Racjonalista - Strona głównaDo treści
Wolność "od", czy "do" wartości?

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Filozofia i światopogląd
NapisanoAutorTytuł
12-03-2006 18:56Kontrast (1042 punktów)Wolność "od", czy "do" wartości?
Witam!
Postanowiłem napisać kolejny, nieco prowokacyjny wątek i mam nadzieję, że czegoś się dowiem. Tytułowe pytanie, która wolność jest właściwa według forumowiczów, wolność "od" wartości, czy "do" wartości? Zaskoczyła mnie odpowiedź kilku osób na to pytanie przy innej okazji, dlatego ciekaw jestem, jak to wygląda w kwestiach szczegółowych. Poza ogólnymi hasłami i obiegowymi poglądami nie znam stanowiska adwersarzy, a temat wyłania się jako implikacja niemal każdego poruszanego tu tematu. Wolałbym odnieść się do prawdziwych opinii w tej sprawie z pierwszej ręki, a nie w oparciu o domysły.
Pozdrawiam!
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

dajmonion (3663 punktów)

Oczywiscie "wolnosć do". Wiele wskazuje na to, że "wolnosć od" jest slepa i sprawia, że przestrzeń społeczna staje się smietnikiem.
Moim zdaniem zawsze trzeba wyraźnie widzieć cel do którego się zmierza. Jeżeli walczę o wolnosć słowa to po to aby głosić prawdę.


Deus caritas est
Kontrast (1042 punktów)
Witam!
> Oczywiscie "wolnosć do". Wiele wskazuje na to, że "wolnosć od" jest slepa i sprawia, że przestrzeń społeczna staje się smietnikiem.
Zgadzam się, ale chciałbym, żeby te tematy nie ograniczały się do haseł i ogólników. Postuluje się głośno wolność, ale jakoś mało mówi się o konsekwencjach tych słów. Taki Owsiak ze swoim modnym hasełkiem, rzuca to i potem są problemy spory protesty itd. Najwyraźniej głosiciele takich chwytliwych haseł nie myślą o konsekwencjach.

> Moim zdaniem zawsze trzeba wyraźnie widzieć cel do którego się zmierza.
Zasadniczo tak, ale co jest celem dla ludzi, którzy widzą cel jedynie w sobie (egocentryzm), własnej autonomii i rozwoju bez wzorców? Czyż można bez Ideału kształtować godnie swoje życie? Kto ma tyle konsekwencji w sobie i posłuszeństwa wobec własnych celów życiowych? Ciekaw jestem jak próbują rozwiązać ten dylemat ludzie głoszący hasła samorozwoju itd.

>Jeżeli walczę o wolnosć słowa to po to aby głosić prawdę.
A konkretnie, o jakiej prawdzie mówisz?

Doskonała miłość usuwa lęk
dajmonion (3663 punktów)
W kulturze ponowoczesności wolność, różnorodność i pluralizm to naczelne wartości. Jest tak dlatego, że istotą postmodernizmu jest relatywizm kulturowy i moralny.
Ty podobnie jak ja uważasz, że wyzwalamy się zawsze ku czemuś. Relatywista odpowie ci, że to coś to Twoja prywatna sprawa.
Chcesz konkretów? Proszę bardzo: Niedawno w Warszawie odbyła się Manifa. Jedno z haseł głosiło, że jeśli kobieta nie chce być matką, to nie musi. Taka przynajmniej była jego główna myśl.
Jaka jest wizja kobiety Jarugi-Nowackiej? Odpowiedziała by zapewne: nie ma, niech każda robi sobie co chce. Jest to zgodne z duchem postmodernizmu, gdyż każdy styl zycia jest zdaniem relatywistów równocenny.
Jest to według mnie oczywista nieprawda. Nie wszystkie style życia dają szczęście.
Jednakże osobom zagubionym postmoderniści moga zaproponować jedynie milczenie, nic więcej.

>> Moim zdaniem zawsze trzeba wyraźnie widzieć cel do którego się zmierza.
>Zasadniczo tak, ale co jest celem dla ludzi, którzy widzą cel jedynie w sobie (egocentryzm), własnej autonomii i rozwoju bez wzorców?
Nie taki cel miałem na myśli. Chodziło mi o humanistyczne systemy wartości, a więc takie które uwzględniają ludzką godność.

>>Jeżeli walczę o wolnosć słowa to po to aby głosić prawdę.
>A konkretnie, o jakiej prawdzie mówisz?
W tym przypadku miałem na myśli zwykła zgodność tego co się głosi z rzeczywistością.

Deus caritas est
Kontrast (1042 punktów)
Witam!
> Jednakże osobom zagubionym postmoderniści moga zaproponować jedynie milczenie, nic więcej.
Albo ofertę sexshopu i niebieskie pigułki

>>> Moim zdaniem zawsze trzeba wyraźnie widzieć cel do którego się zmierza.
>>Zasadniczo tak, ale co jest celem dla ludzi, którzy widzą cel jedynie w sobie (egocentryzm), własnej autonomii i rozwoju bez wzorców?
> Nie taki cel miałem na myśli. Chodziło mi o humanistyczne systemy wartości, a więc takie które uwzględniają ludzką godność.
Tutaj znowu otworzyłeś pakiet haseł. Humanistyczne wartości to takie modne powiedzonko, ale gdy weźmie się je na tapetę okazuje się, że niewiele tam treści, które są jakimś celem. Oczywiście mówię tu o normalnych ludziach, którzy nie mają aspiracji politycznych. Hasła te częstokroć same sobie zaprzeczają, bo z jednej strony głoszą wolność, równość, sprawiedliwość, a z drugiej wypowiadają wojnę wszystkim, którzy nie popierają ateistycznych poglądów. Nie analizowałem tego zbyt dokładnie, ale nie znalazłem jakichś konkretnych wyjaśnień, a gdziekolwiek próbuję się dowiedzieć, znajduję ten sam lub zmodyfikowany manifest humanistyczny.
Drugie równie często powtarzane hasło to owa tajemnicza godność, o której również nie mogę się dowiedzieć nic konkretnego. Mam ukształtowane pojęcie godności, ale może ono być inne niż głoszone tu hasła, dlatego chciałbym wiedzieć jaka jest definicja tego pojęcia u humanistów oraz jakie jest konkretne jej zastosowanie.

>>>Jeżeli walczę o wolnosć słowa to po to aby głosić prawdę.
>>A konkretnie, o jakiej prawdzie mówisz?
> W tym przypadku miałem na myśli zwykła zgodność tego co się głosi z rzeczywistością.
To pojęcie rzeczywistości też nie wydaje mi się takie jednoznaczne. Obawiam się, że i rzeczywistość jest postrzegana inaczej niż mi się wydaje.

Pozdrawiam!


Doskonała miłość usuwa lęk
dajmonion (3663 punktów)
>>>> Moim zdaniem zawsze trzeba wyraźnie widzieć cel do którego się zmierza.
>>>Zasadniczo tak, ale co jest celem dla ludzi, którzy widzą cel jedynie w sobie (egocentryzm), własnej autonomii i rozwoju bez wzorców?
>> Nie taki cel miałem na myśli. Chodziło mi o humanistyczne systemy wartości, a więc takie które uwzględniają ludzką godność.
>Tutaj znowu otworzyłeś pakiet haseł. Humanistyczne wartości to takie modne powiedzonko, ale gdy weźmie się je na tapetę okazuje się, że niewiele tam treści, które są jakimś celem.
Wartości ze swej natury są ogólne i nie bardzo wiem jakiego uściślenia oczekujesz.
>Drugie równie często powtarzane hasło to owa tajemnicza godność, o której również nie mogę się dowiedzieć nic konkretnego. Mam ukształtowane pojęcie godności, ale może ono być inne niż głoszone tu hasła, dlatego chciałbym wiedzieć jaka jest definicja tego pojęcia u humanistów oraz jakie jest konkretne jej zastosowanie.
Godność jest przekonaniem, że każdy człowiek jest wartościowy,a źródłem owej godności jest sam fakt bycia człowiekiem. Tak rozumianą godność najlepiej definiuja słowa Jezusa: Cokolwiek zrobiliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, mnieście zrobili.
>>>>Jeżeli walczę o wolnosć słowa to po to aby głosić prawdę.
>>>A konkretnie, o jakiej prawdzie mówisz?
>> W tym przypadku miałem na myśli zwykła zgodność tego co się głosi z rzeczywistością.
>To pojęcie rzeczywistości też nie wydaje mi się takie jednoznaczne. Obawiam się, że i rzeczywistość jest postrzegana inaczej niż mi się wydaje.
Ateiści na pewno inaczej rozumieja rzeczywistość, rzekłbym bardziej minimalistycznie. Nie zmienia to jednak sensu pojęcia prawdy, jakim sie posłużyłem.


Deus caritas est
Kontrast (1042 punktów)

>>Drugie równie często powtarzane hasło to owa tajemnicza godność, o której również nie mogę się dowiedzieć nic konkretnego. Mam ukształtowane pojęcie godności, ale może ono być inne niż głoszone tu hasła, dlatego chciałbym wiedzieć jaka jest definicja tego pojęcia u humanistów oraz jakie jest konkretne jej zastosowanie.
> Godność jest przekonaniem, że każdy człowiek jest wartościowy,a źródłem owej godności jest sam fakt bycia człowiekiem. Tak rozumianą godność najlepiej definiuja słowa Jezusa: Cokolwiek zrobiliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, mnieście zrobili.
To jest nasze chrześcijańskie określenie. Ja kieruję pytania do forumowiczów z drugiej strony barykady, bo o własne nie muszę
Spodziewam się jednak, że ktoś odpowie.

Doskonała miłość usuwa lęk
dajmonion (3663 punktów)
> Niedawno w Warszawie odbyła się Manifa. Jedno z haseł głosiło, że jeśli kobieta nie chce być matką, to nie musi. Taka przynajmniej była jego główna myśl.

Jeszcze kilka słów na temat tego sztandarowego hasła feministek.

Twierdzę, że panie Jaruga-Nowacka i Magdalena Środa nie biorą żadnej odpowiedzialności za to co głoszą.
To oczywiste, że kobiety powinny rodzić dzieci jeśli ludzkość ma przetrwać. Generalna zasada jest właśnie taka. Kobieta jest powołana do urodzenia i wychowania dziecka.

Nie oznacza to, że wszystkie kobiety maja podporządkować się tej zasadzie. Zawsze znajdą się pasjonatki, które wybiorą na przykład karierę naukową. Tym niemniej generalna zasada jest taka jak powyżej. Jeżeli przemilcza się tą elementarną prawdę podkreślając sam indywidualizm to wyrządza się społeczeństwu wielką krzywdę.

Ktoś mógłby mi w tym momencie zadać pytanie: A po co społeczeństwo ma przetrwać? Kto powiedział, że ludzie powinni dalej zamieszkiwać Ziemię? Czy ktoś to udowodnił? Wszak już Hume stwierdził, że z tego co jest nie wynika to co być powinno, więc kto i na jakiej podstawie ma prawo twierdzić, że ludzie powinni przetrwać?

Ja naturalnie nie dysponuję takim dowodem, ale nie chciałbym być na miejscu tych, którym będzie dane żyć w czasach upadku społeczeństwa. Już teraz głośno mówi się o tym, że jeśli przyrost naturalny utrzyma się na tym poziomie co obecnie, to za ileś tam lat młodzi ludzie w Polsce będa musieli utrzymywać rzesze emerytów i rencistów. Rozumiem, że panie Środa i Jaruga- Nowacka mają w nosie ich los.


On jest z nami, nasz Emanuel.
AstralStorm (558 punktów)
> Twierdzę, że panie Jaruga-Nowacka i Magdalena Środa nie biorą żadnej odpowiedzialności za to co głoszą.

Wątpię, żeby nie odpowiadały za swoje słowa.

> To oczywiste, że kobiety powinny rodzić dzieci jeśli ludzkość ma przetrwać. Generalna zasada jest właśnie taka. Kobieta jest powołana do urodzenia i wychowania dziecka.

Zmień "powołana" na "przystosowana przez dotychczasową ewolucję".

> Nie oznacza to, że wszystkie kobiety maja podporządkować się tej zasadzie. Zawsze znajdą się pasjonatki, które wybiorą na przykład karierę naukową. Tym niemniej generalna zasada jest taka jak powyżej. Jeżeli przemilcza się tą elementarną prawdę podkreślając sam indywidualizm to wyrządza się społeczeństwu wielką krzywdę.

Zauważ, że obecnie tą planetę zamieszkuje 6,5 mld homo (ledwie) sapiens. 1/3 żyje poniżej granicy ubóstwa. Czy wolisz mieć 500 tys. biedaków, czy jednego dobrze wykształconego pracownika? Kto przyniesie większe zyski? Kto utrzyma swoich dziadków?

> Ktoś mógłby mi w tym momencie zadać pytanie: A po co społeczeństwo ma przetrwać?

Jeśli mowa o polskim, to i tak Chińczycy zrobią z nim porządek, jak zaczną imigrować.

> Kto powiedział, że ludzie powinni dalej zamieszkiwać Ziemię? Czy ktoś to udowodnił? Wszak już Hume stwierdził, że z tego co jest nie wynika to co być powinno, więc kto i na jakiej podstawie ma prawo twierdzić, że ludzie powinni przetrwać?

Sami ludzie, swoimi działaniami (patrz wyżej).

> Ja naturalnie nie dysponuję takim dowodem, ale nie chciałbym być na miejscu tych, którym będzie dane żyć w czasach upadku społeczeństwa. Już teraz głośno mówi się o tym, że jeśli przyrost naturalny utrzyma się na tym poziomie co obecnie, to za ileś tam lat młodzi ludzie w Polsce będa musieli utrzymywać rzesze emerytów i rencistów.

A jak wzrośnie, to za x lat będą musieli utrzymywać jeszcze więcej emerytów i rencistów. Zaklęty krąg.

Dodam, że miejsc pracy nie przybywa dostatecznie dużo, więc ci utrzymujący przyszłych emerytów i rencistów będą mieli dodatkowe problemy. I jeszcze ludzie żyją coraz dłużej, automatyzacja postępuje...

I może zacząć się mordowanie starszych ludzi... a tego chyba nikt nie chce.

Aby system emerytalny był wystarczająco wydajny, ilość miejsc pracy musiałaby rosnąć o ponad 15% na pokolenie. (aby przekraczać przyrost naturalny, bo część starszych bardzo nie chce odejść na emeryturę).

Moim zdaniem idealny stan to przyrost naturalny równy 0. Spowoduje to oczywiście trochę przejściowych problemów.

> Rozumiem, że panie Środa i Jaruga- Nowacka mają w nosie ich los.

No comments. Lepiej patrzeć dalej niż na czubek swojego nosa.


Moim zadaniem nie jest z tobą walczyć, zmienić ciebie czy podporządkować.
Moim zadaniem jest nauczyć ciebie myśleć samodzielnie w wybrany przez ciebie sposób.
Wtedy będziemy mogli dyskutować.
dajmonion (3663 punktów)
Cały Twój wywód nie jest żadna polemiką ze mną. Z faktu, że powstają przeróżne trudności przy realizacji pewnych celów nie wynika, że mamy z tych celów rezygnować. Wizja kobiety jest też pewnym celem, do którego należy zmierząć, a nie się od niego oddalać poprzez głoszenie postmodernistycznych hasełek.

On jest z nami, nasz Emanuel.
AstralStorm (558 punktów)
>Cały Twój wywód nie jest żadna polemiką ze mną. [...]

I tu masz rację, dłuższa odpowiedź poniżej. Natomiast co do "wizji kobiety" to powiem tyle - jest ich tak wiele jak ludzi na tej planecie. I każdy ma własną.

Moim zadaniem nie jest z tobą walczyć, zmienić ciebie czy podporządkować.
Moim zadaniem jest nauczyć ciebie myśleć samodzielnie w wybrany przez ciebie sposób.
Wtedy będziemy mogli dyskutować.
dajmonion (3663 punktów)
>>Cały Twój wywód nie jest żadna polemiką ze mną. [...]
>I tu masz rację, dłuższa odpowiedź poniżej. Natomiast co do "wizji kobiety" to powiem tyle - jest ich tak wiele jak ludzi na tej planecie. I każdy ma własną.

I co z tego, nie wszystkie te wizje są warte realizacji. Kocepcja kobiety, która nie rodzi dzieci jest z gruntu chora.
Mnie chodzi o to, że hasłom feministek nie towarzyszy ta oczywista prawda, że kobieta jest powołana do bycia matką.


On jest z nami, nasz Emanuel.
Anna Słota
>Kocepcja kobiety, która nie rodzi dzieci jest z gruntu chora.
Myślisz zapewne o tej jedynej grupie zawodowej kobiet, którym firma, w której pracują, zabrania macierzyństwa.
Zresztą mężczyźni tam zatrudnieni też nie mogą sobie pozwolić na ojcostwo, przynajmniej oficjalnie.

> kobieta jest powołana do bycia matką.
Na tej samej zasadzie co mężczyzna do bycia ojcem.
Kobieta ma wybór, może, ale nie musi, czas to zaakceptować.
dajmonion (3663 punktów)
>>Kocepcja kobiety, która nie rodzi dzieci jest z gruntu chora.
>Myślisz zapewne o tej jedynej grupie zawodowej kobiet, którym firma, w której pracują, zabrania macierzyństwa.
>Zresztą mężczyźni tam zatrudnieni też nie mogą sobie pozwolić na ojcostwo, przynajmniej oficjalnie.
Fakt, że niektórzy w pełni oddają się swojej pasjii nie podważa elementarnej prawdy o powołaniu kobiety. Feministki głosząc swoje wolnosciowe hasła nie powinny tego przemilczać.
>> kobieta jest powołana do bycia matką.
>Na tej samej zasadzie co mężczyzna do bycia ojcem.
>Kobieta ma wybór, może, ale nie musi, czas to zaakceptować.
Nie chodzi o to, żeby zmuszać konkretną osobę do macierzyństwa, ale o to, aby zachęcać, przedstawiać w pozytywnym swietle, wyzbyć sie bełkotu o rzekomej prozie życia małżeńskiego, o rzekomym końcu prawdziwej miłosci z chwila wstąpienia w związek małżeński. Ostatnio czytałem "Pozytywnych" Millera. Napisał w niej, że w związku małżeńskim po pewnym czasie to się człowiekowi nawet tyłka nie chce umyć jak się kładzie do łóżka. Oto jak się przedstawia rodzinę jak zachęca się do bycia matką, a przecież tak wiele zależy od nas samych.

On jest z nami, nasz Emanuel.
AstralStorm (558 punktów)
> Fakt, że niektórzy w pełni oddają się swojej pasjii nie podważa elementarnej prawdy o powołaniu kobiety. Feministki głosząc swoje wolnosciowe hasła nie powinny tego przemilczać.

Wiesz, po tylu latach *zmuszania* do rodzenia dzieci i pracy przy gospodarstwie domowym, trzeba dać się dziewczynom wyszumieć. Oby tylko nie przesadzały.

>>> kobieta jest powołana do bycia matką.
>>Na tej samej zasadzie co mężczyzna do bycia ojcem.
>>Kobieta ma wybór, może, ale nie musi, czas to zaakceptować.
> Nie chodzi o to, żeby zmuszać konkretną osobę do macierzyństwa, ale o to, aby zachęcać, przedstawiać w pozytywnym swietle,

No przydałoby się, ale nie w formie propagandy czy pozornych ruchów politycznych.

> wyzbyć sie bełkotu o rzekomej prozie życia małżeńskiego, o rzekomym końcu prawdziwej miłosci z chwila wstąpienia w związek małżeński.

Proza też bywa piękna. (C) Nowe hasło na początek kampanii reklamowej.

Zapomniałeś dodać końca równania miłości z seksem.

> Ostatnio czytałem "Pozytywnych" Millera. Napisał w niej, że w związku małżeńskim po pewnym czasie to się człowiekowi nawet tyłka nie chce umyć jak się kładzie do łóżka.

Ależ bywa i tak. Oczywiście w rutynę można popaść lub nie.

> Oto jak się przedstawia rodzinę jak zachęca się do bycia matką, a przecież tak wiele zależy od nas samych.

Jednak sytuacja na rynku pracy i edukacji moim zdaniem i tak bardziej zniechęca, niż opinia jakiegoś "nudziarza".
Dodajmy jeszcze stereotyp bizneswomen, twardszej niż odpowiednik męski.


Moim zadaniem nie jest z tobą walczyć, zmienić ciebie czy podporządkować.
Moim zadaniem jest nauczyć ciebie myśleć samodzielnie w wybrany przez ciebie sposób.
Wtedy będziemy mogli dyskutować.
dajmonion (3663 punktów)
>> Ostatnio czytałem "Pozytywnych" Millera. Napisał w niej, że w związku małżeńskim po pewnym czasie to się człowiekowi nawet tyłka nie chce umyć jak się kładzie do łóżka.
>Ależ bywa i tak. Oczywiście w rutynę można popaść lub nie.
>> Oto jak się przedstawia rodzinę jak zachęca się do bycia matką, a przecież tak wiele zależy od nas samych.
>Jednak sytuacja na rynku pracy i edukacji moim zdaniem i tak bardziej zniechęca, niż opinia jakiegoś "nudziarza".

O doprawdy, to skąd w Europie Zachodniej ujemny przyrost naturalny?

On jest z nami, nasz Emanuel.
Anna Słota
> Feministki głosząc swoje wolnosciowe hasła nie powinny tego przemilczać.
Które feministki mowią, że kobieta nie powinna rodzić, podaj nazwisko albo lepiej link do takiej wypowiedzi. Bo jakoś tak się dziwnie składa, że informacje, że tak właśnie mówią feministki, otrzymuję od mężczyzn (często rozczarowanych kobietami z jakichś powodów).
Jeszcze jedna sprawa, nawet jeśli mówią tak jakieś feministki, to ich zasięg oddziaływania jest niewielki, skoro ja takich wypowiedzi nie zarejestrowałam.
Bardziej do kobiet przemawia proza życia niż radykalne feministki.

> Ostatnio czytałem "Pozytywnych" Millera. Napisał w niej, że w związku małżeńskim po pewnym czasie to się człowiekowi nawet tyłka nie chce umyć jak się kładzie do łóżka. Oto jak się przedstawia rodzinę jak zachęca się do bycia matką, a przecież tak wiele zależy od nas samych.

A więc nie feministki, tylko mężczyzna.

Jedna sprawa mnie bardzo niepokoi w Twojej wypowiedzi, zupełnie nie odniosłeś się do ojcostwa, czyżbyś uważał, że dzieci to wyłącznie sprawa kobiety? Jeśli tak, to właśnie takie postawy są najbardziej szkodliwe.
Zamiast promować macierzyństwo, zajmij się ojcostwem, zrobisz wiele dobrego w sprawie, która Ciebie tak zajmuje.
sukulent (2309 punktów)
Onegdaj na wp. przeczytałam, że w Polsce ojciec średnio poświęca dziecku 7 min dziennie.

Gdyby nawet te siedem minut miłosiernie przemnożyć przez 2, to i tak wypada zapytać, czy nie należałoby w tej dyskusji "zejść z" kobiet i "wejść na" mężczyzn ?
Powołanych do ojcostwa.

Pozdrawiam

"Im bardziej zaglądał do środka, tym bardziej Prosiaczka tam nie było" ("Chatka Puchatka"
dajmonion (3663 punktów)
>> Feministki głosząc swoje wolnosciowe hasła nie powinny tego przemilczać.
>Które feministki mowią, że kobieta nie powinna rodzić, podaj nazwisko albo lepiej link do takiej wypowiedzi. Bo jakoś tak się dziwnie składa, że informacje, że tak właśnie mówią feministki, otrzymuję od mężczyzn (często rozczarowanych kobietami z jakichś powodów).
>Jeszcze jedna sprawa, nawet jeśli mówią tak jakieś feministki, to ich zasięg oddziaływania jest niewielki, skoro ja takich wypowiedzi nie zarejestrowałam.
>Bardziej do kobiet przemawia proza życia niż radykalne feministki.
Można głosić, że kobieta ma wybór sugerując w domyśle, że jeśli chce to może usunąć ciążę, dopuścić się zdrady itd. Można też wskazywać na pewien model rodziny jako na źródło szczęścia i spełnienia.

Powiedzieć, że kobieta ma wybór to powiedzieć za mało.

W któryms numerze Metropolu Zuzanna Celmer opowiedziała krótki epizodzik z życia młodego małżeństwa. Oto małżonkowie bardzo się nudzili i postanowili umówić się na seks z inną parą przez Internet. Zwyczajnie wymienili się partnerami. Zabawa trwała jednak zbyt długo i w efekcie pojawiła się propozycja rozwodu. Dodam, że małżeństwo to posiadało dwójkę dzieci w wieku szkolnym.

W kontekście tej historyjki Twoje słowa, że kobieta czy mężczyzna ma wybór brzmią bardzo cynicznie.

>Jedna sprawa mnie bardzo niepokoi w Twojej wypowiedzi, zupełnie nie odniosłeś się do ojcostwa, czyżbyś uważał, że dzieci to wyłącznie sprawa kobiety? Jeśli tak, to właśnie takie postawy są najbardziej szkodliwe.

To o niczym nie świadczy. Mężczyzna ma obowiązek pomagać kobiecie.

Zaznaczam, że wypowiadam się wyłącznie jako prywatna osoba. Nie reprezentuję oficjalnie żadnej instytucji.
Anna Słota
> Można głosić, że kobieta ma wybór sugerując w domyśle, że jeśli chce to może usunąć ciążę, dopuścić się zdrady itd. Można też wskazywać na pewien model rodziny jako na źródło szczęścia i spełnienia.
> Powiedzieć, że kobieta ma wybór to powiedzieć za mało.
> W któryms numerze Metropolu Zuzanna Celmer opowiedziała krótki epizodzik z życia młodego małżeństwa. Oto małżonkowie bardzo się nudzili i postanowili umówić się na sex z inną parą przez internet. Zwyczajnie wymienili się partnerami. Zabawa trwała jednak zbyt długo i w efekcie pojawiła się propozycja rozwodu. Dodam, że małżeństwo to posiadało dwójkę dzieci w wieku szkolnym.
> W kontekście tej historyjki Twoje słowa, że kobieta czy mężczyzna ma wybór brzmią bardzo cynicznie.

Napisałeś dużo, ale kompletnie nie na temat. Ograniczasz życie w małżeństwie do sfery seksu, uwierz mi, to ważne, ale nie tylko na tym polega. Skup się na tych innych aspektach.
Anegdoty, nawet najciekawsze, nie są w stanie życia opisać.
dajmonion (3663 punktów)
>> Można głosić, że kobieta ma wybór sugerując w domyśle, że jeśli chce to może usunąć ciążę, dopuścić się zdrady itd. Można też wskazywać na pewien model rodziny jako na źródło szczęścia i spełnienia.
>> Powiedzieć, że kobieta ma wybór to powiedzieć za mało.
>> W któryms numerze Metropolu Zuzanna Celmer opowiedziała krótki epizodzik z życia młodego małżeństwa. Oto małżonkowie bardzo się nudzili i postanowili umówić się na sex z inną parą przez internet. Zwyczajnie wymienili się partnerami. Zabawa trwała jednak zbyt długo i w efekcie pojawiła się propozycja rozwodu. Dodam, że małżeństwo to posiadało dwójkę dzieci w wieku szkolnym.
>> W kontekście tej historyjki Twoje słowa, że kobieta czy mężczyzna ma wybór brzmią bardzo cynicznie.
>Napisałeś dużo, ale kompletnie nie na temat. Ograniczasz życie w małżeństwie do sfery seksu, uwierz mi, to ważne, ale nie tylko na tym polega. Skup się na tych innych aspektach.
>Anegdoty, nawet najciekawsze, nie są w stanie życia opisać.

Odpowiem więc bezposrednio na Twoje pytanie. Każesz mi wskazać, które feministki twierdzą, że kobieta nie powinna mieć dzieci. Otóż pragnę zaznaczyć, że ja im wcale takiego poglądu nie przypisuję. Z punktu widzenia samej logiki formalnej podważanie jakiejs opcji nie jest automatycznym nawoływaniem do opcji przeciwnej. To tak dla scisłosci. Jestes matematyczką, więc powinnas to zrozumieć.
Głoszenie haseł w stylu "Jesli nie chcesz być matką to nie musisz" przez panie Srodę i Jarugę-Nowacką (były na manifie, a więc podpisują się pod jej hasłami) podważa prawdę o powołaniu kobiety. Jesli ktos chce się poswięcić dla społeczeństwa poprzez rezygnacją z posiadania potomstwa to nie ma w tym nic złego. Tym niemniej pozostaje faktem, że dzieci bardzo wzbogacają nasze życie i pomagają osiągnąć pełnię człowieczeństwa.
Człowiek nie żyje w próżni aksjologicznej a wolnosć nie jest wartoscia autoteliczną. Decyzje moga byc dobre lub złe. Dlatego własnie napisałem, że powiedzieć, iż kobieta ma wybór to powiedzieć za mało.
Uwierz mi, jestem daleki do patrzenia na małżeństwo przez pryzmat sexu. W przytoczonej przeze mnie anegdocie miał on jednak kluczowe znaczenie.
Historyjka nie była wyssana z palca, tak więc w pewnym sensie opisuje nasze życie, a przynajmniej jest ważnym sygnałem ostrzegawczym.

Zaznaczam, że wypowiadam się wyłącznie jako prywatna osoba. Nie reprezentuję oficjalnie żadnej instytucji.
Anna Słota
> Otóż pragnę zaznaczyć, że ja im wcale takiego poglądu nie przypisuję. Z punktu widzenia samej logiki formalnej podważanie jakiejs opcji nie jest automatycznym nawoływaniem do opcji przeciwnej
W twoich wypowiedziach na temat zdania "Jesli nie chcesz być matką to nie musisz" widać takie oburzenie, jakby znaczyło ono "kobieta nie powinna rodzić". Szczególnie w zestawieniu ze zdaniem: "Koncepcja kobiety, która nie rodzi dzieci jest z gruntu chora" - uznałam, że Twoim zdaniem ktoś (feministki, do których nawiązujesz) taką koncepcję promuje. Jeśli się pomyliłam i źle odczytałam Twoje intencje, to wyjaśnij mi je. Moje matematyczne wykształcenie pozwala mi stwierdzić, że nie piszesz jasno i precyzyjnie, albo sam nie wiesz, co chcesz napisać.

> "Jesli nie chcesz być matką to nie musisz" (...) podważa prawdę o powołaniu kobiety
- jak mam to rozumieć? Jeśli nie chcesz być matką to i tak musisz, bo do tego zostałaś powołana? - to chcesz powiedzieć? Jak chcesz to realizować?
> "kobieta jest powołana do bycia matką" , "elementarnej prawdy o powołaniu kobiety".
Uważam, że wypisujesz bzdury, wyjaśnij na czym polega to powołanie, z czego wynika.

"Jesli nie chcesz być matką to nie musisz" jest zdaniem jak najbardziej słusznym.
Stoję w jednym szeregu z paniami Środą i Jarugą - mówią one także, że macierzyństwo nie jest jedynym wyznacznikiem wartości kobiety, jak to sugerują niektóre ideologie.

Nie czytałam nic o pani Jarudze, ale pani Środa jest także matką, z opublikowanego wywiadu wynikało, że bardzo odpowiedzialną i kochającą, więc nie jest tak, że feministki to głównie kobiety bezdzietne, propagujące taki model życia. (to o zdaniach: "Feministki głosząc swoje wolnosciowe hasła nie powinny tego przemilczać"; "Można też wskazywać na pewien model rodziny jako na źródło szczęścia i spełnienia" - jeśli nie o to Ci chodziło, to wyjaśnij, o co?) Feministki wskazują, że model rodzinny nie jest jedyny.

Kobiety mogą nie chcieć mieć dzieci. Z różnych powodów, na przykład z racji posiadania pasji (dopuszczasz taką sytuację, wiec jednak koncepcja kobiety bezdzietnej nie jest taka chora, jak to napisałeś). Kobiety, które nie chcą mieć dzieci - nie są powołane do bycia matkami, to jasne. A presja ideologii, które narzucają takie powołanie każdej kobiecie jest szkodliwa. Ponosi odpowiedzialność za większość ludzkich tragedii.

Jeśli chodzi o kobiety, które dzieci pragną, to należy sobie odpowiedzieć na pytanie - czy dzieci się ma dla siebie, czy dla społeczeństwa. W pierwszym przypadku nikt postronny nie powinien wypowiadać nawet słowa o powołaniu, decyzja o posiadaniu dzieci powinna być podjęta wyłącznie przez parę, samodzielnie, bez wpływu z zewnątrz;
w drugim, domagam się dla rodzin wszelkiej pomocy, zarówno od państwa, jak i społeczności lokalnych, na przykład tworzenia żłobków (w pobliżu miejsca pracy), przedszkoli, innych placówek, opieki medycznej i wszystkiego tego, co może pomóc dobrze wychować dzieci - na odpowiednim poziomie, możliwości zarobienia na te dzieci we własnym zakresie. Żądam też zwrócenia szczególnej uwagi na rolę ojca i świadomego ojcostwa. Pomijanie tego w wypowiedziach mężczyzn na temat ich wizji roli kobiet jest hipokryzją. Stąd ważna inicjatywa umożliwiania wzięcie urlopu przez ojca z tytułu wychowywania dziecka - decyzja, kto ten urlop wykorzysta, niech zapadnie w rodzinie.

Zdolność bycia matką nie wynika z posiadania macicy i sprawnych jajników, twierdzę że tego trzeba się nauczyć. Podobnie mężczyzna także musi się nauczyć jak być ojcem. Trzeba chcieć, ale przecież nikt nie będzie do tego chcenia zmuszał. A świadomość kobiet rośnie, coraz mniej chce mieć dzieci z nieobecnym lub biernym ojcem albo, co gorsza, z utrudniającym.

Kobieta ma prawo wyboru, chce mieć dzieci, czy nie chce, wybór należy uszanować, nie rozumiem skąd przyszło Ci do głowy, że sugeruję "w domyśle, że jeśli chce to może usunąć ciążę, dopuścić się zdrady itd." - wszystko sprowadzasz do jednego! Ale, w istocie, są to prywatne - intymne sprawy konkretnej kobiety, ja czy ktoś inny nie mamy prawa w to ingerować. Swoje zasady stosujmy do siebie.

> Tym niemniej pozostaje faktem, że dzieci bardzo wzbogacają nasze życie i pomagają osiągnąć pełnię człowieczeństwa.
W większości przypadków można tej wypowiedzi przyznać rację, ale ludzkość nie jest monolitem o jednolitych celach i marzeniach, a i sposoby ich realizacji także się różnią. Warto mieć to na uwadze. Nawet jeśli jesteś przekonany, że ktoś za 20 lat pożałuje swojej (świadomej) bezdzietności, to jego sprawa.
Teresa (2693 punktów)
Anno, bardzo naiwne jest to, co piszesz. Prawdopodobnie opierasz się tylko na swoich doświadczeniach, a to nie wystarcza.

>Kobiety mogą nie chcieć mieć dzieci. Z różnych powodów, na przykład z racji posiadania pasji (dopuszczasz taką sytuację, wiec jednak koncepcja kobiety bezdzietnej nie jest taka chora, jak to napisałeś). Kobiety, które nie chcą mieć dzieci - nie są powołane do bycia matkami, to jasne.

A więc wg Twojego toku rozumowania alkoholik, który chce się napić, jest do tego powołany, to jasne.

Są rzeczy, których, bardzo chcemy, a mimo to powinniśmy się przed nimi bronić jak przed nałogiem.

Wątpie czy nasze "widzimisię" jest tu najwyższą wyrocznią.
Ludzie mogą się mylić (np. wykształcony psychoterapeuta pedofil).
Co proponujesz w takim przypadku?

>A presja ideologii, które narzucają takie powołanie każdej kobiecie jest szkodliwa. Ponosi odpowiedzialność za większość ludzkich tragedii.

To nie jest kwestia ideologii to są wnioski wynikające z natury człowieka (np. z natury wynika, ze picie alkoholu jest złe)! Pytanie brzmi raczej: co jest dobre dla natury człowieka.
Ideologie rzeczywiście są bardzo niebezpieczne, ale na nie są narażeni przede wszystkim tacy niewierzący jak Ty.
Wierzący muszą opierać się na prawie wpisanym w naturę człowieka (stworzonej przez Boga), odkrywają to prawo rozumem.

Niestety tam gdzie gwałci się to prawo, tam społeczeństwa wymierają.
Poza tym natury nie można oszukać.
Reszta to bicie piany.
Anna Słota
> Anno, bardzo naiwne jest to, co piszesz. Prawdopodobnie opierasz się tylko na swoich doświadczeniach, a to nie wystarcza.
Doprawdy? Twoje doświadczenia wystarczają?

> A więc wg Twojego toku rozumowania alkoholik, który chce się napić, jest do tego powołany, to jasne.
Ja tego nie powiedziałam, nie wiem jak można i na jakiej płaszczyźnie porównywać decyzję ludzi o bezdzietności z alkoholizmem. Ale rozumiem, że Tobie może być łatwiej odnieść się do tego nałogu.

> Ludzie mogą się mylić (np. wykształcony psychoterapeuta pedofil).
> Co proponujesz w takim przypadku?
Karę przewidzianą w kodeksie karnym, po udowodnieniu winy. A co Ty proponujesz w przypadku rzeszy pedofilów z wykształceniem teologicznym, którzy wywinęli się sprawiedliwości?
W tym wypadku też nie mogę pojąć, jak można pedofilię odnosić do decyzji kobiety o bezdzietności. Zrównywanie tych dwóch spraw świadczy o głębokiej demoralizacji. Tak sobie myślę, że taka postawa wiele wyjaśnia w sprawie pedofilii panoszącej się w łonie pewnej "szacownej" instytucji, aczkolwiek jej nie usprawiedliwia - żeby była jasność.

> Ideologie rzeczywiście są bardzo niebezpieczne, ale na nie są narażeni przede wszystkim tacy niewierzący jak Ty.
System poglądów religijnych to ideologia. Miło mi, że zgadzasz ze mną, że niebezpieczna.
> Wierzący muszą opierać się na prawie wpisanym w naturę człowieka (stworzonej przez Boga), odkrywają to prawo rozumem.
Tacy niewierzący jak ja też mają swoje zasady postępowania.

> Niestety tam gdzie gwałci się to prawo, tam społeczeństwa wymierają.
Może jakiś przykład dla zilustrowania... Gdzie się go nie gwałci i w związku z tym społeczeństwa nie wymierają?
Jeśli prawem jest nakaz rodzenia dzieci, to Ty jesteś jedną z tych, którzy to prawo notorycznie gwałcą. No, chyba że od ostatnich naszych intensywnych rozmów na temat sensu życia kobiety, który objawia się w małżeństwie i macierzyństwie, zdążyłaś już swoje dziecko urodzić - pochwal się swoim szczęściem, dziewczynka czy chłopiec? Jak minęła ciąża? Jakie wspomnienia pozostały Ci po porodzie? Jak się maleństwo chowa... Małżonek szczęśliwy?
> Poza tym natury nie można oszukać.
Jak Tobie się to udaje? Ciebie natura nie dotyczy? To całe naturalne piękno macierzyństwa, to tylko dla innych?
> Reszta to bicie piany.
Upominanie się o prawa kobiet to bicie piany? Nie wiem czy zauważyłaś, że społeczeństwa, które przyznały kobietom pełnię praw, lepiej się rozwijają.
Nie chcesz mieć prawa wyboru, to go nie miej, nikt Ci go na siłę nie wciśnie, ale nie odbieraj go tym, dla których ma znaczenie.
dajmonion (3663 punktów)
>> A więc wg Twojego toku rozumowania alkoholik, który chce się napić, jest do tego powołany, to jasne.
>Ja tego nie powiedziałam, nie wiem jak można i na jakiej płaszczyźnie porównywać decyzję ludzi o bezdzietności z alkoholizmem. Ale rozumiem, że Tobie może być łatwiej odnieść się do tego nałogu.
Teresa zwróciła Ci tylko uwagę na fakt, że wyjątki nie przesądzają o naturze człowieka.

Zaznaczam, że wypowiadam się wyłącznie jako prywatna osoba. Nie reprezentuję oficjalnie żadnej instytucji.
Anna Słota
>>> A więc wg Twojego toku rozumowania alkoholik, który chce się napić, jest do tego powołany, to jasne.
> Teresa zwróciła Ci tylko uwagę na fakt, że wyjątki nie przesądzają o naturze człowieka.

Nieprawda, przeczytaj, co jest napisane.
Ale w zasadzie to mnie nie dziwi, Teresa dała mi się już poznać jako osoba, która "nie ma na myśli tego, co ma na myśli"; zmieniająca znaczenie słów na przeciwne. W podobnym wątku.
sukulent (2309 punktów)
Anno, istoto niezalogowana, pozbawiająca mnie tym samym możliwości manifestacji mego poparcia za pomocą "+"-a, nie irytuj się .
Teresa popełniła właśnie post pełen czystej demagogii, w którym drą się w niebogłosy odwrócone ogonem koty; poniżej jej poziomu, nota bene.

Porównanie kobiety i macierzyństwa do alkoholika i butelki stawia przed nami pewną intrygującą wizję jej samooceny, ale w trosce o swoje (nienajgorsze) o niej zdanie nie będę się wgłębiać.
Jak wygląda dzieciństwo dzieci, których matka wcale nie chciała mieć wiemy wszyscy. W skrajnych przypadkach dowiadujemy sie o tym z programów informacyjnych, kiedy zafrasowany lekarz w krótkiej migawce, na tle szpitalnego łóżeczka z mnóstwem rur i "pikadeł", mieszczącego storturowane ciałko mówi nam, że "stan Piotrusia jest krytyczny". Przypadków mniej skrajnych omawiać nie będę; są mniej medialne, ale niemniej smutne.

Serdecznie pozdrawiam
Sukulent

"Im bardziej zaglądał do środka, tym bardziej Prosiaczka tam nie było" ("Chatka Puchatka"
Teresa (2693 punktów)
>>Anno, bardzo naiwne jest to, co piszesz. Prawdopodobnie opierasz się tylko na swoich doświadczeniach, a to nie wystarcza.
>Doprawdy? Twoje doświadczenia wystarczają?

W takim tematach jak ten istnieje niebezpieczeństwo, ze każdy będzie mówił przede wszystkim o sobie, o swoich doświadczeniach i niestety na tej postawie budował teorie, które mają objąć wszystkich ludzi. Kiedy Ty w jakimś innym wątku napisałaś, że kluczem do rozwiązania problemu jest "edukacja seksualna", to od razu przyszło mi do głowy dopowiedzenie "ona z pewnością nie zna przypadku S. wykształconego psychoterapeuty pedofila".
To mi przypomina sposób, w jaki CS Lewis, nawrócony ateista, pisarz, filozof krytykował poprawność wniosków wyciąganych na podstawie szczątków zachowanych tekstów z przeszłości. Wyobraź sobie, ze został znaleziony fragment rękopisu z tylko jedną strofa o brzmieniu:

" Erimian był najszlachetniejszym z dziesięciu braci

po której następowały słowa (które się już nie zachowały)

tak sądzili ludzie, och jak mylne bywają sądy ludzkie"


Poczytaj CS Lewisa "Rozważania o chrześcijaństwie", żeby się przekonać, jacy ci chrz. są do cna zdemoralizowani. Mam nadzieję, że nie obawiasz zejść z utartej ścieżki lektury tekstów Racjonalisty.

>> A więc wg Twojego toku rozumowania alkoholik, który chce się napić, jest do tego powołany, to jasne.
>Ja tego nie powiedziałam, nie wiem jak można i na jakiej płaszczyźnie porównywać decyzję ludzi o bezdzietności z alkoholizmem. Ale rozumiem, że Tobie może być łatwiej odnieść się do tego nałogu.

Odwołałaś się, do istnienia chęci w kobiecie tudzież jej braku, że brak tej chęci jest jakimś wyznacznikiem moralnym. Chciałam Ci wykazać, że opieranie się na samej chęci prowadzi do jawnych konfliktów. W takim wypadku zaspokojenie pragnień jednej osoby odbywałoby się kosztem innej osoby jak w przypadku pedofila.
Może jeszcze raz powołam się na CS Lewisa i podam pewien przykład (mniej drastyczny), bo jestem, ciekawa, co Ty na to odpowiesz.

Pan A nie czuł się szczęśliwy ze swoją żoną i uwiódł żonę sąsiada, bo chciał sobie ułożyć życie "na nowo". To nic, że żona pana A straciła urodę rodząc mężowi dzieci i opiekowała się nim podczas długiej choroby. Wkrótce po rozstaniu była żona pana A popełniła samobójstwo. Pan A na to odpowiedział: "A co ja mogłem zrobić. Człowiek ma prawo do szczęścia. Musiałem się uchwycić mojej jedynej szansy, kiedy tylko się pojawiła".

Pytanie do Ciebie: do czego był powołany pan A?

>Ale rozumiem, że Tobie może być łatwiej odnieść się do tego nałogu.

Możesz mi wyjaśnić, dlaczego dosłowne pragnienie (chęć) alkoholika się nie liczy a pragnienie (chęć) kobiety jest ważniejsza i ma decydujący głos?

>Karę przewidzianą w kodeksie karnym, po udowodnieniu winy. A co Ty proponujesz w przypadku rzeszy pedofilów z wykształceniem teologicznym, którzy wywinęli się sprawiedliwości?

Nie, to Ty mi uzasadnij, dlaczego pragnienie kobiety "nie chcę mieć dzieci" ma być szlachetniejsze od pragnienia pedofila "chcę dla dzieci dobrze" .

>W tym wypadku też nie mogę pojąć, jak można pedofilię odnosić do decyzji kobiety o bezdzietności. Zrównywanie tych dwóch spraw świadczy o głębokiej demoralizacji. Tak sobie myślę, że taka postawa wiele wyjaśnia w sprawie pedofilii panoszącej się w łonie pewnej "szacownej" instytucji, aczkolwiek jej nie usprawiedliwia - żeby była jasność.

Próbujesz oferować jakiś nowy rodzaj moralności to jest chyba jasne, że chcę sprawdzić jak w tym systemie zostaną ocenione uczynki, które są przerażające.

>> Ideologie rzeczywiście są bardzo niebezpieczne, ale na nie są narażeni przede wszystkim tacy niewierzący jak Ty.
>System poglądów religijnych to ideologia. Miło mi, że zgadzasz ze mną, że niebezpieczna.

To znaczy, że medycyna to też jest ideologia, bo śmie klasyfikować pewne stany jako chorobowe?

>Jak minęła ciąża? Jakie wspomnienia pozostały Ci po porodzie? Jak się maleństwo chowa... Małżonek szczęśliwy?

No właśnie, wcześniej pisałaś, że "Kobiety, które nie chcą mieć dzieci - nie są powołane do bycia matkami, to jasne" a małżonek to nie ma już nic do gadania? Dziecko ma przecież oboje rodziców, nie jest wyłączną "własnością" ani "częścią ciał" matki. Nie jest jak np. ząb, który można sobie wyrwać.

>> Poza tym natury nie można oszukać.
>Jak Tobie się to udaje? Ciebie natura nie dotyczy? To całe naturalne piękno macierzyństwa, to tylko dla innych?

Bo to jest z trudem wywalczone zwycięstwo nad naturą. Nie, sama się zastanów, dlaczego np. Matka Teresa z Kalkuty, mimo że bezdzietna, została uznana za świętą.

"Wszak napisane jest: Wesel się, niepłodna, która nie rodziłaś, wykrzykuj z radości, która nie znałaś bólów rodzenia, bo więcej dzieci ma samotna niż ta, która żyje z mężem."
(List do Galatów 4:26-27, Biblia Tysiąclecia)

i ja w to wierzę

>> Reszta to bicie piany.
>Upominanie się o prawa kobiet to bicie piany? Nie wiem czy zauważyłaś, że społeczeństwa, które przyznały kobietom pełnię praw, lepiej się rozwijają.

Co jest wskaźnikiem rozwoju społeczeństwa?

>Nie chcesz mieć prawa wyboru, to go nie miej, nikt Ci go na siłę nie wciśnie, ale nie odbieraj go tym, dla których ma znaczenie.

Ciekawe czy z równie mocno potępiłabyś "wciskanie na siłę", że 2+2=4, bo przecież może ktoś chce, aby 2+2=5? Założę się, ze ktoś, kto twierdziłby, ze 2+2=-5 dostanie dwóję, i to niezależnie od swych chęci.

Anna Słota
> Kiedy Ty w jakimś innym wątku napisałaś, że kluczem do rozwiązania problemu jest "edukacja seksualna", to od razu przyszło mi do głowy dopowiedzenie "ona z pewnością nie zna przypadku S. wykształconego psychoterapeuty pedofila".
Problem w tym, że ty nie zrozumiałaś, że edukacja seksualna pana S. nie ma powstrzymać pana S. przed pedofilią - bo on jest chory, więc jego umiejętność rozpoznawania co jest dobre a co złe jest ułomna, a nawet jeśli wie, że to co czyni jest złe, to nie może się powstrzymać. Edukacja, o której ja mówię, dotyczy dzieci, ma pomóc ewentualnym ofiarom rozpoznać, że ktoś chce wyrządzić im krzywdę, że jeśli ktoś np. dotyka ich narządów płciowych, to to jest bardzo złe, nawet jeśli robi to ksiądz, czy lekarz, i powinni mówić o takich faktach wszystkim, dopóki pedofil nie zostanie zatrzymany i oddany w ręce sprawiedliwości i poddany leczeniu.

> Mam nadzieję, że nie obawiasz zejść z utartej ścieżki lektury tekstów Racjonalisty.
Przyślij mi te książke, chętnie ją przeczytam.

> Odwołałaś się, do istnienia chęci w kobiecie tudzież jej braku, że brak tej chęci jest jakimś wyznacznikiem moralnym. Chciałam Ci wykazać, że opieranie się na samej chęci prowadzi do jawnych konfliktów. W takim wypadku zaspokojenie pragnień jednej osoby odbywałoby się kosztem innej osoby jak w przypadku pedofila.
Mieszasz różne sytuacje, które nie mają ze sobą żadnego związku. To że kobieta nie chce mieć dzieci nie ma nic wspólnego z moralnością, tylko z jej prawem decydowania o sobie, nie ma tez nic wspólnego z pedofilią.

> Pan A nie czuł się szczęśliwy ze swoją żoną i uwiódł żonę sąsiada, bo chciał sobie ułożyć życie "na nowo". To nic, że żona pana A straciła urodę rodząc mężowi dzieci i opiekowała się nim podczas długiej choroby. Wkrótce po rozstaniu była żona pana A popełniła samobójstwo. Pan A na to odpowiedział: "A co ja mogłem zrobić. Człowiek ma prawo do szczęścia. Musiałem się uchwycić mojej jedynej szansy, kiedy tylko się pojawiła".
Nie znam całej sytuacji w tej konkretnej rodzinie, ale na tej podstawie wiedze jak bardzo krzywdzące jest dla kobiet wmawianie im, że tylko macierzyństwo i małżeństwo jest sensem ich życia. Gdyby ta pani miała jakiś pozamałżeńskie zainteresowania, przyjaciół, pewnie do samobójstwa by nie doszło. Na to wskazują feministki, zalecają kobietom, aby te myślały także o sobie. To co jej mąż powiedział świadczy, że jest zwykłą kanalią.

> Możesz mi wyjaśnić, dlaczego dosłowne pragnienie (chęć) alkoholika się nie liczy a pragnienie (chęć) kobiety jest ważniejsza i ma decydujący głos?
Tego nie można porównywać.
Pragnienie alkoholika liczy się jak najbardziej, ale on musi się liczyć z konsekwencjami. Konsekwencje swoich decyzji poniesie też kobieta, tyle ze inne, ważne aby była tego świadoma. Sama rozważyła wszystkie za i przeciw.

>> Karę przewidzianą w kodeksie karnym, po udowodnieniu winy. A co Ty proponujesz w przypadku rzeszy pedofilów z wykształceniem teologicznym, którzy wywinęli się sprawiedliwości?
> Nie, to Ty mi uzasadnij, dlaczego pragnienie kobiety "nie chcę mieć dzieci" ma być szlachetniejsze od pragnienia pedofila "chcę dla dzieci dobrze" .
Chociażby dlatego że pedofilia wyrządza krzywdę jego ofiarom, na całe życie (tak twierdzi psychologia).
Rozumiem, ze teraz powiesz mi co myślisz o pedofilach w sutannach, którzy dzięki pomocy ważniejszych w hierarchii (czyli, jak mniemam, znających dobrze naukę KRK) unikają odpowiedzialności za swoje przestępstwa.

> Próbujesz oferować jakiś nowy rodzaj moralności to jest chyba jasne, że chcę sprawdzić jak w tym systemie zostaną ocenione uczynki, które są przerażające.
O jakiej nowej moralności ty mówisz, jakie uczynki są przerażające? Pedofilia wśród kleru - jak najbardziej! Jeszcze bardziej przeraża unikanie odpowiedzialności.

> To znaczy, że medycyna to też jest ideologia, bo śmie klasyfikować pewne stany jako chorobowe?
Medycyna jest nauką.

> No właśnie, wcześniej pisałaś, że "Kobiety, które nie chcą mieć dzieci - nie są powołane do bycia matkami, to jasne" a małżonek to nie ma już nic do gadania? Dziecko ma przecież oboje rodziców, nie jest wyłączną "własnością" ani "częścią ciał" matki. Nie jest jak np. ząb, który można sobie wyrwać.
W zasadzie to ja mówię, samodzielnym podejmowaniu decyzji o bezdzietności, to czy w małżeństwie będą dzieci ustala się często zanim do małżeństwa dojdzie, czasem w żartach, ale pary jeszcze przed ślubem na ten temat ze sobą rozmawiają, wiec gdy do małżeństwa dochodzi, wiadomo, jakie są oczekiwania osób tworzących dany związek.
Ty natomiast, chyba odnosisz się do aborcji, mówiąc o części ciała kobiety ...
Z relacji kobiet, które poddały się aborcji najczęściej wynika, że "ojciec" zrzekł się swojego prawa do decydowania o swoim "płodzie", lub podejmują wspólnie decyzję. Nie decydują się na aborcję kobiety, których ciąża jest akceptowana przez partnera, albo dzieje się to zaniedbywalnie rzadko.

> Bo to jest z trudem wywalczone zwycięstwo nad naturą. Nie, sama się zastanów, dlaczego np. Matka Teresa z Kalkuty, mimo że bezdzietna, została uznana za świętą.
Musisz wiedzieć ze słowo 'święta' nie robi na mnie żadnego wrażenia. Na tobie zdaje się ogromne, ciekawe macie postacie do naśladowania: humanizm.free.ngo.pl/misjon.pdf

> i ja w to wierzę
Wiec dlaczego zabraniasz kobietom prawa do bezdzietności?

> Co jest wskaźnikiem rozwoju społeczeństwa?
Poziom życia, wdrożone technologie, opieka medyczna itd.

> Ciekawe czy z równie mocno potępiłabyś "wciskanie na siłę", że 2+2=4, bo przecież może ktoś chce, aby 2+2=5? Założę się, ze ktoś, kto twierdziłby, ze 2+2=-5 dostanie dwóję, i to niezależnie od swych chęci
Ale co to ma wspólnego ze świadomą bezdzietnością?
Próbujesz powiedzieć, że to, iż kobieta ma rodzić jest pewne jak 2*2=4?
Więc zacznij rodzić! Zacznij od siebie! Przestań już bić tę pianę, weź się do dzieła.
Teresa (2693 punktów)
>Edukacja, o której ja mówię, dotyczy dzieci, ma pomóc ewentualnym ofiarom rozpoznać, że ktoś chce wyrządzić im krzywdę, że jeśli ktoś np. dotyka ich narządów płciowych, to to jest bardzo złe, nawet jeśli robi to ksiądz, czy lekarz, i powinni mówić o takich faktach wszystkim, dopóki pedofil nie zostanie zatrzymany i oddany w ręce sprawiedliwości i poddany leczeniu.

