 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Religie
| Napisano | Autor | Tytuł | | 08-02-2006 16:34 | Totus (1201 punktów) | Największe przykazanie | Jak Waszym zdaniem wytłumaczyć sens dwóch największych przykazań ewangelicznych, moim zdaniem nie bez powodu zestawionych ze sobą w tytułowym fragmencie biblii? (Mt 34) Dla zachęcenia powiem, że to na czym opiera się całe tzw. "Prawo i Prorocy" może być czytelnym dla mas ciosem dla faryzeuszy, a kto wie może wspólnie zrobimy z tego pouczający i wartościowy nokaut. Pytanie brzmi: Czy ucząc się miłości do Boga w rzeczywistości uczę się miłości do samego siebie? Jeżeli nie to jak mam miłować bliźniego swego? Czy słowo "miłość" jest elementem scalającym obydwa przykazania? Jeżeli nie to na czym polega podobieństwo tychże dwóch przykazań? Serdecznie zapraszam.
| Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
| Totus (1201 punktów) | Oczywiście powinno być Mt 22,34.
|
|
 | | Doktorek (13 punktów) | > Jak Waszym zdaniem wytłumaczyć sens dwóch największych> przykazań ewangelicznych, moim zdaniem nie bez powodu> zestawionych ze sobą w tytułowym fragmencie biblii? (Mt 34)Hmm, nie wiem jaką Pan (chyba, że przejdziemy na "ty" - propozycja) ma wersję Biblii, bo w tej, którą ja posiadam Ewangelia Mateusza kończy się na 28 rozdziale.  Rozumiem, że to cyfrowa "literówka"  Domyślam się jednak z kontekstu o jaki fragmen Panu chodzi, śpieszę więc z odpowiedzią: > Czy ucząc się miłości do Boga w rzeczywistości uczę się> miłości do samego siebie?Moja odpowiedź brzmi: TAK i jest to jak najbardziej logiczne: wynika z całego kontekstu Pisma, które niektórzy nazywają "Świętym". > Czy słowo "miłość" jest elementem scalającym obydwa> przykazania?Moja odpowiedź: TAK, chodzi jednak o miłość, którą grecy określali słowem "agape". Zapewne Pan zna znaczenie tego słowa, nie muszę więc go tłumaczyć. Życzę Panu oczywiście powodzenia w tworzeniu owego "nokautu", ale uprzedza: żaden wykształcony "faryzeusz" nie potraktuje tego poważnie.  Pozdrawiam!
|
|
|  | | Doktorek (13 punktów) | Proszę o wybaczenie, mój post i Pańska korekta minęły się!
|
|
|  | | Totus (1201 punktów) | > (chyba, że przejdziemy na "ty" - propozycja)Naturalnie ------------- > Moja odpowiedź brzmi: TAK i jest to jak najbardziej logiczne:Zgadzam się. > Moja odpowiedź: TAK, chodzi jednak o miłość, którą grecy określali słowem "agape".TAK, właśnie o ten niedoprecyzowany wciąż stan wolnego umysłu, który należy chronić i wspierać, bo jak słusznie zauważa King: "(...) My widzimy ludzi jako żydów... katolików i protestantów, Chińczyków i Amerykanów. Nie potrafimy myśleć o nich jak o człowieku, istocie ludzkiej stworzonej z tego samego, co my. Takie wąskie, skoncentrowane na własną grupę nastawienie prowadzi nie tylko do obojętności na to, co dzieje się z innymi ludźmi, ale ułatwia wręcz ich dehumanizację (...)" a przecież cały wywód Kinga jest zgodny z Ewangelią łącznie ze zdaniem: "Miłuje się wtedy osobę, która czyni zło, ale nienawidzi się jej czynu." Dlatego też chwasty wyrywać trzeba w trosce o pszenicę i zbiór.  A na gruncie prewencji sprawić by nie chciały odrastać, racjonalnie, minimalizując zbędne koszty jakich później dostarczają skutki plag. > Życzę Panu oczywiście powodzeniaA ja liczę, że rozwinie Pan własny post poniżej bo jest bardzo ciekawy. Niebawem nawiążę do wszystkich wypowiedzi forumowiczów czekając na kolejne. >Pozdrawiam! Ja również.
|
|
| |  | | doktorek | Cieszę się zniezmiernie, że zgadzamy się w tej tak istotnej kwestii! Polisemantyczność słowa "miłość" jest niestety powodem wielu nieporozumień. Ubolewam nad faktem, że często dyskutujemy, nie precyzując jakie znaczenie danego słowa mamy na myśli. Dyskusja przeważnie jest wówczas stratą czasu... Jednakże: > ..."agape".> TAK, właśnie o ten niedoprecyzowany wciąż stan wolnego umysłu, który należy chronić i wspierać,Tu nie do końca mogę się zgodzić. Miłość agape (podobnie jak i eros czy filoe) nie mogą być tylko "stanem umysłu"!! Odwołujesz się do Kinga, pozwolę więc sobie wykorzystać jego poglądy: Istotą człowieczeństwa jest RELACJA z drugim! "Ja" nie może dostąpić spełnienia bez "Ty", natomiast "Ty" nie nakarmi się jedynie stanem mego umysłu!! Miłość, którą odczuwam musi więc przekładać się na CZYN. Biblia doprecyzowuje agape (polecam 1 Kor 13), walcząc na każdym kroku z miłością, która jest jedynie stanem umysłu (choćby słowa "Nie każdy, który Mi mówi: Panie, Panie!, wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie." Mt 7,21 świądczą o tym, że nie liczy się stan umysłu, lecz czyny!). > "Miłuje się wtedy osobę, która czyni zło, ale nienawidzi się jej czynu."Otóż to! I wg Biblii tak właśnie Bóg kocha człowieka!! > Dlatego też chwasty wyrywać trzeba w trosce o pszenicę i zbiór.  > A na gruncie prewencji sprawić by nie chciały odrastać,> racjonalnie, minimalizując zbędne koszty jakich później dostarczają skutki plag.Rozumiem, że czynisz aluzję, do Mt 13, 24 nn., niech będzie. W takim razie zapewne mówisz o wyrywaniu "chwastów" z ludzkiego "serca", chwastów, które przeszkadzają nam kochać miłością agape. I tutaj kłania się "narzędzie rolnicze" jakim w tym kontekście jest starotestamentowy Zakon, którzy pomagał człowiekowi rozpoznać jakie zachowanie nie jest agape. Zakon więc, z założenia nie miał ogranicząc człowieka lecz służyć mu pomocą. > A ja liczę, że rozwinie Pan własny post poniżej bo jest bardzo ciekawy.Postaram się jeszcze dziś. Jeszcze jedna kwestia: wielu badaczy jest zdania, że człowiek jest "homo religiosus", co oznacza że ze swej natury jest zdolny poznać, że Bóg istnieje. To naturalne "wyposażenie" człowieka sprawia, że ten odczuwa też potrzebę relacji z Sacrum i tu, wracając do Kinga, "Ja" może doznać pełni jedynie w relacji z ludzkim i boskim "Ty". Serdecznie pozdrawiam!
|
|
| | |  | | Totus (1201 punktów) | Witam.  > >TAK, właśnie o ten niedoprecyzowany wciąż stan wolnego umysłu, który należy chronić i wspierać,> Tu nie do końca mogę się zgodzić. Miłość agape (podobnie jak i eros czy filoe) nie mogą być tylko "stanem umysłu"!!Mimo wszystko zgodziłeś się, że jest. To istotne że stwierdzamy jest stanem umysłu (ducha) pozostawiając na razie kwestię CZYM determinowanym (kształtowanym). > Odwołujesz się do Kinga, pozwolę więc sobie wykorzystać jego poglądy: Istotą człowieczeństwa jest RELACJA z drugim! "Ja" nie może dostąpić spełnienia bez "Ty", natomiast "Ty" nie nakarmi się jedynie stanem mego umysłu!!Wspólnota oczywiście jest faktem i to ze wszech miar korzystnym dla jednostki. "Ja" pyta więc jaka jest najkorzystniejsza relacja z "Ty". Otóż najkorzystniejsza relacja i racjonalnie najefektywniejsza to "Ja" bliskie równości "Ty". Ale jak sprawić by posiadające miłość agape "Ja" podniosło umysł "Ty" do stanu równego sobie (współistotnego). Czyli jak sprawić by w "Ty" pojawiła się miłość agape (metoda nauczania? Ewangelia?). Po co? Z tysiąca powodów wystarczy jeden - w miłości agape (a w tym w humaniźmie) nie może istnieć sąsiadująco stan wrogości i nienawiści do drugiego człowieka (pszenicy) zaś w pełni kształtuje się stan wrogości do wszystkiego co zagraża ideologicznie miłości a w praktyce dnia codziennego solidarności w różnorodności !!!, której konieczność moim zdaniem jest dziś słabo uzasadniana i rozmywa się poprzez zapraszanie na ucztę obywatelskiego współżycia społecznego osób reprezentujących ideologie antysolidarnościowe. > Miłość, którą odczuwam musi więc przekładać się na CZYN.A kto mówi, że nie??? Skoro ją masz (tę najcenniejszą perłę) to ją chroń, szanuj i korzystaj z jej dobrodziejstw. Jeśli potrafisz ucz jej lub wskaż nauczyciela, a ten jest tylko jeden, MISTRZ JEZUS, człowiek zdolny zmienić wizerunek Boga, człowiek zdolny oddać to co najcenniejsze - własne życie, bo czyż jest coś cenniejszego? Z dużym prawdopodobieństwem NIE, a jeżeli NIE to ofiara staje się coraz bardziej wstrząsająca. Dochodzi do Nas niepokojący sygnał - ktoś tu zrobił w ......... całą ludzkość. Kto? Nie trudno zgadnąć gdy już coraz bardziej zasadnym staje się podejrzenie, że ten, który miłością agape nas umiłował i nazwał się Synem Bożym był w rzeczywistości kryptohumanistą, który przyszedł wypowiedzieć wojnę całemu światu na przykładzie konfrontacji z Judaizmem, co tłumaczyło by dlaczego: Autor tekstu: Mariusz Agnosiewicz; Oryginał: www.racjonalista.pl/kk.php/s,200"Jezus wysyłając z misją swych apostołów nakazuje im odwiedzać tylko Żydów: "Nie idźcie do pogan - mówi - i nie wstępujcie do żadnego miasta samarytańskiego! Idźcie raczej do owiec, które poginęły z domu Izraela." (Mt 10, 5-6). I nieco dalej: "Nie zdążycie obejść miast Izraela, nim przyjdzie syn człowieczy" (Mt 10, 23). W innym z kolei miejscu czytamy: "A oto kobieta kananejska, wyszedłszy z tamtych okolic, wołała: "Ulituj się nade mną, Panie, Synu Dawida ! Moja córka jest ciężko dręczona przez złego ducha". Lecz On nie odezwał się do niej ani słowem. Na to podeszli Jego uczniowie i prosili Go: "Odpraw ją, bo krzyczy za nami !" Lecz On odpowiedział: "Jestem posłany tylko do owiec, które poginęły z domu Izraela". A ona przyszła, upadła przed nim i prosiła: "Panie, dopomóż mi !". On jednak odparł: "Niedobrze jest zabrać chleb dzieciom a rzucić psom" (Mt 15, 22-28)." Jezus spieszy się "kochać żydów" nie bez powodu, oj, nie bez powodu, domyśli się tego każdy kto poznawał mentalność żydowskich ojców (JAHWE) choćby w Starym Testamencie. A tego typu wskazówki jak kobieta kananejska to jak najbardziej celowe składniki, które pomagają w zrozumieniu zamysłu autora(ów) Ewangelii jako dodatek do podstawowego narzędzia poznawczego jakie trzeba uruchomić, którym jest oprócz rozumu inteligencja emocjonalna. > Biblia doprecyzowuje agape (polecam 1 Kor 13), walcząc na każdym kroku z miłością, która jest jedynie stanem umysłuWidzę to inaczej. Z posiadania miłości agape płynie wiele darów (dary ducha świętego). Są to wzorce, słowa, zalecenia, przykazania, mądrości itp,itp. Osoba, która się do nich stosuje "ślepo" bez posiadania miłości agape, przyjmuje dobra moralne "na wiarę", "jak Bóg przykazał". Taka osoba nie kształtowana ku miłości agape np. w wyniku zgubnej, mistycznej działalności kapłanów w tym dziś światowego kościoła chrześcijańskiego a w tym rzymskokatolickiego, może mówić językami ludzi i aniołów ale ich słowa są dla niej puste i jak miedź brzęcząca, cymbał brzmiący, chórek śpiewający i organki grające. Kapłan zaś nie ma świadomości, że szkodzi ludziom wprowadzając kult formy w miejsce kultu wartości i jej źródeł w ostateczności będących człowiekiem w zamyśle ewangelicznym. Człowiekiem = Bogiem, zasługującym na odwzajemnienie miłości i szacunek za trud zakończony złożeniem najwyższej ofiary. Jezus jawi się jako osoba, która daje się zabić szatanowi by z nim wygrać, by go upokorzyć i tępić jego przejawy w każdym z nas, gdyż na końcu pobłażania satanizmowi jest porażka, płacz i zgrzytanie zębami. Dziś mowa przeciw faryzeuszom staje się aktualna na nowo, a że mieszkamy w Polsce faryzejada nasza nosi imię: KATOLICYZM - wróg Ewangelii. Czemu nie inni? Bo nie ma gorszej zbrodni jak złe reprezentowanie najwyższych wartości cywilizacyjnych, które kompromituje się na oczach dorastających pokoleń. > (choćby słowa "Nie każdy, który Mi mówi: Panie, Panie!, wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie." Mt 7,21 świądczą o tym, że nie liczy się stan umysłu, lecz czyny!).Tak właśnie czyny! Jak więc mamy zamiar zrozumieć wolę Ojca gardząc rozumem? Nie czyniąc go narzędziem świętym, jak nakazuje Ewangelia? > >"Miłuje się wtedy osobę, która czyni zło, ale nienawidzi się jej czynu."> Otóż to! I wg Biblii tak właśnie Bóg kocha człowieka!!Bóg czy może raczej człowiek podający się za jego Syna? c.d.n.
|
|
| | | |  | | doktorek | Szanowny Totusie! Chylę czoła przed Twoim "dogłębnie" znającym świat intelektem, aczkolwiek nie widzę już miejsca w tej dyskusji dla swojej skromnej osoby...
Zawarłeś w swym poście tyle wyssanych z palca (oceniam treść - nie autora) interpretacji, że aby rzeczowo na nie odpowiedzieć należałoby napisać kilkustronicowy elaborat, a na to, wybacz, nie mam czasu. W zasadzie niemal w każdym zdaniu wykazujesz się nieznajomością tematu... Wybacz, że to piszę, mam do Ciebie głęboki szacunek, cenię każdego człowieka, który ma odwagę używać swego rozumu. Jednakże Twoja znajomość Biblii jest tylko powierzchowna, mam wrażenie (być może mylne) iż znasz treść Biblii z... cudzych o niej opnii. Wikipedia (widzę, że ją lubisz) też nie jest pewnym źródłem wiedzy - jest tworzona niejednokrotnie przez amatorów, posiadających jedynie przeciętną wiedzę. Przykład: Wystarczy wpisać hasło "biblia"... treść która się wyświetli jest prawdziwa, ale... to tylko 1% całości, poparty na dodatek "tradycją" a nie najnowszymi osiągnięciami dyscyplin biblistyce usługujących.
Widzę więc dalszą dyskusję pomiędzy nami za bezcelową, gdyż w moim odczuciu poruszamy się po zupełnie różnych płaszczyznach. Z jednej strony są to intelektualne spekulacje, a z drugiej rzetelna wiedza (nie twierdzę, że moja wiedza jest rzetelna, lecz jedynie że na niej swe opinie opieram).
Powiem krótko: droga do "prawdy" biegnie przez "poznanie" a poznanie warto czerpać ze "źródła" a nie z drugie bądź trzeciej ręki. Warto też "zgryźć" problem z kilku stron, posiłkując się (w wypadku Biblii) naukowymi publikacjami zarówno agnostyków jak i zdeklarowanych chrześcijan.
