 |
"Sprawiedliwość społeczena" a kolejność rozpartywania spraw Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Społeczeństwo i kraj
| Napisano | Autor | Tytuł | | 31-03-2016 01:43 | GrzeTor (1279 punktów) | "Sprawiedliwość społeczena" a kolejność rozpartywania spraw
2 na 4 | Ostatnio jest jakiś konflikt między Sejmem, a niektórymi sędziami Trybunału Konstytucyjnego o niektóre mechanizmy działania Trybunału. Prezes TK wolałby rozpatrywać sprawy w kolejności wg własnego uznania, a ustawa nakazuje, aby TK rozpatrywał sprawy w kolejności zgłoszeń.
Jak się to ma do Konstytucji? Otóż w Konstytucji jest coś takiego jak "Rzeczpospolita Polska jest demokratycznym państwem prawnym, urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej.". Rozpatrywanie spraw wg kolejności w kolejce, zależnej od kolejności zgłoszenia jest zgodne ze sprawiedliwością społeczną - każdy klient dostaje równy dostęp do TK, nie ma wykluczenia polegającego na przesunięciu czyjejś sprawy w dowolnie daleką przyszłość, bo w międzyczasie pojawiły się inne sprawy priorytetowe. Nie jest to system efektywny - nie pozwala na priorytetyzację spraw ważniejszych, ale przecież sprawiedliwość społeczna z natury nie jest kompatybilna z najwyższą efektywnością.
Tymczasem to co robił dotychczas prezes TK to była wysoka priorytetyzacja spraw pochodzących od PO, zwłaszcza związanych z samym TK. Kosztem dalszego opóźniania i tak już mocno opóźnionych spraw od zwykłych obywateli. Taki podział na "lepszych", dysponujących priorytetowym dostępem do TK (i podejrzanie korzystnymi orzeczeniami!), oraz "gorszych", pozostawionych na nieokreślone potem (i z wyrokami różnej jakości - bo przecież żadnego mechanizmu zapewniania jakości w TK nie ma). Taki podział na lepszych i gorszych nie jest zgodny ze sprawiedliwością społeczną, jest więc zaprzeczeniem konstytucyjnego wymogu urzeczywistniania tejże. | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
12 na 14 | piotr35 (1843 punktów) | Odp: "Sprawiedliwość społeczena" a kolejność rozpartywania s | >Nie jest to system efektywny - nie pozwala na priorytetyzację spraw ważniejszych, ale przecież sprawiedliwość społeczna z natury nie jest kompatybilna z najwyższą efektywnością
Dlaczego nie pójdziesz kolejny krok dalej i np. na pogotowiu ratunkowym będziesz leczyć chorych i rannych również z zaproponowaną powyżej sprawiedliwością społeczną, czyli zasadą: kto pierwszy ten lepszy? Facet z katarem będzie miał sprawiedliwie społecznie pierwszeństwo w leczeniu przed innym facetem, któremu co prawda urwało obie nogi, ale miał pecha dotrzeć na pogotowie kilka minut później, niż ten z katarem. Likwiduj również pierwszeństwo w kolejkach dla ciężarnych lub niepełnosprawnych, bo przecież: kto pierwszy ten lepszy. Niby dlaczego staruszka z laską ma siedzieć w tramwaju, skoro przyszła później niż co prawda zdrowy, ale cham?
Ja ze swojej strony proponowałbym pozostawić ten społecznie niesprawiedliwy przywilej pierwszeństwa w kolejce do psychiatry, dla osób proponujących podobnie debilne rozwiązania.
|
|
 | 1 na 1 | GrzeTor (1279 punktów) | Zaczynam rozumieć znaczenie sformułowania Opozycja Totalna. Widać, że polega to na krytykowaniu także tych pomysłów rządku, które działają, są udane, są oparte na solidnych podstawach, mają sens. Teraz dostało się starej, poczciwej kolejce - po tysiącach lat stosowania we wszelkich zastosowaniach nagle zaczęła być uważana za jakieś zło nieskończone - a to z tego powodu, że zastosował ją PiS.
Proponuję powrót do opozycji nietotalnej, takiej która krytykuje tylko rzeczywiste wady rządu i PiSu. To jest bardziej rozsądne i racjonalne, np. zabezpiecza przed walką z kolejkami.
Co do analogii to są mocno nietrafione. Walka o życie nie jest analogią do walki o intratne, wysokopłatne stołki w centralnej instytucji państwowej. Krytyczność czasowa działania pogotowia nie jest analogią do szybkości działania polskiego sądownictwa (jakby od szybkości działania sądów zależało życie ludzkie, to polskie sądy byłyby instytucją zbrodniczą).
Przywileje dla inwalidów i kobiet w ciąży nie są też żadną analogią dla przywilejów jakimi PO cieszy się u niektórych sędziów, a zwłaszcza prezesa, TK. PO nie jest żadnym inwalidą - to partia władzy; m.in. rządzi największymi miastami, ma przedstawicieli w najwyższych instytucjach europejskich oraz drugą liczbę posłów w parlamencie. Już to samo powoduje, że PO jest uprzywilejowana w stosunku do mniejszych partii, typu Korwin, Kukiz, Razem; a zażyłe stosunki z niektórymi sędziami z TK jeszcze tą nierówność pogłębiają. Przywileje dla inwalidów są ODWROTNOŚCIĄ sytuacji w jakiej jest PO - mają im wyrównać sytuację w kierunku do średniej, a nie powiększyć dużą przewagę.
|
|
 | | mancziz (1830 punktów) | Pogotowie Konstytucyjne, hehe.
|
|
3 na 3 | romaro (25211 punktów) | Jak to przeczytałem, to dostałem raka z przerzutami. Nie musisz być klientem - Wyślij CV. Będziesz musiał poczekać na odpowiedź. Teraz jest "REMANENT"
PS Powtarzasz bzdury, które słyszę niemal codziennie. A tak na marginesie - Co za różnica jak mają być sprawy rozpatrywane, skoro wyroki mogą nie być publikowane?
|
|
1 na 1 Stefanowicz (2544 punktów) (zablokowany) | >Otóż w Konstytucji jest coś takiego jak "Rzeczpospolita Polska jest >demokratycznym państwem prawnym, urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej.".
"Coś takiego" to dobre określenie. Musiano jakoś słownie określić rolę referendum. Bo w przeciwnym razie (gdyby nie było referendum), można byłoby napisać np. "Rzeczpospolita Polska jest państwem prawa, w którym naród wybiera swoich przedstawicieli demokratycznie". I "sprawiedliwość społeczna" to temat rzeka. Polska Konstytucja stwarza szerokie pole do interpretacji. Kto ma w garści TK, ten może wszystko uzasadnić. Przypuśćmy, że PiS nie przejmuje TK. Trybunał stwierdza niezgodność "Programu 500+" z Konstytucją. PiS przejmuje TK, żeby przepchnąć ustawę (łamie Konstytucję), ale w imię zasady "sprawiedliwości społecznej", pod którą ten program można z całą pewnością podciągnąć. Porąbany kraj...
|
|
5 na 7 | Marian Forewa (906 punktów) | >Ostatnio jest jakiś konflikt między Sejmem, a niektórymi sędziami Trybunału Konstytucyjnego
Piątka z pisowskiej nowomowy.
Idąc tym tropem, nie jest to konflikt z sejmem, a tylko z niektórymi posłami, ale biorąc pod uwagę że spośród tych niektórych tylko jeden podejmuje decyzje i posiada własne opinie, to tylko z nim.
>Jak się to ma do Konstytucji? Otóż w Konstytucji jest coś takiego jak "Rzeczpospolita Polska jest demokratycznym państwem prawnym, urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej.". >Rozpatrywanie spraw wg kolejności w kolejce, zależnej od kolejności zgłoszenia jest zgodne ze sprawiedliwością społeczną.
Bzdura, prawdziwie sprawiedliwe społecznie jest tylko losowanie. Oczywista oczywistość.