To jest dla mnie jasne. No, ale mi właśnie chodziło o to, żebyś mi powiedziała: skąd psychologia to "wie", ze akurat pedofila jest chorobą a nie jest nią np. stwierdzony brak pedofilii? Skąd wie, co jest normą? Przecież ... jak wy to mówicie: "człowiek jest miarą wszystkich rzeczy" (Protagoras)?

>>Mam nadzieję, że nie obawiasz zejść z utartej ścieżki lektury tekstów Racjonalisty.
>Przyślij mi te książke, chętnie ją przeczytam.

Razy kozicy... a właśnie, że Ci prześlę. Podaj, na jaki adres (adres ośrodka regionalnego PSR?). Mój e-mail znasz. Biedny M.A., gdybyś się nawróciła, to filar Racjonalisty by się zachwiał.

>Mieszasz różne sytuacje, które nie mają ze sobą żadnego związku. To że kobieta nie chce mieć dzieci nie ma nic wspólnego z moralnością, tylko z jej prawem decydowania o sobie, nie ma tez nic wspólnego z pedofilią.

Z etyką mamy do czynienia tam, gdzie zaczynamy mówić o tym, co powinno być, a nie o tym, co jest. Tak, więc faktycznie to "kobieta nie chce mieć dzieci" nie ma nic wspólnego z etyką, ale to, że "powinna nie mieć dzieci, jeśli czuje, że nie chce" to jest jak najbardziej związane z moralnością. Bo tak jakby "uczucia" były jakimś tyranem, którego koniecznie trzeba słuchać ... a gdzie wolna wola a gdzie rozum? To, np. kobieta pracoholik, przykuta do nałogu, czuje, że nie chce mieć dzieci.

>Gdyby ta pani miała jakiś pozamałżeńskie zainteresowania, przyjaciół, pewnie do samobójstwa by nie doszło. Na to wskazują feministki, zalecają kobietom, aby te myślały także o sobie. To co jej mąż powiedział świadczy, że jest zwykłą kanalią.

Ale czy nie pozbawiasz kobiety wolności, to ona już w wolny sposób nie może zadecydować, to jest dla niej najważniejsze, czy małżeństwo i macierzyństwo? A poza tym odzierasz ja z godności nie pozwalając jej ponieść do końca konsekwencji swoich wyborów. Kurcze, przeciez ktoś kto poświęca się pracy też moze zostać niespodziewanie zwolniony, można zostać opuszczonym przez przyjaciół, można zachorować, itd. Wydaje mi się, że nie mamy na to az tak wielkiego wpływu.

>> Możesz mi wyjaśnić, dlaczego dosłowne pragnienie (chęć) alkoholika się nie liczy a pragnienie (chęć) kobiety jest ważniejsza i ma decydujący głos?
>Pragnienie alkoholika liczy się jak najbardziej, ale on musi się liczyć z konsekwencjami.

A co jest w takim razie ważniejsze: czy pragnienie alkoholika, jego prawo "o decydowaniu o sobie" czy "prawo" dzieci do posiadania trzeźwych rodziców? Kto powinien zrezygnować ze swojego prawa rodzic czy dziecko i dlaczego?

>> Nie, to Ty mi uzasadnij, dlaczego pragnienie kobiety "nie chcę mieć dzieci" ma być szlachetniejsze od pragnienia pedofila "chcę dla dzieci dobrze" .
>Chociażby dlatego że pedofilia wyrządza krzywdę jego ofiarom, na całe życie (tak twierdzi psychologia).

A co to znaczy, ze wyrządza "krzywdę"? Co to jest "krzywda"? Widzisz, że zakładasz jakiś wzorzec natury!? A odstępstwo, wypaczenie tego wzorca jest właśnie krzywdą. Ciekawe czy zdajesz sobie sprawę ze to jest wzięte z idealizmu (teizmu)? Pewnie nie.

>Z relacji kobiet, które poddały się aborcji najczęściej wynika, że "ojciec" zrzekł się swojego prawa do decydowania o swoim "płodzie", lub podejmują wspólnie decyzję. Nie decydują się na aborcję kobiety, których ciąża jest akceptowana przez partnera, albo dzieje się to zaniedbywalnie rzadko.

Niewątpliwie postępowanie ojca ma wpływ na postępowanie matki i on ponosi część winy. Bez wątpienia. Ale z tego nie wynika, że ojciec ponosi całkowitą odpowiedzialność a matka - żadnej. Znowu odzierasz kobietę z wolności nie pozwalając jej wziąć odpowiedzialności za swoje czyny.

>Wiec dlaczego zabraniasz kobietom prawa do bezdzietności?

To Ty sobie założyłaś przed rozmową ze mną, ze tak czynie. Gdybyś zastanowiła się, choć 1 minutę, to wiedziałabyś, że nie tylko, że NIE zabraniam kobietom prawa do bezdzietności, ale nawet nie mogę tego zrobić, bo nie mogę być sprzeczna sama ze sobą.
Uważam natomiast, że jeśli ktoś decyduje się na współżycie fizycznie, to nie powinien wykluczać dzieci, ponieważ głównym celem jest właśnie płodzenie dzieci, a reszta to są tylko cele poboczne (podtrzymywanie więzi), bo tak wynika z natury tej miłości.

>Poziom życia, wdrożone technologie, opieka medyczna itd.

I niby to ma wynikać z tego, że kobiety mogą o sobie same bardziej decydować (w sensie być bardziej wolnymi), bo mi się wydaje, że to jest bardziej złożone, bo jest też odwrotnie.

>Więc zacznij rodzić! Zacznij od siebie! Przestań już bić tę pianę, weź się do dzieła

Dotyczy to tych, którzy żyją w związku małżeńskim. Z jakichś dziwnych powodów i wysoce abstrakcyjnych powodów ludzie łączą się w pary.
Anna Słota
Wypaczasz moje słowa, sugerując, że ja mówiąc o prawie kobiet do wyboru bezdzietności pozbawiam ją prawa do decyzji: "to ona już w wolny sposób nie może zadecydować, to jest dla niej najważniejsze, czy małżeństwo i macierzyństwo? A poza tym odzierasz ja z godności nie pozwalając jej ponieść do końca konsekwencji swoich wyborów".
Albo nie rozumiesz co czytasz, albo nie rozumiesz co piszesz, w większości wypowiedzi, tym bardziej, że ja właśnie pisałam o godności dokonywania samodzielnych wyborów i ponoszeniu za nie konsekwencji. Na domiar złego ciągle chcesz to łączyć z pedofilią i alkoholizmem, te sprawy należy rozpatrywać niezależnie, porównywanie ich jest nadużyciem.
Ja byłabym Ci w stanie cierpliwie to wyjaśniać (chociaż nie chcę, więc nie muszę), ale niestety unikasz odpowiedzi na pytanie, które dwukrotnie Ci zadałam, dajesz tym wyraz lekceważenia mnie. Dlatego nie będę z Tobą rozmawiać, dopóki jasno i wyraźnie na to pytanie nie odpowiesz. Bijesz pianę, abym o swoim pytaniu zapomniała.

Książką się nie kłopocz, znajdę we własnym zakresie, ale na Twoim miejscu nie świętowałabym jeszcze mojego nawrócenia, bo istnienie moralnych chrześcijan byłoby najgłupszym jego uzasadnieniem, tym bardziej, że w obrębie każdej religii istnieją ludzie potrafiący postępować etycznie. Miałabym wielki problem, którą religię wybrać, gdybym kierowała się wyłącznie tym kryterium. Ostatnio czytałam jakiegoś apologetę katolickiego, który twierdził, że w dyskusji na temat szkodliwości religii "mieszanie zła pochodzącego od ludzi reprezentujących różne wyznania jest błędem, bo przecież wiadomo, że nie każda religia jest prawdziwa". Problem w tym, że każdy wyznawca wskaże swoją jako tę jedynie prawdziwą. Tylko nie wyciągaj z tych słów wniosku, że zastanawiam się nad wyborem religii, taki wniosek nie będzie prawidłowy. Prawidłowy jest taki, że każda religia jest oszustwem.
Z tego co już zauważyłam, Lewis posługując się sofizmatami, ośmiesza argumenty ateistów, które ja uważam za jak najbardziej słuszne, a ja się cudzego śmiechu już dawno przestałam bać. To, że komuś mój ateizm wydaje się śmieszny, nie spowoduje, że uwierzę.
Moje ewentualne nawrócenie może być kiedyś spowodowane procesami starzenia się mojego mózgu lub jego uszkodzeniem w wypadku. Jako takie nie powinno być dla Ciebie źródłem satysfakcji. Marnej, w tej sytuacji.

Wiedz także, że celem współżycia seksualnego nie jest prokreacja, jak twierdzisz, a zupełnie inne sprawy. Twoja religia wmawia ludziom taki cel, a to tylko efekt. Bardzo mały odsetek ludzi współżyje w celach prokreacyjnych, a i tym nielicznym też trudno to osiągnąć. Już tylko te fakty stawiają taki cel współżycia na szarym końcu w hierarchii ważności, tak że mówić tu można wyłącznie o konsekwencji współżycia, możliwej do uniknięcia, jeśli nie jest pożądana.

Jeśli "krzywda" jest słowem wziętym z teizmu, to każde inne słowo także, ale to też znaczy, że tym bardziej teolodzy powinni dobrze to pojęcie rozumieć.

Jeśli masz ochotę jeszcze ze mną porozmawiać, to odpowiedz na moje pytania, lubisz dużo pisać, więc dobrze przeanalizuj sprawę.
Teresa (2693 punktów)
Wahałam się, czy Ci odpowiedzieć, ale co tam ... odpowiadam...

>Albo nie rozumiesz co czytasz, albo nie rozumiesz co piszesz, w większości wypowiedzi, tym bardziej, że ja właśnie pisałam o godności dokonywania samodzielnych wyborów i ponoszeniu za nie konsekwencji.

Tak, piszesz o odpowiedzialności, o "świadomości konsekwencji", to są piękne hasła, ale nic nie znaczą, bo to by znaczyło, że wiarołomny mąż ma prawo zachować się jak kanalia o ile ma świadomośc konsekwencji swojego samodzielnego wyboru. No chyba, ze w przypadku niewiernego męża stosuje się inny standard moralny, tzn. tradycyjny??
Poza tym piszesz, o godności wyborów kobiety, ale piszesz też od razu o kobiecie, że uniknęłaby depresji i samobójstwa: "gdyby miała jakieś pozamałżeńskie zainteresowania, przyjaciół," powołując się na autorytet: "Na to wskazują feministki, zalecają kobietom,". Dlaczego? Bo odejście niewiernego męża zwali ją z nóg, bo jest tak bezradna? To tylko potwierdza tezy Dajmoniona, że może kobieta poczułaby ze chce mieć dzieci, tylko czuje się zbyt słaba, bo wokół tyle zdrad, tyle zła się panoszy ... że traci wiarę (poczucie), że uda się zrobić coś dobrego i pięknego ... Dalej kiedy piszesz o kobietach, które poddały się aborcji po opuszczeniu przez ojca dziecka to tym bardziej dobitnie potwierdzasz tezy Dajmoniona!!
Nie chcę wcale powiedzieć, ze uczucia nie są ważne, owszem one mają funkcję poznawczą, ale samo uczucie nie jest jak widać wystarczające.

>Na domiar złego ciągle chcesz to łączyć z pedofilią i alkoholizmem, te sprawy należy rozpatrywać niezależnie, porównywanie ich jest nadużyciem.

Bo tutaj chodziło mi o samą zasadę. Skoro w przypadku podobnych pragnień i popędów występujących w naturze podejmowanie decyzji w oparciu o jedynie o uczucia (zasadę "czuje, ze (nie) chcę") nie działa, to dlaczego w przypadku instynktu (a raczej jego braku) posiadania dzieci mam zrobić wyjątek?

Potrafisz tylko powiedzieć, że:
- kobieta "czuje, że nie chce", czyli proponujesz jej myślenie trzewiami i hormonami a nie mózgiem.
- "feministki zalecają", czyli odwołujesz się do autorytetu ludzi tak samo omylnych jak Ty. Żeby to jeszcze był jakiś sensowy autorytet!
- odwołujesz się do zdania większości, czyli gdyby większość ludzi przegłosowała, że pedofila nie jest chorobą to pedofila byłaby ok, czy tak?,
- "psychologia mówi", że czyli odwołujesz się do autorytetu nauki, a przecież nauka unika wartościowania, jest obiektywna daje tylko dane, opis faktów, nie mówi co jest "dobre" a co "złe".

Natomiast w przypadku wiarołomnego męża i pedofilii mówisz podobnie kategorycznie jak ja, o pedofilu: "bo on jest chory, więc jego umiejętność rozpoznawania co jest dobre a co złe jest ułomna, a nawet jeśli wie, że to co czyni jest złe, to nie może się powstrzymać" nie podając jednakże żadnego uzasadnienia dlaczego to, co on robi "krzywdzi" kogos(wspomniałaś tylko psychologię). Tak więc pytam się skąd ten podwójny standard oceny dla rożnych zachowań???
Z mojego punktu widzenia nie przedstawiasz żadnych powodów, abym taki podwójny standard stosować i prawdopodobnie nie jesteś w stanie tego uczynić.
Z mojego punktu widzenia zasada w przypadku pedofilii jest prosta, wynika to z natury: funkcje płciowe nie w pełni funkcjonują (nie są dojrzałe) pod względem fizycznym i psychicznym i dlatego nie wolno ich używać, gdyz nie może zostać osiągnięty cel, któremu popęd służy (a wiec zrodzenie i wychowanie dzieci).
No, a jakie Ty widzisz uzasadnienie?

>Z tego co już zauważyłam, Lewis posługując się sofizmatami, ośmiesza argumenty ateistów, które ja uważam za jak najbardziej słuszne, a ja się cudzego śmiechu już dawno przestałam bać. To, że komuś mój ateizm wydaje się śmieszny, nie spowoduje, że uwierzę.

Nie sądzę, aby CS Lewis naśmiewał się z ateistów, bo przecież sam mówi o otwarcie o tym, że był wcześniej ateistą i w takim wypadku podważałby tylko swoją wiarygodność. Jeśli mogę Ci polecić jego książki: "Bóg na ławie oskarżonych", "Listy starego diabła do młodego", "Podział ostateczny" (świetna opowieść o piekle i niebie). Myślę, że mogą Ci się spodobać.

>Moje ewentualne nawrócenie może być kiedyś spowodowane procesami starzenia się mojego mózgu lub jego uszkodzeniem w wypadku.

Nie mam zamiaru z tym dyskutować, ale wątpię... Gdyby Twoje dziecko (czego Ci oczywiście nie życzę) wpadło w narkomanię, to czy nie oddałabyś go do ośrodka o najwyższej skuteczności terapii nawet gdyby to był ośrodek chrz., czy raczej wolałabyś narażać życie dziecka dla jakichś światopoglądów?

>Jako takie nie powinno być dla Ciebie źródłem satysfakcji. Marnej, w tej sytuacji.



>Twoja religia wmawia ludziom taki cel, a to tylko efekt. Bardzo mały odsetek ludzi współżyje w celach prokreacyjnych, a i tym nielicznym też trudno to osiągnąć. Już tylko te fakty stawiają taki cel współżycia na szarym końcu w hierarchii ważności, tak że mówić tu można wyłącznie o konsekwencji współżycia, możliwej do uniknięcia, jeśli nie jest pożądana.

Naprawdę uważasz, ze cel popędu w naturze człowieka zalezy od ludzkiego "widzimisie"? Wydaje się to jasne, że miłość jest przejawem popędu w naturze, a każdy popęd czemuś służy. Ogólna zasada jest taka, że przyjemność związaną z popędem można brać tylko wtedy, gdy zostaje osiągnięty cel, któremu popęd służy. Tak samo jeść wolno tyle ile potrzeba, do życa i zdrowia; natomiast grzechem jest takie jedzenie, które tylko zaspokaja łakomstwo. Tak samo spać wolno tyle ile potrzeba, aby wypocząć; natomiast więcej to grzech. To samo dotyczy rozrywek. Natomiast celem miłości fizycznej jest to, żeby dzieci zostały zrodzone i wychowane, i dlatego chwalebnie jest robić wszystko, co temu służy wprost lub pośrednio.
Jeśli podważasz cel współżycia seksualnego to musiałabyś wykazać, ze akurat dla tego potężnego popędu należy zrobić wyjątek.
Teresa (2693 punktów)
c. d.

Natomiast, jeśli chodzi o celibat to Instynkty człowieka można uporządkować w pewien hierarchiczny system i z tych niższych można zrezygnować na rzecz wyższych.. Celibat nie jest jak jedzenie nie umiera się przez niego ani nie powoduje żadnych skutków dla zdrowia. Wielu ludzi żyje w celibacie ze względów niereligijnych, co potwierdza, że nie są to tylko "wymysły" KrK.

>Jeśli masz ochotę jeszcze ze mną porozmawiać, to odpowiedz na moje pytania, lubisz dużo pisać, więc dobrze przeanalizuj sprawę.

Nie wiem czy ma to sens, chyba, że potrafisz podac powód, dla którego instynkt posiadania dzieci mamy traktować inaczej niż inne instynkta.....

Pozdrawiam
dajmonion (3663 punktów)
>> "Jesli nie chcesz być matką to nie musisz" (...) podważa prawdę o powołaniu kobiety
> - jak mam to rozumieć? Jeśli nie chcesz być matką to i tak musisz, bo do tego zostałaś powołana? - to chcesz powiedzieć? Jak chcesz to realizować?

Odpowiadam z przyjemnością. Stwierdzenie, że kobieta została powołana do macierzyństwa wyraża prawdę o naturze kobiety. Jeżeli jest otoczona troską i posiada odpowiednie ku temu warunki to będzie chciała mieć dzieci. Bardzo rzadko zdarza się tak, że kobieta w żadnym wypadku nie chce posiadać potomstwa. Przeważnie stara się połączyć karierę z opieka nad dzieckiem.
Konkretna kobieta ma oczywiście wybór, ale temu stwierdzeniu powinna towarzyszyć konstatacja o powołaniu kobiety.
>> "kobieta jest powołana do bycia matką" , "elementarnej prawdy o powołaniu kobiety".
>Uważam, że wypisujesz bzdury, wyjaśnij na czym polega to powołanie, z czego wynika.
Nie są to bzdury. Wyżej wyjasniłem na czym polega owo powołanie.
>"Jesli nie chcesz być matką to nie musisz" jest zdaniem jak najbardziej słusznym.
Tak, ale nie w ten sposób należy rozwiązywać współczesne problemy macierzyństwa. Kobiety przewaznie dażą do posiadania potomstwa. Dzisiejszy świat jednak bardzo im to utrudnia. Mąż nie pomaga, pracodawca zwalnia z pracy itd. W takiej sytuacji należy usunać te utrudnienia i zapewnić kobiecie komfort zajmowania się dziećmi.Błędem jest natomiast lansowanie w takiej sytuacji haseł :"Jak nie chcesz mieć dziecka to nie musisz".
Posłużę się analogią: W naturze ludzkiej zapisana jest dążność do zdobywania wiedzy. Można to wyrazić poprzez stwierdzenie, że człowiek jest powołany do rozwijania swojego intelektu.
Gdyby się tak zdarzyło, że społeczeństwo utrudniałoby zdobywanie wykształcenia (wyobraźmy sobie taką hipotetyczną sytuację) wówczas należałoby przywrócić komfort nauki, a nie głosić, że jeśli nie chcesz się uczyć to nie musisz, że człowiek uczący się to tylko jeden z modeli człowieka.

> Kobiety, które nie chcą mieć dzieci - nie są powołane do bycia matkami, to jasne.
Indywidualne decyzje mogą być różne, nie zmienia to zasadniczej prawdy o naturze kobiety.

>A presja ideologii, które narzucają takie powołanie każdej kobiecie jest szkodliwa. Ponosi odpowiedzialność za większość ludzkich tragedii.
Jeżeli masz na myśli katolicyzm to wyraża on głęboka troskę o los kobiety. Tragedie, o których piszesz wynikają z działań ludzi, którzy błędnie rozumieją naukę Kościoła, a nie z samej nauki tej instytucji, która cały czas podkreśla godność kobiety.

> Trzeba chcieć, ale przecież nikt nie będzie do tego chcenia zmuszał. A świadomość kobiet rośnie, coraz mniej chce mieć dzieci z nieobecnym lub biernym ojcem albo, co gorsza, z utrudniającym.
Wiesz, w pewnym sensie rozumiem feministki. To co napisałaś pokazuje korzenie tego ruchu. Bunt przeciwko rodzeniu dzieci, hasła wolnościowe, wynika z tego, że kobieta jako matka została sponiewierana.
Kościół je tez rozumie. W ksiażce "Przekroczyć próg nadziei" Jan Paweł II wskazuje wymienione przeze mnie korzenie feminizmu. Jednakże nasze działania powinny zmierząć w kierunku przywrócenia matce należnego jej szacunku. Powtarzam jeszcze raz: Błędem jest w takiej sytuacji głoszenie takich haseł, z jakimi mielismy do czynienia na manifie, bo kobiety generalnie chcą mieć dzieci i należy im w tym tylko pomóc.

Zaznaczam, że wypowiadam się wyłącznie jako prywatna osoba. Nie reprezentuję oficjalnie żadnej instytucji.
Anna Słota
>> "Jesli nie chcesz być matką to nie musisz" (...) podważa prawdę o powołaniu kobiety
> Stwierdzenie, że kobieta została powołana do macierzyństwa wyraża prawdę o naturze kobiety.
W zasadzie to co napisałeś nic nie mówi, nie niesie żadnej treści. Powtarzasz tylko, co prawdę wyraża, co ją podważa - pewnie ktoś tak powiedział, wielokrotnie, a Ty przyjąłeś to za prawdę objawioną. To wygląda jak jakaś mantra, a nie dobrze uzasadniony pogląd. Uzasadnij, dlaczego tak myślisz. Na czym ta natura matki polega, wyszczególnij cechy identyfikujące tę naturę.
> Przeważnie stara się połączyć karierę z opieka nad dzieckiem.
Zgoda
> Konkretna kobieta ma oczywiście wybór, ale temu stwierdzeniu powinna towarzyszyć konstatacja o powołaniu kobiety.
Żeby jej zatruć życie? Wywołać poczucie winy? Po co?
> Posłużę się analogią: że człowiek jest powołany do rozwijania swojego intelektu.
Analogia jest chybiona, jeśli mój syn nie zechce się uczyć, to go zmuszę, to mój obowiązek, jeśli w przyszłości nie zechce mieć dzieci, to to zaakceptuję, bo nic mi do tego, jego życie.
Ale jeśli już będziemy iść tym tropem, to ponad połowa polskiego społeczeństwa nie czyta nawet jednej książki rocznie, biblioteki osiedlowe funkcjonują, zawsze można coś tam znaleźć do czytania, może nie nowości. Nie wszyscy ludzie chcą się uczyć, ilość wtórnych analfabetów w naszym kraju rośnie.
Jeśli w dalszym ciągu widzisz analogię między chęcią zdobywania wiedzy a chęcią do macierzyństwa, to potwierdzasz moją tezę. Tylko nieliczni mają w naturze "zapisaną dążność do zdobywania wiedzy", albo mają wszyscy, tylko nie widzą problemu tej natury nie realizując - nie chcą więc nie muszą. Świat byłby lepszy, gdyby chcieli.
> Indywidualne decyzje mogą być różne, nie zmienia to zasadniczej prawdy o naturze kobiety.
(mantra) Problem w tym, że nie każdej, na pewno nie naturze tej, która dzieci mieć nie chce. Nie ma jednej "natury kobiety", każda z nas ma inną naturę - każda jest inną osobą.
> Jeżeli masz na myśli katolicyzm to wyraża on głęboka troskę o los kobiety.
Wątpię, mam inne zdanie na temat tego, co jest troską katolicyzmu.
> Tragedie, o których piszesz wynikają z działań ludzi, którzy błędnie rozumieją naukę Kościoła, a nie z samej nauki tej instytucji, która cały czas podkreśla godność kobiety.
Ludzi, którzy "błędnie rozumieją naukę Kościoła" musi być większość, patrząc na bezmiar ludzkich tragedii, może coś z tą nauką jest nie tak, za trudna do zrozumienia?
Czytałam dzisiaj o przypadku zakonnicy molestowanej przez biskupa, pół biedy gdyby miała na to ochotę, niestety dla niej - nie miała ochoty na seks z nim, wykończył ją, przy wydatnej pomocy Watykanu - tak wygląda podkreślanie godności kobiety, to nie jest odosobniony przypadek.
Godność człowieka polega na samostanowieniu o sobie. Instytucja narzucając komukolwiek jakiś model życia, tę godność odbiera.
> kobieta jako matka została sponiewierana.
Nie jako matka, tylko w ogóle została sponiewierana, także - a może głownie - przez religie, w tym katolicyzm dyskryminujący kobietę do dzisiaj; sponiewierana w ogromnym stopniu i w każdym aspekcie, w zasadzie tylko jako matka mogła liczyć na jakiś szacunek, ale w bardzo ograniczonym stopniu. Była wręcz zredukowana do matki. Kościół nic nie rozumie - te korzenie feminizmu nie były takie jak to zostało opisane. Wygląda na to, że wielu marzy o powrocie do tego stanu. Mam nadzieję, że to się nie uda. Uważam, że kobietom trzeba uświadamiać, że mogą wybrać każdą drogę życiową i każda znajdzie uznanie, nie tylko macierzyństwo.
Mam jeszcze jedno pytanie, na koniec: Co leży w naturze mężczyzny? Jaka jest natura mężczyzny? Są na ten temat jakieś encykliki, czy będziesz musiał odpowiedzieć samodzielnie?
Anna Słota
> bo kobiety generalnie chcą mieć dzieci i należy im w tym tylko pomóc.

Trzeba pomóc mieć dzieci, tym, które chcą (nawet sztuczne zapłodnienie, jeśli to jedyne wyjście, a pragnienie tak silne), oraz pomóc ich nie mieć, tym które nie chcą, edukacją i antykoncepcją, bo tylko to może ograniczyć liczbę aborcji.
dajmonion (3663 punktów)
>Kobieta ma prawo wyboru, chce mieć dzieci, czy nie chce, wybór należy uszanować, nie rozumiem skąd przyszło Ci do głowy, że sugeruję "w domyśle, że jeśli chce to może usunąć ciążę, dopuścić się zdrady itd." - wszystko sprowadzasz do jednego!
Hasła wolnościowe obejmują także te przypadki, a może przede wszystkim te z uwagi na to, jak wiele się na ten temat ostatnimi czasy dyskutuje.
>Ale, w istocie, są to prywatne - intymne sprawy konkretnej kobiety, ja czy ktoś inny nie mamy prawa w to ingerować. Swoje zasady stosujmy do siebie.
Ja uważam, że każdy człowiek ma prawo do nardzin, a zatem nie są to sprawy prywatne. Jest to jednakże wątek na inna dyskusję.

Zaznaczam, że wypowiadam się wyłącznie jako prywatna osoba. Nie reprezentuję oficjalnie żadnej instytucji.
Anna Słota
> Hasła wolnościowe obejmują także te przypadki, a może przede wszystkim te z uwagi na to, jak wiele się na ten temat ostatnimi czasy dyskutuje.
Przede wszystkim hasła wolnościowe mówią o edukacji seksualnej z prawdziwego zdarzenia i o antykoncepcji. Aborcja jest spowodowana brakiem tych poprzednich.
> Ja uważam, że każdy człowiek ma prawo do nardzin, a zatem nie są to sprawy prywatne.
A jakie prawa ma kobieta? Przestaje być człowiekiem?
Co jeśli kobieta w ciąży umiera i tylko terapia wywołująca poronienie jest w stanie ją uratować?
> Jest to jednakże wątek na inna dyskusję.
Zgadzam się
Teresa (2693 punktów)
>Napisałeś dużo, ale kompletnie nie na temat. Ograniczasz życie w małżeństwie do sfery seksu, uwierz mi, to ważne, ale nie tylko na tym polega.

Nie tylko na tym, ale TAKŻE na tym. Miłość obejmuje wszystkie poziomy: uczucia i ciało, Wy natomiast próbujecie ją sprawdzać tylko do uczuć.

>Skup się na tych innych aspektach.

Właśnie, ze trzeba się skupiać na wszystkich aspektach, a nie tylko wybranych jak TY usiłujesz czynić.
Anna Słota
> Wy natomiast próbujecie ją sprawdzać tylko do uczuć.
Bzdura
> jak TY usiłujesz czynić.
I kolejna bzdura.
dajmonion (3663 punktów)
>> Nie oznacza to, że wszystkie kobiety maja podporządkować się tej zasadzie. Zawsze znajdą się pasjonatki, które wybiorą na przykład karierę naukową. Tym niemniej generalna zasada jest taka jak powyżej. Jeżeli przemilcza się tą elementarną prawdę podkreślając sam indywidualizm to wyrządza się społeczeństwu wielką krzywdę.
>Zauważ, że obecnie tą planetę zamieszkuje 6,5 mld homo (ledwie) sapiens. 1/3 żyje poniżej granicy ubóstwa. Czy wolisz mieć 500 tys. biedaków, czy jednego dobrze wykształconego pracownika? Kto przyniesie większe zyski? Kto utrzyma swoich dziadków?

Całe to wgłębianie się w szczegóły nie zmienia podstawowej prawdy, że kobieta jest rodzicielką.
Jężeli zagubimy tą elementarną zasadę i zaczniemy analizować wskaźniki, to dojdzie do moralnej degrenegolady, takiej jak w Chinach, gdzie zmusza się do aborcji, aby liczby się zgadzały.

>>A jak wzrośnie, to za x lat będą musieli utrzymywać jeszcze więcej emerytów i rencistów. Zaklęty krąg.
>>Dodam, że miejsc pracy nie przybywa dostatecznie dużo, więc ci utrzymujący przyszłych emerytów i rencistów będą mieli dodatkowe problemy. I jeszcze ludzie żyją coraz dłużej, automatyzacja postępuje...
>>I może zacząć się mordowanie starszych ludzi... a tego chyba nikt nie chce.
>>Aby system emerytalny był wystarczająco wydajny, ilość miejsc pracy musiałaby rosnąć o ponad 15% na pokolenie. (aby przekraczać przyrost naturalny, bo część starszych bardzo nie chce odejść na emeryturę).

Mieszasz ludziom w głowach poprzez sugerowanie, że rzeczywistość jest na tyle skomplikowana, że w sumie to nic nie wiadomo.

On jest z nami, nasz Emanuel.
AstralStorm (558 punktów)
>>Zauważ, że obecnie tą planetę zamieszkuje 6,5 mld homo (ledwie) sapiens. 1/3 żyje poniżej granicy ubóstwa. Czy wolisz mieć 500 tys. biedaków, czy jednego dobrze wykształconego pracownika? Kto przyniesie większe zyski? Kto utrzyma swoich dziadków?
> Całe to wgłębianie się w szczegóły nie zmienia podstawowej prawdy, że kobieta jest rodzicielką.
> Jężeli zagubimy tą elementarną zasadę i zaczniemy analizować wskaźniki, to dojdzie do moralnej degrenegolady, takiej jak w Chinach, gdzie zmusza się do aborcji, aby liczby się zgadzały.

Dokładnie, tego też trzeba uniknąć. Jednak nie oznacza to, że trzeba propagować maksymalizację rozrodczości, jak to robią pewni politycy. Nie ma sensu walczyć z ludźmi propagującymi hamowanie rozrodczości.

Konieczne jest raczej "zmuszenie" pracodawców do zatrudniania kobiet. (tzn. uczenienie tego dla nich opłacalnym)

>>>A jak wzrośnie, to za x lat będą musieli utrzymywać jeszcze więcej emerytów i rencistów. Zaklęty krąg.
>>>Dodam, że miejsc pracy nie przybywa dostatecznie dużo, więc ci utrzymujący przyszłych emerytów i rencistów będą mieli dodatkowe problemy. I jeszcze ludzie żyją coraz dłużej, automatyzacja postępuje...
>>>I może zacząć się mordowanie starszych ludzi... a tego chyba nikt nie chce.
>>>Aby system emerytalny był wystarczająco wydajny, ilość miejsc pracy musiałaby rosnąć o ponad 15% na pokolenie. (aby przekraczać przyrost naturalny, bo część starszych bardzo nie chce odejść na emeryturę).
>Mieszasz ludziom w głowach poprzez sugerowanie, że rzeczywistość jest na tyle skomplikowana, że w sumie to nic nie wiadomo.

Jak to nic? Właśnie wiadomo, że miejsc pracy obecnie jest za mało, a zwiększmy jeszcze przyrost naturalny, to będzie mniej.

Obaliłem jeden argument na rzecz zwiększania rozrodczości na siłę i walczenia ze zjawiskami ją hamującymi, jakbyś nie zauważył.

(Nie demonizujmy i nie gloryfikujmy antykoncepcji.)


Moim zadaniem nie jest z tobą walczyć, zmienić ciebie czy podporządkować.
Moim zadaniem jest nauczyć ciebie myśleć samodzielnie w wybrany przez ciebie sposób.
Wtedy będziemy mogli dyskutować.
dajmonion (3663 punktów)
>>>Zauważ, że obecnie tą planetę zamieszkuje 6,5 mld homo (ledwie) sapiens. 1/3 żyje poniżej granicy ubóstwa. Czy wolisz mieć 500 tys. biedaków, czy jednego dobrze wykształconego pracownika? Kto przyniesie większe zyski? Kto utrzyma swoich dziadków?
>> Całe to wgłębianie się w szczegóły nie zmienia podstawowej prawdy, że kobieta jest rodzicielką.
>> Jężeli zagubimy tą elementarną zasadę i zaczniemy analizować wskaźniki, to dojdzie do moralnej degrenegolady, takiej jak w Chinach, gdzie zmusza się do aborcji, aby liczby się zgadzały.
>Dokładnie, tego też trzeba uniknąć. Jednak nie oznacza to, że trzeba propagować maksymalizację rozrodczości, jak to robią pewni politycy. Nie ma sensu walczyć z ludźmi propagującymi hamowanie rozrodczości.

Ty mnie nie rozumiesz. Ja wcale nie zalecam maksymalizowania rozrodczości. To są kwestie szczegółowe. Osobnym problemem jest pytanie jak mamy nasze cele realizować.
Wyjaśnię to jeszcze inaczej: Duchowieństwo jest zdania, że niedziela powinna być dniem spędzonym z rodziną, a nie w pracy. To jest pewna ogólna wizja rodziny, która wydaje mi się słuszna. Jednocześnie nie jestem wcale przekonany co do tego, że akurat teraz należy zamykać hipermarkety w niedzielę.

>>Mieszasz ludziom w głowach poprzez sugerowanie, że rzeczywistość jest na tyle skomplikowana, że w sumie to nic nie wiadomo.
>Jak to nic? Właśnie wiadomo, że miejsc pracy obecnie jest za mało, a zwiększmy jeszcze przyrost naturalny, to będzie mniej.
>Obaliłem jeden argument na rzecz zwiększania rozrodczości na siłę i walczenia ze zjawiskami ją hamującymi, jakbyś nie zauważył.

Obaliłeś własną błędną interpretację moich słów. Dyskusja, jak przypuszczam, dotyczy wartości a nie rozwiązań szczegółowych. Za niebezpieczne uważam to co napisałeś we wcześniejszym poście podkreślając wielosć koncepcji kobiety z ukrytym przesłaniem: więc niech każdy sobie wybiera co chce.

On jest z nami, nasz Emanuel.
outsider (2469 punktów)
Jak odróżniasz śmietnik od tego co śmietnikiem nie jest?



Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej
(Nie-boska komedia}
dajmonion (3663 punktów)
>Jak odróżniasz śmietnik od tego co śmietnikiem nie jest?

Śmiecie to zachowania bezsensowne, takie, które oddalają nas od urzeczywistnienia pewnych oczywistych wartości.


On jest z nami, nasz Emanuel.
outsider (2469 punktów)
> Śmiecie to zachowania bezsensowne, takie, które oddalają nas od urzeczywistnienia pewnych oczywistych wartości.

A jeśli coś co dla Ciebie jest oczywistą wartością nie jest nią dla mnie - albo vice versa? A jeśli uznajesz zachowania za bezsensowne bo to Ty nie rozumiesz ich sensu? Nikt nie jest wszystkowiedzący, Dajmonionie.



Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej
(Nie-boska komedia}
dajmonion (3663 punktów)
>> Śmiecie to zachowania bezsensowne, takie, które oddalają nas od urzeczywistnienia pewnych oczywistych wartości.
>A jeśli coś co dla Ciebie jest oczywistą wartością nie jest nią dla mnie - albo vice versa? A jeśli uznajesz zachowania za bezsensowne bo to Ty nie rozumiesz ich sensu? Nikt nie jest wszystkowiedzący, Dajmonionie.

Powtórzę więc to, co już wcześniej napisałem. Jeżeli dla kogoś pokój nie jest wartością, to jest człowiekiem chorym i niebezpiecznym. Dla mnie to sprawa oczywista. Wzajemne wyżynanie się do niczego nie prowadzi, w dzisiejszych czasach ludzkość może w krótkim czasie zniknąć z powierzechni Ziemi.

Nie wiem jakiego rodzaju uzasadnienia oczekujesz. Zastanawiam się, czy sam wiesz jak miałoby wyglądać rozumowanie, które by Cię przekonało. Bo dowodów można sobie oczekiwać w nieskończoność, ale czy samemu się wie czego się oczekuje?

Potrafisz zaproponowac coś więcej niż ogólnikowe rozważania?
Pytasz się mnie co jest śmietnikiem. W tym wątku podałem kilka przykładów tego, co w moim mniemaniu jest śmieciem.



On jest z nami, nasz Emanuel.
Totus (1201 punktów)
>Jeżeli dla kogoś pokój nie jest wartością,
Pokój jest konsekwencją przyjęcia systemu wartości, które człowiek musi nabyć na drodze rozumowej jako pakiet informacyjny i przyjąć jako własny. Z wartościami uniwersalnymi nie ma problemu gdyż narzucają się one same tyle, że na przygotowanego do ich przyjęcia odbiorcę bo jeśli nie jest ukształtowany to:
>to jest człowiekiem chorym i niebezpiecznym. Dla mnie to sprawa oczywista.
Podobnie jak osoba niewykształcona z (co w tym przypadku oczywiste) nieukształtowanym sumieniem. W tym świetle każde "umysłowe dziecko" jest zagrożeniem dla społeczeństwa i niech ktoś spróbuje rozumnie zaprzeczyć, że nie. O ile fizycznemu dziecku można wybaczyć głupotę gdyż jest ona uzasadnialna racjonalnie o tyle utrzymywanie tego stanu u dorosłego fizycznie człowieka jest "z moralnego punktu widzenia" nie etyczne.
> Nie wiem jakiego rodzaju uzasadnienia oczekujesz.
Pytanie, którego Outsider nie zadał brzmi: Kto jest zdolny przyjąć wartości uniwersalne czyli innymi słowy co wyznacza granicę wyzwolenia się ku najwyższym wartościom z ciemnoty (=generatora piekła i relatywizmu moralnego). Ryzyko polega na zagrożeniu, że automatycznie definiujesz kto jest kim i urażeni za posąd o satanizm "szacowni obywatele" chronieni ułomnym prawem, w tym międzynarodowym i rzecznicy tegoż prawa, które dla wielu jest ich wizytówką na salonach mamony i obłudy zanim osiągną poziom samoosądu mogą wyżądzić wiele szkód, również Tobie, do czego odnosi się też Apokalipsa mówiąc o złu, które musi niestety się wypełnić w tym jakże burzliwym u niektórych procesie przyjmowania PRAWDY o sobie, tym potężniejszym im bardziej byli przekonani, że są pod opieką osobowej siły wyższej, do której marionetka miała się zwracać, klękać i błagać o litość skamląc na co Jezus powiedziałby:
Patrzcie na tych obłudników, za prawdę powiadam Wam, oni już odbierają swoją nagrodę. Spojrzysz kiedyś na to morze kalek i wpadniesz w zadumę: Jak to wyleczyć?
Jezus stojąc przed podobnym dylematem co zrobił? Czy aby Cię nie wyręczył?
>Zastanawiam się, czy sam wiesz jak miałoby wyglądać rozumowanie, które by Cię przekonało.
Może się domyśla jak większość ludzi ale boi się sprecyzować, a może zakłada z góry, że to niemożliwe?
>Bo dowodów można sobie oczekiwać w nieskończoność, ale czy samemu się wie czego się oczekuje?
I tu strasznie się martwię o tych, którzy mimo wszystko czekają na cuda i znaki niepojęte.
Albo... na kolejnego papieża Polaka
>Potrafisz zaproponowac coś więcej niż ogólnikowe rozważania?
Owszem, bo jest ze mną nasz Emanuel.
A konkretnie:
Anioł - człowiek w pełni ukształtowany moralnie. Element Armii Boga.
Szatan - Upadły Anioł - człowiek odrzucający Jezusa świadomie w celach dominacji nad drugim człowiekiem (prywatne korzyści z tego procederu są przeogromne)
Kościoły chrześcijańskie w tym katolicki staną przed trudnym wyborem:
Albo przyznadzą się, że są ofiarami spisku albo? (jest jakieś inne albo?) a ja ze swej strony będę zadowolony przysłuchując się debacie czy spisek był konieczny.
Czy Twoim zdaniem był?
Zacznijmy wreszcie nową Erę Powszechnej Ateizacji w Chrystusie, (a może ktoś wie gdzie się ona zaczęła? ...)
Oto kuszenie Chrystusa przez upadłego Anioła (wersja AD 2006 na podstawie Mt 4,1):
TEST I: Jeśli jesteś Synem Bożym powiedz, żeby te kamienie stały się chlebem (prymitywne od-zmysłowe oczekiwanie cudu, skoro to Bóg od-zmysłowy). Szatan testuje człowieka czy jest Aniołem (Wyzwolonym Ateistą)
REAKCJA: Sprytne przejście na potęgę SŁOWA,
CHÓR ANIOŁÓW: Zdane! ( a propos zapytam forumowiczów: ZDAŁ?)
TEST II: Czy Jezus rozumie Aniołów?
REAKCJA: Sprytne bo nie można wystawiać na próbę pełnego oddania wspólnocie żadnego człowieka! Żądanie by udowodnił miłość i czy jest gotów się dla niej zabić jest po prostu amoralne.
CHÓR ANIOŁÓW: Zdane!
TEST III: Czy Jezus odporny jest na pokusę władzy nad drugim człowiekiem, czy jest przekupny, czy można go skorumpować potężną łapówą, czy ma swoją cenę w przeliczeniu na dobra materialne?
REAKCJA: Przyjdzie dzień gdy rozumowi oddasz pokłon i jemu samemu służyć będziesz, Szatanie! Idź precz stróżu ludzkiej ciemnoty i zgniłego moralnie systemu zarządzania przez który wszyscy tkwimy w hmmyhmm.

Pytam więc: POMOŻECIE?
CHÓR ANIOŁÓW: Pomożemy
Wtedy opuścił Go diabeł a oto garstka ateistów (Ewangelistów) przystąpiła by usługiwać Mu w ubrankach, tak, tak w ubrankach, czasem bez nich się nie da gdy masz do czynienia z ofiarą religii i kultu szaleństwa, nie wspominając o fanatykach - bo tych potępiamy prawie wszyscy. Czyż nie?

Zakończę modlitwą:
Rozumie Boży, stróżu mój, ty zawsze przy mnie stój,
Rano, wieczór, we dnie, w nocy,
Bądź mi zawsze przy pomocy,
Strzeż duszy, ciała mego i zaprowadź mnie do życia wiecznego.

Błogosławieni, którzyście zrozumieli, albowiem do Was należy Wasza przyszłość.
Zgodzisz się ze mną rozmówco?
dajmonion (3663 punktów)
>> Śmiecie to zachowania bezsensowne, takie, które oddalają nas od urzeczywistnienia pewnych oczywistych wartości.
>A jeśli coś co dla Ciebie jest oczywistą wartością nie jest nią dla mnie - albo vice versa? A jeśli uznajesz zachowania za bezsensowne bo to Ty nie rozumiesz ich sensu? Nikt nie jest wszystkowiedzący, Dajmonionie.

Ułomność poznania dopuszcza możliwośc tego, że jedni sa bliżej prawdy od innych.
Niczego nie wiemy, a więc nie podejmujmy żadnych działań, nawet jeśli wydają się nam oczywiste, prawda outsiderze?
A więc: Nie starajmy się znieść w krajach arabskich prawa szariatu,bo to ich zasady, a działalność Amnesty International to zwykły imperializm kulturowy.
Rozumiem, że Ty jako człowiek nic nie wiedzący zareagowałbyś obojętnością na przemoc w rodzinie arabskiej mieszkającej tuż nad toba. Wezwanie policji byłoby w tym przypadku sprzecznością między wyznawanymi poglądami a postępowaniem.
Ten przykład pokazuje, że relatywizm jest nie do przyjęcia z moralnego punktu widzenia.


On jest z nami, nasz Emanuel.
AstralStorm (558 punktów)

Przepraszam, że się wtrącam, ale taki już jestem.

> Niczego nie wiemy, a więc nie podejmujmy żadnych działań, nawet jeśli wydają się nam oczywiste, prawda outsiderze?

Coś wiemy, coś zbadaliśmy. Po to jest właśnie nauka.

> A więc: Nie starajmy się znieść w krajach arabskich prawa szariatu,bo to ich zasady, a działalność Amnesty International to zwykły imperializm kulturowy.
> Rozumiem, że Ty jako człowiek nic nie wiedzący zareagowałbyś obojętnością na przemoc w rodzinie arabskiej mieszkającej tuż nad toba. Wezwanie policji byłoby w tym przypadku sprzecznością między wyznawanymi poglądami a postępowaniem.

Właśnie przemoc jest często zła z punktu widzenia prostej biologii czy psychologii. I bez wartości na podstawie tego co wiemy możemy powiedzieć, że nie jest pozytywnym zjawiskiem.

> Ten przykład pokazuje, że relatywizm jest nie do przyjęcia z moralnego punktu widzenia.

Relatywizm jest do przyjęcia, jednak ludzie jako mechanizmy psychologiczno-biologiczne mają pewne cechy wspólne.

Moim zadaniem nie jest z tobą walczyć, zmienić ciebie czy podporządkować.
Moim zadaniem jest nauczyć ciebie myśleć samodzielnie w wybrany przez ciebie sposób.
Wtedy będziemy mogli dyskutować.
dajmonion (3663 punktów)
>> Niczego nie wiemy, a więc nie podejmujmy żadnych działań, nawet jeśli wydają się nam oczywiste, prawda outsiderze?
>Coś wiemy, coś zbadaliśmy. Po to jest właśnie nauka.

Nauka nie wypowiada się w kwestii wartości.
>> A więc: Nie starajmy się znieść w krajach arabskich prawa szariatu,bo to ich zasady, a działalność Amnesty International to zwykły imperializm kulturowy.
>> Rozumiem, że Ty jako człowiek nic nie wiedzący zareagowałbyś obojętnością na przemoc w rodzinie arabskiej mieszkającej tuż nad toba. Wezwanie policji byłoby w tym przypadku sprzecznością między wyznawanymi poglądami a postępowaniem.
>Właśnie przemoc jest często zła z punktu widzenia prostej biologii czy psychologii. I bez wartości na podstawie tego co wiemy możemy powiedzieć, że nie jest pozytywnym zjawiskiem.

Acha, więc ciebie denerwuje po prostu słowo wartość. Za bardzo kojarzy się z Kościołem, prawda? Rozumiem, że wolisz inną nomenklaturę.
Twierdzisz, że przemoc jest często zła, a więc nie zawsze? Ciekawe kiedy nie jest.

>> Ten przykład pokazuje, że relatywizm jest nie do przyjęcia z moralnego punktu widzenia.
>Relatywizm jest do przyjęcia, jednak ludzie jako mechanizmy psychologiczno-biologiczne mają pewne cechy wspólne.

I właśnie dlatego, że pewne potrzeby są wspólne relatywizm jest nie do przyjęcia. Chęć zachowania zdrowia, życia jest wspólna i to sprawia, że istnieją obiektywne wartości.

On jest z nami, nasz Emanuel.
AstralStorm (558 punktów)
> Acha, więc ciebie denerwuje po prostu słowo wartość. Za bardzo kojarzy się z Kościołem, prawda? Rozumiem, że wolisz inną nomenklaturę.

Nie lubię słów o dziesiątkach znaczeń i odcieni.

> Twierdzisz, że przemoc jest często zła, a więc nie zawsze? Ciekawe kiedy nie jest.

Co sądzisz o przemocy w obronie własnej, albo przemocy w obronie tysięcy istnień ludzkich?

>>> Ten przykład pokazuje, że relatywizm jest nie do przyjęcia z moralnego punktu widzenia.
>>Relatywizm jest do przyjęcia, jednak ludzie jako mechanizmy psychologiczno-biologiczne mają pewne cechy wspólne.
> I właśnie dlatego, że pewne potrzeby są wspólne relatywizm jest nie do przyjęcia. Chęć zachowania zdrowia, życia jest wspólna i to sprawia, że istnieją obiektywne wartości.

Obiektywne powiadasz... Raczej powinieneś przemianować je na statystycznie dominujące (w danej grupie).

Dodajmy, że zawsze zdarzają się wyjątki od normy... i co dla jednego jest nieprzyjemne, dla innego może być przyjemnym doznaniem. (masochizm)

Bardzo rzadkie jest oczywiście szukanie śmierci - i z reguły jest objawem choroby lub manipulacji.


Moim zadaniem nie jest z tobą walczyć, zmienić ciebie czy podporządkować.
Moim zadaniem jest nauczyć ciebie myśleć samodzielnie w wybrany przez ciebie sposób.
Wtedy będziemy mogli dyskutować.
dajmonion (3663 punktów)
>> Acha, więc ciebie denerwuje po prostu słowo wartość. Za bardzo kojarzy się z Kościołem, prawda? Rozumiem, że wolisz inną nomenklaturę.
>Nie lubię słów o dziesiątkach znaczeń i odcieni.
>> Twierdzisz, że przemoc jest często zła, a więc nie zawsze? Ciekawe kiedy nie jest.
>Co sądzisz o przemocy w obronie własnej, albo przemocy w obronie tysięcy istnień ludzkich?
To nie jest przemoc. Przemoc stosuje agresor. Jak będziemy zmieniali znaczenie słów to się nigdy nie porozumiemy.
>>>> Ten przykład pokazuje, że relatywizm jest nie do przyjęcia z moralnego punktu widzenia.
>>>Relatywizm jest do przyjęcia, jednak ludzie jako mechanizmy psychologiczno-biologiczne mają pewne cechy wspólne.
>> I właśnie dlatego, że pewne potrzeby są wspólne relatywizm jest nie do przyjęcia. Chęć zachowania zdrowia, życia jest wspólna i to sprawia, że istnieją obiektywne wartości.
>Obiektywne powiadasz... Raczej powinieneś przemianować je na statystycznie dominujące (w danej grupie).
Sa obiektywne nie ze względu na częstotliwosć występowania. Gdyby tak było to korupcja byłaby wartoscią.

On jest z nami, nasz Emanuel.
AstralStorm (558 punktów)
>>Co sądzisz o przemocy w obronie własnej, albo przemocy w obronie tysięcy istnień ludzkich?
> To nie jest przemoc. Przemoc stosuje agresor. Jak będziemy zmieniali znaczenie słów to się nigdy nie porozumiemy.

Jeśli zatem mówimy o przemocy jako ataku, co powiesz o najeździe na Irak za Saddama Husseina? (wiem, nijaki przykład)

A co powiesz o zamordowaniu znienawidzonego przez lud tyrana? Taki typowy tragiczny przykład.

>>> I właśnie dlatego, że pewne potrzeby są wspólne relatywizm jest nie do przyjęcia. Chęć zachowania zdrowia, życia jest wspólna i to sprawia, że istnieją obiektywne wartości.
>>Obiektywne powiadasz... Raczej powinieneś przemianować je na statystycznie dominujące (w danej grupie).
> Sa obiektywne nie ze względu na częstotliwosć występowania. Gdyby tak było to korupcja byłaby wartoscią.

W pewnych kręgach z pewnością jest.

Pytanie, co stanowi o obiektywizmie. Zgoda pewnej liczby osób?

Co powoduje, że pewni Muzułmanie uznają zabicie niewiernego za grzech, a zabicia innego Muzułmanina nie?
To nie są te "uniwersalne wartości", gdyż wyznawcy innych religii ich nie stosują. Nawet życie jako takie jest "lepsze" i "gorsze".

Można to uznać z biologicznego punktu widzenia za zło, choć z pewnością miało to wartość adaptacyjną. Jedno plemię silniejsze od innego itd.

Można oczywiście spróbować wypracować taki system wartości, który będzie odpowiadał możliwie dużej grupie ludzi. Takie wartości można spróbować nazwać obiektywnymi, choć lepsze jest określenie umowa społeczna.


Moim zadaniem nie jest z tobą walczyć, zmienić ciebie czy podporządkować.
Moim zadaniem jest nauczyć ciebie myśleć samodzielnie w wybrany przez ciebie sposób.
Wtedy będziemy mogli dyskutować.
dajmonion (3663 punktów)
>>>Co sądzisz o przemocy w obronie własnej, albo przemocy w obronie tysięcy istnień ludzkich?
>> To nie jest przemoc. Przemoc stosuje agresor. Jak będziemy zmieniali znaczenie słów to się nigdy nie porozumiemy.
>Jeśli zatem mówimy o przemocy jako ataku, co powiesz o najeździe na Irak za Saddama Husseina? (wiem, nijaki przykład)
>A co powiesz o zamordowaniu znienawidzonego przez lud tyrana? Taki typowy tragiczny przykład.
Podane prze Ciebie przykłady zachowań nie oznaczają, że mamy zmienić ich zasadniczy status moralny, a tego własnie dotyczy nasza dyskusja jako że rozprawiamy o wartosciach. Zabicie człowieka w obronie własnej nie sprawia, że morderstwo staje się dobre.

>>>> I właśnie dlatego, że pewne potrzeby są wspólne relatywizm jest nie do przyjęcia. Chęć zachowania zdrowia, życia jest wspólna i to sprawia, że istnieją obiektywne wartości.
>>>Obiektywne powiadasz... Raczej powinieneś przemianować je na statystycznie dominujące (w danej grupie).
>> Sa obiektywne nie ze względu na częstotliwosć występowania. Gdyby tak było to korupcja byłaby wartoscią.
>W pewnych kręgach z pewnością jest.
Dokonujesz gwałtu na języku mówiąc o korupcji jako o wartosci.
>Pytanie, co stanowi o obiektywizmie. Zgoda pewnej liczby osób?
Według mnie jednym z wyznaczników jest zwykła racjonalnosć. Pokój to wartosć obiektywna, bo jego urzeczywistnienie sprawia, że możemy żyć i rozwijać swój potencjał.
>To nie są te "uniwersalne wartości", gdyż wyznawcy innych religii ich nie stosują. Nawet życie jako takie jest "lepsze" i "gorsze".
Celowo nie posługuję się słowm uniwersalny, bo uniwersalizm kojarzy się z powszechnoscią uznawania. Wartosci obiektywne mogą nie być powszechne uznawane.
>Można oczywiście spróbować wypracować taki system wartości, który będzie odpowiadał możliwie dużej grupie ludzi. Takie wartości można spróbować nazwać obiektywnymi, choć lepsze jest określenie umowa społeczna.
Istnieją juz konkretne obiektywne wartosci i niczego nie trzeba wypracowywać, należy je tylko wcielać w życie.