Serdecznie pozdrawiam i proszę, nie chowaj urazy.
|
|
| | | | |  | | Totus (1201 punktów) | > Szanowny Totusie! Chylę czoła przed Twoim "dogłębnie" znającym świat intelektem, aczkolwiek nie widzę już miejsca w tej dyskusji dla swojej skromnej osoby...  Czy nick doktorek można zmienić? Sadzę, że tak i nic się takiego nie stanie jeśli - mając oczywiście czas i ochotę - użyjesz swojej wiedzy, by zaprzeczyć jednej z jak je nazwałeś: > Zawarłeś w swym poście tyle wyssanych z palca (oceniam treść - nie autora) interpretacji, że aby rzeczowo na nie odpowiedzieć należałoby napisać kilkustronicowy elaborat,Nie ma jekiegoś fragmentu w biblii, który podważyłby moje interpretacje? Wrażenie "dogłębnego" znawcy jest pozorne, ubolewam, że niewielu chce drapnąć pazurkiem, pouczyć, podważyć. Niechęć czy niemoc - oto jest pytanie. Nieznajomość tematu? Hmm, sugeruje Pan, że nie można zrozumieć samego siebie ( również poprzez Jezusa? ), że boskie schematy czy plany powstałe w umysłach śródziemnomorskich kreatorów są nieuchwytne dla ludzkiego rozumu? > Wybacz, że to piszę, mam do Ciebie głęboki szacunek, cenię każdego człowieka, który ma odwagę używać swego rozumu. Jednakże Twoja znajomość Biblii jest tylko powierzchowna, mam wrażenie (być może mylne) iż znasz treść Biblii z... cudzych o niej opnii.Wrażenia to zły, powierzchowny doradca. Czy powstało ono bo posłużyłem się artykułem Pana Mariusza? > Wikipedia (widzę, że ją lubisz) też nie jest pewnym źródłem wiedzyWiedzy o czym? O Bogu Człowieku i jego ambicjach? O religijnym spisku i walce o cywilizację miłości ? > Widzę więc dalszą dyskusję pomiędzy nami za bezcelową, gdyż w moim odczuciu poruszamy się po zupełnie różnych płaszczyznach.Proszę naucz mnie miłości do bliźniego !  > Z jednej strony są to intelektualne spekulacje, a z drugiej rzetelna wiedza (nie twierdzę, że moja wiedza jest rzetelna, lecz jedynie że na niej swe opinie opieram).W oparciu o biblię! Proszę. Gdzie ona tam jest ? > Powiem krótko: droga do "prawdy" biegnie przez "poznanie".Jam jest nieznajomy na drodze, który przychodzi w imię Pańskie: Zapytał mnie pewien człowiek: Kim jesteś wędrowcze? Wiedziałem co stanie się gdy mu o sobie opowiem: "---To co do niego dotarło było potężne: - A więc o to chodzi !!! - pomyślał - Ale jak to ocalić, jak rozpowszechnić, jak? Jezusie, a ja ich tempiłem i Ciebie i to wszystko po co rzeczywiście warto żyć i o co zawalczyłeś i dla mnie. O moją wolność! Ale czemu, czemu tak zawile? Dlaczego? A tak; zaraz; jasne !; domyślam się; czyżby przez wzgląd na potęgę ludzkiej nienawiści jaka otacza teraz i mnie i której jeszcze wczoraj gotów byłem służyć? nie ma innego sposobu? Może nie można wprost w tym morzu kalek zachwaszczonym pępowinami uzależnień? Trzeba kłamać i oszukiwać? Może cel uświęca środki? za dużo naraz, za dużo, Bożeee dosyć! Nie dobrze mi, nie mogę jeść, ani pić ani na nikogo patrzeć i romawiać, Bożee co ja robiłeeem? ---Zrobisz co Ci powiem - człowiecze. Będziesz się źle czuł przez trzy dni. Psychika średnio tyle potrzebuje do rekonstrukcji po uzmysłowieniu sobie własnej śmiertelności. Będziesz zagubiony, ale nie lękaj się, musisz być silny, szczególnie teraz Szawle. W domu Judy odnajdzie Cię uczeń imieniem Ananiasz i pomoże Ci zmartwychwstać. Szawle wybrałem Cię nie bez powodu... ." (Dzieje Apostolskie 9) > Serdecznie pozdrawiam i proszę, nie chowaj urazy.Ja również i nie tylko nie chowam urazy ale liczę, że się jeszcze spotkamy.  Dla zachęty dorzucę perełeczkę: Autor tekstu: Bogdan Motyl; Oryginał: www.racjonalista.pl/kk.php/s,2713"Paweł apostoł bez żadnych skrupułów wyjawia istotę swojej działalności na konto Chrystusa, nie bacząc tu na jakąkolwiek prawdę i uczciwość. Wyrażał pogląd, że należy posługiwać się kłamstwem w szerzeniu "słowa bożego", jeżeli ono znajdzie pozytywny oddźwięk u pospólstwa. W liście do Filipian wyjaśnia adresatom: "w jakibądź sposób, czy obłudnie, czy szczerze, głoszony jest Chrystus, ja się z tego cieszę". (1: 18) Bazując na tej cynicznej wypowiedzi Pawła, musimy posiąść wątpliwość: kto w takim razie głosi boskość Jezusa Chrystusa "obłudnie" a kto "szczerze" i na czym to polega?!" - Czy ktoś już na tak postawione pytanie rzeczowo odpowiedział? Co kierowało Pawłem, czyżby nie przekonanie, że cel uświęca środki? Jakiż to cel miał Paweł? Halo? Co na to ktokolwiek chętny do dyskusji ?
|
|
| | | | | |  | | doktorek |
> Autor tekstu: Bogdan Motyl; Oryginał: www.racjonalista.pl/kk.php/s,2713> "Paweł apostoł bez żadnych skrupułów wyjawia istotę swojej działalności na konto Chrystusa, nie bacząc tu na jakąkolwiek prawdę i uczciwość. Wyrażał pogląd, że należy posługiwać się kłamstwem w szerzeniu "słowa bożego", jeżeli ono znajdzie pozytywny oddźwięk u pospólstwa. W liście do Filipian wyjaśnia adresatom: "w jakibądź sposób, czy obłudnie, czy szczerze, głoszony jest Chrystus, ja się z tego cieszę". (1: 18) Bazując na tej cynicznej wypowiedzi Pawła, musimy posiąść wątpliwość: kto w takim razie głosi boskość Jezusa Chrystusa "obłudnie" a kto "szczerze" i na czym to polega?!"> - Czy ktoś już na tak postawione pytanie rzeczowo odpowiedział?> Co kierowało Pawłem, czyżby nie przekonanie, że cel uświęca środki?> Jakiż to cel miał Paweł? Halo?> Co na to ktokolwiek chętny do dyskusji ?> Z przykrością muszę powiadomić wszystkich spekulujących nad tym, co też Paweł miał na myśli, że autor owego tekściku celowo przekręca prawdę (bo nie posądzam go o brak inteligencji), posługując się wersetem wyrwanym z kontekstu. Ubolewam nad tym, że poziom niektórych artykułów w Racjonaliście przypomina raczej (jak ktoś to określi w którymś komentarzu) poziom "Faktów i mitów", niż stronę dla intelektualistów... Co do problemu zasygnalizowanego przez Pana Motyla, oto szerszy kontekst: Filipian 1: 12 Bracia, chcę, abyście wiedzieli, że moje sprawy przyniosły raczej korzyść Ewangelii, 13 tak iż kajdany moje stały się głośne w Chrystusie w całym pretorium i u wszystkich innych. 14 I tak więcej braci, ośmielonych w Panu moimi kajdanami, odważa się bardziej bez lęku głosić słowo Boże. 15 Niektórzy wprawdzie z zawiści i przekory, drudzy zaś z dobrej woli głoszą Chrystusa. 16 Ci ostatni głoszą z miłości, świadomi tego, że jestem przeznaczony do obrony Ewangelii. 17 Tamci zaś, powodowani niewłaściwym współzawodnictwem, rozgłaszają Chrystusa nieszczerze, sądząc, że przez to dodadzą ucisku moim kajdanom. 18 Ale cóż to znaczy? Jedynie to, że czy to obłudnie, czy naprawdę, na wszelki sposób rozgłasza się Chrystusa. A z tego ja się cieszę i będę się cieszył. Czy to się zgadza z interpretacją pana Motyla?? Paweł siedzi w więzieniu, nie może robić tego, do czego go Bóg powołał - głosić Słowa Bożego. Ale słyszy, że inni to robią - choć niektórzy mają nieszczere intencje, bo myślą, że głosząc Słowo dzięki temu wzmogą prześladowania chrześcijan (to wiem z naukowych komentarzy dotyczących tego fragmentu). I co robi Paweł? Cieszy się, bo wie, że Bóg potrafi nawet z nieszczerych intencji zrobić dobry pożytek! Bo przez zwiastowane Słowo działa Bóg nie człowiek, nawet jeśli ten ostatni robi to obłudnie! Podobnie, gdy ktoś jest chrzczony, albo przystępuje do Komunii - działa Bóg i nawet jeśli kapłan jest nieszczery, obłudny, rządny władzy - sakrament jest ważny!! Dlatego Paweł mógł powiedzieć - "czy obłudnie, czy szczerze - nieważne, byle tylko Chrystus był rozgłaszany". To wcale nie oznacza, że popierał to nieszczere zwiastowanie - on nie obawiał się go, bo wiedział, że nie zaszkodzi. Czy jezuici zniszczyli Kościół, choć obłudnie i nieszczerze (cel uświęca środki) głosili Słowo Boże (mam tu na myśli czasy inkwizycji)?? Nie! Bo Kościół w szerokim wymiarze (nie mam tu na myśli Kościoła Rz-K ani innego instytucjonalnego, ale Kościół-Ciało Chrystusa, społeczność wyszystkich wierzących na ziemi) jest dziełem Boga i tylko On jeśli sam będzie chciał może go zniszczyć. Człowiek, ani szatan nie jest w staniu mu zaszkodzić. Nawet gdyby go zmiótł z powierzchni ziemi - odrodzi się, a każdy kto z nim walczy prędzej, czy później, albo pójdzie drogą Pawła, albo umierając zawoła: "Galilaee, vicisti". Takie jest współczesne odniesienie do tego tekstu - nie musicie się ze mną zgadzać, oczywiście. Chcę jednak postawić pewne pytania, do przemyślenia: Jeśli ateista (bądź agnostyk) pisząc taki artykuł jak powyżej (a podobnych artykułów znalazłem w Racjonaliście więcej), celowo przekręca prawdę i nazwijmy to po imieniu - kłamie, aby udowodnić swoją tezę, że Boga nie ma, to czy jest to człowiek godny zaufania??? Jeśli Bóg nie istnieje, to czy nie ma na to rzetelnych dowodów, tak że trzeba posługiwać się kłamstwem??? A jeśli tych rzetelnych dowodów nie ma, to może jednak Bóg jest, a Biblia mówi prawdę??? Mam wrażenie, że autor tego tekstu (a także jemu podobni) postawili tezę: BOGA NIE MA, a teraz przy pomocy Biblii szukają na to dowodów. No i zmuszeni są wyrywać słowa z kontekstu, i przypisywać biblijnym bohaterom nieprawdziwe intencje. Bo inaczej, żadnego dowodu w Biblii nie znajdą!! Bo Biblia udowadnia, że BÓG JEST i nie tylko jest, ale i KOCHA CZŁOWIEKA! I nie jest to tylko kwestia wiary! Można to odczytać z Biblii, jeśli czyta się ją i traktuje jako jedną całość. Kwestią wiary jest jedynie, czy z tej wiedzy zrobię użytek, tzn. czy będę chciał, aby ten Bóg, którego odnalazłem w Biblii stał się też "moim" Bogiem. Serdecznie pozdrawiam i dziękuję Totusowi, że wywołał ten temat!!
|
|
| | | | | | |  | | placownik (17853 punktów) |
Twoją opinię na temat fragmentu tekstu Bogdana Motyla określiłbym krótko:
trafiony, zatopiony.
Zachęcałbym jednak do umieszczenia jej jako komentarza na odnośnej stronie. Może Autor będzie się próbował ratować jaką szalupą?
Pozdrawiam
Niech strój słów podkreśla urodę myśli
|
|
| | | | | | | |  | | Kontrast (1042 punktów) | Witam! Jak honorowy powinien powiedzieć: "Galialee, vicisti!"  Obawiam się jednak, że to zbyt trudne, bo książki się nieźle sprzedają... No właśnie, poza atakowaniem księży, Biblii i innych autorytetów nie mogę się doczekać solidnego dowodu na nieistnienie Boga, więc wiara w Jego nieistnienie zdaje się mieć słabe podstawy. Spotykam tylko ataki wobec ludzi wierzących z odwołaniem się do narzędzi naukowych i logiki wyuczonej pospiesznie z encyklopedii, albo na jakimś przyspieszonym kursie (bardzo jestem ciekaw jakim). Sama nauka jest tu szczególnie namaszczona i sprawia wrażenie parodii Ducha Świętego. Niestety kij ma dwa końce i tymi samymi narzędziami można dowodzić również, że istnieje Bóg oraz o jego przymiotach, ale tu już brakuje niektórym odwagi, aby to połączyć w całość. Zburzyłby się zapewne misternie zbudowany wygodny system. Zresztą po co to piszę, przecież i tak zostanę zasypany kontrargumentami ludzi dogmatycznie pewnych, że Bóg nie istnieje i odrzucających wszelkie dowody. Wierzący wierzą, bo mają zaufanie, że Bóg jest, a niewierzący są pewni, że Boga nie ma. Kto tu jest więc bardziej dogmatyczny? To trochę złośliwie brzmi, ale naprawdę chciałbym usłyszeć argumenty, które nie są atakiem, ale głęboko przemyślaną refleksją na ten temat. Pozdrawiam! Co do głównego tematu wątku, to w stopce tego postu zawarta jest sama kwintesencja. Oczywiście chodzi o miłość agape. Bóg jest Dobry i ten, który się z Nim łączy też staje się dobry dla siebie, bliźniego i w ten sposób dla Boga samego. Jeśli dobrym się nie staje, to jest świadectwem, że łączność z Bogiem jest zachwiana albo zerwana (por. 1 J - cały list).
