 |
Pulsowanie Wszechświata wg p. Bogdana Misia Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Nauka
| Napisano | Autor | Tytuł | | 28-04-2007 01:19 | Ocykan (3528 punktów) | Pulsowanie Wszechświata wg p. Bogdana Misia | Czołowy naukowy publicysta Racjonalisty, p. Bogdan Miś, popełnił artykulik z dziedziny kosmologii, pod tytułem Co za ulga: Wszechświat chyba pulsuje!: www.racjonalista.pl/kk.php/s,4045Pan Miś pisze, że kilku amerykańskich naukowców opracowało nową teorię ewolucji Wszechświata, konkurencyjną wobec teorii Wielkiego Wybuchu. Pan Miś skłania się ku tej nowej teorii, gdyż (w przeciwieństwie do teorii WW) nie zakłada ona jednorazowości początku Wszechświata, która to jednorazowość nie podoba mu się ideologicznie. Nowa teoria jest natomiast pod względem ideologicznym całkowicie poprawna, bo zamiast jednorazowego Wielkiego Wybuchu postuluje cykl Wielkich Wybuchów, cykl bez początku i końca. Nowa teoria ewolucji Wszechświata [...] zakłada mianowicie, że tuż obok naszego Kosmosu, przesunięty o bardzo malutką odległość (ale w wyższym wymiarze, więc dla nas zupełnie nie do zauważenia) leży sobie... drugi Kosmos. Oba one ewoluują dokładnie zgodnie z teorią Wielkiego Wybuchu - taką, jak opisałem wyżej. Tyle, że jako para obiektów zachowują się tak, jakby były połączone sprężyną - oddalają się i zbliżają do siebie. Co pewien zaś czas, cyklicznie, zderzają się, i tu - w obu jednocześnie - występuje Wielki Wybuch, będący - naturalnie - jednocześnie Wielkim Końcem. Zaś dla fizyków strasznie ważne jest to, że taki opis eliminuje niemal wszystkie owe dziwne "osobliwości". Znika jedyność Początku, przestaje on być Pierwszą Przyczyną Wszystkiego! Cały kram po prostu nieograniczenie wiecznie pulsuje! (fragment artykułu). Pod względem ideologicznym nowa teoria jest rzeczywiście bez zarzutu. Natomiast pod względem logicznym wydaje się być trochę słabsza. No bo skoro ten drugi Kosmos "leży" w innym wymiarze, to jest on dla nas istotnie nie do zauważenia. Nie możemy go zauważyć i nie możemy na niego oddziaływać. On na nas też nie może (gdyby mógł, to byśmy go zauważyli). A skoro nie może oddziaływać na nas, to i na żaden obiekt w naszym Kosmosie (no bo czemu jakiś inny obiekt miałby być wyróżniony, "uprzywilejowany" w stosunku do nas lub my "upośledzeni" w stosunku dio niego?). Ponieważ zaś nie może oddziaływać na żaden obiekt w naszym Kosmosie, nie może oddziaływać na nasz Kosmos. Nie może się zatem również z nim "zderzyć". Oba Kosmosy mogą się co najwyżej przenikać, co będzie jednak dla nas nie do zauważenia (nawet dla p. Misia). | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
| Jarek Kubaszewski | > Czołowy naukowy publicysta Racjonalisty, p.> Bogdan Miś, popełnił artykulik z dziedziny kosmologii,Ja mogę się zgadzać z artykułem p. Misia lub niezgadzać z teorią tam przedstawioną. Racjonaliści są za wolnością, wolnością wyboru. Otóż p.Miś ma prawo przedstawiać swój punkt widzenia. I nikt nie może ani nie ma prawa kwestionować jego wyborów. Pozdrawiam
|
|
 | | Ocykan (3528 punktów) | Przykro mi, ale nie rozumiem Twoich zarzutów (bo to chyba są zarzuty?). Napisałeś kilka truizmów, z którymi trudno się nie zgodzić i których mój wątek nie kwestionuje:
>Ja mogę się zgadzać z artykułem p. Misia lub niezgadzać z teorią tam przedstawioną. Ja też mogę się z artykułem p. Misia i/lub z przedstawioną w nim teorią zgadzać lub nie. Mogę również wyrazić swoje zdanie "w tym temacie", co właśnie uczyniłem.
>p.Miś ma prawo przedstawiać swój punkt widzenia. Jak najbardziej. Każdy ma takie prawo, ja również.
>nikt nie może ani nie ma prawa kwestionować jego wyborów. I nikt nie kwestionuje wyborów p. Misia. Ja - bynajmniej. Kwestionuję natomiast przedstawioną przez niego teorię, do czego mam prawo.
|
|
|  | | Jarek Kubaszewski | > I nikt nie kwestionuje wyborów p. Misia. Ja - bynajmniej. Kwestionuję natomiast przedstawioną przez niego teorię, do czego mam prawo.Oczywiście że masz prawo i wcale Ci nie czynię zarzutów z samego faktu ogłoszenia swojego punktu widzenia. Głównie dlatego że nie mam prawa a poza tym nie chcę. Nie czynię Ci zarzutów a tylko podniosłem kwestię użycia przez Ciebie słów "popełnił artykulik". Słowa te, są wg mnie, nieco pomiejszające poglądy przedstawione przez p. Misia. Pozdrowienia  P.S. Nawiasem mówiąc, nie zgadzam się z teorią przedstawioną za pośrednictwem p. Misia.
|
|
| |  | | Ocykan (3528 punktów) | >podniosłem kwestię użycia przez Ciebie słów "popełnił artykulik". Słowa te, są wg mnie, nieco pomiejszające poglądy przedstawione przez p. Misia.
Jestem daleki od lekceważenia p. Misia. Żywię do niego szacunek i dlatego jestem skłonny wiele od niego wymagać. Ten "artykulik" (bo króciutki) wydaje mi się "popełniony" jakby mimochodem. Jest bardzo powierzchowny i moim zdaniem zalicza się do najsłabszych jego publikacji.
|
|
ramka (4752 punktów) (zablokowany) | Przed napisaniem pościku nie doczytał Pan artykuliku. >Oba one ewoluują dokładnie zgodnie z teorią Wielkiego >Wybuchu - taką, jak opisałem wyżej. Tyle, że jako para >obiektów zachowują się tak, jakby były połączone sprężyną - >oddalają się i zbliżają do siebie. To jest oddziaływanie czy nie?
Niech Pan uważa na motocyklistów są trudni do zaobserwowania, nie oddziałujecie na siebie, poruszacie się nawet w innych kierunkach! I nagle bum! Pomimo wszystko nastąpiło zderzenie...
|
|
 | | Ocykan (3528 punktów) | >>Oba one ewoluują dokładnie zgodnie z teorią Wielkiego >>Wybuchu - taką, jak opisałem wyżej. Tyle, że jako para >>obiektów zachowują się tak, jakby były połączone sprężyną - >>oddalają się i zbliżają do siebie. >To jest oddziaływanie czy nie?
To pytanie należałoby zadać p. Misiowi. To on bowiem napisał, że ten drugi Kosmos leży w wyższym wymiarze więc jest dla nas zupełnie nie do zauważenia. Natomiast obiekt, który na nasz Kosmos oddziałuje, mógłby być nawet bardzo trudny do zauważenia, nie byłby jednak zupełnie nie do zauważenia.
>Niech Pan uważa na motocyklistów są trudni do zaobserwowania, nie oddziałujecie na siebie, poruszacie się nawet w innych kierunkach! >I nagle bum! Pomimo wszystko nastąpiło zderzenie...
Żebyś wiedział, nastąpiło! Ale to był motocyklista jak najbardziej z naszego wymiaru. W przypadku spotkania z motocyklistą "leżącym w wyższym wymiarze" nigdy nic takiego nie nastąpiło. Za każdym razem był on dla mnie "zupełnie nie do zauważenia".
|
|
| APawłowski (1150 punktów) | Jakoś nie zauważyłem euforycznego popierania owej teorii przez Pana Misia. Najnormalniej w świecie przedstawił, że taka jest i trochę ją przybliżył. Inna sprawa że teoria o wielkim wybuchu ma sporo dziur, zawsze brakuje trochę materii, trochę energii i trochę czegoś tam jeszcze, ale jak na razie najlepiej opisuje co ma opisać. A pytanie co było przed WW będzie zawsze intrygować. Istnienie iluś tam wymiarów też jest atrakcyjne, bo skoro w matematyce nie ma problemu z istnieniem macierzy n wymiarowej to czemu nie przenieść tego na wszechświat? Matematyka pięknie się wpisuje w opis zjawisk wszelakich, więc czemu nie n wymiarów miało by się nie sprawdzić? Zgadzam się że teoria jest odrobinę naciągana, ale pięknie ją obaliłeś. Ale jest jeden haczyk. W chwili wielkiego wybuchu powstał nie tylko czas, ale również wszelakie prawa fizyki i matematyki. Wcześniej ich nie było. Więc czemu nie? Jeszcze jedna teoria.
|
|
 | | Ocykan (3528 punktów) | >Jakoś nie zauważyłem euforycznego popierania owej teorii przez Pana Misia.
Święta prawda, o euforii mowy być nie może. Nie jest to zresztą uczucie godne racjonalisty, a tym p. Miś bez wątpienia jest. On tylko odczuł ulgę (No i otóż - co za ulga - zdaje się, że uczeni wybrnęli z tego problemu).
>Najnormalniej w świecie przedstawił, że taka jest i trochę ją przybliżył.
I odpowiednio ideoologicznie "przyprawił":
Jeden z amerykańskich astrofizyków (pewno mason!) powiedział z tej okazji, że jeśli ta nowa teoria panów Paula Steinhardta i Neila Turoka (i ich współpracowników: Justina Khoury'ego, Burtona A. Ovruta i Nathana Seiberga; wszyscy Amerykanie z Princeton, Cambridge i Pennsylvanii) jest słuszna, to "wychodzi na to, że Stary nie miał kompletnie nic do roboty przy majstrowaniu tego bajzlu". Rozumiejąc, że słowo "bajzel" jest w tym zdaniu nienajgorzej dobranym synonimem słowa "Kosmos", obawiam się jednak w naszej nowej rzeczywistości pomyśleć nawet, kogo miał na myśli mówiąc "Stary"...
