Racjonalista - Strona głównaDo treści
Mrożek umarł

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Kultura
NapisanoAutorTytuł
15-08-2013 22:24big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
Mrożek umarł
Ocena 13 na 13
DON JUAN


Kiedy rzuciłem mu wyzwanie, byłem młody. W przyszłości widziałem siebie tak: w pustym pałacu, przy stole obficie zastawionym - ja czekam. Płoną świece, a naprzeciwko miejsce dla kamiennego gościa. I widziałem siebie, jakim wtedy byłem, wyprostowany, oczy błyszczące, zachwycone własną zuchwałością. Rosnącą aż do upojenia w miarę jak zbliża się północ.
Nie przewidziałem, że minie czas. To znaczy, że wszystko będzie tak samo, jak miało być, ale ja nie będę ten sam.
Noc, a w pustym pałacu przy stole obficie zastawionym ja czekam. I świece płoną, a naprzeciwko miejsce dla kamiennego gościa. I choć wyprostowany, to jakże chętnie bym się pochylił i wsparł rękami o stół. I rośnie znużenie w miarę, jak zbliża się północ.
Oczy, tak, widzą jeszcze, ale niczego już widzianemu nie narzucają ani nie odmawiają niczego. Zastawa, owszem, wielka, ale jednakowa z migotaniem srebra jest ta ciemna plamka na skórze tej brzoskwini, mała jeszcze.
Przeciągi. Czy wtedy myślałem o przeciągach? Na pewno nie. (...) Ale przede wszystkim ukłucia w czaszce. Czy dawniej miewałem newralgie? Nie.
Kiedyś chciałem się bać, bo strach przetwarzałem w zuchwalstwo. Im większa groza, tym wspanialsze moje bluźnierstwo, pyszne i złotogłowe. Dzisiaj strach do niczego mi nie służy. Pozostaje strachem powszednim i nudnym jak newralgia.
Czy dotrwam? Odejdę przed czasem? Ach, nie ze strachu nawet, ale ze zwątpienia. Bo ja w to wszystko już nie wierzę. Kiedyś potrzebowałem świata, a świat potrzebował mnie. Dlatego rzuciłem mu wyzwanie. Bez tej wzajemnej potrzeby nie miało ono sensu, a teraz już jej nie ma. Więc dzisiaj - dla kogo to przedstawienie? Bo ono już nie dla mnie, ani nie dla świata.
Przychodzi myśl, żeby je odwołać, jakoś załatwić to z Komandorem. Pomówić z nim, jak dojrzały mężczyzna z mężczyzną. Wyjaśnić okoliczności, przedstawić, jak teraz wygląda początek tej sprawy z jej obecnego, prawie już obecnego końca. Jak inaczej. Może i Komandor już nie ten sam co wtedy, może i on się zmienił, więc zrozumie?
Ale on przecież kamienny, a kamień się nie zmienia. Kiedy go zabiłem w pojedynku, skamieniał w posąg nagrobny i takim już pozostał. Kamienny już był, gdy go zaprosiłem na ucztę i potem też, w ciągu tych wszystkich lat, kiedy ja się starzałem, bo wciąż byłem żywy, niezmienny, kamienny przyjdzie za chwilę. Wciąż taki sam. El Convivador de Piedra. Więc łudzić się nie należy.
Mysz chrobocze. Co robi mysz w tym marmurowym, bezludnym pałacu? To, co musi, żyje, a że wypadło jej żyć akurat tu, tym gorzej dla niej. Czym ona tutaj się żywi? Ciężko jej chyba.
Więc ostatecznie mysz ma być świadkiem tego przedstawienia? Tak kosztownego, bo przeznaczonego dla tak wielkiej publiczności. Zapłacę życiem doczesnym i potępieniem wiecznym, oto jest cena.
A teraz, tutaj - mysz, tylko mysz.
