Racjonalista - Strona głównaDo treści
Po co nam państwo!?

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Gospodarka i ekonomia
NapisanoAutorTytuł
08-08-2013 21:49szarley (54943 punktów)Po co nam państwo!?
Ocena 12 na 12
Dyskusja w wątku "Okno" zrodziła pomysł na ten wątek
Po co nam państwo!?

Anarchiści twierdzą, że państwo jest niepotrzebne.

Przemyśleniom sprzyja moja obecna praca. Mam , wraz z współpracownikami odpowiedzieć na pytanie, czy na Syberii warto budować kopalnię, więc jestem w Tajdze, w wiosce, w której... nie ma Państwa. Ludzie pomagają sobie sami, sami egzekwują stanowione przez samych siebie prawa. Czasem z guberni przyjedzie jakiś policjant...
Gdyby ci ludzie nie pomagali sobie wzajem, nie umieli się zorganizować, nie przeżyliby żadnej zimy. Stanowią namiastkę państwa. Prawa niepisane, które sobie stanowią są prostsze, ale władza nie może ich przecież uznać. Policja udaje że ściga polowania na niedźwiedzie, łowienie jesiotrów, pędzenie (doskonałego) samogonu, ale tubylcy udają, że nie rozumieją tych praw. Mimo wszystko, żyją w sposób zorganizowany, dzieląc się z tymi którym polowanie nie wyszło , zdrowie nie dopisało, wiek nie pozwala pracować, ojciec utonął na rzece...
Namiastka państwa kilkaset kilometrów od cywilizacji , pewnie tak żyli Słowianie w czasach Państwa Wielkomorawskiego. Chcesz zbudować dom? Idziesz w Tajgę po bale na budowę, Projekt? Pozwolenie na budowę? Odbiór domu?
A oprócz stałych mieszkańców, są jeszcze "leśni" nikt o nich nie wie, nie rejestruje, nie pobiera podatków, jeśli umrą w Tajdze, nikt ich szukał nie będzie i nikt nie znajdzie. Przynoszą futra za garść soli, naboje, litr samogonu.

Tymczasem w Europie, ktoś kupuje samochód , jedzie na stację paliw i tankuje do pełna Euro5. Państwo sprawdza za niego, czy jego samochód jest bezpieczny, państwo sprawdza, czy paliwo spełnia wymagania, państwo określa że powinien jeździć odpowiednią stroną drogi, nie powinien przedtem pić wódki. Państwo wybudowało drogi, zakupiło znaki, określiło przepisy kodeksu. Dom musi spełniać wymagania PZP, musi go odebrać kominiarz, gazownik, elektryk, geodeta, urzędnik starostiński...

Te dwa światy łączy jedno: solidarność społeczna.
Czy na Śląsku, czy в Сибири, idea pozostaje ta sama. Jesteśmy stadem, społeczeństwem, państwem.
Indywidualiści są cenni, ale byt zapewnia społeczność.
Czy żyjemy w Europie, czy w syberyjskiej wiosce , różnica w liczebności stada, w stopniu ucywilizowania.

Czy jednostka może żyć bez stada?
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Fafciu (953 punktów)
Mylisz anarchizm z libertarianizmem (radykalnym liberalizmem), i państwo ze społeczeństwem. Anarchiści, będąc socjalistami, nie chcą niszczyć społeczeństwa ani porządku. Wręcz przeciwnie- jeden z klasyków (Kropotkin?) powiedział: Anarchia matką porządku. Po prostu zamiast państwa, anarchiści postulują oddolne formy organizacji społeczeństwa.

>Przemyśleniom sprzyja moja obecna praca. Mam , wraz z współpracownikami odpowiedzieć na pytanie, czy na Syberii warto budować kopalnię, więc jestem w Tajdze, w wiosce, w której... nie ma Państwa. Ludzie pomagają sobie sami, sami egzekwują stanowione przez samych siebie prawa. Czasem z guberni przyjedzie jakiś policjant...
>Gdyby ci ludzie nie pomagali sobie wzajem, nie umieli się zorganizować, nie przeżyliby żadnej zimy.

No właśnie anarchista uznałby to za dowód, że, wbrew Hobbesowi, naturalnym stanem człowieka nie jest wojna wszystkich ze wszystkimi. Udowadniał to jako przyrodnik Piotr Kropotkin, o którego poglądach jest artykuł na Racjonaliście: www.racjonalista.pl/kk.php/s,7298


Socjalne zasady chrześcijaństwa głoszą pokorę, wzgardę dla samego siebie, uniżoność, poufałość, ustępliwość - słowem, wszystkie porywy, cechujące kanalię.- Karol Marks
09-08-2013 08:51 
 Ocena 6 na 8
Celecrin (6386 punktów)
>Mylisz anarchizm z libertarianizmem (radykalnym liberalizmem), i państwo ze społeczeństwem.
Fakt pomylił. Jednak idea anarchistów jest utopią. Ponieważ nawet w Twoim zdaniu:
oddolne formy organizacji społeczeństwa tkwi błąd logiczny. Państwo to "przymusowa" organizacja społeczeństwa, a model anarchistyczny to niby "dobrowolna" organizacja społeczeństwa? Pod warunkiem, że 100% społeczeństwa jest za takim modelem, warunek ten nigdy nie zostanie spełniony. Osoby nie zgadające się z modelem anarchistycznym , będą żyć w "organizacji przymusowej". Koło się zamyka.
To od tej strony, ale jest inna.
Przymus. Dzieci trzeba przymuszać do nauki, nauka jest obowiązkowa i gdyby nie była ludzie by się nie uczyli. Do niedawna trzeba było skończyć podstawówkę, teraz już przymusowe jest gimnazjum.
Dorosłych też trzeba przymuszać, na przykład do szczepień dzieci na polio. Wiesz pewnie, że są przeciwnicy szczepień, jak groźny jest wirus polio chyba nie muszę tu pisać?
Teraz kto by podejmował te przymusowe decyzje? Czy nazwiesz te grupę "doradczą" czy to będziesz "komisarz" czy "nadszyszkownik" co za różnica?
09-08-2013 14:56 
 Ocena 1 na 1
Fafciu (953 punktów)
>Państwo to "przymusowa" organizacja społeczeństwa, a model anarchistyczny to niby "dobrowolna" organizacja społeczeństwa? Pod warunkiem, że 100% społeczeństwa jest za takim modelem, warunek ten nigdy nie zostanie spełniony. Osoby nie zgadające się z modelem anarchistycznym , będą żyć w "organizacji przymusowej". Koło się zamyka.

Anarchiści generalnie uważają, że jak ktoś nie chce należeć do takiej anarchistycznej wspólnoty, to nie musi. Nie musi nawet opuszczać terenu (chyba, że jest niebezpieczny dla otoczenia). Były takie przypadki w czasie hiszpańskiej wojny domowej na terenach pod kontrolą anarchistów.

Ponadto, wśród tych nie zgadzających się znajdą się też oczywiście politycy, kapitaliści, żołnierze, policjanci, kler- ale to chyba nic dziwnego, że anarchiści w imię cenionej przez nich wolności chcą ograniczyć wolność tym, których postrzegają za tyranów lub ich służalców.

Co do przymusu wobec dzieci, to nawet anarchiści, którzy są w większości za swobodnym wychowaniem (nie mylić z rozpuszczaniem dzieci, którym straszą obrońcy rodziny, i które faktycznie praktykuje wielu nieodpowiedzialnych rodziców) rozumieją, że do wolności u dzieci nie należy podchodzić tak jak do wolności u dorosłych, i że dziecku powinno się przyznawać na tyle wolności, na ile dojrzało.

>Dorosłych też trzeba przymuszać, na przykład do szczepień dzieci na polio. Wiesz pewnie, że są przeciwnicy szczepień, jak groźny jest wirus polio chyba nie muszę tu pisać?

1. Myślę, że anarchistom zobowiązywanie rodziców do troski o dzieci (jako ludzi, którzy nie są w stanie o siebie się zatroszczyć), nie przeszkadza tak samo, jak zobowiązywanie ludzi do niemordowania czy niegwałcenia.
2. Takie problemy można rozwiązać także poprzez edukację.


Socjalne zasady chrześcijaństwa głoszą pokorę, wzgardę dla samego siebie, uniżoność, poufałość, ustępliwość - słowem, wszystkie porywy, cechujące kanalię.- Karol Marks
10-08-2013 11:35 
 Ocena 2 na 2
Celecrin (6386 punktów)
>Co do przymusu wobec dzieci
To był tylko przykład. Jeden z tysiąca. Rozumiem, że mówimy o społeczności z XXI wieku więc lista zależności w takiej społeczności jest znacznie większa niż w 1938 roku.
Jeśli chodzi o polio czy inne szczepienia. Wiesz ochrona musi mieć efekt natychmiastowy, ponieważ chodzi tu o bardzo zaraźliwego wirusa, który zagraża całej społeczności. Nikt się nie pyta ludzi czy chcą szczepić dzieci na polio, to jest obowiązkowe. I raczej w społeczności anarchistów by się tu nic nie zmieniło.

Jak wspomniałem, to jest jeden z wielu przykładów, koniecznego przymusu. Dlatego idea anarchistów wydaje mi się po prostu fikcją.
Bardzo mnie zainteresowałeś anarchistycznymi komunami w Hiszapnii. Czy masz jakieś źródła jak te społeczności funkcjonowały?
Fafciu (953 punktów)
>Bardzo mnie zainteresowałeś anarchistycznymi komunami w Hiszapnii. Czy masz jakieś źródła jak te społeczności funkcjonowały?

Nie chce mi się już o tej godzinie wypisywać, jak znasz dobrze angielski to tu są w ogólnie teksty o wojnie domowej i rewolucji hiszpańskiej (nawet całe książki):
libcom.org(*)ivil-war-1936-39-reading-guide
Z tego wszystkiego po polsku ukazało się chyba tylko W hołdzie Katalonii Orwella (ale on koncentruje się na działaniach wojennych i wielkiej polityce, choć opisał to, co ujrzał w kontrolowanej przez robotników Barcelonie), oraz Wolna Hiszpania. Kolektywy podczas hiszpańskiej rewolucji 1936-1939 Levala (to jest jak najbardziej związane z Twoim pytaniem).

Może zainteresuje Cię jeszcze Machnowszczyzna, która miała większą swobodę od hiszpańskich anarchistów i anarchistek (zmuszeni i zmuszone przez anarchosyndykalistyczny związek zawodowy CNT do kolaboracji z Republiką). Między innymi o porządkach zaprowadzonych na Wolnym Terytorium piszą uczestnicy tamtych wydarzeń, Piotr Arszynow w History of The Makhnovist Movement i Wolin w Nieznanej rewolucji 1918-1921.


Socjalne zasady chrześcijaństwa głoszą pokorę, wzgardę dla samego siebie, uniżoność, poufałość, ustępliwość - słowem, wszystkie porywy, cechujące kanalię.- Karol Marks
09-08-2013 08:54 
 Ocena 6 na 6
Romański (2650 punktów)
(zablokowany)
Po co cofać się do Kropotkina?

Robert Axelrod udowodnił, że współpraca w oparciu o parę prostych zasad (pierwszy współpracuj, wybaczaj wykroczenia, nie bądź zbyt mściwy itp.) jest najsensowniejszą strategią adaptacyjną w sytuacji wielokrotnych, powtarzanych kontaktów między osobami o różnych interesach (w typie dylematu więźnia). W tak postawionych warunkach kooperacja jest najstabilniejszą metodą adaptacyjną, która w największym stopniu opiera się próbą kolonizacji wspólnoty przez alternatywne zasady działania.

Wniosek podobny to Kropotkinowskiego a wywiedziony na podstawie współczesnej socjologii a nie XIX wiecznej biologii. A Hobbes i jemu podobni głosiciele "stanu natury" (jak Robert Nozick)zwyczajnie gadają od rzeczy.

Pozdrawiam serdecznie.

Trzeba podważać wszystko, co się da podważyć, gdyż tylko w ten sposób można wykryć to, czego podważyć się nie da. - Tadeusz Kotarbiński
09-08-2013 15:04 
 0 na 2
worek kości (2937 punktów)
>Robert Axelrod udowodnił, że współpraca w oparciu o parę prostych zasad (pierwszy współpracuj, wybaczaj wykroczenia, nie bądź zbyt mściwy itp.) jest najsensowniejszą strategią adaptacyjną w sytuacji wielokrotnych, powtarzanych kontaktów

1. A przy okazji jednorazowych kontaktów opłaca się "zawsze zdradzać" - i co teraz?
2. W życiu nie ma jednak tylko dwóch graczy - jest to system naczyń wzajemnie połączonych, nieco trudny do sformalizowania.

bembergiem w berg
09-08-2013 15:08 
 Ocena 1 na 1
Borys Swoboda (1408 punktów)
>1. A przy okazji jednorazowych kontaktów opłaca się "zawsze zdradzać" - i co teraz?

W takim przypadku idziesz do kogoś, z kim wchodzisz w wielokrotne kontakty- i wtedy on jest gwarantem umowy.

>2. W życiu nie ma jednak tylko dwóch graczy - jest to system naczyń wzajemnie połączonych, nieco trudny do sformalizowania.

Tym bardziej- w grę wchodzi nie tylko zaprzestanie pokojowej współpracy przez tych dwóch graczy, ale też utrata reputacji przez tego, który "zdradził". Bodziec zostaje zwielokrotniony.


"Jest rzeczą fascynującą obserwować teoretyków boskiego prawa trudzących się dowodzeniem nadludzkości plemion mających w swym posiadaniu ludzki rząd."- Gustave de Molinari
09-08-2013 15:11 
 Ocena 3 na 3
Jakub Romański (2650 punktów)
(zablokowany)
>1. A przy okazji jednorazowych kontaktów opłaca się "zawsze zdradzać" - i co teraz?

Opłaca się. Świat, kurde, nie jest idealny. I co teraz?

>2. W życiu nie ma jednak tylko dwóch graczy - jest to system naczyń wzajemnie połączonych, nieco trudny do sformalizowania.

Symulacja przebiegała w wielokrotnych kontaktach między wieloma różnymi graczami przy ograniczonym i nieznanym czasie kontaktu (ilości rund gry). Więc jest niezłą, choć oczywiście, że nieidealną, symulacją normalnej gry interakcyjnej.

Pozdrawiam.

Trzeba podważać wszystko, co się da podważyć, gdyż tylko w ten sposób można wykryć to, czego podważyć się nie da. - Tadeusz Kotarbiński
Selanos (12869 punktów)
>Te dwa światy łączy jedno: solidarność społeczna.

Solidarność społeczna? Porównuje Pan dobrowolną, wynikającą z dobrych relacji, zwyczajów, być może przyjaźni solidarność między mieszkańcami jakiejś wioski, z odgórnie wymuszonym przez państwo systemem.
09-08-2013 09:21 
 Ocena 11 na 11
Maddy (12885 punktów)
(zablokowany)
>>Te dwa światy łączy jedno: solidarność społeczna.
>Solidarność społeczna? Porównuje Pan dobrowolną, wynikającą z dobrych relacji, zwyczajów, być może przyjaźni solidarność między mieszkańcami jakiejś wioski, z odgórnie wymuszonym przez państwo systemem.

A co w tym złego?
W końcu wszystkie mechanizmy działające w skali państwa wyrosły z mechanizmów powstałych na gruncie rodziny, grupy czy plemienia. Kwestia skali.
Mała grupa możne stosować bezpośrednie i proste środki przymusu dla niesolidarnych (wykluczenie, eliminacja fizyczna), państwo musi używać bardziej zaawansowanych i subtelniejszych metod (chociaż czasem i tak musi się uciec do starego, dobrego, plemiennego kija).

Każda mała wspólnota będzie wewnętrznie mocniej związana niż duża, zwłaszcza jeżeli żyje w trudnych warunkach i współpraca, solidarność i wzajemny altruizm warunkuje przetrwanie.
W większych człowiek nie jest tak zależny od konkretnych osób (jak obrażę jedynego kowala w wiosce, to mi konia nie podkuje, pługa nie naprawi, nie będę miał jak zaorać pola) wiec utrzymywanie dobrych stosunków i wzajemność świadczeń nie jest niezbędna. I dlatego pojawiła się solidarność społeczna.
Pojawiła się wieki temu, tylko nazwa jest młoda.


"We live in times of smart phones and stupid people"
09-08-2013 09:41 
 Ocena 2 na 2
Romański (2650 punktów)
(zablokowany)
Zamień sobie słówko "solidarność" na "więź" i mniej więcej otrzymasz ten sam sens.

Trzeba podważać wszystko, co się da podważyć, gdyż tylko w ten sposób można wykryć to, czego podważyć się nie da. - Tadeusz Kotarbiński
diogenes (42753 punktów)
>Czy jednostka może żyć bez stada?

Piętno stada jest już w naszym poczęciu.
Nie pozbędziesz się go ani na Syberii,
ani w tundrze miasta.

>Po co nam państwo!?

Mniej więcej po to, po co ogrodnikowi
kompost.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
szarley (54943 punktów)
>Piętno stada jest już w naszym poczęciu.

Tylko w przypadku gwałtu zbiorowego
09-08-2013 11:46 
 Ocena 1 na 1
setarkos (10757 punktów)
>>Piętno stada jest już w naszym poczęciu.
>Tylko w przypadku gwałtu zbiorowego

Niekoniecznie - bacząc na mnogość prapra..babek i prapra..dziadków mających udział w naszym jestestwie - wystarczy nawet pełna monogamiczność dla stadności poczęcia.
Borys Swoboda (1408 punktów)
Chciałem coś napisać, ale stwierdziłem, że ten artykuł dobitniej i lakoniczniej wypunktuje nielogiczność etatyzmu. Wytłuściłem co lepsze, moim zdaniem, punkty:

Cytat:


Dwadzieścia jeden powodów, dla których etatyzm jest radykalną i radykalnie niespójną teorią

Po napotkaniu twierdzenia, że pewne stanowisko nieetatystyczne (np. anarchokapitalizm) jest praktycznie niebezpieczne z uwagi na swój radykalny charakter, warto wskazać na rażący radykalizm każdej formy etatyzmu. Następnie, po zasugerowaniu, że to nie radykalizm danej teorii stanowi jej problem, jeszcze bardziej warto wskazać, że etatyzm jest teorią nie tylko radykalną, ale też radykalną w swej niespójności. Wydaje się to odpowiednim opisaniem stanowiska, które twierdzi, między innymi, że:

1. Jedynym pewnym sposobem obrony przed agresją, przemocą i przymusem jest podporządkowanie się ogromnemu, monopolistycznemu aparatowi agresji, przemocy i przymusu.

2. Jedynym pewnym sposobem obrony swoich praw własności jest podporządkowanie się przymusowemu podmiotowi którego reprezentanci nie posiadają żadnego z aktywów składających się na ten podmiot, a mimo to przypisują sobie prawo wywłaszczenia dowolnego prywatnego właściciela dla celów, których wartość i użyteczność wyceniają wyłącznie oni sami.

3. Gospodarka wolnorynkowa, której uczestnicy - chcąc prosperować - muszą zaopatrywać się wzajemnie w produktywne dobra i usługi, a także ponosić pełną odpowiedzialność za swoje potencjalne niepowodzenia, może przetrwać wyłącznie wtedy, gdy podda się ją regulacji monopolistycznej grupy osób bezproduktywnych, które zawsze mogą obciążyć osoby produktywne kosztami swoich błędów i porażek.

4. Państwowy przymus jest niezbędny do egzekwowania umów, a mimo to rzekoma "umowa społeczna", mająca ustanawiać państwo, może zostać wyegzekwowana bez udziału jakiegokolwiek meta-państwa, tym samym stając się samoegzekwującą się anomalią.

5. Zarządcy dowolnego monopolistycznego aparatu przemocy i przymusu używają go z pobudek dobroczynnych, ale jeśli mieliby zaprzestać używania metod opartych na przemocy (tzn. działalności politycznej) i zwrócić się w kierunku metod opartych na dobrowolności (tzn. działalności rynkowej), to ich altruizm natychmiast zamieniłby się w nikczemny, powodowany chciwością egoizm.


6. Państwa, instytucje odpowiedzialne za 200 milionów okrutnych śmierci w samym tylko wieku XX-tym, mają zapewniać ochronę przed "prywatną przestępczością", która nawet w swej najbardziej zorganizowanej formie międzynarodowych sieci mafijnych nie zdołała zebrać nawet najmniejszego promila etatystycznego żniwa śmierci.


7. Stan anarchii pomiędzy jednostkami, z których każda może finansować swoje działania zasadniczo wyłącznie z własnej kieszeni, doprowadziłby do niedopuszczalnej eskalacji przemocy i rozlewu krwi, ale stan anarchii pomiędzy państwami, z których każde może obciążyć kosztami swoich działań (również działań wojennych) prywatne jednostki, jest znośnym i stosunkowo bezpiecznym układem.

