 |
Czy "trzecia władza" (w Polsce) jest demokratyczna? Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Społeczeństwo i kraj
| Napisano | Autor | Tytuł | | 27-02-2016 23:43 | Belfer00 (720 punktów) | Czy "trzecia władza" (w Polsce) jest demokratyczna? 0 na 2 | We współczesnej politycznej kulturze "europejskiej" podkreśla się wartość "demokratyczności". Jak tę "demokratyczność" rozumieć (w odniesieniu do organów władzy, pomijam tu kwestię praw człowieka itp.)? Chyba jako powoływanie w drodze wyboru przez obywateli i odpowiedzialność przed nimi (odwoływalność lub przynajmniej "rozliczenie" po upływie kadencji). Władza ustawodawcza "rozlicza się" przed obywatelami co cztery lata i mają oni zagwarantowane prawo do zmiany jej składu. Władza wykonawcza albo pochodzi z powszechnego wyboru (prezydent), albo (system parlamentarno-gabinetowy) ustanawiana jest przez parlament i podaje się do dymisji po wyborze nowego jego składu, dając możność powołania nowej. Jak na tym tle wygląda władza sądownicza? Głosi się przecież zasadę "trójpodziału władzy" czyli uznaje tę "trzecią władzę" za równorzędną pozostałym. Ale nie pochodzi ona (przynajmniej w Polsce) z powszechnych wyborów, nie podaje się też do dymisji po upływie kadencji organu powołującego (prezydenta czy parlamentu). Dlatego jej skład nie reprezentuje bieżącej woli obywateli, lecz jest wręcz często z nią sprzeczny. Sędziowie nie są też "rozliczani" przed obywatelami po upływie ich kadencji. Wszystko to uzasadnia się tzw. "niezawisłością". Chyba od obywateli...  Pozdrawiam. | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
Alderyk Olrzyk (19376 punktów) (zablokowany) |
Jest to bardzo ciekawy temat na... rozprawę doktorską.  Elementy "demokratyczności", choć nie bezpośredniej, we władzy sądowniczej (w Polsce czy w innych krajach świata) z pewnością występują. Zauważmy jednak przy okazji, że we współczesnych tzw. państwach demokratycznych "niedemokratyczność" można zarzucić praktycznie każdej z władz. Nawet wybory bezpośrednie bywają ustawiane, sterowane i manipulowane. Dlatego z "niedemokratyczności" władzy sądowniczej mogą też płynąć pewne korzyści dla państwa i społeczeństwa.
"U nas, brat brata kocha, ale swoją drogą, Poluje na okazyę, by go kopnąć nogą". - Mikołaj Biernacki
|
|
 | | Belfer00 (720 punktów) | >Zauważmy jednak przy okazji, że we współczesnych tzw. państwach demokratycznych "niedemokratyczność" można zarzucić praktycznie każdej z władz. Nawet wybory bezpośrednie bywają ustawiane, sterowane i manipulowane. Nie idzie mi o sytuacje łamania procedur demokratycznych, tylko o same procedury. Jeśli mówi się o konieczności "trójpodziału władzy" i sądownictwo określa jako "trzecią władzę", to w społeczeństwie demokratycznym procedury jej wyłaniania powinny być demokratyczne i powinna być ona odpowiedzialna przed obywatelami. Spójrz też niżej na moją odpowiedź koledze GrzeTor. Pozdrawiam.