On jest z nami, nasz Emanuel.
dajmonion (3663 punktów)
Skoro już się rozkręcilismy na dobre to podam Ci inny przykład tego do czego może doprowadzić brak odniesienia do wartosci, brak wizji.

Jakis czas temu czytałem artykuł na temat nauczycielek uprawiających seks ze swoimi uczniami w szkole. Wydarzenia miały miejsce w Stanach Zjednoczonych. Sędziowie wydawali bardzo różne wyroki w zależnosci od stanu, w którym toczyła się sprawa. Raz ukarano delikwentkę więzieniem, innym razem zastosowano tylko areszt domowy. W każdym bądź razie różnice w wyrokach były kolosalne.

A czy wiesz z czego wynikały owe różnice? Oto częsć sędziów doszła do wniosku, że żadna przemoc nie miała miejsca. No bo przecież o napalonym nastolatku na pewno nie można powiedzieć , że jest ofiarą (smiech na sali, nieprawdaż?).

Wydający wyrok rozumowali prawdopodobnie jakos tak: Skoro była obopólna zgoda to wszystko w porządku. Tymczasem nie ulega wątpliwosci, że nauczycielka, która dopuszcza się takiego występku wyrządza uczniowi krzywdę, bo swoim zachowaniem przekazuje mu informację, że:

1) Wolno łamać zasady, nawet etykę zawodową, jesli ma się na to ochotę.

2) Seks jest najważniejszy.

3) Uczy rozwiązłosci kogos, kto prawdopodobnie będzie w przyszłosci ojcem.

Sędziowie nie mieliby żadnych problemów z wymierzeniem kary adekwatnej do przewinienia, gdyby zadali sobie pytanie jak wyobrażają sobie szkołę i panujące w niej zwyczaje, innymi słowy gdyby spojrzeli na problem z perspektywy wartosci. Doszliby wtedy do wniosku, że kara powinna być po pierwsze surowa, a po drugie taka sama dla wszystkich nauczycielek-nimfomanek.



On jest z nami, nasz Emanuel.
AstralStorm (558 punktów)
>Skoro już się rozkręcilismy na dobre to podam Ci inny przykład tego do czego może doprowadzić brak odniesienia do wartosci, brak wizji.
> Jakis czas temu czytałem artykuł na temat nauczycielek uprawiających sex ze swoimi uczniami w szkole. [...]
> A czy wiesz z czego wynikały owe różnice? Oto częsć sędziów doszła do wniosku, że żadna przemoc nie miała miejsca. No bo przecież o napalonym nastolatku na pewno nie można powiedzieć , że jest ofiarą (smiech na sali, nieprawdaż?).
> Wydający wyrok rozumowali prawdopodobnie jakos tak: Skoro była obopólna zgoda to wszystko w porządku.

Co do obopólnej zgody może i mają rację, ale wszystko to pojęcie bezwzględne. Trudno mówić o czymkolwiek, że wszystko jest z tym ok.

> Tymczasem nie ulega wątpliwosci, że nauczycielka, która dopuszcza się takiego występku wyrządza uczniowi krzywdę, bo swoim zachowaniem przekazuje mu informację, że:

>1) Wolno łamać zasady, nawet etykę zawodową, jesli ma się na to ochotę.

Etyka zawodowa nauczyciela zabrania mu m.in. faworyzować uczniów... ale niekoniecznie zabrania nauczycielowi i uczniowi utrzymywać różnych kontaktów poza szkołą.
(za wyjątkiem w Polsce np. udzielania płatnych korepetycji)

Problem do dyskusji.
Uczeń niekoniecznie musi znać etykę zawodu nauczyciela.

Moim zdaniem bardziej niebezpieczne jest nauczenie w/wym ucznia pewnej formy kontaktu z kierownikiem.

>2) Sex jest najważniejszy.

No to jest kolejny możliwy nieciekawy wniosek.

>3) Uczy rozwiązłosci kogos, kto prawdopodobnie będzie w przyszłosci ojcem.

Czy rozwiązłości? To mógł być jego pierwszy związek tego typu. Trudno mówić o rozwiązłości w tym przypadku.
Chyba, że zakładał od razu zniszczenie tego związku, jego instrumentalny charakter lub nauczycielka jest zamężna.

> Sędziowie nie mieliby żadnych problemów z wymierzeniem kary adekwatnej do przewinienia, gdyby zadali sobie pytanie jak wyobrażają sobie szkołę i panujące w niej zwyczaje, innymi słowy gdyby spojrzeli na problem z perspektywy wartosci.

Znowu to śmieszne słowo na w. Nie podoba mi się. Wartości mogą być liczbowe, ale co do moralności trudno (sic) wartościować. Można łatwo ocenić znak, ale porównać cechy o tym samym znaku?

> Doszliby wtedy do wniosku, że kara powinna być po pierwsze surowa, a po drugie taka sama dla wszystkich nauczycielek-nimfomanek.

No tak, taka sama mogłaby być, ale jednolitość nie jest zasadniczą cechą żadnego systemu prawnego.

I pytanie, po co od razu od nimfomanek wyzywać. Nimfomania ma jasną definicję i ich zachowania tak średnio pod nią pasują.
Gdyby próbowały kontaktów z wieloma różnymi uczniami, to co innego.


Moim zadaniem nie jest z tobą walczyć, zmienić ciebie czy podporządkować.
Moim zadaniem jest nauczyć ciebie myśleć samodzielnie w wybrany przez ciebie sposób.
Wtedy będziemy mogli dyskutować.
dajmonion (3663 punktów)
>> Tymczasem nie ulega wątpliwosci, że nauczycielka, która dopuszcza się takiego występku wyrządza uczniowi krzywdę, bo swoim zachowaniem przekazuje mu informację, że:
>>1) Wolno łamać zasady, nawet etykę zawodową, jesli ma się na to ochotę.
>Etyka zawodowa nauczyciela zabrania mu m.in. faworyzować uczniów... ale niekoniecznie zabrania nauczycielowi i uczniowi utrzymywać różnych kontaktów poza szkołą.
seks miał miejsce w szkole, jak wyżej napisałem.
>Uczeń niekoniecznie musi znać etykę zawodu nauczyciela.
nie wiem po co to napisałes, tak zgadzam się, nie musi, ale nauczycielka powinna zarówno znać jak i się do niej stosować.
>Moim zdaniem bardziej niebezpieczne jest nauczenie w/wym ucznia pewnej formy kontaktu z kierownikiem.
najbardziej niebezpieczne jest takie wychowanie, które godzi w rodzinę.

>> Sędziowie nie mieliby żadnych problemów z wymierzeniem kary adekwatnej do przewinienia, gdyby zadali sobie pytanie jak wyobrażają sobie szkołę i panujące w niej zwyczaje, innymi słowy gdyby spojrzeli na problem z perspektywy wartosci.
>Znowu to śmieszne słowo na w. Nie podoba mi się. Wartości mogą być liczbowe, ale co do moralności trudno (sic) wartościować. Można łatwo ocenić znak, ale porównać cechy o tym samym znaku?

Tak, masz rację nie porównuj wartosci o tym samym znaku, tylko je realizuj a unikaj antywartosci.
>I pytanie, po co od razu od nimfomanek wyzywać. Nimfomania ma jasną definicję i ich zachowania tak średnio pod nią pasują.
>Gdyby próbowały kontaktów z wieloma różnymi uczniami, to co innego.
Nie wyzywam, tylko nazywam rzeczy po imieniu. Jak ktos nie panuje nad swoim ciałem, to jest uzależniony od seksu i powinien się leczyć. Brak kontroli a nie wielosć kontaktów jest istotą seksoholizmu.


On jest z nami, nasz Emanuel.
outsider (2469 punktów)
> Sędziowie nie mieliby żadnych problemów z wymierzeniem kary adekwatnej do przewinienia, gdyby zadali sobie pytanie jak wyobrażają sobie szkołę i panujące w niej zwyczaje, innymi słowy gdyby spojrzeli na problem z perspektywy wartosci. Doszliby wtedy do wniosku, że kara powinna być po pierwsze surowa, a po drugie taka sama dla wszystkich nauczycielek-nimfomanek.

Przykro mi Dajmonionie, ale nie masz pojęcia o tym, czym jest prawo. Coś sie jednak od czasów Torquemady w prawie zmieniło, i Twój głos brzmi już dziś anachronicznie.

Dzisiejsze podstawy prawa karnego są raczej pragmatyczne niż aksjologiczne. Aksjologię zawarto w prawie pisanym (u nas to kodeksy karne, w USA - zasada precedensu) - proces karny jednak i kara nie maja na celu sprostać wartościom - mają przynosić skutki praktyczne w postaci prewencji ogólnej i szczególnej: nie ma karania dla przyjemności karania, a sedziów od problemów uwalniać nie należy.

Ty najwyraźniej osądziłeś kompletnie Ci nieznane sprawy: po częśći osądziłeś je inaczej niż sądzący je sędziowie. Zarozumiały to Ty jesteś, Dajmonionie - prawo nie dopuszcza sądzenia bez znajomości sprawy. Tudzież bez odpowiednich kwalifikacji etycznych: sądząc z Twojego tekstu, nie posiadasz ich w najmniejszej nawet mierze: według przedstawionej przez Ciebie metody co najwyżej poluje się na czarownice.



Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej
(Nie-boska komedia}
dajmonion (3663 punktów)
>> Sędziowie nie mieliby żadnych problemów z wymierzeniem kary adekwatnej do przewinienia, gdyby zadali sobie pytanie jak wyobrażają sobie szkołę i panujące w niej zwyczaje, innymi słowy gdyby spojrzeli na problem z perspektywy wartosci. Doszliby wtedy do wniosku, że kara powinna być po pierwsze surowa, a po drugie taka sama dla wszystkich nauczycielek-nimfomanek.
>Przykro mi Dajmonionie, ale nie masz pojęcia o tym, czym jest prawo.
Nie wypowiadam się na temat szczegółowych rozwiązań prawnych. Moje rozważania mają charakter etyczny a nie prawny.

>Dzisiejsze podstawy prawa karnego są raczej pragmatyczne niż aksjologiczne.
Każda decyzja sędziego zawiera komponent ideologiczny. Minimalizm etyczny wyrażający się w przekonaniu, że obopólna zgoda nie czyni stronom krzywdy to też ideologia.
>Aksjologię zawarto w prawie pisanym (u nas to kodeksy karne, w USA - zasada precedensu) - proces karny jednak i kara nie maja na celu sprostać wartościom - mają przynosić skutki praktyczne w postaci prewencji ogólnej i szczególnej:
A zatem mają na celu urzeczywistnianie określonych wartości.
Poza tym zasada precedensu tym bardziej uwidacznia wyznawaną ideologię
> nie ma karania dla przyjemności karania, a sedziów od problemów uwalniać nie należy.
Bynajmniej nie zachęcam do karania dla przyjemności. Sędziowie niech rozpatrują przypadki szczegółowe, ale niech mają na względzie do czego zmierzają (wartości).
>Ty najwyraźniej osądziłeś kompletnie Ci nieznane sprawy: po częśći osądziłeś je inaczej niż sądzący je sędziowie. Zarozumiały to Ty jesteś, Dajmonionie - prawo nie dopuszcza sądzenia bez znajomości sprawy.

Niczego nie osądziłem bo nie jestem sędzią. Nie podałem żadnych szczegółowych rozwiązań (np. trzy lata więzienia).
Twój zarzut jest zatem chybiony.
Nie trzeba znać szczegółów sprawy, aby stwierdzić, że za pewne zachowania należy się kara. Jeżeli ktoś zabił człowieka to powinien zostać ukarany. Jest to prawda bez względu na różnorodność rozpatrywanych spraw.
Podobnie jest i w tym przypadku. Moim zdaniem krzywda wyrządzona uczniowi jest ewidentna. Uzasadnienie tego stanowiska wypunktowałem wyżej. Powinna zatem spotkać kara nauczycielkę, która uprawia sex z uczniami. Jaka to ma być kara to już nie moja działka, bo nie jestem sędzią. To przeciwko czemu protestuję, to przekonanie, że krzywdy wogóle nie było. Krytykuję pewną ideologię znajdujcą swój wyraz w decyzjach sędziów.
Sędziowie też są ludźmi i wyznają określony światopogląd. Reprezentują na przykład minimalizm etyczny zawarty w formule "obopólna zgoda nie czyni krzywdy".
Skąd wiem, że w to właśnie wierzą? To się uwidacznia w ich decyzjach i refleksjach (Niektórzy zastanawiają się czy w ogóle karać za coś takiego) .

Zaznaczam, że wypowiadam się wyłącznie jako prywatna osoba. Nie reprezentuję oficjalnie żadnej instytucji.
zima (560 punktów)
> Jeżeli ktoś zabił człowieka to powinien zostać ukarany. Jest to prawda bez względu na różnorodność rozpatrywanych spraw.
Drogi Dajmonionie, jeśli pozwolisz wstawię tu swoje 3 grosze.
Potrafię podać przypadki, gdy osoba, która zabiła człowieka nie powinna zostać ukarana! Czy chciałbyś może podyskutować na ten temat?
Pozdrawiam
dajmonion (3663 punktów)
>> Jeżeli ktoś zabił człowieka to powinien zostać ukarany. Jest to prawda bez względu na różnorodność rozpatrywanych spraw.
>Drogi Dajmonionie, jeśli pozwolisz wstawię tu swoje 3 grosze.
>Potrafię podać przypadki, gdy osoba, która zabiła człowieka nie powinna zostać ukarana! Czy chciałbyś może podyskutować na ten temat?
>Pozdrawiam

Masz rację, walczy się ze złem a nie z człowiekiem.


Zaznaczam, że wypowiadam się wyłącznie jako prywatna osoba. Nie reprezentuję oficjalnie żadnej instytucji.
outsider (2469 punktów)
Odpowiadam na obydwa powyższe posty.

Piszesz, co ja sądzę, piszesz, co ja bym w okreslonej sytuacji zrobił. A zarazem piszesz (chyba w swoim imieniu): "Ułomność poznania dopuszcza możliwośc tego, że jedni sa bliżej prawdy od innych." Otóz, Dajmonionie - jesteś daleko od prawdy, przynajmniej pisząc o mnie; jak jest na innych polach?

Obawiam się, że podobnie. Dlatego rzeczy przez Ciebie uznawane za śmieci są "rzeczami przez Ciebie uznawanymi za smieci", niczym więcej - śmieciami w moim choćby pojęciu byc nie muszą. Z jednej strony jako przykład nie-wartości czy antywartości podajesz wojnę - z drugiej - wykazujesz niezwykle wojownicze nastawienie w stosunku do tych, którzy katolickiego poglądu na świat nie podzielają. Zastosuj zatem do siebie to, co piszesz o nie szanujących pokoju. Bo w Polsce (a i w świecie) racjonaliści z zasady uznają linię demarkacyjną miedzy światem wiary i niewiary, niczego katolikom po tamtej stronie owej linii narzucać nie chcą - wy jednak uważacie cały świat rzeczywisty za swoją domenę i usiłujecie narzucić innym wszystko, co sie tylko da: kto tu dąży do wojny?


Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej
(Nie-boska komedia}
dajmonion (3663 punktów)
>Odpowiadam na obydwa powyższe posty.
>Piszesz, co ja sądzę, piszesz, co ja bym w okreslonej ytuacji zrobił. A zarazem piszesz (chyba w swoim imieniu): "Ułomność poznania dopuszcza możliwośc tego, że jedni sa bliżej prawdy od innych." Otóz, Dajmonionie - jesteś daleko od prawdy, przynajmniej pisząc o mnie;

Właśnie co byś zrobił? Bo nie odpowiedziałeś na to pytanie.
Przypuszczam, że wezwałbyś jednak policję. Sam zatem widzisz, że istnieje w relatywizmie sprzeczność między teorią a postępowaniem. Okazuje się zatem, że Kościół ma rację krytykując tą ideologię.

Zaznaczam, że wypowiadam się wyłącznie jako prywatna osoba. Nie reprezentuję oficjalnie żadnej instytucji.
outsider (2469 punktów)
Dajmonionie, pytanie "co byś zrobił w określonej sytuacji" - która tak naprawdę określona nie jest, "przemoc" to pojęcie o szerokim spektrum znaczeniowym - to wyraz głębokiego przekonania osoby takie pytanie zadającej o własnej zdolności (i prawie) sądzenia cudzych spraw bez zapoznania się z nimi - z tym mamy problem nie po raz pierwszy. I znajduje tu chyba swój wyraz fundamentalna różnica światopoglądowa między nami: otóz religie właśnie dostarczają takich niewątpliwych norm, o wiele bardziej niewątpliwych niż miewa to miejsce na przykłąd w prawie karnym - religie bowiem zamiast swoje stanowisko w takiej czy innej sprawie uzasadniać, przedstawiają je jako stanowisko zajęte przez Boga i dyskusji wśród ludzi nie podlegające, zatem autonomiczne względem logiki dyskusji czy praktyki życia społacznego. Ta dyskusja jednak z czasem przychodzi, owe prawdy absolutne stają się anachronizmami zbyt już dokuczliwymi - mamy wtedy tzw. święte oburzenie, ale świat idzie naprzód.

Poleciłbym Ci choćby Księgę Powtórzonego Prawa (kanoniczną - o ile wiem). Winna wyrażać prawdy absolutne - tymczasem zawarte w niej zalecenia moralne raczej budzą zgrozę, jeśli pamietać, że kiedyś istotnie je stosowano. Podobną zgrozę budzi wiele prawd absolutnych szariatu - czemu z katolicyzmem współczesnym miałoby być inaczej? Prawdy absolutne przemijały i przemijać będą.

Pod moralnością religijną niełatwo jest odszukać konsekwentną etykę: nie jest potrzebna, skoro każda z prawd absolutnych jest dana do wierzenia bezpośrednio i bez pierwotnego uzasadnienia - uzasadnia się je a posteriori, ale to już inna sprawa. Odrzucenie z kolei boskiego źródła praw wymaga oparcia moralności o jakiś spójny system etyczny - to nie jest tak jak sądzisz, Dajmonionie, racjonaliści nie uważają wszelkich sądów moralnych za równocenne - jedynie odnoszą je do pewnego systemu etycznego: systemu, nie katalogu.

My po prostu musimy używać pojęć jasno zdefiniowanych, a sądów musimy dowodzić: to tak naprawdę najpoważniejsza różnica między etyką racjonalisty a fideisty, dla nas liczą się skutki sądów, a nie świętośc użytych w nich słów.


Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej
(Nie-boska komedia}
dajmonion (3663 punktów)
>Dajmonionie, pytanie "co byś zrobił w określonej sytuacji" - która tak naprawdę określona nie jest, "przemoc" to pojęcie o szerokim spektrum znaczeniowym - to wyraz głębokiego przekonania osoby takie pytanie zadającej o własnej zdolności (i prawie) sądzenia cudzych spraw bez zapoznania się z nimi - z tym mamy problem nie po raz pierwszy.
Outsiderze, juz bys nie przesadzał, gdy facet mieszkający nad Tobą robi sobie z żony worek bokserski to jest przemoc, a nie "szerokie spektrum znaczeniowe". Nie trzeba znać szczegółów sprawy, aby powiedzieć, że źle się dzieje.
>I znajduje tu chyba swój wyraz fundamentalna różnica światopoglądowa między nami: otóz religie właśnie dostarczają takich niewątpliwych norm, o wiele bardziej niewątpliwych niż miewa to miejsce na przykłąd w prawie karnym - religie bowiem zamiast swoje stanowisko w takiej czy innej sprawie uzasadniać, przedstawiają je jako stanowisko zajęte przez Boga i dyskusji wśród ludzi nie podlegające, zatem autonomiczne względem logiki dyskusji czy praktyki życia społacznego.
Outsiderze, a co ja robię cały czas jesli nie uzasadniam? Podam przykład: Według Koscioła młodzi ludzie zanim sie pobiorą powinni najpierw się poznać zachowując wstrzemięźliwosć seksualną. Z tego co piszesz wynika, że jedyne podawane przez Kosciół uzasadnienie tej normy brzmi: Bo Bóg tak powiedział. Tymczasem można przytoczyć bardzo racjonalne argumenty przemawiające za przestrzeganiem tej normy np. niechciana ciąża.
A swoją drogą to ciekawe o jakich wartosciach chciałbys dyskutować.
>Ta dyskusja jednak z czasem przychodzi, owe prawdy absolutne stają się anachronizmami zbyt już dokuczliwymi - mamy wtedy tzw. święte oburzenie, ale świat idzie naprzód.
Ogólniki.Swiat tak bardzo się nie zmienia. Zdrada jak bolała tak boli.
>Poleciłbym Ci choćby Księgę Powtórzonego Prawa (kanoniczną - o ile wiem). Winna wyrażać prawdy absolutne - tymczasem zawarte w niej zalecenia moralne raczej budzą zgrozę, jeśli pamietać, że kiedyś istotnie je stosowano. Podobną zgrozę budzi wiele prawd absolutnych szariatu - czemu z katolicyzmem współczesnym miałoby być inaczej?
Moim zdaniem jest inaczej. Życie pokazuje, że pewne odwieczne zasady sa wciąż żywe. Mógłbym podać wiele przykładów pokazujących, że tak własnie jest. Problem polega na tym, że nawet najbardziej racjonalne argumenty do Ciebie nie przemówią, bo Ty przyjąłes nadrzędną zasadę, że ludzie są omylni. Nie można przekonać kogos kto zwątpił w moc rozumu, tym bardziej jesli ów rozum uzasadnia prawdy Boże.
>Prawdy absolutne przemijały i przemijać będą.
Jesli to, co napisałes wyżej jest prawdą, to ona też przeminie (a może już przeminęła?)
>to nie jest tak jak sądzisz, Dajmonionie, racjonaliści nie uważają wszelkich sądów moralnych za równocenne - jedynie odnoszą je do pewnego systemu etycznego: systemu, nie katalogu.
Pisz za siebie. Nawet wsród katolików można znaleźć relatywistów.
>My po prostu musimy używać pojęć jasno zdefiniowanych, a sądów musimy dowodzić:

A przedmiotem dowodzenia jest teza, że żadnych sądów etycznych się nie da dowiesć.
> to tak naprawdę najpoważniejsza różnica między etyką racjonalisty a fideisty, dla nas liczą się skutki sądów, a nie świętośc użytych w nich słów.
Podział racjonalizm vs fideizm to sztuczny podział. W całym wątku uzasadniam swoje poglądy przy pomocy konkretnych przykładów.

Zaznaczam, że wypowiadam się wyłącznie jako prywatna osoba. Nie reprezentuję oficjalnie żadnej instytucji.
outsider (2469 punktów)
> Outsiderze, juz bys nie przesadzał, gdy facet mieszkający nad Tobą robi sobie z żony worek bokserski to jest przemoc, a nie "szerokie spektrum znaczeniowe". Nie trzeba znać szczegółów sprawy, aby powiedzieć, że źle się dzieje.

Twój przykład żyje coraz bardziej własnym zyciem, Dajmonionie. Wyrokujesz, co ja bym - otóz to by zależało od mojej oceny sytuacji; mogłaby być ona różna od Twojej. Daj temu lepiej spokój - bo sensownie mojego hipotetycznego zachowania nie ocenisz: fantazjujesz tylko.

> Outsiderze, a co ja robię cały czas jesli nie uzasadniam? Podam przykład: Według Koscioła młodzi ludzie zanim sie pobiorą powinni najpierw się poznać zachowując wstrzemięźliwosć seksualną. Z tego co piszesz wynika, że jedyne podawane przez Kosciół uzasadnienie tej normy brzmi: Bo Bóg tak powiedział. Tymczasem można przytoczyć bardzo racjonalne argumenty przemawiające za przestrzeganiem tej normy np. niechciana ciąża.

Czyli - wzajemne poznanie seksualne po ślubie? Przed niechcianą ciążą można się zabezpieczyć (fakt - nie po katolicku) - niewiedza jednak szkodzi zawsze. Zatem ja nie widzę innego poza religijnym uzasadnienia - ja jednak dopuszczam tak antykoncepcję jak i pod pewnymi (ale dość szerokimi) warunkami aborcję. Kościelne zaś uzasadnienie odrzucenia antykoncepcji i aborcji nie przemawia do mnie ani trochę - co najwyżej widzę w nim technikę społecznej manipulacji.

> A swoją drogą to ciekawe o jakich wartosciach chciałbys dyskutować.

Mogę o każdych, Dajmonionie - byleby to była dyskusja a nie gołosłowne przekomarzanie się.

>>Ta dyskusja jednak z czasem przychodzi, owe prawdy absolutne stają się anachronizmami zbyt już dokuczliwymi - mamy wtedy tzw. święte oburzenie, ale świat idzie naprzód.
> Ogólniki.Swiat tak bardzo się nie zmienia. Zdrada jak bolała tak boli.

Boli wiele rzeczy - nie tylko zdrada. Rodzina może być wiernym sobie (w sensie seksualnym) piekłem.

> Moim zdaniem jest inaczej. Życie pokazuje, że pewne odwieczne zasady sa wciąż żywe. Mógłbym podać wiele przykładów pokazujących, że tak własnie jest. Problem polega na tym, że nawet najbardziej racjonalne argumenty do Ciebie nie przemówią, bo Ty przyjąłes nadrzędną zasadę, że ludzie są omylni. Nie można przekonać kogos kto zwątpił w moc rozumu, tym bardziej jesli ów rozum uzasadnia prawdy Boże.

Dajmonionie - pewne prawdy są wiecznie żywe, inne jednak budzą śmiech lub grozę. Spór dotyczy właśnie tych drugich - niczego więcej.

> >Prawdy absolutne przemijały i przemijać będą.
> Jesli to, co napisałes wyżej jest prawdą, to ona też przeminie (a może już przeminęła?)

Przeminie, Dajmonionie - wraz z wyznawcami teorii istnienia praw danych od Boga.

>>to nie jest tak jak sądzisz, Dajmonionie, racjonaliści nie uważają wszelkich sądów moralnych za równocenne - jedynie odnoszą je do pewnego systemu etycznego: systemu, nie katalogu.
> Pisz za siebie. Nawet wsród katolików można znaleźć relatywistów.

Nie, nie muszę pisać za siebie tylko. Nie ma racjonalistów negujących istnienie etyki i wynikającej z niej moralności racjonalnej: rzecz jasna owa moralność nieco sie od Twojej różni, to nieuchronne gdy etyki różnią się tak bardzo.

>>My po prostu musimy używać pojęć jasno zdefiniowanych, a sądów musimy dowodzić:
> A przedmiotem dowodzenia jest teza, że żadnych sądów etycznych się nie da dowiesć.

Raczej teza, że żadne dawne księgi nie stanowią dowodu słuszności czy choćby użyteczności jakiegokolwiek sądu etycznego. Dowody bowiem z natury rzeczy podlegają dyskusji - i tym sie różnią od dogmatów.

>> to tak naprawdę najpoważniejsza różnica między etyką racjonalisty a fideisty, dla nas liczą się skutki sądów, a nie świętośc użytych w nich słów.
> Podział racjonalizm vs fideizm to sztuczny podział. W całym wątku uzasadniam swoje poglądy przy pomocy konkretnych przykładów.

Tak konkretnych jak przykłąd outsidera nie zawiadamiającego policji (albo zawiadamiającego ją - zależy, co chcesz akurat "udowodnić") gdy sąsiad stosuje przemoc w stosunku do żony? Widzisz, ja tego nie uważam ani troche za konkretny przykład.

Może podam Ci inny: mój szwagier tłucze córkę. Tłucze ją, bo ta odmawia pójscia do koscioła: dziewczyna niegłupia, ale co nieco zbuntowana. Twoim zdaniem winienem wezwać policję (lub interweniować osobiście na przykład) - czy nie?



Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej
(Nie-boska komedia}
dajmonion (3663 punktów)
>> Outsiderze, juz bys nie przesadzał, gdy facet mieszkający nad Tobą robi sobie z żony worek bokserski to jest przemoc, a nie "szerokie spektrum znaczeniowe". Nie trzeba znać szczegółów sprawy, aby powiedzieć, że źle się dzieje.
>Twój przykład żyje coraz bardziej własnym zyciem, Dajmonionie. Wyrokujesz, co ja bym - otóz to by zależało od mojej oceny sytuacji; mogłaby być ona różna od Twojej.

Ocena sytuacji to inaczej zorientowanie się w niej, zebranie potrzebnych danych. Nie o takiej ocenie tu rozprawiamy. Przedmiotem dysputy jest ocena moralna.
Jeżeli Twoja moralna ocena zachowania agresora (po wyłuskaniu szczegółów sprawy) mogłaby nie być negatywna, to ja nie mam już nic do dodania.

Zaznaczam, że wypowiadam się wyłącznie jako prywatna osoba. Nie reprezentuję oficjalnie żadnej instytucji.
outsider (2469 punktów)
>>> Outsiderze, juz bys nie przesadzał, gdy facet mieszkający nad Tobą robi sobie z żony worek bokserski to jest przemoc, a nie "szerokie spektrum znaczeniowe". Nie trzeba znać szczegółów sprawy, aby powiedzieć, że źle się dzieje.
>>Twój przykład żyje coraz bardziej własnym zyciem, Dajmonionie. Wyrokujesz, co ja bym - otóz to by zależało od mojej oceny sytuacji; mogłaby być ona różna od Twojej.
> Ocena sytuacji to inaczej zorientowanie się w niej, zebranie potrzebnych danych. Nie o takiej ocenie tu rozprawiamy. Przedmiotem dysputy jest ocena moralna.
> Jeżeli Twoja moralna ocena zachowania agresora (po wyłuskaniu szczegółów sprawy) mogłaby nie być negatywna, to ja nie mam już nic do dodania.

I dalej ta sama zabawa, Dajmonionie. Tu juz nie o moralnośc chodzi, a o epistemologię - na tym polu tez się różnimy i to znacznie. Chciałbyś ode mnie deklaracji co zrobię kierując się Twoim rozeznaniem sytuacji - ooż nie mam, do Ciebie (do nikogo zresztą) takiego zaufania, aby na Twoim rozeznaniu polegać. Rozmawiamy tu nie o sytuacji rzeczywistej a o pewnym jej modelu - wyciągasz sobie wnioski jakie chcesz, ale nic z nich nie wynika.

Jak zresztą może wiesz - nie w sprawach bicia żon przez mężów katolicy i ateiści różnią się najbardziej: juz raczej bicia dzieci czy znęcania się nad zwierzętami: pamiętam pewne wypowiedzi Marka Jurka czy Anny Sobeckiej w jednej i drugiej materii. Sytuacja niesporna nie jest dobrym analogiem sytuacji spornych - warto, abyś wreszcie zdał sobie z tego sprawę: nie w każdej sprawie istnieje spór między katolikami a niewierzącymi, w niektórych jednak istnieją spory, i to ostre.

>
Zaznaczam, że wypowiadam się wyłącznie jako prywatna osoba. Nie reprezentuję oficjalnie żadnej instytucji.


Miło, że musisz to zaznaczać. A jeśli nie musisz - to i tak uważasz to za wskazane.



Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej
(Nie-boska komedia}
placownik (17853 punktów)

>Rozumiem, że Ty jako człowiek nic nie wiedzący zareagowałbyś obojętnością na przemoc w rodzinie arabskiej mieszkającej tuż nad toba. Wezwanie policji byłoby w tym przypadku sprzecznością między wyznawanymi poglądami a postępowaniem.

   Przemoc w każdej postaci jest złem. Czy jednak demonstracja negatywnego stosunku do tego zła załatwia sprawę? Na pewno daje poczucie, że nie przeszło się obok zła obojętnie, że "coś się zrobiło". Daje poczucie pewnego komfortu moralnego. A co ze skutecznością? Czy ona zupełnie się nie liczy?

   Mecz bokserski. Dwaj faceci leją się po pyskach, ku uciesze paru setek widzów. Czy mamy tu do czynienia z przemocą? Mamy. Czy mamy tu do czynienia ze złem? Oczywiście tak. Czy wezwałbyś w tej sytuacji policję? Myślę że nie. Czy to Twoje zaniechanie >byłoby w tym przypadku sprzecznością między wyznawanymi poglądami a postępowaniem?

   Warunkiem skuteczności podejmowanych w takich sytuacjach działań jest zrozumienie. Jest to szczególnie trudne w przypadku, kiedy mamy do czynienia z obcą dla siebie i niezrozumiałą kulturą, a czarno-białe widzenie świata staje się wtedy często przeszkodą nie do pokonania.

   Pozdrawiam


Niech strój słów podkreśla urodę myśli
dajmonion (3663 punktów)
>>Rozumiem, że Ty jako człowiek nic nie wiedzący zareagowałbyś obojętnością na przemoc w rodzinie arabskiej mieszkającej tuż nad toba. Wezwanie policji byłoby w tym przypadku sprzecznością między wyznawanymi poglądami a postępowaniem.

>   Mecz bokserski. Dwaj faceci leją się po pyskach, ku uciesze paru setek widzów. Czy mamy tu do czynienia z przemocą? Mamy. Czy mamy tu do czynienia ze złem? Oczywiście tak. Czy wezwałbyś w tej sytuacji policję? Myślę że nie. Czy to Twoje zaniechanie byłoby w tym przypadku sprzecznością między wyznawanymi poglądami a postępowaniem?
Podałem przykład relatywisty, który ingeruje w zwyczaje rodziny muzłumańskiej, Ty z kolei podajesz przykład nierelatywisty, który nie ingeruje. Zupełnie nie wiem po co. Zdradź mi swój tok rozumowania, bo mam pewne trudnosci z odszyfrowaniem go. Załóżmy, że analizujemy Twój przypadek meczu bokserskiego i dochodzimy do pewnych wniosków. Jak się maja te wnioski do problemu relatywizmu, bo nie wiem.
>   Warunkiem skuteczności podejmowanych w takich sytuacjach działań jest zrozumienie. Jest to szczególnie trudne w przypadku, kiedy mamy do czynienia z obcą dla siebie i niezrozumiałą kulturą, a czarno-białe widzenie świata staje się wtedy często przeszkodą nie do pokonania.

Naturalnie należy dążyć do zrozumienia obcej kultury. Pytanie tylko, czemu ma to służyć? Czy tylko zaspokojeniu ciekawosci? Moim zdaniem nie tylko. Poznajemy swiat po to, aby krzewić w nim dobro.


Zaznaczam, że wypowiadam się wyłącznie jako prywatna osoba. Nie reprezentuję oficjalnie żadnej instytucji.
Totus (1201 punktów)
>A jeśli coś co dla Ciebie jest oczywistą wartością nie jest nią dla mnie - albo vice versa? A jeśli uznajesz zachowania za bezsensowne bo to Ty nie rozumiesz ich sensu?
Witam! Moja próba odpowiedzi dajmonionowi z chrześcijańskiego punktu widzenia poniżej.
Byłbym życzliwie zobowiązany gdybyś nawiązał w dowolnej formie.

outsider (2469 punktów)
Ja jestem przede wszystkim sceptykiem, Totusie - co to oznacza? Ano tyle, że uważam aksjologię za zależną od epistemologii a nie odwrotnie (odwrotnie to się nazywa wishful thinking) - to sprawia, że nie jestem w stanie dyskutować "z chrześcijańskiego punktu widzenia", tam wszak epistemologia wynika z aksjologii: wiedzieć mamy to co dla nas dobre - nie wiedzieć tego, co niedobre.

Dlatego postawę "chrześcijańską" uważam za zbyt już naiwną w obecnych czasach. Zdaje sie zresztą, że wielu chrześcijan (także katolików) po cichu mój poglad podziela - nie przypisuja sobie wszechwiedzy opartej o niezawodne rozróznienie dobrego i złego; trudno im jednak o tym dyskutować bez ostentacyjnego popadania w heterodoksję. To spory problem Kościoła - może za pontyfikatu Josepha Ratzingera zmieni sie nieco klimat, bo to człowiek rozumny i wykształcony. Ale - czy podoła?

Na razie mamy sytuację tego rodzaju, że wyznawcy głosiciela miłości i cichości nie chcą się niczym różnić od wyznawców bliskowschodniego wojownika zwanego Mahometem - dawne różnice zatarły sie na przestrzeni wieków, pierwotne założenia były użyteczne przy upowszechnianiu nowych wiar - ich utrzymanie jednak chętniej powierza sie policji: wśród jednych i drugich.


Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej
(Nie-boska komedia}
zima (560 punktów)
Wolność to możliwość wyboru.
Aby żyć coś trzeba wybrać (przynajmniej na poziomie biologicznym; reszta musi uwzględniać ten najniższy poziom, jeśli owa reszta zaistnieje).
Kontrast (1042 punktów)
Witam!
>Wolność to możliwość wyboru.
To jest hasło, a mnie interesują szczegółowe kwestie. O jaki wybór chodzi itd. To najważniejsza kwestia dla niewierzących, a tak lakonicznie piszecie na ten temat. Trochę dziwnie.

>Aby żyć coś trzeba wybrać (przynajmniej na poziomie biologicznym; reszta musi uwzględniać ten najniższy poziom, jeśli owa reszta zaistnieje).
To rozwinięcie jest zdecydowanie za krótkie, ale już coś można z tego wywnioskować. Nadal są to hasła, które można interpretować na wiele sposobów. Trudno rozmawiać nawet na taki temat. O jaki wybór, wybory tu chodzi.
Pozdrawiam!


Doskonała miłość usuwa lęk
Mortharm
no na pewno bez sensu jest uwalniać się od wartości, wolność ma sens tylko kiedy uwalniamy się dla niej, bo satysfakcja jest ostatecznym celem wszystkiego...ja osobiście nie mam żadnych autorytetów i nie wiem co tu takiego niesamowotego, kształtuje samego siebie wedle własnego uznania...
kontrast
>no na pewno bez sensu jest uwalniać się od wartości, wolność ma sens tylko kiedy uwalniamy się dla niej,
Wolność dla samej wolności, to trochę błędne koło, coś na podobieństwo sztuki dla sztuki. Widzę, że wyłania się tu czubek jakiejś lodowej góry trudnego do zrozumienia światopoglądu.

>bo satysfakcja jest ostatecznym celem wszystkiego...
Znowu to hasło satysfakcja. Zadowolenie, przyjemność i hedonizm jak się tu domyślam, uważasz za jedyny i ostateczny cel człowieka? Chciałbym się dowiedzieć więcej, bo to zbyt lakoniczne. Czyżbyś postulował nawrót do epikureizmu?

>ja osobiście nie mam żadnych autorytetów i nie wiem co tu takiego niesamowotego,
Dziwne hasło, pomyśl nad tym głębiej, a zobaczysz, że bzdury gadasz. Raczej pomyśl, kto jest twoim autorytetem i dlaczego właśnie on, a nie ktoś inny.

>kształtuję samego siebie wedle własnego uznania...
Bardzo jestem ciekaw jak to robisz skoro nie uznajesz żadnego wzorca. Nie da się nie mieć własnej twarzy, nawet beztwarzowość jest twarzą bez twarzy.
MOrtharm
>>no na pewno bez sensu jest uwalniać się od wartości, wolność ma sens tylko kiedy uwalniamy się dla niej,
>Wolność dla samej wolności, to trochę błędne koło, coś na podobieństwo sztuki dla sztuki. Widzę, że wyłania się tu czubek jakiejś lodowej góry trudnego do zrozumienia światopoglądu.
miałem tutaj na myśli wolność dla wartości...takie drobne nieporozumienie...
>>bo satysfakcja jest ostatecznym celem wszystkiego...
>Znowu to hasło satysfakcja. Zadowolenie, przyjemność i hedonizm jak się tu domyślam, uważasz za jedyny i ostateczny cel człowieka? Chciałbym się dowiedzieć więcej, bo to zbyt lakoniczne. Czyżbyś postulował nawrót do epikureizmu?

lakoniczne ale w zupełności odzwierciedla to co myślę...satysfakcja czyli inaczej szczęście...

>>ja osobiście nie mam żadnych autorytetów i nie wiem co tu takiego niesamowotego,
>Dziwne hasło, pomyśl nad tym głębiej, a zobaczysz, że bzdury gadasz. Raczej pomyśl, kto jest twoim autorytetem i dlaczego właśnie on, a nie ktoś inny.

więc może ja ci zaproponuję abyć pomyślał głębiej może wtedy zrozumiesz , że człowiek nie potrzebuje wzorców, wzorce są tylko dla ludzi nieudolnych intelektualnie...

>>kształtuję samego siebie wedle własnego uznania...
>Bardzo jestem ciekaw jak to robisz skoro nie uznajesz żadnego wzorca. Nie da się nie mieć własnej twarzy, nawet beztwarzowość jest twarzą bez twarzy.

ale ja wcale nie mówię, ze nie mam twarzy , raczej że sam ją kształtuję...
Kontrast (1042 punktów)
Witam!

>>>no na pewno bez sensu jest uwalniać się od wartości, wolność ma sens tylko kiedy uwalniamy się dla niej,
>>Wolność dla samej wolności, to trochę błędne koło, coś na podobieństwo sztuki dla sztuki. Widzę, że wyłania się tu czubek jakiejś lodowej góry trudnego do zrozumienia światopoglądu.
>miałem tutaj na myśli wolność dla wartości...takie drobne nieporozumienie...
Robi sie grube nieporozumienie, bo potem wszystkiemu zaprzeczasz odrzucając wzorce i autorytety. Chyba źle rozumiesz pojęcie autorytet i tu się rozbija sprawa.

>>>bo satysfakcja jest ostatecznym celem wszystkiego...
>>Znowu to hasło satysfakcja. Zadowolenie, przyjemność i hedonizm jak się tu domyślam, uważasz za jedyny i ostateczny cel człowieka? Chciałbym się dowiedzieć więcej, bo to zbyt lakoniczne. Czyżbyś postulował nawrót do epikureizmu?
>lakoniczne ale w zupełności odzwierciedla to co myślę...satysfakcja czyli inaczej szczęście...
To kolejne hasło, które nic nie mówi, bo skąd mam niby wiedzieć, co ciebie uszczęśliwia. Może motylek na kwiatku, pełny brzuch, gruby portfel, bezinteresowne dobro uczynione innym?

>>>ja osobiście nie mam żadnych autorytetów i nie wiem co tu takiego niesamowotego,
>>Dziwne hasło, pomyśl nad tym głębiej, a zobaczysz, że bzdury gadasz. Raczej pomyśl, kto jest twoim autorytetem i dlaczego właśnie on, a nie ktoś inny.
>więc może ja ci zaproponuję abyć pomyślał głębiej może wtedy zrozumiesz , że człowiek nie potrzebuje wzorców, wzorce są tylko dla ludzi nieudolnych intelektualnie...
A ty wykształcenie i sprawności wyssałeś z mlekiem matki? Ktoś cię ukształtował, dał ci wychowanie, język nauczył podstawowych sprawności. Pracował nad tobą cały sztab ludzi i nawet tego nie wiesz, bez tego byłbyś analfabetą i niewiele byś mógł zrobić. Pewna wiedza z pedagogiki wystarcza mi, aby użyć takiego stwierdzenia. I naprawdę śmiech na sali wzbudzają takie wywody.
>>>kształtuję samego siebie wedle własnego uznania...
>>Bardzo jestem ciekaw jak to robisz skoro nie uznajesz żadnego wzorca. Nie da się nie mieć własnej twarzy, nawet beztwarzowość jest twarzą bez twarzy.
>ale ja wcale nie mówię, ze nie mam twarzy , raczej że sam ją kształtuję...
Raczej przerabiasz... To czysta abstrakcja.

Pozdrawiam!

Doskonała miłość usuwa lęk
MOrtharm
tak chyba inaczej rozumiemy pojęcie autorytet, dla mnie autorytet to osoba na którą się powołujemy w jakiejś sprawie, nie będąc w tej sprawie rozeznanymi, czyli w tym przypadku osoba, która mówi co jest dobre a co złe...ja takich autorytetów ne posiadam...
Kontrast (1042 punktów)
Witam!
Tak mimochodem wskazałeś na coś ważnego i chyba całe nieporozumienie obraca się wokół tego słowa.

>tak chyba inaczej rozumiemy pojęcie autorytet, dla mnie autorytet to osoba na którą się powołujemy w jakiejś sprawie, nie będąc w tej sprawie rozeznanymi, czyli w tym przypadku osoba, która mówi co jest dobre a co złe...ja takich autorytetów ne posiadam...

Jeżeli postrzegasz autorytet jako źródło, a nie pośrednika wartości, to rzeczywiście taki autorytet jest niebezpieczny. My chrześcijanie nazywamy takich idoli bożkami. Jeżeli uznajemy kogoś jako autorytet to jedynie w zaufaniu, że ta osoba nie robi nas w konia i przekazuje nam to, co jest prawdą i dobrem. Nie dana osoba jest źródłem, prawdy ale jest drogowskazem do niej. Jeżeli ufamy pouczeniom Jana pawła II to nie dlatego, że ten konkretny człowiek ma jakąś moc w sobie, ale dlatego, że jest wiarygodnym świadkiem, czy przewodnikiem. Czynnikiem uwiarygodniającym to, co mówi jest świadectwo jego osobistego życia. Jeśli widzimy, człowieka, który postępuje sprawiedliwie i cieszy się szacunkiem, to jego pouczenia będą dla nas bardziej wiarygodne niż jakiegoś kloszarda, czy kryminalisty.
Konkludując autorytetem jest ktoś wzbudzający zaufanie, komu ufamy. Jeśli chodzi o wartości, to ufamy, że tylko najlepsze i najdoskonalsze rzeczy są dobre. Stąd autorytetem będą się cieszyły wartości, których przyjęcie i życie według nich jest dobre i to dobre obiektywnie. Egoistyczne "dobra" doraźne trudno nazwać wartościami, co najwyżej "subiektywnymi" korzyściami.

Pozdrawiam!

Doskonała miłość usuwa lęk
Mortharm
Hitler też cieszył się szacunkiem, wielu ludzi mu ufało...
Kontrast (1042 punktów)
>Hitler też cieszył się szacunkiem, wielu ludzi mu ufało...
To raczej dowód jak niebezpieczna jest wolność od wartości uniwersalnych. Tym ludziom przecież się spodobał jakiś facet i traktowali go jak boga. Podobny mechanizm jest w sektach. Chrześcijaństwo proponuje superwolność i zabezpieczenie przed idolami, bo tylko Bóg jako Pełnia Doskonałości jest godzien chwały i czci. Za to ginęli chrześcijanie na atenach Rzymu, bo nie chcieli czcić jako bogów idoli. Szukając tego co najlepsze i najdoskonalsze szukamy samego Boga. To wymaga ciężkiej pracy w rozeznawaniu, co jest prawdziwą wartością i dobrem.

Doskonała miłość usuwa lęk
Mortharm
>>>Znowu to hasło satysfakcja. Zadowolenie, przyjemność i hedonizm jak się tu domyślam, uważasz za jedyny i ostateczny cel człowieka? Chciałbym się dowiedzieć więcej, bo to zbyt lakoniczne. Czyżbyś postulował nawrót do epikureizmu?
>>lakoniczne ale w zupełności odzwierciedla to co myślę...satysfakcja czyli inaczej szczęście...
>To kolejne hasło, które nic nie mówi, bo skąd mam niby wiedzieć, co ciebie uszczęśliwia. Może motylek na kwiatku, pełny brzuch, gruby portfel, bezinteresowne dobro uczynione innym?

dla mnie szczęście to pojecie obiektywne, ale w tym punkcie nie jest to istotne, istotne jest , zę wolność ma znaczenie tylko w obrębie wartości...

>A ty wykształcenie i sprawności wyssałeś z mlekiem matki? Ktoś cię ukształtował, dał ci wychowanie, język nauczył podstawowych sprawności. Pracował nad tobą cały sztab ludzi i nawet tego nie wiesz, bez tego byłbyś analfabetą i niewiele byś mógł zrobić. Pewna wiedza z pedagogiki wystarcza mi, aby użyć takiego stwierdzenia. I naprawdę śmiech na sali wzbudzają takie wywody.

miałem tu na myśli autorytet jako wzorzec, a ojęcie autorytet wyjaćniłem wcześniej...
co do twarzy to tak przerabiam ją bo została mi nadana przez otoczenie kiedy nie byłem w stanie określić sam siebie...cóż tu dziwnego..
Kontrast (1042 punktów)
Witam!

>co do twarzy to tak przerabiam ją bo została mi nadana przez otoczenie kiedy nie byłem w stanie określić sam siebie...cóż tu dziwnego..
Powiem tyle jak na dłoni widzę nieakceptację siebie. To jakim cię ukształtowano ma swój sens. Jest to trochę podobne do operacji plastycznych na nosie u niektórych niebrzydkich kobiet. Otóż właśnie zmieniając ten nos dana kobieta może nie spodobać się temu, który mógł być dla niej najlepszy? Poprawianie wszystkiego, tylko dlatego, że się da może nas upośledzić. Odkryć to kim się jest w rzeczywistości i akceptacja siebie z tymi wszystkimi ułomnościami jest prawdziwą wolnością i pozwala na rzeczywistą pracę nad sobą. Nie wyleczy się z pijaństwa ktoś, kto nie uzna za fakt swojego uzależnienia i bezradności wobec nałogu. Podobnie jest z naszą twarzą, naszym prawdziwym ja, które możemy zmienić na lepsze tylko wtedy, gdy zaakceptujemy to niedoskonałe. Jeżeli z pozycji nieakceptacji siebie próbujemy naprawiać siebie możemy stworzyć karykaturę siebie i potem nakładać maski na maski i zabezpieczać się na wszystkie sposoby.

Pozdrawiam!

Doskonała miłość usuwa lęk
Piotrek Patucha (2279 punktów)
>To jakim cię ukształtowano ma swój sens. Jest to trochę podobne do operacji plastycznych na nosie.

Znam mafioso, który oferuje darmowe korekty twarzy. Robi je wtedy, gdy nie płacisz.


Kontrast (1042 punktów)
>>To jakim cię ukształtowano ma swój sens. Jest to trochę podobne do operacji plastycznych na nosie.
>Znam mafioso, który oferuje darmowe korekty twarzy. Robi je wtedy, gdy nie płacisz.
>
Taki twarzoplastyk chcesz powiedzieć? Różne mają techniki artyści


Doskonała miłość usuwa lęk
MOrtharm
wiesz wydaje mi sie , ze proces pojrzewania jest potrzebny każdemu, bo wtedy to właśnie człowiek poznaje samego siebie i uczy się to wyrażać, wszystko co było przed tym jest mu obce, narzucone, wpojone...
Kontrast (1042 punktów)
>wiesz wydaje mi sie , ze proces pojrzewania jest potrzebny każdemu, bo wtedy to właśnie człowiek poznaje samego siebie i uczy się to wyrażać, wszystko co było przed tym jest mu obce, narzucone, wpojone...
Dojrzewanie nie polega na odrzucaniu dziedzictwa, ale na jego akceptacji oraz afirmacji tego, co ma prawdziwą wartość i oczyszczeniu z niedoskonałości. Chyba, że ktoś w swoim dziedzictwie nie posiada niczego ludzkiego, jak dziecko wychowane przez wilki, wtedy trzeba budować siebie od początku. Właściwie to każdy powinien stanąć na progu dorosłości z pytaniem "kim ja jestem?". Bez takiej pogłębionej refleksji możemy przeżyć życie jako bezmyślni nosiciele skarbów i śmieci, nie wiedząc nic o sobie. Zakładanie sztucznych osobowości okalecza tylko nas. Prawdziwe nawrócenie nie jest założeniem garnitutu pożądnego faceta, ale właśnie stanięciem w prawdzie i decyzją, że właśnie taki królo-śmieciarz to ja, potrzebujący pomocy, aby stać się sobą.


Doskonała miłość usuwa lęk
dajmonion (3663 punktów)
>kształtuje samego siebie wedle własnego uznania...

Wiele osób tak twierdzi, rzeczywistość jest jednak trochę inna.

Największe żniwo zbiera relatywizm w środowisku gejowskim. Kto jak kto, ale homoseksualiści czuja się wyzwoleni z wszelkich zasad moralnych narzucanych przez religię. Portal innastrona cały ocieka ta ideologią.

W związkach gejowskich istnieją najprzeróżniejsze układy, trójkąty, czworokąty, słowem cała planimetria.
Wszyscy definiują sobie swoje własne zasady według własnego widzimisię, a skutek? Oto parka postanawia ze soba zamieszkać, są zakochani, jest cudownie. Po pewnym czasie okazuje się, że jeden z nich ma ochotę wejść na czat dla gejów i sobie tylko pogadać. No cóż, w zasadzie czemu nie? No bo czyż istnieją obiektywne zasady? Ktoś udowodnił ich istnienie? Kto? Imie? Nazwisko?

I tak sobie żyją według własnych zasad, a związki trwają dwa, trzy lata, jak jest dziesięć to jest bardzo dobrze, a najczęściej okazuje się, że te długotrwałe są bardzo otwarte na gości z zewnątrz.

Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której moja matka wchodzi na czat dla powiedzmy 40 latków i flirtuje z jakimś facetem, a ojciec z boku czyta gazetę. Takich rzeczy sie po prostu nie robi.

Deus caritas est
Balkowski (5685 punktów)
>Kto jak kto, ale homoseksualiści czuja się wyzwoleni z wszelkich zasad moralnych narzucanych przez religię.
Czemu od razu od "wszelkich"? Zwykle co najwyżej od jednej, i to tylko jeśli akurat ta religia zabrania homoseksualizmu. Ja np. nie zauważyłem żeby geje więcej kradli, byli bardziej agresywni, itd. niż reszta społeczeństwa. Nawet pokusiłbym się o stwierdzenie że na tym tle wyróżniają się pozytywnie.
> W związkach gejowskich istnieją najprzeróżniejsze układy, trójkąty, czworokąty, słowem cała planimetria.
I znowu - jeśli myślisz że geje mają wyłączność na wieloboki... cóż, ja tylko miłosiernie nazwę to naiwnością.
dajmonion (3663 punktów)
>> W związkach gejowskich istnieją najprzeróżniejsze układy, trójkąty, czworokąty, słowem cała planimetria.
>I znowu - jeśli myślisz że geje mają wyłączność na wieloboki... cóż, ja tylko miłosiernie nazwę to naiwnością.

Polemizujesz nie ze mną a z rzeczywistością.


On jest z nami, nasz Emanuel.
dajmonion (3663 punktów)
>>Kto jak kto, ale homoseksualiści czuja się wyzwoleni z wszelkich zasad moralnych narzucanych przez religię.
>Czemu od razu od "wszelkich"? Zwykle co najwyżej od jednej, i to tylko jeśli akurat ta religia zabrania homoseksualizmu. Ja np. nie zauważyłem żeby geje więcej kradli, byli bardziej agresywni, itd. niż reszta społeczeństwa. Nawet pokusiłbym się o stwierdzenie że na tym tle wyróżniają się pozytywnie.

Doprawdy powaliłeś mnie swoją spostrzegawczością. Gratuluję zdolności oczytywania sensu wypowiedzi. Myślałbym kto, że pisząc o wyzwoleniu gejów miałem na myśli to, że kradną, ha, ha.