8. Brak zewnętrznego, monopolistycznego podmiotu egzekwującego umowy pomiędzy prywatnymi jednostkami doprowadziłby do niekończącej się serii konfliktów, ale brak zewnętrznego, monopolistycznego podmiotu egzekwującego umowy pomiędzy poszczególnymi organami państwa nie uniemożliwia im współpracowania w sposób skuteczny, a nawet dobroczynny.

9. Scedowanie zadania podtrzymywania sprawiedliwości na podmiot, który jest działającym w oparciu o przemoc monopolem, nie doprowadzi do regularnego wypaczania sprawiedliwości tak, aby służyła ona sprawie rzeczonego podmiotu.

10. Pojęcie równowagi sił, zgodnie z którym rządzący kontrolują rządzonych, a rządzeni rządzących, nie stoi w sprzeczności z zasadą brzytwy Ockhama, sugerującą, że rzeczoną równowagę mogłaby z powodzeniem zachowywać pojedyncza grupa jednostek samorządnych.

11. Rządzeni są wystarczająco kompetentni, by wybierać swoje władze, ale nie dość kompetentni, by wybierać sposób wydatkowania swoich pieniędzy.


12. Para podróżników, którzy natknęliby się na siebie w środku odludnego lasu, nie skoczyłaby sobie natychmiast do gardeł tylko z powodu strachu przed państwowymi sankcjami.
09-08-2013 08:38 
 Ocena 1 na 1
Borys Swoboda (1408 punktów)
Cytat:

13. Instytucja, która siłowo narzuca swoje usługi ochronne innym, jednostronnie ustala ich cenę i delegalizuje wszelką potencjalną konkurencję w tej dziedzinie, nie będzie starała się czerpać zysków z wzniecania konfliktów i umożliwiania ich rozwoju, nie zaś z ich rozwiązywania lub niedopuszczania do ich zaistnienia.

14. Przymusowa konfiskata nieruchomości prywatnego właściciela nie musi być koniecznie uznana za naruszenie czyjegokolwiek prawa (pod warunkiem, że wywłaszczonemu przekazana zostanie "adekwatna rekompensata pieniężna"), ale niezgoda na odebranie sobie części samodzielnie wytworzonego lub zdobytego na mocy dobrowolnej umowy dobytku jest jednoznacznym przestępstwem.

15. Prawa polityczne poprzedzają prawa własności, co przypuszczalnie oznacza, że osoby zawierające rzekomą "umowę społeczną" spisały ją na ścianie jaskini przy świetle ogniska, chyba że warunki świata sprzed zawarcia wspomnianej umowy umożliwiały (przynajmniej) wytworzenie kapitału niezbędnego do zakwaterowania uczestniczących stron oraz zaopatrzenia ich w papier i atrament w jakiś tajemniczy, bezwłasnościowy sposób.

16. Fakt posiadania wystarczająco dużej klienteli przekształca coś, co zwyczajowo uznaje się za rabunek, w coś, co przyjmuje się jako część niezbędnej służby społecznej.

17. Stosunkowo mała grupa ludzi jest w stanie posiąść więcej wiedzy i podejmować bardziej kompetentne decyzje w kwestii kierowania czynnościami danego społeczeństwa, niż cała reszta rzeczonego społeczeństwa.


18. Pojęcie równości wobec prawa dopuszcza istnienie funkcjonalnych przywilejów.

19. Bezwarunkowy szacunek dla zasady nieagresji jest 'absolutystyczny', ale bezwarunkowy szacunek dla państwowego ustawodawstwa taki nie jest.

20. Powszechne występowanie etatyzmu świadczy o pożyteczności etatyzmu, tak jakby tego samego nie można było kiedyś powiedzieć o astrologii, niewolnictwie czy usankcjonowanej prawnie dyskryminacji rasowej.


21. Każde z powyższych twierdzeń jest rzetelnie uzasadnione, zarówno teoretycznie jak i empirycznie, podczas gdy zaprzeczenie któregokolwiek z nich leży zasadniczo poza granicami rozsądnej dyskusji.

Po wymienieniu powyższych (lub innych) powodów, warto skonfrontować etatystę z zadaniem obrony rzekomo umiarkowanego charakteru doktryny, którą wspiera. I nawet jeśli przełknie on podaną mu gorzką pigułkę i uzna radykalizm etatyzmu, warto wówczas natychmiast skonfrontować go z kolejnym, równie trudnym zadaniem - z zadaniem udowodnienia domniemanej spójności etatyzmu. Jeśli nasz rozmówca przyzna się do porażki również na tym polu, nie powinniśmy być intelektualnie zaskoczeni, ale możemy być przynajmniej taktycznie usatysfakcjonowani.


Źródło: www.jakubw(*)jeden-powodow-dla-ktorych.html

"Jest rzeczą fascynującą obserwować teoretyków boskiego prawa trudzących się dowodzeniem nadludzkości plemion mających w swym posiadaniu ludzki rząd."- Gustave de Molinari
09-08-2013 08:54 
 Ocena 2 na 2
Celecrin (6386 punktów)
>Stosunkowo mała grupa ludzi jest w stanie posiąść więcej wiedzy i podejmować bardziej kompetentne decyzje w kwestii kierowania czynnościami danego społeczeństwa, niż cała reszta rzeczonego społeczeństwa.
Tak było od zarania dziejów. Kiedyś to byli starsi, którzy skoro przeżyli, wiedzieli jak to robić. Stąd te wszystkie rady starszych, w prymitywnych społeczeństwach. Stąd wywodzi się szacunek dal starszych ludzi, tak przy okazji.
Fafciu (953 punktów)
>>Stosunkowo mała grupa ludzi jest w stanie posiąść więcej wiedzy i podejmować bardziej kompetentne decyzje w kwestii kierowania czynnościami danego społeczeństwa, niż cała reszta rzeczonego społeczeństwa.
>Tak było od zarania dziejów. Kiedyś to byli starsi, którzy skoro przeżyli, wiedzieli jak to robić. Stąd te wszystkie rady starszych, w prymitywnych społeczeństwach. Stąd wywodzi się szacunek dal starszych ludzi, tak przy okazji.
>

Ale oni nie mieli władzy nad swoją wspólnotą.


Socjalne zasady chrześcijaństwa głoszą pokorę, wzgardę dla samego siebie, uniżoność, poufałość, ustępliwość - słowem, wszystkie porywy, cechujące kanalię.- Karol Marks
09-08-2013 18:13 
 Ocena 1 na 1
panTeista (6818 punktów)
>>Tak było od zarania dziejów. Kiedyś to byli starsi, którzy skoro przeżyli, wiedzieli jak to robić. Stąd te wszystkie rady starszych, w prymitywnych społeczeństwach. Stąd wywodzi się szacunek dal starszych ludzi,
>>
>Ale oni nie mieli władzy nad swoją wspólnotą.

To co rada starszych uradziła obowiązywało całą wspólnotę. Faktycznie mieli więc władzę. Także we współczesnych państwach demokratycznych władza ma tyle władzy nad społeczeństwem ile ono umożliwi jej w Konstytucji.
Władza nad obywatelami ma taki zakres na jaki obywatele przyzwalają poprzez Konstytucję.


Nadzieją na deklerykalizację Polski są wybory i Ruch Palikota.
Fafciu (953 punktów)
>>>Tak było od zarania dziejów. Kiedyś to byli starsi, którzy skoro przeżyli, wiedzieli jak to robić. Stąd te wszystkie rady starszych, w prymitywnych społeczeństwach. Stąd wywodzi się szacunek dal starszych ludzi,
>>>
>>Ale oni nie mieli władzy nad swoją wspólnotą.
>To co rada starszych uradziła obowiązywało całą wspólnotę. Faktycznie mieli więc władzę.

Ech, władzę miała przede wszystkim rada. U takich Irokezów należeli do niej wszyscy dorośli mężczyźni i kobiety.


Socjalne zasady chrześcijaństwa głoszą pokorę, wzgardę dla samego siebie, uniżoność, poufałość, ustępliwość - słowem, wszystkie porywy, cechujące kanalię.- Karol Marks.
09-08-2013 09:03 
 Ocena 7 na 7
setarkos (10757 punktów)
Z niektórymi punktami chciałoby się polemizować, ale to niemożliwe z uwagi na:
>21. Każde z powyższych twierdzeń jest rzetelnie uzasadnione, zarówno teoretycznie jak i empirycznie, podczas gdy zaprzeczenie któregokolwiek z nich leży zasadniczo poza granicami rozsądnej dyskusji.
Sądzę, że paragraf 21. powinien stać na początku listy (wyraz "powyższych" należy zmienić na "poniższych"). W ten sposób czytelnik uniknąłby pokusy nierozsądnej dyskusji z prawdami objawionymi w pozostałych dwudziestu punktach.
09-08-2013 09:10 
 Ocena 8 na 8
szarley (54943 punktów)
>Z niektórymi punktami chciałoby się polemizować, ale to niemożliwe z uwagi na:
>>21. Każde z powyższych twierdzeń jest rzetelnie uzasadnione, zarówno teoretycznie jak i empirycznie, podczas gdy zaprzeczenie któregokolwiek z nich leży zasadniczo poza granicami rozsądnej dyskusji.
>Sądzę, że paragraf 21. powinien stać na początku listy (wyraz "powyższych" należy zmienić na "poniższych"). W ten sposób czytelnik uniknąłby pokusy nierozsądnej dyskusji z prawdami objawionymi w pozostałych dwudziestu punktach.

Sądzę że paragraf 21 powinien mieć numer 22
(pl.wikipedia.org/wiki/Paragraf_22)
Borys Swoboda (1408 punktów)
>Sądzę, że paragraf 21. powinien stać na początku listy (wyraz "powyższych" należy zmienić na "poniższych"). W ten sposób czytelnik uniknąłby pokusy nierozsądnej dyskusji z prawdami objawionymi w pozostałych dwudziestu punktach.

Chyba nie zrozumiałeś konstrukcji tego tekstu. Autor przypisuje wszystkie te poglądy etatystom, łącznie z punktem 21. Autor wymienił 20 twierdzeń ( a raczej-milczących założeń), będących jego zdaniem dogmatami etatyzmu, a punkt 21 jest kolejnym twierdzeniem etatystów, będący jednocześnie podkreśleniem dogmatyczności pozostałych, tzn. że każde z tych nielogicznych, wewnętrznie sprzecznych, nieudowodnionych twierdzeń należy przyjąć jako oczywistą oczywistość, a wszelkie zaprzeczanie im można zbyć bez dyskusji, dając temu zaprzeczaniu etykietkę absurdu. Słowa :"Każde z powyższych twierdzeń jest rzetelnie uzasadnione, zarówno teoretycznie jak i empirycznie" to ironia.


"Jest rzeczą fascynującą obserwować teoretyków boskiego prawa trudzących się dowodzeniem nadludzkości plemion mających w swym posiadaniu ludzki rząd."- Gustave de Molinari
09-08-2013 11:15 
 Ocena 4 na 4
setarkos (10757 punktów)
>Chyba nie zrozumiałeś konstrukcji tego tekstu.
Proszę się nie martwić o moją kondycję umysłową, lecz przerobić podany zbiór niepodważalnych nieprawd na zbiór (podważalnych jak mniemam) prawd.
[Bez wskazania stwierdzeń pozytywnych ironia trafia donikąd - ośmiesza tylko tezy, których nikt być może nie broni.]
Borys Swoboda (1408 punktów)
>>Chyba nie zrozumiałeś konstrukcji tego tekstu.
>Proszę się nie martwić o moją kondycję umysłową, lecz przerobić podany zbiór niepodważalnych nieprawd na zbiór (podważalnych jak mniemam) prawd.
>[Bez wskazania stwierdzeń pozytywnych ironia trafia donikąd - ośmiesza tylko tezy, których nikt być może nie broni.]

Oczywiście, to prawda, ale uzasadnienie pozytywne jest znacznie bardziej złożone niż prosta krytyka niespójności logicznych wewnątrz teorii etatystycznych. Po prostu nie mogłoby zajmować dwóch postów. Teorie pozytywne anarchokapitalistów zajmują setki stron książek i artykułów. Jednak ta krytyka jest wystarczająca, by zrównać "pozycję startową" etatysty i anarchisty w dyskusji. Etatysta ma tą przewagę, że jego system już istnieje. W jego mniemaniu każda anarchia (bo anarchia też może mieć swoje rodzaje) oznaczałaby wojnę wszystkich ze wszystkimi. Jeżeli wykażę sprzeczność milczących założeń, prowadzących do wniosku, że tej wojny nie ma tylko dzięki państwu, to uzasadnienie z empirii (wskazanie na korelację- brak wojny wszystkich ze wszystkimi i obecność państwa) traci swoją moc. W tej sytuacji zarówno anarchista, jak i etatysta musi, by zachować uczciwość intelektualną, uzasadniać swoje postulaty zza "zasłony niewiedzy", czyli za pomocą czystej dedukcji, racjonalizmu, aprioryzmu, przyjmując tylko podstawowe założenia. Obowiązek argumentacji jest po obu stronach, nie tylko po stronie anarchisty.

"Jest rzeczą fascynującą obserwować teoretyków boskiego prawa trudzących się dowodzeniem nadludzkości plemion mających w swym posiadaniu ludzki rząd."- Gustave de Molinari
09-08-2013 12:45 
 Ocena 4 na 4
setarkos (10757 punktów)
>.. uzasadnienie pozytywne jest znacznie bardziej złożone niż prosta krytyka
Tak, to prawda. Jednakowoż zdaje się, że akurat racjonalistom (w odróżnieniu od prostych ludzi wiary) przystoi podejmowanie trudniejszych wyzwań.

> Etatysta ma tę przewagę, że jego system już istnieje (...) by zachować uczciwość intelektualną..
Należałoby chyba pomiędzy istniejącymi państwami utworzyć strefy "ziemi niczyjej" dla bezpaństwowców. Dodatkowo wzdłuż istniejących granic zbudujmy drogi i korytarze powietrzne, by poszczególne 'anty-państwa' miały ze sobą swobodną łączność (w myśl hasła: "anarchiści wszystkich krajów łączcie się") i nie musiały korzystać z terytoriów (nielubianych przecie) państw. Być może będą sobie lepiej radzić niż zastane struktury..

Co sądzisz o takim eksperymencie?
Borys Swoboda (1408 punktów)
>>.. uzasadnienie pozytywne jest znacznie bardziej złożone niż prosta krytyka
>Tak, to prawda. Jednakowoż zdaje się, że akurat racjonalistom (w odróżnieniu od prostych ludzi wiary) przystoi podejmowanie trudniejszych wyzwań.

Dobrze byłoby, gdybyś nie wyrywał zdań z kontekstu. Chodzi o oszczędność miejsca, a i ja nie mam czasu i siły, a zapewne i wystarczających zdolności literackich, by wyłożyć złożoność teorii anarchokapitalizmu komuś, kto nie miał z nią, jak zakładam, dotychczas styczności.

>Należałoby chyba pomiędzy istniejącymi państwami utworzyć strefy "ziemi niczyjej" dla bezpaństwowców. Dodatkowo wzdłuż istniejących granic zbudujmy drogi i korytarze powietrzne, by poszczególne 'anty-państwa' miały ze sobą swobodną łączność (w myśl hasła: "anarchiści wszystkich krajów łączcie się") i nie musiały korzystać z terytoriów (nielubianych przecie) państw. Być może będą sobie lepiej radzić niż zastane struktury..
>Co sądzisz o takim eksperymencie?

Myślę, że jeżeli nie masz zamiaru prowadzić poważnej rozmowy, to należałoby ją zakończyć.


"Jest rzeczą fascynującą obserwować teoretyków boskiego prawa trudzących się dowodzeniem nadludzkości plemion mających w swym posiadaniu ludzki rząd."- Gustave de Molinari
09-08-2013 13:04 
 Ocena 2 na 2
setarkos (10757 punktów)
>>>Co sądzisz o takim eksperymencie?
>Myślę, że jeżeli nie masz zamiaru prowadzić poważnej rozmowy, to należałoby ją zakończyć.
Pytałem na poważnie. Ale jeśli nie masz czasu lub ochoty, to nie ma sprawy.
Maddy (12885 punktów)
(zablokowany)
>Dyskusja w wątku "Okno" zrodziła pomysł na ten wątek
>Po co nam państwo!?

Zdefiniuj "państwo".

"We live in times of smart phones and stupid people"
Kowalski4 (762 punktów)
>Chcesz zbudować dom? Idziesz w Tajgę po bale na budowę, Projekt? Pozwolenie na
>budowę? Odbiór domu?
Jeśli masz bezpieczny teren i sprawdzoną technologię?
A jeśli nie:
pl.wikiped(*)9sienie_ziemi_w_Bam_(2003)

>nikt ich szukał nie będzie i nikt nie znajdzie.
No właśnie -- jeśli nikt ich nie szuka, to nie tworzy się społecznego oczekiwania, że należy o nich zadbać.
Państwo nie jest kaprysem. Jest odpowiedzią na społeczne oczekiwania. Nie wszyscy mają takie same -- są tacy, dla których ważne jest 'bezpieczeństwo terytorialne narodu', 'bezpieczeństwo na drodze', 'możność podróżowania po kraju', 'gwarantowane ubezpieczenia społeczne', itp., itd. Istnieje więc spór polityczny o zakres państwa, jego władzy i wolności obywatelskich po drugiej stronie; ale żeby zrezygnować z państwa, należy zrezygnować z tego typu wartości.

>tankuje do pełna Euro5.
Problem dóbr wspólnych. Generalnie -- nie da się go rozwiązać bez jakiegoś państwa, czy choć jego namiastki. Jeśli dobro wspólne dotyczy wioski -- wystarczyłby jej 'samorząd'. Ale jeśli dobro wspólne dotyczy państwa? Albo całej planety? A tak mamy choćby w przypadku ochrony środowiska.

>Czy jednostka może żyć bez stada?
Obecnie? Nie bardzo. Nawet ci 'leśni ludzie', których opisujesz, przychodzą do wioski, potrzebując stada.
Ja bym raczej zapytał, czy stado może żyć bez kierownictwa. I też pokręcił przecząco głową.
farmer (22440 punktów)
>Dyskusja w wątku "Okno" zrodziła pomysł na ten wątek
>Po co nam państwo!?
>Anarchiści twierdzą, że państwo jest niepotrzebne.
>Przemyśleniom sprzyja moja obecna praca. Mam , wraz z współpracownikami odpowiedzieć na pytanie, czy
>na Syberii warto budować kopalnię, więc jestem w Tajdze, w wiosce, w której... nie ma Państwa.

Bardzo mnie ciekawi jak sobie radzisz z przestrzeganiem prawa w Rosji ( o ile dobrze doczytałem to tam mieszkasz). Łapówki etc.
09-08-2013 10:46 
 Ocena 2 na 2
szarley (54943 punktów)
>>Przemyśleniom sprzyja moja obecna praca. Mam , wraz z współpracownikami odpowiedzieć na pytanie, czy
>>na Syberii warto budować kopalnię, więc jestem w Tajdze, w wiosce, w której... nie ma Państwa.

Obecnie mieszkam, ponieważ mam tu pracę. To stan tymczasowy

>Bardzo mnie ciekawi jak sobie radzisz z przestrzeganiem prawa w Rosji ( o ile dobrze doczytałem to tam mieszkasz). Łapówki etc.

Miejscowi mają swoje zwyczaje i pod tym względem nie różnią się od Polaków. W Polsce kupisz nielegalną śliwowicę, tu samogon. Kłusownictwo widziałem zarówno w Puszczy Białowieskiej jak i w Tajdze.
Unikam pytania "skąd to się wzięło na stole?"

O łapówkach nie słyszałem bo i za co?
09-08-2013 12:35 
 Ocena 3 na 3
Maddy (12885 punktów)
(zablokowany)
>O łapówkach nie słyszałem bo i za co?

Z opowieści znajomego który otwierał tam rok temu biuro handlowe polskiej firmy, wynika że, za wszystko
- za wykonanie czynności urzędowych w ustawowym terminie (np. na wydanie jakiegoś zaświadczenia jest 7 dni, bez łapówki 6 miesięcy),
- za to żeby ichnia skarbówka na czas kontroli profilaktycznie nie zablokowała wszystkich kont,
-a także drobiazgi, np. za za przyjęcie zgłoszenia o włamaniu, za wydanie jakiejś karty parkingowej (w prywatnej firmie - niby załatwiają od ręki, bez smarowania miesiąc, skarga do przełożonego poskutkowała czterema przebitymi oponami na monitorowanym, strzeżonym parkingu) itp itd
A to są tylko tzw. motywatory (płacimy, żeby ktoś zrobił co do niego należy).