|
|
1 na 1 | GrzeTor (1279 punktów) |
> Wszystko to uzasadnia się tzw. "niezawisłością".> Chyba od obywateli...  Najwyższe instancje władzy sądowniczej są także "niezawisłe" od jakiejkolwiek kontroli jakości wyników ich pracy. O ile w niższej instancji, jak sąd popełni błąd, albo celowo zrobi wadliwy/fałszywy wyrok to można odwołać się wyżej. Natomiast najwyższe instancje mogą wydawać tyle wadliwych wyroków, ile chcą, bo nikt nich nie sprawdza. To jest całkowicie przeciwne sposobowi w jaki działa nasza cywilizacja, gdzie czym ważniejszy produkt, tym większej kontroli jakości, sprawdzeniu poprawności działania podlega. I doświadczenia cywilizacji wskazują, że tak musi być. Możliwe, że jest to celowe - że najwyższe instancje sądownictwa nie posiadają za sobą żadnej kontroli jakości produktów (wyroków), po to, aby móc wydawać wyroki zgodne z wolą polityków, którzy powołali sędziów, a nie na podstawie analizy merytorycznej. Kontrola jakości by taki układ zepsuła, wymuszając wyroki merytoryczne, a nie na zamówienie.
|
|
 | | Belfer00 (720 punktów) | > >Wszystko to uzasadnia się tzw. "niezawisłością".> >Chyba od obywateli...  > Najwyższe instancje władzy sądowniczej są także "niezawisłe" od jakiejkolwiek kontroli jakości wyników ich pracy. O ile w niższej instancji, jak sąd popełni błąd, albo celowo zrobi wadliwy/fałszywy wyrok to można odwołać się wyżej. Natomiast najwyższe instancje mogą wydawać tyle wadliwych wyroków, ile chcą, bo nikt nich nie sprawdza.> To jest całkowicie przeciwne sposobowi w jaki działa nasza cywilizacja, gdzie czym ważniejszy produkt, tym większej kontroli jakości, sprawdzeniu poprawności działania podlega. I doświadczenia cywilizacji wskazują, że tak musi być.Kontrola merytoryczna w każdej dziedzinie w warunkach rozwiniętej cywilizacji jest możliwa tylko przez fachowców. Przeważnie są oni umiejscowieni w strukturach hierarchicznych, w których instancja wyższa kontroluje decyzje niższej. Zakłada się (i są pewne mechanizmy, które to zapewniają), że w instancji wyższej są lepsi fachowcy w danej dziedzinie. Instancji najwyższej nie ma już kto kontrolować (pod względem merytorycznym), bo tam są fachowcy najlepsi. Na przykład w medycynie, co do metod leczenia można odwołać się do zdania konsultantów krajowych w danej dziedzinie. Podobnie w górnictwie, żegludze, budownictwie itp. Problem, który tu chciałem poruszyć jest inny. Nie idzie mi o wyroki wadliwe, tylko o sytuacje, gdy decyzja organu sądowego "przesądza" na rzecz jakiegoś rozwiązania, gdy istnieją merytoryczne argumenty za różnymi rozwiązaniami. Organ sądowy pełni wówczas nie rolę ekspercką (merytoryczną), ale decydencką. Taką rolę pełni przede wszystkim Trybunał Konstytucyjny, ale niekiedy też inne sądy. Liczy się wówczas przede wszystkim nie wiedza merytoryczna, ale poglądy sędziów w danej sprawie. Np. w Stanach Zjednoczonych Sąd Najwyższy podejmuje szereg decyzji, co do wykładni konstytucji. Podejmuje według poglądów większości sędziów i obsadzenie stanowisk sędziami o określonych poglądach jest bardzo istotne. Można wskazać jako przykłady dwie sprawy: 1) decyzja o dopuszczalności aborcji (zdania wybitnych prawników były i są podzielone; SN uznał wyższość prawa matki do wyboru nad prawem płodu do życia), 2) decyzja o dopuszczalności tekstowej pornografii dziecięcej (obaliła ustawę Kongresu w tej sprawie; SN uznał wyższość wolności słowa nad obyczajnością). Ani decyzji podjętych, ani przeciwnych, gdyby zostały podjęte, nie sposób uznać za wadliwe prawnie czy błędne merytorycznie. Były to po prostu pewne dokonane wybory spośród dwu rozwiązań. Takie decyzje mają właśnie charakter "decydencki" (polityczny). Dlatego organy sądowe określamy jako "trzecią władzę" i dlatego istotny jest sposób ich powoływania. Pozdrawiam.
