Ponad 3 tygodnie temu napisalem taki list do ksiedza z parafii w moim miescie.
Odpowiedzi jak dotad nie otrzymalem

>
>>Dobry wieczorPisze e-maila do ksiedza, bo znowu mam problemy z ustaleniem terminu apostazji, a nie chce zeby wygladalo, ze sobie zartuje, czy jakos mieszam.
Teraz do konca roku 2010 nie uda mi sie znalezc wspolnego terminu z moim bratem i jego dziewczyna (swiadkowie).
Na poczatku 2011 roku bede znowu ksiedza meczyl, mam nadzieje ze wtedy sie uda

Mam jeszcze jedno pytanie.
Jedna bardzo bliska mi osoba opowiedziaal mi o dziesiejszym kazaniu.
Z gory przepraszam jesli cos zle zapamietalem.
Mowil ksiadz, ze wszystkie dobre rzeczy wymyslil bog-Jahwe, a zle czlowiek.
Ja tez mam podzial na dobro i zlo, oczywiscie inny niz religie, ale chyba kazdy ma po czesci swoj.
Moja definicja zla jest nastepujaca: "wszystko co krzywdzi dana osobe lub innych ludzi".
Wszystko natomiast co takie nie jest uwazam za neutralne (toleruje), badz dobre jesli sprawia dodatkowo przyjemnosc.
Z powyszej definicji nie mam nic przeciwko osobom o innej orientacji seksualnej.
Uwazam, ze kosiol katolicki dyskryminuje kobiety (nie moga byc ksiedzem, decydowac o wyborze papieza, czy papiezem).
Dyskryminuje tez oczywiscie homoseksualistow - seks uprawiany przez nich, nawet w stalym zwiazku, z milosci traktowany jest jak grzech.
Nie moga tez brac slubu koscielnego mimo iz stanowia jego czesc.
Ja mimo iz ani nie jestem kobieta, ani homoseksualista to staram sie pomagac ludziom w krzywdzie.
Gdybym byl papiezem i przyszla do mnie kobieta mowiac: "jestem wierzaca osoba, czloniekm kosiola katolickiego i to ze nie moge zostac ksiedzem bardzo mnie smuci i rani" natychmiast zmienil bym ta zasade.
Bo przeciez co by to komu szkodzilo, ze bylaby ksiedzem?
Czy jest gorsza od mezczyzny?
W kazdym cywilizowanym kraju przeciwdziala sie dyskryminacji (rowniez kobiet) i nikt juz sie nie dziwi, gdy kobieta studiuje na uniwersytecie, jest szefem korporacji, czy zolnierzem w wojsku.
Tym bardziej nikt nie ma nic przeciwko, natomiast kosciol nadal ma i nadal je dyskryminuje.
Gdyby w innej hipotetycznej sytuacji przyszedl do mnie gej, czy lesbijka mowiac: "jestem osoba wierzaca, kocham bardzo mojego partnera, chcemy byc razem do konca zycia i tak bardzo bysmy chcieli wziac slub koscielny, mozemy nawet zaczekac z seksem do slubu (nie wiem dlaczego, ale powiedzmy, ze tak)", tez natychcmiast zmienilbym prawo - nawet bez ostatniego warunku.
"17 maja 1990 roku Światowa Organizacja Zdrowia (WHO), działająca na szczeblu międzynarodowym w ramach ONZ i skupiająca 193 kraje członkowskie, wykreśliła homoseksualizm z Międzynarodowej Statystycznej Klasyfikacji Chorób i Problemów Zdrowotnych. Stwierdziła również, iż żadna orientacja seksualna (w tym homoseksualna) nie powinna być przez nikogo traktowana jako zaburzenie.".(Wikipedia, 2010)
Bo dlaczego skoro to cos normalnego, spotykanego w naturze, jedynie z malym procentem porownywalnym do leworecznosci, mialoby komus przeszkadzac?
Skoro te osoby speliaja wszystkie inne warunki wymagane od heteroseksualnego malzenstwa, a nie moga go zawrzec tylko z powodu WRODZONEJ orientacji seksualnej?
Uwazam tez, ze wiekszosc ludzi podaje zla definicje malzenstwa.
Zazwyczaj slyszy sie, ze "malzenstwo to zwiazek kobiety i mezczyzny" pomijajac najwazniejszy fakt, ze "malzenstwo to zwiazek dwoch kochajacych sie osob".
Dla mnie na przyklad nie ma znaczenia plec tych osob, a tylko to czy sie kochaja i czy chca ze soba byc.
Tak w zasadzie to zaczalem o tej definicji dobra (stworzonego wedlug wierzacych przez bogow).
Wracajac wiec do sedna mam pytanie.
Powiedzial ksiaz, ze seks jest dobry, bo/wiec wymyslil go bog.
Co jednak z seksem przed slubem, przeciez jest grzechem.
Oznacza to ze seks przed slubem wymyslil czlowiek, czyli byl pierwszy, bo Homo Sapiens np. 9 000 lat temu nie bral slubu koscielnego.
Smutne jest to, ze kosciol dzieli seks na przed i po slubie, znowu pomijac najistotniejszy fakt - milosc!
Jesli juz ja dzielilbym bardziej seks na ten z milosci lub bez niej.
Smutne jest to, ze kochajaca sie para uprawiajac seks 2 dni przed planowanym slubem popelnia wiekszy grzech niz np. malzenstwo, ktore tak na prawde nie darzy sie miloscia bo wzieli slub z powodu rodzicow i prawdopodobnie sie rozwioda, albo po prostu sie juz nie kochaja, ale zostaja ze soba ze wzgledu na dzieci.