Bóg jest miłością
|
|
| | | | | | | | |  | | Totus (1201 punktów) | Cieszę się, że zajrzałeś. Nie ma sensu najeżdżać na skutki działań quasi-chrześcijaństwa bo kij ma dwa końce. Nie byłoby drwin z Jezusa czy Ewangelii, gdyby nie fałszywa interpretacja całościowa SENSU i PRZESŁANIA misji apostolskiej wyznawców Jezusa, w oparciu o Pismo Święte Nowego Przymierza. >Obawiam się jednak, że to zbyt trudne, bo książki się nieźle sprzedają... Dziś wszystkim handluje mamoniowy świat Królestwa Antychrysta. >No właśnie, poza atakowaniem księży, Biblii i innych autorytetów nie mogę się doczekać solidnego dowodu na nieistnienie Boga, Znasz kogoś kto ma w sobie miłość agape? Może Jezus (Jej Syn umiłowany), którego poświęcenie jest zbawieniem dla wszystkich, którzy ją posiądą od Słowa? >więc wiara w Jego nieistnienie zdaje się mieć słabe podstawy. Gdybym żył w normalnych czasach ludzie pytali by naukowców również o to co jest źródłem miłości agape w nas samych, a nie np. szarpali się o dopuszczalność prezerwatyw czy ubranek na Matkę Boską (poniżający prymat kultu macierzyństwa jako obrazowania miłości agape, czyżby nierządnica babilońska? Jedna z ulubionych stref żeru sługusów Antychrysta?) >Spotykam tylko ataki wobec ludzi wierzących z odwołaniem się do narzędzi naukowych i logiki wyuczonej pospiesznie z encyklopedii, albo na jakimś przyspieszonym kursie (bardzo jestem ciekaw jakim). Sama nauka jest tu szczególnie namaszczona i sprawia wrażenie parodii Ducha Świętego. Uważaj bo to samo mówili Żydzi o Jezusie, gdy oznajmił, że jest Synem Bożym. >Niestety kij ma dwa końce i tymi samymi narzędziami można dowodzić również, że istnieje Bóg oraz o jego przymiotach, ale tu już brakuje niektórym odwagi, aby to połączyć w całość. Zgorszenie wobec działalności kapłańskiej w minionych wiekach skutecznie ich zniechęca. Niestety, któż zdolny byłby dostrzec rękę Antychryta? Może z pomocą Ojca w Bogu Jana Apostoła nam się uda? >Zburzyłby się zapewne misternie zbudowany wygodny system. ZGADZA SIĘ i nic w tym złego, piękna transformacja ku miłości agape zmusiłaby niektórych do rozważania czy warto "modlić" się np. za muzułmanów i jak? Czy fundamentaliści islamscy to grupa już stracona dla miłości agape? Czy zgodnie z zaleceniami Jana: "W takim wypadku nie polecam, aby się modlono" ( J 5,16) osobiście nie wchodzimy do tej chaty, z góry wiedząc jak nas potraktują? Być może nawet i tak, że nie będzie z czego prochu strzepywać? Trudne, nieprawdaż? >Zresztą po co to piszę, przecież i tak zostanę zasypany kontrargumentami ludzi dogmatycznie pewnych, że Bóg nie istnieje i odrzucających wszelkie dowody. Cóż, nie zniechęcaj się. Bóg istnieje - czymkolwiek jest. Jezus przychodzi do wszystkich, którzy wiedzą. Im bardziej są pewni, że jest taki a taki - tym bardziej krwawi chłostany dogmatami !!! >Wierzący wierzą, bo mają zaufanie, że Bóg jest, a niewierzący są pewni, że Boga nie ma. Kto tu jest więc bardziej dogmatyczny? Albo ludzie nie wierzący w Jezusa... To jeden z powodów mojego zmartwienia. Mówią: "Nie wierzę, żeby człowiek był zdolny do takiego poświęcenia dla miłości agape" - ale zaraz, tak właśnie mówią? Tak mówią? Więc mam się dać (Humanista!) zabić by to udowodnić? Mam znowu wejść na drogę krzyżową by dotarło do zaślepionych pał, że człowiek jest zdolny do najwyższej ofiary wobec miłości agape? A kimże są nie wierzący w Jezusa a czytający Pismo? Wierzącymi, że taki człowiek choć urodził się w umyśle autora to tak na prawdę nie wart jest uwagi, bo dowody zebrane Kukamukarakakan wydają się mówić coś zupełnie innego. Ten bajzel wynikający z niechęci do oddzielenia fizyki od bezemocjonalnej metafizyki umysłu, przy jednoczesnej akceptacji obydwu płaszczyzn procentuje i widać go w większości dyskusji. >To trochę złośliwie brzmi, ale naprawdę chciałbym usłyszeć argumenty, które nie są atakiem, ale głęboko przemyślaną refleksją na ten temat. A co jeżeli nie będzie ona zgodna z dogmatami, które potrzebują by je przyjmować "na wiarę", bo oparty na nich system jest, jakby tu rzec, fajny? A co jeżeli system potrzebuje tych dogmatów by zachować stabilność? Mówię mu : Pa, Pa, Prawda Nas Wyzwoli i trzeba będzie zacząć budować na nowo, tym razem na skale z pamięcią o Racjonaliście Agapowiczu, którego strażnicy nieładu w wersji żydowskiej zakatowali posługując się rzymską psiarnią. >Pozdrawiam! >Co do głównego tematu wątku, to w stopce tego postu zawarta jest sama kwintesencja. "Nie miłuj świata, ani tego co jest na świecie! Jeśli kto miłuje świat nie ma w nim miłości Ojca" - rzeczywiście miłość z woli wolnego umysłu (Ducha Świętego) realnie istniejącego we wszechświecie, którego nosicielem jest każdy z nas nie z serca pochodzi lecz na serce spływa. Będąc wolnym (samodzielnym kreatorem) jest to wola czynienia DOBRA, również przez wzgląd na nieuchronność końca własnego "JA" w rzeczywistości fizycznej i pamiątkę świadomego wyboru Jezusa, który to fizyczne "JA" poświęcił bym np.: nie musiał z powodu chorych dogmatów katować swojej rodziny albo pastuszyć społeczeństwu np. w roli szkodliwego pasożyta: >Oczywiście chodzi o miłość agape. Bóg jest Dobry i ten, który się z Nim łączy też staje się dobry dla siebie, bliźniego i w ten sposób dla Boga samego. Obyś nie miał na myśli mistycznego bogactwa wybranej formy kultu. >Jeśli dobrym się nie staje, to jest świadectwem, że łączność z Bogiem jest zachwiana albo zerwana (por. 1 J - cały list). Np. szukaniem Boga w szumie drzew i śpiewie ptaszków, albo w bólu kolan czy stóp pielgrzyma zmierzającego do nikąd. Twoja propozycja jest znakomita ( Pierwszy List Świętego Jana Apostoła ) ten człowiek wiedział co pisze i po co: >Bóg jest miłością W związku z tym proszę zastąpić w Liście słowo Bóg słowem Miłość, a Wola Boża zastąp MOJA WOLA MIŁOŚCI AGAPE do bliźniego swego. ... pomyśl, że to również motywuje mnie do dotarcia do Ciebie i innych bezinteresownie, bo za czas spędzony przy kompie nie tylko nikt mi nie płaci, a wręcz narażam się finansowo. Totus tuus bracia w Chrystusie umiłowani.
|
|
| | | | | | | | | |  | | Kontrast (1042 punktów) | Witam! Doprawdy nie wiem, jak się do Ciebie ustosunkować. Czasami piszesz rzeczy zgodne z tym, co piszę innym razem wstawiasz jakieś dziwne domieszki, ni to humanistyczne, ni zabarwione New Age, czy innymi szamaństwami. Tu nie miejsce na takie szczegółowe dyskusje teologiczne, które jak sądzę nie interesują niewierzących. Raczej panuje tu chaos ideologiczny i tak po prawdzie, to tylko kilka osób zna swoje przekonania i nie broni tylko gazetowych haseł. Co do Ciebie zdaje mi się, że wpadłeś w sidła jakichś sekciarzy i zamiast wziąć na poważnie swoją wiarę i szukać głębii, wpadłeś w jakiś gnostycyzm. Może należałoby postąpić jak chrześcijanie w Dz 19,19. Humaniści wbrew swoim założeniom walki z Kościołem, wskazali podobnie jak inni heretycy w historii, że nie można stać w miejscu i trzeba inspirując się miłością agape rozwiązywać nowe problemy. Wcześniej nie dostrzegano tak wyraźnie, że chrześcijaństwo jest wezwaniem do pełnej wolności. Jest to wolność od zniewolenia materialnego, pokładania ufności i sensu życia w rzeczach, samym człowieku i czymkolwiek ograniczonym i skończonym. Te wszystkie rzeczy są dobre i potrzebne, ale kiedy są środkami używanymi z umiarem. Chciałbym więcej wiedzieć na temat humanizmu ateistycznego, bo o ile się zorientowałem, ta filozofia jest podstawą dla wiekszości forumowiczów. Dotychczas znalazłem tylko hasełka i ogólniki na kilku stronach, a chciałbym wiedzieć więcej, abym mógł skonfrontować własne przekonania i jeśli jest coś dobrego, akomodować to. Pozdrawiam!
Bóg jest miłością
|
|
| | | | | | | | | | |  | | Totus (1201 punktów) | > (...)Tu nie miejsce na takie szczegółowe dyskusje teologiczne, które jak sądzę nie interesują niewierzących.(...)Uderzenie w monopol myślę, że interesuje większość lecz mało kto spodziewał by się, by to było możliwe. Jest to jeden z powodów, dla którego większość może nie potraktować mnie poważnie lub inymi słowy nie przyjąć do wiadomości mojego zmartwychwstania. Moja dewiza: W walce o miłość agape nie może być przegranych bo byłoby to nie-logiczne, dlatego jestem otwarty na każdy głos w polemice. Tym, którzy sądzą, że dyskusja sama w sobie mogła by zaszkodzić miłości agape odpowiadam - jestem już prawie przekonany, że nie zaszkodzi, ale co innego złudzeniom - te niszczy. > Co do Ciebie zdaje mi się, że wpadłeś w sidła jakichś sekciarzy i zamiast wziąć na poważnie swoją wiarę i szukać głębii, wpadłeś w jakiś gnostycyzm. Może należałoby postąpić jak chrześcijanie w Dz 19,19.Zabawne.  > Humaniści wbrew swoim założeniom walki z Kościołem, wskazali podobnie jak inni heretycy w historii, że nie można stać w miejscu i trzeba inspirując się miłością agape rozwiązywać nowe problemy.A co jeżeli to ukształtowany humanista jest źródłem miłości agape? A co jeżeli Chrystus okaże się nim być? Co jeżeli uzasadnimy konieczność kryptohumanizmu a więc kłamstwa do walki z kłamstwem, które cel (miłość agape) i tak usprawiedliwi? Weźmy Dz 19 jako pierwszy lepszy przykład. Co widzę? - walkę z konkurencją, walkę o ludzkie dusze ale tylko dwunastu oświeconych. Cóż znaczy "włożył na nich ręce"? Zależy kto pyta, czyż nie? Przyjaciel czy wróg? Mądry czy głupi? Spragniony czy syty? Ubogi duchem czy bogaty w mistyczne ubranko dzieciak Antychrysta? Czemu ta skrytość w oświecaniu Duchem Świętym przez Pawła? Cóż to za "braki mocy" u źródła, że efektywność tak słaba? Bóg Pawła nie jest wszechmocny? Nie starcza mu łaski dla wszystkich? Po prostu - nie jest, bo miłość agape nie raz nie jest w stanie przebić się do Umysłu zniewolonego zmysłowym a więc NIE-rozumnym wartościowaniem rzeczywistości. Mało tego musi ona konkurować ze złudzeniami (szczególnie wizją raju i opiekuńczą narkomanią psychiczną u osób niezdolnych przełamać się ku wolności = samodzielności), ale gdzieś przepadły dekodery i świat oczarowany miłością humanisty zaczął wierzyć, że źródłem miłości jest rzeczywiście Bóg, który zbawia przez polewanie wodą i odpuszcza grzechy znakiem krzyża i właśnie dlatego: > Wcześniej nie dostrzegano tak wyraźnie, że chrześcijaństwo jest wezwaniem do pełnej wolności.Pełna wolność duchowa wydaje się być zogniskowaniem woli czyli fizyczną nicością czystej potencji. Rzeczywstość potencjalna (Podmiot) moim zdaniem nie istnieje bez fizycznej (przedmiot) i przyjęcie tego za fakt realny na naszym przykładzie, jako jedynym z dostępnych, sprawia, że otrzymujemy punkt startowy dla oceny rzeczywistości, którego nie sposób odrzucić, a który lansowany jest co bardzo istotne nie wprost przez Ewangelię. > Jest to wolność od zniewolenia materialnego,Wolność woli do decydowania o sobie ze wskazaniem na moralność i rozum a nie potrzeby fizyczne, które i tak system wartościujący Podmiot zaspokoi (kto ma temu dołożą) > pokładania ufności i sensu życia w rzeczach,Oczywiście że tak, > samym człowiekuSTOP! Dwie natury obiektu i pokrewieństwo wobec źródła decyzyjnego. Decyzja logiczna własna lub nabyta nakazuje przyjaźń, wtóruje temu zgodność emocjonalna nośnika świadomości (umysłu) zwana "radością serca". > i czymkolwiek ograniczonym i skończonym.Koniec ślepej ewolucji. Umysł staje się kreatorem własnego generatora. To wstęp do życia wiecznego, będącego kosekwencją ekspansji rozumu i dominowania Podmiotu nad przedmiotem. Tu wrotami jest moralność w relacjach międzypodmiotowych. Skutkiem (dołożeniem, konsekwencją naturalną) staje się radosne samodoskonalenie się poprzez korzystanie z wiedzy. Świadomość realności kryzysu jednostkowego potęguje konieczność solidarności. Należy więc uważać na słowa "ograniczony", "skończony" bo to taka malutka zapowiedź Jezusowego przykazania "Nie zabijaj". > Te wszystkie rzeczy są dobre i potrzebne, ale kiedy są środkami używanymi z umiarem.Mamona ciśnie tak mocno, że wspólne dobro potrafi obracać w mit rozsiewając szkodliwe memy. Czeski film, jak sam je nazwałeś, nieraz pustych, gazetowych dyskusji jest dla mnie skutkiem powszechnego kryzysu światopoglądowego na uzdrowienie którego moim zdaniem sensowne byłoby ponowne "wskrzeszenie" Jezusa i oczyszczenie Jego wizerunku. Zapytasz może czemu to robię, albo już domyślasz się, że miłuję bliźniego swego jak siebie samego i z ulgą stwierdzam, że nie ja pierwszy. Na szczęście zbawicielem nie jestem i jest to jeszcze jeden powód do szacunku dla Jezusa, natomiast jeżeli ktoś ma pretensje do niego, że namieszał, to winnych proponuję szukać gdzie indziej, albo zwalić całe zło na naturę ślepoty i jednocześnie wszelkimi sposobami zacząć ją tępić, pomimo zarzutów o fanatyzm, debilizm, nieżyciowość, pomimo urągań, prześladowań, plotkowań i innych nie wymienionych w Mt 5,11 nie-merytorycznych próbach ataku. Oczywiście "milczenie owiec" też będzie trzeba jakoś przeboleć.  Kontraście! Nie wiem czy Cię przekonam, ale wytłumacz mi jak mam rozumieć np.: "Modlitwę" (Mt 6,5), czyż sens tego tekstu nie pasuje do moich poglądów? Pozdrawiam!
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | Kontrast (1042 punktów) | Witam! > większość może nie potraktować mnie poważnie lub inymi słowy nie przyjąć do wiadomości mojego zmartwychwstania.Dziwnie to brzmi... > Moja dewiza: W walce o miłość agape nie może być przegranych bo byłoby to nie-logiczne, dlatego jestem otwarty na każdy głos w polemice.To coś w stylu hasła "będziemy zaciekle walczyć o pokój!"  > Tym, którzy sądzą, że dyskusja sama w sobie mogła by zaszkodzić miłości agape odpowiadam - jestem już prawie przekonany, że nie zaszkodzi, ale co innego złudzeniom - te niszczy.Twoja fascynacja agape jest dobra, ale raczej radzę poznać ją lepiej w teorii i praktyce oraz czerpać z czystego źródła w Bogu. > >Humaniści wbrew swoim założeniom walki z Kościołem, wskazali podobnie jak inni heretycy w historii, że nie można stać w miejscu i trzeba inspirując się miłością agape rozwiązywać nowe problemy.> A co jeżeli to ukształtowany humanista jest źródłem miłości agape?> A co jeżeli Chrystus okaże się nim być?> Co jeżeli uzasadnimy konieczność kryptohumanizmu a więc kłamstwa do walki z kłamstwem, które cel (miłość agape) i tak usprawiedliwi? Weźmy Dz 19 jako pierwszy lepszy przykład. Co widzę? - walkę z konkurencją, walkę o ludzkie dusze ale tylko dwunastu oświeconych. Cóż znaczy "włożył na nich ręce"? Zależy kto pyta, czyż nie?> Przyjaciel czy wróg? Mądry czy głupi? Spragniony czy syty? Ubogi duchem czy bogaty w mistyczne ubranko dzieciak Antychrysta?Za późno, trudno mi się skupić, pisz człowieku jasno, bo trudno zrozumieć, o co Ci chodzi. Co do tematu powyższego to liczba 666 z Apokalipsy jakoś nieodparcie kojarzy mi się z kolejną antropocentryczną filozofią, z którą tu się baraszkujemy, a raczej nie lubią tu Jezusa (por. 1 J 4, 3). Dalsze wywody pominąłem, bo zbyt zawile to wszystko napisałeś, albo ja mam za mało czasu, aby to analizować. Można to sprowadzić do fundamentu według św. Ignacego Loyoli : "Człowiek został stworzony, aby Boga, naszego Pana, wielbił, okazywał Mu cześć i służył Mu - i dzięki temu zbawił duszę swoją. Inne rzeczy na powierzchni ziemi stworzone zostały dla człowieka i po to, by mu służyć pomocą w zmierzaniu do celu, dla którego został stworzony" Ćwiczenia duchowe (23). Trzeba to uzupełnić dopowiedzeniem dla protestantów, że zbawienie duszy nie wynika bezpośrednio z naszych uczynków, ale nasze uczynki pobożne są aktem wiary koniecznym do zbawienia, które samo jest łaską Chrystusa. Bez Niego nic nie możemy uczynić. > Kontraście! Nie wiem czy Cię przekonam, ale wytłumacz mi jak mam rozumieć np.: "Modlitwę" (Mt 6,5), czyż sens tego tekstu nie pasuje do moich poglądów?To nie chodzi tylko o modlitwę, czy uczynki pobożne czynione dla przypodobania się ludziom. Jeżeli cokolwiek robimy w oderwaniu i przeciw Bogu, gubimy nasz cel i sens życia. Bóg jest żywą miłością, kocha nas bezwarunkowo i bezgranicznie, jeżeli odrywamy się od tej miłości ku marnościom, tracimy pokarm naszej duszy. W tym jest istota grzechu. Ateiści tego nie pojmują, choć cierpią skutki samoodrzucenia, wolą użalać się i zaprzeczać i nie przyjąć łaski. Wolą marne światowe uciechy, czy jakieś obiekty, które stają się celem ich życia, a gdy spostrzegą, że to marność, zmieniają na kolejną... Drwią z miłości, bo już nie wierzą, że mogą jej doświadczyć i być uleczeni. Gryzą boleśnie pomocną dłoń, a nawet zabijają Dawcę życia... Pozdrawiam!