|
|
|  | | GrzeTor (1279 punktów) | Jeżeli chodzi o decyzyjność: samo istnienie takiego czegoś świadczy o wadliwości prawa. Prawo powinno być pisane na tyle jednoznacznie, że na jego podstawie da się stwierdzić, czy dane zachowanie jest legalne, czy nie. Tutaj przydałoby się połączenie zwrotne z sądów do ustawodawcy, aby dać sędziom możliwość zwrotu bełkotliwych, niejednoznacznych, wewnętrznie sprzecznych itp. ustaw do parlamentu do poprawki (w tym punkcie chodzi o jakość, a nie o zgodność z Konstytucją).
No bo co to znaczy, że sędzia "decyduje", że niejednoznaczne prawo znaczy to, a nie tamto? Oznacza to, że był ktoś, kto działał w czasie gdy prawo było niejasne, czyli nie mógł wiedzieć czy to co robi było sprzeczne, czy nie z prawem, następnie taki ktoś został oskarżony na podstawie tego niejasnego prawa, a dopiero w trakcie rozprawy sędzia podjął "decyzję wyjaśniającą" to tak naprawdę to prawo znaczy... i skazał taką osobę w ramach swojej wykładni prawa: tak jakby ta wykładnia była znana w momencie działalności skazanego. Na tym przykładzie widać wyraźnie, że nawet jeżeli dopuszcza się czynności decyzyjne wyjaśniające prawo, to powinny one być osobne w stosunku orzekania w konkretnej sprawie i uwzględniające zasady typu "wykładnia nie działa wstecz", tzn. aby na podstawie konkretnej wykładni orzekało się tylko w sprawach o czynności wykonywane po opublikowaniu wykładni + jakiś odstęp czasu na zapoznanie się z nią. Operacja zwrotu bubla do ustawodawcy jest jednak sprawą prostszą...
Poza tym, w naszym nieprecedensowym systemie prawnym decyzje mogą być sprzeczne ze sobą nawet w analogicznych przypadkach. A w przypadku Konstytucji jest jeszcze ciekawiej, bo domyślnym sposobem jej stosowania jest stosowanie jej bezpośrednio, a nie za pośrednictwem Trybunału Konstytucyjnego; tak więc będzie ciekawie jak znajdą się orzeczenia TK niezgodne z bezpośrednim czytaniem Konstutucji...
Wracając do tematu jak działa nasza cywilizacja - otóż nie działa ona na zasadzie drzewa hierarchi, lecz na zasadzie sieci zawierających wiele cykli, przez które to cykle przebiegają kolejne iteracje. Większość rzeczy ulepsza się właśnie tak: iteracyjnie. Zaczynając od pierwszej niedoskonałej wersji, potem na podstawie informacji zwrotnych wytworzeniu ulepszenia - kolejnej wersji z mniejszą ilością wad i z ulepszeniami. A jak już od użytkowników, rezenzentów itp. spłyną będą doświadczenia z tą drugą wersją - wymyślenie kolejnych ulepszeń, usunięcie nowo wykrytych wad itd. Takie iteracje ulepszające przyrostowo mogą kręcić się w nieskończoność, bez żadnej ostatecznej decyzji czy ostatecznej instancji.
To dotyczy także prawa. Owszem od czasu do czasu są pojedyncze rewolucje, ale większość to poprawki do rzeczy już istniejących. Poprawki wynikają nie tylko z widzimisię parlamentu, ale raczej z informacji zwrotnych jakie dostaje o działaniu swoich ustaw parlament. Na podstawie informacji zwrotnych parlament wie co zadziałało, co nie zadziałało, co jest nie tak. Czyli mamy cykl z iteracjami. Z tym, że informacje zwrotne nie pochodzą bezpośrednio od sędziów, tylko za pośrednictwem np. prasy czy analityków.
