 |
Unieważnienie ślubu kościelnego Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Religie
| Napisano | Autor | Tytuł | | 23-01-2003 18:41 | Kika | Unieważnienie ślubu kościelnego | Drodzy Racjonaliści. Nie wiem czy trafiłam pod właściwy adres, ale mam nadzieję, że możecie mi jakoś pomóc. Chodzi mi o temat unieważnienia ślubu kościelnego. Byłam u księdza, ale usłyszałam tylko, że jest od udzielania ślubu a nie od unieważniania. Jeżeli poruszacie takie tematy to bardzo proszę o odpowiedz. Z pozdrowieniami
|
| Mariusz Agnosiewicz | U nas nie ma tematów tabu  Oczywiscie istnieje instytucja uniewaznienia malzenstwa w prawie koscielnym (podobnie jak i w prawie cywilnym). Musza byc jednak spelnione przeslanki uniewaznienia malzenstwa. Przeslanki te sa w prawie koscielnym wyszczegolnione. Reguluje to Tytul VI Kodeksu Prawa Kanonicznego: "Malzenstwo" (kanony 1055-1165). Przeslanki uniewaznienia moga byc zarowno natury formalnej jak i materialnej. Sa to przeszkody skutecznego zawarcia malzenstwa (aby nie wywieraly skutkow niewaznosci na czesc z nich przewidziana jest mozliwosc dyspensy ordynariusza, "jeśli istnieje słuszna i rozumna przyczyna", Kan 1125). Wsrod materialnych sa m.in.: 1. Niezdolność dokonania stosunku małżeńskiego uprzednia i trwała, czy to ze strony mężczyzny czy kobiety, czy to absolutna czy względna (Kan. 1084 § 1) 2. Niewazne jest malzenstwo zawarte z nieochrzczonym (Kan. 1086 § 1), bez dyspensy (choć prawo kościelne wymaga dodatkowo, aby w razie dyspensy strona katolicka zlozyla przyrzeczenie m.in. o tym, iż "uczyni wszystko, co w jej mocy, aby wszystkie dzieci zostały ochrzczone i wychowane w Kościele katolickim", wiem jednak, ze w praktyce wymaga sie wiecej: aby rowniez druga strona zlozyla to samo przyrzeczenie, i to nie o tym, ze "uczyni wszystko co w jej mocy", ale po prostu, ze dzieci tak zostana wychowane) 3. Zwiazany poprzednim wezlem malzenskim (koscielnym) (Kan 1085) 4. Jesli malzonek okaze sie byc ksiedzem (Kan 1087) lub jest "związany wieczystym ślubem publicznym czystości w instytucie zakonnym" (Kan.1088) - zdarzalo sie  5. Jesli malzonek to wstretny porywacz: przyjechal pod dom wybranki i pod przymusem poprowadzil ja wprost przed oltarz, choć przeszkoda ta moze byc konwalidowana jesli tak przymuszona malzonka zmieknie z czasem (Kan 1089) 6. Jesli kto mial udzial w morderstwie poprzedniego malzonka drugiej strony. Nie musi to byc udzial bezposredni i wykonawczy, moze byc rowniez pośredni i pomocniczy oraz - co ciekawe - moralny, czyli mozna sobie wyobrazic taka konkretyzacje tej normy prawa koscielnego, iz za niewazne uznane zostanie malzenstwo, w ktorym malzonek jeszcze przed zawarciem malzenstwa, dowiedziawszy sie od mordercy o zamiarze dokonania tego czynu, pochwalil go i morderca utwierdzil sie w przekonaniu co do podjecia tego czynu (Kan. 1090) 7. Ze wzgledu na bliskosc wiezow rodzinnych (wstepni i zstepni w lini prostej w kazdej sytuacji, w linii bocznej do czwartego stopnia wlacznie, powinowaci w linii prostej - rowniez w kazdej sytucji zakazane) (Kan.1091-1094) 8. Potężne pole do popisu kościelnych prawników daje Kan. 1095, który stanowi, że niezdolni do zawarcia małżeństwa są: a) pozbawieni