Biorąc pod uwagę, że zgodnie z konstytucją parlamentarzyści mają praktycznie nieograniczone możliwości zgłaszania spraw do TK, rozpatrywanie spraw według schematu FIFO powoduje podatność systemu na ataki hakerskie typu DoS. Szkolny błąd.
|
|
 | | GrzeTor (1279 punktów) | Proszę zwrócić uwagę, że wątek jest o sprawiedliwości społecznej, a nie o wydajności i odporności na przeciążenia ("ataki DoS"). Konstytucja wymaga urzeczywistniania sprawiedliwości społecznej, nie wymaga natomiast odporności na ataki DoS.
Jest oczywiście możliwe uzyskanie obu parametrów na rozsądnym poziomie, w kontekście kolejności przetwarzaia spraw. Wystarczy aby TK był w stanie przetwarzać sprawy na bieżąco, bez opóźnień i mieć wydajność wystarczającą na obsłużenie szczytowego obciążenia, w tym obciążenia będącego celowym atakiem. W tym celu nie może on mieć tylko 15 osób, lecz musi składać się z N>>1 równolegle pracujących zespołów, każdy po standardowe 15 osób. Mówimy o N rzędu nawet do kilkunastu składów.
Wówczas: 1) Praktycznie nie będzie znaczących kolejek (sprawy rozpatrywane prawie od razu), więc nie powstanie dylemat przywilejów kolejkowych, kolejności w kolejce itp. 2) Będzie odporność na przeciążenia, w tym ataki DoS, dzięki dużej szczytowej wydajności równolegle pracujących zespołów.
Wadą będzie oczywiście duży koszt, no i te spory polityczne - jeżeli teraz z obsadzenia 3 stanowisk robi się sprawa na całą UE, to co będzie jak rozpocznie się walka o obsadzenie kilkunastu zespołów?
|
|
|  | 1 na 1 | Marian Forewa (906 punktów) | >Proszę zwrócić uwagę, że wątek jest o sprawiedliwości społecznej, a nie o wydajności i odporności na przeciążenia ("ataki DoS"). Konstytucja wymaga urzeczywistniania sprawiedliwości społecznej, nie wymaga natomiast odporności na ataki DoS.
Ale ataki DoS utrudniają "urzeczywistnianie sprawiedliwości społecznej" gdyż spamowanie TK przez zorganizowane grupy parlamentarzystów odwlekałoby rozpatrywanie spraw zwykłych obywateli. Kółeczko się zamyka.
|
|
| |  | | GrzeTor (1279 punktów) |
>Ale ataki DoS utrudniają "urzeczywistnianie sprawiedliwości społecznej" gdyż spamowanie TK przez zorganizowane grupy parlamentarzystów odwlekałoby rozpatrywanie spraw zwykłych obywateli. Kółeczko się zamyka.
Ale przecież to co robi teraz TK, czyli priorytetyzacja obsługi spraw od parlamentarzystów, zwłaszcza jeżeli są to parlamentarzyści z PO, jeszcze bardziej pogarszałoby sytuację zwykłych obywateli, w przypadku spamu spraw od parlamentarzystów do TK.
|
|
| | |  | 2 na 2 | Marian Forewa (906 punktów) | >Ale przecież to co robi teraz TK, czyli priorytetyzacja obsługi spraw od parlamentarzystów, zwłaszcza jeżeli są to parlamentarzyści z PO, jeszcze bardziej pogarszałoby sytuację zwykłych obywateli, w przypadku spamu spraw od parlamentarzystów do TK.
Jest tak, jak być powinno. Kto ma kierować te gówniane ustawy do TK, przecież nie PIS który je wydalił. To normalne, że często jest to PO, jest to największy klub opozycyjny i najłatwiej im zebrać wymagane 50 posłów. Również bardzo dobrze, że TK w pierwszej kolejności zajmuje się nowymi ustawami dotyczącymi wszystkich, a w drugiej kolejności pretensjami Zenka z Wypierdowa, ponieważ gdyby TK działał na podstawie pisowej ustawy o TK, czas obsługi skarg Zenka i wszystkich innych wydłużyłby się co najmniej trzykrotnie.
|
|
| | | |  | | GrzeTor (1279 punktów) |
Widzę tutaj pogardę dla zwykłych ludzi, zwykłych obywateli. Włącznie z pogardliwym nazewnictwem np. "Zenek z Wypierdowa" jako reprezentant zwykłego obywatela. Z równoczesnym tworzeniem dodatkowych przywilejów dla grup już i tak uprzywilejowanych: tzn. z tego, że dana instytucja jest duża i potężna (największy klub opozyjny) wywodzisz fakt, że powinna mieć dodatkowy przywilej - preferencyjne traktowanie przez TK.
I to jest właśnie odwrotność sprawiedliwości społecznej. Walczący o sprawiedliwość społeczną są za likwidacją przywilejów. Co więcej - grupy z niedoborem przywilejów są często w ramach sprawiedliwości społecznej wyrównywane w górę przez przeprowadzanie różnego rodzaju akcji afirmacyjnych, dodatkowych punktów za pochodzenie z niskiej warstwy społecznej, czy za biedę. A grupy nadmiernie uprzywilejowane są zrównywane w dół; różnymi metodami, od szczególnie wysokich podatków, przez różnego rodzaju kwoty limitujące.
Czyli zwykła kolejka FIFO, to wręcz absolutne minimum niezbędne do realizacji sprawiedliwości społecznej. Dalej jest już tylko podwyższenie priorytetów dla zwykłych i niskich warstw (dla ciebie - Zenków z Wypierdowa), oraz obniżenie priorytetów dla potężnych i uprzywilejowanych. W dalej idącej wersji sprawiedliwości społecznej sprawy od takich potężnych, wpływowych i bogatych organizacji trafiałyby więc na sam koniec kolejki, a sprawy pozbawionego przywilejów "Zenka z Wypierdowa" - na sam początek.
Przy okazji - uprzywilejowanie spraw od PO (zarówno pod względem kolejności, jak i podejranie korzystych wyników) jest także naruszeniem zasady równości wobec prawa.
|
|
| | | | |  | 2 na 2 | Marian Forewa (906 punktów) | >Widzę tutaj pogardę dla zwykłych ludzi, zwykłych obywateli. Włącznie z pogardliwym nazewnictwem np. "Zenek z Wypierdowa" jako reprezentant zwykłego obywatela.
Och jaki ja niezwykły człowiek i obywatel! Dzięki za tę gratisową psychoanalizę, dużo mi lepiej.
> z tego, że dana instytucja jest duża i potężna (największy klub opozyjny) wywodzisz fakt, że powinna mieć dodatkowy przywilej - preferencyjne traktowanie przez TK.
To wynika z konstytucji, w przeciwieństwie do zwykłych obywateli parlamentarzyści mogą zaskarżyć dowolny akt prawny, a to że zazwyczaj opozycja zgłasza wynika z tego, że są to zazwyczaj akty przegłosowane przez grupę trzymającą władzę. Jeszcze czegoś nie rozumiesz?
>I to jest właśnie odwrotność sprawiedliwości społecznej.
Jeszcze raz, dowiedz się co to jest ta sprawiedliwość społeczna, zanim zaczniesz się na nią powoływać. Dotyczy ona głównie dystrybucji dóbr, a bardziej rozgarnięci prawnicy słusznie uważają ją za pojęcie niedefiniowalne i bzdurne.
>Czyli zwykła kolejka FIFO, to wręcz absolutne minimum niezbędne do realizacji sprawiedliwości społecznej.
Daj już spokój tej nieszczęsnej kolejce dobra?
Odsłoniłeś się już w innych wypowiedziach, wcale nie chodzi ci o żadną kolejkę, masz w ogóle problem z tym że TK orzeka i śmie wytykać twoim ulubionym, skretyniałym politykierom. Nie możesz mieć na względzie dostępu obywateli do TK, jeżeli dążysz do jego marginalizacji i paraliżu, rybka albo pipka.