W systemie sądowniczym przydałoby się odejście od wadliwego założenia hierarchii jako sposobu organizacji, a zamiast tego przyjęcie sformalizowanie cykli. Pierwszym krokiem mógłaby być np. ta procedura zwrotu wadliwej lub niejednoznacznej ustawy do producenta - parlamentu - przez sądy. Dzięki czemu twórcą prawa pozostanie parlament, a sądy nie będą go tworzyć, a jedynie wykorzystywać.
|
|
-1 na 1 | Belfer00 (720 punktów) | > We współczesnej politycznej kulturze "europejskiej" podkreśla się wartość "demokratyczności".> Jak tę "demokratyczność" rozumieć (w odniesieniu do organów władzy, pomijam tu kwestię praw człowieka itp.)?> Chyba jako powoływanie w drodze wyboru przez obywateli i odpowiedzialność przed nimi (odwoływalność lub przynajmniej "rozliczenie" po upływie kadencji).> Władza ustawodawcza "rozlicza się" przed obywatelami co cztery lata i mają oni zagwarantowane prawo do zmiany jej składu.> Władza wykonawcza albo pochodzi z powszechnego wyboru (prezydent), albo (system parlamentarno-gabinetowy) ustanawiana jest przez parlament i podaje się do dymisji po wyborze nowego jego składu, dając możność powołania nowej.> Jak na tym tle wygląda władza sądownicza?> Głosi się przecież zasadę "trójpodziału władzy" czyli uznaje tę "trzecią władzę" za równorzędną pozostałym.> Ale nie pochodzi ona (przynajmniej w Polsce) z powszechnych wyborów, nie podaje się też do dymisji po upływie kadencji organu powołującego (prezydenta czy parlamentu).> Dlatego jej skład nie reprezentuje bieżącej woli obywateli, lecz jest wręcz często z nią sprzeczny.> Sędziowie nie są też "rozliczani" przed obywatelami po upływie ich kadencji.> Wszystko to uzasadnia się tzw. "niezawisłością".> Chyba od obywateli...  Ponieważ moja wypowiedź potraktowana została jako teoretyczno-akademicka, dodam kilka zdań komentarza politycznego. "Trzecią władzą" polityczną jest w Polsce przede wszystkim Trybunał Konstytucyjny. Czy taka instytucja jest zgodna z demokracją? IMHO nie jest, wręcz przeciwnie, ma służyć ograniczaniu demokracji (woli ludu). Dla mnie, mimo że nie uważam instytucji demokracji parlamentarnej za idealną, osoby wybrane są przedstawicielami Narodu, czyli "ogółu obywateli". Są jakoś przed Narodem-suwerenem odpowiedzialne, choćby przy reelekcji (byłoby lepiej, gdyby działało prawo do ich odwołania). Tymczasem sędziowie Trybunału są nieusuwalni i niezawiśli czyli nie odpowiadają przed nikim za treść swoich orzeczeń, a orzeczenia te są ostateczne. Instytucja Trybunału Konstytucyjnego jest więc przykładem merytokracji sprzecznej z demokracją. Instytucja ta wymyślona została jako hamulec demokracji (woli ludu) w latach międzywojennych, gdy lud się radykalizował i groziło, że demokratycznie obali tradycyjne formy ustrojowe. Jest to więc organ kontrolny, który ma w założeniu kontrolować suwerena-Naród. Zdanie kilku nieodpowiedzialnych przed nikim osób ma być ważniejsze od woli demokratycznie wybranych przedstawicieli owego suwerena? W państwie demokratycznym władza powinna należeć wyłącznie do osób wybranych przez lud ("naród") czyli ogół obywateli. Organem złożonym z takich osób jest parlament i to do niego powinna należeć ostateczna decyzja co jest prawem. Demokratyczna forma trójpodziału władzy musi zakładać pochodzenie z wyboru i odpowiedzialność przed wyborcami wszystkich trzech władz, co obecnie nie zachodzi. A ustawy mogą być kontrolowane wyłącznie pod względem poprawności formalnej, nie zawartości merytorycznej. Dlatego: Precz z Trybunałem Konstytucyjnym! Cała władza w ręce Sejmu! Pozdrawiam.
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|