 |
Psycholog a religia - pls hlp! Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Społeczeństwo i kraj
| Napisano | Autor | Tytuł | | 10-04-2017 13:57 | piotrek____ (7 punktów) | Psycholog a religia - pls hlp! | Dzień dobry, pierwszy post, a już z dużego kalibru i dość osobiście, ale jak mus, to mus. Jakiś czas temu czytałem już zamknięty wątek dot. ateistycznego coming outu: www.racjonalista.pl/forum.php/s,472060 i niemal wszystko, co tam opisano znam niestety z własnego życia. Nie mam charakteru buntownika, zdążyłem dobić trzydziestki i ożenić się (kościelnie :/) z kobietą, która sama nie wierząc, była gotowa dla mnie na poświęcenie. Tak więc para ateistów grzecznie wzięła ślub, żeby nie ranić (moich) rodziców i miała nadzieję, że na tym się skończy indoktrynacja. Ale nie. Kiedy przyjechali - pytanie czemu nie ma krzyża na ścianach. Kiedy my przyjeżdżamy wmuszanie niedzielnych/świątecznych obiadków. Głównie nawraca moja matka, więc ciągła relacja: kiedy i za kogo dała na mszę, jak to jej ksiądz pomógł zapewniając o modlitwie, kiedy i gdzie są msze, co robiła i kogo spotkała jak szła do kościoła, była w kościele, wrócił z kościoła. W TV już prawie ciągle msze - nie tyle nawet Trwam, co TVP (coraz trudniej odróżnić). Mój brat to samo zresztą. Z tą różnicą, że on nie nawraca mojej żony, tylko udaje, że ona nie istnieje. Generalnie toksyczna - nie tylko pod względem religijnej nachalności - sytuacja, z którą kompletnie nie potrafię sobie sam poradzić. Postanowiłem więc, że pora na terapię. Moja jakość życia obniża się regularnie, a relacje z żoną zaczynają być napięte. Rozumiem - kto miałby dość cierpliwości? Ale mam dużą blokadę zaufania. Jakie jest ryzyko, że trafię do psychologa, który zacznie mnie też nawracać? Kiedy braliśmy udział w upokarzającym rytuale "nauk przedślubnych", na którego wspomnienie zaczyna mnie fizycznie mdlić, przyszła tam też para ultrakatolickich psychologów. Mają normalną poradnię - mógłbym na nich trafić. Nie mam za grosz zaufania do takich "terapeutów" i obawiam się, że po "terapii" prowadzonej przez takich ludzi wyjdę jeszcze bardziej potłuczony psychicznie, niż po tym wieloletnim rodzinnym terrorze. Ale w moim mieście żaden psycholog nie pisze na stronie czy jest wierzący. W ogóle prawie nic o sobie nie piszą. Tylko jakie kursy pokończyli i może ile lat mają. Nie sądzę, by wierzący psycholog zachował profesjonalizm w takiej sytuacji. Przecież rodzinka próbuje mnie ratować, prawda? Poradźcie coś proszę, szukam terapeuty w Opolu. Może znacie w tym mieście jakiegoś godnego zaufania? I też - co robić w takiej sytuacji? Szczerość nie wchodzi w grę z powodu mojego psychicznego totalnego zablokowania i stanu zdrowia ojca. Udawać dalej? Może macie takiego rozmemłanego partnera/partnerkę jak ja, ale macie jakieś metody radzenia sobie z jego/jej rodzicami? | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
2 na 2 | Duch Prawdy (14787 punktów) | >Przecież rodzinka próbuje mnie ratować, prawda? Coś Ci grozi? >Szczerość nie wchodzi w grę z powodu mojego psychicznego totalnego zablokowania i stanu zdrowia ojca. Ojej, bo się popłaczę. >Udawać dalej? NIE!!!
Duch Prawdy... człowiek trzeciego sortu...
( Jedyną i ) Absolutną Prawdą jest ( Bezinteresowna ) Miłość.
|
|
2 na 2 | Wenancjusz (16441 punktów) | Jak mam szczerze powiedzieć, to nie widzę szans, by Twoja sprawa poszła po Twojej myśli. Starych drzew już nie dasz rady modelować/prostować. Kategoryczna postawa będzie tylko prowadziła w prostej linii do awantur i nawet zerwania więzi rodzinnych. Może to także odbić się nawet na Twoim krótkim małżeństwie. Cała rzecz w tym tkwi, że już jesteś ustawiany tak, iż masz kłopoty sam ze sobą. Brak wzajemnego zrozumienia i tak będzie Tobie dolegał. Jak zauważyłem z Twojego opisu, nie zauważyłeś, że masz już swoje osobiste życie, zapowiadającą się rodzinę i Ty będziesz za soje życie i przyszłą swoją rodzinę brał odpowiedzialność. Zgodnie z naturą rodzice umrą szybciej jak Ty i z czym zostaniesz? Z wyrzutami sumienia? Więc w końcu musisz się zdecydować na swój wybór. A nie sądzę by w tych sprawach pomógł jakiś psycholog. Ty sam musisz uprzytomnić wszystkim kto chodzi w spodniach. A sfera stosunku do religii jest osobistą i intymną wręcz sprawą każdego człowieka.
Miałem podobny przypadek z tym, że oświadczyłem, że ślubu w kościele mi nie potrzeba. Co ja za poruszenie w rodzinie wywołałem! Widocznie zrobiłem to zbyt ostro. No cóż. Brak widocznie dyplomacji ze mnie wyszedł. Księdzu z góry powiedziałem, że na kościelnym ślubie mi nie zależy. 1,5 godziny przegadałem z nim w konfesjonale. Obie tzn. przyszła teściowa i przyszła moja żona nie mogły uwierzyć, że tyle nagrzeszyłem, kiedy wręcz luźną rozmowę z księdzem prowadziłem. Moi rodzice mieli do spraw religijnych stosunek raczej ambiwalentny, znając wcześniej mój światopogląd. Gorzej było z przyszłymi teściami. W każdym bądź razie u przyszłej mojej teściowej znalazłem się na czarnej liście, co później się ujawniało stale. Pozdrawiam.
Jednak jestem lepszy jak moja reputacja. Cholera! A może gorszy? Najgorsza ta niepewność.
|
|
1 na 1 | ZaKotem (8733 punktów) |
> Ale mam dużą blokadę zaufania. Jakie jest ryzyko, że trafię do psychologa, który zacznie mnie też> nawracać? Kiedy braliśmy udział w upokarzającym rytuale "nauk przedślubnych", na którego wspomnienie> zaczyna mnie fizycznie mdlić, przyszła tam też para ultrakatolickich psychologów. Mają normalną> poradnię - mógłbym na nich trafić.Myślę, że niewielkie, nawet jeśli psycholog jest bardzo katolikiem, to nawracać cię nie powinien. Dobry psycholog w ogóle ci nie powie, co robić i co myśleć, ale rozmową nakieruje cię tak, abyś sam dostrzegł istotę problemu - a wtedy będziesz mógł sam znaleźć rozwiązanie. Już na pierwszy rzut oka widać, że problemem są twoje relacje z matką i trzeba się dowiedzieć, o co naprawdę chodzi. "Mamusia ma świra" to nie żadna odpowiedź, bo każdy swir skądś się bierze i to właśnie należy odnaleźć. W takim wypadku jedyna terapia, jaka ma sens, to wspólne spotkania z tobą i matką, a ją chyba łatwiej byłoby namówić na spotkanie z... księdzem psychologiem. To może mieć o wiele lepszy skutek niż twoje indywidualne spotkania z psychologiem niekatolickim. > Nie mam za grosz zaufania do takich "terapeutów" i obawiam się, że po "terapii" prowadzonej przez> takich ludzi wyjdę jeszcze bardziej potłuczony psychicznie, niż po tym wieloletnim rodzinnym> terrorze. Ale w moim mieście żaden psycholog nie pisze na stronie czy jest wierzący. W ogóle prawie> nic o sobie nie piszą. Tylko jakie kursy pokończyli i może ile lat mają.Jeśli jednak jesteś przekonany, że chcesz znaleźć niekonfesyjnego psychologa, poszukaj w internecie takiego, co np. pomaga w ujawnieniu swego homoseksualizmu - to najprawdopodobniej oznacza niezgodność z kościołostwem. www.racjonalista.pl/forum.php/s,731657#w731663
|
|
 | | piotrek____ (7 punktów) | Mamusia nie ma świra, tylko w pełni zinternalizowała informację, że kto nie chodzi do kościoła ten pójdzie do piekła (@Duch Prawdy - to mi grozi podobno.. -.-). To już element jej osobowości. Jak dla nas wszelkie informacje o grawitacji, na podstawie których część ma lęk wysokości. I tej informacji nie zaprzeczy żaden ksiądz psycholog. Może kluczyć, że niezbadane są wyroki boskie, ale rdzenia nie naruszy, bo na tym opiera się ta instytucja totalna. Wiem o czym mówię, bo przez lata brałem udział w różnych okołooazowych spotkaniach i nasłuchałem się tego dyplomatycznego języka, który pozwalał pieprzyć o ekumenizmie bez zaprzeczania, że "oni" się mylą, a "my" mamy rację. Taka rozmowa musiałaby się zresztą toczyć wokół niewypowiedzianej myśli, że ja w najlepszym razie trafię do czyśćca, bo nie jestem aż takim złym człowiekiem. Przecież to tylko pogłębianie obłędu.
Nie ufam żadnej osobie wierzącej na tyle, by porozmawiać z nią uczciwie o moich rodzinnych sprawach. W momencie, w którym psycholog powie coś w rodzaju "ja też jestem osobą wierzącą, a Pana nie oceniam" (strzelam, ale wyobrażam sobie, że może coś takiego powiedzieć), momentalnie byłbym zamknięty na 4 spusty i mógłbym równie dobrze iść do domu.