A czemu by właściwie do Dony Anny nie wrócić, nie prosić jej o przebaczenie. Przecież mylą się ci, którzy sądzą, że porzuciłem ją tak łatwo, jakbym nie był człowiekiem. To tylko część mej legendy, której - przyznaję - nie starałem się zaprzeczyć. O wiele łatwiej by mi było przy niej pozostać, niż od niej odejść mi było. Więc czemu nie, z ambicji, z dumy, honoru? Z wierności własnej legendzie?
Jakiej legendzie, nie bądźmy śmieszni. Co do honoru, od dawna wiem, że tak nazywa się pycha, czyli nicość. Przynajmniej w tym wypadku. Ale jakżeby wyglądał ten powrót? Oto pojawia się pod murami jej klasztoru postarzały, były kochanek. "Znów jestem - woła - Wyjdź do mnie, razem odkopiemy trupa naszej miłości. Przebacz mi, że ją zabiłem, posadźmy ją między nami i przytulimy się do niej, bo osłabły już moje kolana i przygarbiły się moje plecy, zimno mi". Czy tak mam jej powiedzieć?
A nawet jeżeli inaczej, bo żywe są wspomnienia...
Właśnie: wspomnienia, w tym sedno. Myślę o niej, o takiej, jaką zostawiłem, obecna jest dla mnie, jak była przed laty, tak samo. Tak samo - i to właśnie, ta prawda, nie może być prawdą, bo ona przecież już nie ta sama, dziś Dona Anna nie może być tą samą, jaką była przed laty. Ona także. Spaliło, przepaliło ją cierpienie. Więc czego chciałbym od niej, czego chcieć miałbym prawo?
Lecz nawet gdyby mnie przyjęła, co dalej i jak?
Tyleż wtedy żądać od dłoni odciętej od ramienia, żeby odnalazła rękawiczkę rzuconą w morze. Wymagać od wiosny, żeby nastąpiła po lecie, spodziewać się, że minie przemijanie.
A nawet, a nawet...
Jeżeli wszystko, co było, nie przeminęło, to nie przeminęło również i to, co sprawiło kiedyś, że ją porzuciłem.
Więc wytrwam, ale bez przekonania. Uczynię zadość legendzie. Ale moje zatracenie, tak pełne znaczącej grozy dla potomnych, dla mnie będzie puste. Pójdę do piekła w znużeniu i nijakości, choć chciałem inaczej. Chciałem coś za coś, okazało się, że oddałem coś za nic. I sam stałem się niczym. To nawet i lepiej, bo piekło pochłonie nicość. Nie tylko ja, piekło też będzie oszukane.
Pozostanie tylko mysz. Pożywi się, tego jadła na stole wystarczy dla całego dworu, cóż dopiero dla jednej myszy, choćby i wygłodzonej. I tylko ona jedna będzie miała z tego pożytek.
Lecz nie, nawet i ona nie... Przecież ten stół zapadnie się w piekielne otchłanie razem ze mną. Bo przewidziane jest tak: gdy wybije północ, z najdalszych komnat rozlegną się kamienne kroki, kamienne echo odbije je od kamiennych ścian, głośniej i głośniej, bliżej i bliżej. Tu wreszcie, tuż obok, aż go zobaczę w drzwiach. Wtedy uniosę się z miejsca, ażeby go powitać. Gdy stanie przede mną, wyciągnie rękę, podam mu swoją. Jego kamienna dłoń zaciśnie się na mojej ludzkiej dłoni. Błyskawica, grom. Rozstąpi się ziemia, buchną płomienie i wśród zapachu siarki całe to bogactwo, te srebra, owoce, wina, aksamity i ja sam w uścisku Komandora runiemy w głąb. Dla myszy nie zostanie nic.
Więc póki czas biorę chleb ze stołu, odkładam na uboczu dla myszy, poza piekielny krąg. Niech ma i niech będzie szczęśliwa. Nie mnie sądzić, czy to mało znaczy czy wiele. A nawet jeżeli niewiele, lepiej tyle niż nic.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Unulfo (3273 punktów)
(zablokowany)

