie tysiące i setki tysięcy ludzi, gotowych oddać życie za wiarę, bóstwo, wodza, który niejednokrotnie pretendował do roli boga. Do dziś istnieją społeczeństwa gdzie kult jednostki jest praktykowany, choćby Korea Pn. Owszem niektórzy potrafią przejrzeć na oczy, uciekają ze swojego kraju, ale większość koreańczyków czci swojego wodza jak boga. Tak więc religia to władza nad masami, tego nikt dobrowolnie się nie zrzeka, a już na pewno nie ci uprzywilejowani jak wodzowie czy kapłani.
02-12-2010 12:25 
 Ocena 2 na 2
Koraszewski (82900 punktów)
>Dla mnie zawsze było jasne, że wszelcy bogowie zostali wymyśleni przez panujące klasy<
Litości. Wszystkie książki SF zostały napisane przez panujące klasy. Nie należy sobie robić aż tak łatwo (chociaż mózg ludzki ma tendencję do pospiesznych, nazbyt szerokich generalizacji). Religie są systematycznie przez władze (klasy panujące) instrumentalizowane. Świetnie służą jako mechanizm podporządkowania sobie społeczeństwa. Z wymyśleniem jednak nie jest tak prosto. Podobnie jak z sztuką zanim powstał mecenat możnych nad sztuką, możni musieli zauważyć, że sztuka istnieje i że może się opłacać wspieranie artystów.
Ojciec Lesiotr (6102 punktów)
>ludzie
>są wręcz psychologicznie uwarunkowani, aby sobie takiego "wytłumacznika" stworzyć.

Ludziom najczęściej wystarcza świadomość, że ktoś coś za nich zrobi.

Ktoś zrobił komputer, ktoś go w razie potrzeby naprawi - i to wystarczy.
Ktoś kieruje światem, będzie mnie kochał zawsze, zadba o mnie i o moja duszę (Bóg i kapłan zadba) - i wystarczy wiedzy.

Jednostki tylko są "ciekawe bardziej" - i to jednostki popychają rozwój cywilizacji.
Inne jednostki są za to bardziej cwane (kapłani, politycy) - i wykorzystują te wszystkie mechanizmy dla swojej wygody, przy okazji popychając rozwój religii.

W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
diogenes (42753 punktów)
>koncept boga miał służyć człowiekowi do wytłumaczenia pewnych zachodzących w otoczeniu zjawisk.

Wyjaśniająca (powiedzmy - teoretyczna) rola pojęcia boga to jeden z wielu powodów jego stworzenia. Innym powodem (praktycznym) była władza kapłanów. Jeszcze inne powody są natury psychologicznej (lęk, pragnienie trwania).

>Człowiekowi jednak wystarczy podstawowa wiedza o istnieniu pewnych rzeczy, ale zgłębianie zasad ich działania już nie bardzo leży w sferze zainteresowań.

Dokładnie. Wielu ludzi oczekuje, że problemy ich egzystencji rozwiąże fachowiec, np. proboszcz.

>Uważam, że koncept boga wcale nie powstał w celu wyjaśniania, bo i zwykły człowiek nie ma potrzeby niczego wyjaśniać. Jest bo jest.

Zgoda. Racje teoretyczne idei boga są mało istotne. Kościół (np.katolicki) doskonale rozumie, że musi mieć bogatszą ofertę, aniżeli tylko prostą dewocję. Bierze również pod uwagę bardziej inteligentnego konsumenta spraw ostatecznych, ale to nie on stanowi trzon bożego ludu. Najlepiej wyraził to Savonarola: byle baba wie więcej o wierze niż Platon. Dla dogmatyka (i to nie tylko religijnego) rozum był, jest i będzie zawsze podejrzany.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
spellbinder (8577 punktów)
>Wyjaśniająca (powiedzmy - teoretyczna) rola pojęcia boga to jeden z wielu powodów jego stworzenia. (...) Jeszcze inne powody są natury psychologicznej (lęk, pragnienie trwania).

No i właśnie o te elementy mi chodzi. Ludzie mają te swoje niby lęki, ale często sami świadomie prowokują sytuacje w których ich życie bądź zdrowie jest zagrożone. Nie widzi niebezpieczeństwa facet, który pijany łazi po rusztowaniu na budowie. Nie boją się ci, którzy jarają fajki ani ci, którzy z premedytacją łamią przepisy BHP.

Jest więc nie tyle "jak trwoga to do boga", ale "jak jesteś w du**e to do boga". Ale ktoś im tego boga musiał dać, bo sami z siebie nigdy by go nie wymyślili. Bo też i nie mają potrzeby wyjaśniania.

Ja to widzę tak - jeden koleś wymyślił sobie narzędzie do zdobycia władzy i masy muszelek, a ciemny lud tylko reagował - nie z potrzeby psychologicznej posiadania boga, a z potrzeby podporządkowania się autorytetowi. Z potrzeby posiadania lidera.

>Dokładnie. Wielu ludzi oczekuje, że problemy ich egzystencji rozwiąże fachowiec, np. proboszcz.

Religia ma także funkcję tworzenia problemów, których nie ma w rzeczywistości
maryo11 (266 punktów)
(zablokowany)
A ja bym jeszcze dodał do tej potrzeby - lenistwo i lęk .Tak jak pisałeś ,że znaczna część każdego społeczeństwa nie jest zainteresowana poszukiwaniem i zgłębianiem zasad "jak to działa , jak to jest zrobione " - dla nich bóg był ,jest wytłumaczeniem wszelkich dylematów - czy to moralnych czy zagadek otaczającego świata . To lenistwo umysłowe.
Teraz o lęku - strachu przed samodzielnym (bez wsparcia tego "wszechmogącego"):życiem i podejmowaniem decyzji,przed odpowiedzialnością czy też przed śmiercią .Bóg jako proteza i podpora psychiczna pozwala lękliwym ludziom w miarę normalnie funkcjonować .Ale "coś" za "coś" - religia daje ułudę szczęścia , zabierając wiele : samodzielność myślenia bez dogmatów, ograniczenia i zakazy w tak wielu sferach ,że aż wymieniać się nie chce .
Wnioski.Ateizm jest dla silnych psychicznie i nie leniwych umysłowo ludzi ,pozostali muszą zadowolić się... bogiem !
Saluto
01-12-2010 19:09 
 Ocena 3 na 3
spellbinder (8577 punktów)
>A ja bym jeszcze dodał do tej potrzeby - lenistwo i lęk.

Czasami patrzę na małe dzieci i zauważam, że nie ma w nich nawet cienia lenistwa, dzieci bardzo chętnie przyswajają nową wiedzę, czy dążą do aktywności fizycznej. Mam wrażenie, że lenistwo jest przypadłością kulturową, którą dzieci nabywają w drodze obserwacji.