On jest z nami, nasz Emanuel.
Balkowski (5685 punktów)
> Doprawdy powaliłeś mnie swoją spostrzegawczością. Gratuluję zdolności oczytywania sensu wypowiedzi. Myślałbym kto, że pisząc o wyzwoleniu gejów miałem na myśli to, że kradną, ha, ha.
Natomiast ty "dowaliłeś" swoją precyzją. Ja czytam to co napisałeś, nie czytając przy tym w Twoich myślach - a jakby nie było, napisałeś oryginalnie o łamaniu wszelkich norm, mając na myśli najwyraźniej jedną. Mnie tam bardziej obchodzi właśnie to czy mój znajomy czy współpracownik jest np. uczciwy i odpowiedzialny niż to z kim chodzi do łóżka i co w nim robi. Ciebie jak zgaduję wręcz odwrotnie... trudno mi właściwie zrozumieć czemu. No właśnie, o co w tym chodzi?
dajmonion (3663 punktów)
>> Doprawdy powaliłeś mnie swoją spostrzegawczością. Gratuluję zdolności oczytywania sensu wypowiedzi. Myślałbym kto, że pisząc o wyzwoleniu gejów miałem na myśli to, że kradną, ha, ha.
>Natomiast ty "dowaliłeś" swoją precyzją. Ja czytam to co napisałeś, nie czytając przy tym w Twoich myślach - a jakby nie było, napisałeś oryginalnie o łamaniu wszelkich norm, mając na myśli najwyraźniej jedną. Mnie tam bardziej obchodzi właśnie to czy mój znajomy czy współpracownik jest np. uczciwy i odpowiedzialny niż to z kim chodzi do łóżka i co w nim robi. Ciebie jak zgaduję wręcz odwrotnie... trudno mi właściwie zrozumieć czemu. No właśnie, o co w tym chodzi?

Geje posłużyli mi jako przykład wpływu relatywizmu na trwałosć związków. Nieprzestrzeganie pewnych zasad prowadzi do rozpadu, do zdrady.
Masz oczywiscie rację zwracając mi uwagę na precyzję, jestem Ci doprawdy bardzo za to wdzięczny, ale nie zatrzymujmy się przy bzdurnych szczegółach.

On jest z nami, nasz Emanuel.
AstralStorm (558 punktów)
> Mnie tam bardziej obchodzi właśnie to czy mój znajomy czy współpracownik jest np. uczciwy i odpowiedzialny niż to z kim chodzi do łóżka i co w nim robi.

Uczciwy = otwarcie i wprost mówi współuczesnikom i wszystkim zainteresowanym o charakterze związku?

Odpowiedzialny tzn. odpowiada za własne działania, to prostsze.

Pytanie - czy zatrudniłbyś znaną prostytutkę w banku, biorąc pod uwagę jaki jest potencjalny wpływ na jego postrzegany obraz? A w kasie?

Zakładam, że jest uczciwa i odpowiedzialna.

> Ciebie jak zgaduję wręcz odwrotnie... trudno mi właściwie zrozumieć czemu. No właśnie, o co w tym chodzi?
> Geje posłużyli mi jako przykład wpływu relatywizmu na trwałosć związków. Nieprzestrzeganie pewnych zasad prowadzi do rozpadu, do zdrady.

U gejów też są zdrady, są związki na całe życie, są i wielokąty u bi- i heteroseksualistów, tak samo jak tzw. "wolne związki" i "przygody na jedną noc".

Ryzykowne jest też stosowanie statystyki małżeństw vs deklarowanych stałych związków u gejów. Trzeba wziąć pod uwagę też przecież rozwody i zdrady... (np. zjawisko małżeństwa seryjnego)

Z innej beczki:
Trudno przedkładać monogamię nad poligamię - nie ma takiej zasady moralnej szczerze mówiąc.
Biologia nie mówi nic o wyższości jednej strategii rozmnażania/opieki nad drugą.


Moim zadaniem nie jest z tobą walczyć, zmienić ciebie czy podporządkować.
Moim zadaniem jest nauczyć ciebie myśleć samodzielnie w wybrany przez ciebie sposób.
Wtedy będziemy mogli dyskutować.
dajmonion (3663 punktów)
>Z innej beczki:
>Trudno przedkładać monogamię nad poligamię - nie ma takiej zasady moralnej szczerze mówiąc.
>Biologia nie mówi nic o wyższości jednej strategii rozmnażania/opieki nad drugą.

Tak już jest na tym swiecie, że ludzie przywiązują się do siebie. Jak sie ktos zaangażuje i zostanie zdradzony to będzie bardzo cierpiał. To wystarczy aby uznać zdradę za niemoralną. Nadal aktualne jest przesłanie lisa, że stajemy się odpowiedzialni za człowieka, którego oswoilismy. W innej książce Exupery posuwa się nawet dalej i twierdzi, że bycie człowiekiem to bycie odpowiedzialnym. Trudno osiągnąć pełnię człowieczeństwa inspirując się prawem dżungli.


On jest z nami, nasz Emanuel.
AstralStorm (558 punktów)
>>Z innej beczki:
>>Trudno przedkładać monogamię nad poligamię - nie ma takiej zasady moralnej szczerze mówiąc.
>>Biologia nie mówi nic o wyższości jednej strategii rozmnażania/opieki nad drugą.
> Tak już jest na tym swiecie, że ludzie przywiązują się do siebie.

Samo przywiązanie nie jest

> Jak sie ktos zaangażuje i zostanie zdradzony to będzie bardzo cierpiał. To wystarczy aby uznać zdradę za niemoralną.

> Nadal aktualne jest przesłanie lisa, że stajemy się odpowiedzialni za człowieka, którego oswoilismy.

Właśnie. Tutaj cały problem polega na tym, że ludzi można oswoić na różne sposoby. Lepiej ich nie wartościować.

Jest pewien problem z tym lisem... jak sam mówi, z czasem uczucie zmieni ton. To oczywiście nie jest argument za byciem nieodpowiedzialnym.

> W innej książce Exupery posuwa się nawet dalej i twierdzi, że bycie człowiekiem to bycie odpowiedzialnym.

Oczywiście. Zdrada podchodzi pod kategorię kłamstwa.
Inna sprawa, jeśli nikt nic nie obiecywał, jak w przypadku *jawnej* poligamii.

Odpowiedzialnie jest zerwać związek, gdy występują znaczne i powtarzające się problemy.

> Trudno osiągnąć pełnię człowieczeństwa inspirując się prawem dżungli.

Jeśli pod pojęciem prawa dżungli rozumiemy prawo silniejszego, to zdaje się masz rację. (zgodnie z naszą def. człowieczeństwa)


Moim zadaniem nie jest z tobą walczyć, zmienić ciebie czy podporządkować.
Moim zadaniem jest nauczyć ciebie myśleć samodzielnie w wybrany przez ciebie sposób.
Wtedy będziemy mogli dyskutować.
zima (560 punktów)
>Witam!
>>Wolność to możliwość wyboru.
>To jest hasło, a mnie interesują szczegółowe kwestie. O jaki wybór chodzi itd.
Żyjesz, zbierasz doświadczenie, wybierasz to, co uznajesz za pożyteczne i prawdziwe. Dotyczy to tak samo 'płaszczyzny wartości' (to skrót myślowy, nie uważam by istniało coś takiego jak płaszczyzna wartości, ale jakiejś nazwy na tą kategorię pojęć trzeba było użyć) jak i płaszczyzny fizycznej (tu wybieramy, co zjeść na śniadanie czy co najpierw zrobić)

>>Aby żyć coś trzeba wybrać (przynajmniej na poziomie biologicznym; reszta musi uwzględniać ten najniższy poziom, jeśli owa reszta zaistnieje).
>To rozwinięcie jest zdecydowanie za krótkie, ale już coś można z tego wywnioskować. Nadal są to hasła, które można interpretować na wiele sposobów. Trudno rozmawiać nawet na taki temat. O jaki wybór, wybory tu chodzi.
Ok. Istnieją przypadki wychowania ludzi przez wilki/psy. Zdaje się, że takie osoby żyją nie odczuwając potrzeby, by zajmować się wartościami.
Żyjąc w naszej cywilizacji mamy możliwość zapoznania się z wieloma filozofiami i poglądami na rzeczywistość. Mając co wybierać wybieramy.

Jeśli chcesz szczegółów zadawaj szczegółowe pytania.
Kontrast (1042 punktów)
>>Witam!
>>>Wolność to możliwość wyboru.
>>To jest hasło, a mnie interesują szczegółowe kwestie. O jaki wybór chodzi itd.
>Żyjesz, zbierasz doświadczenie, wybierasz to, co uznajesz za pożyteczne i prawdziwe. Dotyczy to tak samo 'płaszczyzny wartości' (to skrót myślowy, nie uważam by istniało coś takiego jak płaszczyzna wartości, ale jakiejś nazwy na tą kategorię pojęć trzeba było użyć) jak i płaszczyzny fizycznej (tu wybieramy, co zjeść na śniadanie czy co najpierw zrobić)
No tak, ale jeśli zabraknie kryteriów wartościowania, co jest dobre, a co złe, zapanuje dżungla. I już jest... Czy mam zatem pozwalać na dziczenie niektórych ludzi, które może dotknąć i mnie jak jakiś dzikus na mnie napadnie?

>>>Aby żyć coś trzeba wybrać (przynajmniej na poziomie biologicznym; reszta musi uwzględniać ten najniższy poziom, jeśli owa reszta zaistnieje).
Pozwolanie na wszystko rodzi patologię. Nawet jak sam sobie na wszystko pozwolisz, to popadniesz w nałogi i zniszczysz siebie. Człowiek, który pracuje nad sobą nie może w pełni zapanować nad swoimi skłonnościami do przesady i głupoty, a wierzysz, że osiągnie to taki, który robi co chce bez samoograniczeń? Jeżeli jedynym kryterium miałaby być ochrona przed pozbawieniem podobnej wolności innych, to już sobie wyobrażam skutki. Sodoma i Gomora.
Wolność jest wartością, ale potrzebna jest jeszcze odpowiedzialność, mądrość, miłość, sprawiedliwość i inne cnoty. Bez tego zapanuje tylko ohyda i spustoszenie.

>>To rozwinięcie jest zdecydowanie za krótkie, ale już coś można z tego wywnioskować. Nadal są to hasła, które można interpretować na wiele sposobów. Trudno rozmawiać nawet na taki temat. O jaki wybór, wybory tu chodzi.
>Ok. Istnieją przypadki wychowania ludzi przez wilki/psy. Zdaje się, że takie osoby żyją nie odczuwając potrzeby, by zajmować się wartościami.
Czy tacy ludzie mają jeszcze cechy ludzkie, bym zapytał?

>Żyjąc w naszej cywilizacji mamy możliwość zapoznania się z wieloma filozofiami i poglądami na rzeczywistość. Mając co wybierać wybieramy.
Ano wybieramy, ale jakaś prawda obiektywna chyba jednak jest?

>Jeśli chcesz szczegółów zadawaj szczegółowe pytania.
Jakbym wiedział o co pytać, to pewnie bym już znał odpowiedzi. Nie jestem jasnowidzem i dopiero jak otrzymuję jakąś odpowiedź mogę pytać głębiej. Niektóre rzeczy wyszły przy dyskusjach, ale były to pojedyncze zdania i raczej tylko hasłowe. Dlatego też utworzyłem taki wątek.

Pozdrawiam!


Doskonała miłość usuwa lęk
zima (560 punktów)
>>>Witam!
>>>>Wolność to możliwość wyboru.
>>>To jest hasło, a mnie interesują szczegółowe kwestie. O jaki wybór chodzi itd.
>>Żyjesz, zbierasz doświadczenie, wybierasz to, co uznajesz za pożyteczne i prawdziwe. Dotyczy to tak samo 'płaszczyzny wartości' (to skrót myślowy, nie uważam by istniało coś takiego jak płaszczyzna wartości, ale jakiejś nazwy na tą kategorię pojęć trzeba było użyć) jak i płaszczyzny fizycznej (tu wybieramy, co zjeść na śniadanie czy co najpierw zrobić)
>No tak, ale jeśli zabraknie kryteriów wartościowania, co jest dobre, a co złe, zapanuje dżungla. I już jest... Czy mam zatem pozwalać na dziczenie niektórych ludzi, które może dotknąć i mnie jak jakiś dzikus na mnie napadnie?
Dla mnie sprawa wygląda o tyle jasno, że w ciągu życia w sposób naturalny owe kryteria się buduje. A że żyjemy wśród ludzi uwzględniamy granice wolności swoje i innych.

>Wolność jest wartością, ale potrzebna jest jeszcze odpowiedzialność, mądrość, miłość, sprawiedliwość i inne cnoty. Bez tego zapanuje tylko ohyda i spustoszenie.
Sprawiedliwość i miłość nie idą w parze.
Szukasz wędzideł dla wolności: naturalne są fizyczne ograniczenia, inteligencja, wolność drugich, a czasem i zła wola...

>>>To rozwinięcie jest zdecydowanie za krótkie, ale już coś można z tego wywnioskować. Nadal są to hasła, które można interpretować na wiele sposobów. Trudno rozmawiać nawet na taki temat. O jaki wybór, wybory tu chodzi.
>>Ok. Istnieją przypadki wychowania ludzi przez wilki/psy. Zdaje się, że takie osoby żyją nie odczuwając potrzeby, by zajmować się wartościami.
>Czy tacy ludzie mają jeszcze cechy ludzkie, bym zapytał?
Mają.
>>Żyjąc w naszej cywilizacji mamy możliwość zapoznania się z wieloma filozofiami i poglądami na rzeczywistość. Mając co wybierać wybieramy.
>Ano wybieramy, ale jakaś prawda obiektywna chyba jednak jest?
Och, o ile tu można sobie filozofować (o prawdzie obiektywnej) nie czyniąc innym krzywdy, to istnieje też wykrzywienie tego podejścia:
Moja prawda jest obiektywna!, i jej obiektywizm tkwi nie w możności sprawdzenia jej przez ciebie!, ale w tym, że jest moja!!!

>
Doskonała miłość usuwa lęk

Rzeczy doskonałe mają tylko jedną wadę. Nie sposób ich naprawić jak się zepsują.
Przemek K.
Moim zdaniem to fałszywie postawione przeciewieństo.
Oczywiście, pragnie się wolności po to, by robić coś dobrego, a więc "wolność do". Tyle, że mylące tutaj będzie słowo "wartości", tak jakby się zakładało, że istnieje tylko jeden, unwiersalny zestaw wartości. A tak nie jest. Ja, jak najbardziej pragnę "wolności od wartości" faszystowskich, na przykład, które uważam za fałszywe, a przede wszystkim ograniczające wolność mojego sumienia i dążenia do dobra.

Wybrałem wartości faszystowskie, bo zadając sobie pytanie o wartości powiedzmy komunistyczne, islamskie, konfucjańskie, "newage'owskie", odwołujemy się do pewnego systemu wartości, z którym możemy się częściowo zgadzać, odrzucać go jednak jako kompletny pakiet. I tak jest chyba z każdym zestawem "wartości", jaki się nam proponuje, zwłaszcza jako alternatywę dla "zgubnej wolności". Uniwersalne w "wartościach" mogą być pewne faktory, ale już sposób ich przełożenia na użyteczną etykę, ich działanie w życiu, będzie różne.

Prywatnie nie widzę większych różnić pomiędzy taką wolnością w kwestii wartości, a wolnością w kwestii polityki. Bo wybierając pluralizm polityczny i demokrację, nie odrzucamy polityki jako takiej (wręcz przeciwnie -- tylko wtedy ma ona faktycznie sens), tylko zezwalamy na wolny wybór obywatelom, wychodząc z kilku założeń, z których podstawowe, to uznanie własnej omyślności, i uznanie różnorodności myśli. Zresztą czymże innym jest polityka, jak nie przekuwaniem wartości w czyn?
Kontrast (1042 punktów)
Witam!
>Moim zdaniem to fałszywie postawione przeciewieństo.
Twoim zdaniem.
>Oczywiście, pragnie się wolności po to, by robić coś dobrego, a więc "wolność do". Tyle, że mylące tutaj będzie słowo "wartości", tak jakby się zakładało, że istnieje tylko jeden, unwiersalny zestaw wartości. A tak nie jest. Ja, jak najbardziej pragnę "wolności od wartości" faszystowskich, na przykład, które uważam za fałszywe, a przede wszystkim ograniczające wolność mojego sumienia i dążenia do dobra.
Myślałem, że wyraziłem się jasno i chodziło mi o rzeczy, które mają wartość, a nie jakieś ideologiczne psełdowartości. Na temat definicji, co jest wartościowe pewnie należałoby otworzyć oddzielny wątek, a potem powoływać się na to. Tylko moim zdaniem jest to wyważanie otwartych drzwi.

>Wybrałem wartości faszystowskie, bo zadając sobie pytanie o wartości powiedzmy komunistyczne, islamskie, konfucjańskie, "newage'owskie", odwołujemy się do pewnego systemu wartości, z którym możemy się częściowo zgadzać, odrzucać go jednak jako kompletny pakiet. I tak jest chyba z każdym zestawem "wartości", jaki się nam proponuje, zwłaszcza jako alternatywę dla "zgubnej wolności".
Wskazałeś tu na systemy, które w założeniu mają ograniczenie ludzkiej wolności z zewnątrz. W pytaniu napisałem o wolności do wartości, czyli wybór wartości, którym chcę się podporządkować w wolności, ponieważ uznaję je za swoje i według nich chcę kształtować własne życie, bo uznaję je za dobre, a zatem wartościowe.

>Uniwersalne w "wartościach" mogą być pewne faktory, ale już sposób ich przełożenia na użyteczną etykę, ich działanie w życiu, będzie różne.
To można przecież jakoś zweryfikować. Jeśli jakiś faktor spełnia pewne kryteria, dzięki którym uznajemy go za dobry, zaliczamy go do wartości pozytywnych.

Pozdrawiam!

Doskonała miłość usuwa lęk
dajmonion (3663 punktów)
> Tyle, że mylące tutaj będzie słowo "wartości", tak jakby się zakładało, że istnieje tylko jeden, unwiersalny zestaw wartości. A tak nie jest. Ja, jak najbardziej pragnę "wolności od wartości" faszystowskich, na przykład, które uważam za fałszywe, a przede wszystkim ograniczające wolność mojego sumienia i dążenia do dobra.

Powyższa wypowiedź pokazuje jak relatywizm potrafi zamieszać ludziom w głowie. Antywartości nazywa się wartościami, tylko innymi. Kanwą takiego sposobu myslenia jest panujaca obecnie ideologia postmodernizmu wedle której wszelkie zasady postępowania są równocenne, stanowią pakiet, z którego oświeceni intelektualiści wybierają sobie to co im odpowiada. Tymczasem wartości są jedne i te same. Jeżeli dla kogoś pokój nie jest wartością (gdyż on jej sobie nie wybrał i wobec tego jej nie uznaje) to jest osoba chora i niebezpieczną.
Skąd w ogóle wzięła się ta bzdura, że wartości to można sobie wybierać wedle własnego widzimisie?

On jest z nami, nasz Emanuel.
outsider (2469 punktów)
"Zamieszać ludziom w głowie...." - tak, znakomite określenie, Dajmonionie. Pod warunkiem wszakże - że się uważa, że te nasze głowy tak świetnie poukładane, i tylko ktoś czy coś w nich miesza: sąd, powiedziałbym, naiwny.

Podajesz przykład pokoju jako wartości - jak sadzisz, jak wielu wyznaje jako wartość wojnę? Zapewne wielu młodych ludzi znudzonych monotonią bytowania a wojny z bliska nie znających - kiedy jednak ta się zbliża, nastroje prowojenne słabną. Rzecz podlega naturalnej regulacji.

Ale nie o takie wartości toczy się prawdziwe spory: ot, ktoś uważa że jego światopoglądowi przysługują specjalne prawa. Jeśli ktoś go nie podziela - winien się z tym kryć. A jeśli nie? To wojna.


Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej
(Nie-boska komedia}
dajmonion (3663 punktów)
>Podajesz przykład pokoju jako wartości - jak sadzisz, jak wielu wyznaje jako wartość wojnę? Zapewne wielu młodych ludzi znudzonych monotonią bytowania a wojny z bliska nie znających - kiedy jednak ta się zbliża, nastroje prowojenne słabną.

Sam więc widzisz, że istnieją obiektywne wartości. Tyle tylko, że niektórzy za późno to sobie uświadamiają.

>Ale nie o takie wartości toczy się prawdziwe spory: ot, ktoś uważa że jego światopoglądowi przysługują specjalne prawa. Jeśli ktoś go nie podziela - winien się z tym kryć. A jeśli nie? To
>wojna.

Jaką wartość masz na myśli?

On jest z nami, nasz Emanuel.
outsider (2469 punktów)
>>Podajesz przykład pokoju jako wartości - jak sadzisz, jak wielu wyznaje jako wartość wojnę? Zapewne wielu młodych ludzi znudzonych monotonią bytowania a wojny z bliska nie znających - kiedy jednak ta się zbliża, nastroje prowojenne słabną.
> Sam więc widzisz, że istnieją obiektywne wartości. Tyle tylko, że niektórzy za późno to sobie uświadamiają.

Obiektywne? Raczysz żartować. Poczytaj sobie jeśli nie Stary Testament, to choćby historię chrześcijaństwa - ile tam wojen "obiektywnie uzasadnionych, choćby krucjaty?

To że wojny niczym wspaniałym nie są, to kontestacja humanistyczna. Jako taka - subiektywna, bo nie odwołująca się do niczego poza doświadczeniem: my racjonaliści wywodzimy nasze wartości z doświadczenia. Wojna jest złem: jednym z wielu, zatem zdarza się że w związku z konfliktem wartości trzeba do wojny przystąpić.

>>Ale nie o takie wartości toczy się prawdziwe spory: ot, ktoś uważa że jego światopoglądowi przysługują specjalne prawa. Jeśli ktoś go nie podziela - winien się z tym kryć. A jeśli nie? To
>>wojna.
> Jaką wartość masz na myśli?

Religie i inne ideologie władcze i totalne, Dajmonionie.



Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej
(Nie-boska komedia}
dajmonion (3663 punktów)
>>>Podajesz przykład pokoju jako wartości - jak sadzisz, jak wielu wyznaje jako wartość wojnę? Zapewne wielu młodych ludzi znudzonych monotonią bytowania a wojny z bliska nie znających - kiedy jednak ta się zbliża, nastroje prowojenne słabną.
>> Sam więc widzisz, że istnieją obiektywne wartości. Tyle tylko, że niektórzy za późno to sobie uświadamiają.
>Obiektywne? Raczysz żartować. Poczytaj sobie jeśli nie Stary Testament, to choćby historię chrześcijaństwa - ile tam wojen "obiektywnie uzasadnionych, choćby krucjaty?

Podany przez Ciebie przykład pokazuje tylko tyle, że droga do prawdy często jest trudna. Ja wiem, że Kościół w przeszłości nie raz mylił się. Jednakże jego błędy nie oznaczają, że mam odrzucać jego naukę. Do mnie przemawiają argumenty i dlatego właśnie za absurdalny uważam relatywizm. Nie ma sensu odrzucanie pewnych poglądów tylko dlatego, że pachną nam sutanną.

>To że wojny niczym wspaniałym nie są, to kontestacja humanistyczna.
Nieważne czyja, ważne, że obiektywna.
>Jako taka - subiektywna, bo nie odwołująca się do niczego poza doświadczeniem: my racjonaliści wywodzimy nasze wartości z doświadczenia.
Podane przeze mnie liczne wzięte z życia przykłady pokazują, że swoje poglądy również opieram na doświadczeniu. Ono tylko potwierdza, że pewne cele były, są i będą dobre. To się nie kłóci z obiektywizmem

Zaznaczam, że wypowiadam się wyłącznie jako prywatna osoba. Nie reprezentuję oficjalnie żadnej instytucji.
Totus (1201 punktów)
Witam!
Moim zdaniem wolność jest wartością. Podstawiając więc do Twojego zdania otrzymam "Wolność "od" czy "do" wolności?". Nie wygląda to najlepiej więc zmienię na:
"Prawo do wolności czy jego brak?".
Prawo do wolności osobistej rozumiem jako przyjęcie konstrukcji informacyjnej o mnie, w której wartością centralną jest moje "JA" mające prawo do istnienia oraz prawo do ochrony życia podtrzymującego owo istnienie.
Stosunek do tego PRAWA przekłada się automatycznie na stosunek dla każdego "JA" podobnego do mnie.
Zakładając, że przyjmuję równość wszystkich ludzi wobec powyższego PRAWA sumienie nakazuje mi zwalczanie wszystkiego co przeczy temu prawu i generuje nierówność społeczną wobec PRAWA.
Rozumiejąc PRAWO i przenikając pozytywne konsekwencje jego przyjęcia jestem gotów odrzucić mistyczne alternatywy jego propagowania jednocześnie uznając ich historyczną konieczność. (Nowy Testament)
Ale czy zgadzasz się, że wolność jest wartością?
A może wolność jest wartością centralną w życiu człowieka?
Czy wolności jarzmo jest słodkie, a jej brzemię lekkie?
Czy uczynienie człowieka wolnym i samodzielnym jest aktem miłosierdzia?
Czego oczekiwał byś mając dar czynienia ludzi wolnymi?
Od czego (kogo) ludzi (ludzkie JA) można wyzwalać?
?
Sodoma i gomora
> Rozumiejąc PRAWO i przenikając pozytywne konsekwencje jego przyjęcia jestem gotów odrzucić mistyczne alternatywy jego propagowania jednocześnie uznając ich historyczną konieczność.

Bosko.

>Ale czy zgadzasz się, że wolność jest wartością?

Jest.

>A może wolność jest wartością centralną w życiu człowieka?

Jedną z ważniejszych.

>Czy wolności jarzmo jest słodkie, a jej brzemię lekkie?

Lekkie i słodkie.

>Czy uczynienie człowieka wolnym i samodzielnym jest aktem miłosierdzia?

To obowiązek ojca i matki. Reszta może cię mieć w pogardzie, prócz zawodowych wyzwalaczy.

>Czego oczekiwał byś mając dar czynienia ludzi wolnymi?

Płatnego urlopu ojcowskiego.

>Od czego (kogo) ludzi (ludzkie JA) można wyzwalać?

Z mroków niewiedzy. Zatem wyzwolenie jest zdobywaniem żywej, jasnej wiedzy.
Kontrast (1042 punktów)

>>Od czego (kogo) ludzi (ludzkie JA) można wyzwalać?
>Z mroków niewiedzy. Zatem wyzwolenie jest zdobywaniem żywej, jasnej wiedzy.
Chwytliwe hasełko, ale o co tu chodzi konkretnie?


Doskonała miłość usuwa lęk
Totus (1201 punktów)
>>>Od czego (kogo) ludzi (ludzkie JA) można wyzwalać?
>>Z mroków niewiedzy. Zatem wyzwolenie jest zdobywaniem żywej, jasnej wiedzy.
>Chwytliwe hasełko, ale o co tu chodzi konkretnie?
Wiedza (informacja) to pokarm dla umysłu - bez niej jest on zamroczony. W mroku rodzą się demony by służyć magii zniewolenia (Bestii). Zdobywanie "żywej, jasnej wiedzy" to niesienie światłości do zamroczonych i zarazem kształtowanie ich do zaistnienia możliwości autentycznego wyzwolenia. Najwyższą formą wyzwolenia jest zmartwychwstanie duszy poprzez odrzucenie wszystkiego co ze świata fizycznego pochodzi i co istotne przyjęcie tego na nowo jako podrzędne względem "JA". Mamy więc drogę ku unicestwieniu w nas fałszywego wewnętrznego wizerunku (oczyszczenie, nirwana, śmierć pierwsza) i powrót do świata wolnym, przyjmującym świat "na nowo".
Jeżeli przyjmujemy duchowe przywódstwo Chrystusa, jego naukę oraz wiedzę o jego ofierze automatycznie wystawiamy się na konfrontację z pewnym systemem wartości, w którym najwyżej postawioną jest WOLNOŚĆ DUCHOWEGO "JA" jednostki, której MISTRZ wskazuje system wartości ochronnych dzięki którym możliwa staje się samorealizacja.
Ale droga do wolności, o której mowa nie jest wcale łatwa, oto przykład (Mt 10,34):
Rzecz w tym, moim zdaniem, że nie wolno wyżej od człowieczeństwa, w którym za najwyższą wartość uznaję własne, wolne i niepodległe JA duchowe stawiać czegokolwiek co "ze świata" pochodzi a w tym wspólnoty biologicznej jaką jest rodzina.
Nie oznacza to absolutnie wyparcia się rodziny jako wartości, nie i jeszcze raz nie, ale o uczynienie z niej wartości podrzędnej względem "Mnie" - wolnego człowieka - uczestnika wspólnoty duchowej.
Kończąc - finalny, zdrowy dystans do samych siebie uzyskamy wyzwalając się spod dyktatu płciowości, co również nie oznacza, że nie mamy z jej uroków świadomie korzystać.
"Przyszedł Syn Człowieczy: je i pije (i kto wie co jeszcze?), a oni mówią: "Oto żarłok i pijak, przyjaciel celników i grzeszników" A jednak mądrość usprawiedliwiona jest przez swe czyny" ...a jednak.
Sodoma i gomora
>Najwyższą formą wyzwolenia jest zmartwychwstanie duszy poprzez odrzucenie wszystkiego co ze świata fizycznego pochodzi i co istotne przyjęcie tego na nowo jako podrzędne względem "JA". Mamy więc drogę ku unicestwieniu

Jedna z żon sir Bertranda Russella(miał ich cztery) wspominała, że mąż w czasie natężonej pracy intelektualnej był tak rozkojarzony, że miał kłopoty z zaparzeniem herbaty. Zatem to "odrzucenie fizyczności" nie służy nikomu. Po drugie, jeśli (jak chcą tego apologeci Boga), z materii wynika zło, to trzeba ją wszechstronnie i rzeczowo zgłębić. Aby walczyć ze złem trzeba poznać jego przyczynę. Zatem do nauk, panowie. Prawdziwy zdrowy mężczyzna nie może(nie powinien) brzydzić się materią.

>Rzecz w tym, moim zdaniem, że nie wolno wyżej od człowieczeństwa, w którym za najwyższą wartość uznaję własne, wolne i niepodległe JA duchowe stawiać czegokolwiek co "ze świata" pochodzi a w tym wspólnoty biologicznej jaką jest rodzina.

Nowa rodzina także jest materialna, nie widać nic antybiologicznego w człowieku i wspólnocie. Wyrzekają się swojej rodziny ludzie: 1. ponad miarę ambitni, 2. bici lub wykorzystwani przez rodziców w dzieciństwie 3. zmanipulowani przez sektę lub grupę ludzi bezwględnych.

Ludziom należycym do każdej kategorii należy współczuć i leczyć z uzależnienia od ich bożków(guru), którzy ich wyniszczają lub mogą zagrozić ich równowadze mentalno-materialnej. Zdrowie jest w rodzinie, wśród przyjaciół, z krwi i kości.

Bawcie się grzecznie.
Totus (1201 punktów)
>Zatem to "odrzucenie fizyczności" nie służy nikomu.
Procesy wartościowania rzeczywistości przebiegają niczym błyskawice i po nabyciu proponowanego systemu operacyjnego zdolność wychodzenia z fascynacji owym (dla niektórych nieznanym) PRODUKTEM INTELEKTUALNYM w miarę rozwoju i zagnieżdżania się w pamięci (i nie tylko) szybko wzrasta aż do osiągnięcia stanu równowagi. W stanie stabilnym z systemem wyższej samokontroli nie występują problemy z koncentracją przy zaparzaniu herbaty.
>Po drugie, jeśli (jak chcą tego apologeci Boga), z materii wynika zło, to trzeba ją wszechstronnie i rzeczowo zgłębić.
Innymi słowy dążyć do wysokiego poziomu kontroli i podporządkowania woli podmiotu.
Prościej? Jeżeli stwierdzam zaburzenia tkankowe o charakterze nowotworowym udaję się na nanozabieg i łączę wzięty w tym celu urlop i fakt pobytu w ośrodku z okresową pneolizą płuc i rehepatynizacją. Czyż to nie wspaniały sposób walki ze złem wynikającym z materii?
>Aby walczyć ze złem trzeba poznać jego przyczynę. Zatem do nauk, panowie.
Jjjazda.
>Prawdziwy zdrowy mężczyzna nie może(nie powinien) brzydzić się materią.
Chorobą jest również przeciwieństwo obrzydzenia czyli uleganie "stanom psychicznym", zauroczeniu, poddaństwu emocjonalnemu z utratą samokontroli włącznie. Fe!
Zgodzisz się?
P.S. O trzech przykładach jaskiniowych patologii, które podałeś, może kady indziej?
Totus (1201 punktów)
Kontraście... myślałem, że podyskutujemy a tu nic może to Cię zachęci:
Autor tekstu: Mariusz Agnosiewicz; Oryginał: www.racjonalista.pl/kk.php/s,3488
"wolność powinna być wolnością 'do czegoś'. Wedle trafiającej w sedno definicji liberała Monteskiusza: wolność to dobro, które daje dostęp do innych dóbr."
ponawiam pytanie:
Czy wolnośc jest najwyższą wartością?
Skoro "JA" wolne to nic ponad nim lub niepodległe nikomu i niczemu?
Czym kierowac się w wartościowaniu będąc wolnym?
Pliiiizz.
Kontrast (1042 punktów)
Witam!

Supermenem nie jestem Totusie, a żeby tu odpowiadać trzeba dodatkowo kilka razy przetestować własny tekst, żeby ograniczyć stos postów dogryzaczy. W mojej skrzynce zrobiłem właśnie taki katalog "dogryzacze" z podkatalogami i wrzucam tam posty kilku wyjątkowo uciążliwych forumowiczów. W poczekalni zebrał mi się pokaźny stos powiadomień i muszę wybierać. Jak znajdę więcej czasu to przejrzę Twoje wcześniejsze posty i zasatnowię się lepiej o czym piszesz. Na razie jestem jak jakiś Musashi z mieczem. Zamiast spokojnie rozmawiać muszę wdawać się w jakieś semantyczne utarczki. Przy tylu atakujących trudno się w tym wszystkim połapać.

>Kontraście... myślałem, że podyskutujemy a tu nic może to Cię zachęci:
>Czy wolnośc jest najwyższą wartością?
Jako sama postawa z cała pewnością nie. Jeśli jednak spojrzymy na wolność jako atrybut Boga (jeden z aspektów Pełni wszystkich pełni) i spojrzymy na nią w powiązaniu z ową Pełnią to w Bogu odnajdziemy źródło wolności. Jest to wolność od niewoli zła, niedoskonałości, anty-agapeizmu itd.
Tej wolności domaga się od nas Wolny i tylko ci, którzy w pełnej wolności wybierają tę wolność "do" Boga (Pełni wszystkich pełni) mogą wejść w pełną wspólnotę z Nim. Zniewoleni zaś doczesnością kochający bardziej rozkosz niż Boga, sami nie chcą łaczyć się z Wolnym.
Rzuciłem tu tylko hasła, ale po przeczytaniu podanego tekstu Agnosiewicza widzę, że wyżej nieświadomie napisałem podobne rzeczy. Co do autora tekstu, to nie bardzo wiem, czego chce. Zgadzam się z nauczaniem Kościoła w tej kwestii. Nie jest to dogmatyczne i w kwestii poglądów niektórych teologów mogę dyskutować. Co do liberalizmu ekonomicznego mam ambiwalentny stosunek i tu należałoby uszczegółowić, co jest do zaakceptowania. W zasadzie tam, gdzie bezdyskusyjnie dzieje się coś dobrego nie ma zastrzeżeń, ale jeśli jakiś liberalizm przynosi komuś krzywdę, nie można zaakceptować takiego stanu rzeczy. W Polsce ten liberalizm ekonomiczny po PRL-owskim systemie przyniósł krzywdę i biedę wielu ludzi, ale to temat na inną okazję.
Muszę trochę zwolnić tempo i zająć się swoimi sprawami, dlatego trochę mniej będę pisał na forum. Chcę też napisać te obiecane opracowania na swojej stronie.

Pozdrawiam!


Doskonała miłość usuwa lęk
Totus (1201 punktów)
>>Czy wolnośc jest najwyższą wartością?
>Jako sama postawa z cała pewnością nie. Jeśli jednak spojrzymy na wolność jako atrybut Boga (jeden z aspektów Pełni wszystkich pełni) i spojrzymy na nią w powiązaniu z ową Pełnią to w Bogu odnajdziemy źródło wolności. Jest to wolność od niewoli zła, niedoskonałości, anty-agapeizmu itd.
Zgadza się, ale gdyby spojrzenie zastąpic jednak zrozumieniem, a poprzez zrozumienie wyzwolic swój umysł i przyjąc świat na nowo? Przecież:
>Tej wolności domaga się od nas Wolny i tylko ci, którzy w pełnej wolności wybierają tę wolność "do" Boga (Pełni wszystkich pełni) mogą wejść w pełną wspólnotę z Nim.
Zgadza się, dlatego gdy kiedyś zaproponował Ci czy przyłączysz się do Niego oznaczało to czy w Nim i z Nim gotów jesteś uniezależnic się od wszystkiego co ze świata fizycznego pochodzi. Powiedział "Nie lękaj się" - a może będziesz Apostołem, któremu MISTRZ sługą będzie. A powiem Ci ma czym służyc bo nie ma wyższej ofiary od tej, którą dał nam by nas z głupoty wyzwolic, z ciemnoty, która zabija i krzyżuje proroków i ich akty woli nawrócenia świata na potęgę PODMIOTU, którym stał się człowiek, tak, by Podmiot (Duch=Umysł) ten zsynchronizował się wreszcie z własnym statusem, powołaniem i wszystkim co wynika z rozumienia samego siebie. (JA osiągające pełnię poprzez zmartwychwstanie)
>Zniewoleni zaś doczesnością kochający bardziej rozkosz niż Boga, sami nie chcą łaczyć się z Wolnym.
O pszenico moja, a jakże Ty z nim złączony jesteś?
Jaki przykład dajesz?
Co wiesz o Bogu Jezusowym?
Zgodzę się z Tobą, że jest miłością, ale czymże go miłujesz?
Już kiedyś powiedziałeś, że sercem (uczuciami, emocjami) ...jak Piotr? (Mt 14,15)
Czy kochasz swojego Boga jak Piotr?
Czy pozwolił byś mu umrzec na krzyżu wtedy gdy to zapowiedział? (Mt 16,21)
Czy stanął byś mu na drodze do złożenia ofiary za grzechy ludzkości wynikające z wiary w złudzenia ze szczególnym pożądaniem dla pośmiertnego raju (oręże satanizmu) ? (Mt 6,21)
Kiedy przyszli po Niego czy siegnął byś po miecz? (Mt 26,51)
________________________
Jeśli tak znaczyło by to, że Go nie rozumiesz.
Jeśli zaś nie i rozumiesz to jesteś wolny jak On i dostrzegasz koniecznośc przyjęcia Jego zasad budowy wspólnoty humanistycznej jako własnych.
Przyjmujesz zdolnośc człowieka (Jezusa) do poświecenia nawet własnego życia w obronie rozumnej idei budowy wspólnoty wolnych ludzi (=z ukształtowanym sumieniem) czyli innymi słowy realizujących wolę Ojca PROJEKTU (kimkolwiek jest), a że ludzie skłonni są gardzic własnym człowieczeństwem, kierowac słowa ku opatrzności poniżając swój umysł i rozum, cóż miał zrobic racjonalista wtedy jeśli nie podac się za Syna Bożego i przedstawic projekt jako dzieło Boże? Gdyby chciał poddac wprost projekt do dyskusji, to, na miłośc boską czy nazwalibyśmy go dziś racjonalistą?
_________________________
To już nie jest eksperymencik socjoligiczny ani prowokacja lecz zalążek Apokalipsy. Musimy się wyspowiadac, musimy przyznac, że podła natura naszych przodków wyznaczyła koniecznośc spisku i to, że Jezus robił "cuda" obraża tak na prawdę tych, którym te cuda były potrzebne, bez których nie dali by się przekonac czy uwieśc Ewangelii. Zrozumiawszy powiedzą: Musimy wybaczyc! Nie bo to racjonalne w oparciu o intuicję, że tak trzeba, ale w oparciu o rozum, że tak byc musiało.

>Co do liberalizmu ekonomicznego mam ambiwalentny stosunek i tu należałoby uszczegółowić, co jest do zaakceptowania.
Nie dla psa kiełbasa, nie dla małpy karabin.
Co zaś tyczy się dojrzałego człowieka chyba będzie wiedział co jest do zaakceptowania?
Bo jeśli nie - któż śmiałby nazwac go dojrzałym?
Kontrast (1042 punktów)
Witaj!
Jestem już bardzo zmęczony i nie mam siły odpowiadać. Wczoraj jak odpisywałem zawiesił mi się znowu komputer i tylko kilka linijek tekstu udało mi się spisać z ekranu. Żeby odpowiedzieć dokładniej musiałbym zrozumieć o co Ci Totusie chodzi. Masz jakąś swoją dziwną synkretyczną filozofię wolności chrześcijańskiej pomieszanej z ideami racjonalistycznymi. Ognia z wodą nie da się pogodzić. Spróbuj to uporządkować tematycznie i wtedy może bedę mógł się jakoś ustosunkować do Twoich wypowiedzi. W chwili obecnej nie bardzo wiem o co chodzi. Lubie mieć wypisane konkrety. Na analizowanie Twoich wypowiedzi na forum nie mam czasu, choć może udałoby się z tego coś posklejać. Dla własnych postów nie mam tyle czasu, więc proponuję, abyś zrobił jakieś opracowanie i jeśli chcesz dyskutować, to wyślij do mnie, tak będzie łatwiej i wygodnie.

Pozdrawiam!

Doskonała miłość usuwa lęk
Sodoma i gomora
>>>Od czego (kogo) ludzi (ludzkie JA) można wyzwalać?
>>Z mroków niewiedzy. Zatem wyzwolenie jest zdobywaniem żywej, jasnej wiedzy.
>Chwytliwe hasełko, ale o co tu chodzi konkretnie?

Nie wiadomo, pytałem wszystkich, ale nikt nie wie.

>
Doskonała miłość usuwa lęk


Aborcja "lęku" na rzecz (nowej) miłości? Ach ci katolicy, pod ładnymi słówkami skrywają swoje zbrodnie. Każdy jest s......... i dlatego w niebie jest syf doskonały. Także w niebie racjonalistów. Najwięksi demokraci są królami, dobroczyńcy mafiosami, a ich żony..............niewinne i piękne jak zwykle.
Sodoma i gomora
>Każdy jest s......... i dlatego w niebie....

"s" oznacza "samcem lub samicą" - zwierzątkiem. Ktoś mógłby pomyśleć, że łamię konstytucję forum używając brzydkich słów.
Kontrast (1042 punktów)
>>Każdy jest s......... i dlatego w niebie....
>"s" oznacza "samcem lub samicą" - zwierzątkiem. Ktoś mógłby pomyśleć, że łamię konstytucję forum używając brzydkich słów.
Może supermenem?


Doskonała miłość usuwa lęk
Kontrast (1042 punktów)
>>>>Od czego (kogo) ludzi (ludzkie JA) można wyzwalać?
>>>Z mroków niewiedzy. Zatem wyzwolenie jest zdobywaniem żywej, jasnej wiedzy.
>>Chwytliwe hasełko, ale o co tu chodzi konkretnie?
>Nie wiadomo, pytałem wszystkich, ale nikt nie wie.
Dlaczego mnie to nie dziwi?

>>
Doskonała miłość usuwa lęk

>Aborcja "lęku" na rzecz (nowej) miłości? Ach ci katolicy, pod ładnymi słówkami skrywają swoje zbrodnie.
Drżyj Sodomo i Gomoro, stary niedźwiedź mocno śpi, jak się zbudzi to was

>Każdy jest s......... i dlatego w niebie jest syf doskonały.
Kierunki ci się pomyliły, ale najwyraźniej trochę zakręcony jesteś.

>Także w niebie racjonalistów. Najwięksi demokraci są królami, dobroczyńcy mafiosami, a ich żony..............niewinne i piękne jak zwykle.
To twoje miasta Sodoma i Gomora.
I to też mnie nie dziwi...

Doskonała miłość usuwa lęk
dajmonion (3663 punktów)
Innym dobrym przykładem jest założenie przez Kazimierę Szczukę koszulki z napisem "Mam okres". Rozumiem, że kobieta ta czuje się spętana obyczajowością. Tylko, że jaką wizję społeczeństwa ta pani posiada? Czy chce żyć w kraju, w którym ludzie będą mieli napisane na plecach :"Mam cię w dupie?"
Kiedyś ludzie walczyli o prawo do decydowania o tym, kogo maja poślubić i taka walka o wolność jest dla mnie zrozumiała. Jej celem była miłość.
Często nie bardzo wiadomo o co chodzi współczesnym poszerzaczom wolności.
Nie ma oczywiście sensu karania takich osób jak wspomniana wyżej pani. Takie zachowania należy jednak oceniać negatywnie jako bezsensowne. Są w złym smaku i budza obawę, że za kilka lat Polska będzie szambem.
Pewne oznaki wyraźnie na to wskazują. Przez kilka dni na stacji metra centrum wisiała reklama 'hostelu'. Zmuszony byłem ją obejrzeć, mimo, że nie miałem na to najmniejszej ochoty. To nic przyjemnego, ani estetycznego przyglądac się facetowi z odrąbaną głową. Problem w tym, że dla postmodernistów w estetyce podobnie jak w moralności nie ma żadnych obiektywnych kananów.


Deus caritas est
MOrtharm
>>no na pewno bez sensu jest uwalniać się od wartości, wolność ma sens tylko kiedy uwalniamy się dla niej,
>Wolność dla samej wolności, to trochę błędne koło, coś na podobieństwo sztuki dla sztuki. Widzę, że wyłania się tu czubek jakiejś lodowej góry trudnego do zrozumienia światopoglądu.
miałem tutaj na myśli wolność dla wartości...takie drobne nieporozumienie...
>>bo satysfakcja jest ostatecznym celem wszystkiego...
>Znowu to hasło satysfakcja. Zadowolenie, przyjemność i hedonizm jak się tu domyślam, uważasz za jedyny i ostateczny cel człowieka? Chciałbym się dowiedzieć więcej, bo to zbyt lakoniczne. Czyżbyś postulował nawrót do epikureizmu?

lakoniczne ale w zupełności odzwierciedla to co myślę...satysfakcja czyli inaczej szczęście...

>>ja osobiście nie mam żadnych autorytetów i nie wiem co tu takiego niesamowotego,
>Dziwne hasło, pomyśl nad tym głębiej, a zobaczysz, że bzdury gadasz. Raczej pomyśl, kto jest twoim autorytetem i dlaczego właśnie on, a nie ktoś inny.

więc może ja ci zaproponuję abyć pomyślał głębiej może wtedy zrozumiesz , że człowiek nie potrzebuje wzorców, wzorce są tylko dla ludzi nieudolnych intelektualnie...

>>kształtuję samego siebie wedle własnego uznania...
>Bardzo jestem ciekaw jak to robisz skoro nie uznajesz żadnego wzorca. Nie da się nie mieć własnej twarzy, nawet beztwarzowość jest twarzą bez twarzy.

ale ja wcale nie mówię, ze nie mam twarzy , raczej że sam ją kształtuję...



granic wolnośći nie są dla mnie problemem jeżeli nie ograniczają mojej satysfakcji(Kontrast czytaj szczęścia)...światłe społeczeństwo nie potrzebuje wzorców, ponieważ każda światła jednostka jest w stanie wybierać czego chce i kształtować siebie wedle tego, przyjmowanie wzorców wynika z chęci posiadania cech z tym związanych , ale bez zrozumienia powodów...prawo jest bardzo ważne gdyż tworzy sztywne ramy ograniczające egoizm i głupotę, ale ludzie światli tego nie potrzebują,wręcz nadmierne narzucanie prawa może ograniczać swobodę ekspresji...
Mortharm
prawda i wartość są jak najbardziej obiektywne i to jak bardzo się człowiek do nich zbliżył świadczy stopniu rozwoju intelektualnego...człowiek nie rodzi się z niczego, rodzi się z kultury, a kultura to rozwój intelektualny społeczeństwa w którym żyje, to kultura jest jego początkiem, a on dopiero absorbuje ją i rozwija, dokonuje przy tym wyborów , które to wyrażają jego osobowość...
dajmonion (3663 punktów)
>światłe społeczeństwo nie potrzebuje wzorców, ponieważ każda światła jednostka jest w stanie wybierać czego chce i kształtować siebie wedle tego, przyjmowanie wzorców wynika z chęci posiadania cech z tym związanych

Piszesz tak jakby człowiek był tylko istota racjonalną. Tymczasem jego rozum jest na usługach jego namiętności. To sprawia, że często trudno osiągnąc zamierzone cele. Wówczas ważną rolę zaczynaja odgrywać autorytety, czyli ludzie, którym się udało. Są dla nas źródłem nadziei, że i nam się uda. Taki jest przede wszystkim sens ich istnienia, a nie to, że ktoś ma zbyt niskie IQ.

On jest z nami, nasz Emanuel.
MOrtharm
>>światłe społeczeństwo nie potrzebuje wzorców, ponieważ każda światła jednostka jest w stanie wybierać czego chce i kształtować siebie wedle tego, przyjmowanie wzorców wynika z chęci posiadania cech z tym związanych
> Piszesz tak jakby człowiek był tylko istota racjonalną. Tymczasem jego rozum jest na usługach jego namiętności. To sprawia, że często trudno osiągnąc zamierzone cele. Wówczas ważną rolę zaczynaja odgrywać autorytety, czyli ludzie, którym się udało. Są dla nas źródłem nadziei, że i nam się uda. Taki jest przede wszystkim sens ich istnienia, a nie to, że ktoś ma zbyt niskie IQ.
>
On jest z nami, nasz Emanuel.


to że człowiek jest niedoskonały nie oznacza , zę potrzebuje autorytetu, na pewno pomaga człowiekowi dostępność inspiracji, ale nie nazwałbym tego wzorcem...
dajmonion (3663 punktów)
>>>światłe społeczeństwo nie potrzebuje wzorców, ponieważ każda światła jednostka jest w stanie wybierać czego chce i kształtować siebie wedle tego, przyjmowanie wzorców wynika z chęci posiadania cech z tym związanych
>> Piszesz tak jakby człowiek był tylko istota racjonalną. Tymczasem jego rozum jest na usługach jego namiętności. To sprawia, że często trudno osiągnąc zamierzone cele. Wówczas ważną rolę zaczynaja odgrywać autorytety, czyli ludzie, którym się udało. Są dla nas źródłem nadziei, że i nam się uda. Taki jest przede wszystkim sens ich istnienia, a nie to, że ktoś ma zbyt niskie IQ.
>to że człowiek jest niedoskonały nie oznacza , zę potrzebuje autorytetu, na pewno pomaga człowiekowi dostępność inspiracji, ale nie nazwałbym tego wzorcem...

Wielu ludzi potrzebuje, a dzieje się tak nie dlatego, że są intelektualnie ułomni, lecz dlatego, że często żyja w środowisku, w którym trudno realizowac pewne ideały. Napisałem ten post po to, aby uświadowmic Ci tą elementarną prawdę.
Hasło, że światłe społeczeństwo nie potrzebuje wzorców to zwykły komunał, nie poparty faktami, wypowiedziany w celu chęci wywyższenia się.

On jest z nami, nasz Emanuel.
Mortharm
myślę , ze tak jak kontrast inaczej rozumiesz pojęcie autorytetu...pisząc o ludziach światłych miałem na myśli ludzi dojrzałych intelektualnie, nie ma tu nic z wywyższania się, ludzie tacy nie potrzebują drogowskazów bo wiedzą gdzie idą, nie potrzebują polegać na przekonaniach innych, nie wzorują się a inspirują się ...
Kontrast (1042 punktów)
Witam!
>myślę , że tak jak kontrast inaczej rozumiesz pojęcie autorytetu...pisząc o ludziach światłych miałem na myśli ludzi dojrzałych intelektualnie, nie ma tu nic z wywyższania się, ludzie tacy nie potrzebują drogowskazów bo wiedzą gdzie idą, nie potrzebują polegać na przekonaniach innych, nie wzorują się a inspirują się ...
Wzorują się małe dzieci i ludzie niedojrzali w takim znaczeniu, a my tu mówimy raczej o zaufaniu. Głupie naśladownictwo jest czymś niedojrzałym i krytyka byłaby tu jak najbardziej słuszna. Jednak należy tu zauważyć subtelną różnicę między naśladownictwem a świadomym wzorowaniem się, po to, aby zdobyć jakąś umiejętność, ucząc się od kogoś kompetentnego. To relacja taka, jak pomiędzy studentem a profesorem. Trzeba mieć zaufanie do kompetencji danej osoby, aby nauczyć się tego, co chcemy (w sobie) osiągnąć.
Nikt nie stanie się doskonały w jakiejś dziedzinie, jeśli nic nie robi dla swojego rozwoju. Aby nie tracić czasu na wyważanie otwartych drzwi, uczymy się na błędach osób, które odniosły sukces. Wartości jakich uczy Kościół są osiągnięciami konkretnych ludzi (świętych), którym się udało osiągnąć wzorcową postawę i naśladując ich metody, możemy liczyć na podobne efekty. Wolność od wartości, do czegóż więc może prowadzić?

Pozdrawiam!

Doskonała miłość usuwa lęk
Kontrast (1042 punktów)
Pomyliłeś posty i ten sam tekst dałeś w róznych miejscach. Odpowiedziałem na to w innym poście wyżej.

Doskonała miłość usuwa lęk
Nowacki (12 punktów)
Właściwa jest wolność do wartości, bo gdybym miał być wolny od wartości to bym nie posiadał żadnej wartości a tak uczynić się poprostu nie da. Może tylko Bóg to potrafi
PS. Kontrast ty jesteś księdzem, tak tylko z ciekawości pytam?
Kontrast (1042 punktów)
Witam!
>Właściwa jest wolność do wartości, bo gdybym miał być wolny od wartości to bym nie posiadał żadnej wartości a tak uczynić się poprostu nie da. Może tylko Bóg to potrafi
Dla nas to oczywiste, aje jak widać nie dla wszystkich.

>PS. Kontrast ty jesteś księdzem, tak tylko z ciekawości pytam?
Jestem świeckim teologiem. Uczyłem się tego samego co mają księża,tylko bez seminarium. Antyklerykalni forumowicze mają ciężki orzech do zgryzienia, bo nie mogą mi przykleić klerykalizmu

Pozdrawiam!

Doskonała miłość usuwa lęk
outsider (2469 punktów)
> Często nie bardzo wiadomo o co chodzi współczesnym poszerzaczom wolności.

Nie byłoby precyzyjniejsze stwierdzenie: "nie bardzo wiem"?


Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej
(Nie-boska komedia}
Wilhelm
>Postanowiłem napisać kolejny, nieco prowokacyjny wątek i mam nadzieję, że czegoś się dowiem.
Temat jest istotnie prowokacyjny i dosc szeroki. Dlatego ogranicze sie do kilku aspektow.

>Zaskoczyła mnie odpowiedź kilku osób na to pytanie przy innej okazji, dlatego ciekaw jestem, jak to wygląda w kwestiach szczegółowych.