wystarczającego używania rozumu  ) b) mają poważny brak rozeznania oceniającego co do istotnych praw i obowiązków małżeńskich wzajemnie przekazywanych i przyjmowanych; c) z przyczyn natury psychicznej nie są zdolni podjąć istotnych obowiązków małżeńskich. Duze pole do popisu daja te przeszkody, ktore zwiazane sa ze skutecznym oswiadczeniem woli: 9. Nie zachodzi skuteczne oswiadczenie woli, jesli strony nie wiedziały "przynajmniej, że małżeństwo jest trwałym związkiem między mężczyzną i kobietą, skierowanym do zrodzenia potomstwa przez jakieś seksualne współdziałanie." (Kan. 1096 § 1). ciekawy jestem co mieści się pod pojęciem "jakieś seksualne współdziałanie"  ) Lecz par. 2 ustanawia tutaj jednak domniemanie świadomości: "Po osiągnięciu dojrzałości nie domniemywa się takiej ignorancji." 10. Błąd co do osoby, np. chciała Pani wyjść za Jana Kowalskiego, a się później okazalo, ze był to jego brat blizniak (Kan. 1097 § 1) 11. Blad co do "przymiotu osoby", ale tylko i wyłącznie jeśli przymiot ten "był bezpośrednio i zasadniczo zamierzony." (np. podstawowym motywem zawarcia malzenstwa byla wysoka psrawnosc seksualna malzonka, albo gleboka poboznosc, a pozniej wyszlo, ze były to li tylko przedmałżeńskie przechwalki) (Kan. 1097 § 2, 1098) 12. Jeśli "jedna ze stron albo obydwie pozytywnym aktem woli wykluczyłyby samo małżeństwo lub jakiś istotny element małżeństwa, albo jakiś istotny przymiot, zawierają je nieważnie." (Kan 1101 § 2), np. małżonek z góry miał zamiar, że nie chce dzieci 13. "Nieważne jest małżeństwo zawarte pod przymusem lub pod wpływem ciężkiej bojaźni z zewnątrz, choćby nieumyślnie wywołanej, od której, ażeby się uwolnić, zmuszony jest ktoś wybrać małżeństwo." (Kan. 1103) Rozwodu moze udzielic papiez jesli zachodza dwie przeslanki, które muszą być spelnione łącznie (Kan. 1142): 1. małżeństwo jest niedopełnione 2. istnieje po temu "słuszna przyczyna" Jest jeszcze mozliwa instytucja separacji przewidziana w dwoch przypadkach: 1. Kan. 1152: jesli malzonek dopusci sie cudzolostwa, choć jak radzi święty kanon: "bardzo zaleca się, aby współmałżonek pobudzony chrześcijańską miłością i zatroskany o dobro rodziny, nie odmawiał stronie cudzołożnej przebaczenia". Cudzolostwo jest legalne w kontekscie separacyjnym jesli zachodzi jedna z trzech przeslanek: 1) zgoda; 2) jesli wspolmalzonek sam stal sie przyczyna zdrady (bardzo to pojemne); 3) odpłacenie "pięknym za nadobne" 2. Kan. 1153: "Jeśli jedno z małżonków stanowi źródło poważnego niebezpieczeństwa dla duszy lub ciała drugiej strony albo dla potomstwa, lub w inny sposób czyni zbyt trudnym życie wspólne..."; np. małżonek zbyt często czyta serwis Racjonalista i przy dzieciach katolickich głośno opowiada w czasie kolacji co tam wyczytal
|
|