Dzięki za myśl o tych psychologach pomagających homoseksualistom. To mniej więcej ta sama skala rodzicielskiej nieakceptacji, histerii i woli "wyleczenia", co odnośnie mojego ateizmu (ekstrapoluję sobie reakcję na podstawie dotychczasowych reakcji na mój, mimo wszystko zauważalny, dystans do Kościoła).
@Wenancjusz Nie rozumiem co robiłeś u księdza - nie tylko przez 1,5 godziny, ale w ogóle, skoro nie chciałeś ślubu kościelnego. Gdybym ja potrafił tak stawiać sprawy, to trzymałbym się od tej instytucji na kilometr, a i racjonalista.pl byłby dla mnie neutralną, umiarkowanie ciekawą lekturą.
|
|
|  | 3 na 3 | Wenancjusz (16441 punktów) | >@Wenancjusz >Nie rozumiem co robiłeś u księdza - nie tylko przez 1,5 godziny, ale w ogóle, skoro nie chciałeś ślubu kościelnego. Gdybym ja potrafił tak stawiać sprawy, to trzymałbym się od tej instytucji na kilometr, a i racjonalista.pl byłby dla mnie neutralną, umiarkowanie ciekawą lekturą.
Jak sam doświadczyłeś, pytanie Twoje jest bezprzedmiotowe. Na starcie, kiedy już były wszystkie przygotowania, gest takowy zrobiłem, by nie być przyczyną/powodem bezcelowych strat i obciążeń finansowych rodziców (biednych jakby nie było). Czyli także samo niepewny byłem jak Ty. A księdzem rozmawiać o sprawach wiary pogadać warto! Więc proszę, niech Ciebie zdziwienie nie powala. Pozdrowienia.
Jednak jestem lepszy jak moja reputacja. Cholera! A może gorszy? Najgorsza ta niepewność.
|
|
| |  | 1 na 1 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > A księdzem rozmawiać o sprawach wiary pogadać warto! Więc> proszę, niech Ciebie zdziwienie nie powala.A pamiętasz o czym wtedy rozmawialiście? Zaciekawiłeś mnie  Pamiętam, jak miałem około 18-20 lat zauważyłem, że księża mówią z ambony czy na religii różne rzeczy, tylko naprawdę niewielu z nich potrafi się "zniżyć" do poziomu słuchaczy i zaciekawić drugą stroną. Poprowadzić z nim prawdziwy dialog. Z reguły były to głównie monologi - przeważnie zawsze szło tylko w jedną stronę. Nigdy, dosłownie nigdy później nie miałem styczności z księdzem, którego bym jakoś nie denerwował, albo nie wprawiał w stan zakłopotania. Najczęściej jednak była kryta obowiązkiem obojętność. W moim pierwszym mieszkaniu za pierwszym razem wizyty po Świętach ksiądz chodzący po kolędzie śpieszył się i szybko wyszedł, zanim zdążyłem cokolwiek powiedzieć poza zwykłą kurtuazją. Kilka lat później, podczas wizyty duszpasterskiej gdy mieszkałem już z żoną - pośpiech zajęła paplanina. Kiedyś gdy w grupie przyjaciół był ksiądz, moje próby podkręcenia rozmowy na ciekawsze tematy skończyły się fiaskiem - ksiądz zabrał nogi za pas. W wieku 27 lat poznałem księdza który był tuż przed prymicjami. Niestety miał duszę artysty (został misjonarzem) i znów rozmowa była dość odległa od uwagi, inspiracji i wzajemnego zainteresowania. Szczerze mówiąc nadal noszę poczucie niedosytu spowodowane chyba kilkuset kazaniami księży w jedną stronę których wysłuchałem + brakiem symetrii. I ostatecznie nigdy nie spotkałem księdza, o którym mógłbym powiedzieć: pogadać z nim było warto. W związku z tym przyznam, że trochę Ci zazdroszczę 
Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
|
|
| | |  | 2 na 2 | Wenancjusz (16441 punktów) | Przyznam, że szczegółów oddających w miarę wiernie rozmowę, nie pomnę. Prozaicznie, było to 44 lata temu. Wiem tylko, że wstęp zrobiłem "z grubej rury", oświadczając mu, iż nie wierzę w Boga i nie czuję się we wspólnocie Kościoła. Pamiętam, że dłuższą chwilę zamilkł i zapytał: "A jesteś ochrzczony"? Potwierdziłem i to była "woda na młyn" do rozwinięcia dysputy. Była to raczej rozmowa wyważona i spokojna, co mnie nie denerwowało. Obawiałem się, że górę mogą wnieść emocje, a byłem wtedy młody i co za tym idzie, mocno impulsywny/popędliwy. No bo jakżeż ksiądz mógł podnieść głos w kościele przy spowiedzi? Gdyby ksiądz zaczął szermować inwektywami, to wstałbym i po prostu mu powiedział "do widzenia". Nie. Tak się nie stało. Dopytywał tylko jak to się stało, że straciłem wiarę. No to grzecznie mu odpowiedziałem, co mi leżało "na wątrobie", czując punkt zaczepienia do rozmowy. Wytknąłem mu tylko, że Kościół akceptuje, przez nic nie znaczącą celebrę chrztu, przyjęcie w ten sposób na łono Kościoła malutkie istotki, nieświadomej swego istnienia, nic nie znaczącej, bo efekty tego widać po mnie, że nie czuję wcale tego i żeby rodzice nie powiedzieli, to w ogóle bym nie wiedział, dlaczego księża na to nie zwracają uwagi i udzielają chrztu istocie nieświadomej oraz idąc za przykładem Jezusa nie udzielają chrztu osobie z wyborem świadomym i odpowiedzialnym, a nadgorliwców nie odsyłają do domu, więc i dlatego są stworzycielami ateistów i wątpiących w późniejszym okresie życia? Dlaczego łamią w ten sposób największy dar Boga jakim jest "wolna" wola. Przecież to dar Boga! Wolna wola to dar do możliwości dokonywania niczym nie krępowanego wyboru! Księża jednoznacznie w ten sposób nakaz boski lekceważą i mają w miejscu na którym obecnie siedzę przy klawiaturze. Poza tym wg Kościoła jest to wolna wola czy przymus wiary w jedyną prawdziwą religię? Podpytywałem ile Jezus miał lat jak przyjął chrzest od Jana zwanego Chrzcicielem i kto Janowi dał te upoważnienie i czy głosząc się synem bożym Jezus był poganinem do tego momentu? Poza tym wyraziłem zwątpienie, że Jezus umarł na krzyżu, przecież po trzech dniach wstał i "wstąpił do "Nieba", gdzie żyje i króluje po prawicy ojca. Czysta schizofrenia! To żyje, czy został zabity i nie żyje? Jakby mnie potraktowano gdyby z oseskiem pobiegł do I sekretarza PZPR-u i nalegał na zapisanie go w szeregi PZPR-u? Najpewniej byłby cichy telefon do szpitala o pomoc i żeby przyjechała karetka z kaftanem bezpieczeństwa! Później powiedziałem, że byłem nawet ministrantem, bo proboszcz miał PRAWDZIWĄ piłkę nożną i powalał w nią grać, co było przedmiotem zazdrości ze strony rówieśników. Dlatego miał tylu chętnych na ministrantów (a czy Ty wyobrażasz sobie jakimi piłkami my wtedy graliśmy na podwórkach?). Na dowód zacząłem mu deklamować ministranturę po łacinie(sic!), bo wtedy jeszcze w kościołach wykonywano obrządek w języku łacińskim. Klepałem te modlitwy po łacie nawet nie wiedząc co klepię. Powiedziałem mu, że utrata wiary była "robotą" samego proboszcza, gdyż niechcący nakryłem go gdy obmacywał kucharkę w kuchni, gdy został zaproszony weselną ucztę, a zabierał zawsze dwóch ministrantów ze sobą na taką okoliczność, a w kuchni był pod pretekstem sprawdzenia co za dania one robią. W zakrystii tylko zapytałem go dlaczego jest taki, że co innego mówi z ambony i wymaga od wiernych, a co innego robi. Zaowocowało to tylko tym, że obił mnie i wywalił ze służenia przy ołtarzu. Dzisiejsza młodzież pękła by ze śmiechu, gdym opisywał piłki do kopania robione własnoręcznie przez domorosłych krawców w wieku nieletnim, po prostu młodzież nie dowierza! (A jakie i z czego robione były przedmioty do wymyślanych zabaw?!) Naprawdę nie mogę przytoczyć szczegółów (upływ czasu, a wartość celebry udzielania ślubu kościelnego nie robiła na mnie żadnego wrażenia i wcale tego ślubu nie przeżywałem emocjonalnie). Naprawdę rozmawiałem z księdzem ok 1,5 godziny. Tzn. był to raczej mój monolog, bo ksiądz nie przerywał mi i spokojnie (tak to wyglądało z zewnątrz), słuchał. Podpytywał tylko raz po raz. Np. nie robiło na nim wrażenia jak mu streszczałem "karierę" ministranta, ale pytał co to za ksiądz! Widocznie poczuł z nim "solidarność plemników". Jacku naprawdę nie potrafię wszystkiego opisać, bo tematów/pretensji/żalów miałem zanadrzu dużo i być może chaotycznie je wykładałem. Reakcja końcowa była taka, że pozwolił łaskawie wziąć ślub (czego nie potrzebowałem tego od niego), oświadczając, że będzie się za mnie gorąco modlił. Widocznie odwalił jakąś fuchę z tą "gorącą" modlitwą, bo jest ze mną jeszcze gorzej jak wtedy. Przypomniałem sobie coś. Wytknąłem mu również sposób spowiedzi "nausznej", jak zupełnie coś niezrozumiałego dla mnie. CO MA DO OPOWIADANIA SOBIE CHŁOP CHŁOPU NA UCHO? Chyba, że jakieś nowe cichodajki we wsi obgadywać. A wtedy nie było mody na "nauki" przedmałżeńskie, zaświadczenia o uczęszczaniu do spowiedzi i co tam jeszcze (może świadectwa szczepień, zdjęcia rentgenowskie, prześwietlanie tomografem) itp. co teraz. Stąd tylko wniosek jeden. Mamy pretensje o głupoty jakie znajdujemy w ST, czy NT (nie pisze się o spowiedzi, o szybkim chrzcie), nie bacząc, że to kapłani ten ST i NT, modyfikują pod własne potrzeby chwili. Pozdrawiam.
