Sierpień jest miesiącem zdominowanym w polskiej publicystyce historycznej przez Powstanie Warszawskie i odgrzewane co roku polemiki co do jego zasadności między szkołą krakowską i warszawską. A przecież w tym miesiącu, 24 lata wcześniej, Polacy (wspomagani przez róznorakich sojuszników) ogromnym wysiłkiem pokonali bolszewię pod Warszawą i tym samym przesądzili na następne 20 lat o losie kraju jak i - nie ma w tym wielkiej przesady - sporej cześci Europy. Dziwi więc trochę fakt, iż sromotnej klęsce Powstania Warszawskiego poświęca się zdecydowanie więcej miejsca niż wielkiemu triumfowi oręża polskiego - Bitwie Warszawskiej. Miałem dzisiaj okazję rozmawiać z cudzoziemcem, słabo zoreintowanym w historii poslkiej, ktory wyraził wielkie zdziwienie, iż taką spektakularną porażkę jaką było PW czcimy jakby było to wielkie zwycięstwo, naprawdę zaś wielkiemu zwycięstwu z 1920 r. poświęcamu niewiele uwagi. Uświadomiłem sobie, iż "etranżer" jak wyżej trafił w samo sedno problemu - bo przecież po wyjściu z Muzeum PW ma się rzeczywiście wrażenie - iż sławi ono nie kleskę tylko zwycięstwo. Być może jest to wielki sukces propagandy - polityki historycznej - ale na gruncie sensu stricto historyczno - merytorycznym - jest to w swej istocie rodzaj kwalifikowanego curiosum. Historycy mają tendencję do generalizowania, do prezentowania problemu na wysokim pzoiomie uogólnienia - i wówczas siłą rzeczy nastepuje zniekształcenie tego "jak to właściwie było" na tym szczeblu najniższym, na poziomie wsi, parafii, rodziny, miasteczka. Tym bardziej należy docenić wysiłek tych badaczy, którzy schodzą na ów najniższy szczebel.
Alicja Gontarek tak właśnie uczyniła - w swej naukowej rozprawce pt. "Postawy żydowskich mieszkańców Mińska Mazowieckiego i Kałuszyna wobec wojny polsko - bolszewickiej 1920 r." Zainteresowanych odsyłam do jej lektury, zamieściwszy - dla zachęty - stosowny passus, a tymczasem pozwolę sobie na kilka słów komenatrza.
Primo, Żydzi mazowieccy (szczególnie młodsi wiekiem) z miejscowości jak w tytule rozprawki i okolicy, latem 1920 roku masowo kolaborowali z bolszewią, dopuściwszy się zdrady państwa na wielką skalę - w szczególności w miejsowości Kałuszyn.
Secundo, Żydzi opowiadający się po stronie polskiej byłi nieliczni i pochodzili albo z żydowskiej elity, mającej związki ( także natury intratnej) z państwowością polską albo z bardzo szczupłej warstwy Żydów przynajmniej cześciowo asymilowanych.
Tertio, Kolaboracja Żydow mazowieckich jak wyżej - wykazuje uderzające analogie do postaw Żydów w wielu regionach państwa polskiego we wrześniu 1939 roku ( i później), po zajęciu terenów wschodnich II RP przez Związek Sowiecki.
Quadro, podobnież występują uderzające podobieństwa między charakterem i skalą polskiego odwetu latem 1941 r. ( Jedwabe, itd.) za kolaborację Żydów jak wyżej
Quinto, autorka w artykule stwierdza, iż Żydom - zdrajcom, uciekającym przed poslkim odwetem pomagała jakaś organizacja Żydów z USA. Jest wielce prawdopodobne, iż chodzi tutaj o osławiony JOINT. W każdym razie pojawia się - w tej sytuacji - scenariusz lepszy niż historie opisane we wiadomych protokołach, wiadomych mędrców. Bo mamy Żydów amerykańskich, którzy pomagają Żydom polskim - wspierającym bolszewię.
Sexto, autorka na samym koncu rozprawki stawia stwierdzenie, będące w całkowitej sprzeczności z faktami, które wcześniej przytoczyła i celnie scharakteryzowała. Pisze ona mianowicie, iż prześladowania Żydów przez wojsko polskie, w szczególności przez żołnierzy z Wielkopolski nie miały na celu rozliczenia i ukarania Żydów - winnych zdrady, natomiast wynikały z antysemityzmu krzewiącego się w polskiej armii.
Wypada w tym miejscu bezwzględnie sprostować dziwaczną konkuzję autorki i podkreślić, że represje stosowane przez wojsko polskie mogły dotknąć także niewinnych Żydów - należy jednakże mieć na uwadze, iż ich skala nie wynikała z antysemityzmu polskich żołnierzy ( raczej winno być antyjudaizmu) - była natomiast konsekwencją kolaboracji na masową skalę Żydów mazowieckich w bolszewikim okupantem.
"Wcześniej, 11 sierpnia sowieccy żołnierze weszli do Kałuszyna, gdzie na ulice wylegli zadowoleni z tego faktu, również głównie młodzi Żydzi, pozdrawiający radośnie te wojska.Dotychczas, wedle żydowskiego świadka wydarzeń, nie pojawiali się oni na ulicach, bojąc się antyżydowskich wystąpień. Po wkroczeniu czerwonoarmistów nastrój miasta miał zmienić się na świąteczny. Wystąpiły także mocniejsze antypolskie akcenty. Zorganizowano uroczysty pochód, w którym uczestniczyła część mieszkańców, a następnie grupa ta udała się pod ratusz, gdzie strącono z budynku polskie orły, które tłum następnie opluł. Choć nie jest możliwe ustalenie, jak liczna była grupa popierająca bolszewików, i jaki udział dokładnie mieli w niej Żydzi, to z pewnością w Kałuszynie zwolennicy bolszewików okazali się liczniejsi, co wynikało z tradycji polityczno-związkowej Żydów, zamieszkujących to miasto. Fakt ten wyolbrzymiano jednak, utożsamiając niemal każdego kałuszyńskiego Żyda z kolaborantem. Jeden z żydowskich świadków opowiadał, iż gdy znalazł się jeszcze przed wkroczeniem Armii Czerwonej w Koł-bieli, w trakcie sprawdzania dokumentów przez tamtejszego policjanta został poinstruowany, aby natychmiast opuścić tę miejscowość. Gdy minął pierwszy entuzjazm, przystąpiono do tworzenia nowej władzy. W obu miastach zaczęły działać wspomniane komitety rewolucyjne. W Kałuszynie na czele stanął Polak, Józef Pływaczewski, utrzymujący się dotychczas z gospodarstwa ogrodniczego. Oprócz niego we władzach znaleźli się także Henryk i Zygmunt Damowie (Żydzi), Józef Kowalczyk, Szlama Popowski (szewc, członek Bundu), Po-lemberski (brak imienia), a także trzy inne osoby. Byli to prawdopodobnie: Isra-el Manchemer (miał dar przemawiania na wiecach), Mosze Goldsztajn (szewc) oraz kierujący nimi bolszewicki oficer."
pwszzamosc(*)/239-studia-zydowskie-cz21.pdf