Nie było to zatem bezstronne przedstawienie nowej teorii ku nauce i pożytkowi ogólnemu, lecz jej wykorzystanie w celu "pognębienia" wyznawców "Starego". A może nie?
|
|
Michał Stanislawkiewicz (1358 punktów) (zablokowany) | Podejrzewam (jako laik), że cykliczność Wielkich Wybuchów może być prawdopodobna, lecz nieco inaczej to sobie wyobrażam: Wszechświat się rozszerza. Na razie, siłą inercji po Wielkim Wybuchu. Na dziś astronomowie wyliczają, że we Wszechświecie jest zbyt mało materii by to rozszerzanie się zatrzymać. Lecz astronomowie nie są w stanie uwzględnić tej kosmicznej materii, której nie potrafimy zauważyć - wszystkich czarnych dziur, rozproszonych mgławic, wygasłych odległych gwiazd, planet (jeszcze kilkanaście lat temu nie znano żadnej planety poza układem słonecznym) itp.. Może się okazać, że materii w Kosmosie jest na tyle dużo, że nie tylko grawitacja za ileś tam miliardów lat zatrzyma rozszerzanie się Wszechświata, ale doprowadzi do zapadania się całej materii Kosmosu w jedno miejsce, gdzie po osiągnięciu niesamowitego zagęszczenia materii (i energii) znów nastąpi wielkie "bum" - i tak w kółko. Do tego nie jest wykjluczone, że nasz Wszechświat nie jest jedynym obecnie istniejącym. Astrofizycy za ślad po Wielkim Wybuchu uznają tzw. "promieniowanie tła". Mnie wyjaśnienie źródła tego promieniowania nie wydaje się logiczne - w końcu fale elektromagnetyczne biegną szybciej od najszybciej nawet oddalającej się galaktyki - czyli to promieniowanie, które powstało w czasie Wielkiego Wybuchu poleciało już hen daleko poza granice naszego Wszechświata. Bardziej prawdopodobne jest moje autorskie wytłumaczenie, że to kosmiczne "promieniowanie tła" jest promieniowaniem docierającym do nas z innych Wszechświatów. W tej wersji to, co uznajemy za całość Kosmosu może być tylko jego małym fragmentem. Nasz Wszechświat jako gigantyczny odpowiednik pojedynczej galaktyki? Brzmi ciekawie, nieprawdaż? W razie czego, gdyby się potwierdziło, to proszę przypomnieć autora, byśmy mieli w końcu jakiegoś Nobla po latach posuchy (polityków czy wierszokletów nie uwzględniam)
|
|
 | | Ocykan (3528 punktów) | >Może się okazać, że materii w Kosmosie jest na tyle dużo, że nie tylko grawitacja za ileś tam miliardów lat zatrzyma rozszerzanie się Wszechświata, ale doprowadzi do zapadania się całej materii Kosmosu w jedno miejsce, gdzie po osiągnięciu niesamowitego zagęszczenia materii (i energii) znów nastąpi wielkie "bum" - i tak w kółko.
To nie tylko sprawa ilości materii. Jak wiadomo, siła grawitacji nie jest siłą quasi sprężystą, tzn. taką, która rośnie wraz z odległością. Wręcz przeciwnie, ona maleje i to bardzo szybko (proporcjonalnie do kwadratu odległości). Zatem jeżeli nawet materii w Kosmosie jest znacznie więcej, niż się obecnie sądzi, to i tak odległości pomiędzy jej skupiskami mogą być zbyt wielkie, aby siła grawitacji mogła zatrzymać lub cofnąć ekspansję Wszechświata.
Załóżmy jednak, że ekspansja Wszechświata zostanie powstrzymana i zacznie się on "zapadać". Z pewnością proces taki nie doprowadzi, jak się tego spodziewasz, do zapadnięcia się całej materii Kosmosu w jedno miejsce. Proces kolapsu Wszechświata nie będzie przecież prostym odwróceniem jego ekspasji. Ekspansja Wszechświata nie polega bowiem na rozszerzaniu się materii w przestrzeni. To przestrzeń (a właściwie czasoprzestrzeń) się rozszerza. Siła grawitacji może spowodować cofanie się materii, ale czy spowoduje kurczenie się przestrzeni? A co z czasem? Cofanie się galaktyk z pewnością nie spowoduje odwrócenia biegu czasu. To nie będzie jak na puszczonym odwrotnie filmie, na którym z sałatki można zrobić pomidor a z jajecznicy - jajko. Nawet idealne odwrócenie procesów nie powoduje powrotu do stanu początkowego (kłaniają się entropia i histereza).
Niezależnie od powyższego, nie ma możliwości, aby cała materia osiągnęła zagęszczenie choćby zbliżone do tego, jakie miała przed Wielkim Wybuchem. Chyba nie spodziewasz się, że materia będzie czekała z wybuchem aż do momentu osiągnięcia niesamowitego zagęszczenia? Galaktyki zaczną się zderzać w jeszcze dość znacznej odległości od "punktu zbornego". W wyniku takich zderzeń nie nastąpi koncentracja materii lecz lokalne wybuchy i lokalna ekspansja materii. Takich zderzeń i wybuchów będzie tym więcej, im bliżej będzie do tego hipotetycznego punktu. Jednak żaden z nich nie będzie Wielkim Wybuchem, który da początek nowemu Wszechświatowi. Będą to Małe lub Średnie Wybuchy, które będą powodować jakieś pulsacje Wszechświata. Będą to jednak oscylacje gasnące i w końcu nastąpi zatrzymanie.
Ostateczne modele Wszechświata są tylko dwa: Wszechświat rozszerzający się bez końca lub Wszechświat statyczny. Wszechświat pulsujący może być tylko stanem przejściowym.
|
|
|  | Michał Stanislawkiewicz (1358 punktów) (zablokowany) | > Jak wiadomo, siła grawitacji nie jest siłą quasi sprężystą, tzn. taką, która rośnie wraz z odległością. Wręcz przeciwnie, ona maleje i to bardzo szybko (proporcjonalnie do kwadratu odległości). Zatem jeżeli nawet materii w Kosmosie jest znacznie więcej, niż się obecnie sądzi, to i tak odległości pomiędzy jej skupiskami mogą być zbyt wielkie, aby siła grawitacji mogła zatrzymać lub cofnąć ekspansję Wszechświata.<Niekoniecznie. Strzelisz z karabinu do góry - grawitacja zostanie pokonana dzięki sile działającej na pocisk w chwili strzału. Ale po pewnym czasie pocisk wróci - ściągnie go grawitacja. Jest całkiem możliwe, że dzisiejsze rozszerzanie się znanego nam Wszechświata jest odpowiednikiem fazy wystrzału, tylko ze wzgledu na skalę trwa "nieco" dłużej. > Załóżmy jednak, że ekspansja Wszechświata zostanie powstrzymana i zacznie się on "zapadać". Z pewnością proces taki nie doprowadzi, jak się tego spodziewasz, do zapadnięcia się całej materii Kosmosu w jedno miejsce.<Ależ ja się wcale tego nie spodziewam! Zastanawiałeś sie kiedyś, czemu dziś materia we Wszechświecie jest rozmieszczona w tak niejednorodny sposób? Gdyby jej rozmieszczenie zależało tylko i wyłącznie od pierwotnego Wielkiego Wybuchu, to byłaby rozmieszczona bardziej regularnie - przy czym najwięcej było by jej na obrzeżach Wszechswiata. A tak nie jest. Śmiem podejrzewać, że przyczyną niejednorodności jest to, że Wielki Wybuch nie dał początkowi całemu dziejszemu Wszechświatowi i część dzisiejszej materii pochodzi z poprzedniego Wszechświata. (to mój drugi autorski pomysł, proszę zapamiętać autora  ) Jak to sobie wyobrażam: Następuje kolaps, Wszechświat sie zapada - coraz więcej materii ze zlewających się miliardów galaktyk formuje gigantyczną czarną dziurę. Po osiągnięciu pewnej masy ta czarna dziura wyzwala nieznane nam jeszcze mechanizmy powodujące zapadnięcie się tej ogromnej materii/energii do niewielkiej przestrzeni - po czym następuje Wielki Wybuch. W skali "mikro" - analogia do wybuchy supernowej. Materia powstała w Wielkim Wybuchu miesza sie z materią z poprzedniego Wszechswiata (to by tłumaczyło nadreprezentację pierwiastków cięższych od wodoru, helu i litu we współczesnym Wszechświecie nawet po uwzględnieniu tworzenia się ich we wnętrzu gwiazd), a różnice prędkości materii pochodzacej bezpośrednio z Wielkiego Wybuchu i tej, która nie zdążyła wpaść do Wielkiej Czarnej Dziury (pozostałość poprzedniego Wszechświata) powodują, że część materii oddala się szybciej, a część wolniej. > Ekspansja Wszechświata nie polega bowiem na rozszerzaniu się materii w przestrzeni. To przestrzeń (a właściwie czasoprzestrzeń) się rozszerza. Siła grawitacji może spowodować cofanie się materii, ale czy spowoduje kurczenie się przestrzeni? A co z czasem? Cofanie się galaktyk z pewnością nie spowoduje odwrócenia biegu czasu<To wszystko dla naszych rozważań nie ma najmniejszego znaczenia. Czy materia się oddala, czy przestrzeń rozszerza - wychodzi na jedno. Czas też nie jest istotny. > Ostateczne modele Wszechświata są tylko dwa: Wszechświat rozszerzający się bez końca lub Wszechświat statyczny.<Nie - to Wszechświat statyczny jest prawie niemożliwy. Spowolnienie a następnie zatrzymanie się Wszechświata jest bardzo mało prawdopodobne. Wtedy ilość materii i prędkość jej ucieczki musiałaby być "obliczona" z dokładnością do jednego kwantu i jednego parseka na nanosekundę. Wszechswiat może być albo rozszerzający się bez końca, albo pulsujący między kolejnymi Wielkimi Wybuchami. Nawet nie może być statyczny po osiągnięciu Wielkiego Kolapsu - jak by się wszystko zapadło i nie nastąpił kolejny Wielki Wybuch, to co spowodowało ten Wielki Wybuch, który dał początek dziesiejszemu Wszechświaowi? Bozia? Podobnie jak ludzie nie tak dawno żyjący nie potrafili sobie wyobrazić czegoś mniejszego jak atom i i większego jak Nasza Galaktyka, tak ty nie wyobrazasz sobie tego, że to, co uważamy za Wszechświat wcale nie musi być Wszechświatem, lecz wycinkiem większej ilości materii i energii, którą aktualnie dziś możemy obserwować. Choć rejestrujemy energię pochodzacą (według mnie) z innych odleglejszych "wszechświatów" - czyli promieniowanie tła.