>Tak jak pisałeś ,że znaczna część każdego społeczeństwa nie jest zainteresowana poszukiwaniem i zgłębianiem zasad "jak to działa , jak to jest zrobione " - dla nich bóg był ,jest wytłumaczeniem wszelkich dylematów - czy to moralnych czy zagadek otaczającego świata . To lenistwo umysłowe.

I tutaj myślę, że "zwykły" zjadacz chleba nie ma absolutnie żadnej potrzeby wyjaśnienia zjawisk zachodzących w przyrodzie. Chce je poznać, to fakt, jest nimi zainteresowany, ale nie ma potrzeby wytłumaczenia tego - bo po co?

Bóg z kolei został im narzucony z góry, od przywódców. Większość ludzi ma naturalną potrzebę podporządkowania się autorytetowi, nie chce decydować.

>Teraz o lęku - strachu przed samodzielnym (bez wsparcia tego "wszechmogącego"):życiem i podejmowaniem decyzji,przed odpowiedzialnością czy też przed śmiercią .

Samodzielność w większości przypadków w ogóle nie wchodzi w grę. Przemyślenia na temat życia ludzi nie interesują - oni chcą dostać gotowe odpowiedzi od lidera, który będzie w stanie ich porwać swoją charyzmą. Byle jakie głupoty łykną. Chcą się zjednoczyć, wejść w strukturę jakiejś grupy.

Inna sprawa to strach przed śmiercią. Człowiek boi się śmierci, ale w większości wypadków tylko w jej obliczu. Jak jest chory na raka to się boi, bo wie że może umrzeć - nie boi się jej z kolei sięgając po kolejną paczkę fajek. Śmierć jest wtedy zbyt abstrakcyjna, także uważam, że ograniczenie strachu przed śmiercią nigdy nie mogło być faktycznym powodem do powstania idei boga, bo i ludzie odczuwają ją niezmiernie rzadko.

Życie pozagrobowe pełni funkcję marchewki i kija. Jak będziesz grzeczny, to pójdziesz do nieba.

>Bóg jako proteza i podpora psychiczna pozwala lękliwym ludziom w miarę normalnie funkcjonować.

Ja bym powiedział, że właśnie jest na odwrót - to idea boga ma człowiekowi przypominać o śmierci. To właśnie ona ma dezorganizować jego naturalne sposoby radzenia sobie z napięciem. Ma sprawić, że zdrowy człowiek, który ani myśli rozmyślać o śmierci, będzie się zastanawiał. W tym właśnie celu wisi po kościołach ten trup nad ołtarzem. Bez niego normalny człowiek o śmierci nawet nie pomyśli, co najwyżej czasami zobaczy i za chwilę zapomni.
02-12-2010 11:08 
 Ocena 4 na 4
Scorp (5381 punktów)
>Czasami patrzę na małe dzieci i zauważam, że nie ma w nich nawet cienia lenistwa, dzieci bardzo chętnie przyswajają nową wiedzę, czy dążą do aktywności fizycznej. Mam wrażenie, że lenistwo jest przypadłością kulturową, którą dzieci nabywają w drodze obserwacji.

Chyba nie jest tak. Młode w każdym gatunku ssaków (szczególnie stadnych) wykazują większą ruchliwość fizyczną i poznawczą. Aktywność pozwala im szybciej się rozwinąć i nabyć właściwych umiejętności, żeby zająć jak najlepsze miejsce w grupie i nadążyć za stadem, unikając niebezpieczeństw. W wieku dojrzałym aktywność intelektualna się zmniejsza a fizyczna przenosi się na walkę, odżywianie i rozmnażanie. Jest to proces raczej genetyczny i ewolucyjny niż kulturowy. Gapowate młode są łatwiejsze do upolowania, ot co.
>
Cudofix (138 punktów)
Bóg, jako odpowiedź na wszystko czego jeszcze nie wie nauka, jest wtłaczany człowiekowi od dziecka. Wierni mają odpowiedź zanim jeszcze staną się zdolni do zadawania pytań.
Takie uwolnienie od szukania odpowiedzi na egzystencjalne pytania daje przeciętnemu człowiekowi więcej czasu na inne aktywności, bardziej przydatne i związane z przetrwaniem. Myślę, że skupienie się na bezpośrednim przetrwaniu, pracy i odpoczynku, daje ewolucyjną przewagę nad ludźmi, którzy szukają odpowiedzi na pytania niezwiązane z przekazywaniem genów. Filozofowanie przeciętnemu człowiekowi nie da pieniędzy na utrzymanie rodziny, a poza tym zabiera cenny czas i nierzadko prowadzi do depresji.

Jeśli chodzi o poszukiwanie technicznej wiedzy naukowej o otaczającym nas świecie, sytuacja wygląda podobnie. Wiedza ogólna nie jest ceniona nigdzie poza teleturniejami. Chcesz zarabiać więcej, musisz być specjalistą w jakiejś dziedzinie, najlepiej bardzo dobrym. Dla programisty lepiej zgłębić kolejny język programowania niż poznać jak rozmnażają się chrząszcze. Dla lekarza lepiej przeczytać artykuł o nowych metodach chirurgicznych niż o powstawaniu czarnych dziur. Im bardziej chcesz mieć głębszą wiedzę w danej dziedzinie, tym bardziej musisz rezygnować z innych obszarów.

Dzisiaj ludzie nie mają nawet czasu na zadawanie sobie pytań, a co dopiero mówić o szukaniu odpowiedzi. Człowiek wychodzi rano do pracy, wraca wieczorem i nie ma sił fizycznych ani psychicznych do dodatkowego pogłębiania wiedzy o świecie. Głowa dodatkowo prawie zawsze jest zaprzątnięta kredytami, rachunkami, kłopotami rodzinnymi, wyścigiem szczurów itp.

Może dużo do powiedzenia ma tutaj jeszcze zwierzęcy instynkt do leniuchowania. Masz pełny brzuch i samicę, to się nie wysilaj, oszczędzaj energię. Przecież gepard po upolowaniu antylopy, nie będzie jak głupi biegał z prędkością 110 km/h po sawannie tylko dla przyjemności. Ma czego chciał, to oszczędza energię i leży do góry brzuchem.
Nie opłaca się poznawać budowy telewizora, bo pewnie tak i tak nie dam rady samemu takiego zbudować, a poza tym Chińczycy wyprodukują mi taki za 200 zł. Lepiej zająć się czymś innym, np. seksem
01-12-2010 19:16 
 Ocena 2 na 2
spellbinder (8577 punktów)
>Może dużo do powiedzenia ma tutaj jeszcze zwierzęcy instynkt do leniuchowania. Masz pełny brzuch i samicę, to się nie wysilaj, oszczędzaj energię. Przecież gepard po upolowaniu antylopy, nie będzie jak głupi biegał z prędkością 110 km/h po sawannie tylko dla przyjemności. Ma czego chciał, to oszczędza energię i leży do góry brzuchem.