Osobna bajka to co można za łapówkę załatwić całkowicie z prawem niezgodnego (np. wsadzić do aresztu na 48 godzin dyrektora konkurencyjnej firmy akurat w przeddzień ważnych negocjacji)

Rosja należny na pierwszej dziesiątki najbardziej skorumpowanych krajów świata. Myślisz, że te rankingi to spisek Amerykanów?


"We live in times of smart phones and stupid people"
szarley (54943 punktów)

>Z opowieści znajomego który otwierał tam rok temu biuro handlowe polskiej firmy, wynika że, za wszystko
>- za wykonanie czynności urzędowych ....
>Rosja należny na pierwszej dziesiątki najbardziej skorumpowanych krajów świata. Myślisz, że te rankingi to spisek Amerykanów?

Farmer pytał jak sobie radzę z przestrzeganiem prawa w Rosji, więc odpowiedziałem.
Być może jest w tym kraju korupcja, ale nie przyjechałem tu badać korupcji tylko próbki skał. Skały widziałem, korupcji nie,
>>O łapówkach nie słyszałem bo i za co? ,
bo nie mam powodu się z nimi stykać, mnie nikt do aresztu wsadzać ma powodu, interesów nie załatwiam, w urzędach nie bywam...
farmer (22440 punktów)
>>>Przemyśleniom sprzyja moja obecna praca. Mam , wraz z współpracownikami odpowiedzieć na pytanie, czy
>>>na Syberii warto budować kopalnię, więc jestem w Tajdze, w wiosce, w której... nie ma Państwa.

To już z definicji wymaga "ochrony"

>Obecnie mieszkam, ponieważ mam tu pracę. To stan tymczasowy
>>Bardzo mnie ciekawi jak sobie radzisz z przestrzeganiem prawa w Rosji ( o ile dobrze doczytałem to tam mieszkasz). Łapówki etc.
>Miejscowi mają swoje zwyczaje i pod tym względem nie różnią się od Polaków. W Polsce kupisz nielegalną śliwowicę, tu samogon. Kłusownictwo widziałem zarówno w Puszczy Białowieskiej jak i w Tajdze.
>Unikam pytania "skąd to się wzięło na stole?"

Fajnie, mogą kraść bo to tajga a Ty nie pytasz. A Ty przestrzegasz prawa w 100%.

>O łapówkach nie słyszałem bo i za co?
Jasne.
Pitu pitu...

Mod:
Kasuj, proszę, zbędne cytowania.
szarley (54943 punktów)
>>>>czy na Syberii warto budować kopalnię, więc jestem w Tajdze, w wiosce, w której... nie ma Państwa.
>To już z definicji wymaga "ochrony"

>>Unikam pytania "skąd to się wzięło na stole?"
>Fajnie, mogą kraść bo to tajga a Ty nie pytasz. A Ty przestrzegasz prawa w 100%.
>>O łapówkach nie słyszałem bo i za co?
>Jasne.
>Pitu pitu...
>

Napisz to jeszcze raz, w sposób prostszy, precyzyjnieszy, dostowany do mojej skromnej inteligencji
farmer (22440 punktów)

>>Fajnie, mogą kraść bo to tajga a Ty nie pytasz. A Ty przestrzegasz prawa w 100%.
>>>O łapówkach nie słyszałem bo i za co?
>>Jasne.
>>Pitu pitu...
>>
>Napisz to jeszcze raz, w sposób prostszy, precyzyjnieszy, dostowany do mojej skromnej inteligencji

Nie wiem czy potrafię. Ale czy to byli wykonawcy, handlowcy, czy choćby kierowcy ciężarówek wszyscy opowiadali o warunkach jakie musieli ponieść by przewieźć bezpiecznie towar na wschód.
Pamiętam też anegdotkę o tym jak jeden z "szefów" wkurzył się na swojego kierowce który ciągle wołał pieniądze na podarki dla milicjantów. Wsiadł więc z tym kierowcą i pojechał w trasę. O od granicy poszła fama do lotnych patroli że jednym tirem jedzie szef. Ponoć ( już nie pamiętam jakie były stawki) normalnie ta trasa to grosze ale za to że był to uparty szef skasowali go jak mogli. Ja nigdy nie jeździłem na wschód głównie zachód. Ale byli kierowcy którzy tylko na Rosję chcieli. Z prostej przyczyny. Kierowca obowiązkowo dostawał powiedzmy 100 dolarów na podarki. Tam oczywiście nikt nie kwituje ( a jeśli już to po to by na kwicie zarobić) a więc jeśli ktoś był wgryziony w temat mógł zarobić extra kilka dolarów.
To tyle w temacie (pitu pitu).
09-08-2013 17:38 
 Ocena 1 na 1
szarley (54943 punktów)
>Nie wiem czy potrafię. Ale czy to byli wykonawcy, handlowcy, czy choćby kierowcy ciężarówek wszyscy opowiadali o warunkach jakie musieli ponieść by przewieźć bezpiecznie towar na wschód.
>Pamiętam też anegdotkę o tym jak jeden z "szefów" wkurzył się na swojego kierowce który ciągle wołał pieniądze na podarki dla milicjantów. Wsiadł więc z tym kierowcą i pojechał w trasę. O od granicy poszła fama do lotnych patroli że jednym tirem jedzie szef. Ponoć ( już nie pamiętam jakie były stawki) normalnie ta trasa to grosze ale za to że był to uparty szef skasowali go jak mogli. Ja nigdy nie jeździłem na wschód głównie zachód. Ale byli kierowcy którzy tylko na Rosję chcieli. Z prostej przyczyny. Kierowca obowiązkowo dostawał powiedzmy 100 dolarów na podarki. Tam oczywiście nikt nie kwituje ( a jeśli już to po to by na kwicie zarobić) a więc jeśli ktoś był wgryziony w temat mógł zarobić extra kilka dolarów.
>To tyle w temacie (pitu pitu).

Nie prowadzę ciężarówki (osobówki też nie), ale skoro kierowcy tak chętnie jeżdzili na wschód bo dostawali od szefów kilka dolarów , które rzekomo mieli na podarki.... coś mi się tu nie zgadza. Przecież z tego co napisałeś wynika jasno, że kierowcy ubarwiali swoje opowiadania dla kilku dolarów

Nie przeczę, że jest w Rosji korupcja (w Polsce też) Na temat skali zjawiska się nie wypowiadam, bo nie jestem badaczem korupcji, nie mam warsztatu. Nie pierwszy raz pracuję w Rosji, w Azji, inny świat, ludzie nie są ani o cal gorsi niż w Polsce. Jedynie piją kulturalniej, nie zmuszają. Mity jakie można w Polsce usłyszeć o tym kraju, nie mają sobie równych.
Ja łapówki w Rosji nikomu dać nie musiałem, a to co na stole nie interesuje mnie ani w Tajdze, ani w Białowieży.
09-08-2013 18:35 
 Ocena 1 na 1
farmer (22440 punktów)

>Nie przeczę, że jest w Rosji korupcja (w Polsce też) Na temat skali zjawiska się nie wypowiadam, bo nie jestem badaczem korupcji, nie mam warsztatu. Nie pierwszy raz pracuję w Rosji, w Azji, inny świat, ludzie nie są ani o cal gorsi niż w Polsce. Jedynie piją kulturalniej, nie zmuszają. Mity jakie można w Polsce usłyszeć o tym kraju, nie mają sobie równych.

Może mity może nie.
m.wyborcza(*)ys__Wypuszcza_biznesmenow.html

>Ja łapówki w Rosji nikomu dać nie musiałem, a to co na stole nie interesuje mnie ani w Tajdze, ani w Białowieży.

Chcesz powiedzieć że zjesz ukradzioną krowę sąsiada?
szarley (54943 punktów)

>>Ja łapówki w Rosji nikomu dać nie musiałem, a to co na stole nie interesuje mnie ani w Tajdze, ani w Białowieży.
>Chcesz powiedzieć że zjesz ukradzioną krowę sąsiada?

Kiedy jestem w gościnie, nie zaglądam do spiżarni.
To gospodarz odpowiada za to co postawi na stole, zapewne też nie sprawdzasz czym Cię częstują
farmer (22440 punktów)
>>>Ja łapówki w Rosji nikomu dać nie musiałem, a to co na stole nie interesuje mnie ani w Tajdze, ani w Białowieży.
>>Chcesz powiedzieć że zjesz ukradzioną krowę sąsiada?
>Kiedy jestem w gościnie, nie zaglądam do spiżarni.
>To gospodarz odpowiada za to co postawi na stole, zapewne też nie sprawdzasz czym Cię częstują
>

Już się pogubiłem. Wiesz o nie legalnych działaniach miejscowej ludności ( w temacie)
a jednocześnie nic nie wiesz. Jesteś za przestrzeganiem prawa twardo( wątek okno) ale z podziwem patrzysz na radzących sobie ludzi gdzieś w tajdze. Czyżby prawo miękło wraz z odległością?
Grey (2102 punktów)
>Już się pogubiłem. Wiesz o nie legalnych działaniach miejscowej ludności ( w temacie)
>a jednocześnie nic nie wiesz.
Zdolności adaptacyjne.
09-08-2013 19:54 
 Ocena 3 na 3
szarley (54943 punktów)
>>To gospodarz odpowiada za to co postawi na stole, zapewne też nie sprawdzasz czym Cię częstują
>>
>Już się pogubiłem. Wiesz o nie legalnych działaniach miejscowej ludności ( w temacie)
>a jednocześnie nic nie wiesz. Jesteś za przestrzeganiem prawa twardo( wątek okno) ale z podziwem patrzysz na radzących sobie ludzi gdzieś w tajdze. Czyżby prawo miękło wraz z odległością?

Jestem twardym zwolennikiem przestrzegania prawa ... przeze mnie
Oczywiście , kiedy prawo mnie broni, a ktoś chce mi zrobić krzywdę, też z prawa korzystam.

Tu... kimże jestem, żeby krytykować zachowanie ludzi, którzy żyją tu od wieków łowiąc ryby, polując na zwierzynę.... Ja tu jestem gościem, przechodniem między nimi. To ja, wchodząc do ich domu, muszę zdjąć czapkę i mówić ich językiem, Oni są w domu i w prawie.

Staram się zachowywać tak, jak chciałbym, żeby przybytni do mojego kraju się zachowywali.

Przeczytaj Opowieści Galicyjskie Stasiuka, lub zobacz (co rzadkość) świetnie zrobione Wino Truskawkowe na kanwie tych opowiadań
09-08-2013 20:38 
 Ocena 1 na 1
farmer (22440 punktów)

>Tu... kimże jestem, żeby krytykować zachowanie ludzi, którzy żyją tu od wieków łowiąc ryby, polując na zwierzynę.... Ja tu jestem gościem, przechodniem między nimi. To ja, wchodząc do ich domu, muszę zdjąć czapkę i mówić ich językiem, Oni są w domu i w prawie.

Nie wiem kim jesteś ale pozwolę sobie Cię zacytować:
"Dura lex, sed lex" .

Myślę że to wyczerpuje temat prawa.
11-08-2013 19:47 
 Ocena 1 na 1
szarley (54943 punktów)
>>Tu... kimże jestem, żeby krytykować zachowanie ludzi, którzy żyją tu od wieków łowiąc ryby, polując na zwierzynę.... Ja tu jestem gościem, przechodniem między nimi. To ja, wchodząc do ich domu, muszę zdjąć czapkę i mówić ich językiem, Oni są w domu i w prawie.
>Nie wiem kim jesteś ale pozwolę sobie Cię zacytować:
>"Dura lex, sed lex" .
>Myślę że to wyczerpuje temat prawa.

Napisałem , że staram się przestrzegać prawa, każdy powinien to robić, ale nie zamierzam robić rewizji w domu moich gospodarzy w celu znalezienia nielegalnej broni.
1 jestem ich gościem
2 od tego jest ich policja
3 nie mam ochoty patrzeć jak z tej broni coś w moją stronę leci

Ciekaw jestem Twojego zachowania na moim miejscu
farmer (22440 punktów)

>Ciekaw jestem Twojego zachowania na moim miejscu

Nie umiem spiąć w całość Twojego radykalizmu z wątku "okno" z takim ludzkim podejściem jaki prezentujesz opowiadając o ludziach z tajgi.
szarley (54943 punktów)
>>Ciekaw jestem Twojego zachowania na moim miejscu
>Nie umiem spiąć w całość Twojego radykalizmu z wątku "okno" z takim ludzkim podejściem jaki prezentujesz opowiadając o ludziach z tajgi.

Przestań się starać mnie zrozumieć, tylko napisz jak Ty byś zachował
farmer (22440 punktów)
>>>Ciekaw jestem Twojego zachowania na moim miejscu
>>Nie umiem spiąć w całość Twojego radykalizmu z wątku "okno" z takim ludzkim podejściem jaki prezentujesz opowiadając o ludziach z tajgi.
>Przestań się starać mnie zrozumieć, tylko napisz jak Ty byś zachował
>

Ale to nie ja wypowiadam się radykalnie w kwestii urbanistycznych by potem opowiadać że tubylcy sobie jakoś radzą.

Ja staram się obserwować i zadawać pytania. Przeczytaj moją wypowiedź o społeczeństwie które uważam za zróżnicowane a podległe dyktatowi kilku osób. Ja wiem że różnimy się od siebie, że ludzie tu a 3000 km dalej mają całkiem inne podejście do różnych spraw a muszą odnosić się do tego co uchwalono gdzieś indziej dla dobra ich.

Ciekawi mnie gdzie leży granica pomiędzy "Dura lex, sed lex" a jakoś sobie radzą?
12-08-2013 09:02 
 Ocena 1 na 1
szarley (54943 punktów)
>Ja staram się obserwować i zadawać pytania. Przeczytaj moją wypowiedź o społeczeństwie które uważam za zróżnicowane a podległe dyktatowi kilku osób. Ja wiem że różnimy się od siebie, że ludzie tu a 3000 km dalej mają całkiem inne podejście do różnych spraw a muszą odnosić się do tego co uchwalono gdzieś indziej dla dobra ich.
>Ciekawi mnie gdzie leży granica pomiędzy "Dura lex, sed lex" a jakoś sobie radzą?

W możliwościach społeczności.
Miasto czy wieś w warunkach zabudowy w Europie a wieś w Tajdze to pod względem architektonicznym dwa różne światy. W Europie, jeśli pozowolisz na samowolkę, będą powstawać archtektoniczne i urbanistyczne "gargamele" (pożyczam to słówko) W Tajdze i tak powstanie dom taki jak inne, spełniający oczekiwania sąsiadów, choćby dlatego, że to sąsiedzi muszą pomóc go zbudować. Stąd moja większa pobłażliwość dla mieszkańców syberyjskiej wioski.
Ja zbudowałem zgodnie z PZP

Stan środowiska w Europie i w Tajdze to także dwa różne światy. Nie oceniam kłusownictwa pozytywnie, ale spotkałem się z nim zarówno na Syberii jak i w Polsce, ale w Białowieży stanowi większe zahgrożenie.
Ja nie kłusuję.

Stopień bezpieczeństwa jaki zapewnia państwo to też różne światy. W Warszawie możesz np wezwać pogotowie czy straż pożarną. W Tajdze...

Dura lex, sed lex. Mnie to obowiązuje. Innych też, ale od egzekwowania Praw jest policja a nie ja. Zwłaszcza za granicą!

Mam nadzieję, że to dobrze wyjaśniłem
setarkos (10757 punktów)
>Anarchiści twierdzą, że państwo jest niepotrzebne.
Ciekawe jak sobie wyobrażają sytuację nieistnienia państw - świat bez granic. Może jako globalną wioskę? Ale żeby nie było w niej miedz między sąsiadami, ogrodzeń ani nawet drzwi, to trochę trudne do wyobrażenia. Zdaje się, że państwa są powieleniem w większej skali prywatności - własnego domu, w którym gospodarze mają inne prawa niż goście.
Załóżmy jednak, że oto żyjemy w świecie bez państw, gdzie wszyscy kierują się zunifikowanym prawem, posługują się jednym językiem i jedną globalną walutą. Czy nie byłoby to ze szkodą dla kondycji ludzkości, takie popadnięcie w monizm kulturowy?
W dodatku nie byłby to świat bez granic, bo granice wyznacza planeta (o ile nie będzie jeszcze pozaziemskich kolonii). Ziemia jest układem zamkniętym - nikt z zewnątrz naszej wsi nie pomoże ani jej nie ograbi (jeśli pominąć mannę z nieba czy karę boską). W efekcie, usuwając państwa, zbudowalibyśmy jedno superpaństwo nie mające żadnej przeciwwagi w postaci innych niezależnych struktur. Strach pomyśleć jaki totalny ustrój mogłaby zgotować swym obywatelom globalna armia, policja i biurokracja, której "nikt nie podskoczy".

>Jesteśmy stadem, społeczeństwem, państwem.
Państwo to jednak co innego niż stado. Zdaje się, że dopiero grupa świadoma granic własnego terytorium i gospodarująca nim na zasadzie (prawie) obiegu zamkniętego, odporna na embarga, by tak rzec: suwerenna, zasługuje na miano państwa.

>Indywidualiści są cenni, ale byt zapewnia społeczność.
Niewątpliwie - bez społeczności nie mielibyśmy nawet języka w gębie (w sensie komunikacji)).
09-08-2013 11:41 
 Ocena 4 na 4
MajkelSS (2075 punktów)
(zablokowany)
>Ciekawe jak sobie wyobrażają sytuację nieistnienia państw - świat bez granic. Może jako globalną wioskę? Ale żeby nie było w niej miedz między sąsiadami, ogrodzeń ani nawet drzwi, to trochę trudne do wyobrażenia. Zdaje się, że państwa są powieleniem w większej skali prywatności - własnego domu, w którym gospodarze mają inne prawa niż goście.

Nigdy nie zrozumiem anarchistów w tej materii. Zawsze odczuwałem, że oni chcą zresetować trwające od wieków procesy, które doprowadziły to powstania społeczności, a następnie państw takich jak je dziś widzimy.
Oni nie widzą, że pozbawieni państw ludzie szybko wykształciliby nowe państwa.

>Załóżmy jednak, że oto żyjemy w świecie bez państw, gdzie wszyscy kierują się zunifikowanym prawem, posługują się jednym językiem i jedną globalną walutą. Czy nie byłoby to ze szkodą dla kondycji ludzkości, takie popadnięcie w monizm kulturowy?

Ostatecznym stadium zmiany jest stałość. To dwuznaczne, pozytywne i negatywne zarazem.

> W dodatku nie byłby to świat bez granic, bo granice wyznacza planeta (o ile nie będzie jeszcze pozaziemskich kolonii). Ziemia jest układem zamkniętym - nikt z zewnątrz naszej wsi nie pomoże ani jej nie ograbi (jeśli pominąć mannę z nieba czy karę boską). W efekcie, usuwając państwa, zbudowalibyśmy jedno superpaństwo nie mające żadnej przeciwwagi w postaci innych niezależnych struktur. Strach pomyśleć jaki totalny ustrój mogłaby zgotować swym obywatelom globalna armia, policja i biurokracja, której "nikt nie podskoczy".

Bo bytowanie na świecie to niekończący się bój między osobistą wolnością, a chęcią bezpieczeństwa ze strony innych. Przjeście za bardzo w którąś stronę spowoduje patologie.

>

Jeśli ludzie myślą, że matematyka nie jest prosta, to tylko dlatego, że nie zdają sobie sprawy, jak skomplikowane jest życie.
09-08-2013 12:04 
 Ocena 2 na 2
setarkos (10757 punktów)
>.. bytowanie na świecie to niekończący się bój między osobistą wolnością, a chęcią bezpieczeństwa ze strony innych.
Dlatego pewnie wykształciły się gminy czy państewka - dla bezpieczeństwa w grupie, którego jednostka (słaba przecie (choćby przez konieczność snu)) zapewnić nie jest w stanie.

[Niby taką ostoją może być rodzina, ale nie utrzymałaby się długo skazana na związki kazirodcze.]
panTeista (6818 punktów)
>oni (anarchiści) chcą zresetować trwające od wieków procesy,

Też tak to postrzegam.

>Ostatecznym stadium zmiany jest stałość.

Byłby to bezruch, lub ruch doskonale uporządkowany? To chyba jest możliwe tylko w układach zamkniętych.

>zbudowalibyśmy jedno superpaństwo nie mające żadnej przeciwwagi w postaci innych niezależnych struktur. Strach pomyśleć jaki totalny ustrój mogłaby zgotować swym obywatelom globalna armia, policja i biurokracja, której "nikt nie podskoczy".

