Polecam lekturze bardzo interesujący tekst autorstwa Romana Dmowskiego z 1930 roku, traktujący o kwestii ukraińskiej. Bardzo interesujący i....... nieaktualny w wielu punktach tak ze względu na II wojnę i jej skutki jak i wydarzenia na Ukrainie z ostatnich 5 lat.
Mógłbym napisać sporo komentując poglądy Dmowskiego i odnosząc je do obecnej sytuacja na Ukrainie. Pikantnym wielce - na przykład - w kontekście języka "małorosyjskiego", o którym Dmowski sporo pisze, jest fakt, iż wojnę z Rosją o Donbas stoczyli gównie Ukraińcy posługujący się językiem.... "wielkorosyjskim."
Jeden passus zrobił na mnie szczególne wrażenie - i obniżył znacznie notowania Dmowskiego. Rozumiem, iż można być rusofilem - ale fakt ten, u rzetelnego analityka - nie powinien przesłaniać oczywistych konkluzji. Bo zawsze lepiej - mimo wszystko - jest mieć za granicą dom publiczny niż silne, obce i wrogie państwo. Tylko rozbuchane emocje mogą podyktować inny werdykt. Zresztą 9 lat później opinia Dmowskiego o "przewadze" posiadania za miedzą potężnego, obcego i wrogiego państwa - została bardzo boleśnie i negatywnie zweryfikowana.
Tekst jest gównie poświęcony Ukrainie - ale Dmowski w paru miejscach robi wycieczki w bok i stawia prognozy dotyczące innych "kwestii". Szczególnie ciekawe są jego dywagacje na temat Chin.
forumemjot(*)ardzo-wazny-tekst-szczegolnie/"Z tego, co tu powiedziano o kwestii ukraińskiej nie wynika, ażeby lud ukraiński i wszystko, co z niego wychodzi dążyło do oderwania się od Rosji.
Co do ludu, — trzeba powiedzieć, że przy poziomie kultury, na którym znajduje się ludność tej części Europy, — jedyną prawie jej troską są jej sprawy gospodarcze, a stosunek jej do państwa zależy od sposobu traktowania tych spraw przez władzę państwową.
Zresztą, nawet w najbardziej cywilizowanych krajach, dążenia polityczne narodu są przede wszystkim dążeniami jego warstw oświeconych.
Gdy chodzi o inteligencję, wychodzącą z ludu małoruskiego na południu Rosji, to niemała jej część uważa się po prostu za Rosjan:
— nie tylko zaspakaja w języku rosyjskim swe potrzeby kulturalne, ale posiada rosyjską ideologię polityczną: na mowę zaś małoruską patrzy jako na narzecze rosyjskie.
Inni – a tych liczba dziś szybko rośnie – uważają się za Ukraińców, dążą do rozwinięcia ukraińskiego języka literackiego i bronią jego praw urzędowych, ale w większości uważają Ukrainę za integralną część państwa rosyjskiego.
Stosunek do obecnej Rosji zależy od tego, kto jest bolszewikiem, a kto nim być nie chce, lub ma do tego drogę przeciętą.
Gdy chodzi o Rosjan, to z wyjątkiem chyba samobójczych doktrynerów, nie ma wśród nich takich, którzy by przyznawali Ukrainie prawo do oderwania się od Rosji i utworzenia własnego, niezawisłego od niej państwa."
"Wreszcie, jak to wyżej powiedzieliśmy, zbudowana dziś wielka Ukraina nie byłaby w swych kierowniczych żywiołach tak bardzo ukraińska i nie przedstawiałaby na wewnątrz stosunków zdrowych.
To byłby naprawdę wrzód na ciele Europy, którego sąsiedztwo byłoby dla nas fatalne.
Dla narodu, zwłaszcza dla narodu jak nasz młode¬go, który musi się jeszcze wychować do swych przezna¬czeń,
— lepiej mieć za sąsiada państwo potężne, choćby nawet bardzo obce i bardzo wrogie, niż międzynarodowy dom publiczny.
Z tych wszystkich względów program niepodległej Ukrainy nie może liczyć na to, żeby Polska za nim sta-nęła, a tym mniej, żeby zań krew przelewała."