Zaprezentowałeś się jako zwykły pisowski krętacz, który nawet nie rozumie tematu na który się wypowiada.
|
|
8 na 8 | Eliath (1441 punktów) | Dlaczego ta zasada ma obowiązywać tylko TK a nie inne instytucje RP? Czemu inne sądy mają być z tej zasady zwolnione? Czy nie powinno się skazywać w kolejności popełnienia przestępstwa / zgłoszenia/wykrycia / ujęcia sprawcy / skierowania aktu oskarżenia... (niepotrzebne skreślić brakujące dopisać) Policja też powinna działać po kolei: "Ja rozumiem że porwano pana dziecko, ale tu kolejka obowiązuje". Czemu Prezydent nie zaprzysiągł sędziów zgodnie z kolejnością wyboru? Dlaczego nie publikuje aktów prawnych w kolejności przyjęcia? Dlaczego partie nie przyjmują ustaw w kolejności złożenia obietnicy wyborczej? Wróćmy jednak do "treści" (w całej wieloznaczności tego słowa) jakie chcesz przekazać: > Ostatnio jest jakiś konflikt między Sejmem, a niektórymi sędziami Trybunału Konstytucyjnego o niektóre mechanizmy działania Trybunału.A konkretnie między PiS a TK... głównie o mechanizmy których stosowanie PiS chce wymusić... > Prezes TK wolałby rozpatrywać sprawy w kolejności wg własnego uznania, a ustawa nakazuje, aby TK rozpatrywał sprawy w kolejności zgłoszeń.Nie Prezes TK chciałby rozpatrywać sprawy wg oceny organu konstytucyjnego... PiS chciałby by rozpatrywał je po ich myśli lub wcale. Ustawa zaś, nie nakazuje bo jest niezgodna z konstytucją... > Otóż w Konstytucji jest coś takiego jak "Rzeczpospolita Polska jest demokratycznym państwem prawnym, urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej.".Konstytucja oprócz art.2 zawiera też wiele innych np. art 7. - tylko gwoli uzupełnienia  > Rozpatrywanie spraw...Można to uznać za wersje sprawiedliwości społecznej... jeśli dopuszcza się wyjątki. > ale przecież sprawiedliwość społeczna z natury nie jest kompatybilna z najwyższąefektywnością. Niestety mylisz się. Sprawiedliwość społeczna jest "definicją" (pot. kalka.) efektywności działania instytucji. Równe traktowanie obywateli przez instytucje przyczynia się do mniejszej ilości skarg - czyli tańsza i szybsza praca tychże instytucji, mniejszego niezadowolenia społecznego - czyli lepsze działanie całego systemu. To uprzywilejowane grupy powodują nieefektywność - przywileje te są bowiem czyimś kosztem. Nawet jeśli jest to koszt czysto monetarny, to powoduje nieefektywne wydatkowanie środków. Od dekad wiadomo że dyskryminacja kosztuje, to jest jeden - jeśli nie główny motyw w walce z nią. > Tymczasem to co robił dotychczas prezes TK to była wysoka priorytetyzacja spraw pochodzących od PO, zwłaszcza związanych z samym TK. Kosztem dalszego opóźniania i tak już mocno opóźnionych spraw od zwykłych obywateli.Co jest oceną do, której masz prawo ale... ... dzięki ustawie PiS nikt nie będzie miał dostępu... to niebezpieczne i głupie... ale przynajmniej sprawidliwe. > zaprzeczeniem konstytucyjnego wymogu urzeczywistniania tejże.A odmowa wykonania obowiązków i przekroczenie uprawnień przez Prezydenta, Premiera i innych funkcjonariuszy publicznych w kwestii TK nie jest czasem zaprzeczeniem i art 2 który cytujesz i art 7? Nie są to bowiem osoby upoważnione do oceny formalnej działania TK (przekroczenie uprawnień ) - co najwyżej wyrażenia opinii przy kawie i ciastkach. Nie mają też uprawnień do odmowy - odebrania przysięgi / publikacji orzeczenia - niedopełnienie obowiązków. Widzisz Miłościwie Ci, a obmierźle nam panujący, Pierwszy Sekretarz Partii - nie rozumie, tak jak i wiele innych osób i instytucji tego małego "ale": wygranie wyborów nie daje władzy absolutnej... ale w kwestiach konstytucyjnych to TK ma władzę absolutną!
Rzeczywistość jest kłamstwem
|
|
 | | GrzeTor (1279 punktów) | Najczęściej popełnianym błędem myślenia w dyskusjach jest tzw. straw man, czyli przypisanie dyskutantowi wypowiedzi, której nie popełnił. en.wikipedia.org/wiki/Straw_manTutaj ten błąd myślenia objawia się np. w następującym zdaniu: "Dlaczego ta zasada ma obowiązywać tylko TK a nie inne instytucje RP?" Otóż nie napisałem że taka zasada nie powinna obowiązywać w innych instytucjach państwowych - a Eliath mi to zarzuca. I intensywnie z tym dyskutuje. Po prostu moja wypowiedź była poświęcony kolejności działania TK, a nie innch instytucji państwowych. Nie zawiera więc informacji o pożądanej organizacji pracy innych instytucji państwowych. Za to ciekawe jest następujące zdanie "To uprzywilejowane grupy powodują nieefektywność - przywileje te są bowiem czyimś kosztem." Otóż w obecnym stanie rzeczy uprzywilejowaną grupą w TK jest PO - bo to ono uzyskuje pierwszeństwo w kolejności rozpatrywania spraw, jak również podejrzanie korzystne wyroki. Oczywiście odbywa się to czyimś kosztem: kolejność rozpatrywania spraw kosztem przedłużania czasu oczekiwania na rozprawę przez zwykłych obywateli, a podejrzanie korzystne dla PO wyroki - kosztem przeciwników politycznych. Natomiast błędne są m.in. "ale w kwestiach konstytucyjnych to TK ma władzę absolutną" - TK jako taki w ogóle nie powinien mieć władzy, ani możliwość podejmowania DECYZJI - w sprawach zgodności ustaw z Konstytucją. To czy dany tekst ustawy jest zgodny z Konstytucją czy nie jest definiowane przez treści obydwu aktów, a także przez istniejące w tzw. obiektywnej rzeczywistości zasady logiki. TK powinien być tylko takim matematykiem, który aplikuje te zasady logiki do obydwu aktów, i w orzeczeniu zawiera wyniki analizy, wynikające z tych niezłomnych zasad logiki i treści obydwu aktów. Władza to jest coś zupełnie innego - to jest podejmowanie decyzji. A decyzja to jest coś do wyboru; wynikająca z możliwości wyboru; z istniania N dopuszczalnych opcji, z których można sobie jedną lub więcej wybrać. Taką swobodę wyboru ma polityk: ma dopuszczalne opcje np. obniżyć podatki, podwyższyć podatki, zostawić na tym samym poziomie. Wybiera którąś z opcji i za nią głosuje, lobbuje itp. W przypadku TK jeżeli zasady logiki wskazują, że treść ustawy jest niezgodna z Konstytucją, to TK nie powinien mieć możliwości wyboru, podejmowania decyzji (o kłamstwie), że wyda orzeczenie że ta ustawa jest zgodna z Konstytucją. Tak samo, jeżeli ustawa jest zgodna z Konstytucją, to TK nie powinien mieć możliwości wyboru, podjęcia decyzji (kłamstwa) o wydaniu orzeczenia, że dana ustawa jest niezgodna z Konstytucją. A brak wyboru, oznacza brak władzy.
|
|
|  | 3 na 3 | Marian Forewa (906 punktów) | > TK jako taki w ogóle nie powinien mieć władzy, ani możliwość podejmowania DECYZJI - w sprawach zgodności ustaw z Konstytucją. To czy dany tekst ustawy jest zgodny z Konstytucją czy nie jest definiowane przez treści obydwu aktów, a także przez istniejące w tzw. obiektywnej rzeczywistości zasady logiki.
Nie udało ci się ogarnąć "istniejących w tzw. obiektywnej rzeczywistości zasad logiki".
Błąd polega na nieuwzględnieniu faktu, że są ludzie którzy obiektywnych zasad logiki nie ogarniają - Kaczyński, Macierewicz, Duda, ty, być może jest ich większość, i stosując "swoją" subiektywną logikę na podstawie tych samych przesłanek dochodzą do różnych wniosków.