Deus caritas est
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | Totus (1201 punktów) | > Twoja fascynacja agape jest dobra, ale raczej radzę poznać ją lepiej w teorii i praktyce oraz czerpać z czystego źródła w Bogu.Sugerujesz, że mam robić to co robię?  > Za późno, trudno mi się skupić, pisz człowieku jasno, bo trudno zrozumieć, o co Ci chodzi.Wiem o tym. > Co do tematu powyższego to liczba 666 z Apokalipsy jakoś nieodparcie kojarzy mi się z kolejną antropocentryczną filozofią, z którą tu się baraszkujemy, a raczej nie lubią tu Jezusa (por. 1 J 4, 3).Liczba człowieka, który służy miłości jest 777. Ofiarami Antychrysta są ofiary złudzeń i ich prześladowcy, słowem wszyscy odrzucający istnienie WŁASNEJ WOLI i jej świętość. > Dalsze wywody pominąłem, bo zbyt zawile to wszystko napisałeś, albo ja mam za mało czasu, aby to analizować.1 J 4,6 > Można to sprowadzić do fundamentu według św. Ignacego Loyoli : (...)Jezus został stworzony, aby Miłość, naszą szansę na panowanie, wielbić, okazywać jej cześć i służyć jej - i dzięki temu zbawić własne dusze od niewolnictwa wobec Bestii. Pierwsza Bestia to My sześciozmysłowi ludzie a druga to monoteizm jako produkt Fałszywego Proroka na usługach pierwszej (większość religii). Tylko miłość do bliźniego swego jest w stanie skosić dzieło Fałszywego Proroka, który kształtował opiekuńczą, przemądrzałą, wywyższającą się i w stosach innych epitetów skąpaną Bestię. Podobna do Chrystusa ale mówi jak Smok, sprawia, że ludzie uciekają w objęcia bestii pierwszej 666. Rana śmiertelna czyli Chrystus, który dał się zabić Szatanowi, z miłości do nas, zostaje zatuszowany, przekłamany i spętany w dogmaty przez mamoniowe bractwo babilońskich żeglarzy, których faryzejady ofiarami są dziś wszyscy. Czynią wielkie znaki, CUDA mocą jego imienia, mówiąc mieszkańcom by wykonywali obrazy Bestii, która otrzymała cios mieczem, mieczem, który przyniósł do nas, by nas wyzwolić z jej jarzma, Bestia miała zdechnąć na krzyżu, ale ktoś wiedział, że jesteśmy za słabi na wolność od niej, za słabi psychicznie jako plemię żmijowe. Będziesz chrzcił Kontraście wodą na prawą rękę lub czoło ? Pytam w czyim imieniu ? Kto ma mądrość? Kto ma rozum? - niech się zechce z tym uporać i zmysły własne przeliczy. WOLA jest ponad tym. WOLA by istnieć i miłować drugiego człowieka - oto źródło miłości i siły ducha, które ma prowadzić do zwycięzstwa nad materią. ---( na podstawie Apokalispy św. Jana 13 )--- > To nie chodzi tylko o modlitwę, czy uczynki pobożne czynione dla przypodobania się ludziom. Jeżeli cokolwiek robimy w oderwaniu i przeciw Bogu, gubimy nasz cel i sens życia. Bóg jest żywą miłością, kocha nas bezwarunkowo i bezgranicznie, jeżeli odrywamy się od tej miłości ku marnościom, tracimy pokarm naszej duszy. W tym jest istota grzechu.A miłość ta jest we mnie więc powiadam Ci, oto sens modlitwy: "Jak gardzisz swym duchem i własnym rozumem to jest droga okrężna byś mimo wszystko z niego korzystał i duszy swej Bestii nie sprzedał" > Ateiści tego nie pojmują, choć cierpią skutki samoodrzucenia, wolą użalać się i zaprzeczać i nie przyjąć łaski.Kto jeszcze reprezentuje Jezusa??? - zapytał Anioł Apokalipsy. Wy? Faryzeusze w sutannach? Buhahahahahhaha... BU! > Wolą marne światowe uciechy, czy jakieś obiekty, które stają się celem ich życia, a gdy spostrzegą, że to marność, zmieniają na kolejną...Świat gardzi moją utopią, śmieje się z mojej ofiary, teraz zapłacze i zadrży nienawiścią, ale Ewangelia skutki jej powstrzyma. > Drwią z miłości, bo już nie wierzą, że mogą jej doświadczyć i być uleczeni.Wiesz już dlaczego? > Gryzą boleśnie pomocną dłoń, a nawet zabijają Dawcę życia...Lub posyłają na dodatkowe kursy z zakresu teologii lub studiowanie miliardo-tonowego chłamu dla tytułu "-znawca" uczony w Piśmie, zagubiony encyklopedysta. > Pozdrawiam!Ja również i czekam kiedy przełamiesz blokadę i umrzesz dla mnie. W każdym razie wiesz gdzie mnie szukać, leżę przed Tobą, okaleczony brakiem twej wiary w siebie i miłość własną. Bez niej cóż mi odwzajemnisz? Ludzie po prostu wierzą, że śmierć nie jest końcem "JA" jednakże Ewangelia uczy aby powstrzymać się od religijnych pokus i dokąd Ewangelia nie będzie odfałszowana i czytana wszystkim narodom, dotąd Szatan będzie zasiadał na tronie Baranka podniecając i doprowadzając od czasu do czasu jakąś Joannę albo Faustynę do mistycznego orgazmu. Ileż pracy przed Nami, ileż... , ale gdy widać CEL to i pojawia się SENS. A jeżeli celem jest istnieć, przyszedł czas na otwarcie księgi życia (Ap 20,12) i przeczytanie transhumanistycznego "Listu do Matki Natury" raz jeszcze, Kontraście  Dasz się przekonać? Czy wolisz spokojnie patrzeć jak przegrani chylą czoła ku posadzkom ogrzewanym za kilka tysięcy posiłków miesięcznie razy tysiące placówek duchowej nędzy co i resztę pozwoli sobie odebrać. Rozpoczął się Post (Mt 6,16), wypocznij ile potrzebujesz a gdy wstaniesz orzeźwij Umysł, by odpowiedzieć na to co napisałem ku chwale: DEUS CARITAS EST A.D. 2006
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | Kontrast (1042 punktów) | Totusie, kim Ty jesteś prorok, czy jaki?... Piszesz straszliwe banialuki, nie wszystko oczywiście, ale z całą pewnością herezja goni herezję. Chcesz, abym myślał w podobny sposób? Przecież to pomieszanie z poplątaniem... Jak można bezbożną autonomię człowieka i transhumanistyczne fantazje nawiedzonych fascynatów "Startreka" mieszać z Ewangelią i agape? Dziwię się bardzo, że na Racjonaliście nie wstydzą się publikować takich rzeczy. Nie wierzą w istnienie aniołów, a sami chcą ich z siebie zrobić... Przeanalizuj sobie jakie cele stawiają sobie ci ideolodzy, porównaj z tym, co robią i mówią, kogo atakują i wszystko stanie się jasne. Zachęcam do zastosowania logicznego rozumowania jaki jest tu w cenie. Wnioski powinny być identyczne, jeśli oczywiście starczy odwagi. Stanowisko wobec Jezusa to taki papierek lakmusowy, który pozwala wykryć "kwas". Przypomnę tylko stare hasło "Kto ma oczy..."
To powyżej napisałem w Twoim stylu...
Deus caritas est
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | | Kontrast (1042 punktów) | W swoim życiu szukałem drogi i byłem w wielu dziwnych miejscach, ale zadziwiło mnie jedno, wszyscy bluźnili Jezusowi...
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | | Totus (1201 punktów) | > Chcesz, abym myślał w podobny sposób? Przecież to pomieszanie z poplątaniem...Przejście do stanu "partnerstwa" z Bogiem, to moim zdaniem ukształtowanie człowieka do stanu "miłujący w, z i przez Chrystusa". W tym stanie jako uczeń możesz być namiastką Chrystusa dla innych, którzy dopiero są w drodze, lub są dziećmi koniecznymi do umiłowania. Nie może być kilku opiekunem wszystkich bo jest to z tego pułapu nieetyczne (delikatnie mówiąc). Domniemywam, że silnie jesteś przywiązany do religijnego spojrzenia na rzeczywistość bo sam kiedyś byłem, ale udało mi się i tym razem mówię dosyć! Nie muszę już być Aniołem, nie spotkałem kosmitów jak Rael, nie będę tworzył nowej religii! Albowiem szczęśliwy płuczę swe szaty, aby władza nad moim życiem do mnie należała i aby "bramą zmartwychwstania" ludzie stawali się wolni na moje podobieństwo i przychodzili do przy-jaźni Miasta Mego w Królestwie Niebieskim, które odtąd do nich należeć będzie!. (Ap 22,14) I dalej, jazda huzarzy  : Na zewnątrz są psy, guślarze, rozpustnicy, zabójcy, bałwochwalcy i każdy kto kłamstwo kocha i nim żyje. (Ap 22,15) Ja człowieku po prostu po Ciebie IDĘ, poznajesz mnie? Które oko mnie widzi, ani prawe ani lewe, czyż nie? > Jak można bezbożną autonomię człowieka i transhumanistyczne fantazje nawiedzonych fascynatów "Startreka" mieszać z Ewangelią i agape?Nic co ludzkie nie jest mi obce. > Dziwię się bardzo, że na Racjonaliście nie wstydzą się publikować takich rzeczy. Nie wierzą w istnienie aniołów, a sami chcą ich z siebie zrobić...Jacy ONI, piszesz o tych, którzy wpuścili mnie do stołu? Którzy ogrzali i pozwolili podzielić się chlebem? Jeszcze milczą, jeszcze... bo ten chleb nie jest wcale łatwy ale moim zdaniem potrzebny. W Czesie Apokalipsy Anioły zrzucą maski by zakończyć największy spektakl historii nowożytnej, którego centrum jeszcze wczoraj pewnemu księdzu wydawało się być "tykającym sercem" a tymczasem to "tykająca bomba" Bożego Miłosierdzia. > Przeanalizuj sobie jakie cele stawiają sobie ci ideolodzy, porównaj z tym, co robią i mówią, kogo atakują i wszystko stanie się jasne. Zachęcam do zastosowania logicznego rozumowania jaki jest tu w cenie. Wnioski powinny być identyczne, jeśli oczywiście starczy odwagi.Grad dopiero przed nami, niech no się tylko LUDZIE dowiedzą... > Stanowisko wobec Jezusa to taki papierek lakmusowy, który pozwala wykryć "kwas". Przypomnę tylko stare hasło "Kto ma oczy..."Oto tajemnica wiary: Głoszę śmierć Twoją Panie Jezu, Uznaję Twoje Zmartwychwstanie i Oczekuję by inni wreszcie szczerze oddawali Ci chwałę. > To powyżej napisałem w Twoim stylu...To jest styl "gorące pieczywo dla wszystkich"  > Deus caritas estJak jest po łacinie "ma być"?
|
|
| | | | | | | | |  | | Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów) |
>[...] nie mogę się doczekać solidnego dowodu na nieistnienie Boga, więc wiara w Jego nieistnienie zdaje się mieć słabe podstawy. [...] można dowodzić również, że istnieje Bóg >Zresztą po co to piszę, przecież i tak zostanę zasypany kontrargumentami ludzi dogmatycznie pewnych, że Bóg nie istnieje i odrzucających wszelkie dowody. Wierzący wierzą, bo mają zaufanie, że Bóg jest, a niewierzący są pewni, że Boga nie ma. Kto tu jest więc bardziej dogmatyczny? Bo go po prostu nie ma; tak samo jak nie ma żadnego dowodu na istnienie Boga. A w dalszej części popełniasz zasadniczy błąd logiczny (niewierzący wierzą). Takie dyskusje nie prowadzą do niczego (i tak każdy pozostanie przy swoim zdaniu). Pogódźmy się z realiami. Religie (jakiekolwiek) są i będą bo spełniają pewne funkcje psychologiczne i socjologiczne. I w tym aspekcie nie warto z nimi walczyć. Walczyć jednak należy z fanatyzmem i jego przejawami. Nie możemy się godzić na dominację religii nad racjonalizmem (który nie wyklucza "wiary" jako pojęcia - każdy bowiem w coś wierzy, bo wiara to termin określający stan psychicznej niepewności), ponieważ rozumu należy używać zawsze. Nie może być Polska biedna byle katolicka, nie może być dyskryminacji (rasowej, religijnej, obyczajowej), nie może być dyktatu jednej ideologii (ideałem byłoby, aby nie było dyktatu ŻADNEJ ideologii). Te wypowiedzi, które czytałem są nacechowane głęboką wiarą w słuszność własnych poglądów. W JEDYNĄ SŁUSZNOŚĆ. Czy to , oby, nie ociera się o fanatyzm? Chciałbym wierzyć, że nie. I refleksja na marginesie: dla każdej ideologii (w tym, a może przede wszystkim religijnej), tak naprawdę nie jest ważne czy Bóg (idea) istnieje lecz ilu ludzi w to uwierzy. Bo od tego wskaźnika zależą profity (nie tylko finansowe).