Kotowate są raczej słabo wydajne energetycznie, stąd ta ich rozlazłość. Zwykły kot niemiłosiernie szybko się męczy. Ma siłę na kilka skoków, jest silny, ale tylko na krótką metę.

Człowiek z kolei jest przystosowany do długotrwałego wysiłku, co więcej - ten wysiłek jest mu potrzebny, oraz przyjemny. Z tym, że aktywności fizycznej trzeba się nauczyć. Zwierzętom takim jak pies czy koń odbija jeśli nie mogą się wyżyć fizycznie.
01-12-2010 20:04 
 Ocena 6 na 6
diogenes (42753 punktów)
>Człowiek wychodzi rano do pracy, wraca wieczorem i nie ma sił fizycznych ani psychicznych do dodatkowego pogłębiania wiedzy o świecie. Głowa dodatkowo prawie zawsze jest zaprzątnięta kredytami, rachunkami, kłopotami rodzinnymi, wyścigiem szczurów itp.

Homo zapierdalantus.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
03-12-2010 11:43 
 Ocena 1 na 1
Guzik (2020 punktów)
[...] Jeśli chodzi o poszukiwanie technicznej wiedzy naukowej o otaczającym nas świecie, sytuacja wygląda podobnie. Wiedza ogólna nie jest ceniona nigdzie poza teleturniejami. Chcesz zarabiać więcej, musisz być specjalistą w jakiejś dziedzinie, najlepiej bardzo dobrym. Dla programisty lepiej zgłębić kolejny język programowania niż poznać jak rozmnażają się chrząszcze. Dla lekarza lepiej przeczytać artykuł o nowych metodach chirurgicznych niż o powstawaniu czarnych dziur[...]

Tutaj widzę błędy w naszej i nie tylko, edukacji. Nauczyć na pamięć np. anatomii człowieka, wypraktykować techniki operacyjne, wiedzieć z grubsza o świecie, bo kiedyś się wykuło na pamięć i inaczej nie zdałoby się matury... Ale nie umieć połączyć tej wiedzy w jedną logiczną całość. Nie umieć myśleć w sposób abstrakcyjny. Ktoś, kto sam tego nie umie, nie nauczy innych (vide nauczyciele).
Ścisła specjalizacja jest obecnie konieczna, ale moim zdaniem, nie przeszkadza w pojęciu i zrozumieniu mechanizmów naszego świata, fenomenu przyrody i techniki.
Madman (7811 punktów)
>Jedynie niewielki procent populacji jest zainteresowany odkrywaniem zasad działania wybranych elementów otaczającego go świata. Niewielki procent ma zasoby poznawcze mogące wesprzeć go w odkrywaniu.
Masz rację. Jeżeli ktoś ma chęć i kompetencje do tego, żeby odkrywać otaczający go świat, to raczej nie zadowoli się takim "wyjaśniaczem" jak Bóg.
Sir Frazer nazwał magię "bękarcią siostrą nauki" z tej prostej przyczyny, że ludzie pierwotni mieli chęć odkrywania, ale brakowało im kompetencji, przez co popełniali proste błędy logiczne. Religia, jako kolejne stadium, odrzuca magię, ale wciąż opiera się na podobnych błędach w myśleniu, które zostają wyeliminowane dopiero wraz z wypracowaniem naukowego modelu kultury.
01-12-2010 20:07 
 Ocena 1 na 1
diogenes (42753 punktów)
>Religia, ... odrzuca magię, ale wciąż opiera się na podobnych błędach w myśleniu, które zostają wyeliminowane dopiero wraz z wypracowaniem naukowego modelu kultury.

Przesada. Błąd jest losem człowieka. Również naukowca.


Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
01-12-2010 20:19 
 Ocena 5 na 5
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>Masz rację. Jeżeli ktoś ma chęć i kompetencje do tego, żeby odkrywać otaczający go świat, to raczej nie zadowoli się takim "wyjaśniaczem" jak Bóg.

Chęć i kompetencje z wiarą w Boga kłócić się nie muszą. U wielu poważnych naukowców jedno z drugim jakoś koegzystuje - choć przyznam, iż mnie z gruntu dziwaczna i odstręczająca się taka koegzystencja wydaje.
Co do "wyjaśniacza" - jak sądzę, mało kto z wierzących (bez względu na ich kompetencje naukowe lub też brak takowych) potrzebuje Boga jako "wyjaśniacza" właśnie. Inne potrzeby są tutaj czynne.

>Sir Frazer nazwał magię "bękarcią siostrą nauki" z tej prostej przyczyny, że ludzie pierwotni mieli chęć odkrywania, ale brakowało im kompetencji, przez co popełniali proste błędy logiczne. Religia, jako kolejne stadium, odrzuca magię, ale wciąż opiera się na podobnych błędach w myśleniu, które zostają wyeliminowane dopiero wraz z wypracowaniem naukowego modelu kultury.

Litości - tylko nie to. Te koncepcje Frazera (jak i wiele innych zresztą) to już od dawna muzealne ramotki tylko.
Magia zdecydowanie nie jest nauką (czy też inżynierią), tylko głupią.
Dawno spostrzeżono, że "dziki" odprawiający magiczne rytuały przy np. polowaniu czy budowie domu, jednocześnie nie zaniedbuje żadnej z realnie potrzebnych dla powodzenia przedsięwzięcia czynności - przygotowania łuku i strzał, odpowiedniego podchodzenia zwierzyny, właściwego zabezpieczenia konstrukcji etc.
Z drugiej strony: dzisiejszy człowiek (posługujący się magią równie często jak "dziki") oszpecając wizerunki nielubianych polityków na plakatach czy też uciekając się do ochronnego milczenia (w czasie podróży samolotem raczej nie rozmawia się o katastrofach lotniczych) - także nie spodziewa się "realnego" wpływu na fakty.
Rzecz - znów - na całkiem innych mechanizmach się opiera.