Poza wiecznego demaskatora. Wieje nudą i fałszem. A wystarczyłoby powiedzieć: byłem bardzo młody, głupi, dałem się uwieść baśniom komunizmu, wykorzystać; to moja trauma.
Mrożek umarł. To Don Juan jest wieczny.

"Mój Boże! Jacy ci rozumni ludzie są głupi!" Beaumarchais
15-08-2013 23:36 
 Ocena 13 na 17
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>Poza wiecznego demaskatora. Wieje nudą i fałszem. A wystarczyłoby powiedzieć: byłem bardzo młody, głupi, dałem się uwieść baśniom komunizmu, wykorzystać; to moja trauma.
>Mrożek umarł. To Don Juan jest wieczny.

Co Ty, qurwa, w ogóle pyerdolisz, niedokręgowcu żałosny?
Całą literaturę świata czytasz pod kątem ew. związków autora z komunizmem, a jak się takie przytrafią, to se Pryncypialnie Potępisz i Szczęśliwy jesteś?
Chrześcijaństwo zabiło wielokrotnie więcej ludzi niż komunizm, więc msze Bacha i Mozarta też na tej samej zasadzie odrzucasz?


...analogia między wprowadzeniem konia do senatu przez cesarza, a wprowadzeniem czegoś tam do sejmu i uczynieniem tego parlamentarzystą jest zdumiewająco aktualna. (ks. prof. Paweł Bortkiewicz TCh, szef Katedry Katolickiej Nauki Społecznej UAM)
16-08-2013 07:28 
 Ocena 1 na 3
Unulfo (3273 punktów)
(zablokowany)

Twierdzę tylko, że Mrożek - dla swojego własnego dobra - powinien raczej zająć się psychologiczną analizą Donny Anny, do której, jak widać, bliżej mu moralnie i mentalnie. Co on tam mógł wiedzieć o Don Juanie? Stąd tekst słaby, drewniany, wymuszony, miałki, po prostu neurotyczny. Cały Mrożek.
A że w młodości zrobił parę koszmarnie głupich rzeczy, to nie jest żadna tajemnica. Naiwność, głupota, narwanie - to przywileje młodości. Nikt chyba nie może mieć tego młodym ludziom za złe. W końcu młodzi od tego są, żeby się nimi bawić; żeby wierzyli w to, co się im do wierzenia podaje.
Co do mszy itp., to zaiste lubuję w dziełach bardziej świeckich.

"Mój Boże! Jacy ci rozumni ludzie są głupi!" Beaumarchais
24-08-2013 22:30 
 Ocena 3 na 3
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>Twierdzę tylko, że Mrożek - dla swojego własnego dobra - powinien raczej zająć się psychologiczną analizą Donny Anny, do której, jak widać, bliżej mu moralnie i mentalnie.

Znaczy się: nie jesteś po prostu w stanie czytać dzieła literackiego jako takiego - bez dyrektyw interpretacyjnych z IPN ani dudu?

>Co on tam mógł wiedzieć o Don Juanie?

Dużo.

>Stąd tekst słaby, drewniany, wymuszony, miałki, po prostu neurotyczny. Cały Mrożek.

Napisz lepszy.

>A że w młodości zrobił parę koszmarnie głupich rzeczy, to nie jest żadna tajemnica. Naiwność, głupota, narwanie - to przywileje młodości.

Niekoniecznie młodości - ale niedojrzałości na pewno. Co wyżej ukazujesz, aż popatrzeć miło .

>Nikt chyba nie może mieć tego młodym ludziom za złe.

To czemu masz, bucu?

>W końcu młodzi od tego są, żeby się nimi bawić;

Ojojojojojoj... Ty uważaj na art. art. 197 par. 3 pkt 2, 199 par. par. 2 i 3, 200, 200a, 200b, 202 par. par. 2, 3, 4, 4a, 204 par. 3 kodeksu karnego.