 | | Mariusz Agnosiewicz | To oczywiscie nie sa wszystkie przeslanki majace wplyw na trwalosc malzenstwa sakramentalnego, lecz najwazniejsze moim zdaniem. Juz nawet po tym widac, ze ich obfitosc jest nieporownywalnie wieksza niz w instytucji uniewaznienia malzenstwa w prawie cywilnym, jednak prozna jest radosc przedwczesna, gdyz z tego co wiem pomimo dobrej sytuacji formalnoprawnej w prawie koscielnym zapewniajacej przy umiejetnym interpretowaniu norm uniewaznic to co sie chce, jednak istnieje niezbyt dobra sytuacja proceduralna. Nie wiem dokladnie jak jest obecnie, ale kilka lat temu pewien amerykański profesor prawa kanonicznego mówił o tym: "z wszelkich praktycznych powodów, nie ma dobrego systemu na dochodzenie swoich praw w Kościele. Jeśli ktoś zwraca się do mnie o radę, pytam go zwykle, czy chce ponieść olbrzymie koszty i czekać latami, wspominam też o potencjalnej konieczności udania się do Rzymu. Ludzie zazwyczaj rezygnują." Byc moze teraz sie cos zmienilo, choc jest to raczej watpliwe, chyba ze jest jakas naprawde oczywista przeslanka uniewaznienia. To zastanawiające, że ksiądz udzielił takiej odpowiedzi, widać że część z nich nie zna nawet podstaw prawa kanonicznego lub dopuszcza się samowoli. Jesli wiec ksiadz nie chce pomoc ani posredniczyc w tym, najlepiej od razu udać się do właściwego biskupa (do kurii), o tym orzeka sad koscielny a nie proboszcz parafialny Niestety slabo znam praktyke tych sadow, wiec nie moge powiedziec jak to naprawde obecnie funkcjonuje, a to jest najwazniejsze: nie abstrakcyjne normy, lecz ich konkretyzacja w indywidualnych sprawach, może być bowiem tak, że ustaliła się praktyka interpretowania pewnych przeslanek w sposob scieśniający, albo rozszerzający. Znam za to praktyke z przeszlosc (do miedzywojnia) i wiem, ze interpretacja byla tym bardziej rozszerzajaca, im bardziej sakiewke strona rozwarla. O praktycznym funkcjonowaniu tej instytucji pisalem dosc duzo w tekscie "Rozwod po katolicku" www.racjonalista.pl/kk.php/s,407 (o tym w szczegolnosci od: Nierozerwalność 'od kuchni'). Proponuje wydrukowac te odpowiedz oraz podany tekst i przedstawic opornemu ksiedzu do zapoznania sie. W zamian za odpowiedz oczekuje, ze bedzie Pani laskawa podzielic sie ze mna tym jak to faktycznie funkcjonuje, w razie gdyby zdecydowala sie Pani stanac w szranki z koscielna procedura uniewaznienia malzenstwa. Chcialbym wiedziec na ten temat cos wiecej i bede naprawde goraco wdzieczny za wszelkie informacje od Pani. pozdrawiam i zycze powodzenia!  Mariusz Agnosiewicz ps. polecam tez tekst "Chrześcijaństwo i rozwód" www.racjonalista.pl/kk.php/s,340
|
|
|  | | Henryk Czechowski | > To oczywiscie nie sa wszystkie przeslanki majace wplyw na trwalosc malzenstwa sakramentalnego, lecz najwazniejsze moim zdaniem. Juz nawet po tym widac, ze ich obfitosc jest nieporownywalnie wieksza niz w instytucji uniewaznienia malzenstwa w prawie cywilnym, jednak prozna jest radosc przedwczesna, gdyz z tego co wiem pomimo dobrej sytuacji formalnoprawnej w prawie koscielnym zapewniajacej przy umiejetnym interpretowaniu norm uniewaznic to co sie chce, jednak istnieje niezbyt dobra sytuacja proceduralna. Nie wiem dokladnie jak jest obecnie, ale kilka lat temu pewien amerykański profesor prawa kanonicznego mówił o tym: "z wszelkich praktycznych powodów, nie ma dobrego systemu na dochodzenie swoich praw w Kościele. Jeśli ktoś zwraca się do mnie o radę, pytam go zwykle, czy chce ponieść olbrzymie koszty i czekać latami, wspominam też o potencjalnej konieczności udania się do Rzymu. Ludzie zazwyczaj rezygnują." Byc moze teraz sie cos zmienilo, choc jest to raczej