Źle się dziej w państwie polskim. Niedawno media doniosły jak niżej:
"Sąd Apelacyjny w Katowicach skazał byłego policjanta Marka G., oskarżonego o zabójstwo swojej żony, na 25 lat więzienia. Tym samym zmienił wyrok sądu pierwszej instancji. Proces był poszlakowy. Nigdy nie udało się odnaleźć ciała kobiety. Jej mąż utrzymywał, że Anna G. zaginęła. Wyrok jest prawomocny. Anna G. zniknęła w lipcu 2012 roku. Po dwóch dniach jej mąż, policjant z Sosnowca, Marek G. zgłosił zaginięcie kobiety. Do aresztu trafił dopiero niemal trzy lata później. Następnie mężczyzna został oskarżony o zamordowanie swojej żony. Proces był poszlakowy. Nie było ani świadków, ani ciała kobiety.Sąd Apelacyjny skazał G. na 25 lat więzienia, czyli dokładnie taki wymiar kary o jaki wnioskował oskarżyciel publiczny i oskarżyciele posiłkowi. - W tej sprawie nie ma żadnych wątpliwości, że oskarżony dopuścił się zabójstwa swojej żony z zamiarem bezpośrednim – powiedziała sędzia Karina Maksym. Jak dodała, G. zaplanował zabicie żony, która stała na jego drodze do zbudowania nowego związku z kochanką. Sąd podkreślał, że oskarżony zdawał sobie sprawę, że w przypadku rozwodu sąd orzekłby jego winę, miałby też ograniczone kontakty z dzieckiem. (
www.tvn24.pl)"
Jak można orzec że oskarżony dopuścił się zabójstwa, skoro nie ma ciała ofiary???
Jak nie ma ciała, to nadal nie wiadomo czy było zabójstwo i czy ów oskarżony się jego dopuścił. Istnieją co do tego wątpliwości - a te zawsze w myśl zasady in dubio pro reo, świadczą na korzyść oskarżonego. W takim wypadku są nie ma wyjścia, musi uniewinnić. Oczywiście, jeżeli jest to sąd w państwie praworządnym. W takim bowiem państwie obowiązuje zasada, iż lepiej jest nie skazać 10 sprawców przestępstwa, niż skazać osobę niewinną. W systemie stalinowskim obowiązywała zasad dokładnie odwrotna, to znaczy lepiej było skazać 10 niewinnych, niż pozwolić aby jednemu sprawcy się upiekło. Nie jest wykluczone, że wyrokiem jak wyżej, ustanowiono w Polsce sui generis precedens, który może oznaczać zielone światło dla procesów poszlakowych w typie stalinowskim.
Niestety nie można wykluczyć, iż o wyroku jak wyżej decydowały nie zasady prawa - tylko poglądy (w tym wypadku feministyczne) pani sędzi Kariny Maksym i całego składu orzekającego - który za pogwałcenie naczelnej zasady prawa nie tylko polskiego ale europejskiego - winien być pociągnięty do odpowiedzialności dyscyplinarnej.