Zwolennicy wymuszonej hodowli ludzi z poważnymi defektami genetycznymi (przeciwnicy aborcji eugenicznej) rozpowszechniają propagandę jakoby człowiek powstawał po zapłodenieniu (zygota to człowiek). I że niby jest to zapisane np. zapisami typu Art 30: "
Przyrodzona i niezbywalna godność człowieka stanowi źródło wolności i praw człowieka i obywatela."
Jedną z podstaw ich argumentacji jest wybiórczość - w tym pomijanie tych faktów, które nie pasuja do ich tezy. Przykładowo popatrzmy na obowiązujące prawo międzynarodowe, starsze niż Konstytucja:
pl.wikipedia.org/wiki/Obywatelstwo"Powszechna deklaracja praw człowieka w art. 15 gwarantuje: Każdy człowiek ma prawo do posiadania obywatelstwa. Nie wolno nikogo pozbawiać samowolnie obywatelstwa ani nikomu odmawiać prawa do zmiany obywatelstwa. Międzynarodowy Pakt Praw Obywatelskich i Politycznych w art. 24 postanawia: Każde dziecko ma prawo do nabycia obywatelstwa."
Twórcy Konstytucji, powstałej później niż te umowy międzynarodowe, zrealizowali to prawo człowieka i dziecka do obywatelstwa w następujących sposób:
Art 34 p. 1 "1. Obywatelstwo polskie nabywa się przez
urodzenie z rodziców będących obywatelami polskimi. Inne przypadki nabycia obywatelstwa polskiego określa ustawa."
Jest dość oczywiste co było tutaj intencją twórców Konstytucji - człowiek, dziecko powstają po urodzeniu i wówczas nabywają należne im prawo do obywatelstwa. W wypadku człowieka, dziecka przed urodzeniem doszło by do naruszena umów międzynarodowych - nieprzyznania ludziom lub dziecku należnego obywatelstwa.
U promotorów istnienia szkodliwych genów w populacji nie widać tego typu argumentów. Nie próbują nawet z własnej inicjatywy ich zbierać. Ich tok postępowania nie opiera się na poszukiwaniu i zgromadzeniu wszystkich faktów i argumentów dotyczących zagadnienia i na podstawie tych wszystkich danych wysunięciu ostatecznych wniosków. Wprost przeciwnie - oni mają z góry ustalone wnioski, narzucone przez organizacje religijne. I do tych wniosków dopasowują fakty i argumenty:
1) Albo ignorując lub cenzurując w swoim myśleniu i wypowiedziach to co nie jest zgodne z tym z góry przyjętym wynikiem,
2) Albo - gdy storna przeciwna jednak wymusi zajęcie się danym faktem - z góry przyjmując go za błędny, ignorując dowody za nim, przymując jako prawdziwą tylko retorykę przeciwko nim.
Niestety podejrzewam, że tak prawdopodobnie będzie w TK: zamiast rozpatrywać zgodność ze wszystkim (z całą Konstytucją i prawem międzynarodowym) dojdzie do wybiórczości - decyzja na podstawie selektywnie dobranych paragrafów, pominięcie innych świadczących przeciw, albo zaadresowanie ich jakąś wątpliwą retoryką dostarczoną przez organizacje kościelne, zawierajacą albo błędy logiczne, albo pomijającą dowody za.
W organizacjach europejskich niedawno pojawiły się wątpliwości czy w Polsce jest praworządność. Ale podejrzanym w tych wątpliwościach jest władza wykonawcza. Ja bym powiedział, że jak by chcieli znaleźć brak praworządności to lepiej niech szukają go w sądac h i trybunałach (zwłaszcza wyższej instancji) i różnego rodzaju naciąganych wyrokach.