Takiego ogólnoziemskiego państwa chcą Świadkowie Jehowy (i bodajże Bahaiści). Tyle że ŚJ nie używają broni palnej i nie służą w armii.

Nadzieją na deklerykalizację Polski są wybory i Ruch Palikota.
09-08-2013 12:51 
 Ocena 1 na 1
Borys Swoboda (1408 punktów)
>W efekcie, usuwając państwa, zbudowalibyśmy jedno superpaństwo nie mające żadnej przeciwwagi w postaci innych niezależnych struktur. Strach pomyśleć jaki totalny ustrój mogłaby zgotować swym obywatelom globalna armia, policja i biurokracja, której "nikt nie podskoczy".

Proszę sobie raczej wyobrazić anarchię jako 7 miliardów państw ( choć nie uważam, by było to konieczne- nie widzę powodu, by nie mogły obok siebie istnieć anarchia oraz państwa i państewka), wchodzących w relacje tak, jak państwa obecnie to robią w polityce zagranicznej. Zamiast jednolitej aury prawa rozciągniętej na danym terytorium, z jednej strony tworzonej przez arbitralne decyzje władz, z drugiej, przez co najmniej bierną akceptację ze strony większości podwładnych, mamy sieć traktatów i umów. To przeciwieństwo unifikacji.

"Jest rzeczą fascynującą obserwować teoretyków boskiego prawa trudzących się dowodzeniem nadludzkości plemion mających w swym posiadaniu ludzki rząd."- Gustave de Molinari
09-08-2013 13:30 
 Ocena 3 na 3
Jakub Romański (2650 punktów)
(zablokowany)
To idiotyzm. Zastanawiam się jak, nie mając zewnętrznego arbitra, ustalimy wagi i miary... Bo ja zacznę używać nowego "kilograma" o 0.05% mniejszego niż standardowy "kilogram" i zacznę trzepać kasiorkę na naiwniakach, którzy sami będą musieli zważyć moje odważniki i skalibrować sobie wagi, by sprawdzać, że ich nie oszukuję. A zanim się ktokolwiek skuma - hyc i już jestem daleko (w końcu granic nie ma) i kombinujemy dalej. Kurde - zaczyna mi się ten anarchokapitalizm podobać. Dość łatwo będzie oskubać pacanów.

Pozdrawiam.

Trzeba podważać wszystko, co się da podważyć, gdyż tylko w ten sposób można wykryć to, czego podważyć się nie da. - Tadeusz Kotarbiński
Borys Swoboda (1408 punktów)
libertaria(*)omiczna.4147/page-2#post-69249

Wskazałem na konkretny post, ale w ogóle polecam sobie cały temat poczytać, dotyczy tego samego.

"Jest rzeczą fascynującą obserwować teoretyków boskiego prawa trudzących się dowodzeniem nadludzkości plemion mających w swym posiadaniu ludzki rząd."- Gustave de Molinari
09-08-2013 15:03 
 Ocena 3 na 3
Jakub Romański (2650 punktów)
(zablokowany)
Teza mówiąca, że tego typu instytucje przetrwają bez ochrony państwa będzie do udowodnienia dopiero, jak zabraknie państwa.

Historia uczy jednak, że bez zewnętrznego autorytetu powstaną dziesiątki systemów, jak w średniowieczu, a handel obrośnie rytuałami jak w społeczeństwach przedpiśmiennych. Powoływanie się na jedną instytucję, która działa w ramach systemu prawnego potężnego państwa nie jest przekonywujące.

Pozdrawiam.

Trzeba podważać wszystko, co się da podważyć, gdyż tylko w ten sposób można wykryć to, czego podważyć się nie da. - Tadeusz Kotarbiński
09-08-2013 16:08 
 Ocena 1 na 1
Borys Swoboda (1408 punktów)
>Historia uczy jednak, że bez zewnętrznego autorytetu powstaną dziesiątki systemów, jak w średniowieczu, a handel obrośnie rytuałami jak w społeczeństwach przedpiśmiennych. Powoływanie się na jedną instytucję, która działa w ramach systemu prawnego potężnego państwa nie jest przekonywujące.

No właśnie- historia. Naturalnie w okresach przednowoczesnych nie było tendencji do oddolnej standaryzacji, bo między ludźmi, wioskami, państwami i cywilizacjami nie dochodziło do tak częstych interakcji jak teraz.

Uważam, że idealnym przykładem tutaj są języki. Od czasów prehistorii wykształciły się tysiące języków. Nie było wtedy globalnych standardów językowych, ale wykształcił się standard lokalny, bo w obrębie jednej społeczności interakcje były częste. W końcu wszyscy ludzie z danego plemienia mówili w tym samym języku, i wątpię, by było to wynikiem rozporządzenia Urzędu ds. Języków. Dzisiaj, w dobie globalizacji, ilość języków się zmniejsza się, a coraz więcej ludzi uczy się języka światowego- angielskiego. Jest to wynik państwowej ingerencji? Raczej nie, instytucje państwowe w tym przypadku płyną z nurtem. Ale one tym nurtem nie sterują.

A miary i wagi to też forma języka, nieprawdaż?

"Jest rzeczą fascynującą obserwować teoretyków boskiego prawa trudzących się dowodzeniem nadludzkości plemion mających w swym posiadaniu ludzki rząd."- Gustave de Molinari
10-08-2013 13:09 
 Ocena 2 na 2
Jakub Romański (2650 punktów)
(zablokowany)
Właściwie jedyną sensowną krytyką Twojej tezy jest wskazanie, że homo sapiens od początku posługiwał się językiem. I wszystkie inne to proces różnicowania się jednego języka a nie unifikacji języków plemiennych. To dopiero rozwój nowoczesnych struktur państwowych wywołał proces unifikacji, na początku w ramach Wielkich Cywilizacji w okresie Epok Osiowych aż do dnia dzisiejszego. W miejscach gdzie nie przeszły te przemiany, np. na Papui-Nowej Gwinei, funkcjonuje ok. 1000 spośród circa 7000 języków świata.

Więc Twoje założenia są całkowicie błędne.

Pozdrawiam serdecznie.

Trzeba podważać wszystko, co się da podważyć, gdyż tylko w ten sposób można wykryć to, czego podważyć się nie da. - Tadeusz Kotarbiński
Konowal (6291 punktów)
Z lekka naiwnie to brzmi. A co kogo będą obchodziły Twoje nowe kilogramy? Najwyżej będzie odpowiedni mnożnik do nich i tyle.

Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć.
św. Augustyn
09-08-2013 15:05 
 Ocena 2 na 2
Jakub Romański (2650 punktów)
(zablokowany)
>A co kogo będą obchodziły Twoje nowe kilogramy?

A nic - i o to chodzi. Im mniej osób będzie o nich wiedziało, tym lepiej dla mnie. Jak w średniowieczy.

Trzeba podważać wszystko, co się da podważyć, gdyż tylko w ten sposób można wykryć to, czego podważyć się nie da. - Tadeusz Kotarbiński
13-08-2013 22:56 
 Ocena 1 na 1
setarkos (10757 punktów)
> nie widzę powodu, by nie mogły obok siebie istnieć anarchia oraz państwa i państewka
Też nie widzę powodu, by niektóre grupy nie mogły się dobrowolnie łączyć w państewka czy federacje. Tylko czy zostanie jeszcze przestrzeń dla swobody ), czy raczej będą zawłaszczać każde wolne miejsce?
>Zamiast jednolitej aury prawa rozciągniętej na danym terytorium (..) mamy sieć traktatów i umów. To przeciwieństwo unifikacji.
Bardzo ładnie, ale spróbujmy poruszać się po takiej sieci traktatów. Jak sobie pojechać do miejsca oddalonego o siedem państewek? A może już dla wyjścia na ulicę muszę mieć umowę z firmą "Chodniki SA"? Czy Twój liberalny zamysł nie stanie się gąszczem granic na każdym kroku?
Fafciu (953 punktów)
>Załóżmy jednak, że oto żyjemy w świecie bez państw, gdzie wszyscy kierują się zunifikowanym prawem, posługują się jednym językiem i jedną globalną walutą. Czy nie byłoby to ze szkodą dla kondycji ludzkości, takie popadnięcie w monizm kulturowy?

Zdecydujcie się. Najpierw twierdzicie, że bez państwa ludzie nie będą w stanie dojść do jakiegokolwiek konsensusu, a potem, że wszystko będzie zunifikowane. Teraz się wszystko unifikuje i pomocy anarchistów do tego nie trzeba, radzi sobie z tym państwo a przede wszystkim kapitalizm. Najpierw w okresie nowożytnym regionalne etnosy scalono w homogeniczne narody. Dziś zaś na przykład mamy do czynienia z tzw. macdonaldyzacją.

>Strach pomyśleć jaki totalny ustrój mogłaby zgotować swym obywatelom globalna armia, policja i biurokracja, której "nikt nie podskoczy".

Przecież poglądy anarchistów i komunistów* sprowadzają się do zniesienia armii, policji i biurokracji.

*- nie mam tu na myśli takich komunistów, jak Lenin, Stalin czy Mao. Zresztą, wielu anarchistów też się tego obecnie nie za bardzo trzyma (a konkretnie anarchosyndykaliści).


Socjalne zasady chrześcijaństwa głoszą pokorę, wzgardę dla samego siebie, uniżoność, poufałość, ustępliwość - słowem, wszystkie porywy, cechujące kanalię.- Karol Marks
Tulus Tul (101 punktów)
>Ciekawe jak sobie wyobrażają sytuację nieistnienia państw - świat bez granic. Może jako globalną wioskę?
Nieistnienie państw zrównałeś do istnienia jednego wielkiego państwa. Dlaczego nie spojrzeć w drugą stronę? Masa rozproszonych mniejszych i większych społeczności chroniona przez prywatne instytucje zapewniające takie płatne usługi jak sądownictwo czy wojsko, bo nie łudźmy się, takie usługi są konieczne. Kto udowodni, że państwo musi mieć monopol na przemoc, przymus, prawo i sądy? Przedsiębiorstwa prywatne zazwyczaj są efektywniejsze niż państwo w dostarczaniu usług, więc dlaczego nie?

>Załóżmy jednak, że oto żyjemy w świecie bez państw, gdzie wszyscy kierują się zunifikowanym prawem, posługują się jednym językiem i jedną globalną walutą. Czy nie byłoby to ze szkodą dla kondycji ludzkości, takie popadnięcie w monizm kulturowy?
To instytucja państwa ze swej natury prowadzi do takiego monizmu. Elity zawsze narzucają swoją kulturę mniejszościom, wystarczy wspomnieć nasze zabory. Dlaczego w irlandii mówi się w zasadzie tylko językiem angielskim? Dlaczego nauczycielki w państwowych szkołach karcą dzieci, gdy użyją swojego lokalnego narzecza, zamiast języka aktualnie panujących elit?
Jeden język i jedna waluta to okropna dystopia, ale nie anarchizm do niej prowadzi, ale właśnie państwo.

>Państwo to jednak co innego niż stado. Zdaje się, że dopiero grupa świadoma granic własnego terytorium i gospodarująca nim na zasadzie (prawie) obiegu zamkniętego, odporna na embarga, by tak rzec: suwerenna, zasługuje na miano państwa.
Mówisz o narodach, a to zupełnie co innego niż państwo. Naród to zjawisko kulturowe (powiedzmy, że stado właśnie), państwo to byt geopolityczny zapewniający ochronę części lub całości okupowanej społeczności. Jedno z drugim nie ma nic wspólnego. Przypadkiem żyjemy w państwach narodowych, ale to nie jest schemat ani dla świata ani dla historii.

PS Witam na portalu.
12-08-2013 18:42 
 Ocena 1 na 1
Fafciu (953 punktów)
>Przedsiębiorstwa prywatne zazwyczaj są efektywniejsze niż państwo w dostarczaniu usług, więc dlaczego nie?

Już sobie wyobrażam prywatne chodniki. Jeśli chodzi o prywatne wojsko, to włoskie państwa-miasta przejechały się na kondotierach. Jak to pisał pewien inteligentny Włoch:

Wojska najemne i posiłkowe są nieużyteczne i niebezpieczne, a państwo na nich polegające nigdy nie będzie silne ani bezpieczne, bo w tém wojsku niema jedności, ale jest pycha, niekarność, niewierność, zuchwałość między swojemi, tchórzostwo wobec nieprzyjaciela, brak bogobojności, wiarołomstwo i upadek państwa tylko na tak długo odwleczony, dopóki przeciwnik nie natrze. W czasie pokoju rabuje nas własne takie wojsko, w czasie wojny rabuje nieprzyjaciel. Przyczyna leży w tém, że ani z przywiązania ani z innej pobudki, tylko jedynie dla żołdu idą do boju, a żołd bynajmniej nie wystarcza, aby śmierć za cudzą sprawę ponieśli. Jak długo niema wojny, zostają w służbie; skoro wojna wybuchnie, uciekają lub biorą dymisyę. Nie będę miał wiele trudów okazać, dlaczego tak a nie inaczej się dzieje; wszak upadek Italii nie z czego innego powstał, tylko z długoletniego używania wojsk najemnych, które się czasem dobrze sprawiły i między swojemi za dzielnych uchodziły, lecz gdy cudzoziemiec wkroczył, okazały swą naturę.
(...)
Teraz chciałbym dokładniej okazać opłakane skutki wojsk najemnych. Ich hetmani albo są dobrymi lub złymi wojownikami. W pierwszym razie ubiegają się za własną sprawą i gnębią chlebodawcę swego lub jego zwolenników i dlatego nie można im zawierzać, zaś zły hetman sam przez się zgubi swego pana. Rzeczesz, że każdy wódz, najemny lub nienajemny, byle tylko władzę miał w ręku, to samo uczyni. Na to odpowiadam, że książe powinien sam wojskiem dowodzić, a rzeczypospolite powinny na wodza wybierać obywatela i odwołać go, skoro niewaleczny, a jeśli waleczny każdy wybryk prawami uniemożebnić. Doświadczenie nas uczy, że książęta na czele wojsk i uzbrojone rzeczypospolite olbrzymie wykonują dzieła, wojska zaś najemne tylko klęski sprawiają. Toż upokorzenie zbuntowanego obywatela łatwiejsze jest dla rzeczypospolitej, utrzymującej własne wojsko, niż dla tej, która polega na armii cudzoziemskiej. Wolność Rzymu i Sparty, jak długo te państwa były uzbrojone, trwała wieki. Szwajcary są bardzo uzbrojeni, a przytém najwolniejsi. W starożytności Kartagina może służyć za przykład skutków wojsk najemnych. Została ona bowiem po pierwszej wojnie z Rzymem, pomimo tego, że właśni obywatele byli wodzami, przez to wojsko uciemiężona.



Socjalne zasady chrześcijaństwa głoszą pokorę, wzgardę dla samego siebie, uniżoność, poufałość, ustępliwość - słowem, wszystkie porywy, cechujące kanalię.- Karol Marks
setarkos (10757 punktów)
>Nieistnienie państw zrównałeś do istnienia jednego wielkiego państwa.
Tak wyszło z założenia nieistnienia granic.
> Dlaczego nie spojrzeć w drugą stronę? Masa rozproszonych mniejszych i większych społeczności chroniona przez prywatne instytucje zapewniające takie płatne usługi jak sądownictwo czy wojsko
Jeśli te instytucje spełniałyby rolę dzisiejszych państw, to niewiele by się zmieniło: tu takie prawo, a tam inne - tu jedni ochroniarze granic prawa, a tam drudzy. Na czym polegałaby różnica? Że prywatne i łatwiej byłoby nimi handlować?
>To instytucja państwa ze swej natury prowadzi do takiego monizmu.
Poniekąd tak, dlatego obstaję przy wielopaństwowości (w dodatku w miarę trwałej).

>>>. grupa świadoma granic (..) suwerenna
>Mówisz o narodach, a to zupełnie co innego niż państwo.
Tak, należy odróżniać te pojęcia. Dlatego nie wspominam o narodach - one się między sobą mieszają i mieszać będą (ciekawe czy ludzkość można uznać za naród).

>PS Witam na portalu.
Witaj
Tulus Tul (101 punktów)
>>Nieistnienie państw zrównałeś do istnienia jednego wielkiego państwa.
>Tak wyszło z założenia nieistnienia granic.
>> Dlaczego nie spojrzeć w drugą stronę? Masa rozproszonych mniejszych i większych społeczności chroniona przez prywatne instytucje zapewniające takie płatne usługi jak sądownictwo czy wojsko
>Jeśli te instytucje spełniałyby rolę dzisiejszych państw, to niewiele by się zmieniło: tu takie prawo, a tam inne - tu jedni ochroniarze granic prawa, a tam drudzy. Na czym polegałaby różnica? Że prywatne i łatwiej byłoby nimi handlować?
Różnica polega na tym, że państwo posiada monopol na przemoc, co rodzi niebezpieczne konsekwencje, takie jak narzucanie kultury mniejszościom, brak dobrowolności w umowach z państwem, słaba motywacja do polepszania świadczonych usług czy arbitralna alokacja zasobów. Im państwo jest mniejsze, tym te problemy mniejsze, dodatkowo konkurencja między takimi małymi państwami sprawia, że właściciel każdego z nich chce mieć najlepszą bibliotekę, najlepszy uniwersytet itd. Małe państwa z natury mają mniejsze problemy. Skoro więc decentralizacja daje pozytywne skutki, to anarchokapitalizm decyduje się usunąć państwo i problemy z nim związane. Obywatel nie jest dobrowolnym klientem państwa, w anarchokapitaliźmie człowiek jest klientem usług normalnie dostarczanych przez państwo, co oznacza, że jeżeli nie podobają mu się dane sądy, to może pójść do innych, jeżeli nie satysfakcjonują go służby porządkowe, to zrezygnuje z ich usług i zwyczajnie nie będzie za nie płacił, tak więc firmy świadczące tego typu usługi muszą dbać o ich jakość.
Krótko mówiąc, instytucje te nie spełniałyby roli państw, świadczyłyby wybrane usługi normalnie dostarczane przez państwo.
Andrzej Bogusławski (52412 punktów)
.
>Dyskusja w wątku "Okno" zrodziła pomysł na ten wątek
>Po co nam państwo!?
Badania na inteligencję w wojsku.

Szeregowy z czym wam się kojarzy miednica?
Dupa - panie kapitanie!
Z czym wam się kojarzy chusteczka?
Dupa - panie kapitanie!
Z czym wam się kojarzy przecinak?
Dupa - panie kapitanie!
Z czym wam się kojarzy pinezka?
Dupa - panie kapitanie!
Z czym wam się kojarzy traktor?
Dupa - panie kapitanie!
Z czym wam się kojarzy młotek?
Dupa - panie kapitanie!
Szeregowy czy wy nie znacie innych skojarzeń?
Znam panie kapitanie, ale mnie się wszystko z dupą kojarzy!


Zaczął Pan ciekawy wątek, ale dosyć nieszczęśliwie. Może należałoby spróbować zdefiniować "państwo" i pokazać różne możliwości rozumienia tego pojęcia. Dyskusja o państwie byłaby bardzo ciekawa, ale dyskusji o różnych religiach, kompleksach, uprzedzeniach, fobiach politycznych to już tu było sporo. Chyba wywołał Pan jeszcze jedną.
Ze starymi odpowiedziami: Dajcie mi władzę, to ja was urządzę.

Niech Pan zastanowi się - czy jak państwo ma silny aparat kontroli i władza jest scentralizowana, to świadczy o sile, czy o słabości państwa i odwrotnie władza jest ogromnie zdecentralizowana, rozbudowane są instytucje pozarządowe i gospodarcze instytucje społeczne (np. spółdzielczość) to państwo jest słabe, czy silne?

Jaką rolę w państwie odgrywają instytucje społeczne, demokracja do najniższego szczebla i samorządność? Czy można i czy słusznym jest prywatyzacja państwa? I stałe najważniejszy pytanie do czego państwo jest potrzebne i czemu ma służyć. Pytania są stare, niektóre sięgają starożytności, ale ciągle uzyskujemy nowe odpowiedzi i moim zdaniem jesteśmy w okresie ogromnych przewartościowań. W najbliższym półwieczu zostaną wdrożone w życie nowe koncepcję nowych rozważań społecznej organizacji świata.

PS. Jacek Żakowski w Polityce z 7.8-11.08.2013 zadaje ciekawe pytanie dotyczące koncepcji państwa:
Co łączy partie polityczne, media publiczne, Kościoły, związki zawodowe, uniwersytety, organizacje społeczne? Nawrotowe i narastające zamieszanie wokół ich finansów i finansowania. Subwencja dla partii, związkowe etaty i lokale w firmach, publiczne wydatki na pomoc Kościołom, abonament, 1 proc. i ulgi podatkowe dla trzeciego sektora - kosztują nas wszystkich. I wielu bulwersują. Słusznie. Bo płacą za to wszyscy. Także ci, którzy z tymi instytucjami nie chcą mieć nic wspólnego. Ale czy to znaczy, że rację mają politycy, którzy chcą zabrać publiczne pieniądze partiom, związkom, Kościołom, trzeciemu sektorowi?