fides ex necessitate esse non debet
|
|
| | | | | | | | | |  | | Kontrast (1042 punktów) | > >[...] nie mogę się doczekać solidnego dowodu na nieistnienie Boga (...).> Bo go po prostu nie ma; tak samo jak nie ma żadnego dowodu na istnienie Boga. A w dalszej części popełniasz zasadniczy błąd logiczny (niewierzący wierzą).Kto tu popełnia błąd to bym dyskutował. Nie ma dowodu na to, że Bóg jest materialny i to mnie nie martwi, martwiłoby, gdyby był materią. Co do wiary ateistów, to taka gra słów, ale jeśli trzeba wszystko pisać dokładnie jak procedury w idiotmaszynie zwanej komputerem, bo inaczej wyskoczy komunikat: "bad command", to przykro mi, ale jeszcze nie znam dobrego debugera, który by wyłapał wszystkie robaki. > Takie dyskusje nie prowadzą do niczego (i tak każdy pozostanie przy swoim zdaniu).No cóż próbować nie zaszkodzi, przynajmniej na Sądzie Ostatecznym, będę mógł się tłumaczyć, że próbowałem  A jak nie ma nic, to i tak nie będę wiedział, a umrę spokojniejszy... > Pogódźmy się z realiami.Jeżeli nie potrafisz zaprzeczyć, że Bóg jest, ale wszelką argumentację za Jego istnieniem odrzucasz i nazywasz to realiami to dziwne, zważywszy na to co napisałeś niżej. Zakładu Pascala jaki w tym wypadku by najlepiej pasował, też nie przyjmiesz, ale może i lepiej, bo tacy są fanatykami. > Religie (jakiekolwiek) są i będą bo spełniają pewne funkcje psychologiczne i socjologiczne.Tu nieśmiało podajesz jedną z przesłanek. Inni tu dodają, że religijność i wiara są uwarunkowane biologicznie. Ciekawie wypowiedział się tu też jeden z agnostyków www.racjonalista.pl/kk.php/s,4606 Dla mnie jako teologa takie wypowiedzi są ciekawe, bo od jakiegoś czasu badam (prawie naukowo) sposób myślenia agnostyków. Coraz bliżej jestem jednak zaklasyfikowania tej postawy światopoglądowej do religii, gdyż posiada niemal wszystkie jej cechy (mimo deklaracji zerwania z religijnością). Stąd to określenie, że wierzą. > I w tym aspekcie nie warto z nimi walczyć. Walczyć jednak należy z fanatyzmem i jego przejawami.A co jeśli fanatyzmem jest przesadne racjonalizowanie wszystkiego, czyż nie jest to jakaś forma narzucenia schematów? To może być tak odbierane przez ludzi, którzy nie chcą niewolić swoich umysłów sztywnymi regułami logicznymi, tautologiami, sylogizmami itp. Oni raczej, chcą wolności do własnego myślenia nawet jeśli jest niedorzeczne w oczach "symetrycznie patrzących na świat". Może to coś na wzór frustracji dyslektyka na reguły ortografii. > Nie możemy się godzić na dominację religii nad racjonalizmem (który nie wyklucza "wiary" jako pojęcia - każdy bowiem w coś wierzy, bo wiara to termin określający stan psychicznej niepewności), ponieważ rozumu należy używać zawsze.No nie wiem, czy to realne. Zresztą, czy ja muszę stosować reguły logiki, gdy udaję się tam, gdzie król piechotą? A co ze snem, na który poświęcamy 1/3 dnia i wiele innych czynności, które nie wymagają refleksji i analizy. Czasami wręcz niebezpieczne jest takie myślenie, gdy trzeba zdać się na intuicję (np. poślizg, czy dzik w lesie itd.). > Nie może być Polska biedna byle katolicka,Gdyby była tylko biedna, to byłoby lepiej dla okupantów, bo biednego bez, tożsamości i honoru można kupić jak rzecz, czego chciał chyba każdy z okupantów. Wiara daje nadzieję w ciężkich czasach, a z nadziei rodzi się zapał do odbudowy. > nie może być dyskryminacji (rasowej, religijnej, obyczajowej),To wynika z nakazu miłości bliźniego. Mamy kochać bliźniego jak siebie samego, dosłownie. > nie może być dyktatu jednej ideologii (ideałem byłoby, aby nie było dyktatu ŻADNEJ ideologii).Z mojej perspektywy to zabawne tłumaczenie w stylu "Folwarku zwierzęcego". Zarzucasz w podtekście, ideologię Kościoła, a ona jest właśnie w streszczeniu wezwaniem do miłości bliźniego, która jest owocem i wyrazem miłości wobec Boga. Bez wiary, pozostaje tylko idea agape (z założenia bezwarunkowa) okrojona do miłości bliźniego, tylko wszyscy wprowadzają swoje korekty. > Te wypowiedzi, które czytałem są nacechowane głęboką wiarą w słuszność własnych poglądów. W JEDYNĄ SŁUSZNOŚĆ. Czy to, oby, nie ociera się o fanatyzm? Chciałbym wierzyć, że nie.Jeżeli patrzy się w kontekście miłości agape oczami wiary, to niemal w jednej chwili odkrywa się zależności i wszystko staje się jasne. Analizy i dowodzenia teologów tylko potwierdzają to wewnętrzne poznanie. Nasz sposób myślenia opiera się na ideach i obrazach, które ubieramy w myśli, a potem wyrażamy w słowach. Jeżeli ktoś nie posiadł takiej sprawności, będzie funkcjonował niczym ślepiec pukający białą laską. Owszem z okrzykiem "eureka" zawoła, że to, co stało na drodze jest kamieniem, ale to nic dziwnego, dla takich, którzy widzą i nie potrzebują laski, aby zobaczyć kamień. Niestety tutaj racjonaliści zachowują się w taki sposób jak ów ślepiec zmuszający do używania swojej laski. > I refleksja na marginesie: dla każdej ideologii (w tym, a może przede wszystkim religijnej), tak na prawdę nie jest ważne czy Bóg (idea) istnieje lecz ilu ludzi w to uwierzy. Bo od tego wskaźnika zależą profity (nie tylko finansowe).Już widzę twarzyczkę  Jak nie można dokopać wprost, to argument na pieniądze.
Deus caritas est
|
|
| | | | | | | | | | |  | | Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów) | >>>[...] nie mogę się doczekać solidnego dowodu na nieistnienie Boga (...). >>Bo go po prostu nie ma; tak samo jak nie ma żadnego dowodu na istnienie Boga. A w dalszej części popełniasz zasadniczy błąd logiczny (niewierzący wierzą). >Kto tu popełnia błąd to bym dyskutował. Nie ma dowodu na to, że Bóg jest materialny> A na to, że jest niematerialny masz? >>Pogódźmy się z realiami. >Jeżeli nie potrafisz zaprzeczyć, że Bóg jest, ale wszelką argumentację za Jego istnieniem odrzucasz i nazywasz to realiami to dziwne[...]> Nic w tym dziwnego. Taka jest istota agnostycyzmu. Po prostu NIE WIEM czy jest Bóg czy też go nie ma, dlatego na ten temat nie dyskutuję. Ty też tego nie wiesz lecz WIERZYSZ i to, twoim zdaniem, wystarcza do kreowania rzeczywistości (Bóg musi istnieć skoro JA weń wierzę, a takich jak ja są miliony). >>Religie (jakiekolwiek) są i będą bo spełniają pewne funkcje psychologiczne i socjologiczne. >Tu nieśmiało podajesz jedną z przesłanek. Inni tu dodają, że religijność i wiara są uwarunkowane biologicznie.> No, to już kompletne kuriozum! Skoro tak, to dlaczego zwierzęta (nie wspomnę o roślinkach, które też przecież żyją i są cząstką biologii) nie wierzą w Boga (z góry odrzucam argumentację, iż być może tak, ale my o tym nie wiemy)? a to, że religia jest faktem społecznym raczej nie budzi niczyich wątpliwości (mam nadzieję). >Dla mnie jako teologa takie wypowiedzi są ciekawe, bo od jakiegoś czasu badam (prawie naukowo)>[...] Tylko czy teologia jest nauką? Dlatego zawsze podobne dylematy będziesz badał "prawie naukowo". >Zresztą, czy ja muszę stosować reguły logiki, gdy udaję się tam, gdzie król piechotą Oczywiście, że nie! Tylko dlaczego tam nie śpisz lub nie jadasz (mam wielką nadzieję)? >>nie może być dyktatu jednej ideologii (ideałem byłoby, aby nie było dyktatu ŻADNEJ ideologii). >Z mojej perspektywy to zabawne tłumaczenie w stylu "Folwarku zwierzęcego".> Z twojej perspektywy być może tak, aczkolwiek znam ludzi myślących podobnie jak ty, którzy nie podzielają takiego poglądu. >Jeżeli patrzy się w kontekście miłości agape oczami wiary, to niemal w jednej chwili odkrywa się zależności i wszystko staje się jasne. Analizy i dowodzenia teologów tylko potwierdzają to wewnętrzne poznanie. Nasz sposób myślenia opiera się na ideach i obrazach, które ubieramy w myśli, a potem wyrażamy w słowach. Jeżeli ktoś nie posiadł takiej sprawności, będzie funkcjonował niczym ślepiec pukający białą laską.> Szkoda, że TYLKO teologów. Jakie dowodzenia? W tym świecie dowodzi, to tylko o. Rydzyk lub ben Laden. A ślepcy nie widzą niczego (no, bo jak ślepiec może cokolwiek widzieć). W tej sytuacji nie bardzo rozumiem skąd ta dyskusja; przecież nie rozmawia się ze ślepym o kolorach. I tym optymistycznym akcentem kończę bezprzedmiotową dyskusję z reprezentantem jedynej prawdy.
fides ex necessitate esse non debet
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | Kontrast (1042 punktów) | Witam!
Nie chce mi sie odpowiadać na te zarzuty, bo dopiero po kilku innych rozmowach zorientowałem się gdzie tkwi problem u ateistów i agnostyków. To mnie zniechęciło do bezprzedmiotowej rozmowy z przedstawicielami jedynej prawdy naukowej. Jeśli odrzucacie tu a priori wszelką duchowość, bo nie mieści sie ona w kategoriach materialnych, to rzeczywiście można rozmawiać chyba tylko o pogodzie. Może jeszcze w dziedzinach neutralnych, gdzie nie trzeba odwoływać się do niczego innego niż materia.
PS. Te serie negatywnych głosów to nie fair... zresztą nie zależy mi na punktach, więc to bez znaczenia dla mnie...
Doskonała miłość usuwa lęk
|
|
| | | | | | |  | | Totus (1201 punktów) | Witam  Jako, że nurtuje mnie głębszy problem z góry przepraszam, że będę odbijał w jego kierunku jednocześnie zapraszając: > Co do problemu zasygnalizowanego przez Pana Motyla,Czyli w szerszym ujęciu tytuł rozprawy mógłby brzmieć: "Problem antyklerykalizmu i jego pogarda dla Pisma Świętego - inicjowane przez kościół katolicki, który swoim istnieniem zaprzecza naukom Chrystusowym" Akceptowalne czy nie? Ale! Jeżeli mamy do czynienia z "dziczą" typu ideologie totalitarne, despotyzm, terror itp. zasadnym wydaje się użycie instytucji o charakterze religijnym walczącej o realny element człowieczeństwa (duszę). Wojny wojnami - ale mamy demokrację już tak mocną i wspartą technologiami, że jest gotowa obronić się sama. Religia oparta i zbudowana na wartościach obywatelskich i dla nich! jest zbędna w momencie gdy mówimy: "Wypełnił się czas Apokalipsy". Społeczeństwo gotowe do czytania Ewangelii stało się faktem 2000 lat po Chrystusie. Zdaję sobie sprawę jak brzmiało by to dla mnie jeszcze dwa lata temu. Czy to oznacza nadchodzący wstrząs dla quazi-chrześcijaństwa, gdy okaże się, że ateo-humaniści (Jezus) wykorzystali skazę na umyśle "ciężkiego kalibru" jaką jest wiara we własną nieśmiertelność i świat inny od rzeczywistego, który wymaga od ludzi w pewnym wieku Bogo-Ojcowskiej dojrzałości? "Śpieszmy się kochać" - dziwnie brzmi w ustach katolickiego księdza, co innego, w ustach człowieka -wtedy ma sens, czyż nie? > Filipian 1: 12 (...) 13 14 15 16 17 18Może podsunę kilka skrótów myślowych: Szczyt piramidy = PRAWDA (Człowiek zdony miłować agape)// I-poziom kłamstwa (piekieł) = MIT zawierający PRAWDĘ (Bóg Ojciec zdolny miłować agape)// Bóg (Ojciec Miłujący, Nadczłowiek) przejmuje sobie "Nie możesz mieć bogów cudzych przede mną".// Konfrontacja z pogaństwem. //Wojna ideologiczna z obliczami Szatana czyli innymi wizerunkami boga. (nadstawiane policzki dla syna rozpaczającego po uświadomieniu słowem Ojca "czemu mi to powiedziałeś?", który gotowy jest znieść ból egzystencjalny, który siłą miłości Ducha, jeśli ten zostanie oświecony miłością Jezusa, dokonuje korzystnej autoidentyfikacji - przykazania "Boże" stają się własnymi nakazami moralnymi)// Poddanie się nianawiści idącej z religii SATANISTYCZNYCH czyli Syn Boży kontra...// Obnażenie się zła w SATANISTYCZNYM WIZERUNKU prowadzi do agresji fizycznej wyznawcy wobec drugiego człowieka, a jeżeli to będzie wzór miłości agape (model doskonały) agresja wobec niego będzie olbrzymia prowadząca do drogi krzyżowej, wyśmiania, splucia i unicestwienia i śmierci krzyżowej: "To jest zbawiciel? Jak śmiesz obrażać Nas ?!! Ty śmieciu, śmiesz nazywać się Synem Bożym? Pokaż nam cud, żebyśmy uwierzyli! Uczyń znak! Nasz bóg jest potężny i miałby reprezentować go taki obdartus? Już my Ci wybijemy z głowy Galilejczyku herezję. Wyrzeknij się i przyznaj do grzechu, upokorz się przd nami! Na kolana!!! Nie?? Ty bezczelny złośliwcze! UKRZYŻOWAAAAAAĆ!!!" - eeech, ta wiara, która zabija i nie pozwala nam żyć eeech... trzęsienia Ziemii po zabiciu nie skomentuję chyba, że ma symbolizować nasze oburzenie... // A co my tu mamy? Bez urazy ale zróbmy krok dalej i z dystansem do: > (...)-(to wiem z naukowych komentarzy dotyczących tego fragmentu)- (...)Szerzej źrenice, szerzej! > I co robi Paweł? Cieszy się, bo wie, że Bóg potrafi nawet z nieszczerych> intencji zrobić dobry pożytek! Bo przez zwiastowane Słowo działa Bóg nie> człowiek, nawet jeśli ten ostatni robi to obłudnie!Po oświeceniu patrzy odrodzony na swoje życie i im więcej zła ma na koncie tym większe oddanie dla dobra staje się Jego rzeczywistością umysłową a od niej emocjonalną. Każdego można pozyskać, ale szczerze, pokazując jaka jest cena wolności osobistej z której darów TERAZ będzie mógł korzystać (obywatel wspólnoty ludzkiej) > Podobnie, gdy ktoś jest chrzczony, albo przystępuje do Komunii -To nie mogą być sztuczki magiczne i mistyczne zabawy. "Słowo musi stać się ciałem w Tobie!" - toteż nie przez serce przyjmujesz Chrystusa, lecz ono służy mu gdy Go przyjmiesz w Umyśle. > działa Bóg i nawet jeśli kapłan jest nieszczery, obłudny, rządny władzy - sakrament jest ważny!!Dajże spokój i chodź za mną. Obłudę w obłudzie zamień w proch. > Dlatego Paweł mógł powiedzieć -> "czy obłudnie, czy szczerze - nie ważne, byle tylko Chrystus był rozgłaszany".W różnych kontekstach kiedyś byłbym "za". To już jest racjonalna ocena jaką formę głoszenia można dopuścić, o tym decydują odbiorcy, których słowo ma docelowo ukształtować do miłości do bliźniego. Jak nie ich samych, to dzieci, dzieci ich dzieci czyli Nas - nie bez powodu na tym forum szukającym i chcącym znaleźć. > To wcale nie oznacza, że popierał to nieszczere zwiastowanie - on nie obawiał się go, bo wiedział, że nie zaszkodzi.Ciekaw byłeś kiedyś co to za wiedza przekuwa wiarę w pewność? > Bo Kościół w szerokim wymiarze jest dziełem Boga> i tylko On jeśli sam będzie chciał może go zniszczyć.> Człowiek, ani szatan nie jest w staniu mu zaszkodzić.Jak sprawdzić czy arsenał jądrowy może zniszczyć życie na Ziemii? Ewentualnie ile jeszcze trzeba wyprodukować by starczyło z nawiązką? > Nawet gdyby go zmiótł z powierzchni ziemi - odrodzi się, a każdy kto z nim walczy prędzej, czy później, albo pójdzie drogą Pawła, albo umierając zawoła: "Galilaee, vicisti".Słyszałeś kiedyś szum licznika Geigera? Chociaż, skąd licznik i komu i po co... Pytanie - "O czym dowiedział się Paweł" uważam za nadal aktualne i otwarte. Jakiż to "owoc miłości" zawładnąć mógł Szawłem? Czyżby poczuł się adresatem Ewangelii i poczuł miłosierdzie skazańca? Czy uruchomił empatię i zapłakał nad sobą? "Błogosławieni, którzy się smucicie, albowiem Wy zostaniecie pocieszeni". Im wcześniej tym lepiej, bo w praktyce oznacza to lepsze spojrzenie na resztę swojego życia i na wartość cudzego, które woła z niedoinwestowanych szpitali o pomoc stawiające sobie pomniki ofiary babilonu.
|
|
| | | | | | | |  | | Doktorek (13 punktów) | Chłopie o co Tobie w zasadzie chodzi? Zastanawiam się czy ten Twój tekst to licentia poetica czy obłąkanie...i coraz bardziej skłaniam się ku temu drugiemu (bez urazy).