Harahefet sh'eli mele'ah betzlofahim
Ania... (14138 punktów)
>A bóg - jak mi się wydaje - jest rzeczą, która pozwala zdobyć przewagę nad innymi ludźmi. Po
>zauważeniu kilku zależności, nowo powstały kapłan zyskuje znakomitą przewagę nad innymi ludźmi.
Pozwolę sobie od końca tak. Oczywiście, wpływ pewnych klas społecznych na resztę, oparty na religii nie jest chyba do obalenia. Pytanie raczej - czy to jedyny mechanizm.
> Człowiekowi jednak wystarczy podstawowa wiedza o istnieniu
>pewnych rzeczy, ale zgłębianie zasad ich działania już nie bardzo leży w sferze zainteresowań.
Teraz może tak - mamy tę podstawową wiedzę. Człowiek pierwotny, ba, jeszcze bagatela 10 tysięcy lat temu, tej wiedzy podstawowej nie miał. Nie miał pojęcia dlaczego słońce wschodzi i dlaczego rzeka wylewa. Dlaczego raz pada śnieg, a raz są upały. W zasadzie nie wiedział promila tego, co wie teraz przeciętna osoba. I to raczej braki tej właśnie podstawowej wiedzy uzupełniał. Nam wystarczy ogólny pogląd - będzie padać, bo tak mówią w TV. Uprościliśmy to do niezbędnego minimum. Ale dotarcie do tego momentu wymagało ogromnej pracy. Możemy spodziewać się, że w pewnym momencie klasa mająca większą wiedzę wykorzystywała religię do swoich celów, jak choćby znajomość kalendarza i systemu wylewów Nilu, albo przewidywania zaćmień słońca. Ale sądzę, że wcześniej, zanim tą wiedzę zdobyli, faktycznie mogli doszukiwać się przyczyn sprawczych.

Dodatkowo - człowiek ma tendencję doszukiwania się wzorców. Obecnie wystarczy nam wzorzec - prognoza na onecie mówi, że będzie lało i leje - a więc można ufać onetowi. Jak to działa? Ano siedzą, analizują obraz z satelitów i wiedzą. Kiedyś takich wzorców nie było. Mogli przyuważyć, że po imprezie tanecznej padało, a więc może taniec tak poskutkował? A skoro poskutkował, to jak?
>Gdyby rzeczywiście człowiek - jako istota - był nastawiony na zdobywanie wiedzy, nie ustałby, póki
>nie nauczyłby się wszystkiego co jest w zasięgu (a czego nauczenie się nie wymaga wcale dużych
>nakładów pracy).
Myślę, że nie doceniasz ogromu wiedzy, jaką posiada przeciętny człowiek w porównaniu z pierwotnym. Poza tym doszukiwanie się wzorców nie oznacza przymusu poszerzania wiedzy do nieskończoności, kosztem wszystkiego. Ważne, aby uporządkować sobie istotne sprawy. Myślę, że teraz rozważamy daleko bardziej drobiazgowe zagadnienia, niż kiedykolwiek się ludziom śniło. A czy robi to Kowalski... Kowalski widocznie poczuł się bezpieczny po odkryciu onetu albo dziennika TV.
spellbinder (8577 punktów)
>Pozwolę sobie od końca tak.

Spoko

>Oczywiście, wpływ pewnych klas społecznych na resztę, oparty na religii nie jest chyba do obalenia. Pytanie raczej - czy to jedyny mechanizm.

Uważam, że tak.

>Teraz może tak - mamy tę podstawową wiedzę. Człowiek pierwotny, ba, jeszcze bagatela 10 tysięcy lat temu, tej wiedzy podstawowej nie miał. Nie miał pojęcia dlaczego słońce wschodzi i dlaczego rzeka wylewa.

Rzeka wylewa, bo pada deszcz - to akurat chyba rozumieli. Ale rzecz taka jak błyskawica - mam takie wrażenie, że większość ludzi nie ma zielonego pojęcia skąd to się bierze.

W tamtych czasach człowiek miał też nieco inną wiedzę, potrafił sobie zakonserwować mięso, wiedział która roślinka jest trująca, które zwierzę niebezpieczne - a dzisiaj ludzie nie mają również zielonego pojęcia o tym dlaczego np. taki grzechotnik zabija, co to jest ten "jad". Odpowiedź na wyciągnięcie ręki, ale sięgać się już nie chce. I właśnie o to chodzi.

>Dlaczego raz pada śnieg, a raz są upały. W zasadzie nie wiedział promila tego, co wie teraz przeciętna osoba.

O upałach może nie wiedział, ale miał też znacznie większą wiedzę o przetrwaniu w warunkach naturalnych, o konserwowaniu żywności, o wytwarzaniu ubrań - nie miał dostępu do informacji dlaczego to co robi działa, ale to tak jak dziś - dlaczego jak włączamy światło, to żarówka zaczyna świecić? Bo tak

>Myślę, że nie doceniasz ogromu wiedzy, jaką posiada przeciętny człowiek w porównaniu z pierwotnym. Poza tym doszukiwanie się wzorców nie oznacza przymusu poszerzania wiedzy do nieskończoności, kosztem wszystkiego. Ważne, aby uporządkować sobie istotne sprawy. Myślę, że teraz rozważamy daleko bardziej drobiazgowe zagadnienia, niż kiedykolwiek się ludziom śniło. A czy robi to Kowalski... Kowalski widocznie poczuł się bezpieczny po odkryciu onetu albo dziennika TV.

Ogrom jest tej wiedzy dostępnej - ale nie wydaje mi się, aby był to również ogrom informacji zgromadzonych przez dowolnego człowieka. Znaczna większość nie zna świata lepiej niż ten człowiek pierwotny - zna więcej "bajerów", musi opanować inne umiejętności, ale dalej nie ma potrzeby zgłębiania tajników zasady działania używanych przez siebie urządzeń.
01-12-2010 23:04 
 Ocena 2 na 2
Ania... (14138 punktów)
>>Teraz może tak - mamy tę podstawową wiedzę. Człowiek pierwotny, ba, jeszcze bagatela 10 tysięcy lat temu, tej wiedzy podstawowej nie miał. Nie miał pojęcia dlaczego słońce wschodzi i dlaczego rzeka wylewa.
>Rzeka wylewa, bo pada deszcz - to akurat chyba rozumieli. Ale rzecz taka jak błyskawica - mam takie wrażenie, że większość ludzi nie ma zielonego pojęcia skąd to się bierze.
Wiedzą o chmurach, o atmosferze - wystarcza. Podstawową wiedzę mają.
A wylewy - powodzie nie zawsze występują w czasie opadów. Często fala powodziowa dociera do miejsc nie narażonych na deszcze - napadało w górach i spływa niżej. Jak widzisz, nie jest to takie proste. Siedzisz sobie, a tu rzeka wylewa. Hmm... sąsiad zabił kurę, może coś na rzeczy?
>W tamtych czasach człowiek miał też nieco inną wiedzę, potrafił sobie zakonserwować mięso, wiedział która roślinka jest trująca, które zwierzę niebezpieczne - a dzisiaj ludzie nie mają również zielonego pojęcia o tym dlaczego np. taki grzechotnik zabija, co to jest ten "jad". Odpowiedź na wyciągnięcie ręki, ale sięgać się już nie chce. I właśnie o to chodzi.
Z tym, że niekiedy popełniał błędy. Niekiedy tłumaczył sobie "truciznę" roślinki tabu, a konserwację mięsa dobroczynną pracą niewidzialnych duszków.
>>Dlaczego raz pada śnieg, a raz są upały. W zasadzie nie wiedział promila tego, co wie teraz przeciętna osoba.
>O upałach może nie wiedział, ale miał też znacznie większą wiedzę o przetrwaniu w warunkach naturalnych, o konserwowaniu żywności, o wytwarzaniu ubrań - nie miał dostępu do informacji dlaczego to co robi działa, ale to tak jak dziś - dlaczego jak włączamy światło, to żarówka zaczyna świecić? Bo tak
Każdy gromadzi wiedzę użyteczną dla niego. Teraz nie musimy wiedzieć jak naciągnąć cięciwę łuku. Ale za to wiemy, jak uruchomić auto.

