Racjonalista - Strona głównaDo treści
Szukam

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Religie
NapisanoAutorTytuł
28-11-2005 13:55Tawiscara (9 punktów)Szukam
Szukam miejsca w życiu
Szukam siły sprawczej-jeśli takowa jest
Szukam odpowiedzi-jaki sens jest życia mojego
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

JATO (2644 punktów)
Dobry temat do rozważań.
Po prawdzie to nie to forum ale dlaczego nie. Nad sensem egzystencji na tym "łez padole" (inni twierdzą, że to najlepszy ze światów) przestałem się zastanawiać w wieko około 30 lat. Myślę, że to taki moment kiedy w jakimś sensie dorosłem. Piszę w jakims sensie, ponieważ człowiek dorasta przez całe zycie, później zaś i tak do niczego mu to nie jest potrzebne. W każdym razie w wieku 30 lat przewartosciowałem niejako swoje życie co zaowocowało rozwodem i ułożeniem sobie życia na nowo po m/w 4 latach. Nie powiem - udało się.
Później zaś przyszedł moment zrozumienia, ze za coś tam w końcu jestem odpowiedzialny. Np. za dzieci, żonę etc... Również odpowiadam za cos w życiu zawodowym. Też trudno było zrozumieć, że za cos sie dopowiada i należy zająć się czyms nad wyraz przyziemnym jak zdobywanie pieniedzy, których zawsze jest za mało. No i zaczęło się. Przestałem myśleć o sprawach egzystencjalnych (przestałem mieć na to czas). Teraz kiedy zdjąłem już mundur i od dwóch lat jestem w stanie "wypoczynku" mam nieco więcej czasu na filozofię i prawdę mówiąć brakuje mi czasem takich wznioślejszych dywagacji. Tyle jako (przydługi) wstęp.
No różne są koncepcje na temat sensu istnienia. Poczawszy od całkiem przyziemnych w rodzaju, życie jednostki ma służyc podtrzymaniu gatunku. Inne koncepcje prowadzą do boskich przyczynków w rodzaju byu otrzymać w nagrodę życie wieczne u boku stwórcy. Głębsze zastanowienie nad obydwoma przypadkami prowadzi jednak (wobec bezwzglednej logiki) do tego samego wniosku - przyczyna naszego życia jako działania celowego jest pozbawiona podstaw. Ergo. Żyjemy bo żyjemy. Tak się jakoś złożyło. Nie jest zatem istotne jaka jest przyczyna i sens naszego istnienia. Bądź to wielka miłość Boga Ojca bądź to wybryk natury w psotaci czystego przypadku. Pomioędzy jednym a drugim istnieje całe spektrum możliwości posrednich, łacznie z wizytą kosmitów (pytanie: a ci skad się mianowicie wzięli). Podbno jeżeli stadu szympansów da maszyny do pisania i oczywiście papier, to istnieje nie zerowe (choć pewnie bardzo małe) prawdopodobieństwo, że owo stado po bliżej nieokreślonym czasie napisze Encyclopedia Britanica.
Sens istnienia, miejsce w życiu. jakiś tam w końcu jest. Przedewszystkim (dla mnie) trzeba mieć dla kogo żyć. Taki ktoś zawsze istnieje. Cel życia to pozytywne, przynoszące szeroko pojete dobro, działanie. Zawsze jest co robić, wystarczy sie rozejrzeć. Nie wiem z czego wynikają Twoje wątpliwości (bo nie jest to ot tak sobie), ale uwierz (to jedyny przypadek wiary wart przyjęcia) jest zawsze coś do zrobienia w życiu.
Dostojewski, wielki znawca czarnej strony duszy ludzkiej, podbno mawiał: "co widzisz leżąc na ziemi. wstań a wtedy twój krąg widzenia znacznie się poszerzy" (nie iwem czy to cytat dosłowny ale sens zachowałem). Czasami po prostu wystarczy wyjść z domu.

Na razie tyle. Pozdrawiam serdecznie!



Prawo Wylera: Nie ma rzeczy niemożliwych dla kogoś, kto nie musi ich zrobić sam.
lipschitz (1674 punktów)
Wierzę, bo nie wiem. Jeżeli na samym końcu ma pozostać to "nie wiem", albo "wiem, że trzeba wierzyć" (dotyczy to wszelkich form wiary), to w jaki sposób człowiek, który nie wie, nie rozumie, nie ogarnia, może to życie przeżyć racjonalnie?
Zacząłem w ten sposób, gdyż tego rodzaju pytania najczęściej zaprowadzą w końcu do jakiejś formy wiary-niewiedzy, która zyska rangę argumentu.