Stawarzasz wrażenie jakobyś miał dwa oblicza: czasem odnoszę wrażenie, że szukasz prawdy i chcesz ją poznać, innym razem zaś, posuwasz się do przewrotnych spekulacji za pomocą których nie bardzo wiem, co chcesz udowodnić.
Bądź tak dobry i napisz mi prosto i zwięźle o co Ci chodzi i co próbujesz przekazać, bo mojej inteligencji nie starcza...
Co do tytułu artykułu, to nie wiem, bo całego nie czytałem. Wystarczył mi Twój cytat, żeby wiedzieć, że nie ma po co tam sięgać.
|
|
| | | | | | | | |  | | Totus (1201 punktów) | > Chłopie o co Tobie w zasadzie chodzi? Zastanawiam się czy ten Twój tekst to licentia poetica czy obłąkanie...i coraz bardziej skłaniam się ku temu drugiemu (bez urazy).1. Mam szerokie poglądy na byt ukaształtowane przyjmowaniem różnych alternatyw. Żadnego nie mogę być pewien ale przyjąłem podstawową alternatywę logiczną za pewnik: albo coś jest albo czegoś nie ma. TAK/NIE 2. Każdy dostrzega dwie natury bytu: rzeczywistość fizyczną i rzeczywistość potencjalną. CIAŁO I DUCH (UMYSŁ).....(...), 3. Wszystkie obiekty istniejące w rzeczywistości potencjalnej a nie istniejące w fizyczności są metafizyczne będź a-fizyczne (mogące zaistnieć w rzeczywistości jeżeli dopuści je MOŻLIWOŚĆ ) (...) 17. Czy istota samoświadoma jest w stanie poznać (kontrolować) obydwie płaszczyzny? Czemużby nie, nie ma wszak nic zakrytego czy tajemnego o czym nie miano by się dowiedzieć (Mt 10,26) łącznie z tym, że kształtowanie umysłu istoty (racjonalizacja, humanizacja itp) może przebiegać z wykorzystaniem symboli (obiektów fizycznych dostępnych empirycznie). Słowo może stać się ciałem nawet w osobie Zbawiciela. On sam może być przypowieścią obrazującą potęgę ludzkiej miłości agape, miłości zstępującej do umysłu choćby po to by zapanować nad erosem, nie w sensie skrajnego poskromienia ale w sensie poznania, określenia i właściwego umiejscowienia. To co określa PODMIOT staje się podrzędne względem niego, ale w wyniku sprzężenia musi przyjąć to na nowo. (...) 32445. Jeżeli moja teoria się potwierdzi, że Jezus jest posłany by kształtować człowieka, który w jaskini wygląda tak jak określiłeś: > Jeszcze jedna kwestia: wielu badaczy jest zdania, że człowiek jest "homo religiosus", co oznacza że ze swej natury jest zdolny poznać, że Bóg istnieje. To naturalne "wyposażenie" człowieka sprawia, że ten odczuwa też potrzebę relacji z Sacrum i tu, wracając do Kinga, "Ja" może doznać pełni jedynie w relacji z ludzkim i boskim "Ty".To, co już pisałem Zimie: Przychodzę i zastaję to co jest mi obce - religię, pokarm dla nie oświeconych i ich przekleństwo słowem "JA" podporządkowane cudzej, podłej kreacji uniemożliwiającej pełnię do której zaprasza Chrystus, wszak Bóg jest Bogiem Żywych!, umarłym zostawcie grzebanie umarłych!, przestańcie zdobić groby prorokom! i dziesiątki innych cytatów z kart Ewangelii, które oświecony odbiera jako krzyk rozpaczy samotnego duchowo człowieka w asyście na pozór niereformowalnych ofiar satanizmu' ('-nie tego współczesnego bajdużenia, które jest następstwem quasi-chrześcijaństwa). To gorzkie, ironiczne pytanie mistrza: "Kochasz mnie Piotrze?" oświecony kieruje do papieża, bo przed nim najcięższa próba miłości do mnie jaką będzie rezygnacja i bojkot urzędu. Wtedy świat zamilknie, to będzie znak, a kolejnym będą wysiedlenia z Ziemii Świętej (Kolebki Uniwersum) wszystkich narodowości i uczynienie tam strefy międzynarodowej, jako wstęp do globalizacji (Mt 24,15) ...ależ się rozpędzam, a wniosków jest tysiące i nie ma że boli bo gdybym "dziś" nie skrócił tego czasu, nikt by nie ocalał w tym kopulacyjnym, ekonomicznym chlewie pędzącym do zagazowania w religijnym obłędzie i pustej tolerancji zapowiadającej przyszłym pokoleniom zniszczenie i przemoc. (Mt 24,22) / PAUZA > Stawarzasz wrażenie jakobyś miał dwa oblicza: czasem odnoszę wrażenie, że szukasz prawdy i chcesz ją poznać, innym razem zaś, posuwasz się do przewrotnych spekulacji za pomocą których nie bardzo wiem, co chcesz udowodnić.Wiesz to co piszę woła o krytykę pomimo formy i ja sam gotów jestem przyłączyć się do tej krytyki, ale nie daję sobie z tym rady. Uśmiecham się całym sobą myśląc, że to dobry trop, bo potencjalne konsekwencje wbijają w fotel i mogą być problemem wysokiego ucisku jako ciśnienia u osoby wzbudzonej "chrztem z krwi" niczym widokiem błyskawicy, która rozjaśnia świat od wschodu do zachodu (Mt 24,27). Jak sam pisałeś: > Jeśli natomiast jest - potrafię traktować tych niedoskonałych chrześcijan tak jak Bóg: nienawidzieć zła, ale kochać człowieka.to Twoje słowa, ale boisz się jeszcze pomyśleć, że: > Osobiście uważam, że relacja z Bogiem, od któego uczyć się możemy kochać siebie i innych w wymiarze agape, jest drogą do prawdziwego człowieczeństwa.To może być relacja z drugim człowiekiem, który pragnął z całych sił do Ciebie dotrzeć jedyną z dróg jaką można, poprzez słowo pisane kodem, tak by mogło przetwać do czasu gdy, ktoś kto miłuje agape poprawnie je odczytał. Miłość to również walka o przyszłe pokolenia, szczególnie wzruszająca gdy otaczający Cię egoistyczny religijny beton niczego nie jest w stanie zrozumieć zapatrzony we własne rajskie fantazje i obietnice szczęścia jako nagrody za zło i upodlenie religią drugiego człowieka. > Bądź tak dobry i napisz mi prosto i zwięźle o co Ci chodzi i co próbujesz przekazać, bo mojej inteligencji nie starcza...Oby mi starczyło czasu, bo życie mam tylko jedno i mam już dosyć złoszczenia się ilekroć patrzę w informacyjne pudło zwane telewizorem. > Co do tytułu artykułu, to nie wiem, bo całego nie czytałem. Wystarczył mi Twój cytat, żeby wiedzieć, że nie ma po co tam sięgać.Bo i nie ma na razie na to czasu. Szkodliwość religii i kleru jako przyczyna takich artykułów staje się dyskusyjna w momencie przyjęcia Ewangelii i odrzucenia mistycznego mamlania na rzecz autentycznego szacunku na jaki zasługuje to wybitne dzieło zachodniej cywilizacji. Pytanie brzmi: Kim (czym) jest dla Ciebie Jezusowy Bóg Ojciec? Wydaje mi się, że tu powinniśmy zacząć dialog. Zapraszam.
|
|
| | | | | | | | | |  | | Doktorek (13 punktów) |
> Pytanie brzmi: Kim (czym) jest dla Ciebie Jezusowy Bóg Ojciec?> Wydaje mi się, że tu powinniśmy zacząć dialog.> Zapraszam.  Jest osobą, którą uznaję za Stwórcę i Pana wszechświata, za pełnię mądrości, piękna i miłości. Jest tym, do którego pragnę się zbliżyć, a uczynić to mogę jedynie przez Jezusa Chrystusa, bo on jest pomostem, jedynym pośrednikiem, drogą do Boga Ojca. Jest też Tym, który pierwszy zbliżył się do mnie i otoczył mnie miłością bezwarunkową, a uczynił to właśnie przez Chrystusa. W końcu jest kimś, do kogo mam pełne zaufanie, bo wiem, że zawsze dobrze mi życzy. Pozdrawiam!
|
|
| | | | | | | | | | |  | | Totus (1201 punktów) | Nawiążę tak: "Kto mi zabrał tę miłość, którą dać byłbym gotów i oczekiwał zapłaty? ______________ Cóżeście uczynili pastuchowie obłudnicy? --Czyż nie prorokowaliśmy mocą Twojego imienia? --Czyż nie dokonywalismy cudów mocą Twojego imienia? O zgrozo, a duchy i złe moce też wypędzaliście mocą mojego imienia? Mieliście spełniać wolę Ojca mego, który jest w niebie i co? A może, nie wiecie co jest jego wolą?" Podejrzewam, że "wola miłości" może zaistnieć tylko na podłożu duchowej autonomiczności, pełnej wolności wyboru, do której musimy dojść drogą autentycznej refleksji, medytacji posiłkując się Ewangelią. Musimy zasmakować ubóstwa duchowego w świecie pustki, poczuć samotność wolnego człowieka i smutek egzystencjalny, którego nie może pocieszyć już żadne mistyczne złudzenie. Jestem dopełnieniem "martwej ciszy" wszechświata, który może stać się jedynie moją własnością jako fizyczny przedmiot. Nie jestem jednak sam, a i któreż to miejsce miało by być szczególnie moim własnym, bym miłował je bardziej niż samego siebie? Sprawiedliwie dzielmy, a kto więcej ma bardziej zobowiązuje się za stan tego co jest w jego posiadaniu. Miłość niechaj zstępuje i oby czyste serce zechciało jej służyć. Gdy staniesz przed lustrem autentycznie szczęśliwy z tej chwili, że odzyskałeś własną godność i suwerenność, zobaczysz miłującego Syna Bożego, który gotów jest wprowadzać pokój i bronić go jako humanista i racjonalista w dobrym słowa tego znaczeniu. Gdy zrozumiesz dzięki komu i czyjej ofierze - bacz byś sierpem pszenicy nie skosił. Błogosławię Cię.  Obyśmy wspólnie odśpiewali kiedyś dziękczynne Alleluja niebiańskie na uczcie Godów Baranka. Alleluja! Zbawienie i Chwała i moc miłości naszej, Bo wyroki jej prawdziwe są i sprawiedliwe, Bo osądziła Wielką Nierządnicę, Co znieprawiała nierządem swym ziemię, I zarządał od niej poniesienia kary Za krew swoich sług" (Ap 19) Pozdrawiam!
|
|
| | | | | | | | |  | | Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów) | >Chłopie o co Tobie w zasadzie chodzi? Zastanawiam się czy ten Twój tekst to licentia poetica czy obłąkanie...i coraz bardziej skłaniam się ku temu drugiemu (bez urazy). Dkładnie to samo można powiedzieć o Twoim tekście (bez urazy).
fides ex necessitate esse non debet
|
|
| | | | | | |  | | Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów) |
>Dlatego Paweł mógł powiedzieć - >"czy obłudnie, czy szczerze - nie ważne, byle tylko Chrystus był >rozgłaszany". "To nieważne czy biedna czy bogata, ważne aby Polska była katolicka" - A. Glapiński.
fides ex necessitate esse non debet
|
|
| | | | | | | |  | | bockxer (1165 punktów) |
>"To nie ważne czy biedna czy bogata, ważne aby Polska była katolicka" - A. Glapiński.
Dziwne ,niewiele lat od wypowiedzenia tych słów minęło ,a są przypisywane różnym osobom.
Autorem tego powiedzenia jest Henryk Goryszewski ,wicepremier w rządzie Hanny Suchockiej .
|
|
| | | | | | | | |  | | Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów) | >>"To nie ważne czy biedna czy bogata, ważne aby Polska była katolicka" - A. Glapiński. >Dziwne ,niewiele lat od wypowiedzenia tych słów minęło ,a są przypisywane różnym osobom. >Autorem tego powiedzenia jest Henryk Goryszewski ,wicepremier w rządzie Hanny Suchockiej . > Wielkie sorry. Rzeczywiście pomyliłem autorów. Przepraszam.
fides ex necessitate esse non debet
|
|
 | | zima (560 punktów) | Do Boga, czyli do czego? Może dokładniej byłoby do wizerunku Boga czy symbolu Boga. Bliźni i ja sam to dość jasne określenia. Słowo miłość (miłowanie) być może też jest w miarę dobrze określone w jidisz czy aramejskim. Ale Bóg? Gdzież adresat? Jak on wygląda? Po co go miłować? I czy w ogóle jest sens, jeśli istnieje, by go miłować? Pozdrawiam.
|
|
|  | | doktorek | > Do Boga, czyli do czego?> Może dokładniej byłoby do wizerunku Boga czy symbolu Boga.Odpowiadam Szanownemu Przedmówcy: W chrześcijaństwie, podobnie jak wcześniej w judaiźmie, Bóg nie jest ideą czy wizerunkiem (np. posążkiem) lecz jest OSOBĄ. Na dodatek ŻYWĄ OSOBĄ. I tutaj uczucia (a więc i miłość) są jak najbardziej uzasadnione: chrześcijanin kocha Boga, ponieważ wierzy, że realnie istnieje. Tak samo realnie, jak w człowieku realnie istnieje pierwiastek duchowy, choć nie można go zmierzyć, zważyć, etc. wymyka się więć racjonalnemu poznaniu, aczkolwiek empirycznie jest uchwytny. > I czy wogóle jest sens, jeśli istnieje, by go miłować?Wg chrześcijańskiego punktu widzenia TAK, ponieważ to Bóg pierwszy umiłował człowieka, ludzka miłość, jeśli się pojawi, jest tylko odpowiedzią, szczerze mówiąc, nieudolną odpowiedzią. Biblia, która dla rasowego racjonalisty jest zbiorem mitów i sprzeczności przestaje taką być dla chrześcijanina, który czyta ją w kontekście RELACJI między Bogiem a człowiekiem. Biblia to nic innego jak zbiór empirycznych doświadczeń człowieka w kontakcie z Bogiem. A jej momentami mitologiczny bądź symboliczny, a ponad wszystko zawiły język, wynika z trzech zasadniczych prawd, o który często czytelnik zapomina: - autorzy tych tekstów żyli w czasach, kiedy otaczającą rzeczywistość tłumaczono językiem mitów i symboli; - autorzy pisząc konkretny tekst próbowali w ten sposób zracjonalizować i zobiektywizować swe mocno subiektywne doświadczenie w osobistej relacji z Bogiem; - biblijne teksty pisało wielu autorów - nawet pojedyńcze księgi są często autorstwa kilku osób, nie mówiąc już, że podlegały wielokrotnej redakcji - a to sprawiło, iż zmieszały się ze sobą różne style i osobowości - każdy autor zawarł przecież w tekście kawałek siebie! Innym błędem czytających (także często chrześcijan!) jest wyrywanie słów z kantekstu - czyniąc tak, można poprzez Biblijny tekst udowodni WSZYSTKO. Sens całej Biblii natomiast potwierdza słuszność akcentowania podwójnego przykazania miłości, ponieważ wyraźnie odsłania dwa istotne fakty: - Bóg ponad wszystko kocha człowieka (miłością agape) i wszelkimi sposobami szuka drogi do ludzkiego serca; - Człowiek ponad wszystko kocha siebie samego i czyni to kosztem innych (siebie wywyższa a innymi pogadza). Dlatego w przykazaniu "miłuj bliźniego swego jak siebie samego" można doszukać się pewnej przewrotność, gdyż człowiek pragnący tak kochać musi innych wywyższyć, a sobą wzgardzić.  Nie jest to jednak właściwa interpretacja. W tym przykazaniu chodzi raczej o to, aby obdarzać takim samym dobrem innego jak samego siebie - a więc, proszę zauważyć, aby miłować akceptować, szanować i cenić drugiego człowieka muszę najpierw nauczyć się traktować w ten sam sposób samego siebie!!! Chrześcijaństwo, wbrew pozorom, nie jest więc spętaniem człowieka siecią zakanów i nakazów, lecz jest drogą do wolności i odnalezienia w człowieku prawdziwego człowieczeństwa!! Zaskakujące, nieprawdaż?? Pozdrawiam!