Zalezy od naszych subiektywnych odczuc. Totez masz wiele roznych odpowiedzi w aspekcie wolnosci

>Tytułowe pytanie, która wolność jest właściwa według forumowiczów, wolność "od" wartości, czy "do" wartości?

Moim zdaniem jest to niewlasciwie postawione pytanie, gdyz w roznych sytuacjach powolujemy sie na wlasny kodeks postepowan, ktory niekoniecznie musi byc w zgodzie z ogolnie przyjetymi normami waznymi dla wspolnoty, ktore sa z kolei istotne dla ludzi jako istot spolecznych. Innymi slowy nasze postepowanie wg. wlasnego kodeksu nie zawsze musi byc w zgodzie z obyczajami lub litera prawa. Aby uniknac ewentualnego konfliktu godzimy sie z reguly na to aby te normy byly rowno wiazace dla spoleczenstwa jak i jednostek, ograniczajac czesciowo wlasna wolnosci na rzecz innych. Robimy to chcac zyc w spoleczenstwie.

>Zaskoczyła mnie odpowiedź kilku osób na to pytanie przy innej okazji, dlatego ciekaw jestem, jak to wygląda w kwestiach szczegółowych. Poza ogólnymi hasłami i obiegowymi poglądami nie znam stanowiska adwersarzy, a temat wyłania się jako implikacja niemal każdego poruszanego tu tematu. Wolałbym odnieść się do prawdziwych opinii w tej sprawie z pierwszej ręki, a nie w oparciu o domysły.
Pozdrawiam!

Odkryc tutaj niczego nie odkryje, lecz w argumentacjach pojawia sie wolnosc to nieprzymusowe prawo do wyboru jakiegos rozwiazania problemu. Zgrabnie brzmi, lecz ludzie z reguly chca w swoim dzialaniu osiagnac jakis cel, wiec niejako nasze dzialanie w tym celu ogranicza alternatywy, gdyz sami jestemy ograniczeni jakimis predyspozycjami, nasza droga zyciowa itp (bedac np. milosnikiem sumo, nie moge byc dzokejem). Czyli ksztaltujac swoje zycie, niejako nasza wolnosc jest juz ograniczona. To czy czujemy sie wolni czy nie, zalezy wiec od tego jak te wolnosc definiujemy.


Der Letzte macht das Licht aus!
zima (560 punktów)
Tak sobie czytałem posty Kontrasta w tym temacie i gdzieś pod skórą powstało u mnie pewne wrażenie. Powoli przebijała się sugestia, że Kontrast nie pyta o wolność od czy do wartości, on usilnie stara się znaleźć drogę do wolności od wolności.
Czemu tak mówię? Bo on chce udowodnić, że są takie wartości, które zwalniają nas z myślenia i z poszukiwań najlepszych postępowań w danych sytuacjach. Jakby w życiu nie trzeba było stawiać czoła nowym wyzwaniom i poszerzać swoje pole widzenia.
Dla Kontrasta owe wartości są równoznaczne z klapkami na oczach. Po piewsze chciałby on udowodnić, że wszyscy je mają, a po drugie, że kształt jego własnych klapek jest najlepszy.
Jakby zapomina, że człowiek w ciągu życia się rozwija...
dajmonion (3663 punktów)
>Tak sobie czytałem posty Kontrasta w tym temacie i gdzieś pod skórą powstało u mnie pewne wrażenie. Powoli przebijała się sugestia, że Kontrast nie pyta o wolność od czy do wartości, on usilnie stara się znaleźć drogę do wolności od wolności.
Nie chodzi o wolność od wolności, a o wolność od wewnętrznego zniewolenia czyli o samozależność. Z kolei samozależność musi być osadzona w perspektywie wartości.
>Czemu tak mówię? Bo on chce udowodnić, że są takie wartości, które zwalniają nas z myślenia i z poszukiwań najlepszych postępowań w danych sytuacjach.

Ty niczego nie zrozumiałeś. Wartości są jedne i te same,bynajmniej nie zwalniaja one nas z myślenia. Chodzi o to, aby rozwiązując dany problem zawsze mieć na uwadze pewien ogólny cel, do którego rozwiązanie danego problemu może nas przyblizyć lub od którego oddalić.

On jest z nami, nasz Emanuel.
Kontrast (1042 punktów)
Witam!

>Tak sobie czytałem posty Kontrasta w tym temacie i gdzieś pod skórą powstało u mnie pewne wrażenie. Powoli przebijała się sugestia,
To chyba implant

>że Kontrast nie pyta o wolność od czy do wartości, on usilnie stara się znaleźć drogę do wolności od wolności.
Wiesz co Zima już nie wiem, co myśleć, z kogo ty chcesz wariata robić. Przemyśl to, co napisałeś.

>Czemu tak mówię? Bo on chce udowodnić, że są takie wartości, które zwalniają nas z myślenia i z poszukiwań najlepszych postępowań w danych sytuacjach.
Z ciebie to jakiś szaman? Z czego to wywróżyłeś. Gdzie napisałem o zwolnieniu z myślenia?

>Jakby w życiu nie trzeba było stawiać czoła nowym wyzwaniom i poszerzać swoje pole widzenia.
Można wyważać otwarte drzwi, ale kto ma na to czas i zdolności. Oczywiście w nowych sytuacjach trzeba zdać się na zdrowy rozsądek. Wiadomo, że jeśli np. złem jest kopanie bliźniego, to lanie go pięściami, czy inne formy krzywdzenia nie muszą być wymieniane. Tutaj nietykalność cielesna jest wartością i jeśli taką wartość odrzucisz, to trzeba cię zamknąć za kratki, albo założyć fartuch z długimi rękawami.

>Dla Kontrasta owe wartości są równoznaczne z klapkami na oczach. Po piewsze chciałby on udowodnić, że wszyscy je mają, a po drugie, że kształt jego własnych klapek jest najlepszy.
Jeśli wartości takie jak dobro, godność człowieka itd. uważasz za klapki, to dziękuję bardzo, ale nie skorzystam z innych rozwiązań.

>Jakby zapomina, że człowiek w ciągu życia się rozwija...
W takim kontekście to się chyba rozwija jak sznurek...

Dziwna taka wolność.



Doskonała miłość usuwa lęk
zima (560 punktów)
Piszesz dokładnie tak, jakbyś miał klapki na oczach. Każdą sytuację rozważałbyś w kontekście dobra i zła, godności człowieka...co tam jeszcze należy do zestawu?
Co więcej dla Ciebie jest to zestaw zamknięty. Jeśli w Twoim zestawie nie pojawiły się pojecia jak piękno czy harmonia, to już nigdy się nie pojawią. Straszne więzienie sobie zrobiłeś.
Dobrego górskiego powietrza życzę.
Kontrast (1042 punktów)
Witam!

>Piszesz dokładnie tak, jakbyś miał klapki na oczach. Każdą sytuację rozważałbyś w kontekście dobra i zła, godności człowieka...co tam jeszcze należy do zestawu?
Czego Ty Zima chcesz? Pokręciłeś coś i już chyba sam się w tym pogubiłeś. Przemyśl, co piszesz i czego chcesz, bo ja próbuję uporządkować sobie to, co napisałeś, ale chyba za bardzo jestem zmęczony i nie wychodzi. Zbyt wielu dyskutantów jednocześnie i chyba podzielność uwagi wysiada...

>Co więcej dla Ciebie jest to zestaw zamknięty. Jeśli w Twoim zestawie nie pojawiły się pojecia jak piękno czy harmonia, to już nigdy się nie pojawią. Straszne więzienie sobie zrobiłeś.
Przypisujesz mi na siłę coś bez żadnego poparcia. Jeżeli dla Ciebie świadomy i dobrowolny (czyli wolny) wybór wartości jest niewolą, to już nie rozumiem. Znasz coś lepszego? Choć może w tym niejasnym zarzucie jest ważna rzecz którą mimochodem wspomniałeś. Nie można wybierać sobie wartości pomijając inne równie ważne. Właśnie wybór Boga jako Wartość najwyższą i Ideał, z którym porównuje się wszystko, kryterium wartości, kanon itd., chroni przed wybiórczością. Jest to jednak sprawa zbyt trudna abym ją tu tłumaczył w takiej zajadłej atmosferze.

Pozdrawiam!

Doskonała miłość usuwa lęk
zima (560 punktów)
> Właśnie wybór Boga jako Wartość najwyższą i Ideał, z którym porównuje się wszystko, kryterium wartości, kanon itd., chroni przed wybiórczością.
Kontraście, Kontraście, to właśnie Twoje klapki na oczach. Zabrałbyś wszystkim wolność wyboru i na jej miejsce wstawił tego boga (swoją drogą to ciekawe, czy jest on tym samym bogiem, którego mają ludożercy [podobno przecież jest tylko jeden bóg]).
Jak można smaczne śniadanie porównywać do boga? Zdaje się, że wartością przy nim jest smak, a dla Ciebie wszystkie śniadania są takie same.
Są tysiące dziedzin, w których Twój system wartości jest nieadekwatny. Jego stosowanie w nich jest szkodliwe. Zresztą sam system jako coś zamkniętego i opornego na rozwój (bo przecież Ty już wiesz wszystko, co Ci trzeba) jest nieżyciowy. Pewnie szybko zapominasz jak często były wypominane błędy biorace się z włażenia z butami katolików na dywan innych dziedzin (poszukaj w historii nauki, a i czasy teraźniejsze są tego pełne).
Jednak najwiekszy zarzut jaki mam jest taki, że Ty traktujesz wybór wartości równoznacznie ze zrzeczeniem się wolności wyboru. Wybierasz taki system, w którym wiara nie pozwala na pytanie o jej sens, na krytyczne myślenie. Co więcej przypisujesz innym to samo, to znaczy przyjecie takich wartości, które są brane 'na wiarę', a całego systemu jako tworu martwego bez szans na rozwój czy choćby własne spostrzeżenia. Okropne.
Pozdrawiam
PS. Lęk bywa konieczny do przeżycia.
PS2. Rozwój nauk, na przykład medycyny polega na zdobywaniu wiedzy i umiejętności. Ojcowie medycyny wnieśli niewielką jej część, a pamięta się o nich, bo byli pierwszymi. Dlaczego trwacie przy ojcach kościoła? Bo od tamtego czasu rozwój nie nastąpił.
Kontrast (1042 punktów)
Ciekawe co jeszcze wymyślisz. Niektóre zdania są tu powtarzane jak litania z modlitewnika Chyba poświęcę trochę czasu i spiszę sobie te zdanka. Napiszę program "Lato" i będzie losowo je dobierał. Myślę, że niewiele się to będzie różnić od Twojego postu powyżej. Miałem kiedyś na kartce "ściągę" dla przemówień partyjnych, gdzie były wypisane 24 bełkotliwe zdania, które można było losowo czytać i zawsze do siebie pasowały. Może masz coś podobnego?
Nudzi mnie to... |-|

Doskonała miłość usuwa lęk
zima (560 punktów)
>Ciekawe co jeszcze wymyślisz. Niektóre zdania są tu powtarzane jak litania z modlitewnika Chyba poświęcę trochę czasu i spiszę sobie te zdanka. Napiszę program "Lato" i będzie losowo je dobierał. Myślę, że niewiele się to będzie różnić od Twojego postu powyżej. Miałem kiedyś na kartce "ściągę" dla przemówień partyjnych, gdzie były wypisane 24 bełkotliwe zdania, które można było losowo czytać i zawsze do siebie pasowały. Może masz coś podobnego?
>Nudzi mnie to... |-|
Zamiast odpowiedzi dostaję takie gnioty nie na temat. I co mam o Tobie myśleć?
Kontrast (1042 punktów)
Witam!
>>Nudzi mnie to... |-|
>Zamiast odpowiedzi dostaję takie gnioty nie na temat. I co mam o Tobie myśleć?

Męczy mnie odpowiadanie na zaczepki. Może nie jesteś tego świadomy, ale ja będąc tu tak atakowany nauczyłem się rozpoznawać ten mechanizm i dlatego te złośliwości z mojej strony. Czepiasz się ciągle o coś, a ja mie muszę odpowiadać na każde zaczepki. Szkoda mi czasu na prowokacje, na które już masz z góry przygotowaną kontrę. Nie nastawiałem się na walkę gladiatorów i piszę spontanicznie, bo odpowiadając na wiele postów jednocześnie trudno znaleźć dodatkowo czas aby wszystko sprawdzać w książkach. Poza tym nie muszę wszystkiego udowadniać, nie mam kompleksów, a udowadnianie spraw dotyczących ducha metodami nauk przyrodniczych, to grube nieporozumienie.
Dostałem właśnie powiadomienie o blisko 40-stu odpowiedziach na mój wątek i 5 na posty. Jeśli mam odpowiedzieć wszystkim, to muszę wybierać i szybko odpowiadać, a niestety traci się wtedy na jakości i potem mnożą się wątki "doczepliwych".
Ponieważ zarzuty powtarzają się w tych samych kwestiach, albo są powiązane, chcę poświęcić więcej czasu na opracowanie takiej listy i na mojej stronce napisać zbiorczą odpowiedź. Naprawdę mam dość ciągle coś udowadniać adwersarzom z góry odrzucającym wszelkie argumenty. Interesują mnie inne rzeczy.

Pozdrawiam!

Doskonała miłość usuwa lęk
Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów)
>Zamiast odpowiedzi dostaję takie gnioty nie na temat. I co mam o Tobie myśleć?

No właśnie dokładnie to co myślisz, a czego dobre wychowanie nie pozwala wyartykułować głośno.
Pozdrawiam.


fides ex necessitate esse non debet
placownik (17853 punktów)

>Gdzie napisałem o zwolnieniu z myślenia?

   A czy to nie Twoje słowa? Wytłuszczenie moje.

>ale jeśli Kościół głosi, że ten kto umiera w grzechu ciężkim idzie prosto do piekła, to tak trzeba wierzyć.

   Widzisz tu dużo miejsca na myślenie?

   Pozdrawiam

Niech strój słów podkreśla urodę myśli
Piotrek Patucha (2279 punktów)
>>Gdzie napisałem o zwolnieniu z myślenia?
>   A czy to nie Twoje słowa? Wytłuszczenie moje.

Zaszło kolejne neporozumienie? Ciągle rodzą się nieoczekiwane wpadki "mowowe". Wpadka za wpadką, no proszę, nawet mi się zdarzają i dlatego każdy moderator wpienia się kiedy na jego skrzynkę docierają moje liczne poprawki.

Kontrast (1042 punktów)
>>>Gdzie napisałem o zwolnieniu z myślenia?
>>   A czy to nie Twoje słowa? Wytłuszczenie moje.
>Zaszło kolejne neporozumienie? Ciągle rodzą się nieoczekiwane wpadki "mowowe". Wpadka za wpadką, no proszę, nawet mi się zdarzają i dlatego każdy moderator wpienia się kiedy na jego skrzynkę docierają moje liczne poprawki.
>
Nie tylko moderator

Doskonała miłość usuwa lęk
Kontrast (1042 punktów)
Witam!
>>Gdzie napisałem o zwolnieniu z myślenia?
>   A czy to nie Twoje słowa? Wytłuszczenie moje.
>>ale jeśli Kościół głosi, że ten kto umiera w grzechu ciężkim idzie prosto do piekła, to tak trzeba wierzyć.
Nadinterpretacja. Trochę inne znaczenie ma to "trzeba" niż mi przypisałeś. Co to ma do myślenia lub jego braku? Nie rozumiesz jakie ma znaczenie duchowe posłuszeństwo i zaufanie. My ufamy w autorytet Kościoła, bo to Ciało Chrystusa, ale nie będę tu tego tłumaczył, bo nie chcę sie wdawać w dodatkowe dysputy z protestantami. Posłuszeństwo i zaufanie wobec Kościoła nie ma nic wspólnego z bezmyślnością. Jeśli ktoś ufa bezmyślnie, to coś z nim nie tak. Nie zrozumiesz tego Placowniku, bo to na innym poziomie, którego nie przyjmujesz. Nie mam ochoty na takie polemiki. ZAUFANIE o jakim mowa jest czymś więcej niż postawą psychologiczną. Jeśli masz problem ze zwyczajnym ludzkim zaufaniem, to wejście na taki poziom jest niemożliwe, bo to o wiele dalej niż akt wiary.

>   Widzisz tu dużo miejsca na myślenie?
W Kościele myślenie jest podstawą i na rozmyślaniach zbudowane są rozwinięcia prawd wiary. Bezmyślność jest wadą. Jeśli przychodzą tacy "oświeceni" po przeczytaniu kilku książek i gardzą tymi wszystkimi myślicielami, dają tylko świadectwo kim są. Jedna godzina głębokiej refleksji jest często więcej warta niż lektura wielu książek. Jeśli tym gardzisz, to znaczy, że nigdy nie rozmyślałeś. Na to jednak potrzeba pustyni. Bo takie myślenie przy papierosku, to ledwie muśnięcie...

Pozdrawiam!


Doskonała miłość usuwa lęk
AstralStorm (558 punktów)
>>>ale jeśli Kościół głosi, że ten kto umiera w grzechu ciężkim idzie prosto do piekła, to tak trzeba wierzyć.
>Nadinterpretacja. Trochę inne znaczenie ma to "trzeba" niż mi przypisałeś.

No to elaboruj jakie.

> Co to ma do myślenia lub jego braku? Nie rozumiesz jakie ma znaczenie duchowe posłuszeństwo i zaufanie.

Duchowe? Czym się różni od zwykłego posłuszeństwa/zaufania?

> My ufamy w autorytet Kościoła, bo to Ciało Chrystusa, ale nie będę tu tego tłumaczył, bo nie chcę sie wdawać w dodatkowe dysputy z protestantami.

Wolność polega właśnie m.in. na tym, że nie *muszę* ufać jakiejś instytucji.

> Posłuszeństwo i zaufanie wobec Kościoła nie ma nic wspólnego z bezmyślnością. Jeśli ktoś ufa bezmyślnie, to coś z nim nie tak.

Właśnie. A policz tych, co ufają rozmyślnie. Może ci i palców wystarczy, jak będziesz dzięsiątkami tysięcy liczył.

>>   Widzisz tu dużo miejsca na myślenie?
>W Kościele myślenie jest podstawą i na rozmyślaniach zbudowane są rozwinięcia prawd wiary. Bezmyślność jest wadą.

Ciekawe, czy sympatycy pewnej stacji radiowej i/lub poglądów politycznych namyślają się nad tym, co mówią.

> Jeśli przychodzą tacy "oświeceni" po przeczytaniu kilku książek i gardzą tymi wszystkimi myślicielami, dają tylko świadectwo kim są.

Tymi wszystkimi tzn. Jezusem Chrystusem, apostołami, Augustynem, Tomaszem i Franciszkiem? (dodaj innych, którzy ich myśli nie powtarzają w większej mierze)
Ja bym dostawił jeszcze Machiavelliego.

Tak trudno dzieła w/wym myślicieli przeczytać?

> Jedna godzina głębokiej refleksji jest często więcej warta niż lektura wielu książek.

Tylko pozostaje dodać: no co ty nie powiesz.

> Jeśli tym gardzisz, to znaczy, że nigdy nie rozmyślałeś. Na to jednak potrzeba pustyni. Bo takie myślenie przy papierosku, to ledwie muśnięcie...

Masz rację, myśleć trzeba przez całe życie. Ale to przecież tylko slogan jakiegoś tam byle szarego człowieka, który nie myśli, tylko naczytał się książek, bo nie ufa kościołowi katolickiemu.

P.S. Nie palę.


Moim zadaniem nie jest z tobą walczyć, zmienić ciebie czy podporządkować.
Moim zadaniem jest nauczyć ciebie myśleć samodzielnie w wybrany przez ciebie sposób.
Wtedy będziemy mogli dyskutować.
Kontrast (1042 punktów)
Czepiasz się, byle się czepić. Tylko po co?...
Nie rozumiesz czym jest posłuszeństwo z wyboru, to każdą władzę i autorytet będziesz kontestował i wyważał otwarte drzwi. Jeśli ktoś ma doświadczenie 20-stu wieków i drugie tyle w spadku, to trochę znaczy. Dla mnie jest to kopalnia, z której można się uczyć na błędach i sukcesach i niekoniecznie trzeba być wierzącym, aby skorzystać. Jak wolisz tracić czas i wszystko robić od zera, droga wolna, ale dla mnie to strata czasu. Oczywiście w nowych rzeczach możesz się wykazać, jednak człowiek doświadczony i dobrze pouczony popełni mniej błędów niż mądrala.


Doskonała miłość usuwa lęk
AstralStorm (558 punktów)
>Czepiasz się, byle się czepić. Tylko po co?...
>Nie rozumiesz czym jest posłuszeństwo z wyboru, to każdą władzę i autorytet będziesz kontestował i wyważał otwarte drzwi.

Po pierwsze, rozumiem. Po drugie, brak wynikania.

>Jeśli ktoś ma doświadczenie 20-stu wieków i drugie tyle w spadku, to trochę znaczy.

Znaczy tyle, że jest częścią historii. Nie znaczy natomiast, że ma być współcześnie siłą przewodnią. Ani tym bardziej, że wszyscy mają się mu podporządkować.

> Dla mnie jest to kopalnia, z której można się uczyć na błędach

W szczególności! Uczenie się na błędach nie oznacza ich powtarzania, wręcz przeciwnie.

> i sukcesach i niekoniecznie trzeba być wierzącym, aby skorzystać.

Sukcesów to zbyt dużo nie było, może dobicie socjalizmu?
Jeszcze może jako taki ekumenizm... (ale to się może teraz szybko zmienić, niestety)

Z chęcią posłucham o innych.

>Jak wolisz tracić czas i wszystko robić od zera, droga wolna, ale dla mnie to strata czasu.

Od zera? Są dziesiątki równie potężnych organizacji.

> Oczywiście w nowych rzeczach możesz się wykazać, jednak człowiek doświadczony i dobrze pouczony popełni mniej błędów niż mądrala.

Pouczony? Przez kogo? Przez równie doświadczonego?

Do tego nie trzeba ufać jakiejś instytucji, ani tym bardziej przyjmować jej wartości.


Moim zadaniem nie jest z tobą walczyć, zmienić ciebie czy podporządkować.
Moim zadaniem jest nauczyć ciebie myśleć samodzielnie w wybrany przez ciebie sposób.
Wtedy będziemy mogli dyskutować.
Kontrast (1042 punktów)
Witam!

Nie chce mi się już tłumaczyć przed tobą dlaczego ufam Kościołowi. Ufam, bo wybrałem to zaufanie, a tego nie zrozumiesz, więc w tym temacie to raczej EOT, bo nie dogadamy się, a kontestacji nie przyjmuję, nie chcę. W Kościele jestem w domu i nie podobają mi się szałasy, czy pakamery jakie co rusz stawiają budowniczowie wieży Babel. Znam się trochę na budownictwie, ale o gustach ponoć się nie dyskutuje

Pozdrawiam!

Doskonała miłość usuwa lęk
zima (560 punktów)

>>>ale jeśli Kościół głosi, że ten kto umiera w grzechu ciężkim idzie prosto do piekła, to tak trzeba wierzyć.
>Nadinterpretacja.
Jak mało niektórzy ważą swoje słowa, że już po chwili im zaprzeczają.
Już gdzieś to widziałem; Lewan lewan lewan do w ski.
Pozdrawiam
Kontrast (1042 punktów)
Nie drażnij mnie Zima, bo rośnie we mnie pokusa, aby wziąć na warsztat semantyczny Twoje posty i pewnie znalazłoby się niejedno nieprecyzyjne sformułowanie. Ja się uczę waszego myślenia i to jest trochę jak pole minowe, wystarczy jeden nieostrożny ruch i buum ...
Jednak to taka wirtualna szkoła saperska Dużo się nauczyłem...

Doskonała miłość usuwa lęk
zima (560 punktów)
>Nie drażnij mnie Zima, bo rośnie we mnie pokusa, aby wziąć na warsztat semantyczny Twoje posty i pewnie znalazłoby się niejedno nieprecyzyjne sformułowanie. Ja się uczę waszego myślenia i to jest trochę jak pole minowe, wystarczy jeden nieostrożny ruch i buum ...
>Jednak to taka wirtualna szkoła saperska Dużo się nauczyłem...
To przyznanie się do winy jak rozumiem.
Kontrast (1042 punktów)

>>Jednak to taka wirtualna szkoła saperska Dużo się nauczyłem...
>To przyznanie się do winy jak rozumiem.
A gdzie tu wina, żebym się musiał przyznawać?
Najwięcej można się nauczyć na błędach, bo to pomaga ich uniknąć w przyszłości i wystrzegać się podobnych.

Doskonała miłość usuwa lęk
placownik (17853 punktów)

   Skoro nasza dyskusja zeszła na tematy związane z myśleniem, muszę Ci się Kontraście do czegoś przyznać. Otóż w dyskusjach toczonych z Tobą, oprócz nadziei przekonania Cię do przynajmniej niektórych moich racji, przyświeca mi jeszcze inny cel. Cel ten wynika wprost z pewnej myśli księdza Józefa Tischnera. Kapłan ten niewątpliwie nie tylko wierzył i rozmyślał, ale także myślał. Mam wrażenie, że w dzisiejszym polskim Kościele taka postawa jest coraz rzadziej spotykana, zaś osoby ją prezentujące są spychane na obrzeża, a nawet wręcz wypychane poza "wspólnotę wiernych". Gdyby było ich więcej, łatwiej byłoby znosić ekscesy Radia Maryja, ale cóż, jest tak jak jest. Ofiarność wiernych kieruje się na wspieranie tej "katolickiej" rozgłośni, toczącej bezkompromisową walkę z aborcją, homoseksualizmem, żydokomuną i Platformą Obywatelską. Na wspieranie budowy Świątyni Opatrzności Bożej już jej nie starcza i dlatego będzie ona wznoszona ku chwale bożej również za moje - ateistyczne - pieniądze. Jest o czym pomyśleć, prawda Kontraście?

   Ale wracając do myśli księdza Tischnera. Brzmi ona tak: "Jeszcze nie widziałem nikogo, kto stracił wiarę, czytając Marksa, za to widziałem wielu, którzy stracili ją przez kontakt z księżmi". Nie jesteś co prawda księdzem, mienisz się tylko teologiem, ale mam wrażenie, że wiele Twoich wypowiedzi może odnosić skutek podobny do tego, który miał na myśli ksiądz Tischner w odniesieniu do księży.

   Kończąc pragnę Cię jeszcze o coś zapytać. Czy miałeś na myśli moją skromną osobę pisząc : >Jeśli przychodzą tacy "oświeceni" po przeczytaniu kilku książek i gardzą tymi wszystkimi myślicielami, dają tylko świadectwo kim są
Jeśli tak, to w którym miejscu dostrzegłeś w moich wypowiedziach pogardę?

   Pozdrawiam

Niech strój słów podkreśla urodę myśli
Kontrast (1042 punktów)
Witam!

>   Skoro nasza dyskusja zeszła na tematy związane z myśleniem, muszę Ci się Kontraście do czegoś przyznać. Otóż w dyskusjach toczonych z Tobą, oprócz nadziei przekonania Cię do przynajmniej niektórych moich racji,
Nie jestem betonem i jeśli masz rację w jakichś kwestiach neutralnych to nie ma dyskusji, ale są sprawy zbyt silnie wiążące się z Twoimi przekonaniami, które nie pasują do moich, których nie mogę przyjąć. Ja mam silnie umotywowane i dobrze przemyślane najważniejsze założenia swojego światopoglądu. Wiele lat nad tym rozmyślałem i były to przemyślenia "na pustyni", a nie przy papierosku, czy kawce. Ateizm i agnostycyzm znam całkiem nieźle i te argumenty nie przekonują mnie. Jeśli rozmawiam, to dlatego, że szukam źródeł i motywacji dla takich postaw. Jednak jak widzę jest tu ta sama rekurencja, co z innymi rzeczami. "Nie ufam Bogu, bo On budzi we mnie nieufność, więc nie ufam Bogu" mówi agnostyk, a ateista "Boga nie ma, więc nie da się Go udowodnić, a ponieważ nie da się Go udowodnić, to Boga nie ma." I takie zdania słyszę tu w kółko jak "siała baba mak...".

>przyświeca mi jeszcze inny cel. Cel ten wynika wprost z pewnej myśli księdza Józefa Tischnera.
Nie określiłeś tego celu i muszę się znowu domyślać. Znowu chcesz udowadniać, że książa i potem w konkluzji moja osoba, tylko zniechęcamy do wiary. Nauczyłem się już rozpoznawać tę Twoją technikę "perswazji". Nie wiem na ile świadomą, ale ja to rozpoznaję i dlatego jestem odporny. Outsider i inni stosują tu podobne metody. Trochę to dziwne i zastanawiam się, czy to wynika z jakiegoś szkolenia, czy spontanicznie wszyscy z tej grupy macie taką postawę. Utrudnia to normalną rozmowę, bo taka podejrzliwość i oskarżycielski ton jest nie do zniesienia. Proponuję wnikliwie przeczytać własne posty, może to zobaczysz. Wiadomo, że akcja wywołuje reakcję i pomimo samokontroli reaguję czasami impulsywnie. Zauważyłem, że teraz Dajmonion stał się celem podobnych działań.

>   Ale wracając do myśli księdza Tischnera. Brzmi ona tak: "Jeszcze nie widziałem nikogo, kto stracił wiarę, czytając Marksa, za to widziałem wielu, którzy stracili ją przez kontakt z księżmi".
Skąd wziąłeś taki cytat? Ks. Tischner miewał czasami takie powiedzonka, podobnie jak ja na tym forum. Nieraz się coś chlapnie bez refleksji, a potem cię cytują... eech...
"Mowa jest srebrem, a milczenie złotem" chciałoby się powiedzieć...
>Nie jesteś co prawda księdzem, mienisz się tylko teologiem, ale mam wrażenie, że wiele Twoich wypowiedzi może odnosić skutek podobny do tego, który miał na myśli ksiądz Tischner w odniesieniu do księży.
Znów zaczynasz starą grę. Nie dostrzegasz, że nieustannie w swoich postach deprecjonujesz mnie osobiście tak "wężykiem". Jestem uczulony na to i dlatego się odgryzam, i robię złośliwy. Co do owoców mojego działania nie ode mnie zależy jak Bóg zadziała w duszach. Nie jestem supermenem, pracuję jak potrafię na tym polu, a na konkurencję nie narzekam, robotników mało. Ja tylko przyszedłem obejrzeć pole i jeszcze nic nie robię, więc pretensje trochę bez sensu...

>   Kończąc pragnę Cię jeszcze o coś zapytać. Czy miałeś na myśli moją skromną osobę pisząc : >Jeśli przychodzą tacy "oświeceni" po przeczytaniu kilku książek i gardzą tymi wszystkimi myślicielami, dają tylko świadectwo kim są
Mam nadzieję, że nie. Napisałem ogólnie o mądralach i zarozumialcach, a takimi są na ogół ludzie, którzy mając mierne wykształcenie, natychmiast chcą naprawiać świat.

>Jeśli tak, to w którym miejscu dostrzegłeś w moich wypowiedziach pogardę?
Pogarda, to może zbyt mocne słowo, ale brak szacunku jest widoczny i zdaje się, że nie ukrywasz tego.

A teraz te dygresje...
Cały czas grasz tymi podtekstami

>(...)ale także myślał. (...)taka postawa jest coraz rzadziej spotykana, zaś osoby ją prezentujące są spychane na obrzeża, a nawet wręcz wypychane poza "wspólnotę wiernych".
>Gdyby było ich więcej (...), ale cóż, jest tak jak jest.
Z tej zawiłej wypowiedzi wynika, że Kościół to zbiór półgłówków, a jak tylko ktoś pomyśli to go wywalają za burtę. Oczywiście myślącymi są tylko tacy, którzy narzekają, krytykują i "reformują" Kościół walcząc z ciemnotą >(...) tej "katolickiej" rozgłośni, toczącej bezkompromisową walkę z aborcją, homoseksualizmem,
[i dla wzbogacenia menu] z >żydokomuną i Platformą Obywatelską.
I lecąc w tym uniesieniu Deschnerowskim, konkludujesz, że :
>Na wspieranie budowy Świątyni Opatrzności Bożej już jej nie starcza
>i dlatego będzie ona wznoszona ku chwale bożej również za moje - ateistyczne - pieniądze.
Usiadłem kiedyś, żeby policzyć ile wypadnie na jednego podatnika licząc ok. 20 milionów osób, wyszło po złotówce. Jeśli ktoś traci godziny, żeby się pieklić o złotówkę, to powinien wziąć kalkulator i policzyć ile złotówek traci w tym czasie.
Wspomnę o akcjach charytatywnych Kościoła wyręczających Państwo, a to idzie w miliardy. Zakonnice, prowadzące ośrodki dla upośledzonych dzieci, którymi nikt się nie chce opiekować i wiele innych służb oraz inicjatyw, na które nie ma pieniędzy w samorządach. Jakoś agnostycy i ateiści nie palą się masowo, żeby wyręczać tu Państwo. Jak katolicy to robią bezinteresownie to się nie liczy. Jednak nawet, gdyby tego nie robili, to ja również powinienem protestować wobec przeznaczania moich teistycznych pieniędzy na bezbożne cele, jak refundacje niektórych pseudoleków, wspieranie ateizujących i antykościelnych organizacji humanistycznych itd. Dzięki takiej świątyni mogę powiedzieć, że daję moje pieniądze na budowę tego obiektu. Złotówka to niewielki koszt.

>Jest o czym pomyśleć, prawda Kontraście?
O jednej złotówce nie będę tyle myślał, mam ciekawsze tematy...

   Pozdrawiam!

Doskonała miłość usuwa lęk
placownik (17853 punktów)
>Skąd wziąłeś taki cytat?

   Z nieprzebranych zasobów Racjonalisty

>Ks. Tischner miewał czasami takie powiedzonka, podobnie jak ja na tym forum.

   No proszę. A ja miałem Cię za osobę z nieuzasadnionym kompleksem niższości.

>Usiadłem kiedyś, żeby policzyć ile wypadnie na jednego podatnika licząc ok. 20 milionów osób, wyszło po złotówce.
>Złotówka to niewielki koszt.
>O jednej złotówce nie będę tyle myślał, mam ciekawsze tematy...

   Na przykładzie tej złotówki postaram się wykazać Ci różnice pomiędzy naszymi systemami wartości. Naszymi - to znaczy Twoim i moim. W tym celu przeprowadzę nieco inne działanie arytmetyczne. Podzielę mianowicie kwotę 20 milionów złotych przez 18 milionów - liczbę katolików (90% z 20 milionów). Wynik to jeden złoty i jedenaście groszy. Gdyby każdy katolik dorzucił od siebie jedenaście groszy, nie zachodziłaby potrzeba zabierania mojej złotówki.

   Twój system wartości dopuszcza odebranie mi złotówki, bo po pierwsze - to kwota drobna, po drugie - cel szlachetny i po trzecie - oszczędzasz na tym jedenaście groszy.

   Według mojego systemu wartości odebranie komukolwiek nawet jedenastu groszy jest naganne, niezależnie od celu na jaki te pieniądze mają być przeznaczone, natomiast godne pochwały są dobrowolne datki na cele powszechnie użyteczne.

   Przelicz to sobie jeszcze i pomyśl czy warto było.

   Tak czy inaczej uważam, że z moralnego punktu widzenia jesteś mi winien jedenaście groszy.

   Pozdrawiam



Niech strój słów podkreśla urodę myśli
Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów)
>   Tak czy inaczej uważam, że z moralnego punktu widzenia jesteś mi winien jedenaście groszy.
>   Pozdrawiam
>
>
Niech strój słów podkreśla urodę myśli


Niestety, już nie. Obecnie Kontarst jest winien każdemu z nas po 22 grosze - Sejmik Mazowsza dołożył kolejne 20 mln. z naszych podatków. A przecież nie koniec na tym, za dobrym przykładem pójdą inni, a samorządów, agencji i funduszy dysponujących nie swoimi pieniędzmi nam nie brakuje.
Pozdrawiam.

fides ex necessitate esse non debet
Kontrast (1042 punktów)
Gdybym podliczył ile idzie na refundację antykoncepcji, in-vitro, a w przeszłości aborcji, to można by za to zbudować świątynię ze złota i kości słoniowej. Niestety nikt nie pytał wtedy i teraz wierzących o zdanie. Wyzywano ich od zacofańców itp. Dlatego takie hasła jak tu i niżej o 22 groszach to szkoda gadać...
Aczkolwiek niektóre decyzje są trochę zbyt szybko podjęte (gdyby było referendum, takie zarzuty nie miałyby podstaw, tylko referendum kosztuje więcej niż środki jakie przeznaczono na cel). Może kiedyś jak upowszechnią się komputery i każdy będzie mógł oddać bezpośrednio głos bez dodatkowych kosztów, demokracja będzie bardziej bezpośrednia niż teraz i w podobnych kwestiach obywatele zadecydują w referendach elektronicznie.

Doskonała miłość usuwa lęk
Wilhelm
>Tak sobie czytałem posty Kontrasta w tym temacie i gdzieś pod skórą powstało u mnie pewne wrażenie. Powoli przebijała się sugestia, że Kontrast nie pyta o wolność od czy do wartości, on usilnie stara się znaleźć drogę do wolności od wolności.
>Czemu tak mówię? Bo on chce udowodnić, że są takie wartości, które zwalniają nas z myślenia i z poszukiwań najlepszych postępowań w danych sytuacjach. Jakby w życiu nie trzeba było stawiać czoła nowym wyzwaniom i poszerzać swoje pole widzenia.
>Dla Kontrasta owe wartości są równoznaczne z klapkami na oczach. Po piewsze chciałby on udowodnić, że wszyscy je mają, a po drugie, że kształt jego własnych klapek jest najlepszy.
>Jakby zapomina, że człowiek w ciągu życia się rozwija...
Kontrast mysli, ze znalazl lek na cale zlo Mysli wiec, ze ucieczka od wartosci za to odpowiada, co wg mnie jest niewlasciwym postawieniem problemu. Nie ma wartosci uniwersalnych, gdyz w takim razie na swiecie panowalaby jedna religia/system filzoficzny. Czlowiek, wyrastajac w obrebie kultury, stara sie dopasowac do ogolnie panujacych zwyczajow i praw. Zmieniajac jednakze otoczenie, moze go spotkac przykra niespodzianka...I gdzie ten uniwersalizm?
Kontrast nie odpowiada na trudne pytania, zaslaniajac sie brakiem czasu. Moim zdaniem idzie on na latwizne

Der Letzte macht das Licht aus!
dajmonion (3663 punktów)
>Nie ma wartosci uniwersalnych, gdyz w takim razie na swiecie panowalaby jedna religia/system filzoficzny.

Pokój na swiecie nie jest dla Ciebie wartoscią uniwersalną, zdrowie też nie? Zastanów się zanim cos napiszesz.
Z faktu, że nie wszyscy kierują się wartosciami wnioskujesz, że wobec tego nie ma wartosci? a mało to na swiecie ludzi głupich? Oto dedukcja na miarę człowieka, który podobno skończył chemię.

On jest z nami, nasz Emanuel.
zima (560 punktów)
>>Nie ma wartosci uniwersalnych, gdyz w takim razie na swiecie panowalaby jedna religia/system filzoficzny.
> Pokój na swiecie nie jest dla Ciebie wartoscią uniwersalną, zdrowie też nie? Zastanów się zanim cos napiszesz.
Hahahaha. Dobre. Pokój na świecie wartością uniwersalną...hahahha. Mógłbyś zdefiniować, co według Ciebie znaczy wartość uniwersalna? Taka, którą wyznają wszyscy? Rzeczywistość Ci przeczy.
> Z faktu, że nie wszyscy kierują się wartosciami wnioskujesz, że wobec tego nie ma wartosci? a mało to na swiecie ludzi głupich? Oto dedukcja na miarę człowieka, który podobno skończył chemię.
A Ty wiesz o tym i wnioskujesz, że są wartości uniwersalne, hahahahah.
>
On jest z nami, nasz Emanuel.

Wolałbym kobietę. Nie jestem gejem.
dajmonion (3663 punktów)
>>>Nie ma wartosci uniwersalnych, gdyz w takim razie na swiecie panowalaby jedna religia/system filzoficzny.
>> Pokój na swiecie nie jest dla Ciebie wartoscią uniwersalną, zdrowie też nie? Zastanów się zanim cos napiszesz.
>Hahahaha. Dobre. Pokój na świecie wartością uniwersalną...hahahha. Mógłbyś zdefiniować, co według Ciebie znaczy wartość uniwersalna? Taka, którą wyznają wszyscy? Rzeczywistość Ci przeczy.

Wartość obiektywna, to taki cel, którego realizacja zapewnia ludziom mozliwośc godnego życia i osiągnięcia szczęścia. Przykładem takiej wartości jest wielokrotnie już wspomniany pokój. Nie jest to oczywiście taka wartość, którą uznają wszyscy, gdyż pełno jest na świecie ludzi okrutnych i głupich.


On jest z nami, nasz Emanuel.
zima (560 punktów)
Niektórzy znajdują szczęście w wojnie.
Pokój jako wartość uniwersalna według Twojej definicji obalony.
dajmonion (3663 punktów)
>Niektórzy znajdują szczęście w wojnie.
>Pokój jako wartość uniwersalna według Twojej definicji obalony.

Jeżeli komus sprawia frajdę zabijanie ludzi to jest sadystą i degeneratem, chyba, że dla Ciebie sadyzm to odmiana normalnosci. W filmie "Urodzony 4 lipca" jest pokazana uszczęsliwiająca moc wojny.
Wojna ma być według Ciebie wartoscią tylko dlatego, że jakis chory psychicznie degenerat się w niej lubuje??? Pomysl zanim napiszesz.


On jest z nami, nasz Emanuel.
Kontrast (1042 punktów)
Witaj!
Widzę, że nie tylko mnie tu niektórzy atakują. Jednak nie poddawaj się, bo (por. Mt 5, 11), to tylko dowód, że służymy komu trzeba. Zobacz, Kogo tu atakują i jakie mają motywacje. Bronią zaciekle królestwa sceptycyzmu, cynizmu i nieufności do wszystkiego, co święte i uwielbiają świat (por. 1 J 2, 15-17). Z czym to się kojarzy? Szukają dowodów, a mają go na widoku (por. 1 J 4, 3). Dlaczego, skoro nie wierzą, uwzięli się na Chrystusa? To dla mnie wielka zagadka. Przecież tyle innych rzeczy mogliby robić. Takie mam skojarzenia, ale może to dlatego, że późno i przysypiam przy komputerze?

Pozdrawiam!

Doskonała miłość usuwa lęk
AstralStorm (558 punktów)
>Witaj!
>Widzę, że nie tylko mnie tu niektórzy atakują. Jednak nie poddawaj się, bo (por. Mt 5, 11), to tylko dowód, że służymy komu trzeba.

Hmm? Jeśli coś się nie podoba, to znaczy że jest dobre?
Super, to powinniście zacząć mordować ludzi.

> Zobacz, Kogo tu atakują i jakie mają motywacje. Bronią zaciekle królestwa sceptycyzmu, cynizmu i nieufności do wszystkiego,

Dziękuję za uznanie, ale cynikiem nie jestem.

> co święte i uwielbiają świat (por. 1 J 2, 15-17). Z czym to się kojarzy? Szukają dowodów, a mają go na widoku (por. 1 J 4, 3). Dlaczego, skoro nie wierzą, uwzięli się na Chrystusa?

Niezależnie od poglądów filozoficznych Chrystusa nie widzę sensu zaufania *organizacji Kościoła Katolickiego*.

> To dla mnie wielka zagadka. Przecież tyle innych rzeczy mogliby robić. Takie mam skojarzenia, ale może to dlatego, że późno i przysypiam przy komputerze?

Chrystus zdaje się uznawał jedną wartość uniwersalną: miłość bliźniego.

Piękne było, ale poznał tą miłość na własnej skórze. Szkoda.

Poza tym jego wersja złotej zasady jest równie dobra jak każda inna. Np. co do rzucania kamieniem w cudzołożnicę... miał chyba rację. Prawie każdy ma coś za uszami.


Moim zadaniem nie jest z tobą walczyć, zmienić ciebie czy podporządkować.
Moim zadaniem jest nauczyć ciebie myśleć samodzielnie w wybrany przez ciebie sposób.
Wtedy będziemy mogli dyskutować.
Kontrast (1042 punktów)
Witam!
To był post do Dajmona i chyba należało go wysłać prywatnie...

>>Widzę, że nie tylko mnie tu niektórzy atakują. Jednak nie poddawaj się, bo (por. Mt 5, 11), to tylko dowód, że służymy komu trzeba.
>Hmm? Jeśli coś się nie podoba, to znaczy że jest dobre?
Są pewne kryteria pozwalające rozpoznać motywacje napastników. To działa jak test, ale nie chce mi się tłumaczyć tego, bo i tak masz na wszystko gotowe odpowiedzi. Antychryści mają specyficzne cechy, które pozwalają ich stosunkowo szybko rozpoznać wprawnemu obserwatorowi. Zresztą ci świadomi nie ukrywają zbytnio swojej tożsamości.

>Super, to powinniście zacząć mordować ludzi.
Panie, coś pan? Dobrze się czujesz?...

>> Zobacz, Kogo tu atakują i jakie mają motywacje. Bronią zaciekle królestwa sceptycyzmu, cynizmu i nieufności do wszystkiego,
>Dziękuję za uznanie, ale cynikiem nie jestem.
To poczytaj swoje posty, albo daj komuś innemu, jeśli nie widzisz tam cynizmu, to jak nazwiesz taką postawę. Choć może to uwaga, w większym stopniu do innych. Oczywiście chodzi mi o cynizm w znaczeniu ogólnym, a nie ten w wydaniu Antystenesa (też nieciekawy zresztą).

>> co święte i uwielbiają świat (por. 1 J 2, 15-17). Z czym to się kojarzy? Szukają dowodów, a mają go na widoku (por. 1 J 4, 3). Dlaczego, skoro nie wierzą, uwzięli się na Chrystusa?
>Niezależnie od poglądów filozoficznych Chrystusa nie widzę sensu zaufania *organizacji Kościoła Katolickiego*.
Kościół to wspólnota wierzących w Chrystusa, a hierarchia wyższego duchowieństwa i struktury to jego mniejszościowa cząstka. Duchowieństwo to chyba ok 1% wiernych jeśli nie mniej. Uderzając w Kościół uderzasz w całość. W przełożeniu na struktury społeczne, Kościół to Państwo Boże, a hierarchia duchowieństwa, to władza państwowa. Zarówno kapłani jak i wierni są obywatelami Państwa. Państwo to obejmuje nie tylko wspólnotę żywych, ale też większościową wspólnotę wiernych zmarłych. Kto chce należeć to tego Państwa musi przestrzegać jego konstytucji, czyli się podporządkować. Kościół jest zatem jednym Państwem duchowym w różnych państwach ziemskich.

>> To dla mnie wielka zagadka. Przecież tyle innych rzeczy mogliby robić. Takie mam skojarzenia, ale może to dlatego, że późno i przysypiam przy komputerze?
>Chrystus zdaje się uznawał jedną wartość uniwersalną: miłość bliźniego.
>Piękne było, ale poznał tą miłość na własnej skórze. Szkoda.
Nie zrozumiałeś o co chodzi. On umarł za nasze grzechy, a to właśnie grzechy niszczą i upokarzają miłość. Golgota to zobrazowanie tej rzeczywistości. Każdy z bohaterów reprezentuje jakąś postawę ludzi wobec miłości samego Boga. Zadałbym raczej pytanie z którą postacią Drogi Krzyżowej się utożsamiasz? Uruchom wyobraźnię, to może siebie tam odnajdziesz. Każdy z nas jest kimś z tego tłumu...
>Poza tym jego wersja złotej zasady jest równie dobra jak każda inna. Np. co do rzucania kamieniem w cudzołożnicę... miał chyba rację. Prawie każdy ma coś za uszami.
Pomyśl nad tym głębiej i poszukaj innych wskazań, może zobaczysz więcej. Jak znajdziesz potem równie dobrych nauczycieli, to możemy dyskutować. Jeśli jednak z pychą patrzysz na Jezusa jak na zwykłego człowieka, to nie zauważysz nic i Biblię będziesz czytał powierzchownie jak gazetę.

Pozdrawiam!

Doskonała miłość usuwa lęk
AstralStorm (558 punktów)
>>[...]Super, to powinniście zacząć mordować ludzi.
>Panie, coś pan? Dobrze się czujesz?...

Chodziło o sprowadzenie tego częstego sylogizmu do absurdu...

"Jeśli coś jest trudne, znaczy że jest dobre." czy "Opór gwarancją dobrego kierunku."

>>Dziękuję za uznanie, ale cynikiem nie jestem.
>To poczytaj swoje posty, albo daj komuś innemu, jeśli nie widzisz tam cynizmu, to jak nazwiesz taką postawę. Choć może to uwaga, w większym stopniu do innych. Oczywiście chodzi mi o cynizm w znaczeniu ogólnym, a nie ten w wydaniu Antystenesa (też nieciekawy zresztą).

W/g definicji słownikowej nie jestem cynikiem. Nie odrzucam powszechnie przyjętych wartości (pytanie - które są to?), nie lekceważę instytucji społecznych (tutaj - kościoła).
Nie lekceważę Kościoła jako jednego z autorytetów moralnych.

Nie lubię ludzi przyjmujących wszystko bezwarunkowo, jak to się mówi, "za święte i nienaruszalne" - tak, że nie można z tym dyskutować - czyli fanatyków.

Nie wyznaję też żadnych zasad ontologicznych kwitując je dwoma słowami: "nie wiem". Nie jestem też agnostykiem, bo nie zakładam niepoznawalności czegokolwiek.

Można mnie nazwać adogmatykiem. Tzn. staram się operować na możliwie małej liczbie dogmatów oraz naświetlać daną sprawę z perspektywy różnych ich układów.

>Kościół to wspólnota wierzących w Chrystusa, a hierarchia wyższego duchowieństwa i struktury to jego mniejszościowa cząstka. Duchowieństwo to chyba ok 1% wiernych jeśli nie mniej.

Ale to wielce wpływowa cząstka, w związku z tym przekazująca własne błędy dalej. I tej właśnie części nie ufam. Co oczywiście nie znaczy, że ją ignoruję.

> Uderzając w Kościół uderzasz w całość.

Pisząc o organizacji/instytucji miałem właśnie na myśli hierarchów, nie lud.

> W przełożeniu na struktury społeczne, Kościół to Państwo Boże, a hierarchia duchowieństwa, to władza państwowa.

Właśnie. Krytykując działania państwa, kogo krytykujesz? Ludzi tam mieszkających?

> Kto chce należeć to tego Państwa musi przestrzegać jego konstytucji, czyli się podporządkować.

Niestety, nie tylko konstytucji (tzn. dogmatów i prawd wiary), ale też wielu innych elementów, szczególnie nieformalnych zasad.

Wiele rzeczy może się nie podobać księdzu, a niektórzy nieco nadużywają danego im rządu dusz.

>Nie zrozumiałeś o co chodzi. On umarł za nasze grzechy, a to właśnie grzechy niszczą i upokarzają miłość.

Trudno umrzeć za czyjeś grzechy. (pomijam tu ezoteryczną interpretację K.K.) Natomiast łatwo umrzeć przez nie i to drugie na pewno się stało.

Z dalszą częścią zdania w pełni się zgadzam.

> Golgota to zobrazowanie tej rzeczywistości. Każdy z bohaterów reprezentuje jakąś postawę ludzi wobec miłości samego Boga. Zadałbym raczej pytanie z którą postacią Drogi Krzyżowej się utożsamiasz? Uruchom wyobraźnię, to może siebie tam odnajdziesz. Każdy z nas jest kimś z tego tłumu...

Niech no pomyślę... pewnie bym był którymś z załamanych ludzi z tłumu.

>Pomyśl nad tym głębiej i poszukaj innych wskazań, może zobaczysz więcej. Jak znajdziesz potem równie dobrych nauczycieli, to możemy dyskutować.

Lubię, jak ktoś parafrazuje mój podpis.

> Jeśli jednak z pychą patrzysz na Jezusa jak na zwykłego człowieka,

Bez pychy.

> to nie zauważysz nic i Biblię będziesz czytał powierzchownie jak gazetę.

Właśnie patrząc na Jezusa jak na zwykłego człowieka najlepiej moim zdaniem widać lekcję, którą nam przekazał. Widać, że każdy może podobnie postępować.


Moim zadaniem nie jest z tobą walczyć, zmienić ciebie czy podporządkować.
Moim zadaniem jest nauczyć ciebie myśleć samodzielnie w wybrany przez ciebie sposób.
Wtedy będziemy mogli dyskutować.
Kontrast (1042 punktów)
Witam!

>"Jeśli coś jest trudne, znaczy że jest dobre." czy "Opór gwarancją dobrego kierunku."
W tak krótkich wypowiedziach, to przeciwnicy zawsze mogą znaleźć jakiegoś haka. Ja należę tu to niewielkiej grupy obrońców wiary i w takim układzie sił cokolwiek powiedzą ludzie średnio ugruntowani, natychmiast dobrze przygotowani i będący w większości przeciwnicy mogą zinterpretować w sposób ośmieszający drugą stronę.
>>>Dziękuję za uznanie, ale cynikiem nie jestem.
>W/g definicji słownikowej nie jestem cynikiem. Nie odrzucam powszechnie przyjętych wartości (pytanie - które są to?), nie lekceważę instytucji społecznych (tutaj - kościoła).
>Nie lekceważę Kościoła jako jednego z autorytetów moralnych.
Nie jestem przekonany do prawdziwości tej deklaracji.

>Nie lubię ludzi przyjmujących wszystko bezwarunkowo, jak to się mówi, "za święte i nienaruszalne" - tak, że nie można z tym dyskutować - czyli fanatyków.
To zależy w jakim kierunku toczy się spór. Jeśli w wyniku dyskusji ma wyniknąć ustalenie szczegółowych zasad dla nowych kwestii w oparciu o niezmienne zasady, to trzeba podjąć takie rozważanie. Przykładowo, kwestia in-vitro i innych współczesnych problemów, wymagała dyskusji w oparciu o zasady etyczne, aby ustalić, że tego typu działania są niegodziwe, szczególnie ze względu na dopuszczenie do śmierci nadliczbowych embrionów.
Jeśli jednak dyskusja prowadzi do podważania takich zasad jak życie człowieka, to wolę być uznany za fanatyka, który broni życia, niż za postępowca afirmującego zbrodnię.

>Nie wyznaję też żadnych zasad ontologicznych kwitując je dwoma słowami: "nie wiem". Nie jestem też agnostykiem, bo nie zakładam niepoznawalności czegokolwiek.
Mnie uczono podstawowej zasady etycznej, aby nie podejmować decyzji jeśli "nie wiem", trzeba nabrać pewności, zanim się podejmie decyzję. Jeśli na polowaniu nie wiem, czy w krzakach jest dzik, czy może naganiacz nie będę strzelał. To przekłada się na inne sprawy, w których ta zasada obowiązuje. Podobnie nie można czynić zła, aby wynikło z niego dobro.

>Można mnie nazwać adogmatykiem. Tzn. staram się operować na możliwie małej liczbie dogmatów oraz naświetlać daną sprawę z perspektywy różnych ich układów.
W Państwie musi być porządek i kto chce być porządnym obywatelem musi dostosować się do zarządzeń Króla (Władcy). Jeśli wybiera sobie to co mu się podoba, sam czyni się królem i w ten sposób staje się przestępcą. Wielkie przestępstwa czynią banitą.