...analogia między wprowadzeniem konia do senatu przez cesarza, a wprowadzeniem czegoś tam do sejmu i uczynieniem tego parlamentarzystą jest zdumiewająco aktualna. (ks. prof. Paweł Bortkiewicz TCh, szef Katedry Katolickiej Nauki Społecznej UAM)
19-08-2013 20:22 
 Ocena 4 na 4
Maldoror XXIII (2480 punktów)
>>Poza wiecznego demaskatora. Wieje nudą i fałszem. A wystarczyłoby powiedzieć: byłem bardzo młody, głupi, dałem się uwieść baśniom komunizmu, wykorzystać; to moja trauma.
>>Mrożek umarł. To Don Juan jest wieczny.
>Co Ty, qurwa, w ogóle pyerdolisz, niedokręgowcu żałosny?
>Całą literaturę świata czytasz pod kątem ew. związków autora z komunizmem, a jak się takie przytrafią, to se Pryncypialnie Potępisz i Szczęśliwy jesteś?
>Chrześcijaństwo zabiło wielokrotnie więcej ludzi niż komunizm, więc msze Bacha i Mozarta też na tej samej zasadzie odrzucasz?
>
...analogia między wprowadzeniem konia do senatu przez cesarza, a wprowadzeniem czegoś tam do sejmu i uczynieniem tego parlamentarzystą jest zdumiewająco aktualna. (ks. prof. Paweł Bortkiewicz TCh, szef Katedry Katolickiej Nauki Społecznej UAM)

>
Teraz są takie czasy, że choćby jeden i ten sam człowiek wynalazł szczepionkę na raka, udowodnił prawdziwość teorii strun i wynalazł perpetum mobile to i tak większość rodaków będzie na niego pluła, bo kilkadziesiąt lat temu coś tam na milicji podpisał.

br

Mod:
Kasuj, proszę, zbędne cytowania.
19-08-2013 20:35 
 Ocena 6 na 6
Frank Holman (5897 punktów)

>Teraz są takie czasy, że choćby jeden i ten sam człowiek wynalazł szczepionkę na raka, udowodnił prawdziwość teorii strun i wynalazł perpetum mobile to i tak większość rodaków będzie na niego pluła, bo kilkadziesiąt lat temu coś tam na milicji podpisał.

Ludzie, którzy żadnej wiedzy naukowej nie mają, nawet podstawowej (vide serial: "matura to bzdura"), którzy nigdy nigdy żadnego sukcesu nie osiągną, nic dla poprawy świata i życia ludzi nie zrobią, muszą się jakoś dowartościowywać, więc będą zawsze innym wyszukiwać przysłowiowego paprocha w oku...
Unulfo (3273 punktów)
(zablokowany)

Gorzej jeśli to nie jest paproch w oku, ale ślepota galopująca postępująca z zejściem śmiertelnym. Zdarzają się takie pomyłki diagnostyczne nawet na salonach "krakówka" i "warszawki".

"Mój Boże! Jacy ci rozumni ludzie są głupi!" Beaumarchais
20-08-2013 10:58 
 Ocena 4 na 4
diogenes (42753 punktów)
>...jeden i ten sam człowiek...

Ile czasu musi upłynąć, aby jeden nie był ten sam?
A swoją drogą ocena człowieka za jeden czyn pachnie odpowiedzialnością zbiorową: wszak człowiek to nie tylko jeden czyn. Za to, że mordował ludzi- powiesić, za to, że coś mądrego zrobił - dać medal lub rentę. Przed śmiercią czy po? Ludzie są zabawnie sprzeczni.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
Unulfo (3273 punktów)
(zablokowany)

Przesadza Pan i ta przesada Pana zdradza. Jakiś prowincjonalny literat, którego nikt nie wydaje, dramaturg, którego nikt nie wystawia, i pisarz, którego nikt nie czyta, to jeszcze nie światowej sławy naukowiec wynalazca, za którym stoją osiągnięcia, a nie aluwialne sympatie lokalnych koterii literackich.
A że czasem ktoś daje się uwieść i wyobracać na wszystkie strony przez "zawodowca", to jeszcze nie przynosi mu żadnej ujmy. Ale jak się już dało komuś z własnej woli i w dobrej wierze w taki sposób, w jaki nie wypada żądać nawet od zawodowych pań (i to za grube pieniądze), to zaczynać warto od Donny Anny, a czasem nawet na niej kończyć.


"Mój Boże! Jacy ci rozumni ludzie są głupi!" Beaumarchais
diogenes (42753 punktów)




Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.

Wróć do listy wątków działu Kultura
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365