|
|
| |  | | scorp |
> Zaskakujące, nieprawdaż?? Raczej oklepane, doktorku. Może Ty rzeczywiście jesteś doktorkiem, na przykład filozofuni albo teologuni? Życzę zdrowia!
|
|
| |  | | zima (560 punktów) | > >Do Boga, czyli do czego?> >Może dokładniej byłoby do wizerunku Boga czy symbolu Boga.> Odpowiadam Szanownemu Przedmówcy:> W chrześcijaństwie, podobnie jak wcześniej w judaiźmie, Bóg nie jest ideą czy wizerunkiem (np. posążkiem) lecz jest OSOBĄ. Na dodatek ŻYWĄ OSOBĄ. I tutaj uczucia (a więc i miłość) są jak najbardziej uzasadnione: chrześcijanin kocha Boga, ponieważ wierzy, że realnie istnieje. Tak samo realnie, jak w człowieku realnie istnieje pierwiastek duchowy, choć nie można go zmierzyć, zważyć, etc. wymyka się więć racjonalnemu poznaniu, aczkolwiek empirycznie jest uchwytny.OK załóżmy, że jest żywą osobą. O ile znam definicje 'żywa' i 'osoba' to spodziewałbym się móc zaprosić go na herbatkę. Starczy, że podasz adres. Dotychczasowe moje doświadczenie mówi, że adresu nie ma. Co do empirycznej uchwytności- rozumiem, że to tylko inne określenie, na to, że adres jest. Nie zgadzam się. > >I czy wogóle jest sens, jeśli istnieje, by go miłować?> Wg chrześcijańskiego punktu widzenia TAK, ponieważ to Bóg pierwszy umiłował człowieka, ludzka miłość, jeśli się pojawi, jest tylko odpowiedzią, szczerze mówiąc, nieudolną odpowiedzią.Jaki jest sens odpowiadać miłością. I tak jesteśmy miłowani. Powiedziałbym, że raczej nie ma powodu. > Biblia, która dla rasowego racjonalisty jest zbiorem mitów i sprzeczności przestaje taką być dla chrześcijanina, który czyta ją w kontekście RELACJI między Bogiem a człowiekiem. Biblia to nic innego jak zbiór empirycznych doświadczeń człowieka w kontakcie z Bogiem. A jej momentami mitologiczny bądź symboliczny, a ponad wszystko zawiły język, wynika z trzech zasadniczych prawd, o który często czytelnik zapomina:> - autorzy tych tekstów żyli w czasach, kiedy otaczającą rzeczywistość tłumaczono językiem mitów i symboli;> - autorzy pisząc konkretny tekst próbowali w ten sposób zracjonalizować i zobiektywizować swe mocno subiektywne doświadczenie w osobistej relacji z Bogiem;> - biblijne teksty pisało wielu autorów - nawet pojedyńcze księgi są często autorstwa kilku osób, nie mówiąc już, że podlegały wielokrotnej redakcji - a to sprawiło, iż zmieszały się ze sobą różne style i osobowości - każdy autor zawarł przecież w tekście kawałek siebie!Cóż wynika z tych relacji. To, że Bóg jest interesowny? > Innym błędem czytających (także często chrześcijan!) jest wyrywanie słów z kantekstu - czyniąc tak, można poprzez Biblijny tekst udowodni WSZYSTKO.> Sens całej Biblii natomiast potwierdza słuszność akcentowania podwójnego przykazania miłości, ponieważ wyraźnie odsłania dwa istotne fakty:> - Bóg ponad wszystko kocha człowieka (miłością agape) i wszelkimi sposobami szuka drogi do ludzkiego serca;Znaczy, że tak normalnie go tam nie ma? > - Człowiek ponad wszystko kocha siebie samego i czyni to kosztem innych (siebie wywyższa a innymi pogadza).Altruiści by się nie zgodzili. > Dlatego w przykazaniu "miłuj bliźniego swego jak siebie samego" można doszukać się pewnej przewrotność, gdyż człowiek pragnący tak kochać musi innych wywyższyć, a sobą wzgardzić.  Nie rozumiem. Prosiłbym o rozwinięcie. > Nie jest to jednak właściwa interpretacja. W tym przykazaniu chodzi raczej o to, aby obdarzać takim samym dobrem innego jak samego siebie - a więc, proszę zauważyć, aby miłować akceptować, szanować i cenić drugiego człowieka muszę najpierw nauczyć się traktować w ten sam sposób samego siebie!!!Nic takiego tam nie ma. Jeśli miłość do siebie jest bez szacunku to i taką samą miłością mogę obdarzać bliźnich. > Chrześcijaństwo, wbrew pozorom, nie jest więc spętaniem człowieka siecią zakanów i nakazów, lecz jest drogą do wolności i odnalezienia w człowieku prawdziwego człowieczeństwa!!Wbrew pozorom. Znaczy, że jest coś więcej niż tylko pozory. Przyjmijmy na wiarę. > Zaskakujące, nieprawdaż?? Aż tak zaskakujące, że przydałyby się dalsze wyjaśnienia. Pozdrawiam.
|
|
| | |  | | Piotrek Patucha (2279 punktów) | Po co się spierać o mitologię? Rozumiem, że takie same dyskusje prowadzili w starożytności młodzi Grecy, którym nakazano wierzyć, że przemądrzała Atena wyskoczyła z głowy Zeusa, a Orfeusza zabiły rozczarowane bakchantki. Tak się zastanawiam, czy nie można by czasu poświęcić jakimś poważniejszym rozmyślaniom niż zagadnieniom typu: czy Zeus jest osobą mieszkającą pod konkretnym adresem?
|
|
| | |  | | doktorek | > OK załóżmy, że jest żywą osobą. O ile znam definicje 'żywa' i 'osoba' to spodziewałbym się móc zaprosić go na herbatkę. Starczy, że podasz adres. Dotychczasowe moje doświadczenie mówi, że adresu nie ma.> Co do empirycznej uchwytności- rozumiem, że to tylko inne określenie, na to, że adres jest. Nie zgadzam się.Szanowny Przedmówco! Twoje SERCE to jedyną kawiarenka, która Go interesuje!  Wiem, że dla racjonalisty jest to "ciężko strawne". Uczeni opisując ten fenomen mówią, że Bóg jest "w transcendencji immanentny", co oznacza, że będąc ponad wszystkim jako daleki i niedostępny jest równocześnie bliski i poznawalny, a więc empirycznie uchwytny. "Serce" symbolizujące siedlisko emocjonalności człowieka, to jedyna płaszczyzna na której intelekt może "porozmawiać" z Bogiem. Później rozwinę ten wątek. > Jaki jest sens odpowiadać miłością. I tak jesteśmy miłowani. Powiedziałbym, że raczej nie ma powodu.Pozwolę sobie zadać pytanie: Czy ktoś Ciebie, Drogi Rozmówco, szczerze kocha (mam tu na myśli miłość agape)? Sam sobie odpowiedz, ja zaś jestem pewien, że człowiek który "doświadczył" czyjejś miłości w wymiarze agape jest gotów na tę miłość odpowiedzieć!! I dlatego też, wg Biblii Bóg pokochał człowieka jako pierwszy. > Cóż wynika z tych relacji. To, że Bóg jest interesowny?Dokładnie! Bóg jest interesowny! Chce dobra i szczęścia człowieka!!!  > Znaczy, że tak normalnie go tam nie ma? (w ludzkim sercu)W ludzkim sercu jest jedynie miejsce dla Boga (bo człowiek jest homo religiosus - zobacz moją odpowiedź daną wyżej Totusowi), Ten jednak obdarzył człowieka wolnością wyboru i nie wchodzi bez zaproszenia. Aby więc "pogawędzić z Bogiem przy herbatce" trzeba Go zaprosić!! > >- Człowiek ponad wszystko kocha siebie samego i czyni to kosztem innych (siebie wywyższa a innymi pogardza).> Altruiści by się nie zgodzili.Twierdzisz, że w altruiście nie ma zupełnie egoizmu?? Wątpię. > >Dlatego w przykazaniu "miłuj bliźniego swego jak siebie samego" można doszukać się pewnej przewrotność, gdyż człowiek pragnący tak kochać musi innych wywyższyć, a sobą wzgardzić.  > Nie rozumiem. Prosiłbym o rozwinięcie.Mam tu na myśli miłość, która nie jest agape lecz miłością egoistyczną, cechującą się samouwielbieniem, innych traktując przedmiotowo. Gdyby człowiek, który jest egoistą chciał dażyć innych takim właśnie uczuciem, to wtede siebie musiałby traktować przedmiotowo. Przykazanie to jest więc przewrotne, ale dla egoisty.  > >Nie jest to jednak właściwa interpretacja. W tym przykazaniu chodzi raczej o to, aby obdarzać takim samym dobrem innego jak samego siebie - a więc, proszę zauważyć, aby miłować akceptować, szanować i cenić drugiego człowieka muszę najpierw nauczyć się traktować w ten sam sposób samego siebie!!!> Nic takiego tam nie ma. Jeśli miłość do siebie jest bez szacunku to i taką samą miłością mogę obdarzać bliźnich.No właśnie, wszystko rozbija się o znaczenie słowa "miłości". W przykazaniu użyte jest słowo "agape". Miłość bez szacunku nie jest taką miłością! Ani miłość egoistyczna czy erotyczna nie jest miłością agape! Miłość agape, to bezwarunkowa akceptacja człowieka (akceptacja osoby, nie czynów!!), mimo jego niedoskonałości, altruizm w doskonałym wydaniu! I wg Biblii taką miłością Bóg kocha człowieka!! > >Chrześcijaństwo, wbrew pozorom, nie jest więc spętaniem człowieka siecią zakanów i nakazów, lecz jest drogą do wolności i odnalezienia w człowieku prawdziwego człowieczeństwa!!> Wbrew pozorom. Znaczy, że jest coś więcej niż tylko pozory. Przyjmijmy na wiarę.Drogi Rozmówco! Ton Twej wypowiedzi zdradza noszoną w sercu nienawiść (może to zbyt mocne słowo - jeśli tak to przepraszam) do chrześcijaństwa. Zapewne jest ona uzasadniona, bo chrześcijanie to ludzie... bardzo niedoskonali. Na dodatek często obłudni faryzeusze i hipokryci (nad czym ubolewam)... Niektórzy nie znają wcale pojącia miłości agape, bądź jest ona dla nich tylko pewnym stanem umysłu... Jednakże, w chrześcijaństwie istotą jest moja OSOBISTA relacja z Bogiem!! Jeśli jej brakuje - staję się jedynie quasi-chrześcijaninem... Jeśli natomiast jest - potrafię traktować tych niedoskonałych chrześcijan tak jak Bóg: nienawidzieć zła, ale kochać człowieka. Osobiście uważam, że relacja z Bogiem, od któego uczyć się możemy kochać siebie i innych w wymiarze agape, jest drogą do prawdziwego człowieczeństwa. Pozdrawiam!
|
|
| |  | | Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów) | > >Do Boga, czyli do czego?> >Może dokładniej byłoby do wizerunku Boga czy symbolu Boga.> Odpowiadam Szanownemu Przedmówcy:> W chrześcijaństwie, podobnie jak wcześniej w judaiźmie, Bóg nie jest ideą czy wizerunkiem (np. posążkiem) lecz jest OSOBĄ. Na dodatek ŻYWĄ OSOBĄ.Może lepiej byłoby sformułować pytanie: do kogo? Ale to nie zmienia sensu wypowiedzi. A jeśli Bóg jest osobą żywą (bo inaczej religia nie miała by racji bytuj, to jakie DOWODY przmawiają za takim twierdzeniem? I tutaj uczucia (a więc i miłość) są jak najbardziej uzasadnione: chrześcijanin kocha Boga, ponieważ wierzy, że realnie istnieje. Tak samo realnie, jak w człowieku realnie istnieje pierwiastek duchowy, choć nie można go zmierzyć, zważyć, etc. wymyka się więć racjonalnemu poznaniu, aczkolwiek empirycznie jest uchwytny. Chrześcijanin kocha abstrakcję, tak samo jak buddusta, muzułmanin czy wyznawca innej dowolnej religii. Pierwiastek duchowy w człowieku to nic innego jak splot jego psychiki, uwarunkowań kulturowych i da się to zmirzyć (psychologia, socjologia). > >I czy wogóle jest sens, jeśli istnieje, by go miłować?> Wg chrześcijańskiego punktu widzenia TAK, ponieważ to Bóg pierwszy umiłował człowieka, ludzka miłość, jeśli się pojawi, jest tylko odpowiedzią, szczerze mówiąc, nieudolną odpowiedzią.Bo nie miał innego wyjścia, ponieważ (wg judaizmu) to On był pierwszy, więc jeśli chciał, aby ktoś Go pokochał, musiał stworzyć istotę zdolą do uczuć i stworzył człowieka. > - autorzy tych tekstów żyli w czasach, kiedy otaczającą rzeczywistość tłumaczono językiem mitów i symboli;To fakt, ale mitologia grecka bardziej trafia mi do przekonanie (jest spójniejsza logicznie). > - autorzy pisząc konkretny tekst próbowali w ten sposób zracjonalizować i zobiektywizować swe mocno subiektywne doświadczenie w osobistej relacji z Bogiem;Aczkolwiek w żaden sposób nie potrafili tej relacji udowodnić (niechodzi, rzecz jasna o związki psychologiczne). > - biblijne teksty pisało wielu autorów - nawet pojedyńcze księgi są często autorstwa kilku osób, nie mówiąc już, że podlegały wielokrotnej redakcji - a to sprawiło, iż zmieszały się ze sobą różne style i osobowości - każdy autor zawarł przecież w tekście kawałek siebie!> Innym błędem czytających (także często chrześcijan!) jest wyrywanie słów z kantekstu - czyniąc tak, można poprzez Biblijny tekst udowodni WSZYSTKO.No właśnie. A przecież w każdym kościele rzymsko-katolickim słyszymy (po przeczytaniu dowolnego cytatu z pisma świętego) formułę: oto słowo Boże. A zatem, czy mamy do czynienia z tekstami ludzi propagujących określoną ideeę, czy z autentycznym słowem samego Boga? A jeśli to drugie, to jakie są dowody na ich autentyczność? Wszaik w tamtych czasach nie było technik audio-wizualnych. > Sens całej Biblii natomiast potwierdza słuszność akcentowania podwójnego przykazania miłości, ponieważ wyraźnie odsłania dwa istotne fakty:> - Bóg ponad wszystko kocha człowieka (miłością agape) i wszelkimi sposobami szuka drogi do ludzkiego serca;Czy dlatego własnymi wyrokami skazał Sodomę i Gomorę na zagładę? Czy dlatego godzi się na wojny, katastrofy i choroby? Argumentacja o doświadczaniu w wierze i karze za grzechy jest w tym wypadku śmieszna i demagogiczna, więc jej z góry nie przyjmuję. > - Człowiek ponad wszystko kocha siebie samego i czyni to kosztem innych (siebie wywyższa a innymi pogadza).> Dlatego w przykazaniu "miłuj bliźniego swego jak siebie samego" można doszukać się pewnej przewrotność, gdyż człowiek pragnący tak kochać musi innych wywyższyć, a sobą wzgardzić.  To ewidentna bzdura. Człowiek (tak jak każde inne żyjące stworzenie) jest egoistą Z NATURY ponieważ inaczej by nie przeżył i nie stworzył cywilizacji. Nasza "miłość bliźniego" i empatia ma swoje głębokie uzasadnienie w egoizmie właśnie (kochamy innych, bo są nam użyteczni - jakkolwiek byśmy tego nie rozumieli). Kochamy innych, bo zaspokajają nasze potrzeby, których sami nie jesteśmy w stanie zaspokoić (bo jest to niemożliwe w sensie ogólnym) > Chrześcijaństwo, wbrew pozorom, nie jest więc spętaniem człowieka siecią zakanów i nakazów, lecz jest drogą do wolności i odnalezienia w człowieku prawdziwego człowieczeństwa!!> Zaskakujące, nieprawdaż?? Teza zaskakująca, w istocie. Chrześcijaństwo (tak jak każda religia) jest ograniczeniem wolności, gdyż posługuje się całym asenałem zakazów i nakazów (dekalog, posty). Albert Camus napisał kidyś, że to, iż wszystko jest dozwolone nie oznacza wcale, że nic nie jest zabronione ("Mit Syzyfa"). Wolność jest dobrem powszechnym. Z Bogiem lub bez Boga. Etyka też nie jest "własnością" jednej opcji światopoglądowej. To, że większość normatywów etycznych mających charakter ogólny akurat pokrywa sią z Dekalogiem wynika z tego, iż judeo-chrześcijaństwo dostosowywało swój system etyczny do już istniejących systemów. Jak już powiedziałem przy innej okazji: religii nie trzeba zwalczać, zwalczać trzeba fanatyzm.