>Ogrom jest tej wiedzy dostępnej - ale nie wydaje mi się, aby był to również ogrom informacji zgromadzonych przez dowolnego człowieka.
Nie zauważasz chyba prozaicznej wiedzy. Obsługa każdego urządzenia elektrycznego i elektronicznego (telefon, komputer, mikser, robot kuchenny, elektryczna szczoteczka do zębów, termometr elektroniczny, timer, kalkulator, telewizor, DVD, filtr w akwarium, lodówka i pralka itd). Składanie mebli. Przygotowywanie potraw. Robótki ręczne. Czytanie i pisanie. Korzystanie z bankowości, w tym elektronicznej. Pisanie na forach. Wiedza o świecie - każdy wie, co to USA i Niemcy, każdy wie, co to żyrafa i gdzie z grubsza żyje. Podstawy każdego przedmiotu nauczania. Medycyna w zakresie który nas dotyczy - każdy niemal coś wie o swoich dolegliwościach. Mam wymieniać dalej? Wbrew naszym oczekiwaniom to mnóstwo danych. Tysiące terabajtów. Możemy zauważyć jak wiele, jeśli zobaczymy rozwój tzw. dzikich dzieci.
>Znaczna większość nie zna świata lepiej niż ten człowiek pierwotny - zna więcej "bajerów", musi opanować inne umiejętności, ale dalej nie ma potrzeby zgłębiania tajników zasady działania używanych przez siebie urządzeń.
Każdy poznaje to co istotne dla jego życia. Człowiek pierwotny koncentrował się na przetrwaniu i myślę, że szukał powiązań i wiedzy o rzeczach istotnych dla przetrwania. My możemy sobie pozwolić na inne dziedziny, chociaż na pewno osoba "żyjąca" piłką nożną ma zasób wiedzy dla mnie nie do wyobrażenia (mecze, wyniki, pozycja w lidze itd), a ja dla odmiany zabijam rozmówców tematami moich prac botanicznych. Niemniej jednak to zróżnicowanie i tak dotyczy niewielkiego wycinka danych dostępnych większości naszych i podobnych nam społeczeństw.
KORIUS (14106 punktów)
(zablokowany)
Margines niesprawdzalności. To trzyma na duchu wszystkich wierzących. Stąd z wszelkie wiadomości o czymś jeszcze nieznanym, nowo odkrytym lub nie do końca rozumianym jest dla nich o zgrozo potwierdzeniem tekstów świętych ksiąg, które przecież nigdy potwierdzeń nie wymagały, a nawet przestrzegają przed ich poszukiwaniem; "co dla zmysłów niepojęte, niech dopełni wiara w nas". Jeśli nie wiemy czegoś o początkach wszechświata, jakiś proces nie jest do końca jasny czy nie znamy jakichś form pośrednich między gatunkami lub pomyliliśmy się o wiele lat w obliczeniach to po prostu szukamy dalej. Ale niby w jaki sposób ma to wpływać na zwiększenie wiarygodności np. stworzenia świata w 6 dni, wszystkich wyczynów mojżeszowej ferajny czy zmartwychwstania Jezusa ? Tonący brzytwy się chwyta (oczywiście nie tej Ockhama). Iluzja boga jest im potrzebny aby nie wyszli na kompletnych idiotów.
Kowalska (14008 punktów)
>Uważam, że koncept boga wcale nie powstał w celu wyjaśniania, bo i zwykły człowiek nie ma potrzeby
>niczego wyjaśniać.

   Kto to jest "zwykły człowiek"?

A co do boga. Kiedyś ogień był bogiem.

W zoo jest więcej niż 200 i mniej niż 300 zwierząt (bez ryb i węży). Dwunożne mają 20% nóg. Ile może być czworonogów?
spellbinder (8577 punktów)
>Kto to jest "zwykły człowiek"?

Już spieszę z wyjaśnieniem - przez zwykłego człowieka w tym kontekście rozumiem typowego głąba, który nie ma absolutnie żadnej potrzeby rozumienia istoty tego co się wokół niego dzieje. Człowieka, który z nadzieją patrzy w stronę autorytetu-przywódcy, który go porwie.

>A co do boga. Kiedyś ogień był bogiem.

To, że słońce czy ogień były bogami nie pozostawia wątpliwości. Tylko mi bardziej chodzi o powód dla jakich ktoś ich tymi bogami okrzyknął. Uważam, że "zwykły" człowiek - jemu za bardzo wisi to co się naokoło dzieje. Nie zadałby sobie trudu wyjaśniania czegokolwiek, bo i nie ma takiej potrzeby. Bóg był wg. mnie stworzony tylko i wyłącznie w celu zaspokojenia cwaniactwa kapłanów - postraszyć ludzi słońcem (a nie wyjaśnić im coś poprzez to słońce).
Ania... (14138 punktów)
>To, że słońce czy ogień były bogami nie pozostawia wątpliwości. Tylko mi bardziej chodzi o powód dla jakich ktoś ich tymi bogami okrzyknął. Uważam, że "zwykły" człowiek - jemu za bardzo wisi to co się naokoło dzieje. Nie zadałby sobie trudu wyjaśniania czegokolwiek, bo i nie ma takiej potrzeby. Bóg był wg. mnie stworzony tylko i wyłącznie w celu zaspokojenia cwaniactwa kapłanów - postraszyć ludzi słońcem (a nie wyjaśnić im coś poprzez to słońce).
Myślę, że koncepcja boga jako jakiejkolwiek siły wyższej jest starsza niż klasy społeczne. Na pewno jest starsza niż religie.
Nasi przodkowie stosowali pochówki i wyposażali zmarłych w potrzebne im przedmioty, co sugeruje wiarę w życie pozagrobowe. Ciekawa jestem, kiedy pojawiła się koncepcja boga - w jakiejkolwiek formie. Może być Juju z góry albo ogień. Ma ktoś dane?
Przypuszczam, że mogło to mieć miejsce na etapie grup niezróżnicowanych lub bardzo słabo społecznie.
Dodam, że władza zyskiwana "manipulacjami" bożymi bywała ulotna. W razie np. niespełnionej wróżby, mylnej oceny sytuacji, tacy "wieszcze / szamani / jak zwał tak zwał, pośrednicy" byli narażeni na paskudne kary. Jak król - truteń trochę.
02-12-2010 21:30 
 Ocena 1 na 1
spellbinder (8577 punktów)
>Myślę, że koncepcja boga jako jakiejkolwiek siły wyższej jest starsza niż klasy społeczne.