Postawione pytanie, na które oczekujemy jedynie odpowiedzi, jest źle postawionym pytaniem. Wiem, że brzmi to przewrotnie, ale już wyjaśniam.

Zadajemy pytania, jeżeli czegoś nie wiemy, ale samo pytanie zawiera już pewne odpowiedzi. Pytając o siłę sprawczą musimy wiedzieć o jej istnieniu, pytając o sens musimy wiedzieć, że istnieje jakiś sens, pytając o miejsce w życiu, musi wiedzieć, że istnieje jakieś miejsce. Nie zadajemy pytań z próżni, w pytaniach już zostały postawione jakieś tezy. Dla przykładu: pytam o to, czy istnieją jeszcze jakieś cywilizacje w kosmosie, gdyż wiem, że istnieje nasza cywilizacja, pytanie wynika wprost z posiadanej przeze mnie wiedzy, która reprezentuje coś autentycznego.

Czy dostrzegamy jakiś sens, aby zadawać pytanie o niego? Czy widzimy, że na przykład jacyś ludzie żyją z sensem i pytamy o to, czy my też możemy tak żyć? Skąd w ogóle wiemy, że istnieje jakiś sens, by pytać o niego?

Według mnie to ważne, aby zdać sobie sprawę z konstrukcji samego pytania, bo być może pytamy o coś, co jest złudzeniem. Pytać o sens i zarazem nie dostrzegać go jest sprzecznością samą w sobie, trzeba jasno sobie odpowiedzieć najpierw, czy widzę gdzieś, w czymś jakiś sens. Podstawą pytań muszą być fakty, a nie domysły, bo te nie stworzą dalej nic innego jak kolejnych domysłów i nadal będziemy w kropce.

Z czego więc to pytanie wynika? Widzę dom i pytam, czy istnieją inne domy, czy np. istnieje dom dla mnie? Czy nie widzę żadnego domu a jednak zadaję to pytanie?

Jeżeli nie widzę domu, sensu, siły sprawczej, to o co pytam? Zanim postawię takie pytania, to muszę te rzeczy dostrzec najpierw, inaczej ulegam złudzeniu, muszę zacząć uświadamiać sobie istnienie tych rzeczy, zjawisk i wtedy ewentualnie zapytać dlaczego nie ma ich w moim życiu. Ale jeśli nie widzę, to być może w ogóle nie istnieją, a ja tracę czas na pytania, które nigdy nie znajdą swoich odpowiedzi.

Konkluzje zawarte w pytaniach często same wymagają odpowiedzi, jeżeli pytam, czy może istnieć pokój, ale nie widzę wokół siebie niczego pokojowego, to czym takie pytanie jest? Skąd w ogóle przyszło mi do głowy, że istnieje jakiś pokój? I to jest istota sprawy, na to muszę sobie najpierw odpowiedzieć - zapytać o konkluzję, która uformowała moje pytanie.

Trzeba więc się nieco ruszyć, zbadać to. Jeżeli odkryję, że istnieje pokój, bo np. jacyś ludzie umieją żyć pokojowo, nie grozi z ich strony ekspansja, atak, to zapytam potem, czy może to także dotyczyć mnie samego. A znowu jeśli odkrywam fakt istnienia pokoju, to mam już obiekt badań, mogę się dowiedzieć na czym to polega, wejść w to, pożyć w tym. Ale jeśli wszędzie widzę niepokoje, także w samym sobie, to faktem jest tylko ten niepokój i pytanie powinno być z tym faktem związane, czyli postawione inaczej. Mogę zapytać, czy możliwe jest, aby skończył się niepokój? Jeżeli nie widzę żadnego sensu wokół, to mogę pytać, czy może skończyć się bezsens, bo to on jest dla mnie czymś realnie istniejącym, a to co naprawdę istnieje dla mnie, może zostać poddane badaniu, eksperymentowi, mogę wtedy spróbować to np. zniszczyć. Wtedy nie siedzę i nie oczekuję odpowiedzi od innych ludzi, ale zabieram się do pracy i badam, przekonuję się sam jak to jest.

I tyle
sukulent (2309 punktów)
>Czy dostrzegamy jakiś sens, aby zadawać pytanie o niego? Czy widzimy, że na przykład jacyś ludzie żyją z sensem i pytamy o to, czy my też możemy tak żyć? Skąd w ogóle wiemy, że istnieje jakiś sens, by pytać o niego?
>Według mnie to ważne, aby zdać sobie sprawę z konstrukcji samego pytania, bo być może pytamy o coś, co jest złudzeniem. Pytać o sens i zarazem nie dostrzegać go jest sprzecznością samą w sobie, trzeba jasno sobie odpowiedzieć najpierw, czy widzę gdzieś, w czymś jakiś sens. Podstawą pytań muszą być fakty, a nie domysły, bo te nie stworzą dalej nic innego jak kolejnych domysłów i nadal będziemy w kropce.