Prywatne mimo wszystko rośnie. Państwowe jakoś sobie radzi. A między nimi - dziura. W naszym wyobrażeniu świata jest miejsce dla prywatnego - firm, rodzin, majątków. Jest miejsce dla państwa - armii, policji, sądów, dróg, urzędów, nawet dla podatków i spółek (państwowych i samorządowych). Bo jedno i drugie było podstawą poprzednich systemów - feudalizmu i realsocjalizmu - wciąż żywych w naszych głowach. Sęk w tym, że nie ma w nich miejsca dla tego, co jest podstawą demokracji rynkowej. Czyli dla społeczeństwa. Zwłaszcza dla tworzonych przez nie i służących mu publicznych instytucji.

Wszystko, co publiczne, jest w Polsce niepewne dnia ani godziny. Bo "ni to pies, ni wydra", jak by powiedział Gomułka. Polska rzeczywistość ciąży ku prostej jednoznaczności. Więc to, co publiczne, wypycha się ku państwowemu albo ku prywatnemu. Nie chodzi o formę własności, czyli podział na państwowe, prywatne i trzeci sektor. Chodzi o istotę. Sęk w tym, że bez tego czegoś w środku ani to, co państwowe, ani to, co prywatne, nie może się dobrze kręcić. Bo publiczne to rodzaj elastycznego przegubu między sferą państwową a prywatną.


Pozdrawiam.

@@@
.
10-08-2013 11:17 
 Ocena 1 na 1
Celecrin (6386 punktów)
>Może należałoby spróbować zdefiniować "państwo" i pokazać różne możliwości rozumienia tego pojęcia.

Ogólna definicja (nic prostszego się wymyślić nie da, tak sadzę...) państwa to: organizacja posiadająca, władzę zwierzchnią, która ma monopol na stanowienie i wykonywanie prawa na określonym terytorium oraz będąca przymusem.

Stosunek anarchistów do państwa obrazuje marksistowska definicja państwa (a raczej jej wydźwięk): Państwo powstało w wyniku rozpadu wspólnoty pierwotnej, w której panowała wspólna własność narzędzi i środków, na klasy, co nastąpiło głównie w wyniku powstania własności prywatnej. Przewaga ekonomiczna pozwoliła klasom posiadającym własność zdobyć władzę. To doprowadziło do powstania państwa, które ma utrwalać panowanie klas posiadających.
10-08-2013 14:23 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52412 punktów)
.
>>>>Może należałoby spróbować zdefiniować "państwo" i pokazać różne możliwości rozumienia tego pojęcia.
> Ogólna definicja (nic prostszego się wymyślić nie da, tak sadzę...) państwa to: organizacja posiadająca, władzę zwierzchnią, która ma monopol na stanowienie i wykonywanie prawa na określonym terytorium oraz będąca przymusem.
Z Wikipedii też można przeczytać tylko pierwsze zdanie: Państwo - organizacja posiadająca monopol na stanowienie i wykonywanie prawa na określonym terytorium. pl.wikipedia.org/wiki/Państwo, ale prof. Gulczyński już to zdanie rozwija: Państwo jest przymusową organizacją, wyposażoną w atrybuty władzy zwierzchniej po to, by ochraniać przed zagrożeniami zewnętrznymi i wewnętrznymi ład, zapewniający zasiedlającej jego terytorium społeczności, składającej się ze współzależnych grup o zróżnicowanych interesach, warunki egzystencji korzystne odpowiednio do siły ich ekonomicznej pozycji i politycznych wpływów. , a pan Grzegorz Kazimierz Walkowski napisał nawet całą książkę "Teoria państwa i prawa" (Ciekawe skąd wziął materiały na całą książkę?)

Ja kilkadziesiąt lat temu musiałem zdać egzaminy z powszechnej historii państwa i prawa, oraz z doktryn politycznych i prawnych, a teraz to można państwo zdefiniować i pokazać różne możliwości rozumienia tego pojęcia jednym zdaniem. Ogólna definicja (nic prostszego się wymyślić nie da, tak sadzę...) państwa to: organizacja posiadająca, władzę zwierzchnią, która ma monopol na stanowienie i wykonywanie prawa na określonym terytorium oraz będąca przymusem. Nie ma co! Fajnie teraz Państwo macie, ale może tu jednak zajrzeć warto.

>Stosunek anarchistów do państwa obrazuje marksistowska definicja państwa (a raczej jej wydźwięk): Państwo powstało w wyniku rozpadu wspólnoty pierwotnej, w której panowała wspólna własność narzędzi i środków, na klasy, co nastąpiło głównie w wyniku powstania własności prywatnej. Przewaga ekonomiczna pozwoliła klasom posiadającym własność zdobyć władzę. To doprowadziło do powstania państwa, które ma utrwalać panowanie klas posiadających.
I anarchistów i marksistów było wielu. Mieli różne poglądy, ale nawet, gdy się mylili, to idiotami nie byli i warto poznawać i zastanawiać się nad ich koncepcjami. Lecz już mamy XXI wiek i istotniejsze są rozważania późniejsze.
Może warto zastanowić się nad koncepcjami Rawlsa czy Wallernsteina. Może warto zastanowić się nad państwem w "społeczeństwie ryzyka", a może - choć komunizm już przegrał warto zastanowić się nad komunitaryzmem.

Problemów jest wiele, a ja po prostu wątpię czy narzucana wszelakimi metodami (poza merytorycznymi argumentami) jedynie słuszna neoliberalna droga zminimalizowania funkcji państwa i jego prywatyzacji jest naprawdę jedynie słuszną bezalternatywną drogą. Całe dorosłe życie byłem niewierzącym i tak mi już pozostało. Jakoś nie dostrzegam też aby Panu udało się rozwiać moje wątpliwości.

Miłego dnia.

@@@
.
10-08-2013 14:54 
 Ocena-1 na 1
Celecrin (6386 punktów)

Historia państwa ma wiele tysięcy lat ale ma ono zawsze takie same atrybuty:
odgórną centralną władzę: wodza, króla, cesarza, prezydenta, parlament, przy monopolu na wydawanie prawa i przymusie dla obywateli.

Nie chcę wdawać się w dyskusję, jeśli zaprezentujesz minimum DWIE unikatowe definicje państwa (różne możliwości rozumienia tego pojęcia) będę wdzięczny.

Pozdrawiam
10-08-2013 15:51 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52412 punktów)
.
> Nie chcę wdawać się w dyskusję,
Odwrotnie jak ja. Ja chciałbym, proszę Szanownego Pana, dlatego uczestniczę na naszym forum.
Tyle, że na jakimś tam, choć minimalnym, poziomie.
Pyskówki - nawet te popisowe - bawią mnie mało!

Pozdrawiam.

@@@
.
Celecrin (6386 punktów)
>Odwrotnie jak ja. Ja chciałbym, proszę Szanownego Pana, dlatego uczestniczę na naszym forum.

Nie chcę się wdawać w dyskusję bo:
a) nie jest na temat wątku
b) wystarczy, że dasz dwie różne definicje państwa, by Twoje pretensje do autora niniejszego wątku miały sens.
Może się Tobie wydać dziwne, ale mi wydaje się, że definicje Georga Jellinka oraz Lenina zawierają się w tej: organizacja posiadająca, władzę zwierzchnią, która ma monopol na stanowienie i wykonywanie prawa na określonym terytorium oraz będąca przymusem.

Każda definicja państwa zawiera pojęcie: władzy, terytorium i stałej ludności.

Wystarczy zatem definicja z Wikipedii...

Pozdrawiam
10-08-2013 16:23 
 Ocena 1 na 1
panTeista (6818 punktów)
>ma ono (państwo) zawsze takie same atrybuty: odgórną centralną władzę:

Jak rozumieć odgórną władzę? Czy prezydentem ma być Komorowski czy Kaczyński decydowała jakaś góra? Czy na kolejną kadencję został Tusk, a nie np. Kaczyński była to decyzja odgórna?
Zdaje się odgórna władza to władza dziedziczna lub z mianowania, a nie z wyboru obywateli.

Pozdrawiam

Nadzieją na deklerykalizację Polski są wybory i Ruch Palikota.
10-08-2013 17:28 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52412 punktów)
.
Definicje państwa (nawet "unikatowe") też nie trudno znaleźć wystarczy wbić pytanie w Googla.
A tam - na przykład prof. Mariusz Gulczyński - podaje:

Kontrowersyjne definicje

Wyrazistym przykładem idealizacji
jest klasyczna definicja autorstwa niemieckiego teoretyka Georga Jellinka, wedle której państwo jest jednością związkową osiadłego ludu, wyposażoną w bezpośrednią, samorodną władzę zwierzchnią .

Skrajnie demonizującą jest definicja W.I. Lenina, twierdzącego, iż "państwo jest to specjalna organizacja siły, organizacja przemocy, dla ujarzmiania jakiejś klasy"; "jest machiną do utrzymania panowania jednej klasy nad drugą"


Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
Celecrin (6386 punktów)
>>ma ono (państwo) zawsze takie same atrybuty: odgórną centralną władzę:
>Jak rozumieć odgórną władzę?
Słownik frazeologiczny:
wyr. rzecz., polit: "odgórna władza", osoby sprawujące naczelne, centralne rządy';
Konowal (6291 punktów)
Pewnie anarchiści mają rację tylko, że nie mają większości - zresztą z założenie jej mieć nie mogą.
Jak ktoś chce zostać anarchistą to przecież może - sporo takich ludzi żyje pod przysłowiowym "mostem"
Państwo określa nam zbiór pewnych wartości i zachowań i po to ono jest, ot ludzie lubią nazywać różne rzeczy więc wymyślili "państwo" na określenie pewnych zachowań. Kiedyś też były jakieś zasady i zachowania tyle że niepisane i tyle.

Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć.
św. Augustyn
panTeista (6818 punktów)
>Po co nam państwo!?

Jaki poziom organizacji społecznej pozostawić? Rodziny broniące swojego życia i mienia, wspólnoty sąsiedzkie (bez granic czy z granicami) i nic ponadto? Prawa obowiązujące w obrębie wspólnoty kto ustala?

>Anarchiści twierdzą, że państwo jest niepotrzebne.

Czym zastąpić prawa obowiązujące w poszczególnych państwach? Prawami dżungli?

>czy na Syberii warto budować kopalnię, więc jestem w Tajdze, w wiosce, w której... nie ma Państwa.

Za wydobywanie (koncesję) kopalin (właściciel?) nie musi płacić?

>sami egzekwują stanowione przez samych siebie prawa.

Czyli dla każdej wioski inne prawa? Podróżujący w każdej wiosce podlega jurysdykcji (starszyzny?) tej wioski?

>Czasem z guberni przyjedzie jakiś policjant...

Czy policjant podlega jurysdykcji tej wioski?

>Gdyby ci ludzie nie pomagali sobie wzajem, nie umieli się zorganizować, nie przeżyliby żadnej zimy.

Czyli życie w zorganizowanej formie jest lepszym.

>Stanowią namiastkę państwa.

Tam gdzie wioska przylega do wioski jest organizacja szersza, powiązania między poszczególnymi społecznościami bardziej rozwinięte.

>Prawa niepisane, które sobie stanowią są prostsze,

Zwierzęta niepiśmienne stanowią sobie prawa jeszcze prostsze.

>ale władza nie może ich przecież uznać.

Czyli władza państwowa rzadko interweniuje ale jednak jest.

>Mimo wszystko, żyją w sposób zorganizowany,

Nawet przestępcy organizują się w grupy i dzielą łupem.

>Namiastka państwa kilkaset kilometrów od cywilizacji , pewnie tak żyli Słowianie w czasach Państwa
>Wielkomorawskiego. Chcesz zbudować dom? Idziesz w Tajgę po bale na budowę,

Anarchiści powinni brać pod uwagę że w obszarach zindustrializowanych teren budowlany, lasy, itd. są już pozajmowane. Co było wystarczające w Państwie Wielkomorawskim może wystarczać w obszarach bardzo słabo zaludnionych. Na Starym Kontynencie organizacja jest bardziej złożona, podział ról większy.

>Projekt? Pozwolenie na budowę? Odbiór domu?

W Tajdze budują proste domy dla siebie, więc sami ponoszą ryzyko zawalenia się domu. W wielkich miastach, w budynkach wielorodzinnych, powstaje ryzyko katastrofy dla wielu mieszkańców i zamiast nadzoru każdej rodziny nad swoim mieszkaniem wypracowano nadzór wspólny. Anarchizm to cofnięcie się w rozwoju.

>A oprócz stałych mieszkańców, są jeszcze "leśni" nikt o nich nie wie, nie rejestruje, nie pobiera
>podatków, jeśli umrą w Tajdze, nikt ich szukał nie będzie i nikt nie znajdzie.

Jeśli "leśny" zgwałci "wioskową" to jej problem i jej rodziny?

>Przynoszą futra za garść soli, naboje, litr samogonu.

Czyli cofnięcie do handlu wymiennego?

>Państwo sprawdza za niego, czy jego samochód jest bezpieczny,

Jeśli jest niebezpieczny to stanowi zagrożenie dla innych uczestników ruchu.

>państwo określa że powinien jeździć odpowiednią stroną drogi, nie powinien przedtem pić
>wódki. Państwo wybudowało drogi, zakupiło znaki, określiło przepisy kodeksu. Dom musi spełniać
>wymagania PZP,

Dziwne że zwolennicy nie płacenia podatków i państwa minimum nie przenoszą się do Tajgi i innych obszarów odległych słabo kontrolowanych przez państwa.

>Czy jednostka może żyć bez stada?

Jednostka może przeżyć ale aby wychować potomstwo potrzeba co najmniej rodziny. Jakość życia rodziny poza stadem byłaby bardzo mierna.

Nadzieją na deklerykalizację Polski są wybory i Ruch Palikota.
09-08-2013 15:36 
 Ocena 1 na 1
szarley (54943 punktów)
Mam wrażenie, jakbyś moje wątpliwości, pytania, brał za poglądy

>>Po co nam państwo!?
>Jaki poziom organizacji społecznej pozostawić? Rodziny broniące swojego życia i mienia, wspólnoty sąsiedzkie (bez granic czy z granicami) i nic ponadto? Prawa obowiązujące w obrębie wspólnoty kto ustala?
Nie wiem, to właśnie poddałem pod dyskusję.

>>Anarchiści twierdzą, że państwo jest niepotrzebne.
>Czym zastąpić prawa obowiązujące w poszczególnych państwach? Prawami dżungli?
Zapytaj anarchistów

>>czy na Syberii warto budować kopalnię, więc jestem w Tajdze, w wiosce, w której... nie ma Państwa.
>Za wydobywanie (koncesję) kopalin (właściciel?) nie musi płacić?
Zapewne, ale nie ja jestem właścicielem.

>>sami egzekwują stanowione przez samych siebie prawa.
>Czyli dla każdej wioski inne prawa? Podróżujący w każdej wiosce podlega jurysdykcji (starszyzny?) tej wioski?
Tak i niech Cię to nie dziwi. W miasteczku jest posterunek, poczta, urząd, cerkiew, szkoła. W wiosce jest tylko kilkanaście domów i przystań. Do miasteczka jest dzień jazdy. Wyobraź sobie te warunki i sam odpowiedz. Pisząc o prawach przez siebie stanowionych miałem na myśli przede wszystkim społeczne przywolenie na nielegalny połów ryb, polowania, wyrąb lasu i pędzenie samogonu, ale także obowiązki, które nakłada lokalna społeczność

>>Czasem z guberni przyjedzie jakiś policjant...
>Czy policjant podlega jurysdykcji tej wioski?
Oczywiście nie, patrz powyżej

>>Gdyby ci ludzie nie pomagali sobie wzajem, nie umieli się zorganizować, nie przeżyliby żadnej zimy.
>Czyli życie w zorganizowanej formie jest lepszym.

>Anarchiści powinni brać pod uwagę że w obszarach zindustrializowanych teren budowlany, lasy, itd. są już pozajmowane. Co było wystarczające w Państwie Wielkomorawskim może wystarczać w obszarach bardzo słabo zaludnionych. Na Starym Kontynencie organizacja jest bardziej złożona, podział ról większy.

Nie jestem anarchistą, tylko człowiekiem wyrażającym wątpliwości

>>Projekt? Pozwolenie na budowę? Odbiór domu?
>W Tajdze budują proste domy dla siebie, więc sami ponoszą ryzyko zawalenia się domu. W wielkich miastach, w budynkach wielorodzinnych, powstaje ryzyko katastrofy dla wielu mieszkańców i zamiast nadzoru każdej rodziny nad swoim mieszkaniem wypracowano nadzór wspólny. Anarchizm to cofnięcie się w rozwoju.
W polskich wsiach w budynkach jednorodzinnych odbiór domu jest tak upierdliwy, że zazdroszczę tym z Tajgi.
Nie każdy mieszka w budynkach wielorodzinnych.

>>A oprócz stałych mieszkańców, są jeszcze "leśni" nikt o nich nie wie, nie rejestruje, nie pobiera
>>podatków, jeśli umrą w Tajdze, nikt ich szukał nie będzie i nikt nie znajdzie.
>Jeśli "leśny" zgwałci "wioskową" to jej problem i jej rodziny?
Nie wiem. Obawiam się że tak

>>Przynoszą futra za garść soli, naboje, litr samogonu.
>Czyli cofnięcie do handlu wymiennego?
Tak, a na cholerę w lesie ruble?

>Dziwne że zwolennicy nie płacenia podatków i państwa minimum nie przenoszą się do Tajgi i innych obszarów odległych słabo kontrolowanych przez państwa.
Też mnie to dziwi.

>>Czy jednostka może żyć bez stada?
>Jednostka może przeżyć ale aby wychować potomstwo potrzeba co najmniej rodziny. Jakość życia rodziny poza stadem byłaby bardzo mierna.
09-08-2013 16:58 
 Ocena 1 na 1
panTeista (6818 punktów)
>Mam wrażenie, jakbyś moje wątpliwości, pytania, brał za poglądy

Wiem że na tym forum jest Selanos, Borys Swoboda i jeszcze kilku zwolenników państwa bez podatkowego. To z myślą że śledzą ten wątek napisałem tak jak napisałem.

>>>Po co nam państwo!?
>>Jaki poziom organizacji społecznej pozostawić? Rodziny broniące swojego życia i mienia, wspólnoty sąsiedzkie (bez granic czy z granicami) i nic ponadto? Prawa obowiązujące w obrębie wspólnoty kto ustala?
>Nie wiem, to właśnie poddałem pod dyskusję.
>>>Anarchiści twierdzą, że państwo jest niepotrzebne.
>>Czym zastąpić prawa obowiązujące w poszczególnych państwach? Prawami dżungli?
>Zapytaj anarchistów

Oczekuję że Selanos i/lub inni zwolennicy państwa bez podatkowego się wypowiedzą.

>>Za wydobywanie (koncesję) kopalin (właściciel?) nie musi płacić?
>Zapewne,

A ja myślę że właściciel kopalni musiał władzom zapłacić za eksploatowanie złóż.

>>>sami egzekwują stanowione przez samych siebie prawa.
>>Czyli dla każdej wioski inne prawa? Podróżujący w każdej wiosce podlega jurysdykcji (starszyzny?) tej wioski?
>Tak i niech Cię to nie dziwi.

To mnie nie dziwi, raczej chciałem wskazać na wielką niedogodność dla podróżujących i potencjalne niebezpieczeństwo. To powrót do czasów gdy kupcy organizowali się w konwoje i sami chronili się przed grabieżą. I to znów piszę dla libertarian, anarchistów itp.

>Pisząc o prawach przez siebie stanowionych miałem na myśli przede wszystkim społeczne przywolenie

Więc może tym co należy rozważać jest zakres autonomii społeczności lokalnych.

>>>Przynoszą futra za garść soli, naboje, litr samogonu.
>>Czyli cofnięcie do handlu wymiennego?
>Tak, a na cholerę w lesie ruble?

Jednak gdy pojedziesz do najbliższego miasteczka (sklepu, targowiska) okazują się bardzo wygodnym narzędziem wymiany. Nie musisz szukać takiego wymieniającego który ma interesujący Cię towar i jednocześnie byłby zainteresowany Twoim towarem.