Nawet małpy mają podział na klasy społeczne Przywódca musi być.

>Dodam, że władza zyskiwana "manipulacjami" bożymi bywała ulotna. W razie np. niespełnionej wróżby, mylnej oceny sytuacji, tacy "wieszcze / szamani / jak zwał tak zwał, pośrednicy" byli narażeni na paskudne kary. Jak król - truteń trochę.

I tu jest cały bajer, aby opowiadać głupoty nieweryfikowalne. A jak już się tańczy po ten deszcz, to trzeba tańczyć aż nie spadnie
02-12-2010 21:30 
 Ocena 2 na 2
Kowalska (14008 punktów)
>>Kto to jest "zwykły człowiek"?

>Już spieszę z wyjaśnieniem - przez zwykłego człowieka w tym kontekście rozumiem typowego głąba, który nie ma absolutnie żadnej potrzeby rozumienia istoty tego co się wokół niego dzieje. Człowieka, który z nadzieją patrzy w stronę autorytetu-przywódcy, który go porwie.

   Ja jestem zwykłym człowiekiem. Dlaczego uważasz, że niczego nie chcę poznać ani zrozumieć?

>Uważam, że "zwykły" człowiek - jemu za bardzo wisi to co się naokoło dzieje.

   Mnie nie wisi. Czyli jestem niezwykła. Aleś namieszał.

I prośba, pisz bardziej gramatycznie. Oraz logiczniej.

W zoo jest więcej niż 200 i mniej niż 300 zwierząt (bez ryb i węży). Dwunożne mają 20% nóg. Ile może być czworonogów?
02-12-2010 21:33 
 Ocena 1 na 1
spellbinder (8577 punktów)
>Mnie nie wisi. Czyli jestem niezwykła. Aleś namieszał.

Żadne namieszał. Wejdź na "zwykłe" forum, zobacz jakie ludzie tematy poruszają. Spójrz na wątki na samosi czy wypowiedzi na pudelku. To są zwykli ludzie.

A aby nie być gołosłownym, to kilka losowych wątków napisanych przez ludzi "zwykłych":D

www.samosi(*)039/pytanie_do_pan_i_nie_tylko
www.samosia.pl/pokaz/1224164/do_facetow
forum.gaze(*)9434933,Porno_na_prezent_.html
forum.gaze(*)ro_do_roboty_czy_nie_isc_.html
MUZGOJAD (276 punktów)
Nic nowego...
prof. Grabowska (8446 punktów)
(zablokowany)
> co objawiało się bezpośrednimi korzyściami dla osoby "duchowej".
Duchownej!
Cholera, że ja nie założyłam kościoła wtedy kiedy wystarczyło 15 osób! Dzisiaj już 100 potrzeba, czyli,że się kurczę, kapnęli!

Bez przerwy pić nie można. Dlatego się dokształcam. Hrabal.
farmer (22440 punktów)

Bóg służy to takiego cholernego gdybania. Już miałem chwilę zwątpienia jak analizowałem temat to prawie zostałem agnostykiem, ale na szczęście mi przeszło bo sobie pomyślałem że jak by chciał to by sam mi o tym powiedział że jest. ( A już miałem taką piękna teorie że skoro nie mamy instrumentów by go poznać ......dalej już tylko bełkot


Ad Nauseam (29 punktów)
obecnie wiara w boga jest potrzebna tylko do tego zeby nadac sens naszemu zyciu, ze to wszystko zmierza do czegos lepszego-prawda jest jednak okrutna i ci odwazniejsi ją przyjmują
04-12-2010 23:47 
 Ocena 2 na 2
Ania... (14138 punktów)
>obecnie wiara w boga jest potrzebna tylko do tego zeby nadac sens naszemu zyciu, ze to wszystko zmierza do czegos lepszego-prawda jest jednak okrutna i ci odwazniejsi ją przyjmują

Nie wmawiajmy tego sobie i innym.

Życie ma sens samo w sobie. Przykre jest, że tak wiele osób uważa, że "musi być coś więcej"... Tak jakby "to tutaj" bylo malo... A przecież mamy tak wiele!

A czy będzie nam lepiej czy gorzej... kto to wie... Ale wiara też tej pewności nie daje. Po pierwsze - nie gwarantuje szczęścia na ziemi, bo w końcu modlitwa nie daje żadnych gwarancji, a po drugie - nie gwarantuje szczęścia po śmierci. Co, jeśli jednak czymś się sędziemu naraziliśmy? Np. urodziliśmy się w zlej religii i to Juju z góry jest prawdziwym i zlośliwym bogiem?

Skoro nie daje gwarancji, to po co przeplacać?
05-12-2010 00:41 
 Ocena-1 na 1
Ad Nauseam (29 punktów)
>>obecnie wiara w boga jest potrzebna tylko do tego zeby nadac sens naszemu zyciu, ze to wszystko zmierza do czegos lepszego-prawda jest jednak okrutna i ci odwazniejsi ją przyjmują
>Nie wmawiajmy tego sobie i innym.
>Życie ma sens samo w sobie. Przykre jest, że tak wiele osób uważa, że "musi być coś więcej"... Tak jakby "to tutaj" bylo malo... A przecież mamy tak wiele!