Jednak jestem lepszy jak moja reputacja. Cholera! A może gorszy? Najgorsza ta niepewność.
|
|
| | | |  | 2 na 2 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | No to pojechałeś  . Dobra rzecz wyrzucić to wszystko z siebie, przynajmniej nie ciążyło, albo mniej ciążyło później. > Reakcja końcowa była taka, że pozwolił łaskawie wziąć ślub> (czego nie potrzebowałem tego od niego), oświadczając, że będzie> się za mnie gorąco modliłI pewnie zostałeś zaszufladkowany jako opanowany przez 'złe moce', albo co najmniej błądzący (szukający Pasterza)  Mnie jednak nie o taką rozmowę chodzi. Podobną rozmowę stoczyłem kilka lat temu, z racji wieku i lepiej ugruntowanego własnego stanowiska może już nie taką emocjonalną. Ogólnie szanuję ludzi tzn. tych, którzy głupio czy desperacko nie bronią swoich racji. Tamten ksiądz spokojnie dowiedział się ode mnie paru rzeczy np. mojego stanowiska ws przerywania ciąży, invitro czy mojej oceny seksualności propagowanej przez kościół, ale i relacji do popędu w ogóle  Ksiądz z rozmowy dość szybko nawiał, być może poczuł zbyt duży ciężar ideologii której podjął się bronić - trudno powiedzieć. To był w ogóle 35 letni ksiądz z bardzo krytymi i w mojej ocenie zwykłymi ludzkimi problemami (m.in. w kwestii światopoglądu) - znaliśmy go towarzysko. Mnie chodzi bardziej o rozmowę "za kulisami" w której nikt nikogo o nic nie oskarża, a jedynie interlokutorzy mierzą się na argumenty wyniesione z życia swojego i innych (ideologia versus fenomenologia). Swoją drogą bardzo podobała mi się argumentacja prof. Tomasza Polaka (onegdaj ks. Węcławskiego) ws pedofilii księży i ich sztucznej wg niego roli społecznej, która krzywdzi przede wszystkim nich samych. Nie było tam pretensji czy oskarżeń, było za to gro spójnej argumentacji. To jednak był artykuł, a mnie - jak już powiedziałem - chodzi o ciekawą rozmowę osób z dwóch różnych środowisk. Np. przy ognisku, wśród zagubionych zielonych dolin Jury Krakowsko-Częstochowskiej. Bez przekrzykiwania się, ale i bez lania wody - z otwartą przyłbicą. Wg mnie dla zwykłej ludzkiej uczciwości każdy w rozmowie powinien coś zaryzykować  a tego ze strony księży niestety zawsze brakuje  > Widocznie odwalił jakąś fuchę z tą "gorącą" modlitwą, bo> jest ze mną jeszcze gorzej jak wtedyOj tam. Niejedną fuchę już robiłem i nikt mi nie powie, że nie wkładałem w nie inżynierskiego serca  (jak może pamiętasz jestem projektantem sieci i instalacji el. i el-en.).
Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | Wenancjusz (16441 punktów) | > No to pojechałeś . Dobra rzecz wyrzucić to wszystko z siebie, przynajmniej nie ciążyło, albo mniej ciążyło później.> > Reakcja końcowa była taka, że pozwolił łaskawie wziąć ślub> > (czego nie potrzebowałem tego od niego), oświadczając, że będzie> > się za mnie gorąco modlił> I pewnie zostałeś zaszufladkowany jako opanowany przez 'złe moce', albo co najmniej błądzący (szukający Pasterza)  Nie wiem czy tak było, bo nie mam kontaktu z kościołem w takim wydaniu i kontaktu nie szukam. > Mnie jednak nie o taką rozmowę chodzi. Podobną rozmowę stoczyłem kilka lat temu, z racji wieku i lepiej ugruntowanego własnego stanowiska może już nie taką emocjonalną. Ogólnie szanuję ludzi tzn. tych, którzy głupio czy desperacko nie bronią swoich racji. Tamten ksiądz spokojnie dowiedział się ode mnie paru rzeczy np. mojego stanowiska ws przerywania ciąży, invitro czy mojej oceny seksualności propagowanej przez kościół, ale i relacji do popędu w ogóle  Powiem, że takie tematy, wtedy, nie były przedmiotem dysput, czy nawet manifestacji publicznych. > Ksiądz z rozmowy dość szybko nawiał, być może poczuł zbyt duży ciężar ideologii której podjął się bronić - trudno powiedzieć. To był w ogóle 35 letni ksiądz z bardzo krytymi i w mojej ocenie zwykłymi ludzkimi problemami (m.in. w kwestii światopoglądu) - znaliśmy go towarzysko.> Mnie chodzi bardziej o rozmowę "za kulisami" w której nikt nikogo o nic nie oskarża, a jedynie interlokutorzy mierzą się na argumenty wyniesione z życia swojego i innych (ideologia versus fenomenologia).Przykro mi, że nie trafiłem (nie wyczułem blues'a). Takich okazji nie miałem, a nawet unikałem kontaktu pamiętając za co zostałem pobity przez proboszcza. Dziś by miał problemy za użycie siły, a rodzice, zwłaszcza ojciec, jeszcze by dołożył bez żadnych pytań. Ksiądz był wtedy osobą "świętą". Chyba rozumiesz, że 44 lata temu nikt jeszcze tak ostro nie rozliczał Kościoła, za jego postępki. Stało się to dopiero, gdy przepływ informacji w skali ogólnoświatowej stał się błyskawiczny (internet). Wtedy to jeszcze nie zdawałem sobie co to za potęga, szybki/natychmiastowy wręcz, przekaz informacji. Faktycznie jest to "wróg" Kościoła. Burzy błogi spokój tej pasożytniczej grupy, bo największym wrogiem jest informacja, bo ona burzy i wali w "miękkie" miejsce indoktrynacji, bo jedynym przekazem był lokalny religijny guru, albo jedyna partia polityczna. W polityce, to przecież nie Zachód stworzył "żelazną kurtynę", tylko wschód Europy czując słabość swojej indoktrynacji. Popatrz na dzisiejszą Koreę Pn. czy też Kubę. A biskupstwo kościelne publicznie potępia powszechność używania komputerów osobistych jak myślisz? Z jakiego powodu? > Wg mnie dla zwykłej ludzkiej uczciwości każdy w rozmowie powinien coś zaryzykować a tego ze strony księży niestety zawsze brakuje  > > Widocznie odwalił jakąś fuchę z tą "gorącą" modlitwą, bo> > jest ze mną jeszcze gorzej jak wtedy.O ile religia mi nie przeszkadza do momentu gdy nie wkracza w moje prywatne życie, o tyle drażni mnie zarozumiałość, bufonada, buta i arogancja oraz pasożytniczy tryb życia tej zarozumiałej grupy społecznej (kler). > Oj tam. Niejedną fuchę już robiłem i nikt mi nie powie, że nie wkładałem w nie inżynierskiego serca (jak może pamiętasz jestem projektantem sieci i instalacji el. i el-en.).No nie! O tym co robisz i gdzie pracujesz, nie czytałem. Umknęło mi jakoś. Nie mniej sympatycznym jest spotkać "przyjazną, rozumiejącą duszę". Podobną specjalizację i ja mam, tyle, ze szerszą. Energetyk (wytwarzanie, przesyłanie, rozdział, użytkowanie energii elektrycznej i cieplnej). Życie mnie jednak nie pieściło i rzucało w miejsca gdzie nie bardzo chciałem (przemysł, budownictwo powszechne, na końcu przy wojsku ale ciągle w swoim zawodzie), czyli "kotwica". Dlatego też nasunęło mi się takie spostrzeżenie, gdy robisz coś niejako z przymusu, czegoś, do czego nie ma się serca. W zaufaniu Tylko Tobie powiem, że tak naprawdę to chciałem i marzyłem, by być astronomem. Niestety na UMK w Toruniu nie było studiów wieczorowych lub zaocznych. A już założyłem rodzinę i przyjąłem na siebie obowiązki jej budowania i chronienia (zwyczajna pogoń za środkami utrzymania rodziny, ot proza życia). Pozdrawiam.
