Jest faktem notoryjnym, iż społeczność amerykańska nafaszerowana jest ogromną ilością różnorakiej broni - bardzo często pozostającej poza wszelką kontrolą. Wiadomo także, iż kultura obchodzenia się z tą bronią wywodzi się wprost z subkultury ludzi pogranicza (frontiersman) - o czym najlepiej zaświadczają amerykańskie statystki kryminalne. I wiadomo już także, iż przyszłym prezydentem USA będzie Donald Trump. Już jego wybór na to stanowisko ogromnie podzielił i zantagonizował Amerykę. A przecież to dopiero początek "jazdy bez trzymanki". Bo jeżeli Trump będzie realizował swe wyborcze obietnice - to napotka twardy opór dotychczasowych elit i ich zwolenników. Jeżeli nie bedzie realizował - nawet części - tych obietnic, to wtedy czeka go bunt tych, których zaufanie zawiódł. Można mnożyć różne scenariusze. Trump sprzedał się w kampanii wyborczej jako obrońca "niebieskich kołnierzyków" - a przecież jest dokładnie na odwrót. On gardzi nimi, dla niego są oni "proletami" po których grzbiecie wspiął się do bogactwa i znaczenia. Jeżeli Trump wypowie wiojnę handlową Chinom, co obiecał owym kołnierzykom, to zrobi się kryzys, którego skutki odczują najbardziej właśnie oni. Jeżeli nie wypowie, "niebieskie kołnierzyki" zbuntują się przeciwko niemu. Tak samo z Latynosami. Jeżeli Trump zacznie, jak zapowiedział, budować mur na granicy z Meksykiem, i deportować miliony Latynosów - zafunduje sobie wściekłość milionów. Jeżeli tego nie zrobi - zafunduje sobie wściekłość innych milionów, które będą uważały, iż zostały wystrychnięte przez niego na prowerbialnego duda. Takich scenariuszy - prognoz można wykreować znacznie więcej. Już za Obamy w USA dochodziło co chwila do niepokojów społecznych na dużą skalę - z powodu rzeczywistego i rzekomego nadużywania broni przez policję. Za Trumpa, problem się tylko powiększy, bo policja ma dostać zielone światło do bycia bezwzględną w walce z gangsterką. Trump podziwia bezwgledną politykę wobec kryminalistów, wcieloną w życie przez filipińskiego prezydenta Duterte. Spodziewać się więc można kolejnych ruchawek społecznych, zakrojonych nawet na większą skalę. Jeżeli do tego dodamy konflikty, upór, gniew i ogromne pokłady agresji - które mogą zostać wyzwolone w przypadku zafunkcjonowania przykładowych scenariuszy/prognoz jak wyżej i jeżeli jeszcze uwzględnimy czynnik rosyjski - czyli trolling internetowy, rozniecający owe ogniska niepokojów - to zważywszy na ową astronomiczną ilość broni - w tym także maszynowej - będącej w posiadaniu zwykłych obywateli - w USA może zrobić się gorąco, jak na lini frontu. Zwolennicy gun lobby w USA ( National Rifle Association) podkreślali zawsze, iż broń w domach obywateli to najlepsza gwarancja na trzymanie państwa w ryzach i powściąganie ewentualnych dyktatorskich zapędów. Czy aby przypadkiem owa teza nie nabiera w kontekście kształtującego się krajobrazu politycznego nad Potomakiem, przewrotnego i złowieszczego znaczenia? Czy w USA dojdzie za prezydentury Trumpa do pojawienia się elementów wojny domowej? |