>>Kościół to wspólnota wierzących w Chrystusa, a hierarchia wyższego duchowieństwa i struktury to jego mniejszościowa cząstka. Duchowieństwo to chyba ok 1% wiernych jeśli nie mniej.
>Ale to wielce wpływowa cząstka, w związku z tym przekazująca własne błędy dalej. I tej właśnie części nie ufam. Co oczywiście nie znaczy, że ją ignoruję.
>> Uderzając w Kościół uderzasz w całość.
>Pisząc o organizacji/instytucji miałem właśnie na myśli hierarchów, nie lud.
>> W przełożeniu na struktury społeczne, Kościół to Państwo Boże, a hierarchia duchowieństwa, to władza państwowa.
>Właśnie. Krytykując działania państwa, kogo krytykujesz? Ludzi tam mieszkających?
Krytyka niewłaściwych zachowań jest słusznym upominaniem, ale podważanie autorytetu urzędów staje się przestępstwem. Oplucie policjanta (czy inna zniewaga) na służbie, choćby był tego wart jest przestępstwem wiekszym niż podobna czynność wobec zwykłego obywatela. Winę trzeba udowodnić i upomnieć osobiście, jak nie posłucha, można wobez przełożonych i wyżej. Rzucanie oszczerstw i uogólnień jest zwykłym szkalowaniem. Gdyby nie było takich postaw, zupełnie inaczej przebiegałyby dyskusje. Trzeba chcieć stosować zasady komunikacji, ale najwyraźniej wiedza ta jest trudna do przyswojenia.

>> Kto chce należeć to tego Państwa musi przestrzegać jego konstytucji, czyli się podporządkować.
>Niestety, nie tylko konstytucji (tzn. dogmatów i prawd wiary), ale też wielu innych elementów, szczególnie nieformalnych zasad.
>Wiele rzeczy może się nie podobać księdzu, a niektórzy nieco nadużywają danego im rządu dusz.
Można być bezdomnym i wtedy jest się poza prawem. Jednak stając się bezdomnymi stajemy się dziadami, żebrzącymi o kawałek chleba, bo poza systemem żyć się nie da. Banda bezdomnych może stworzyć sobie szałasy, albo się włamywać do cudzych domów, ale to nie zmienia ich statusu.

>>Nie zrozumiałeś o co chodzi. On umarł za nasze grzechy, a to właśnie grzechy niszczą i upokarzają miłość.
>Trudno umrzeć za czyjeś grzechy. (pomijam tu ezoteryczną interpretację K.K.) Natomiast łatwo umrzeć przez nie i to drugie na pewno się stało.
Przez i za nasze grzechy. Miłość cierpi z powodu zła, bo nie jest złem i nie odpłaca złem, za zło, przemocą za przemoc itd.

>Z dalszą częścią zdania w pełni się zgadzam.
>> Golgota to zobrazowanie tej rzeczywistości. Każdy z bohaterów reprezentuje jakąś postawę ludzi wobec miłości samego Boga. (...)
>Niech no pomyślę... pewnie bym był którymś z załamanych ludzi z tłumu.
Ciekawe... Ale może powinieneś pójść do Emaus...

>>Pomyśl nad tym głębiej i poszukaj innych wskazań, może zobaczysz więcej. Jak znajdziesz potem równie dobrych nauczycieli, to możemy dyskutować.
>Lubię, jak ktoś parafrazuje mój podpis.
Ja szukałem, ale znalazłem jedynie pyszałków, chwalących własne wywody i siebie samych - naprawiaczy świata, którzy wzywają do pracy innych, a sami nie tkną niczego palcem. Byli też oszołomieni Prometeusze przynoszący ogień na ziemię...

cdn.


Doskonała miłość usuwa lęk
Kontrast (1042 punktów)
Ciąg dalszy.
>> Jeśli jednak z pychą patrzysz na Jezusa jak na zwykłego człowieka,
>Bez pychy.
>> to nie zauważysz nic i Biblię będziesz czytał powierzchownie jak gazetę.
>Właśnie patrząc na Jezusa jak na zwykłego człowieka najlepiej moim zdaniem widać lekcję, którą nam przekazał. Widać, że każdy może podobnie postępować.
Może słuszna uwaga, że będąc człowiekiem niczym się od nas nie różnił oprócz grzechu. Jednak On jest Bogiem, który stał się człowiekiem dla naszego zbawienia. Wiara sprowadza się z zasadzie do tej kwestii, czy wierzymy, że On jest Panem i uznajemy Jego Panowanie. Wszystkie dogmaty, Kościół, doktryna, to rzeczy wtórne. W istocie chodzi o prostą odpowiedź na pytanie, czy wierzysz, że Jezus jest Panem? Tak lub nie. Wszystko inne to konsekwencja tej decyzji. Takie dyskusje jak na tym forum, miałyby może sens pomiędzy Żydami a chrześcijanami. Najpierw trzeba wierzyć w istnienie Boga, a dopiero potem można zrozumieć tajemnicę wcielenia.

Pozdrawiam!

Doskonała miłość usuwa lęk
less
>Najpierw trzeba wierzyć w istnienie Boga, a dopiero potem można zrozumieć tajemnicę wcielenia.
Kompletna bzdura.
Wilhelm
>>Nie ma wartosci uniwersalnych, gdyz w takim razie na swiecie panowalaby jedna religia/system filzoficzny.
> Pokój na swiecie nie jest dla Ciebie wartoscią uniwersalną, zdrowie też nie? Zastanów się zanim cos napiszesz.
Nie mieszaj kolego zdrowia z wartosciami religijnymi/filozoficznymi. To, ze chcesz zyc wynika raczej z instynktu samozachowawczego. Zwierzaki tez chca przetrwac i co, wierza moze w jakies wartosci?
> Z faktu, że nie wszyscy kierują się wartosciami wnioskujesz, że wobec tego nie ma wartosci?
Jasiu, czytaj ze zrozumieniem. Nie ma wartosci uniwersalnych dla wszystkich spolecznosci homo sapiens, co nie wyklucza istnienia takowych lokalnie.
a mało to na swiecie ludzi głupich? Oto dedukcja na miarę człowieka, który podobno skończył chemię.
>
On jest z nami, nasz Emanuel.

Nie bede sie znizal do Twego poziomu. EOT


Der Letzte macht das Licht aus!
dajmonion (3663 punktów)
>>>Nie ma wartosci uniwersalnych, gdyz w takim razie na swiecie panowalaby jedna religia/system filzoficzny.
>> Pokój na swiecie nie jest dla Ciebie wartoscią uniwersalną, zdrowie też nie? Zastanów się zanim cos napiszesz.
>Nie mieszaj kolego zdrowia z wartosciami religijnymi/filozoficznymi.
To czy nazwiesz zdrowie czy pokój wartością religijna czy filozoficzną ma naprawdę n-to rzędne znaczenie. Nazywaj sobie je jak chcesz. Nie zmienia to faktu, że pokój jest wartością obiektywną, a jeżeli tak nie uważasz to uzasadnij.
>To, ze chcesz zyć wynika raczej z instynktu samozachowawczego. Zwierzaki tez chca przetrwac i co, wierza moze w jakies wartosci?
Dla zwierząt ich życie też jest dla nich wartoscią.
Poza tym wskazanie na instynkt samozachowawczy jako na źródło wartości nie zmienia faktu, że one obiektywnie istnieją.
Powiedzenie, że ludzie pragna pokoju gdyż wynika to z ich potrzeby przetrwania nie jest żadną polemika ze mna, bo ja tego nie neguję. Wręcz przeciwnie, też uważam, że obiektywne wartości osadzone są w naturze człowieka.
>> Z faktu, że nie wszyscy kierują się wartosciami wnioskujesz, że wobec tego nie ma wartosci?
>Jasiu, czytaj ze zrozumieniem. Nie ma wartosci uniwersalnych dla wszystkich spolecznosci homo sapiens, co nie wyklucza istnienia takowych lokalnie.
Ja doskonale rozumiem Twój relatywizm, pragnę jednocześnie zaznaczyć, że mój wniosek był prawidłowy: z faktu, że na świecie panuje róznorodność wnioskujesz, że nie ma wartości uniwersalnych. Chcesz w ten sposób przemycić ideologie relatywizmu (nie ma obiektywnych wartości), bo to, że ludzie sa różni i różnie się zachowują to nawet dziecko wie.

On jest z nami, nasz Emanuel.
Sodoma i gomora
Namysł nad wartościami jest przebraną teologią i został stworzony po to, aby wypełnić pustkę po krachu wielkich narracji. Oczywiście wartości są zhipostazowanymi pojęciami, czyli takimi, o których twierdzi się, że istnieją obiektywnie. To jest blef, ale bardzo pożyteczny. Dla wychowania ma duze znaczenie. Sądzę, że współcześnie można na tym dużo wygrać, to nadal istnieje, jest źródłem inspiracji dla filozofów. Cały problem w tym, że trzeba kombinować jak udowodnić, że one istnieją, podobnie jak w przypadku dowodów na istnienie Boga, nikt nigdy nie widział wartości(chyba, że jest jakaś w pobliżu i smaruje bułkę dżemem, tylko schowała się za rogiem i jej nie widać). Ale ok, dobre i to. Bawcie się panowie, tylko nie dajcie się zwieść swoim własnym wyobrażeniom. Trzeba mieć dystans przede wszystkim do własnych kłamstw.

Kontrast (1042 punktów)
Przypominasz tego komunistycznego nauczyciela, co chciał dzieciom udowadniać, że Boga nie ma, bo nikt Go nie widział, ale jak dzieci zapytały, czy widział swój własny rozum, nie wiedział, co powiedzieć.

Doskonała miłość usuwa lęk
Kontrast (1042 punktów)
Witam!
Widzę, że tu się robi zlot wróżek (sabat)...

>Kontrast mysli, ze znalazl lek na cale zlo
Nie ja znalazłem, a lek jest wypróbowany, więc ufam w jego skuteczność.
>Mysli wiec, ze ucieczka od wartosci za to odpowiada, co wg mnie jest niewlasciwym postawieniem problemu.
A czym jest ta degeneracja jaką widzimy?

>Nie ma wartosci uniwersalnych, gdyz w takim razie na swiecie panowalaby jedna religia/system filzoficzny.
Jeśli ludzie byliby bezwolnymi istotami, to pewnie tak, ale nie są, więc mnie to nie dziwi... Masoni coś takiego kombinują, ale ich pewnie będą słuchać tłumy jak każdej głupiej mody zresztą.

>Czlowiek, wyrastajac w obrebie kultury, stara sie dopasowac do ogolnie panujacych zwyczajow i praw. Zmieniajac jednakze otoczenie, moze go spotkac przykra niespodzianka...I gdzie ten uniwersalizm?
Systemy i tyle. To takie twierdze kanaanejskie jak Jerycho...

>Kontrast nie odpowiada na trudne pytania, zaslaniajac sie brakiem czasu.
Nie mam czasu i nad niektórymi rzeczami muszę pomyśleć i poczytać, a to tak szybko nie idzie. Jak napiszę coś na szybko, to się czepiasz.

>Moim zdaniem idzie on na latwizne
Twoim zdaniem

Pozdrawiam!

PS. Cierpliwości...

Doskonała miłość usuwa lęk
Celecrin (11895 punktów)
Cześć
>Nie ja znalazłem, a lek jest wypróbowany, więc ufam w jego skuteczność.
Gdzie i jak był wypróbowany?
>A czym jest ta degeneracja jaką widzimy?
Rozumiem! W średniowieczu kieszonkowców nie było, a metody policyjne były zgodne z naukami Chrystusa, tak?

Lacho calad, drego morn
Kontrast (1042 punktów)
Witam!
I znowu język ucieka do średniowiecza?
Idę spać, szkoda czasu. Ja chyba zacznę w końcu przypominać sobie rewolucje wzniecane przez ateistów i ciekawe kto wyjdzie lepiej w takiej licytacji. To, że jacyś fanatycy nakręceni nienawiścią, bezmyślnie w imię jakiegokolwiek systemu popełniali zbrodnie to nie oznacza, że prawdziwe ideały i wartości były złe. To ci głupcy i profani zniszczyli i obrzydzili dobrym ludziom te wartości. Nie można tak samo oceniać niedouczonych ludzi ze średniowiecza jak oświeconych dwudziestowiecznych. Tamci byli infantylni i działali w niepełnej świadomości w okrutnych czasach, a współcześni z wyrachowania. Takie oskarżanie bez sądu, to czyste szkalowanie.
Kieszonkowcy w średniowieczu, pewnie byli, ale musieli strasznie ryzykować, bo królewskie kary były okrutne.
Pozdrawiam!


Doskonała miłość usuwa lęk
Celecrin (11895 punktów)
Cześć
Problem w tym, jaki Ty poziom odniesienia przyjmujesz
Jaki poziom odniesienia przyjąłeś do orzeczenia o upadku moralności?
Ostatnie 10 lat? Masz pretensje, że nie przyjmuję Twoich, ogólnie znanych, sloganików (używanych najchętniej przez świadków Jehowy)?
Na tym polega sceptycyzm, by myśleć samodzielnie.
Kiedyś tango uważano za obleśny taniec, dobry dla plebsu, dziś jest dystyngowany.

Pomijając jednak te sprawy, nieważne czy to będzie średniowiecze, czy renesans, Twój WZÓR żył ponad 2000 tysiące lat temu, a więc dużo wcześniej. Jeżeli mówisz do mnie językiem religijnym, będzie to język antyczny, przynajmniej teoretycznie, bo "prawa moralne" się nie zmieniły od JEGO czasów. Jeżeli widzisz degenerację, to jakim językiem mówisz?

Lacho calad, drego morn
Kontrast (1042 punktów)
Cześć!
>Problem w tym, jaki Ty poziom odniesienia przyjmujesz
> Jaki poziom odniesienia przyjąłeś do orzeczenia o upadku moralności?
W zasadzie sądzę na podstawie obiektywnej obserwacji na podstawie zwykłej etyki, bo o wierze tu nie mówię. Jeżeli prawie codziennie muszę wysłuchiwać rykowisk pod blokiem po nocach, z roku na rok gorszych pełnych bluzgów, wulgaryzmów, coraz bardziej świadczących o upadku kultury, to nie powiesz, że to normalka.
>Ostatnie 10 lat? Masz pretensje, że nie przyjmuję Twoich, ogólnie znanych, sloganików (używanych najchętniej przez świadków Jehowy)?
No jeśli spostrzeżenie faktu i niezadowolenie z takiego stanu rzeczy to slogany, to chyba tacy nocni harcownicy są dla Ciebie czymś do zakceptowania. Jeżeli strach wracać wieczorem do domu, bo realnie ryzykuje sie zdrowiem a nawet życiem, to normalka, to wybacz stanowczość, ale nie zgadzam się. I Ty też nie byłbyś zadowolony nie mogąc zasnąć w nocy przez takie orgie. I tacy ludzie potem powołuję sie na głoszone tu hasła wolności od wartości, tolerancji itd.

>Na tym polega sceptycyzm, by myśleć samodzielnie.
Wszystko ma swoje granice. Przesada w każdą stronę jest szkodliwa. Nie podcina się gałęzi, na której się siedzi, bo nie wiadomo co na dole

>Kiedyś tango uważano za obleśny taniec, dobry dla plebsu, dziś jest dystyngowany.
Kiedyś ludzie byli bardziej wstydliwi.

>Pomijając jednak te sprawy, nieważne czy to będzie średniowiecze, czy renesans, Twój WZÓR żył ponad 2000 tysiące lat temu, a więc dużo wcześniej.
Mój Wzór żyje teraz, a to różnica. Chrystus jest wiecznie żywy. Epoki i trendy kulturowe, z których Kościół wybiera (czy przymierza), co lepsze to jakby stroje, a to co najistotniejsze pozostaje niezmienne.

>Jeżeli mówisz do mnie językiem religijnym, będzie to język antyczny, przynajmniej teoretycznie, bo "prawa moralne" się nie zmieniły od JEGO czasów.
Prawa moralne to nie komórka, czy komputer, gdzie co miesiąc wchodzi na rynek nowy model. To raczej jak twierdzenia matematyczne. Można je precyzować i oczyszczać, ale same w sobie są niezmienne. Stosowanie innych reguł daje błędne wyniki.

>Jeżeli widzisz degenerację, to jakim językiem mówisz?
Językiem człowieka, któremu to przeszkadza. Choćby to, że nie mogę się wyspać przez nocnych wyjców, że z niepewnością wracam do domu wieczorem i muszę uważać kupując gazetę w kiosku, aby nie ogladać roznegliżowanych panienek. Kiedyś tego nie było w takim stopniu. Dlatego mówiąc o degeneracji nie zmyślam, ani nie muszę powoływać się na religię. Myślę, że wielu niewierzących, ale żyjących zgodnie z etyką ludzi przyzna mi tu rację.

Pozdrawiam!

Doskonała miłość usuwa lęk
Wilhelm
>Nie ja znalazłem, a lek jest wypróbowany, więc ufam w jego skuteczność.
Twoim zdaniem
>>Mysli wiec, ze ucieczka od wartosci za to odpowiada, co wg mnie jest niewlasciwym postawieniem problemu.
>A czym jest ta degeneracja jaką widzimy?
Odsylam do pierwszego mojego postu w tym watku. Byc moze o tym mowi swobodniej niz kiedys, dlatego problem stal sie berdziej widoczny.

>Jeśli ludzie byliby bezwolnymi istotami, to pewnie tak, ale nie są, więc mnie to nie dziwi... Masoni coś takiego kombinują, ale ich pewnie będą słuchać tłumy jak każdej głupiej mody zresztą.
Zapomniales wspomiec o wszystkiemu winnych Zydach, kosmitach ...i cyklistach.

>Systemy i tyle.
o waznosci lokalnej. Ale dlaczego robi sie z tego uniwersalizm?
>>Kontrast nie odpowiada na trudne pytania, zaslaniajac sie brakiem czasu. Nie mam czasu i nad niektórymi rzeczami muszę pomyśleć i poczytać, a to tak szybko nie idzie. Jak napiszę coś na szybko, to się czepiasz.

Jestes teologiem (tak przynajmniej podajesz). Nie przygotowali Cie na takie pytania?
Pozdrawiam!
>PS. Cierpliwości...
Poczekam
>
Doskonała miłość usuwa lęk

Ostatni gasi swiatlo.


Der Letzte macht das Licht aus!
Kontrast (1042 punktów)
Witam!
>Zapomniales wspomiec o wszystkiemu winnych Zydach, kosmitach ...i cyklistach.
Masonów podałem jako przykład, bo akurat mi się skojarzyło. Nie wyznaję spiskowej teorii dziejów, choć nie zaprzeczam, że spiski są, tylko trochę tych spiskujących grup jest, więc zakładanie, że tylko jakaś jedna grupa spiskuje, byłoby błędem. Mówienie, że nie ma żadnego spisku, też byłoby naiwnością, ale to nie jest temat na ten wątek.

>>Systemy i tyle.
>o waznosci lokalnej. Ale dlaczego robi sie z tego uniwersalizm?
Uniwersalne są takie wartości jak dobro człowieka, nietykalność. W końcu ogłasza się takie rzeczy jak prawa człowieka i inne normy prawne, czepianie się o to, to już przesada.
>Jestes teologiem (tak przynajmniej podajesz). Nie przygotowali Cie na takie pytania?
Przygotowali, ale wolę sobie posłuchać, jakie banialuki czasami ludzie wygadują, zbiorę sobie to w całość i będę miał materiał do badań.
Nie pali mi się do pisania wobec zarozumiałych ludzi, którzy uznają jedynie swoje wywody za prawdę. Teologia moralna to nauka wypracowana przez wielowiekowe doświadczenia w oparciu o wartości uniwersalne. W zasadzie nie ma tu różnicy z etyką, przynajmniej w fundamentalnych kwestiach, dotyczących ludzkich spraw.
Jeśli ktoś podważa fundamenty etyczne, to już sam daje świadectwo o własnych motywacjach. Taki człowiek nie może być autorytetem w sprawach moralności, a niestety tacy najgłośniej narzekają na Kościół i wytykają mu grzechy.

Pozdrawiam!


Doskonała miłość usuwa lęk
Wilhelm
>Masonów podałem jako przykład, bo akurat mi się skojarzyło.
Nie wyznaję spiskowej teorii dziejów, choć nie zaprzeczam, że spiski są, tylko trochę tych spiskujących grup jest, więc zakładanie, że tylko jakaś jedna grupa spiskuje, byłoby błędem. Mówienie, że nie ma żadnego spisku, też byłoby naiwnością, ale to nie jest temat na ten wątek.
Czy ja kiedykolwiek wspomnialem o masonach czy jakims spisku? Uwazam, ze ten watek twojej dyskusji byl niewypalem, stad moje porownanie, ze powinnismy jeszcze poszukac Zydow, kosmitow i cyklistow. Jesli juz o tym mowimy, powiedzmy, ze sa grupy nacisku, ale to jest chyba normalna rzecz w polityce (lobbing)
>Uniwersalne są takie wartości jak dobro człowieka, nietykalność.
Z europejskiego punktu widzenia, bo wyroslismy w takiej a nie innej kulturze. Gbybys byl chinczykiem albo nalezal do jakiejs kasty hiduskiej mowilbys zapewne innym glosem.
>W końcu ogłasza się takie rzeczy jak prawa
człowieka i inne normy prawne, czepianie się o to, to już przesada.
Wykazalem, ze pukt widzenia zalezy od miejsca siedzenia.
>>Jestes teologiem (tak przynajmniej podajesz). Nie przygotowali Cie na takie pytania?
>Przygotowali, ale wolę sobie posłuchać, jakie banialuki czasami ludzie wygadują, zbiorę sobie to w całość i będę miał materiał do badań.
To samo mozna powiedziec o Twoich "dyrdymalach", ktore sa jedynie nieweryfikowalna teoria.
>Nie pali mi się do pisania wobec zarozumiałych ludzi, którzy uznają jedynie swoje wywody za prawdę. Teologia moralna to nauka wypracowana przez wielowiekowe doświadczenia w oparciu o wartości uniwersalne. W zasadzie nie ma tu różnicy z etyką, przynajmniej w fundamentalnych kwestiach, dotyczących ludzkich spraw.
lol, no patrz nie wiedzialem
>Jeśli ktoś podważa fundamenty etyczne, to już sam daje świadectwo o własnych motywacjach.
Nie wciskaj mi tutaj prosze glodnych kawalkow. Ludzie o wiekow byli, sa i beda w konflikcie miedzy wyborem a zasadami moralnymi. W pewnych kwestiach czlowiek sam na sam musi stawic czola problemom, bo nikt za niego decyzji nie podejmie. Zaznaczylem jedynie, ze taki konflikt istnieje i ze zadne regulacje prawno-religijne tego nie rozwiaza.
>Taki człowiek nie może być autorytetem w sprawach moralności, a niestety tacy najgłośniej narzekają na Kościół i wytykają mu grzechy.
Podaj mi przyklad, w ktorym wyraznie porownywalem sie do jakiegos autorytetu albo "najglosniej wytykalem grzechy" kosciolowi?
Pozdrawiam!

Der Letzte macht das Licht aus!
Kontrast (1042 punktów)
Witam!
>Jesli juz o tym mowimy, powiedzmy, ze sa grupy nacisku, ale to jest chyba normalna rzecz w polityce (lobbing)
Powiedzmy. Jak zwał tak zwał. Nie chce mi się ciągnąć tego tematu.
>>Uniwersalne są takie wartości jak dobro człowieka, nietykalność.
>Z europejskiego punktu widzenia, bo wyroslismy w takiej a nie innej kulturze. Gbybys byl chinczykiem albo nalezal do jakiejs kasty hiduskiej mowilbys zapewne innym glosem.
Dotknąłeś tu czegoś istotnego i chyba właśnie tu leży sedno pewnych zafałszowań historii. Zarzuca się katolikom i nie tylko, że w czasach średniowiecza nie dostrzegali okrucieństwa swoich działań. Dzisiaj doświadczeni traumą dwudziestowiecznych tyranii uwrażliwiliśmy się na wszelkie przejawy przemocy, których ludzkość wcześniej nie dostrzegała. Okrucieństwo starożytności i średniowiecza zostało osądzone i potępione właśnie przez ludzi ukształtowanych w duchu Ewangelii, którym stopniowo przesiąkała kultura europejska. Nawet niewierzący ludzie dobrej woli przyjmują te ewangeliczne zasady i nierzadko słusznie upominają samych wierzących zbyt powierzchownie wyznających wskazania Ewangelii. Proces ewangelizacji Europy i świata pomimo pozorów jeszcze się nie dokonał w pełni. Jest to taka dialektyczna walka przeciwieństw, w której rzeźbi się ów "diament na dnie popiołów". To pszenica, która rośnie razem z kąkolem, ale czas żniwa nieuchronnie się zbliża. Pszenica zostanie wzięta do spichlerza, a plewy spalone.

>>W końcu ogłasza się takie rzeczy jak prawa
>człowieka i inne normy prawne, czepianie się o to, to już przesada.
>Wykazalem, ze pukt widzenia zalezy od miejsca siedzenia.
To działa w obie strony

>>>Jestes teologiem (tak przynajmniej podajesz). Nie przygotowali Cie na takie pytania?
>>Przygotowali, ale wolę sobie posłuchać, jakie banialuki czasami ludzie wygadują, zbiorę sobie to w całość i będę miał materiał do badań.
>To samo mozna powiedziec o Twoich "dyrdymalach", ktore sa jedynie nieweryfikowalna teoria.
A nie pomyślałeś, że specjalnie rzucam takie kawałki na podpuchę? Przecież nie ukrywam zbytnio, że robię pewne prowokacje i czasami specjalnie popełniam błędy, żeby wybadać reakcje. Nawet socjolog się złapał
Zdarza mi się czasami, że chlapnę coś głupiego, co sam zwykle zauważam, ale wiedza jaką dzięki takim potknięciom zdobywam rekompensuje zażenowanie.
Pozwalam sobie na takie zachowanie, bo raczej nie liczę na przekonanie adwersarzy zatwardziałych w ateizie, ani nie zakładam, że ktoś będzie się uczył doktryny katolickiej na podstawie moich tekstów. We wcześnejszych postach zawsze odsyłałem do źródeł. Jak znajdę czas to napiszę jakiś aneks wyjaśniający. Materialistyczne rozumienie świata (istota=przypadłość) jakie tu dominuje ucina u podstaw wszelką dyskusję i to co dla wierzących jest rzeczywistością, wy tu uważacie za "nieweryfikowalną teorię", choć monizm materialistyczny nie wydaje mi się czymś lepszym.

>>Jeśli ktoś podważa fundamenty etyczne, to już sam daje świadectwo o własnych motywacjach.
>Nie wciskaj mi tutaj prosze glodnych kawalkow. Ludzie o wiekow byli, sa i beda w konflikcie miedzy wyborem a zasadami moralnymi. W pewnych kwestiach czlowiek sam na sam musi stawic czola problemom, bo nikt za niego decyzji nie podejmie. Zaznaczylem jedynie, ze taki konflikt istnieje i ze zadne regulacje prawno-religijne tego nie rozwiaza.
Prawo kościelne reguluje normy, a kto je łamie świadomie wyskakuje za burtę łodzi jaką jest Kościół. To trudna sprawa, bo dzisiaj rozmyło się wszystko tak mocno, że ludzie jak zalani w trupa nie wiedzą, gdzie są. Rzeczywistość ta jest jednak twarda i kto nie jest na łodzi jest za burtą, jakkolwiek by to subiektywnie widział. Niektórzy topielcy popisują się swoją kartą pływacką i nie tonąc od razu zachęcają do kąpieli innych strasząc, że w łodzi jest dziura...

>>Taki człowiek nie może być autorytetem w sprawach moralności, a niestety tacy najgłośniej narzekają na Kościół i wytykają mu grzechy.
>Podaj mi przyklad, w ktorym wyraznie porownywalem sie do jakiegos autorytetu albo "najglosniej wytykalem grzechy" kosciolowi?
Pisałem o pewnym typie człowieka. To nie oznacza, ze wszystko odnoszę osobiście do konkretnych ludzi.

Pozdrawiam!

Doskonała miłość usuwa lęk
Wilhelm
>Witam!
>Dotknąłeś tu czegoś istotnego i chyba właśnie tu leży sedno pewnych zafałszowań historii.

O, wyciagamy ciezkie dziala Pragnalem jedynie podkreslic, ze my (ateisci, agnostycy jak i wierzacy) wywodzimy sie z europejsciej kultury i takimi kategoriami oceniamy relacje miedzyludzkie. Lecz pamietajmy: oceniamy siebie wlasnymi kategoriami. W historii bywalo tak, ze robilismy to wobec innych kultur, nierzadko gwaltem poprzez ekspansje.
Z religia raczej ma to mniej wspolnego, ale mariaz duchowienstwa z wladza doprowadzil do zbrodni. Fakt panowania fizycznego i duchowego zrobil swoje.

>Zarzuca się katolikom i nie tylko, że w czasach średniowiecza nie dostrzegali okrucieństwa swoich działań.
Historia niczego nie uczy: 50 lat po II WS powstaly obozy koncentracyjne w Europie. Czyzby nie bylo w Europie chrzescijan, a zbrodnie popelnili barbarzyncy z Azji?

>Dzisiaj doświadczeni traumą dwudziestowiecznych tyranii uwrażliwiliśmy się na wszelkie przejawy przemocy, których ludzkość wcześniej nie dostrzegała.
W zeszlym stuleciu zylismy nieco intensywniej niz kiedys, co nie znaczy, ze zbrodnie to wynalazek XXw. Dlatego tez pewne sprawy staly sie widoczniejsze niz kiedys. Smierc setek tysiecy ludzi byl tragedia, lecz jej rozmiar zdawal sie wowczas niczym nie wyrozniac na tle innych wojen. W XXw ginely juz miliony, i ta wlasnie "industrializacja wojen" przyczynila sie do adaptacji ludzkich zachowan, po czesci po to, aby nie zwariowac w trudnych warunkach, a po czesci z wygodnictwa, checi zysku itp. Jedyna rzecz, ktora moze przerazac to skala zbrodnii.

>Okrucieństwo starożytności i średniowiecza zostało osądzone i potępione właśnie przez ludzi ukształtowanych w duchu Ewangelii, którym stopniowo przesiąkała kultura europejska.
Zbrodnie mariazu wladzy z duchowienstwem tez naleza do tradycji "chrzescijanskich wartosci", tyle ze jest to ciemna strona medalu, o ktorym jakos nie chce sie pamietac.
Popelniasz jednak ten sam blad, o ktorym juz mowilem: Oceniasz swoja miarka ludzi, ktory nie nie moga sie bronic. Zyles w tamtych czasach? Wiesz jakbys sam postapil, gdybys nie byl chrzescijaninem?

>Nawet niewierzący ludzie dobrej woli przyjmują te ewangeliczne zasady i nierzadko słusznie upominają samych wierzących zbyt powierzchownie wyznających wskazania Ewangelii.

Widzisz, jesli chcesz zyc w grupie, musisz postepowac zgodnie z ogolnie przyjetymi prawami, normami. Czy do tego jest potrzebna doglebna znajomosc ewangeli? Nie, wystarczy znac zasady i je rozumiec oraz stosowac. I na tym polega zasadnicza roznica.

> Proces ewangelizacji Europy i świata pomimo pozorów jeszcze się nie dokonał w pełni.
I nie dokona. Czyzby celem twoim byla ewangelizacja wszystkich, co nie zostali do tej pory zewangelizowani? Jesli tak, to czym sie to rozni od handlarza, pragnacego powiekszyc swoje zyski, od wladcy pragnacego miec jeszcze wiecej wladzy, od tego, co che miec monopol na prawde? Nie uszczesliwiaj ludzi na sile, bo otrzymasz odwrotny efekt od zamierzonego. Jedynie dobrowolne przyjecie prawd Ewangelii jest wlasciwa postawa.

>Jest to taka dialektyczna walka przeciwieństw, w której rzeźbi się ów "diament na dnie popiołów". To pszenica, która rośnie razem z kąkolem, ale czas żniwa nieuchronnie się zbliża. Pszenica zostanie wzięta do spichlerza, a plewy spalone.
Czas to najlepszy weryfikator

>Pozwalam sobie na takie zachowanie, bo raczej nie liczę na przekonanie adwersarzy zatwardziałych w ateizie, ani nie zakładam, że ktoś będzie się uczył doktryny katolickiej na podstawie moich tekstów. We wcześnejszych postach zawsze odsyłałem do źródeł.
Jesli cos cytujesz, to powolujesz sie na zrodla - zawsze mile widziane.
>Jak znajdę czas to napiszę jakiś aneks wyjaśniający. Materialistyczne rozumienie świata (istota=przypadłość) jakie tu dominuje ucina u podstaw wszelką dyskusję i to co dla wierzących jest rzeczywistością, wy tu uważacie za "nieweryfikowalną teorię", choć monizm materialistyczny nie wydaje mi się czymś lepszym.
A czy napewno rozumiesz ateiste?
Postrzeganie swiata ulega optymalizacji wzgledem naszej wiedzy.
Tworzymy modele, ktore pozwalaja nam zrozumiec jego funkcjonowanie oraz pomagaja go zmodyfikowac stosownie do naszych potrzeb. Skoro mowimy o stworzonym przez Boga swiecie, to dlaczego daje sie on modyfikowac? W sumie wiara to tez model, w ktorym sa miejsca dla czlowieka, swiata i relacji miedzy nimi. Co bedzie jednak, jesli uda sie wykroczyc poza ten model? Zmienimy go? Mowi sie, ze zycie dar boski. Co bedzie jednak, jesli pewnego dnia stworzy sie sztuczne zycie w laboratorium? Czy nadal bedzie sie mowilo, ze jest to boski dar, czy tez zmieni sie dyskretnie stanowisko, tak jak kiedys to bylo z teoria kopernikanska?
>Prawo kościelne reguluje normy, a kto je łamie świadomie wyskakuje za burtę łodzi jaką jest Kościół. To trudna sprawa, bo dzisiaj rozmyło się wszystko tak mocno, że ludzie jak zalani w trupa nie wiedzą, gdzie są. Rzeczywistość ta jest jednak twarda i kto nie jest na łodzi jest za burtą, jakkolwiek by to subiektywnie widział. Niektórzy topielcy popisują się swoją kartą pływacką i nie tonąc od razu zachęcają do kąpieli innych strasząc, że w łodzi jest dziura...
Myslisz, ze wszyscy ludzie lamia zasady dla sportu?
>Pisałem o pewnym typie człowieka. To nie oznacza, ze wszystko odnoszę osobiście do konkretnych ludzi.
A rozrozniasz antyklerykalow od ludzi walczacych z kosciolem?

Der Letzte macht das Licht aus!
kontrast
Witam!
>>>Dotknąłeś tu czegoś istotnego i chyba właśnie tu leży sedno pewnych zafałszowań historii.

>O, wyciagamy ciezkie dziala Pragnalem jedynie podkreslic, ze my (ateisci, agnostycy jak i wierzacy) wywodzimy sie z europejsciej kultury i takimi kategoriami oceniamy relacje miedzyludzkie. Lecz pamietajmy: oceniamy siebie wlasnymi kategoriami. W historii bywalo tak, ze robilismy to wobec innych kultur, nierzadko gwaltem poprzez ekspansje.
Z religia raczej ma to mniej wspolnego, ale mariaz duchowienstwa z wladza doprowadzil do zbrodni. Fakt panowania fizycznego i duchowego zrobil swoje.
Znowu wyciągasz tę samą armatkę? Czytaj historię pisaną przez historyków, a nie nawiedzonych antyklerykałów, to może zrozumiesz jak to wszystko wyglądało. Jeśli ktoś wykorzystywał swoje wpływy i wdziewał na siebie ornaty, żeby realizować swoje pogańskie interesy, to Kościół może jedynie ubolewać. Kto blokował inicjatywy Kościoła przez 2 tysiąclecia? Nieraz tacy władcy robili Kościołowi niedźwiedzą przysługę i teraz paszkwilanci obwiniają za to wszystko współczesnych ludzi wierzących. Paradoksalnie, to właśnie komuniści oczyścili Kościół jak wilki od tych, którzy zarażali go swoją hipokryzją. Może i współcześni narzekacze zmuszają ludzi Kościoła do radykalizmu i dojrzałości w wierze, bo kto nie będzie dojrzały i radykalny nie ostoi się wobec powszechnego odstępstwa.

>>>Zarzuca się katolikom i nie tylko, że w czasach średniowiecza nie dostrzegali okrucieństwa swoich działań.

>Historia niczego nie uczy: 50 lat po II WS powstaly obozy konzentracyjne w Europie. Czyzby nie bylo w Europie chrzescijan, a zbrodnie popelnili barbarzyncy z Azji?
Hitler i Stalin byli apostatami, podobnie jak większość zbrodniarzy, więc to tylko dowód, że odrzucenie Boga prowadzi do takich postaw. Oczywiście byli też nominalni wierzący, którzy wykorzystywali różnice religijne dla uzasadnienia czystek etnicznych. Trzeba być psycholem, żeby będąc ugruntowanym katolikiem dopuścić się czynów zbrodniczych. Jeśli dochodziło do takich postępków, to budziły one obrzydzenie u prawdziwie wierzących, którzy jak starotestamentalni prorocy wzywali do opamiętania się.

>>>Dzisiaj doświadczeni traumą dwudziestowiecznych tyranii uwrażliwiliśmy się na wszelkie przejawy przemocy, których ludzkość wcześniej nie dostrzegała.

>W zeszlym stuleciu zylismy nieco intensywniej niz kiedys, co nie znaczy, ze zbrodnie to wynalazek XXw. Dlatego tez pewne sprawy staly sie widoczniejsze niz kiedys. Smierc setek tysiecy ludzi byl tragedia, lecz jej rozmiar zdawal sie wowczas niczym nie wyrozniac na tle innych wojen. W XXw ginely juz miliony, i ta wlasnie "industrializacja wojen" przyczynila sie do adaptacji ludzkich zachowan, po czesci po to, aby nie zwariowac w trudnych warunkach, a po czesci z wygodnictwa, checi zysku itp. Jedyna rzecz, ktora moze przerazac to skala zbrodnii.
To powinno być ostrzeżeniem dla każdego fanatyzmu, ale niestety świat jest nadal pobłażliwy i szybko zapomina o tych ofiarach. Znowu znajdują się tacy, którzy szczują do nienawiści wobec wierzących i wiele na to wskazuje, że gdzieś szykuje się kolejny psychol gotowy do naprawiania świata.
Cdn.
Kontrast (1042 punktów)
Ciąg dalszy (1).
>>>Okrucieństwo starożytności i średniowiecza zostało osądzone i potępione właśnie przez ludzi ukształtowanych w duchu Ewangelii, którym stopniowo przesiąkała kultura europejska.

>Zbrodnie mariazu wladzy z duchowienstwem tez naleza do tradycji "chrzescijanskich wartosci", tyle ze jest to ciemna strona medalu, o ktorym jakos nie chce sie pamietac.
Popelniasz jednak ten sam blad, o ktorym juz mowilem: Oceniasz swoja miarka ludzi, ktory nie nie moga sie bronic. Zyles w tamtych czasach? Wiesz jakbys sam postapil, gdybys nie byl chrzescijaninem?
Wyraźnie napisałem, że zostało osądzone okrucieństwo. To ogromna różnica. Ludzie, którzy je czynili mogli się czuć bohaterami, a nawet szczycili się ile głów ścięli mieczem i to bez najmniejszego poczucia winy. Sama Biblia jest świadkiem takiej mentalności starożytnych. Jednak potępiamy zło tego czynu. Podobnie potępiamy zło działających wtedy w dobrej wierze rycerzy średniowiecznych, czy inkwizytorów, którzy skazywali groźnych sekciarzy, podobnie jak dzisiaj czynią brygady antyterrorystyczne z muzułmańskimi terrorystami. Możemy oceniać obiektywne zło uczynków, ale nie możemy potępiać ludzi, którzy nie zdawali sobie sprawy jak złe jest to co robią.

>>>Nawet niewierzący ludzie dobrej woli przyjmują te ewangeliczne zasady i nierzadko słusznie upominają samych wierzących zbyt powierzchownie wyznających wskazania Ewangelii.

>Widzisz, jesli chcesz zyc w grupie, musisz postepowac zgodnie z ogolnie przyjetymi prawami, normami. Czy do tego jest potrzebna doglebna znajomosc ewangeli? Nie, wystarczy znac zasady i je rozumiec oraz stosowac. I na tym polega zasadnicza roznica.
Nie wystarczy. Ewangelia była rewolucją, wręcz antonimem wszystkiego, co było złego w starożytności. Do dziś jeszcze nie wszystko weszło do naszej mentalności i tylko nieliczni wdrażają to w życie (święci).

>>> Proces ewangelizacji Europy i świata pomimo pozorów jeszcze się nie dokonał w pełni.

>I nie dokona. Czyzby celem twoim byla ewangelizacja wszystkich, co nie zostali do tej pory zewangelizowani?
Jakkolwiek dla ludzkości wskazania Ewangelii to lekarstwo, ale świat zawsze tym gardził i zbrodnia goniła zbrodnię, wojna - wojnę, nieszczęście - nieszczęście. Dzisiaj naprawiacze świata chcą naprawiać ewangelistów cytatami z Ewangelii oczywiście przeakcentowanymi jak zwykle. I znowu będą problemy...

>Jesli tak, to czym sie to rozni od handlarza, pragnacego powiekszyc swoje zyski, od wladcy pragnacego miec jeszcze wiecej wladzy, od tego, co che miec monopol na prawde?
Ja z tego nic nie mam. Rozdaję tylko kupony, bo wiem, że nie są pustymi blankietami. Gdybym sprzedawał jakieś gadżety nikt by się mnie nie czepiał.

>Nie uszczesliwiaj ludzi na sile, bo otrzymasz odwrotny efekt od zamierzonego. Jedynie dobrowolne przyjecie prawd Ewangelii jest wlasciwa postawa.
To podstawowy warunek. Tak naprawdę, to przypomina to działalność charytatywną... Biorę worek z ziarnem i idę w pole. Kto inny będzie podlewał, trochę wydziobią wrony, niektóre się zmarnują, ale te, które się zasieją i wydadzą plon, warte są włożonej pracy. Przynajmniej, ci którzy słyszeli a powiedzieli NIE nie będą mogli się usprawiedliwiać, bo mieli szansę usłyszeć. Gdybym chodził po knajpach i namawiał alkoholików do trzeźwości, też byś mówił, że uszczęśliwiam na siłę. Czy, żony i dzieci nawróconych pijaków miałyby do mnie pretensję, że ich życie się zmieniło?

>>>Jest to taka dialektyczna walka przeciwieństw, w której rzeźbi się ów "diament na dnie popiołów". To pszenica, która rośnie razem z kąkolem, ale czas żniwa nieuchronnie się zbliża. Pszenica zostanie wzięta do spichlerza, a plewy spalone.

>Czas to najlepszy weryfikator
Najlepszy w tym przypadku.

>>Jak znajdę czas to napiszę jakiś aneks wyjaśniający. Materialistyczne rozumienie świata (istota=przypadłość) jakie tu dominuje ucina u podstaw wszelką dyskusję i to co dla wierzących jest rzeczywistością, wy tu uważacie za "nieweryfikowalną teorię", choć monizm materialistyczny nie wydaje mi się czymś lepszym.

>A czy napewno rozumiesz ateiste?
>Postrzeganie swiata ulega optymalizacji wzgledem naszej wiedzy.
>Tworzymy modele, ktore pozwalaja nam zrozumiec jego funkcjonowanie oraz pomagaja go zmodyfikowac stosownie do naszych potrzeb. Skoro mowimy o stworzonym przez Boga swiecie, to dlaczego daje sie on modyfikowac? W sumie wiara to tez model, w ktorym sa miejsca dla czlowieka, swiata i relacji miedzy nimi. Co bedzie jednak, jesli uda sie wykroczyc poza ten model? Zmienimy go?
Bóg tak stworzył świat, że nie jesteśmy skazani na jego Stwórcę. Możemy budować tu własne namioty i tworzyć modele. Boża droga to właściwe zasady postępowania i plan jaki ma dla naszego życia. Być dzieckiem Bożym, oznacza być dobrym człowiekiem w sposób radykalny. W Objawieniu i poprzez sumienie oraz natchnienia Ducha Świętego w Kościele (indywidualnie i społecznie), Bóg daje wskazania jak postępować, aby nasze uczynki były dobre. Cała duchowość chrześcijańska koncentruje się zasadniczo na nauce dobroci. Tego się uczymy, to głosimy, o to walczymy. Nie interesują nas fajerwerki religijne, ale konkrety. Bóg jest wzorem Dobra i naśladując Go stajemy się Jego ambasadorami w świecie.
Cdn.


Doskonała miłość usuwa lęk
Kontrast (1042 punktów)
Ciąg dalszy (2)
>Mowi sie, ze zycie dar boski. Co bedzie jednak, jesli pewnego dnia stworzy sie sztuczne zycie w laboratorium? Czy nadal bedzie sie mowilo, ze jest to boski dar, czy tez zmieni sie dyskretnie stanowisko, tak jak kiedys to bylo z teoria kopernikanska?
Co nazywasz życiem? Jeśli za życie uważasz jedynie behawioralny ruch w komórkach, to może się wydawać, że da się stworzyć życie. Życie jest jednak czymś więcej niż ruch i nawet jeśliby ludzie osiągnęli taki poziom technologii, że dałoby się stworzyć życie z pojedynczych związków chemicznych, nic się tu nie zmieni. Oczywiście dyskusyjne jest pozorne życie jakie można stworzyć np. w programie komputerowym. Wirtualny kot, albo super-robot, może posiadać behawioralne życie, ale czy nawet posiadając sztuczną świadomość, będzie żywy, sprawa dyskusyjna. Gdyby taki cyborg się nawrócił, byłby ciężki orzech do zgryzienia dla teologów.
>>>Prawo kościelne reguluje normy, a kto je łamie świadomie wyskakuje za burtę łodzi jaką jest Kościół. To trudna sprawa, bo dzisiaj rozmyło się wszystko tak mocno, że ludzie jak zalani w trupa nie wiedzą, gdzie są. Rzeczywistość ta jest jednak twarda i kto nie jest na łodzi jest za burtą, jakkolwiek by to subiektywnie widział. Niektórzy topielcy popisują się swoją kartą pływacką i nie tonąc od razu zachęcają do kąpieli innych strasząc, że w łodzi jest dziura...

>Myslisz, ze wszyscy ludzie lamia zasady dla sportu?
Są tacy zalani w trupa, że nie wiedzą gdzie są. Nie odróżniają wody od łodzi.

>>>Pisałem o pewnym typie człowieka. To nie oznacza, ze wszystko odnoszę osobiście do konkretnych ludzi.

>A rozrozniasz antyklerykalow od ludzi walczacych z kosciolem?
To ciekawe, ale rzadko się zdarza. Antyklerykałami są też czasami protestanci i przedstawiciele różnych denominacji, ale oni często również walczą z Kościołem katolickim. W zasadzie wszyscy obcy nas nie lubią i dlatego przekonuje mnie to do trwania w tym Kościele, bo to przepowiedział sam Chrystus. Widzę wyraźnie te uprzedzenia, bo jestem właśnie blisko kleru jako świecki teolog i postrzegam to z obu stron. Wiem co mówią świeccy nakręceni przez antyklerykałów, ale też widzę jak rzeczywistość wygląda od środka. Ta sytuacja utwierdza mnie tylko w przekonaniu, że ta nagonka jest czymś dziwnym.
Jak chcesz się przekonać, to zacznij bronić Kościoła, a natychmiast się przekonasz jak to wygląda.

Pozdrawiam!


Doskonała miłość usuwa lęk
Celecrin (11895 punktów)
Witam
>Znowu wyciągasz tę samą armatkę? Czytaj historię pisaną przez historyków, a nie >nawiedzonych antyklerykałów, to może zrozumiesz jak to wszystko wyglądało.
Czasem dostaję czkawki od Twoich uproszczeń. Przepraszam, nawet czasem mnie mdli.
> Hitler i Stalin byli apostatami, podobnie jak większość zbrodniarzy, więc to tylko dowód, >że odrzucenie Boga prowadzi do takich postaw.
Ten sam czas, inni ludzie:
Ksiądz Józef Tiso kierował w latach 1939-45 faszystowskim państwem słowackim. (chciał nawiać do Watykanu ale złapali go Amerykanie i wydali Czechom, został osądzony jako zbrodniarz wojenny i skazany na śmieć). Kardynał Stepinac, błogosławiony katolicki, popierał aktywnie faszystowskie państwo ustaszów. Zwykła kanalia, czy zaślepiony wiarą, nie wiem. Wiem, że Pavelic (bardzo wierzący, lecz "szatan" w ludzkiej skórze) jak wielu chorwackich zbrodniarzy wojennych zwiał przez Watykan (byli tam nawet przez jakiś czas przechowywani) do Argentyny. Poza "ateistycznymi" Niemcami i Włochami, wszędzie zadomowił się klerykofaszyzm. Austria, Słowacja, Chorwacja, Hiszpania, Portugalia, Węgry... Większość zbrodniarzy mogła być więc KATOLIKAMI, szczególnie jak uwzględnimy Amerykę Łacińską, trzeba byłoby podliczyć. Na przykład, tylko katoliccy ustasze zamordowali ok. 800tys. Serbów, kilkanaście tysięcy Żydów i Cyganów i pomyśleć, że duszpasterzem Chorwacji był w tym czasie Stepinac. Mógłbym zapytać: Do czego prowadzi katolicyzm?
Jeszcze na koniec: Jeśli stwierdzisz, że mój post jest antyklerykalny, to z Tobą jest coś nie w porządku.
Drażni mnie Twoje używanie pojęć Kontrast, wiesz? Po prostu puste słowa. Słowa, słowa bez znaczenia. Tymczasem, skoro nie masz argumentów "empirycznych", bardziej powinieneś zwracać uwagę na to co mówisz. Inaczej to lanie wody (czyt. armatka wodna).


Lacho calad, drego morn
Kontrast (1042 punktów)
Witam
>>Znowu wyciągasz tę samą armatkę? Czytaj historię pisaną przez historyków, a nie >nawiedzonych antyklerykałów, to może zrozumiesz jak to wszystko wyglądało.
>Czasem dostaję czkawki od Twoich uproszczeń. Przepraszam, nawet czasem mnie mdli.
A ja od Twoich również. Trudno nie robić uproszczeń w tak krótkich tekstach.
>> Hitler i Stalin byli apostatami, podobnie jak większość zbrodniarzy, więc to tylko dowód, >że odrzucenie Boga prowadzi do takich postaw.
>Ten sam czas, inni ludzie:
>Ksiądz Józef Tiso kierował w latach 1939-45 faszystowskim państwem słowackim. (chciał nawiać do Watykanu ale złapali go Amerykanie i wydali Czechom, został osądzony jako zbrodniarz wojenny i skazany na śmieć).
Podaj źródła tej informacji to może się tym zajmę. Nie znam tej historii.

>Kardynał Stepinac, błogosławiony katolicki, popierał aktywnie faszystowskie państwo ustaszów. Zwykła kanalia, czy zaślepiony wiarą, nie wiem.
Kto to napisał i gdzie? J. w.

>Wiem, że Pavelic (bardzo wierzący, lecz "szatan" w ludzkiej skórze) jak wielu chorwackich zbrodniarzy wojennych zwiał przez Watykan (byli tam nawet przez jakiś czas przechowywani) do Argentyny.
J. w.

>Poza "ateistycznymi" Niemcami i Włochami, wszędzie zadomowił się klerykofaszyzm. Austria, Słowacja, Chorwacja, Hiszpania, Portugalia, Węgry... Większość zbrodniarzy mogła być więc KATOLIKAMI, szczególnie jak uwzględnimy Amerykę Łacińską, trzeba byłoby podliczyć.
Hitler też był ponoć katolikiem z urodzenia.

>Na przykład, tylko katoliccy ustasze zamordowali ok. 800tys. Serbów, kilkanaście tysięcy Żydów i Cyganów i pomyśleć, że duszpasterzem Chorwacji był w tym czasie Stepinac. Mógłbym zapytać: Do czego prowadzi katolicyzm?
J. w. Podaj źródła.

>Jeszcze na koniec: Jeśli stwierdzisz, że mój post jest antyklerykalny, to z Tobą jest coś nie w porządku.

Mówisz o jakichś ludziach czyniących zło, nie znam tych historii, więc trudno mi się odnieść. Każda zbrodnia niezależnie kto ją popełnił jest godna potępienia. Wybrałeś sobie jakieś przykłady akurat ludzi, którzy "nie zdali egzaminu z wiary" jeśli rzeczywiście byli wierzącymi. O tym, że księża rzucają sutanny, bładzą, czy tworzą herezje, nie musisz mnie Celercinie pouczać, wiem o tym, pewnie więcej niż Ty. Każdy może odpaść, bo jest człowiekiem wolnym. Takie wydarzenie są ostrzeżeniem dla wszystkich, że trzeba czuwać, aby nie gnuśnieć w pracy nad sobą i nie dać się porwać jakimś fanatyzmom, przed którymi nie chroni sutanna jeśli człowiek, który ją nosi nie będzie indywidualnie czuwał nad sobą. Ksiądz, podobnie jak sędzia, policjant, czy lekarz wykonuje swoją misję, do której jest zobowiązany. Jeżeli zaniedbuje własną formację i nie pogłębia osobistej świętości, będzie kiepskim księdzem.

>Drażni mnie Twoje używanie pojęć Kontrast, wiesz?
Od dawna mam taki nick i ma on swoją historię liczoną w kilkunastu latach. Zawsze lubiłem kontrasty i do dziś czasem dialektycznie się wypowiadam pisząc jednocześnie sprzeczne rzeczy, aby złapać to, co pośrodku. Dzięki takiemu podejściu nie wpadam w pętle i odkrywam nowe drogi. Wielka wiara i wielkie wątpliwości jednocześnie działają jak tygiel. Nie mogę w byle co wierzyć, a jak za bardzo przechylam się w jedną stronę druga to równoważy. Nie będę tego zmieniał bo jednemu forumowiczowi się coś nie podoba.

>Po prostu puste słowa. Słowa, słowa bez znaczenia. Tymczasem, skoro nie masz argumentów "empirycznych", bardziej powinieneś zwracać uwagę na to co mówisz. Inaczej to lanie wody (czyt. armatka wodna).
Najpierw to muszę się dowiedzieć jakie mają poglądy adwersarze, żeby można używać argumentów, które do nich przemówią. Ostatnio dowiedziałem się paru rzeczy od Voltath'a.
Nie zastanawiałem się nad strategiami walki z racjonalistami, ale mnie tu atakują tylko za to, że jestem i wypowiadam się. To męczące i coraz bardziej mnie zniechęca do rozmowy z niektórymi osobami. Nie będę się tłumaczył z faktu, że jestem.

Pozdrawiam!

Doskonała miłość usuwa lęk
outsider (2469 punktów)
Mogłbyś sam skorzystać z Google, jak to zalecasz innym - to sprawy ważkie i informacji jest o tym sporo. Ale dobrze - wprowadzę Cie w temat.

Rzecz dotyczy ziemi, na której przez wieki budowano Królestwo Boże. A nawet trzy: rzymskokatolickie, grekokatolickie i muzułmańskie - mowa o nieszczęsnej byłej Jugosławii. W czasie II wojny światowej działy sie tam rzeczy, które nawet Niemców przyprawiały o zgrozę - rzeczy zwiazane właśnie z nazwiskami "poglavnika" Chorwacji Ante Pavelica i jej duchowego przywódcy abp. Stepinaca. Te sprawy odżyły, gdy odszedł trzymajacy zwaśnione narody twardą ręką (ale zapewniający pokój) Josip Broz Tito - wybuchła wojna secesyjna, a Watykan pierwszy uznał, że dawna Jugosławia przestała istnieć - było to za pontyfikatu Jana Pawła II.