Jednak jestem lepszy jak moja reputacja. Cholera! A może gorszy? Najgorsza ta niepewność.
|
|
| | | |  | 1 na 1 | John Doe (782 punktów) | > Podpytywałem ile Jezus miał lat jak przyjął chrzest od Jana zwanego Chrzcicielem i kto Janowi dał te upoważnienie i czy głosząc się synem bożym Jezus był poganinem do tego momentu?Za dużo pytasz. > Poza tym wyraziłem zwątpienie, że Jezus umarł na krzyżu, przecież po trzech dniach wstał i "wstąpił do "Nieba", gdzie żyje i króluje po prawicy ojca.Za dużo wątpisz. > Czysta schizofrenia! To żyje, czy został zabity i nie żyje?To zależy kto umiera, kiedy, w jakich okolicznościach i do czego politycznie dany zgon potrzebny. W Armenii mieli Alareza (skrzydlaty pies -demon, a co) od wskrzeszania. Bardziej mi taki pasuje i co mi zrobicie? ps Mnie chrzcili w wieku 7 lat, przymusowo itp., postawiłem się, nie powiedziałem formuły i mało od ojca chrzestnego (w stanie mocno wskazującym razem z kościelnymi) nie dostałem po gębie. Łomot zaliczyła w zastępstwie matka chrzestna później. Od tamtej pory nie lubię wszelkich religii (i kuzynów)  I przestałem się ogólnie bać  Co nie zabije to i wzmocni.
|
|
| | | | |  | | Wenancjusz (16441 punktów) | >> Podpytywałem ile Jezus miał lat jak przyjął chrzest od Jana zwanego Chrzcicielem i kto Janowi dał te upoważnienie i czy głosząc się synem bożym Jezus był poganinem do tego momentu? >Za dużo pytasz. >> Poza tym wyraziłem zwątpienie, że Jezus umarł na krzyżu, przecież po trzech dniach wstał i "wstąpił do Nieba", gdzie żyje(sic!) i króluje po prawicy ojca. >Za dużo wątpisz. >> Czysta schizofrenia! To żyje, czy został zabity i nie żyje? >To zależy kto umiera, kiedy, w jakich okolicznościach i do czego politycznie dany zgon potrzebny. W Armenii mieli Alareza (skrzydlaty pies -demon, a co) od wskrzeszania. Bardziej mi taki pasuje i co mi zrobicie?
No nie, zjechałeś z tematu. Myślę, że rozmawiamy poważnie, a nie skaczemy z tematu na temat jak po kamieniach w potoku, próbując go przekroczyć. A jakże mam nie pytać, skoro mam wątpliwości potężne? Kto może te moje wątpliwości rozwiać? Czy Ty byś zrobił inaczej? To po co ta hucpa z tragedią męczeńskiej śmierci Jezusa skoro i tak zrobił wszystkich "w konia"? Więc na czym polega istota "odkupienia"? On odkupił grzechy całej ludzkości dając się ukrzyżować? W jaki sposób? Dla publiki? Przecież to nie ma nic wspólnego z wiarą i co najgorsze, z rzeczywistością? Moje pytanie winno brzmieć: "To żyje, czy został zabity i żyje? Widzisz ten paradoks? Wielkanoc winna być więc świętem radości! Widzisz jak pokrętnie można tłumaczyć sprawy mitów? "Zabili go, a on uciekł". Brzmi to jak z raportu gminnego policjanta po podstawówce.
Jednak jestem lepszy jak moja reputacja. Cholera! A może gorszy? Najgorsza ta niepewność.
|
|
| | | | | |  | | Duch Prawdy (14787 punktów) | > "To żyje, czy został zabity i żyje? "... to nie Jezus zawisł na krzyżu, ale jego młodszy brat, Isukiri, który poświęcił się dla Chrystusa. ... Sam Jezus uciekł z Jeruzalem, i przez Syberię ponownie udał się do Japonii. ... Tam ożenił się i miał trzy córki. Pracował w polu, przy uprawie ryżu i w końcu zmarł w wieku 106 lat. Ponieważ nie zmartwychwstał, został pochowany tam, gdzie mieszkał i tam do dzisiaj znajduje się jego grób. ..." : www.architekcipodrozy.pl/jezus-w-japonii/Duch Prawdy... człowiek trzeciego sortu...
( Jedyną i ) Absolutną Prawdą jest ( Bezinteresowna ) Miłość.
|
|
|  | | Duch Prawdy (14787 punktów) | >Mamusia nie ma świra, tylko w pełni zinternalizowała informację, że kto nie chodzi do kościoła ten pójdzie do piekła (@Duch Prawdy - to mi grozi podobno.. -.-). Piekła nie ma, ani czyśćca, powiedz Mamusi, że Duch Prawdy Ci to powiedział.
Duch Prawdy... człowiek trzeciego sortu...
( Jedyną i ) Absolutną Prawdą jest ( Bezinteresowna ) Miłość.
|
|
| |  | 1 na 1 | Jacek Głodzik (35558 punktów) | > Piekła nie ma, ani czyśćca, powiedz Mamusi, że Duch Prawdy Ci to powiedział.Ech te Mamusie.. nieomal na wszystko i wszystkich mają wpływ www.racjonalista.pl/forum.php/s,660262#w666928
Jeśli każdy twój pomysł wydaje ci się genialny - dopij wódkę i idź spać.
|
|
|  | 2 na 2 | szarley (54911 punktów) | >Nie ufam żadnej osobie wierzącej na tyle, by porozmawiać z nią uczciwie o moich rodzinnych sprawach. "Oj Jaśku, Jaśku, ludzie nie dzielą się na naszych i waszych a prosto na mądrych i głupich" ("Sami swoi", cytat z pamięci)
>@Wenancjusz >Nie rozumiem co robiłeś u księdza - nie tylko przez 1,5 godziny, ale w ogóle, skoro nie chciałeś ślubu kościelnego.
Znam Wenancjusza na tyle, że nie przeszkadza mu religijność rozmówcy. Ze mną rozmawia normalnie. Głupota i bufonada to co innego!!
|
|
|  | 1 na 1 olson (9993 punktów) (zablokowany) | >Mamusia nie ma świra, tylko w pełni zinternalizowała informację, że kto nie chodzi do kościoła ten pójdzie do piekła (@Duch Prawdy - to mi grozi podobno.. -.-). To już element jej osobowości.
No i to jest właśnie patologia, ale niestety religijność jeszcze nie jest uznawana za stan chorobowy. Psycholog ma związane ręce bo ma prikaz z góry aby być tolerancyjnym. Zresztą to nie jedyny przypadek, w którym tak jest, a poza tym psycholog nie może bezpośrednio wpływać na pacjenta poprzez prosty przekaz, bo to ma zabronione (co odbiera sens terapiom w wielu zaburzeniach). Właśnie do takiego terroru prowadzi permisywizm.
|
|
| |  | | Duch Prawdy (14787 punktów) | > >Mamusia nie ma świra, tylko w pełni zinternalizowała informację, że kto nie chodzi do kościoła ten pójdzie do piekła (@Duch Prawdy - to mi grozi podobno.. -.-). To już element jej osobowości.> No i to jest właśnie patologia, ale niestety religijność jeszcze nie jest uznawana za stan chorobowy.Co ty bredzisz, może jeszcze napisz, że niestety ateizm jeszcze nie jest uznawany za stan chorobowy. > Psycholog ma związane ręce bo ma prikaz z góry aby być tolerancyjnym.Z góry?, czyli od kogo, od Boga, Prezydenta psychologów? > Zresztą to nie jedyny przypadek, w którym tak jest, a poza tym psycholog nie może bezpośrednio wpływać na pacjenta poprzez prosty przekaz, bo to ma zabronione (co odbiera sens terapiom w wielu zaburzeniach).KTO! mu zabrania??? > Właśnie do takiego terroru prowadzi permisywizm.piotrek___ to Twój klon?  Duch Prawdy... człowiek trzeciego sortu...
( Jedyną i ) Absolutną Prawdą jest ( Bezinteresowna ) Miłość.
|
|
| | |  | 1 na 1 olson (9993 punktów) (zablokowany) | > >No i to jest właśnie patologia, ale niestety religijność jeszcze nie jest uznawana za stan chorobowy.> Co ty bredzisz, może jeszcze napisz, że niestety ateizm jeszcze nie jest uznawany za stan chorobowy.Pisałem o religii, a nie o ateizmie. Czym religijność różni się od innych chorób? Niczym, albo jedynie powszechnością zachorowań. > >Psycholog ma związane ręce bo ma prikaz z góry aby być tolerancyjnym.> Z góry?, czyli od kogo, od Boga, Prezydenta psychologów?Inteligentny rozmówca by zrozumiał. > >Zresztą to nie jedyny przypadek, w którym tak jest, a poza tym psycholog nie może bezpośrednio wpływać na pacjenta poprzez prosty przekaz, bo to ma zabronione (co odbiera sens terapiom w wielu zaburzeniach).> KTO! mu zabrania???Doucz się zamiast zadawać głupie pytania. > >Właśnie do takiego terroru prowadzi permisywizm.> piotrek___ to Twój klon?  Nie. Co to, tylko ja jeden umiem Cię orać?
|
|
| | | |  | | Duch Prawdy (14787 punktów) | > >>No i to jest właśnie patologia, ale niestety religijność jeszcze nie jest uznawana za stan chorobowy.> >Co ty bredzisz, może jeszcze napisz, że niestety ateizm jeszcze nie jest uznawany za stan chorobowy.> Pisałem o religii, a nie o ateizmie. Czym religijność różni się od innych chorób? Niczym, albo jedynie powszechnością zachorowań.Skoro rozmawiasz sam ze sobą to wszystkiego najlepszego życzę. > >>Psycholog ma związane ręce bo ma prikaz z góry aby być tolerancyjnym.> >Z góry?, czyli od kogo, od Boga, Prezydenta psychologów?> Inteligentny rozmówca by zrozumiał.Inteligentny człowiek nie pisałby takich bzdur. > >>Zresztą to nie jedyny przypadek, w którym tak jest, a poza tym psycholog nie może bezpośrednio wpływać na pacjenta poprzez prosty przekaz, bo to ma zabronione (co odbiera sens terapiom w wielu zaburzeniach).> >KTO! mu zabrania???> Doucz się zamiast zadawać głupie pytania.jw. > >>Właśnie do takiego terroru prowadzi permisywizm.> >piotrek___ to Twój klon?  > Nie. Co to, tylko ja jeden umiem Cię orać?  He, he, kolejny samozaorany. Duch Prawdy... człowiek trzeciego sortu...