|
|
| |  | | Ocykan (3528 punktów) | > >Załóżmy jednak, że ekspansja Wszechświata zostanie powstrzymana i zacznie się on "zapadać". Z pewnością proces taki nie doprowadzi, jak się tego spodziewasz, do zapadnięcia się całej materii Kosmosu w jedno miejsce.> Ależ ja się wcale tego nie spodziewam!.Piłat, którego za to szanuję, powiedział: Com napisał, napisałem. Natomiast Michał Stanislawkiewicz, którego również chciałbym szanować, zaprzecza temu co napisał. A napisał: >Może się okazać, że materii w Kosmosie jest na tyle dużo, że nie tylko grawitacja za ileś tam miliardów lat zatrzyma rozszerzanie się Wszechświata, ale doprowadzi do zapadania się całej materii Kosmosu w jedno miejsce. > najwięcej było by jej [materii] na obrzeżach Wszechswiata.> A tak nie jest.Tak by było, gdyby materia rozszerzała się w przestrzeni. Modelem takiej ekspansji materii są np. odłamki po wybuchu granatu. Ponieważ jednak to przestrzeń się rozszerza, materii jest wszędzie mniej więcej tyle samo. Modelem takiej ekspansji materii są rodzynki w rosnącym cieście (nie jest ich więcej na obrzeżach). > coraz więcej materii ze zlewających się miliardów galaktyk formuje gigantyczną czarną dziurę.Zderzenie obiektów kosmicznych nie kończy się ich "zlaniem" lecz większym lub mniejszym BUM. W przypadku zderzenia galaktyk będzie to całkiem spore BUM, choć do Wielkiego Wybuchu będzie mu jeszcze bardzo daleko. Czarne dziury nie powstają w wyniku zderzania się obiektów kosmicznych tylko w wyniku zapadnięcia się w sobie gwiazd (i to tylko określonego rodzaju). > Po osiągnięciu pewnej masy ta czarna dziura wyzwala nieznane nam jeszcze mechanizmy powodujące zapadnięcie się tej ogromnej materii/energii do niewielkiej przestrzeni - po czym następuje Wielki Wybuch.Skoro te mechanizmy są jeszcze nieznane, to skąd wiesz, ze wywołają właśnie taki skutek? I skąd wiesz, że w ogóle jakiekolwiek nieznane mechanizmy zostaną wyzwolone? > Nie - to Wszechświat statyczny jest prawie niemożliwy. Spowolnienie a następnie zatrzymanie się Wszechświata jest bardzo mało prawdopodobne.Mylisz się. Pulsujący wszechświat to pomysł amerykańskiego astrofizyka R.H. Dicke'ego. W modelu tym wszechświat przechodzi przez kolejne fazy ekspansji, kontrakcji i ponownej ekspansji. Model ten można traktować jako następujące po sobie Wielkie Wybuchy, z których każdy jest nieodróżnialny od pojedynczego Wielkiego Wybuchu. Model ten cieszy się prawdopodobnie najmniejszą popularnością i ma najmniej zwolenników. hipoteza.republika.pl/modele1.html> Podobnie jak ludzie nie tak dawno żyjący nie potrafili sobie wyobrazić czegoś mniejszego jak atom i i większego jak Nasza Galaktyka, tak ty nie wyobrazasz sobie tego, że to, co uważamy za Wszechświat wcale nie musi być Wszechświatem, lecz wycinkiem większej ilości materii i energii, którą aktualnie dziś możemy obserwować.Ty natomiast, moim zdaniem, wyobrażasz sobie zdecydowanie o wiele za dużo. A w ogóle to jesteś niekonsekwentny. W pierwszym swoim poście na samym wstępie określiłeś się jako laik, teraz zaś zaczynasz robić za autorytet. I to dosyć apodyktyczny.
|
|
| | |  | Michał Stanislawkiewicz (1358 punktów) (zablokowany) | > doprowadzi do zapadania się całej materii Kosmosu w jedno miejsce<No złapałeś mnie na przejęzyczeniu, które przecież wyjaśniłem dalej - to ma być ten powód do nieszanowania mnie? > Tak by było, gdyby materia rozszerzała się w przestrzeni. Modelem takiej ekspansji materii są np. odłamki po wybuchu granatu. Ponieważ jednak to przestrzeń się rozszerza, materii jest wszędzie mniej więcej tyle samo.<Wyjaśnij mi proszę, czemu wybuch granatu mają obowiązywać inne prawa fizyki, niż ucieczkę galaktyk? Albo przestrzeń się rozszerza i w przypadku granatu i galaktyk, albo materia się oddala od centrum wybuchu i w przypadku galaktyk i wybuchajacego granatu. > Zderzenie obiektów kosmicznych nie kończy się ich "zlaniem" lecz większym lub mniejszym BUM. W przypadku zderzenia galaktyk będzie to całkiem spore BUM, choć do Wielkiego Wybuchu będzie mu jeszcze bardzo daleko. Czarne dziury nie powstają w wyniku zderzania się obiektów kosmicznych tylko w wyniku zapadnięcia się w sobie gwiazd (i to tylko określonego rodzaju).<Zapomniałes dodać, że czarne dziury "wsysają" następnie okoliczną materię powiększając się bez "BUM", na co już od dawna są dowody. Ja tylko rozważam, że takie rosnące czarne dziury mogą się ze soba zlewać (bez BUM), by w przypadku zaistnienia kolapsu utworzyć czarną dziurę tak masywną, że zaistnieje w niej kolejny Wielki Wybuch. > Skoro te mechanizmy są jeszcze nieznane, to skąd wiesz, ze wywołają właśnie taki skutek? I skąd wiesz, że w ogóle jakiekolwiek nieznane mechanizmy zostaną wyzwolone?<Przypuszczam. Spekuluję. Daję temat do ciekawej dyskusji. Gdybym miał dowody, to przecież byś już rozmawiał z noblistą  > W pierwszym swoim poście na samym wstępie określiłeś się jako laik, teraz zaś zaczynasz robić za autorytet. I to dosyć apodyktyczny.<Daj sobie spokój z atakami osobistymi. Temat jest wystarczająco intrygujący, by nie schodzić na zbędne tematy poboczne. No to na temat - zetknąłem się z hipotezą, że przyjmowane przez większość astronomów tempo oddalania się najdalszych obiektów kosmicznych jest przesadzone. Oblicza się dzis powszechnie za Hubblem, stosując prawo Dopplera tempo oddalania się obiektów kosmicznych biorąc pod uwagę przesunięcie widma ich promieniowania ku czerwieni, bez uwzględniania innych możliwych czynników przesunięcia widma. Tymczasem najbardziej odległe kwazary mogą przez bardzo silne własne pole grawitacyjne same przesuwać widmo światła ku czerwieni i nie trzeba tego tłumaczyć tylko prędkością. Zreszta skąd ta ogromna prędkość? Tłumaczenie, że to Wielki Wybuch ją zainicjował musi prowadzić albo do nielogicznego wykrętu, że to nie materia się oddala od centrum wybuchu, tylko nie wiadomo czemu przestrzeń między materią (ponawiam pytanie - czemu nie dla wybuchu granatu?), albo zakładać niewyobrażalnie wielką energię Wielkiego Wybuchu - by rozpędzić najbardziej odległe kwazary do prędkości niewiele mniejszej od prędkości światła potrzeba ogromnej energii (ze wzoru E=mc2), której podczas Wielkiego Wybuchu po prostu brakuje. Co Ty na to?
|
|
| | | |  | | Ocykan (3528 punktów) | > Wyjaśnij mi proszę, czemu wybuch granatu mają obowiązywać inne prawa fizyki, niż ucieczkę galaktyk?> Albo przestrzeń się rozszerza i w przypadku granatu i galaktyk, albo materia się oddala od centrum wybuchu i w przypadku galaktyk i wybuchajacego granatu.Bo wybuch granatu jest wybuchem w dosłownym (pirotechnicznym) znaczeniu tego słowa i odbywa się w przestrzeni. Natomiast określenie Wielki Wybuch jest określeniem potocznym i lekko żartobliwym ( Big Bang - Wielkie Bum). W istocie nie był to żaden "wybuch" tylko ekspansja czasoprzestrzeni. Nie należy przecież wyobrażać sobie, że Wszechświat wybuchł jak, nie przymierzając, granat. Właściwie to wszelkie porównania zawodzą... Do najpopularniejszych objaśnień należą: rozdymanie się balonika, na którym naniesione są punkty obrazujące galaktyki, które "uciekają" od siebie, czyli każda od każdej; drugi model to rosnące ciasto, w które mniej więcej regularnie powtykano rodzynki - w miarę jak ciasto (pod wpływem drożdży) rośnie, rodzynki przedstawiające galaktyki również oddalają się od siebie (każda od każdej) - i nie ma wyróżnionego środka. urania.pta.edu.pl/upa6_2002.html> Zapomniałes dodać, że czarne dziury "wsysają" następnie okoliczną materię powiększając się bez "BUM", na co już od dawna są dowody. Ja tylko rozważam, że takie rosnące czarne dziury mogą się ze soba zlewać (bez BUM), by w przypadku zaistnienia kolapsu utworzyć czarną dziurę tak masywną, że zaistnieje w niej kolejny Wielki Wybuch.Mogą wsysać tylko okoliczną materię, dlatego ich możliwości powiększania się są ograniczone. A że są rozmieszczone bardzo rzadko - to i "zlewać" się za bardzo nie mogą. Poza tym czarne dziury również parują. Toteż przedstawiony przez Ciebie scenariusz powstania gigantycznej czarnej dziury jest mało prawdopodobny. > Zreszta skąd ta ogromna prędkość?Istnieje także dobry dowód na to, że wczesny Wszechświat mógł się rozszerzać szybciej niż prędkość światła. Możliwe jest powiększanie przestrzeni w taki sposób, że chociaż cząstki nie podróżują szybko, to przestrzeń pomiędzy cząstkami wzrasta ogromnie. wszechswiat.astrowww.pl/bigbang.html
|
|
| | | | |  | Michał Stanislawkiewicz (1358 punktów) (zablokowany) |
>Bo wybuch granatu jest wybuchem w dosłownym (pirotechnicznym) znaczeniu tego słowa i odbywa się w przestrzeni. Natomiast określenie Wielki Wybuch jest określeniem potocznym i lekko żartobliwym (Big Bang - Wielkie Bum). W istocie nie był to żaden "wybuch" tylko ekspansja czasoprzestrzeni.<
No dobrze, załóżmy, że Wielkie Bum faktycznie było ekspansją czasoprzestrzeni. Ale ja jestem upierdliwy i drążę dalej - to czasoprzestrzeń między galaktykami po kilkunastu miliardach lat od Big Bangu nadal się rozszerza, a po wybuchu granatu nie wiedzieć czemu już nie? Nie widzisz, że kupy się to "wyjaśnienie" nie trzyma?
I podajesz linki, w których zawarte sa bzdury, stojące w sprzeczności ze znaną nam fizyką, jak ten: "gęstość, i temperatura osiągają niemal nieskończenie wielką wartość, natomiast jego rozmiary są niemal zerowe." "Po upływie około 10 s od początku świata jego rozmiary przekroczyły już rozciągłość (we wszystkich kierunkach) naszego Układu Słonecznego"
Najdalszy element Układu Słonecznego (obłok Oorta) znajduje się odległości ok. 1 roku świetlnego od Słońca. W podanym przez Ciebie linku piszą, że tempo rozszerzanie się pierwotnego Wszechswiata z niemal zerowych rozmiarów do wielkości dzisiejszego Układu Słonecznego zajęło 10 sekund, czyli PONAD MILION razy szybciej niż biegnie światło w próżni. Litości... Przeciez w takim przypadku światło z tak szybko oddalających sie galaktyk by do nas nie docierało - no chyba, że "cóś" zatrzymuje tempo rozszerzania (miliony razy) - tylko co? Ale o tym za chwileczkę...
>Mogą wsysać tylko okoliczną materię, dlatego ich możliwości powiększania się są ograniczone. A że są rozmieszczone bardzo rzadko - to i "zlewać" się za bardzo nie mogą. Poza tym czarne dziury również parują. Toteż przedstawiony przez Ciebie scenariusz powstania gigantycznej czarnej dziury jest mało prawdopodobny.<
Ja pisałem o tworzeniu się hipotetycznej "super czarnej dziury" w warunkach zbliżającego się kolapsu, gdzie zagęszczenie materii staje sie coraz większe.