Jednak to doczesne zycie w ktorym mamy tak wiele nie rekompensuje wiecznego niebytu kory nas czeka

>A czy będzie nam lepiej czy gorzej... kto to wie... Ale wiara też tej pewności nie daje. Po pierwsze - nie gwarantuje szczęścia na ziemi, bo w końcu modlitwa nie daje żadnych gwarancji, a po drugie - nie gwarantuje szczęścia po śmierci. Co, jeśli jednak czymś się sędziemu naraziliśmy? Np. urodziliśmy się w zlej religii i to Juju z góry jest prawdziwym i zlośliwym bogiem?
>Skoro nie daje gwarancji, to po co przeplacać?

przecież to raczej pewne ze po smierci nic nas nie czeka. A ci co wierza w Boga maja gwarancję o której mowisz, z założenia tak powinno byc przy szczerej wierze
05-12-2010 10:39 
 Ocena 2 na 2
Ania... (14138 punktów)
>Jednak to doczesne zycie w ktorym mamy tak wiele nie rekompensuje wiecznego niebytu kory nas czeka
Nie odczuwamy zwykle żalu z powodu niebytu, w którym tkwiliśmy przed narodzeniem, więc dlaczego odczuwać dyskomfort z powodu niebytu po śmierci? Niebyt gwarantuje zero negatywnych wrażeń i emocji. W zasadzie - żadnych emocji i wrażeń nie ma prawa być w niebycie. Dlatego ta obawa jest przesadzona. Ja obawiam się tylko tego, co będzie troszkę przed niebytem. (Jak Staudynger)
>przecież to raczej pewne ze po smierci nic nas nie czeka. A ci co wierza w Boga maja gwarancję o której mowisz, z założenia tak powinno byc przy szczerej wierze
O nie nie - żadne pobożne życzenia nie zmienią rzeczywistości. Dlatego nawet fanatyczna wiara nie może być gwarantem niczego, bowiem niczego nie zmienia.
05-12-2010 13:47 
 Ocena 1 na 1
sirBuk_PanBuk (6257 punktów)
>O nie nie - żadne pobożne życzenia nie zmienią rzeczywistości. Dlatego nawet fanatyczna wiara nie może być gwarantem niczego, bowiem niczego nie zmienia.
>
Ale wiara nie jako "gwarant' a "znieczulacz"? Bo jest spora część ludzi, którzy wiedzą, że "nie ma potem i nic" i dla nich jest to ok. Ale jest spora cześć która ma z tym problem. Ich pobożne życzenia niczego nie zmienią, ale "złagodzą" koniec życia. Dla mnie było by to ok, gdyby dotyczyło tych którzy tak myślą, bez narzucania tego innym...


Bóg stworzył człowieka, ponieważ rozczarował się małpą. Z dalszych eksperymentów zrezygnował. Marek T.
05-12-2010 17:14 
 Ocena 1 na 1
Ania... (14138 punktów)
>>O nie nie - żadne pobożne życzenia nie zmienią rzeczywistości. Dlatego nawet fanatyczna wiara nie może być gwarantem niczego, bowiem niczego nie zmienia.
>>
>Ale wiara nie jako "gwarant' a "znieczulacz"? Bo jest spora część ludzi, którzy wiedzą, że "nie ma potem i nic" i dla nich jest to ok. Ale jest spora cześć która ma z tym problem. Ich pobożne życzenia niczego nie zmienią, ale "złagodzą" koniec życia. Dla mnie było by to ok, gdyby dotyczyło tych którzy tak myślą, bez narzucania tego innym...
Hmm... wiara oferuje znieczulacz, na bolączkę, którą najpierw sama wytworzyła. Najpierw wmawiają Ci, że życie nie a sensu i musi być coś więcej, a potem oferują hojnie znieczulenie. Troszkę nieładnie.

Myślę, że jeśli osoby, o których piszesz nie próbują zmienić swojego odczucia co do życia, to nikt tego za nich nie zrobi. Ale taka postawa nie jest naturalna. Naturalny jest zachwyt życiem. No,ale skoro wszyscy mówią, że to nie wystarcza i jest nic nie warte...
sirBuk_PanBuk (6257 punktów)
>Hmm... wiara oferuje znieczulacz, na bolączkę, którą najpierw sama wytworzyła. Najpierw wmawiają Ci, że życie nie a sensu i musi być coś więcej, a potem oferują hojnie znieczulenie. Troszkę nieładnie.
Ajtam, nieładnie - marketing, jest towar trzeba go sprzedać, czyli wytworzyć... chęc na niego?

>Myślę, że jeśli osoby, o których piszesz nie próbują zmienić swojego odczucia co do życia, to nikt tego za nich nie zrobi.

Zauważ, jak wielu ludzi poszukuje "przewodników duchowych", "nauczycieli", "mistrzów". I nie koniecznie mam na myśli religie jedynie słuszną. Dlaczego?

>Ale taka postawa nie jest naturalna. Naturalny jest zachwyt życiem. No,ale skoro wszyscy mówią, że to nie wystarcza i jest nic nie warte...
>
Czy dla każdego? Bezdomny przy minus 30? Tirówka na A4? Syn patrzacy na ojca z Alzheimerem?

Bóg stworzył człowieka, ponieważ rozczarował się małpą. Z dalszych eksperymentów zrezygnował. Marek T.
Ad Nauseam (29 punktów)
skoro naturalny jest zachwyt zyciem to rownie naturalny jest strach przed smiercia-przeciwienstwem zycia i brakiem swiadomosci-co Ty starasz sie bagatelizowac. Permanentny brak swiadomosci to najgorsze co moze nas spotkac i zrozumialbym twoje podejscie gdybys byla np drzewem a nie czlowiekiem
Ania... (14138 punktów)
>skoro naturalny jest zachwyt zyciem to rownie naturalny jest strach przed smiercia-przeciwienstwem zycia i brakiem swiadomosci-co Ty starasz sie bagatelizowac. Permanentny brak swiadomosci to najgorsze co moze nas spotkac i zrozumialbym twoje podejscie gdybys byla np drzewem a nie czlowiekiem
Poświęcanie energii i czasu na przerażenie tym, co jest nieuniknione jest irracjonalne. Dlatego poświęcam tyle uwagi, ile jest możliwe na kontemplację tego, co mam do tamtego nieuniknionego momentu.
sirBuk_PanBuk (6257 punktów)
>Poświęcanie energii i czasu na przerażenie tym, co jest nieuniknione jest irracjonalne.

Ok. Dziś tak uważasz. Ale jak będzie za kilka lat? Nigdy nie wiemy jak będziemy się zmieniać i dlaczego....

>Dlatego poświęcam tyle uwagi, ile jest możliwe na kontemplację tego, co mam do tamtego nieuniknionego momentu.

I oby tak zawsze... Dziś masz energię i to jest wspaniałe. "Ale". Makabryczne słówko, które zawsze gdzieś czyha za naszymi plecami...