( Jedyną i ) Absolutną Prawdą jest ( Bezinteresowna ) Miłość.
|
|
| | | | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | No i kolejny raz pokazujesz swoją bezsilność w dyskusji. A do moich argumentów (które nadal są na wierzchu) oczywiście nie umiałeś się odnieść. Za trudne. Zdecydowanie łatwiej napisać komuś takie pierdy jak ty
|
|
| | | | | |  | | Duch Prawdy (14787 punktów) | > do moich argumentów (które nadal są na wierzchu)Ha, ha, ha, ha, ha..., argumenty na wierzchu..., schowaj Waść wstydu oszczędź  Duch Prawdy... człowiek trzeciego sortu...
( Jedyną i ) Absolutną Prawdą jest ( Bezinteresowna ) Miłość.
|
|
| | | | | | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | Typowa odpowiedź charakterystyczna dla ludzi, którzy nie mają nic do powiedzenia, a próbują zabłysnąć i potem są orani. To właśnie dlatego moje argumenty nadal są w mocy.
|
|
| | | | | | | |  | | Duch Prawdy (14787 punktów) | >moje argumenty nadal są w mocy. Postawiłeś tylko tezę, nie poparłeś jej żadnym argumentem, więc nie mam z czym polemizować.
Duch Prawdy... człowiek trzeciego sortu...
( Jedyną i ) Absolutną Prawdą jest ( Bezinteresowna ) Miłość.
|
|
| | | | | | | | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | Niby którą tezę? To, że czegoś nie wiesz, bo masz zerową wiedzę na każdy możliwy temat poza własnym ego, nie oznacza, że to jakaś teza, którą możesz sobie bez argumentu poddać w wątpliwość. To twoja wiedza jest kompromitująca, a nie to, że napisałem, że psycholodzy uczą się z jakichś książek wchodzących w kanon i potem muszą się stosować do ustalonych odgórnie zasad.
|
|
| | | | | | | | | |  | | Duch Prawdy (14787 punktów) | >Niby którą tezę? Tę: "Czym religijność różni się od innych chorób? Niczym, albo jedynie powszechnością zachorowań."
Duch Prawdy... człowiek trzeciego sortu...
( Jedyną i ) Absolutną Prawdą jest ( Bezinteresowna ) Miłość.
|
|
| | | | | | | | | | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | No. I umiesz to zanegować? Nie umiesz, bo to są fakty. Ale żeby to zrozumieć musiałbyś poczytać ze zrozumieniem o działaniu ludzkiego mózgu, o podstawach filozofii i psychologii. Ty sobie siedzisz na forum i konfabulujesz.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | Duch Prawdy (14787 punktów) | >No. I umiesz to zanegować? Nie umiesz, bo to są fakty. Faktem jest to, że nie odróżniasz tezy od faktu. Postawiłeś tylko tezę, nie poparłeś jej żadnym argumentem, więc nie mam czego negować. Ale skoro nie rozumiesz czym teza różni się od faktu, to proszę bardzo: Czym ateizm różni się od innych chorób? Niczym, albo jedynie powszechnością zachorowań.
Duch Prawdy... człowiek trzeciego sortu...
( Jedyną i ) Absolutną Prawdą jest ( Bezinteresowna ) Miłość.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 olson (9993 punktów) (zablokowany) | >>No. I umiesz to zanegować? Nie umiesz, bo to są fakty. >Faktem jest to, że nie odróżniasz tezy od faktu.
Projekcja. Próbujesz mi wmówić własną cechę, bo nie umiesz odróżnić tezy od faktu, wykazałeś się skrajną niewiedzą i bredzisz jak dziecko we mgle.
>Postawiłeś tylko tezę, nie poparłeś jej żadnym argumentem
Uzasadniłem, natomiast nikt nie podał żadnego kontrargumentu, więc moje stwierdzenie jest w mocy.
> Czym ateizm różni się od innych chorób? Niczym, albo jedynie powszechnością zachorowań.
Nieudolna próba odwracania kota ogonem jak stereotypowa blondynka. No ale tak to jest gdy ktoś nie widzi różnicy między ateizmem, a religijnością. To tak jakby nie widzieć różnicy między rakiem, a jego brakiem.
Jaki jest niby argument na to, że wiara miałaby dorównać ateizmowi? Nie ma żadnego, duszek sobie coś uroił i myśli, że ma rację.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | Duch Prawdy (14787 punktów) | > Projekcja. Próbujesz mi wmówić własną cechę, bo nie umiesz odróżnić tezy od faktu, wykazałeś się skrajną niewiedzą i bredzisz jak dziecko we mgle.Erystyka i ad personam. > >Postawiłeś tylko tezę, nie poparłeś jej żadnym argumentem> Uzasadniłem, natomiast nikt nie podał żadnego kontrargumentu, więc moje stwierdzenie jest w mocy.Nie mogę podać kontrargumentu, jeśli nie podałeś argumentu. > > Czym ateizm różni się od innych chorób? Niczym, albo jedynie powszechnością zachorowań.> Nieudolna próba odwracania kota ogonem jak stereotypowa blondynka.Fałszywa ocena i ponownie ad personam. > No ale tak to jest gdy ktoś nie widzi różnicy między ateizmem, a religijnością.Błędny wniosek wynikający z fałszywej oceny. > To tak jakby nie widzieć różnicy między rakiem, a jego brakiem.Nadal tylko erystyka. > Jaki jest niby argument na to, że wiara miałaby dorównać ateizmowi?Otwieranie nowego tematu, gdy przegrało się dialog. > Nie ma żadnego,I ponowne odpowiadanie sobie samemu na zadawane pytanie. > duszek sobie coś uroił i myśli, że ma rację.I apiać ad personam i erystyka. Jak drzewiej bywało i tym razem podziękuję już za "rozmowę".  Duch Prawdy... człowiek trzeciego sortu...
( Jedyną i ) Absolutną Prawdą jest ( Bezinteresowna ) Miłość.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | I same ucieczki, więc moje argumenty pozostają w mocy, a ty musisz się pogodzić z kolejną porażką. Masz to już pewnie opanowane bo po takich seriach porażek trzeba być z tym oswojonym
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | | Duch Prawdy (14787 punktów) | > a ty musisz się pogodzić z kolejną porażką. Masz to już pewnie opanowane bo po takich seriach porażek trzeba być z tym oswojonym  olsonionym - być sędzią we własnej sprawie Duch Prawdy... człowiek trzeciego sortu...
( Jedyną i ) Absolutną Prawdą jest ( Bezinteresowna ) Miłość.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | A ty głupi hipokryto osądziłeś teraz w czyjej sprawie?  Co za czopek
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Duch Prawdy (14787 punktów) | > A ty głupi hipokryto osądziłeś teraz w czyjej sprawie?  > Co za czopek  Nie osądziłem, utworzyłem termin dla sędziego. Duch Prawdy... człowiek trzeciego sortu...
( Jedyną i ) Absolutną Prawdą jest ( Bezinteresowna ) Miłość.
|
|
|  | 1 na 1 | Wenancjusz (16441 punktów) | >Mamusia nie ma świra, tylko w pełni zinternalizowała informację, że kto nie chodzi do kościoła ten pójdzie do piekła (@Duch Prawdy - to mi grozi podobno.. -.-). To już element jej osobowości.
Sam więc widzisz, że elementów osobowości już tak nie zmienisz, żadnymi zabiegami psychologicznymi, a pacjent dla świętego spokoju potrafi udawać i jest to naturalna reakcja obronna chroniąca swoją osobowość czyniona nawet podświadomie.
>Jak dla nas wszelkie informacje o grawitacji, na podstawie których część ma lęk wysokości.
No niezupełnie się zgadzam.
>I tej informacji nie zaprzeczy żaden ksiądz psycholog. Może kluczyć, że niezbadane są wyroki boskie, ale rdzenia nie naruszy, bo na tym opiera się ta instytucja totalna. Wiem o czym mówię, bo przez lata brałem udział w różnych okołooazowych spotkaniach i nasłuchałem się tego dyplomatycznego języka, który pozwalał pieprzyć o ekumenizmie bez zaprzeczania, że "oni" się mylą, a "my" mamy rację. >Taka rozmowa musiałaby się zresztą toczyć wokół niewypowiedzianej myśli, że ja w najlepszym razie trafię do czyśćca,....
Co to jest czyściec? Wyjaśnij mi to na podstawie nawet "najświętszych" pism.
>...bo nie jestem aż takim złym człowiekiem.
Żaden człowiek nie rodzi się złym. Złym się dopiero staje pod wpływem określonego otoczenia. Tak w ogóle pojęcie zła i dobra ogólnie jest podobne jak religijne i ateistyczne, poza pewnymi szczegółami, zdałoby się nieistotnymi. Z jednej strony pojęcie zła wyjaśnia publicznie ksiądz z ambony w naukach dla wiernych, czyniąc jednocześnie zupełnie odwrotnie, często unikając odpowiedzialności przez ucieczkę i ukrywanie się (czyli ma świadomość czynienia zła), a druga strona traktuje jak każdego człowieka i nie czeka na enigmatyczną karę po śmierci i chce jej wykonania natychmiast. Zresztą jest więcej przykładów podobnych.
>Przecież to tylko pogłębianie obłędu. >Nie ufam żadnej osobie wierzącej na tyle, by porozmawiać z nią uczciwie o moich rodzinnych sprawach. W momencie, w którym psycholog powie coś w rodzaju "ja też jestem osobą wierzącą, a Pana nie oceniam" (strzelam, ale wyobrażam sobie, że może coś takiego powiedzieć), momentalnie byłbym zamknięty na 4 spusty i mógłbym równie dobrze iść do domu.