Dlatego musi być specjalny organ, który jako jedyny może wydać ostateczną decyzję w sprawach zgodności z konstytucją, i tu zaczyna się rola TK. Orzekanie o zgodności z konstytucją nie leży w kompetencjach Kaczyńskiego, Macierewicza, Dudy ani twoich, bez względu na to jak mocno wierzycie w swoje racje.
Zapis art 190, że orzeczenia TK są ostateczne i obowiązujące jest tak jasny jak tylko może być. Kto tego nie ogarnia może kurom dupy czyścić.
|
|
| |  | | GrzeTor (1279 punktów) | Kłamstwo TK - jak się przed nimi bronić? |
Widzę, że nie rozumiesz problemu. Ostateczność, "orzekanie", brak możliwości zmiany - to są WADY systemu. Podstawowym atakiem na system prawny państwa nie jest żaden DoS, lecz kłamstwo ostatniej instancji sądowej. W szczególności jest to więc także kłamstwo TK. Jeżeli TK skłamie, że dana ustawa - wg wszelkich obiektywnych zasad logiki niezgodna z Konstytucją - jest zgodna, to co wówczas? Jaki jest sposób obronienia się zwykłych obywateli przed takim oszustwem? 1) Instancja jest ostateczna - nie ma odwołania. 2) Sędziowie mogą kłamać ile chcą, bo maja immunitet. 3) Nie ma żadnej kontroli jakości wyników pracy TK. 4) Nie ma żadnej motywacji solidnej pracy sędziów - płaca nie zależy od wyniku pracy, nie ma obawy utraty pracy nawet jeżeli kłamią, nie ma motywacji w postaci starania się o drugą kadencję - bo i tak mają tylko jedną.
Analogicznie do kłamstwa niszczyć system prawny będzie także po prostu błąd takiej ostatniej instancji. A błędy nie są wychwytywane, bo nie ma kontroli jakości wyników pracy.
Rozwiązania w przypadku instytucji takich jak TK są proste: 1) Dokładna kontrola jakości każdego bieżącego wyniku pracy TK. Powrót do poprawki, jeżeli dana iteracja orzeczenia zawiera błędy. Tyle iteracji ile trzeba do zapewnienia najwyższej jakości. 2) Kontrola jakości wszystkich orzeczeń z przeszłości. W tym sprawdzenie czy są prawdziwe/fałszywe, błędne/poprawne, czy metodologia przetwarzania danych przez TK jest właściwa itp. 3) Rezygnacja z koncepcji ostateczności - ostatecznie to o sprawach zgodności/niezgodności zadecydują historycy, w międzyczasie naukowcy. Ale takie tworzenie się consensusu naukowego, czy historycznego trwa latami. Czyli TK tylko jako metoda zapewnienia znośnego czasu wydania pierwszej analizy konstytucyjnej w danej sprawie, przy jednoczesnym zapewnieniu jakości dzięki mechanizmom opisanym w p.1. 4) Normalna odpowiedzialność sędziów TK za celowe kłamstwa, oraz odpowiedzialność służbowa za grube błędy.
|
|
| | |  | 4 na 4 | ZaKotem (8733 punktów) | Odp: Kłamstwo TK - jak się przed nimi bronić? | >Widzę, że nie rozumiesz problemu. Ostateczność, "orzekanie", brak możliwości zmiany - to są WADY systemu. Podstawowym atakiem na system prawny państwa nie jest żaden DoS, lecz kłamstwo ostatniej instancji sądowej. W szczególności jest to więc także kłamstwo TK. Jeżeli TK skłamie, że dana ustawa - wg wszelkich obiektywnych zasad logiki niezgodna z Konstytucją - jest zgodna, to co wówczas? Jaki jest sposób obronienia się zwykłych obywateli przed takim oszustwem?
Banalnie prosty. Poczekać, aż kadencja sędziów TK wygaśnie i zostaną zastapieni przez nowych, wybranych przez aktualnych przedstawicieli narodu. Dlaczego to ci nie przyszło do głowy?
>1) Dokładna kontrola jakości każdego bieżącego wyniku pracy TK. Powrót do poprawki, jeżeli dana iteracja orzeczenia zawiera błędy. Tyle iteracji ile trzeba do zapewnienia najwyższej jakości.
A kto będzie kontrolował i kto z kolei zapobieze kłamstwom kontrolera?
>2) Kontrola jakości wszystkich orzeczeń z przeszłości. W tym sprawdzenie czy są prawdziwe/fałszywe, błędne/poprawne, czy metodologia przetwarzania danych przez TK jest właściwa itp.
j.w.
>3) Rezygnacja z koncepcji ostateczności - ostatecznie to o sprawach zgodności/niezgodności zadecydują historycy, w międzyczasie naukowcy. Ale takie tworzenie się consensusu naukowego, czy historycznego trwa latami. Czyli TK tylko jako metoda zapewnienia znośnego czasu wydania pierwszej analizy konstytucyjnej w danej sprawie, przy jednoczesnym zapewnieniu jakości dzięki mechanizmom opisanym w p.1.
Nic nie jest ostateczne. Ustawę, którą TK odrzucił można znowu próbować przepchnąć po upływie kadencji sędziów i przy nowym składzie. Trzeba chyba być małym dzieckem, żeby dziewiecioletnią kadencję postrzegać jako coś bliskiego wieczności.
>4) Normalna odpowiedzialność sędziów TK za celowe kłamstwa, oraz odpowiedzialność służbowa za grube błędy.
PRZED KIM, kto będzie decydował o tym, że sędzia popełnił błąd? Prezes rządzącej partii?
Proszę odpowiedzieć na serio na następujące pytanie: PO CO istnieje Trybunał Konstytucyjny? Bo moim zdaniem po to, aby ograniczać władzę ustawodawczą. Ale może masz inny pogląd?
Wzruszają mnie nutrie.
|
|
| | | |  | | GrzeTor (1279 punktów) | Wymiana sędziów na innych nie poprawi nic w kwestii braku kontroli jakości wyników pracy TK. Jeden skład nie podlegający kontroli jakości i nie ponoszący żadnej odpowiedzialności zostanie zamieniony przez inny skład nie podlegający kontroli jakości i nie ponoszący żadnej odpowiedzialności. Czyli znowu nie będzie żadnych mechanizmów choniących przed błędami, kłamstwami, przekrętami TK.
Natomiast problematyczne jest sposób myślenia typu "kto będzie decydował o tym, że sędzia popełnił błąd?". Otóż to czy sędzia popełnił błąd, czy nie jest kwestią do decyzji lecz jest pewnym stanem w obiektywnie istniejącej rzeczywistości. Jako takim nie podlegającym decyzji. Lecz raczej badaniom nad tym jaki ten stan jest. A do badań służą metody, mechanizmy, systemy, algorytmy itd.
Czyli po prostu Konstytucja, w gorszym przypadku ustawa, powinny zawierać w sobie opis systemu kontroli jakości wyników pracy TK. Dość szczegółowy. W tym ze wskazaniem progu od jakiego wynik pracy jest na tyle wysokiej jakości, że nadaje się do publikacji. Czym mechanizmy są bardziej precyzyjnie opisane, czym mniej pozostawiają arbitralności tym mniejsze znaczenie ma to, kto je będzie wykonywał.
"Proszę odpowiedzieć na serio na następujące pytanie: PO CO istnieje Trybunał Konstytucyjny?" Sam się nad tym zastanawiałem. Jako instytucja jest niewątpliwie nadmiarowy i zbędny; wiele państw się bez niego obywa.
Jedną z prawdopodobnych teorii o tym jaka jest rola Trybunału Konstytucyjnego mówi, że zasadniczo służy on do tworzenia legalnych usprawiedliwień przekrętów władzy. Stąd taka architektura, w której kłamstwo TK jest trudne lub niemożliwe do wyprostowania. Np. poprzedni rząd mogł zwinąć miliardy OFE, tylko dzięki temu, że TK to przyklepał. Kuriozalny przepis o obrazie uczuć religijnych, jawnie niezgodny z gwarantowaną przez Konstytucję wolnością wypowiedzi, także utrzymał się tylko dzięki przyklepaniu go przez TK.
