 |
Prawo i obowiązek zrozumienia Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » O wszystkim i o niczym
| Napisano | Autor | Tytuł | | 19-12-2010 10:58 | Manian (950 punktów) | Prawo i obowiązek zrozumienia
1 na 1 | Ciągle mamy pretensje, że świat nas nie rozumie. Sam tak mam często, ale tak się zastanawiam czy mamy prawo do tego? Przecież nikt się nie pchał na świat i ma takie samo prawo olewać innych i nie starać się ich zrozumieć. Jedyne osoby, które mają w moim mniemaniu wręcz obowiązek, jeśli nie zrozumienia to przynajmniej starania się to rodzice wobec swoich dzieci, bo to z ich inicjatywy znaleźliśmy się tutaj. Każdy z nas jest osobnym składnikiem tej mieszanki zwanej życiem, lecz nie wszyscy potrafią wraz z innymi stworzyć rodzaj swoistej koalicji. Najłatwiej jest właśnie obarczyć innych, że to przez ich brak widzenia z naszego punktu stoimy w miejscu, gdyż nasze zamiary nie znajdują aprobaty społeczeństwa. W życiu możemy wybrać sobie przyjaciół, męża, dziewczynę, nawet na wybór teściowej poniekąd mamy wpływ. Rodziców niestety nie wybierzemy, więc to oni muszą zadbać o nas, bo albo nas chcieli, albo nawet gdy byliśmy nieplanowani to mogli sobie zdawać sprawę ze swoich czynów.
A jakie jest wasze zdanie na ten temat? | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
1 na 1 | Matix (5786 punktów) | > Jedyne osoby, które mają w moim mniemaniu wręcz obowiązek, jeśli nie> zrozumienia to przynajmniej starania się to rodzice wobec swoich dzieci, bo to z ich inicjatywy> znaleźliśmy się tutaj.Myślę, że ludzie również powinni starać się zrozumieć swoich rodziców zwyczajnie okazując wdzięczność za to, że żyją. Bo chyba lepiej żyć niż nie żyć.  Nie wspominając o całych nocach nieprzespanych nad chorym dzieckiem, pieluchach, obiadach, płaconych rachunkach. Po prostu zgodnie ze swoim sumieniem, ale według mnie ktoś kto nie jest wdzięczny swoim rodzicom ma problemy ze swoim sumieniem. (zakładając oczywiście że byli dlań dobrzy)
|
|
1 na 1 | Rafaela (2059 punktów) | > Ciągle mamy pretensje, że świat nas nie rozumie. Sam tak mam często, ale tak się zastanawiam czy mamy prawo do tego?Nie jest to zabronione, wiec możemy mieć pretensje do kogo i czego chcemy, lecz zadałabym pytanie: po co obwiniać innych, za to, że nas nie rozumieją? A może to wina nas samych, że nie potrafimy być zrozumiani? Ja należę do tych osób, które winy najpierw doszukują się po własnej stronie, a dopiero później w otoczeniu. > Przecież nikt się nie pchał na świat i ma takie samo prawo olewać innych i nie starać się ich zrozumieć.Przychodzi taki moment, ze pchamy się na świat  > Jedyne osoby, które mają w moim mniemaniu wręcz obowiązek, jeśli nie zrozumienia to przynajmniej starania się to rodzice wobec swoich dzieci, bo to z ich inicjatywy znaleźliśmy się tutaj.Z tym się nie mogę zgodzić. Często rodzice nie są w stanie zrozumieć własnych dzieci. Są sytuacje, które ich przerastają, więc nie mogą być obarczani winą. Rodzice mają obowiązek chronić, wychowywać, utrzymywać swoje dzieci do momentu, gdy dzieci są w stanie usamodzielnić się. Nie ma obowiązku zrozumienia własnych dzieci, choć na pewno taka sytuacja jest pożądana. > Każdy z nas jest osobnym składnikiem tej mieszanki zwanej życiem, lecz nie wszyscy potrafią wraz z innymi stworzyć rodzaj swoistej koalicji. Najłatwiej jest właśnie obarczyć innych, że to przez ich brak widzenia z naszego punktu stoimy w miejscu, gdyż nasze zamiary nie znajdują aprobaty społeczeństwa.Tak, najprościej szukać winy u innych i odsuwać ją jak najdalej od siebie. Łatwo zapomnieć, że my też współtworzymy społeczność i nie wszystkie nasze zachowania muszą być akceptowane przez innych członków tej społeczności, tak jak i nam nie wszystko musi odpowiadać. Wszyscy powinniśmy jednak dążyć do kompromisów, uczyć się tolerancji, ufności i szacunku do drugiego człowieka. > Rodziców niestety nie wybierzemy, więc to oni muszą zadbać o nas, bo albo nas chcieli, albo nawet gdy byliśmy nieplanowani to mogli sobie zdawać sprawę ze swoich czynów.Zadbać? W jakim kontekście użyłeś to słowo? Zadbać utrzymując, płacąc np. za studia, finansując kaprysy dziecka, łożyć na jego utrzymanie, gdy np. nie ma ochoty sam zapracować na siebie etc.? Czy chodzi o wsparcie słowne, miłość, dobrą radę? Sprecyzuj.
**widzę co jest, nie co chcę, by było**
|
|
3 na 3 | diogenes (42753 punktów) | >nikt się nie pchał na świat...