>Istnieje także dobry dowód na to, że wczesny Wszechświat mógł się rozszerzać szybciej niż prędkość światła. Możliwe jest powiększanie przestrzeni w taki sposób, że chociaż cząstki nie podróżują szybko, to przestrzeń pomiędzy cząstkami wzrasta ogromnie<
Jak pisałem wyżej - tempo rozszerzania sie Wszechświata nie mogło być większe niż prędkość światła przy założeniu Wszechswiata stale się rozszerzającego - bo żadnego światła z wyjątkiem najbliższych galaktyk byśmy nie zobaczyli. Jest to możliwe tylko dla przypadku ciągłego spadku prędkości rozszerzenia się Wszechświata dzięki grawitacji - ale zauważ że taka ewentualność MUSI!!!!!!!!! zakładać ciąg dalszy - czyli zatrzymanie się ekspansji, a następnie zmniejszanie się Wszechświata, a na końcu nieuchronny kolaps.
|
|
| | | | | |  | | Ocykan (3528 punktów) | >No dobrze, załóżmy, że Wielkie Bum faktycznie było ekspansją czasoprzestrzeni. Ale ja jestem upierdliwy i drążę dalej - to czasoprzestrzeń między galaktykami po kilkunastu miliardach lat od Big Bangu nadal się rozszerza, a po wybuchu granatu nie wiedzieć czemu już nie?
Z tego samego powodu, dla którego galaktyki mogą (przynajmniej teoretycznie) kiedyś zacząć się do siebie zbliżać, natomiast odłamki granatu - nie (nawet teoretycznie).
|
|
| | | | | | |  | Michał Stanislawkiewicz (1358 punktów) (zablokowany) |
>Z tego samego powodu, dla którego galaktyki mogą (przynajmniej teoretycznie) kiedyś zacząć się do siebie zbliżać, natomiast odłamki granatu - nie (nawet teoretycznie)<
Oczywiście, że odłamki granatu mogą się do siebie zbliżać po wybuchu. Jak eksploduje granat o małej sile wybuchu i dużej masie gdzieś w przestrzeni kosmicznej, to jego odłamki zaczną sie do siebie zbliżać i łączyć. Takim "granatem" był choćby nasz poczciwy Księżyc.
Zatem nadal upierdliwie się pytam - czemu wybuch granatu i powstanie Księżyca - a z drugiej strony obecną ucieczkę galaktyk - mają obowiązywać inne prawa fizyki????
|
|
| | | | | | | |  | | Ocykan (3528 punktów) | >Oczywiście, że odłamki granatu mogą się do siebie zbliżać po wybuchu. >Jak eksploduje granat o małej sile wybuchu i dużej masie gdzieś w przestrzeni kosmicznej, to jego odłamki zaczną sie do siebie zbliżać i łączyć.
Jeżeli "eksploduje", to z pewnością nie będzie to granat "o małej sile wybuchu". "Eksplodujący granat o małej sile wybuchu" to byt tego samego rodzaju co chłodny wrzątek, drewniany kamień lub młody staruszek. Określenia "eksplozja" używa się bowiem w przypadku, gdy szybkość rozchodzenia się fali uderzeniowej przekracza 400 m/s. Jeżeli jest niższa - używa się określenia "deflagracja". Zapewne jednak się przejęzyczyłeś (znowu) i chodziło Ci nie o "eksplozję granatu" tylko o eksplozję małej ilości materiału wybuchowego wewnątrz bardzo masywnego granatu. Jeżeli o to Ci chodzi - to oczywiście masz rację. Jeżeli wewnątrz granatu eksploduje odpowiednio dobrana ilość matriału wybuchowego, to granat jako taki nie wybuchnie tylko się po prostu rozsypie. Jeżeli w dodatku jego odłamki będą odpowiednio duże to istotnie mogą się zacząć zbliżać i łączyć. Byłby to jednak szczególny granat, wykonany specjalnie w celu przeprowadzenia takiego eksperymentu. W przypadku typowego granatu - na połączenie odłamków nie ma żadnych szans. Ta analogia jednak nijak się ma do Wielkiego Wybuchu. Przecież to nie była stosunkowo słaba ekspozja wewnątrz osobliwości początkowej, tylko ta osobliwość "eksplodowała". I z pewnością nie była to słaba "eksplozja" (nawet stosunkowo). Ponadto stosunek masy "odłamków" (galaktyki) do energii tej "eksplozji" jest znacznie mniejszy niż w przypadku granatu.
>Takim "granatem" był choćby nasz poczciwy Księżyc. >Zatem nadal upierdliwie się pytam - czemu wybuch granatu i powstanie Księżyca - a z drugiej strony obecną ucieczkę galaktyk - mają obowiązywać inne prawa fizyki????
Z powodu opisanego powyżej. Bo energia uderzenia, które "wybiło" część substancji Ziemi na orbitę, była znacznie (nieporównywalnie) mniejsza niż energia Wielkiego Wybuchu.
Dajmy zresztą spokój temu granatowi. Przecież ja nie twierdzę, że Wszechświat nie może "pulsować". Jak najbardziej może. Tyle, że nie bez końca. Tylko twory matematyczne (np. wahadło matematyczne) oscylują bez końca. Wszechświat zaś jest tworem fizycznym i w jego przypadku mogą to być wyłącznie oscylacje gasnące. Potem wszystko ustanie, nie wiadomo tylko w jakiej fazie. Bo wprawdzie wszystko płynie, ale do czasu. Gdyby było inaczej, Wszechświat byłby swojego rodzaju perpetuum mobile.
Sądzę, że na tym powinienem zakończyć te rozważania. Przypomniał mi się bowiem pewien dowcip rysunkowy. W zamierzchłych czasach komuny w tygodniku satyrycznym Szpilki był taki rysunek (aż dziw, że go cenzura puściła):
Sala wypełniona rzędami krzeseł, na których siedzą ludzie. Przed nimi mównica, za mównicą - lektor. Na ścianie wisi portret mężczyzny z białą brodą. Głowy postaci są duże i widać ich "zawartość". Słuchacze mają w głowach lampy naftowe, lektor - świecę. Z ust mówcy wychodzi "dymek", pokazujący o czym mówi. W "dymku" - żarówka. Postać na portrecie ma w głowie łuczywo.
I na tym forum niektórzy z nas "wyjaśniają" mądrzejszym od siebie sprawy, które przekraczają możliwość pojmowania jednych i drugich. Ponieważ nie chcę się znaleźć ani na pozycji tego lektora ani słuchacza - odpuszczam.
|
|
| | | | | | | | |  | Michał Stanislawkiewicz (1358 punktów) (zablokowany) | Z tym granatem ewidentnie nie rozumiesz - "mała" jest siła wybuchu względem założonej przeze mnie bardzo dużej masy granatu. I tyle.
>Jeżeli "eksploduje", to z pewnością nie będzie to granat "o małej sile wybuchu".Bo energia uderzenia, które "wybiło" część substancji Ziemi na orbitę, była znacznie (nieporównywalnie) mniejsza niż energia Wielkiego Wybuchu.<
No to upierdliwie wracam do meritum - na jakiej podstawie twierdzisz, że "rozszerzanie się przestrzeni" ma dotyczyć wielkich energii, a nie dotyczyć mniejszych? I jak już podasz przekonywującą odpowiedź - podaj też wartość graniczną tej energii. Może być w przybliżeniu.
>Wszechświat zaś jest tworem fizycznym i w jego przypadku mogą to być wyłącznie oscylacje gasnące. Potem wszystko ustanie, nie wiadomo tylko w jakiej fazie.<
Wiesz, co się dzieje na samiutkim początku Wielkiego Wybuchu? Bo jak nie, to przekonanie o gasnących oscylacjach nie musi być być prawdziwe.
>Gdyby było inaczej, Wszechświat byłby swojego rodzaju perpetuum mobile.<
Kto wie? Może jest, może nie jest?
>I na tym forum niektórzy z nas "wyjaśniają" mądrzejszym od siebie sprawy, które przekraczają możliwość pojmowania jednych i drugich. Ponieważ nie chcę się znaleźć ani na pozycji tego lektora ani słuchacza - odpuszczam.<
Nie odpuszczaj - nikt tu się nie wymądrza, tylko dyskutujemy. Mnie ta dyskusja zaciekawiła.
|
|
| | | | | |  | | zenek (69 punktów) | >Jak pisałem wyżej - tempo rozszerzania sie Wszechświata nie mogło być większe niż prędkość światła przy założeniu Wszechswiata stale się rozszerzającego
Bo cały czas traktujesz rozszerzanie się wszechświata jako rozchodzenie się materii w pustej przestrzeni. Tymczasem chodzi o rozszerzanie się samej przestrzeni. I nie możemy być pewni, że przestrzeń nie rozszerzała się szybciej niż obecna prędkość światła w próżni. Analogia Ocykana do ciasta z rodzynkami była dobra.
>- bo żadnego światła z wyjątkiem najbliższych galaktyk byśmy nie zobaczyli.
A widzimy tyle ile zdołało do nas światła, przez czas życia wszechświata, przywędrować. Co nie znaczy, że widzimy wszystko.
>Jest to możliwe tylko dla przypadku ciągłego spadku prędkości rozszerzenia się Wszechświata dzięki grawitacji - ale zauważ że taka ewentualność MUSI!!!!!!!!! zakładać ciąg dalszy - czyli zatrzymanie się ekspansji, a następnie zmniejszanie się Wszechświata, a na końcu nieuchronny kolaps.
Dlaczego musi? Oddziaływanie grawitacyjne maleje z kwadratem odległości, dlatego wydaje mi się, że prędkość rozchodzenia się może maleć asymptotycznie do pewnej wartości co nie znaczy, że musi nastąpić zatrzymanie i kolaps. Jest przecież coś takiego jak prędkość hiperboliczna. Poza tym wydawało mi się, że kilka lat temu odkryto, że tempo ekspansji wzrasta.
|
|
| | | | | | |  | Michał Stanislawkiewicz (1358 punktów) (zablokowany) |
>Bo cały czas traktujesz rozszerzanie się wszechświata jako rozchodzenie się materii w pustej przestrzeni. Tymczasem chodzi o rozszerzanie się samej przestrzeni. I nie możemy być pewni, że przestrzeń nie rozszerzała się szybciej niż obecna prędkość światła w próżni. <
A jak mam traktować? Przecież "rozszerzanie się samej przestrzeni" kilkanaście miliardów lat po Wielkim Wybuchu nie trzyma się kupy ani na zdrowy chłopski rozum, ani po uwzględnieniu znanych dziś praw fizyki. Z tego, co dziś wiemy - nic nie może się rozchodzić szybciej niż światło, zatem lepiej już wymyśl sobie brodatego Boga, niż nielogiczną i niepotwierdzoną bajeczkę o rozszerzaniu sie przestrzeni z prędkością wyższą od prędkości światła.
>Analogia Ocykana do ciasta z rodzynkami była dobra.<
To nie był pomysł Ocykana. Te przykłady (rozdymający się balonik i rosnące ciasto z rodzynkami) wydumali sobie już kilkadziesiąt lat temu ci, który nie mogąc logicznie wyjaśnić genezy Wszechświata uciekają się do bajek.
>Dlaczego musi? Oddziaływanie grawitacyjne maleje z kwadratem odległości, dlatego wydaje mi się, że prędkość rozchodzenia się może maleć asymptotycznie do pewnej wartości co nie znaczy, że musi nastąpić zatrzymanie i kolaps.<
Może, lecz jest to mało prawdopodobne. Oczywiscie przy założeniu, że pierwotne oddalanie się materii miało prędkość znacznie powyżej prędkości światła. Bo jak prędkość spadła tak bardzo - to będzie raczej dalej spadać najpierw do zera, a potem...