To co jest teraz to byłoby więc zastosowanie TK niegodne z podstawowym (wspierania rządu i parlamentu kłamstwami prawnymi, których zwykłym obywatelom nie uda się wyprostować, ze wględu na ostateczność instancji). Stąd kontrowersje i konflikt. Jakby rząd i TK razem podejmowali decyzje przeciw społeczeństwu, to konfliktu o TK by nie było. I stąd poważne problemy TK - instytucja nigdy nie była przewidziana do walki z rządem i parlamentem, więc nie posiada do tego wystarczających narzędzi obronnych. I PO wydaje się to widzieć, stąd zabiegania o interwencje zewnętrzne, spoza Polski, oraz demonstranci.
Taka próba stworzenia alternatywnego systemu władzy w stosunu do demokratycznego parlamentu i wyłonionego przez niego rządu, który to alternatywny system władzy składa się z: Trybunału Konstytucyjnego jako organu prawodawczego, oraz interwencji zewnętrznych i demonstrantów jako wymuszaczy stosowania prawodawstawa TK.
|
|
| | | | |  | 3 na 3 | ZaKotem (8733 punktów) |
>Natomiast problematyczne jest sposób myślenia typu "kto będzie decydował o tym, że sędzia popełnił błąd?". Otóż to czy sędzia popełnił błąd, czy nie jest kwestią do decyzji lecz jest pewnym stanem w obiektywnie istniejącej rzeczywistości. Jako takim nie podlegającym decyzji. Lecz raczej badaniom nad tym jaki ten stan jest. A do badań służą metody, mechanizmy, systemy, algorytmy itd.
Mam wrażenie, że karmię trolla, ale może przedstaw takie metody, mechanizmy, systemy i algorytmy, to pogadamy.
Wzruszają mnie nutrie.
|
|
| | | | | |  | | GrzeTor (1279 punktów) | Tzn. mam ci zapewnić darmowe studia, darmową naukę?
|
|
| | | | | | |  | 2 na 2 | ZaKotem (8733 punktów) | >Tzn. mam ci zapewnić darmowe studia, darmową naukę?
My tobie to zapewniamy, ukazując nonsensowność twoich fantazji. Twoje nieistniejące algorytmy do oceniania ustaw mają równie wielką wartość, co propozycja oparcia polskiej energetyki na zimnej fuzji albo perpetuum mobile.
Wzruszają mnie nutrie.
|
|
| | | | | | | |  | | GrzeTor (1279 punktów) | Jeżeli nie istnieją algorytmy do oceniania ustaw, to bardzo przepraszam, ale w jaki sposób taki sędzia TK ustawy ocenia? Kobiecą intuicją? Uczuciami? Losowaniem? Wysokością łapówki? Rozkazami oficerów prowadzących? Przypominam także, że tzw. stawman to najpopularniejszy błąd rozumowania w dyskusjach. A polega na intensywnym dyskutowaniu z czymś, czego oponent w dyskusji nigdy nie twierdził. en.wikipedia.org/wiki/Straw_manW szczególności nikomu nie polecałem stosowania moich algorytmów. Natomiast dość wredny trick, który zastosowałeś to zlecenie mi wykonania na twoją rzecz dużej ilości bezpłatnej pracy w postaci uczenia ciebie logiki, metod, algorytmów itp. Nigdy nie podejmowałem się wykonywania tego typu pracy edukacyjnej, nie mam nawet na nią czasu ani chyba nawet powołania nauczycielskiego.
|
|
| | | | | | | | |  | 2 na 2 | ZaKotem (8733 punktów) | >Jeżeli nie istnieją algorytmy do oceniania ustaw, to bardzo przepraszam, ale w jaki sposób taki sędzia TK ustawy ocenia? Kobiecą intuicją? Uczuciami? Losowaniem? Wysokością łapówki? Rozkazami oficerów prowadzących?
Na podstawie swojej wiedzy teoretycznej i praktycznej - z której, owszem, wynika pewna INTUICJA, niekoniecznie kobieca - oraz, nie ukrywajmy, swoich poglądów politycznych.
>W szczególności nikomu nie polecałem stosowania moich algorytmów.
Algorytmy są "twoje" bo ty je wyfantazjowałeś. Ja na przykład uważam, że polska energetyka powinna być oparta na zimnej fuzji. Nie wiem, jak zrobić taki reaktor, tym niech się zajmą inni, ale pomysł niezły, co nie?
>Natomiast dość wredny trick, który zastosowałeś to zlecenie mi wykonania na twoją rzecz dużej ilości bezpłatnej pracy w postaci uczenia ciebie logiki, metod, algorytmów itp.
Pracę uczenia mnie logiki ktoś już wykonał dawno, uchowaj borze, żebyś ty mnie jej uczył. A algorytm do oceniania ustaw owszem, chętnie bym zobaczył. Choćby jego działanie. Jeśli znasz taki, to możesz wskazać inny kraj, gdzie taki działa. A może jesteś tak optymistycznym patriotą, że sądzisz, iż to Polska jest najbardziej zaawansowanym technologicznie krajem na świecie i dlatego to właśnie u nas takie algorytmy powstaną?
Wzruszają mnie nutrie.
|
|
| | | | | | | | | |  | | GrzeTor (1279 punktów) | Jeszcze raz powtórzę: próbujesz tutaj na mnie wymusić pracę, która może potrwać kilka ładnych lat, jeżeli jest wykonywana przez wiele osób. I mam to wg ciebie zrobić w nastepnym poście, za darmo.
Jako analogię - historykowi p. Richardowi Carrierowi zajęło wiele lat zastosowanie starej przecież metody Bayesa do zagadnienia czy biblijny Jezus istniał historycznie. (I wyszło, że jest to dużo mniej prawdopodobne niż opcja alternatywna). I powstały na ten temat aż 2 książki: Proving History i On The Historicity of Jesus.
I to jest bardzo ciekawy przykład, bo wykazuje, że daje się stosować metody matematyczne do spraw często uważanych za humanistyczne. Tylko trzeba wykonać dużą pracę, aby je wdrożyć. To są dużo trudniejsze metody niż metoda wg jakiej wg Konstytucji ma działać TK - głosowanie.
Wracając do tematu oceny prawa i orzeczeń dotyczących prawa. Jeżeli chcesz coś takiego wprowadzić, to oczywiście trzeba przejść wszystkie etapy procesu wytwarzania, która przykładowo mogłaby wyglądać nastepująco:
1) Specyfikację wymagań 2) Studium wykonalności 3) Analizę ryzyka 4) Architekturę ogólną 5) Kontrolę jakości architektury aż do skutku 6) Projekt szczegółowy 7) Kontrolę jakości projektu 8) Wytworzenie 9) Kontrole jakości produktu 10) Pilotaż na ograniczonej liczbie/próbce spraw | równolegle ew. analizy spraw przeszłych 11) Ew. poprawki popilotażowe w p. 4, 6, 8. 12) Wprowadzenie pełne, ostateczne.
Uciążliwe, ale jakby osoby odpowiedzialne w parlamencie, pobierające za to duże pensje, zajęły się tematem kilka lat temu, to dzisiaj już byśmy to mieli. A jak teraz by się to rozpoczęło - to za kilka lat będzie gotowe.
Zupełnie błędna jest natomiast analogia do zimnej fuzji - bo jest to zjawisko, którego istnienie jest wątpliwe, mało prawdopodobne. Proponowane wprowadzenie zarządzania jakością do metody pracy TK byłoby raczej dopasowaniem do standardu jaki obowiązuje w normalnym (nie prawniczym) świecie instytucji. Gdzie zarządzanie jakością jest normą, standardem w takim stopniu, że przyjmuje się to za rzecz oczywistą. Instytucje sądowe najwyższych szczebli są więc wyjątkową anomalią w świecie instytucji w kontekście braku zarządzania jakością. Podejrzewam, że to jest zarówno zacofanie (wzorowanie się na jakiś prawach z antycznego Rzymu, a nie na współczesnych standardach insytucjonalnych z sektora prywatnego), jak i celowe działanie polityków: istnienie "ostatecznej instancji" pozwala im na wykonanie przekrętów prawnych, których nie da się naprawić.
|
|
| | | | | | | | | | |  | | ZaKotem (8733 punktów) | >Jeszcze raz powtórzę: próbujesz tutaj na mnie wymusić pracę, która może potrwać kilka ładnych lat, jeżeli jest wykonywana przez wiele osób. I mam to wg ciebie zrobić w nastepnym poście, za darmo.
