Komiks pt. "Maus: A Survivor's Tale" utorstwa żydowksiego rysownika Arta Spiegielmana jest następująco opisany w Wikipedii: "Opowieść ocalałego (ang. Maus: A Survivor’s Tale) – powieść graficzna autorstwa amerykańskiego rysownika Arta Spiegelmana, uhonorowana w 1992 roku Nagrodą Pulitzera. Została wydana w wielu krajach świata, w Polsce w roku 2001. Wszystkie postacie w komiksie są przedstawione w formie zwierząt, które metaforycznie symbolizują ich narodowości. I tak Żydzi są przedstawieni jako myszy, skazane na zagładę przez koty, obrazujące Niemców. Polacy zostali przedstawieni jako świnie, Francuzi jako żaby, Amerykanie – psy, Brytyjczycy – ryby, Cyganie – ćmy, Szwedzi zaś jako jelenie." Po opublikowaniu komiksu w Polsce podniosły się głosy krytyki - bo przecież polska świnia kojarzyła się zdecydowanie gorzej niż..... esesmański kotek. Autor "zatroskany" nieprzychylnymi reakcjami jak wyżej, tłumaczył się, ze chodziło mu o coś dokładnie na odwrót, bo przecież świnie to takie milusie stworzenia. I faktem jest że są. Jednakże - niestety - w kulturze tak polskiej jaki - przede wszystkim - żydowskiej, są one kojarzone z cechami jednoznacznie negatywnymi i na pewno wywołują asocjacje zdecydowanie mniej pozytywne niż eleganckie kociaki. Celowo napisałem "eleganckie", gdyż zabieg Spiegielmana od razu przypomniał mi podobną konstrukcję u Kosińskiego w "Malowanym ptaku", gdzie wystrojony w szykowny mundur esesman - wzbudza u Żyda raczej podziw niż odrazę i przerażenie. Takowe natomiast odczucia wzbudzają u niego "okoliczni" chłopi. Warto w tym kontekście nadmienić, iż w "Roku 1984" Orwella, świnie także obsadzają role jednoznacznie negatywnych bohaterów. Warto również zaznajomić się z trochę inną perspektywą, także - co ważne - żydowskiego sortu. Erin Einhorn, córka Żydówki która ocalała z holokaustu w pracy pt. "The Pages In Between: A Holocaust Legacy of Two Families, One Home." wydanej w USA w 2008 r. - zamieściła następującą uwagę:
"Ludzie jak moi rodzice, pokolenie ocalałych z holokaustu, wyszło z wojny z rozpaloną nienawiścią do Polaków. I przekazali oni tę nienawiść swoim dzieciom. Z tego powodu, jak podejrzewam, Art Spiegielman, syn ocalałego z holokaustu z Sosnowca, w swoim komiksie przedstawił Polaków jako świnie, Niemców natomiast jako stosunkowo łagodne koty. Przekaz płynący od naszych rodziców był taki, że Niemcy jakkolwiek źli i prowadzący wojnę, byli w gruncie rzeczy inteligentnymi ludźmi, którzy zostali w sposób katastrofalny zepchnięci w otchłanie nazizmu, podczas gdy Polacy byli antysemickimi świniami. Wiele razy mi powiedziano ze znaczącym mrugnięciem oka, że nie bez powodu Niemcy ulokowali obozy śmierci w Polsce, że sami Niemcy nie zdzierżyliby takiego horroru na swej ziemi. Polacy natomiast - mówiono mi - powitali obozy z zadowoleniem, mając nadzieję, iż Żydzi z ich otoczenia w nich wyginą. Nawet moja matka, która została uratowana przez polską rodzinę, podkreślała, iż rodzina owo zrobiła to za pieniądze. Nie chciałam w to do końca uwierzyć. Ludzie bowiem nie ryzykują swego życia tylko i wyłącznie dla pieniędzy. Trudno mi było także zgodzić się z tym, że takie straszne i jednoznaczne określenia odnoszą się do całego narodu, bez czynienia jakichkolwiek wyjątków. Wiedziałam jako dziecko, że 75 % Żydów holenderskich zostało zamordowanych. Ale kiedy myślałam o Holandii, na myśl przychodziły mi zdecydowanie bardziej miłe rzeczy - wiatraki, tulipany, rozległe pola. Nidy nie pomyślałabym o nienawidzeniu Holendrów za to co zrobili Annie Frank. Ale zarazem, zawsze winiłam Polaków za Auschwitz". |