Skąd wiesz? Pamiętasz? Byłeś gdzieś poza światem i ktoś cię wrobił?
>...bo to z ich inicjatywy znaleźliśmy się tutaj.
Zwykle to "inicjatywa" natury, instynktu. Rodzice to marionetki.
>Każdy z nas jest osobnym składnikiem tej mieszanki zwanej życiem,...
Indywidualizm może wyrazić się jedynie poprzez ogólne medium. Poznając siebie dotrzesz do innych.
>Rodziców niestety nie wybierzemy, więc to oni muszą zadbać o nas,...
Nie muszą. Mogą nas np. usunąć, utopić jak kociaki, porzucić, wychować. Opcji jest wiele.
Dyskurs o wyborze rodziców i dzieci to zdaje się nonsens.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
 | | Bezdomny (621 punktów) | >Indywidualizm może wyrazić się jedynie poprzez ogólne medium. Poznając siebie dotrzesz do innych.
Właśnie miałem to pisać ale diogenes był szybszy. Czy świat nas nie rozumie czy my nie rozumiemy świata? Czy rozumiemy samych siebie? Chyba od tego należałoby rozpocząć.
|
|
1 na 1 | Głąbiński (3538 punktów) | >Ciągle mamy pretensjĘ(!), że świat nas nie rozumie. Sądzę, że w tym pierwszym zdaniu tkwi błąd podważający sens całego posta. Czy rzeczywiście użyta liczba mnoga, wyrażająca przekonanie, że opisane odczucie jest powszechne, a przynajmniej dotyczy większości ludzi, jest usprawiedliwiona? To nie jest prawdą! z moich obserwacji wynika, że poza nielicznymi wyjątkami godzimy się z tym, że istnieją różnice zapatrywań, choć chwile, w których takie racjonalne podejście zostaje zagłuszone emocją, zdarzają się każdemu. Są to jednak na ogół krótkie momenty, wynikające z niedoskonałości ludzkiej psychiki. Oczywiście powinniśmy pracować usilnie nad tym, by kierując się rozumem być tolerancyjnymi, co oczywiście nie powinno oznaczać unikania sporów. Swoje zapatrywania należy stale poprawiać i umacniać stosując krytyczny ich ogląd, a będąc dzięki temu silnie przekonanym o ich poprawności otwarcie i z przekonaniem je wyrażać, pozostając jednak świadomym tego, że inni podobnie odpowiedzialnie traktują swoje, odmienne od moich, racje. I uważam, że ogromna większość tak postępuje, a odstępstwa od tego są jedynie tymczasowe.
Stach M. G.
|
|
 | | Manian (950 punktów) | >>Ciągle mamy pretensjĘ(!), że świat nas nie rozumie. >Sądzę, że w tym pierwszym zdaniu tkwi błąd podważający sens całego posta. Czy rzeczywiście użyta liczba mnoga, wyrażająca przekonanie, że opisane odczucie jest powszechne, a przynajmniej dotyczy większości ludzi, jest usprawiedliwiona? To nie jest prawdą! z moich obserwacji wynika, że poza nielicznymi wyjątkami godzimy się z tym, że istnieją różnice zapatrywań, choć chwile, w których takie racjonalne podejście zostaje zagłuszone emocją, zdarzają się każdemu. pisałem to na podstawie własnych obserwacji i wyciągnąłem inne wnioski >Są to jednak na ogół krótkie momenty, A czym jest życie, jeśli nie tymi krótkimi momentami zarówno szczęścia jak i smutku
|
|
|  | 1 na 1 | annamarja (74 punktów) | > >>Ciągle mamy pretensjĘ(!), że świat nas nie rozumie.> pisałem to na podstawie własnych obserwacji i wyciągnąłem inne wnioskiNależy jednak zwrócić uwagę na subtelną różnicą między rozumieniem kogoś a zgadzaniem się z tym kimś. Być może obserwowane przez Ciebie osoby miały pretensje o to do otaczających ludzi, że nie mają takich samych poglądów jak one? Czy o to, że po prostu nikt ich tak naprawdę nie zna? Myślę, że i jedne i drugie zarzuty są kompletnie niezasadne, bo 1) każdy może mieć własne zdanie; 2) sami siebie do końca nie znamy. Osoby jęczące, że świat ich nie rozumie robią to chyba tylko dlatego, że brak im argumentów lub chcą się tylko nad sobą poużalać  > >Są to jednak na ogół krótkie momenty,> A czym jest życie, jeśli nie tymi krótkimi momentami zarówno szczęścia jak i smutkuChyba nie tu chodziło o szczęście i smutek, które są ogólnymi stanami, ale o działaniach, jakie wykonujemy pod wpływem emocji. Nie wolno ich bagatelizować nawet podczas dyskusji, gdyż zwykle są to reakcje ostre, zależne od biologii mózgu, mówiące wiele o naszej naturze, a więc prawdziwe. Zwykle wypieramy się ich, mówimy (jak np. w reklamie pewnych tabletek  "Przepraszam kochanie, nie byłem sobą", ale przecież nasze emocje są wynikiem pewnych reakcji zachodzących w mózgu, mózg to MY, mimo że są częściowo podświadome, są częścią nas. W wielu przypadkach ludzie po prostu usprawiedliwiają się emocjami.
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|