Jeszcze raz powtórzę : ani ty, ani żadni geniusze więksi jeszcze od ciebie nie zrobią tego ani za darmo, ani za wielkie pieniądze, ani dziś, ani za dziesięć lat. Może za pięćdziesiąt, jeśli powstanie prawdziwa sztuczna inteligencja.
>Jako analogię - historykowi p. Richardowi Carrierowi zajęło wiele lat zastosowanie starej przecież metody Bayesa do zagadnienia czy biblijny Jezus istniał historycznie. (I wyszło, że jest to dużo mniej prawdopodobne niż opcja alternatywna). I powstały na ten temat aż 2 książki: Proving History i On The Historicity of Jesus.
I ktoś oprócz samego autora poważnie traktuje tę jego idee fixe?
>I to jest bardzo ciekawy przykład, bo wykazuje, że daje się stosować metody matematyczne do spraw często uważanych za humanistyczne. Tylko trzeba wykonać dużą pracę, aby je wdrożyć.
Trzeba też dużo pracy włożyć, aby skonstruować teorię krzyżówek planet albo cały nowy ustrój gospodarczy, jak czynią tutaj inni nowatorzy. Wielkość wysiłku nie gwarantuje jego pozytecznosci. Po owocach ich poznacie, jak rzekł pewien probabilistycznie nieistniejący filozof.
Wzruszają mnie nutrie.
|
|
| | |  | 3 na 3 | Marian Forewa (906 punktów) | > Widzę, że nie rozumiesz problemu. Ostateczność, "orzekanie", brak możliwości zmiany - to są WADY systemu. Podstawowym atakiem na system prawny państwa nie jest żaden DoS, lecz kłamstwo ostatniej instancji sądowej. W szczególności jest to więc także kłamstwo TK. Jeżeli TK skłamie, że dana ustawa - wg wszelkich obiektywnych zasad logiki niezgodna z Konstytucją - jest zgodna
Nie widzisz, i nie rozumiesz. Ostateczna instancja orzekająca jest koniecznością, w przeciwnym wypadku żaden werdykt nie byłby możliwy.
Po drugie, obserwator zewnętrzny nie jest w stanie stwierdzić czy werdykt jest zgodny z przekonaniami orzekającego czy nie, więc twój wywód o kłamstwie jest nielogiczny.
Po trzecie, twój wywód o kolejce wynikającej ze sprawiedliwości społecznej jest idiotyczny, gdyż wynika z niezrozumienia pojęcia sprawiedliwości społecznej i kontrowersji wokół niego. Kolejka i sprawiedliwość społeczna nie są w ogóle powiązane. Doczytaj.
Po trzecie, nie odwołuj się do obiektywnych zasad logiki, gdyż nie każdy je rozumie i sam jesteś jednym z nich. Gdyby prawa logiki działały same z siebie w ogóle nie byłyby potrzebne żadne sądy i nie byłoby tej dyskusji.
Wyobraź sobie, że użytkownik RotRzeg ma dokładnie przeciwne zdanie do twojego, i jest równie mocno przekonany o swojej racji jak ty, co więcej, zarzuca ci że tak naprawdę się z nim zgadzasz, tylko kłamiesz. I nie ma żadnej instancji, która ma uprwnienia do wydania werdyktu. I co zrobisz, w mordę mu dasz?
|
|
| | | |  | 2 na 2 | GrzeTor (1279 punktów) | Popatrz np. na naukę (albo wolny rynek). Tam nie ma "ostatecznej instancji", oraz "ostatecznych werdyktów". Wprost przeciwnie - każde twierdzenie, każda teoria, mogą być w każdej chwili podważone i jeżeli będzie dostatecznie dużo dowodów - obalone, lub zastąpione czymś lepszym (mniej błędnym). I dlatego ten system działa!
System z ostateczną instancją i ostatecznymi werdyktami jest wadliwy z zasady. Ostateczna instancja, ostateczny werdykt oznacza bowiem brak możliwości naprawienia powstałego błędu, oraz brak możliwości sprostowania popełnionego kłamstwa, przekrętu.
Niektórzy twierdzą, że właśnie dlatego istnieją ostateczne instytucje sądowe - aby grupy trzymające władzę mogły robić przekręty, których nikt nie będzie w stanie odkręcić (nawet wyborem innego rządu). Instytucja która jest ostateczna, nie podlega żadnej kontroli (jakości, poprawności) może zrobić dowolny przekręt. A jeżeli dodamy do tego immunitety dla jej członków, to już w ogóle żadnych hamulców nie ma.
|
|
| | | | |  | 3 na 3 | piotr35 (1843 punktów) | > System z ostateczną instancją i ostatecznymi werdyktami jest wadliwy z zasady. Ostateczna instancja, ostateczny werdykt oznacza bowiem brak możliwości naprawienia powstałego błędu, oraz brak możliwości sprostowania popełnionego kłamstwa, przekrętu.No i znowu ten chamski atak na święty apostolski kościół i świętego ojca jego.
|
|
| | | | |  | 5 na 5 | Marian Forewa (906 punktów) | >Popatrz np. na naukę (albo wolny rynek). Tam nie ma "ostatecznej instancji", oraz "ostatecznych werdyktów".
Nie odróżniasz nauki od prawa? Nauka nie potrzebuje ostatecznych werdyktów gdyż przedmiotem jej badań jest rzeczywistość, która niezależnie od jakości teorii na jej temat będzie się zachowywać dokładnie tak, jak się zachowuje i nic na to nie poradzisz.
Prawo to coś zupełnie innego, jego przedmiotem są zachowania ludzi, a jego zadaniem jest wpływanie na te zachowania, dlatego potrzebne są ostateczne werdykty - bo jeżeli nie ma ostatecznych, to nie ma żadnych i nie ma możliwości egzekwowania prawa.
>System z ostateczną instancją i ostatecznymi werdyktami jest wadliwy z zasady. Ostateczna instancja, ostateczny werdykt oznacza bowiem brak możliwości naprawienia powstałego błędu
Wszelkie wady tego systemu wynikają wprost z wad ludzkiego umysłu. Jego celem jest zminimalizowanie błędnych rozstrzygnięć. Błędy wciąż się zdarzają, ale póki co nikt niczego skuteczniejszego nie wymyślił.
Nie ma ostatecznych rozstrzygnięć - nie ma prawa.
>Niektórzy twierdzą, że właśnie dlatego istnieją ostateczne instytucje sądowe - aby grupy trzymające władzę mogły robić przekręty, których nikt nie będzie w stanie odkręcić (nawet wyborem innego rządu).
Niektórzy twierdzą też, że w Smoleńsku wybuchł wielki magnes, czy coś. Każde narzędzie da się wykorzystać w szemranym celu, ale nie rób z tego reguły.
> Instytucja która jest ostateczna, nie podlega żadnej kontroli (jakości, poprawności) może zrobić dowolny przekręt. A jeżeli dodamy do tego immunitety dla jej członków, to już w ogóle żadnych hamulców nie ma.