Generalnie masz rację.
Pytania o sens życia zwykle wynikają właśnie z dostrzegania tego sensu w życiu innych ludzi, podczas, gdy w swoim go nie widzimy. Co więcej, jako, ze nie istnieje jeden generalny sens dla wszystkich (to własnie wiara usiłuje dać taki uniwersalny sens dla "kudłatych i łaciatych, pręgowanych i skrzydlatych"), to zwykle nie jesteśmy w stanie bezposrednio zaadaptować cudzego pomysłu do naszego zycia. Pomijam, oczywiście sytuację, kiedy naszym sensem jest kolega Tomek, a jego sensem niestety koleżanka Marzenka, a nie my. Widzimy wokół szczęśliwe, realizujace swój cel osoby i nasza frustracja rośnie wprost proporcjonalnie do ich liczby. Ale wystarczy poznać troche siebie i swoje priorytety (komu chcemy pomagać - światu, sobie ?) i zawsze po obróceniu głowy lub wyjściu z domu sens się znajduje. Czasami zaskakujacy.

Serdecznie pozdrawiam.

"Im bardziej zaglądał do środka, tym bardziej Prosiaczka tam nie było" ("Chatka Puchatka"
Stosur (12 punktów)
>Zadajemy pytania, jeżeli czegoś nie wiemy, ale samo pytanie zawiera już pewne odpowiedzi. Pytając o siłę sprawczą musimy wiedzieć o jej istnieniu, pytając o sens musimy wiedzieć, że istnieje jakiś sens, pytając o miejsce w życiu, musi wiedzieć, że istnieje jakieś miejsce. Nie zadajemy pytań z próżni, w pytaniach już zostały postawione jakieś tezy. Dla przykładu: pytam o to, czy istnieją jeszcze jakieś cywilizacje w kosmosie, gdyż wiem, że istnieje nasza cywilizacja, pytanie wynika wprost z posiadanej przeze mnie wiedzy, która reprezentuje coś autentycznego.

Tak, pytam o Boga, gdyż wiem, że on istnieje. Pytam o krasnoludki, gdyż wiem, że one istnieją. Pytam o myszoczłeka, gdyż wiem, że on istnieje. Pytam o Smoka-Ożywieńca, gdyż wiem, że on istnieje.
To, że pytam nie oznacza, że wiem o istnieniu danego bytu, ale jedynie, że wiem o istnieniu pewnej teorii, to, że istnieje teoria zakładająca istnienie krasnoludków nie oznacza, że takowe rzeczywiście istnieją.

Co do sensu to wyróżniam 2 jego rodzaje:
Pierwszy subiektywny, polega na tym, że każdy może sobie wybrać, po co i w jakim celu żyje, np. żyję dla kogoś lub żyję by nie umrzeć(??).
Drugi obiektywny, określa jaka jest przyczyna(więc i cel, i sens) naszego istnienia. Tu muszę wszystkich(prawie że) rozczarować, gdyż tzw. pierwsze coś(raczej coś niż nic, pierwsa przyczyna sprawcza, itp.) istnieje bez powodu! Czemu? Już wyjaśniam:
Zacznijmy od czasu. Może mieć swój początek lub też nie mieć go. Może też nie istnieć(teoretycznie, gdyż wszystko musiałoby być niezmienne, a i tak konsekwencje byłyby identyczne jak w sytuacji, gdy nie ma początku).
Jeśli czas miał początek, to istniała jakaś pierwsza przyczyna sprawcza, np. wielki wybuch lub Bóg/bóg, nie istniało żadne "wcześniej", "przed"(Nie mylić z "wcześniej nic nie istniało"!!!), więc to pierwsze coś nie mogło mieć przyczyny, a skoro tak no nie może istnieć "po coś". Czyli jej istnienie nie miało sensu(równie dobrze mogło na początku być coś innego, lub też nie być nic).
Jeśli czas nie miał początku, "coś" istnieje już nieskończenie wiele czasu(ciężko to sobie wyobraźić, ale sprzeczności wewnętrznej nie ma), więc nigdy nie powstało, więc nie miało przyczyny, celu i sensu.
Tak więc niestety: nawet istnienie Wielkiego Stwórcy nie nadaje ludzkiemu życiu sensu!

"Religia stworzona została po to, by ujarzmiać ludy i oddawać je w niepodzielne władanie możnych tego świata. Religia to opium dla ludu." P.Holbach

Wróć do listy wątków działu Religie
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365