Pisałem powyżej o naturalnej reakcji obronnej.
>Dzięki za myśl o tych psychologach pomagających homoseksualistom. To mniej więcej ta sama skala rodzicielskiej nieakceptacji, histerii i woli "wyleczenia", co odnośnie mojego ateizmu (ekstrapoluję sobie reakcję na podstawie dotychczasowych reakcji na mój, mimo wszystko zauważalny, dystans do Kościoła).
Czy masz na myśli Kościół jako organizację mającą charakter zinstytucjonalizowanej wraz z jej urzędnikami, biorącymi normalne pensje, czy też kościół jako religijną wspólnotę wyznawców wyznających niesprawdzalne, mitomańskie dogmaty na których oparte są wierzenia?
>@Wenancjusz >Nie rozumiem co robiłeś u księdza - nie tylko przez 1,5 godziny, ale w ogóle, skoro nie chciałeś ślubu kościelnego. Gdybym ja potrafił tak stawiać sprawy, to trzymałbym się od tej instytucji na kilometr, a i racjonalista.pl byłby dla mnie neutralną, umiarkowanie ciekawą lekturą.
Widzisz Twój problem? Otóż przeczytaj uważniej, bo rzeczywiście nie rozumiesz. Ja nie byłem u księdza na plebanii, ani ksiądz u mnie, ale u spowiedzi przedmałżeńskiej w kościele, gdzie zaciągnęły mnie obie "kwoki", a ksiądz siedział w konfesjonale. Presja na ta takie zachowanie/manifestację była tak wielka, że ocierała się już o granice histerii. Czy robiłeś coś w swoim życiu pod presją przymusu? Jeśli nie to powiem Tobie, że robisz dla świętego spokoju osobistego, a więc byle jak, tym bardziej, że argumentacja dla ich zachowania była typu: "Co ludzie powiedzą!" lub: "Jak ja będę wyglądała w oczach sąsiadów!". Więc to był jeszcze jeden dowód, że one same nie są głęboko wierzące i pewne ich zachowania nie można traktować jako wynikające z głębokiej wiary. Zgadzasz się na jeszcze jedną awanturę mając nadzieję, że jak źle coś zrobisz to więcej Ciebie nie będą zaczepiać w przekonaniu, że i tak to "spieprzysz"?
Jednak jestem lepszy jak moja reputacja. Cholera! A może gorszy? Najgorsza ta niepewność.
|
|
1 na 1 | dajmonion (3663 punktów) | Moim zdaniem słusznie obawiasz się, że psycholog może przemycać swój światopogląd. Może to robić nawet nieświadomie. Psychologowie to też ludzie. Nie bądźmy naiwni. Tak więc skoro jesteś ateistą, szukaj psychologa ateisty. W całej Polsce, a nie tylko w Opolu. Wielu psychologów oferuje swoje usługi poprzez skype'a. Spytaj ateistów do kogo chodzą. Być może jakiś psycholog jawnie przyznaje się do ateizmu. Napisz do niego. Poleci Ci siebie lub kogoś innego. Wojciech Eichelberger jest buddystą, a Buddyzm to ateizm. Maria Moneta Malewska tak samo. Jej strona: moneta-mal(*)wska.blogspot.com/p/zespo.html
dajmonion
|
|
 | 1 na 1 | John Doe (782 punktów) | > Moim zdaniem słusznie obawiasz się, że psycholog może przemycać swój światopogląd. Może to robić nawet nieświadomie. Psychologowie to też ludzie. Nie bądźmy naiwni.Przecież oni wszyscy (rodzina a przynajmniej ojciec, matka, żona gości i gościu) muszą się spotkać (jak zechcą) i odkręcić tą paranoję. Jak to sobie praktycznie wyobrażasz inaczej? Będą prawdopodobnie dzieci, jak to ma wyglądać? > Tak więc skoro jesteś ateistą, szukaj psychologa ateisty.Towarzysze, musimy zachować czujność, zwartość i gotowość! Bo nam towarzysz Piotrek ulegnie skażeniu obcymi, wrogimi prądami ideologicznymi. > W całej Polsce, a nie tylko w Opolu. Wielu psychologów oferuje swoje usługi poprzez skype'a.No tak, nowoczesność w domu i zagrodzie  "... Teraz panie prądem doją krowę nowe idzie nowe  ..." Pierwsza zasada (i to zna totalny ignorant z psychologi) - nie stawia się diagnoz poprzez sieć i nie prowadzi terapii. Ile procent danych idzie niewerbalnie, wiesz (i na pewno nie masz konkretnego psa)? > Spytaj ateistów do kogo chodzą.Ja na spacer z 2 psami. Tak przy okazji - nie ma lepszych psychiatrów niż owczarki CAO. > Być może jakiś psycholog jawnie przyznaje się do ateizmu. Napisz do niego. Poleci Ci siebie lub kogoś innego. Wojciech Eichelberger jest buddystą, a Buddyzm to ateizm.Bez jaj z poziomem, nawet na tym forum.
|
|
|  | | dajmonion (3663 punktów) | >Przecież oni wszyscy (rodzina a przynajmniej ojciec, matka, żona gości i gościu) muszą się >spotkać (jak zechcą) i odkręcić tą paranoję. Psycholog ocenia czy konieczna jest terapia rodzinna. Wspólnie z klientem. Najpierw rozmawia się indywidualnie, a potem ewentualnie z innymi. Nie ma czegoś takiego jak muszą. Mam nadzieję, że autor wątku nie da sobie tego wmówić. Najlepiej pogadać najpierw indywidualnie z kimś do kogo ma się zaufanie. Od czegoś trzeba zacząć. >Pierwsza zasada (i to zna totalny ignorant z psychologi) - nie stawia się diagnoz poprzez sieć i >nie prowadzi terapii. Zatem mogłoby to być na zasadzie telefonu zaufania. To też ma swoją wartość. Poza tym mógłby być w ten sposób dalej pokierowany. To już lepsze niż wspólne spotkanie z psychologiem, który ignoruje pewne doniesienia naukowe. Na studiach mieliśmy panią psycholog, która nie reagowała na nazywanie homoseksualizmu chorobą. Gej nie powinien rozwiązywać problemu akceptacji swojej orientacji w towarzystwie homofobicznej rodziny i homofobicznego psychologa. I w tym przypadku jest dokładnie tak samo. >Ile procent danych idzie niewerbalnie, wiesz (i na pewno nie masz konkretnego psa)? Bardzo dużo. Także poprzez zwykłą rozmowę telefoniczną czy skype'a.
dajmonion
|
|
|  | 1 na 1 | dajmonion (3663 punktów) | > Pierwsza zasada (i to zna totalny ignorant z psychologi) - nie stawia się diagnoz poprzez sieć i >nie prowadzi terapii.A ja znalazłem taką oto stronkę: psychomedic.pl/psychoterapia-przez-skype/Fragment:"Jest to stosunkowo nowy sposób dostarczania pomocy psychologicznej, ale istnieje wiele badań, analizujących skuteczność terapii opartych na skype-sesjach. Wyniki statystyczne pokazały, że można uzyskać znaczną poprawę zdrowia psychicznego i dobrego samopoczucia dzięki psychoterapii przez skypa. Badania wykazały również, że leczenie przez video-sesje miało podobną skuteczność w porównaniu do terapii twarzą w twarz i że zadowolenie wśród klientów zostało ocenione jako wysokie. Terapia oparta na wideo-sesjach jest skuteczna w wielu różnych psychicznych trudnościach i problemach. Psychoterapia przez Skype korzysta z podobnych czynników leczących co terapia twarzą w twarz. Jest to min. in. komunikacja w czasie rzeczywistym zarówno werbalna i niewerbalna, kontakt wzrokowy, sojusz terapeutyczny oraz niektóre elementy z języka ciała."