Dlatego chciałbyś sparaliżować organ kontrolny, by grupa durnych małp z brzytwami i immunitetami, których ewidentnie jesteś fanem, nie podlegała żadnej kontroli. Logiczne.
|
|
| | | | | |  | | Belfer00 (720 punktów) | >> Instytucja która jest ostateczna, nie podlega żadnej kontroli (jakości, poprawności) może zrobić dowolny przekręt. A jeżeli dodamy do tego immunitety dla jej członków, to już w ogóle żadnych hamulców nie ma. >Dlatego chciałbyś sparaliżować organ kontrolny, by grupa durnych małp z brzytwami i immunitetami, których ewidentnie jesteś fanem, nie podlegała żadnej kontroli. I tu docieramy do istoty sporu o Trybunał (pozwolę sobie się wtrącić). Dla mnie, jako radykalnego lewicowca, mimo że nie uważam instytucji demokracji parlamentarnej za idealną, osoby wybrane są przedstawicielami Narodu, czyli "ogółu obywateli". Są jakoś przed Narodem-suwerenem odpowiedzialne, choćby przy reelekcji (byłoby lepiej, gdyby działało prawo do ich odwołania). Natomiast dla Ciebie są małpami, a Naród (ogół obywateli) zapewne zbiorem osobników na tyle głupich, że nie zasługujących na wyrażanie własnego zdania, a tym bardziej na wpływ na państwo. Sędziowie Trybunału są nieusuwalni i niezawiśli czyli nie odpowiadają przed nikim za treść swoich orzeczeń, a orzeczenia te są ostateczne. Instytucja Trybunału Konstytucyjnego jest więc przykładem merytokracji sprzecznej z demokracją. Instytucja ta wymyślona została jako hamulec demokracji (woli ludu) w latach międzywojennych, gdy lud się radykalizował i groziło, że demokratycznie obali tradycyjne formy ustrojowe. Owszem, to organ kontrolny, ale co to znaczy? Ano, to, że ma w założeniu kontrolować suwerena-Naród. Zdanie kilku nieodpowiedzialnych przed nikim osób ma być ważniejsze od woli demokratycznie wybranych przedstawicieli owego suwerena. I obrona takiej instytucji została nazwana obroną demokracji... Pozdrawiam.
|
|
3 na 3 Ordynariusz Pisiewicz (545 punktów) (zablokowany) | Odp: "Sprawiedliwość społeczena" a kolejność rozpartywania s | >Prezes TK wolałby rozpatrywać sprawy w kolejności wg własnego uznania, a ustawa nakazuje, aby TK rozpatrywał sprawy w kolejności zgłoszeń. PiS-owska ustawa, o której piszesz jest niezgodna z Konstytucją RP, naprawdę podoba ci się, że "obowiązują" ustawy łamiące prawo najwyższego rzędu? Naprawdę jesteś zwolennikiem PiS-owskiego bolszewizmu? Jeśli tak, to składam ci szczere kondolencje z powodu zejścia twojego rozumu.
|
|
 | -1 na 1 | GrzeTor (1279 punktów) | "Naprawdę jesteś zwolennikiem PiS-owskiego bolszewizmu?" - to jest reakcja na post który mówi o czymś tak wydawałoby się prostym, oczywistym i powszechnie znanym jak KOLEJKA spraw. Czyli aktualnie kolejka=bolszewizm.
Co najciekawsze, zawierał uzasadnienie, że kolejka jest zgodna z Konstytucją, tymczasem odpowiedź to stwierdzenie, bez uzasadnienia, że "jest niezgodna z Konstytucją RP".
|
|
|  | 2 na 2 Ordynariusz Pisiewicz (545 punktów) (zablokowany) | >Czyli aktualnie kolejka=bolszewizm. Nie udawaj durnia. Bolszewizmem jest zawłaszczanie państwa przez PiS.
>Co najciekawsze, zawierał uzasadnienie, że kolejka jest zgodna z Konstytucją, tymczasem odpowiedź to stwierdzenie, bez uzasadnienia, że "jest niezgodna z Konstytucją RP". Nie udawaj durnia. Niezgodna z Konstytucją RP jest PiS-owska ustawa o TK.
|
|
| |  | | GrzeTor (1279 punktów) | Przypominam, że tematem wątku jest system kolejkowania spraw do TK na zasadzie FIFO jako realizacja zasady sprawiedliwości społecznej. W tym kontekście pojawienie się "zawłaszczania kraju przez PiS" - cokolwiek by to znaczyło - jest zagadnieniem na inny temat.
Jeżeli natomiast uważasz, że kolejka FIFO jest niezgodna z Konstytucją, to może warto byłoby to udowodnić?
|
|
| | |  | | Marian Forewa (906 punktów) | |
|
| | | |  | | GrzeTor (1279 punktów) | Nie widzę tam żadnego dowodu niezgodności kolejki FIFO z Konstytucją.
|
|
| | | | |  | 2 na 2 Ordynariusz Pisiewicz (545 punktów) (zablokowany) | Oczywiście, że nie widzisz, bo usiłujesz nie widzieć wyroku TK na temat PiS-owskiej ustawy. Jesteś żałosnym, PiS-owskim trollem.
|
|
| | | | | |  | | GrzeTor (1279 punktów) | Więc gdzie jest ten dowód na niezgodność zwykłej kolejki z Konstytucją? Nie pytam się w kontekście żadnej ustawy, PiSu, PO, bieżącego konfliktu politycznego TK kontra PiS itp. ale w kontekście ogólnym: zasad, logiki, treści samej Konstytucji. Jest to pytanie wyłącznie o temat organizacji kolejki, a nie o jakąś treść jakiejś konkretnej ustawy.
|
|
|  | 3 na 3 | Marian Forewa (906 punktów) | > Co najciekawsze, zawierał uzasadnienie, że kolejka jest zgodna z Konstytucją,Co najwyżej uzasadniłeś, dlaczego twoim skromnym zdaniem kolejka jest zgodna z zasadą sprawiedliwości społecznej. Stąd do zgodności z konstytucją jeszcze kawał, wszak zawiera ona wiele innych zapisów, często dużo mniej ogólnikowych. Załóżmy na potrzeby argumentu, że pewien nierozgarnięty jegomość wierzy, że politycy PiS są ludźmi rozsądnymi, uczciwymi, inteligentnymi i zdrowymi psychicznie, oraz myślą tylko o tym, jak mu zrobić dobrze. Niestety, władza nie trwa wiecznie. Przypadki chodzą po ludziach, zdarza się im umrzeć, zostać przyłapanymi na współżyciu z kotem lub przegrać wybory. Otóż pewnego razu władzę przejmują wstrętni lewacy, chcący za pomocą nowych ustaw nieszczęsnego jegomościa pogwałcić dżęderem, pogrześć mowę i wiarę ojców i kazać samemu zarabiać na swoją wódkę. Na ratunek jegomościowi śpieszy 100% czysty polskokatolicki TK wybrany w poprzedniej kadencji, ale jest jedno ale. Najpierw musi się zająć pierdylionem błahych spraw zgłoszonych zawczasu przez lewaków i zaległościami z poprzedniej kadencji, między innymi podstawą prawną w sprawie kłótni o Wartburga. Otóż, do czasu kiedy dojdzie kolejka, niezbywalne, konstytucyjne prawa jegomościa zostaną pogwałcone tak dogłębnie, dotkliwie i wielokrotnie, że z własnej woli będzie odśpiewywał Międzynarodówkę. Więc ja się pytam, czy to jest sprawiediwość?
|
|
| |  | 1 na 1 | GrzeTor (1279 punktów) | Przypominam, że domyślnym sposobem stosowania Konstytucji jest stosowanie jej bezpośrednio. Ew. niedrożność TK nie wpływa na ten mechanizm, nie powoduje jego zlikwidowania, wyłączenia itp. Bezpośrednie stosowanie Konstytucji jest niezależne od TK.
|
|
3 na 3 | woma (381 punktów) | Urzeczywistnianie zasad sprawiedliwości społecznej to także obowiązek dania pierwszeństwa dobru większemu przed dobrem mniejszym, a niekiedy nawet poświęcenia dobra mniejszego dla ochrony dobra większego. Jeżeli zatem do TK trafią dwie sprawy, to obowiązkiem TK jest rozpatrzenie najpierw sprawy, która dotyczy naruszenia dobra większego, o ile oczywiście czas odgrywa istotną rolę.
