No i mamy, Polacy, ten pomnik (kto chciał to ma), wzbudzający na pewno duże kontrowersje w społeczeństwie, tak jak wybrane miejsce wiecznego spoczynku na Wawelu w Krakowie, byłego prezydenta L. Kaczyńskiego. W oczach jego brata Jarosława, postaci niezwykłej, której czyny niezwykłe go firmują, jak i prawa postawa upoważnia do nazwania go "wielkim".
wiadomosci(*)rajne-emocje-6315545046493313aPrzede wszystkim kontrowersje wzbudzają i u mnie z różnych racji.
1. Co to za twórca pomnika robił ten artystyczny bohomaz, który nie potrafił oddać wiernie rysów twarzy prezydenta? Tak przedstawiony były prezydent jest oszpecony weną artystyczną twórcy pomnika. To nie jest były prezydent! Co? Było za mało zdjęć do odwzorowania twarzy? To jest pomnik nieznanego mi człowieka.
2. Co do publicznych peanów Jarosława kierowanych do swego brata ś.p. Lecha, mam wątpliwości. Był za krótko prezydentem, by objawić swój geniusz. W mojej pamięci, niestety wbrew bratu Jarosławowi, niczym się szczególnym nie wyróżnił, bo zwyczajnie "panował" za krótko, a Jarosławowi to nie wierzę bo daje na co dzień do zrozumienia, że potrafi kłamać. W szczególności zwracam uwagę na jego słowa wypowiedziane na odsłonięciu tego pomnika:
"Lech Kaczyński, jako prezydent Warszawy umożliwił PiS pierwsze zwycięstwo w 2005 roku. Bez niego nie byłoby także Dobrej Zmiany. Dlatego powinien mieć pomnik... pomniki. Powinien mieć muzeum, bo bardzo dobrze zasłużył się Ojczyźnie - dodał prezes PiS".
"Jarosław Kaczyński podkreślał, że Lech Kaczyński do końca był człowiekiem Solidarności. (Dlaczego więc na siłę i wszelkimi sposobami próbuje się "wygumkować" L. Wałęsę? L. Kaczyński był wtedy nieważnym tłem.). Dbał nie tylko o solidarność między Polakami, ale także z Gruzinami czy Ukraińcami stojącymi w obliczu rosyjskiej agresji. Prezes PiS wspominał brata, jako człowieka wierzącego, który kierował się dobrocią i wartościami moralnymi".
J. Kaczyński wykazał się albo absolutną niewiedzą, albo zwyczajnie pisze kłamliwą nową historię. No bo co ma prezydent stołecznego miasta do prezydentury polskiego narodu, Ojczyzny?
Zresztą przytoczę tu wypowiedzi publicysty i dziennikarza Jacka Żakowskiego opublikowanej w portalu WP.pl
"Owa policzalna prawda, jaką znamy, jest taka, że (wg comiesięcznego badania CBOS) Lech Kaczyński jako Prezydent RP tylko przez pierwsze trzy miesiące sprawowania urzędu miał więcej ocen pozytywnych niż negatywnych (pozytywne: 39, 42 i 41; negatywne: 16, 19 i 37). Przez następne 48 miesięcy urzędowania Lecha Kaczyńskiego zawsze dużo więcej było osób uważających, że prezydent źle sprawuje swój urząd. W ostatnich trzech miesiącach przed katastrofą prezydenturę Lecha Kaczyńskiego dobrze oceniało 30, 26 i 31 proc. obywateli, a źle 58, 62 i 58 proc. W ocenie większości Polaków ta prezydentura była więc porażką."
"Wiemy też, co składało się na negatywną ocenę prezydenta. W połowie kadencji CBOS poprosił ankietowanych o ocenienie różnych aspektów prezydentury w skali od 1 (źle) do 5 (dobrze). Najgorzej ocenione zostało reprezentowanie Polski na świecie (2.27) i sprawność działania (2,39). Nieco lepsze noty Lech Kaczyński dostał za kompetencje (2.61) i za aktywność w życiu politycznym kraju (2.60). Średnio w szkolnej skali wypadła dwója z plusem, albo trója na szynach".
"Fałsz budowanego teraz kultu prezydentury Lecha Kaczyńskiego dobrze też pokazało badanie CBOS przeprowadzone na dwa miesiące przed katastrofą smoleńską. Proszono w nim o wybranie właściwej z dwóch proponowanych tez. Tezę "rozumie problemy zwykłych ludzi, troszczy się o ich los" wybrało 30 proc. osób. A tezę: "nie obchodzi go los zwykłych ludzi" wskazało 51 proc. W innej parze tezę: "jest prawdziwym mężem stanu - w swojej działalności kieruje się dobrem kraju" wybrało 26 proc., a tezę: "w swojej działalności kieruje się przede wszystkim własnym interesem politycznym" wskazało 56 proc. Najmniej zaskakujące z dzisiejszego punktu widzenia były odpowiedzi dotyczące pary tez "nie wyróżnia żadnej siły politycznej (22 proc. wskazań) i "kieruje się przede wszystkim interesami partii, z której się wywodzi" (64 proc.).
"Po katastrofie, gdy zwolennicy PiS niezwłocznie uruchomili wielką machinę kultu tragicznie zmarłego prezydenta, a przeciwnicy zgodnie z regułami żałoby wspominali jego jaśniejsze strony, opinie o Lechu Kaczyńskim wyraźnie się poprawiły. Gdy jednak w maju 2010 CBOS zapytał, który z byłych prezydentów najwięcej zrobił dla Polski, na Aleksandra Kwaśniewskiego wskazało 42 proc. ankietowanych, na Lecha Wałęsę 23 proc., a na Lecha Kaczyńskiego zaledwie 19 proc."
"Takie oceny prezydentury Lecha Kaczyńskiego przekładały się na jego szanse w walce o drugą kadencję. Według wszystkich sondaży urzędujący prezydent wchodził wprawdzie do drugiej tury, ale miał w niej ponieść druzgoczącą porażkę nie tylko w starciu z kandydatem PO Bronisławem Komorowskim (49:29 wg GFK Polonia z lutego 2010), ale też z Andrzejem Olechowskim (40:31 - to samo badanie). W badaniu PBS dla Gazety Wyborczej, które brało też pod uwagę start Radosława Sikorskiego jako kandydata PO, także on zdecydowanie wygrywał z Lechem Kaczyńskim (66:34)".
Jacek Żakowski dla WP Opinie.
Taka jest ocena jego "wielkości". Ja, bynajmniej skłaniam się do twierdzenia, że tuż przed katastrofą był telefon do Jarka K. by uzgodnić lądowanie w warunkach do tego się nie nadających. Potwornych wyrzutów sumienia tłumionych pomnikami i Wawelem, Jarek K. nie zagłuszy. Winien katastrofy jest on sam nakłaniając do lądowania mimo wszystko.. Z punktu widzenia historii to niewiele czasu te osiem lat pełnych dochodzeń mrzonek Macierewicza. Czy sprawdzano iż w wydrukach billingowych rozmów komórkowych była taka rozmowa? Nie. I nadal się milczy. Dlaczego? To nie jest przedmiot dochodzeń tylu komisji dowodzonych przez dyletanta A.M.? Za to się pakuje paranoję o zamachu.