Bóg stworzył człowieka, ponieważ rozczarował się małpą. Z dalszych eksperymentów zrezygnował. Marek T.
06-12-2010 14:19 
 Ocena 2 na 2
Ania... (14138 punktów)
>>Poświęcanie energii i czasu na przerażenie tym, co jest nieuniknione jest irracjonalne.
>Ok. Dziś tak uważasz. Ale jak będzie za kilka lat? Nigdy nie wiemy jak będziemy się zmieniać i dlaczego....
Po pierwsze - nawet jeśli się zmieni moje nastawienie, to będę zastanawiać się nad tym dopiero wtedy.
Po drugie - poznałam osobiście lub "medialnie" wiele osób w bardzo zaawansowanym wieku, które patrzą na życie podobnie do mnie. Więc to nie jest związane z wiekiem. Jeśli zachoruję poważnie, to będę się borykać nie tylko z wizją śmierci (czymś, co mam na stałe) ale z samą chorobą. Wiele naszych emocji dotyczy tego, co przed śmiercią.
sirBuk_PanBuk (6257 punktów)
>>>Poświęcanie energii i czasu na przerażenie tym, co jest nieuniknione jest irracjonalne.
>>Ok. Dziś tak uważasz. Ale jak będzie za kilka lat? Nigdy nie wiemy jak będziemy się zmieniać i dlaczego....
>Po pierwsze - nawet jeśli się zmieni moje nastawienie, to będę zastanawiać się nad tym dopiero wtedy.
Oczywiście, jest taka szansa Pod warunkiem, że coś nie zabije w Pani otwartego umysłu ale ogólnie - racja!

>Po drugie - poznałam osobiście lub "medialnie" wiele osób w bardzo zaawansowanym wieku, które patrzą na życie podobnie do mnie.
Racja po raz wtóry - ludzie jako społeczeństwo troszkę - na szczęście - ewoluują wiec jest szansa, że tak będzie... Ciała nam się czasem gorzej trzymają niż umysły

>Więc to nie jest związane z wiekiem.

Ale tu się troszkę poupieram Doświadczenie. Fakt, każdy ma osobiste czyli inne ale ono ma wpływ. Gdyby każde z nas prowadziło pamiętnik, doskonale by to było widać

>Jeśli zachoruję poważnie, to będę się borykać nie tylko z wizją śmierci (czymś, co mam na stałe) ale z samą chorobą. Wiele naszych emocji dotyczy tego, co przed śmiercią.

Tu bym wolał zamilknąć. Nie życzę takich przeżyć i przemyśleń. Są niedefiniowalne. Załóżmy, że tak się nigdy nie stanie.


Bóg stworzył człowieka, ponieważ rozczarował się małpą. Z dalszych eksperymentów zrezygnował. Marek T.
Ania... (14138 punktów)
>Racja po raz wtóry - ludzie jako społeczeństwo troszkę - na szczęście - ewoluują wiec jest szansa, że tak będzie... Ciała nam się czasem gorzej trzymają niż umysły
>>Więc to nie jest związane z wiekiem.
>Ale tu się troszkę poupieram Doświadczenie. Fakt, każdy ma osobiste czyli inne ale ono ma wpływ. Gdyby każde z nas prowadziło pamiętnik, doskonale by to było widać
Ale nie do końca to się przekłada na radość życia. Są osoby bogate, z rodzinami, mające teoretycznie wszystko, o co moglibyśmy poprosić los. I nieszczęśliwe. Tnące się, głodzące, zabijające się.
A są i takie, które borykają się z chorobą, inwalidztwem, mają w perspektywie bardzo ograniczony czas - i czerpiące z życia tak mocno, jak to jest możliwe. Zdobywające kolejne szczyty możliwości.
Myślę, że to tkwi głębiej niż samo doświadczenie. Skłonność do depresji np. jest zakodowana genetycznie.
>>Jeśli zachoruję poważnie, to będę się borykać nie tylko z wizją śmierci (czymś, co mam na stałe) ale z samą chorobą. Wiele naszych emocji dotyczy tego, co przed śmiercią.
>Tu bym wolał zamilknąć. Nie życzę takich przeżyć i przemyśleń. Są niedefiniowalne. Załóżmy, że tak się nigdy nie stanie.
Nie wierzę również w wywoływanie wilka z lasu, więc dziękuję za troskę, ale nie przesadzajmy - każde z nas może spotkać taki los już jutro. Więc - carpe diem.
spellbinder (8577 punktów)
>>Poświęcanie energii i czasu na przerażenie tym, co jest nieuniknione jest irracjonalne.
>Ok. Dziś tak uważasz. Ale jak będzie za kilka lat? Nigdy nie wiemy jak będziemy się zmieniać i dlaczego....

Nie każdy człowiek tak do sprawy podchodzi, co wydatnie widać na przykładzie obżerania się czy palenia papierosów (oraz zażywania różnych ciekawych rzeczy), albo uprawiania sportów ekstremalnych. Człowiek nie myśli - "cholera, palę teraz i to jest przyjemne, ale za ileś tam lat mogę dostać raka i umrzeć w męczarniach". Skacząc na motorku nad jakąś "przepaścią" facet nie myśli - "cholera, za chwilę mogę zginąć". Gdyby bał się śmierci wcale by tego nie robił.

>I oby tak zawsze... Dziś masz energię i to jest wspaniałe. "Ale". Makabryczne słówko, które zawsze gdzieś czyha za naszymi plecami...

Ale kiedyś będzie inaczej - dopiero wtedy człowiek zacznie się zastanawiać, bo po co angażować zasoby poznawcze w rzecz, która człowieka jeszcze nie dotyczy? Króluje zasada "będę miał (dowolne schorzenie), to będę się wtedy martwił".
Ania... (14138 punktów)
>>I oby tak zawsze... Dziś masz energię i to jest wspaniałe. "Ale". Makabryczne słówko, które zawsze gdzieś czyha za naszymi plecami...
>Ale kiedyś będzie inaczej - dopiero wtedy człowiek zacznie się zastanawiać, bo po co angażować zasoby poznawcze w rzecz, która człowieka jeszcze nie dotyczy? Króluje zasada "będę miał (dowolne schorzenie), to będę się wtedy martwił".
No i urok KK - zawsze możesz się wyspowiadać
Ad Nauseam (29 punktów)
Ja nie poswiecam czasu na przerazenie smiercia, nie trakuje sie jak jajko, lubie ryzyko ale obce jest mi stwierdzenie ze znikniecia z tego swiata nie nalezy sie obawiac. Trzeba to po prostu przyjac jako niezbyt przyjemny pewnik a nie bagatelizowac
Krzysztof Ratman (58 punktów)
Tym niemniej potrzebna mu jest wizja środowiska, dla efektywnej eksploracji i poczucia bezpieczeństwa. Masz rację, że trudno posądzić człowieka o szczególna skłonność do szukania dziury w całym, więc szybko akceptuje teorie w miarę spójną, objaśniającą rzeczywistość. Z pokoleniowego przekazu kulturowego wynika indoktrynacja w dotychczasowym systemie wierzeń(pozwalam sobie tak to określić) i pasztet gotowy. Potrzeba przynależności grupowej robi swoje i koniec. Tak to chyba jest. Przynajmniej w moim przekonaniu.Pozdrawiam!

Wróć do listy wątków działu O wszystkim i o niczym
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365