>Jest przecież coś takiego jak prędkość hiperboliczna.<
Przecież prędkość hiperboliczna nie maleje...
>Poza tym wydawało mi się, że kilka lat temu odkryto, że tempo ekspansji wzrasta.<
Odkryto tylko to, że im dalej obiekt jest od nas oddalony, tym większe jest przesunięcie jego widma ku czerwieni - nic więcej. Wyżej już pisałem, że wyjaśnieniem tego faktu nie musi być prędkość oddalanie się, lecz oddziaływania grawitacyjne. Dodam jeszcze tyle - im bardziej obiekt jest oddalony, tym większa musi być jego jasność (co ma związek z wielkością) byśmy go zauważyli. Zatem im dalej penetrujemy Kosmos, tym większe obiekty musimy obserwować (mniejszych nie zarejestrujemy). A im masywniejszy obiekt, tym bardziej jego własna grawitacja przesuwa obserwowane widmo ku czerwieni.
Prawda, że wyjaśnienie to jest nie tylko logiczne, ale wręcz eleganckie?
|
|
| | | | | | | |  | | zenek (69 punktów) | >A jak mam traktować? Przecież "rozszerzanie się samej przestrzeni" kilkanaście miliardów lat po Wielkim Wybuchu nie trzyma się kupy ani na zdrowy chłopski rozum, ani po uwzględnieniu znanych dziś praw fizyki.
Generalnie argumentowanie, że coś się nie trzyma kupy, bo na "chłopski rozum" nie pasuje jest ryzykowne, gdy mamy do czynienia ze zjawiskami spoza naszego codziennego doświadczenia. Wówczas nasza intuicja często zawodzi.
>>Z tego, co dziś wiemy - nic nie może się rozchodzić szybciej niż światło, zatem lepiej już wymyśl sobie brodatego Boga, niż nielogiczną i niepotwierdzoną bajeczkę o rozszerzaniu sie przestrzeni z prędkością wyższą od prędkości światła.
Dla uściślenia dodajmy że chodzi o prędkość światła w próżni. W innych ośrodkach niekoniecznie. I znowu nie możemy mieć pewności, że prędkość światła nie była zmienna w czasie. Mogę się zgodzić, że teoria o ekspansji przestrzeni nie opiera się na pewnych przesłankach. Natomiast nie nazwałbym jej nielogiczną. A już nijak ma się tempo ekspansji przestrzeni do prędkości światła w tej przestrzeni.
>>Dlaczego musi? Oddziaływanie grawitacyjne maleje z kwadratem odległości, dlatego wydaje mi się, że prędkość rozchodzenia się może maleć asymptotycznie do pewnej wartości co nie znaczy, że musi nastąpić zatrzymanie i kolaps.< >Może, lecz jest to mało prawdopodobne.
Spekulujesz. Niby czemu mało prawdopodobne.
>Oczywiscie przy założeniu, że pierwotne oddalanie się materii miało prędkość znacznie powyżej prędkości światła. Bo jak prędkość spadła tak bardzo - to będzie raczej dalej spadać najpierw do zera, a potem...
Przy założeniu, że mówimy o modelu wszechświata, który jest niezmienny w sensie stałych i ewentualnego rozszerzania przestrzeni. Natomiast w odniesieniu do modelu wszechświata ekspandującego (mam na myśli przestrzeń) powyższa argumentacja jest chybiona.
>>Jest przecież coś takiego jak prędkość hiperboliczna.< >Przecież prędkość hiperboliczna nie maleje...
Co chcesz przez to powiedzieć? Nie rozumiem.
>>Poza tym wydawało mi się, że kilka lat temu odkryto, że tempo ekspansji wzrasta.< >Odkryto tylko to, że im dalej obiekt jest od nas oddalony, tym większe jest przesunięcie jego widma ku czerwieni - nic więcej. Wyżej już pisałem, że wyjaśnieniem tego faktu nie musi być prędkość oddalanie się, lecz oddziaływania grawitacyjne. Dodam jeszcze tyle - im bardziej obiekt jest oddalony, tym większa musi być jego jasność (co ma związek z wielkością) byśmy go zauważyli. Zatem im dalej penetrujemy Kosmos, tym większe obiekty musimy obserwować (mniejszych nie zarejestrujemy). A im masywniejszy obiekt, tym bardziej jego własna grawitacja przesuwa obserwowane widmo ku czerwieni. >Prawda, że wyjaśnienie to jest nie tylko logiczne, ale wręcz eleganckie?
To rozumowanie ma istotne luki, moim zdaniem. Gdyby tak było, to masywne obiekty, znajdujące się w stosunkowo małych odległościach od nas, wykazywały by znacznie większe przesunięcie ku czerwieni niż mniej masywne. W szczególności efekt powinien być bardzo wyraźny w okolicy jądra naszej galaktyki - gdyby efektem przesunięcia widma była grawitacja a nie oddalanie. Efekt Dopplera jest dość dobrze poznanym zjawiskiem. Tymczasem nic nie wiem o mechaniźmie wpływu grawitacyjnego, który miał by powodować podobne efekty.
|
|
| | | | | | | | |  | Michał Stanislawkiewicz (1358 punktów) (zablokowany) | . >Generalnie argumentowanie, że coś się nie trzyma kupy, bo na "chłopski rozum" nie pasuje jest ryzykowne, gdy mamy do czynienia ze zjawiskami spoza naszego codziennego doświadczenia. Wówczas nasza intuicja często zawodzi.<
Właśnie dlatego dodałem, że nie trzyma się również praw fizyki.
>Dla uściślenia dodajmy że chodzi o prędkość światła w próżni. W innych ośrodkach niekoniecznie.<
To tak oczywiste, że pominąłem.
>I znowu nie możemy mieć pewności, że prędkość światła nie była zmienna w czasie.<
Nie mamy na to najmniejszego dowodu - zatem takie założenie jest równie bezsensowne, jak wymyślanie brodatego Boga grającego sobie z nami w kulki.
>Mogę się zgodzić, że teoria o ekspansji przestrzeni nie opiera się na pewnych przesłankach<
Nie opiera się na ŻADNYCH przesłankach. To taki sam rozpaczliwy wymysł dla ratowania kulawej teorii jak eter, dusza, czy Bóg.
>Gdyby tak było, to masywne obiekty, znajdujące się w stosunkowo małych odległościach od nas, wykazywały by znacznie większe przesunięcie ku czerwieni niż mniej masywne. W szczególności efekt powinien być bardzo wyraźny w okolicy jądra naszej galaktyki - gdyby efektem przesunięcia widma była grawitacja a nie oddalanie. >Efekt Dopplera jest dość dobrze poznanym zjawiskiem. Tymczasem nic nie wiem o mechaniźmie wpływu grawitacyjnego, który miał by powodować podobne efekty.<
Czarna dziura, która prawdopodobnie znajduje się w centrum naszej galaktyki już "pożarła", co miała pożreć. Zatem światło z jej dysku akrecyjnego i dżetów do nas nie dociera. To i przesunęcia widma nie ma - bo co ma się przesuwać, skoro jej najbliższe otoczenie nie emituje promieniowania do tego stopnia, że tej czarnej dziury możemy się tylko domyślać?? Za to kwazary mają czarne dziury nie tylko bardzo masywne, ale też emitujące mnóstwo promieniowania z "pożeranej" materii. To promieniowanie jest przez grawitację supermasywnej czarnej dziury będącej w centrum kwazara przesuwane ku czerwieni. Zatem moja hipoteza nadal jest nie zbita...
|
|
| | | | | | | | | |  | | zenek (69 punktów) | >Czarna dziura, która prawdopodobnie znajduje się w centrum naszej galaktyki już "pożarła", co miała pożreć.
Skąd wiesz?
>Zatem światło z jej dysku akrecyjnego i dżetów do nas nie dociera. To i przesunęcia widma nie ma - bo co ma się przesuwać, skoro jej najbliższe otoczenie nie emituje promieniowania do tego stopnia, że tej czarnej dziury możemy się tylko domyślać??
Spekulacje.
>Za to kwazary mają czarne dziury nie tylko bardzo masywne, ale też emitujące mnóstwo promieniowania z "pożeranej" materii. To promieniowanie jest przez grawitację supermasywnej czarnej dziury będącej w centrum kwazara przesuwane ku czerwieni. >Zatem moja hipoteza nadal jest nie zbita...
Twoja hipoteza to speakulacje niczym nie poparte, zatem o wartości brodatego, wspomnianego przez Ciebie. Nadal nie wyjaśniłeś mechanizmów zmiany widma promieniowania w Twojej teorii. Dlaczego obiekty pobliskie emitują mniej widma przesuniętego ku czerwieni, a obiekty odległe więcej? Zbieg okoliczności?
|
|
| | | | | | | | | | |  | Michał Stanislawkiewicz (1358 punktów) (zablokowany) | >Czarna dziura, która prawdopodobnie znajduje się w centrum naszej galaktyki już "pożarła", co miała pożreć.< >Skąd wiesz?<
Stąd, że nie ma widocznych ani dżetów, ani dysków akrecyjnych.
>Zatem światło z jej dysku akrecyjnego i dżetów do nas nie dociera. To i przesunęcia widma nie ma - bo co ma się przesuwać, skoro jej najbliższe otoczenie nie emituje promieniowania do tego stopnia, że tej czarnej dziury możemy się tylko domyślać??< >Twoja hipoteza to speakulacje niczym nie poparte, zatem o wartości brodatego, wspomnianego przez Ciebie. Nadal nie wyjaśniłeś mechanizmów zmiany widma promieniowania w Twojej teorii.< >Dlaczego obiekty pobliskie emitują mniej widma przesuniętego ku czerwieni, a obiekty odległe więcej? Zbieg okoliczności?<
Już to wyjaśniałem, ale jeszcze raz - im bardziej obiekty odległe, tym muszą mieć większą masę, byśmy mogli zarejestrować ich istnienie. Im większa masa, tym bardziej ich własna grawitacja przesuwa widmo ich promieniowania ku czerwieni.
Oczywiście nie neguję możliwości ucieczki galaktyk, tylko proponuję, by zweryfikować prędkość ucieczki uwzględniając zmieniającą widmo grawitację - a tego chyba jeszcze nikt nie robił, astronomowie zadowalają się samym efektem Dopplera.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | zenek (69 punktów) | >>>Czarna dziura, która prawdopodobnie znajduje się w centrum naszej galaktyki już "pożarła", co miała pożreć.< >>Skąd wiesz?< >Stąd, że nie ma widocznych ani dżetów, ani dysków akrecyjnych.
Ale co to ma do rzeczy? Twierdzisz, że grawitacja jest źródłem przesunięcia widma ku czerwieni? Teraz dodajesz warunek, że musi mieć dysk akrecyjny. A na otaczającą materię to nie wpływa? Czyżbyśmy poczerwienienie widma obserwowali tylko w przypadku obiektów z zaobserwowanymi jetami i dyskiem? Przecież źródłem światła odległej galaktyki nie jest tylko jej centrum.
>>Dlaczego obiekty pobliskie emitują mniej widma przesuniętego ku czerwieni, a obiekty odległe więcej? Zbieg okoliczności?< >Już to wyjaśniałem, ale jeszcze raz - im bardziej obiekty odległe, tym muszą mieć większą masę, byśmy mogli zarejestrować ich istnienie. Im większa masa, tym bardziej ich własna grawitacja przesuwa widmo ich promieniowania ku czerwieni.