dajmonion
|
|
1 na 1 | John Doe (782 punktów) |
> Nie mam charakteru buntownika, zdążyłem dobić trzydziestki i ożenić się (kościelnie :/) z kobietą,> która sama nie wierząc, byłPierwszy bardzo poważny błąd. > - nie tyle nawet Trwam, co TVP (coraz trudniej odróżnić).Nie wiem, od 30 lat nie ma tv  Narzekać to na abonament można (jak przymusowy wprowadzą). > Postanowiłem więc, że pora na terapię. Moja jakość życia obniża się regularnie, a relacje z żoną> zaczynają być napięte. Rozumiem - kto miałby dość cierpliwości?A co Tobie terapia pomoże. Przecież chory nie jesteś. > Ale mam dużą blokadę zaufania. Jakie jest ryzyko, że trafię do psychologa, który zacznie mnie też> nawracać?Albo jesteś ateistą albo nie. Nie da się inaczej. > Kiedy braliśmy udział w upokarzającym rytuale "nauk przedślubnych", na którego wspomnienie> zaczyna mnie fizycznie mdlić, przyszła tam też para ultrakatolickich psychologów.XXI w a Ty dajesz się jako dorosły (i rozumiem niezależny) wkręcić w nauki. Coraz lepiej. Jak chcesz wyjść z sytuacji które sam prowokujesz? > Mają normalną> poradnię - mógłbym na nich trafić.No horror dosłownie. To coś ala BDSM tam stosują czy jak? > Nie mam za grosz zaufania do takich "terapeutów" i obawiam się, że po "terapii" prowadzonej przez> takich ludzi wyjdę jeszcze bardziej potłuczony psychicznie, niż po tym wieloletnim rodzinnym> terrorze.U mnie poszło szybko. Rodzina ze strony matki jakoś naturalnie weszła izolacja, jeszcze za życia mojego ojca. Ojciec coś nie chciał jeździć, mnie kuzyn wkurzył (dlaczego nie masz żony/kochanki, no dzwoni do mnie ni z juszki ni z pietruszki i uwagi czyni, to było dobre). Od strony ojca po jego śmierci - "pamiętaj że nasz dom to nie dla twoich psów (mam dwa, jednego ala małe ciele  ". Przecież nie zostawię psów pod opieką w domu jak pojadę na urlop do rodzinki, nie? Albo psy są ze mną jako towarzysze albo nie. No to papa. Nawet nie wiem czy żyją jeszcze. Co nie zabije to i wzmocni. Ja to widze tak. Jak nie masz dzieci, jesteś samodzielny finansowo, wykształcony i masz prace. 1. Rozwodzik, 2. Izolacja. 3. Przeprowadzka na wieś (tak by wygodny dojazd był). 4. Dwa psy rasy konkretnej do końca życia. Albo jeden i kundelek. Dużo spacerów, warsztat, spawanie, obróbaka metalu jako hobby itp. 5. Singel do końca. I ateista naturalnie też. I już. CO NIE ZABIJE TO I WZMOCNI. > Ale w moim mieście żaden psycholog nie pisze na stronie czy jest wierzący.To jest dana wrażliwa (i to konkretnie). > W ogóle prawie> nic o sobie nie piszą.A co mają pisać. Jak jesteś w stanie zapłacić za terapie i ją przetrwać do końca grzecznie to na pewno nie jest Tobie do niczego potrzebna  > Tylko jakie kursy pokończyli i może ile lat mają. Nie sądzę, by wierzący> psycholog zachował profesjonalizm w takiej sytuacji.Z czego się chcesz leczyć, z ateizmu? Jak jesteś faktycznie to się nie da. > Przecież rodzinka próbuje mnie ratować, prawda?No tak, to jak mu tam, piekło grozi. I nie pisać mi tu że nie ma. Ze mną ma być tak jak z tą parką z "7 bramach piekieł" Fulciego na końcu. Wieczne potępienie bez dyskusji, wycia, zimno i lód i smutek  W końcu to kara a nie wczasy, nie?
|
|
 | 3 na 3 | dajmonion (3663 punktów) | >>Postanowiłem więc, że pora na terapię. Moja jakość życia obniża się regularnie, a relacje z >>żoną >>zaczynają być napięte. Rozumiem - kto miałby dość cierpliwości? >A co Tobie terapia pomoże. Przecież chory nie jesteś. I to pisze ktoś, kto był mi łaskaw zwrócić uwagę, że przez sieć się nie stawia diagnoz. Niesamowite, prawda? Dosłownie przed chwilą pouczał mnie, żeby tego nie robić. W przypadku psychologów jest tak samo. Oni też wiele rzeczy wiedzą z podręczników. A to co się dzieje w praktyce to może być zupełnie co innego. Wiedzę się wie, a światopogląd się kocha i ta miłość zawsze daje o sobie znać. Niby korzystają z superwizji, ale co z tego wynoszą tego nikt nie wie.
dajmonion
|
|
|  | 1 na 1 olson (9993 punktów) (zablokowany) | > >>Postanowiłem więc, że pora na terapię. Moja jakość życia obniża się regularnie, a relacje z >>żoną> >>zaczynają być napięte. Rozumiem - kto miałby dość cierpliwości?> >A co Tobie terapia pomoże. Przecież chory nie jesteś.> I to pisze ktoś, kto był mi łaskaw zwrócić uwagę, że przez sieć się nie stawia diagnoz. Niesamowite, prawda?E tam. Dlatego od dawna mam go na ignorze i Tobie też polecam. Czytanie o cudzych psach i sprzecznych dogmatach jest mało interesujące
|
|
| |  | 1 na 1 | John Doe (782 punktów) | > E tam. Dlatego od dawna mam go na ignorze i Tobie też polecam. Czytanie o cudzych psach i sprzecznych dogmatach jest mało interesujące  Za to czytanie o dyktraturze i podludziach to mi przyjmniej ciśnienie podwyższa dlatego na mój ignor matołku nie licz. ps Żaden z tych Twoich super psychologów nie powiedział Tobie że powinieneś coś z tym zrobić?
|
|
2 na 2 | piotrek____ (7 punktów) | @dajmonion Dzięki za konkretne pomysły. Choć czy buddyzm to ateizm... Tak, w sensie, że nie przewiduje boga. Ale problemem w tym całym bagnie nie jest tyle osobowy bóg - ten, czy ów, tylko bezpodstawne przekonanie, że to, w co wierzę, moja religia jest jedyną prawdą. A skoro jest jedyną prawdą, to inni też muszą ją przyjąć - dla własnego dobra oczywiście. Buddyzm w wydaniu zachodnim jest pewnie rzeczywiście do przyjęcia w mojej sytuacji, ale istnieją też jego bardzo nieprzyjemne oblicza. @John Doe Co ja mogę Ci powiedzieć...? To jak radzenie osobie z zapaleniem płuc, że musi po prostu przestać mieć zapalenie płuc. I wtedy wszystkie problemy miną - kaszel, osłabienie, gorączka. Złota rada
|
|
 | | Duch Prawdy (14787 punktów) | > Ale problemem w tym całym bagnie nie jest tyle osobowy bóg - ten, czy ów, tylko bezpodstawne przekonanie, że to, w co wierzę, moja religia jest jedyną prawdą.Czy bezpodstawne to musiałbyś udowodnić. > A skoro jest jedyną prawdą, to inni też muszą ją przyjąć - dla własnego dobra oczywiście.Nie muszą! : "Religia Prawdy nie dzieli ludzi na wierzących i niewierzących ... Wiara w Boga to nie przymus, wszyscy ludzie są wolni, dlatego Religia Prawdy nikogo nie przekonuje do wiary ..." : www.racjonalista.pl/forum.php/s,660262Duch Prawdy... człowiek trzeciego sortu...
( Jedyną i ) Absolutną Prawdą jest ( Bezinteresowna ) Miłość.
|
|
|  | 1 na 1 | piotrek____ (7 punktów) | > >Ale problemem w tym całym bagnie nie jest tyle osobowy bóg - ten, czy ów, tylko bezpodstawne przekonanie, że to, w co wierzę, moja religia jest jedyną prawdą.> Czy bezpodstawne to musiałbyś udowodnić.> >A skoro jest jedyną prawdą, to inni też muszą ją przyjąć - dla własnego dobra oczywiście.> Nie muszą! :> "Religia Prawdy nie dzieli ludzi na wierzących i niewierzących ... Wiara w Boga to nie przymus, wszyscy ludzie są wolni, dlatego Religia Prawdy nikogo nie przekonuje do wiary ..." :> www.racjonalista.pl/forum.php/s,660262No, to wygląda bardzo agnostyczne twierdzenia. Może wręcz teistyczne. Z tym udowadnianiem nieistnienia bogów, nieprawdziwości religii itd. jest trochę jak z hałasem w jednym esejów bodaj Umberto Eco: Siedział w restauracji i przeszkadzała mu głośna muzyka. Poprosił więc kelnera o przyciszenie, bo nie chce przebywać w takim hałasie. Na co kelner uprzejmie, ale stanowczo odmówił, bo grupa pozostałych gości życzyła sobie właśnie podgłośnienia muzyki. Eco na tej bazie rozważał czyje prawo było tu ważniejsze - jego do ciszy, czy tamtych, do muzyki. Nie pamiętam ciągu dalszego, ale chodziło chyba o to, że ciszę odruchowo uznajemy za ważniejszy przywilej, bo jest bardziej pierwotnym, naturalnym stanem, a hałas jest jego zaburzeniem. Nie zaś odwrotnie - cisza nie zaburza hałasu. Podobnie wszechświat bez boga jest bardziej intuicyjnie wyczuwalnym stanem, niż świat z bogiem. I tak samo, jak odruchowo wyczuwamy, że Eco miał w tamtej sytuacji rację, bo nie musi dowodzić, ze ma prawo do względnej ciszy, tak samo naturalnym jest poczucie, że nie muszę jednak dowodzić czy religia jest nieprawdziwa. Bo stanem a priori jest sceptycyzm. Odczuwają go również ludzie religijni - wobec innych religii. Ale tutaj odpływamy od tematu. Ja nie mam potrzeby puszczać ludziom innej głośnej muzyki, czy wyrywać im słuchawek z uszu tylko właśnie móc "posiedzieć sobie w ciszy" - poniewierzyć sobie spokojnie.
|
|
| |  | | Duch Prawdy (14787 punktów) | >>>bezpodstawne przekonanie, że to, w co wierzę, moja religia jest jedyną prawdą. >>Czy bezpodstawne to musiałbyś udowodnić. >Podobnie wszechświat bez boga jest bardziej intuicyjnie wyczuwalnym stanem, niż świat z bogiem. Moja intuicja czuje inaczej. >I tak samo, jak odruchowo wyczuwamy, że Eco miał w tamtej sytuacji rację, bo nie musi dowodzić, ze ma prawo do względnej ciszy, tak samo naturalnym jest poczucie, że nie muszę jednak dowodzić czy religia jest nieprawdziwa. Skoro twierdzisz, że przekonanie jest bezpodstawne to musisz tego dowieść, w przeciwnym razie twoje twierdzenie jest guzik warte. >tylko właśnie móc "posiedzieć sobie w ciszy" - poniewierzyć sobie spokojnie. Móc w ciszy wierzyć sobie spokojnie...
Duch Prawdy... człowiek trzeciego sortu...