watpliwe, chyba ze jest jakas naprawde oczywista przeslanka uniewaznienia. To zastanawiające, że ksiądz udzielił takiej odpowiedzi, widać że część z nich nie zna nawet podstaw prawa kanonicznego lub dopuszcza się samowoli. Jesli wiec ksiadz nie chce pomoc ani posredniczyc w tym, najlepiej od razu udać się do właściwego biskupa (do kurii), o tym orzeka sad koscielny a nie proboszcz parafialny> Niestety slabo znam praktyke tych sadow, wiec nie moge powiedziec jak to naprawde obecnie funkcjonuje, a to jest najwazniejsze: nie abstrakcyjne normy, lecz ich konkretyzacja w indywidualnych sprawach, może być bowiem tak, że ustaliła się praktyka interpretowania pewnych przeslanek w sposob scieśniający, albo rozszerzający.> Znam za to praktyke z przeszlosc (do miedzywojnia) i wiem, ze interpretacja byla tym bardziej rozszerzajaca, im bardziej sakiewke strona rozwarla. O praktycznym funkcjonowaniu tej instytucji pisalem dosc duzo w tekscie "Rozwod po katolicku" www.racjonalista.pl/kk.php/s,407 (o tym w szczegolnosci od:> Nierozerwalność 'od kuchni'). Proponuje wydrukowac te odpowiedz oraz podany tekst i przedstawic opornemu ksiedzu do zapoznania sie.> W zamian za odpowiedz oczekuje, ze bedzie Pani laskawa podzielic sie ze mna tym jak to faktycznie funkcjonuje, w razie gdyby zdecydowala sie Pani stanac w szranki z koscielna procedura uniewaznienia malzenstwa. Chcialbym wiedziec na ten temat cos wiecej i bede naprawde goraco wdzieczny za wszelkie informacje od Pani.> pozdrawiam i zycze powodzenia!  > Mariusz Agnosiewicz> ps. polecam tez tekst "Chrześcijaństwo i rozwód" www.racjonalista.pl/kk.php/s,340
|
|
|  | | Henryk Czechowski | > To oczywiscie nie sa wszystkie przeslanki majace wplyw na trwalosc malzenstwa sakramentalnego, lecz najwazniejsze moim zdaniem. Juz nawet po tym widac, ze ich obfitosc jest nieporownywalnie wieksza niz w instytucji uniewaznienia malzenstwa w prawie cywilnym, jednak prozna jest radosc przedwczesna, gdyz z tego co wiem pomimo dobrej sytuacji formalnoprawnej w prawie koscielnym zapewniajacej przy umiejetnym interpretowaniu norm uniewaznic to co sie chce, jednak istnieje niezbyt dobra sytuacja proceduralna. Nie wiem dokladnie jak jest obecnie, ale kilka lat temu pewien amerykański profesor prawa kanonicznego mówił o tym: "z wszelkich praktycznych powodów, nie ma dobrego systemu na dochodzenie swoich praw w Kościele. Jeśli ktoś zwraca się do mnie o radę, pytam go zwykle, czy chce ponieść olbrzymie koszty i czekać latami, wspominam też o potencjalnej konieczności udania się do Rzymu. Ludzie zazwyczaj rezygnują." Byc moze teraz sie cos zmienilo, choc jest to raczej watpliwe, chyba ze jest jakas naprawde oczywista przeslanka uniewaznienia. To zastanawiające, że ksiądz udzielił takiej odpowiedzi, widać że część z nich nie zna nawet podstaw prawa kanonicznego lub dopuszcza się samowoli. Jesli wiec ksiadz nie chce pomoc ani posredniczyc w tym, najlepiej od razu udać się do właściwego biskupa (do kurii), o tym orzeka sad koscielny a nie proboszcz parafialny> Niestety slabo znam praktyke tych sadow, wiec nie moge powiedziec jak to naprawde obecnie funkcjonuje, a to jest najwazniejsze: nie abstrakcyjne normy, lecz ich konkretyzacja w indywidualnych sprawach, może być bowiem tak, że ustaliła się praktyka interpretowania pewnych przeslanek w sposob scieśniający, albo rozszerzający.