Uparcie mówisz o bardzo masywnych obiektach, leżących tak daleko, że światło obiektów o mniejszej masie do nas nie dociera. Tymczasem prosta metoda weryfikacji Twojego twierdzenia polega na obserwacji obiektów masywnych, leżących na tyle blisko, że możemy także obserwować, dla porównania, obiekty mniej masywne. Bardzo łatwo byłoby wyznaczyć zależność między masą a poczerwienieniem - więcej, stanowiłoby to dodatkową (obok gwiazd zmiennych) metodę oceny odległości w jakiej znajduje się dany obiekt. Obawiam się, że astronomowie nie korzystają z tego mechanizmu dlatego, że on po prostu nie występuje. Co więcej, poczerwienienie powinno być bardzo wyraźne w przypadku obiektów soczewkowanych grawitacyjnie (gdyby to grawitacja była jego źródłem), w porównaniu do obiektów, których światło nie przechodzi w pobliżu dużej masy.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | Michał Stanislawkiewicz (1358 punktów) (zablokowany) |
> Ale co to ma do rzeczy? Twierdzisz, że grawitacja jest źródłem przesunięcia widma ku czerwieni? Teraz dodajesz warunek, że musi mieć dysk akrecyjny. A na otaczającą materię to nie wpływa?<Ten warunek wynika z prostej zależności - siła grawitacji zmienia się z odległością podniesioną do kwadratu. Dysk akrecyjny wskazuje, że promieniująca w pobliżu czarnej dziury materia jest bardzo blisko tej dziury, albo dziura jest bardzo masywna - na tyle blisko, by docierajace do nas widmo tego promieniowania przesunąć ku czerwieni. Jak dysku akrecyjnego nie ma - promieniująca materia jest od czarnej dziury daleko - zatem i grawitacja jest juz słabsza, jak i przesunięcie widma mniejsze. > Czyżbyśmy poczerwienienie widma obserwowali tylko w przypadku obiektów z zaobserwowanymi jetami i dyskiem<W szczególności - tak się składa, że kwazary (gdzie i dyski akrecyjne i dżety są największe, często wielkości galaktyki) mają widmo najbardziej przesunięte ku czerwieni. Tłumaczy się to ich wiekiem (młodym, rzekomo oddalają się od nas z prędkością bliska świetlnej i podobno widzimy na nich to, co działo się miliardy lat temu) oraz prędkościa ucieczki. Ale wpływu grawitacji na przesunięcie widma nikt nie uwzględnia. A może kwazary wcale nie są tak daleko, jak wynika z efektu Dopplera? > Uparcie mówisz o bardzo masywnych obiektach, leżących tak daleko, że światło obiektów o mniejszej masie do nas nie dociera.<> Tymczasem prosta metoda weryfikacji Twojego twierdzenia polega na obserwacji obiektów masywnych, leżących na tyle blisko, że możemy także obserwować, dla porównania, obiekty mniej masywne.<> Bardzo łatwo byłoby wyznaczyć zależność między masą a poczerwienieniem - więcej, stanowiłoby to dodatkową (obok gwiazd zmiennych) metodę oceny odległości w jakiej znajduje się dany obiekt.<Pięknie, ślicznie, jest tylko jeden szkopuł - w naszej galaktyce obiekty mają masy stosunkowo małe, poza hipotetyczną czarną dziurą w centrum, której tylko się domyślamy. A w innych galaktykach nie potrafimy dojrzeć obiektów małych. Jak zatem chcesz weryfikować? > Obawiam się, że astronomowie nie korzystają z tego mechanizmu dlatego, że on po prostu nie występuje.<Co nie występuje? Grawitacyjne przesunięcie widma ku czerwieni? Oto cytat i link: "Zmiana długości fali (energii) fotonu może powstać nie tylko w wyniku zjawiska Dopplera. W kontekście astrofizycznym istotną rolę odgrywa tzw. przesunięcie grawitacyjne. Foton wyemitowany z obszaru o wysokim ujemnym potencjale grawitacyjnym (np. z powierzchni zwartego masywnego obiektu - białego karła lub gwiazdy neutronowej) część swej energii zużywa na pokonanie bariery potencjału. Przesunięcie grawitacyjne w tym wypadku - podobnie do efektu Dopplera, spowodowanego ucieczką galaktyk - następuje w stronę długich fal." www.wiw.pl/astronomia/1103-kosmologia.asp> Co więcej, poczerwienienie powinno być bardzo wyraźne w przypadku obiektów soczewkowanych grawitacyjnie (gdyby to grawitacja była jego źródłem), w porównaniu do obiektów, których światło nie przechodzi w pobliżu dużej masy.<Soczewkowanie nie spowoduje przesunięcia widma, a tylko zakrzywienie już istniejącej fali. Bo promieniowanie powstałe gdzies indziej przechodzi OBOK soczewkującego obiektu. Na tej samej zasadzie rozpędzony samochód nie zwolni na łagodnym łuku drogi. By poczerwienienie było grawitacyjnie zauważalne, źródło promieniowania musi być w okolicy obiektu masywnego - analogia z samochodem - jadąc pod górkę nie rozpędzi się do takich prędkości, jak po prostej drodze.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | zenek (69 punktów) | > >Uparcie mówisz o bardzo masywnych obiektach, leżących tak daleko, że światło obiektów o mniejszej masie do nas nie dociera.<> >Tymczasem prosta metoda weryfikacji Twojego twierdzenia polega na obserwacji obiektów masywnych, leżących na tyle blisko, że możemy także obserwować, dla porównania, obiekty mniej masywne.<> >Bardzo łatwo byłoby wyznaczyć zależność między masą a poczerwienieniem - więcej, stanowiłoby to dodatkową (obok gwiazd zmiennych) metodę oceny odległości w jakiej znajduje się dany obiekt.<> Pięknie, ślicznie, jest tylko jeden szkopuł - w naszej galaktyce obiekty mają masy stosunkowo małe, poza hipotetyczną czarną dziurą w centrum, której tylko się domyślamy. A w innych galaktykach nie potrafimy dojrzeć obiektów małych.> Jak zatem chcesz weryfikować?Bo to co piszesz jest nieprawdą zwyczajnie. Możemy na przykład obserwować pojedyncze, bardzo masywne gwiazdy w M31. Spokojnie spełniają wymóg obiektów małych w porównaniu do jądra galaktyki. > Co nie występuje? Grawitacyjne przesunięcie widma ku czerwieni?> Oto cytat i link:> "Zmiana długości fali (energii) fotonu może powstać nie tylko w wyniku zjawiska Dopplera. W kontekście astrofizycznym istotną rolę odgrywa tzw. przesunięcie grawitacyjne. Foton wyemitowany z obszaru o wysokim ujemnym potencjale grawitacyjnym (np. z powierzchni zwartego masywnego obiektu - białego karła lub gwiazdy neutronowej) część swej energii zużywa na pokonanie bariery potencjału. Przesunięcie grawitacyjne w tym wypadku - podobnie do efektu Dopplera, spowodowanego ucieczką galaktyk - następuje w stronę długich fal."> www.wiw.pl/astronomia/1103-kosmologia.aspOk, to mnie przekonuje, że w ogóle takie zjawisko może występować. Zauważ jednak - z cytowanego przez Ciebie artykułu wynika, że odnosi się to do szczagólnej klasy obiektów. Jeśli wolno zacytować dalszy fragment tego samego tekstu: "Istnienie przesunięć niekosmologicznych mogłyby potwierdzić obserwacje powiązanych ze sobą fizycznie obiektów, posiadających wyraźnie różne przesunięcia. Mimo ogromnego wysiłku wielu obserwatorów nie ma w tej chwili przekonujących dowodów, że takie obiekty istnieją." źródło: www.wiw.pl/astronomia/1103-kosmologia.aspNie twierdzę, że nie możesz mieć racji. Ale to Ty, nie ja, powinieneś przedstawić metody falsyfikacji tej teorii. Tymczasem niepokoi mnie, że przedstawiasz ją, sugerując jednocześnie, że nie jest możliwe zbadanie jej poprawności, że efekty są nieodróżnialne od przesunięcia dopplerowskiego. Moim zdaniem zbadanie jej prawdziwości jest możliwe i najwyraźniej nie tylko ja tak uważam, skoro są podejmowane w tym kierunku wysiłki. Jak dotąd bezowocne.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | Michał Stanislawkiewicz (1358 punktów) (zablokowany) |
> Bo to co piszesz jest nieprawdą zwyczajnie. Możemy na przykład obserwować pojedyncze, bardzo masywne gwiazdy w M31. Spokojnie spełniają wymóg obiektów małych w porównaniu do jądra galaktyki.<Te gwiazdy są tak słabo widoczne, że trudno je dziś dawać na punkt odniesienia. Lecz przyjrzyj się zdjęciom podanej prze Ciebie galaktyki M31: members.ch(*)omia/zdjecia/galaktyki/m31.jpgnews.astronet.pl/news.cgi?1027Czy nie widać, że zawierajace mniej materii obrzeża są bardziej fioletowe, niż bardziej gęste (i masywne) okolice centrum? Czyli (uwzględniając przybliżanie się tej galaktyki do naszej) centrum ma przesunięcie widma ku czerwieni? Ten efekt jeszcze lepiej widać na zdjęciu innej galaktyki: www.wiw.pl/astronomia/1001-g-m100.aspCzym wytłumaczysz, że jej mniej gęste obrzeża mają kolor fioletowy, a bliższe centrum, gdzie zagęszczenie gwiazd jest wiekszę - czerwony, jak nie wpływem grawitacji, zmieniającej widmo? > Tymczasem niepokoi mnie, że przedstawiasz ją, sugerując jednocześnie, że nie jest możliwe zbadanie jej poprawności, że efekty są nieodróżnialne od przesunięcia dopplerowskiego. Moim zdaniem zbadanie jej prawdziwości jest możliwe i najwyraźniej nie tylko ja tak uważam, skoro są podejmowane w tym kierunku wysiłki. Jak dotąd bezowocne.<Ależ ja bynajmniej nie twierdzę, że tak jest naprawdę. Przedstawiłem tylko hipotezę - nikt jeszcze nie sugerował, że tak silne przesunięcie widma ku czerwieni dla silnie świecących i bardzo masywnych kwazarów może wynikać nie tylko z dużej prędkości ucieczki, według dzisiejszych hipotez tak dużej, że aby teoria trzymała się kupy trzeba było stworzyć pojęciowego dziwoląga w postaci "rozszerzania się przestrzeni", ale też z dodatkowego czynnika - wpływu grawitacji - wtedy prędkość ucieczki kwazarów może być mniejsza. Jak znasz jakiś astronomów - to im podpowiedz, by poszukali dowodów.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | | zenek (69 punktów) | > Lecz przyjrzyj się zdjęciom podanej prze Ciebie galaktyki M31:> members.ch(*)omia/zdjecia/galaktyki/m31.jpg> news.astronet.pl/news.cgi?1027> Czy nie widać, że zawierajace mniej materii obrzeża są bardziej fioletowe, niż bardziej gęste (i masywne) okolice centrum? Czyli (uwzględniając przybliżanie się tej galaktyki do naszej) centrum ma przesunięcie widma ku czerwieni?> Ten efekt jeszcze lepiej widać na zdjęciu innej galaktyki:> www.wiw.pl/astronomia/1001-g-m100.asp> Czym wytłumaczysz, że jej mniej gęste obrzeża mają kolor fioletowy, a bliższe centrum, gdzie zagęszczenie gwiazd jest wiekszę - czerwony, jak nie wpływem grawitacji, zmieniającej widmo?Chyba mnie podpuszczasz. Na podstawie fotek znalezionych w sieci chcesz wyciągać jakiekolwiek wnioski? Ich kolorystyka o niczym nie świadczy (pomijając, że są marnej jakości). Trzeba by mieć pierwotny materiał, znać charakterystykę detektora (który powinen mieć odpowiedni zakres czułości poza światłem widzialnym) i pewnie masę innych aspektów, na których się nie znam. > Jak znasz jakiś astronomów - to im podpowiedz, by poszukali dowodów.Z tekstu, którego fragment cytowałeś wcześniej wynikało, że są ludzie, którzy takich dowodów poszukują. Jednak ten, jak go nazwałeś, "pojęciowy dziwoląg" jest obecnie najbardziej popularnym wśród specjalistów modelem. Tak czy inaczej miło było się posprzeczać, bo czegoś się przy okazji dowiedziałem. Pozdrawiam
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | Michał Stanislawkiewicz (1358 punktów) (zablokowany) |
>Chyba mnie podpuszczasz. Na podstawie fotek znalezionych w sieci chcesz wyciągać jakiekolwiek wnioski? Ich kolorystyka o niczym nie świadczy (pomijając, że są marnej jakości). Trzeba by mieć pierwotny materiał, znać charakterystykę detektora (który powinen mieć odpowiedni zakres czułości poza światłem widzialnym) i pewnie masę innych aspektów, na których się nie znam.<
Jak się nie znasz (ja zresztą też) - to czemu a priori odrzucasz przesłankę, z której jak byk wynika, że światło widzialne docierające do nas z takich galaktyk, które mają większe skupiska masy w środku, a mniejsze na obrzeżach (spiralne) - ma przesunięcie okolic środka ku czerwieni? Przejrzyj sobie zdjęcia różnych galaktyk - czemu dla spiralnych to zjawisko jest powszechne, a dla innych, gdzie nie ma tak znaczących różnic w zagęszczeniu materii - już nie? Te fotki nie są dowodem niezbitym, lecz powinny nakłonić do sprawdzenia.