Skrótową informackę o Ante Pavelicu znajdziesz w wikipedii, bardziej szczegółówą - tu na portalu. O wiele więcej - na stronieThe Pavelic Papers, ale wyłącznie po angielsku. Rzecz jasna - może Ci się nie chcieć.

O Tiso wystarczajaco wiele napisał Celecrin.



Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej
(Nie-boska komedia}
Kontrast (1042 punktów)

>Skrótową informackę o Ante Pavelicu znajdziesz w wikipedii,
Przeczytałem.

>bardziej szczegółówą - tu na portalu.
Przeczytałem, ale nie ufam tekstom Racjonalisty, zwłaszcza opartym na Deschnerze. Pozostałych autorów nie znam, ale już tytuły cytowanych dzieł są podejrzane. Może J. Lewandowski ma czas, aby się do tego odnieść. Ja mam ciekawsze zajęcia.

>O wiele więcej - na stronieThe Pavelic Papers, ale wyłącznie po angielsku. Rzecz jasna - może Ci się nie chcieć.
Zajrzałem, ale nie chce mi się po angielsku czytać, bo za słabo znam język żeby płynnie czytać, a jak mam siedzieć pół dnia ze słownikiem, żeby przeczytać kilka stron, to dziękuję serdecznie.

>O Tiso wystarczajaco wiele napisał Celecrin.
Coś napisał, ale ja nie traktuję poważnie antyklerykalnych żródeł.
Co do mojej opinii wyrażałem się na temat ludzi popełniających zbrodnie już kilka razy. To co robi Deschner i te antyklerykalne publikacje, to podrzeganie do nienawiści wobec przedstawicieli duchowieństwa katolickiego. I ten cel jest niestety osiągany.


Doskonała miłość usuwa lęk
Celecrin (11895 punktów)
Witam
>Mówisz o jakichś ludziach czyniących zło, nie znam tych >historii, więc trudno mi się odnieść. Każda zbrodnia >niezależnie kto ją popełnił jest godna potępienia. Wybrałeś >sobie jakieś przykłady akurat ludzi, którzy "nie zdali >egzaminu z wiary" jeśli rzeczywiście byli wierzącymi.
Moim celem nie było udowodnienie zasady, ale uświadomienie Ci, że takie argumenty jakie przytaczasz nie maja racji bytu, ponieważ dokładnie kasują je inne argumenty. Natomiast jakby przy okazji, Twój główny tok myślenia "ateizm niesie zło" jest zupełnie bez sensu, ponieważ państwa totalitarne i zbrodnicze powstawały TAKŻE na gruncie katolickim.
Historia powtarzała się kilka razy po wojnie, Argentyna, Chile, Panama...
>O tym, że księża rzucają sutanny, błądzą, czy tworzą herezje, nie musisz mnie Celercinie >pouczać, wiem o tym, pewnie więcej niż Ty. Każdy może odpaść, bo jest człowiekiem >wolnym.
Krunoslav Draganovic nigdy nie zdjął sutanny, z tego co wiem do końca był szychą w Watykanie. Zorganizował watykańską komisję pomocy uchodźcom - Commissione Pontificia d'Assistenza i uratował dzięki temu tysiące bestialskich morderców. Zadałem kiedyś pytanie Teresie, że skoro moralność jest absolutem jak można to pogodzić z działaniami Kościoła?

>>Drażni mnie Twoje używanie pojęć Kontrast, wiesz?
>Od dawna mam taki nick i ma on swoją historię liczoną w kilkunastu latach.
Nie, nick mi się podoba. Jest intrygujący, fajny. Nie podoba mi się szermierka słowami, pojęciami Kontrast, nie atakuję z reguły argumentami "do osoby". Bywam uszczypliwy, ale atak na pseudonim

>Nie zastanawiałem się nad strategiami walki z racjonalistami, ale mnie tu atakują tylko za to, >że jestem i wypowiadam się.
Ostatnio z prawie wszystkich postów wynika, że niewierzący są "psychiczni". Nie możesz zrozumieć, że niewiara może wynikać z pewnej wiedzy i przemyśleń i jest równorzędna wierze. Przedstawiasz pewne widzenie teistów, które polega na grupowaniu ich na "skrzywdzonych" lub "obrażonych".
Nie prowadzisz więc dialogu, tylko "leczysz". Wiesz, że Twoje posty są agresywne, (szczególnie ostatnio), a pewności nabrałem, kiedy zacząłeś się przechwalać, że "prowokujesz". Czego Ty się spodziewasz, głaskania?


Lacho calad, drego morn
Kontrast (1042 punktów)
Witam!
>>Mówisz o jakichś ludziach czyniących zło, nie znam tych >historii, więc trudno mi się odnieść. Każda zbrodnia >niezależnie kto ją popełnił jest godna potępienia. Wybrałeś >sobie jakieś przykłady akurat ludzi, którzy "nie zdali >egzaminu z wiary" jeśli rzeczywiście byli wierzącymi.
>Moim celem nie było udowodnienie zasady, ale uświadomienie Ci, że takie argumenty jakie przytaczasz nie maja racji bytu, ponieważ dokładnie kasują je inne argumenty. Natomiast jakby przy okazji, Twój główny tok myślenia "ateizm niesie zło" jest zupełnie bez sensu, ponieważ państwa totalitarne i zbrodnicze powstawały TAKŻE na gruncie katolickim.

Gdzie napisałem bezpośrednio takie zdanie, że ateizm niesie zło? Nie zrozumiałeś o co mi chodzi. Dla mnie wartości wyższe są nierozdzielne od Boga. Jeśli mówię o ateizmie to w takim znaczeniu, jako postawie wrogiej wartościom wyższym. Może słowo ateizm nie jest tu najszczęśliwsze. Ludzie niewierzący w Boga nie zawsze są ateistami, często tylko nie deklarują wiary, albo uważają się za niewierzących, gdy kulturowo i w postawach wykazują wiele cech ludzi głęboko wierzących w Boga. Ateizm z jakim tu się spotykam, często w postawie nie jest wrogiem samego chrześcijaństwa, ale raczej panteizmu. Bliższy jest judaizmowi, od którego się niewiele różni. Myślę, że dobrze byłoby, abyś dokładniej wyłożył na czym polega ateizm w wydaniu racjonalistów. Wtedy być może uda mi się precyzyjniej wyrażać i nie będziesz odnosił tego, co piszę o antyludzkich, demonicznych postawach do siebie. Może należałoby używać innego określenia niż ateizm dla reprezentowanych tu postaw. Dla mnie ateizm radykalnie rozumiany to właśnie całkowicie świadome i wrogie nastawienie wobec wszystkiego, co wiąże się z Bogiem.

>>O tym, że księża rzucają sutanny, błądzą, czy tworzą herezje, nie musisz mnie Celercinie >pouczać, wiem o tym, pewnie więcej niż Ty. Każdy może odpaść, bo jest człowiekiem >wolnym.
>Krunoslav Draganovic nigdy nie zdjął sutanny(...).
Gdybym zadał sobie trud, to udało by się wygrzebać tysiące przykładów ateistów zbrodniarzy, tylko po co? Jednak Ty szukasz uparcie jakichś ludzi, którzy (nie wiadomo, czy nie pomówieni) coś nabroili na konto Kościoła. Sutanna, to jak mundur. Ileż mundurów żołnierzy różnych armii zostało sprofanowanych zdradą? Kościół to nie kraina szczęśliwości, gdzie jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki wszyscy natychmiast stają się święci i doskonali jak sam Bóg. Tę świętość trzeba zdobyć ciężka pracą nad sobą z pomocą Bożej łaski. Przeszkód w tej pracy jest bardzo wiele i trzeba mieć duże samozaparcie, aby osiągnąć świętość. Jednak wtedy znajdzie się cały tłum paszkwilantów i niedowiarków, którzy będą udowadniać, że ten święty jest gorszy od najgorszych spośród nich.

>Zadałem kiedyś pytanie Teresie, że skoro moralność jest absolutem jak można to pogodzić z działaniami Kościoła?
Jeśli nie widzisz tych, którzy czynią dobro, a wyszukujesz nieustannie jakichś niedojrzałych, zdrajców i hipokrytów to będziesz tak myślał i mówił. Komu to służy? Idź i czyń lepiej niż ludzie Kościoła zawstydzaj ich, że ateista jest bardziej miłosierny i oni. Narzekań nikt nie lubi.

>>>Drażni mnie Twoje używanie pojęć Kontrast, wiesz?
>>Od dawna mam taki nick i ma on swoją historię liczoną w kilkunastu latach.
>Nie, nick mi się podoba. Jest intrygujący, fajny. Nie podoba mi się szermierka słowami, pojęciami Kontrast, nie atakuję z reguły argumentami "do osoby". Bywam uszczypliwy, ale atak na pseudonim
Czego chcesz? Czepiłeś się o coś i nie bardzo wiadomo do czego zmierzasz.

>>Nie zastanawiałem się nad strategiami walki z racjonalistami, ale mnie tu atakują tylko za to, >że jestem i wypowiadam się.
>Ostatnio z prawie wszystkich postów wynika, że niewierzący są "psychiczni". Nie możesz zrozumieć, że niewiara może wynikać z pewnej wiedzy i przemyśleń i jest równorzędna wierze. Przedstawiasz pewne widzenie teistów, które polega na grupowaniu ich na "skrzywdzonych" lub "obrażonych".
Mam prawo do wyrażania swojego zdania, a Ty najwyraźniej chcesz cenzurować moje wypowiedzi. Nadinterpretowujesz to, co piszę przypisując mi intencje jakich nie mam. Jeśli czegoś nie piszę bezpośrednio to nie wmawiaj mi. Jeśli masz inne zdanie to wyraź je, bez osądzania drugej strony.

>Nie prowadzisz więc dialogu, tylko "leczysz". Wiesz, że Twoje posty są agresywne,
Taak? A wszyscy mi mówią, że jestem trochę za łagodny...

>(szczególnie ostatnio), a pewności nabrałem, kiedy zacząłeś się przechwalać, że "prowokujesz".
Rzuciłem coś półżartem i to w kontekście, a Ty już przypisujesz mi przechwałki? Nie przesadzasz przypadkiem? Uszczypliwe poczucie humoru, to może też agresja?

>Czego Ty się spodziewasz, głaskania?
>
Dzięki, nie skorzystam...

Pozdrawiam!

Doskonała miłość usuwa lęk
Celecrin (11895 punktów)
>Gdzie napisałem bezpośrednio takie zdanie, że ateizm niesie zło?
Proszę Cię
>Myślę, że dobrze byłoby, abyś dokładniej wyłożył na czym polega ateizm w wydaniu >racjonalistów.
Nie wiem, nie jestem ateistą. Nie uważam takich poglądów za najbardziej szczęśliwe dla racjonalisty, szczerze mówiąc.
>Jeśli nie widzisz tych, którzy czynią dobro, a wyszukujesz nieustannie jakichś niedojrzałych, >zdrajców i hipokrytów
>Idź i czyń lepiej niż ludzie Kościoła zawstydzaj ich...
Nie, mi chodzi o pewną postawę moralną, co zawarłem w pytaniu:
Skoro moralność jest absolutna, a nie względna, dlaczego nasz święta matka KOŚCIÓŁ ratował faszystowskich morderców? Czy chodziło o to że złapaliby ich komuniści-ateiści i zabili? Patrzę na Kościół jako instytucję (choć decyzje zawsze podejmują ludzie), chyba, że zdrajcą i hipokrytą nazywasz wiele szanowanych osobistości watykańskich.
Akcja ucieczki nazistów była doskonale zaplanowana, brali w niej udział wysocy dostojnicy Kościoła. Prześledźmy drogę Pavelica...

"Amerykańskie i angielskie służby specjalne bez większych rezultatów tropiły Pavelića. Udało im się jednak ustalić, co następuje: w styczniu 1946 roku opuścił on, prawdopodobnie w przebraniu zakonnika, klasztor w Klagenfurcie. Po przebyciu Austrii znalazł schronienie w rzymskim kolegium przy via Giacomo Belli. W maju 1946 roku - o czym wiadomo z poufnych źródeł przebywał po części na eksterytorialnym terenie Watykanu, po części w Castel Gandolfo, gdzie wielekroć spotykał się z papieskim sekretarzem. Opuścił teren państwa watykańskiego korzystając z samochodu jednego z urzędników watykańskich, opatrzonego numerami korpusu dyplomatycznego, co chroniło go przed oczyma służb specjalnych. Gdy jednak sekretariat stanu otrzymał informacje z Londynu, Paryża i Waszyngtonu o bliskim aresztowaniu Pavelića, do sprawy włączył się ponownie papieski sekretarz, uniemożliwiając planowaną akcję. 13 września 1947 roku Pavelić pod nazwiskiem Pablo Aranyos opuścił Włochy, a 6 listopada przybył statkiem do Buenos Aires."
Źródło jest tutaj
Gdzie kończy się Kościół, a zaczyna jego sługa? Odwieczne pytanie i odwieczna tarcza.
Formuła Oczyszczająca. Źli synowie Kościoła...

Zostawmy to interesuje mnie Twoja postawa moralna w tej sytuacji. Czy ludziom odpowiedzialnym za masowe mordy należała się kara czy wolność i dostatek?


Lacho calad, drego morn
Kontrast (1042 punktów)
Witam!

Nie wierzę w autentyczność tego tendencyjnego tekstu, który jest powielany na wszystkich antyklerykalnych stronach. W taki sposób, to by można posądzić Kościół o to, że wspierał mordowanie Żydów w obozach koncentracyjnych, bo Hitler był katolikiem i wielu ze zbrodniarzy. Jeśli księża uczestniczyli w jakiś sposób w tych wydarzeniach, to mogli być albo zmuszeni przez tych fanatyków, albo ukrywano przed nimi zbrodnie i ci naiwnie ufali, że nastąpiła masowa konwersja prawosławnych na katolicyzm. Nie znam tej historii, a w wersję Deschnera i jemu podobnych nie wierzę i nie zajmuję póki co stanowiska. Jeśli Jan Paweł II modlił się przy grobie jednego z bohaterów tamtego czasu, to z cała pewnością historia musi być inna niż podają te źródła. Cały Kościół w tym okresie cierpiał z powodu faszyzmu i komunizmu, a księża byli niejednokrotnie zastraszani przez tych fanatyków. Prawosławni choć są schizmatykami, byli tu męczennikami. Nie będę komentował tych tekstów, bo nie mam dostępu do źródeł.
>>Myślę, że dobrze byłoby, abyś dokładniej wyłożył na czym polega ateizm w wydaniu >racjonalistów.
>Nie wiem, nie jestem ateistą. Nie uważam takich poglądów za najbardziej szczęśliwe dla racjonalisty, szczerze mówiąc.
Hmm...

>>Jeśli nie widzisz tych, którzy czynią dobro, a wyszukujesz nieustannie jakichś niedojrzałych, >zdrajców i hipokrytów
>>Idź i czyń lepiej niż ludzie Kościoła zawstydzaj ich...
>Nie, mi chodzi o pewną postawę moralną, co zawarłem w pytaniu:
>Skoro moralność jest absolutna, a nie względna, dlaczego nasz święta matka KOŚCIÓŁ ratował faszystowskich morderców? Czy chodziło o to że złapaliby ich komuniści-ateiści i zabili?
Komuniści? A ja myślałem, że alianci, no cóż...

>Zostawmy to interesuje mnie Twoja postawa moralna w tej sytuacji. Czy ludziom odpowiedzialnym za masowe mordy należała się kara czy wolność i dostatek?
Pytanie postawione tendencyjnie. Zmuszasz mnie do wyboru między złem i złem. Jestem przeciwnikiem kary śmierci.
W tamtym okresie w moralności dopuszczano jeszcze karę śmierci na zbrodniarzach, nie dostrzegano w niej zła, więc współczesnej miary nie można tu przykładać. W tamtym okresie prawdopodobnie urzędnicy watykańscy, gdyby byli świadomi jak wielkie zbrodnie popełniono odmówiliby pomocy jakimkolwiek zbrodniarzom. Trzeba też pamiętać, że to był czas wojny. Ktoś mógł zostać oszukany, zastraszony lub przekupiony. Choć nie wierzę w tę wersję, że Watykan miał świadomy udział w pomocy zbrodniarzom. To jest sprzeczne z wszystkim czego Kościół naucza.
Teoretycznie więc przyjmując, gdyby dzisiaj była taka sytuacja, że u bram Watykanu staliby błagający o pomoc uchodźcy, których ścigałyby wojska sprzymierzone zapowiadające rozstrzelanie tychże, to prawdopodobnie udzielono by im tymczasowego schronienia i podstawowej pomocy humanitarnej, negocjując uczciwy proces, a nie rozstrzelanie pod murem. Naprawdę byłby dylemat, gdyby żądano wydania tych ludzi na rozstrzelanie, bo dzisiaj Kościół odrzuca karę śmierci. Kara niewątpliwie należałaby się tym ludziom, np. dożywocie bez amnestii. Co do kwestii wypuszczenia ich, żeby sobie żyli na wolności i w dostatku, byłby to akt niesprawiedliwy w stosunku do pokrzywdzonych przez tych ludzi ofiar. Trudno mi coś więcej powiedzieć tak na szybko, trzeba by nad tym pomyśleć, aby podjąć decyzję zgodną z sumieniem.

Pozdrawiam!

Doskonała miłość usuwa lęk
Celecrin (11895 punktów)
Witam
>Nie wierzę w autentyczność tego tendencyjnego tekstu, który jest powielany na >wszystkich antyklerykalnych stronach.
Nie chciałem Ci wciskać całego artykułu, link dodałem GŁÓWNIE ze względu na użycie cytatu. Zajmujemy się tu pewnym tylko aspektem sprawy, nie prowadzę ataku na Kościół. Praktycznie chcę poznać co Ty (w jaki sposób) myślisz.
>W taki sposób, to by można posądzić Kościół o to, że wspierał mordowanie Żydów w >obozach koncentracyjnych, bo Hitler był katolikiem i wielu ze zbrodniarzy.
Nie popierał. Był... bezczynny? Faktem jest, że nie mógł za wiele zdziałać.

>Jeśli Jan Paweł II modlił się przy grobie jednego z bohaterów tamtego czasu, to z cała >pewnością historia musi być inna niż podają te źródła.
Należy zdawać sobie sprawę, że Stepanic był PRYMASEM chorwackiego państwa faszystowskiego, w którym były wielotysięczne obozy zagłady Serbów.
Nie znałem go jako człowieka, mówię, może był głupcem, albo wierzył w dobre intencje. Nie wiem. Zostawmy tę sprawę. Nie pierwszy to i nie ostatni kontrowersyjny święty.
>>Skoro moralność jest absolutna, a nie względna, dlaczego nasz święta matka KOŚCIÓŁ ratował faszystowskich morderców? Czy chodziło o to że złapaliby ich komuniści-ateiści i zabili?
>Komuniści? A ja myślałem, że alianci, no cóż...
Komuniści Tita, jesteś historycznym ignorantem? Jesteśmy w Jugosławii
>Pytanie postawione tendencyjnie. Zmuszasz mnie do wyboru między złem i złem. Jestem >przeciwnikiem kary śmierci.
Ja też jestem zatwardziałym przeciwnikiem kary śmierci.
>Choć nie wierzę w tę wersję, że Watykan miał świadomy udział w pomocy >zbrodniarzom. To jest sprzeczne z wszystkim czego Kościół naucza.
Właśnie. Wartoby tę sprawę wyjasnić.
Kontrast (1042 punktów)
Witam!

>>Jeśli Jan Paweł II modlił się przy grobie jednego z bohaterów tamtego czasu, to z cała >pewnością historia musi być inna niż podają te źródła.
>Należy zdawać sobie sprawę, że Stepanic był PRYMASEM chorwackiego państwa faszystowskiego, w którym były wielotysięczne obozy zagłady Serbów.
>Nie znałem go jako człowieka, mówię, może był głupcem, albo wierzył w dobre intencje. Nie wiem. Zostawmy tę sprawę. Nie pierwszy to i nie ostatni kontrowersyjny święty.
Nie znam sprawy, ale znam sposób myślenia faszystów i innych wrogów Kościoła (przynajmniej ogólnie), którzy powtarzają w historii niemal identyczny schemat, najpierw przymuszają księży do pokazywania się z nimi, a potem oskarżają o wszystkie możliwe zbrodnie. Trzeba zbadać datę zrobienia zdjęć, sprawdzić, czy nie są fotomontażem, dużo też mówi mowa ciała, którą zdjęcia potrafią uchwycić. Jednak tego sceptycyzmu brakuje oskarżycielom, którzy bezkrytycznie łykają wszelkie głodne kawałki przeciw księżom jakie tylko znajdą.

>>>Skoro moralność jest absolutna, a nie względna, dlaczego nasz święta matka KOŚCIÓŁ ratował faszystowskich morderców? Czy chodziło o to że złapaliby ich komuniści-ateiści i zabili?
>>Komuniści? A ja myślałem, że alianci, no cóż...
>Komuniści Tita, jesteś historycznym ignorantem? Jesteśmy w Jugosławii
Nie chce mi się drugi raz czytać, aż tak dobrze nie znam historii Jugosławii, kilka lat temu coś tam przeczytałem (nie interesowałem się tym specjalnie), czy ogladałem dokument. Myślałem o Watykanie, a tam Tito mi się raczej nie widział . Tego tekstu Agnosiewicza też nie czytałem zbyt dokładnie.

>>Choć nie wierzę w tę wersję, że Watykan miał świadomy udział w pomocy >zbrodniarzom. To jest sprzeczne z wszystkim czego Kościół naucza.
>Właśnie. Wartoby tę sprawę wyjasnić.
Racjonaliści już to sobie zracjonalizowali tak, że nawet kowal nie rozkuje.

Doskonała miłość usuwa lęk
Celecrin (11895 punktów)
Witam

>Nie znam sprawy, ale znam sposób myślenia faszystów i innych >wrogów Kościoła (przynajmniej ogólnie), którzy powtarzają w >historii niemal identyczny schemat, najpierw przymuszają księży >do pokazywania się z nimi, a potem oskarżają o wszystkie możliwe >zbrodnie.
Czyli wszystko to pic na wodę? Nie chcesz być historykiem?:D
Teraz wierzę, że jesteś teologiem przez wielkie T.
Wszystko znasz, wszystko wiesz. Chyba wierzysz we wszystko, wiedzy nie dostrzegam (jak przychodzi co do czego).
Jeszcze się odezwę...

Lacho calad, drego morn
Kontrast (1042 punktów)
>Witam
>>Nie znam sprawy, ale znam sposób myślenia faszystów i innych >wrogów Kościoła (przynajmniej ogólnie), którzy powtarzają w >historii niemal identyczny schemat, najpierw przymuszają księży >do pokazywania się z nimi, a potem oskarżają o wszystkie możliwe >zbrodnie.
>Czyli wszystko to pic na wodę? Nie chcesz być historykiem?:D
Nie mam czasu na wszystko, a tą sprawą pewnie się ktoś lepszy ode mnie zajmie, jesli się jeszcze nie zajął.

>Teraz wierzę, że jesteś teologiem przez wielkie T.
Znowu wyciągasz obraźliwe wnioski w moja stronę tą aluzją. Robi się to denerwujące. Odechciewa mi się pisać jeśli każda moja wypowiedź jest analizowana tak żeby się przyczepić i obrażać mnie.

>Wszystko znasz, wszystko wiesz. Chyba wierzysz we wszystko, wiedzy nie dostrzegam (jak przychodzi co do czego).
To już ewidentny przykład na potwierdzenie tego co wyżej napisałem.
Czepiasz się Celercinie, takie są fakty.

>Jeszcze się odezwę...
Nie wątpię

Pozdrawiam!

Doskonała miłość usuwa lęk
outsider (2469 punktów)
No to ja sobie z Tobą porozmawiam, Kontraście. Starannie unikając odniesień do Twojej osoby - tylko taka ogólna krytyka pewnej postawy.

Krążą między nami sprzedawcy kota w worku. Nie wiadomo jakiego koloru jest ten kot - zapewniaja jednak, że najlepszego z możliwych (czytali o tym). Pytani o szczegóły - uciekają od ich przedstawienia (czy łaciaty, czy pręgowany - a może pers), dalej za to zapewniają jaki ich kot (w worku) wspaniały. Jeśli natrafią na kogoś kto troche się już na kotach zna i wie na przykład że drapią - sa wręcz oburzeni, jak można ich kota o cos takiego podejrzewać: wszystkie inne, ale nie ten. Że nie znaja go od tej strony bo nigdy worka nie rozwiązali - nawet nie pomyślą.

A z worka nie dobywaja sie nawet słabe piski, o miauczeniu nie mówiąc. O mruczeniu tym bardziej - czemu niby jednak miałby bidulek przyduszony mruczeć, koty mruczą, gdy sa zadowolone.

I może maja owi domokrążcy rację w jednym - w płomiennych zapewnieniach, że ich kotu weterynarz nie był, nie jest i przenigdy nie będzie potrzebny - wszak chorują tylko żywe koty.


Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej
(Nie-boska komedia}
Kontrast (1042 punktów)
Witam!
Widzę, że pan sobie ostatnio "Samych swoich oglądał"
Niektórzy owszem sprzedają prawdziwego kota, "poniemieckiego" i sprzedają za krocie.
Problem leży w tym, że my wierzyliśmy całe tysiąclecia i dopiero od całkiem niedawna przyszli tacy hakerzy jak Wy zmieniając obraz świata i wmawiając nam, że nasza wiara jest złudzeniem. Taki Nitsche sobie stwierdził, że Boga nie ma i podpasował wszystkim, którym wiara nie w smak. Jednak Nitsche umarł, a Bóg jak był tak jest nadal.
Jak małe dziecko zakrywa sobie oczy i mówi "nie ma mnie", tak jest z tym ateizmem. Niedowiarkowie tak naprawdę nie wierzą w wiele innych rzeczy, a Bóg wcale nie jest najważniejszym elementem, w tym zakrywaniu oczu. Trudno jest nam wierzącym wytłumaczyć istnienie Boga, bo niedowiarkowie redukują realność w zależności od przyjętej filozofii. Dla jednych wszystko jest iluzją, dla drugich wszystko jest realne, dla następnych realne jest tylko to, co większość innych widzi tak samo. Z takiej epistemologii wyciąga się wnioski na wszystkie inne rzeczy. Ostrożni niedowiarkowie bojący się złudzeń odrzucają jako nierealne wszystko, co nie daje sie sprawdzić. Jednak jest to tylko założenie, a rzeczywistość wykazuje ogromną niekonsekwencję w tej postawie. Gdyby bowiem przyjąć radykalnie te założenia, życie byłoby nieznośne, szare sztywne i zimne. Nawet Racjonalista przylepił sobie humanizm do klapy marynarki, choć to trochę z innej bajki. Człowiek konsekwentny, odkryje, że ateizm o jakim mówicie nie jest wrogiem Boga w jakiego ja wierzę, ale raczej zafałszowanego wizerunku Baala wspomnianym w Biblii. Analizujacy dogłębniej implikacje odkrywa, że zarówno panteizm jak i ateizm (antypanteizm raczej) to dwa skrzydła tego samego "demona", taki dialektyczny system, walki przeciwieństw. Żeby stać się prawdziwie wierzącym, trzeba wyrzec się tego demona. Wtedy będzie można zobaczyć, że Bóg naprawdę jest. Sprawdza się więc szóste błogosławieństwo "Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą" (Mt 5, 8). Trzeba zerwać te wszystkie zasłony bałwochwalstwa, pychy i grzechu, dopiero wtedy w Chrystusie, przez Jego Krzyż doświadczymy Boga, który jest miłością. Niewiara i grzech nazywana jest ciemnością właśnie dlatego, że zaciemnia, jest jak brudna, cuchnąca peleryna czarnoksiężnika na twarzy grzesznika (por. 1 J).

Pozdrawiam!

Doskonała miłość usuwa lęk
outsider (2469 punktów)
>Widzę, że pan sobie ostatnio "Samych swoich oglądał"

To w telewizji? Pytam, bo jestem mało w tych sprawach zorientowany.

>Niektórzy owszem sprzedają prawdziwego kota, "poniemieckiego" i sprzedają za krocie.

Jakaś aluzja do Benedykta XVI? A fe!

>Problem leży w tym, że my wierzyliśmy całe tysiąclecia i dopiero od całkiem niedawna przyszli tacy hakerzy jak Wy zmieniając obraz świata i wmawiając nam, że nasza wiara jest złudzeniem. Taki Nitsche sobie stwierdził, że Boga nie ma i podpasował wszystkim, którym wiara nie w smak. Jednak Nitsche umarł, a Bóg jak był tak jest nadal.

Nietzsche, Kontraście - mozna nie lubić, ale po co od razu przezywać? Na mnie akurat wielkiego wpływu nie wywarł.

>Jak małe dziecko zakrywa sobie oczy i mówi "nie ma mnie", tak jest z tym ateizmem.

Ależ ja właśnie uważam że jestem. Fakt, Boga z otwartymi oczami sie nie zobaczy.

> Niedowiarkowie tak naprawdę nie wierzą w wiele innych rzeczy, a Bóg wcale nie jest najważniejszym elementem, w tym zakrywaniu oczu.

Faktycznie - to dość mało ważny element. przede wszystkim nie wierzymy w religie, Kontraście, a ich bogowie to taki mały szczegół...

> Trudno jest nam wierzącym wytłumaczyć istnienie Boga, bo niedowiarkowie redukują realność w zależności od przyjętej filozofii.

Realność Boga? Jak rozumiesz realność?

> Dla jednych wszystko jest iluzją, dla drugich wszystko jest realne, dla następnych realne jest tylko to, co większość innych widzi tak samo.

Relatywista z Ciebie Kontraście - czy co?

> Z takiej epistemologii wyciąga się wnioski na wszystkie inne rzeczy.

Mała propozycja Kontraście: zostaw epistemologię w spokoju. Bo naprawdę zachce mi się o niej z Toba porozmawiać - i bedzie tak jak z księdzem Tiso czy abp. Stepinovacem.

> Ostrożni niedowiarkowie bojący się złudzeń odrzucają jako nierealne wszystko, co nie daje sie sprawdzić. Jednak jest to tylko założenie, a rzeczywistość wykazuje ogromną niekonsekwencję w tej postawie. Gdyby bowiem przyjąć radykalnie te założenia, życie byłoby nieznośne, szare sztywne i zimne.

Dla Ciebie byłoby. Dla innych - niekoniecznie.

> Nawet Racjonalista przylepił sobie humanizm do klapy marynarki, choć to trochę z innej bajki. Człowiek konsekwentny, odkryje, że ateizm o jakim mówicie nie jest wrogiem Boga w jakiego ja wierzę, ale raczej zafałszowanego wizerunku Baala wspomnianym w Biblii.

Ależ Kontraście - mylisz ateizm z antyteizmem. Czemuż to ateizm miałby być wrogiem jakiegokolwiek Boga? To raczej wierzących cechuje nieprzejednana wrogość wobec wszystkich bogów prócz własnego - ateistom bogowie są obojętni.

> Analizujacy dogłębniej implikacje odkrywa, że zarówno panteizm jak i ateizm (antypanteizm raczej) to dwa skrzydła tego samego "demona", taki dialektyczny system, walki przeciwieństw.

Aha - czyli wszelkie teizmy (na przykłąd chrześcijaństwo) są jedynie składnikami panteizmu? Ciekawa myśl, chyba sobie zapamietam. Wszak trszke wyżej piszesz, jakimi to wrogami Twojego Boga (wrogośc wobec innych wszak Ci nie przeszkadza) są ateisci...

> Żeby stać się prawdziwie wierzącym, trzeba wyrzec się tego demona. Wtedy będzie można zobaczyć, że Bóg naprawdę jest. Sprawdza się więc szóste błogosławieństwo "Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą" (Mt 5, 8).

Jak ja kocham takie puste frazesy...

> Trzeba zerwać te wszystkie zasłony bałwochwalstwa, pychy i grzechu, dopiero wtedy w Chrystusie, przez Jego Krzyż doświadczymy Boga, który jest miłością. Niewiara i grzech nazywana jest ciemnością właśnie dlatego, że zaciemnia, jest jak brudna, cuchnąca peleryna czarnoksiężnika na twarzy grzesznika (por. 1 J).

Czy Ty aby nie obrażasz niewiary, Kontraście? Chyba tak - a Twój kot dalej w worku (a worek ten jak brudna, cuchnąca... itd.)

>Pozdrawiam!
Wzajemnie!


Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej
(Nie-boska komedia}
Kontrast (1042 punktów)
Witam!

>Nietzsche, Kontraście.
Pomyliłem się, zmęczony byłem...

>>Jak małe dziecko zakrywa sobie oczy i mówi "nie ma mnie", tak jest z tym ateizmem.
>Ależ ja właśnie uważam że jestem. Fakt, Boga z otwartymi oczami sie nie zobaczy.
Z zamkniętymi też. W Boga wierzymy, jak byśmy widzieli bezpośrednio, to nie byłoby niewierzących, a najwyżej buntownicy.
>> Niedowiarkowie tak naprawdę nie wierzą w wiele innych rzeczy, a Bóg wcale nie jest najważniejszym elementem, w tym zakrywaniu oczu.
>Faktycznie - to dość mało ważny element. przede wszystkim nie wierzymy w religie, kontraście, a ich bogowie to taki mały szczegół...
My też nie wierzymy w religie jeszcze bardziej od Was. Wierzymy w Boga i Bogu. Religie panteistyczne (politeizm też) wierzą w coś, ale to nie Bóg, tylko raczej idole i moce przyrody (bałwany). Nie walczymy z bogami, którzy nimi nie są, ale raczej odrzucamy taką wiarę. Chrześcijaństwo odrzuca magię, a nasze przeżycia to zwykłe ludzkie przeżycia rzeczywistości duchowych. Nawet mistycyzm chrześcijański jest wbrew pozorom wzniosłości jak najbardziej naturalny. Religia i kult nie ma w sobie nic z magii. Wy ateiści chyba nie wiecie i nie rozumiecie w jakiego Boga wierzą chrześcijanie (Żydzi i islamiści też), skoro nie odróżniacie nas od panteistów.

>> Trudno jest nam wierzącym wytłumaczyć istnienie Boga, bo niedowiarkowie redukują realność w zależności od przyjętej filozofii.
>Realność Boga? Jak rozumiesz realność?
Realne jest to, co istnieje. My wierzymy i ufamy, że Bóg jest. Świat jaki ateista widzi jest okrojony. Dzisiaj już coraz mniej, ale jeszcze...

>> Dla jednych wszystko jest iluzją, dla drugich wszystko jest realne, dla następnych realne jest tylko to, co większość innych widzi tak samo.
>Relatywista z Ciebie Kontraście - czy co?
Pokazuję tylko, że można na różne sposoby widzieć rzeczywistość i każdy z tych przedstawicieli będzie pewny, że jego wizja jest tak samo prawdziwa jak pana, a nawet bardziej.
Zapomniałem dodać opcji jaką uznaję, że realne jest to co prawdziwe, to co jest. Chociaż można dodać kategorię precyzującą, że są byty które możemy zobaczyć, a są takie, których nie widzimy, bo nie da się ich zobaczyć. Są byty, które istnieją, ale ich istnienie jest ulotne itd. Samo pojęcie prawdy wymaga doprecyzowania. Przykładowy fałszywy diament wyglądający identycznie jak oryginał nie jest prawdziwy, choć jest identyczny, podobnie pieniądze podpis itd. Ale to temat na inną okazję...

>> Z takiej epistemologii wyciąga się wnioski na wszystkie inne rzeczy.
>Mała propozycja Kontraście: zostaw epistemologię w spokoju. Bo naprawdę zachce mi się o niej z Toba porozmawiać - i bedzie tak jak z księdzem Tiso czy abp. Stepinovacem.
Chętnie poczytam jaka jest ta epistemologia, jak przeczytam i zrozumiem o czym mowa to zajmę stanowisko. Trudno dyskutować z poglądami, których się nie zna. Choć podejrzewam, że trochę znam, ale nie jestem pewny. Zabieram sie do odświeżenia sobie książki z filozofii przyrody, ontologii i właśnie teorii poznania. Trochę już zapomniałem i może dlatego wyrażam się nieprecyzyjnie.

>Ostrożni niedowiarkowie bojący się złudzeń odrzucają jako nierealne wszystko, co nie daje się sprawdzić. Jednak jest to tylko założenie, a rzeczywistość wykazuje ogromną niekonsekwencję w tej postawie. Gdyby bowiem przyjąć radykalnie te założenia, życie byłoby nieznośne, szare sztywne i zimne.
>Dla Ciebie byłoby. Dla innych - niekoniecznie.
No pewnie, można je sobie zamalować kolorowymi farbami i innymi uciechami. Dla mnie to słoma...

>> Nawet Racjonalista przylepił sobie humanizm do klapy marynarki, choć to trochę z innej bajki. Człowiek konsekwentny, odkryje, że ateizm o jakim mówicie nie jest wrogiem Boga w jakiego ja wierzę, ale raczej zafałszowanego wizerunku Baala wspomnianym w Biblii.

>Ależ Kontraście - mylisz ateizm z antyteizmem.
Ja nie mylę, ale tu mało kto w ogóle rozróżnia. Antyteizm to taki neologizm. Raczej trzeba mówić o niewierzących.

>Czemuż to ateizm miałby być wrogiem jakiegokolwiek Boga? To raczej wierzących cechuje nieprzejednana wrogość wobec wszystkich bogów prócz własnego
Czy fanatycy religijni są wierzącymi to sprawa dyskusyjna. Jeśli walczą z bogami, panteistycznymi, którzy nie są Bogiem jeśli w ogóle tam coś jest, to chyba mają problem z autentycznością wiary.

>- ateistom bogowie są obojętni.
Doprawdy?

>> Analizujacy dogłębniej implikacje odkrywa, że zarówno panteizm jak i ateizm (antypanteizm raczej) to dwa skrzydła tego samego "demona", taki dialektyczny system, walki przeciwieństw.

>Aha - czyli wszelkie teizmy (na przykłąd chrześcijaństwo) są jedynie składnikami panteizmu?
Już trzeci raz piszę, że panteizm to zupełnie co innego niż teizm. Nawet to co panteiści nazywają Bogiem jest czymś innym. Monoteiści stoją dalej od panteizmu niż ateiści. Jak podkreślam ateizm i panteizm to dwie strony tego samego medalu.

Ciekawa myśl, chyba sobie zapamietam. Wszak trszke wyżej piszesz, jakimi to wrogami Twojego Boga (wrogośc wobec innych wszak Ci nie przeszkadza) są ateisci...
Być może ma pan rację, może ateiści, przez pomyłkę gryzą mojego Boga "po piętach", zamiast własnego ogona

Pozdrawiam!


Doskonała miłość usuwa lęk
outsider (2469 punktów)
Kontraście - nic nie poradzę na to, że hierarchie rzeczy tego świata wierzących i niewierzących różnią się tak dalece; tak dalece że dyskusja jest i bedzie kręceniem sie w kółko, nie warto jej zatem dyskusją nazywać.

Ani Ty nie zrezygnujesz z wizji świata podporządkowanego bytowi inteligentnemu acz wydumanemu (dodam: na naszą tylko miarę jest owa hipotetyczna inteligencja - i to na miarę nawet wśród nas niewysoką) - ani ja nie podporządkuję swojego jedynego życia podobnej Twojej wierze. Cała historia naszego gatunku dowodzi, żeśmy tylko na siebie zdani - tudzież na naszą (a nie podarowną nam) zdolnośc samooszukiwania się, lepszą nieraz niż jasne i klarowne spojrzenie: nie to aby się z tym lepiej żyło, aleć zawsze to jakaś motywacja do budowy kolejnych piramid, a z braku lepszego zajęcia...

O wolności zaś "do" czegoś niechcianego można powiedzieć tylko jedno - jest negacją wolności "od".


Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej
(Nie-boska komedia}
Kontrast (1042 punktów)
Witam!

>Kontraście - nic nie poradzę na to, że hierarchie rzeczy tego świata wierzących i niewierzących różnią się tak dalece; tak dalece że dyskusja jest i bedzie kręceniem sie w kółko, nie warto jej zatem dyskusją nazywać.
Nie byłbym tak pewny. Jeżeli buduje się swoje życie na hasłach propagandowych, to można je przeżyć w imię jakichś sztandarowych wytycznych i pewnie znajdzie się w tym tyle zajęć, że życie tak sobie zleci. W taką rekurencję wpadają niektórzy i to staje się niewolą, której nigdy nie dostrzegą. Raczej należałoby pomyśleć, co się w ten sposób traci. Zamiast pójść do lasu i pooddychać świeżym powietrzem, niektórzy siedzą i powtarzają tę samą czynność latami.

>Ani Ty nie zrezygnujesz z wizji świata podporządkowanego bytowi inteligentnemu acz wydumanemu (dodam: na naszą tylko miarę jest owa hipotetyczna inteligencja - i to na miarę nawet wśród nas niewysoką) - ani ja nie podporządkuję swojego jedynego życia podobnej Twojej wierze.
Przypominam panie Outsiderze, że to wyłącznie subiektywna opinia oparta na założeniach ateistów i jeżeli mam takie stwierdzenia traktować, to traktuję jako wyraz przedstawiciela takiej wizji świata i tyle. Ani drgnę jednak na to i wszelkie próby deprecjonowania mojej wiary spływają po mnie jak po kaczce, bo to nie moja opinia. Ateizm znam teoretycznie bardzo dobrze i widzę rzeczy, które wyraźnie wskazują na psychologiczne podstawy takiej wizji rzeczywistości, dlatego nie przekonują mnie te argumenty. Tak jak ateistów nie przekonają przesłanki za istnieniem Boga jeżeli odcinają je przez odrzucenie istnienia Boga, tak świadomych podstaw swej wiary wierzących nie zniechęcą przesłanki ateistów. Czasami używają oni przesłanek wskazujących na istnienie Boga jako dowodów na Jego nieistnienie.

>Cała historia naszego gatunku dowodzi, żeśmy tylko na siebie zdani - tudzież na naszą (a nie podarowną nam) zdolnośc samooszukiwania się, lepszą nieraz niż jasne i klarowne spojrzenie: nie to aby się z tym lepiej żyło, aleć zawsze to jakaś motywacja do budowy kolejnych piramid, a z braku lepszego zajęcia...
A niby w czym ateiści są tu lepsi, może mniej sie oszukują?
Samodzielność i odpowiedzialność za własne życie nie jest przeszkodą dla wiary. Taki powinien być każdy dorosły człowiek.

>O wolności zaś "do" czegoś niechcianego można powiedzieć tylko jedno - jest negacją wolności "od".
Prawdziwa wolność jest wolnością do tego, co jest wartością, a w naszą naturę jest wpisane pragnienie dobra i doskonałości. Jeśli ktoś pragnie zła i destrukcji to coś z nim nie tak. Bywają tacy, ale czy to miałby być model człowieka wolnego. W łacinie było kiedyś określenie na taki typ człowieka: "curvarus", człowiek pokręcony, nieuporządkowany itp.

Pozdrawiam!


Doskonała miłość usuwa lęk
AstralStorm (558 punktów)
>Nie byłbym tak pewny. Jeżeli buduje się swoje życie na hasłach propagandowych, to można je przeżyć w imię jakichś sztandarowych wytycznych i pewnie znajdzie się w tym tyle zajęć, że życie tak sobie zleci. W taką rekurencję wpadają niektórzy i to staje się niewolą, której nigdy nie dostrzegą.

Czyje więc hasła propagujesz? Spytaj siebie sam.
Mam nadzieję, że *szczerze* możesz odpowiedzieć, że niczyje. Lub swoje własne.

> Czasami używają oni przesłanek wskazujących na istnienie Boga jako dowodów na Jego nieistnienie.

Różnica w interpretacji. Zresztą nie ma twardych dowodów na istnienie bądź nieistnienie Boga.

>>Cała historia naszego gatunku dowodzi, żeśmy tylko na siebie zdani - tudzież na naszą (a nie podarowną nam) zdolnośc samooszukiwania się, lepszą nieraz niż jasne i klarowne spojrzenie: nie to aby się z tym lepiej żyło, aleć zawsze to jakaś motywacja do budowy kolejnych piramid, a z braku lepszego zajęcia...

Zawsze jest lepsze zajęcie. Można chociażby zostać lekarzem, albo robić cokolwiek użytecznego.

>A niby w czym ateiści są tu lepsi, może mniej sie oszukują?

*Ateiści* nie są tu lepsi.

>Samodzielność i odpowiedzialność za własne życie nie jest przeszkodą dla wiary. Taki powinien być każdy dorosły człowiek.

Dla wiary nie. Dla popierania *wszystkich/większości* wartości tej instytucji tak. Dla przymykania oka na nietolerancję instytucji, też.

>>O wolności zaś "do" czegoś niechcianego można powiedzieć tylko jedno - jest negacją wolności "od".
>Prawdziwa wolność jest wolnością do tego, co jest wartością, a w naszą naturę jest wpisane pragnienie dobra i doskonałości.

W naszą naturę wpiane jest oddychać i jeść. Tyle wiemy. Reszta to nasze przypuszczenia.

> Jeśli ktoś pragnie zła i destrukcji to coś z nim nie tak.

W sumie tak, chyba że cała grupa pragnie "zła" i "destrukcji" (z reguły nazywa je inaczej). Patrz nazizm i stalinizm.

Człowiek nie jest taki cudowny, jakim go malujesz, idealisto.


Moim zadaniem nie jest z tobą walczyć, zmienić ciebie czy podporządkować.
Moim zadaniem jest nauczyć ciebie myśleć samodzielnie w wybrany przez ciebie sposób.
Wtedy będziemy mogli dyskutować.
Kontrast (1042 punktów)
Witam!

>Czyje więc hasła propagujesz? Spytaj siebie sam.
>Mam nadzieję, że *szczerze* możesz odpowiedzieć, że niczyje. Lub swoje własne.

>> Czasami używają oni przesłanek wskazujących na istnienie Boga jako dowodów na Jego nieistnienie.
>Różnica w interpretacji. Zresztą nie ma twardych dowodów na istnienie bądź nieistnienie Boga.
Masło maślane. Już kilka razy o tym pisałem i chyba napiszę jakiegoś gotowca i będę wklejał. Ateista mówi taką swoją pętelkę słowną "ponieważ Boga nie ma to nie można Go udowodnić, więc skoro nie ma dowodu, że On jest no bo przecież nie można uwierzyć w takie przesłanki jakie nam podają, to Boga nie ma. Zatem skoro stwierdziliśmy, że ponieważ... itd". Potem to już tylko pętla się utrwala. Gadanie, że nie można udowodnić nieistnienia, bo istnienie odrzucacie, to tylko taka zasłona dymna, a pętla działa i w uproszczeniu wygląda tak : "wiemy, że Bóg nie istnieje, dlatego nie można przyjąć za wiarygodne żadnego dowodu na Jego istnienie, a skoro nie ma dowodów to Boga nie ma".
Gdyby to uprościć sprowadza się to do zdania "Nie wierzę w Boga, więc nie ma Boga". I co ciekawe wnioski jakie wynikają z tego ostatniego idealnie pasują do głoszonych tu haseł. W zasadzie stosunek do Boga nie jest najważniejszą rzeczą. Bóg jest tylko, przeszkodą dla ateisty, który sam chce zająć Jego miejsce. To oczywiście uproszczenia, ale takie wnioski można wyciągnąć.

>>Samodzielność i odpowiedzialność za własne życie nie jest przeszkodą dla wiary. Taki powinien być każdy dorosły człowiek.

>Dla wiary nie. Dla popierania *wszystkich/większości* wartości tej instytucji tak. Dla przymykania oka na nietolerancję instytucji, też.
Mętnie napisałeś i jak zwykle ukryty zarzut.

>>>O wolności zaś "do" czegoś niechcianego można powiedzieć tylko jedno - jest negacją wolności "od".
>>Prawdziwa wolność jest wolnością do tego, co jest wartością, a w naszą naturę jest wpisane pragnienie dobra i doskonałości.

>W naszą naturę wpiane jest oddychać i jeść. Tyle wiemy. Reszta to nasze przypuszczenia.
Jak się już nie dusisz i jesteś najedzony to szukasz czegoś więcej...
>> Jeśli ktoś pragnie zła i destrukcji to coś z nim nie tak.
>W sumie tak, chyba że cała grupa pragnie "zła" i "destrukcji" (z reguły nazywa je inaczej). Patrz nazizm i stalinizm.
Ci ludzie nie pragnęli zła dla samych siebie, a błędnie pojmowali dobro. Wolność klasy robotniczo-chłopskiej i czystość rasy, pojmowali jako dobro. Hitler spryciarz zrobił w konia swoich naiwnych adoratorów, bo chcąc się pozbyć europejskich Żydów wymyślił sobie taką ideologię i w ten sposób stworzył fanatyków wierzących w wyższość własnej rasy. To jest jednak temat na inną okazję.

>Człowiek nie jest taki cudowny, jakim go malujesz, idealisto.
Człowiek jest wolny i świadomy, a to bardzo wiele. Może wybrać wartości, które go budują i podnoszą na wyższy, duchowy poziom, albo może stoczyć się i stać dziką, bezmyślną bestią.
Ja wolę poziom duchowy, a to jest osiągalne, jeśli się chce współpracować z Bogiem.
Pozdrawiam!

Doskonała miłość usuwa lęk
outsider (2469 punktów)
>Witam!
>>Kontraście - nic nie poradzę na to, że hierarchie rzeczy tego świata wierzących i niewierzących różnią się tak dalece; tak dalece że dyskusja jest i bedzie kręceniem sie w kółko, nie warto jej zatem dyskusją nazywać.
>Nie byłbym tak pewny. Jeżeli buduje się swoje życie na hasłach propagandowych, to można je przeżyć w imię jakichś sztandarowych wytycznych i pewnie znajdzie się w tym tyle zajęć, że życie tak sobie zleci. W taką rekurencję wpadają niektórzy i to staje się niewolą, której nigdy nie dostrzegą. Raczej należałoby pomyśleć, co się w ten sposób traci. Zamiast pójść do lasu i pooddychać świeżym powietrzem, niektórzy siedzą i powtarzają tę samą czynność latami.

Gdybyś pisał o sobie - pogratulowałbym spostrzegawczości; ale pewnie masz na myśli adwersarzy? No nic, pogratuluje fantazji.

>>Ani Ty nie zrezygnujesz z wizji świata podporządkowanego bytowi inteligentnemu acz wydumanemu (dodam: na naszą tylko miarę jest owa hipotetyczna inteligencja - i to na miarę nawet wśród nas niewysoką) - ani ja nie podporządkuję swojego jedynego życia podobnej Twojej wierze.
>Przypominam panie Outsiderze, że to wyłącznie subiektywna opinia oparta na założeniach ateistów i jeżeli mam takie stwierdzenia traktować, to traktuję jako wyraz przedstawiciela takiej wizji świata i tyle. Ani drgnę jednak na to i wszelkie próby deprecjonowania mojej wiary spływają po mnie jak po kaczce, bo to nie moja opinia.

Toż to właśnie piszę - nie uzgodnimy spraw elementarnych. Ja również traktuję wszelkie "prawdy" wierzących jako wyraz nieuzasadnionej niczym prócz psychicznej potrzeby wiary, i niczego wiecej.

>Ateizm znam teoretycznie bardzo dobrze i widzę rzeczy, które wyraźnie wskazują na psychologiczne podstawy takiej wizji rzeczywistości, dlatego nie przekonują mnie te argumenty.

Wątpię w owa teoretyczną znajomość. Teoretycznie to bolszewicy znakomicie sie znali na religii - tyle, że zaniedbali całą warstwę kulturowa i psychologiczną.

>Tak jak ateistów nie przekonają przesłanki za istnieniem Boga jeżeli odcinają je przez odrzucenie istnienia Boga, tak świadomych podstaw swej wiary wierzących nie zniechęcą przesłanki ateistów.

A - to wiara ma podstawy, czyli jest wiedzą? Ciekawe słyszeć: czemu w takim razie wciąż jest nazywana wiarą tylko?

>Czasami używają oni przesłanek wskazujących na istnienie Boga jako dowodów na Jego nieistnienie.

Jakiś przykład?

>>Cała historia naszego gatunku dowodzi, żeśmy tylko na siebie zdani - tudzież na naszą (a nie podarowną nam) zdolnośc samooszukiwania się, lepszą nieraz niż jasne i klarowne spojrzenie: nie to aby się z tym lepiej żyło, aleć zawsze to jakaś motywacja do budowy kolejnych piramid, a z braku lepszego zajęcia...
>A niby w czym ateiści są tu lepsi, może mniej sie oszukują?

Ano - chyba tak. Im mniej przyjmujesz za pewne - tym z pewnością mniej się oszukujesz.

>Samodzielność i odpowiedzialność za własne życie nie jest przeszkodą dla wiary. Taki powinien być każdy dorosły człowiek.

To znaczy jaki - wierzący? Ale nie da się uzgodnić na przykład hinduizmu i chrześcijaństwa: czy zatem dorosły Hindus winien koniecznie być hinduistą - czy chrześcijaninem?

>>O wolności zaś "do" czegoś niechcianego można powiedzieć tylko jedno - jest negacją wolności "od".
>Prawdziwa wolność jest wolnością do tego, co jest wartością, a w naszą naturę jest wpisane pragnienie dobra i doskonałości.

Taaa... wolnośc to uświadomiona konieczność. Gdzieś to już słyszałem.

>Jeśli ktoś pragnie zła i destrukcji to coś z nim nie tak.

Na przykład - jeśli chrześcijanin pragnie zła i destrukcji? Mamy parę przykładów w Sejmie.

>Bywają tacy, ale czy to miałby być model człowieka wolnego. W łacinie było kiedyś określenie na taki typ człowieka: "curvarus", człowiek pokręcony, nieuporządkowany itp.

Wolny = prosty? Czyli nic łatwiejszego niż wolność - czy tak, Kontrascie?

>Pozdrawiam!
Odwzajemniam.



Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej
(Nie-boska komedia}
Kontrast (1042 punktów)
Witam!

Z braku czasu ograniczę się do ogólników.

>>Zamiast pójść do lasu i pooddychać świeżym powietrzem, niektórzy siedzą i powtarzają tę samą czynność latami.
>Gdybyś pisał o sobie - pogratulowałbym spostrzegawczości; ale pewnie masz na myśli adwersarzy? No nic, pogratuluje fantazji.
Mówiłem ogólnie o postawie zapętlenia się, to nie ma nic wspólnego z wiarą, czy niewiarą - psychologia. Takie zapętlenie może stać się niewolą. Nie wszystko, co piszę jest atakiem. Raczej unikam atakowania, ale widzę, że niektórzy usilnie się doszukują u mnie agresji, gdy jest to najwyżej uszczypliwość. Gdybym miał atakować nie rzucałbym się na mury

>Ja również traktuję wszelkie "prawdy" wierzących jako wyraz nieuzasadnionej niczym prócz psychicznej potrzeby wiary, i niczego wiecej.
To opinia ateistów o wierzących. Pomijając to, że wrzucacie nas do jednego worka z panteistami i różnymi politeistycznymi szamanami, co odrzucamy jeszcze surowiej niż wy, wiara jest wielopoziomowa i w zasadzie wiąże się ona z ZAUFANIEM wierzeniem komuś, a nie tylko wierzeniem, że coś jest. Wiara, z której nic nie wynika nie różni się od pustego agnostycyzmu. Celem jest upodobnienie się do Boga Światłości Najwyższej (mówiąc symbolicznie), a wszystko inne to rozwinięcie tego celu, metody, środki i plany. Ateiści tego nie rozumieją i postrzegają nas jedynie jako wielką organizację.