( Jedyną i ) Absolutną Prawdą jest ( Bezinteresowna ) Miłość.
|
|
| |  | olson (9993 punktów) (zablokowany) | >Podobnie wszechświat bez boga jest bardziej intuicyjnie wyczuwalnym stanem, niż świat z bogiem. I tak samo, jak odruchowo wyczuwamy, że Eco miał w tamtej sytuacji rację, bo nie musi dowodzić, ze ma prawo do względnej ciszy, tak samo naturalnym jest poczucie, że nie muszę jednak dowodzić czy religia jest nieprawdziwa. Bo stanem a priori jest sceptycyzm. Odczuwają go również ludzie religijni - wobec innych religii.
Nie zgadzam się. W przypadku Eco wg mnie nie istnieje racja, bo można rozpatrzeć teorie, z punktu widzenia których on ma rację, a można też takie, w których rację mają ci kolesie od głośnej muzyki. On mógł iść do innej restauracji, do której przychodzą klienci lubiący ciszę. To podobnie jak z zakazem palenia papierosów w knajpach, który byłby moralny z pkt widzenia Eco, ale intuicyjnie jest przecież niemoralny, bo zabraniał właścicielowi decydować o charakterze jego własnej knajpy i przychodzić ludziom do knajpy, w której chcą zapalić. Bardziej naturalnym stanem jest też ból przy porodzie, albo umieranie na choroby, które dziś umiemy wyleczyć, a intuicja myli się w wielu kwestiach.
Argumentem jest tutaj wg mnie to, że ta wiara jest przyjęta bezpodstawnie i jest w tym przypadku ideą niszczącą więzi rodzinne, co stoi w sprzeczności z założeniami samego katolicyzmu.
|
|
 | |
 | | John Doe (782 punktów) |
> Co ja mogę Ci powiedzieć...? To jak radzenie osobie z zapaleniem płuc, że musi po prostu przestać mieć zapalenie płuc. I wtedy wszystkie problemy miną - kaszel, osłabienie, gorączka. Złota rada  Zapalenie płuc to choroba i to niebezpieczna. Ty masz problemy które sam wywołujesz i po części sobie wmawiasz. Do tego dochodzi kiepska ekonomia ogólnie (trudności z uwolnieniem się od rodziny, wiem ze tak jest, sam miałem i to bardzo długo, rachunek zysków i strat ogólnie). Tyle i aż tyle. Na co chcesz się leczyć - na patologiczne kłamstwo ?
|
|
1 na 1 | oportunista (1711 punktów) | Nie wiem jak z twoją żoną, ale z ciebie ateista jak z koziej dupy trąbka. Jest pewną sztuką złapać byka za rogi i określić w końcu jakieś priorytety życiowe. Zdecydowana większość zdeklarowanych tutaj ateistów to ludzie, którym nie chce się praktykować, chodzić do kościoła inaczej mówiąc i dorabiają sobie do tego ideologię. To nie jest ateizm - zapewniam. Raczej diagnozowałbym to jako lenistwo czy rodzaj maniery. Ateiście nie przeszkadza wierząca rodzina, on wie swoje i jest mu z tym dobrze, sam nie nawraca, ale też wisi mu nawracanie jego samego. Ty wytworzyłeś sobie własne bagienko i się w nim taplasz, nawet podtapiając się nieco. Powieszałbym nawet - jaj nie masz. W końcu trzeba się za czymś opowiedzieć, żona czy rodzina, zdecydować i się tego trzymać. Bo widzisz żona wcale nie musi chcieć twego dobra, rodzinie też na tym nie musi zależeć. O własne samopoczucie zadbać musisz sam, ani psycholog, ani to forum Ci go nie zapewni - mamy to po prostu gdzieś.
|
|
 | | John Doe (782 punktów) | >Nie wiem jak z twoją żoną, ale z ciebie ateista jak z koziej dupy trąbka. Jest pewną sztuką złapać byka za rogi i określić w końcu jakieś priorytety życiowe. Zdecydowana większość zdeklarowanych tutaj ateistów to ludzie, którym nie chce się praktykować, chodzić do kościoła inaczej mówiąc i dorabiają sobie do tego ideologię. To nie jest ateizm - zapewniam. Raczej diagnozowałbym to jako lenistwo czy rodzaj maniery. Ateiście nie przeszkadza wierząca rodzina, on wie swoje i jest mu z tym dobrze, sam nie nawraca, ale też wisi mu nawracanie jego samego. Ty wytworzyłeś sobie własne bagienko i się w nim taplasz, nawet podtapiając się nieco. Powieszałbym nawet - jaj nie masz. W końcu trzeba się za czymś opowiedzieć, żona czy rodzina, zdecydować i się tego trzymać. Bo widzisz żona wcale nie musi chcieć twego dobra, rodzinie też na tym nie musi zależeć. O własne samopoczucie zadbać musisz sam, ani psycholog, ani to forum Ci go nie zapewni - mamy to po prostu gdzieś.
Wódki mu czy co tam lubi.
|
|
 | 2 na 2 | ZaKotem (8733 punktów) | > Nie wiem jak z twoją żoną, ale z ciebie ateista jak z koziej dupy trąbka. Jest pewną sztuką złapać byka za rogi i określić w końcu jakieś priorytety życiowe.No tylko że nie każdy tak umie. I do tego bywa przydatna terapia. Osobie w depresji też nie wystarczy powiedzieć "weź się w garść, wszystko jest w porządku tylko marudzisz". > Powieszałbym nawet - jaj nie masz.Grożenie wieszaniem to chyba jednak przesada... www.racjonalista.pl/forum.php/s,731657#w731663
|
|
2 na 2 | Acherontia (5 punktów) | Trochę mnie uwiera to stwierdzenie, ale niech będzie - chyba potrzebny jest bardziej "kobiecy" ogląd. Co niektóre odpowiedzi są rażąco wręcz nieempatyczne. 1. Zapominacie o więziach. Człowiek wychowuje się w rodzinie i niezależnie od niespójności światopoglądu ma z nią jakieś relacje. Nie jest łatwo odrzucić bliskich, szczególnie jeśli potrzebują (a czasem wręcz wymagają) jakiejś pomocy. Poza tym w rodzinach zazwyczaj są zależności: emocjonalne, finansowe, towarzyskie. W takim przypadku odrzucenie rodziny, by żyć po swojemu, nie jest proste. Czasem jest to wręcz niemożliwe. Mówiąc bardzo prosto: człowiek kocha swoich rodziców niezależnie od wszystkiego. I zwykle jest na odwrót - rodzice kochają dzieci, a ich troska o zbawienie potomka często jest jak najbardziej szczera, choć nieracjonalna. 2. Nie rozumiem tego uproszczonego podziału ateistów na "wojujących" i "leniwych wierzących", który przedstawił oportunista. Jeżeli ktoś nie wojuje, nie ma siły się przeciwstawić wierzącej rodzinie, to znaczy, że wierzy, ale mu się nie chce chodzić na msze? Jest to co najmniej nielogiczne założenie. Utrata wiary jest kwestią indywidualną, a już to, co się z tym brakiem wiary robi, to kwestia osobowości. Ktoś będzie toczył walki z wierzącą rodziną czy znajomymi, a ktoś będzie ateistą po cichu. Czy to umniejsza jego ateizmowi? A może źle pojmuję ateizm i tutaj także można być albo "zimnym albo gorącym"? (Swoją drogą, oportunisto, wiesz, że Twój nick oznacza "łatwo ulegający wpływom innych"? Oportunista kojarzy się z oporem, ale to nieprawda, oznacza tyle co "wiatr wiejący w kierunku portu", czyli "idący na łatwiznę" - sądząc z Twojej postawy, chyba nie o to chodziło!  ). 3. Bardzo łatwo osądza się osoby, które nie wierzą, ale poddają się ogólnej religijności. Czy są kłamcami, hipokrytami? Nie sądzę, to za łatwe etykietki. Jesteśmy zanurzeni w pewnej społeczności. Wiążą nas z nią zależności. Każda istota ludzka chce być przynależna, a odrzucenie powoduje ból, który przez nasz mózg odbierany jest dokładnie tak samo, jak ten fizyczny. Nic dziwnego, że jednostka nie chce zostać wykluczona z rodziny i poddaje się jej szaleństwu. Ślub, chrzest dzieci, chodzenie na śluby czy pogrzeby znajomych - tak w zasadzie każdy szanujący się ateista powinien bojkotować takie wydarzenia. Ale mamy jakieś zobowiązania wobec społeczności, a nasza postawa "nie pójdę, bo nie wierzę" będzie odebrana jako brak szacunku lub wręcz pogarda. I weź się tu człowieku wyłam, skoro twój najlepszy kumpel zaprasza cię na ślub. Niby powinien to zrozumieć, ale.. będzie mu przykro i na pewno kontakt się zepsuje. Emocje, moi drodzy, nas napędzają, leżą u naszej podstawy i nie można ich lekceważyć! 4. Tematyka jest trudna, bardzo trudna, bo nie ma tutaj dobrego rozwiązania i ktoś wyjdzie z przepychanki poraniony. Albo rodzice, którzy chcą dobrze dla dziecka, tyle że to dobrze to dla nich "kościół, wiara, spowiedź", a wyłamanie dziecka z kościoła odbierają jako siarczysty policzek. Albo syn, który nie uzyska akceptacji dla swojego prawdziwego ja, więc musi udawać kogoś innego... lub ryzykuje utratę kontaktu z rodziną. Albo żona, która także musi grać w tę grę lub zostać "tą złą", która odciąga męża od jedynej słusznej wiary. W tym wszystkim ewentualne dziecko/dzieci, które staną się szybko jakąś kartą przetargową. Większość rodzin wybiera strategię "nic nie mówimy, choć się domyślamy" i spotykają się razem 24 grudnia, żeby odstawiać przedstawienie pt. "Dobra rodzinka". Cóż, może czasem tak lepiej, w przeciwnym razie wiele więzi rodzinnych by się rozsypało w drobny mak.
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|