Mysle, ze rozumiem zamysl tej zasady, aby kochac sie z osoba ktora darzymy uczuciem.
Zeby uniknac dziecka z niekochana osoba i pozniej zmuszania sie do slubu bez milosci, a juz tym bardziej smiertelej choroby.
Jednak slub nie gwarantuje bycia ze soba do grobowej deski, mamy na to potwierdzenie w statystykach (okolo 25% liczby nowo zawartych małżeństw w 2007 i 2008 sie rozwiodla, tez za Wikipedia).
Nie zaprzeczy ksiadz chyba, ze moze byc przypadek ludzi, ktorzy sa bez slubu, kochaja sie, uprawiaja seks i zostaja ze soba do konca zycia.
Mimo to popelniaja wiekszy gzrech niz malzenstwo, ktore uprawia seks, a pozniej sie rozwodzi.
Widzac jednak postepy jakie poczynil papiez pod wzgeledem prezerwatyw po krytyce organizacji walczacych o prawa czolwieka, kosciol musi ulegac ciaglym zmianom - to bardzo dobrze, zmienia absurdalne zasady narzucane wiernym.
Dla mnie prostym testem na dobro/zlo jest zapytanie wierzacego co sadzi o danej sprawie, a pozniej co sadzi gdyby okazalo sie, ze nie ma boga?
Proste, prawda?
Zabijanie ludzi - uniwersalnie zle, obojetnie czy jest, czy nie ma boga, bo krzywdzi sie ludzi (mozna ich zapytac) - pytanie przeszlo test poztywnie.
Jezda ulica pod prad - uniwersalnie zle, bo stwarza zagrozenie dla innych - wynik pozytywny.
Milosc homoseksualistow - konflikt, zla przez boga, dobra bez boga, bo nikogo nie krzywdzi, a daje im szczescie - wynik negatywny.
Seks (z milosci) przedmalzenski - konflikt, zly z bogiem, dobry bez boga, bo z milosci, sprawia kochankom przyjemnosc, uszczesliwia ich, robia to tylko ze soba - test znowu oblany.
Moj wniosek jest taki: zamiast pytac boga, zapytajmy ludzi, co ich uszczesliwia i sprawdzmy czy nie krzywdzi to innych.
Nie pisze tego wszystkiego bo martwi mnie jakikolwiek grzech, czy cos.
Podkreslam, ze od 6-sciu lat jestem ateista i nie wierze w grzechy, zycie po smierci, czy jakichkolwiek bogow.
Szkoda mi tylko tych ludzi, ktorym kosiol wmawia, ze rzeczy ktore daja im taka przyjemnosc sa naganne.
Nie wiem, czy ksiadz ustosunkuje sie do moich przemyslen.
Jesli zawracam glowe to przepraszam.
Zaintrygowalo mnie po prostu kazanie, z ktorym mozna powiedziec, ze zgadzam sie jesli chodzilo ksiedzu o dzielenie seksu na "ten z milosci" i "ten bez".
Jesli jednak na ten "przed slubem" i "po", to nie rozumiem zupelnie.
Zapomnialbym o jeszcze jednej istotnej rzeczy, mianowicie rozwod koscielny.
Slyszalem, ze mozna otrzymac rozwod koscielny gdy okaze sie, ze jedno z malzonkow jest bezplodne.
To troszke okrutne, nie uwaza ksiadz?
Kosciol tyle lat zaprzeczal ewolucji, a zachowuje sie dokladnie jak ten proces.
Ewolucja odkad 3.5 milarda lat temu rozpoczela sie na Ziemi dziala dokladnie tak samo - eliminuje slabe osobniki.
Jednak bardziej zaawansowane jej kreacje jak hominidy (chociaz i inne zwierzeta) opiekuja sie starszymi, czy chorymi osobnikami.
W kosciele jak mniemam wystarczy powiedziec, ze "malzonek nie moze miec dzieci, chce sprobowac z innym" i juz.
To straszne.
Rozumiem rozwod z powodu zdrady, czy innego oczustwa, jestem osoba prawdomowna i nie toleruje klamstwa.
Jakas bardzo wierzaca osoba, ktora bardziej ceni zasady kosciola ponad milosc do partnera przez ta zasade zniszczy swoje malzenstwo.
Moze wcale tego nie chcac, ale kosciol poprzez taka mozliwosc uswiadamia ja ze robi dobrze.
Ze milosc nie jest taka wazna jak przedluzenie gatunku.
Przeciez mowiac, ze nie kocha sie juz kogos nie otrzyma sie rozwodu koscielnego, natomiast za bezplodnosc bez problemu.
Widzimy zatem jaka jest hiererchia wartosci promowana przez katolicyzm (choc inne wiary rowniez).
Czy zatem aby uniknac rozwodow z tego powodu (jesli kosciol nie chce ich w ogole zaniechac) nie bylyby dobrym pomyslem przymusowe testy na plodnosc przed zawarciem malzenstwa?
Mozna by wtedy zniszczyc zwiazek duzo wczesniej z tego samego powodu.
Innym sposobem mogloby byc namawianie do stosunkow przedmalzenskich w celu zaplodnienia i wykrycia ewentualnych defektow partnera.
Jesli ksiadz nie ma ochoty odpowiedziec na te pytania, badz chcialby je przekierowac do kogos innego to ja nie mam zadnych problemow.
Chcialem po prostu, zeby ktos z "tamtej" wyrazil swoja opinie na te tematy.
Z powazaniem
Damian Jozefczyk<<<