Problemem nie jest niemożność zaskarżenia orzeczeń TK. Problemem jest jakość przepisów tworzonych przez organy stanowiące prawo. Gdyby kwestie, które musi rozstrzygać TK, były należycie rozpatrzone na etapie tworzenia prawa, to być może TK nie miałby nic do roboty.
Zawsze musi być, a przynajmniej powinien być, organ, który wyda ostateczne rozstrzygnięcie. TK jest właśnie takim organem. Jest ostatnią instancją. Tworzenie jeszcze "ostateczniejszej" instancji jest niepotrzebne i niecelowe. Do TK trafiają sprawy, które zostały już rozstrzygnięte przez sądy powszechne. Trafiają też sprawy, których sądy powszechne nie potrafią rozstrzygnąć. Wtedy TK pełni rolę kontrolera albo doradcy sądów powszechnych. Poddanie orzeczeń TK kontroli byłoby kontrolowaniem kontrolującego, co mogłoby uzasadniać konieczność skontrolowania także decyzji tego organu, który kontrolowałby orzeczenia TK. I taj dalej, i tak dalej... TK orzeka również w sprawach przepisów prawa, których zastosowaniem jeszcze nikogo nie skrzywdzono. Jeżeli TK zdecyduje o wyeliminowaniu takich przepisów, to chyba dobrze. Nie można też wykluczyć, że TK wyeliminuje przepisy, które - nikogo nie krzywdząc - mogłyby niektórym, albo nawet wszystkim, przynieść korzyść. Wtedy wystarczy, by prawodawca usunął wady, które wskazał TK, i nie będzie już podstaw, by kwestionować konstytucyjność tych przepisów.
|
|
 | | GrzeTor (1279 punktów) | >Urzeczywistnianie zasad sprawiedliwości społecznej to także obowiązek dania pierwszeństwa dobru większemu przed dobrem mniejszym, a niekiedy nawet poświęcenia dobra mniejszego dla ochrony dobra większego. Jeżeli zatem do TK trafią dwie sprawy, to obowiązkiem TK jest rozpatrzenie najpierw sprawy, która dotyczy naruszenia dobra większego, o ile oczywiście czas odgrywa istotną rolę.
No to w takiej definicji sprawiedliwości społecznej wielkie korporacje miałyby pierwszeństwo w sądach. Bo ich sprawy dotyczą: 1) kwot liczonych w miliardach - "dobro większe" 2) znaczących lub nawet dominujących udziałach w rynku. Podczas gdy zarówno średnie, jak i drobne małe firmy byłyby spychane na potem, bo reprezentują "dobro mniejsze" - nieznaczące udziały w rynku i kwoty nieporównywalnie mniejsze do wielkich.
Taka definicja sprawiedliwości społecznej jest więc odwrotnością tego co się powszechnie rozumie pod tym pojęciem, a co uwzględnia m.in. wyrównywanie słabszych, biedniejszych itp. w górę; oraz walka z przywilejami silnych, bogatych itp.
W przypadku tego co się teraz dzieje z TK - czy to by oznaczało, że TK uważa sprawy dotyczące siebie samego za "dobro większe", a sprawy nie dotyczące TK za "dobro mniejsze". Egocentryzm i narcyzm. I nieprawda - jest to przecież organ nadmiarowy, wiele państw go nie ma.
Proszę także zauważyć, że jeżeli chodzi o kolejność, to przy idealnie szybkim organie, czyli takim który rozpatruje wszystkie sprawy na bieżąco, od razu - sprawy są rozpatrywane w kolejności przybycia...
>Problemem nie jest niemożność zaskarżenia orzeczeń TK.
Brak możliwości obalenia wadliwego orzeczenia TK jest problemem i to wielkim. Wadliwe lub kłamliwe orzeczenie TK może przecież poodować i czasami nawet powodują:
1) Zabranie podstawowych praw, w tym praw człowieka gwarantowanych przez Konstytucję obywatelom, przez fałszywe stwierdzenie, że w jakiś sposób to prawo nie przysługuje. Wadliwe lub kłamliwe orzeczenia TK przykrywają nasze prawa warstwą fałszywości, przez którą trudno, lub nawet nie sposób się przebić, aby je uzyskać. Typowy przykład: odebranie nam prawa do swobody wypowiedzi w wyniku nieprawdziwego stwierdzenia o zgodności z Konstytucją przepisów o "obrazie uczuć religijnych".
2) Potencjalny paraliż całego państwa w wyniku użycia TK jako narzędzia wetującego - tzn. gdy TK będzie kłamał, że ustawy są niezgodne z Konstytucją, mimo, że w rzeczywistości są. To jest to co próbuje zrealizować teraz.
3) Rozdwojenie jaźni systemu prawa - domyślnym sposobem stosowania Konstytucji jest stosowanie jej bezpośrednio. To jest zgodne ze stosowaniem Konstytucji za pośrednictwem orzeczeń TK tylko, gdy orzeczenia TK są prawdziwe. Jeżeli orzeczenia TK są fałszywe, to przykładowo: a) Bezpośrednie stosowanie konstytucji mówi, żeby zrobić X i że nie wolno Y b) Stosowanie orzeczeń TK mówi że nie wolno zrobić X i należy zrobić Y
Poza tym nasuwa się pytanie o twoją moralność. Jeżeli nie widzisz problemu, że potencjalne i rzeczywiste kłamstwa TK zostaje z nami, staje się obowiązujące i nie można go usunąć, to znaczy, że popierasz kłamstwa, jesteś ich zwolennikiem, albo jest ci obojętne, że one istnieją i prosperują. Nawet w sprawach, które uważasz za "wyższe dobro"! No chyba, że jesteś osobą wierzącą, która wierzy, że TK jest instytucją nieomylną?
> Problemem jest jakość przepisów tworzonych przez organy stanowiące prawo.
To też jest problem, osobny w stosunku do problemu jakości wyników pracy TK.
> Gdyby kwestie, które musi rozstrzygać TK, były należycie rozpatrzone na etapie tworzenia prawa, to być może TK nie miałby nic do roboty.
Wprost przeciwnie, mógłby np. kłamać, że prawo niskiej jakości jest wysokiej jakości, albo że jego wewnętrzne sprzeczności, czy sprzeczności z Konstytucją nie istnieją.
>Zawsze musi być, a przynajmniej powinien być, organ, który wyda ostateczne rozstrzygnięcie.
A gdzie jest taki organ np. w nauce, albo w przypadku wolnego rynku? Czy mamy jakieś organy ustalające ostatecznie prawdziwość twierdzenia? Albo organy ostatecznie rozstrzygające o cenie produktu?
W świecie rzeczywistym ostateczna to jest tylko jakaś kosmiczna katastrofa; po której tego świata nie będzie. Więszkość tego co się dzieje procesy ciągłe.
> TK jest właśnie takim organem. Jest ostatnią instancją. Tworzenie jeszcze "ostateczniejszej" instancji jest niepotrzebne i niecelowe.
Nie chodzi o stworzenie jeszcze bardziej ostatecznego organu: ideałem jest zapewnieie że wadliwe lub fałszywe cokolwiek prawnego będzie można w każdej chwili obalić, sprostować itp.
Pierwsza kontrola jakości wyfiltruje najbardziej oczywiste kłamstwa i błędy, co uczyni konieczność późniejszych walk o prawdę rzadszymi.
> Poddanie orzeczeń TK kontroli byłoby kontrolowaniem kontrolującego, co mogłoby uzasadniać konieczność skontrolowania także decyzji tego organu, który kontrolowałby orzeczenia TK. I taj dalej, i tak dalej...
Jeżeli na końcu kontroli postawisz system rozproszony, to nie masz problemu ostatniej instancji. Np. wiceprezesa ds. jakości kontroluje rada nadzorcza, radę nadzorczą kontrolują akcjonariusze, a ich kontroluje system rozproszony pt. rynek akcji (karząc ich spadkami za wadliwe decyzje).
Oczywistym systemem rozproszonym, który kontrolowałby prawdziwość orzeczeń TK po przejściu kaskady etapów kontroli jakości jest nauka. Debata naukowa może trwać w nieskończoność i zawierać dowolną ilość prac.
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|