Nadzieją na deklerykalizację Polski są wybory i Ruch Palikota.
09-08-2013 19:57 
 Ocena 1 na 1
Borys Swoboda (1408 punktów)
>>>Czym zastąpić prawa obowiązujące w poszczególnych państwach? Prawami dżungli?
>>Zapytaj anarchistów
>Oczekuję że Selanos i/lub inni zwolennicy państwa bez podatkowego się wypowiedzą.

Nie państwa bez-podatkowego, tylko policentryzmu prawnego. Wykład na ten temat (dwadzieścia minut, po polsku):

www.youtube.com/watch?v=vAUDMUTqpZg
www.youtube.com/watch?v=x-aoCp_Mb9c

Ja natomiast pozwolę sobie trochę tą kwestię odwrócić:
Jak to w ogóle możliwe, że dziś nie obowiązują prawa dżungli? Dlatego, że rząd jest instytucją samoograniczającą się? A może prawa dżungli zawsze obowiązywały, a obecne przepisy państwowe są po prostu jedną z form, w jakiej te prawa się manifestują? I może prawa dżungli są nieco łaskawsze, niż to się większości wydaje? Po co ewolucja miałaby dawać nam wrodzone opory przed zabójstwem czy kradzieżą, jeżeli nie byłoby to zwyczajnie, na dłuższą metę, dla organizmu korzystne?

Polecam tekst prawdopodobnie pierwszego anarchokapitalisty w historii. Proszę się nie zrażać "opatrznościowymi prawami" z drugiego zdania, facet pisał to w XIX wieku. Spokojnie w tym miejscu można byłoby podstawić "prawa dżungli"

www.libert(*)sorzy/produkcja_bezpieczenstwa


"Jest rzeczą fascynującą obserwować teoretyków boskiego prawa trudzących się dowodzeniem nadludzkości plemion mających w swym posiadaniu ludzki rząd."- Gustave de Molinari
10-08-2013 15:38 
 Ocena 5 na 5
panTeista (6818 punktów)
>>>>Czym zastąpić prawa obowiązujące w poszczególnych państwach? Prawami dżungli?
>>>Zapytaj anarchistów
>>Oczekuję że Selanos i/lub inni zwolennicy państwa bez podatkowego się wypowiedzą.
>Nie państwa bez-podatkowego, tylko policentryzmu prawnego. Wykład na ten temat (dwadzieścia minut, po polsku):
>www.youtube.com/watch?v=vAUDMUTqpZg
>www.youtube.com/watch?v=x-aoCp_Mb9c

O ile zrozumiałem, w państwie libertarian sędziowie sądziliby na podstawie regulowanego przez siebie prawa za odpłatnością. Dziecka nie stać na opłacanie ochroniarza i sędziego. Dzieci byłyby więc niewolnikami swoich rodziców. Rodzic (opiekun) mógłby więc sprzedawać usługi prostytucji swoich dzieci za działkę narkotyku lub ćwiartkę samogonu.

>Ja natomiast pozwolę sobie trochę tą kwestię odwrócić:
>Jak to w ogóle możliwe, że dziś nie obowiązują prawa dżungli?

W gatunkach naczelnych jednostki słabsze tworzą sojusze do obrony przed osobnikami realizującymi swoje zachcianki poprzez agresję.

>Dlatego, że rząd jest instytucją samoograniczającą się?

Rząd jest ograniczony przez społeczeństwo Konstytucją zatwierdzaną lub odrzucaną w referendum.
Ograniczeniem jest też podział władzy na sądowniczą, ustawodawczą i wykonawczą.

>A może prawa dżungli zawsze obowiązywały, a obecne przepisy państwowe są po prostu jedną z form, w jakiej te prawa się manifestują?

Prawa dżungli to prawa jednostki silniejszej do podporządkowania sobie jednostki słabszej. Przepisy państwowe są na ogół normami akceptowanymi przez większość, chroniącymi jednostkę słabszą przed agresją.

>I może prawa dżungli są nieco łaskawsze, niż to się większości wydaje?

Są łaskawsze/ korzystniejsze dla jednostek silniejszych/ zasobniejszych a mniej korzystne dla większości (przykładem eksterminacja Indian i zniewolenie murzynów przez białą mniejszość).

>Po co ewolucja miałaby dawać nam wrodzone opory przed zabójstwem czy kradzieżą, jeżeli nie byłoby to zwyczajnie, na dłuższą metę, dla organizmu korzystne?

Mam wątpliwości czy opory przed chciwością i agresją są wrodzone. Może opory są efektem procesu wychowawczego.
Do wybicia plemion Indian, zagarnięcia ziem i kopalin murzynów biali nie mieli oporów (podobno wrodzonych).

>Polecam tekst prawdopodobnie pierwszego anarchokapitalisty w historii. Proszę się nie zrażać "opatrznościowymi prawami" z drugiego zdania, facet pisał to w XIX wieku. Spokojnie w tym miejscu można byłoby podstawić "prawa dżungli"
>www.libert(*)sorzy/produkcja_bezpieczenstwa

Z tekstu wynika że bezpieczeństwo (życia) jest produktem sprzedażnym jak sól. Kogo nie stać na ochronę życia tego można zabić, zniewolić, itd.

Nadzieją na deklerykalizację Polski są wybory i Ruch Palikota.
10-08-2013 19:29 
 Ocena 1 na 1
Borys Swoboda (1408 punktów)
>Dziecka nie stać na opłacanie ochroniarza i sędziego.
>Kogo nie stać na ochronę życia tego można zabić, zniewolić, itd.

liberalis.(*)n-molyneux-paranoja-lateralna/

>W gatunkach naczelnych jednostki słabsze tworzą sojusze do obrony przed osobnikami realizującymi swoje zachcianki poprzez agresję.

Hehe, to co ja proponuję, to sojusz, bo jest swoboda akcesji i wyjścia. To co jest obecnie, to sytuacja typu mafijnej "ochrony".

>Rząd jest ograniczony przez społeczeństwo Konstytucją zatwierdzaną lub odrzucaną w referendum.

Chyba trochę przeceniasz Konstytucję. To tylko kartki papieru i tusz. Za każdym prawem musi stać realna siła.

>Ograniczeniem jest też podział władzy na sądowniczą, ustawodawczą i wykonawczą.

To jest właśnie to samoograniczanie się, które kwestionowałem.

>Prawa dżungli to prawa jednostki silniejszej do podporządkowania sobie jednostki słabszej. Przepisy państwowe są na ogół normami akceptowanymi przez większość, chroniącymi jednostkę słabszą przed agresją.

Ja bym powiedział, że państwo doskonale wpisuje się w ten schemat. Politycy i ich pomagierzy (strona silniejsza) często mają grube miliony i otaczają się atmosferą przepychu, kosztem podatników (strona słabsza).

>Do wybicia plemion Indian, zagarnięcia ziem i kopalin murzynów biali nie mieli oporów (podobno wrodzonych).

Skąd wiesz, może mieli opory?

Ludzie bez oporów to psychopaci. Nie wszyscy mordercy są psychopatami.

"Jest rzeczą fascynującą obserwować teoretyków boskiego prawa trudzących się dowodzeniem nadludzkości plemion mających w swym posiadaniu ludzki rząd."- Gustave de Molinari
11-08-2013 09:10 
 Ocena 2 na 2
panTeista (6818 punktów)
>>Kogo nie stać na ochronę życia tego można zabić, zniewolić, itd.
>liberalis.(*)n-molyneux-paranoja-lateralna/

Kłamliwa propaganda jakoby Cytat:
Wymyśla się istnienie złych ludzi

sprawcy morderstw, seryjni gwałciciele byli wymysłem, paranoją.

>>jednostki słabsze tworzą sojusze do obrony przed osobnikami realizującymi swoje zachcianki poprzez agresję.
>Hehe, to co ja proponuję, to sojusz, bo jest swoboda akcesji i wyjścia. To co jest obecnie, to sytuacja typu mafijnej "ochrony".

Jest swoboda zrzeczenia się obywatelstwa i wyjazdu do np. Indian w amazońskiej dżungli.

>>Rząd jest ograniczony przez społeczeństwo Konstytucją zatwierdzaną lub odrzucaną w referendum.
>Chyba trochę przeceniasz Konstytucję. To tylko kartki papieru i tusz. Za każdym prawem musi stać realna siła.

Może dla Gowina i Kaczyńskiego to tylko kartki papieru. O tym że społeczeństwo stanowi realną siłę przekonali się dyktatorzy Jaruzelski, Kadafi, Mubarak.

>Politycy i ich pomagierzy (strona silniejsza) często mają grube miliony i otaczają się atmosferą przepychu, kosztem podatników (strona słabsza).

Politycy kierujący Polską mają często mniejsze pieniądze niż kierujący dużymi firmami.

>>Do wybicia plemion Indian, zagarnięcia ziem i kopalin murzynów biali nie mieli oporów (podobno wrodzonych).
>Skąd wiesz, może mieli opory?

Kolonizatorzy mieli opory, więc dlaczego zabijali? Ktoś ich zmuszał? W obronie własnej?

Nadzieją na deklerykalizację Polski są wybory i Ruch Palikota.
11-08-2013 12:34 
 Ocena 1 na 1
Borys Swoboda (1408 punktów)
>Kłamliwa propaganda jakoby Cytat:
Wymyśla się istnienie złych ludzi

>sprawcy morderstw, seryjni gwałciciele byli wymysłem, paranoją

zacytuję: Cytat:
Oczywiście, istnieją źli ludzie. I co z tego? Czy kiedykolwiek spędzałeś z nimi naprawdę sporo czasu? Czy możesz potwierdzić, że mają liczebną przewagę? Oczywiście nie! Są oni bytami wyłącznie teoretycznymi.


Autor nie twierdzi, że takich ludzi nie ma. Twierdzi za to, że większość ludzi nie ma z nimi rzeczywistej styczności, i stanowią oni znikomą mniejszość. Przyznaję, używa tu dziwnego, wprowadzającego w błąd skrótu myślowego, ale nie chodzi też o to, by czepiać się o takie rzeczy.

>Jest swoboda zrzeczenia się obywatelstwa i wyjazdu do np. Indian w amazońskiej dżungli.

Odpowiedź na ten typ argumentacji jest w tej animacji(dopiero pod koniec, ale żeby ją zrozumieć, trzeba obejrzeć całą):

www.youtube.com/watch?v=fasTSY-dB-s

Początek jest nawiązaniem do innej animacji. Można ją pominąć.

>>Chyba trochę przeceniasz Konstytucję. To tylko kartki papieru i tusz. Za każdym prawem musi stać realna siła.
>Może dla Gowina i Kaczyńskiego to tylko kartki papieru. O tym że społeczeństwo stanowi realną siłę przekonali się dyktatorzy Jaruzelski, Kadafi, Mubarak.

No właśnie. Może dlatego przeceniasz dysproporcje sił, jakie mogą w społeczeństwie wystąpić? W końcu i tak obrona własnych praw spoczywa na ludziach. Zacytuję z artykułu, który był w moim pierwszym poście w tym temacie:

Cytat:
10. Pojęcie równowagi sił, zgodnie z którym rządzący kontrolują rządzonych, a rządzeni rządzących, nie stoi w sprzeczności z zasadą brzytwy Ockhama, sugerującą, że rzeczoną równowagę mogłaby z powodzeniem zachowywać pojedyncza grupa jednostek samorządnych.


No i może mylisz się, zakładając, że jakąkolwiek przewagę siły zawsze, albo nawet często, opłaca się wykorzystywać? Jakim zaufaniem mogliby darzyć klienci sąd prywatny, który rozstrzyga sprawy na podstawie zasobności portfela? Taki sąd straciłby całą klientelę. Jedynym rozsądnym wyjściem jest zasada równości wobec prawa. I to nie jest gdybanie. Rząd działa na podobnej zasadzie dzisiaj. Rząd może funkcjonować tylko dzięki legitymizacji ze strony ludzi, inaczej ci by go obalili. A ludzie legitymizują tylko taki rząd, który zapewnia (albo przynajmniej sprawia wrażenie, jakby zapewniał) równość wobec prawa. Tylko porównaj sobie środki nacisku- dzisiaj na rząd naciska się za pomocą wyborów (jakby rząd nie respektował wyborów, wtedy doszłoby do rozwiązania siłowego), ale tu wchodzi kwestia racjonalnej ignorancji i inne wady demokracji, które wymienił David Friedman. W systemie policentrycznym można się wycofać z umowy w każdej chwili (przestać opłacać składkę) i, co ważniejsze, w pojedynkę.

Mówiąc ogólniej- równość wobec prawa nie jest specyficzną właściwością państwa, ale wynika z obsługi masowego klienta przez podmiot zajmujący się egzekwowaniem prawa. Jeszcze ogólniej- równość wobec prawa wynika z tego, że relacja między słabszą stroną A i silniejszą stroną B zwykle nie jest przypadkiem pojedynczym i odosobnionym. Skorzystanie z przewagi w sporze z A kosztuje B przyszłe problemy w relacjach nie tylko z A (co ważne- już samo to mogło by być wystarczająco niekorzystne- polecam ten tekst- żeby go zrozumieć, dobrze jest znać prawo kosztów komparatywnych D. Ricardo: mises.pl/b(*)atkowuje-rozwoj-spoleczenstwa/) ale też z C, D, E...

>>Politycy i ich pomagierzy (strona silniejsza) często mają grube miliony i otaczają się atmosferą przepychu, kosztem podatników (strona słabsza).
>Politycy kierujący Polską mają często mniejsze pieniądze niż kierujący dużymi firmami.

Tak, ale oni te pieniądze zdobywają uczciwie, oferując towary i usługi na wymianę. Politycy wzbogacają się na używaniu siły i wciskaniu kitu, że używają tej siły dla naszego dobra. Poza tym wlicz wszystkie przywileje, służbowe samochody, pałace prezydenckie, bankiety i tak dalej.

>Kolonizatorzy mieli opory, więc dlaczego zabijali? Ktoś ich zmuszał? W obronie własnej?

Mieli opory, ale je przezwyciężali. Nie usiłuję dowodzić, że to nie jest możliwe.

"Jest rzeczą fascynującą obserwować teoretyków boskiego prawa trudzących się dowodzeniem nadludzkości plemion mających w swym posiadaniu ludzki rząd."- Gustave de Molinari
11-08-2013 21:17 
 Ocena 2 na 2
panTeista (6818 punktów)
>zacytuję: Cytat:
Oczywiście, istnieją źli ludzie. I co z tego? Czy kiedykolwiek spędzałeś z nimi naprawdę sporo czasu? Czy możesz potwierdzić, że mają liczebną przewagę? Oczywiście nie! Są oni bytami wyłącznie teoretycznymi.

>Autor nie twierdzi, że takich ludzi nie ma.

Co znaczą słowa: Są oni bytami wyłącznie teoretycznymi.

>stanowią oni znikomą mniejszość.

Od tej mniejszości, jakoby znikomej, przemocy doświadcza 35% kobiet na świecie. wiadomosci(*)-swiecie-ofiara-przemocy/d9rjs

>czepiać się o takie rzeczy.

Takie rzeczy to najbardziej podstawowe prawa człowieka. Autor twierdzi jakoby zagrożenie/ naruszanie tych praw było wyłącznie teoretyczne.

>przeceniasz dysproporcje sił,

Którą siłę przeceniam, a której nie doceniam?

>W końcu i tak obrona własnych praw spoczywa na ludziach.

Bóg ani Kosmici ich nie obronią, co do tego nie ma żadnej wątpliwości.

Zacytuję z artykułu, który był w moim pierwszym poście w tym temacie:
>Cytat:
10. Pojęcie równowagi sił, zgodnie z którym rządzący kontrolują rządzonych, a rządzeni rządzących, nie stoi w sprzeczności z zasadą brzytwy Ockhama, sugerującą, że rzeczoną równowagę mogłaby z powodzeniem zachowywać pojedyncza grupa jednostek samorządnych.


A co z równowagą pomiędzy tymi grupami? Co z przenikaniem jednostek na "gościnne występy" w celach zdobywczych?

>No i może mylisz się, zakładając, że jakąkolwiek przewagę siły zawsze, albo nawet często, opłaca się wykorzystywać?

Białym opłaciła się eksterminacja Indian, zagrabili nieodwracalnie ich ziemie.

>Jakim zaufaniem mogliby darzyć klienci sąd prywatny, który rozstrzyga sprawy na podstawie zasobności portfela? Taki sąd straciłby całą klientelę.

Raczej tę z mniej zasobnymi portfelami.

>Jedynym rozsądnym wyjściem jest zasada równości wobec prawa. I to nie jest gdybanie. Rząd działa na podobnej zasadzie dzisiaj. Rząd może funkcjonować tylko dzięki legitymizacji ze strony ludzi, inaczej ci by go obalili. A ludzie legitymizują tylko taki rząd, który zapewnia (albo przynajmniej sprawia wrażenie, jakby zapewniał) równość wobec prawa. Tylko porównaj sobie środki nacisku- dzisiaj na rząd naciska się za pomocą wyborów (jakby rząd nie respektował wyborów, wtedy doszłoby do rozwiązania siłowego)

I o to chodzi.

>ale tu wchodzi kwestia racjonalnej ignorancji i inne wady demokracji, które wymienił David Friedman.

Nic nie spełnia idealnie oczekiwań wszystkich ludzi.

>W systemie policentrycznym można się wycofać z umowy w każdej chwili (przestać opłacać składkę) i, co ważniejsze, w pojedynkę.

liberalis.(*)worzenie-i-egzekwowanie-prawa/ Cytat:
Zabójstwo stanowiło delikt zagrożony karą grzywny wypłacanym krewnym ofiary. Prawo stanowione było przez "parlament", w którym miejsca stanowiły dobro podlegające obrotowi rynkowemu. Egzekwowanie prawa było wyłącznie sprawą prywatną.


Blado wygląda Twoje twierdzenie o prawie prywatnym jakoby niezależnym od zasobności portfela. Nawet życie ludzkie wycenione, można kogoś zabić i zapłacić za ten czyn określoną sumę. Czyli kogo na to stać może zabić.

>Mówiąc ogólniej- równość wobec prawa nie jest specyficzną właściwością państwa, ale wynika z obsługi masowego klienta przez podmiot zajmujący się egzekwowaniem prawa.

To nie przekonujące.

>Jeszcze ogólniej- równość wobec prawa wynika z tego, że relacja między słabszą stroną A i silniejszą stroną B zwykle nie jest przypadkiem pojedynczym i odosobnionym.

Czyżby? Relacja pomiędzy ofiarą A i sprawcą nadużycia B zwykle nie jest przypadkiem pojedynczym?

>Skorzystanie z przewagi w sporze z A kosztuje B przyszłe problemy w relacjach nie tylko z A (co ważne- już samo to mogło by być wystarczająco niekorzystne- polecam ten tekst- żeby go zrozumieć, dobrze jest znać prawo kosztów komparatywnych D. Ricardo: mises.pl/b(*)atkowuje-rozwoj-spoleczenstwa/) ale też z C, D, E...

To się odnosi do małych społeczności, powtarzalnych relacji. Na czasy globalizacji, łatwego przemieszczania się, prywatne firmy ochroniarskie nie poradzą sobie ze zorganizowaną przestępczością handlu żywym towarem.

>Politycy i ich pomagierzy (strona silniejsza) często mają grube miliony i otaczają się atmosferą przepychu, kosztem podatników (strona słabsza).

Skoro mają już grube miliony to ich potrzeby są zaspokojone- wręcz żyją w przepychu, to sprawia że są mniej podatni na korupcję.

>>Politycy kierujący Polską mają często mniejsze pieniądze niż kierujący dużymi firmami.
>Tak, ale oni te pieniądze zdobywają uczciwie, oferując towary i usługi na wymianę.

Kierowanie państwem też jest usługą na wymianę.

>Politycy wzbogacają się na używaniu siły i wciskaniu kitu, że używają tej siły dla naszego dobra.

Właściciele firm wzbogacają się na używaniu siły kapitału i wciskaniu kitu jakoby dawali pracę, podczas gdy kupują usługi pracowników, niczego nie dają za friko, zatrudniają dla zysku.

>Poza tym wlicz wszystkie przywileje, służbowe samochody, pałace prezydenckie, bankiety i tak dalej.

Skoro to wszystko mają są mniej podatni na korupcję. Dlaczego miałbym odczuwać zawiść wobec dostatku/ wygód polityków, świadczących usługi kierowania państwem, a wobec właścicieli kapitału już nie.

Nadzieją na deklerykalizację Polski są wybory i Ruch Palikota.
12-08-2013 16:32 
 Ocena 1 na 1
Borys Swoboda (1408 punktów)
>Takie rzeczy to najbardziej podstawowe prawa człowieka. Autor twierdzi jakoby zagrożenie/ naruszanie tych praw było wyłącznie teoretyczne.