>Jednak ten, jak go nazwałeś, "pojęciowy dziwoląg" jest obecnie najbardziej popularnym wśród specjalistów modelem.<
Powszechność teorii nie świadczy o jej prawdziwości. Kiedyś powszechnie uważano, że Ziemia jest płaska.
P.S. My się wcale nie sprzeczaliśmy, tylko wymienialiśmy myśli. Pozdrowionka!
|
|
| | | | | | | |  | | Kortez (142 punktów) | >A jak mam traktować? Przecież "rozszerzanie się samej przestrzeni" kilkanaście miliardów >lat po Wielkim Wybuchu nie trzyma się kupy ani na zdrowy chłopski rozum, ani po >uwzględnieniu znanych dziś praw fizyki. Z tego, co dziś wiemy - nic nie może się >rozchodzić szybciej niż światło, zatem lepiej już wymyśl sobie brodatego Boga, niż >nielogiczną i niepotwierdzoną bajeczkę o rozszerzaniu sie przestrzeni z prędkością wyższą >od prędkości światła.
Nic materialnego nie może się rozchodzić z prędkością większą od prędkości światła. Z tego co wiem rozszerzającej się przestrzeni takie ogranczenie nie dotyczy.
|
|
| | | | | | | | |  | Michał Stanislawkiewicz (1358 punktów) (zablokowany) |
>Nic materialnego nie może się rozchodzić z prędkością większą od prędkości światła.<
>Z tego co wiem rozszerzającej się przestrzeni takie ogranczenie nie dotyczy.<
A może jakiś dowodzik? Nie tylko na to, że "rozszerzającej się przestrzeni takie ogranczenie nie dotyczy", ale podstawowy - na to, że rozszerzanie się przestrzeni rzeczywiście zachodzi?
|
|
| | | | | |  | | TyDraniu (6569 punktów) | >Najdalszy element Układu Słonecznego (obłok Oorta) znajduje się odległości ok. 1 roku świetlnego od Słońca. W podanym przez Ciebie linku piszą, że tempo rozszerzanie się pierwotnego Wszechswiata z niemal zerowych rozmiarów do wielkości dzisiejszego Układu Słonecznego zajęło 10 sekund, czyli PONAD MILION razy szybciej niż biegnie światło w próżni. >Litości... Przeciez w takim przypadku światło z tak szybko oddalających sie galaktyk by do nas nie docierało - no chyba, że "cóś" zatrzymuje tempo rozszerzania (miliony razy) - tylko co?
Obecnie uważa się, że Wszechświat pojawił się raczej na bardzo dużej przestrzeni, a nie w jakimś konkretnym punkcie. Nastąpił Wielki Wybuch i właściwie od razu Wszechświat był ogromny, miał jakieś 100 miliardów lat świetlnych rozpiętości. Ta całość, 1011 lat św. przestrzeni, z czasem zaczęła ewoluować. Obecnie, na osi czasu znajdujemy się 12*109 lat od tamtego momentu. Nie jesteśmy w stanie dostrzec krawędzi przestrzeni Wszechświata, ponieważ światło sprzed 50 miliardów lat nie zdążyło jeszcze dotrzeć do nas. Horyzont, jaki widzimy, nie jest granicą przestrzeni, tylko czasu.
|
|
| Ocykan (3528 punktów) | Po wypiciu popołudniowej kawy i ponownym przemyśleniu hipotezy przedstawionej przez p. Misia, doszedłem do wniosku, iż ona tylko pozornie jest poprawna ideologicznie. W istocie jest równie "reakcyjna" jak teoria Wielkiego Wybuchu. No bo pomyślmy:
Załóżmy, że istnieją dwa Kosmosy, które zachowują się tak, jakby były połączone sprężyną - oddalają się i zbliżają do siebie. Załóżmy, że mogą się zderzać. Załóżmy również, że w wyniku takiego zderzenia nie nastąpi jeden superwybuch (w wyniku którego substancja obu Kosmosów ulegnie "wymieszaniu" i powstanie jeden Superkosmos), tylko dwa odrębne wybuchy (po jednym w każdym z Kosmosów). Takie wybuchy nie spowodują jednak przecież kolapsu żadnego z tych Kosmosów, tylko ich gwałtowną ekspansję. A właściwie to gwałtowne przyśpieszenie ich ekspansji, która przecież już ma miejsce. Nie spowodują zatem pulsowania Wszechświata, jak się tego spodziewa p. Miś. Wszechświat będzie się rozszerzał bez końca, tyle, że po każdym zderzeniu coraz szybciej. Nie będzie to zatem Wszechświat pulsujący, tylko rozszerzający się (z cyklicznymi przyśpieszeniami tempa ekspansji). A skoro się tylko rozszerza - to od jakiegoś stanu początkowego. I stare pytanie "co było na początku?" jest w dalszym ciągu aktualne.
I co bardziej poprawnego ideologiczne jest w teorii, która nie zakłada (jak teoria WW), że na początku była osobliwość, która nie wiedzieć dlaczego "wzięła i wybuchła", tylko, że były dwie osobliwości, które nie wiedzieć dlaczego (i skąd) były jakby połączone sprężyną i które nie wiedzieć dlaczego się zderzyły?
|
|
 | | APawłowski (1150 punktów) | Z hipotezami jest tak że jak się wypowie jedną, to niemal zawsze, do niej trzeba dodać kilka innych, aby sie jakoś zgodziło. Jeśli rozwinąć tą hipotezę, to trzeba przyjąć, że pomiędzy oboma wszechświatami istnieje jakaś siła związana ich przeciwną polaryzacją, jednak na tyle słaba, że oba wszechświaty nie mogą się odsunąć od siebie w tym piątym wymiarze zbyt daleko. To może tłumaczyć niemożność zarejestrowania owej siły. Jednak różnica potencjałów jest na tyle istotna, że w momencie zetknięcia się obu wszechświatów, dochodzi do destrukcji obu a w wyniku uwalniają się dwie energie ponownie przeciwnie spolaryzowane. Co o tym sądzisz? Wiem, nadal nie ma tu nic o skurczeniu się owych wszechświatów w chwili ich zetknięcia.
|
|
|  | | Ocykan (3528 punktów) | >Co o tym sądzisz?
Jeżeli pomiędzy obiektami znajdującymi się w różnych wymiarach mogą oddziaływać jakiekolwiek siły - to prawdopodobnie masz rację.
>Wiem, nadal nie ma tu nic o skurczeniu się owych wszechświatów w chwili ich zetknięcia.
Niestety.
|
|
| |  | | APawłowski (1150 punktów) | >>Co o tym sądzisz? >Jeżeli pomiędzy obiektami znajdującymi się w różnych wymiarach mogą oddziaływać jakiekolwiek siły - to prawdopodobnie masz rację.
Z teorii pola wynika, że dwa ośrodki przeciwnie spolaryzowane oddziaływają na siebie. I chodzi mi o istnienie tej siły jedynie w tym piątym wymiarze. W każdym z czterech wewnętrznych wymiarów ta siła może nie istnieć. A racji wcale nie muszę mieć bo to jedynie moja fantazja bardziej niż coś co chciałbym udowadniać
|
|
| real | Wszechświat jest. Wybuch nawet gdyby był, to tylko potem, nie przedtem, ani poza.
|
|
 | | APawłowski (1150 punktów) | >Wszechświat jest. >Wybuch nawet gdyby był, to tylko potem, nie przedtem, ani poza. > A w jaki sposób????
|
|
|  | | real | >>Wszechświat jest. >>Wybuch nawet gdyby był, to tylko potem, nie przedtem, ani poza. >>A w jaki sposób????
Niewiele zmieniło się w tej sprawie od czasów wczesnego Einsteina: Wszechświat jest prawdopodobnie nieskończony i nie może ekspandować globalnie.
Model statycznego Wszechświata funkcjonuje prawidłowo, a skąd to wszystko się wzięło nie dowiemy się nigdy.
|
|
| |  | | APawłowski (1150 punktów) | >Niewiele zmieniło się w tej sprawie od czasów wczesnego Einsteina: >Wszechświat jest prawdopodobnie nieskończony i nie może ekspandować globalnie. A ja mam jedno pytanie. Dlaczego w nocy jest ciemno? Niby głupie i nie na temat. Ale jeśli jest nieskończony to gdzie jest ta energia którą produkują gwiazdy i planety (we wnętrzu naszej ziemi również następują reakcje jądrowe w wyniku których wydziela się sporo ciepła). Założenie że wszechświat jest nieskończony implikuje założenie że jest w nim nieskończona ilość gwiazd które produkują nieskończoną ilość energii w efekcie czego wszechświat musiał by być znacznie cieplejszy, do tego stopnia że wszystko by świeciło niczym rozżarzony tygiel. Tymczasem średnia temperatura wszechświata jest jednak niziutka, kilka stopni Kelwina.
|
|
| | |  | | Kortez (142 punktów) | >Niby głupie i nie na temat. Ale jeśli jest nieskończony to gdzie jest ta energia którą >produkują gwiazdy i planety (we wnętrzu naszej ziemi również następują reakcje jądrowe >w wyniku których wydziela się sporo ciepła). Założenie że wszechświat jest nieskończony >implikuje założenie że jest w nim nieskończona ilość gwiazd które produkują >nieskończoną ilość energii w efekcie czego wszechświat musiał by być znacznie >cieplejszy, do tego stopnia że wszystko by świeciło niczym rozżarzony tygiel. Tymczasem średnia temperatura wszechświata jest jednak niziutka, kilka stopni Kelwina.