> Znam za to praktyke z przeszlosc (do miedzywojnia) i wiem, ze interpretacja byla tym bardziej rozszerzajaca, im bardziej sakiewke strona rozwarla. O praktycznym funkcjonowaniu tej instytucji pisalem dosc duzo w tekscie "Rozwod po katolicku" www.racjonalista.pl/kk.php/s,407 (o tym w szczegolnosci od:> Nierozerwalność 'od kuchni'). Proponuje wydrukowac te odpowiedz oraz podany tekst i przedstawic opornemu ksiedzu do zapoznania sie.> W zamian za odpowiedz oczekuje, ze bedzie Pani laskawa podzielic sie ze mna tym jak to faktycznie funkcjonuje, w razie gdyby zdecydowala sie Pani stanac w szranki z koscielna procedura uniewaznienia malzenstwa. Chcialbym wiedziec na ten temat cos wiecej i bede naprawde goraco wdzieczny za wszelkie informacje od Pani.> pozdrawiam i zycze powodzenia!  > Mariusz Agnosiewicz> ps. polecam tez tekst "Chrześcijaństwo i rozwód" www.racjonalista.pl/kk.php/s,340
|
|
| |  | | Henryk Czechowski |
 Osobiscie staralem sie........ i moj slub koscielny zostal uniewazniony. W Europie o uniewaznieniu slubu koscielnego decyduje sad z siedziba w Watykanie, ale np w Ameryce Pn. prawa te otrzymaly sady biskupie i oplaty nie ma jesli sprawa jest odmowna. Mozna splacac ta oplate w formie dowolnych rat (bez odsetek) i nie strasza komornikiem, czy czyms innym. Procedura rozpoczyna sie od wypelnienia odpowiednich ankiet i rozmowy (czesto z jednym z czlonkow kolegium sadowego)Sklad tego kolegium ,to zazwyczaj osoby swieckie, po odpowiednich studiach, ale przewodniczacym musi byc osoba duchowna (najczesciej biskup). Trzeba przedstawic oczywiscie kopie zawarcia zwiazku malzenskiego i swiadectwo chrztu sw.Ponadto trzeba przedstawic 3 swiadkow.Wszyscy swiadkowie musza przysiegnac, ze nie beda wyjawiac tresci pytan, ani odpowiedzi, aby nie sugerowac odpowiedzi innym swiadkom, a potem by ludzie nie probowali ustalac co i kogo wypowiedz zawazyla na decyzji sadu. Mnie nawet moja najblizsza rodzina nie udzielila zadnych informacji, za wyjatkiem, ze byli powiadomieni przez ich proboszcza, ze maja stawic sie w mojej sprawie do biskupa w podanym terminie.Tak wiec caly proces jest objety tajemnica podobna do tajemnicy spowiedzi. Na wstepie istnieja pewne wstepne poczynania proceduralne, a zwlaszcza ,ustalenie ktory sad ma rozpatrywac sprawe (jesli jeden z malzonkow mieszka np. w Polsce , a drugi w USA, czy Kanadzie) i zaleznie czy druga strona kooperuje czy nie (musi wypelnic podobne formularze i dostarczyc dokumenti i swiadkow, podobnie jak wnioskodawca).Nie ma tego procesu wstepnego jesli oboje malzonkowie mieszkaja w tej samej diecezji. W procesie dochodzenia jest mniej istotne jak strony (malzonkowie) zachowywaly sie , gdy malzenstwo sie rozpadalo i kto ponosi wine za rozbicie malzenstwa, bo tego ostatniego nikt sie nie dowie (tajemnica).Nie chodzi tutaj przeciez o rozwod. Bardziej istotne jest jak obie strony zachowywaly sie przed i zaraz po slubie, czy np jeszcze przed slubem jedna ze stron juz rozpowiadala, ze bierze slub bo chce miec slubne dziecko, a potem sie rozwiezc, albo