Teraz żałuję, że przytoczyłem akurat ten artykuł, bo autor odpływa od rzeczywistości. Artykuł czytałem już jakiś czas temu, chodziło mi przede wszystkim o myśl zawartą na początku artykułu- skoro jest naprawdę tak wielu ludzi (sądzę, że większość), którzy boją się o to, co stałoby się z tymi wszystkimi ludźmi, którym teraz pomaga państwo, to czemu oni sami nie mogą im pomagać na własną rękę, choćby przeznaczając część własnych pieniędzy na organizacje charytatywne? Po uwzględnieniu, że ludzie mieliby więcej pieniędzy (brak podatków) i brak wymówek (od pomocy biednym jest państwo), można śmiało założyć, że więcej pieniędzy byłoby przeznaczane na cele charytatywne. Można wręcz przypuszczać, że państwo opiekuńcze pozbawia ludzi bodźca do zawiązywania ściślejszych więzi społecznych, jakie funkcjonowały kiedyś szerzej pod postacią towarzystw samopomocowych. Krytyka państwa opiekuńczego (od strony 86, szczególnie polecam przeczytać fragment o systemie pomocy w społeczeństwie mormonów (od str 89)): mises.pl/p(*)rd_manifest_libertarianski.pdf

>>przeceniasz dysproporcje sił,
>Którą siłę przeceniam, a której nie doceniam?

Hipotetyczne dysproporcje, jakie mogą wystąpić w sytuacji braku państwa. Ja twierdzę, że za dzisiejsze, olbrzymie dysproporcje między biednymi i bogatymi odpowiadają nie mechanizmy wolnorynkowe, a państwa (chociażby finansując ochronę majątku bogaczy ze wspólnej puli, przez prawo uderzające w konkurencyjność i na wiele innych sposobów).

>A co z równowagą pomiędzy tymi grupami? Co z przenikaniem jednostek na "gościnne występy" w celach zdobywczych?

Nie bardzo rozumiem.

>Białym opłaciła się eksterminacja Indian, zagrabili nieodwracalnie ich ziemie.

A czy ja twierdzę, że przemoc napastnicza nigdy się nie opłaca?

>>Jakim zaufaniem mogliby darzyć klienci sąd prywatny, który rozstrzyga sprawy na podstawie zasobności portfela? Taki sąd straciłby całą klientelę.
>Raczej tę z mniej zasobnymi portfelami.

Kto Pańskim zdaniem ma większą siłę nabywczą- klasa średnia czy zbiór milionerów? Jak Pan myśli, czy więcej zarabiają producenci dóbr luksusowych, czy producenci dóbr, które zwykle konsumuje klasa średnia/niższa?

>Nic nie spełnia idealnie oczekiwań wszystkich ludzi.

Chodzi o wykazanie, który system ma znacznie mniej wad wrodzonych.

>Blado wygląda Twoje twierdzenie o prawie prywatnym jakoby niezależnym od zasobności portfela. Nawet życie ludzkie wycenione, można kogoś zabić i zapłacić za ten czyn określoną sumę. Czyli kogo na to stać może zabić.

Dał Pan przykład historyczny. Kto powiedział, że akurat takie prawo miałoby obowiązywać, gdyby dzisiaj wprowadziło się system policentryczny?

Ludzie zapewne zgłaszaliby zapotrzebowanie na prawo, które skutecznie odstrasza bogatych świrów, a więc prawo przewidujące inne sankcje poza grzywną. A jeżeli jest popyt, to jest i podaż.

>>Mówiąc ogólniej- równość wobec prawa nie jest specyficzną właściwością państwa, ale wynika z obsługi masowego klienta przez podmiot zajmujący się egzekwowaniem prawa.

>To nie przekonujące.

Proszę o konkretne argumenty. Nie chcę Panu wkładać słów w usta, ale wydaje mi się, że przyznał Pan, że rząd przestrzega konstytucji w wyniku dbałości o reputację.

>Czyżby? Relacja pomiędzy ofiarą A i sprawcą nadużycia B zwykle nie jest przypadkiem pojedynczym?

Jeżeli mówi Pan o zbiorze relacji, w których dochodzi do przestępstwa, to zapewne większość stanowią relacje pojedyncze. Ale chyba należałoby również uwzględnić relacje, w których nie dochodzi do przestępstwa pomimo nierównowagi sił, bo inaczej analiza nie miałaby sensu.

>Skoro mają już grube miliony to ich potrzeby są zaspokojone- wręcz żyją w przepychu, to sprawia że są mniej podatni na korupcję.

Czyli- dajmy się okraść na tyle, żeby politykom nie chciało się nas oszukiwać?

>To się odnosi do małych społeczności, powtarzalnych relacji. Na czasy globalizacji, łatwego przemieszczania się, prywatne firmy ochroniarskie nie poradzą sobie ze zorganizowaną przestępczością handlu żywym towarem.

Jeżeli relacje są powtarzalne, jest ok. Jeżeli relacje nie są powtarzalne, wtedy do ochrony/gwarantowania umów zatrudniamy kogoś, z kim relacje są powtarzalne, czyli agencję ochrony. Tak to działałoby w policentryzmie, dziś ten mechanizm jest wypaczony przez przyzwolenie większości społeczeństwa na stosowanie wobec siebie przymusu napastniczego (m.in. podatków). Z tego powodu nie mamy możliwości samodzielnego wyjścia z relacji nawet, gdy nas głęboko nie zadowala, a politycy mogą sobie naprawdę na dużo pozwolić (niespełnione obietnice wyborcze, podwyżki podatków i tak dalej)

>Kierowanie państwem też jest usługą na wymianę.

No nie wiem, mi się wydaje, że państwo po prostu bierze pieniądze pod przymusem.

>Właściciele firm wzbogacają się na używaniu siły kapitału i wciskaniu kitu jakoby dawali pracę, podczas gdy kupują usługi pracowników, niczego nie dają za friko, zatrudniają dla zysku.

Zrównywanie używania "siły kapitału" z groźbą użycia przemocy jest chyba bezpodstawne.


"Jest rzeczą fascynującą obserwować teoretyków boskiego prawa trudzących się dowodzeniem nadludzkości plemion mających w swym posiadaniu ludzki rząd."- Gustave de Molinari
12-08-2013 17:12 
 Ocena 2 na 2
szarley (54943 punktów)

>chodziło mi przede wszystkim o myśl zawartą na początku artykułu- skoro jest naprawdę tak wielu ludzi (sądzę, że większość), którzy boją się o to, co stałoby się z tymi wszystkimi ludźmi, którym teraz pomaga państwo, to czemu oni sami nie mogą im pomagać na własną rękę, choćby przeznaczając część własnych pieniędzy na organizacje charytatywne?
Ja bym nie pomagał. Przyczyna jest bardzo prosta, ponieważ nie miałbym pewności, że państwo/społeczeństwo mi pomoże, kisiłbym każdy grosik na czarną godzinę.

> Można wręcz przypuszczać, że państwo opiekuńcze pozbawia ludzi bodźca do zawiązywania ściślejszych więzi społecznych, jakie funkcjonowały kiedyś szerzej pod postacią towarzystw samopomocowych.
Skąd więc mimo istniena opiekuńczego państwa biorą się organizacje dobroczynne?
12-08-2013 17:28 
 Ocena 1 na 1
Borys Swoboda (1408 punktów)
>Ja bym nie pomagał. Przyczyna jest bardzo prosta, ponieważ nie miałbym pewności, że państwo/społeczeństwo mi pomoże, kisiłbym każdy grosik na czarną godzinę.

Poza organizacjami charytatywnymi funkcjonują jeszcze firmy ubezpieczeniowe.

>Skąd więc mimo istniena opiekuńczego państwa biorą się organizacje dobroczynne?

"pozbawia ludzi bodźca do zawiązywania ściślejszych więzi"

"Jest rzeczą fascynującą obserwować teoretyków boskiego prawa trudzących się dowodzeniem nadludzkości plemion mających w swym posiadaniu ludzki rząd."- Gustave de Molinari
12-08-2013 17:42 
 Ocena 2 na 2
szarley (54943 punktów)
>>Ja bym nie pomagał. Przyczyna jest bardzo prosta, ponieważ nie miałbym pewności, że państwo/społeczeństwo mi pomoże, kisiłbym każdy grosik na czarną godzinę.
>Poza organizacjami charytatywnymi funkcjonują jeszcze firmy ubezpieczeniowe.

Owszem tylko z jakich funduszy ma się ubezpieczyć dziecko? Zwłaszcza takie, które nie ma rodziców?
Kto ubezpieczy człowieka z chorobą wrodzoną?
12-08-2013 17:47 
 Ocena 1 na 1
Borys Swoboda (1408 punktów)
>Owszem tylko z jakich funduszy ma się ubezpieczyć dziecko? Zwłaszcza takie, które nie ma rodziców?
>Kto ubezpieczy człowieka z chorobą wrodzoną?

Cofnij się do mojego poprzedniego posta i zamień miejscami firmy ubezpieczeniowe i organizacje charytatywne.

"Jest rzeczą fascynującą obserwować teoretyków boskiego prawa trudzących się dowodzeniem nadludzkości plemion mających w swym posiadaniu ludzki rząd."- Gustave de Molinari
13-08-2013 07:26 
 Ocena 3 na 3
szarley (54943 punktów)
>>Owszem tylko z jakich funduszy ma się ubezpieczyć dziecko? Zwłaszcza takie, które nie ma rodziców?
>>Kto ubezpieczy człowieka z chorobą wrodzoną?
>Cofnij się do mojego poprzedniego posta i zamień miejscami firmy ubezpieczeniowe i organizacje charytatywne.

Odpowiedz sam sobie, odważyłbyś się przyjąć pod swój dach niepełnosprawne dziecko, mając jako zabezpieczenie jedynie dobrą wolę organizacji charytatywnych?
14-08-2013 20:07 
 Ocena 2 na 2
Frank Holman (5897 punktów)
>Teraz żałuję, że przytoczyłem akurat ten artykuł, bo autor odpływa od rzeczywistości. Artykuł czytałem już jakiś czas temu, chodziło mi przede wszystkim o myśl zawartą na początku artykułu- skoro jest naprawdę tak wielu ludzi (sądzę, że większość), którzy boją się o to, co stałoby się z tymi wszystkimi ludźmi, którym teraz pomaga państwo, to czemu oni sami nie mogą im pomagać na własną rękę, choćby przeznaczając część własnych pieniędzy na organizacje charytatywne? Po uwzględnieniu, że ludzie mieliby więcej pieniędzy (brak podatków) i brak wymówek (od pomocy biednym jest państwo), można śmiało założyć, że więcej pieniędzy byłoby przeznaczane na cele charytatywne. Można wręcz przypuszczać, że państwo opiekuńcze pozbawia ludzi bodźca do zawiązywania ściślejszych więzi społecznych, jakie funkcjonowały kiedyś szerzej pod postacią towarzystw samopomocowych.

Jest to teoretyzowanie identyczne z wyrafinowaną teologią czy filozofią, oderwaną całkowicie od faktów.
Naukowo zostało dawno ustalone, że charytatywne organizacje i pomoc wynikająca z indywidualnej dobroduszności nie stanowi żadnego systemowego rozwiązania żadnych systematycznych realnych problemów.
W praktyce sprowadza się takie myślenie do urojenia, że Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy mogła by zastąpić system publicznej narodowej opieki zdrowotnej.
Ps. Owszem - mogłaby, pod warunkiem, że zaskutkowałaby systematycznymi wielokrotnie częstszymi zbiórkami dobrowolnych wyższych wpłat, co oznaczałoby, że dokładnie stałaby się identyczna w praktyce z systemem poboru NFZu/ZUSu itp., oprałaby się na dobrowolności. Czysta utopia.
14-08-2013 20:41 
 Ocena 1 na 1
Borys Swoboda (1408 punktów)
>Naukowo zostało dawno ustalone, że charytatywne organizacje i pomoc wynikająca z indywidualnej dobroduszności nie stanowi żadnego systemowego rozwiązania żadnych systematycznych realnych problemów.

O, a to ciekawe. Źródło?

>W praktyce sprowadza się takie myślenie do urojenia, że Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy mogła by zastąpić system publicznej narodowej opieki zdrowotnej.

Myślałbyś podobnie, gdyby istniał u nas system publicznej narodowej dystrybucji żywności.

>Ps. Owszem - mogłaby, pod warunkiem, że zaskutkowałaby systematycznymi wielokrotnie częstszymi zbiórkami dobrowolnych wyższych wpłat, co oznaczałoby, że dokładnie stałaby się identyczna w praktyce z systemem poboru NFZu/ZUSu itp., oprałaby się na dobrowolności. Czysta utopia.

O rly? A o dobrowolnych, komercyjnych ubezpieczeniach słyszał?

"Jest rzeczą fascynującą obserwować teoretyków boskiego prawa trudzących się dowodzeniem nadludzkości plemion mających w swym posiadaniu ludzki rząd."- Gustave de Molinari
21-08-2013 22:54 
 Ocena 1 na 1
Satyr (4285 punktów)
>Myślałbyś podobnie, gdyby istniał u nas system publicznej narodowej dystrybucji żywności.

Żebyś tylko nie wykrakał. Nie zdziwiłbym się, gdyby politycy i na taki pomysł wpadli szukając pretekstu do dalszej konfiskaty mienia obywateli.
11-08-2013 14:15 
 Ocena 4 na 4
panTeista (6818 punktów)
>liberalis.(*)n-molyneux-paranoja-lateralna/

Cytat:
To, czego chciałbym się dowiedzieć, to odpowiedź na pytanie: co, u licha, spowodowało, że jesteśmy względem siebie tak wrogo nastawieni i podejrzliwi?


To że doświadczyliśmy chciwości i agresji, żądzy władzy.
wiadomosci(*)-swiecie-ofiara-przemocy/d9rjs

Cytat:
Czy to nie wydaje się dziwne?


Nie, to przejaw naturalnego instynktu samozachowawczego.

Cytat:
Na poziomie osobistym prawie każdy, kogo spotykam, jest uprzejmy, troskliwy, hojny - altruistyczny aż do przesady.


Empatia (umiejętność współodczuwania) jest też cechą wykształconą u zdecydowanej większości, ludzie potrafią powstrzymywać swoją chciwość i tendencję do dominacji.

Cytat:
(Pod względem poglądów politycznych wszyscy oni są totalitarystami,


Jacy wszyscy oni? Wszyscy oprócz autora tekstu?

Cytat:
Ludzie rwą się do pomocy. (...) W sytuacji kryzysowej dadzą ci dach nad głową. Dadzą miliardy na pomoc ofiarom kataklizmów. Na poziomie osobistym ludzie są w większości cudowni.


Gdy miałem trzy lata, a mój brat pięć, wtedy mój ojciec już nie żył, a matka stała się 24 letnią inwalidką niezdolną do żadnej pracy, z ustawowo najniższą rentą rodzinną. Krewni i powinowaci mieszkali o trzy godziny podróży. Kiedy matka wychodziła do sklepu lub do lekarza próbowała korzystać z tymczasowej pomocy sąsiadów w postaci opieki nad dziećmi. Sąsiedzi stwierdzili że nie będą pełnić funkcji bezpłatnej niańki. Matki nie było stać na opłacenie opieki (z trudem utrzymywała się z dziećmi) więc pozostawiała 3 i 5 latka bez opieki.
Cytat:
Oczywiście, istnieją źli ludzie. I co z tego? Czy kiedykolwiek spędzałeś z nimi naprawdę sporo czasu? Czy możesz potwierdzić, że mają liczebną przewagę? Oczywiście nie! Są oni bytami wyłącznie teoretycznymi.

Dobre sobie! Mordercy, gwałciciele, rabusie, włamywacze, kieszonkowcy itd. są bytami wyłącznie teorytycznymi.Więzienia to uczciwymi ludźmi są zapełnione? Skoro przestępcy nie mają liczebnej przewagi to co? Można to ignorować?
Cytat:
dlaczego "źli ludzie" stanowią tak popularne uzasadnienie władzy Państwa?
Bo "dobrzy ludzie" nie obronią ofiar zbrodni. Na przykład motorniczy nie zatrzymał tramwaju, a pasażerowie i przechodnie w Warszawie nie obronili ofiary chuliganów. www.to.com(*)/20100211/KRAJ_SWIAT/962485773
Cytat:
a dusza to okrągły kołek, w który należy nieustannie walić, aby nabrał odpowiedniego kształtu.
Bzdura- jakoby ludzie posiadali dusze.
Cytat:
"Pomóż innym" - mówią politycy, przykładając ci broń do skroni.
Za niepłacenie podatków nie karze się śmiercią.
Cytat:
abyśmy mogli fantazjować o tym, że uczestniczymy w procesie [politycznym].
Zatwierdzanie Konstytucji w referendum, wybór prezydenta, parlamentarzystów, burmistrzów, wójtów, radnych, sołtysów jest fantazjowaniem?
Cytat:
Ale oczywiście broń jest wycelowana wyłącznie w uczciwych ludzi,
Autor sugeruje jakoby więzienia zapełniali wyłącznie uczciwi ludzie.
Cytat:
Źli ludzie to albo przestępcy (kradnący na skalę lokalną) albo politycy (kradnący na skalę globalną).
Autor sugeruje jakoby wielokrotny morderca, seryjny gwałciciel byli mniej niebezpieczni dla obywateli niż politycy.
Cytat:
politycy stoją ponad prawem.
Na przykład Silvio Berlusconi i Saddam Husajn zostali skazani.
Cytat:
Wymyśla się istnienie złych ludzi - tak, aby można było wycelować broń w dobrych.
Sprawcy przestępstw są wymyśleni, urojeni? Więzienia są puste, bądź przeważają w nich dobrzy ludzie?
Cytat:
Zatem, oczywiście, zarówno rodzice, jak i politycy odrzucają jakiegokolwiek rodzaju zasady i definicje. Tworzą dyktatury zachcianek,
Fałszywy obraz rzeczywistości społecznej- spaczone postrzeganie autora, bezpodstawna generalizacja.

Cytat:
- Ilu jest złych ludzi?
Znacznie więcej niż skazanych. W dodatku jeden sprawca zła krzywdzi na ogół wielokrotnie.

Cytat:
- Ilu złych ludzi spotkałeś w życiu?
Więcej niż mam palców u ręki.
Cytat:

- Skąd wiedziałeś, że spotkani przez ciebie źli ludzie są źli?
Na retoryczne pytanie odpowiem takimże pytaniem: Libertarianie skąd wiecie że podatki na ubóstwo
są złe?

Cytat:
- Czy kiedykolwiek widziałeś jakiekolwiek badania dowodzące liczebnej przewagi tych złych ludzi?
Czy kiedykolwiek sugerowałem że sprawcy złych czynów mają liczebną przewagę? wiadomosci(*)-swiecie-ofiara-przemocy/d9rjs

Cytat:
To jasne, że źli ludzie ich (podatków) nie płacą.
To jasne że to uogólnienie jest manipulacją.

Pozdrawiam


Nadzieją na deklerykalizację Polski są wybory i Ruch Palikota.
Fafciu (953 punktów)
>Zatwierdzanie Konstytucji w referendum, wybór prezydenta, parlamentarzystów, burmistrzów, wójtów, radnych, sołtysów jest fantazjowaniem?

W demokracji burżuazyjnej człowiek jest wolny tylko w momencie wyborów (a i tak wybiera tylko spośród tego, co mu partyjni dyktatorzy pozwolą). Nawet to wybieranie okazuje się bez znaczenia, bo nasi reprezentanci są często tylko pionkami w grze. Zmieniają się tylko twarze. W republice rzymskiej też istniało zgromadzenie ludowe, byli też trybuni ludowi- ale i tak plebejusze nie mieli żadnej władzy.


Socjalne zasady chrześcijaństwa głoszą pokorę, wzgardę dla samego siebie, uniżoność, poufałość, ustępliwość - słowem, wszystkie porywy, cechujące kanalię.- Karol Marks
12-08-2013 18:29 
 Ocena 4 na 4
Andrzej Bogusławski (52412 punktów)
.
Pytającym: Kto udowodni, że państwo musi mieć monopol na przemoc, przymus, prawo i sądy? Przedsiębiorstwa prywatne zazwyczaj są efektywniejsze niż państwo w dostarczaniu usług, więc dlaczego nie? Odpowiem, że tu wystarczy lektura książek historycznych, a którym sprawia to trudności może sięgnąć do literatury pięknej czy filmu. Jest skąd czerpać wzory?.

>Więc może tym co należy rozważać jest zakres autonomii społeczności lokalnych.
Maksymalna decentralizacja decyzji bezpośrednio dotyczących społeczności lokalnych, wraz z ekonomicznymi środkami na ich realizację oraz władza oparta o demokrację i obywatelską kontrolę - zdecydowanie tak, ale nie wolno zapominać, że państwo jest dobrem jego wszystkich obywateli i wszyscy - w miarę swoich możliwości - powinni go wzmacniać.

