Polska od kilku miesięcy odmawia zgody niemieckiemu ambasadorowi w Polsce na rozpoczęcie misji dyplomatycznej. Fakt ten komplikuje relacje między dwoma państwami - w tym także na odcinku wypracowywania wspólnego stanowiska względem dynamicznie się zmieniającej sytuacji na Białorusi. Nie jest wykluczonym, iż przyczyną obiekcji Warszawy względem osoby ambasadora jest jego ojciec, który w czasie ostatniej wojny był wysokim oficerem Wehrmachtu (po wojnie oficer Bundeswehry) i jako taki przygotowywał narady w bunkrze Hitlera. Jest możliwym, iż jest ziarno prawdy w twierdzeniu jak wyżej - gdyż schemat powyższy wpisuje wyśmienicie w politykę historyczną obecnego aparatu władzy. Czy jednakże dzieci mają odpowiadać za ewentualne niecne czyny swych rodziców? To przekaz sensu stricto starotestamentowy - a w Polsce Nowy Testament bierze chyba procedencję przed Starym? "Bliskie (polskiemu - red.) rządowi media poruszają jednak temat historii rodziny przyszłego ambasadora" - zauważa Broessler, informując, że ojciec dyplomaty, Bernd Reytag von Loringhoven, późniejszy oficer Bundeswehry, w ostatnim roku wojny jako adiutant przygotowywał narady w bunkrze Hitlera. "Do rodziny należał też jednak Wessel Freytag von Loringhoven. To on zorganizował ładunek wybuchowy do zamachu na Hitlera 20 lipca 1944 r." - zauważa niemiecki dziennik." www.onet.p(*)mbasadora-rfn/d2rsy6w,79cfc278 |