wziela slub bo zostala powiadomiona, ze narzeczona jest w ciazy (dziecko narzeczonego)- byla wiec presja ze strony rodziny czy otoczenia, a nie bylo milosci. Moglo sie nawet okazac, ze potem (po slubie) narzeczona powiedziala, ze sie pomylila i w ciazy nie byla, ale presja na druga strone pozostala .Pytaja nawet pytania czy strony przed i po slubie wygladaly na zakochanych, aby ustalic jak do tego zwiazku podchodza. Oczywiscie wszystkie te, i podobne, okolicznosci sa brane pod uwage , co swiadkowie musza potwierdzic i o decyzji sadu moze zawazyc jedna sprawa np pokrewienstwo malzonkow, czy kilka drobnych na pozor spraw, ktore w polaczeniu daja sadowi obraz ( niczym ukladanka puzzle) na jakiej bazie ten zwiazek zostal zawarty i czy nie popelniono naduzyc (proby oszustwa, zmuszania, presji, zatajenie pewnych waznych spraw itd) przez ktoras ze stron. W wypadku decyzji pozytywnej, tzn uniewaznienia malzenstwa, sprawe traktuje sie, nie jako rozwod, ale jakby tego slubu nie bylo i sad powiadamia parafie , gdzie strony byly ochrzczone , ze ten slub jest uniewaznionu (i moga wydac zaswiadczenie do ponownego zawarcia slubu koscielnego). W przypadku proby ponownego slubu koscielnego proboszcz musi uzyskac zgode tego sadu, ktory go uniewaznil, bo moze byc tajna klauzula, ze tylko jedna ze stron moze ponownie zawrzec slub koscielny i jest ona dopiero ujawniana proboszczowi (gdzie mialby odbyc slub) w tych okolicznosciach. Slub jest uniewazniony, jakby go nie bylo . Nie jest to wiec rozwod , -gdzie stwierdza sie ze zwiazek trwal np 7 lat, a potem zostal rozwiazany,..... ale jak wiadomo w kosciele katolickim to nie wystepuje. Pomimo tego nie ma to zadnych konsekwencji w stosunku do dzieci - nie beda wiec przez kosciol traktowane jaka bekarty, czyli nieslubne. Wazne jest aby od razu rozmawiac z osoba kompetentna w kurii biskupiej, a dopiero potem zwracac sie do proboszcza po potrzebne kopie. Jesli czuje sie ,ze sa powody do uniewaznienia malzenstwa z jakiegos powodu, warto udac sie do tej kompetentnej osoby, a ona po wstepnej rozmowie i wypelnieniu wstepnego kwestionariusza okresli, czy sa szanse na to uniewaznienie a przewodniczacy kolegium sadowego okresli, czy dalszy proces bedzie kontynuowany czy sprawe sie zamknie. Tak jak wspomnialem (przynajmniej w Ameryce Pn) , nic sie nie placi, az do uzyskania decyzji o uniewaznieniu tego malzenstwa, ale warto sprawdzic jak to jest w Polsce i czy przepisy sie nie zmienily.
|
|
| | |  | | tower | >Tak jak wspomnialem (przynajmniej w Ameryce Pn) , nic sie nie placi, az do uzyskania decyzji o uniewaznieniu tego malzenstwa, ale warto sprawdzic jak to jest w Polsce i czy przepisy sie nie zmienily.
W Polsce istnieje opłata. Jakieś pięć lat temu - o ile dobrze sobie przypominam -wynosiła bodaj równowartość dwumiesięcznych poborów (czyli opłata jest proporcjonalna do dochodów). Co do kolegium orzekającego o ważności/nieważności małżeństwa, to przy każdej kurii jest stosowny trybunał, lub sąd, który te sprawy rozpatruje. Jest też poradnictwo prawne lub duszpasterskie, gdzie można się zwrócić o wszystkie szczegółowe informacje i wskazówki.
|
|
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|