>>Ateizm znam teoretycznie (...).
>Wątpię w owa teoretyczną znajomość. Teoretycznie to bolszewicy znakomicie sie znali na religii - tyle, że zaniedbali całą warstwę kulturowa i psychologiczną.
Znowu ci bolszewicy? Czy naprawdę nie można znaleźć innych porównań? Jak wspomniałem znam teoretycznie, a siedząc kilka miesięcy tu, zdobyłem wiedzę praktyczną, która dużo się nie różni, choć trudno wyciągnąć jednoznaczne wnioski w tej wieży Babel. Każdy ma tu inne zdanie na ten sam temat
Próbuję trochę inaczej rozmawiać niż na początku, gdy przewrotnie prowokowałem, badając teren. Muszę lepiej zrozumieć adwersarzy, zanim podejmę normalną dyskusję. Póki co jest ciężko, bo jeszcze się nie nauczyłem dobrze rozmawiać tym językiem i cokolwiek powiem wbijam kij w mrowisko. Adwersarze są nastawieni na ostrą konfrontację, dobrze przygotowani do walki, a ja tu wszedłem z ciekawości, zrozumieć o co wam chodzi i na dzień dobry zaatakowano każde moje słowo. Właściwie poza nielicznymi wyjątkami, sytuacja się nie zmieniła. Zamiast wymiany poglądów tracę czas na obronę, która przekonuje chyba tylko mnie samego. Muszę przyznać, że taki sparing intelektualny wiele mnie nauczył, aczkolwiek wolałbym spokojną rozmowę bez deprecjonowania adwersarzy. Gdy jest się nieustannie oskarżanym w podtekstach, to trudno się opanować i powstrzymać przed złośliwością.
>>Tak jak ateistów nie przekonają przesłanki za istnieniem Boga jeżeli odcinają je przez odrzucenie istnienia Boga, tak świadomych podstaw swej wiary wierzących nie zniechęcą przesłanki ateistów.
>A - to wiara ma podstawy, czyli jest wiedzą? Ciekawe słyszeć: czemu w takim razie wciąż jest nazywana wiarą tylko?
Dla wierzących ma i jeśli się uznaje Objawienie, to są i namacalne dowody, ale ateiści tego nie uznają, więc nic na to nie poradzę. Są jeszcze przesłanki rozumowe, psychologiczne i kilka innych, które bez odwołania do Objawienia wskazują na Boga jako Byt Konieczny, ale i tu ateiści znaleźli sposób, aby to odrzucić. I jestem niemal pewny, że nawet jakby badania naukowe wykazały, że jest Bóg, też znaleźliby sposób, aby to obejść. To jest tak widoczna postawa obronna, że chyba tylko sami zainteresowani jej nie widzą. No ale i na mój komentarz jestem pewien, że znajdzie się kontra, jeśli już ktoś jej wcześniej nie przygotował. Tak to widzę, dlatego nie wzruszają mnie te autorytarne komentarze.

>>Czasami używają oni przesłanek wskazujących na istnienie Boga jako dowodów na Jego nieistnienie.
>Jakiś przykład?
Choćby kod genetyczny (kod wskazuje na świadome zakodowanie), fluktuacje (z niczego), neurologia (ukazuje świetnie zaplanowaną i zaawansowaną biotechnologię), skomplikowana budowa atomu (to wygląda jak projekt), mechanizmy psychologiczne, hierarchia potrzeb itd.
Powoływanie się na chaotyczną selekcję ewolucyjną w obliczu takiej złożoności, zakrawa na kiepski dowcip, trochę za mało czasu (musiałaby przebiegać o wiele szybciej niż się przyjmuje), ale tu nie mam jeszcze wyrobionego zdania, bo nie wykluczam ewolucji, ale jest póki co za dużo niedoróbek.

>Im mniej przyjmujesz za pewne - tym z pewnością mniej się oszukujesz.
Można i tak, ale to jakaś lękowa postawa. Wartości duchowych nie będziemy przecież sprawdzać papierkiem lakmusowym. Jeśli coś jest złe to jest niezależnie złe. Choć może niektórym ludziom się podobać. Sadyście może się podobać dręczenie, ale jego ofierze nie. Jednak ludzie chorzy nie powinni ustanawiać norm. Normy są niezależne od emocji i choć nie możemy ich zobaczyć są jak wzór matematyczny. Jeżeli zastosujemy inny, to wyniki będą błędne.

>Wolny = prosty? Czyli nic łatwiejszego niż wolność - czy tak, Kontrascie?
Upraszcza pan wszystko, a rzeczywistość jest analogowa a nie dualistyczna. Słowa są tylko przybliżeniem rzeczywistości o jakich mówimy. Język obrazowy pomieszany z konkretnym wprowadza duże zamieszanie, ale takiego używamy. Prosty, jeśli będzie przeciwieństwem pokręconego (jak drut) jest celem, do którego dążymy. Mając pokręcony drut i chcąc, żeby był prosty musimy podjąć decyzję, że go wyprostujemy. Wartością będzie tu prostota drutu. Mamy więc tu wolność decyzji, albo pozostawimy drut jak był, albo wyprostujemy, możemy też go jeszcze bardziej pokręcić. Jednak sensowne jest w zasadzie tylko wyprostowanie drutu, czyli wybór wartości jaką jest tu dla nas jego postać wyprostowana.

Pozdrawiam!


Doskonała miłość usuwa lęk
wena t
Istniejące ograniczenia nie są wyrazem braku wolności lecz stwarzają możliwość jej zaistnienia. Ludzkie ciało funkcjonuje dzięki temu, że jego komórki spełniają konkretne a nie dowolne zadania, dopiero to stwarza możliwość pojawienia się wolności.

Nie należy jednak tych fizycznych ograniczeń przekładać na ludzkie wartości, które nigdy nie były podstawą kształtowania się porządku, np. codzienne modły, które porządkują życie jednego człowieka przypominają zahipnotyzowanego, który nie ma zdolności reagowania na otaczającą go rzeczywistość. Poza tym daleko nam do porządku świata fizycznego, który ma zdolność reagować, przystosowywać się do nowych okoliczności, zmieniać reguły, tworzyć nowe porządki, na przykład w przyrodzie - ludzkie wartości podążają w przeciwnym kierunku, izolacji, ustanowienia ostatecznych prawd, reguł, wypracowaniu tych jedynych schematów życia, są raczej zabijaniem wolności, możliwości dostosowywania się do zmieniającego się świata, niż jej wyrazem. Nowa idea przez jakiś czas może spełniać bardzo dobrze swoje funkcje, ale życie stawia wyzwania, narzuca konieczność podążania za nim i odrzucania starych pomysłów - człowiek, który nie jest wolny, nie umie tego, dzisiaj czy za tysiąc lat będzie wkładał na siebie to samo ubranie i odprawiał te same rytuały, jest jak komórka, która straciła zdolność przystosowywania się, strasznie stara, w obcym dla niej środowisku, skazana na śmierć.

Wartość wyraża się w chwili, która postawiła jakieś wyzwania - nie istnieją wartości na każdą okazję. Życie wolnego człowieka polega na zdolności niczym nie skrępowanej możliwości stawiania czoła wyzwaniom wprost, tak jak jest teraz, a nie ja to ma być według jakiegoś tam przepisu czy wzoru - są ludzie, którzy nigdy nie ugotowali dwa razy tej samej zupy pomidorowej, a każda była i tak smaczna
AstralStorm (558 punktów)
>Istniejące ograniczenia nie są wyrazem braku wolności lecz stwarzają możliwość jej zaistnienia. Ludzkie ciało funkcjonuje dzięki temu, że jego komórki spełniają konkretne a nie dowolne zadania, dopiero to stwarza możliwość pojawienia się wolności.

Zauważ, że komórki mogą pełnić i inne zadania, wystarczy zmienić substraty, środowisko...

>Nie należy jednak tych fizycznych ograniczeń przekładać na ludzkie wartości, które nigdy nie były podstawą kształtowania się porządku, np. codzienne modły, które porządkują życie jednego człowieka przypominają zahipnotyzowanego, który nie ma zdolności reagowania na otaczającą go rzeczywistość.

Przesadziłeś. Największa wolność to wolność wyboru własnego porządku bądź nieporządku. I to nie tylko z cudzych. Można go też samemu zaprojektować.

> Poza tym daleko nam do porządku świata fizycznego, który ma zdolność reagować, przystosowywać się do nowych okoliczności, zmieniać reguły, tworzyć nowe porządki, na przykład w przyrodzie - ludzkie wartości podążają w przeciwnym kierunku, izolacji, ustanowienia ostatecznych prawd, reguł, wypracowaniu tych jedynych schematów życia, są raczej zabijaniem wolności, możliwości dostosowywania się do zmieniającego się świata, niż jej wyrazem.

Wszystkie nasze tzw. wartości to po prostu heurystyka umysłu, zespół dążeń, zbudowany na podstawie prostego systemu nagród i kar.

Heurystykę prawie zawsze można zmienić. (niekiedy ze znacznymi spustoszeniami w psychice) Wystarczy zmienić warunki.

> Nowa idea przez jakiś czas może spełniać bardzo dobrze swoje funkcje, ale życie stawia wyzwania, narzuca konieczność podążania za nim i odrzucania starych pomysłów - człowiek, który nie jest wolny, nie umie tego, dzisiaj czy za tysiąc lat będzie wkładał na siebie to samo ubranie i odprawiał te same rytuały, jest jak komórka, która straciła zdolność przystosowywania się, strasznie stara, w obcym dla niej środowisku, skazana na śmierć.

Niekoniecznie skazana na śmierć. Czasem okazuje się, że te stare ideały za rok, 10, sto lat okazują się całkowicie odpowiednie. Ale za półtora mogą rzeczywiście zabić.
Jest to oczywiście antyprzystosowawcze (w sensie biologicznym).

>Wartość wyraża się w chwili, która postawiła jakieś wyzwania - nie istnieją wartości na każdą okazję.

Może istnieją, może nie. Może po prostu ich nie znamy.

> Życie wolnego człowieka polega na zdolności niczym nie skrępowanej możliwości stawiania czoła wyzwaniom wprost,
tak jak jest teraz, a nie ja to ma być według jakiegoś tam przepisu czy wzoru - są ludzie, którzy nigdy nie ugotowali dwa razy tej samej zupy pomidorowej, a każda była i tak smaczna

Mieszasz wolność z indywidualizmem. Wolność polega też na zdecydowaniu się na jej ograniczenie.

Lecz czy można zdecydować się na całkowite odrzucenie wolności? Czy nie stajemy się wtedy nieludzkimi trybikami maszyny?


Moim zadaniem nie jest z tobą walczyć, zmienić ciebie czy podporządkować.
Moim zadaniem jest nauczyć ciebie myśleć samodzielnie w wybrany przez ciebie sposób.
Wtedy będziemy mogli dyskutować.
Totus (1201 punktów)
>Największa wolność to wolność wyboru własnego porządku bądź nieporządku. I to nie tylko z cudzych. Można go też samemu zaprojektować.
Świetnie! Czyli zgodzisz się, że kształtując własny światopogląd muszę odwoływać się do już istniejących i z nimi polemizować jeżeli zakładam, iż będę wchodził w jakiekolwiek relacje z drugim człowiekiem.
W wyniku dyskusji nad światopoglądem mogę dokonywać korekt lub przyjmować "cudze" korekty jako zgodne z moimi. Procesom kształtowania światopoglądu przy współudziale wielu stanowisk musi towarzyszyć poszanowanie godności ludzkiej czyli w bezpośrednim, praktycznym przełożeniu poszanowanie ROZUMU jako wspólnego KONIECZNEGO narzędzia, niezbędnego do osiągnięcia kompromisu. Decyzja o użyciu ROZUMU jest dokonaniem wyboru i z chwilą przyjęcia go następuje odrzucenie NIE-ROZUMNOŚCI. Odrzucenie oznacza NIETOLERANCJĘ dla CIEMNOTY I ZANIEDBANIA EDUKACYJNEGO oraz wrogość i głęboką antypatię dla środowisk podważających słuszność powyzszego wyboru.
Pora na ciekawostki z "Kompendium Nauki Społecznej Kościoła" :
135. Człowiek może zwrócić się ku dobru jedynie w wolności, którą Bóg [=SŁOWO] go obdarowuje jako najwyższy, szczególny znak swojego obrazu. Bóg [=SŁOWO] chciał dać możliwość decydowania człowiekowi o własnym losie, tak aby z własnej woli szukał swojego stworzyciela [Źródło SŁOWA] i trwając przy nim w wolności osiągał pełną i błogosławioną doskonałość. Godność człowieka wymaga więc aby działał on według świadomego i wolnego wyboru [KULT ROZUMU ?] to znaczy osobiście, poruszany i kierowany od wewnątrz, a nie pod wpływem ślepego impulsu wewnętrznego [emocje, fantazje o podłożu mistyczno-irracjonalnym itp] czy czysto zewnętrznego przymusu [totalitaryzm, przemoc, manipulacja itp.]. (...)
136. Człowiek oczywiście jest wolny od chwili kiedy może pojąć i przyjąć Boże przykazania (...)"
--Zgadzam się całkowicie! Zrozumienie Ewangelii rozbijającej osobowy wymiar Boga na rzecz Ojca, Syna jako symboli nosicieli SŁOWA BOŻEGO czyli Systemu Wartości umoralniających jednostki jest przepustką do wypełnienia się w Nas (odbiorcach SŁOWA) misji apostolskiej Jezusa, czyli ostatecznego wyzwolenia się spod dyktatury wyimaginowanego bóstwa osobowego, z którym nie można by już wchodzić w jakąkolwiek relację interpersonalną (np. w formie modlitwy)
(...)___________________(...)
"140. Korzystanie z wolności zakłada odwoływanie się do naturalnego prawa moralnego o charakterze uniwersalnym, które łączy w sobie wszystkie prawa i obowiązki. (...) Prawo to nosi nazwę prawa naturalnego, ponieważ rozum, który je głosi jest cechą ludzkiej natury. Jest ono powszechne, rozciąga się na wszystkich ludzi ponieważ jest ustanawiane przez rozum."
--Gdybym miał wstępnie podsumować to ROZUM według kompendium jest centrum świętości i przepustką do zbawienia, co zgadza się z moimi ateistyczno-chrześcijańskimi poglądami. Zostawiając jednak nieco z boku analizę ciekawostek ciekaw jestem czy zgadzasz się z tym co napisałem?
AstralStorm (558 punktów)
>Świetnie! Czyli zgodzisz się, że kształtując własny światopogląd muszę odwoływać się do już istniejących i z nimi polemizować jeżeli zakładam, iż będę wchodził w jakiekolwiek relacje z drugim człowiekiem.

Nie musisz, możesz zamknąć uszy i krzyczeć. Ale to nie jest normalne. (w sensie statystycznym niekoniecznie!)

> W wyniku dyskusji nad światopoglądem mogę dokonywać korekt lub przyjmować "cudze" korekty jako zgodne z moimi.

Lub odrzucać cudze korekty bądź korygować korekty korekt. Do znudzenia.

Można też zawsze próbować wymyślić coś oryginalnego - z biegiem czasu staje się to oczywiście coraz trudniejsze.

> Procesom kształtowania światopoglądu przy współudziale wielu stanowisk musi towarzyszyć poszanowanie godności ludzkiej

(której do końca nie umiemy zdefiniować)

> czyli w bezpośrednim, praktycznym przełożeniu poszanowanie ROZUMU jako wspólnego KONIECZNEGO narzędzia, niezbędnego do osiągnięcia kompromisu.

Przydałoby się, aby do tego tekstu stosowało się więcej osób...

> Decyzja o użyciu ROZUMU jest dokonaniem wyboru i z chwilą przyjęcia go następuje odrzucenie NIE-ROZUMNOŚCI.

Tylko jedno zastrzeżenie: da się za pomocą rozumu (tzn. świadomie w/g definicji tego słowa) wybrać nierozumność. Znane są i takie dziwne przypadki.

> Odrzucenie oznacza NIETOLERANCJĘ dla CIEMNOTY I ZANIEDBANIA EDUKACYJNEGO oraz wrogość i głęboką antypatię dla środowisk podważających słuszność powyzszego wyboru.

Wrogość i antypatia, tak, powinny być zniwelowane.
Natomiast tolerowanie ciemnoty i zaniedbania edukacyjnego zamiast korygowania jest wysoce dyskusyjne.
Czy jest to etyczne? K.K. uznaje swoją misję "kształcącą" za jeden z głównych celów...

>Pora na ciekawostki z "Kompendium Nauki Społecznej Kościoła" :
>135. Człowiek może zwrócić się ku dobru jedynie w wolności, którą Bóg [=SŁOWO]

Fajnie by było, gdyby definicja Boga była taka prosta.
Nie podoba mi się terminologia miejscami.

> go obdarowuje jako najwyższy, szczególny znak swojego obrazu. Bóg [=SŁOWO] chciał dać możliwość decydowania człowiekowi o własnym losie, tak aby z własnej woli szukał swojego stworzyciela [Źródło SŁOWA] i trwając przy nim w wolności osiągał pełną i błogosławioną doskonałość.

Doskonałość tzn.? Błogosławioną? Co to za twór?

> Godność człowieka wymaga więc aby działał on według świadomego i wolnego wyboru [KULT ROZUMU ?]

No gdyby tak Kościół zostawiał ludziom więcej wyboru, a mniej szkalował np. księży nie popierających głównego nurtu...

Chociaż nietolerancji nie należy tolerować. (do ludzi skupionych wokół RM, a w szczególności Rozmów Niedokończonych)

> to znaczy osobiście, poruszany i kierowany od wewnątrz, a nie pod wpływem ślepego impulsu wewnętrznego [emocje, fantazje o podłożu mistyczno-irracjonalnym itp]

Och, żeby tak było pięknie... Niestety, w K.K. występują takie zjawiska jak charyzmaty i cuda.
Pytanie, czy są one rzeczywiście darem Bożym, czy może czymś zupełnie innym?

Nie ma chyba dobrej odpowiedzi.

> czy czysto zewnętrznego przymusu [totalitaryzm, przemoc, manipulacja itp.]. (...)

No tutaj też różnie z kościołem bywa. Nie oficjalnie na szczęście, ale w dosyć częstych przypadkach. (np. na peryferiach, czy RM)

>136. Człowiek oczywiście jest wolny od chwili kiedy może pojąć i przyjąć Boże przykazania (...)"

Tu się nie zgodzę. Człowiek jest wolny od chwili, gdy uzmysłowi sobie, że sam może decydować o swoim losie, choć niekoniecznie nieograniczenie. Poziom ograniczeń może w dość dużym zakresie sam sobie regulować.

Przykazania też można wbić do głowy na siłę, zupełnie bez refleksji.

Zostawię narazie problem wolności fizycznej vs wolności umysłowej/psychicznej.

>--Zgadzam się całkowicie! Zrozumienie Ewangelii rozbijającej osobowy wymiar Boga na rzecz Ojca, Syna jako symboli nosicieli SŁOWA BOŻEGO czyli Systemu Wartości umoralniających jednostki jest przepustką do wypełnienia się w Nas (odbiorcach SŁOWA) misji apostolskiej Jezusa, czyli ostatecznego wyzwolenia się spod dyktatury wyimaginowanego bóstwa osobowego, z którym nie można by już wchodzić w jakąkolwiek relację interpersonalną (np. w formie modlitwy)

Ciekawe, czy większość księży katolickich by się z tobą zgodziła... Raczej nie. A odpadało by wiele problemów.

>"140. Korzystanie z wolności zakłada odwoływanie się do naturalnego prawa moralnego o charakterze uniwersalnym, które łączy w sobie wszystkie prawa i obowiązki. (...) Prawo to nosi nazwę prawa naturalnego, ponieważ rozum, który je głosi jest cechą ludzkiej natury. Jest ono powszechne, rozciąga się na wszystkich ludzi ponieważ jest ustanawiane przez rozum."

Ciekawe czy np. prosty zakaz "Nie zabijaj" jest ustanowiony przez rozum - czy odnosi się do każdego przypadku itd.

Rozumiem natomiast prostotę złotej zasady i całkowicie racjonalny jej charakter.
Reformulacja przykazania V w/g złotej zasady: "Jeśli zabijasz, i ty możesz zostać zabity" jest dosyć interesująca.

Brzmi trochę jak "oko za oko, ząb za ząb", ale delikatniejsze - bo nie ma przymusu kary.

>--Gdybym miał wstępnie podsumować to ROZUM według kompendium jest centrum świętości i przepustką do zbawienia, co zgadza się z moimi ateistyczno-chrześcijańskimi poglądami.

Świętość to znaczy co?
Zbawienie? Jeśli mówimy o zbawieniu od głupoty, to być może. Jeśli o innym, nie mam zdania.

>Zostawiając jednak nieco z boku analizę ciekawostek ciekaw jestem czy zgadzasz się z tym co napisałem?

W większości tak, ale mam pewne zastrzeżenia, które wymieniłem powyżej.


Moim zadaniem nie jest z tobą walczyć, zmienić ciebie czy podporządkować.
Moim zadaniem jest nauczyć ciebie myśleć samodzielnie w wybrany przez ciebie sposób.
Wtedy będziemy mogli dyskutować.
Totus (1201 punktów)
>Nie musisz, możesz zamknąć uszy i krzyczeć. Ale to nie jest normalne. (w sensie statystycznym niekoniecznie!)
Statystycznym brakuje może jasnych wzorców tudzieź przystępnych charakterystyk atrybutu człowieka o nazwie DOJRZAŁOŚĆ. (z podkreśleniem do odpowiedzialnego=obywatelskiego uczestnictwa we wspólnocie).
Pytanie czy określenie tych wzorców nie będzie atakiem na wolność jednostki do nieskrępowanego odurzania się tworami irracjonalizmu?
>Lub odrzucać cudze korekty bądź korygować korekty korekt. Do znudzenia.
Aż chce się zaprowadzić porządek.
>Wrogość i antypatia, tak, powinny być zniwelowane.
ALE, według tego co piszę oznacza to zwalczanie tych środowisk ciemnotogennych. Niwelując je automatycznie rzeczywiście niwelujesz zjawisko wrogości i antypatii.
Zwalczanie oczywiście na drodze dyskusji NAD i Z światopoglądem.
>Natomiast tolerowanie ciemnoty i zaniedbania edukacyjnego zamiast korygowania jest wysoce dyskusyjne. Czy jest to etyczne?
Podpiszę się obiema rękami pod tym, że NIE JEST!
>K.K. uznaje swoją misję "kształcącą" za jeden z głównych celów...
Moim zdaniem misją kościoła jest głoszenie SŁOWA BOZEGO na terenach gdzie humanizacja wprost jest niemożliwa, tak,tak - humanizacja, tak, tak - ateizacja również w momencie gdy ludzie osiągną poziom tzw. "Wolnych Synów Bożych" - wtedy wierzyć bedą mogli w samych siebie i w sobie pokładać nadzieje OBIEKTYWNIE bo przez wzgląd na rozumne, moralne wytyczne a nie chciejstwo i słomiany zapał przyjmujący czasem postać chocholego tańca. (bez przykładów )
Coś za coś - czyż nie?
>Fajnie by było, gdyby definicja Boga była taka prosta.
Każdy kto mówi o Bogu automatycznie go definiuje. Mnie interesuje jednak Bóg mi najbliższy (wyznawcy stoją tuż za rogiem) i zbierając informacje o nim doszedłem do wniosku, że to bardzo mądry, wart poznania, dowcipny i wzruszający, trafnie wartościujący rzeczywistość, wyzwolony ATEISTA, a ja jako jego obserwator czuję się nie tylko mu współistotny ale krzyknąć mi się chce: "Totus Tuus OJCZE". I kiedy pyta mnie w przedśmiertnym testamencie czy byłbym uprzejmy ludziom wyjaśnić jego ojcowską naturę, ja odpowiadam z uśmiechem: "Oczywiście Tato, uczynię to z rozkoszą i to bez konieczności pytania Cię o zgodę, wszak zrozumiawszy Cię - jestem taki jak Ty i pytanie Cię o cokolwiek byłoby nie na miejscu" (choć wygląda - to nie jest żart)
>Nie podoba mi się terminologia miejscami.
Nie jest wolą Ewangelisty tworzenie religii ale wychodzenie jej na przeciw.
Wola Ewangelisty nie może więc być oficjalnie JEGO WOLĄ !!! (Mt 5,17)
A skoro nie to czyją? Konieczność oddolna lub brutalniej - odciemnotowa?
Zresztą nie przesadzajmy z tą brutalnością - nikt nie zaprzeczy, że rodzi się kompletnym ciemniakiem wobec światła rozumu i czy to tak trudno zaakceptować?
P.S. Dziś już nie zdążę wycisnąć z siebie więcej dlatego C.D.N. jeżeli masz czas i ochotę będę wdzięczny za "zgłoszenie zastrzeżeń".
Pozdrawiam.
AstralStorm (558 punktów)
>>Nie musisz, możesz zamknąć uszy i krzyczeć. Ale to nie jest normalne. (w sensie statystycznym niekoniecznie!)
>Statystycznym brakuje może jasnych wzorców tudzieź przystępnych charakterystyk atrybutu człowieka o nazwie DOJRZAŁOŚĆ. (z podkreśleniem do odpowiedzialnego=obywatelskiego uczestnictwa we wspólnocie).

Niestety, czasem uczestnictwo jest tożsame z podporządkowaniem się. Takie życie.
A niektórzy nie lubią się podporządkowywać, albo wcale (głupie - najlepiej niech niepodporządkowują się własnej biologii), albo tylko niektórym zasadom, co ich może, acz nie musi, wykluczać z danej wspólnoty.

Najważniejsza sprawa to zachowanie dialogu i nieszkalowanie outsiderów ze strachu przed ucieczką jakiejś części członków.

>Pytanie czy określenie tych wzorców nie będzie atakiem na wolność jednostki do nieskrępowanego odurzania się tworami irracjonalizmu?

Nie, bo zakładając wolność, nie wszyscy muszą je przyjąć.
Jeśli nakażemy ich przyjmowanie, to co innego. Możemy w najlepszym razie nakłaniać, pokazywać przyczyny i skutki, argumentować.

>>Natomiast tolerowanie ciemnoty i zaniedbania edukacyjnego zamiast korygowania jest wysoce dyskusyjne. Czy jest to etyczne?
>Podpiszę się obiema rękami pod tym, że NIE JEST!

Oczywiście korygowanie nie polega na stosowaniu metody "ognia i miecza". Tego próbowało wiele systemów totalitarnych.

>>K.K. uznaje swoją misję "kształcącą" za jeden z głównych celów...
>Moim zdaniem misją kościoła jest głoszenie SŁOWA BOZEGO na terenach gdzie humanizacja wprost jest niemożliwa, tak,tak - humanizacja,

Jedyne co mnie martwi to jakość doręczanej informacji. Często kończy się niestety na "wielkim tatusiu w niebie". Ludzie to kupują i nikt nie koryguje. Szczególnie strasznie to wygląda u dzieci.

> I kiedy pyta mnie w przedśmiertnym testamencie

Może jeszcze nie teraz?

> czy byłbym uprzejmy ludziom wyjaśnić jego ojcowską naturę, ja odpowiadam z uśmiechem: "Oczywiście Tato, uczynię to z rozkoszą i to bez konieczności pytania Cię o zgodę, wszak zrozumiawszy Cię - jestem taki jak Ty i pytanie Cię o cokolwiek byłoby nie na miejscu" (choć wygląda - to nie jest żart)

Wygląda na dość szczególną interpretację stworzenia "na swój obraz i podobieństwo".

>>Nie podoba mi się terminologia miejscami.
>Nie jest wolą Ewangelisty tworzenie religii ale wychodzenie jej na przeciw.
>Wola Ewangelisty nie może więc być oficjalnie JEGO WOLĄ !!! (Mt 5,17)

Niestety, niektórzy nie zrozumieli, że odnosi się też to do nich. Tzn. że nie powinni wykorzystywać 'słowa' do własnych celów, bo nie po

>A skoro nie to czyją? Konieczność oddolna lub brutalniej - odciemnotowa?

Po prostu ludzka żądza władzy, chęć dominacji? (czyli ta druga)

>Zresztą nie przesadzajmy z tą brutalnością - nikt nie zaprzeczy, że rodzi się kompletnym ciemniakiem wobec światła rozumu i czy to tak trudno zaakceptować?

Czasem jest mniej ciemny bezpośrednio po urodzeniu niż później. Inna sprawa, że to nie jest szczyt żaden.

>Pozdrawiam.
I ja również.

Moim zadaniem nie jest z tobą walczyć, zmienić ciebie czy podporządkować.
Moim zadaniem jest nauczyć ciebie myśleć samodzielnie w wybrany przez ciebie sposób.
Wtedy będziemy mogli dyskutować.
Totus (1201 punktów)
>>Nie jest wolą Ewangelisty tworzenie religii ale wychodzenie jej na przeciw.
>>Wola Ewangelisty nie może więc być oficjalnie JEGO WOLĄ !!! (Mt 5,17)
>Niestety, niektórzy nie zrozumieli, że odnosi się też to do nich. Tzn. że nie powinni wykorzystywać 'słowa' do własnych celów, bo nie po
>>A skoro nie to czyją? Konieczność oddolna lub brutalniej - odciemnotowa?
>Po prostu ludzka żądza władzy, chęć dominacji? (czyli ta druga)
Wola ateisty (Ewangelisty) nie może byc oficjalnie jego wolą.
Jego wola to wola samego Boga, który tak nas umiłował, że posłał na ziemię swojego Syna... i tu zaczynamy wojnę z Bestią (fałszywym wizerunkiem tatusia w niebie) aż do ostatniego wersu Apokalipsy, wojnę ze złudzeniami, wojnę o człowieka, wojnę o zdrowy model społeczny, wojnę o wolnośc możliwą tylko w dojrzałym rozumowo systemie, wojnę o sprawiedliwośc i prawo edukacji ludzi do poziomu, w którym zdolni będą do nabycia i przeżywania wolności umysłowej.
Ale, jako że uważasz się za wolnego człowieka zadam pytanie czy chcesz abym udowodnił, że prawdą jest to o czym piszę?
Prawda zobowiązuje i co wtedy z wolnością od niej?
Ludzie tu piszą "wolnośc do", w porządku, popieram, ale od ukształtowanego sumienia na drodze rozumowej nie ma odwrotu.
Poznanie "drzewa dobrego i złego" to koniec tego guślarskiego raju, to odcięcie pępowiny, to śmierc dla "JA", które po trzech dniach zdolne jest zmartwychwstac, wygrac ze śmiercią w umyśle by stawic jej czoła w rzeczywistości fizycznej.
To prawie jak wybór pigułek w Matrix'ie choc bliższe tematycznie jest tu zerwanie rajskiego jabłuszka. Więc?
Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów)
>Witam!
>Postanowiłem napisać kolejny, nieco prowokacyjny wątek i
>mam nadzieję, że czegoś się dowiem. Tytułowe pytanie, która
>wolność jest właściwa według forumowiczów, wolność "od"
>wartości, czy "do" wartości?

Witam!
Postanowiłem zadać sobie kolejny trud przeczytania wszystkich dotychczasowych wypowiedzi na postawiony temat i... niczego się nie dowiedziałem (no, może tylko tego, że powinienem zostać katolickim świętym w nagrodę za cierpliwość ).
A nie dowiedziałem się niczego z bardzo prostej przyczyny: nikt, powtażam: nikt z dyskutujących nie zadał sobie trudu zdefiniowania podstawowych pojęć niezbędnych w tej dyskusji. Co to jest "wartość"? Co to jest "norma"? Czym jest "anomia"? Co to jest "wolność"?
Efekt?
Ano taki, jaki widać gołym okiem. Kompletne pomieszanie z poplątaniem. Każdy mówi to co chce i używa pojęć tak, jak mu wygodnie w danej sytuacji (często traktując je zamiennie - szczególnie "wartość" i "normę" - jako synonimy).
Może to jeden z symptomów "wolności" (wolności słowa)?
A może Autor postu zechciałby jakoś to uporządkować? Bo jak na razie jest to tylko zwykły "śmietnik" (na który też - aczkolwiek w innym kontekście - niektórzy się powołują).
Najlepjej obrazują to, o czy mówię przykłady prezentowane przez Dajmoniona w jego wypowiedziach - kompletny groch z kapustą (dla bardziej wysublimowanych: bigos intelektualny).
Pozdrawiam.

fides ex necessitate esse non debet
Kontrast (1042 punktów)
Witam!
>>Postanowiłem napisać kolejny, nieco prowokacyjny wątek i
>>mam nadzieję, że czegoś się dowiem. Tytułowe pytanie, która
>>wolność jest właściwa według forumowiczów, wolność "od"
>>wartości, czy "do" wartości?

>Postanowiłem zadać sobie kolejny trud przeczytania wszystkich dotychczasowych wypowiedzi na postawiony temat i... niczego się nie dowiedziałem (no, może tylko tego, że powinienem zostać katolickim świętym w nagrodę za cierpliwość ).
Gdybyś ten czas przeznaczył na duchową lekturę i modlitwy, to kto wie
>A nie dowiedziałem się niczego z bardzo prostej przyczyny: nikt, powtarzam: nikt z dyskutujących nie zadał sobie trudu zdefiniowania podstawowych pojęć niezbędnych w tej dyskusji. Co to jest "wartość"? Co to jest "norma"? Czym jest "anomia"? Co to jest "wolność"?
Ja miałem okrojoną wersję socjologii i trochę dawno nie zaglądalem do podręczników, ale takie pojęcia to bardziej z etyki niż samej socjologii. Nie wypowiadam się tu na temat zbyt wiele, bo jak tylko się odezwę, zaraz forumowicze czepiają się tematu wiary. Nie chciałem też zbyt wiele sugerować z czystej ciekawości.

>Efekt?
>Ano taki, jaki widać gołym okiem. Kompletne pomieszanie z poplątaniem. Każdy mówi to co chce i używa pojęć tak, jak mu wygodnie w danej sytuacji (często traktując je zamiennie - szczególnie "wartość" i "normę" - jako synonimy).
Wykształcenie socjologiczne to rzadkość, chyba jeszcze wieksza niż wykształcenie teologiczne. Trudno się dziwić, że dyskutanci mylą pojęcia.

>Może to jeden z symptomów "wolności" (wolności słowa)?
>A może Autor postu zechciałby jakoś to uporządkować? Bo jak na razie jest to tylko zwykły "śmietnik" (na który też - aczkolwiek w innym kontekście - niektórzy się powołują).
Zamiast narzekać socjologu, ciesz się z materiału badawczego, to lepsze niż ankiety. Takie badanie środowiskowe. Trudno byłoby znaleźć i namówić tyle osób. Na testach ludzie chcą wypaść lepiej, a tu jest spontanicznie
Wolę poczekać, aż wyczerpie się temat i niczego nie narzucać zbytnio. Prowokacja się chyba udała sądząc po liczbie postów. Przeanalizuję wszystko, gdy nie będę musiał odpisywać na kilka postów jednocześnie. Może na swojej stronie jak obiecuję od dłuższego czasu.

Pozdrawiam!


Doskonała miłość usuwa lęk
Michał Aleksy Mentrak (10573 punktów)
>Zamiast narzekać socjologu, ciesz się z materiału badawczego, to lepsze niż ankiety. Takie badanie środowiskowe. Trudno byłoby znaleźć i namówić tyle osób. Na testach ludzie chcą wypaść lepiej, a tu jest spontanicznie

A jak myślisz, co ja tu robię???

fides ex necessitate esse non debet
Piotrek Patucha (2279 punktów)
A ja myślałem, że ten wątek to zbiorowa modlitwa, dlatego nie należy domagać się precyzji w pojęciach. Ale widocznie to naukowa dyskusja, a ja za głupi jestem, żeby odróżnić ich znaczenia.

Prawda jest taka(dostanę bana albo co najmniej narażę się stałym bywalcom), że forum jest do pla-plania lub romansowania, a nie do prowadzenia poważnych dyskusji(romanse są tu i tak liche, bo nikt nie ma złudzeń, że uda się je skonsumować). Niby forum racjonalistów, a największą popularnością cieszą się wątki o Bogu i cudach. Prosze policzyć ilość odpowiedzi w topicach w dziale pierwszym od góry.)

Poważne dyskusje są prowadzone w zaciszu(nie w tłumie) i nie z każdym kto się nawinie pod ogon, ale z wybranymi(proponuję wybrać drogę mailową lub artykuły). Tylko nieliczni starają sie utrzymać wysoki poziom wypowiedzi i z przykrością muszę stwierdzić, że są to tylko osoby z kręgu moderatorów plus kilku gości(m.in. Zima, Agnos, scorp, Teresa).

Teraz możecie mnie skazać w sądzie skorupkowym na wygnanie.
outsider (2469 punktów)
Idealista...

Zdarzają sie wątki, w których lepiej się posługujemy językiem - tu jednak zważywszy tak na tematykę jak i nieuchronnośc polemiki z autorem wątku, nikomu się nie chce. To nie dyskusja - to swobodna wymiana uwag na bliżej nieznany (i nieistotny w gruncie rzeczy) temat.

Tak bywa na forach. Albowiem ciekawą ich cechą jest to, żę forumowe walki (coż innego w końcu) toczą się w przestrzeni ściśle liniowej. To bodaj jedyna znana tego rodzaju przestrzen publiczna, gdzie w walce nie zużywa się żadnych zasobów. Zdarza się, że wszyscy z grubsza uczestnicy danego forum szanują swój czas i energię - dokonują wtedy delinearyzacji przestrzeni: niewiele trzeba, wystarczy aby dobre imię dyskutanta stanowiło wartość znaczącą, zasobem ograniczonym jest ono z pewnością. Na tym watku jednak nie ma consensusu w jakiejkolwiek sprawie - jest jałowy do bólu (choć być może gdzies tam padają ciekawe spostrzeżenia), ale i nie da się nikomu odmówić prawa do dyskusji na wybranych przez siebie zasadach, póki mało wysublimowany poziom netetykiety nie jest drastycznie naruszany.

Cóz zatem robić - są tego rodzaju wątki, przeznaczone dla maatorów niezbyt silnych wrażeń. Coś za coś - nowa forma komunikacji ma swoje konsekwencje, niekoniecznie przez nas wymarzone.



Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej
(Nie-boska komedia}
Kontrast (1042 punktów)
Witam!
Panie Outsiderze, znowu dostałem powiadomienie o poście, w którym poza wyrażoną aluzyjnie do mnie próbą dyskredytacji nie ma konkretnej treści na temat. To taka opinia dla opini. Każdy ma do niej prawo. Rzuciłem prowokacyjny tytuł, żeby zobaczyć odpowiedzi forumowiczów. Komentuję je czasem, ale chociaż z wieloma raczej się nie zgadzam. Liczba postów w wątku jest dowodem, że temat nie jest bez znaczenia. Jak przedawni się, spróbuję przeczytać wszystko i będę mógł ocenić jakie poglądy mają ludzie w tej kwestii. W zasadzie zależało mi tylko na konkretnej odpowiedzi samych racjonalistów, ale przypadkowo wątek przerodził się w szerszą wielotematyczną dyskusję. Byłem skłonny na początku narzekać, ale doszedłem do wniosku, że to ciekawe i w bonusie dostałem więcej niż oczekiwałem. Podobnie było z poprzednim wątkiem o poznaniu naukowym, z którego dowiedziałem się więcej niż mogłem się spodziewać.

Pozdrawiam!

Doskonała miłość usuwa lęk
outsider (2469 punktów)
Zdarza się, że w wątku wyrośnie gałązka boczna - ten prawdę mówiąc składa się głownie z takich gałązek. "Aluzyjna dyskredytacja"? Kontraście - cały czas zgoła niealuzyjnie usiłujesz zdyskredytować wszystkich tych, którzy Twojej wiary katolickiej nie podzielają.

Temat istotnie jest ważki - tyle tylko, że niesposób o nim sensownie dyskutować z kimś, kto cały czas posługuje sie tak osobliwą jak Twoja "teologią": zapewniam Cię, że istnieją o wiele bardziej dopracowane warianty teologii katolickiej niz to, co tu prezentujesz. Bo ta Twoja to raczej frazeologia niż teologia.

Tradycyjnie już odwzajemniam pozdrowienia.


Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej
(Nie-boska komedia}
Kontrast (1042 punktów)
Witam!

Znowu szuka pan czegos, żeby mi dokopać. Chyba kiedyś wypiszę kilka tych komentarzy na mój temat i zbierze się pokaźna lista. Według niej jestem specjalistą od wielu przedziwnych dziedzin. Zrobił pan ze mnie multifilozofa, juz nie pamiętam wszystkich określeń. Dobrze, że mam poczucie humoru i bawi mnie to. To nieustanne doszukiwanie się z pana strony błędów i przypisywanie mi złośliwości, czy wyciąganie znaczeń odwrotnych do zamierzonych przeze mnie. Próbuję to jakoś pozytywnie wykorzystać, ale ciężko. Nie jestem tak biegły w bezpośrednim pisaniu. Dopiero od niedawna piszę trochę więcej, ale takie szermierki słowne, czegoś mnie uczą. Nie mam czasu na sprawdzanie każdego zdania w mądrych książkach, bo musiałby pan czekać kilka dni na odpowiedź, a nie kilkanaście minut. Rezygnuję z niektórych zajęć, żeby w miarę możliwości odpowiedzieć każdemu forumowiczowi i naprawdę zaczyna mnie irytować jak na co drugi post pisany do kogoś innego zjawia się pan z deprecjonującymi mnie uwagami.

>Kontraście - cały czas zgoła niealuzyjnie usiłujesz zdyskredytować wszystkich tych, którzy Twojej wiary katolickiej nie podzielają.
>Temat istotnie jest ważki - tyle tylko, że niesposób o nim sensownie dyskutować z kimś, kto cały czas posługuje sie tak osobliwą jak Twoja "teologią": zapewniam Cię, że istnieją o wiele bardziej dopracowane warianty teologii katolickiej niz to, co tu prezentujesz.
Za upośledzonego mni pan chyba ma...
>Bo ta Twoja to raczej frazeologia niż teologia.
I kolejne czepianie się.
Takich stwierdzeń używa pan cała masę, głównie wobec mnie, ale zauważyłem też, że Dajmonowi się oberwało.
Podawałem już kilka razy link do zasad jakich ja staram się trzymać, choć często zdarza mi się popełniać błędy i jeśli takie błędy popełniam, to proszę mi przysłać wypisy prywatnie na pocztę, a nie tu na forum.
Zasady dialogu

Pozdrawiam!

Doskonała miłość usuwa lęk
outsider (2469 punktów)
Przykro mi, ale takie są zasady prowadzenia polemiki w dzisiejszym laickim świecie. Wykłady o. Józefa Augustyna (zajrzałem na Twoja stronę) nie maja tu wiele do rzeczy - choć rzecz jasna np. w środowisku katolickim mogą one być jak najbardziej stosowne.

Tu jednak spieramy sie o parę rzeczy. i zamiast "chrześcijańskich zasad komunikacji" (tak by to chyba nalezało nazwać, odwołujac się do Twojej stronki) wolałbym otrzymywać odpowiedzi na pytania które zadaję. Nie wydaje mi się zresztą, aby Twój stosunek do owych zasad (znanych Ci najwyraźniej) był lepszy niż do Twoich sieciowych rozmówców - jedno i drugie nazwę głębokim niezrozumieniem.

Tradycyjnie juz odwzajemniam pozdrowienia.


Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej
(Nie-boska komedia}
Kontrast (1042 punktów)
>Przykro mi, ale takie są zasady prowadzenia polemiki w dzisiejszym laickim świecie.
Właśnie...

>Wykłady o. Józefa Augustyna (zajrzałem na Twoja stronę) nie maja tu wiele do rzeczy - choć rzecz jasna np. w środowisku katolickim mogą one być jak najbardziej stosowne.
Tak? To tylko chrześcijanie powinni być ludźmi kulturalnymi, a reszta niech robi co chce. Świetnie...

>Tu jednak spieramy sie o parę rzeczy. i zamiast "chrześcijańskich zasad komunikacji" (tak by to chyba nalezało nazwać, odwołujac się do Twojej stronki) wolałbym otrzymywać odpowiedzi na pytania które zadaję.
Były tu pytania? Może raczej stwierdzenia na temat mojej osoby i niewybrwdne określenia na mój temat?

>Nie wydaje mi się zresztą, aby Twój stosunek do owych zasad (znanych Ci najwyraźniej) był lepszy niż do Twoich sieciowych rozmówców - jedno i drugie nazwę głębokim niezrozumieniem.
Żeby zrozumieć rozmówcę trzeba poznać jego logikę, a tu mam kilkadziesiąt osób, aż tak zdolny nie jestem, pomimo nienajgorszej znajomości psychologii. Chyba najlepiej udaje mi się ostatnio porozumieć z Volrath'em, bo z kilkoma innymi osobami nie mogę obejść antyklerykalnej fosy obronnej i jakikolwiek temat podejmę muszę wyjaśniać dlaczego wierzę w to czy tamto. Zarzucacie mi że głoszę, jakby zabronione było mówienie o Bogu, co i tak specjalnie ograniczam. Niestety zmuszacie mnie, abym tłumaczył szczegółowo. Zarzucając, że mówię niezrozumiale itp. Potem przylatuje ktoś i narzeka, że głoszę.

Co do zasad dialogu nie stosuję ich zawsze i bezwzględnie. Czasami trzeba założyć zbroję, gdy nie ma szans na normalny dialog. To są wskazówki na czas pokoju.

Pozdrawiam!


Doskonała miłość usuwa lęk
outsider (2469 punktów)
>>Przykro mi, ale takie są zasady prowadzenia polemiki w dzisiejszym laickim świecie.
>Właśnie...

Kontraście - takie a nie inne zasady przyjęły sie dlatego, ze są skuteczne. W szczególności można w ich ramach dyskutować bez wzajemengo obrażania się - mozna też uzgadniac poglądy - o ile dają się one uzgodnić.

>>Wykłady o. Józefa Augustyna (zajrzałem na Twoja stronę) nie maja tu wiele do rzeczy - choć rzecz jasna np. w środowisku katolickim mogą one być jak najbardziej stosowne.
>Tak? To tylko chrześcijanie powinni być ludźmi kulturalnymi, a reszta niech robi co chce. Świetnie...

Uważasz tę swoja wypowiedź za kulturalna? Nie - jak zwykle insynuujesz: w tym przypadku, że Twoi polemiści nie zachowują się kulturalnie. Pozwolę sobie miec inne zdanie.

>>Tu jednak spieramy sie o parę rzeczy. i zamiast "chrześcijańskich zasad komunikacji" (tak by to chyba nalezało nazwać, odwołujac się do Twojej stronki) wolałbym otrzymywać odpowiedzi na pytania które zadaję.
>Były tu pytania? Może raczej stwierdzenia na temat mojej osoby i niewybrwdne określenia na mój temat?

Nie, Kontrascie - piszesz nieprawdę. Było wiele pytań - nie odpowiadasz na nie jednak, klepiesz cały czas mantrę że Ty wiesz a inni nie. To brak elementarnego szacunku dla rozmówców - o kompletnym braku rozeznania w tematyce którą tu usiłujesz omawiać nie wspomnę.

>>Nie wydaje mi się zresztą, aby Twój stosunek do owych zasad (znanych Ci najwyraźniej) był lepszy niż do Twoich sieciowych rozmówców - jedno i drugie nazwę głębokim niezrozumieniem.
>Żeby zrozumieć rozmówcę trzeba poznać jego logikę, a tu mam kilkadziesiąt osób, aż tak zdolny nie jestem, pomimo nienajgorszej znajomości psychologii. Chyba najlepiej udaje mi się ostatnio porozumieć z Volrath'em, bo z kilkoma innymi osobami nie mogę obejść antyklerykalnej fosy obronnej i jakikolwiek temat podejmę muszę wyjaśniać dlaczego wierzę w to czy tamto. Zarzucacie mi że głoszę, jakby zabronione było mówienie o Bogu, co i tak specjalnie ograniczam. Niestety zmuszacie mnie, abym tłumaczył szczegółowo. Zarzucając, że mówię niezrozumiale itp. Potem przylatuje ktoś i narzeka, że głoszę.

Kontraście - Twoje wypowiedzi są na żenującym poziomie. Ot na przykład w powyższym akapicie: zarzucasz rozmówcom jakąś "fosę obronną" - tymczasem to Ty nie masz nic do powiedzenia: dlatego niespecjalnie ktoś się tu z Twoimi "wypowiedziami" zgadza, ty jednak winisz rozmówców.

>Co do zasad dialogu nie stosuję ich zawsze i bezwzględnie. Czasami trzeba założyć zbroję, gdy nie ma szans na normalny dialog. To są wskazówki na czas pokoju.

Powiedzmy jasno: nie rozumiesz, czym jest dialog.

>Pozdrawiam!
Tradycyjnie odwzajemniam.



Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej
(Nie-boska komedia}
Kontrast (1042 punktów)
Witam!

Potwierdza pan tylko to, o czym napisałem wcześniej. Wmawia mi pan nieustannie jakieś próby manipulacji, tym razem i inne rzeczy. Cokolwiek nie odpowiem, pan zawsze znajdzie argumenty na poparcie swoich tez deprecjonujących moją osobę. Nawet jak próbuję upomnieć się o prawo do bycia sobą. Chyba przestanę reagować w końcu na to, bo nie widzę szansy na normalność.

>>>Przykro mi, ale takie są zasady prowadzenia polemiki w dzisiejszym laickim świecie.
>>Właśnie...
>Kontraście - takie a nie inne zasady przyjęły sie dlatego, ze są skuteczne. W szczególności można w ich ramach dyskutować bez wzajemengo obrażania się - mozna też uzgadniac poglądy - o ile dają się one uzgodnić.
Tu odwraca pan kota ogonem.

>>>Wykłady o. Józefa Augustyna (zajrzałem na Twoja stronę) nie maja tu wiele do rzeczy - choć rzecz jasna np. w środowisku katolickim mogą one być jak najbardziej stosowne.
>>Tak? To tylko chrześcijanie powinni być ludźmi kulturalnymi, a reszta niech robi co chce. Świetnie...
>Uważasz tę swoja wypowiedź za kulturalna?
I kolejny przykład odwrócenia sensu mojej wypowiedzi na ograżającą. A było to pytanie, zdziwienia. To chyba różnica.

>Nie - jak zwykle insynuujesz: w tym przypadku, że Twoi polemiści nie zachowują się kulturalnie. Pozwolę sobie miec inne zdanie.
Kolejne osądzające zdanie robiące ze mnie zarozumialca itd.

>>>Tu jednak spieramy sie o parę rzeczy. i zamiast "chrześcijańskich zasad komunikacji" (tak by to chyba nalezało nazwać, odwołujac się do Twojej stronki) wolałbym otrzymywać odpowiedzi na pytania które zadaję.
>>Były tu pytania? Może raczej stwierdzenia na temat mojej osoby i niewybrwdne określenia na mój temat?
Odniosłem się do ostatniego postu.

>Nie, Kontrascie - piszesz nieprawdę. Było wiele pytań - nie odpowiadasz na nie jednak, klepiesz cały czas mantrę że Ty wiesz a inni nie.
Kolejne osądzenie i przypisanie mi postawy jakiej nie deklaruję. Jeśli coś mówię z pewnością siebie to dlatego, że mam takie przekonanie.

>To brak elementarnego szacunku dla rozmówców
Gdzie napisałem bezpośrednio, że kogoś nie szanuję? To wszystko pana interpretacje.

>- o kompletnym braku rozeznania w tematyce którą tu usiłujesz omawiać nie wspomnę.
A tu następny kwiatek.

>>>Nie wydaje mi się zresztą, aby Twój stosunek do owych zasad (znanych Ci najwyraźniej) był lepszy niż do Twoich sieciowych rozmówców - jedno i drugie nazwę głębokim niezrozumieniem.
To poprzedni...

>>Żeby zrozumieć rozmówcę trzeba poznać jego logikę, a tu mam kilkadziesiąt osób, aż tak zdolny nie jestem (...).

>Kontraście - Twoje wypowiedzi są na żenującym poziomie.
Następny komplement.

>Ot na przykład w powyższym akapicie: zarzucasz rozmówcom jakąś "fosę obronną"
Tu miał pan rację zarzuciłem, ale nie miałem intencji obrażać tylko nazwałem metaforycznie postawę, której nikt tu specjalnie nie ukrywa. Miałem na celu uświadomić rozmówcom, że coś takiego widzę i to przeszkadza w normalnej rozmowie.

>- tymczasem to Ty nie masz nic do powiedzenia:
Jak bym narzekał na Kościół to pewnie by mi pan przyklaskiwał, ale wolę narzekanie zostawić dla siebie.

>dlatego niespecjalnie ktoś się tu z Twoimi "wypowiedziami" zgadza,
Akurat to mnie nie dziwi...

>ty jednak winisz rozmówców.
Nie winię rozmówców, denerwuję się tylko jak obraża się Kościół i dobrych ludzi. Tylko z antykatolikami i antyklerykałami mam tu takie dyskusje, których nie cierpię, ale zaczepiony odpowiadam i potem trudno się uwolnić od takiego "ogona".

>>Co do zasad dialogu nie stosuję ich zawsze i bezwzględnie. Czasami trzeba założyć zbroję, gdy nie ma szans na normalny dialog. To są wskazówki na czas pokoju.

>Powiedzmy jasno: nie rozumiesz, czym jest dialog.
I kolejny komplemencik...

Odnoszę wrażenie, że chce pan tu cenzurować w pewnym sensie moje wypowiedzi, bo nie pasują do jedynie słusznych przekonań antykatolickich. Szczególnie jak wyrażam mój protest wobec obraźliwych pod adresem Kościoła, czy jego nauczania uwag. Nie jestem fanatykiem religijnym i potrafię zrozumieć, że ktoś nie wierzy. Interesuje mnie ta problematyka od strony psychologicznej i filozoficznej, a może też socjologicznej. Chcę zrozumieć jakie mechanizmy powodują wybór takiego światopoglądu. Dlatego też zadaję trudne pytania. Jednak zamiast odpowiedzi dostaję takie posty jak ten.
Zaczynam zgadzać się z tymi katolikami, którzy zniechęcili się do rozmów na forum, zmęczeni takim traktowaniem ich na forum.
Naprawdę wolę już niekończące się dyskusje z Zimą, niż wysłuchiwanie nieustannych oskarżeń i takiego deprecjonowania.
Gdyby pan pisał przedrostki, "wydaje mi się", "odnoszę wrażenie" itp. to można by jeszcze dyskutować, ale na stwierdzenia nie ma mocnych.

>Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej
Już ta stopka brzmi oskarżycielsko. Z kontekstu oskarża, każdego kto mówi coś o Bogu...

Moje upomnienia nie mają na celu oskarżanie, ale zwrócenie uwagi na negatywne w moim odczuciu postawy, które przeszkadzają w normalnej wymianie poglądów.

Tradycyjnie pozdrawiam!

Doskonała miłość usuwa lęk

Wróć do listy wątków działu Filozofia i światopogląd

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365