fides ex necessitate esse non debet
|
|
| | |  | | Totus (1201 punktów) | Popróbujmy: > W chrześcijaństwie, podobnie jak wcześniej w judaiźmie, Bóg nie jest ideą czy wizerunkiem (np. posążkiem) lecz jest OSOBĄ. Na dodatek ŻYWĄ OSOBĄ.By bronić swoich tez muszę przenieść akcenty: Dlatego, że w judaiźmie (religia wybrana na odstrzał przez Ewangelistę) Bóg jest OSOBĄ Zbawiciel Człowieka od skutków tego stanu rzeczy określi się synem tegoż Boga. Jest to sposób na "zrzucenie" poglądów kształtujących światopogląd odbiorcy z wykorzystaniem najwyższego autorytetu u odbiorcy by zdobyć u niego "posłuch" i tu zaczynam czytać Ewangelie i szukać potwierdzenia tej tezy czego ukoronowaniem może być Apokalipsa (Objawienie) i wiele wskazuje, że coś w tym jest. > Może lepiej byłoby sformułować pytanie: do kogo? Ale to nie zmienia sensu wypowiedzi. A jeśli Bóg jest osobą żywą (bo inaczej religia nie miała by racji bytuj, to jakie DOWODY przmawiają za takim twierdzeniem?Więc, jeżeli okaże się, że nie chodziło o osobę ale ideę i z konieczności wprowadzono to co powyżej to będzie co najmniej ciekawie  > I tutaj uczucia (a więc i miłość) są jak najbardziej uzasadnione: chrześcijanin kocha Boga, ponieważ wierzy, że realnie istnieje. (...)Zgadza się i moim zdaniem jest to niekorzystna dla jakości ludzkiego życia lokata uczuć duchowych. > Pierwiastek duchowy w człowieku to nic innego jak splot jego psychiki, uwarunkowań kulturowych i da się to zmirzyć (psychologia, socjologia).Ale co istotne owe sploty nie mogą być podstawą oceny RANGI tego zjawiska. UMYSŁ być może upodmiatawia ludzkie zwierzę czyli staje się czymś ponad (panującym) nad wszystkim co odzwierzęce i modyfikatorem tegoż. Więc być może użycie formy "to nic innego jak" jest wstępem do lekceważenia GO przez wielu do czego RELIGIE jako systemy ogromnie się przyczyniły. > A przecież w każdym kościele rzymsko-katolickim słyszymy (po przeczytaniu dowolnego cytatu z pisma świętego) formułę: oto słowo Boże.Czy nie uważasz, że mamy w Polsce rekordową ilość TEATRÓW? To przesadne zamiłowanie do sztuki chyba szkodzi naszym relacjom międzyludzkim?  Oczywiście pośrednio poprzez równoległe zaniedbanie ważnych obiektów użyteczności publicznej i to w społeczeństwie pretendującym do miana obywatelskiego. > A zatem, czy mamy do czynienia z tekstami ludzi propagujących określoną ideeę, czy z autentycznym słowem samego Boga?Jeśli to pierwsze to czy nie warto zapytać o jaką Ideę mogło by chodzić i odkrywać poziomy jej złożoności w Piśmie Świętym dekodując to i owo jak się da? > A jeśli to drugie, to jakie są dowody na ich autentyczność?To pytanie przy powodzeniu czynności pierwszej moim zdaniem już nie padnie, chyba, że z desygnatem słowa 'Bóg'. > Wszaik w tamtych czasach nie było technik audio-wizualnych.Kolejny argument ZA powyższym. > To ewidentna bzdura. Człowiek (tak jak każde inne żyjące stworzenie) jest egoistą Z NATURY ponieważ inaczej by nie przeżył i nie stworzył cywilizacji.FAKT - ale! Jest takie małe ale! Czy natura od-UMYSŁOWA jest w nas tożsama z naturą od-NATURZASTĄ (piszę tak specjalnie i dodam, że również dzięki religiom, nie stworzyliśmy do dziś klarownego podziału między dwiema naturami dostępnymi w naszej egzystencji), czyli od-fizyczną, biochemiczną etc.? > Nasza "miłość bliźniego" i empatia ma swoje głębokie uzasadnienie w egoizmie właśnie (kochamy innych, bo są nam użyteczni - jakkolwiek byśmy tego nie rozumieli).Powiedziałbym, że jest zgodna tyle, że miłość do siebie wymaga rozumienia siebie. Czyli rodzi się pytanie czy ROZUM jest przepustką do zapanowania nad sobą, a jeśli tak to do czego namawia Jezus? Bo jeśli do korzystania z rozumu (nie wprost) to mamy przełom. > Kochamy innych, bo zaspokajają nasze potrzeby, których sami nie jesteśmy w stanie zaspokoić (bo jest to niemożliwe w sensie ogólnym)Słowem potrzeby duchowe (umysłowe) też milutko jest realizować wspólnie i z korzyścią dla wszystkich (konsekwencja szacunku dla rozumu i języka - transportera informacji itp.) > Chrześcijaństwo (tak jak każda religia) jest ograniczeniem wolności, gdyż posługuje się całym asenałem zakazów i nakazów (dekalog, posty).Uważaj bo opisujesz mutanta. > Albert Camus napisał kidyś, że to, iż wszystko jest dozwolone nie oznacza wcale, że nic nie jest zabronione ("Mit Syzyfa").Bystry chłop. > Wolność jest dobrem powszechnym. Z Bogiem lub bez Boga.By mogła fukcjonować w społeczeństwie potrzebne są wytyczne (a więc ograniczenia). Optimum środowiskowe w którym rozkwita konstruktywna wolność musi być chronione więc nie ma możliwości tolerowania czynników uderzających w wytyczne. Podstawowym czynnikiem ograniczającym wolność istoty jest fizyczność do której niezbędnym jest racjonalne odniesienie i podporządkowanie poprzez poznanie (wiedzę). > Etyka też nie jest "własnością" jednej opcji światopoglądowej.Zgadza się i jeżeli zostanie sprecyzowana globalnie wtedy uzyska status "obiekt chroniony". >To, że większość normatywów etycznych mających charakter ogólny akurat pokrywa sią z Dekalogiem wynika z tego, iż judeo-chrześcijaństwo dostosowywało swój system etyczny do już istniejących systemów. System im bardziej uniwersalny tym bardziej się narzuca jeżeli przyjmujemy go drogą rozumową, czyli innymi słowy z poszanowaniem własnej godności. > Jak już powiedziałem przy innej okazji: religii nie trzeba zwalczać, zwalczać trzeba fanatyzm.Prawda i tak nas wyzwoli od kłamstwa, ale pamiętać kłamstwo będziemy, oj, będziemy bo to przestroga dla nadchodzących pokoleń.  Pozdrawiam serdecznie.
|
|
| Przemek K. | 1. Po pierwsze, "będzisz miłował Pana Boga swego jak siebie samego", to powtórzenie modlitwy Szema Izrael, którą każdy pobożny Żyd powinien odmawiać kilkakrotnie każdego dnia. Modlitwa ta podkreśla znaczenie miłości do Boga, jako naczelnego zalecenia, którym cechować ma się postępowanie człowieka, (w tym cała organizacja jego życia) wskazując jednocześnie na monoteizm religii.
2. Dodając drugi człon Jezus nie mówi niczego nowego, może tylko czytelniej prezentuje nauke często będącą wyraźną w nauczaniu proroków -- miłość do Boga, polega na miłości do bliźniego i tych dwóch elementów nie da się rozdzielić. A to dlatego, że miłość do Boga (podobnie jak "bogobojność") wyraża się poprzez własne uczynki, a te w przeważającej większości (7 na 10 przykazań), określają nasze relacje społeczne.
3. Nie sądzę, by ta nauka była kiedykolwiek "nauką samolubstwa". Jezus (a wcześniej Księga Powtórzonego Prawa, rozdział 6, czy prorocy), nie znali naszego pojęcia "altruizmu", zresztą w większości grzechy były (i są) spowodowane samolubstwem. Wychodząc więc z naturalnej "miłości do samego siebie", ukazują że miłość do Boga i przestrzeganie Jego przykazań, są równie ważne.
4. Stosunek Jezusa do faryzeuszów jest dość złożony. Warto zauważyć, że padają też zdania, że należy naśladować ich naukę, ale nie ich postępowanie. Faryzeusze pod wieloma względami przypominali Jezusa w nauce, jednak posiadali skłonność do zbytniej formalizacji pewnych nakazów religijnych. (Z czego sami sobie zdawali sprawę, przynajmniej w tych czasach byli żywym nurtem, w którym spotykały się różne formy nauczania.) Dobrym przykładem jest to, co się z czasem stało z Szema Izrael, gdzie "przewiązanie ręki", "wypisanie nakazu między oczami", czy "wypisanie go na bramach i odrzwiach domów" zastosowano dosłownie, przy tak wyraźnym przenośnym znaczeniu tych słów. (Przewiązanie ręki -- zbożność czynów, wypisanie między oczami -- ciągłe posiadanie na uwadze; wypisanie na odrzwiach i bramach -- zastosowanie w życiu społecznym i rodzinnym.) Nauka Jezusa próbuje przywrócić pierwotne znaczenie i wzywa do poszukiwania dobra, jako opozycję do zbytniej formalizacji wiary. Jak można zauważyć zresztą przy tym przekazaniu, jest to nauka, która zasadniczo spotyka się z akceptacją. Problemy jednak tkwiły w intepretacji poszczególnych, szczegółowych przykazań.
|
|
 | | aries | Doktorkowi doradzam bardziej oblatanych w temacie respondentow : pp.Rydzyk, Jankowski , Poetz, etc.etc. Bez watpienia beda bardziej r a c j o n a l n i w tak interesujacej polemice.Wyjasnia wszelkie zawilosci. Nawet te nie do wyjasnienia.
|
|
 | | Kowalski (762 punktów) | >1. Po pierwsze, "będzisz miłował Pana Boga swego jak siebie samego", to powtórzenie modlitwy Szema Izrael
Autopoprawka -- w tej modlitwie nie ma "jak siebie samego" (zastępuje długie wylicznie, co i jak), choć w sumie swoje rozumowanie podtrzymuję.
|
|
 | | Totus (1201 punktów) | Witam. ad1. Zgadza się. Wniosek: Idąc do Żydów trzeba o nich sporo wiedzieć a skoro reforma nam się śni (p. autopoprawka) wprowadzać kluczowe zdania gdzie tylko można. ad2. Zgadza się, ale co sądzisz o tym: > A to dlatego, że miłość do Boga (podobnie jak "bogobojność") wyraża się poprzez własne uczynki, a te w przeważającej większości (7 na 10 przykazań), określają nasze relacje społeczne.Kto się lęka Boga a kto już nie? Dlaczego? Na czym polega metamorfoza w dojrzałą miłość, o której wiele pisze doktorek i nazywa ją agape. Czy miłość agape jest dla wybranych? Czy można ją ukrywać za ołtarzem? Kto mówi "Nie lękajcie się, wstańcie jestem z Wami i dla Was" bo miłuje a kto chowa, straszy i nakazuje klękać. Dlaczego relacje społeczne określają przykazania Boże (czyli czyje?) a nie powszechnie dostępna filozofia życia? ad.3 Również nie sądzę. > Wychodząc więc z naturalnej "miłości do samego siebie", ukazują że miłość do Boga i przestrzeganie Jego przykazań, są równie ważne.Czy Bóg może być przepustką do głoszenia "naturalnej miłości" jeżeli nie można jej głosić wprost szczególnie w systemie totalitarnym? Dostrzegasz analogię do komunizmu? Wartości humanistyczne muszą być bliskie każdemu człowiekowi w przeciwnym razie wątpliwe czy nimi są. Można je głosić w dwójnasób: wprost albo poprzez religijny spisek - zgodzisz się? Jak wprost opowiadać o "naturalnej miłości do bliźniego" kiedy obok odbywają się publiczne egzekucje, zniewalanie, przemoc, wojny i gdy banda wykolejeńców patrzy w niebo na znak, krzycząc do cierpiących nędzę wyrobników i niewolników: "Boże daj nam znak, jakiś znak, czyż nie widzisz tego zła wśród ludu Twego? Uczyń cud, wybaw nas etc., etc." Ciekawe jak zachował by się humanista (ści) ogarniając realia tej dawnej rzeczywistości nie mówiąc o wizjonerze, który wyobraził by sobie wtedy system demokratycznego państwa obywatelskiego a następnie usiadł na kamieniu i patrzył jak toczy się życie w jednym z miast "narodu wybranego". > 4. Stosunek Jezusa do faryzeuszów jest dość złożony.Równolegle można dopuścić opcję, że mówimy o stosunku "sztabu kreatorów wizerunku Jezusowego" by swobodniej rozmyślać dlaczego: > Nauka Jezusa próbuje przywrócić pierwotne znaczenie i wzywa do poszukiwania dobra, jako opozycję do zbytniej formalizacji wiary. Jak można zauważyć zresztą przy tym przekazaniu, jest to nauka, która zasadniczo spotyka się z akceptacją.Jak rozumiesz akceptację? > Problemy jednak tkwiły w intepretacji poszczególnych, szczegółowych przykazań.A mnie coś nie daje spokoju że wszystko podpada znakomicie pod "walkę o wolność jednostki w duchu humanizmu" a to oznacza walkę ze światopoglądem religijnym w jego wnętrzu. Humanista, będący z przekonania ateistą, "przychodzi" i "widzi" i pyta co z tym zrobić? Jak to ugryźć? "Ja" chcę (mam wolę) żyć w normalnym społeczeństwie a nie w demoralizującym psychiatryku. Jak połączyć wolność i równość? Czy to możliwe, że w Piśmie, którym straszono i mordowano ludzi mocą Jezusowego imienia jest odpowiedź na to współczesne fundamentalne pytanie o optymalny system? Czy to aby nie zaproszenie do Królestwa Niebieskiego? Czy Ewangelia uczy jak stać się jego obywatelem "miłującym" sprawiedliwość i tępiącym jej wrogów? Jeśli tak - trzeba będzie spojrzeć w brudne kubki.
|
|
|  | | Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów) |
>A mnie coś nie daje spokoju że wszystko podpada znakomicie pod "walkę o wolność jednostki w duchu humanizmu" a to oznacza walkę ze światopoglądem religijnym w jego wnętrzu. Humanista, będący z przekonania ateistą, "przychodzi" i "widzi" i pyta co z tym zrobić? Jak to ugryźć? "Ja" chcę (mam wolę) żyć w normalnym społeczeństwie a nie w demoralizującym psychiatryku.< To bardzo trafna uwaga. Z małym sprostowaniem: Jeśli humanista jest "z przekonania ateistą", to niczym się nie różni od wyznawcy dowolnej religii; obaj są bowiem ludźmi WIERZĄCYMI, aczkolwiek każdy w co innego. Moim skromnym zdaniem lepiej jest w takich wypadkach powoływać się na agnostycyzm jako bliższy prawdzie. I taka drobna refleksja: największym problemem w dyskusjach światopoglądowych toczonych przez wyznawców jakiejś wiary z oponentami jest (moim zdaniem) popełniany przez obie strony błąd logiczny polegający na uznaniu pewnej rzeczywistości (bytu) hipotetycznej (bo nie udowodnionej) za rzeczywistość (byt) realną (obiektywnie istniejącą). To tyle.
fides ex necessitate esse non debet
|
|
| |  | | Totus (1201 punktów) | Nie wiem czy pańskie sprostowanie, z którym oczywiście leciutko można by polemizować jest trafne w świetle ogólniejszego sensu dyskusji. Jednym z jej istotniejszych zagadnień jest próba naświetlenia humanistycznego przesłania Ewangelii, przy jednoczesnym zapytaniu czy w ogóle o czyś takim można spekulować nie mówiąc już o dowodzeniu. > To tyle.Mimo to... zapraszam.
|
|
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|