Pytanie dlaczego w nocy jest ciemno sformułował w 1823 r. Heinrich Olberts. Odpowiedź jest oczywista: wynika z tego, że wszechświat o jednorodnym rozkładzie gwiazd nie może rozciągać się w nieskończoność.
|
|
| | | |  | Michał Stanislawkiewicz (1358 punktów) (zablokowany) |
>Pytanie dlaczego w nocy jest ciemno sformułował w 1823 r. Heinrich Olberts. >Odpowiedź jest oczywista: wynika z tego, że wszechświat o jednorodnym rozkładzie gwiazd nie może rozciągać się w nieskończoność.<
Odpowiedź nie jest oczywista. Może wszeświat rozciągać się w nieskończoność i może jednocześnie być ciemno w nocy. Jedno drugiego nie wyklucza. Musimy tylko uznać, że w nieskończonym Wszechświecie więcej jest materii ciemnej niż emitującej światło. Wtedy promieniowanie wysłane przez baaaardzo odległe źródło światła zostanie pochłonięte przez przesłaniającą je nieuchronnie ciemną materię. I nie widzimy go tak samo, jak nie widzimy świateł odległego samochodu w nocy podczas mgły.
|
|
| | |  | | Baraban | >jeśli [wszechświat] jest nieskończony to gdzie jest ta energia którą produkują gwiazdy i planety [...] Założenie że wszechświat jest nieskończony implikuje założenie że jest w nim nieskończona ilość gwiazd które produkują nieskończoną ilość energii w efekcie czego wszechświat musiał by być znacznie cieplejszy, do tego stopnia że wszystko by świeciło niczym rozżarzony tygiel. Tymczasem średnia temperatura wszechświata jest jednak niziutka, kilka stopni Kelwina.
Po pierwsze, wszechświat nie jest ograniczony ale jest skończony. Podobnie jak dla istot dwuwymiarowych powierzchnia kuli nie jest ograniczona ale jednak jest skończona. Po drugie, nawet gdyby był nieskończony (pod względem "objętości"), to ilość materii w nim jest skończona. Dowodzi tego nie tylko fakt, że w nocy jest ciemno (światło może być przesłaniane przez "ciemną materię"), lecz również to, że Ziemia nas przyciąga. Gdyby bowiem we wszechświecie była nieskończona ilość materi - z kazdej strony działałaby na nas nieskończenie wielka siła grawitacji, wobec której przyciąganie Ziemi to byłoby tyle co nic. Żylibyśmy zatem w stanie nieważkości, i ile nie zostalibyśmy przez tę nieskończoną grawitację rozerwani.
|
|
| | | |  | Michał Stanislawkiewicz (1358 punktów) (zablokowany) | >Założenie że wszechświat jest nieskończony implikuje założenie że jest w nim nieskończona ilość gwiazd które produkują nieskończoną ilość energii w efekcie czego wszechświat musiał by być znacznie cieplejszy, do tego stopnia że wszystko by świeciło niczym rozżarzony tygiel<
Bynajmniej. jezeli przesłaniającej promieniowanie ciemnej materii jest więcej niż tej wydzielającej promieniowanie, to promieniowanie pochodzace od odległych obiektów zostanie pochłonięte przez ciemne obiekty znajdujace się na jego drodze - o czym już pisałem. Kiedy na powierzchni Ziemi jest cieplej - w upalny słoneczny letni dzień przed zaćmieniem Słońca, czy chwilę później podczas całkowitego zaćmienia Słońca?
>Dowodzi tego nie tylko fakt, że w nocy jest ciemno (światło może być przesłaniane przez "ciemną materię"), lecz również to, że Ziemia nas przyciąga. Gdyby bowiem we wszechświecie była nieskończona ilość materi - z kazdej strony działałaby na nas nieskończenie wielka siła grawitacji, wobec której przyciąganie Ziemi to byłoby tyle co nic. Żylibyśmy zatem w stanie nieważkości, i ile nie zostalibyśmy przez tę nieskończoną grawitację rozerwani.<
Przykład z grawitacją też nietrafiony. Grawitacja jest siłą. której wektory się znoszą, gdy ta sama siła działa z przeciwnych stron. Przy założeniu nieskończoności Wszechświata siła grawitacji to plus nieskończoność z jednej strony, plus nieskończonośc z drugiej. Wynik = zero. Nieważkość.
Ale dodatkowo grawitacja jest siłą, której wartość zmienia się wraz z kwadratem odległości - czyli wystarczy w twoim pobliżu umieścić obiekt wywierający na Ciebie dodatkową siłę grawitacyjną (Ziemię), by w kosmicznej nieważkości wynikającej ze znoszących się oddziaływań grawitacyjnych teoretycznie nieskończenie masywnego Wszechświata ujawniła się grawitacja ziemska.
A teraz głupie pytanie - jeżeli Wszechsiwat ma być skończony, a my podobno nie znajdujemy się w jego centrum - czemu do tej pory nie odkryto silniejszego oddziaływania grawitacyjnego z jednej strony Kosmosu, a słabszego z drugiej?
|
|
| | |  | | Tofik (5585 punktów) | No dobra, powiedzmy, że Twoje argumenty na nieskończoność są prawdziwe (chociaż energia rozchodząc się traci swoją temperaturę i widoczność). Jak wyobrażasz sobie, że Wszechświat może być skończony? Wyobraź sobie, że lecisz przez kosmos jakąś świeną, wytrzymałą maszyną, przelatujesz przez czarne dzióry itp., a na końcu walniesz w ścianę za którą nie ma nic, żadnej przestrzeni. Dziwne prawda?
"Bez bogów można żyć normalnie. BEZ ROZUMU - NIE!" Drobner
|
|
| |  | | Kortez (142 punktów) |
>Model statycznego Wszechświata funkcjonuje prawidłowo, >a skąd to wszystko się wzięło nie dowiemy się nigdy.
Wszechświat nie może być statyczny z czego zdno sobie sprawę już w XIX wieku. Nie jest to możliwe ze względu na grawitację. Statyczny wszechświat musiałby się ,,zapaść". Nawet hipotetyczna siła równoważąca grawitcję nie pomoże. Nie byłaby to równowaga stała. Jeśli gwiazdy w pewnym obeszarz zblizyły by się do siebie nawet nieznacznie, powodując wzmocnienie sły przyciągającej, siły odpychające zostałyby pokonane i gwiazdy runęłyby na siebie.I odwrotnie, gdyby gwiazdy oddaliły się nieco od siebie .........
|
|
| | |  | | real | >Nie jest to możliwe ze względu na grawitację. Statyczny wszechświat musiałby się ,,zapaść". Nawet hipotetyczna siła równoważąca grawitcję nie pomoże. Nie byłaby to równowaga stała. Jeśli gwiazdy w pewnym obeszarz zblizyły by się do siebie nawet nieznacznie, powodując wzmocnienie sły przyciągającej, siły odpychające zostałyby pokonane i gwiazdy runęłyby na siebie.I odwrotnie, gdyby gwiazdy oddaliły się nieco od siebie .........
Jeśli nie założysz sobie, że istnieje pierwotna niezniszczalna i samoistna grawitacja, to nie masz takiego problemu.
Kolaps grawitacyjny nawet w OTW nie ma prawa powstać - przekraczamy osobliwość matematyczną i jesteśmy poza obszarem stosowalności modelu.
Masa to tylko bezwładność, opór względem siły przyspieszającej: m = F/a w klasycznej i skrajnie uproszczonej wersji.
Ciemna materia to zwyczajne gazy, głównie wodór H2, w przestrzeni międzygwiezdnej. Jest tego bardzo dużo i trudno to zaobserwować metodami astronomicznymi. Stąd efekt czerwienienia gwiazd z odległością (kosmologiczny redshift)... przynajmniej częściowy.
Gazy te pochłaniają energię i nagrzały się do T = 3K, więc same promieniują, i stąd promieniowanie tła.
Soczewki grawitacyjne mamy dzięki skupiskom plazmy, gazów, itp. tam też prawdopodobnie powstaną nowe gwiazdy, gdy nasza się wypali.
|
|
| | | |  | | Marek Matacz (196 punktów) |
> Masa to tylko bezwładność, opór względem siły przyspieszającej:> m = F/a w klasycznej i skrajnie uproszczonej wersji.Chyba nie takie tylko, nie wiadomo czym jest i skąd się bierze. Bezwładność itp to tylko efekt makroskopowy. W odniesieniu do teorii wzgl to energia też zakrzywia przestrzeń. > Ciemna materia to zwyczajne gazy, głównie wodór H2, w przestrzeni międzygwiezdnej.> Jest tego bardzo dużo i trudno to zaobserwować metodami astronomicznymi.Nie wiadomo czym jest ciemna materia. pl.wikipedia.org/wiki/Ciemna_materia> Stąd efekt czerwienienia gwiazd z odległością (kosmologiczny redshift)... przynajmniej częściowy.To jest efekt coraz szybszej ekspansji wszechświata i tego że dalsze galaktyki oddalają się od nas szybciej niż bliższe (efekt Huuble'a) > Gazy te pochłaniają energię i nagrzały się do T = 3K, więc same promieniują, i stąd promieniowanie tła.Promieniowanie tła to promieniowanie reliktowe po wielkim wybuchu. > Soczewki grawitacyjne mamy dzięki skupiskom plazmy, gazów, itp.> tam też prawdopodobnie powstaną nowe gwiazdy, gdy nasza się wypali.>
|
|
| | | | |  | | real | Znam te wszystkie bardzo interesujące hipotezy. Według otw materia to energia, a energia to taka litera E. Szkło, woda, powietrze, i w ogóle wszystko zakrzywia przestrzeń, wiemy o tym.
|
|
| Marek Matacz (196 punktów) | A czemu jeden drugi wszechświat a nie np 2 albo 16? No i pulsowac mółby jeden sam w sobie, ale takie modele już chyba były.
|
|
 | | Tofik (5585 punktów) | Nie wiem czy zauważyłeś, ale to jest tylko teoria, możliwości jest wiele, a prawdę poznamy dużo później, albo nigdy, teorii może być naprawdę wiele, ale żaden naukowiec nie da sobie uciąć głowy, że tak jest i koniec, chyba, że nie ma innej możliwości rozwiązania.
"Bez bogów można żyć normalnie. BEZ ROZUMU - NIE!" Drobner
|
|
| Marek Matacz (196 punktów) | Co do "poprawności ideologicznej" tego czy może istnieć jeden wszechświat, który zaczął się od wielkiego wybuchu, jest świetna książka polskiego naukowca-księdza prof. Michała Hellera "Początek jest wszędzie". Autor pisze o swoich badaniach, o tym jak według niego czas i rpzestrzeń wyłaniają się z osobliwości.
|
|
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|