To państwo jest silniejsze, w którym więcej obywateli może się realizować i jest zadowolone ze sprawowanej administracyjnej władzy. Państwo, w którym garstka obywateli jest tylko zadowolona, to choćby i co czwarty był policjantem, a połowa donosiła, jest słabym państwem. Wszelkie próby prywatyzacji dobra publicznego są próbami osłabiania państwa dla realizacji interesów wąskiej grupy społecznej. Pisze o tym Jacek Żakowski w "Polityce", do którego artykułu - właśnie dlatego - wyżej się odwołałem. Tu jeszcze kawałek:
Uniwersytetom płacimy za kształconego studenta. Ale kształcenie studentów to niewielka część ich publicznej misji, której istotą jest nasączanie społeczeństwa wiedzą i ideami. Partiom płacimy za głosy zdobyte w wyborach. Chociaż publiczny interes nie polega na tym, by partie skutecznie zdobywały głosy, lecz by dobrze rządziły. Pisarzom płacimy za sprzedane egzemplarze ich książek. Chociaż nie nakład, lecz sens stanowi o znaczeniu autora (gdyby było inaczej, Bratny byłby ważniejszy niż Herbert). Związkom zawodowym płacimy za zwerbowanego członka (od ich liczby zależy liczba związkowych etatów w przedsiębiorstwach), nie za to, jak się przyczyniły do zrównoważenia relacji między kapitałem a pracą.

W żadnym przypadku nie płacimy za to, co jest istotą publicznych instytucji. Płacimy za nieistotne, bo uwierzyliśmy, że nie da się wycenić tego, co istotne. A to, za co im płacimy, sugeruje, czego oczekujemy. Robią więc to, co popłatne, a zaniedbują to, co istotne. Słusznie nas oburza, gdy zauważamy, że partie mówią i obiecują cokolwiek, byle zdobyć głosy, a po przejęciu władzy rozpaczliwie szukają realnego programu. Słusznie się wściekamy, widząc związki radykalizmem walczące o członków, komercjalizujące się media publiczne, spychane w dydaktyczną i wdrożeniową chałturę uniwersytety, zmuszonych do gonienia za grantami naukowców i aktywistów.

Kiedy to wszystko widzimy, w wielu rozgrzanych oburzeniem głowach rodzi się myśl, żeby przestać płacić.
Skoro źle nam służą, niech sobie radzą sami. Niech się partie i związki utrzymują ze składek, profesorowie i uniwersytety z czesnego i patentów, media z reklam, księża z tacy, artyści i aktywiści z czego sobie chcą. Patrząc dokoła, trudno się takim
reakcjom dziwić.

Ale też łatwo przewidzieć skutek tej kroczącej z dziedziny do dziedziny logiki. publiczne zwiędnie, a gdy go zabraknie, zostanie państwo z jego nagą i mało wrażliwą na rzeczywistość siłą kierowaną przez kolejnych zdobywców oraz instytucje prywatne
kierujące się wyłącznie własnym interesem. Sfera publiczna, a zwłaszcza polityka w jeszcze większym stopniu staną się wówczas areną permanentnych wojen oraz przemarszów wojsk w tę i nazad. Dla obywatela będzie to oznaczało powrót do przełomu XIX i XX w. z ciągłymi przewrotami, rewolucjami i społecznymi plagami. Już na tej drodze jesteśmy.

Łatwego sposobu na to nie ma. Zwłaszcza póki nie ma powszechne zgody, że między prywatnym a państwowym konieczne jest publiczne, które je sklei i będzie amortyzować
sprzeczności. Nie po to, by wycisza napięcia, ale by je nazywać, wyrażać, balansować we wspólnym interesie. I póki nie ma świadomości, że także publiczne - podobnie jak państwowe i prywatne - nigdy idealne nie będzie. Ale może być lepsze, jeśli je
zaczniemy traktować jako ważny element systemu, a nie jak bandę darmozjadów.

Gdyby nam się kiedyś udało taki konsens społecznie uzyskać, można by zacząć rozmawiać o sensownym finanse waniu różnych funkcji publicznych. Na razie taka rozmów jest trudna, bo zaraz podnoszą się populistyczne okrzyk by "zabrać darmozjadom". A można by pomyśleć o płaceniu partiom proporcjonalnie do poparcia, jakie mają w połowie kadencji, czyli za to, jak wywiązują się ze swojej roli jako władza albo opozycja, a nie za to, ile głosów wyłudź opowiadając głupstwa w czasie kampanii wyborczej. Można by też porozmawiać o przyznaniu organizacjom związkowy] dotacji zależnej od zysku przedsiębiorstwa i liczby zatrudnionych, zamiast etatów zależnych tylko od liczby członków Albo o uzależnieniu budżetu mediów i uniwersytetów od jakości i społecznego wpływu, a nie tylko od liczby widzów czy studentów. Albo o niegrantowym trwałym finansowaniu publicznych watchdogów z budżetu.

Dużo nie trzeba, by publiczne stało się lepsze. Wystarczy uznać, że jest nie mniej ważne niż państwowe i prywatne, a potem zacząć dbać o nie jak o nasze. Bo jest nasze. Tylko inaczej.


Nie ze wszystkim zgadzam się z red. Żakowskim, ale wiem, że jest to inteligentny samodzielnie myślący publicysta i dlatego jego głos jest głosem wołającego na puszczy. Teraz można i głupio, ale tak głośno aby zakrzyczeć innych. Szczególnie tych myślących i wątpiących w najszczersze intencje mających jedyną słuszność sanatorów Polski.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
setarkos (10757 punktów)
>Po co nam państwo!?
Przypomniał mi się właśnie przykład interwencjonizmu państwowego, który dał niezły efekt, a bez odgórnego prikazu byłby chyba niemożliwy do uzyskania.
Rzecz dzieje się w Anglii w nieodległej przeszłości a problem dotyczy zanieczyszczenia Tamizy. Otóż władza ustanowiła prawo, wg którego każdy użytkownik wody z rzeki ma pobierać wodę poniżej ujścia własnych ścieków.
W krótkim czasie poprawiła się czystość rzeki ku powszechnemu zadowoleniu, a nie wydaje się, by poszczególne elementy stada mogły same wprowadzić w życie tak niewygodną dla siebie (choć genialną w swej prostocie) regulację.

>.. łowienie jesiotrów, pędzenie (doskonałego) samogonu,
Czy to jesiotr syberyjski z dorzecza Obu?
[A podpytałbyś tam Waść o recepturę trunku.. ]
szarley (54943 punktów)

>>.. łowienie jesiotrów, pędzenie (doskonałego) samogonu,
>Czy to jesiotr syberyjski z dorzecza Obu?

Na pytanie czy to jesiotr odpowiedziano mi, że jesiotrów łowić nie wolno, ale na pingwina mi to nie wygląda
sinapis (1725 punktów)
> jestem w Tajdze, w wiosce, w której... nie ma Państwa.

Jest - tak jak jest grawitacja w stanie nieważkości. Gdyby tego Państwa tam nie było, nie byłoby też soli, naboi, stalowych narzędzi, no i Szarlej nie wykopałby się ze śląskiej ziemi, by tam przybyć.
11-08-2013 19:42 
 Ocena 1 na 1
szarley (54943 punktów)
>> jestem w Tajdze, w wiosce, w której... nie ma Państwa.
>Jest - tak jak jest grawitacja w stanie nieważkości. Gdyby tego Państwa tam nie było, nie byłoby też soli, naboi, stalowych narzędzi,
Oczywiście, że jest, czaem pobiera podatki i rekruta, to przecież figura retoryczna.
Czy do pozyskania soli, wykonania naboi i czy narzędzi jest potrzebne państwo?
Nie, ale istnienie państwa, poprzez wiele czynników (np normalizację, czy budowę dróg) zapewnia lepszą efektywność wykorzystania potencjału wytwórczego.

Czytając wpisy w tym wątku doszedłem jeszcze do drugiego wniosku: Istnienie państwa przede wszystkim podnosi poziom bezpieczeństwa jednostki. Specjalne podziękowania dla Borysa Svobody za doprowadzenie mnie do takiego przekonania

>no i Szarlej nie wykopałby się ze śląskiej ziemi, by tam przybyć.
Piszesz Szarlej zamiast szarley, czyżbyś wiedział co znaczy to słowo?
sinapis (1725 punktów)
>Oczywiście, że jest, czaem pobiera podatki i rekruta, to przecież figura retoryczna.
>Czy do pozyskania soli, wykonania naboi i czy narzędzi jest potrzebne państwo?
>Nie, ale istnienie państwa, poprzez wiele czynników (np normalizację, czy budowę dróg) zapewnia lepszą efektywność wykorzystania potencjału wytwórczego.

Cóż, jak dotąd niczego lepszego od państwa nie wymyślono, żeby zapewnić i ochronić przed destrukcją podział pracy.
>Czytając wpisy w tym wątku doszedłem jeszcze do drugiego wniosku: Istnienie państwa przede wszystkim podnosi poziom bezpieczeństwa jednostki. Specjalne podziękowania dla Borysa Svobody za doprowadzenie mnie do takiego przekonania

To też, ale tylko miedzy innymi.

>Piszesz Szarlej zamiast szarley, czyżbyś wiedział co znaczy to słowo?

Coś mi się o uczy obiło, gdym się interesował Śląskiem przed laty. Dobra ksywka dla budowniczego kopalń.
12-08-2013 10:35 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52412 punktów)
.
>Piszesz Szarlej zamiast szarley, czyżbyś wiedział co znaczy to słowo?
Nazwa Szarlej prawdopodobnie pochodzi od demona górniczego zwanego "Szarlenem" lub "Szarlejem"

A może Pan ma na imię Paweł?
Szarlej - postać fikcyjna, stworzona przez Andrzeja Sapkowskiego. Jeden z trojga głównych bohaterów trylogii husyckiej. Naprawdę ma na imię Paweł.

Pozdrawiam serdecznie.

@@@
.
Olek Mularski (3178 punktów)
>Dyskusja w wątku "Okno" zrodziła pomysł na ten wątek
>Po co nam państwo!?
>Anarchiści twierdzą, że państwo jest niepotrzebne.

Niezbędne nie jest, ale nie jest też niepotrzebne. Moglibyśmy bez niego żyć, ale nigdy nie utworzylibyśmy wysoko zaawansowanej cywilizacji, takiej, jaką mamy obecnie.

>Przemyśleniom sprzyja moja obecna praca. Mam , wraz z współpracownikami odpowiedzieć na pytanie, czyli na Syberii warto budować kopalnię, więc jestem w Tajdze, w wiosce, w której... nie ma Państwa.

Państwo ma, należy do Rosji i chodź działania państwa są mało widoczne, lub zbyt się do nich przyzwyczailiśmy, żeby na nie zwracać jakąś szczególną uwagę, to jednak istnieją. Polując, a raczej kłusując na niedźwiedzia używają sztucera wyprodukowanego w Iżmaszu, czy innym Bajkale, jeżdżą samochodami wyprodukowanymi we wszakże prywatnych fabrykach, które nie powstałyby jednak bez udziału państwa, które to auta tankują olejem/benzyną wydobywanymi przez państwowe koncerny. Gdyby żyli zupełnie bez państwa pewnie nadal polowaliby przy użyciu dzidy i łuku i jeździliby psimi zaprzęgami.

>Ludzie pomagają sobie sami, sami egzekwują stanowione przez samych siebie prawa. Czasem z guberni przyjedzie jakiś policjant...
>Gdyby ci ludzie nie pomagali sobie wzajem, nie umieli się zorganizować, nie przeżyliby żadnej zimy.

Bez państwowej ropy i broni pewnie mieliby wiele trudniej...

>Stanowią namiastkę państwa. Prawa niepisane, które sobie stanowią są prostsze, ale władza nie może ich przecież uznać. Policja udaje że ściga polowania na niedźwiedzie, łowienie jesiotrów, pędzenie (doskonałego) samogonu, ale tubylcy udają, że nie rozumieją tych praw.

A szkoda, bo takie kłusownictwo nie jest niczym dobrym i często prowadzi do wyniszczenia całych gatunków rzadkich zwierząt.

>Mimo wszystko, żyją w sposób zorganizowany, dzieląc się z tymi którym polowanie nie wyszło , zdrowie nie dopisało, wiek nie pozwala pracować, ojciec utonął na rzece...
>Namiastka państwa kilkaset kilometrów od cywilizacji , pewnie tak żyli Słowianie w czasach Państwa Wielkomorawskiego.

Namiastka, ale mimo wszystko pod jego kontrolą. Zupełnie bezpaństwową to żyją Indianie w środku Amazonii lub Pigmeje w afrykańskiej dżungli.

>Chcesz zbudować dom? Idziesz w Tajgę po bale na budowę, Projekt? Pozwolenie na budowę? Odbiór domu?

Dom to maksimum, jakie można w ten sposób zbudować. Do budowy czegokolwiek więcej potrzebne są wytwory zaawansowanej cywilizacji, które powstały dzięki utworzeniu dużych skupisk współpracujących ze sobą ludzi, czyli państw.

>A oprócz stałych mieszkańców, są jeszcze "leśni" nikt o nich nie wie, nie rejestruje, nie pobiera podatków, jeśli umrą w Tajdze, nikt ich szukał nie będzie i nikt nie znajdzie. Przynoszą futra za garść soli, naboje, litr samogonu.

Ci to dopiero są prawdziwi anarchiści...

>Tymczasem w Europie, ktoś kupuje samochód , jedzie na stację paliw i tankuje do pełna Euro5. Państwo sprawdza za niego, czy jego samochód jest bezpieczny, państwo sprawdza, czy paliwo spełnia wymagania, państwo określa że powinien jeździć odpowiednią stroną drogi, nie powinien przedtem pić wódki. Państwo wybudowało drogi, zakupiło znaki, określiło przepisy kodeksu. Dom musi spełniać wymagania PZP, musi go odebrać kominiarz, gazownik, elektryk, geodeta, urzędnik starościński...

Jakoś mi to nie przeszkadza, a poza tym wyobrażam sobie bez tego współczesnej cywilizacji. Nie wiem więc dlaczego mielibyśmy się przeciw temu buntować.

>Te dwa światy łączy jedno: solidarność społeczna.
>Czy na Śląsku, czy в Сибири, idea pozostaje ta sama.
>Jesteśmy stadem, społeczeństwem, państwem.
>Indywidualiści są cenni, ale byt zapewnia społeczność.
>Czy żyjemy w Europie, czy w syberyjskiej wiosce , różnica w liczebności stada, w stopniu ucywilizowania.

Tylko duże i dobrze zorganizowane "stada", zwane państwami zapewniają wysoki stopień cywilizacji.

>Czy jednostka może żyć bez stada?

Tak, ale osiągnie ona znacznie niższy poziom inteligencji i rozwoju w porównaniu do jednostki żyjącej w "stadzie".
Irbis33 (186 punktów)
>Dyskusja w wątku "Okno" zrodziła pomysł na ten wątek
>Po co nam państwo!?
>Anarchiści twierdzą, że państwo jest niepotrzebne.

Jak już ktoś słusznie zauważył najpierw należałoby stwierdzić czym jest państwo. Jeśli przyjąć, iż państwo powstało na bazie dobrowolnej umowy społecznej to zdaje się logicznym przyjecie również wynikających z tego ograniczeń i powstałego porządku prawnego. Należy pamiętać, że istnieje taka instytucja jak zrzeczenie się obywatelstwa.Zmiana ustroju też jak widać na naszym przykładzie jest możliwa gdy większość tego chce.
Wolność to nie tylko wybór ale również odpowiedzialność za jego podjecie.
Dla mnie jasnym jest decydując się na kupno domu, że akceptuje również warunki(porządek prawny) Dlatego niezrozumiałe jest późniejsze bicie piany o "nie takie lub brak okna"
Przepraszam ale nie rozumiem jak można dwa tematy pisać o tym samym gdzie już dawno ktoś inny "drzwi wyważył".
10-08-2013 21:26 
 Ocena 5 na 5
panTeista (6818 punktów)
>Przepraszam ale nie rozumiem jak można dwa tematy pisać o tym samym

Lepiej pisać i dyskutować na argumenty, niż wykrzykiwać na manifestacjach zwolenników i przeciwników.


Nadzieją na deklerykalizację Polski są wybory i Ruch Palikota.
marrecki345 (3 punktów)
>Dyskusja w wątku "Okno" zrodziła pomysł na ten wątek
>Po co nam państwo!?
>Anarchiści twierdzą, że państwo jest niepotrzebne.
>Przemyśleniom sprzyja moja obecna praca. Mam , wraz z współpracownikami odpowiedzieć na pytanie, czy
>na Syberii warto budować kopalnię, więc jestem w Tajdze, w wiosce, w której... nie ma Państwa.
>Ludzie pomagają sobie sami, sami egzekwują stanowione przez samych siebie prawa. Czasem z guberni
>przyjedzie jakiś policjant...
>Gdyby ci ludzie nie pomagali sobie wzajem, nie umieli się zorganizować, nie przeżyliby żadnej zimy.
>Stanowią namiastkę państwa. Prawa niepisane, które sobie stanowią są prostsze, ale władza nie może
>ich przecież uznać. Policja udaje że ściga polowania na niedźwiedzie, łowienie jesiotrów, pędzenie
>(doskonałego) samogonu, ale tubylcy udają, że nie rozumieją tych praw. Mimo wszystko, żyją w sposób
>zorganizowany, dzieląc się z tymi którym polowanie nie wyszło , zdrowie nie dopisało, wiek nie
>pozwala pracować, ojciec utonął na rzece...
>Namiastka państwa kilkaset kilometrów od cywilizacji , pewnie tak żyli Słowianie w czasach Państwa
>Wielkomorawskiego. Chcesz zbudować dom? Idziesz w Tajgę po bale na budowę, Projekt? Pozwolenie na
>budowę? Odbiór domu?
>A oprócz stałych mieszkańców, są jeszcze "leśni" nikt o nich nie wie, nie rejestruje, nie pobiera
>podatków, jeśli umrą w Tajdze, nikt ich szukał nie będzie i nikt nie znajdzie. Przynoszą futra za
>garść soli, naboje, litr samogonu.
>Tymczasem w Europie, ktoś kupuje samochód , jedzie na stację paliw i tankuje do pełna Euro5. Państwo
>sprawdza za niego, czy jego samochód jest bezpieczny, państwo sprawdza, czy paliwo spełnia
>wymagania, państwo określa że powinien jeździć odpowiednią stroną drogi, nie powinien przedtem pić
>wódki. Państwo wybudowało drogi, zakupiło znaki, określiło przepisy kodeksu. Dom musi spełniać
>wymagania PZP, musi go odebrać kominiarz, gazownik, elektryk, geodeta, urzędnik starostiński...
>Te dwa światy łączy jedno: solidarność społeczna.
>Czy na Śląsku, czy в Сибири, idea pozostaje ta sama.
>Jesteśmy stadem, społeczeństwem, państwem.
>Indywidualiści są cenni, ale byt zapewnia społeczność.
>Czy żyjemy w Europie, czy w syberyjskiej wiosce , różnica w liczebności stada, w stopniu
>ucywilizowania.
>Czy jednostka może żyć bez stada?

jednostka może być stada... ale zauważ że na śląsku idea nie zawsze jest taka sama, sląsk to nie tylko kopalnie, śląsk jest bardzo bogatym województwem, dobrze rozwiniętym, w porównaniu z innym województwami w Polsce..
szarley (54943 punktów)

>jednostka może być stada...
Nie rozumiem

>ale zauważ że na śląsku idea nie zawsze jest taka sama,
Nie rozumiem, ale "na Śląsku.."

>sląsk to nie tylko kopalnie,
Śląsk, jeśli łaska.
Fakt, to nie tylko kopalnie

>śląsk jest bardzo bogatym województwem,
Śląsk (jednak się upieram) nie jest województwem, tylko regionem obejmującym kilka województw w dwóch państwach
Województwem jest Województwo Śląskie, które ze Śląskiem ma tylko pewien wspólny obszar.

>dobrze rozwiniętym, w porównaniu z innym województwami w Polsce
Nie mam skali porównawczej ani warsztatu badawczego, aby temu zaprzeczyć lub się z tym zgodzić, ale nie to było myślą przewodnią wątku

Moje zdanie "Czy na Śląsku, czy в Сибири, idea pozostaje ta sama.
Jesteśmy stadem, społeczeństwem, państwem."
To po prostu figura retoryczna, na Śląsku mieszkam na stałe, в Сибири pisałem ten tekst, stąd te dwie krainy porównałem

Wróć do listy wątków działu Gospodarka i ekonomia
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365